Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antonio Vivaldi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antonio Vivaldi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 grudnia 2025

Baroque Revisited Better Together - koncert NFM Leopoldinum w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

13 grudnia o 18.00 w ramach serii koncertów NFM Orkiestry Leopoldinum usłyszymy kolejny "Better together", którego cechą jest współpraca szczególnego rodzaju – w jej ramach muzycy sięgają po utwory na orkiestrę i kilku solistów, a więc koncerty, które można nazwać „wielokrotnymi”. Podczas grudniowego wydarzenia solistami będą muzycy samej orkiestry: skrzypkowie Karolina Podorska, Magdalena Ziarkowska-Kołacka, Agata Kasperska i Christian Danowicz oraz altowiolista Michał Micker 

Podczas koncertu zostaniemy poprowadzeni przez najważniejsze ośrodki muzyczne epoki baroku. Choć Antonio Vivaldi uznawany jest za weneckiego mistrza koncertu solowego, tworzył również w innych odmianach tego gatunku. Ze zbioru L’estro armonico op. 3 usłyszymy Koncert d-moll nr 11 oraz Koncert h-moll op. 10. W tym pierwszym przed orkiestrą stanie dwoje skrzypków i wiolonczelista, a w drugim liczba skrzypków wzrośnie aż do czterech! W programie nie mogło zabraknąć najsłynniejszego Koncertu z op. 6 Arcangela Corellego, zwanego „bożonarodzeniowym”. To klasyczne rzymskie concerto grosso powstało na dwoje skrzypiec, wiolonczelę oraz grupę orkiestrową zwaną ripieni. 

Koncert na altówkę Georga Philipa Telemanna pojawi się jako wyjątek, atrakcyjny nie tylko ze względu na swoje walory estetyczne, ale i na to, że stanowi najstarszy znany przykład koncertu na ten instrument. Za domknięcie niemieckiej części odpowiadał zaś będzie Johann Sebastian Bach. Z arcydzielnych Koncertów brandenburskich wrocławscy artyści wybrali trzeci i szósty, którym najbliżej do concerto grosso. Muzyka ta przypomina piękną orkiestrową materię, tkaną przez instrumenty wymieniające się solowymi wątkami tematycznymi. Wart uwagi jest fakt, że w drugim z prezentowanych koncertów Bach pozwolił sobie na zaskakujący krok: zrezygnował ze skrzypiec, oddając brzmieniowe pierwszeństwo altówkom i violom da gamba!

Program:

A. Vivaldi Koncert d-moll RV 565, op. 3 nr 11 ze zbioru L’estro armonico

G.Ph. Telemann Koncert na altówkę G-dur

J.S. Bach III Koncert brandenburski G-dur BWV 1048

***

J.S. Bach VI Koncert brandenburski B-dur BWV 1051

A. Corelli Concerto grosso g-moll op. 6 nr 8 „Fatto per la notte di Natale”

A. Vivaldi Koncert h-moll na czworo skrzypiec op. 3 nr 10, RV 580 ze zbioru L’estro armonico

Wykonawcy:

Alexander Sitkovetsky – skrzypce solo, kierownictwo artystyczne NFM Orkiestry Leopoldinum

Christian Danowicz, Karolina Podorska, Magdalena Ziarkowska-Kołacka, Agata Kasperska – skrzypce

Michał Micker – altówka

Marcin Misiak – wiolonczela

Aleksandra Rupocińska – klawesyn

NFM Orkiestra Leopoldinum


Czas trwania: 90 minut

Lokalizacja: NFM, Sala Czerwona

plac Wolności 1, 50-071 Wrocław

informacja prasowa. 


niedziela, 12 października 2025

FOUR SEASONS 300 - Théotime Langlois de Swarte i Wrocławska Orkiestra Barokowa /zapowiedź koncertu/

Dziś o 18.00 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert, którego gwiazdą będzie skrzypek, mistrz muzyki dawnej –  Théotime Langlois de Swarte, a towarzyszyć mu będzie Wrocławska Orkiestra Barokowa. Usłyszymy utwory Antonio Vivaldiego, a także kompozycje innych twórców włoskiego baroku: Claudia Monteverdiego, Marca Uccelliniego i Francesca Geminianiego.

Theotime Langlois de Swarte, fot.Marco Borggreve

Wieczór rozpocznie Adoramus te Christe Claudia Monteverdiego – medytacyjna miniatura w opracowaniu prowadzącego koncert skrzypka Théotime’a Langlois de Swarte’a. Następnie zabrzmią inne instrumentalne perły włoskiego baroku: przeznaczony na smyczki Koncert d-moll „Madrigalesco” RV 129, pełne wdzięku dzieło Aria Quinta sopra la Bergamasca à 3 Uccelliniego oraz dramatyczny Koncert skrzypcowy d-moll RV 813 Vivaldiego. Kolejną okazją do zaprezentowania kunsztu wykonawczego francuskiego artysty będzie Concerto grosso d-moll op. 1 nr 12 Geminianiego, oparte na słynnej Sonacie op. 5 nr 12 Arcangela Corellego – temat La follia stał się jednym z najchętniej opracowywanych wariacyjnie motywów w historii muzyki. W programie znajdzie się także obraz burzy morskiej pochodzący z opery pastoralnej Vivaldiego Wierna nimfa oraz Grave, czyli śpiewne drugie ogniwo Koncertu skrzypcowego B-dur RV 370.

Główną kompozycją wieczoru będą jednak Cztery pory roku. Zbiór ten stanowi szczytowe osiągnięcie w dziedzinie barokowego koncertu instrumentalnego, jest też wyrazem muzycznego malarstwa dźwiękowego – koncepcji zwanej imitazione della natura. Vivaldi z finezją wplótł w dzieło efekty dźwiękonaśladowcze: uważny słuchacz wychwyci tu śpiew ptaków, ujadanie psa, brzęczenie gzów i komarów, grzmoty zwiastujące nadciągającą burzę czy szczękanie zębów na mrozie. Elementy te pozostają w ścisłym związku z treścią czterech sonetów, które towarzyszyły pierwszemu wydaniu koncertów – nie znamy autora poetyckich strof (niektórzy spekulują, że mógł nim być sam kompozytor), ale najpewniej powstały one przed muzyką i stanowiły inspirację do jej napisania. Cykl ukazuje żywą więź człowieka z naturą i jego zależność od rytmu przyrody. Niezwykła inwencja melodyczna, żywa rytmika i ekspresyjność utworów sprawiają, że cieszą się one wielką popularnością.

Program:

C. Monteverdi Adoramus te Christe SV 289 (oprac. T. Langois de Swarte)

A. Vivaldi Koncert d-moll na smyczki i b.c. „Madrigalesco” RV 129

M. Uccellini Aria Quinta sopra la Bergamasca à 3

A. Vivaldi Koncert skrzypcowy d-moll RV 813

F. Geminiani Concerto grosso d-moll op. 1 nr 12, H. 143 „La follia” wg Sonaty op. 5 nr 12 A. Corellego

A. Vivaldi Cztery pory roku op. 8: Koncert nr 1 E-dur „Wiosna” RV 269; Koncert nr 2 g-moll „Lato” RV 315

***

A. Vivaldi

Sinfonia „Tempesta di mare” z opery La fida ninfa RV 714

Cztery pory roku op. 8: Koncert nr 3 F-dur „Jesień” RV 293

Koncert skrzypcowy B-dur RV 370: II. Grave

Cztery pory roku op. 8: Koncert nr 4 f-moll „Zima” RV 297

Wykonawcy:

Théotime Langlois de Swarte – skrzypce solo, prowadzenie 

Wrocławska Orkiestra Barokowa 

Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne Wrocławskiej Orkiestry Barokowej


Czas trwania:

120 minut

Po koncercie Théotime Langlois de Swarte będzie podpisywał płyty przy Księgarni Niskie Łąki (na poziomie 0).

informacja prasowa

poniedziałek, 6 listopada 2023

Vivaldi à la Erik Bosgraaf /o koncercie w Narodowym Forum Muzyki/

W niedzielę byliśmy świadkami kompletnie nietypowego wykonania "Czterech pór roku" Vivaldiego. Być może Erik Bosgraaf jest najbardziej twórczym wykonawcą utworów Vivaldiego (i nie tylko) na świecie, ale z tą myślą trzeba się jednak oswoić... W każdym razie we Wrocławiu otrzymał owacje na stojąco. A i Wrocławska Orkiestra Barokowa dała się porwać 😁

Erik Bosgraaf i Wrocławska Orkiestra Barokowa podczas koncertu "Vivaldi Forever",
fot. Sławek Przerwa / NFM

Zapowiadając Akademię Vivaldiowską w 2018 roku, tak przedstawiał kompozytora Jarosław Thiel:

"Fenomenalny skrzypek i niezwykle płodny i innowacyjny kompozytor. Impresario i przedsiębiorca operowy. Ekstrawagancki ksiądz oskarżany o obyczajowe skandale i wychowawca dziewcząt w weneckim sierocińcu. Autor być może najpowszechniej rozpoznawanego utworu w dziejach muzyki i zarazem ponad czterystu do niedawna całkowicie zapomnianych koncertów instrumentalnych – choć złośliwi uważają, że to jeden koncert w czterystu opracowaniach. Na jego twórczość możemy spojrzeć tak, jak widzieli ją niektórzy muzykolodzy, zwłaszcza w dziewiętnastowiecznych Niemczech – „w istocie jego kompozycje jedynie bardzo rzadko cechuje głębsze uczucie, godna uwagi potęga myśli i prawdziwe oddanie sztuce. Im mniej wyobraźni i głębi przejawia on w swych kompozycjach, tym więcej u niego wszelkiego rodzaju powierzchownej pomysłowości”. 

Erik Bosgraaf i Wrocławska Orkiestra Barokowa podczas koncertu "Vivaldi Forever",
fot. Sławek Przerwa / NFM

I oto pojawia się wykonawca nietuzinkowy, trochę showman, gra na flecie i klawesynie Vivaldiego, biega po scenie i wykonuje rozmaite gesty, jak gdyby sam był instrumentem... Erik Bosgraaf, bo o nim mowa, improwizuje, gra jazz, wykorzystuje elektronikę i lubi pracować z ludźmi w innych dziedzinach artystycznych, wkracza bowiem na teren kina, malarstwa... Jakby tego było mało, jego repertuar zdaje się nie mieć granic: sięga do muzyki średniowiecznej, przez "Cztery pory roku" Vivaldiego, po muzykę jutra. Uważa, że "muzyka dawna jest zawsze nowa". Jako solista jest regularnie zapraszany do samodzielnego prowadzenia orkiestry. Jeśli nie gra na flecie prostym, to prowadzi z klawesynu lub – w klasycznym i późniejszym repertuarze na orkiestrę kameralną – dyryguje z przodu... To, co widzieliśmy (i słyszeli) we Wrocławiu to tylko znikoma część. Dyrygent w zasadzie nie jest potrzebny, Bosgraaf woli sam prowadzić grupę, w trosce o żywą interakcję między solistą a zespołem. Nie na tym koniec! Wyprodukował multimedialny spektakl z arcydziełem Vivaldiego we współpracy z filmowcami Paulem i Menno de Nooijerami. Film jest pełen wizualnej poezji. W niektórych momentach obrazy są zgodne z historią kryjącą się za notatkami programowymi Vivaldiego, w innych inspirowane są swobodnymi skojarzeniami.  Czasami De Nooijers używają projekcji na żywo, na przykład na ciele Bosgraafa. Pomiędzy koncertami solista improwizuje, tworząc ekscytujące elektroniczne pejzaże dźwiękowe, jak to było podczas koncertu we Wrocławiu. NIC nie jest takie samo...  

Żeby nie było, że zmyślam 😁

Być może Erik Bosgraaf jest najbardziej twórczym wykonawcą Vivaldiego (i nie tylko) na świecie, ale z tą myślą trzeba się jednak oswoić... W każdym razie we Wrocławiu otrzymał owacje na stojąco. A i Wrocławska Orkiestra Barokowa dała się porwać 😁


sobota, 29 maja 2021

Festiwal Muzyki Barokowej "Antonio Vivaldi" na Zamku Królewskim w Warszawie

Już w czerwcu na Zamku Królewskim w Warszawie odbędzie się pierwszy Festiwal Muzyki Barokowej. Tegoroczny repertuar w całości wypełnią utwory najwybitniejszego przedstawiciela włoskiego baroku w muzyce Antonia Vivaldiego. 


Usłyszymy m.in. Koncert na czworo skrzypiec i wiolonczelę h-moll op. 3 nr 10 RV 580, Koncert na flet, smyczki i basso continuo g-moll op. 10 nr 2 RV 439 La notte, Koncert na 2 lutnie G-dur RV 532 i Koncert na dwa oboje, dwa klarnety i orkiestrę smyczkową C-dur RV 560 w wykonaniu uznanych artystów: Agaty Szymczewskiej, Jadwigi Kotnowskiej, Anny Radziejewskiej, Jakuba Jakowicza, Marka Niewiedziała i innych.

Główne motywy koncertów skrzypcowych z cyklu Cztery pory roku zna każdy. Należą do ścisłego kanonu standardów muzyki klasycznej. Nie wszyscy jednak wiedzą, że te urzekające melodie są zaledwie kroplą w morzu, jeśli chodzi o dorobek Antonia Vivaldiego, największego z włoskich przedstawicieli muzycznego baroku. Był on twórcą niezwykle płodnym, a liczba samych tylko skomponowanych koncertów oscyluje wokół pięciuset. Do tego dochodzą liczne sonaty, suity i opery. Choć znaczna część tej niebagatelnej spuścizny zaginęła, wiele spośród zachowanych utworów Vivaldiego stale przewija się w repertuarze filharmonii i oper na całym świecie.

Antonio Vivaldi / Wikipedia

Antonio Lucio Vivaldi, do którego z powodu rudych włosów przylgnął przydomek Il Prete Rosso (Rudy Ksiądz), urodził się w 1678 roku w Wenecji jako syn skrzypka z orkiestry bazyliki św. Marka. Wprawdzie jako jedyny z dziewięciorga rodzeństwa przyjął święcenia kapłańskie, jednak to muzyka, poznawana dzięki ojcu, stać się miała jego prawdziwym powołaniem. Był dla włoskiego baroku tym, kim Jan Sebastian Bach dla baroku niemieckiego. Genialny Niemiec nigdy zresztą nie odżegnywał się od inspiracji utworami Vivaldiego i wiele z jego utworów osobiście transkrybował na instrumenty klawiszowe.

Los nie rozpieszczał Rudego Księdza. Przez całe życie borykał się z wątłym zdrowiem, a po stosunkowo krótkim okresie dobrej passy czekała go gorycz utraty popularności i łask możnych mecenasów. Zmarł w biedzie, a jego twórczość popadła w zapomnienie, i to na bardzo długo, bo aż do lat dwudziestych XX w.. Wtedy to bowiem odnaleziono i poddano pogłębionym studiom dużą część rękopisów kompozytora.

Choć pojedyncze nieznane dzieła słynnego Wenecjanina odkrywane są po dziś dzień, także te od dawna znane warto odkrywać wciąż na nowo. Okazją do tego niech będzie tegoroczny Festiwal Muzyki Barokowej, po raz pierwszy organizowany przez Zamek Królewski w Warszawie. Wystąpią w nim znakomici polscy soliści: Agata Szymczewska, Jadwiga Kotnowska, Lilianna Stawarz, Anna Radziejewska, Jakub Jakowicz, Marek Niewiedział z towarzyszeniem orkiestr kameralnych: Arte dei Suonatori Orchestra, Orkiestry Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, Royal Baroque Ensemble oraz zespołu instrumentów dętych Warsaw Harmony.

Program kolejnych koncertów wypełni muzyka skrzypcowa, lutniowa, wokalna oraz pisana na solowe instrumenty dęte (flet, klarnet, fagot, obój). Pojawią się w nich koncerty solowe, podwójne i poczwórny, co nie jest często spotykaną praktyką.

Program i poziom artystyczny proponowanych Państwu koncertów z pewnością zaspokoi gusta i oczekiwania najbardziej wyrafinowanych melomanów.

Carraccio, Święty Jan Chrzciciel

Festiwalowi towarzyszyć będzie prezentacja najnowszych nabytków malarskich Zamku Królewskiego w Warszawie. Każdy koncert rozpocznie się od prezentacji jednego ze świeżo zakupionych cennych obrazów, a będą to kolejno:

13 czerwca (niedziela)Kogut, kura z kurczętami i gołębie, mal. Melchior de Hoendecoert, Amsterdam, po 1663 r.

16 czerwca (środa) – Święty Jan Chrzciciel, mal. Giovanni Battista Caracciolo, zwany Battistellem Caracciolem, Neapol, przed 1610 r.

20 czerwca (niedziela) – Diana i Akteon, mal. Hans Speeckaert, druga poł. XVI w.

23 czerwca (środa) – Krajobraz z podróżnymi, mal. Jan Frans van Bloemen zwany L’Orizzonte, Rzym, przed 1700 r.


Festiwal Muzyki Barokowej

"Antonio Vivaldi"

13–23 czerwca 2021 r.

godz. 18.45

Sala Wielka


informacja prasowa

środa, 18 września 2019

54. MF Wratislavia Cantans /relacja z festiwalu/

Tegoroczny 54. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans zabrał nas w muzyczną podróż na Południe. Okazało się, że znaczenie i barwy tej nazwy są zmienne i różnorodne, ale zawsze kojarzą się z piękną muzyką. Największe wrażenie wywarły na mnie trzy koncerty: "Judyta triumfująca" A. Vivaldiego, III Symfonia G. Mahlera oraz "Sud , sud" G. Solimy. Oto dlaczego:


54. edycja Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans, podobnie jak poprzednie, utwierdziła nas w przeświadczeniu, że wiek nie ma tu nic do rzeczy, ba, w przypadku muzyki dawnej jest to wręcz zaleta :-) Najważniejszy jednak jest fakt, iż od kilku lat festiwal prowadzi Giovanni Antonini, który łączy w sobie pasję, pracowitość i odpowiednie kompetencje. Każda kolejna odsłona festiwalu jest dla nas swoistym muzycznym objawieniem - spaja bowiem jedną przewodnią myślą rozmaite, często niezwykłe wydarzenia muzyczne. W tym roku inspiracją stało się Południe.

Konferencja prasowa 44. MF Wratislavia Cantans, drugi od lewej dyr. Andrzej Kosendiak, obok niego: Giovanni Antonini, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Romantycy, którym patronował J. W. Goethe jako autor "Podróży włoskiej", traktowali Południe jak mekkę albo słoneczną krainę przypominającą Arkadię. Jeszcze większe bodaj znaczenie miało dla naszej kultury słynne dzieło Pawła Muratowa: "Obrazy Włoch", które odcisnęło swoje piętno zarówno na polskiej literaturze (Jarosław Iwaszkiewicz, Zbigniew Herbert), jak i na muzyce. Karol Szymanowski, rówieśnik Muratowa, w latach poprzedzających wybuch I wojny światowej także podróżował do Włoch. Prawdziwą rewelacją był dla niego zwłaszcza pobyt na Sycylii. Wrażenia te znalazły odbicie w znakomitych dziełach tworzonych już w czasie wojny, w rodzinnej Tymoszówce. Powstały wtedy Maski, Metopy, Mity, III Symfonia, I Koncert skrzypcowy. Napisał także powieść "Efebos", w której chciał zawrzeć swoje marzenia o lepszym świecie. Miała ona za tło włoskie pejzaże i włoską sztukę i stanowiła apologię piękna, miłości, swobody. W tym samym czasie — i czerpiąc z podobnych inspiracji — rozpoczynał Szymanowski pracę nad "Królem Rogerem". Opera dotykała podobnej problematyki, co Efebos: związków i napięć między dionizyjską i apolińską wizją życia i twórczości. Scenerią były znów Włochy. Libretto pisał młody kuzyn Szymanowskiego Jarosław Iwaszkiewicz, który wypełniał jedynie zalecenia wielkiego kompozytora. Jednak później sam stał się autorem takich utworów, jak "Śpiewnik włoski", "Kochankowie z Werony" czy "Podróże do Włoch". Całe Włochy bowiem, nie tylko ich południe, są dla Polaków Południem - ową wymarzoną krainą. Przede wszystkim jako miejsce najpiękniejszej, najstarszej kultury, w której wciąż czujemy się jak "barbarzyńcy w ogrodzie". Mit Południa trwa, choć - jak mogliśmy się przekonać podczas tegorocznej Wratislavii - różne są jego oblicza.

Program dowiódł niezbicie, że istnieje wiele rytów religijnych, które miały swój początek na południu: chorał bizantyjski, śpiew mozarabski, muzyka etniczna z okolic Neapolu i afrykańska, a wreszcie wykroczyliśmy poza teren Europy doświadczając muzyki Południa Stanów, przetworzonej przez Georga Gershwina w operze "Porgy i Bess". Niektóre rodzaje muzyki były nam doskonale znane, jak choćby muzyka Gershwina czy nasza własna twórczość w postaci polskiej muzyki ludowej. Jak się podczas festiwalu osobiście przekonaliśmy, "Południe" oznacza szerokie spectrum i różne perspektywy, o czym zresztą uprzedzał nas maestro Giovanni Antonini na konferencji prasowej:

"Południe ma zawsze w sobie coś względnego, nie jest niczym absolutnym, i to zarówno geograficznie, jak i kulturowo. Jest to temat bardzo szeroki, ale o tych trudnych relacjach między Północą a Południem chcieliśmy w naszym programie także powiedzieć".

Bóg - uosobienie miłości, do której wszystko podąża: III Symfonia 

Gustawa Mahlera


Oficjalne rozpoczęcie festiwalu zainaugurował niezwykły koncert: III Symfonia Gustawa Mahlera w wykonaniu Israel Philharmonic Orchestra i pod dyrekcją Zubina Mehty. Maestro i jego muzycy wystąpili już podczas 50. odsłony Wratislavia Cantans. Zagrali wówczas IX Symfonię - uznaną za ostatnią symfonię romantyczną. Zasłużony dyrygent został także upamiętniony w Alei Gwiazd przed Narodowym Forum Muzyki.

O swoim utworze napisał Mahler w jednym z listów:

"Moja symfonia będzie czymś takim, czego jeszcze świat nigdy nie słyszał. Cała Natura dochodzi tutaj do głosu i wyjawia tajemnicę tak głęboką, jaką jedynie we śnie można przeczuć".

Maestro Zubin Mehta i Israel Philharmonic Orchestra, fot. Sławek Przerwa

Jest to zatem w założeniu symfonia-misterium, którą cechuje maksymalizm i poczucie nieograniczonej mocy twórczej. W płaszczyźnie symboliki symfonia tak rozumiana pragnie wyrazić kosmos i miejsce człowieka w nim z perspektywy nadziei, zgodnie z chrześcijańską koncepcją ludzkiej kondycji. To najbardziej rozbudowana, najbogatsza formalnie symfonia Mahlera - prawdziwe wyzwanie dla wykonawców. Maestro Mehta wraz z Israel Philharmonic Orchestra, a także solistką Gerhild Romberger i Chórem Chłopięcym NFM wspaniale ją zinterpretował. Całość ma charakter narracyjny, polifoniczny jak w powieściach Dostojewskiego, do których porównał ten utwór Bohdan Pociej. Na ten trop wskazują także tytuły poszczególnych części, które kompozytor usunął przed publikacją w 1898 roku.


Gerhild Romberger i Chór NFM, Chór Chłopięcy NFM, fot. Sawek Przerwa

Część I, zatytułowana pierwotnie "Pan budzi się, nastaje lato" (dosł. "nadciąga w rytmie marsza"), utrzymana w tonacji F-dur (jak zwykło się czynić od czasów "Pastoralnej"), zawiera bogactwo dźwięków natury, oddanych za pomocą oboju, skrzypiec, puzonu, trąbki, rogu i klarnetu. Kolejne części III Symfonii także nosiły pierwotnie znaczące tytuły: „Co mi mówią kwiaty na łące” (forma menueta), „Co mówią mi zwierzęta w lesie” (odgłosy zwierząt i ptaków), „Co mówi do mnie człowiek”. W tej części dopiero pojawia się partia wokalna, którą na wrocławskim koncercie wykonała Gerhild Romberger (cudowny mezzosopran!) w towarzystwie jednolitego akompaniamentu. Istotną rolę odgrywa w tej partii sam tekst, będący fragmentem dzieła Friedricha Nietzschego "Tako rzecze Zaratustra":

O Mensch! Gib Acht! (O człowieku! Uważaj!), mówiący o nieuniknionym cierpieniu, ale także o tym, że "Cała radość poszukuje wieczności" i nie pozwala człowiekowi się poddać.

Niezwykły, tajemniczy fragment, splatający się z chórem chłopięcym, śpiewającym o miłości Boga:

 „Co mówią mi anioły”oraz "Co mówi Miłość". W muzycznej wizji Mahlera świat ma charakter hierarchiczny - prowadzi człowieka w rejony wyższe, zamieszkałe przez doskonalsze formy bytu: aniołów i Boga pojmowanego jako uosobienie miłości, do której wszystko podąża. Oto przesłanie III Symfonii:

Niebiańska radość jest błogosławionym miastem,
niebiańska radość, która nie ma końca!
Niebiańska radość została udzielona Piotrowi
przez Jezusa i dla całej ludzkości na wieczne szczęście.

Toteż ostatnia część utworu została nasycona pełnią brzmienia orkiestry smyczkowej i częstą obecnością figur gruppetto - romantycznego symbolu miłości. Fragment ten zagrany został w tonacji D-dur Langsam — Ruhevoll — Empfunden (powoli, spokojnie, głęboko odczuwany) i na długo pozostanie w sercu...

Mohiko Fujimura i Israel Philharmonic Orchestra, fot. Sławek Przerwa

Trzeba było dyrygenta tak znakomitego i dojrzałego jak Zubin Mehta, aby wszystkie te niuanse Mahlerowej kompozycji oddać w sposób świadczący o głębokim zrozumieniu intencji kompozytora. To był tak wspaniały koncert, że wystarczyłby za wszystkie.A jednak maestro Antonini zadbał o to, abyśmy wysłuchali jeszcze innych, nie mniej pięknych, ba, olśniewających. Z pewnością należało do nich oratorium Antonia Vivaldiego "Judyta triumfująca"


Triumf Judyty i ... Julii


"Edyta Triumphans", 1. wydanie dzieła/ fot. Wikipedia


"Judyta triumfująca" Antonia Vivaldiego zawiodła nas na południe Włoch - do Wenecji, tam bowiem powstało to piękne, a jedyne zachowane oratorium tego kompozytora, tzw. "oratorium wojenne" (sacrum militare oratorium), które opisuje historię spotkania dzielnej izraelskiej wdowy Judyty z asyryjskim wodzem Holofernesem, którego skutki okazały się dla tego ostatniego tragiczne - stracił głowę w przenośni i dosłownie. Vivaldi podjął tę historię na nowo, mając własny zamysł. Oto bowiem w 1716 roku nastąpił zwrot w wojnie peloponeskiej. Turcy odstąpili od oblężenia twierdzy Korfu. Otóż Cassetti, librecista oratoriów Vivaldiego, użył biblijnej historii oblężenia Betulii w wojnie między Żydami a Asyryjczykami jako alegorii konfliktu Wenecji z Imperium Osmańskim. Oratorium miało zatem dawać nadzieję na zwycięstwo. A ponieważ kompozycja powstała z myślą o uczennicach szkoły, w której Rudy Ksiądz, jak go nazywano, pracował, toteż ów thriller rozpisany został na głosy wyłącznie żeńskie i z barokową przekorą podany w dość lirycznym sosie.


Sonia Prina jako Judyta e oratorium "Judyta triumfująca", NFM, fot. Sławek Przerwa

Na plan pierwszy wysuwa się motyw uwiedzenia ciemiężyciela przez naszą bohaterkę i dwuznaczne gry między parą protagonistów. Holofernes Vivaldiego zaś, jak zauważa Michael Talbot, to wprawdzie łajdak, ale czarujący, trochę jak Don Giovanni. Po wysłuchaniu cudownej arii "Sede, o cara" słuchacz jest wręcz przekonany o tym, że najgroźniejszy generał Nabuchodonozora wcale nie jest jakimś krwiożerczym potworem, ale czułym na niewieście wdzięki wrażliwym mężczyzną :-)  A gdybyśmy jeszcze mieli wątpliwości, wystarczy posłuchać arii "Nox obscura tenebrosa" oraz kolejnych recitatiwów, aby docenić, jak bardzo mu na Judycie zależy. W rezultacie odczuwamy dyskomfort, kiedy Judyta ostatecznie pozbawia go życia. Skłonni jednak jesteśmy wybaczyć Vivaldiemu brak dramatyzmu, który w tej sytuacji aż się prosi, a wszystko dlatego, że arie, które napisał, są niewyobrażalnie piękne. W "Judycie" nie ma duetów, dwukrotnie pojawia się chór reprezentujący kolejno wojowników asyryjskich oraz dziewczęta z Betulii. Mimo to jednak nie czujemy monotonii, ponieważ każdy z tych kobiecych głosów ma inne brzmienie, a ponadto charakterystyki dopełnia instrumentacja utworu.

Mary-Ellen Nesi jako Holofernes (mezzosopran)
NFM, fot. Sławek Przerwa

Judyta we wrocławskiej wersji oratorium dysponowała niskim kontraltem Soni Priny. Dawało to wrażenie godności i dystansu, który bohaterka przejawia w stosunku do Holofernesa. Ponadto Judyta ma do dyspozycji kobiece brzmienia violi d`amore, szałamaję i mandolinę. Przykładowo, po recitatiwach z Holofernesem, na koniec części II oratorium, zaśpiewała piękną liryczną arię z towarzyszeniem mandoliny: "Transic aetas", w której mówi o przemijaniu wszystkiego, także miłości, podczas gdy tylko dusza pozostaje nieśmiertelna.

Julia Lehzneva jako Vagaus (sopran), NFM, fot. Sławek Przerwa

Paradoksalnie, Holofernes w wykonaniu Mary-Ellen Nesi (mezzosporan) był bardziej liryczny od Judyty, szczególnie w ariach miłosnych, np. "Noli, o cara", gdzie towarzyszą mu oboje i organy obligato. Najczęściej jednak śpiewał w towarzystwie smyczków. Tak czy owak po tylu pięknych ariach każda kobieta by mu uległa :-) Ale nie Judyta!

Rolę sługi Holofernesa, Vagausa, zaśpiewała we Wrocławiu znana tu i kochana Julia Lehzneva (sopran), przydając blasku tej nieco marginesowej postaci. Wydaje się, że nie bez przyczyny była najgoręcej oklaskiwana po każdym swoim występie, począwszy od "Volate servi" ("Pośpieszcie słudzy"), a na dramatycznym "Armate di fuoko e di serpi", z przywoływaniem furii, ognistych smoków i węży, które miałyby pomścić pana. Jeśli ktoś triumfował w tym oratorium, to ośmielę się powiedzieć, że była to właśnie Julia.

Francesca Ascioti (kontralt) jako Ozjasz, NFM, fot. Sławek Przerwa

Godny zapamiętania był także kapłan Ozjasz w wykonaniu Francesci Ascioti (kontralt), śpiewającej szczególnie pięknie majestatyczny "Gaude felix". Poruszył mnie ponadto chór dziewic modlących się w Betulii: "Mundi Rector de Caelo micanti" w  niezwykle subtelnym wykonaniu Chóru NFM. Pojedyncze arie, oprawne we wciąż zmieniające się instrumentarium w wykonaniu fantastycznego Il Giardino Armonico, były w tym oratorium prawdziwym crème de la crème, czyniąc ten wieczór prawdziwym i niezapomnianym muzycznym przeżyciem.

Mary-Ellen Nesi jako Holofernes (mezzosopran) i Raffaella Milanesi jako Abra (sopran), w tle Chór NFM,
fot. Sławek Przerwa

Giovanniego Solimy podróże w czasie i przestrzeni


O tegorocznym Festiwalu Wratislavia Cantans mogłabym pisać bez końca, ale rozsądek nakazuje mi skupić się na tych koncertach, które szczególnie mnie poruszyły. Należał do nich z pewnością występ wybitnego włoskiego kompozytora i wiolonczelisty Giovanniego Sollimy, który pojawił się na festiwalu dwukrotnie: podczas 48. jego odsłony, a także rok później. Od początku wziął szturmem festiwalową publiczność i nic się pod tym względem nie zmieniło w tym roku. Muzyk to absolutnie niezwykły, oryginalny – i jako kompozytor, i jako wykonawca. Kogoś tak grającego tematy klasyczne, etniczne i współczesne nigdy wcześniej nie słyszałam. Niezwykła wyobraźnia muzyczna i wirtuozeria połączone z nieudawaną radością tworzenia.

Giovanni Solima (wiolonczela) i Michele Pasotti (teorba), Synagoga pod Białym Bocianem,
fot. Joanna Stoga

Koncert w Synagodze pod Białym Bocianem, zatytułowany "Sud, sud - a Musical Journey from Rome Beyond the Mediterranean Sea", rzeczywiście okazał się muzyczną podróżą z Rzymu na południe, sięgającą aż za Morze Śródziemne. Była to także podróż w czasie - od utworów z przełomu XVI i XVII wieku włoskiego kompozytora Giulio de Ruvo, hiszpańskiego twórcy Bartolome de Seima y Salaverde, poprzez  utwory XVIII-wiecznego kompozytora włoskiego Giovanni Batista Costanzi, po kompozycje współczesne Eliodoro Solimy oraz własne.  Artysta  grający na wiolonczeli wystąpił tym razem w towarzystwie Michele Pasotti - na teorbie, ale wykonał także wiele utworów solo.

Giovanni Solima (wiolonczela), Synagoga pod Białym Bocianem, fot. J. Stoga

Nie sposób opisać jego gry, bo jest to muzyk, który potrafi cudownie zagrać utwory klasyczne z niesłychaną wprost lekkością. Z drugiej zaś strony ciągle eksperymentuje z instrumentem, wydobywając z niego dźwięki skrzypiec, elektrycznej gitary, perkusji, a nawet ... całej orkiestry symfonicznej. Pomaga sobie głosem - własnym i publiczności. Solima to prawdziwy człowiek-orkiestra, w dodatku z taką ekspresją, że czasami nie sposób oddzielić człowieka od instrumentu. Mnie się nie bez przyczyny skojarzył z Mickiewiczowskim Wojskim:

Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało,
Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.
(...)
Z oczyma wzniesionymi, stał jakby natchniony,
Łowiąc uchem ostatnie znikające tony.
A tymczasem zagrzmiało tysiące oklasków,

Tysiące powinszowań i wiwatnych wrzasków.

Zapewniam, że Solima grał w podobnym natchnieniu, a po jego koncercie zagrzmiały oklaski i głośny aplauz.

Sądzę, że dotyczy to całego Festiwalu Wratislavia Cantans - niby skończył się, a jednak w uszach brzmią ciągle jego dźwięki, zaś pod powieką zatrzymały się obrazy śpiewaków i instrumentalistów... Dziękuję!

Barbara Lekarczyk-Cisek

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty