Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania trubadur, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania trubadur, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 sierpnia 2022

'Trubadur' w Operze Wrocławskiej: Nieszczęśliwa miłość i zemsta Cyganki /recenzja/

Absurdalne libretto i wspaniałe arie – tak można by w największym skrócie ocenić najnowszą premierę Opery Wrocławskiej: "Trubadura" Giuseppe Verdiego.


Są opery, jak  "Wesele Figara" czy "Don Giovanni" Wolfganga Amadeusza Mozarta, które nie tylko olśniewają muzyką, ale ich libretta mają ponadczasowe przesłanie.  Bywają i takie, których treści bazują na motywach mitologicznych lub biblijnych, dających poczucie rangi tematu oraz okazję do olśniewających interpretacji – jak w twórczości Fryderyka Händla

Są wreszcie opery, których libretto jest tylko pretekstem do stworzenia pięknej kompozycji i taki zdaje się być przykład "Trubadura" Giuseppe Verdiego. Trzeba się po prostu ze sobą umówić, że wyssaną z palca historię należy wziąć w nawias i zbytnio jej nie roztrząsać, bo może się to skończyć tylko bólem głowy.  Taki bowiem "pasztet" przyrządził niejaki Salvatore Cammaranowg Antonia Garcii Gutiėrreza. W obliczu śmiertelnej choroby autora, libretto dokończył Leone Emanuele Bardare. Być może w styczniu 1853 roku, kiedy to opera miała swoją prapremierę w Teatrze Apollo w Rzymie, melomanów poruszyła bez zastrzeżeń melodramatyczna historia miłości dwóch braci do jednej kobiety, co nie jest niemożliwe, ale w takiej wersji brzmi jednak nieprawdopodobnie. Zresztą oceńcie sami.


Zemsta Cyganki

W akcie I jeden z głównych bohaterów – kapitan Fernando (Hrabia di Luna) opowiada swoim żołnierzom "na dobranoc" niesamowitą historię o tym, jak to stara Cyganka dostała się do komnaty, w której odpoczywał młodszy brat Fernanda i wbiła w niego…  "złe spojrzenie". Przyłapana na tym procederze przez piastunkę, została oskarżona o czary i skazana na stos. Jakby tego było mało, córka Cyganki, próbująca przedrzeć się do matki wraz ze swoim synkiem w ramionach, niechcący upuszcza go w płomienie. Znika też w nieznanych okolicznościach braciszek Fernanda. Ten próbuje go bezskutecznie odnaleźć. A jakby tego było mało, po zamku snuje się zjawa spalonej na stosie Cyganki,  a to pod postacią puszczyka, a to – z pewnością dla urozmaicenia – pod postacią sowy. Jak się można domyślić żołnierze po takiej opowieści mają koszmarne sny, o ile w ogóle zasną.. Również Hrabia di Luna nie może zasnąć, tyle że z innych zgoła powodów. Otóż słyszy miłosne serenady pod balkonem pięknej Leonory, w której jest zakochany, niestety bez wzajemności. Trubadurem okazuje się być piękny i dzielny Manrico, którego uczucia – ku rozpaczy i wściekłości Hrabiego di Luny – kobieta odwzajemnia. Mężczyźni krzyżują miecze, ale na tym nie koniec.

Stanisław Kuflyuk jako hrabia di Luna, Opera Wrocławska

W akcie II pojawia się stara Cyganka – Azucena, która okazuje się być matką Manrico. Opatruje jego rany i opowiada starą historię o spaleniu babki na stosie. Dodajmy, że Manrico mógł zabić w pojedynku Hrabiego, ale ”jakiś głos” powstrzymał jego rękę. Teraz, kiedy Leonora sądzi, że jej ukochany nie żyje, postanawia wstąpić do klasztoru. Wobec tego Manrico wyrusza, by ją powstrzymać, zaś Fernando – by porwać. Gdy się ponownie spotykają, jedni są szczęśliwi, a inni niekoniecznie, czemu dają wyraz w kwiecistych ariach. Kochankowie uciekają, ale stara Cyganka przybywa, aby odnaleźć syna i dostaje się w ręce żądnego krwi Hrabiego. Tym razem jej – jak niegdyś jej matce – grozi stos. Na wieść o tym przybywa Manrico, by ją uwolnić, ale sam wpada w sidła Hrabiego. Na koniec zjawia się Leonora, by ratować ukochanego. Wymusza na Fernandzie obietnice jego uwolnienia w zamian za przyrzeczenie poślubienia go, po czym zażywa truciznę i umiera. Do celi wpada Hrabia i widząc ukochaną ze swym śmiertelnym wrogiem, strzela do niego, tym razem skutecznie. Wtedy dopiero będąca świadkiem całej tej sceny Cyganka Azucena wyznaje Hrabiemu, że Manrico był jego bratem, którego ongiś porwała i wychowała w miejsce swojego zmarłego w dramatycznych okolicznościach dziecka. Tak oto mści się za okrutną śmierć matki i dziecka.

Jadwiga Postrożna jako Cyganka Azucena, fot. Basara, Opera Wrocławska

Jeśli się jeszcze nie zgubiliście doszczętnie w tych zawiłościach fabuły, przyznacie sami, że wszystko to brzmi … Piotr Kaczkowski nie bez przyczyny tak komentuje treść libretta:

"Wprawdzie libretto uchodzi za niezrozumiały bełkot, zawdzięcza to jednak tylko jednej, niewybaczalnej słabości: niemal wszystko, co istotne, ukryto przed naszym wzrokiem. O tym, ”co poprzedziło”, dowiemy się z relacji bohaterów (Fernando i Leonora w I akcie, Azucena w akcie II; z tego punktu widzenia ”Trubadur” to najbardziej… wagnerowska opera swego twórcy), reszta (pojedynki, rany, bitwy, nie wspominając nawet o mglistym kontekście politycznym intrygi) odbywa się w przerwach między aktami".

I trudno byłoby się z tym nie zgodzić. Postaci wydumane i papierowe, niepogłębione psychologicznie, nie pozwalają na to, aby je obdarzyć empatią. A jednak "Trubadur" olśniewa muzyką, szczególnie w dramatycznych okolicznościach IV aktu.

Wrocławska inscenizacja "Trubadura"


Reżyserem wrocławskiej inscenizacji opery Verdiego jest łotewski reżyser Andrejs Žagars, powstała ona bowiem we współpracy z Łotewską Operą Narodową. Pomysł na uwspółcześnienie dzieła był taki, że akcję umiejscowiono podczas I wojny światowej, kiedy to rozpadały się imperia i zdarzały się sytuacje bratobójczych walk. Toteż kiedy ubrany w żołnierski mundur Hrabia di Luna opowiada żołnierzom znajdującym się w lazarecie swoją dramatyczną historię, zyskuje ona swój historyczny kontekst, jednakże w żaden sposób nie uwiarygodnia historii Cyganki ”o złym spojrzeniu”. Zasadniczych błędów libretta nie da się bowiem ”poprawić”. Trzeba jednak  przyznać, że realistyczne dekoracje i kostiumy (szczególnie w obozie cygańskim i w pałacu) znakomicie podkreślają owo historyczne zakorzenienie fabuły.

"Trubadur" Verdiego e Operze Wrocławskiej
Jednak najważniejsza -  na szczęście! – jest w operze muzyka i jej interpretatorzy. Obsada, którą dane mi było podziwiać podczas premiery, była wręcz znakomita. Amerykańska śpiewaczka o włoskich korzeniach – Joanna Parisi  była znakomita szczególnie w ariach aktu IV, wymagających  zarazem dramatyzmu i liryzmu, kiedy to wyznaje, że gotowa jest umrzeć, byle uratować ukochanego (”Tu  Vedra ch`amore sull`Ali rosee”). Piękny jest także tercet (Manrico, Azucena, Leonora) ”Ha Quest `infamie Amor venduto”. Najbardziej podobała mi się jednak Jadwiga Postrożna jako Cyganka Azucena – wszystkie jej arie były niezwykle piękne, dzięki wspaniałej barwie głosu (mezzosopran) i znakomitej interpretacji. To, co w tej postaci było niewiarygodne, w wykonaniu śpiewaczki stało się prawdziwe i poruszające. Była niekwestionowaną gwiazdą tej inscenizacji. Śpiewający rolę Manrico tenor Kristian Benedikt wypadł nieco blado, choć przyznać muszę, że w ostatnim akcie śpiewał już bardzo dobrze, jednak interpretacyjnie nie był przekonujący. O wiele prawdziwszy okazał się grający ”czarny charakter” – Hrabiego di Luna – baryton Stanisław Kuflyuk.  Dziwić może w tej sytuacji wybór bohaterki, która woli  ”mdłego” tenora.

Orkiestrę poprowadził nowy dyrektor  Opery Wrocławskiej: Marcin Nałęcz – Niesiołowski, którego debiut wypadł znakomicie. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne premiery będą co najmniej tak samo interesujące.

Premierowe przedstawienia "Trubadura"  Giuseppe Verdiego odbyły się w Operze Wrocławskiej 16, 17 i 18 grudnia 2016 roku.

Recenzja ukazała się 21 grudnia 2016 roku na portalu Kulturaonline.

wtorek, 26 czerwca 2018

Mordechaj Gebirtig – Bądź mi zdrów, Krakowie

Poezja codzienności Mordechaja Gebirtiga i pamięć o świecie, którego nie ma - w najnowszym spektaklu muzycznym prezentowanym w Synagodze pod Białym Bocianem.

widowisko muzyczne "Mordechaj Gebirtig - Bądź mi zdrów, Krakowie", fot.  Agnieszka Imiela
Podczas Dni Wzajemnego Szacunku, które odbywały się w dniach od 3 do 9 listopada  2014 w Centrum Kultury i Edukacji Żydowskiej w Synagodze Pod Białym Bocianem we Wrocławiu, miał swoją premierę spektakl muzyczny "Mordechaj Gebirtig – Bądź mi zdrów, Krakowie".

Mordechaj Gebirtig był wybitnym przedwojennym żydowskim poetą i pieśniarzem w języku jidysz, znanym jako "śpiewający stolarz". Całe życie przeżył na krakowskim Kazimierzu. w 1942 roku został wraz z rodziną zamordowany przez hitlerowców w getcie.
Postać Gebirtiga nie została jednak zapomniana. W 1991 roku Gołda Tencer wystawiła na deskach Państwowego Teatru Żydowskiego w Warszawie przedstawienie "Der trubadur fun Galicje" (Trubadur z Galicji).
Po twórczość Gebirtiga sięgnął także Przemysław Gintrowski, komponując i wykonując  monumentalny utwór z tekstem Anny Kamieńskiej: "Stół Mordechaja Gebirtiga".
Również w latach 90. utwory Gebirtiga w tłumaczeniu Agnieszki Osieckiej oraz z muzyką czołowych polskich kompozytorów, wykonywał żydowski pieśniarz  André Ochodlo.

Tomasz Leszczyński, widowisko muzyczne "Mordechaj Gebirtig - Bądź mi zdrów, Krakowie"
, fot.  Agnieszka Imiela
Bezpośrednią inspiracją do powstania spektaklu był koncert Bente Kahan „Farewell Cracow”, który swoją premierę miał w Warszawie i Oslo w 1992 roku. Wykonawczyni jest autorką scenariusza przedstawienia, które wyreżyserował Tomasz Man - dramatopisarz i reżyser, współpracujący m.in z Teatrem Muzycznym Capitol. Teksty Gebirtiga zaprezentowano w tłumaczeniu Jerzego Ficowskiego i Aleksandra Gleigewichta.

Piosenki wykonują Alicja Kalinowska i Tomasz Leszczyński. Choć adresatem spektaklu jest przede wszystkim młodzież, zarówno twórcy, jak i wykonawcy zdają się przemawiać do każdego. Przestrzenią teatralną jest wrocławska Synagoga pod Białym Bocianem i można bez przesady powiedzieć, że lepszego miejsca na poezję Gebirtiga być nie może. Większość piosenek wykonywana jest w centrum synagogi, które otaczają siedzący wokół widzowie. Reżyser wykorzystał także przestrzeń poza widownią - w zależności od treści wykonywanych piosenek. Wykonawcom towarzyszą nieliczne rekwizyty: dwie czarne skrzynie i instrument muzyczny. Artyści nie tylko znakomicie śpiewają. Przebrani we współczesne stroje, stają się "tamtymi" ludźmi, których już nie ma, w sposób niezwykle prosty i wiarygodny.

O czym śpiewają? 

O miłości, o tym, że dziewczyna nie chce za męża tego, kogo jej swatają. Są teksty, które opowiadają o codziennych zmartwieniach: o braku pieniędzy, o biedzie,która każe cały czas jeść cebulową zupę i tylko marzyć o innych frykasach... Inne opowiadają o ludziach ulicy: prostytutce i złodzieju, ale też ciepło i ze zrozumieniem, że na tę drogę popchnęła ich bieda. Teksty śpiewane niemal zawsze a capella, ale tak, że właściwie tego nie zauważamy...
Poezja Gebirtiga tworzy rodzaj kroniki, jest zapisem codziennego życia - życia biedoty zamieszkującej Kazimierz. Utrwala także rozpad tego świata, co symbolizuje urwany sygnał z Kościoła Mariackiego.
Co pozostaje? Ano pamięć, którą żyjący winni są tym, których unicestwiono.

Bardzo łatwo było zrobić z tego ckliwą historyjkę - jak akademię "ku czci". Tak się jednak nie stało. Otrzymaliśmy piękny, poruszający spektakl, który oszczędnymi środkami ukazuje urodę i smutek tamtego świata, którego już nie ma, ale o którym nie wolno zapomnieć.

widowisko muzyczne "Mordechaj Gebirtig - Bądź mi zdrów, Krakowie", fot.  Agnieszka Imiela

Premiera spektaklu: 9 listopada 2014 r. w Synagodze pod Białym Bocianem we Wrocławiu.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 9 listopada 2014 r.

czwartek, 12 października 2023

Odszedł wybitny śpiewak Opery Wrocławskiej – Maciej Krzysztyniak

 9 października we Wrocławiu, w wieku 64 lat odszedł Maciej Krzysztyniak – solista-baryton, wieloletni pracownik Opery Wrocławskiej, kreator wielu znakomitych ról. Niezapomniany jako Jago w "Otellu", tytułowy Rigolettoi Nabucco, Germont w "Traviacie" czy Tewje w "Skrzypku na dachu". W przyszłym roku obchodziłby 40-lecie pracy artystycznej. Obdarzony ciepłym, charakterystycznym głosem i ogromnym talentem aktorskim, swoje życie poświęcił scenie operowej. 

Maciej Krzysztyniak jako Towje Mleczarz w "Skrzypku na dachu",
 fot. materiały prasowe

Był absolwentem wydziału wokalno-aktorskiego Akademii Muzycznej we Wrocławiu (1986 r.). Studiował w klasie adj. Macieja Witkiewicza oraz prof. Eugeniusza Sąsiadka. W swoim repertuarze posiadał ok. 30 głównych partii, w takich operach jak:

„Manru” Paderewskiego; „Straszny dwór”, „Verbum Nobile” i „Widma” Moniuszki; „Carmen” Bizeta; „Holender tułacz”, „Złoto Renu”, „Zygfryd”, „Zmierzch bogów” Wagnera; „Samson i Dalila” Saint Saensa, „Traviata”, „Dzień królowania”, „Bal maskowy”, „Otello”, „Rigoletto”, „Nabucco”, „Aida”, „Don Carlos”, „Trubadur” Verdiego; „Madama Butterfly”, „Cyganeria” Pucciniego; „Don Pasquale”, „Napój miłosny” Donizettiego; „Impresario w opałach” Cimarosy; „Faust” Gounoda; „Włoszka w Algierze” Rossiniego, „Cosi fan tutte”, „Wesela Figara” Mozarta; „Hagit” Szymanowskiego, „Gioconda” Ponchielliego, „Jutro” Bairda.

Maciej Krzysztyniak, Victoria Vatutina, fot. materiały prasowe

Występował gościnnie za granicą: w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwajcarii, Holandii, Belgii, Danii, Luxemburgu, Włoszech, Hiszpanii, Czechach. Nagrywał z orkiestrą PRiTV w Krakowie, Poznaniu. Dokonał wielu nagrań głównych partii operowych: płyty CD („Manru” (partia Manru), „Traviata” (Germont), „Tosca” (Angelotti), „Cyganeria” (Marcello), DVD („Hagit” Szymanowskiego), film TV („Gioconda” (Barnaba), „Trubadur” (Luna)).

Brał udział w koncertach muzyki symfonicznej i oratoryjnej. Uczestniczył w festiwalach: Muzyki polskiej i europejskiej w Jeleniej Górze, Wratislavia Cantans, Moniuszkowskim w Kudowie Zdroju, Międzynarodowym Majowym Festiwalu w Brzegu, Operowym G. Verdiego w Roncole we Włoszech, Sommerfestspiele w Anten, Festiwalu w Luxemburgu.

Był dwukrotnym zdobywcą „Złotej Iglicy” (1997 i 1998) oraz „Brązowej Iglicy” w 2001 - nagrody przyznawanej przez wrocławską publiczność najlepszemu śpiewakowi roku.

W 1995 r. odznaczony przez Prezydenta RP Brązowym Krzyżem Zasługi, w 2005 r. Srebrnym Krzyżem Zasługi, w 2015r. Złotym Medalem Za Długoletnią Służbę, a w 2021 odznaczony przez Ministra KiDN medalem Gloria Artis.

Odznaczony przez Prezydenta Wrocławia medalem Zasłużony Dla Wrocławia, a w 2019 nadano mu tytuł „Diamentu Wrocławia”. W 2023 roku otrzymał nagrodę ZASP przyznawaną dla najlepszego śpiewaka z okazji Dnia Śpiewaka.

Aria Tewje Mleczarza:

Maciej Krzysztyniak zmarł we wrocławskim szpitalu. Cierpiał na kardiomiopatię, co było bezpośrednią przyczyną jego śmierci (nie – jak podano w wypisie szpitalnym – cukrzyca). Spocznie w grobie wraz ze swoim bratem, również śpiewakiem – Wojciechem Krzysztyniakiem. Msza żałobna i pogrzeb odbędą się 16 października (poniedziałek) o godz. 11:30 na Cmentarzu Ducha Świętego przy ul. Bardzkiej 80 we Wrocławiu. Pokój Jego duszy!

informacja prasowa

piątek, 19 grudnia 2025

Koncerty i bal sylwestrowy w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

30. i 31. grudnia w Narodowym Forum Muzyki tradycyjnie odbędą się koncerty, a także bal sylwestrowy.  Wystąpi NFM Filharmonia Wrocławska pod batutą Rubena Gazariana. Świętująca jubileusz osiemdziesięciolecia swojego istnienia orkiestra szykuje coś specjalnego na ten wyjątkowy wieczór symbolizujący zakończenie starego i otwierający na nowe. Program obejmie tańce skomponowane przez przedstawicieli rodziny Straussów, a także pieśni i wyjątki z oper. Usłyszymy wspaniałych śpiewaków – Mojcę Erdmann, Agnieszkę Rehlis i Matthiasa Goerne’a.

Obchody przejścia w Nowy Rok celebrowane były od starożytności i już wtedy łączyły się z hucznymi zabawami oraz składaniem darów w celu zapewnienia pomyślności tego, co ma nadejść. Działo się to jednak w różnych okresach. Świętowanie w czasie, w którym czynimy to i dziś, rozpoczęło się za sprawą wprowadzenia kalendarza juliańskiego na życzenie Juliusza Cezara w 45 roku p.n.e. Sama nazwa z kolei wywodzi się od papieża Sylwestra I, który w tym dniu wspominany jest w liturgii Kościoła rzymskokatolickiego. Jego śmierć 31 grudnia stała się bowiem symbolem zakończenia pewnego okresu. Wraz z popularyzacją kalendarza gregoriańskiego w XVI wieku ostatni dzień roku zyskał szczególne znaczenie jako moment refleksji nad mijającym czasem i oczekiwania na nowy początek. Tradycją NFM jest przeżywanie tego czasu poprzez muzykę.

Podczas koncertu usłyszymy dzieła Josefa Straussa oraz jego brata, który odniósł znacznie większy sukces – słynnego Johanna Straussa (syna). Zabrzmią także utwory Richarda Straussa – wielkiego niemieckiego kompozytora, niespokrewnionego z wiedeńską dynastią. Choć dziś jest on najbardziej znany jako mistrz opery i poematów symfonicznych, tworzył również pieśni. Kluczem ich doboru jest ponadczasowy temat miłości

Ten sam motyw znajdziemy w pieśniach An Sylvia i Des Fischers Liebesglück Franza Schuberta. Austriacki artysta nadał muzyczną formę niemieckiemu przekładowi tekstu z wczesnej komedii Szekspira Dwaj panowie z Werony, będącej rodzajem studium konfliktu między namiętnościami serca a przyjaźnią. . Przeniesiemy się też do Wenecji, słuchając arii Voce di donna o d’angelo z najsłynniejszej opery Amilcare’a Ponchielliego pod tytułem La Gioconda, napisanej do libretta wzorowanego na dramacie Angelo, tyran Padwy Victora Hugo. Mediolańska premiera tego utworu była tak dużym sukcesem, że przez krótki okres w jej twórcy upatrywano następcy starzejącego się Verdiego. Szybko okazało się jednak, że sześćdziesięciodwuletni wówczas artysta ma jeszcze dużo sił twórczych i żadnego sukcesora nie potrzeba. Jego dorobek tego wieczoru będzie reprezentować aria Stride la vampa z Trubadura. Niedługo potem znów wrócimy do Wiednia, a to dzięki arii Alma grande Wolfganga Amadeusa Mozarta. Została ona skomponowana z myślą o wystawianej właśnie w austriackiej stolicy operze I due baroni di Rocca Azzurra Domenica Cimarosy – Włocha niezwykle cenionego przez Mozarta. Program dopełni popularna aria Mon cœur s’ouvre à ta voix z Samsona i Daliliklejnot opery francuskiej Camille’a Saint-Saënsa. 

W tę wyjątkową noc zapraszamy także na drugi w historii naszej instytucji bal! Wykwintne potrawy oraz wypełnione nastrojowym światłem i taneczną muzyką wnętrza staną się idealną oprawą świętowania w kameralnym gronie. Będzie to więc istna fuzja smaków i doznań estetycznych najwyższej klasy.

Zachęcamy do zakupu karnetu na koncert oraz bal sylwestrowy NFM. Nie ma możliwości zakupienia biletów jedynie na późniejszą część wieczoru.

Program:

J. Strauss syn Rosen aus dem Süden – walc op. 388

F. Schubert An Sylvia D 891, op. 106 nr 4 (wyk. M. Goerne)

R. Strauss Ich wollt‘ ein Sträußlein binden z cyklu 6 Lieder op. 68 (wyk. M. Erdmann); Traum durch die Dämmerung z cyklu 3 Lieder op. 29 (wyk. M. Goerne)

J. Strauss Brennende Liebe – polka-mazur op. 129

G. Verdi Stride la vampa – aria z opery Trubadur (wyk. A. Rehlis)

W.A. Mozart Alma grande e nobil core KV 578 (wyk. M. Erdmann)

***

J. Strauss syn Wein, Weib und Gesang – walc op. 333

C. Saint-Saëns Mon cœur s’ouvre à ta voix z opery Samson i Dalila (wyk. A. Rehlis)

F. Schubert Des Fischers Liebesglück (oprac. A. Schmalcz, wyk. M. Goerne)  

R. Strauss Zueignung z cyklu 8 Gedichte aus Letzte Blätter op. 10 (wyk. M. Erdmann)

A. Ponchielli Voce di donna o d’angelo z opery La Gioconda (wyk. A. Rehlis)

J. Strauss syn Nad pięknym modrym Dunajem – walc op. 314


Wykonawcy:

Ruben Gazarian – dyrygent

Mojca Erdmann – sopran

Agnieszka Rehlis – mezzosopran

Matthias Goerne – baryton

NFM Filharmonia Wrocławska 


Lokalizacja:

NFM, Sala Główna ORLEN

plac Wolności 1, Wrocław

Bal sylwestrowy 

W tę wyjątkową noc, podczas której powitamy Nowy Rok, zapraszamy na bal sylwestrowy NFM! Wspaniali artyści, wykwintne potrawy oraz wypełnione nastrojowym światłem i taneczną muzyką wnętrza staną się idealną oprawą wieczoru w kameralnym gronie. Wspólnej celebracji towarzyszyć będzie więc istna fuzja smaków i doznań estetycznych najwyższej klasy.

Podczas ostatniego wieczoru roku tańce skomponowane przez przedstawicieli rodziny Straussów, a także pieśni i wyjątki z oper wprowadzą czarującą atmosferę. Po tej uczcie dla duszy rozpocznie się uczta dla ciała. Goście zostaną podjęci uroczystą kolacją w foyer na poziomie -3 oraz w Sali Czarnej. W menu znajdą się  wyselekcjonowane dania przyrządzone przez NUTRI Catering & Events, za którym stoi profesjonalny i doświadczony zespół. Polędwiczki, konfitowane udko z kaczki, ravioli buraczane z karmelizowaną gruszką czy krewetki tygrysie w sosie jalapeño-mango to tylko niektóre ze smakowitości zaplanowanych dla przybyłych melomanów. Dopełnieniem rozkoszy podniebienia będą słodkości, takie jak aromatyczne, czekoladowe ciasto i rozpływający się w ustach sernik. Nie zabraknie specjałów wegetariańskich oraz wegańskich.

Sala Czerwona natomiast zamieni się w taneczną przestrzeń, a dla obecnych na parkiecie zagra DJ PILL, czyli Marcin Piłat, który od 2006 roku jest promotorem i producentem – jak dotychczas – kilkuset imprez oraz koncertów w legendarnych wrocławskich klubach. Podczas balu zabierze on uczestników w muzyczną podróż, miksując kultowe utwory z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych z hitami przełomu millenium, a szampańska zabawa potrwa do godziny 2.00 w nocy!

Zachęcamy do zakupu karnetu na koncert oraz Bal sylwestrowy NFM (termin do dnia 21.12.2025 r). Nie ma możliwości zakupienia biletów jedynie na późniejszą część wieczoru.

informacja prasowa

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Gala noworoczna: czarodziejki i czarownice. 4 i 5 stycznia 2019 r. w Narodowym Forum Muzyki

Narodowe Forum Muzyki zaprasza na dwa koncerty "Gali noworoczna: czarownicy i czarodziejki" odbywające się w ramach 4. Festiwalu Noworocznego NFM. Na melomanów czekają wspaniali wykonawcy: Joanna Moskowicz, Ewa Majcherczyk i Anna Borucka oraz NFM Filharmonia Wrocławska pod dyrekcją Bassema Akiki.

Joanna Moskowicz, fot. Małgorzata Chrastek
Na początku nowego roku zastanawiamy się, co przyniesie przyszłość. Nie tylko my dalibyśmy sporo, aby dowiedzieć się, co nas czeka – wielu bohaterów oper uciekało się do różnych sposobów, by odkryć tajemnice jutra. Ich fascynujące historie przybliżą nam gwiazdy młodego pokolenia sceny operowej, wrocławscy filharmonicy oraz dyrektor Festiwalu Noworocznego NFM – brawurowy dyrygent Bassem Akiki.

Znana z doskonałych umiejętności aktorskich sopranistka Joanna Moskowicz dwa lata temu zdobyła Nagrodę im. Jana Kiepury dla najlepszej śpiewaczki. Ewa Majcherczyk (sopran liryczno-koloraturowy) partie bohaterek, w które wcieli się tego wieczoru, wykonywała nieraz w ojczyźnie opery – we włoskich teatrach. Anna Borucka wygrała III Międzynarodowy Konkurs Wokalny im. Andrzeja Hiolskiego w Kudowie Zdroju, a w 2017 roku zadebiutowała w prestiżowej Semperoper w Dreźnie. Wszystkie diwy błyszczą nie tylko talentem, lecz także urodą. Galę jak co roku poprowadzi Bassem Akiki.

Odczytywaniem przyszłości z kart parają się Cyganki w operowym superprzeboju Carmen. Koleżanki głównej bohaterki dowiadują się o czekających je miłości i bogactwie, ale Carmen przepowiadają dramatyczny los. Wiele operowych postaci udaje się po wróżby do czarownic, choćby starej Indianki w operze Bal maskowy, która rozgrywa się w Ameryce (choć została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami ze Szwecji). Niektórym wiedźmy same wchodzą w drogę – zapowiedź przyszłych wydarzeń mąci spokój Makbeta, a charakter mrocznych osobistości oddaje muzyka baletowa Giuseppe Verdiego. Najsłynniejszy kompozytor operowy nieraz inspirował się twórczością Szekspira – w czasie gali usłyszymy także jego wzruszającą modlitwę Desdemony z Otella. Natomiast Tytania ze Snu nocy letniej i jej czarodziejski dwór elfów zostaną przywołane w arii z opery Mignon, dzieła Ambroise’a Thomasa.

Czarownice w operach świadczą różne usługi. Tytułowa Rusałka z utworu Antonína Dvořáka przychodzi do Baby Jagi po eliksir, dzięki któremu jej ogon zmieni się w nogi. Mimo że wyśpiewywana lista składników magicznego przepisu może przyprawić o dreszcze (lub nudności), a w warstwie muzycznej kompozytor sięgnął po typowe upiorne motywy, utwór brzmi komicznie i jeśli będziemy się trząść, słysząc Čury mury fuk, to ze śmiechu, nie ze strachu. Operą zanurzoną w nieprawdopodobnym świecie magii jest uwielbiany przez publiczność Czarodziejski flet. Partia złowrogiej, ale jakże pięknie śpiewającej Królowej Nocy jest popisową rolą Joanny Moskowicz. Groźnymi bohaterkami są też wiły – duchy kobiet, które porzucone przez swych wybranków, zmarły ze zgryzoty i mszczą się teraz na nich.

Dramatycznymi postaciami są także Azucena z Trubadura, której arię wykona Anna Borucka, księżniczka Eboli z Don Carlosa, która przeklina własną urodę, i niewolnica Liu z Turandot, baśniowej opery Giacoma Pucciniego. Bajkowy nastrój towarzyszy również Opowieściom Hoffmanowskim, z których pochodzi bardzo trudna i przezabawna aria lalki Olimpii: „artystkę” w trakcie występu trzeba nakręcać, żeby mogła śpiewać dalej.

Równie pogodne w charakterze są cztery musicalowe piosenki, które znalazły się w programie. Bohaterowie Facetów i laleczek wykorzystują wróżbiarskie rekwizyty – karty i kości – zgodnie z ich podstawowym przeznaczeniem: do hazardu. Bohaterki Calamity Jane wyśpiewują o czarodziejskim kobiecym dotyku, który więcej może niż zaklęcia i różdżki (ów szósty zmysł kobiety to w tej piosence po prostu umiejętność sprzątania). Natomiast rywalki z Pal Joey dochodzą w duecie do wniosku, że nie ma co walczyć o mężczyznę, który nie jest tego wart. Koncert zakończy trio sióstr ze Skrzypka na dachu: dzierlatki przedrzeźniają swatkę, postać podobną trochę do czarodziejek i czarownic – samotną, starszą kobietę, która nie wiadomo kiedy i skąd przyprowadza pannom mężów.

Niezależnie od tego, czy wierzymy w bajkowy świat czy stąpamy twardo po ziemi, czy chcielibyśmy poznać przyszłość, a może wolimy, by los robił nam (miłe) niespodzianki – wszyscy ulegniemy czarowi gali noworocznej.

4 i 5.01.2019, piątek i sobota, godz. 19:00
NFM, Sala Główna
Gala noworoczna: czarownicy i czarodziejki

Wykonawcy:
Bassem Akiki – dyrygent
Joanna Moskowicz – sopran
Ewa Majcherczyk – sopran
Anna Borucka – mezzosopran
NFM Filharmonia Wrocławska
Marcin Majchrowski – prowadzenie

Program:
G. Verdi Ave Maria z opery Otello
G. Verdi Re dell'Abisso, affrettati z opery Bal maskowy
W.A. Mozart O zittre nicht, mein lieber Sohn z opery Czarodziejski flet
G. Puccini Tu che di gel sei cinta z opery Turandot
G. Verdi O don fatale z opery Don Carlo
J. Offenbach Les oiseaux dans la charmille z opery Opowieści Hoffmana
G. Bizet Melons! Coupons! z opery Carmen
G. Verdi – muzyka baletowa z opery Makbet                                    
***
G. Puccini La tregenda z opery-baletu Wiły
G. Bizet Les tringles des sistres tintaient z opery Carmen
W.A. Mozart Der Hölle Rache z opery Czarodziejski flet
G. Verdi Stride la vampa z opery Trubadur
A. Thomas Ah, pour ce soir… Je suis Titania z opery Mignon
A. Dvořák Čury mury fuk z opery Rusałka
F. Loesser Marry the Man Today z musicalu Faceci i laleczki (sł. F. Loesser)
S. Fain  A Woman’s Touch z musicalu / from Calamity Jane (sł. P.F. Webster)
R. Rodgers Take Him z musicalu Pal Joey (sł. L. Hart)

J. Bock Oj swatko, swateńko męża mi znajdź z musicalu Skrzypek na dachu (sł. S. Harnick, libretto Joseph Stein)

informacja prasowa

środa, 20 września 2017

52. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans: Recitar cantando /relacja/

Opera W.A. Mozarta: „Łaskawość Tytusa” zwieńczyła 10 dni tegorocznej Wratislavi, wypełnionych piękną muzyką . Jak co roku, także i tym razem maestro Antonini sprawił, że zostaliśmy obdarzeni niezwykle hojnie.


Słowo – fundament muzyki


Idea tegorocznego festiwalu: recital cantando (deklamacja i śpiew) akcentowała zależność muzyki od słowa. Cała muzyczna retoryka w nim ma początek. Aż do początków XX wieku twórczość kompozytorska miała ścisły związek z retoryką muzyczną. Nawet gra na instrumentach smyczkowych wzorowana była na ludzkim głosie. Dopiero później to się zmieniło, ale od lat 90., wraz z rosnącym zainteresowaniem wykonawstwem historycznym, na nowo rozpoznajemy ten związek, tak, wydawałoby się, organiczny.
Słowo było zawsze fundamentem muzyki – twierdzi Vittorio Ghielmi, włoski dyrygent i kompozytor, a także gambista, który podczas festiwalu wykonał wraz ze swoim zespołem różne wariacje tematu „Stabat Mater”. I dodaje: W niektórych kulturach, np. w Afryce Zachodniej, słowo nadal stanowi jedność z muzyką, mitem, maską.
I chociaż tegoroczny festiwal akcentował rolę słowa, prezentując utwory muzyczne, których związek ze słowem jest oczywisty, jak opery, to zdarzały się też koncerty instrumentalne, jak La Morte della ragione w wykonaniu Il Giardino Armonico i GiovanniegoAntoniniego, w których nie padło ani jedno słowo, lecz muzycy i instrumenty „dialogowały” ze sobą. Ponadto same podtytuły utworów wskazywały ich pierwotne przeznaczenie dla teatru czy innego widowiska. 

Szczególne miejsce podczas tegorocznego festiwalu przypadło Claudio Monteverdiemu, co miało związek nie tylko z okrągłą datą 450-lecia urodzin kompozytora, ale przede wszystkim podkreślało jego rolę – jako nowoczesnego i genialnego twórcy, który stworzył kierunki i wskazał na możliwości muzyki Zachodu. Drugim „jubileuszowym kompozytorem” był nie mniej wybitny artysta – Georg Philipp Telemann, którego uczczono z okazji okrągłej rocznicy 250-lecia śmierci.
Wysłuchałam większości koncertów, ale wspomnę te, które na dłużej pozostały w pamięci.

Powrót Ulissesa do ojczyzny Claudia Moneverdiego


Blazikova, Silvia Frigato, Carlo Vistoli, Gianluca Burrato

Festiwal zaczął się od górnego C, czyli od opery Il ritorno d`Ulisse in patria, w wykonaniu Monteverdi Choir, English Baroque Soloists pod sir JohnemEliotem Gardinerem, z wybitnymi solistami, o których również będzie mowa.
Opera została po raz pierwszy zaprezentowana w 1640 roku, w Teatro SS Giovanni e Paolo w Wenecji i stanowi idealną realizację naczelnego postulatu nurtu secondo practica: ut oratio sit domina harmoniae. Monteverdi miał wyrazistą koncepcję postaci, różniącą się od pierwowzoru Homera i bardziej, by tak rzec, nowoczesną. Penelopa i Odyseusz to pierwsze wielkie charaktery w dziejach gatunku operowego. Koncepcja ludzkiego losu, uwikłanego w sieci Czasu, Amora i Fortuny, wydaje się być dla współczesnego człowieka aż nadto czytelna. Jednocześnie ten wywodzący się ze starożytności sposób postrzegania ludzkiego życia uzupełniony został o chrześcijańską koncepcję dobrego i miłosiernego Boga (tu: Neptuna), któremu należy ufać i do którego trzeba się modlić, a wówczas sprawy przybiorą właściwy obrót.


W interpretacji sir Johna Eliota Gardinera było to szczególnie czytelne: wykonawcom udało się zindywidualizować grane przez siebie postaci i nadać im walory psychologicznej prawdy. Pozostawiona przez męża Penelopa przeżywa swoją samotność nie tylko wobec zalotników, ale również w stosunku do syna. Przeżycia, które stały się jej udziałem, nie są do pojęcia przez tych, którzy takiej samotności nie doświadczyli, a z drugiej strony dają jej życiową mądrość. Surowo ocenia piękną Helenę, którą zafascynowany jest młody Telemak, a która - stając się przyczyną wielu nieszczęść - pozostała bezkarna i nadal uwodzi mężczyzn. Penelopa ubolewa też nad tym, że Odys udał się na wojnę, aby – jak powiada – zaprowadzić moralny porządek, a tymczasem trzeba uporządkować swój własny dom, który podczas jego nieobecności stał się miejscem zabaw zalotników, ubiegających się o rękę Penelopy, by zdobyć władzę i majątek. Po tylu latach nieobecności męża trudno jej uwierzyć, że wreszcie powrócił. W zmienionej postaci wydaje się jeszcze bardziej obcy. Jej wątpliwości, które próbuje rozwiać syn, zostały ujęte w piękne arie, aby zakończyć się pięknym i wzruszającym do głębi duetem pary, która odnalazła się na nowo po latach i powraca do źródeł swojej miłości.

Od lewej: Hana Blažiková, Furio Zanasi, sir John Eliot Gardiner, Lucile Richardot,
Gianluca Burato, Robert Burt, fot. Sławek Przerwa

Taki sposób poprowadzenia narracji oraz rozbudowana psychologia postaci dały wykonawcom wspaniałe pole do popisu. Znakomitym wykonawcą roli Odyseusza był włoski tenor, Furio Zanasi, któremu towarzyszyła jako Penelopa interesująca, francuska mezzosopranistka o ciekawej barwie głosu, Lucile Richardot. Bardzo podobał mi się także polski tenor Krystian Adam Krzeszowiak w roli Telemaka, szczególnie, kiedy z naiwnym, młodzieńczym zachwytem opiewał urodę pięknej Heleny. Hana Blažiková (sopran) była urocza w roli Minervy/Fortuny, a Robert Burt (tenor) – nieodparcie komiczny jako żarłok Iro. Trzeba to zresztą podkreślić, że nie było słabszych i lepszych wykonawców – wszyscy śpiewacy byli po prostu fantastyczni. Ubrani w stroje stylizowane na starogreckie tuniki, poruszali się po scenie i grali „do siebie”, w mniejszym stopniu do publiczności. Fakt, że opera była rejestrowana, nieco ograniczał ruch sceniczny, ale był on w gruncie rzeczy tylko dopełnieniem fantastycznych, niezwykle pięknych arii. Najciekawsza scenicznie była, w moim odczuciu, scena napinania łuku Odysa przez zalotników i jego samego, w której prostymi, ale czytelnymi środkami ukazano zależność losów ludzkich od mądrej Minerwy.
Dzięki temu wykonaniu zdarzyło mi się coś, co zdarza się niezwykle rzadko: muzyka tak mnie wypełniła, że brzmiała we mnie jeszcze długo i nie pozwoliła zasnąć…

Zachary Wilder, Fran Fernández, Carlo Vìstoli, J.E. Gardiner, Gianluca Buratto, 
Francesca Boncompagni, Krystian Adam Krzeszowiak i Silvia Frigato
                             

La Morte Della Ragione, czyli Śmierć rozumu

Ten koncert z kolei był dla mnie prawdziwą niespodzianką. Zaufałam jednak maestro Antoniniemu i nie zawiodłam się. Tytuł został zaczerpnięty z anonimowej pawany - odwołuje się do wiersza Petrarki: „Regnano i sensi, et la ragion ė morta” – „Zmysły królują, rozum umarł”. Usłyszeliśmy muzykę instrumentalną różnych kompozytorów i różnych epok – od późnego średniowiecza (John Dunstable), poprzez renesans, do wczesnego baroku. Jednakże niechronologiczny układ programu sprawił, że można było odkryć zadziwiające podobieństwo pomiędzy utworami różnych okresów, wynikające z ciągłości idei, która objawia się m.in. poprzez tematy wędrowne, podobnie jak to ma miejsce w literaturze. Zainspirowani kompozycjami swoich poprzedników, muzycy kolejnych epok tworzyli w oparciu o te wzory.

Il Giardino Armonico 

Takim mistrzem dla kolejnych pokoleń był np. Ghizeghem, autor trzygłosowej chanson De tous biens plaine. Koncert wypełniły także utwory ze zbioru kompozycji opisanych we  Fletowym ogrodzie rozkoszy van Eycka, muzyka niewidomego od urodzenia. Kompozytorów zaprezentowanych tego wieczoru było zresztą wielu. Obok tak znanych, jak Gesualdo da Venosa, pojawiły się także kompozycje anonimowe.

Giovanni Antonini z zespołem Il Giardino Armonico, fot. Joanna Stoga

Wykonawcy koncertu: Il Giardino Armonico z Giovannim Antoninim, grającym na fletach i dulcjanie, wspaniale ze sobą „dialogowali”. Instrumenty strunowe – z dętymi. Ale bodaj najważniejsza okazała się radość muzykowania, której najlepszym przykładem jest sam Giovanni Antonini. Grając na flecie, prowadził całość koncertu, skacząc, pohukując i nieomal tańcząc. Tak oto pod wpływem gry na instrumencie przeistaczał się z poważnego maestro o smutnej, melancholijnej twarzy, w kogoś w rodzaju Piotrusia Pana – rozbrykanego chłopca, który nareszcie jest sobą. Żywiołowa, pełna dynamiki gra przechodziła następnie w stadium kontemplacji i refleksji, by za chwilę zaskoczyć taneczną żywiołowością. Koncert był porywający i oklaskom nie było końca – we wszystkich wstąpił ów taneczny duch.

La Clementa di Tito Mozarta

Wspaniałe były właściwie wszystkie koncerty tegorocznej Wratislavii, ja jednak z premedytacją skupię się na trzech, które stały się dla mnie czymś więcej niż pięknymi koncertami. Tym trzecim była mniej znana opera W.A. Mozarta: Łaskawość Tytusa, która zabrzmiała na koniec festiwalu.
Oś intrygi i postaci zostały zapożyczone przez autora libretta – Metastasia z Cynny Corneille`a. Znawca opery, Piotr Kamiński, bezlitośnie obnaża sztuczność i płyciznę tego libretta w porównaniu do oryginału i trudno odmówić mu racji, kiedy pisze cokolwiek zgryźliwie:

Tam, gdzie Cornelle buduje charaktery i drąży motywacje, „cesarski poeta” mnoży preteksty i struga marionetki. Vitellia, gdyby była prawdziwa, byłaby potworem, na szczęście jej finałowa spowiedź brzmi tak fałszywie, że czyni ją na poły nierealną. Tytus, który zaleca się do trzech różnych kobiet w ciągu jednego dnia, to tyran o wątłej posturze, zdolny jedynie do przebaczenia, okrucieństwo wymaga bowiem bodaj krztyny charakteru.

Nie pozostawia suchej nitki także na szczęśliwym zakończeniu, zarzucając  autorowi libretta małoduszność i hipokryzję. A jednak, a jednak…

Orkiestra i Chór Music Aeterna oraz soliści, pod batutą Teodora Currentzisa, 
Karina Gauvin jako Vitella,  fot. Łukasz Rajchert

Już Trubadur Giuseppe Verdiego w Operze Wrocławskiej, ze swoją pełną idiotyzmów fabułą, uświadomił mi, że w obliczu pięknej muzyki, w dodatku doskonale wykonanej i zaśpiewanej, słowo schodzi jednak na dalszy plan. Stajemy się „wyrozumiali”, bo już nas uwiedziono i – jak w miłości – nasz krytycyzm maleje do zera. Tak było i w tym przypadku. Wykonawcy oraz Orkiestra i Chór MusicAeterna pod batutą żywiołowego Teodora Currentzisa urzekli mnie i uwiedli do tego stopnia, że – choć przyszłam na koncert obłożnie chora – przez cały czas jego trwania ani razu nie chciało mi się zakaszlać, ba, w ogóle przestałam być chora. Ten rodzaj terapii bardzo mi się podoba!

Maximillian Schmitt podczas próby, fot. Łukasz Rajchert

Niemiecki tenor, Maximillian Schmitt, śpiewał tak pięknie i przejmująco, że  u w i e r z y ł a m w łaskawość Tytusa i ani przez chwilę nie pomyślałabym o nim jako o „tyranie o wątłej posturze i bez krztyny charakteru”. 
Zakochany w Vitelli Sesto w interpretacji wspaniałej francuskiej mezzosopranistki, Stéphanie d`Oustrac, był tak przejmująco wiarygodny, szczególnie w arii z fletem (nagrodzonej gromkimi brawami), że nie sposób było mu nie współczuć. Nawet sama Vitella, czarny charakter tej opowieści, w interpretacji Kariny Gauvin (sopran), zaśpiewała tak porywająco arię, w której przyznaje się do winy, że absolutnie rozumiemy „łaskawość” Tytusa, który jej wybacza.

Stéphanie d`Oustrac podczas próby, fot. Łukasz Rajchert

Konkludując, doświadczyłam, że nie tylko słowo wpływa na muzykę, ale także muzyczna interpretacja dodaje mu wiarygodności.

52. Festiwal Wratislavia Cantans skończył się już wprawdzie, ale pozostały niezapomniane przeżycia, które prędko nie przeminą.

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty