Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Claudio Monteverdi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Claudio Monteverdi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 października 2025

FOUR SEASONS 300 - Théotime Langlois de Swarte i Wrocławska Orkiestra Barokowa /zapowiedź koncertu/

Dziś o 18.00 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert, którego gwiazdą będzie skrzypek, mistrz muzyki dawnej –  Théotime Langlois de Swarte, a towarzyszyć mu będzie Wrocławska Orkiestra Barokowa. Usłyszymy utwory Antonio Vivaldiego, a także kompozycje innych twórców włoskiego baroku: Claudia Monteverdiego, Marca Uccelliniego i Francesca Geminianiego.

Theotime Langlois de Swarte, fot.Marco Borggreve

Wieczór rozpocznie Adoramus te Christe Claudia Monteverdiego – medytacyjna miniatura w opracowaniu prowadzącego koncert skrzypka Théotime’a Langlois de Swarte’a. Następnie zabrzmią inne instrumentalne perły włoskiego baroku: przeznaczony na smyczki Koncert d-moll „Madrigalesco” RV 129, pełne wdzięku dzieło Aria Quinta sopra la Bergamasca à 3 Uccelliniego oraz dramatyczny Koncert skrzypcowy d-moll RV 813 Vivaldiego. Kolejną okazją do zaprezentowania kunsztu wykonawczego francuskiego artysty będzie Concerto grosso d-moll op. 1 nr 12 Geminianiego, oparte na słynnej Sonacie op. 5 nr 12 Arcangela Corellego – temat La follia stał się jednym z najchętniej opracowywanych wariacyjnie motywów w historii muzyki. W programie znajdzie się także obraz burzy morskiej pochodzący z opery pastoralnej Vivaldiego Wierna nimfa oraz Grave, czyli śpiewne drugie ogniwo Koncertu skrzypcowego B-dur RV 370.

Główną kompozycją wieczoru będą jednak Cztery pory roku. Zbiór ten stanowi szczytowe osiągnięcie w dziedzinie barokowego koncertu instrumentalnego, jest też wyrazem muzycznego malarstwa dźwiękowego – koncepcji zwanej imitazione della natura. Vivaldi z finezją wplótł w dzieło efekty dźwiękonaśladowcze: uważny słuchacz wychwyci tu śpiew ptaków, ujadanie psa, brzęczenie gzów i komarów, grzmoty zwiastujące nadciągającą burzę czy szczękanie zębów na mrozie. Elementy te pozostają w ścisłym związku z treścią czterech sonetów, które towarzyszyły pierwszemu wydaniu koncertów – nie znamy autora poetyckich strof (niektórzy spekulują, że mógł nim być sam kompozytor), ale najpewniej powstały one przed muzyką i stanowiły inspirację do jej napisania. Cykl ukazuje żywą więź człowieka z naturą i jego zależność od rytmu przyrody. Niezwykła inwencja melodyczna, żywa rytmika i ekspresyjność utworów sprawiają, że cieszą się one wielką popularnością.

Program:

C. Monteverdi Adoramus te Christe SV 289 (oprac. T. Langois de Swarte)

A. Vivaldi Koncert d-moll na smyczki i b.c. „Madrigalesco” RV 129

M. Uccellini Aria Quinta sopra la Bergamasca à 3

A. Vivaldi Koncert skrzypcowy d-moll RV 813

F. Geminiani Concerto grosso d-moll op. 1 nr 12, H. 143 „La follia” wg Sonaty op. 5 nr 12 A. Corellego

A. Vivaldi Cztery pory roku op. 8: Koncert nr 1 E-dur „Wiosna” RV 269; Koncert nr 2 g-moll „Lato” RV 315

***

A. Vivaldi

Sinfonia „Tempesta di mare” z opery La fida ninfa RV 714

Cztery pory roku op. 8: Koncert nr 3 F-dur „Jesień” RV 293

Koncert skrzypcowy B-dur RV 370: II. Grave

Cztery pory roku op. 8: Koncert nr 4 f-moll „Zima” RV 297

Wykonawcy:

Théotime Langlois de Swarte – skrzypce solo, prowadzenie 

Wrocławska Orkiestra Barokowa 

Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne Wrocławskiej Orkiestry Barokowej


Czas trwania:

120 minut

Po koncercie Théotime Langlois de Swarte będzie podpisywał płyty przy Księgarni Niskie Łąki (na poziomie 0).

informacja prasowa

piątek, 27 maja 2022

"Vespro della Beata Virgine" Claudia Monteverdiego na inaugurację Festiwalu "Maj z muzyką dawną" /relacja z koncertu/

Słuchając tego arcydzieła we wnętrzu Kolegiaty Św. Krzyża, czułam radość i głębokie poruszenie. Wrocław Baroque Ensemble pod batutą maestro Andrzeja Kosendiaka znakomicie wykonuje muzykę dawną, prezentując ją zarówno na koncertach, jak i wydając płyty. Zespół tworzą wykonawcy wybitni - zarówno instrumentaliści, jak i wokaliści. Vespro della Beata Virgine były zapewne pięknym wyzwaniem, ale jakże satysfakcjonującym, także dla melomanów... 

Wrocław Baroque Ensemble z maestro Andrzejem Kosendiakiem
podczas koncertu "Vespro della Beata Virine", fot. ze strony Festiwalu
"Maj z muzyką dawną"

Najbogatsza i najbardziej wzorzysta mozaika muzyczna

W swojej książce o Monteverdim Ewa Obniska napisała:

"Jest to muzyka wizjonerska, jakiej nie napisał żaden kompozytor w tamtych czasach, także Monteverdi nie stworzył potem podobnie wielostronnego, zróżnicowanego, genialnego w swej wynalazczości dźwiękowej dzieła religijnego. Podobnego dzieła – zarazem monumentalnego i autentycznie intymnego, łączącego subtelny liryzm z wystawnym splendorem i okazałością, mistyczną inspirację z gorącą zmysłowością - nie ma zresztą w całym baroku".

Niedawno, na otwarcie Festiwalu Maj z Muzyką Dawną, mogliśmy się o tym przekonać, słuchając koncertu Vespro della Beata Virgine w wykonaniu Wrocław Baroque Ensemble pod dyrekcją maestro Andrzeja Kosendiaka

A jest to dzieło doprawdy niezwykłe i takim było również w dorobku kompozytora. Sir John Eliot Gardiner, który od początku i wciąż na nowo interpretuje twórczość tego kompozytora, napisał w biografii J. S. Bacha, że Vespro to "najbogatsza i najbardziej wzorzysta mozaika muzyczna". A przecież, kiedy się czyta biografię Claudio Monteverdiego, tym bardziej zdumiewa fakt, że skomponował swoje genialne dzieło w okresie niezwykle dla siebie trudnym. W tym czasie stracił żonę, która osierociła ich dwoje dzieci, a ponadto sam był ciężko chory i obarczony długami, gdy opuszczał na krótko Mantuę, której klimat bardzo źle znosił. Był nadwornym muzykiem książąt Gonzaga, ale Vincenzo Gonzaga opłacał go marnie i eksploatował ponad wszelką miarę. Jako maestro della musica był odpowiedzialny za muzykę sakralną i świecką, którą komponował dla księcia na nabożeństwa i piątkowe wieczory, a także na wydarzenia nadzwyczajne, jak np. na śluby. Jednak książę ani myślał zwolnić go ze służby, choć ostatecznie podniósł mu pensję po rozpaczliwym liście ojca kompozytora oraz jego samego. Na wiosnę 1409 roku Monteverdi pojechał do Wenecji, aby dopilnować wydania drukiem partytury Orfeo, pracując jednocześnie nad nowymi utworami, które wydał w roku następnym, a mianowicie: nad mszą In illo tempore oraz nad Nieszporami Maryi Panny (Vespro della Beata Vergine). Zamierzał zadedykować je papieżowi Pawłowi V i tak też uczynił, mimo że ostatecznie nie udało mu się wydrukować w Rzymie nowych utworów, uzyskać audiencji u papieża ani umieścić syna w ekskluzywnym Collegium Romanum. 

Nie mamy też dowodów na to, że kompozytor poprowadził wykonanie swojego dzieła, nawet w okresie, kiedy sprawował stanowisko maestro di cappella w Bazylice św. Marka w Wenecji i występ w tym miejscu wydaje się wysoce prawdopodobny. W czasach nam bliższych wydanie Hansa Ferdinanda Redlicha stało się podstawą m.in. koncertów w Zurychu w 1935 r. i w Nowym Jorku w 1937 r. Natomiast pierwsze nagranie utworu z dodanymi antyfonami zostało dokonane w 1966 roku przez Jürgena Jürgensa. 

Aleksandra Turalska (sopran) i Anna Zawisza (sopran), 
fot. ze strony Festiwalu "Maj z muzyką dawną"

Mistyka i nowatorstwo

Komponując Vespro Monteverdi tworzy nowy typ muzyki religijnej, w której interpretacja tekstu religijnego służy przekazaniu indywidualnych doświadczeń mistycznych człowieka - jego emocji wynikających z głębokiego przeżywania treści religijnych. Jednak to, co na taką skalę pojawiło się u J. S. Bacha, w czasach Monteverdiego było absolutnym novum. Nieszpory Monteverdiego są w zamyśle stylistycznie niejednorodne, jednak cała kompozycja ma teatralną dramaturgię cyklu: wszystkie części warunkują się wzajemnie, zaś miejsce typowych dla nieszporów antyfon zajmują concerti (za wyjątkiem Nigra sum), które oddzielają od siebie kolejne psalmy. Uderza monumentalizm formy, wspaniałość i okazałość psalmów, podczas gdy concerti mają bardziej intymny charakter, będąc zarazem niezwykle nastrojowe, a nawet żarliwe. 

13- częściowy utwór rozpoczyna tradycyjny werset i odpowiedź na nabożeństwa nieszporne, początek Psalmu 70, błagalnego (Deus in adjutorium meum intende -   Racz mnie wybawić, o Boże; // Panie, pospiesz mi na pomoc!), zaśpiewany przez sześciogłosowy chór. Części tej towarzyszy sześcioosobowa orkiestra z dwoma rogami, trzema puzonami, smyczkami i continuo. Muzyka oparta jest na otwierającej toccacie z opery L'Orfeo z 1607 r., do której chór śpiewa falsobobordone (styl recytacji) na tym samym akordzie. Wzniosłe akordy i chór tworzą nastrój podniosłej radości i blasku, odpowiedni na rozpoczęcie uroczystego nabożeństwa. Po dostojnym początku następuje Psalm 109 Dixit Dominus Dominum meum (Pan powiedział do mego Pana). Monteverdi skomponował go na sześciogłosowy chór, podzielony na soprany i tenory oraz na sześć instrumentów. Kompozytor posługuje się melodią psalmu jako cantus firmus - według wzoru mszy-parafrazy, w której materiał gregoriański przenika wszystkie głosy dzieła. Druga część melodii psalmu gregoriańskiego zostaje umiejscowiona w alcie jako cantus firmus, zaś następna to deklamacja w stylu falso bordone. Powtarza się ten zabieg ośmiokrotnie, ale za każdym razem rozwija się bogaty zasób techniki koncertującej: długie, kunsztowne arabeski, melizmatyczne linie wokalne. Wirtuozowski kształt mają także partie wokalne. Ten olśniewająco piękny początek, daleki od schematów i niezwykle ożywczy także dla słuchana, to dopiero zapowiedź tego, co nam jeszcze kompozytor przygotował. 

Wrocław Baroque Ensemble z maestro Andrzejem Kosendiakiem
podczas koncertu "Vespro della Beata Virine", fot. ze strony Festiwalu
"Maj z muzyką dawną"

Jak dźwiękiem muzyki wielbić Boga w Trójcy Jedynego?

Nie sposób w tak wąskich ramach napisać o wszystkich częściach Vespro, ale jednej pominąć nie sposób, wskazuje ona bowiem, ile głębokich, symbolicznych treści (podobnie jak to będzie u Bacha) kryje się w tej genialnej muzyce. Chodzi mianowicie o Duo Seraphim (Duet Serafinów). "Czym jest Duo Seraphim?" - pyta retorycznie Marek Dyżewski w swojej znakomitej książce "Ocalić od zapomnienia". I odpowiada: "Jest cudem. To wizjonerskie dzieło zadziwia głębią, żarliwością i językiem, jakim muzyka sakralna dotąd nie przemawiała. (...) Jak dźwiękiem muzyki wielbić Boga w Trójcy Jedynego? Monteverdi wielbi Go oszałamiającym bogactwem wirtuozerii wokalnej". I tak jest w istocie: słowa tej części Vespro zyskują w muzyce Monteverdiego swój mistyczny sens. Co to za słowa? Otóż test części 7. jest cytatem z Ks. Izajasza 6, 2-3 (Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał. I wołał jeden do drugiego: «Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów) oraz Listu św. Jana 5,7 ( Trzej bowiem dają świadectwo). Monteverdi potrafił swoją muzyką oddać to, co jest tajemnicą i co niematerialne: anioły, Trójcę Świętą...Monteverdi skomponował utwór na trzy tenory. Pierwsza część, mówiąca o dwóch aniołach, to duet. Kiedy tekst odnosi się do listu wspominającego o Trójcy, dołącza trzeci tenor. Jednogłośnie śpiewają tekst „ci trzej są jednym” - trzy głosy unisono - jeden ton...

O Vespro można by bez końca.... Słuchając tego arcydzieła we wnętrzu Kolegiaty Św. Krzyża, czułam radość i głębokie poruszenie. Wrocław Baroque Ensemble pod batutą maestro Andrzeja Kosendiaka znakomicie wykonuje muzykę dawną, prezentując ją zarówno na koncertach, jak i wydając płyty. Zespół tworzą wykonawcy wybitni - zarówno instrumentaliści, jak i wokaliści. Vespro della Beata Virgine były zapewne pięknym wyzwaniem, ale jakże satysfakcjonującym, także dla nas, melomanów... 

Claudio Monteverdi: Vespro della Beata Virgine

22 maja 2022, Kolegiata św. Krzyża i św. Bartłomieja we Wrocławiu

Wykonawcy:

Andrzej Kosendiak – dyrygent

Wrocław Baroque Ensemble:

Aleksandra Turalska, Anna Zawisza – soprany

Piotr Olech, Daniel Elgersma – kontratenory

Maciej Gocman, Florian Cramer, Vojtěch Semerád– tenory

Tomáš Král, Jaromír Nosek – basy

Zbigniew Pilch, Mikołaj Zgółka, Małgorzata Kosendiak – skrzypce

Michał Mazur – altówka

Přemysl Vacek – teorba

Julia Karpeta – viola da gamba

Krzysztof Karpeta – violone

Andrea Inghisciano, David Brutti – cynki, flety podłużne

Ferdinand Hendrich, Karl-Heinrich Wendorf, Hans-Martin Schlegel – puzony

Marta Niedźwiecka – pozytyw 

niedziela, 12 stycznia 2020

Opera Rara 2020: "Il ballo delle Ingrate" - przewrotny moralitet

„Il ballo delle Ingrate” („Balet Pań Niewdzięcznych”) to w twórczości Claudia Monteverdiego utwór wyjątkowy. Utrzymany w konwencji francuskich ballets de cour, powstał z okazji wesela syna księcia Vincenza Gonzagi i stanowi rodzaj przewrotnego moralitetu, w którym antyczni bogowie – Wenus, Amor i Pluton – napominają kobiety „niewdzięczne”, czyli te, które gardzą miłością, by korzystały z życia i kochały namiętnie, bo inaczej czeka je ponury los w piekielnych czeluściach. No właśnie: sposób, w jaki mówi się tutaj o miłości, kobietach i ich powinnościach, może dzisiaj wzbudzać pewne wątpliwości…




Amerykańska sopranistka i wykładowczyni uniwersytecka Caitlin Vincent opublikowała latem 2019 roku artykuł, którego sam już tytuł wzbudził gorące dyskusje: „Opera Is Stuck in a Racist, Sexist Past, While Many in the Audience Have Moved On” (Opera utknęła w rasistowskiej, pełnej seksizmu przeszłości, podczas gdy duża część publiczności poszła już naprzód). Według autorki, klasyczne pozycje repertuaru, a więc utwory pochodzące sprzed trzystu, dwustu, stu lat, zawierają treści każące wielu dzisiejszym widzom kręcić się nerwowo w fotelach. Ich libretta zawierają elementy zupełnie nieprzystające do obecnych standardów etycznych – w czasach #MeToo, nieustającej walki o rasową i płciową równość oraz „dywersyfikację reprezentacji” wymowa wielu dzieł może budzić sprzeciw. Przykłady podawane przez badaczkę są być może sporne, a niektóre z jej recept naprawy sytuacji (przepisywanie librett!) wzbudziły duży opór czytelników, ale nawet nie zgadzając się z całością jej argumentacji, nie da się zignorować faktu, że są opery, z których choćby seksizm wylewa się kubłami.

Najbardziej obciążony jest bodaj „Czarodziejski flet” – pełen błyskotliwych sentencji, od których aż zęby bolą: „kobieta robi niewiele, plecie dużo”, „mężczyzna musi przewodzić waszym sercom, bez tego każda z kobiet zboczy z drogi jej przypisanej”, „to kobieta i umysł ma kobiecy” (kontekst nie pozostawia wątpliwości, że słowo „kobiecy” pojawia się tutaj jako straszna inwektywa). Co począć z podobną literaturą w operze? Trudno sobie wyobrazić, że ze względu na te sformułowania przestanie się grać jedno z najpopularniejszych dzieł scenicznych Mozarta. W tłumaczeniu można by ująć rzeczy mniej ostro, ale prawie nigdzie nie tłumaczy się już oper. Zmienić sformułowania w przekładzie wyświetlanym nad sceną, jak proponuje Vincent? Wtedy mamy sytuację schizofreniczną: słyszymy jedno, a czytamy drugie. Widz znający język i tak wszystko zrozumie, a ten, który polega tylko na napisach, zostanie wprowadzony w błąd. Zmieniać tekst? Każdy utwór mówi nam coś o czasach, w których powstał i szkoda byłoby stracić zapisaną w nim prawdę historycznej chwili, nawet jeśli jest ona dla nas bolesna. Kluczową rolę ma tu do odegrania reżyser, który może na różne sposoby rozprawić się z podobnie mizoginicznymi tekstami, nie zmieniając ani litery oryginału.

Przypadek „Il ballo delle Ingrate” nie jest tak drastyczny, jednak seksizm jego libretta pozostaje dość jaskrawy. Nie bacząc na potrzeby samych kobiet, strofuje się je, że nie biegną spełniać ochoczo erotycznych zachcianek mężczyzn. Tym ostatnim nie robi się żadnych wyrzutów. To kobieta, wbrew swojej woli i potrzebom, ma być zawsze gotowa nieść rozkosz. W spektaklu na Festiwalu Opera Rara dzieło Monteverdiego zostanie uzupełnione kompozycjami młodej polskiej kompozytorki Teoniki Rożynek, która przerzuci pomost między barokiem i współczesnością. O jej muzyce pisano, że „ma w sobie moc kreowania obrazów” i „wydaje się wyrzeźbiona wprost w materii brzmieniowej”. Kinomani mogą ją kojarzyć ze ścieżki dźwiękowej do nagradzanego filmu Jagody Szelc „Wieża. Jasny dzień”. Z kłopotliwym przesłaniem dzieła zmierzy się reżyserka Magda Szpecht, należąca do tego samego co kompozytorka pokolenia. Na czele Capelli Cracoviensis stanie jeden z najciekawszych polskich klawesynistów – Marcin Świątkiewicz.

Festiwal Opera Rara potrwa od 23 stycznia do 14 lutego 2020 roku w Krakowie. Bilety oraz karnety na festiwal są dostępne w sprzedaży w punktach InfoKraków oraz w serwisie Eventim.pl. Na festiwal zaprasza Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe oraz Capella Cracoviensis.

informacja prasowa

środa, 20 września 2017

52. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans: Recitar cantando /relacja/

Opera W.A. Mozarta: „Łaskawość Tytusa” zwieńczyła 10 dni tegorocznej Wratislavi, wypełnionych piękną muzyką . Jak co roku, także i tym razem maestro Antonini sprawił, że zostaliśmy obdarzeni niezwykle hojnie.


Słowo – fundament muzyki


Idea tegorocznego festiwalu: recital cantando (deklamacja i śpiew) akcentowała zależność muzyki od słowa. Cała muzyczna retoryka w nim ma początek. Aż do początków XX wieku twórczość kompozytorska miała ścisły związek z retoryką muzyczną. Nawet gra na instrumentach smyczkowych wzorowana była na ludzkim głosie. Dopiero później to się zmieniło, ale od lat 90., wraz z rosnącym zainteresowaniem wykonawstwem historycznym, na nowo rozpoznajemy ten związek, tak, wydawałoby się, organiczny.
Słowo było zawsze fundamentem muzyki – twierdzi Vittorio Ghielmi, włoski dyrygent i kompozytor, a także gambista, który podczas festiwalu wykonał wraz ze swoim zespołem różne wariacje tematu „Stabat Mater”. I dodaje: W niektórych kulturach, np. w Afryce Zachodniej, słowo nadal stanowi jedność z muzyką, mitem, maską.
I chociaż tegoroczny festiwal akcentował rolę słowa, prezentując utwory muzyczne, których związek ze słowem jest oczywisty, jak opery, to zdarzały się też koncerty instrumentalne, jak La Morte della ragione w wykonaniu Il Giardino Armonico i GiovanniegoAntoniniego, w których nie padło ani jedno słowo, lecz muzycy i instrumenty „dialogowały” ze sobą. Ponadto same podtytuły utworów wskazywały ich pierwotne przeznaczenie dla teatru czy innego widowiska. 

Szczególne miejsce podczas tegorocznego festiwalu przypadło Claudio Monteverdiemu, co miało związek nie tylko z okrągłą datą 450-lecia urodzin kompozytora, ale przede wszystkim podkreślało jego rolę – jako nowoczesnego i genialnego twórcy, który stworzył kierunki i wskazał na możliwości muzyki Zachodu. Drugim „jubileuszowym kompozytorem” był nie mniej wybitny artysta – Georg Philipp Telemann, którego uczczono z okazji okrągłej rocznicy 250-lecia śmierci.
Wysłuchałam większości koncertów, ale wspomnę te, które na dłużej pozostały w pamięci.

Powrót Ulissesa do ojczyzny Claudia Moneverdiego


Blazikova, Silvia Frigato, Carlo Vistoli, Gianluca Burrato

Festiwal zaczął się od górnego C, czyli od opery Il ritorno d`Ulisse in patria, w wykonaniu Monteverdi Choir, English Baroque Soloists pod sir JohnemEliotem Gardinerem, z wybitnymi solistami, o których również będzie mowa.
Opera została po raz pierwszy zaprezentowana w 1640 roku, w Teatro SS Giovanni e Paolo w Wenecji i stanowi idealną realizację naczelnego postulatu nurtu secondo practica: ut oratio sit domina harmoniae. Monteverdi miał wyrazistą koncepcję postaci, różniącą się od pierwowzoru Homera i bardziej, by tak rzec, nowoczesną. Penelopa i Odyseusz to pierwsze wielkie charaktery w dziejach gatunku operowego. Koncepcja ludzkiego losu, uwikłanego w sieci Czasu, Amora i Fortuny, wydaje się być dla współczesnego człowieka aż nadto czytelna. Jednocześnie ten wywodzący się ze starożytności sposób postrzegania ludzkiego życia uzupełniony został o chrześcijańską koncepcję dobrego i miłosiernego Boga (tu: Neptuna), któremu należy ufać i do którego trzeba się modlić, a wówczas sprawy przybiorą właściwy obrót.


W interpretacji sir Johna Eliota Gardinera było to szczególnie czytelne: wykonawcom udało się zindywidualizować grane przez siebie postaci i nadać im walory psychologicznej prawdy. Pozostawiona przez męża Penelopa przeżywa swoją samotność nie tylko wobec zalotników, ale również w stosunku do syna. Przeżycia, które stały się jej udziałem, nie są do pojęcia przez tych, którzy takiej samotności nie doświadczyli, a z drugiej strony dają jej życiową mądrość. Surowo ocenia piękną Helenę, którą zafascynowany jest młody Telemak, a która - stając się przyczyną wielu nieszczęść - pozostała bezkarna i nadal uwodzi mężczyzn. Penelopa ubolewa też nad tym, że Odys udał się na wojnę, aby – jak powiada – zaprowadzić moralny porządek, a tymczasem trzeba uporządkować swój własny dom, który podczas jego nieobecności stał się miejscem zabaw zalotników, ubiegających się o rękę Penelopy, by zdobyć władzę i majątek. Po tylu latach nieobecności męża trudno jej uwierzyć, że wreszcie powrócił. W zmienionej postaci wydaje się jeszcze bardziej obcy. Jej wątpliwości, które próbuje rozwiać syn, zostały ujęte w piękne arie, aby zakończyć się pięknym i wzruszającym do głębi duetem pary, która odnalazła się na nowo po latach i powraca do źródeł swojej miłości.

Od lewej: Hana Blažiková, Furio Zanasi, sir John Eliot Gardiner, Lucile Richardot,
Gianluca Burato, Robert Burt, fot. Sławek Przerwa

Taki sposób poprowadzenia narracji oraz rozbudowana psychologia postaci dały wykonawcom wspaniałe pole do popisu. Znakomitym wykonawcą roli Odyseusza był włoski tenor, Furio Zanasi, któremu towarzyszyła jako Penelopa interesująca, francuska mezzosopranistka o ciekawej barwie głosu, Lucile Richardot. Bardzo podobał mi się także polski tenor Krystian Adam Krzeszowiak w roli Telemaka, szczególnie, kiedy z naiwnym, młodzieńczym zachwytem opiewał urodę pięknej Heleny. Hana Blažiková (sopran) była urocza w roli Minervy/Fortuny, a Robert Burt (tenor) – nieodparcie komiczny jako żarłok Iro. Trzeba to zresztą podkreślić, że nie było słabszych i lepszych wykonawców – wszyscy śpiewacy byli po prostu fantastyczni. Ubrani w stroje stylizowane na starogreckie tuniki, poruszali się po scenie i grali „do siebie”, w mniejszym stopniu do publiczności. Fakt, że opera była rejestrowana, nieco ograniczał ruch sceniczny, ale był on w gruncie rzeczy tylko dopełnieniem fantastycznych, niezwykle pięknych arii. Najciekawsza scenicznie była, w moim odczuciu, scena napinania łuku Odysa przez zalotników i jego samego, w której prostymi, ale czytelnymi środkami ukazano zależność losów ludzkich od mądrej Minerwy.
Dzięki temu wykonaniu zdarzyło mi się coś, co zdarza się niezwykle rzadko: muzyka tak mnie wypełniła, że brzmiała we mnie jeszcze długo i nie pozwoliła zasnąć…

Zachary Wilder, Fran Fernández, Carlo Vìstoli, J.E. Gardiner, Gianluca Buratto, 
Francesca Boncompagni, Krystian Adam Krzeszowiak i Silvia Frigato
                             

La Morte Della Ragione, czyli Śmierć rozumu

Ten koncert z kolei był dla mnie prawdziwą niespodzianką. Zaufałam jednak maestro Antoniniemu i nie zawiodłam się. Tytuł został zaczerpnięty z anonimowej pawany - odwołuje się do wiersza Petrarki: „Regnano i sensi, et la ragion ė morta” – „Zmysły królują, rozum umarł”. Usłyszeliśmy muzykę instrumentalną różnych kompozytorów i różnych epok – od późnego średniowiecza (John Dunstable), poprzez renesans, do wczesnego baroku. Jednakże niechronologiczny układ programu sprawił, że można było odkryć zadziwiające podobieństwo pomiędzy utworami różnych okresów, wynikające z ciągłości idei, która objawia się m.in. poprzez tematy wędrowne, podobnie jak to ma miejsce w literaturze. Zainspirowani kompozycjami swoich poprzedników, muzycy kolejnych epok tworzyli w oparciu o te wzory.

Il Giardino Armonico 

Takim mistrzem dla kolejnych pokoleń był np. Ghizeghem, autor trzygłosowej chanson De tous biens plaine. Koncert wypełniły także utwory ze zbioru kompozycji opisanych we  Fletowym ogrodzie rozkoszy van Eycka, muzyka niewidomego od urodzenia. Kompozytorów zaprezentowanych tego wieczoru było zresztą wielu. Obok tak znanych, jak Gesualdo da Venosa, pojawiły się także kompozycje anonimowe.

Giovanni Antonini z zespołem Il Giardino Armonico, fot. Joanna Stoga

Wykonawcy koncertu: Il Giardino Armonico z Giovannim Antoninim, grającym na fletach i dulcjanie, wspaniale ze sobą „dialogowali”. Instrumenty strunowe – z dętymi. Ale bodaj najważniejsza okazała się radość muzykowania, której najlepszym przykładem jest sam Giovanni Antonini. Grając na flecie, prowadził całość koncertu, skacząc, pohukując i nieomal tańcząc. Tak oto pod wpływem gry na instrumencie przeistaczał się z poważnego maestro o smutnej, melancholijnej twarzy, w kogoś w rodzaju Piotrusia Pana – rozbrykanego chłopca, który nareszcie jest sobą. Żywiołowa, pełna dynamiki gra przechodziła następnie w stadium kontemplacji i refleksji, by za chwilę zaskoczyć taneczną żywiołowością. Koncert był porywający i oklaskom nie było końca – we wszystkich wstąpił ów taneczny duch.

La Clementa di Tito Mozarta

Wspaniałe były właściwie wszystkie koncerty tegorocznej Wratislavii, ja jednak z premedytacją skupię się na trzech, które stały się dla mnie czymś więcej niż pięknymi koncertami. Tym trzecim była mniej znana opera W.A. Mozarta: Łaskawość Tytusa, która zabrzmiała na koniec festiwalu.
Oś intrygi i postaci zostały zapożyczone przez autora libretta – Metastasia z Cynny Corneille`a. Znawca opery, Piotr Kamiński, bezlitośnie obnaża sztuczność i płyciznę tego libretta w porównaniu do oryginału i trudno odmówić mu racji, kiedy pisze cokolwiek zgryźliwie:

Tam, gdzie Cornelle buduje charaktery i drąży motywacje, „cesarski poeta” mnoży preteksty i struga marionetki. Vitellia, gdyby była prawdziwa, byłaby potworem, na szczęście jej finałowa spowiedź brzmi tak fałszywie, że czyni ją na poły nierealną. Tytus, który zaleca się do trzech różnych kobiet w ciągu jednego dnia, to tyran o wątłej posturze, zdolny jedynie do przebaczenia, okrucieństwo wymaga bowiem bodaj krztyny charakteru.

Nie pozostawia suchej nitki także na szczęśliwym zakończeniu, zarzucając  autorowi libretta małoduszność i hipokryzję. A jednak, a jednak…

Orkiestra i Chór Music Aeterna oraz soliści, pod batutą Teodora Currentzisa, 
Karina Gauvin jako Vitella,  fot. Łukasz Rajchert

Już Trubadur Giuseppe Verdiego w Operze Wrocławskiej, ze swoją pełną idiotyzmów fabułą, uświadomił mi, że w obliczu pięknej muzyki, w dodatku doskonale wykonanej i zaśpiewanej, słowo schodzi jednak na dalszy plan. Stajemy się „wyrozumiali”, bo już nas uwiedziono i – jak w miłości – nasz krytycyzm maleje do zera. Tak było i w tym przypadku. Wykonawcy oraz Orkiestra i Chór MusicAeterna pod batutą żywiołowego Teodora Currentzisa urzekli mnie i uwiedli do tego stopnia, że – choć przyszłam na koncert obłożnie chora – przez cały czas jego trwania ani razu nie chciało mi się zakaszlać, ba, w ogóle przestałam być chora. Ten rodzaj terapii bardzo mi się podoba!

Maximillian Schmitt podczas próby, fot. Łukasz Rajchert

Niemiecki tenor, Maximillian Schmitt, śpiewał tak pięknie i przejmująco, że  u w i e r z y ł a m w łaskawość Tytusa i ani przez chwilę nie pomyślałabym o nim jako o „tyranie o wątłej posturze i bez krztyny charakteru”. 
Zakochany w Vitelli Sesto w interpretacji wspaniałej francuskiej mezzosopranistki, Stéphanie d`Oustrac, był tak przejmująco wiarygodny, szczególnie w arii z fletem (nagrodzonej gromkimi brawami), że nie sposób było mu nie współczuć. Nawet sama Vitella, czarny charakter tej opowieści, w interpretacji Kariny Gauvin (sopran), zaśpiewała tak porywająco arię, w której przyznaje się do winy, że absolutnie rozumiemy „łaskawość” Tytusa, który jej wybacza.

Stéphanie d`Oustrac podczas próby, fot. Łukasz Rajchert

Konkludując, doświadczyłam, że nie tylko słowo wpływa na muzykę, ale także muzyczna interpretacja dodaje mu wiarygodności.

52. Festiwal Wratislavia Cantans skończył się już wprawdzie, ale pozostały niezapomniane przeżycia, które prędko nie przeminą.

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty