Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Lipska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Lipska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 czerwca 2019

Festiwal Miłosza już za nami. Jak wyglądała jego ósma edycja?

Czy poezja powinna mówić o aktualnych wydarzeniach? Na czym polega odkrywanie własnego języka? Co sprawia, że jednych twórców wpisujemy do kanonu, a o innych zapominamy? O tym wszystkim rozmawiali poeci i poetki podczas czterech festiwalowych dni.


Ferida Durakovic fot. Monika Stolarska dla KBF

Zdobycie władzy” – takie hasło, zaczerpnięte z tytułu wydanej w 1953 roku powieści Czesława Miłosza, było motywem przewodnim tegorocznej edycji festiwalu. I choć można by się spodziewać, że skłoni ono gości do składania światopoglądowych deklaracji i ostrego komentowania bieżących wydarzeń, festiwalowe rozmowy zręcznie unikały publicystyki.

Zrozumieć współczesność

Zaproszeni twórcy jakby zgadzali się ze słowami Ewy Lipskiej, która podczas spotkania z festiwalową publicznością mówiła, iż w wierszach wystrzega się mówienia o polityce.
Takie utwory są jak ulotki, które może rozpalają emocje, ale zaraz potem błyskawicznie znikają, przestają istnieć – tłumaczyła.

Nie znaczy to, że poeci i poetki zamykali oczy na trudne tematy i zmiany, zachodzące we współczesnym świecie. Wręcz przeciwnie. O tym jak ułożyć siebie na nowo, gdy własny język i ojczyzna rozpadają się na kawałki, mówiła Bośniaczka, Ferida Duraković, o budowaniu intelektualnych pomostów między Zachodem, a Wschodem opowiadała zaś Rosjanka, Elena Fanailova, a o kondycji współczesnej Europy Polka, Alicja Rosé.
Kiedy wyruszałam w podróż po kontynencie, wielu znajomych zarzucało mi eskapizm. Mówili, że uciekam, podczas gdy w kraju wydarza się tyle ważnych rzeczy. A ja chciałam wyjechać, żeby zrozumieć, co dzieje się z Polską i Europą, a potem opowiedzieć o tym swoim głosem – tłumaczyła.

Antologia poetek jidysz, fot.Monika Stolarska dla KBF

Oswajanie języka


Zdobycie władzy przez festiwalowych gości rozumiane było jednak głównie jako przejęcie kontroli nad językiem. I tym obcym – o czym opowiadali tłumacze podczas debaty translatorskiej, i ojczystym. Tę ostatnią umiejętność do perfekcji opanował każdy z poetek i każda z poetek, jednak niektórzy postawili przed sobą szczególnie trudne zadanie. Tak jak Ewa Lipska – zaprzągająca w służbę poezji słowniki technologiczne czy Simon Armitage, garściami czerpiący z potocyzmów i języka codzienności.
W latach 80., kiedy zaczynałem tworzyć, widziałem jak codzienny język jest wykorzystywany na potrzeby reklam i polityki, chciałem więc sprawdzić, czy uda się wykorzystać go w poezji – mówił Armitage. – Szukałem języka, który będzie skierowany na zewnątrz, zrozumiały również dla tych, którzy na co dzień nie zajmują się literaturą, nie wymagający skomplikowanych wyjaśnień.

Bywało, że festiwalowi goście zdobywali też władzę nad pamięcią, przywołując postacie i nazwiska zapomnianych twórczyń. Tak było w przypadku dyskusji dedykowanej Annie Świrszczyńskiej – poetce, która mimo że kiedyś wymieniana jednym tchem z największymi, dziś pozostaje poza głównym obiegiem. Z mroków zapomnienia wydobyto też poetki jidysz, których twórczość wybrzmiała podczas lektury antologii „Moja dzika koza”.


Nie tylko dyskusje


Tomas Venclova fot.Monika Stolarska dla KBF
Choć spotkania z poetkami i poetkami były głównym punktem Festiwalu Miłosza, nie były jego punktem jedynym. Podczas czterech festiwalowych dni wysłuchaliśmy wykładu mistrzowskiego Tomasza Venclovy pt. „Rozpacz i łaska” Najwybitniejszy dziś żyjący poeta z Litwy objaśniał, co stanowi klucz do zrozumienia twórczości Miłosza.
Jego dzieła są przepojone wiedzą o człowieku, pozbawione egzaltacji, czasem zdają się być krzykiem szalonej rozpaczy okiełznanej przez rozum. To właśnie poezja jest od tego, aby człowiek mógł poradzić sobie z rozpaczą. 

Wykład uzupełniała debata „Vita Activa’19”. Tadeusz Sławek i Karolina Wigura w ponad godzinnej rozmowie z Krzysztofem Czyżewskim wspólnie zastanawiali się nad kondycją społeczeństwa w upolitycznionym świecie, stawiając tezę, iż dominujący w XX wieku lęk przed powrotem totalitaryzmów, został zastąpiony strachem przed przyszłością, przed nieznanym które ma nadejść.

W programie znalazło się też pasmo Off Miłosz, dedykowane awangardowym nurtom liryki, koncerty, wydarzenia dla dzieci i plenerowy kiermasz książki.

Mordercze ballady z Nagrodą im. Wisławy Szymborskiej


Festiwal zamknęła gala Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Laur za tom „Mordercze ballady” otrzymała Marta Podgórnik.
- Poezja potrafi dotrzeć do ostatnich bastionów wzruszenia, empatii, niezgody na zastany świat i towarzyszyć nam, w jednoczesnym i autentycznym zachwycie jego fragmentami. Potrafi przeciwstawić się dyktatom polityków i mody, konwencji literackich i środowisk prasowych oraz wydawniczych, potrafi przerosnąć nawet w swej sile wymowy – o paradoksie – samego jej twórcę lub twórczynię – mówiła podczas niedzielnej gali członkini kapituły Nagrody, Dorota Walczak-Delanois. I choć słowa te są fragmentem wygłoszonej przez nią laudacji, równie dobrze mogłyby stanowić podsumowanie tegorocznej edycji Festiwalu Miłosza.

Organizatorami Festiwalu Miłosza są: Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe i Fundacja Miasto Literatury.

Wsparcia finansowego udzielają British Council i Swedish Arts Council.

 informacja prasowa

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

niedziela, 24 lutego 2019

Spotkanie z Ewą Lipską we Wrocławiu /relacja/

20 lutego 2019 roku w Klubie Proza Wrocławskiego Domu Literatury, w ramach Salonu Silesiusa,  gościła wybitna krakowska poetka Ewa Lipska. Opowiadała o cenzurze, modach literackich, ważnych lekturach i o wywiadzie z ... Montaigne`m.

Ewa Lipska i prof. Andrzej Zawada, fot. Anna Maćkowska

Na początku, zapytana przez prof. Andrzeja Zawadę o początki poetyckie, Ewa Lipska opowiadała:

O debiutach, grze z cenzurą i modach literackich 

"Początki były banalne w gruncie rzeczy, bo poezja przynależy do młodości. Potem przechodzi albo ... wręcz przeciwnie. Poezja jest krótkim komunikatem, więc można było poprzez nią powiedzieć zwięźle o tym, co nas niepokoiło, wywoływało bunt. Z Nową Falą, choć do niej nie należałam, łączyły mnie przyjaźnie, metryki urodzenia, a także język aluzji, którym posługiwaliśmy się. Poza tym, pomimo trudnych czasów, byliśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że było wówczas wielu znakomitych krytyków: Jerzy Kwiatkowski, Julian Rogoziński, Zbigniew Bieńkowski, Ryszard Matuszewski, którzy wprowadzali nas, debiutantów, na scenę literacką. Było też dużo pism kulturalnych o wysokich nakładach: "Kultura", "Przegląd Kulturalny", "Życie Literackie", Problemem naszych czasów jest istnienie ciekawych często pism, które pozostają pismami niszowymi. Kiedy ja debiutowałam, nie było wprawdzie wolności, ale łatwiej było zaistnieć. Była też cenzura, którą próbowaliśmy omijać, stąd język aluzji, którym się posługiwaliśmy. Pamiętam rozmowę na Mysiej, kiedy nie mogłam wydać nowelki zatytułowanej "Żywa śmierć", której akcja rozgrywała się w szpitalu psychiatrycznym. Cenzor, z którym odbyłam rozmowę, powtarzał, że szpital wariatów to przecież Polska, czemu stanowczo zaprzeczałam.


Ewa Lipska, fot. Anna Maćkowska

Panowała wówczas moda na egzystencjalizm. Czytaliśmy Sartre`a, panią de Beauvoir i chciałam wraz ze swoimi kolegami - malarzami (studiowałam wtedy malarstwo, którego na szczęście dla sztuki polskiej nie ukończyłam) coś zrobić. Pamiętam rozmowy z prof. Adamem Marczyńskim, znakomitym malarzem, a jednocześnie wspaniałym czytelnikiem literatury. Myśmy bardzo dużo wtedy czytali, zaprzyjaźnialiśmy się z bohaterami naszych książek. Kiedy czytałam "Zaczarowaną górę" Tomasza Manna, wydawało mi się, że jestem pośród bohaterów: Settembrinim, Naphtą, Castorpem i przysłuchuję się rozmowom, które prowadzą. Myśmy czytali te książki, wchodząc w świat bohaterów, a nawet snobowaliśmy się na literaturę. Mówiło się: "Czytam teraz Prousta", mimo że ten Proust nas śmiertelnie nudził. Natomiast nasi starsi koledzy rozmawiali ze sobą cytatami z Trylogii i odpadał ten, kto, komu zabrakło cytatów. Nigdy tego nie mogłam pojąć..."


Ewa Lipska czyta swoje wiersze, fot. Anna Maćkowska


Na pytanie o ulubionych poetów Ewa Lipska odpowiedziała:

"Człowiek zbuntowany", wywiad z Montaigne`m i fascynujące sześciokątne płatki śniegu

"To się zmienia wraz z wiekiem. Co innego czytałam w młodości - fascynowała mnie poezja rosyjska: Mandelsztam, Cwietajewa, Achmatowa, a potem był Rilke, Heine, poezja brytyjska: Auden, Owen... Nie wiem jednak, czy proza nie miała na mnie większego wpływu. Szczególnie William Faulkner: "Absalomie, Absalomie", ale także literatura obszaru niemieckojęzycznego: Broch, Musil, Arnold Zweig... Zawsze ważny był dla mnie "Spór o sierżanta Griszę" czy "Młoda kobieta z roku 1914"... Dwie najważniejsze książki w moim życiu to "Człowiek zbuntowany" Alberta Camusa i "Próby" Montaigne`a. Z tym ostatnim autorem miałam nawet pewną przygodę. Otóż zaproponowano mi kiedyś pisanie wywiadów. Odmówiłam, ale zaoferowałam wydawnictwu wywiad z ... Montaigne`m.  Najpierw w telefonie zapadła głucha cisza, po czym redaktor wyraził zgodę. W przeciągu dwóch tygodni napisałam wywiad, w którym zadawałam filozofowi współczesne pytania, na które odpowiadałam cytatami z "Prób". I proszę sobie wyobrazić, że znalazłam nawet cytat o Polakach! Wydawnictwo było usatysfakcjonowane i zaproponowało mi kolejne wywiady, ale odparłam, że ostatnio rzadko spotykam się z Proustem (śmiech publiczności) i od tego czasu wprawdzie nic nie napisałam, ale doszłam do wniosku, że to ciekawa forma - rozmowa z nieboszczykami.

Od wielu lat czytam z przyjemnością książki popularnonaukowe. Szczególnie kocham eseje Johannesa Keplera o sześciokątnych płatkach śniegu ["Noworoczny podarek albo o sześciokątnych płatkach śniegu"]. Fascynuje mnie fizyka, matematyka i bardzo żałuję, że kiedyś lekceważyłam te przedmioty".

Po spotkaniu poetka podpisywała swoje książki, fot. Anna Maćkowska

Na koniec spotkania poetka przeczytała kilka wierszy z najnowszego tomu: "Miłość w trybie awaryjnym". Oto jeden z nich:

Kopalnia

Już od paru lat pracuję w kopalni imaginacji
Zjeżdżam do samego dna
w dwutlenku metafor
w pyle popiołu i siarki
ze zbutwiałymi aniołami piękna.

Brylant w oku oświetla
zmory górnolotnych wyrobisk
czarne bańki mydlane.

Zjeżdżam coraz niżej
coraz głębiej
Igranie z losem jest moim wybrańcem.
Bierzemy wkrótce ślub.

Spisała Barbara Lekarczyk-Cisek
zdjęcia: Anna Maćkowska

środa, 21 listopada 2018

"Boli tylko, gdy się śmieję". Listy i rozmowy Stanisława Lema, Ewy Lipskiej, Tomasza Lema /recenzja książki/

Korespondencja Ewy Lipskiej ze Stanisławem Lemem i jego synem Tomaszem to prawdziwa perełka epistolografii. Czyta się ją z niekłamaną przyjemnością, podziwiając wnikliwość i poczucie humoru całej trójki. 

Mój egzemplarz tomu korespondencji, jak widać "zaczytany" :-)

"Dzisiaj takich listów nie piszemy. Wysyłamy e-mailowe komunikaty, które lądują potem w elektronicznym koszu. (...) Może warto w naszym codziennym zabieganiu na chwilę się zatrzymać i popędzić co tchu w przeszłość" - radzi we wstępie Ewa Lipska. Ba, teraz to już nawet o papier listowy trudno, o czym sama się niedawno przekonałam, ale przede wszystkim poczułam nostalgię za czasami, kiedy sama często pisywałam listy albo pisywali je do mnie ludzie, z których wielu już odeszło... Mimo różnych życiowych zawirowań, część tej korespondencji udało mi się zachować i mogę dzięki temu "udać się w przeszłość", jak radzi poetka.

Jednak choć sama niezmiernie rzadko pisuję tradycyjne listy, to chętnie sięgam po korespondencję pisarzy. Bardzo lubię listy Kafki do Felicji Bauer, korespondencję Zbigniewa Herberta oraz Magdaleny i Zbigniewa Czajkowskich albo listy Stanisławy Przybyszewskiej do przyrodniej siostry Iwy Bennett - odsłaniają one bowiem intymny portret piszącego, jakiego trudno się dopatrzyć w jego "oficjalnej" twórczości. Tak było również w odniesieniu do korespondencji Ewy Lipskiej ze Stanisławem Lemem. Wyłania się z niej zupełnie inny portret poetki, którą kojarzyłam do tej pory z mrocznymi tekstami z tomu "Trzeci tom wierszy" (1972) czy "Żywa śmierć" (1979). W listach Lipska ma wspaniałe poczucie humoru, podobnie jak Lem.

Korespondencja rozwija się w okresie, gdy Stanisław Lem przebywa wraz z żoną i synem za granicą - w Wiedniu. Rozpoczyna się  w maju 1983 roku, kończy zaś w lutym 1991 roku i ten kontekst czasowy - stan wojenny i początki transformacji ustrojowej - odgrywa znaczącą rolę zarówno w życiu autorów listów, jak też jako temat ich korespondencji.

O czym piszą? Lem przeważnie o problemach ze zdrowiem, które traktuje z właściwym sobie ironicznym dystansem, a także o tym, jak im się żyje samotnie i markotno. Autor "Solaris" potrafi pisać inspirująco na każdy właściwie, nawet pozornie banalny, temat. Na przykład o gotowaniu obiadów przez żonę:

Żona moja oddaje się zuchwałym gastronomicznym eksperymentom, dającymi skutki lepsze lub gorsze, ale zawsze zaskakujące. Dziś uzyskała naleśniki, jakich by się najlepszy wytwórca egipskich pergaminów nie powstydził, ale onegdaj babka przewyższyła pulchnością pierzyny.

Piękne, prawda? :-)

Trwa stan wojenny, więc wszystkiego brakuje, ale i w tym wypadku poetka okazuje się zaradna i pomysłowa, jak większość z nas wtedy. Podczas gdy "Naród się konstytuuje, zrzesza, rewizytuje, obraduje", ona ... szyje.

Nic, tylko szyję... - pisze z sarkazmem, a mnie się to kojarzy z przedstawieniem "Niech sczezną artyści" Tadeusza Kantora, gdzie podobny tekst wygłaszał jeden z bohaterów. Mam też wiele zamówień na męskie koszule nocne. Na razie mogę je wykonywać z materiałów obiciowych, gdyż właśnie takie rzucili na rynek. Przyzna Pan jednak, że obiciowa koszula nocna to jest coś! I jakby zabezpieczając się przed cenzurą, dodaje: Nie ma to nic wspólnego z jakimkolwiek biciem i jest to też żadna aluzja polityczna (to uwagi dla dodatkowych czytelników).

Odpowiadając jej Stanisław Lem żartuje:
Koszule nocne z materiałów obiciowych dają wielkie możliwości, prócz noszenia ich, zwłaszcza w nocy, no bo chyba drapią? Ale może naród chce się hartować?

Pisarz ma inne problemy: przeprowadzkę, samotność, nudę, a przede wszystkim kłopoty ze zdrowiem: Tracę zmysły - zwierza się - wzrok i słuch, ale tu wszyscy tak ryzykownie jeżdżą, że prowadzić auto mogę spokojnie dalej.:-)
Przechodzi kolejne operacje, podczas których traci "dużo różnych wątpiów". To właśnie po jednej z nich wdaje się w rozmowę z lekarzem, który opowiada mu anegdotę o człowieku, który leżał w rowie, mając wbity w plecy ogromny nóż. Otóż został zagadnięty przez przechodnia, czy go nie boli, na co odparł: Tylko kiedy się śmieję. 
No i faktycznie zaśmiałem się - konkluduje pisarz - i zabolało jak diabli.

Życie niejednokrotnie jeszcze zaboli, ale oboje korespondenci (a później również przebywający na studiach w Stanach Zjednoczonych Tomasz) śmieją się właśnie dlatego, aby tak nie bolało.

Potem, wraz z transformacją, role się odwrócą, ale kierunek, w którym wędrują listy - nie. Ewa Lipska zostanie wicedyrektorem Instytutu Polskiego w Wiedniu, a Stanisław Lem powróci do Krakowa. Nadal będą śledzić absurdy życia społecznego i politycznego, także w Stanach (za sprawą Tomasza). Okazuje się, że tego nigdzie nie brakuje. Listy uzupełniają rozmowy Lipskiej z Lemem - równie błyskotliwe i dowcipne jak listy.

"Boli tylko, gdy się śmieję". Listy i rozmowy Stanisława Lema, Ewy Lipskiej, Tomasza Lema powinien przeczytać każdy, kto doświadczył tamtych czasów - aby je skonfrontować z własną refleksją, ale także młodsi czytelnicy - aby się przekonać, jak interesująca może być rozmowa, wymiana listów i jak jednak wiele straciliśmy porzucając tradycyjną korespondencję dla maili.

Korespondencja Ewy Lipskiej ze Stanisławem Lemem i jego synem Tomaszem to prawdziwa perełka epistolografii. Czyta się ją z niekłamaną przyjemnością, podziwiając wnikliwość i poczucie humoru całej trójki.

Boli tylko, gdy się śmieję". Listy i rozmowy Stanisława Lema, Ewy Lipskiej, Tomasza Lema ukazała się w Wydawnictwie Literackim, we wrześniu 2018 roku.






poniedziałek, 6 sierpnia 2018

LEM: URODZINY na Festiwalu Sacrum Profanum

12 września, jak co roku w Krakowie, obchodzimy urodziny Stanisława Lema. Po raz pierwszy jednak zobaczymy się w ramach jubileuszu na Festiwalu Sacrum Profanum. W programie premiera książki „Boli tylko, gdy się śmieję” oraz wyjątkowe słuchowisko – „Solaris” na żywo. 



Wieczór 12 września rozpocznie się w Muzeum Inżynierii Miejskiej od premiery książki pt. Boli tylko, gdy się śmieję. Ewa Lipska, Stanisław Lem i Tomasz Lem. Listy i rozmowy. W spotkaniu udział weźmie Ewa Lipska, a rozmawiać z nią będą jedni z najwybitniejszych polskich lemologów: Tomasz Fiałkowski i Stanisław Bereś. Na tę pozycję, przygotowaną przez Wydawnictwo Literackie, składają się niepublikowane dotychczas listy Lipskiej i Lema, zapisy ich rozmów oraz korespondencja poetki z Tomaszem Lemem. Już wcześniejsze tomy listów Stanisława Lema, jak chociażby jego korespondencja ze Sławomirem Mrożkiem czy Michaelem Kandlem, budziły ogromne zainteresowanie czytelników. Nie można mieć wątpliwości, że tegoroczna nowość będzie równie interesującą lekturą – Boli tylko, gdy się śmieję to nie tylko zapis przyjaźni, ale też wyśmienita dawka humoru, zabawy językiem i obserwacji – celnych i ostrych jak brzytwa.    

Bezpośrednio po tym spotkaniu zapraszamy na SOLARIS - słuchowisko na żywo, podczas którego usłyszymy fragmenty Solaris - najsłynniejszej powieści Stanisława Lema w interpretacji znakomitych aktorów ze specjalnie skomponowaną muzyką oraz efektami dźwiękowymi na żywo. Wśród superprodukcji Audioteki Solaris jest jedną z najbardziej przejmujących. Bezdenna samotność i tęsknota Krisa Kelvina jest tu tylko spotęgowana wyśmienitą muzyką Karola Nepelskiego. Spotkanie z żywym oceanem chyba nigdy nie było tak namacalne. Tym razem będziemy je mogli przeżyć w trakcie tego wyjątkowego parateatralnego wydarzenia.   

Organizatorami wydarzenia LEM: URODZINY są Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe, Kraków Miasto Literatury UNESCO, Audioteka oraz Wydawnictwo Literackie. 

12 września 2018, godz. 18.30 – 21.00
Lokalizacja: Muzeum Inżynierii Miejskiej
Wydarzenie bezpłatne
Wejściówki  dostępne na evenea.pl
Premiera książki „Boli tylko, gdy się śmieję. Listy i rozmowy” wydanej przez Wydawnictwo Literackie. 
Gośćmi spotkania będą Ewa Lipska, Stanisław Bereś i Tomasz Fiałkowski.
SOLARIS. Słuchowisko na żywo (fragmenty)
Reżyseria: Waldemar Raźniak
Czytają: Robert Więckiewicz, Karolina Gorczyca, Cezary Kosiński 
Muzyka Karola Nepelskiego w wykonaniu: Renata Guzik (flet piccolo, flet, flet basowy, flet kontrabasowy), Jan Szymański (puzon), Gabriela Opacka (skrzypce), Krzysztof Jaworowski (kontrabas), Piotr Madej (elektronika).   
Sound design: Kamil Sajewicz
Produkcja: Audioteka

informacja prasowa

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty