Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giovanni Antonini. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giovanni Antonini. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2026

49. Wratislavia Cantans: Cieszyć się blaskiem światła /relacja/

Potężnym oratorium ”Stworzenie świata” Josepha Haydna pod batutą Paula McCreesha zakończyło się 49. Wratislavia Cantans. Po raz wtóry pod artystycznym kierownictwem Giovanni Antoniniego. Tematem przewodnim było wychodzenie z ciemności w światło.


Potężnym oratorium ”Stworzenie świata” Josepha Haydna pod batutą Paula McCreesha zakończyło się 49. Wratislavia Cantans. Po raz wtóry pod artystycznym kierownictwem Giovanni Antoniniego. Jak zapowiedział Maestro, tematem przewodnim było wychodzenie z ciemności w światło:

Koncepcja światłości wiekuistej leży u podstaw niemal każdego utworu religijnego. I zawsze dzieła te wiodą nas z ciemności w światłość. Nawet pełne mroku i rozpaczy Requiem jest drogą do nadziei. Na koniec życia wedle chrześcijan dwie przeciwności łączą się: ciemność, czyli śmierć, przenosi człowieka w inny wymiar światła, czyli życia. Muzyka ma tę cudowną właściwość, że pozwala każdemu niezależnie od światopoglądu cieszyć się blaskiem światła, które opromienia nas w trakcie pięknego koncertu.

W istocie, takich uczuć doznawaliśmy podczas tego festiwalu wielokrotnie. Rozpoczęły go różne wersje ”Magnificat”. Kolejne koncerty wnosiły nowe, często zaskakujące, elementy do wyrazistego, a przecież nieschematycznego programu.

Giovanni Solima

Te niespodziewane i szczególne przeżycia to z pewnością występ Giovanniego Sollimy w kościele klasztornym Wniebowzięcia NMP w Lubiążu, który został podczas II wojny zniszczony i ogołocony najpierw przez Niemców, a następnie przez Rosjan. Słuchanie muzyki tego natchnionego wirtuoza wiolonczeli w miejscu tak doświadczonym przez historię oddziaływało silnie na wyobraźnię i emocje. Utwór powstał zresztą z inspiracji wnętrzem kościoła równie mocno naznaczonego trudną historią:  Santa Maria dello Spasimo w Palermo, stąd jego tytuł: ”Spasimo”.

Sol Gabetta
Duże wrażenie zrobiła na wrocławskiej publiczności także argentyńska wiolonczelistka: Sol Gabetta. Zaledwie 33-letnia artystka ma już w swoim dorobku imponujące sukcesy i nagrania. Interesujące jest to, że gra na bardzo rzadkiej, bezcennej wiolonczeli Guadagniniego z 1759 roku. Podczas Wratislavia Cantans wystąpiła przy akompaniamencie fortepianu z Bertrandem Chamayou. Zagrała z wielką pasją i temperamentem utwory Brahmsa i  Bethoveena, wydobywając z owego XVIII-wiecznego instrumentu niezwykłe brzmienia, których barwa przypominała niekiedy skrzypcowe tremola. Publiczność tak w tym zasmakowała, że artystka dwukrotnie bisowała utworami Szostakowicza.

Prezentując tegoroczny program, Giovanni Antonini zrobił pewną ważną uwagę, która sprawdziła się co do joty:

Choć „Podróż do Włoch” skończyła się wraz z pierwszą edycją Wratislavii, którą przygotowywałem, w rzeczywistości każda Wratislavia Cantans jest podróżą poprzez różne wizje muzyki wynikające z indywidualnej wrażliwości goszczących u nas artystów.

Dotyczy to nie tylko Solimy czy Gabetty. Dla mnie wielkim odkryciem tegorocznej odsłony festiwalu był Jan Dismas Zelenka (1679–1745), mało w Polsce znany  czeski kompozytor epoki późnego baroku. Większość życia spędził na dworze saskim  Augusta II, który jako król Polski przeszedł na katolicyzm. Komponował niemal wyłącznie dzieła religijne, dlatego też nazywany jest czasem katolickim Bachem.

Felix Rumpf, Krystian Krzeszowiak

We Wrocławiu usłyszeliśmy dwa jego dzieła: skomponowane na śmierć króla Augusta II Requiem D-dur ZWV 46 (w ramach koncertu ”Et Lux Perpetua”) oraz Te Deum D-dur ZWV 146, Missa dei Filii C-dur ZWV 20 (koncert ”In Te Domine speravi”). Obydwa wykonania poprowadził znakomity czeski dyrygent i wielki admirator kompozytora - Václav Luks.

Martina Janková, Vaclav Luks, Krystian Krzeszowiak

Requiem Zelenki było niezwykle łagodne i piękne. Może to nawet nieco dziwić. A jednak wrażenie takie mija, jeśli uświadomimy sobie, że w tym przypadku ”Światło Wieczyste”, jak zapowiada tytuł koncertu, oznacza Bożą Obecność i – właśnie! – przejście od ciemności śmierci do Światła. Tłumaczy to pogodną, a nawet radosną tonację dzieła. Dotyczy ona zarówno partii chóru wykonanego przez Collegium Vocale 1704 (znakomity zespół założony przez Luksa), jak też olśniewających arii. Bogactwo brzmienia, wynikające z dialogów instrumentów i ludzkich głosów, a także przeplatanie uroczystego brzmienia muzyki z chórami gregoriańskimi śpiewanymi a cappella – było  wprost niezwykłe. Mnie najbardziej jednak urzekły arie w stylu włoskim, a szczególnie soprany, spośród których wyróżniała się Hana Blažíková – znana  z występów z P. Herreweghe, w ramach  Akademii Bachowskiej.

Hana Blažíková

Drugi koncert, w którym Václav Luks zaprezentował kompozycję Zelenki, tym razem mszę, nosił tytuł ”In Te Domine speravi” (”Tobie, Panie, zaufałem”) i był równie piękny. Rozpoczęły go radosne tony trąbek i fletów, po których nastąpiło chóralne Laudamus, potem zaś cudowny duet sopranów: Martina Jankovà i Isabel Jantschek, śpiewających w dialogu z fletami ”Tu Rex gloriae”. Po nich zaś – mocny  kontralt Wiebke Lehmkuhl w ”Tu ad liberandum”, w towarzystwie fletów poprzecznych i skrzypiec. Mimo że dominowały żeńskie arie, to – choć rzadsze – nie mniej piękne były męskie duety tenoru i basu, które wykonali: polski tenor Krystian Adam Krzeszowiak oraz niemiecki baryton liryczny Felix Rumpf. Zaśpiewali przepięknie ”Tu ad dexteram Dei sedes”. Następnie usłyszeliśmy ich w Missa dei Filii C-dur, w którym to dziele zaśpiewali m.in. ”Qui tollis peccata Mundi”, w duecie z sopranami. Trudno to stopniować, jednak najbardziej urzekł mnie głos urodzonej w Czechach szwedzkiej sopranistki Martiny Jankovej.

Philippe Herreweghe

Philippe Herreweghe z zespołem i koncert Hail, bright Cecilia

Drugim, po Zelence, wydarzeniem muzycznym był, przynajmniej dla mnie, koncert ”Hail, Bright Cecilia” Henry Purcella, poprowadzony przez Philippe Herreweghe.

Kompozycja ta, znana również jako "Oda do św. Cecylii", skomponowana została przez Henry'ego Purcella do tekstu Irlandczyka Nicholasa Brady w 1692 roku na cześć św. Cecylii, patronki muzyków. Pod batutą Philippe Herreweghe i w wykonaniu znakomitego Collegium Vocale Gent muzyka ta zabrzmiała jako piękna, harmonijna całość. Już w tytułowym utworze ”Heil! Bright Cecilia!” mogliśmy doświadczyć doskonałego przeplatania się chóru, pojedynczych głosów i instrumentów. Pięknie brzmiały też duety, np. kontratenor i bas (Damien Guillon, Peter Kooij) w "Hark, hark, each tree its silence breaks". Również pojedyncze arie, jak np. Grace Davidson (sopran) w utworze ”Tis Nature`s voce”, gdzie kobiecy głos niepostrzeżenie przechodzi w chóralny śpiew. Po Philippe Herreweghe zawsze możemy spodziewać się mistrzowskiego wykonania. Dotyczy to zarówno jego interpretacji J.S. Bacha, Henry`ego Purcella czy J. Haydna.

Spośród licznych koncertów wiele jeszcze zasługiwałoby na uwagę. Podróż przez różne odmiany muzyki ”z ciemności w światło” pozwalała bowiem za każdym razem – jak obiecał Maestro Antonini – cieszyć się blaskiem światła, które opromienia nas w trakcie pięknego koncertu.  

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 22 września 2014 roku.

wtorek, 28 kwietnia 2026

Muzyczna uczta Giovanniego Antoniniego /relacja z koncertu w Narodowym Forum Muzyki/

26 kwietnia melomani mogli przeżyć prawdziwą muzyczną ucztę, podczas której w obfitości serwowano kompozycje Josepha Haydna. I, nawiązując do znakomitej filmowej "Uczty Babette" Gabriela Axela, tę muzyczną przygotował dla nas Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel oraz armeńska sopranistka Lilit Davtyan. Cóż to był za wieczór!

Lilit Davtyan, Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel,
fot. Karol Sokołowski
Maestro Antonini zaprezentował dwie symfonie Haydna oraz wybór arii z oper kompozytora, co jest efektem jego zaangażowania w projekt Haydn 2032. W tym roku bowiem przypada trzechsetna rocznica urodzin austriackiego kompozytora. W związku z tym Fundacja Josepha Haydna z Bazylei połączyła siły z wytwórnią Alpha, aby nagrać komplet 107 symfonii kompozytora. Kierownictwo artystyczne tego ambitnego projektu powierzono Giovanniemu Antoniniemu, który podzieli nagrania między swój zespół Il Giardino Armonico a Kammerorchester Basel, którą regularnie dyryguje. Celem owego projektu jest uczczenie pamięci jednego z najważniejszych kompozytorów w historii muzyki, jednego z najpłodniejszych (napisał ponad 300 utworów wielkoformatowych, symfonii, kwartetów smyczkowych, sonat fortepianowych, koncertów, oratoriów i oper), ale także jednego z najsubtelniejszych. Postrzegając muzykę Haydna jako „kalejdoskop ludzkich emocji”, Giovanni Antonini postanowił zająć się symfoniami nie w kolejności chronologicznej, lecz w programach tematycznych („La passione”, „Il losofo”, „Il distratto” itd.). Co więcej, włoski dyrygent uważa za istotne powiązanie tych dzieł z utworami innych kompozytorów współczesnych Haydnowi lub w jakiś sposób z nim związanych. Dlatego też, obok jego symfonii, na płytach znajdą się także utwory takich twórców,  jak Gluck, W.F. Bach, Mozart, Cimarosa i Kraus.

Lilit Davtyan, Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel,
fot. Adam Sokołowski

Symfonie zaprezentowane podczas koncertu pochodzą z londyńskiego okresu twórczości Haydna. Dwanaście tzw. "Symfonii londyńskich", skomponowanych w latach 1791 - 1795 oraz Symfonia "oksfordzka", stanowią szczytowe osiągnięcia twórczości tego kompozytora. Żadne inne partytury Haydna nie mają takiej wirtuozerii instrumentacyjnej, niebanalnego zastosowania środków formalnych, zadziwia wprost wyobraźnia kompozytora.  

Podczas pierwszej części niedzielnego koncertu usłyszeliśmy Symfonię 96 w tonacji D-dur, zatytułowaną "Cud". Jej nazwa nie pochodzi od samego kompozytora, lecz z opowieści o tym, jak podczas to premiery z sufitu sali koncertowej spadł żyrandol. Publiczność zdołała "cudem" uniknąć uderzenia, ponieważ ruszyła ku estradzie, by oklaskiwać z entuzjazmem kompozytora. Skoro jednak czas żyrandoli odpłynął w przeszłość w salach tak nowoczesnych, jak NFM, mogliśmy się tego nie obawiać, a mając w perspektywie mistrzowskie wykonanie utworu, nie musieliśmy obawiać się jakości wykonania. Jedynym "zgrzytem" były oklaski pomiędzy poszczególnymi częściami utworu. 😅

Symfonia 96 D-dur jest "cudna" przede wszystkim za sprawą swego brzmienia. W środkowym odcinku żywej części pierwszej zwraca uwagę prawdziwie beethovenowski efekt: Haydn kończy w Fis-dur i po fermacie nieoczekiwanie zaczyna o pół tonu wyżej akordem w G-dur. Część powolna natomiast zdaje się nawiązywać w najlepsze do nastroju sztuki rokoka, zaś jej delikatny dźwięk i wykwintne, miękkie pastelowe barwy przywodzą na myśl malarstwo Watteau. Z kolei w części menuetowej słyszymy melodię taneczną o niewysłowionej słodyczy, silnie zakorzenioną w austriackim folklorze. Finał Vivace jest rodzajem błyskotliwego perpetum mobile, pozwalającego Haydnowi na zaprezentowanie niesamowitej pomysłowości w osiąganiu różnorodnych efektów humorystycznych, przy jednoczesnym wytrwałym trzymaniu się tego samego rytmu.

Pierwszą część koncertu dopełnił recytatyw i aria z opery "Dusza filozofa albo Orfeusz i Eurydyka" oraz aria z opery L’isola disabitata, Ostatnia opera Haydna:„Dusza filozofa albo Orfeusz i Eurydyka” została skomponowana w 1991 roku na zamówienie londyńskiego impresaria Johna Galliniego, który kierował King's Theatre. Dzieło nie zostało jednak wystawione za życia Haydna na skutek wydanego przez króla Jerzego III zakazu wystawiania oper włoskich w King's Theatre i na prapremierę sceniczną oczekiwało aż 160 lat. Dopiero w 1950 wiedeńskie Towarzystwo Haydnowskie zorganizowało nagranie „Duszy filozofa...”.  W głównych rolach wystąpili: Herbert Handt (Orfeusz), Judith Hellwig (Eurydyka), orkiestrą zaś dyrygował  Hans Swarowsky. Rok później, na festiwalu Maggio Musicale Fiorentino we Florencji, odbyła się sceniczna prapremiera opery. W partii Eurydyki wystąpiła Maria Callas,  W 2001 w Covent Garden w roli Eurydyki wystąpiła Cecilia Bartoli, dyrygował zaś Christopher Hogwood. Lilit Davtyan, której mogliśmy posłuchać w roli Eurydyki, okazała się równie znakomitą interpretatorką, jak jej słynne poprzedniczki. Mimo młodego wieku, repertuar operowy armeńskiej śpiewaczki obejmuje dzieła Mozarta, Glucka, Donizettiego, Masseneta... Dysponuje pięknym, mocnym sopranem o urzekającej barwie i potrafi wyśpiewać nim zarówno smutek, rozpacz, jak i  liryzm. A przy tym dysponuje wielką urodą i wdziękiem. Została przyjęta entuzjastycznie. 

Lilit Davtyan, Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel,
fot. Adam Sokołowski

Na koniec zabrzmiała Symfonia C-dur nr 97, która została ukończona w 1792 roku. Prawykonanie odbyło się w Hanover Square Rooms w Londynie 3 lub 4 maja 1792 roku. Po raz pierwszy wykonana w Anglii, dotarła na kontynent kilka lat później i została wykorzystana przez Ludwiga van Beethovena jako wzór dla nigdy nieukończonej Symfonii C-dur, a także przez Friedricha Witta dla Symfonii Jeneńskiej

Symfonia rozpoczyna się powolnym wstępem, który celowo unika ustanowienia tonacji C-dur. Muzykolog Daniel Heartz opisał pierwsze takty jako bezpośredni cytat z Così fan tutte Mozarta. Cytat ów pochodzi z solowego pasażu na obój (melodia i harmonia), oznaczającego punkt kulminacyjny fabuły opery, gdy Fiordiligi ustępuje miejsca Ferrando. To właśnie podczas komponowania tej symfonii Haydn dowiedział się o niespodziewanej śmierci Mozarta. Będąc jeszcze w Wiedniu w 1790 roku uczestniczył w próbach tej opery na zaproszenie Mozarta. W powolnej części wariacyjnej pojawia się w sposób nieoczekiwany szczególnie emocjonujące wejście w forte trąbek i kotłów w drugiej wariacji. Jednak prawdziwym klejnotem, wyróżniającym się nawet w tej serii arcydzieł, jest Menuet, w którym Haydn przejawia swój fantastyczny zmysł instrumentatora. Finał tej symfonii manifestuje w sposób oczywisty radość. Jednakże pod koniec wprowadza kompozytor epizod przepojony tragiczną nutą, całkowicie zaskakując słuchaczy. Zaraz potem powraca wesoły nastrój - mroczne cienie spełniają rolę efektownego tła dla dominujących jasnych barw.

Całe to bogactwo obu symfonii Haydna, które próbowałam nieudolnie scharakteryzować, znalazło wrażliwego interpretatora w osobie Giovanniego Antoniniego i jego muzyków. Zarówno dobór utworów, ich piękno i różnorodność nabrały autentycznego blasku, który bez reszty owładnął zgromadzoną licznie publiczność Narodowego Forum Muzyki. I choć dobrych i bardzo dobrych koncertów tu nie brakuje, ten okazał się szczególny  – była to prawdziwa muzyczna uczta!

poniedziałek, 22 września 2025

Raj (nie całkiem) utracony /relacja z 60. Festiwalu Wratislavia Cantans/

14 września, koncertem III aktu "Parsifala" Richarda Wagnera, zakończyła się 60. edycja Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans. Osobą szczególnie w tym jubileuszowym roku uczczoną został jego twórca –  Andrzej Markowski. Motywem przewodnim był "Raj utracony [?]", nawiązujący tytułem do poematu Johna Miltona, ale opatrzony znakiem zapytania. Czy utraciliśmy raj na zawsze i jakie są tego konsekwencje? W swojej relacji dzielę się z Państwem refleksjami dotyczącymi większości koncertów, w których uczestniczyłam. Zapraszam do lektury!

Plakat festiwalu autorstwa Lva Sterna

14 września, koncertem III aktu "Parsifala" Richarda Wagnera, zakończyła się 60. edycja Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans. Osobą szczególnie w tym jubileuszowym roku uczczoną został jego twórca –  Andrzej Markowski, kompozytor i dyrygent, który był zarazem pierwszym dyrektorem artystycznym tego fenomenu, jakim jest do dzisiaj festiwal. Człowiek, który – jak napisał w swojej książce "Ocalić od zapomnienia" Marek Dyżewski – "wniósł z sobą tchnienie europejskiej kultury i przeobraził miasto [Wrocław] z muzycznej prowincji w czołowy ośrodek w kraju". Popiersie kompozytora znalazło należne mu miejsce w Narodowym Forum Muzyki, zaś poświęcona mu czasowa wystawa – na dziedzińcu Muzeum Pana Tadeusza. Jemu też został zadedykowany koncert otwierający Wratislavię: "Pamięci wielkiego Człowieka", na który złożyły się dzieła dwóch znakomitych kompozytorów: Wolfganga Amadeusza Mozarta ("Msza koronacyjna") i Ludviga van Beethovena ("Eroika").

Raj utracony [?]

Od kiedy dyrektorem artystycznym Wratislavii został maestro Giovanni Antonini, czyli od roku 2013, każda edycja festiwalu ma swój temat przewodni. Stało się to dobrą i inspirującą tradycją, toteż kiedy maestro Andrzej Kosendiak objął kierownictwo festiwalu, kolejna – jubileuszowa jego edycja – przebiegała pod hasłem "Raj utracony [?]". W wywiadzie udzielonym Jakubowi Kukli dyrektor Kosendiak tak wyjaśniał płynące z inspiracji poematem Johna Miltona motto:

"Myślę, że to też może być klucz do rozumienia tegorocznego przesłania: ten fragment poematu pokazuje, że człowiek niestety sam bardzo często sprowadza piekło na ziemię. Ale zdarza się też, że ujawnia swoją wielkość i potrafi zbudować tutaj raj". I dodał:

"Na tegoroczny festiwal zamówiliśmy utwór u Zygmunta Krauzego. Jego Requiem nie jest mszą żałobną stricte związaną z liturgią. Przeciwnie, muzyka oparta jest na tekstach poetyckich odnoszących się do rzeczywistości. Dzieło zostało poświęcone najbardziej niewinnym ofiarom wojen – dzieciom. Mamy połowę trzeciej dekady dwudziestego pierwszego stulecia, a wciąż tyle bezbronnych istot jest pozbawianych nie tylko dzieciństwa, ale często też życia w konfliktach, które targają naszym światem".

Dodajmy, że w programie festiwalu znalazły się także koncerty odwołujące się się do Raju bez znaków zapytania, do których należały m. in. koncerty muzyki Johanna Sebastiana Bacha: "Die Kunst der Fuge" czy Msza h-moll.

Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, koncert "Pamięci wielkiego Człowieka",
fot. Łukasz Rajchert, NMF


Pamięci wielkiego Człowieka – Msza "Koronacyjna" W. A. Mozarta 


Twórca festiwalu Wratislavia Cantans z całą pewnością zasłużył sobie na tę dedykację, a także na taki wspaniały i przemyślany wybór repertuaru. Andrzej Markowski przywrócił bowiem (w czasach głębokiego PRL-u!) należne miejsce muzyce dawnej, odkrywając na nowo dawnych kompozytorów i pomagając słuchaczom w przyswojeniu kolekcji ich dzieł i muzycznego dziedzictwa, do którego ciągle będziemy mogli powracać. Koncerty odbywały się w czasach komunizmu w kościołach (!), a przy tym Wrocław był bardzo zniszczonym wojną miastem, w którym dopiero odradzało się życie artystyczne. Tymczasem ziarno przez niego zasiane wydało – i ciągle wydaje – wspaniały plon! 

Mozart skomponował Mszę "Koronacyjną" ("Krönungs-Messe") w 1779 roku, w wieku dwudziestu trzech lat. Wedle najnowszych badań napisał ją na użytek katedry salzburgskiej, prawdopodobnie z okazji Wielkanocy. Pierwsze wykonanie (w 1791, czyli w roku śmierci Mozarta) miało jednak rzeczywiście związek z koronacją, ale nie kościelną, tylko świecką: cesarz Leopold II został koronowany na króla Czech.
      Tytuł „Koronacyjna” nadał sam Mozart. Inaczej niż w przypadku „Wielkiej” Mszy c-moll, której przydomek pojawił się po to, aby odróżnić ją od innej – wcześniejszej i krótszej mszy, utrzymanej w tej samej tonacji – o numerze KV 139. Jest to klasyczny przykład tzw. mszy krótkiej (missa brevis): nieskomplikowanej, prostej, a jednocześnie zachwycającej swoją świeżością, lekkością brzmienia i pięknem formy – spójnej, zamkniętej, doskonałej jako swego rodzaju duchowe przeżycie. Prawdziwe niebo w uszach. . 😇 Co ciekawe, jej rękopis znajduje się w zbiorach krakowskiej Biblioteki Jagiellońskiej!

Anett Fritsch (sopran) podczas koncertu "Pamięci wielkiego Człowieka", fot. Łukasz Rajchert

I te kontrasty! Kontemplacyjny charakter Kyrie kontrastuje z monumentalnym, 8-głosowym podwójnym chórem w Qui tollis. Zupełnie odmienne są Gloria i Cum sancto spiritu. Najbardziej zachwyca jednak słoneczny liryzm Laudamus te, a także niebiański sopran w Agnus Dei – przepięknej, wirtuozowskiej arii. 

W interpretacji Giovanniego Antoniniego i jego wspaniałego Il Giardino Armonico Msza zabrzmiała znakomicie. Wspaniały był też, jak zwykle,  Chór NFM, mający w tym utworze masę pięknej muzyki do wyśpiewania. Wśród solistów zdecydowanie prym wiodła Anett Fritsch – niemiecka sopranistka operowa, bardzo dobrze czująca się z repertuarze mozartowskim, śpiewała bowiem role Cherubina, Zuzanny i Hrabiny w "Weselu Figara". W czarnej jedwabnej sukni wyglądała przy tym zjawiskowo. Na te ulotne chwile powróciliśmy do Raju... 

Magdalena Hoffmann, fot. Sławek Przerwa

"Poszukując szczęścia"... Chwilo trwaj!


O tym, że do Raju można powrócić za sprawą muzyki, świadczy także zupełnie odmienny, kameralny koncert na harfę w wykonaniu Magdaleny Hoffmann, na który złożyły się kompozycje C. F. E. Bacha, G. F. Händla, J. Ph. Rameau, R. Schumanna, Toru Takemitsu i B. Brittena. Przyznam, że choć preferuję muzykę dawną, najbardziej urzekły mnie podczas tego koncertu utwory kompozytorów bliższych współczesności: Toru Takemitsu i Benjamina Brittena. Artystka zaprezentowała ich kompozycje z prawdziwą wirtuozerią, znakomicie je interpretując. O ile jednak Suita na harfę op. 83 była w jej wykonaniu czymś oczywistym, choć bynajmniej niełatwym, o tyle utwór Takemitsu Stanza II, wprowadzał do jej gry nowe, z pozoru pozamuzyczne, elementy. Z muzyką japońskiego kompozytora i filozofa sztuki zetknęłam się w 2018 roku, kiedy to ówczesny dyrygent i kierownik Orkiestry Leopoldinum – Hartmut Rohde zaprezentował "A Way a Lone" –  utwór zainspirowany "Trenem Finneganów" Jamesa Joyce’a. Utwór zainspirowany jedynym zdaniem – z pozoru uładzonym, a jednak zaprzeczającym przyjętym regułom - zdawał się rozpadać i pulsować nieregularnie w rytm licznych zwolnień, przyspieszeń, zamierania dźwięku. Podobnie zabrzmiał Takemitsu w wykonaniu Hoffman. Agresywna momentami muzyka harfy została w przypadku Stanzy II zderzona z codziennymi odgłosami ulicy oraz ze śpiewem ptaków, prowadząc z nimi dialog – bardzo oryginalne zestawienie i jakże naturalne!  Podobało mi się również Preludium z Nagrobka Couperina M. Ravela – błyskotliwie zagrane, dające popis wirtuozerii artystki. Na finał zagrała Walc e-moll Chopina, czym do reszty skruszyła nasze muzyczne serca. Zapewne nie bez wpływu na to pozostaje fakt zaangażowania społecznego harfistki, która jest ambasadorką kultury CASA HOGAR, inicjatywy charytatywnej oferującej edukację i dom dla młodych dziewcząt w dotkniętym problemami kolumbijskim regionie Chocó. „Mam nadzieję, że uda mi się otworzyć uszy i serca wielu ludzi na cierpienie, które wciąż istnieje w regionie Chocó – i z nim walczyć” – twierdziła w wywiadzie. Artystka zatem przywraca piękno i dobro nie tylko za pomocą muzyki...

Koncert "Veni in hortum meum, ensemble Peregrina Agnieszki Budzińskiej-Bennett, 
fot. Joanna Stoga


Znaleźć się ponownie w ogrodzie rajskim: "Veni in hortum meum"


Do Raju (nie do końca utraconego) zawiodła nas z pewnością Agnieszka Budzińska-Bennett wraz z zespołem Pelegrina, prezentując najstarsze utwory skomponowane do biblijnego tekstu "Pieśni nad pieśniami". W istocie wyjątkowa i niedościgła jest wspaniałość tego niewielkiego poematu składającego się z zaledwie 1250 słów, pełnego symboli i przepełnionego zachwytem miłością, która czyni wiosnę nawet w wyschniętym i spalonym słońcem palestyńskim krajobrazie. Jej hebrajski tytuł brzmi Szir ha-Szirim, czyli „Pieśń najpiękniejsza”.
      W centrum symbolicznego ogrodu znajdują się Ona i On, Oblubieniec i Oblubienica, mężczyzna i kobieta, którym tu i ówdzie towarzyszy chór. Wyobrażają oni odwieczną parę, ogarniętą czułością i mocą Miłości. Ta ludzka miłość, zmysłowa, zawiera odblask miłości Bożej ("Kobietą i mężczyzną stworzył ich"). Ponadto w Starym Testamencie Bóg często zwraca się do narodu wybranego jako do oblubienicy, żony. Jak napisał Orygenes: "Szczęśliwy, kto rozumie i śpiewa kantyk świętych Pism, ale jeszcze bardziej szczęśliwy, kto śpiewa i rozumie Pieśń nad pieśniami".

Bez wątpienia zespół Pelegrina to właśnie ten przypadek: "śpiewa i rozumie". Na program koncertu "Veni in hortum meum" złożyły się zarówno utwory anonimowe: antyfona Vox dilecti, motet Tota pulchra czy cantilena Flos regalis, ale także kompozycje średniowiecznego filozofa, teologa i poety  Pierre Abélarda, mistyczki i kompozytorki św. Hildegardy z Bingen oraz włoskiego kardynała i biskupa, św. Bruno di Segni. 

Koncert "Veni in hortum meum, ensemble Peregrina Agnieszki Budzińskiej-Bennett, 
fot. Joanna Stoga

Pieśń nad pieśniami jest hymnem o miłości, ogród zaś –  ogrodem rajskim. Oblubieńcy poszukują się i odnajdują, a gdy brak ukochanego, rodzi się cierpienie, poczucie odrzucenia i wielka tęsknota, ale Oblubienica nie ustaje w poszukiwaniach nawet wówczas, gdy spotykają ją upokorzenia.. Pieśń ze swej natury kojarzy się z muzyką, nic zatem dziwnego, że stała się inspiracją dla wielu kompozytorów. Agnieszka Budzińska-Bennett sięga po utwory prezentujące rozmaite interpretacje Księgi: to pieśń o miłości ludzkiej, alegoria miłości pomiędzy Bogiem a Izraelem, Bogiem a ludzką duszą, artystka sięga także także po interpretację Maryjną, charakterystyczną dla wczesnego chrześcijaństwa („Wszystka piękna jesteś, Przyjaciółko moja, a skaza pierworodna nigdy w Tobie nie powstała”,. Pnp 4,7). Wybranym utworom towarzyszą różnorodne formy muzyczne: antyfony, motety, kantylena, responsorium, prosa, dramat liturgiczny (“Veni dilecte”). Nie tylko piękny śpiew, ale także gra na instrumentach historycznych: na harfie i fidelu, sprawiły, że doświadczyliśmy swego rodzaju kontemplacji, szczególnie że koncert zabrzmiał w szczególnym miejscu – w Kolegiacie  Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim, która na czas koncertu stała się naszym hortum...

Martha Argerich, koncert "Wiecznie kwitnące", fot. Sławek Przerwa



Wiecznie kwitnąca ... Martha Argerich


Niekiedy zdarzają się koncerty niezwykłe, podczas których doświadczamy czegoś, co nie da się określić w żaden racjonalny sposób. Najlepiej zatem nazwać to tajemnicą. .Takim był bez wątpienia koncert Marthy Argerich, który poruszył mnie dogłębnie. Charyzma ponad 80-letniej pianistki, jej "wieczna kobiecość" (by zacytować Goethego) albo raczej: "wieczna dziewczęcość", doskonała gra (nie tylko pod względem formalnym) składają się na Zjawisko, które pewien mój znajomy trafnie określił jako Pianista Assoluta –  Marią Callas fortepianu. A kiedy ma się do czynienia ze zjawiskiem tak rzadkim, by nie powiedzieć: niepowtarzalnym, trudno o jakieś racjonalne argumenty. Muzyka w jej wykonaniu zdaje się przenosić słuchacza w doskonały świat, w którym wszystko inne okazuje się nieistotne. Liczy się tylko Ona i Muzyka...

     Artystka zagrała tym razem II Suitę z baletu "Dafnis i Chloe" Maurice Ravela, a towarzyszył jej ("towarzyszył" jest w tym przypadku szczególnie trafnym określeniem) znany dyrygent Charles Dutoit  (prywatnie były mąż pianistki) wraz z Orchestre Philharmonique de Monte-Carlo. Ale szybko zapomnieliśmy o nich, gdy Argerich zaczęła grać. Grała znakomicie technicznie, a jednak nie czuło się tego, bo przede wszystkim – grała twórczo, grała również, kiedy nie grała, przebierając palcami w powietrzu lub na kolanach. Energia w niej kipiała i zaczarowała nas kompletnie. Aplauz był taki, że zdecydowała się zagrać na bis aż dwa utwory: Sonatę d-moll K. 141 Scarlattiego, a potem Sarabandę z Partity c-moll J. S. Bacha, a my nie mieliśmy poczucia winy, że męczymy "starszą panią", widzieliśmy bowiem, że cieszą Ją te bisy i że chętnie je gra. Wiem, że druga część koncertu była bardzo dobra, ale MUSIAŁAM wyjść na zewnątrz, bo udusiłabym się od nadmiaru wrażeń... Niosłam potem tę Marthę A. do samej Leśnicy i jeszcze dłużej...

Koncert "Zagłada bezbronnych", dyr. Jacek Kaspszyk, fot. Sławek Przerwa


Wstrząsająca "Zagłada bezbronnych", czyli piekło na ziemi


Kiedy wydawało mi się, że największe muzyczne emocje mam za sobą, okazało się, że dane mi będzie przeżyć jeszcze jeden, choć innego rodzaju wstrząs: "Children`s Requiem" – głęboko poruszającą kompozycję Zygmunta Krauzego, powstałą na zamówienie Narodowego Forum Muzyki. Utwór przypominający War Requiem Benjamina Brittena, którego miałam okazję wysłuchać na żywo i również w kościele podczas pobytu w Londynie w 2000 roku. O ile jednak tamten bazował na tekstach poetyckich Wilfreda Owena (który zmarł młodo tuż przed zakończeniem II wojny), o tyle polski kompozytor sięgnął po teksty rozmaite, począwszy od danych dramatycznych statycznych, mówiących o konkretnych liczbach, sięgających milionów, poprzez cytaty z Seneki, na indywidualnych losach i wypowiedziach samych ofiar kończąc. 

Koncert "Zagłada bezbronnych": Chór Polskiego Radia - Lusławice, Symfonia Varsovia,
fot. Sławek Przerwa
    Swoją formą kompozycja nawiązuje do mszy żałobnej i składa się z ośmiu części: Introitus, Kyrie, Sequentia, Offertorio, Sanctus, Agnus Dei, Lux aeterna, Responsorium, o wyrazistej dramaturgii opartej na kontrastach. Na koniec kompozytor oddaje głos okaleczonej dziewczynce, która pragnie spotkać kogoś potężnego, kto powstrzyma wojenne szaleństwo...

Potężny Chór Polskiego Radia - Lusławice nadawał całej historii majestat greckiej tragedii, co zostało skontrastowane z dziecięcymi głosami Chóru Dziewczęcego i Chłopięcego NFM. Na kontraście oparte były również głosy dwojga narratorów: barytona Michała Partyki oraz sopranu Marceliny Román. Szczególnie przejmująco prezentowała ową dramatyczną opowieść właśnie ona, co spotkało się z wielkim uznaniem słuchaczy. Maestro Jacek Kaspszyk okazał się, tradycyjnie już, znakomitym  interpretatorem całości – tak przecież niełatwego utworu.

Koncert Raj II, Msza h-moll J. S. Bacha, Freiburger Baroqueorchester, 
fot. Joanna Stoga


Chciała dusza do Raju, czyli Msza h-moll 


Wiele sobie obiecywałam po koncercie prezentującym Mszę h-moll Johanna Sebastiana Bacha pod kierownictwem Marca Minkowskiego. Wielką Mszę bowiem pokochałam od pierwszego "słyszenia"  w wersji wydanej przez Harmonia Mundi w 1998 roku, w opracowaniu Philippe Herreweghe i z takimi solistami, jak Christoph Pregardien, Andreas Scholl, Peter Kooy... Pojechałam też do Lipska na Bachfest, by móc posłuchać tej wersji na żywo. Słyszałam wiele interpretacji tej genialnej kompozycji, ale ta jest dla mnie zawsze punktem odniesienia. Dodam, że dzięki powstaniu Narodowego Forum Muzyki mogłam ponownie posłuchać Mszy h-moll pod batutą mistrza Herreweghe, który – jak się wielokrotnie przekonałam – nie poprzestaje na jednym odczytaniu arcydzieła, choćby było ono bliskie ideałowi. Wiele też sobie obiecywałam po innym znakomitym interpretatorze muzyki dawnej – Marcu Minkowskim, który w kwietniu tego roku zaprezentował w NFM Pasję według świętego Jana.  Tym razem dyrygent jednak nie dopisał i zastąpił go Lionel Meunier – dyrygent i kierownik artystyczny Vox Lumnis, skądinąd zasłużony w wykonawstwie muzyki wokalnej XVI-XVIII wieku, który pojawił się wcześniej na 51. edycji Wratislavia Cantans. I też mnie wówczas nie zachwycił. Freiburger Barockorchester nie dość, że zagłuszała solistów, to jeszcze grała niespójnie. No, powiedzmy, że w drugiej części było nieco lepiej... Właściwie należałoby wyróżnić tylko brytyjskiego kontratenora Williama Sheltona w pięknej arii Agnus Dei, za co zebrał na koniec zasłużone gromkie brawa. Na resztę miłosiernie spuszczam zasłonę milczenia... Myślę, że obecność Marca Minkowskiego gwarantowała inny wydźwięk tego koncertu. Chciała dusza do Raju ... 😇

William Shelton, fot. Joanna Stoga

Zapomniani bogowie i ... niezapomniany John Eliot Gardiner


Sir Johna Eliota Gardinera miałam szczęście spotkać w tym roku w Lipsku podczas tegorocznego Bachfest, gdzie zaprezentował kantaty Johanna Sebastiana Bacha  
          Bez większej przesady można powiedzieć, że właśnie dla Gardinera i owych kantat pojechaliśmy do Lipska. I nie pożałowaliśmy tej decyzji! Maestro wystąpił z nowym zespołem The Constellation Choir & Orchestra, z którym niejako zaczyna swoją karierę od nowa, co już samo w sobie zasługuje na podziw i szacunek. Po tylu koncertach i serii wydanych "kantat pielgrzymkowych" sir Gardiner stał się prawdziwym autorytetem, jeśli chodzi o interpretację kantat Johanna Sebastiana Bacha. 

Sir John Eliot Gardiner z zespołem The Constallation Orchestra podczas koncertu kantat w Kościele Świętego Mikołaja w Lipsku, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
         We Wrocławiu koncertował wielokrotnie, ale tym razem po raz pierwszy pojawił się z Mendelssohnem i przyznam, że takiego Gardinera –  teatralnego – nie znałam. Program wypełniła Uwertura do "Snu nocy letniej". Pamiętam, jak w filmie dokumentalnym poświęconym dyrygentowi Gardiner opowiadał, że w dzieciństwie matka zachęcała go do zabawy w teatr i że to rozbudziło jego wyobraźnię, po raz pierwszy jednak mogliśmy znaleźć tego potwierdzenie w przypadku utworu nie będącego operą, po który to gatunek maestro sięgał również wielokrotnie. W przypadku Mendelssohna, który skomponował uwerturę do "Snu nocy letniej" Shakespeare`a jako utwór koncertowy, nie było to takie oczywiste. Sir John Eliot Gardiner nie obawia się jednak takich wyzwań. Wyczarował z uwertury wersję sceniczną, a śpiewaków zamienił w aktorów. Wszystko to oszczędnymi środkami, jak w czasach Shakespeare1a – za pomocą kostiumu i ruchu scenicznego. I tak daliśmy się uwieść owej teatralnej zabawie, która niepostrzeżenie sprawiła, że klasyczna filharmonia przemieniła się w teatr. 

Sir John Eliot Gardiner i  The Constallation Orchestra podczas koncertu "Zapomniani bogowie",
fot. Sławek Przerwa
Po przerwie zaś usłyszeliśmy (i zobaczyli!) kantatę Felixa Mendelssohna-Bartholdiego ""Die erste Walpurgisnacht", nawiązującą tym razem do innego tekstu literackiego – do "Fausta" J. W. Goethego, a ściślej: do "Nocy Walpurgii". Goethe podjął wątek duchowości przedchrześcijańskiej, polegającej m. in. na jedności pomiędzy człowiekiem a przyrodą. Jednak ten pogański raj wraz z jego zapomnianymi dziś bogami należy już do przeszłości.

Sir John Eliot Gardiner konsekwentnie zaprezentował kantatę w konwencji, na którą przystaliśmy w pierwszej części koncertu. Bazował głównie na solistach i nie zawiódł się. Natomiast jego nowa orkiestra brzmi jednak gorzej niż Monteverdi, z którą latami dochodził do tak znakomitego brzmienia. The Constellation Choir & Orchestra jest co najwyżej poprawna i nie ma cudów, aby było inaczej. Nie mniej Mistrz nadal pozostaje Mistrzem.

"Kain i Abel" Alessandro Scarlattiego, fot. Sławek Przerwa


Wygnanie z Raju, czyli Kain i Abel

     
      Na koniec – koncert, który wprost nawiązywać do tegorocznego motta festiwalu: oratorium Alessandra Scarlattiego: "Cain overo il primo omicidio – Kain, czyli pierwsze zabójstwo”. Jego treść nawiązuje do historii znanej z Księgi Rodzaju, ale znacznie ją rozbudowuje. Adam i Ewa ubolewają nad tym, czego się dopuścili i pragną, aby synowie: Kain i Abel uzyskali u Boga łaskę i przebaczenie poprzez złożenie ofiar. Targany uczuciem nienawiści i zazdrości Kain, pragnie pozbyć się brata, gdyż ten – harmonijny i dobry – stoi, jego zdaniem, na przeszkodzie temu, aby Kain był równie szczęśliwy i kochany przez Boga oraz przez ojca. Miotają nim także niepokój i lęk, choć stara się nie okazywać bratu swojej nienawiści, aby w ten sposób zmylić go i unicestwić na odludziu, w nadziei, że nikt tego nie zauważy. Zbrodni jednak ukryć się nie da. Bóg skazuje Kaina na wygnanie, a rodzice pozostają sami i rozpaczają. Utwór niesie jednak pociechę – słyszymy głos zmarłego Abla, a także obietnicę zbawienia, którą przyrzeka Bóg. Oratorium kończy duet Adama i Ewy, którzy śpiewają Contenti presenti, radując się obietnicą zbawienia przez Krew Chrystusa.

Kristina Hammarström jako Kain i Clemens Flick (dyrygent), fot. Sławek Przerwa
Miałam szczęście wysłuchać na żywo tego oratorium po raz wtóry. Pierwszy – podczas Misteria Paschalia w 2016 roku pod Rinaldo Alessandrinim, ze świetnymi solistami, m. in. Sonią Priną w roli Kaina i Robertą Invenizzi jako Ewą. Wiele sobie obiecywałam po interpretacji Rene Jacobsa, który miał poprowadzić koncert wrocławski, ale nie pojawił się we Wrocławiu. Mimo to jednak oratorium wykonano wspaniale. W zastępstwie Jacobsa poprowadził je Clemens Flick –  niemiecki dyrygent, klawesynista i pianista. Wspaniale zagrała Wrocławska Orkiestra Barokowa, która stała się obecnie zespołem chętnie zapraszanym na europejskie wielkie sceny. Nie zawiedli także soliści, a nade wszystko szwedzka mezzosopranistka Kristina Hammarström w roli Kaina i  Holenderka Olivia Vermeulen w roli Abla, również mezzosopran, ale o "jasnej" słodkiej barwie. Obie mające w swojej karierze znaczące role operowe (m. in. u Rene Jacobsa), nic zatem dziwnego, że wypadły śpiewająco 😁 W ogóle dobór głosów i ich współbrzmienie było interesujące. Do dwójki solistek dodałabym jeszcze wykonawcę roli Lucyfera – Attu Kataja, fińskiego barytona o niepokojącej, głębokiej barwie głosu. 
Oratorium zabrzmiało zatem znakomicie.

Od lewej: Robin Johannsen (sopran) jako Ewa i Olivia Vermeulen (mezzosopran)
jako Abel, fot. Sławek Przerwa

Raj (nie całkiem) utracony


Nie sposób zrelacjonować cały festiwal, starałam się jednak opisać koncerty, które zrobiły ma mnie szczególne wrażenie. Po ich wysłuchaniu doszłam do wniosku, że znak zapytania dodany do motta tegorocznego festiwalu rymuje się nie tylko z przesłaniem poematu "Raj utracony" Johna Miltona, który wprawdzie kończy się wygnaniem z raju, ale poeta podkreśla, że Opatrzność nie opuściła ludzi, ale pozostała dla nich przewodnikiem. 
Można by też metaforycznie powiedzieć, że muzyka wiodła nas w tym roku do raju i do ziemskiego piekła, zapraszała do Ogrodu i pokazywała, dlaczego zostaliśmy z tego Ogrodu wygnani. Czasami zaś była też Rajem, a raczej jego obietnicą, której mogliśmy doświadczać obcując z piękną muzyką i przekonując się, że Raj został nie całkiem utracony. Do Raju można powrócić będąc zbawionym, ale jakaś jego namiastka jest nam dana już teraz, między innymi dzięki muzyce.

środa, 3 września 2025

Inauguracja 60. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego

Już jutro, 4 września 2025 rozpocznie się 60. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego, który potrwa do 14 września. We Wrocławiu oraz w miastach aż trzech województw odbędzie się ponad pięćdziesiąt wydarzeń. Tematem tegorocznej, jubileuszowej edycji jest Raj utracony [?] O godzinie 16.00 na dziedzińcu Muzeum Pana Tadeusza (Rynek 6, Wrocław) odbędzie się wernisaż wystawy "Andrzej Markowski. Opus magnum".  O 18.00 nastąpi uroczyste odsłonięcie popiersia Maestra Andrzeja Markowskiego w foyer NFM. Festiwal rozpocznie o 19.00 koncert zatytułowany "Pamięci wielkiego człowieka", na którego program złożą się kompozycje W. A. Mozarta oraz L. van Beethovena. Orkiestrę Il Giardino Armonico poprowadzi maestro Giovanni Antonini.

Plakat autorstwa Lva Sterna

W dniu inauguracji o godzinie 16.00 na dziedzińcu Muzeum Pana Tadeusza (Rynek 6, Wrocław) odbędzie się wernisaż wystawy "Andrzej Markowski. Opus magnum. Ekspozycja ukazuje postać i dorobek wybitnego dyrygenta oraz kompozytora, a także dzieło jego życia: Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans, którego Maestro był twórcą i pierwszym dyrektorem artystycznym. Wystawa będzie prezentowana od 2 do 14 września 2025 roku. O godzinie 18.00 natomiast przeniesiemy się do foyer Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego na uroczyste odsłonięcie popiersia Maestra Andrzeja Markowskiego. Autorem rzeźby jest Bronisław Krzysztof. Wydarzenie to uhonoruje wielkiego muzyka, za sprawą którego dziś możemy świętować 60. już edycję festiwalu.

Także w foyer NFM po raz pierwszy na czarnej ścianie powstała instalacja będąca jednocześnie swego rodzaju obrazem. Sięga ona dwudziestu metrów i została stworzona przez Lva Sterna – architekta, malarza i rzeźbiarza, autora wizerunku tegorocznej edycji Wratislavii Cantans. To wykraczające poza ramy i przenikające do przestrzeni instytucji przedłużenie idei wyrażającej tematykę nadchodzącego festiwalu – nurt muzyki rozświetlający naszą rzeczywistość. 

Z kolei 6 i 7 września w Kinie Nowe Horyzonty odbędą się pokazy specjalne filmów z muzyką skomponowaną przez Maestra Markowskiego. Dobór tytułów, wśród których znajdują się pełen uroku Spacerek staromiejski Andrzeja Munka, dramat wojenny Pokolenie Andrzeja Wajdy i monumentalny Pan Wołodyjowski Jerzego Hoffmana, stanowi hołd dla wszechstronności i artystycznej biegłości bohatera przeglądu. 


Festiwal rozpocznie o 19.00 koncert zatytułowany "Pamięci wielkiego człowieka", na którego program złożą się kompozycje W. A. Mozarta oraz L. van Beethovena.

Złe, ty bądź moim Bogiem, niech przynajmniej / przez ciebie władzę z królem Niebios dzielę, / przez ciebie może więcej niż połowę / Królestwa zyskam; o czem niezadługo / dowie się człowiek [tłum. Władysław Bartkiewicz] – mówi Szatan w "Raju utraconym" Johna Miltona. Podobny do wizji zawartej w literackich wersach pogląd na władzę, jako mającą swoje źródło w niegodziwości, wyznawał u progu XIX wieku zapatrzony w ideały Oświecenia Ludwig van Beethoven. Podczas koncertu otwierającego 60. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans Il Giardino Armonico pod batutą Giovanniego Antoniniego zaprezentuje dzieło, podczas komponowania którego polityczne marzenia niemieckiego artysty zostały wystawione na ciężką próbę.

Prezentację Beethovenowskiej III Symfonii poprzedzi wykonanie dzieł Wolfganga Amadeusa Mozarta. Powstanie dwóch pierwszych z nich – uwertury do opery "Idomeneusz, król Krety" i Kyrie d-moll – jeszcze nie tak dawno wyznaczano na koniec lat siedemdziesiątych XVIII wieku i wiązano z pobytem artysty w Monachium. Dziś napisanie drugiej z kompozycji łączy się raczej z ostatnimi latami życia Mozarta, spędzonymi w Wiedniu. Nieco wcześniej niż wspomniany utwór dramatyczny, bo w 1779 roku, stworzył on natomiast "Mszę koronacyjną". Jest to dzieło genialne, choć będące wynikiem kompromisu między twórczymi możliwościami mistrza rozwijanymi podczas europejskich podróży a ograniczeniami, z jakimi zetknął się on po powrocie do rodzinnego Salzburga. Wpływ na formę komponowanej w tym okresie przez Mozarta muzyki liturgicznej miały chociażby upodobania arcybiskupa Hieronima Colloredo – ówczesnego patrona artysty. Purpurat oczekiwał muzycznych opracowań tekstu liturgii, które byłyby zarówno zwięzłe, jak i uroczyste. Klasyk wywiązał się z postawionego przed nim zadania perfekcyjnie. Dzieło to jest zwarte, pogodne, niepozbawione też wyraźnej teatralności. Nastrojowi celebracji sprzyja obecność w obsadzie perkusji oraz dość licznych instrumentów dętych. Msza po raz pierwszy zabrzmiała najprawdopodobniej już w Wielkanoc, niedługo po jej napisaniu. Dość szybko zyskała sławę znacznie wykraczającą poza Salzburg. W 1791 roku wykonano ją w Pradze podczas ceremonii koronacji cesarza Leopolda II Habsburga na króla Czech, a już rok później zabrzmiała, gdy intronizowano jego następcę – Franciszka II, stąd jej przydomek – „koronacyjna”.

Zaraz po wstąpieniu na tron, zarówno cesarski, jak i królewski, Franciszek musiał zaangażować się w wojnę z rewolucyjną Francją. Konflikt z tym państwem, od 1799 roku już pod rządami Napoleona Bonapartego, doprowadził ostatecznie do zrzeczenia się przez przedstawiciela Habsburgów tytułu cesarza rzymskiego. Gdyby nie wcześniejsza koronacja samego Napoleona na cesarza Francuzów, z takiego obrotu spraw byłby zadowolony Ludwig van Beethoven. Przepełniony republikańskimi ideami, za których uosobienie uważał Bonapartego, będącego wówczas w swoim państwie Pierwszym Konsulem, skomponował w latach 1802–1804 III Symfonię i zatytułował ją Bonaparte. Kiedy utwór był ukończony, znad Sekwany dotarły jednak wieści, że Korsykanin sięgnął po cesarski wieniec. „Teraz i on pogwałci prawa ludzi, by zaspokoić swoją ambicję, wyniesie się ponad wszystkich, stanie się tyranem!” – miał mówić rozgoryczony Beethoven, wykreślając Napoleona z arcydzieła. Ostatecznie pojawiła się ironiczna dedykacja: „Symfonia bohaterska, napisana ku uczczeniu pamięci wielkiego Człowieka”. Tak właśnie na karty historii sztuki wkroczyła niezrównana Eroica.

Program:

Wolfgang Amadeus Mozart Uwertura do opery Idomeneusz, król Krety KV 366, Kyrie d-moll KV 341; Msza C-dur KV 317 „Koronacyjna”

***

Ludwig van Beethoven III Symfonia Es-dur op. 55 „Eroica” 


Wykonawcy:

Giovanni Antonini – dyrygent

Il Giardino Armonico

Anett Fritsch – sopran

Justyna Rapacz – mezzosopran

Dovlet Nurgeldiyev – tenor

Volodymyr Andrushchak – baryton

Chór NFM

Lionel Sow – kierownictwo artystyczne Chóru NFM 

Czas trwania:

120 minut

Szczegółowy program dostępny jest na stronie NFM.

informacja prasowa


środa, 9 kwietnia 2025

Wratislavia Cantans ma już 50 lat! /zapowiedź festiwalu/

Pod hasłem "Niech żyje Wratislavia!" odbędzie się we wrześniu 2015 roku odbędzie się jubileuszowa edycja zasłużonego festiwalu. 



Rekonstrukcje koncertów, śpiew cerkiewny i "urodzeni szaleńcy"


Pierwsze dźwięki festiwalu Wratislavia Cantans zabrzmiały 14 sierpnia 1966. Jako że jest po temu szczególna okazja, w programie tegorocznej Wratislavii znalazły się koncerty będące przypomnieniem pierwszej edycji festiwalu. Tamten koncert miał charakter szczególny nie tylko dlatego, że poprowadził go Andrzej Markowski – twórca festiwalu. Jego istota zawiera się przede wszystkim w zarysowaniu programu, który uwzględniał muzykę – od najdawniejszej po współczesną, wówczas wciąż awangardową (autorstwa m.in. młodego Pendereckiego). Tak więc 6 września wśród prezentowanych kompozycji usłyszymy "Magnificat" Mikołaja Zieleńskiego, "La espero" Andrzeja Koszewskiego, "Psalmy Dawida" Krzysztofa Pendereckiego, "Cinq rechants" Oliviera Messiaena oraz utwory Konstantego Regamey`a. Koncert poprowadzi dzisiejszy szef wrocławskiej orkiestry – Benjamin Shwartz.

Tadeusz Strugała / prasowe

Prawdziwa uczta dla melomana czeka 13 września, kiedy to pod dyrekcją Giovanniego Antoniniego zabrzmi kolejny zrekonstruowany koncert: Msza c-moll  W. A. Mozarta. Została  napisana jako wotum za zdrowie narzeczonej, późniejszej żony – Konstancji Weber.  Mozart złożył ślubowanie, że jeśli ukochana wyzdrowieje i wyjdzie za niego, skomponuje wielki cykl mszalny. Tak też się stało. W prawykonaniu utworu wystąpiła sama Konstancja, z myślą o niej bowiem Mozart komponował partię sopranu, umieszczając w niej wirtuozowskie arie rodem  z opery. Dodam, że Antonini poprowadzi także inny interesujący koncert, a mianowicie "Dydonę i Kleopatrę" Henry Purcella. Jest on także pomysłodawcą "Podróży muzycznej", podczas której usłyszymy śpiew cerkiewny, w wykonaniu podziwianego na całym świecie Chóru Patriarchatu Moskiewskiego. Szef artystyczny chce, aby jubilatka Wratisalvia była wiecznie młodym, ciekawym świata festiwalem, dlatego zaprosił „urodzonych szaleńców” – wielokrotnych zdobywców Grammy, zespół eighth blackbird, i Agatę Zubel.

Trzecią rekonstrukcją będzie koncert pod tytułem "Wratislavia pulcherrima", który zostanie zaprezentowany 15 września, pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka z Wrocławską Orkiestrą Barokową. Będzie to tym razem odtworzenie ostatniego koncertu pierwszej edycji, która miała miejsce 18 sierpnia 1966 roku. Zaprezentowano wówczas polską  twórczość barokową – utwory Bartłomieja Pękiela i Marcina Mielczewskiego

Bartłomiej Pękiel był pierwszym Polakiem kierującym królewską kapelą wawelską. Wcześniej stanowisko to zajmowali sprowadzani przez Zygmunta Starego kompozytorzy z Włoch. Już współcześni Pękielowi wiedzieli, że mają do czynienia z wybitnym artystą: jeden z muzyków, przepisując Mszę na wzór Palestriny, dopisał w tytule „pulcherrima”, czyli „najpiękniejsza”. Dzieło jest jednym z najdoskonalszych przykładów polskiej barokowej polifonii a cappella.

Losy dorobku Marcina Mielczewskiego są mniej znane. Wiadomo jednak, że był nadwornym muzykiem króla Władysława IV Wazy oraz kapelmistrzem u jego brata, biskupa Karola Ferdynanda oraz że jego utwory inspirowały twórców wielogłosowej muzyki cerkiewnej, były też adaptowane na potrzeby liturgii luterańskiej.


Mahler na początek i na koniec festiwalu


Dwukrotnie podczas jubileuszowego festiwalu zabrzmi muzyka Gustawa Mahlera. Drugiego dnia bowiem zostanie zaprezentowana IX Symfonia w wykonaniu Israel Philharmonic Orchestra pod dyrekcją Zubina Mehta. O Dziewiątej – ostatniej ukończonej symfonii Mahlera i ostatniej symfonii romantycznej w ogóle – mówi się zwykle w kontekście przemijania. Powstała w trudnym dla kompozytora czasie – zaledwie na rok przed jego śmiercią. Wiedział, że nadchodzi rewolucja w muzyce, a on sam był jednym z ostatnich przedstawicieli „starego porządku”.

Mahlera usłyszymy raz jeszcze, na koniec festiwalu. 19 września zabrzmi "Symfonia tysiąca" pod dyrekcją szczególnie cenionego za interpretacje dzieł Mahlera Jacka Kaspszyka. W finale jubileuszowej Wratislavii, obok Orkiestry Symfonicznej i Chóru Filharmonii Narodowej, wystąpią trzy chóry Narodowego Forum Muzyki. Po raz pierwszy w historii Wratislavii Cantans publiczność i artyści będą mieli do dyspozycji salę koncertową adekwatną do ogromu Maherowskiej VIII Symfonii. Ze względu na niezbędne warunki akustyczne i kolosalny aparat wykonawczy dzieło – które zdecydowanie zyskuje słuchane na żywo – rzadko trafia na afisze.  Powstanie Narodowego Forum Muzyki, przestrzeni, w której nic nie ogranicza muzycznego piękna, jest najlepszym prezentem dla świętującej pięćdziesiąte urodziny Wratislavii Cantans


Świętowanie przy dźwiękach Händla 


Jubileuszowo  zabrzmi także podczas festiwalu muzyka Georga Friedricha Händla. Będzie to oratorium "Uczta Aleksandra", które poprowadzi Paul Goodwin. Maestro jest laureatem Händel Honorary Prize przyznawanej przez miasto Halle, będące rodzinną miejscowością kompozytora. Goodwin słynie z doskonałych interpretacji muzyki dawnej. Przez jedenaście lat był dyrygentem Academy of Ancient Music. Dzięki jego niespożytej energii koncerty są pełne ekspresji, podobnie jak niegdysiejsze występy Tymoteusza. Podczas koncertu, obok światowej sławy solistów, zaśpiewa świętujący trzydziestolecie istnienia Dresdner Kammerchor oraz Wrocławska Orkiestra Barokowa. 


Muzyczne skarby Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu


Wydarzeniem szczególnym festiwalu będzie prezentacja bogatych zbiorów muzycznych Biblioteki Uniwersyteckiej. Oprócz wystawy zaprezentowane zostaną utwory pochodzące z  siedemnastowiecznych starodruków muzycznych z weneckich oficyn. W nastrój siedemnastowiecznego Wrocławia wprowadzi nas śpiewem Hana Blažíková, jedna z najlepszych interpretatorek muzyki baroku, która gościła już kilkakrotnie w naszym mieście. Artystce będą towarzyszyć muzycy grający na instrumentach dawnych, w tym Jan Krejča, który na ciekawie brzmiącej i jeszcze ciekawiej wyglądającej teorbie wykona efektowne utwory Kapspergera i Castaldiego.

Trevor Pinock


Trevor Pinnock, Olga Pasiecznik i Deutsche Kammerphilharmonie Bremen


Na jubileuszowym festiwalu nie może zabraknąć prawdziwych gwiazd, toteż Mozarta i Chopina podczas koncertu pod znaczącym tytułem "Mądrość, miłość i transcendencja"   poprowadzi sir Trevor Pinnock, niedościgniony klawesynista, a zarazem pierwszorzędny dyrygent, który jest jednym z pionierów wykonawstwa muzyki na instrumentach z  epoki.

Utwory, które usłyszymy w wykonaniu Olgi Pasiecznik i Deutsche Kammerphilharmonie Bremen, to przeboje muzyki klasycznej. Jak rozumieć tytuł koncertu? Miłość przywodzi oczywiście na myśl zakochane bohaterki oper, mądrość to cecha dobrego władcy z Łaskawości Tytusa, transcendencja zaś jest cudowną właściwością muzyki – sztuki, która lepiej niż słowa wyraża uczucia i rozterki ludzkiej duszy. Miłość, mądrość, ale także rozpacz, nadzieja i dylematy moralne – wszystko to odnajdziemy w programie tego koncertu. Jeśli możemy dotknąć rzeczywistości niematerialnej i niepoznawalnej ludzkim umysłem, czynimy to także poprzez muzykę.


Pierre  Hantai

Jan Sebastian Bach i "Wariacje Goldbergowskie"


Na festiwalu nie mogło, oczywiście utworów zabraknąć lipskiego kantora, święcącego w tym roku 330 rocznicę urodzin. Usłyszymy jego "Wariacje Goldbergowskie". Na ostatniej stronie rękopisu Bach napisał „etc.”, zachęcając do komponowania kolejnych wariacji. 

Dla francuskiego klawesynisty Pierre’a Hantaï  "Wariacje..." są kompozycją szczególną. Muzyką Bacha zajmuje się, podobnie jak Goldberg, od dziesiątego roku życia. Wariacje gra żywiołowo, nieprzewidywalnie i niepowtarzalnie. Zachwyca wirtuozerią, ale nie popisuje się – wydobywa przede wszystkim śpiewność kompozycji. Choć nie pomija żadnego detalu, gra niewiarygodnie lekko. Każda wariacja w interpretacji Hantaï ma indywidualny charakter, ale wszystkie razem są cyklem o wyraźnej linii dramaturgicznej. Nic dziwnego, że Gustav Leonhardt uważał Hantaï za swego najzdolniejszego ucznia. Współpracę z klawesynistą szczególnie upodobał sobie Jordi Savall, Francuza cenią także Marc Minkowski, Philippe Pierlot, Philippe Herreweghe.


Koncert specjalny z okazji jubileuszu 8--lecia urodzin Tadeusza Strugały


Swój jubileusz będzie także święcił Tadeusz Strugała - najdłużej urzędujący dyrektor Wratisalvii Cantans. Wzbogacił festiwal o wydarzenia łączące muzykę z innymi dziedzinami sztuki, przeprowadził Wratislavię przez trudne momenty w historii, takie jak stan wojenny i transformacja ustrojowa. Pięćdziesięciolecie Wratislavii to także święto ludzi takich, jak Tadeusz Strugała. Maestro w tym roku obchodzi także osobiste jubileusze – osiemdziesiąte urodziny i sześćdziesięciolecie działalności dyrygenckiej. Jubileuszowy koncert prowadzony przez znakomitego dyrygenta będzie wielką atrakcją dla miłośników muzyki symfonicznej. Będzie także wyrazem kontynuacji tradycji Wratislavii.

Wratislavia Cantans jest zawsze wielkim świętem muzyki - powiedział podczas konferencji Dyrektor festiwalu Andrzej Kosendiak. Jubileuszowa edycja to także święto artystów i organizatorów, dzięki którym festiwal trwał i rozwijał się mimo gwałtownych zmian historycznych, jakie zaszły w ciągu minionego półwiecza. Łączenie tradycji z nowoczesnością, szacunku dla wielkiej sztuki z artystyczną odwagą – to klucz do sukcesu festiwalu, który po pięćdziesięciu latach z ciekawością zwraca się ku przyszłości. Niech żyje Wratislavia!

Festiwal odbędzie się w dniach 6 - 19 września 2015 roku.

Artykuł ukazał się 25 marca 2015 roku na portalu Kulturaonline.

czwartek, 6 marca 2025

49. Wratislawia Cantans: Giovanni Antonini i Magnificat /relacja/

 Liryczny Händel, piękny Vivaldi I genialny Bach zabrzmiały na koncercie inaugurującym festiwal Wratislavia Cantans.


O tym, że istnieją tajemne związki pomiędzy ubiegłorocznym i obecnym programem Wratislavii, świadczy choćby ten fakt, że festiwal rozpoczął koncert, w którym maestro Giovanni Antonini po raz wtóry zaprezentował obok siebie Händla i Bacha. W ubiegłym roku były to ich wczesne utwory, jeszcze nie tak piękne i wirtuozowskie. Jednakże już wyraziście rysował się geniusz obu kompozytorów. W tym roku koncert inauguracyjny zaprezentował ich obu jako twórców w pełni rozkwitu. Co więcej, była to niepowtarzalna okazja, aby wysłuchać różnych wersji "Magnificat".

Giovanni Antonini, Magnificat, fot. T. Wałków

Händel – bello!


Koncert inauguracyjny, zatytułowany ”Magnificat” rozpoczęła kompozycja Georga Friedricha Händla: Concerto Grosso D-dur / in D Major op. 6 nr 5 HWV 323. Kompozytor wzorował się na Corellim i jemu też miał być utwór zadedykowany. Biograf artysty, Romain Rolland, nazywa go ”Koncertem św. Cecylii”, jest on bowiem autocytatem z uwertury do ”Ody na dzień św. Cecylii”, ale zawiera także inne liczne cytaty muzyczne.

Można by zaryzykować stwierdzenie, że tym razem muzyka  Händla posłużyła Antoniniemu jako rodzaj pięknego, lirycznego, a zarazem uroczystego wprowadzenia do głównej części koncertu: ”Magnificat” Vivaldiego i Bacha. Taki układ kompozycji daje wrażenie, że piękno można stopniować: bello, più bella, … geniale. Tak, bo kompozycja Jana Sebastiana wymyka się takim porównaniom.

A zatem utwór Georga Friedricha Händla możemy określić jako bello, czyli piękny. W istocie, tak jest. Początkowo mocne i zdecydowane brzmienie, płynnie przechodzi w III cz. (Presto) w rodzaj melodyjnego scherzo, aby następnie – poprzez duet skrzypiec – wprowadzić uroczystą i pełną powagi atmosferę. Po czym z zanikającego pełnego brzmienia całego zespołu wyłania się Allegro, a po nim wdzięczny Menuet (Un poco larghetto) i zamyka całość w pogodnie uroczystym nastroju.

Vivaldi – più  bello!


Po takim wprowadzeniu zabrzmiał pełnią głosów i instrumentów Magnificat RV 600/RV 611 Antonio Vivaldiego. Utwór został skomponowany ok. 1717/1719 roku. Istnieje kilka wersji tego koncertu. Antonini zdecydował się na ich kompilację.  

Najpierw uderza dramatyczny początek tego utworu, tak odmienny od kompozycji J.S. Bacha. Po nim następują piękne, choć operowo brzmiące arie i chóry. Cudowna aria sopranu (Lydia Teuscher ) Quia respexit z wyeksponowanym fragmentem „omnes generationes”, następnie wspaniały duet sopranów  w Esurientes implevit bonis – o tym, że ”Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia”- mogły  zachwycić nawet wybrednego słuchacza. Pomiędzy ariami zaś – niezwykle subtelnie brzmiący chór śpiewa Et misericordia eius (Zmiłuj się nad nami) czy Fecit potentiam (I okaż nam Swoje Zbawienie)… Utwór kończy się równie dramatycznie jak zaczyna, aby na słowach „et in secula seculorum” („i na wieki wieków…”) przejść w kończącą całość fugę.

Kenneth Tarver i Maria Espada


Bach – geniale!

Jan Sebastian Bach skomponował swoje ”Magnificat”(BWV 243a) na nieszpory w święto Bożego Narodzenia 1723 roku, a więc w czasie bliskim powstaniu utworu Vivaldiego. A jednak od pierwszych nut utwór jest tak olśniewający, że zupełnie przyćmiewa kompozycję Vivaldiego. Rozpoczyna go bogate instrumentarium: trąbki, oboje, flety oraz kotły, a brzmienie ich w połączeniu z chórem jest piękne i przepełnione radością.

W basie i kadencjach arii sopranowej ”Et exultavit” ("Raduje się”) – twierdzi biograf kompozytora Albert Schweitzer –pojawia się charakterystyczny motyw radości, tak jakby oślepiający promień słońca przeniknął łagodny mrok adwentu.

Obydwie partie sopranu: ”Et exultavit” i  ”Quia respexit”("Bo wejrzał”) należą do moich ulubionych fragmentów ”Magnificat”. Drugi sopran jest właściwie muzycznym portretem Madonny, o nieopisanym uroku. W murach kościoła Marii Magdaleny najpiękniej zabrzmiał głos Marii Espady – wysoki i mocny zarazem. Pięknie też zaprezentował się duet sopranu Espady z tenorem Kennethem Tarverem w ”Et misericordia” oraz baryton Floriana Boescha w ”Quia fecie mihi magna”.

49. festiwal Wratislavia Cantans potrwa do 14 września 2014 roku.    


Artykuł został opublikowany na portalu Kulturaonline 11 września 2014 roku.

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty