Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Witecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Witecki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 stycznia 2023

Precjoza wrocławskich bractw strzeleckich - nowa wystawa czasowa

Jednemu z najciekawszych i najcenniejszych zespołów zabytków, jaki przechowywany był do II wojny światowej we wrocławskich zbiorach muzealnych, poświęcona jest ta wystawa. Po raz pierwszy pokazane zostaną zachowane dzieła z kolekcji złotniczej należącej do dawnych wrocławskich bractw strzeleckich. 

Puchar wrocławskiego Bractwa Strzeleckiego z Zwingeru
ufundowany przez mistrza krzyżowców z czerwoną gwiazdą: 
Johanna Heintza, Veit Koch, Wrocław, 1604,  Muzeum Narodowe we Warszawie

Przechowywane do II wojny światowej w zbiorach Śląskiego Muzeum Przemysłu Artystycznego i Starożytności precjoza wrocławskich konfraterni strzeleckich tworzyły jedną z największych zwartych kolekcji wrocławskiego muzealnictwa, mającą oprócz wartości artystycznej także ogromne znaczenie dla historii miasta. Ponad 300 zabytków, w większości wysokiej klasy dzieł jubilerskich i złotniczych powstałych w czasach renesansu, manieryzmu i baroku, było przedmiotem dumy dawnych wrocławskich muzealników.

Niestety, okrucieństwo ostatniej wojny nie ominęło także tego imponującego zbioru, z którego tu na miejscu we Wrocławiu do dziś nie zachowało się prawie nic.

„O wielkości strat, jakich doświadczył ten zbiór w ostatnich miesiącach wojny, świadczy niewielka liczba pochodzących z niego obiektów, które zachowały się do czasów obecnych w zbiorach muzealnych – mówi Jacek Witecki, współkurator wystawy. „To właśnie na ich podstawie możemy zyskać wyobrażenie o unikatowym charakterze całej kolekcji”.

Na wystawie pokazanych zostanie większość zachowanych dzieł. Zwiedzający zobaczą m.in. wieniec z 1685 r. autorstwa słynnego wrocławskiego złotnika Christiana Mentzla starszego, noszony na przedramieniu przez króla strzelców bractwa z Zwingeru, złocony puchar wykonany przez Veita Kocha z Wrocławia w 1604 r., a także słynny puchar ofiarowany przez cesarza Rudolfa II Habsburga w 1577 r.

Los cennych zawieszek, określanych też jako medaliony czy klejnoty, ufundowanych przez wrocławskich królów kurkowych, był nieznany aż do połowy lat 60. XX w., kiedy Muzeum Narodowe we Wrocławiu zakupiło do zbiorów pierwsze klejnoty od prywatnego oferenta. Okoliczności rozproszenia cennego zbioru nie zdołano niestety wyjaśnić. 

Puchar tzw. cesarski wrocławskiego Bractwa Strzeleckiego z Zwingeru, 
Hans Hocke, Wrocław, 1577 r., Muzeum Narodowe w Warszawie

Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu:

„Fascynujące, urokliwe, wyrafinowane – oto fragmenty najcenniejszej na świecie kolekcji dawnych wrocławskich bractw strzeleckich. Na takie miano w powszechnej opinii zasługiwały precjoza tutejszych strzelców – prezenty, jakie otrzymywali od hojnych protektorów i miejscowych darczyńców.

Srebrne i pozłacane puchary, kufle, kubki, patery, ozdoby stołu to spektakularne dary cesarza, margrabiego brandenburskiego, biskupów wrocławskich, marszałka wielkiego litewskiego i pruskiego następcy tronu. Z kolei liczne zawieszki to niewielkich rozmiarów wyroby fundowane przez zwycięzców zawodów strzeleckich. Arcydzieła dawnej sztuki złotniczej i jubilerskiej będące chlubą przedwojennego muzeum wrocławskiego. 

A wśród nich korona w formie wieńca kupieckiego bractwa strzeleckiego z Zwingeru strzelającego z kuszy. Niezwykła, bo bynajmniej nie zakładana na głowę przez triumfatora zawodów strzeleckich, ale noszona na … ramieniu. To jakże ‘nieoczywiste’ dzieło sztuki złotniczej wykonał w 1685 r. jeden z najwybitniejszy wrocławski złotników czasów nowożytnych – Christian Mentzel starszy. 

Kres tej jakże jednorodnej kolekcji pamiątek po wrocławskich bractwach strzeleckich położyła II wojna światowa. Rozproszone, rozkradzione, zagubione, utracone. Dzisiaj tylko pojedyncze zabytki – renesansowe, manierystyczne i barokowe – zaświadczają o randze tego zbioru. Te, które prezentujemy na wystawie przygotowanej przez Roberta Hesia i Jacka Witeckiego, są zatem wspomnieniem jednego z najwartościowszych fragmentów spuścizny artystycznej dawnego Wrocławia. Bezcennym”.

Wystawa jest efektem prac badawczych prowadzonych przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu, mających na celu opracowanie zabytkowej spuścizny wrocławskich organizacji strzeleckich. W tym roku ukaże się również poświęcona temu tematowi publikacja pod redakcją dr. hab. Piotra Oszczanowskiego.

Na wystawie pokazywane są dzieła ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu, Muzeum Narodowego w Warszawie i Muzeum Miejskiego Wrocławia. 

informacja prasowa

środa, 28 września 2022

Skarb średzki. Królewskie zaślubiny / 1 października – 30 grudnia 2022

Jeden z najcenniejszych skarbów odnalezionych w Europie w XX w. przez ostatnie trzy miesiące roku można będzie oglądać w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Tematem tegorocznej prezentacji będzie historia, polityczne znaczenie i ceremoniały królewskich ślubów Karola IV i Blanki de Valois oraz Jana Luksemburskiego i Elżbiety Przemyślidówny. 



Zwiedzający poznają okoliczności objęcia tronu czeskiego przez dynastię Luksemburgów i dowiedzą się, jaką rolę odegrały ich królewskie małżonki. Poza prezentacją zabytków Skarbu przypomniane zostaną także okoliczności  i ceremonie związane z zaślubinami na dworach europejskich w epoce średniowiecza. Skarb Średzki, odnaleziony przypadkowo w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w położonej w pobliżu Wrocławia Środzie Śląskiej, jest uważany za jedno z najważniejszych odkryć tego rodzaju w Europie.  Zespół średniowiecznych złotych klejnotów koronnych, pochodzących ze skarbca królów czeskich, władających wówczas Śląskiem, zawiera między innymi ślubną koronę kobiecą z  początku  XIV w., cesarską zaponę z XIII w. kilka tysięcy srebrnych i złotych monet oraz inne bezcenne zabytkowe precjoza, oddane w zastaw średzkiemu bankierowi przez Karola IV, króla Czech i późniejszego cesarza Rzeszy Niemieckiej.

Zabytki Skarbu Średzkiego


Korona kobieca, początek XIV w. Muzeum Narodowe we Wrocławiu
fot. materiały prasowe

Korona jest najcenniejszą częścią Skarbu Średzkiego. Jest klejnotem kobiecym zamówionym z okazji ślubu, na co wskazuje motyw pierścieni – oznaka małżeńskiego zobowiązania i symbol dobrej wróżby. Należała do królowych czeskich, a  jej ostatnią właścicielką mogła być Blanka de Valois, pierwsza żona Karola IV Luksemburskiego. Bezcenny zabytek powstał w początkach XIV w. Jest to jedyna, istniejącą dziś średniowieczną korona tego rodzaju, a niezwykle wysoka jakość pracy złotnika nadaje jej wyjątkową wartość. 

Drugim pod względem wartości klejnotem jest kolista zapona, ozdobiona pośrodku kameą z chalcedonu, z przedstawieniem cesarskiego orła. Dookoła kamei oraz na zewnętrznym kręgu zapony umieszczone są szlachetne kamienie – granaty i szmaragdy. W kręgu zewnętrznym zachował się szafir oraz perły w wieńcach szmaragdów i granatów. Zapony takie służyły do spinania ceremonialnych, płaszczy dworskich oraz szat koronacyjnych i liturgicznych.

Zapona z kameą, ok. 1260, południowe Włochy, fot. materiały prasowe MNWr


Historia odnalezienia Skarbu Średzkiego

W maju 1988 r. na podmiejskim wysypisku w Środzie Śląskiej odnaleziono złote klejnoty, które trafiły tam wraz z ziemią i gruzem z prac rozbiórkowych prowadzonych na terenie Starego Miasta, gdzie wcześniej już odkryto średniowieczne monety. Wiadomość o odkryciu przyciągnęła wkrótce poszukiwaczy-amatorów i dotarła do służb archeologicznych. W wyniku przeprowadzonej akcji odzyskano złote i srebrne przedmioty, które po scaleniu stworzyły unikatowej wartości zespół klejnotów i monet. 

Miejsce i prawdopodobny czas ukrycia drogocennych przedmiotów – przed połową XIV w. – oraz charakter klejnotów pozwalają przypuszczać, że stanowiły one bankowy depozyt zastawny pochodzący z Pragi, z królewskiego skarbca Luksemburgów.  Precjoza znalazły się na Śląsku, należącym wówczas do Korony Czeskiej,  za panowania Karola IV. Wiadomo, że władca ten w potrzebach kampanii politycznej prowadzonej dla uzyskania tytułu cesarza zaciągał pożyczki u zamożnych kupców w Środzie Śląskiej. 

Skarb przekazany został do zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu i po raz pierwszy udostępniony publicznie w 1996 r. Skarb Średzki prezentowany jest we wrocławskim Muzeum Narodowym przez ostatnie trzy miesiące każdego roku, a w pozostałym okresie zobaczyć go można w Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej.

Kuratorem wystawy jest Jacek Witecki.

informacja prasowa

poniedziałek, 27 września 2021

Skarb Średzki. Cesarze, królowie, książęta - wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

Klejnoty i monety wchodzące w skład odnalezionego ponad 30 lat temu skarbu to jedne z najbardziej niezwykłych zabytków w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Tegoroczna wystawa przybliży losy władców, z którymi związane są te bezcenne klejnoty.


Zapona z kameą, ok. 1260, południowe Włochy, 
Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Unikatowy zespół średniowiecznych precjozów został ukryty w połowie XIV w. w Środzie Śląskiej – niewielkim mieście położonym na szlaku handlowym łączącym Wschód z Zachodem Europy. Historia skarbu i powstania należących do niego klejnotów przenosi widzów jednak daleko poza śląski horyzont.

Pojawiają się w niej postacie należące do największych rodów panujących, w których rękach spoczywały losy średniowiecznej Europy: Staufów, Andegawenów, Walezjuszy, Luksemburgów i Przemyślidów. Fryderyk II – zdobywca Italii i cesarz, Filip VI – król Francji, książę Karol de Valois – założyciel dynastii Walezjuszy, Jan Luksemburski – nieustraszony rycerz i król Czech, cesarz Karol IV, który uczynił z Pragi światową metropolię, i jego francuska małżonka Blanche.

Cesarze, królowie i książęta – ich ambicje, niezwykłe losy, małżeństwa i konflikty – to o nich opowiadają niezwykłe klejnoty odnalezione przypadkowo w 1989 r. i ich historię przybliży wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

Zabytki Skarbu Średzkiego

Korona kobieca, początek XIV w. Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Korona jest najcenniejszą częścią Skarbu Średzkiego. Jest klejnotem kobiecym zamówionym z okazji ślubu, na co wskazuje motyw pierścieni – oznaka małżeńskiego zobowiązania i symbol dobrej wróżby. Należała do królowych czeskich, a  jej ostatnią właścicielką mogła być Blanka de Valois, pierwsza żona Karola IV Luksemburskiego. Bezcenny zabytek powstał w początkach XIV w. Jest to jedyna, istniejącą dziś średniowieczną korona tego rodzaju, a niezwykle wysoka jakość pracy złotnika nadaje jej wyjątkową wartość. 

Drugim pod względem wartości klejnotem jest kolista zapona, ozdobiona pośrodku kameą z chalcedonu, z przedstawieniem cesarskiego orła. Dookoła kamei oraz na zewnętrznym kręgu zapony umieszczone są szlachetne kamienie – granaty i szmaragdy. W kręgu zewnętrznym zachował się szafir oraz perły w wieńcach szmaragdów i granatów. Zapony takie służyły do spinania ceremonialnych, płaszczy dworskich oraz szat koronacyjnych i liturgicznych.

Na wystawie pokazane zostaną również złote zawieszki z końca XII i z XIII w. używane jako ozdoba głowy kobiecej (zdobione filigranem oraz szafirami, cytrynami, granatami i perłami), zapinka z figurką ptaka, złote pierścienie, taśma zdobnicza przeznaczona do okuwania cennych przedmiotów oraz złote i srebrne monety. 

Historia odnalezienia Skarbu Średzkiego

Zapinka z figurą ptaka, XIII w., Węgry, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

W maju 1988 r. na podmiejskim wysypisku w Środzie Śląskiej odnaleziono złote klejnoty, które trafiły tam wraz z ziemią i gruzem z prac rozbiórkowych prowadzonych na terenie Starego Miasta, gdzie wcześniej już odkryto średniowieczne monety. Wiadomość o odkryciu przyciągnęła wkrótce poszukiwaczy-amatorów i dotarła do służb archeologicznych. W wyniku przeprowadzonej akcji odzyskano złote i srebrne przedmioty, które po scaleniu stworzyły unikatowej wartości zespół klejnotów i monet. 

Miejsce i prawdopodobny czas ukrycia drogocennych przedmiotów – przed połową XIV w. – oraz charakter klejnotów pozwalają przypuszczać, że stanowiły one bankowy depozyt zastawny pochodzący z Pragi, z królewskiego skarbca Luksemburgów.  Precjoza znalazły się na Śląsku, należącym wówczas do Korony Czeskiej,  za panowania Karola IV. Wiadomo, że władca ten w potrzebach kampanii politycznej prowadzonej dla uzyskania tytułu cesarza zaciągał pożyczki u zamożnych kupców w Środzie Śląskiej. 

Skarb przekazany został do zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu i po raz pierwszy udostępniony publicznie w 1996 r. Skarb Średzki prezentowany jest we wrocławskim Muzeum Narodowym przez ostatnie trzy miesiące każdego roku, a w pozostałym okresie zobaczyć go można w Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej.

 Wydarzenie towarzyszące wystawie:

23.10, g. 12:00 Skarb ze Środy Śląskiej– wykład Jacka Witeckiego w ramach cyklu „Mój Śląsk. Fascynacje” [wykład online na Facebooku]

Muzeum Narodowe we Wrocławiu



Skarb Średzki. Cesarze, królowie, książęta

1 października – 30 grudnia 2021


informacja prasowa

piątek, 16 lipca 2021

Jaroslav Vonka. Kuźnia wyobraźni

Odnalezienie domu Jaroslava Vonki w Sobótce, gdzie artysta spędził lata 1935–1945, zainspirowało muzealników z Wrocławia i Sobótki do przygotowania wystawy jego twórczości. W Muzeum Ślężańskim pokazane zostaną charakterystyczne figurki autorstwa Vonki, świecznik oraz krata pochodząca z domu w Sobótce. Organizatorzy zapraszają również do spaceru po Sobótce śladami mistrza Vonki.


Jaroslav Vonka (1875–1952) to jeden z najoryginalniejszych artystów działających na Dolnym Śląsku w 1. poł. XX w. Jego często nazbyt jednostronnie kwalifikowany dorobek wydaje się dziś jednym z ciekawszych zjawisk w sztuce tego okresu. Postać Vonki, niemal zupełnie zapomniana po roku 1945, jest dziś stopniowo wydobywana z cienia. Rekonstrukcja artystycznej spuścizny, zachowanej fragmentarycznie w zbiorach muzealnych, przestrzeni miejskiej oraz w rękach prywatnych, a także uzyskanie dostępu do prywatnego archiwum listów, notatek i rysunków pozwalają dziś zobaczyć osobę profesora Vonki dużo wyraźniej i dostrzec ambitnego, wszechstronnego twórcę o szerokich horyzontach artystycznych, mistrza wszelkich technik pracy w metalu. W ciągu ponad czterdziestu lat twórczej pracy Jaroslav Vonka stał się inicjatorem odnowy kowalstwa artystycznego, stawiając czoło jego wielkim osiągnięciom z doby renesansu i baroku. Zaadoptował nowoczesne stylistyki secesji, symbolizmu, art déco, surrealizmu i ekspresjonizmu, tworząc indywidualny styl, odpowiadający wymogom epoki, a rozmiar jego artystycznego dorobku, pomimo powojennych strat i zaniedbań, wywołuje dziś respekt i zastanowienie.„

Jaroslav Vonka, Figura ogrodnika, ok. 1930, brąz odlewany, patynowany

Muzeum Narodowe we Wrocławiu


W latach 30. XX w. po dojściu do władzy narodowych socjalistów sześćdziesięcioletni wówczas Vonka zaczął myśleć o emeryturze i wyprowadzeniu się z Wrocławia” – mówi Jacek Witecki, kurator wystawy. 

„W 1934 r. kupił niewielki dom w Sobótce, gdzie po zakończeniu pracy we wrocławskiej Miejskiej Szkole Rzemiosł zamierzał znaleźć spokój z dala od zgiełku i problemów wielkiego miasta. Rok później dom był już gotowy, a w obszernym ogrodzie powstała artystyczna pracownia,wyposażana w nowoczesny sprzęt do pracy w metalu. Po zakończeniu prestiżowych prac we wrocławskim ratuszu i w berlińskim Haus des Deutchen Handwerks profesor ostatecznie opuścił Wrocław, przekazując prowadzenie klasy kowalstwa artystycznego swojemu uczniowi Williemu Tscherneckowi, i przeniósł się do Sobótki”.

Na wystawie pokazane zostaną dzieła Jaroslava Vonki ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu, takie jak: słynna figura Ogrodnika, znana także jako Drzewo Życia z ok. 1930 r., czy wielki świecznik z figurą św. Elżbiety z 1934 r. oraz wypożyczone z Muzeum Miedzi w Legnicy rzeźby symbolicznych postaci, wykonane z brązu. Ekspozycję wzbogaci kolekcja oryginalnych publikacji, w tym własnej książki artysty prezentującej jego twórczość, ze zbiorów biblioteki Muzeum Narodowego we Wrocławiu.

Jarosław Vonka, Górnik, brąz, odlew, Muzeum Miedzi w Legnicy

„Vonka w Sobótce to coś więcej niż zwykła wystawa” – mówi Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu. „To uwieńczenie pewnej fascynującej i obfi tującej w liczne niespodzianki przygody, którą dzięki otwartości społeczności Sobótki wspólnie przeżyliśmy w 2020 i 2021 r. Odnalezienie domu tego wybitnego artysty metalu, profesora klasy kowalstwa artystycznego wrocławskiej Miejskiej Szkoły Rzemiosł w malowniczym mieście u podnóży góry Ślęży było wielkim przeżyciem. Nigdy by do tego nie doszło, gdyby nie nasza współpraca, a co za tym idzie ogromna wdzięczność dla p. Moniki Szimy-Efinowicz, dyrektorki Muzeum Ślężańskiego w Sobótce, oraz p. Michała Hajdukiewicza, dyrektora Ślężańskiego Ośrodka Kultury w Sobótce. To właśnie z nim dane nam było odkrywać fakty, o których nie mieliśmy wcześniej pojęcia; docierać do miejsc, które skrywały przez długie dziesięciolecia swoje tajemnice. Wiedza i znajomość Sobótki p. Michała Hajdukiewicza okazała się dla całego tego przedsięwzięcia bezcenna. Nie doświadczylibyśmy tej radości przebywania w miejscu, w którym żył i tworzył Jaroslav Vonka w Sobótce, gdyby nie ogromna życzliwość p. Anny Garbowskiej”.

Jarosław Vonka, Kowal, lata 30. brąz, odlew, Muzeum Miedzi w Legnicy


„Jaroslav Vonka otwiera przed nami inną, nieznaną Sobótkę” – mówi Monika Szima-Efinowicz, dyrektorka Muzeum Ślężańskiego w Sobótce. „To tu artysta osiedlił się w 1935 r., u szczytu życiowego sukcesu. Znalazł dom, przyjaciół i miejsce do tworzenia swojego czasem fantastycznego, a czasem realistycznego świata »w kuźni wyobraźni«. Z pewnością zachwycił się klimatem tamtej, przedwojennej Ziemi Ślężańskiej. Tak jak i dziś dla wielu, Sobótka budzi sentyment i pragnienie, by tu żyć. Zapewne kryje jeszcze wiele tajemnic związanych z artystą. By zrozumieć Jaroslava Vonkę – kowala własnego losu – trzeba przyjechać tu, do Sobótki, miejsca, które wybrał on sam. W urokliwym Muzeum Ślężańskim jego dzieła nabiorą nowego znaczenia. I w tę podróż Państwa zapraszam”.

Jaroslav Vonka. Kuźnia wyobraźni

21.07–5.09.2021 (wernisaż: 18.07, g. 15.00)

Organizatorzy: Muzeum Narodowe we Wrocławiu i Muzeum Ślężańskie w Sobótce

Miejsce prezentacji: Muzeum Ślężańskie w Sobótce

Kurator wystawy: Jacek Witecki, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

informacja prasowa

poniedziałek, 28 września 2020

Skarb Średzki. Czasy wielkiej zarazy - wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

„Skarb Średzki. Czasy wielkiej zarazy” – to tytuł tegorocznej prezentacji Skarbu Średzkiego w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Wystawa będzie czynna od 6 października do 30 grudnia 2020.

Korona kobieca (fragment), początek XIV w.
Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Skarb Średzki, odnaleziony przypadkowo w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w położonej w pobliżu Wrocławia Środzie Śląskiej, jest uważany za jedno z najważniejszych odkryć tego rodzaju w Europie.  Zespół średniowiecznych złotych klejnotów koronnych, pochodzących ze skarbca królów czeskich, władających wówczas Śląskiem, zawiera między innymi ślubną koronę kobiecą z  początku  XIV w., cesarską zaponę z XIII w. kilka tysięcy srebrnych i złotych monet oraz inne bezcenne zabytkowe precjoza, oddane w zastaw średzkiemu bankierowi przez Karola IV, króla Czech i późniejszego cesarza Rzeszy Niemieckiej.

Historia ukrycia skarbu przenosi odbiorców w jeden z najbardziej dramatycznych okresów w dziejach Europy. We wrześniu 1347 r. dwanaście genueńskich statków handlowych, płynących z Konstantynopola na Sycylię, zawinęło do portu w Mesynie. Wkrótce po ich przybyciu odnotowano pierwsze zachorowania  na, przywleczoną z rejonu Morza Czarnego, śmiertelną chorobę, dżumę dymieniczą. Zaraza nazwana „Czarną Śmiercią“ lub „Wielką Plagą“ ogarnęła w ciągu czterech lat obszar niemal całej Europy, doprowadzając do śmierci trudnej dziś do oszacowania liczby jej mieszkańców. Populacja kontynentu zmniejszyła się o ponad jedną trzecią a wiele opustoszałych miast nigdy nie odzyskało już dawnej świetności. 

Zawieszka, XIII w., Węgry, 
Muzeum Narodowe we Wrocławiu


Nie znając natury choroby, widziano w niej karę za grzechy a sprawców szukano wśród społeczności diaspory żydowskiej, które oskarżano o  trucicielstwo wymierzone przeciwko chrześcijanom. Masowe eksterminacje gmin żydowskich przetoczyły się przez Europę, sięgając także Śląska, choć przypadków dżumy tu nie odnotowano. Masowo ukrywano wówczas dobra i majątki licząc na ich odzyskanie ich po ustaniu prześladowań. Wiele skarbów miało jednak pozostać ukrytych na wieki, a słynne znalezisko ze Środy Śląskiej jest jednym z najważniejszych, tak zwanych, skarbów czasu „Czarnej Śmierci“.  O nich właśnie można się będzie dowiedzieć odwiedzając wystawę w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. 


Jacek Witecki, kurator wystawy

informacja prasowa

czwartek, 13 lutego 2020

Secesja w metalu - nowa wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

Wazony, tacki na wizytówki, pucharki, dzbanki, pudełko na biżuterię, zegar – te i inne zabytki wykonane z cyny, brązu czy mosiądzu można oglądać od 18 lutego do 19 kwietnia 2020 r. na kameralnej wystawie przygotowanej przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu. W muzealnym skarbcu pokazanych zostało prawie 40 secesyjnych wyrobów powstałych w latach 1898–1910. 

Dzban, Europa Zachodnia, ok. 1900, ceramika z aplikacjami srebrnymi, MN Wrocław

Zapowiedzi secesji pojawiły się w Anglii w latach 70. i 80. XIX w., do innych krajów europejskich styl przeniknął około roku 1890, a jego szczytowe osiągnięcia przypadają na lata 1892–1902, obejmując oprócz Europy także Stany Zjednoczone.

„Secesja była stylem totalnym, który programowo objąć miał nie tylko malarstwo czy architekturę, ale też szeroko pojmowaną sztukę użytkową, wprowadzając kategorię wzornictwa przemysłowego” – wyjaśnia Jacek Witecki, kurator wystawy. „Zastawy stołowe, wyposażenie wnętrz i wszelkiego rodzaju drobne przedmioty dekoracyjne miały trafić do domów średniozamożnej klasy średniej, kusząc nabywców niezwykłym wyglądem i niewysoką ceną”.

Tacka, Europa Zachodnia, ok. 1900, cyna


Seryjnie wytwarzane wyroby były efektem pracy wybitnych artystów-projektantów zatrudnionych przez duże firmy specjalizujące się zwłaszcza w technice obróbki metali, która na przełomie XIX i XX w. osiągnęła nieznany wcześniej poziom. Nowe, opatentowane stopy umożliwiały tworzenie trwałych przedmiotów o atrakcyjnym wyglądzie, konkurując skutecznie ze szlachetnymi metalami jak srebro i złoto.

Rezygnacja z dużych domieszek ołowiu na rzecz miedzi, srebra i antymonu przyniosła nowe, interesujące materiały, z których można było tworzyć przedmioty o skomplikowanych kształtach, atrakcyjnym wyglądzie i dużej trwałości.

Wazon, Francja, ok. 1900, brąz, MN Wrocław


Na wystawie pokazane zostały prace takich artystów jak Hugo Leven, Theo Blum, Friedrich Adler czy Ernest Sanglan, pracujących dla znanych europejskich wytwórni J.P. Kayser und Sohn, Orivit lub WMF.

Popularność stylu secesyjnego trwała do początków I wojny światowej. Nowa, burzliwa epoka w dziejach Europy miała przynieść inne kierunki, odpowiadające lepiej atmosferze niespokojnych czasów niż refleksje nad delikatnym pięknem natury.

Uchwyty do szklanek, wytwórnia J.P. Kayser & Sohn, Krefeld (Niemcy), ok. 1900, stop Kayserzinn


Secesja w metalu

18 lutego – 19 kwietnia 2020   

informacja prasowa

środa, 17 lipca 2019

Burzliwe dzieje ołtarza biskupa Jerina /wywiad/

Rozmawiam z Jackiem Witeckim – kuratorem wystawy „Dwa ołtarze” oraz spiritus movens idei przywrócenia srebrnemu ołtarzowi biskupa Andreasa Jerina należnego mu miejsca we wrocławskiej Archikatedrze.

Jacek Witecki na tle ołtarza biskupa Jerina, wystawa "Dwa ołtarze",
fot. Barbra Lekarczyk-Cisek

Barbara Lekarczyk-Cisek: Kiedy w 2017 roku oglądaliśmy prawdziwe skarby na przygotowanej przez Pana wystawie „Skarbiec. Złotnictwo Archikatedry Wrocławskiej”, zapewne nikt, także i Pan, nie spodziewał się, że  stanie się ona nie tylko impulsem, ale wręcz siłą sprawczą obecnej ekspozycji. Bez niej nie byłoby "srebrnego ołtarza" w tym kształcie ani wystawy "Dwa ołtarze". 

Jacek Witecki: Tak, te dwie wystawy z pewnością się ze sobą łączą. Wcześniejsza ekspozycja miała za zadanie pokazać bogactwo wyrobów złotniczych ze skarbca Archikatedry. Już wtedy zaczęliśmy znajdować różne elementy ołtarza, którego nie planowaliśmy wówczas pokazywać. Ponieważ jednak podczas pracy w skarbcu ciągle natrafiałem na kolejne elementy należące do ołtarza głównego, tak mnie to pochłonęło, że z czasem zacząłem systematyczne poszukiwania. Przynosiłem archiwalne fotografie, angażując osoby na co dzień tam pracujące i uświadamiając im, jak ważną funkcję pełnił niegdyś ten obiekt. Potrzebowałem pomocy w dalszych poszukiwaniach, co przyniosło szybkie efekty. Miałem cenne wsparcie ze strony księdza proboszcza Pawła Cembrowicza, a także sióstr zakrystianek, zwłaszcza siostry Aliny ze Zgromadzenia Sióstr Świętej Marii Magdaleny. Zobaczyłem wówczas wiele skarbów, o których nie mieliśmy najmniejszego pojęcia, jak choćby relikwiarz z fragmentem szaty Chrystusa. To była jak dotąd największa przygoda mego zawodowego życia.


Nastawa ołtarzowa zwana ołtarzem biskupa Jerina, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wtedy pokazał Pan srebrny ołtarz po raz pierwszy, ale był on niekompletny i na tym się nie skończyło...

Zachowało się ok. 80% nastawy ołtarzowej, ale w takim stanie, że trzeba było zastanowić się, jak ją zaprezentować. Części były rozproszone, m. in. także w Kolegiacie Świętokrzyskiej, ponieważ ołtarz został po wojnie zdekompletowany i nigdy nie pojawiła się myśl o jego rekonstrukcji. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że istotna centralna część ołtarza przestała istnieć (spłonęła podczas bombardowania Katedry), a poza tym nie było klimatu do tego, aby dbać o zabytki z czasów habsburskich. Ołtarz więc schowano i korzystano z jego elementów, dekorując nimi ustawiony w katedrze ołtarz gotycki, a srebrnymi gwiazdkami ozdabiano nawet choinkę. Spróbowano także konserwować zabytek, malując szlachetny kruszec farbą nitro... Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem figury, miały jednolity żółty kolor. Trudno było wyobrazić sobie, jak wyglądały pierwotnie. Kiedy zmyto lakier, wyłoniła się piękna faktura srebra i złota. Dopiero teraz widać wysoki kunszt rzemieślników, którzy potrafili uzyskać niezwykłe  efekty. Wystarczy choćby popatrzeć na futrzaną szatę Jana Chrzciciela – prawdziwe mistrzostwo!

Centralna część nastawy ołtarzowej, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Na poprzedniej wystawie zrobiliśmy tylko tyle, że pokazaliśmy zachowane elementy ołtarza, nie poddając ich jakimś szczególnym zabiegom. Ale nawet w takiej postaci pokazanie tego ołtarza było dla mnie wielką satysfakcją, szczególnie, że widziałem, jakie robił wrażenie na oglądających. Także na tych, o których wiadomo było, że mogą podjąć w tej sprawie ważne decyzje. Kiedy temat zaistniał, zaczęły się rozmowy, które zakończyły się podpisaniem listu intencyjnego między arcybiskupem Józefem Kupnym, ówczesnym Prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem, proboszczem Katedry ks. Pawłem Cembrowiczem i  naszym dyrektorem Piotrem Oszczanowskim. Postanowiono, że ołtarz zostanie odtworzony. W tym czasie obsesyjnie wręcz o nim myślałem i oczami wyobraźni widziałem go już na właściwym miejscu w Archikatedrze (śmiech). Zgromadzono odpowiednie środki, które wyasygnowało Miasto Wrocław i Fundacja KGHM Polska Miedź, natomiast Muzeum Narodowe służyło pomocą specjalistów od konserwacji oraz pracowników merytorycznych, ja zaś stałem się opiekunem tego projektu. Jak pani zauważyła, obecna wystawa jest pokłosiem tamtych działań.

Ołtarz powstał w XVI wieku z inicjatywy biskupa Andreasa Jerina i był nie tylko arcydziełem wrocławskiego rzemiosła artystycznego, ale odegrał także znaczącą rolę w podniesieniu rangi ówczesnego kościoła katolickiego. Skąd taka misja?

Ołtarz powstał w czasach triumfu reformacji i luteranizmu na Śląsku. Wrocław miał w tym czasie luterańską radę miejską, luterańskie cechy, całe miasto był protestanckie. I tylko wyspa kościelna (dzisiejszy Ostrów Tumski) i kilka klasztorów były ostoją Kościoła katolickiego. Były to także czasy upadku prestiżu Kościoła, toteż w tej sytuacji powstanie ołtarza miało szczególną wymowę. Często wymienia się olbrzymią kwotę dziesięciu tysięcy talarów, ale  dowodzi to przede wszystkim, jak wielkie znaczenie dla ówczesnego Kościoła miał ów ołtarz. Biskup Andreas Jerin był wysłannikiem  papieża oraz cesarza z misją szczególną – miał przywrócić śląskiemu Kościołowi jego dawną rangę i wielkość. Jerin był człowiekiem wybitnym – świetnie wykształconym i mądrym, dzięki czemu zrobił błyskotliwą karierę. Trudną misję podjął we Wrocławiu bardzo energicznie. Rozbudował seminarium duchowne, kładąc szczególny nacisk na wykształcenie księży, odtworzył organizację śląskiej diecezji, ufundował w Nysie zakład pw. św. Andrzeja, wychowujący szlacheckich synów, a ponadto dbał o sprawy gospodarcze i obronne. Pełnił podwójną funkcję – biskupa i świeckiego administratora: był także starostą śląskim. W rezultacie tych energicznych działań udało mu się podnieść upadłą diecezję, a ołtarz miał być symbolem tego odrodzenia.

Portret biskupa Andreasa Jerina, prawdopodobnie Martin Kober, Wrocław, 1587,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Będąc w Rzymie, biskup Jerin miał okazję obcować ze wspaniałą sztuką włoskiego renesansu, dzięki czemu był dobrze zorientowany w kwestiach artystycznych i miał świadomość, jak ważnym narzędziem przekazywania idei mogą być sztuki plastyczne. Podjął swoje dzieło zatrudniając jednak miejscowych artystów, m. in. złotnika Paula Nitscha, który wykonał dla niego szereg dzieł, zanim otrzymał tak ważne zamówienie. Ich korespondencja świadczy o wielkim zaufaniu – biskup  obarczał go np. obowiązkiem zakupu kosztownych prezentów i dzieł sztuki dla cesarza. Zarówno Nitsch, jak i malarz Bartholomaeus Fichtenberger, z którym współpracował, byli luteranami. Dowodzi to nie tylko umiejętności dostrzeżenia przez biskupa potencjału miejscowych artystów, ale również jego talentów dyplomatycznych. Kościół katolicki trzeba było podnieść z upadku, ale zarazem zachować dobre stosunki z protestantami, którzy byli liczniejsi i zasiadali w radzie miejskiej. Okazało się, że ołtarza nie musieli robić Włosi, że miejscowi artyści doskonale poradzili sobie z tym zadaniem.

Powstało dzieło wyjątkowej urody, niosące głębokie przesłanie. Odnowiono kult świętych, stąd przywołanie postaci nieco wówczas zapomnianej św. Jadwigi Śląskiej, która sama była przecież inicjatorką ożywienia i odnowy Kościoła na Śląsku. Ołtarz z postacią św. Jadwigi był także próbą przywołania złotego wieku. Służyła temu jego forma, nawiązująca do ołtarzy gotyckich i czasów wielkiego Kościoła.  Pokazano ponadto ojców Kościoła Zachodniego: św. Augustyna, św. Hieronima, św. Grzegorza Wielkiego i św. Ambrożego, co  miało na celu podkreślenie, jak potężny jest fundament myślowy Kościoła katolickiego, któremu protestanci zarzucali płytkość intelektualną oraz koncentrowanie się na kulcie i celebracji, bez pogłębionej lektury Pisma Świętego.

Prawe skrzydło otwartego ołtarza: w górnej kwaterze św. Andrzej Apostoł, ukrzyżowany w greckim Patras, imiennik i patron biskupa Andreasa Jerina, w dolnej św. Jadwiga Śląska, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek 

Dlaczego postanowili Państwo zestawić na wystawie dwa ołtarze, co ostatecznie dało tytuł tej ekspozycji?

Tytuł jest nieco przewrotny. Istotne jednak jest to, że również drugi ołtarz jest pokłosiem prac w skarbcu Katedry wrocławskiej. Ten drugi ołtarz prezentuje bowiem dzieła złotnicze powstałe w Augsburgu i również zasługuje na uwagę, choć – podobnie jak pierwszy – jest mało znany. Rodzi się pytanie, dlaczego to dzieło powstało, czym jest i czemu miałoby służyć. Otóż w założeniu miała to być alternatywa dla ołtarza Jerina. W przypadku obu tych dzieł należałoby raczej mówić o nastawie ołtarzowej, ponieważ pozbawione są tego, co dla ołtarza najistotniejsze – mensy. Ta druga nastawa  nie była prezentowana na żadnej wystawie ani też nie została dokładnie przebadana. Uznałem, że prezentacja ołtarza Jerina jest bardzo dobrą okazją do pokazania ołtarza augsburskiego. Jest on świadectwem ambicji kapituły katedralnej, która pragnęła dorównać dynastiom panującym, gdzie Augsburg cieszył się ogromną estymą, gdy chodzi o złotnictwo. Zamawianie kolejnych elementów tej wspaniałej nastawy było związane z barokizacją Katedry. Jednak nowy ołtarz nigdy nie powstał. Rodzi się zatem pytanie, czym są elementy nastawy, które znajdują się w Katedrze. Być może były one planowane jako zestaw zastępczy na czas przebudowy Katedry, mogły też zostać włączone w barokowy ołtarz, gdyby takowy zrealizowano. W 1739 roku zdecydowano się jednak przeprowadzić renowację ołtarza Jerina i ponownie go konsekrowano. To przypieczętowało jego obecność w Katedrze na kolejne wieki. W rezultacie nastawa augsburgska stała się swoistym dodatkiem, choć miała być stylową alternatywą dla srebrnego ołtarza. Ten piękny zabytek przysparza więc pewnych problemów, bo nie wiadomo, jak go dziś traktować.

Tabernakulum, Joseph Wolfgang Fesenmayr (warsztat?), 1721-1723, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Czy program ikonograficzny ołtarza augsburskiego bardzo się różni od ołtarza Jerina?

Czasy się zmieniły, toteż jego wymowa nie jest aż tak spektakularnie zaangażowana. Przynosi wątki kultowe i teologiczne. Pojawiają się sceny męczeństwa świętych związanych z Katedrą. We wnękach srebrnego tabernakulum, zwieńczonego glorią i baldachimem, umieszczone są figury Chrystusa Umęczonego, św. Jana Chrzciciela, patrona Katedry i św. Jana Ewangelisty. Ponad nimi znajdują się herby sufragana Johanna Balthasara Liesch von Hornaua i dziekana kapituły katedralnej Ferdynanda Leopolda von Holsteina, którzy sfinansowali tabernakulum. Znajdziemy tu także przedstawienia św. Wincentego i św. Jadwigi Śląskiej. Reliefy ukazują sceny z Ewangelii: Chrystusa z uczniami w drodze do Emaus, Ostatnią Wieczerzę i Wieczerzę w Emaus. Na wystawie pokazaliśmy także inne wyroby pochodzące z Augsburga, aby można było podziwiać ich kunszt.

Scena przedstawiająca ścięcie św. Jana, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Czy wiadomo już, jaki będzie los zaprezentowanych na wystawie ołtarzy?

Cóż, wrócą do Katedry, do której należą,  ale w lepszym stanie, bo zostały poddane wielu zabiegom. Jest szansa, że ołtarz Jerina stanie z powrotem na swoim miejscu, czyli w prezbiterium katedralnym. Było to moim pragnieniem, aby powrócił na swoje pierwotne miejsce, tak jak to możemy zobaczyć na archiwalnych fotografiach. Byłby to wielki dar dla Wrocławia i jego mieszkańców.

Dziękuję za rozmowę.

....................................................................................................................................................

A oto pozostałe zdjęcia:

Ołtarz augsburski, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek



Tabernakulum ołtarza augsburskiego, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek



Ołtarzyk przenośny biskupa Andreasa Jerina, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Tablica kanonów, Hans Jacob Mair, 4. ćwierć XVII w.,  fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Ołtarz na rysunku Heinricha Mützela, 1827, ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu



czwartek, 25 kwietnia 2019

„Dwa ołtarze. Srebrne arcydzieła z wrocławskiej katedry” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

Historyczne wydarzenie – po raz pierwszy od czasów II wojny światowej zaprezentowany zostanie w całej swojej okazałości słynny srebrny ołtarz z katedry wrocławskiej pw. św. Jana Chrzciciela. Będzie to możliwe dzięki kilkumiesięcznym pracom przeprowadzonym przez zespół specjalistów- konserwatorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu.



Ołtarz ufundował w 1591 r. biskup Andreas von Jerin, jeden z najwybitniejszych włodarzy śląskiej diecezji, a wykonali go dwaj renomowani artyści wrocławskiego manieryzmu: złotnik Paul Nitsch oraz malarz Bartholomaeus Fichtenberger. Wzbudzające powszechny zachwyt i będące jedną z atrakcji Wrocławia dzieło zdobiło katedralne prezbiterium od 1591 do 1945 r. Zdemontowane przed oblężeniem Wrocławia, nigdy już nie powróciło na dawne miejsce, a jego liczne elementy zostały uszkodzone bądź zaginęły. Bezcenny zabytek przygotował do wystawy specjalnie powołany zespół konserwatorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Niezachowane fragmenty zostały odtworzone, dzięki czemu ołtarz odzyskał swój pierwotny wygląd i dawno nieoglądany splendor. 

Ołtarz główny Katedry, materiały MN

Na wystawie pokazane zostaną również inne niezwykłe dzieła złotnicze wykonane dla katedry wrocławskiej w Augsburgu, najważniejszym w nowożytnej Europie centrum sztuki złotniczej. Będą to: wielkie srebrne tabernakulum J.W. Fesenmayra, antependium A. Drentwetta, komplet czterech srebrnych figur ołtarzowych, zestaw świeczników i tzw. tablice kanonów. Ów augsburski komplet stanowił swoistą formę drugiego, już barokowego i rokokowego ołtarza, która współistniała z manierystycznym ołtarzem głównym. Zwiedzający zobaczą również – po raz pierwszy – odnalezione niedawno barwne projekty przebudowy i aranżacji prezbiterium katedry wrocławskiej z lat 30. XX w.
Wystawie towarzyszyć będzie bogato ilustrowany informator.

„Dwa ołtarze. Srebrne arcydzieła z wrocławskiej katedry”
30 kwietnia – 25 sierpnia 2019
Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Gmach Główny
Kurator: Jacek Witecki


informacja prasowa

poniedziałek, 23 lipca 2018

„Skarbiec. Złotnictwo Archikatedry Wrocławskiej”: Niezwykła wystawa we wrocławskim Muzeum Narodowym /relacja/

Od 13 czerwca do 24 września 2017 roku w Muzeum Narodowym we Wrocławiu można podziwiać prawdziwe skarby. Wystawa „Skarbiec. Złotnictwo Archikatedry Wrocławskiej” prezentuje najcenniejsze zabytki sztuki złotniczej, które po raz pierwszy można oglądać z tak bliska. Znajdują się wśród nich m.in. XVI-wieczny ołtarz główny Katedry Wrocławskiej, wspaniałe relikwiarze, figury świętych oraz olśniewające (dosłownie) monstrancje.



Kolekcja jednego z najbogatszych zasobów dawnego złotnictwa w tej części Europy nie tylko ocalała z wojennej pożogi, ale jeszcze została wzbogacona o liczne precjoza, przeniesione pod koniec wojny do skarbca z licznych kościołów znajdujących się na terenie Ostrowa Tumskiego. Niektóre obiekty uległy rozproszeniu, jak słynny renesansowy ołtarzyk biskupa Johanna V Thurzona, trafił do oo. paulinów na Jasną Górę, ale możemy go oglądać w ramach tej ekspozycji.

Co można zobaczyć na wystawie?


Otóż wyeksponowano ponad 80 wyrobów złotniczych, m.in. relikwiarze, monstrancje, figury, pastorały, kielichy, lampy wieczne i kadzielnice.

Relikwiarz św. Jana Chrzciciela Caspara Pfistera z 1611 r., fot. B. Lekarczyk-Cisek
Wśród wystawionych zabytków są dzieła „ikoniczne”, od wieków kojarzone z katedrą, jak relikwiarze św. Jana Chrzciciela – dzieło Caspara Pfistera z 1611 r. z przedstawieniem głowy św. Jana na misie i relikwiarz ręki świętego z 1512 r. – mówi Jacek Witecki, kurator wystawy. Są dzieła doskonałe artystycznie, np. kielich fundacji kanonika Johannesa Hoffmanna, z 1501 r., który zachwyca maestrią emaliowanych plastycznych dekoracji, kielich biskupa Andreasa Jerina autorstwa Michaela Schneidera czy dzieła Paula i Fabiana Nitschów. Dopełnieniem ekspozycji są szaty i elementy stroju liturgicznego, m.in. ornat i pluwiał, wykonane przez wrocławskie siostry urszulanki w 1792 r. dla uświetnienia jubileuszu 500-lecia opactwa w Krzeszowie, buty biskupie z przełomu XVIII i XIX w. oraz ozdobne rękawiczki – elementy ubioru liturgicznego, które wyszły dziś z użycia i zobaczyć je można już tylko w zbiorach skarbca.

Herma relikwiarzowa św. Wincentego, Tobias Plackwitz, 1723, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Na szczególną uwagę zasługuje pełnowymiarowa rekonstrukcja słynnego srebrnego ołtarza głównego Katedry, z 1591 r. Został on zdemontowany pod koniec II wojny światowej, przed oblężeniem miasta i obecnie jest po raz pierwszy zademonstrowany po renowacji. Zaginęły wprawdzie srebrne blachy stanowiące tło, ale i tak prezentuje się wspaniale. Ołtarz ufundował biskup Andreas Jerin, a wykonali go dwaj renomowani artyści wrocławskiego manieryzmu: złotnik Paul Nitsch oraz malarz Bartholomaeus Fichtenberger. Od chwili jego poświęcenia, co miało miejsce 4 maja 1591 roku, ołtarz wart 10 tysięcy talarów, co było kwotą zawrotną jak na owe czasy, wzbudzał powszechny zachwyt swoją urodą, ale także podziw dla hojności fundatora. Wykonany przez luterańskich artystów, stał się chlubą pierwszej katolickiej świątyni Śląska.

Ołtarz główny, materiały MN
Na wrocławskiej wystawie można sobie wyobrazić, jakie wrażenie robił ołtarz z pięknymi namalowanymi przez Fichtenbergera skrzydłami, dzięki multimedialnej ekspozycji. Skrzydła owe powróciły do Wrocławia, dzięki staraniom biskupa Bolesława Kominka i obecnie są eksponowane w Muzeum Archidiecezjalnym.

Ołtarzyk relikwiarzowy biskupa Johanna V. Thurzona, 1511,
 fot. B. Lekarczyk-Cisek
Na uwagę zasługują także liczne relikwiarze – prawdziwe arcydzieła sztuki złotniczej, różniące się od siebie kształtami i stylem wykonania. Są wśród nich m.in. relikwiarz św. Jana Chrzciciela, patrona Archikatedry – dzieło Caspara Pfistera, herma relikwiarzowa św. Wincentego Tobiasa Plackwitza z 1723 roku, relikwiarz św. Konstancji z 1. połowy XVIII wieku.

Relikwiarz św. Konstancji, materiały MN
Uwagę zwracają także figury świętych, m.in. Chrystusa Zmartwychwstałego Caspara Pfistera z 1625 roku czy Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej Johanna Klinge z 1736 roku. Ponadto podziwiać można wspaniały pastorał biskupa Georga Koppa, wykonany w 1906 roku przez Wilhelma Rauschera, który przedstawia pełnoplastyczną figurę św. Jerzego na koniu, pokonującego smoka. Zawiera także przedstawienie gotyckiej kaplicy, w której arkadach znajdują się figury świętych biskupów i zakonników. Pastorał ów – symbol całej wystawy, który odnajdziemy również na okładce okazałego katalogu – był prezentem duchowieństwa Fuldy (Hesja) dla biskupa kardynała Georga Koppa, wręczonym mu z okazji 25-lecia konsekracji.


Matka Boska Niepokalanie Poczęta, Johann Klinge, 1736,
fot. B. Lekarczyk-Cisek

Wiele spośród przedstawionych obiektów, w tym niezwykle piękna monstrancja z przełomu XVII i XVIII wieku, wysadzana rubinami i brylantami, nadal służą w Archikatedrze Wrocławskiej podczas szczególnie podniosłych obrzędów religijnych.

Wystawę „Skarbiec. Złotnictwo Archikatedry Wrocławskiej”, której kuratorem, a także autorem katalogu, jest Jacek Witecki, można zwiedzać do 24 września 2017 roku.

Monstancje, pierwsza po prawej wykonana przez Ericha Adolfa, ok. 1940,
 fot. B. Lekarczyk-Cisek

pastorał biskupa Georga Koppa, materiały MN

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Culture Avenue.

wtorek, 13 lutego 2018

Sherlock Holmes i dr Watson w Muzeum Narodowym. O swojej pracy opowiada Jacek Witecki /wywiad/

W powszechnym mniemaniu praca muzealnika jest zajęciem benedyktyńskim i nudnawym. Otóż nic bardziej mylnego! Kiedy zajrzymy za kulisy powstawania wystawy "Stwórcze ręce" (i zapewne nie tylko tej), okazuje się, że jej przygotowanie bliższe było pracy detektywa i stało się pełną zaskakujących niespodzianek przygodą. Odkrywanie śladów wrocławskich mistrzów złotnictwa i metaloplastyki miało też swoją dramaturgię...

Jacek Witecki z rzeźbą Vonki, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Poszukiwani

Na początku jest zawsze jakaś niewiadoma. W opowiadaniu Artura Conan – Doyle a  "Pies Baskerville`ów" dr Watson bacznie ogląda laskę pozostawioną w mieszkaniu Sherlocka Holmesa przez nieznajomego gościa i zachęcony przez przyjaciela próbuje scharakteryzować jej właściciela. Zostaje za to pochwalony, ale jego poczucie zadowolenia szybko zgaśnie, kiedy Holmes uszczypliwie zauważy, że jego mylne wnioski są dla słynnego detektywa bardzo inspirujące...
Tak też było w przypadku wystawy "Stwórcze ręce". Początkowo Dyrektor Muzeum Narodowego Piotr Oszczanowski zasugerował kuratorowi wystawy - Jackowi Witeckiemu, aby przygotował ekspozycję, która ukaże rzemiosło artystyczne, a ściślej: złotnictwo okresu modernizmu. Jest to obszar bardzo mało znany. Bezpośrednią inspiracją stała się w tym wypadku nie elegancka laska z tajemniczą dedykacją, ale zakupiony na rynku antykwarycznym katalog ofertowy z 1937 roku wrocławskiego złotnika Ericha Adolfa

Katalog uświadomił nam istnienie pewnego świata, o którym historia sztuki milczy - przyznaje Jacek Witecki. Od Ericha Adolfa zaczęliśmy podążać dalej, co nie było proste, ponieważ wobec braku obiektów w muzeum musieliśmy przedsięwziąć wyjazdy terenowe. Najpierw udaliśmy się tropami owego skromnego katalogu Adolfa. I chociaż nie wszystko się zachowało, wyjazdy zaczęły przynosić nadspodziewane owoce. 

Pierwsze odkrycia

Zaczęło się od klasztoru Sióstr Boromeuszek w Trzebnicy, gdzie przechowywane są dzieła z warsztatu Ericha Adolfa. Tak poznano s. Olimpię, która stworzyła muzeum klasztorne, w którym znajdują się świetnie zachowane obiekty z lat 20. i 30. Są to niezwykłe monstrancje, wyposażenie kaplicy, świeczniki, a także dokumentacja: oryginalne listy związane z zamówieniami, rachunki itd. Można było dalej kontynuować poszukiwania, ponieważ siostry mają swoje zakony także w innych miastach: we Wrocławiu i w Kamieńcu Ząbkowickim. Duży zespół dzieł złotniczych znaleziono we wrocławskim Kościele pw. św. Maurycego. Ważna jest także postać ks. Paula Peikerta, który był fundatorem tych dzieł.

Bardzo mnie to poruszyło, że był taki człowiek, który poza napisaniem książki  "Kroniki dni oblężenia Wrocławia 22 I – 6 VI 945" fundował takie piękne dzieła. 

Dalsze poszukiwania

Z czasem odkryto, że przy dzisiejszym Pl. Nankiera 9 znajdowały się obok siebie dwie pracownie złotnicze: Ericha Adolfa i Alberta Greinera. O tym ostatnim nic nie było wiadomo. 

Dotarliśmy do jego katalogu ofertowego - jedynego istniejącego egzemplarza, który znajdował się w Bibliotece Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu - relacjonuje dalsze poszukiwania Jacek Witecki. Potem zaczęły pojawiać się kolejne wątki, przede wszystkim związki z  Miejską Szkołą Rzemiosła Artystycznego. Tak zaczęły się pojawiać kolejne nazwiska osób, o których niewiele wiedzieliśmy do tej pory, w każdym razie nie od interesującej nas strony. 

Tak w obszarze zainteresowań twórców wystawy pojawił się Gebhard Utinger - szwajcarski architekt, malarz i projektant form użytkowych, który uczestniczył w przebudowie i modernizacji kościoła św. Bonifacego, gdzie wykonał polichromie ścian prezbiterium oraz zaprojektował tabernakulum. Natomiast jego liczne projekty prac w metalu są mniej znane. Innym artystą, na którego trop trafiono, był Hans Beyssell - postać wybitna, a prawie zapomniana. Profesor w Miejskiej Szkole Rzemiosł i Przemysłu Artystycznego we Wrocławiu, był złotnikiem i metaloplastykiem. W latach 30. XX w. wykonał szereg prac na zlecenia władz miasta Wrocławia. Były to  nagrody wręczane honorowym obywatelom lub też zwycięzcom biegów sztafetowych. Do najbardziej znanych jego dzieł należał trybowany w miedzi herb Wrocławia z 1935 roku, zdobiący wejście do wrocławskiego szpitala Wszystkich Świętych. Kolejnymi odkryciami byli Hermann Diesener  i Tillmann Schmitz, najstarszy w tej grupie
artystów, czołowy złotnik - secesjonista, etatowy mistrz techniki rzemiosła we wrocławskiej Królewskiej Szkole Sztuki i Przemysłu Artystycznego.  W ogóle Miejska Szkoła Rzemiosł i Przemysłu Artystycznego jest tym szczególnym miejscem, które kształciło nowoczesnych artystów dizajnerów. Byli to ludzie, którzy dobrze się znali i przyjaźnili - zarówno nauczyciele, jak i uczniowie. Tworzyli środowisko, które było kuźnią poglądów na sztukę i na nowe trendy. Zostało unicestwione przez historię i przestało istnieć w 1945 roku. 

Trop prowadzi do Jaroslava Vonki

Był, jak poprzednicy, nauczycielem Miejskiej Szkoły Rzemiosła Artystycznego. Postać niezwykła. Przedstawiał się jako kowal, ale był kimś znacznie więcej - artystą bardzo oryginalnym, który stworzył własny rozpoznawalny styl, inspirowany ekspresjonizmem, art déco i sztuką ludową - świat fantastyczny, baśniowy i pełen niezwykłych alegorii. Jego praca, przedstawiająca figurę ogrodnika, stała się symbolem całej wystawy. Długo nie było wiadomo, co symbolizuje, była bowiem fragmentem pewnej nieznanej całości. Dopiero kiedy natrafiono na archiwalne zdjęcia należące do Vonki, znalezione po wojnie w jednej z wrocławskich willi,  udało się rozwiązać tę zagadkę. Okazało się, że Ogrodnik jest częścią tarczy zegarowej i wraz z  figurą kobiety tworzą symbole życia i śmierci, zaś całość symbolizuje upływ czasu. 

Odkryliśmy dwa duże archiwa Vonki - opowiada Jacek Witecki. I  nagle artysta ten urósł do tematu numer jeden naszej wystawy. W pewnym momencie, dzięki różnym kontaktom i informacjom od różnych osób, m.in. antykwariusza Leszka Nowaka oraz artysty kowala Ryszarda Mazura, trafiliśmy do rodziny Vonki. Był to dla nas szok, kiedy ujrzeliśmy w małym domku archiwum największych artystów przedwojennego Wrocławia. Vonka utrzymywał kontakty z wieloma przyjaciółmi, więc zachowała się ogromna korespondencja. Dzięki niej dowiedzieliśmy się także, jakie były wojenne losy naszego bohatera. Trafiliśmy też na archiwum datowanych i opisanych zdjęć należących do ucznia Vonki – Josefa Peška, które przedstawiają prace ich obu. 

Zachęceni odkryciem zaczęli poszukiwania prac Vonki w Polsce. Tak trafili do Prudnika i dowiedzieli się o istnieniu pięknej kraty zrealizowanej na zamówienie banku. 

Vonka tak podziałał na moją wyobraźnię - zwierza się kurator wystawy - że chodząc po Wrocławiu zaczynałem sobie wizualizować nieistniejące obiekty, których zaczęło mi nagle brakować... Był wrażliwym na rzeczywistość człowiekiem, który miał niezłomne dążenie do nieustannego rozwoju. Można by powiedzieć, że stworzył się sam, bo nie ukończył szkoły wyższej, a jednak był znakomitym oryginalnym artystą, który czerpał z różnych stylów, tworząc własną, niepowtarzalną sztukę.  Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na ekspresjonistyczną rzeźbę przedstawiającą św. Elżbietę czy kubistyczne szaty św. Jana Ewangelisty. 

Znaczenie wielu dzieł tego znakomitego artysty nadal pozostaje tajemnicą, stając się tym samym inspiracją dla wyobraźni i własnych poszukiwań. 

W roli Sherlocka Holmesa wystąpił kurator Jacek Witecki.

Jacek Witecki jest absolwentem Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego a od 1994 r. pracownikiem Galerii Rzemiosł Artystycznych i Kultury Technicznej Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Autor publikacji i wystaw poświęconych m.in. dawnemu złotnictwu i bronioznawstwu.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline w kwietniu 2015 r.

"Stwórcze ręce. Sztuka metalu doby modernizmu we Wrocławiu" - przygotowania do wystawy

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty