Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania ewa lipska, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania ewa lipska, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lutego 2019

Spotkanie z Ewą Lipską we Wrocławiu /relacja/

20 lutego 2019 roku w Klubie Proza Wrocławskiego Domu Literatury, w ramach Salonu Silesiusa,  gościła wybitna krakowska poetka Ewa Lipska. Opowiadała o cenzurze, modach literackich, ważnych lekturach i o wywiadzie z ... Montaigne`m.

Ewa Lipska i prof. Andrzej Zawada, fot. Anna Maćkowska

Na początku, zapytana przez prof. Andrzeja Zawadę o początki poetyckie, Ewa Lipska opowiadała:

O debiutach, grze z cenzurą i modach literackich 

"Początki były banalne w gruncie rzeczy, bo poezja przynależy do młodości. Potem przechodzi albo ... wręcz przeciwnie. Poezja jest krótkim komunikatem, więc można było poprzez nią powiedzieć zwięźle o tym, co nas niepokoiło, wywoływało bunt. Z Nową Falą, choć do niej nie należałam, łączyły mnie przyjaźnie, metryki urodzenia, a także język aluzji, którym posługiwaliśmy się. Poza tym, pomimo trudnych czasów, byliśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że było wówczas wielu znakomitych krytyków: Jerzy Kwiatkowski, Julian Rogoziński, Zbigniew Bieńkowski, Ryszard Matuszewski, którzy wprowadzali nas, debiutantów, na scenę literacką. Było też dużo pism kulturalnych o wysokich nakładach: "Kultura", "Przegląd Kulturalny", "Życie Literackie", Problemem naszych czasów jest istnienie ciekawych często pism, które pozostają pismami niszowymi. Kiedy ja debiutowałam, nie było wprawdzie wolności, ale łatwiej było zaistnieć. Była też cenzura, którą próbowaliśmy omijać, stąd język aluzji, którym się posługiwaliśmy. Pamiętam rozmowę na Mysiej, kiedy nie mogłam wydać nowelki zatytułowanej "Żywa śmierć", której akcja rozgrywała się w szpitalu psychiatrycznym. Cenzor, z którym odbyłam rozmowę, powtarzał, że szpital wariatów to przecież Polska, czemu stanowczo zaprzeczałam.


Ewa Lipska, fot. Anna Maćkowska

Panowała wówczas moda na egzystencjalizm. Czytaliśmy Sartre`a, panią de Beauvoir i chciałam wraz ze swoimi kolegami - malarzami (studiowałam wtedy malarstwo, którego na szczęście dla sztuki polskiej nie ukończyłam) coś zrobić. Pamiętam rozmowy z prof. Adamem Marczyńskim, znakomitym malarzem, a jednocześnie wspaniałym czytelnikiem literatury. Myśmy bardzo dużo wtedy czytali, zaprzyjaźnialiśmy się z bohaterami naszych książek. Kiedy czytałam "Zaczarowaną górę" Tomasza Manna, wydawało mi się, że jestem pośród bohaterów: Settembrinim, Naphtą, Castorpem i przysłuchuję się rozmowom, które prowadzą. Myśmy czytali te książki, wchodząc w świat bohaterów, a nawet snobowaliśmy się na literaturę. Mówiło się: "Czytam teraz Prousta", mimo że ten Proust nas śmiertelnie nudził. Natomiast nasi starsi koledzy rozmawiali ze sobą cytatami z Trylogii i odpadał ten, kto, komu zabrakło cytatów. Nigdy tego nie mogłam pojąć..."


Ewa Lipska czyta swoje wiersze, fot. Anna Maćkowska


Na pytanie o ulubionych poetów Ewa Lipska odpowiedziała:

"Człowiek zbuntowany", wywiad z Montaigne`m i fascynujące sześciokątne płatki śniegu

"To się zmienia wraz z wiekiem. Co innego czytałam w młodości - fascynowała mnie poezja rosyjska: Mandelsztam, Cwietajewa, Achmatowa, a potem był Rilke, Heine, poezja brytyjska: Auden, Owen... Nie wiem jednak, czy proza nie miała na mnie większego wpływu. Szczególnie William Faulkner: "Absalomie, Absalomie", ale także literatura obszaru niemieckojęzycznego: Broch, Musil, Arnold Zweig... Zawsze ważny był dla mnie "Spór o sierżanta Griszę" czy "Młoda kobieta z roku 1914"... Dwie najważniejsze książki w moim życiu to "Człowiek zbuntowany" Alberta Camusa i "Próby" Montaigne`a. Z tym ostatnim autorem miałam nawet pewną przygodę. Otóż zaproponowano mi kiedyś pisanie wywiadów. Odmówiłam, ale zaoferowałam wydawnictwu wywiad z ... Montaigne`m.  Najpierw w telefonie zapadła głucha cisza, po czym redaktor wyraził zgodę. W przeciągu dwóch tygodni napisałam wywiad, w którym zadawałam filozofowi współczesne pytania, na które odpowiadałam cytatami z "Prób". I proszę sobie wyobrazić, że znalazłam nawet cytat o Polakach! Wydawnictwo było usatysfakcjonowane i zaproponowało mi kolejne wywiady, ale odparłam, że ostatnio rzadko spotykam się z Proustem (śmiech publiczności) i od tego czasu wprawdzie nic nie napisałam, ale doszłam do wniosku, że to ciekawa forma - rozmowa z nieboszczykami.

Od wielu lat czytam z przyjemnością książki popularnonaukowe. Szczególnie kocham eseje Johannesa Keplera o sześciokątnych płatkach śniegu ["Noworoczny podarek albo o sześciokątnych płatkach śniegu"]. Fascynuje mnie fizyka, matematyka i bardzo żałuję, że kiedyś lekceważyłam te przedmioty".

Po spotkaniu poetka podpisywała swoje książki, fot. Anna Maćkowska

Na koniec spotkania poetka przeczytała kilka wierszy z najnowszego tomu: "Miłość w trybie awaryjnym". Oto jeden z nich:

Kopalnia

Już od paru lat pracuję w kopalni imaginacji
Zjeżdżam do samego dna
w dwutlenku metafor
w pyle popiołu i siarki
ze zbutwiałymi aniołami piękna.

Brylant w oku oświetla
zmory górnolotnych wyrobisk
czarne bańki mydlane.

Zjeżdżam coraz niżej
coraz głębiej
Igranie z losem jest moim wybrańcem.
Bierzemy wkrótce ślub.

Spisała Barbara Lekarczyk-Cisek
zdjęcia: Anna Maćkowska

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

LEM: URODZINY na Festiwalu Sacrum Profanum

12 września, jak co roku w Krakowie, obchodzimy urodziny Stanisława Lema. Po raz pierwszy jednak zobaczymy się w ramach jubileuszu na Festiwalu Sacrum Profanum. W programie premiera książki „Boli tylko, gdy się śmieję” oraz wyjątkowe słuchowisko – „Solaris” na żywo. 



Wieczór 12 września rozpocznie się w Muzeum Inżynierii Miejskiej od premiery książki pt. Boli tylko, gdy się śmieję. Ewa Lipska, Stanisław Lem i Tomasz Lem. Listy i rozmowy. W spotkaniu udział weźmie Ewa Lipska, a rozmawiać z nią będą jedni z najwybitniejszych polskich lemologów: Tomasz Fiałkowski i Stanisław Bereś. Na tę pozycję, przygotowaną przez Wydawnictwo Literackie, składają się niepublikowane dotychczas listy Lipskiej i Lema, zapisy ich rozmów oraz korespondencja poetki z Tomaszem Lemem. Już wcześniejsze tomy listów Stanisława Lema, jak chociażby jego korespondencja ze Sławomirem Mrożkiem czy Michaelem Kandlem, budziły ogromne zainteresowanie czytelników. Nie można mieć wątpliwości, że tegoroczna nowość będzie równie interesującą lekturą – Boli tylko, gdy się śmieję to nie tylko zapis przyjaźni, ale też wyśmienita dawka humoru, zabawy językiem i obserwacji – celnych i ostrych jak brzytwa.    

Bezpośrednio po tym spotkaniu zapraszamy na SOLARIS - słuchowisko na żywo, podczas którego usłyszymy fragmenty Solaris - najsłynniejszej powieści Stanisława Lema w interpretacji znakomitych aktorów ze specjalnie skomponowaną muzyką oraz efektami dźwiękowymi na żywo. Wśród superprodukcji Audioteki Solaris jest jedną z najbardziej przejmujących. Bezdenna samotność i tęsknota Krisa Kelvina jest tu tylko spotęgowana wyśmienitą muzyką Karola Nepelskiego. Spotkanie z żywym oceanem chyba nigdy nie było tak namacalne. Tym razem będziemy je mogli przeżyć w trakcie tego wyjątkowego parateatralnego wydarzenia.   

Organizatorami wydarzenia LEM: URODZINY są Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe, Kraków Miasto Literatury UNESCO, Audioteka oraz Wydawnictwo Literackie. 

12 września 2018, godz. 18.30 – 21.00
Lokalizacja: Muzeum Inżynierii Miejskiej
Wydarzenie bezpłatne
Wejściówki  dostępne na evenea.pl
Premiera książki „Boli tylko, gdy się śmieję. Listy i rozmowy” wydanej przez Wydawnictwo Literackie. 
Gośćmi spotkania będą Ewa Lipska, Stanisław Bereś i Tomasz Fiałkowski.
SOLARIS. Słuchowisko na żywo (fragmenty)
Reżyseria: Waldemar Raźniak
Czytają: Robert Więckiewicz, Karolina Gorczyca, Cezary Kosiński 
Muzyka Karola Nepelskiego w wykonaniu: Renata Guzik (flet piccolo, flet, flet basowy, flet kontrabasowy), Jan Szymański (puzon), Gabriela Opacka (skrzypce), Krzysztof Jaworowski (kontrabas), Piotr Madej (elektronika).   
Sound design: Kamil Sajewicz
Produkcja: Audioteka

informacja prasowa

środa, 21 listopada 2018

"Boli tylko, gdy się śmieję". Listy i rozmowy Stanisława Lema, Ewy Lipskiej, Tomasza Lema /recenzja książki/

Korespondencja Ewy Lipskiej ze Stanisławem Lemem i jego synem Tomaszem to prawdziwa perełka epistolografii. Czyta się ją z niekłamaną przyjemnością, podziwiając wnikliwość i poczucie humoru całej trójki. 

Mój egzemplarz tomu korespondencji, jak widać "zaczytany" :-)

"Dzisiaj takich listów nie piszemy. Wysyłamy e-mailowe komunikaty, które lądują potem w elektronicznym koszu. (...) Może warto w naszym codziennym zabieganiu na chwilę się zatrzymać i popędzić co tchu w przeszłość" - radzi we wstępie Ewa Lipska. Ba, teraz to już nawet o papier listowy trudno, o czym sama się niedawno przekonałam, ale przede wszystkim poczułam nostalgię za czasami, kiedy sama często pisywałam listy albo pisywali je do mnie ludzie, z których wielu już odeszło... Mimo różnych życiowych zawirowań, część tej korespondencji udało mi się zachować i mogę dzięki temu "udać się w przeszłość", jak radzi poetka.

Jednak choć sama niezmiernie rzadko pisuję tradycyjne listy, to chętnie sięgam po korespondencję pisarzy. Bardzo lubię listy Kafki do Felicji Bauer, korespondencję Zbigniewa Herberta oraz Magdaleny i Zbigniewa Czajkowskich albo listy Stanisławy Przybyszewskiej do przyrodniej siostry Iwy Bennett - odsłaniają one bowiem intymny portret piszącego, jakiego trudno się dopatrzyć w jego "oficjalnej" twórczości. Tak było również w odniesieniu do korespondencji Ewy Lipskiej ze Stanisławem Lemem. Wyłania się z niej zupełnie inny portret poetki, którą kojarzyłam do tej pory z mrocznymi tekstami z tomu "Trzeci tom wierszy" (1972) czy "Żywa śmierć" (1979). W listach Lipska ma wspaniałe poczucie humoru, podobnie jak Lem.

Korespondencja rozwija się w okresie, gdy Stanisław Lem przebywa wraz z żoną i synem za granicą - w Wiedniu. Rozpoczyna się  w maju 1983 roku, kończy zaś w lutym 1991 roku i ten kontekst czasowy - stan wojenny i początki transformacji ustrojowej - odgrywa znaczącą rolę zarówno w życiu autorów listów, jak też jako temat ich korespondencji.

O czym piszą? Lem przeważnie o problemach ze zdrowiem, które traktuje z właściwym sobie ironicznym dystansem, a także o tym, jak im się żyje samotnie i markotno. Autor "Solaris" potrafi pisać inspirująco na każdy właściwie, nawet pozornie banalny, temat. Na przykład o gotowaniu obiadów przez żonę:

Żona moja oddaje się zuchwałym gastronomicznym eksperymentom, dającymi skutki lepsze lub gorsze, ale zawsze zaskakujące. Dziś uzyskała naleśniki, jakich by się najlepszy wytwórca egipskich pergaminów nie powstydził, ale onegdaj babka przewyższyła pulchnością pierzyny.

Piękne, prawda? :-)

Trwa stan wojenny, więc wszystkiego brakuje, ale i w tym wypadku poetka okazuje się zaradna i pomysłowa, jak większość z nas wtedy. Podczas gdy "Naród się konstytuuje, zrzesza, rewizytuje, obraduje", ona ... szyje.

Nic, tylko szyję... - pisze z sarkazmem, a mnie się to kojarzy z przedstawieniem "Niech sczezną artyści" Tadeusza Kantora, gdzie podobny tekst wygłaszał jeden z bohaterów. Mam też wiele zamówień na męskie koszule nocne. Na razie mogę je wykonywać z materiałów obiciowych, gdyż właśnie takie rzucili na rynek. Przyzna Pan jednak, że obiciowa koszula nocna to jest coś! I jakby zabezpieczając się przed cenzurą, dodaje: Nie ma to nic wspólnego z jakimkolwiek biciem i jest to też żadna aluzja polityczna (to uwagi dla dodatkowych czytelników).

Odpowiadając jej Stanisław Lem żartuje:
Koszule nocne z materiałów obiciowych dają wielkie możliwości, prócz noszenia ich, zwłaszcza w nocy, no bo chyba drapią? Ale może naród chce się hartować?

Pisarz ma inne problemy: przeprowadzkę, samotność, nudę, a przede wszystkim kłopoty ze zdrowiem: Tracę zmysły - zwierza się - wzrok i słuch, ale tu wszyscy tak ryzykownie jeżdżą, że prowadzić auto mogę spokojnie dalej.:-)
Przechodzi kolejne operacje, podczas których traci "dużo różnych wątpiów". To właśnie po jednej z nich wdaje się w rozmowę z lekarzem, który opowiada mu anegdotę o człowieku, który leżał w rowie, mając wbity w plecy ogromny nóż. Otóż został zagadnięty przez przechodnia, czy go nie boli, na co odparł: Tylko kiedy się śmieję. 
No i faktycznie zaśmiałem się - konkluduje pisarz - i zabolało jak diabli.

Życie niejednokrotnie jeszcze zaboli, ale oboje korespondenci (a później również przebywający na studiach w Stanach Zjednoczonych Tomasz) śmieją się właśnie dlatego, aby tak nie bolało.

Potem, wraz z transformacją, role się odwrócą, ale kierunek, w którym wędrują listy - nie. Ewa Lipska zostanie wicedyrektorem Instytutu Polskiego w Wiedniu, a Stanisław Lem powróci do Krakowa. Nadal będą śledzić absurdy życia społecznego i politycznego, także w Stanach (za sprawą Tomasza). Okazuje się, że tego nigdzie nie brakuje. Listy uzupełniają rozmowy Lipskiej z Lemem - równie błyskotliwe i dowcipne jak listy.

"Boli tylko, gdy się śmieję". Listy i rozmowy Stanisława Lema, Ewy Lipskiej, Tomasza Lema powinien przeczytać każdy, kto doświadczył tamtych czasów - aby je skonfrontować z własną refleksją, ale także młodsi czytelnicy - aby się przekonać, jak interesująca może być rozmowa, wymiana listów i jak jednak wiele straciliśmy porzucając tradycyjną korespondencję dla maili.

Korespondencja Ewy Lipskiej ze Stanisławem Lemem i jego synem Tomaszem to prawdziwa perełka epistolografii. Czyta się ją z niekłamaną przyjemnością, podziwiając wnikliwość i poczucie humoru całej trójki.

Boli tylko, gdy się śmieję". Listy i rozmowy Stanisława Lema, Ewy Lipskiej, Tomasza Lema ukazała się w Wydawnictwie Literackim, we wrześniu 2018 roku.






sobota, 30 maja 2020

9. edycja Festiwalu Miłosza pod hasłem "Nowy stan skupienia" startuje już 4 czerwca!

9. edycja jednego z najważniejszych wydarzeń poetyckich w Polsce przenosi się do sieci – rusza już 4 czerwca. Festiwal otworzy poetycko-muzyczny wielogłos z udziałem m.in. Ewy Lipskiej, Ryszarda Krynickiego i Adama Zagajewskiego. 




Nowy stan skupienia” – pod takim hasłem odbędzie się tegoroczna edycja Festiwalu Miłosza. I choć Kraków jak co roku będzie centrum poetyckiego wrzenia, tym razem festiwalową geografię należy potraktować bardzo umownie. Przeniesiony w całości do sfery online Festiwal Miłosza dotrze wszędzie tam, gdzie okna przeglądarek internetowych otworzą się na poezję. Głównym miejscem spotkań z autorami i autorkami ważnymi dla poezji polskiej i zagranicznej będzie festiwalowy fanpage na Facebooku. Od 4 czerwca, czyli od dnia, w którym planowane było otwarcie tegorocznej edycji wydarzenia w tradycyjnej formie w gościnnym Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej, miłośnicy i miłośniczki poezji będą mogli korzystać w sieci z bogatego festiwalowego programu. Jego pierwszym punktem, którego nie można przeoczyć, jest poetycko-muzyczne spotkanie „Republica Poetica” z udziałem polskich poetów i poetek. W programie trwającego do jesieni wydarzenia znajdą się także premiery pięciu tomów poetyckich, warsztaty uważnego pisania z Barbarą Klicką, Mikołajem Grynbergiem i Tomaszem Cieślakiem-Sokołowskim, cykl podcastów, Konkurs Młodej Poezji dla poetek i poetów przed debiutem oraz wydarzenia pod patronatem pasma OFF. Podczas tej niecodziennej edycji festiwalu próba uchwycenia stanu poezji „tu i teraz” spotka się z badawczym spojrzeniem w przeszłość za sprawą prezentacji archiwalnych materiałów filmowych poświęconych polskim twórcom literackim.


Nowy stan skupienia



Epidemia koronawirusa wymusiła zmianę w relacjach zawodowych, sposobie spędzania czasu, komunikowania się, a także tworzenia i korzystania z dóbr kultury. Nowy stan skupienia oznacza wielowątkową zmianę: przeniesiemy program Festiwalu Miłosza do ogólnodostępnych przestrzeni internetu, skierujemy uwagę na literaturę, zgromadzimy się w rozgałęzieniach światłowodów, a nade wszystko zadbamy o stan skupienia na słowie, detalu, znaczeniu, emocjach – wyjaśniają koncepcję tegorocznej edycji organizatorzy: Olga Brzezińska, dyrektor programowa wydarzenia, Krzysztof Siwczyk, jego dyrektor artystyczny i Izabela Helbin, dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego. Ta dziwna sytuacja życia w „międzyczasie”, w zawieszeniu i niepewności dnia jutrzejszego, wyostrza naszą uwagę na to, co – mamy taką nadzieję – chwilowo utracone. Poezja od wielu lat korzysta z nowych form komunikacji. Nie jest językiem ze spiżu. Reaguje w swojej nieskończonej różnorodności, na najdrobniejsze poruszenia w wielkim słowniku, z którego czerpiemy, opisując świat. Czasami przyczynia się do poważnych zmian w tym słowniku, przywracając słowom ich podstawowe znaczenia. Zysk płynący z doświadczenia pandemii polega na wyostrzonej uwadze, z jaką traktujemy otaczającą nas rzeczywistość – piszą organizatorzy w liście skierowanym do odbiorców festiwalu. Wreszcie poezja to język nadziei żywo reagujący na społeczne i kulturowe procesy, szukający słów na nazwanie tego, co jeszcze przed nami. Kilkumiesięczną przygodę z poezją otworzy wyjątkowe spotkanie, którego tytuł nie powinien nikogo zwieść.



Republica Poetica: Piosenka o końcu świata




Jeśli nadejdzie koniec świata, wydarzy się on niepostrzeżenie: wszystko pozostanie na swoim miejscu, życie będzie toczyć się zwyczajnym rytmem, jak zawsze. Innego końca świata nie będzie – pisze Czesław Miłosz w wierszu pochodzącym z wydanego w 1945 roku tomu Ocalenie. A może koniec świata dzieje się teraz na naszych oczach? 4 czerwca o godzinie 19.00 podczas otwarcia 9. edycji Festiwalu Miłosza w wieczorze poetycko-muzycznym inspirowanym Piosenką o końcu świata wezmą udział uznani polscy poeci i poetki. Nowego stanu skupienia lirycznej materii poszukają wspólnie Miłosz Biedrzycki, Wojciech Bonowicz, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Ryszard Krynicki, Joanna Oparek, Krzysztof Siwczyk i Adam Zagajewski. Spotkanie poprowadzi Marta Eloy Cichocka, a za oprawę muzyczną będzie odpowiadać kontrabasista Marcin Oleś. Zwrotki tej „piosenki” zbudują wiersze festiwalowych gości czytane w języku polskim, angielskim, francuskim i hiszpańskim. Wydarzenie będzie transmitowane na facebookowym profilu Festiwalu Miłosza oraz w serwisie YouTube na kanale Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej.



Stałe punkty festiwalowej materii



Jak co roku na festiwalu nie zabraknie premier tomików poetyckich. Wspólnie z Wydawnictwem a5, Instytutem Mikołowskim im. Rafała Wojaczka, Korporacją Ha!art, Wydawnictwem Pogranicze i Wydawnictwem Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji w Poznaniu organizatorzy przygotowali pięć wyjątkowych premier poetyckich. Cztery tomy poezji ujrzą światło dzienne 4 czerwca, w dzień rozpoczęcia się 9. edycji wydarzenia, a do ich lektury zaproszą na festiwalowym profilu na Facebooku ich autorzy i tłumacze. Podczas tegorocznej odsłony festiwalu nie zabraknie też akcentów offowych. Pod patronatem eksperymentalnego pasma OFF odbędą się streamingi slamów poetyckich organizowanych wspólnie przez magazyn „KONTENT” i Krakowską Szkołę Poezji. Już wkrótce zostaną ogłoszone kolejne festiwalowe wydarzenia, m.in. V Konkurs Młodej Poezji dla poetek i poetów przed debiutem oraz nabór na warsztaty uważnego pisania.

informacja prasowa

poniedziałek, 27 maja 2019

Poznaj program Festiwalu Miłosza 2019 i zaplanuj czerwiec z poezją!

Ponad 50 spotkań pasma głównego, pasma OFF i wydarzeń towarzyszących, 4 koncerty i niemal 100 gości – tak w liczbach przedstawia się tegoroczna edycja krakowskiego święta poezji. W dniach 6-9 czerwca pod hasłem „Zdobycie władzy” odbędzie się Festiwal Miłosza, największe wydarzenie poświęcone współczesnej poezji w tej części Europy. Ale nie o liczby tu chodzi – w Krakowie rządzić będzie słowo!



„Zdobycie władzy", pierwsza powieść Czesława Miłosza, nie opowiada przecież tylko o instalowaniu się w Polsce stalinizmu i nie jest tylko powieścią z personalnym kluczem” – wyjaśnia motyw przewodni 8. edycji wydarzenia Krzysztof Siwczyk, Dyrektor Artystyczny festiwalu. Nade wszystko mówi o zdobywaniu władzy na poziomie wyobraźni, o zawłaszczeniu duchowych aspiracji człowieka przez określony, uwłaczający tym aspiracjom model narracji o świecie.
Organizatorzy zapraszają do lirycznego oporu – wspólnie będziemy demaskować język opisu rzeczywistości i za pośrednictwem poezji szukać tego, co tkwi pod jego powierzchnią.

Festiwal Miłosza rozpoetyzuje miasto. Najsilniejsze liryczne promieniowanie odczuwalne będzie w centrum festiwalowym, którego rolę pełnić będzie Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej. To tam odbędzie się większość festiwalowych spotkań autorskich z najciekawszymi poetami naszych czasów. Simon Armitage (Wielka Brytania), Svetlana Cârstean (Rumunia), Kholoud Charaf (Syria), Saleh Diab (Syria), Ferida Duraković (Bośnia i Hercegowina), Elena Fanailova (Rosja), Athena Farrokhzad (Szwecja), Denise Riley (Wielka Brytania) i Tomas Venclova (Litwa) – Kraków przez cztery czerwcowe dni będzie ośrodkiem tego, co we współczesnej poezji intrygujące i nowe. Do poetyckiego wielogłosu dołączy reprezentacja polskiej sceny poetyckiej. Zaproszenie na festiwal przyjęli m.in. Krystyna Dąbrowska, Piotr Florczyk, Magdalena Kicińska, Ewa Lipska, Maciej Melecki, Antoni Pawlak, Uta Przyboś, Alicja Rosé i Tomasz Różycki.

W murach Narodowego Starego Teatru odbędą się też dwie festiwalowe debaty: „Władza poezji, władza nad poezją” z udziałem Anny Kałuży, Magdaleny Piotrowskiej-Grot, Pawła Próchniaka i Piotra Śliwińskiego, którzy dyskutować będą o fenomenie silnych, dominujących w polskiej tradycji poetyckiej idiomów, które walczyły z sobą przez lata o władzę nad naszymi czytelniczymi gustami (7.06), oraz debata translatorska, w której Paulina Małochleb porozmawia z Magdą Heydel, Isabelle Macor i Jerzym Jarniewiczem o tłumaczeniu jako mediacji między różnymi literaturami i obcymi sobie kodami kulturowymi (8.06). Przekładowi zostaną poświęcone także warsztaty z języków angielskiego, francuskiego i rosyjskiego prowadzone przez znakomitych polskich tłumaczy: Jerzego Jarniewicza, Agatę Kozak i Leszka Szarugę (6 i 7.06).

Poetyckie promieniowanie w okolicach Placu Szczepańskiego wzmocnią inne festiwalowe lokalizacje.

W pierwszy dzień wydarzenia, 6 czerwca w Sali Miedzianej Pałacu Krzysztofory wysłuchamy Miłosz Lecture – mistrzowskiego wykładu pt. „Rozpacz i łaska”, który wygłosi Tomas Venclova, najwybitniejszy dziś żyjący poeta z Litwy, wymieniany jednym tchem z Josifem Brodskim i Czesławem Miłoszem. Tuż po wykładzie odbędzie się debata zatytułowana „Vita Activa’19” z udziałem Tadeusza Sławka, Karoliny Wigury i Krzysztofa Czyżewskiego, którzy będą poszukiwać odpowiedzi na pytanie, jak „przejąć władzę” na rzecz dobra w czasach konsumpcyjnego hedonizmu, postprawdy i polityki zdegradowanej do walki o dominację.



W samym sercu festiwalowych wydarzeń znajdzie się główna księgarnia festiwalowa, działająca pod szyldem Księgarni Młodej. Na poziomie -1 w przestrzeni MICET Starego Teatru będzie można zakupić między innymi premierowe książki poetyckie gości festiwalowych w przekładzie na język polski, wydane specjalnie z okazji festiwalu. Obok tomów poetyckich Simona Armitage’a (tłum. Jacek Gutorow i Jerzy Jarniewicz), Saleha Diaba (tłum. Agata Kozak), Feridy Duraković (tłum. Magdalena Koch), Eleny Fanailovej (tłum. Leszek Szaruga) i Denise Riley (tłum. Jerzy Jarniewicz) w trakcie festiwalu swoją premierę będzie mieć wybór wierszy Hansa Magnusa Enzensbergera pt. Spotkanie innego rodzaju. Autorem tego wyboru i przekładu jest Ryszard Krynicki, który w rozmowie z Justyną Sobolewską opowie o pracy nad tomem niemieckiego poety (6.06).

W paśmie głównym tegorocznego Festiwalu Miłosza czekają nas dwa wyjątkowe koncerty. 7 czerwca w Narodowym Starym Teatrze wystąpi jazzowe trio Michała Górczyńskiego, które wykona materiał z poświęconej twórczości Williama Blake’a płyty William’s Things. W sobotni wieczór festiwalu, 8 czerwca, w murach Barbakanu zagra Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego w towarzystwie jednego z najbardziej uznanych saksofonistów awangardowego jazzu, Mikołaja Trzaski. Bilety na oba wydarzenia można kupić na stronie eventim.pl, w punktach InfoKraków i wybranych sklepach muzycznych. Muzyka będzie również obecna w trakcie wyjątkowego wieczoru z udziałem wszystkich poetek i poetów zaproszonych na festiwal. Wielojęzycznej poetyckiej nocy prowadzonej przez Olgę Brzezińską i Michała Nogasia towarzyszyć będzie Hubert Zemler, znakomity warszawski perkusista. Na to wydarzenie zapraszamy wspólnie z Festiwalem Unsound (6.06).

Nie są to jedyne wydarzenia muzyczne zapowiadane przez organizatorów: kolejne dwa koncerty odbędą się w ramach pasma OFF. W tym stałym punkcie programu krakowskiego festiwalu liczy się zwłaszcza głos młodego pokolenia poetek i poetów, a także eksperymentalne podejście do poetyckiej formy. Perfomanse Jakuba Kornhausera i Jurija Zawadskiego, a także prezentacja twórczości Atheny Farrokhzad (Szewcja), Tatev Chakhian (Armenia) i Koraly Dimitriadis (Australia) spotkają się z odważnymi wypowiedziami koncertowymi. W Klubie Alchemia w sobotni wieczór będzie głośno za sprawą punkowo-lirycznej SIKSY, która do dźwięków dudniącego basu wykrzyczy, nie uznając słownych kompromisów, co ją złości w otaczającej rzeczywistości. Zaraz po niej wystąpi duet Landschaft: Grigory Semenchuk (Ukraina) i Ulrike Almut Sandig (Niemcy) zaproponują słuchaczom międzygatunkowy miks: połączenie własnej twórczości poetyckiej z muzyką hiphopową, elektropunkiem i popem. Kolejny ukraiński wątek pasma OFF na Festiwalu Miłosza pojawi się 8 czerwca w sobotę w De Revolutionibus Books&Cafe: w dyskusji o kondycji poezji naszych wschodnich sąsiadów udział wezmą Jurij Zawadski, Grigory Semenchuk i Aneta Kamińska. To nie wszystko, co OFF przygotował na Festiwalu Miłosza: pasmo zaprasza także na konkursy slamu poetyckiego i premierę nowego numeru magazynu literackiego KONTENT.

Jak co roku na zakończenie Festiwalu Miłosza poznamy laureata lub laureatkę Nagrody im. Wisławy Szymborskiej przyznawanej za tom poetycki wydany w 2018 roku. Finałowa gala siódmej edycji konkursu odbędzie się w niedzielę 9 czerwca w Centrum Kongresowym ICE Kraków. W przeddzień wręczenia nagrody spotkamy się z nominowanymi twórczyniami i twórcami: Kamilą Janiak, Piotrem Janickim, Marzanną Bogumiłą Kielar, Robertem Królem i Martą Podgórnik. Głównym organizatorem wydarzenia jest Fundacja Wisławy Szymborskiej.

Pełen program wydarzenia znajdziecie TUTAJ.

Festiwal Miłosza to organizowane od 2009 roku największe wydarzenie poetyckie w Polsce i w Europie Środkowej. Festiwal zrodził się z organizowanych w 1997 i 2000 roku pod patronatem Wisławy Szymborskiej i Czesława Miłosza Krakowskich Spotkań Poetów Wschodu i Zachodu. Festiwal Miłosza organizowany jest przez Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe i Fundację Miasto Literatury.

Organizatorami Festiwalu Miłosza są: Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe i Fundacja Miasto Literatury.

informacja prasowa

piątek, 14 czerwca 2019

Festiwal Miłosza już za nami. Jak wyglądała jego ósma edycja?

Czy poezja powinna mówić o aktualnych wydarzeniach? Na czym polega odkrywanie własnego języka? Co sprawia, że jednych twórców wpisujemy do kanonu, a o innych zapominamy? O tym wszystkim rozmawiali poeci i poetki podczas czterech festiwalowych dni.


Ferida Durakovic fot. Monika Stolarska dla KBF

Zdobycie władzy” – takie hasło, zaczerpnięte z tytułu wydanej w 1953 roku powieści Czesława Miłosza, było motywem przewodnim tegorocznej edycji festiwalu. I choć można by się spodziewać, że skłoni ono gości do składania światopoglądowych deklaracji i ostrego komentowania bieżących wydarzeń, festiwalowe rozmowy zręcznie unikały publicystyki.

Zrozumieć współczesność

Zaproszeni twórcy jakby zgadzali się ze słowami Ewy Lipskiej, która podczas spotkania z festiwalową publicznością mówiła, iż w wierszach wystrzega się mówienia o polityce.
Takie utwory są jak ulotki, które może rozpalają emocje, ale zaraz potem błyskawicznie znikają, przestają istnieć – tłumaczyła.

Nie znaczy to, że poeci i poetki zamykali oczy na trudne tematy i zmiany, zachodzące we współczesnym świecie. Wręcz przeciwnie. O tym jak ułożyć siebie na nowo, gdy własny język i ojczyzna rozpadają się na kawałki, mówiła Bośniaczka, Ferida Duraković, o budowaniu intelektualnych pomostów między Zachodem, a Wschodem opowiadała zaś Rosjanka, Elena Fanailova, a o kondycji współczesnej Europy Polka, Alicja Rosé.
Kiedy wyruszałam w podróż po kontynencie, wielu znajomych zarzucało mi eskapizm. Mówili, że uciekam, podczas gdy w kraju wydarza się tyle ważnych rzeczy. A ja chciałam wyjechać, żeby zrozumieć, co dzieje się z Polską i Europą, a potem opowiedzieć o tym swoim głosem – tłumaczyła.

Antologia poetek jidysz, fot.Monika Stolarska dla KBF

Oswajanie języka


Zdobycie władzy przez festiwalowych gości rozumiane było jednak głównie jako przejęcie kontroli nad językiem. I tym obcym – o czym opowiadali tłumacze podczas debaty translatorskiej, i ojczystym. Tę ostatnią umiejętność do perfekcji opanował każdy z poetek i każda z poetek, jednak niektórzy postawili przed sobą szczególnie trudne zadanie. Tak jak Ewa Lipska – zaprzągająca w służbę poezji słowniki technologiczne czy Simon Armitage, garściami czerpiący z potocyzmów i języka codzienności.
W latach 80., kiedy zaczynałem tworzyć, widziałem jak codzienny język jest wykorzystywany na potrzeby reklam i polityki, chciałem więc sprawdzić, czy uda się wykorzystać go w poezji – mówił Armitage. – Szukałem języka, który będzie skierowany na zewnątrz, zrozumiały również dla tych, którzy na co dzień nie zajmują się literaturą, nie wymagający skomplikowanych wyjaśnień.

Bywało, że festiwalowi goście zdobywali też władzę nad pamięcią, przywołując postacie i nazwiska zapomnianych twórczyń. Tak było w przypadku dyskusji dedykowanej Annie Świrszczyńskiej – poetce, która mimo że kiedyś wymieniana jednym tchem z największymi, dziś pozostaje poza głównym obiegiem. Z mroków zapomnienia wydobyto też poetki jidysz, których twórczość wybrzmiała podczas lektury antologii „Moja dzika koza”.


Nie tylko dyskusje


Tomas Venclova fot.Monika Stolarska dla KBF
Choć spotkania z poetkami i poetkami były głównym punktem Festiwalu Miłosza, nie były jego punktem jedynym. Podczas czterech festiwalowych dni wysłuchaliśmy wykładu mistrzowskiego Tomasza Venclovy pt. „Rozpacz i łaska” Najwybitniejszy dziś żyjący poeta z Litwy objaśniał, co stanowi klucz do zrozumienia twórczości Miłosza.
Jego dzieła są przepojone wiedzą o człowieku, pozbawione egzaltacji, czasem zdają się być krzykiem szalonej rozpaczy okiełznanej przez rozum. To właśnie poezja jest od tego, aby człowiek mógł poradzić sobie z rozpaczą. 

Wykład uzupełniała debata „Vita Activa’19”. Tadeusz Sławek i Karolina Wigura w ponad godzinnej rozmowie z Krzysztofem Czyżewskim wspólnie zastanawiali się nad kondycją społeczeństwa w upolitycznionym świecie, stawiając tezę, iż dominujący w XX wieku lęk przed powrotem totalitaryzmów, został zastąpiony strachem przed przyszłością, przed nieznanym które ma nadejść.

W programie znalazło się też pasmo Off Miłosz, dedykowane awangardowym nurtom liryki, koncerty, wydarzenia dla dzieci i plenerowy kiermasz książki.

Mordercze ballady z Nagrodą im. Wisławy Szymborskiej


Festiwal zamknęła gala Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Laur za tom „Mordercze ballady” otrzymała Marta Podgórnik.
- Poezja potrafi dotrzeć do ostatnich bastionów wzruszenia, empatii, niezgody na zastany świat i towarzyszyć nam, w jednoczesnym i autentycznym zachwycie jego fragmentami. Potrafi przeciwstawić się dyktatom polityków i mody, konwencji literackich i środowisk prasowych oraz wydawniczych, potrafi przerosnąć nawet w swej sile wymowy – o paradoksie – samego jej twórcę lub twórczynię – mówiła podczas niedzielnej gali członkini kapituły Nagrody, Dorota Walczak-Delanois. I choć słowa te są fragmentem wygłoszonej przez nią laudacji, równie dobrze mogłyby stanowić podsumowanie tegorocznej edycji Festiwalu Miłosza.

Organizatorami Festiwalu Miłosza są: Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe i Fundacja Miasto Literatury.

Wsparcia finansowego udzielają British Council i Swedish Arts Council.

 informacja prasowa

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

poniedziałek, 19 lutego 2024

Kawa z Bachem w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź koncertu/

25 lutego o 18.00 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert "Kawa z Bachem". Wrocław Baroque Ensemble poprowadzi maestro Andrzej Kosendiak. Wydarzenie poprzedzi wykład o kawie: "Symfonia smaku", który wygłosi trener baristów Karol Przesmycki. 

Wrocław Baroque Ensemble / fot. Łukasz Rajchert

Czas, w którym rozkwitał geniusz Johanna Sebastiana Bacha, był w historii Europy tym samym okresem, w którym rozpoczęło się jej trwające do dzisiaj uzależnienie od kawy. Jeszcze przed narodzinami kompozytora kawiarnie działały już w Paryżu i Wiedniu. Kiedy Bach przybył do Lipska, obejmując w 1723 roku stanowisko kantora kościoła św. Tomasza, pierwsze lokale, w których serwowano małą czarną, działały też już i tam. Właściciel jednego z nich – Café Zimmermann – wykazał się znakomitym zmysłem zarówno jeśli chodzi o serwowane napoje, jak i muzykę, bo do swojego lokalu zapraszał na występy Collegium Musicum – zespół, który przez niemal dekadę prowadzony był przez samego Bacha.

Repertuarowym potrzebom tych występów zawdzięczamy powstanie wielu spośród skomponowanych przez niego koncertów klawesynowych. Zdecydowana większość tych utworów nie była kompozycjami oryginalnymi, a transkrypcjami wcześniejszych dzieł przeznaczonych na inne instrumenty. Jeśli chodzi o Koncert d-moll na 3 klawesyny BWV 1063 nie ma konsensusu odnośnie oryginalnej obsady dzieła, być może był to wcześniej koncert na troje skrzypiec. Był to jednak utwór samego Bacha – jeśli chodzi natomiast o Koncert a-moll na 4 klawesyny BWV 1065, to mamy do czynienia z transkrypcją utworu Antonia VivaldiegoKoncertu h-moll na czworo skrzypiec i wiolonczelę op. 3 nr 10 RV 580.

Lipska Café Zimmermann była również świadkiem prawykonań wielu świeckich kantat Bacha. Była prawdopodobnie wśród nich też taka, której tematem jest sama kawa – Schweigt stille, plaudert nicht BWV 211, znana szerzej po prostu jako Kantata o kawie. Autor jej tekstu – poeta Picander – drwi sobie tu i z oddania, jakie kawa odnalazła w swoich świeżo upieczonych osiemnastowiecznych entuzjastach, i z uprzedzeń zajadłych wrogów nowego napoju oraz być może w ogóle wszystkich nowości, którzy uważali, że jego picie jest nawykiem niebezpiecznym, którego za wszelką cenę należy się wystrzegać. Że to z pesymistów bywa czasem więcej pożytku sugeruje fakt, że w momentach autorefleksji myśl ta regularnie nawiedza samych amatorów kawy i dzisiaj.

Program koncertu uzupełni jedna z dwóch kantat Bacha napisanych do tekstu w języku włoskim, skomponowana przez niego jeszcze w czasie służby u księcia Leopolda w Köthen.

Wydarzenie poprzedzi wykład o kawie – wstęp na podstawie biletu na koncert.

Program:

J.S. Bach

Koncert a-moll na 4 klawesyny BWV 1065;

Schweig stille, plaudert nicht – kantata BWV 211 „Kantata o kawie“

***


J.S. Bach

Amore traditore – kantata BWV 203

Koncert d-moll na 3 klawesyny BWV 1063


Wykonawcy:

Andrzej Kosendiak – dyrygent


Wrocław Baroque Ensemble:

Aleksandra Turalska – sopran

Maciej Gocman – tenor

Tomáš Král – baryton

Agnieszka Gorajska – flet traverso

Zbigniew Pilch, Mikołaj Zgółka – skrzypce

Elżbieta Stonoga – altówka

Krzysztof Karpeta – wiolonczela

Julia Karpeta – violone

Přemysl Vacek – lutnia

Adrianna Gołos, Ewa Mrowca, Marta Niedźwiecka, Aleksandra Rupocińska – klawesyny


Czas trwania:

100 minut

informacja prasowa

poniedziałek, 22 września 2025

Raj (nie całkiem) utracony /relacja z 60. Festiwalu Wratislavia Cantans/

14 września, koncertem III aktu "Parsifala" Richarda Wagnera, zakończyła się 60. edycja Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans. Osobą szczególnie w tym jubileuszowym roku uczczoną został jego twórca –  Andrzej Markowski. Motywem przewodnim był "Raj utracony [?]", nawiązujący tytułem do poematu Johna Miltona, ale opatrzony znakiem zapytania. Czy utraciliśmy raj na zawsze i jakie są tego konsekwencje? W swojej relacji dzielę się z Państwem refleksjami dotyczącymi większości koncertów, w których uczestniczyłam. Zapraszam do lektury!

Plakat festiwalu autorstwa Lva Sterna

14 września, koncertem III aktu "Parsifala" Richarda Wagnera, zakończyła się 60. edycja Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans. Osobą szczególnie w tym jubileuszowym roku uczczoną został jego twórca –  Andrzej Markowski, kompozytor i dyrygent, który był zarazem pierwszym dyrektorem artystycznym tego fenomenu, jakim jest do dzisiaj festiwal. Człowiek, który – jak napisał w swojej książce "Ocalić od zapomnienia" Marek Dyżewski – "wniósł z sobą tchnienie europejskiej kultury i przeobraził miasto [Wrocław] z muzycznej prowincji w czołowy ośrodek w kraju". Popiersie kompozytora znalazło należne mu miejsce w Narodowym Forum Muzyki, zaś poświęcona mu czasowa wystawa – na dziedzińcu Muzeum Pana Tadeusza. Jemu też został zadedykowany koncert otwierający Wratislavię: "Pamięci wielkiego Człowieka", na który złożyły się dzieła dwóch znakomitych kompozytorów: Wolfganga Amadeusza Mozarta ("Msza koronacyjna") i Ludviga van Beethovena ("Eroika").

Raj utracony [?]

Od kiedy dyrektorem artystycznym Wratislavii został maestro Giovanni Antonini, czyli od roku 2013, każda edycja festiwalu ma swój temat przewodni. Stało się to dobrą i inspirującą tradycją, toteż kiedy maestro Andrzej Kosendiak objął kierownictwo festiwalu, kolejna – jubileuszowa jego edycja – przebiegała pod hasłem "Raj utracony [?]". W wywiadzie udzielonym Jakubowi Kukli dyrektor Kosendiak tak wyjaśniał płynące z inspiracji poematem Johna Miltona motto:

"Myślę, że to też może być klucz do rozumienia tegorocznego przesłania: ten fragment poematu pokazuje, że człowiek niestety sam bardzo często sprowadza piekło na ziemię. Ale zdarza się też, że ujawnia swoją wielkość i potrafi zbudować tutaj raj". I dodał:

"Na tegoroczny festiwal zamówiliśmy utwór u Zygmunta Krauzego. Jego Requiem nie jest mszą żałobną stricte związaną z liturgią. Przeciwnie, muzyka oparta jest na tekstach poetyckich odnoszących się do rzeczywistości. Dzieło zostało poświęcone najbardziej niewinnym ofiarom wojen – dzieciom. Mamy połowę trzeciej dekady dwudziestego pierwszego stulecia, a wciąż tyle bezbronnych istot jest pozbawianych nie tylko dzieciństwa, ale często też życia w konfliktach, które targają naszym światem".

Dodajmy, że w programie festiwalu znalazły się także koncerty odwołujące się się do Raju bez znaków zapytania, do których należały m. in. koncerty muzyki Johanna Sebastiana Bacha: "Die Kunst der Fuge" czy Msza h-moll.

Giovanni Antonini, Il Giardino Armonico, koncert "Pamięci wielkiego Człowieka",
fot. Łukasz Rajchert, NMF


Pamięci wielkiego Człowieka – Msza "Koronacyjna" W. A. Mozarta 


Twórca festiwalu Wratislavia Cantans z całą pewnością zasłużył sobie na tę dedykację, a także na taki wspaniały i przemyślany wybór repertuaru. Andrzej Markowski przywrócił bowiem (w czasach głębokiego PRL-u!) należne miejsce muzyce dawnej, odkrywając na nowo dawnych kompozytorów i pomagając słuchaczom w przyswojeniu kolekcji ich dzieł i muzycznego dziedzictwa, do którego ciągle będziemy mogli powracać. Koncerty odbywały się w czasach komunizmu w kościołach (!), a przy tym Wrocław był bardzo zniszczonym wojną miastem, w którym dopiero odradzało się życie artystyczne. Tymczasem ziarno przez niego zasiane wydało – i ciągle wydaje – wspaniały plon! 

Mozart skomponował Mszę "Koronacyjną" ("Krönungs-Messe") w 1779 roku, w wieku dwudziestu trzech lat. Wedle najnowszych badań napisał ją na użytek katedry salzburgskiej, prawdopodobnie z okazji Wielkanocy. Pierwsze wykonanie (w 1791, czyli w roku śmierci Mozarta) miało jednak rzeczywiście związek z koronacją, ale nie kościelną, tylko świecką: cesarz Leopold II został koronowany na króla Czech.
      Tytuł „Koronacyjna” nadał sam Mozart. Inaczej niż w przypadku „Wielkiej” Mszy c-moll, której przydomek pojawił się po to, aby odróżnić ją od innej – wcześniejszej i krótszej mszy, utrzymanej w tej samej tonacji – o numerze KV 139. Jest to klasyczny przykład tzw. mszy krótkiej (missa brevis): nieskomplikowanej, prostej, a jednocześnie zachwycającej swoją świeżością, lekkością brzmienia i pięknem formy – spójnej, zamkniętej, doskonałej jako swego rodzaju duchowe przeżycie. Prawdziwe niebo w uszach. . 😇 Co ciekawe, jej rękopis znajduje się w zbiorach krakowskiej Biblioteki Jagiellońskiej!

Anett Fritsch (sopran) podczas koncertu "Pamięci wielkiego Człowieka", fot. Łukasz Rajchert

I te kontrasty! Kontemplacyjny charakter Kyrie kontrastuje z monumentalnym, 8-głosowym podwójnym chórem w Qui tollis. Zupełnie odmienne są Gloria i Cum sancto spiritu. Najbardziej zachwyca jednak słoneczny liryzm Laudamus te, a także niebiański sopran w Agnus Dei – przepięknej, wirtuozowskiej arii. 

W interpretacji Giovanniego Antoniniego i jego wspaniałego Il Giardino Armonico Msza zabrzmiała znakomicie. Wspaniały był też, jak zwykle,  Chór NFM, mający w tym utworze masę pięknej muzyki do wyśpiewania. Wśród solistów zdecydowanie prym wiodła Anett Fritsch – niemiecka sopranistka operowa, bardzo dobrze czująca się z repertuarze mozartowskim, śpiewała bowiem role Cherubina, Zuzanny i Hrabiny w "Weselu Figara". W czarnej jedwabnej sukni wyglądała przy tym zjawiskowo. Na te ulotne chwile powróciliśmy do Raju... 

Magdalena Hoffmann, fot. Sławek Przerwa

"Poszukując szczęścia"... Chwilo trwaj!


O tym, że do Raju można powrócić za sprawą muzyki, świadczy także zupełnie odmienny, kameralny koncert na harfę w wykonaniu Magdaleny Hoffmann, na który złożyły się kompozycje C. F. E. Bacha, G. F. Händla, J. Ph. Rameau, R. Schumanna, Toru Takemitsu i B. Brittena. Przyznam, że choć preferuję muzykę dawną, najbardziej urzekły mnie podczas tego koncertu utwory kompozytorów bliższych współczesności: Toru Takemitsu i Benjamina Brittena. Artystka zaprezentowała ich kompozycje z prawdziwą wirtuozerią, znakomicie je interpretując. O ile jednak Suita na harfę op. 83 była w jej wykonaniu czymś oczywistym, choć bynajmniej niełatwym, o tyle utwór Takemitsu Stanza II, wprowadzał do jej gry nowe, z pozoru pozamuzyczne, elementy. Z muzyką japońskiego kompozytora i filozofa sztuki zetknęłam się w 2018 roku, kiedy to ówczesny dyrygent i kierownik Orkiestry Leopoldinum – Hartmut Rohde zaprezentował "A Way a Lone" –  utwór zainspirowany "Trenem Finneganów" Jamesa Joyce’a. Utwór zainspirowany jedynym zdaniem – z pozoru uładzonym, a jednak zaprzeczającym przyjętym regułom - zdawał się rozpadać i pulsować nieregularnie w rytm licznych zwolnień, przyspieszeń, zamierania dźwięku. Podobnie zabrzmiał Takemitsu w wykonaniu Hoffman. Agresywna momentami muzyka harfy została w przypadku Stanzy II zderzona z codziennymi odgłosami ulicy oraz ze śpiewem ptaków, prowadząc z nimi dialog – bardzo oryginalne zestawienie i jakże naturalne!  Podobało mi się również Preludium z Nagrobka Couperina M. Ravela – błyskotliwie zagrane, dające popis wirtuozerii artystki. Na finał zagrała Walc e-moll Chopina, czym do reszty skruszyła nasze muzyczne serca. Zapewne nie bez wpływu na to pozostaje fakt zaangażowania społecznego harfistki, która jest ambasadorką kultury CASA HOGAR, inicjatywy charytatywnej oferującej edukację i dom dla młodych dziewcząt w dotkniętym problemami kolumbijskim regionie Chocó. „Mam nadzieję, że uda mi się otworzyć uszy i serca wielu ludzi na cierpienie, które wciąż istnieje w regionie Chocó – i z nim walczyć” – twierdziła w wywiadzie. Artystka zatem przywraca piękno i dobro nie tylko za pomocą muzyki...

Koncert "Veni in hortum meum, ensemble Peregrina Agnieszki Budzińskiej-Bennett, 
fot. Joanna Stoga


Znaleźć się ponownie w ogrodzie rajskim: "Veni in hortum meum"


Do Raju (nie do końca utraconego) zawiodła nas z pewnością Agnieszka Budzińska-Bennett wraz z zespołem Pelegrina, prezentując najstarsze utwory skomponowane do biblijnego tekstu "Pieśni nad pieśniami". W istocie wyjątkowa i niedościgła jest wspaniałość tego niewielkiego poematu składającego się z zaledwie 1250 słów, pełnego symboli i przepełnionego zachwytem miłością, która czyni wiosnę nawet w wyschniętym i spalonym słońcem palestyńskim krajobrazie. Jej hebrajski tytuł brzmi Szir ha-Szirim, czyli „Pieśń najpiękniejsza”.
      W centrum symbolicznego ogrodu znajdują się Ona i On, Oblubieniec i Oblubienica, mężczyzna i kobieta, którym tu i ówdzie towarzyszy chór. Wyobrażają oni odwieczną parę, ogarniętą czułością i mocą Miłości. Ta ludzka miłość, zmysłowa, zawiera odblask miłości Bożej ("Kobietą i mężczyzną stworzył ich"). Ponadto w Starym Testamencie Bóg często zwraca się do narodu wybranego jako do oblubienicy, żony. Jak napisał Orygenes: "Szczęśliwy, kto rozumie i śpiewa kantyk świętych Pism, ale jeszcze bardziej szczęśliwy, kto śpiewa i rozumie Pieśń nad pieśniami".

Bez wątpienia zespół Pelegrina to właśnie ten przypadek: "śpiewa i rozumie". Na program koncertu "Veni in hortum meum" złożyły się zarówno utwory anonimowe: antyfona Vox dilecti, motet Tota pulchra czy cantilena Flos regalis, ale także kompozycje średniowiecznego filozofa, teologa i poety  Pierre Abélarda, mistyczki i kompozytorki św. Hildegardy z Bingen oraz włoskiego kardynała i biskupa, św. Bruno di Segni. 

Koncert "Veni in hortum meum, ensemble Peregrina Agnieszki Budzińskiej-Bennett, 
fot. Joanna Stoga

Pieśń nad pieśniami jest hymnem o miłości, ogród zaś –  ogrodem rajskim. Oblubieńcy poszukują się i odnajdują, a gdy brak ukochanego, rodzi się cierpienie, poczucie odrzucenia i wielka tęsknota, ale Oblubienica nie ustaje w poszukiwaniach nawet wówczas, gdy spotykają ją upokorzenia.. Pieśń ze swej natury kojarzy się z muzyką, nic zatem dziwnego, że stała się inspiracją dla wielu kompozytorów. Agnieszka Budzińska-Bennett sięga po utwory prezentujące rozmaite interpretacje Księgi: to pieśń o miłości ludzkiej, alegoria miłości pomiędzy Bogiem a Izraelem, Bogiem a ludzką duszą, artystka sięga także także po interpretację Maryjną, charakterystyczną dla wczesnego chrześcijaństwa („Wszystka piękna jesteś, Przyjaciółko moja, a skaza pierworodna nigdy w Tobie nie powstała”,. Pnp 4,7). Wybranym utworom towarzyszą różnorodne formy muzyczne: antyfony, motety, kantylena, responsorium, prosa, dramat liturgiczny (“Veni dilecte”). Nie tylko piękny śpiew, ale także gra na instrumentach historycznych: na harfie i fidelu, sprawiły, że doświadczyliśmy swego rodzaju kontemplacji, szczególnie że koncert zabrzmiał w szczególnym miejscu – w Kolegiacie  Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim, która na czas koncertu stała się naszym hortum...

Martha Argerich, koncert "Wiecznie kwitnące", fot. Sławek Przerwa



Wiecznie kwitnąca ... Martha Argerich


Niekiedy zdarzają się koncerty niezwykłe, podczas których doświadczamy czegoś, co nie da się określić w żaden racjonalny sposób. Najlepiej zatem nazwać to tajemnicą. .Takim był bez wątpienia koncert Marthy Argerich, który poruszył mnie dogłębnie. Charyzma ponad 80-letniej pianistki, jej "wieczna kobiecość" (by zacytować Goethego) albo raczej: "wieczna dziewczęcość", doskonała gra (nie tylko pod względem formalnym) składają się na Zjawisko, które pewien mój znajomy trafnie określił jako Pianista Assoluta –  Marią Callas fortepianu. A kiedy ma się do czynienia ze zjawiskiem tak rzadkim, by nie powiedzieć: niepowtarzalnym, trudno o jakieś racjonalne argumenty. Muzyka w jej wykonaniu zdaje się przenosić słuchacza w doskonały świat, w którym wszystko inne okazuje się nieistotne. Liczy się tylko Ona i Muzyka...

     Artystka zagrała tym razem II Suitę z baletu "Dafnis i Chloe" Maurice Ravela, a towarzyszył jej ("towarzyszył" jest w tym przypadku szczególnie trafnym określeniem) znany dyrygent Charles Dutoit  (prywatnie były mąż pianistki) wraz z Orchestre Philharmonique de Monte-Carlo. Ale szybko zapomnieliśmy o nich, gdy Argerich zaczęła grać. Grała znakomicie technicznie, a jednak nie czuło się tego, bo przede wszystkim – grała twórczo, grała również, kiedy nie grała, przebierając palcami w powietrzu lub na kolanach. Energia w niej kipiała i zaczarowała nas kompletnie. Aplauz był taki, że zdecydowała się zagrać na bis aż dwa utwory: Sonatę d-moll K. 141 Scarlattiego, a potem Sarabandę z Partity c-moll J. S. Bacha, a my nie mieliśmy poczucia winy, że męczymy "starszą panią", widzieliśmy bowiem, że cieszą Ją te bisy i że chętnie je gra. Wiem, że druga część koncertu była bardzo dobra, ale MUSIAŁAM wyjść na zewnątrz, bo udusiłabym się od nadmiaru wrażeń... Niosłam potem tę Marthę A. do samej Leśnicy i jeszcze dłużej...

Koncert "Zagłada bezbronnych", dyr. Jacek Kaspszyk, fot. Sławek Przerwa


Wstrząsająca "Zagłada bezbronnych", czyli piekło na ziemi


Kiedy wydawało mi się, że największe muzyczne emocje mam za sobą, okazało się, że dane mi będzie przeżyć jeszcze jeden, choć innego rodzaju wstrząs: "Children`s Requiem" – głęboko poruszającą kompozycję Zygmunta Krauzego, powstałą na zamówienie Narodowego Forum Muzyki. Utwór przypominający War Requiem Benjamina Brittena, którego miałam okazję wysłuchać na żywo i również w kościele podczas pobytu w Londynie w 2000 roku. O ile jednak tamten bazował na tekstach poetyckich Wilfreda Owena (który zmarł młodo tuż przed zakończeniem II wojny), o tyle polski kompozytor sięgnął po teksty rozmaite, począwszy od danych dramatycznych statycznych, mówiących o konkretnych liczbach, sięgających milionów, poprzez cytaty z Seneki, na indywidualnych losach i wypowiedziach samych ofiar kończąc. 

Koncert "Zagłada bezbronnych": Chór Polskiego Radia - Lusławice, Symfonia Varsovia,
fot. Sławek Przerwa
    Swoją formą kompozycja nawiązuje do mszy żałobnej i składa się z ośmiu części: Introitus, Kyrie, Sequentia, Offertorio, Sanctus, Agnus Dei, Lux aeterna, Responsorium, o wyrazistej dramaturgii opartej na kontrastach. Na koniec kompozytor oddaje głos okaleczonej dziewczynce, która pragnie spotkać kogoś potężnego, kto powstrzyma wojenne szaleństwo...

Potężny Chór Polskiego Radia - Lusławice nadawał całej historii majestat greckiej tragedii, co zostało skontrastowane z dziecięcymi głosami Chóru Dziewczęcego i Chłopięcego NFM. Na kontraście oparte były również głosy dwojga narratorów: barytona Michała Partyki oraz sopranu Marceliny Román. Szczególnie przejmująco prezentowała ową dramatyczną opowieść właśnie ona, co spotkało się z wielkim uznaniem słuchaczy. Maestro Jacek Kaspszyk okazał się, tradycyjnie już, znakomitym  interpretatorem całości – tak przecież niełatwego utworu.

Koncert Raj II, Msza h-moll J. S. Bacha, Freiburger Baroqueorchester, 
fot. Joanna Stoga


Chciała dusza do Raju, czyli Msza h-moll 


Wiele sobie obiecywałam po koncercie prezentującym Mszę h-moll Johanna Sebastiana Bacha pod kierownictwem Marca Minkowskiego. Wielką Mszę bowiem pokochałam od pierwszego "słyszenia"  w wersji wydanej przez Harmonia Mundi w 1998 roku, w opracowaniu Philippe Herreweghe i z takimi solistami, jak Christoph Pregardien, Andreas Scholl, Peter Kooy... Pojechałam też do Lipska na Bachfest, by móc posłuchać tej wersji na żywo. Słyszałam wiele interpretacji tej genialnej kompozycji, ale ta jest dla mnie zawsze punktem odniesienia. Dodam, że dzięki powstaniu Narodowego Forum Muzyki mogłam ponownie posłuchać Mszy h-moll pod batutą mistrza Herreweghe, który – jak się wielokrotnie przekonałam – nie poprzestaje na jednym odczytaniu arcydzieła, choćby było ono bliskie ideałowi. Wiele też sobie obiecywałam po innym znakomitym interpretatorze muzyki dawnej – Marcu Minkowskim, który w kwietniu tego roku zaprezentował w NFM Pasję według świętego Jana.  Tym razem dyrygent jednak nie dopisał i zastąpił go Lionel Meunier – dyrygent i kierownik artystyczny Vox Lumnis, skądinąd zasłużony w wykonawstwie muzyki wokalnej XVI-XVIII wieku, który pojawił się wcześniej na 51. edycji Wratislavia Cantans. I też mnie wówczas nie zachwycił. Freiburger Barockorchester nie dość, że zagłuszała solistów, to jeszcze grała niespójnie. No, powiedzmy, że w drugiej części było nieco lepiej... Właściwie należałoby wyróżnić tylko brytyjskiego kontratenora Williama Sheltona w pięknej arii Agnus Dei, za co zebrał na koniec zasłużone gromkie brawa. Na resztę miłosiernie spuszczam zasłonę milczenia... Myślę, że obecność Marca Minkowskiego gwarantowała inny wydźwięk tego koncertu. Chciała dusza do Raju ... 😇

William Shelton, fot. Joanna Stoga

Zapomniani bogowie i ... niezapomniany John Eliot Gardiner


Sir Johna Eliota Gardinera miałam szczęście spotkać w tym roku w Lipsku podczas tegorocznego Bachfest, gdzie zaprezentował kantaty Johanna Sebastiana Bacha  
          Bez większej przesady można powiedzieć, że właśnie dla Gardinera i owych kantat pojechaliśmy do Lipska. I nie pożałowaliśmy tej decyzji! Maestro wystąpił z nowym zespołem The Constellation Choir & Orchestra, z którym niejako zaczyna swoją karierę od nowa, co już samo w sobie zasługuje na podziw i szacunek. Po tylu koncertach i serii wydanych "kantat pielgrzymkowych" sir Gardiner stał się prawdziwym autorytetem, jeśli chodzi o interpretację kantat Johanna Sebastiana Bacha. 

Sir John Eliot Gardiner z zespołem The Constallation Orchestra podczas koncertu kantat w Kościele Świętego Mikołaja w Lipsku, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
         We Wrocławiu koncertował wielokrotnie, ale tym razem po raz pierwszy pojawił się z Mendelssohnem i przyznam, że takiego Gardinera –  teatralnego – nie znałam. Program wypełniła Uwertura do "Snu nocy letniej". Pamiętam, jak w filmie dokumentalnym poświęconym dyrygentowi Gardiner opowiadał, że w dzieciństwie matka zachęcała go do zabawy w teatr i że to rozbudziło jego wyobraźnię, po raz pierwszy jednak mogliśmy znaleźć tego potwierdzenie w przypadku utworu nie będącego operą, po który to gatunek maestro sięgał również wielokrotnie. W przypadku Mendelssohna, który skomponował uwerturę do "Snu nocy letniej" Shakespeare`a jako utwór koncertowy, nie było to takie oczywiste. Sir John Eliot Gardiner nie obawia się jednak takich wyzwań. Wyczarował z uwertury wersję sceniczną, a śpiewaków zamienił w aktorów. Wszystko to oszczędnymi środkami, jak w czasach Shakespeare1a – za pomocą kostiumu i ruchu scenicznego. I tak daliśmy się uwieść owej teatralnej zabawie, która niepostrzeżenie sprawiła, że klasyczna filharmonia przemieniła się w teatr. 

Sir John Eliot Gardiner i  The Constallation Orchestra podczas koncertu "Zapomniani bogowie",
fot. Sławek Przerwa
Po przerwie zaś usłyszeliśmy (i zobaczyli!) kantatę Felixa Mendelssohna-Bartholdiego ""Die erste Walpurgisnacht", nawiązującą tym razem do innego tekstu literackiego – do "Fausta" J. W. Goethego, a ściślej: do "Nocy Walpurgii". Goethe podjął wątek duchowości przedchrześcijańskiej, polegającej m. in. na jedności pomiędzy człowiekiem a przyrodą. Jednak ten pogański raj wraz z jego zapomnianymi dziś bogami należy już do przeszłości.

Sir John Eliot Gardiner konsekwentnie zaprezentował kantatę w konwencji, na którą przystaliśmy w pierwszej części koncertu. Bazował głównie na solistach i nie zawiódł się. Natomiast jego nowa orkiestra brzmi jednak gorzej niż Monteverdi, z którą latami dochodził do tak znakomitego brzmienia. The Constellation Choir & Orchestra jest co najwyżej poprawna i nie ma cudów, aby było inaczej. Nie mniej Mistrz nadal pozostaje Mistrzem.

"Kain i Abel" Alessandro Scarlattiego, fot. Sławek Przerwa


Wygnanie z Raju, czyli Kain i Abel

     
      Na koniec – koncert, który wprost nawiązywać do tegorocznego motta festiwalu: oratorium Alessandra Scarlattiego: "Cain overo il primo omicidio – Kain, czyli pierwsze zabójstwo”. Jego treść nawiązuje do historii znanej z Księgi Rodzaju, ale znacznie ją rozbudowuje. Adam i Ewa ubolewają nad tym, czego się dopuścili i pragną, aby synowie: Kain i Abel uzyskali u Boga łaskę i przebaczenie poprzez złożenie ofiar. Targany uczuciem nienawiści i zazdrości Kain, pragnie pozbyć się brata, gdyż ten – harmonijny i dobry – stoi, jego zdaniem, na przeszkodzie temu, aby Kain był równie szczęśliwy i kochany przez Boga oraz przez ojca. Miotają nim także niepokój i lęk, choć stara się nie okazywać bratu swojej nienawiści, aby w ten sposób zmylić go i unicestwić na odludziu, w nadziei, że nikt tego nie zauważy. Zbrodni jednak ukryć się nie da. Bóg skazuje Kaina na wygnanie, a rodzice pozostają sami i rozpaczają. Utwór niesie jednak pociechę – słyszymy głos zmarłego Abla, a także obietnicę zbawienia, którą przyrzeka Bóg. Oratorium kończy duet Adama i Ewy, którzy śpiewają Contenti presenti, radując się obietnicą zbawienia przez Krew Chrystusa.

Kristina Hammarström jako Kain i Clemens Flick (dyrygent), fot. Sławek Przerwa
Miałam szczęście wysłuchać na żywo tego oratorium po raz wtóry. Pierwszy – podczas Misteria Paschalia w 2016 roku pod Rinaldo Alessandrinim, ze świetnymi solistami, m. in. Sonią Priną w roli Kaina i Robertą Invenizzi jako Ewą. Wiele sobie obiecywałam po interpretacji Rene Jacobsa, który miał poprowadzić koncert wrocławski, ale nie pojawił się we Wrocławiu. Mimo to jednak oratorium wykonano wspaniale. W zastępstwie Jacobsa poprowadził je Clemens Flick –  niemiecki dyrygent, klawesynista i pianista. Wspaniale zagrała Wrocławska Orkiestra Barokowa, która stała się obecnie zespołem chętnie zapraszanym na europejskie wielkie sceny. Nie zawiedli także soliści, a nade wszystko szwedzka mezzosopranistka Kristina Hammarström w roli Kaina i  Holenderka Olivia Vermeulen w roli Abla, również mezzosopran, ale o "jasnej" słodkiej barwie. Obie mające w swojej karierze znaczące role operowe (m. in. u Rene Jacobsa), nic zatem dziwnego, że wypadły śpiewająco 😁 W ogóle dobór głosów i ich współbrzmienie było interesujące. Do dwójki solistek dodałabym jeszcze wykonawcę roli Lucyfera – Attu Kataja, fińskiego barytona o niepokojącej, głębokiej barwie głosu. 
Oratorium zabrzmiało zatem znakomicie.

Od lewej: Robin Johannsen (sopran) jako Ewa i Olivia Vermeulen (mezzosopran)
jako Abel, fot. Sławek Przerwa

Raj (nie całkiem) utracony


Nie sposób zrelacjonować cały festiwal, starałam się jednak opisać koncerty, które zrobiły ma mnie szczególne wrażenie. Po ich wysłuchaniu doszłam do wniosku, że znak zapytania dodany do motta tegorocznego festiwalu rymuje się nie tylko z przesłaniem poematu "Raj utracony" Johna Miltona, który wprawdzie kończy się wygnaniem z raju, ale poeta podkreśla, że Opatrzność nie opuściła ludzi, ale pozostała dla nich przewodnikiem. 
Można by też metaforycznie powiedzieć, że muzyka wiodła nas w tym roku do raju i do ziemskiego piekła, zapraszała do Ogrodu i pokazywała, dlaczego zostaliśmy z tego Ogrodu wygnani. Czasami zaś była też Rajem, a raczej jego obietnicą, której mogliśmy doświadczać obcując z piękną muzyką i przekonując się, że Raj został nie całkiem utracony. Do Raju można powrócić będąc zbawionym, ale jakaś jego namiastka jest nam dana już teraz, między innymi dzięki muzyce.

czwartek, 19 maja 2022

Znamy zwycięzców 19. Millennium Docs Against Gravity!

 19 maja w warszawskim Teatrze Studio oraz w pozostałych miastach festiwalowych odbyły się uroczyste gale wręczenia nagród 19. Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity. Grand Prix - Nagroda Banku Millennium została przyznana polskiemu filmowi „Lombard” (The Pawnshop) w reżyserii Łukasza Kowalskiego. Gala wręczenia nagród to jednak nie koniec festiwalu, który potrwa do 22 maja. Oznacza to, że w Warszawie, Wrocławiu, Gdyni, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Bydgoszczy i Lublinie przed widzami weekend emocjonujących filmów i wydarzeń.

Kadr z filmu Lombard

Grand Prix – Nagroda Banku Millennium: „Lombard” (The Pawnshop), reż. Łukasz Kowalski

W Konkursie Głównym 19. Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity o Grand Prix – Nagrodę Banku Millennium i 8 000 euro walczyło 12 filmów. Najlepszy wyłoniło jury w składzie: Milenia Fiedler – rektorka Szkoły Filmowej w Łodzi, montażystka filmowa; David France – reżyser filmowy nominowany do Oscara® za film „Jak przetrwać zarazę”; Tamara Kotevska – reżyserka filmowa nominowana do Oscara® za film „Kraina miodu”, który wyreżyserowała z Ljubomirem Stefanovem.

Uzasadnienie: "Wydawać się może, że łatwiej jest kręcić filmy dokumentalne o niezwykłych tematach i bohaterach, ponieważ wszyscy widzą w nich coś szokującego. Podziwiać należy jednak „rzemieślników” kina dokumentalnego, którzy potrafią stworzyć niezwykłą historię, opowiadając o najzwyklejszych tematach i postaciach, które na co dzień ignorujemy. Ten film, w wyjątkowo naturalny sposób, śledzi losy kilku niepozornych osób w pozornie codziennych sytuacjach. Tak naprawdę oglądamy jednak niesamowitych bohaterów, którzy próbują ratować innych przed „utonięciem”, mimo że sami znajdują się na „tonącym statku".  Zdaje się, że coraz trudniej jest odnaleźć humor w otaczającym świecie, jednak bohaterowie filmu znajdują najbardziej uniwersalne, ludzkie sposoby, by nas rozśmieszyć. Uwięzieni we własnych smutkach i nieszczęściach, nie zdają sobie sprawy ze swojej wyjątkowości. Reżyser filmu wykonał tak wspaniałą pracę, obserwując z uwagą wielowarstwowość swoich bohaterów. To piękny przykład, że należy cenić życie w jego najbardziej banalnej prostocie. „Lombard” dowodzi, że aby dostrzec wspaniałą historię, my, twórcy, powinniśmy mieć oczy szeroko otwarte na wszelkie „zakamarki” naszej rzeczywistości"…

Wyróżnienie: „Poznaliśmy się w wirtualnej rzeczywistości”, reż. Joe Hunting

Uzasadnienie: "Najlepsze filmy dokumentalne pozwalają zanurzyć się nam w magicznych, nowych światach albo pomagają zobaczyć codzienność w magiczny, nowy sposób. Po ich zobaczeniu jesteśmy mądrzejsi zarówno, jeśli chodzi o wiedzę o świecie, jak i samych sobie. Wyróżnienie specjalne przyznajemy filmowi „Poznaliśmy się w wirtualnej rzeczywistości”, któremu udało się to wszystko, przy okazji przeprowadzając prawdziwą rewolucję, jeśli chodzi o formę filmową".

Nagroda dla Najlepszego Filmu Polskiego: „Silent Love”, reż. Marek Kozakiewicz

W Konkursie Polskim na 19. Millennium Docs Against Gravity o Nagrodę dla Najlepszego Filmu Polskiego oraz 3000 euro walczyło 8 filmów. Najlepszy wyłoniło jury w składzie: Laura van Halsema – programerka festiwalu IDFA w Amsterdamie; Michał Oleszczyk – krytyk filmowy, tłumacz, scenarzysta i konsultant scenariuszowy; Thom Powers – programer TIFF (Toronto International Film Festival) oraz dyrektor projektów specjalnych DOC NYC.

Uzasadnienie: "Za aktualną, głęboko ludzką i pięknie skonstruowaną opowieść o rodzinie, która jednocześnie rozkwita i zostaje zmuszona do zachowania milczenia".

Wyróżnienie: „Anioły z Sindżaru”, reż. Hanna Polak

Uzasadnienie: "Za zdumiewającą odwagę i determinację w wydobywaniu wstrząsających wspomnień ludobójstwa na światło dzienne".

Nagroda Stowarzyszenia Kin Studyjnych w Konkursie Polskim: „Pisklaki”, reż. Lidia Duda

Nagroda Stowarzyszenia Kin Studyjnych w Konkursie Polskim przyznawana jest w wysokości 8000 złotych na promocję dystrybucji kinowej zwycięskiego filmu. Najlepszy film wyłoniło jury w składzie: Klaudia Małota (DCF Wrocław), Sebastian Dziębowski (Kino Roma) oraz Jan Lubaczewski (Kino Amondo Warszawa).

Uzasadnienie: "Za czułą i bezpretensjonalną opowieść o bliskości i jedności, a także za wzruszający portret świata, w którym każdy gest ma znaczenie".

Wyróżnienie: „Lombard”, reż. Łukasz Kowalski

Uzasadnienie: "Za niezwykle zabawny i poruszający portret pasji i miłości oraz jedną z najlepszych scen otwierających polski dokument, wyróżnienie zostało przyznane filmowi „Lombard” w reżyserii Łukasza Kowalskiego".

Nagroda Smakjam za Najlepszą Produkcję w Konkursie Polskim: Łukasz Kowalski i Anna Mazerant (4:30 Pictures) - producenci filmu „Lombard”, reż. Łukasz Kowalski

Nagroda Smakjam za Najlepszą Produkcję w Konkursie Polskim na 19. Millennium Docs Against Gravity i 3 000 euro lub świadczenia postprodukcyjne została przyznana przez pracowników studia postprodukcyjnego Smakjam.

Uzasadnienie: "Twórcy „Lombardu” zrealizowali film przemyślany od strony wizualnej, świadomy formy, która nie przesłania jednak samej opowieści. To kino bliskie bohaterom, aktualne i wyczulone na społeczny kontekst. Dzięki pracy Łukasza Kowalskiego i jego ekipy możemy odkryć barwny mikroświat, w którym jak w soczewce skupiają się potransformacyjne problemy nie tylko Bytomia".

Nagroda dla Najlepszego Filmu Krótkometrażowego: „Brzeg wolności”, reż. Olivia Martin-McGuire

patron nagrody: TikTok

Po raz pierwszy na festiwalu została przyznana Nagroda dla Najlepszego Filmu Krótkometrażowego. W konkursie wzięło udział 15 filmów. Nagrodę w wysokości 2 000 euro przyznało jury w składzie: Katarzyna Klimkiewicz – reżyserka i scenarzystka; Bill Morrison – artysta, reżyser i producent filmów eksperymentalnych i dokumentalnych; Aneta Ozorek – dyrektorka artystyczna Kaboom Animation Festival w Amsterdamie.

Uzasadnienie: "Nagroda dla filmu krótkometrażowego, w którym zastosowano różnorodne techniki odpowiadające warstwom opowiadania, trafia do filmu „Brzeg wolności”, poruszającego współczesny problem odzyskania Hongkongu przez Chiny w osobistej historii mężczyzny i jego córki, płynących do Hongkongu w latach 70. ubiegłego wieku, a także w szerszym kontekście globalnej ekspansji autorytarnej. Zaczynając od odtworzenia w żywej akcji opowieści dziadka dla jego wnuczki, a następnie przechodząc do materiałów archiwalnych, twórcy filmu kładą podwaliny pod płynnie utkaną animowaną opowieść, zawierającą elementy osobistej historii, świadectwa historycznego i wezwania do szerszego rozpoznania aktualnego problemu. „Brzeg wolności” oddaje głos wszystkim ludziom, którzy stoją przed wyborem między życiem w strachu a ucieczką z domu w poszukiwaniu wolności".

Nagroda dla Najlepszego Debiutu: „Silent Love”, reż. Marek Kozakiewicz

sponsor nagrody: Visa

Międzypokoleniowe Jury składające się z nastolatków oraz osób wieku 55+ w składzie: Iga Ćwiklińska, Lucyna Gosk, Iza Krystosiak, Józef Lorski oraz Ewa Murawska po obejrzeniu 11 filmów postanowiło przyznać Nagrodę za Najlepszy Debiut filmowi „Silent Love”. Sponsorem nagrody jest Visa.

Uzasadnienia: "W świecie, w którym trudno żyć w pełnej zgodzie z własną tożsamością, poznanie tak intymnych, indywidualnych losów bohaterów jest niezwykle cenne. Uważamy, że autorzy nagrodzonego filmu ujęli historię Agnieszki, Majki i Miłosza w sposób bardzo ciepły, subtelny i pełen humoru.  Jury docenia również wybór z materiału zdjęciowego scen istotnych, tworzących spójną, wciągającą opowieść".

Nagroda TVP Dokument: „Pisklaki”, reż. Lidia Duda

Nagroda TVP Dokument wynosi 5000 zł. i zostaje przyznana najlepszemu filmowi z całego programu festiwalu.

Uzasadnienie: Za mistrzostwo w sztuce dokumentalnej, wysoką wartość artystyczną i wizualną oraz niezwykłą czułość względem bohaterów filmu, która umożliwia lepsze zrozumienie ich emocji, ich świata, ich życia.

Green Warsaw Award: „Krowa”, reż. Andrea Arnold

sponsor nagrody: Urząd m.st. Warszawy


Podczas tegorocznego edycji festiwalu po raz kolejny została przyznana nagroda Green Warsaw Award w wysokości 15 000 zł dla najlepszego filmu o tematyce ekologicznej. Fundatorem nagrody jest Urząd m.st. Warszawy. Jury w składzie: Leszek Drogosz – zastępca dyrektora Biura Infrastruktury m.st. Warszawy, Katarzyna Karpa-Świderek – rzeczniczka prasowa WWF Polska oraz Jonathan Ramsey – reżyser przyznało nagrodę Andrei Arnold, reżyserce filmu „Krowa”.

Uzasadnienie: 

Człowiek krowie człowiekiem

"Prawdopodobnie większość współczesnych dzieci na półkuli północnej, także tych ze wsi, więcej wie dziś o słoniu czy niedźwiedziu polarnym, niż o … krowie. Tymczasem to właśnie jej, zachodnia cywilizacja zawdzięcza, w dużej mierze, swój dobrobyt. Każdego roku miliony  z nich rodzą się z naszym udziałem, po to by dać nam mleko lub mięso. Co dajemy im w zamian? Krótkie życie w cierpieniu, nieustannym stresie, nigdy nie kończące się naturalną śmiercią. Uznaliśmy bowiem, że to cena, którą zwierzęta muszą płacić żebyśmy my byli … ludźmi".

Wyróżnienie: „Niewidzialne demony”,  reż. Rahul Jain

Uzasadnienie: „Jury konkursu Green Warsaw Award postanowiło wyróżnić film  Rahula Jain’a „Niewidzialne demony” za prosty, ale bardzo przemyślany przekaz opisujący złożone problemy współczesnego świata na przykładzie życia jednej z największych metropolii świata. Dodatkowym atutem filmu są znakomite zdjęcia.

Nagroda Canon za Najlepsze Zdjęcia: Magda Kowalczyk - operatorka filmu „Krowa”

sponsor nagrody: Canon


W konkursie znalazło się 11 tytułów, które zachwycają stroną wizualną. Najlepszy nagrodziło jury w składzie: Piotr Jaxa – operator filmowy i fotograf; Eliza Kubarska – reżyserka, producentka i montażystka filmowa i, co najważniejsze, mama; Monika Szewczyk – fotoedytorka, wykładowczyni, koordynatorka projektów związanych z fotografią.

Uzasadnienie: Sven Nykvist „ Moje dążenie do prostoty wyrosło z poszukiwań światła: logicznego, naturalnego, światła prawdziwego…”.

- za bycie blisko bohatera,

- za wrażliwość,

- za umiejętność opowiadania historii,

- za odwagę patrzenia i obserwowania,

- za obraz, który wywołuje emocje,

- za zdjęcia, których nie da się zapomnieć

Nagroda za najlepsze zdjęcia dla Magdaleny Kowalczyk za film „Krowa”.

Wyróżnienia trafiły do autorów zdjęć filmów „W chowanego” - Alfredo de Juan oraz „Skál” - Cecilie Debell, Jens Jákup Hansen, Maria Tórgarð, Rógvi Rasmussen, Troels Rasmus Jensen

Uzasadnienie: Postanowiliśmy przyznać dwa wyróżnienia za nowe spojrzenie, i za kamerę, która bardzo precyzyjnie opowiada historie.

Nagroda Nos Chopina: „Nothing Compares”, reż. Kathryn Ferguson

patronat honorowy: Marszałek Województwa Mazowieckiego

Podczas tegorocznego Festiwalu Millennium Docs Against Gravity po raz kolejny została przyznana nagroda Nos Chopina i 2 000 euro dla najlepszego filmu o muzyce i sztuce. Członkinie jury: Magda Lipska – kuratorka Muzeum Sztuki Nowo-czesnej w Warszawie, teoretyczka sztuki, Teoniki Rożynek – kompozytorka oraz Monika Strzępka – reżyserka teatralna, nowa dyrektorka Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy.

Uzasadnienie: Za afirmatywną opowieść o podróży bohaterki: artystki, kobiety i matki. Tej, która rodzi ludzi. Tej, która daje życie. Dlatego o nie dba. Dlatego się o nie upomina. W związku z tym nie uznaje hierarchicznych systemów opartych na nienawiści do ciała i życia. 

Za historię, która sprawia, że pojmujemy, jak bardzo potrzebny jest nam performatywny gest pożegnania z systemem, którego nie da się już dłużej znosić. 

Wyróżnienie: „Lot”, reż. Anna Zakrzewska, Łukasz Ronduda

Uzasadnienie: jurorki sekcji Nos Chopin 19. Festiwalu filmowego Millenium Docs Against Gravity przyznają wyróżnienie za czułość wobec bohatera. Za bezkompromisowość i walkę o idee. Za pokazanie, że film o sztuce, może być sztuką. Za muzykę, która jest drugim wielkim bohaterem tego filmu.

Nagroda dla Najlepszego Filmu dla Młodej Widowni: „Iran: woda, wiatr, pył i chleb”,
reż. Mahdi Zamanpoor Kiasari
sponsor nagrody: Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy

Nagroda dla Najlepszego Filmu dla Młodej Widowni

przyznawana jest przez Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy w Warszawie i wynosi 1000 euro. Najlepszy film zostanie wybrany spośród filmów prezentowanych w sekcji OKI DOKI przez jury złożone z młodych ekspertów, uczestników programu SKOK w DOK. Laboratorium pomysłów dokumentalnych.

Uzasadnienie: Chciałybyśmy nagrodzić film, który równie dobrze może być oglądany przez młodego, jak i dorosłego widza. Za nienarzucające się, ale dobitne ukazanie złożonego problemu społecznego i kulturowego. Za autentyczne spojrzenie na lokalną społeczność oczami dziecka. Nagradzamy film Mahdi Zamanpoor Kiasari pod tytułem „Iran: woda, wiatr, pył i chleb”.

Nagroda Amnesty International Polska: „Nie odbierzecie nam wspomnień”, reż. Rami Farah, Signe Byrge Sørensen

Filmy w konkursie Amnesty International łączy wspólny mianownik – prawa człowieka. Nagrodę w wysokości 3 000 euro przyznało jury w składzie: Anna Błaszczak-Banasiak – dyrektorka Amnesty International Polska; Jakub Majmurek – publicysta, krytyk filmowy; Jacek Petrycki – operator i reżyser filmów dokumentalnych.

Uzasadnienie: Obraz „Nie odbierzecie nam wspomnień” otrzymał nagrodę za wielowarstwową, unikalną w formie i poruszającą opowieść o pamięci. Film odchodzi od czysto obserwacyjnego dokumentu i poprzez ciekawą formę umiejętnie pokazuje proces pamiętania, zapominania – i pragnienia niepamiętania. Kontrastuje ze sobą pamięć indywidualną i pamięć archiwów, składa obrazy zachowane na taśmach i reakcje bohaterów. To historia straconego pokolenia młodych Syryjczyków, którzy pełni nadziei na aksamitną rewolucję, w końcu w desperacji chwytają za broń oraz pytanie o przyczyny braku interwencji i pomocy, o międzynarodowy system ochrony praw człowieka i jego efektywność. To unikalny, wielowarstwowy, wzruszający obraz doświadczenia ludzkiego i uniwersalna opowieść o nas.

Nagroda Miesięcznika „Zwierciadło” dla Najlepszego Filmu o Tematyce Psychologicznej:„Młody Platon”, reż. Neasa Ní Chianáin, Declan McGrath

W tym roku na festiwalu po raz kolejny przyznana została Nagroda Miesięcznika „Zwierciadło” w wysokości 1 000 euro dla najlepszego filmu o tematyce psychologicznej. Zwyciężył duet reżyserski Neasa Ní Chianáin i Declan McGrath, twórcy filmu „Młody Platon”.

Uzasadnienie: Czy paskudną rzeczywistość można zmienić siedząc i gadając? Po obejrzeniu „Młodego Platona” nietrudno uwierzyć, że można. Filozoficzne dyskusje, nauka samodzielnego krytycznego myślenia, a co za tym idzie nauka, że konflikty rozwiązuje się na argumenty, że każdego należy wysłuchać, a zdanie swoich rozmówców szanować. Takie metody stosuje Kevin McArevey, „pan od filozofii” – dyrektor szkoły podstawowej w Belfaście. Mieście, nad którym wciąż krążą duchy wojny domowej. Przyznajemy „Młodemu Platonowi” nagrodę, bo takich historii i przykładów bardzo nam potrzeba szczególnie teraz, w obliczu wojny w Ukrainie i napływu dotkniętych wojną naszych sąsiadów. Jak okiełznać przemoc i rozpacz, jak przerwać traumę, zanim wpłynie na życie kolejnych pokoleń? Każde dziecko zasługuje na metody Kevina McAreveya. 

Nagrody w pozostałych miastach festiwalowych: 
Wrocław

Grand Prix Dolnego Śląska: „Młody Platon”, reż. Neasy Ni Chianain, Declan McGrath

Millennium Docs Against Gravity Film Festival we współpracy z Dolnośląskim Centrum Filmowym ponownie przyznało nagrodę we Wrocławiu. Jury w składzie: Martyna Majewska – reżyserka teatralna i filmowa; Magda Pasierska – wokalistka, producentka muzyczna, kulturoznawczyni, nauczycielka śpiewu i aktywistka; Jan Pelczar – dziennikarz, szef Radia RAM; Jarosław Perduta – dyrektor Dolnośląskiego Centrum Filmowego przyznało Nagrodę Marszałka Województwa Dolnośląskiego w wysokości 3000 euro.

Uzasadnienie: Za nadzieję, że w świecie, w którym wszystko trzeba przemyśleć na nowo, istnieją narzędzia, po jakie możemy sięgnąć, jeśli znajdziemy w sobie siłę, by usłyszeć apel „Stop fighting and peace”. Za wskazanie sposobu, w jaki można przełamać wielopokoleniowe tradycje przemocy i nienawiści. Za przejrzyste, dotkliwe i czułe obserwowanie bohaterów. Dla Neasy Ni Chianain i Declana McGratha, twórców „Młodego Platona”.

Wyróżnienie: „Anioły z Sindżaru”, reż. Hanny Polak

Uzasadnienie: Za dojrzałość, odwagę i przenikliwość w dokumencie dającym głos tym, o których świat nie powinien nigdy zapomnieć.

Wyróżnienie: „Poznaliśmy się w wirtualnej rzeczywistości”, reż. Joe Hunting

Uzasadnienie: Za odwagę w poszukiwaniu nowych kierunków percepcji i nowych emocjonalności w sprawiającym wrażenie kończącego się świecie realnych ludzi. 

informacja prasowa



Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty