Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eugeniusz Get Stankiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eugeniusz Get Stankiewicz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 maja 2025

FETA GETA” – hołd dla twórczości Eugeniusza Geta Stankiewicza w Muzeum Współczesnym Wrocław

Muzeum Współczesne Wrocław zaprasza na otwarcie wystawy „FETA GETA”, poświęconej twórczości Eugeniusza Geta Stankiewicza, które odbędzie się 17 maja 2025 roku o godzinie 17:00. Ekspozycja ta to wyjątkowa okazja do spotkania z jednym z najbardziej oryginalnych twórców polskiej grafiki drugiej połowy XX wieku. Wystawa prezentuje wybrane prace artysty – od plakatów i druków użytkowych, po metaforyczne autoportrety i fantazyjne przedstawienia zwierząt. 


Koncepcja wystawy: „FETA GETA”

Wystawa „FETA GETA” to prezentacja prac Eugeniusza Geta Stankiewicza – artysty niezależnego, wybitnego grafika, twórcy o wyjątkowym dorobku, wielokrotnie porównywanego do Albrechta Dürera. Ekspozycja stanowi przegląd jego wieloletniej praktyki artystycznej, ukazując charakterystyczne dla niego podejście do grafiki użytkowej i warsztatowej, autoportretu, metafory wizualnej i symboliki.


Idea przewodnia i tematyka

Eugeniusz Get Stankiewicz w swojej twórczości konsekwentnie zacierał granice między grafiką użytkową a warsztatową, czego wyrazem była m.in. jego praca dyplomowa – projekt książeczki Kochankowie z Toledo oraz afisz do spektaklu Exodus krakowskiego Teatru Stu. Oba projekty, oparte na odważnym, wizualnie silnym przekazie, cechuje prostota i enigmatyczność – elementy obecne w całej twórczości artysty.

Autoportret w czapeczce maskującej, 1989, miedzioryt kolorowany,
skan książki Mirosława Ratajczaka, Get Eugeniusza Stankiewicza

Motywy graficzne w jego pracach często przybierały formę rebusów, pełnych humoru, aluzji i metafor, tworząc osobisty język wizualny. Stały się one kroniką życia kulturalnego – zwłaszcza studenckiego – oraz wydarzeń artystycznych drugiej połowy XX wieku.

Charakterystyczne są także liczne przedstawienia zwierząt, również fantastycznych, oraz liczne autoportrety – głowa, twarz, palec z odciskiem linii papilarnych – w których artysta twierdził, że „przedstawia siebie, bo siebie zna najlepiej”.

Główne zagadnienia wystawy:

  • Grafika jako rebus – forma pełna symboliki i intelektualnej gry z odbiorcą.
  • Autoportret i obecność artysty – ciało, twarz i tożsamość jako nośnik sensów.
  • Zwierzęta i ornamentyka – barwne, fantazyjne przedstawienia o stylistyce secesyjno-barokowej.
  • Granica między użytkowością a sztuką – konsekwentne łamanie podziałów estetycznych i formalnych.

Narracja kuratorska i aranżacja przestrzeni

Wystawa ukazuje wybrane prace Stankiewicza, m.in. plakaty, druki, książeczkę dyplomową i afisz teatralny, stanowiące kluczowe momenty jego twórczości. Kompozycja ekspozycji pozwala na prześledzenie wizualnych i ideowych wątków obecnych w jego pracy – od inspiracji Dürerem, przez twórcze eksperymenty graficzne, po autoportret jako manifest osobisty.

Wesele, plakat, 1986


Artysta: Eugeniusz Get Stankiewicz

Eugeniusz Get Stankiewicz (1942–2011) był grafikiem, twórcą plakatów, książek, ilustracji i instalacji, absolwentem PWSSP we Wrocławiu. Pozostawił po sobie bogaty dorobek twórczy, w którym łączył niezależność intelektualną z formalną dyscypliną. Tworzył w technikach szlachetnych, takich jak miedzioryt, akwaforta i mezzotinta, często łączonych ze sobą. Jego twórczość stanowi unikatowe zjawisko w historii współczesnej grafiki polskiej.


O Muzeum Współczesnym Wrocław (MWW):

Historia i misja:

Muzeum Współczesne Wrocław działa od 2011 roku jako instytucja kultury podlegająca Prezydentowi Wrocławia. Skupia się na prezentacji i popularyzacji sztuki współczesnej, szczególnie twórczości wrocławskiej, a także na działalności edukacyjnej i społecznej.

Unikalna lokalizacja:

Muzeum mieści się w modernistycznym schronie z 1942 roku przy placu Strzegomskim – znanym jako „schron dla sztuki”. Jego architektura tworzy wyjątkową scenografię dla wystaw.

Instalacja sąsiednia:

Przy muzeum znajduje się rzeźba „Pociąg do nieba” Andrzeja Jarodzkiego – parowóz Ty2-1035 „wjeżdżający” w niebo, symbol przemiany i podróży w czasie.

informacja prasowa

sobota, 29 grudnia 2018

Dürery z kolekcji Książąt Lubomirskich na wystawie w Ossolineum /relacja z wystawy/

W dniu 25 kwietnia 2009 roku otwarto w Ossolineum niezwykłą pod wieloma względami wystawę. Tytuł „Dürery XX. Lubomirskich” kryje nie tylko dramatyczną historię utraconych grafik, ale także ideę artystycznego dialogu. Czego dotyczy ów dialog i kim są jego uczestnicy – to pytania, które zapewne stawiał sobie każdy, kto na wystawę przybył i stał się poniekąd uczestnikiem tego dialogu.


Skąd Dürer w Ossolineum?


Przedwojenne Ossolineum było nie tylko wspaniałą biblioteką. Jego integralną część stanowiło wydawnictwo oraz Muzeum Książąt Lubomirskich, które powstało w wyniku porozumienia między Józefem Maksymilianem hrabią Ossolińskim a księciem Henrykiem Lubomirskim, który wzbogacił zbiory Zakładu Narodowego o wspaniałą kolekcję dzieł sztuki. Było wśród nich m.in. 30 rysunków przypisywanych Albrechtowi Dürerowi, genialnemu artyście renesansowemu. W roku 1929 historycy sztuki Mieczysław Gębarowicz i Hans Tietze wydali katalog rysunków norymberskiego mistrza i po niezwykle rzetelnych i żmudnych kwerendach i dociekaniach nieomal detektywistycznych ocenili, że 24 z nich należy przypisać Dürerowi. Jak się później okaże, miało to daleko idące konsekwencje.

Kolekcję zaprezentowano po raz pierwszy w roku 1928 na wystawie jubileuszowej w Muzeum Lubomirskich we Lwowie oraz w Germanisches Nationalmuseum w Norymberdze. W 1936 r. III Rzesza wypożyczyła je na wystawę zorganizowaną z okazji olimpiady. Wybuchła wojna. 2 stycznia 1940 roku w miejsce Zakładu Narodowego im. Ossolińskich powołano Lwowską Filię Biblioteki Akademii Nauk USRS w Kijowie i przejęto zbiory ossolińskie, a następnie zlikwidowano Muzeum Lubomirskich. Kiedy do Lwowa wkroczyli Niemcy, w listopadzie 1941 utworzono z kolei Staatsbibliothek – II Oddział Biblioteki Państwowej. Jej komisarycznym zarządcą został profesor Gębarowicz, który jednocześnie pełnił funkcję konspiracyjnego dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z nadania księcia Andrzeja Lubomirskiego (syna Henryka).
Jak w dobrze skonstruowanym filmie sensacyjnym, już na drugi dzień po zajęciu Lwowa, tj. 2 lipca 1941 roku, dr Kai Mühlmann, komisarz do spraw zabezpieczenia dzieł sztuki w Generalnym Gubernatorstwie, rozpoczął poszukiwania kolekcji Dürera. Ostatecznie trafił do Biblioteki Baworowskich, gdzie Gębarowicz ukrył rysunki, i zażądał ich oddania, grożąc mu śmiercią. Pozostawił tylko cztery prace, których w katalogu nie było: "Głowę brodatego starca", "Gołębia dwugłowego", "Marię ze Zwiastowania" i "Gołębia ze Zwiastowania". Dwadzieścia sześć skonfiskowanych rysunków dostarczono następnie Führerowi, który zapragnął umieścić je w specjalnym muzeum III Rzeszy, a póki co postanowił się z nimi nie rozstawać.

Albrecht Dürer, Głowa starca/Wikipedia

Po wojnie rysunki Mistrza z Norymbergi odnaleziono, jak wiele innych zagrabionych dzieł – w kopalni soli w miejscowości Alt Aussee koło Salzburga. Zwrócono je Jerzemu Rafałowi Lubomirskiemu, który o zwrot ten wystąpił, powołując się na rzekome pełnomocnictwo udzielone mu przez ojca – księcia Andrzeja, kuratora literackiego ZNiO od 1882 roku. Jerzy Rafał zdecydował się sprzedać kolekcję i w konsekwencji dzieła uległy rozproszeniu. Zwrot dzieł sztuki osobie prywatnej był precedensem, w dodatku niezgodnym z przepisami międzynarodowymi, te bowiem stanowiły, że zagrabione dzieła zwracano państwom, a te przekazywały je właścicielom. W trudnych powojennych latach nie było możliwości upomnieć się o nie. W 1970 roku prasa polonijna USA zaalarmowała, że w Stanach znajdują się obiekty z dawnej kolekcji Lubomirskich. Jednakże dopiero po upadku komunizmu rozpoczęto na nowo starania o odzyskanie utraconych skarbów. W 2001 r. do instytucji posiadających w swych zbiorach rysunki Dürera ze zbioru Lubomirskich wysłano listy rewindykacyjne. Ponadto 17 września 2002 r. dyrektor Ossolineum Adolf Juzwenko podpisał z wnukami księcia Andrzeja Lubomirskiego umowę – „Uroczyste Postanowienie”, na mocy której postanowiono:

(…) doprowadzić do odtworzenia Muzeum Lubomirskich w ramach Ossolineum i przywrócić mu dawną świetność; (…) podjąć wszelkie możliwe działania, zmierzające do odzyskania eksponatów, które wolą Henryka Lubomirskiego i jego następców zostały przekazane do Muzeum Lubomirskich.

W 2004 roku Zakład Narodowy im. Ossolińskich, przy wsparciu środowisk polonijnych USA, wydał anglojęzyczny katalog zawierający nie tylko historię i opis zaginionej kolekcji, ale również dokumenty objaśniające jej status prawny, w tym także poufne memoranda Jamesa Heatha, szefa komórki prawnej w biurze wojskowym Departamentu Stanu USA.


„Dürery” Książąt Lubomirskich na wystawie w Ossolineum?


Sprawa rysunków Dürera ożyła ponownie, tym razem za sprawą wrocławskiego artysty Eugeniusza Geta Stankiewicza. Otóż przed kilkoma laty, po zaprezentowanej w Ossolineum w 2003 roku wystawie zatytułowanej „Miedzioryt Towarzyski”, postanowił on przenieść rysunki Dürera na płyty miedziorytnicze. Tak powstał projekt „Dürery XX. Lubomirskich”, do którego artysta zaprosił Barbarę Idzikowską i Romana Kowalika. Nie chodziło jednak o „zwykłą” rekonstrukcję utraconej kolekcji, ale także o wypełnienie powstałej luki własną formą. Miał to być poniekąd dialog artystów z Dürerem, z odbiorcą i … sobą samym. Z inspiracji brakującej kolekcji zrodził się więc pomysł niezwykły. Oto troje wrocławskich artystów – każdy posługując się własnymi metodami, własnym tworzywem – powołało do życia „nowe Dürery”…


„Dürery” Geta

Eugeniusz Get Stankiewicz, Autoportret-ręka-poduszka; oko i fragment twarzy, 
Fot. Cz. Chwiszczuk.

Get Stankiewicz – pisze w katalogu wystawy „Miedzioryt Towarzyski” Danuta Wróblewska – o płycie metalowej, rysunku na niej, ryciu, narzędziach, kresce i światłocieniu miękkich partii (…) wie wszystko. Zna praktyki historyczne i ich niuanse warsztatowe po koniec wieku XVIII. Prócz umiejętności i daru ręki ma zapamiętanie w pracy i iskrę szaleństwa skromnie nazywaną fantazją.

Warto zatem przyjrzeć się, jak „wygląda” dialogowanie Geta i kto mu partneruje, poza – co oczywiste – artystami, których do tego dialogu zaprosił. Pierwotne wobec miedziorytów i rysunków są w tym wypadku miedziorytnicze interpretacje rysunków mistrza z Norymbergi. Na wystawie można je zobaczyć obok gotowych prac (są to często kolejne wersje odbitek) również płyty miedziorytnicze, stanowiące ich matryce. Ale u Geta najważniejsze są – jak sam twierdzi – grafiki. Wystawę otwiera Głowa starca, wykonana techniką miedziorytu punktowego. Od oryginału odróżnia ją wiele elementów: rozmiar, charakterystyczne „oszmiańskie passe-partout”. Pod nią – znacznie mniejszy rozmiarami – Autoportret, okrągła główka, jakby dziecięca. Skąd to skojarzenie? Zgadnij, Koteczku, jakby powiedział Witkacy.

Tworząc własną wersję Autoportretu z ręką i poduszką, Get Stankiewicz nie tylko rozdzielił studium sześciu poduszek od autoportretu, ale wyposażył swoją „kopię” we własną grafikę przedstawiającą oko obramowane „oszmiańskim wydzierusem”, podczas gdy Sześciu poduszkom towarzyszy Głowa na czarnej poduszce – z prowokacyjnie rozdziawioną gębą, zwierzęco-lubieżna w wyrazie.
Na miedziorytach Geta znajdziemy też inne „znaki”: nadruki, stempelki, inskrypcje, np. godło topór z
napisem Ossolineum albo napis Muzeum w Oszmianie… Pierwowzór i „kopię” zdaje się łączyć skłonność do poszukiwań własnej ekspresji i autoironiczny dystans do samego siebie. Owo „dobudowywanie znaczeń” do już istniejących tworzy nie tylko rodzaj ukrytego dyskursu ze sobą samym, prowokuje także odbiorcę do poszukiwania ukrytych znaczeń i tym samym – do wzięcia udziału w dialogu.

Dyskurs z Dürerem i Getem jednocześnie podejmują pozostali artyści.

„Dürery” Barbary Idzikowskiej


Barbara Idzikowska, Madonna karmiąca Dzieciątko, Fot. Cz. Chwiszczuk.

Tworząc „swoje Dürery”, artystka wypowiada się w zupełnie innym tworzywie – łączy rysunek ze specjalnie przygotowaną taflą szklaną (szkło sodowe, fryta szklana). Jej Głowa starca – rysunek na szkle – zawiera dodatkowo elementy łączące szklane moduły: wystające z kompozycji metalowe druciki czynią ją trójwymiarową. Obok Głowy starca artystka umieściła Dzidziusia z brodą, według Geta Stankiewicza, ewokując w ten sposób dodatkowe znaczenia. Z kolei okazała Madonna karmiąca Dzieciątko, umieszczona w oknie Refektarza Ossolineum, nawiązuje do idei witrażu. Kompozycja podzielona jest na 15 modułów-kwadratów, których centralną część wypełnia „cytat” Dürera, ale artystka rozwija aspekt kolorystyczny obrazu, gdzie czerwień symbolizuje uczucia (serce), zieleń – nadzieję (na szczęście i zwycięstwo), błękit – oznacza spokój, kontemplację, wierność. Zarówno czerwień jak i błękit są w ikonografii kolorami Matki Bożej.


Dürery” Romana Kowalika


Roman Kowalik, Chrystus jako Król Świata, rysunek piórkiem, 1507, 
Fot. Cz. Chwiszczuk.

Z twórczością Dürera artysta zetknął się już wcześniej, wykonując mistrzowską kopię Czterech jeźdźców Apokalipsy według św. Jana. W ramach projektu wykonał matryce drzeworytnicze do sześciu należących ongiś do kolekcji Książąt Lubomirskich rysunków, które – obok drzeworytów – można zobaczyć na wystawie. Dla Romana Kowalika to właśnie „klocek”, a nie jego odbitka na papierze staje się oryginalnym dziełem sztuki. W Autoportrecie z prawą ręką zastosował klocki olchowe, w Świętej Rodzinie – czereśniowe, w przypadku Głowy aniołka – orzechowe, zaś w „Wypustce ornamentalnej z motywem pelikana”– użył drzewa jabłoni. Pominąwszy fakt, że już rzeźbiarsko potraktowane drzewo wzbudza w widzu doznania estetyczne, to po uważnym przyjrzeniu się im zaczynamy dostrzegać w nich „wariacje na temat Dürera”. Głowa aniołka, dla przykładu, została wyposażona w pełnoplastyczną sugestię brakującego w pierwowzorze fragmentu.

Na koniec można by żartobliwie stwierdzić, że o ile historycy sztuki: Gębarowicz i Tietze weszli w role detektywów, aby kolekcję Dürera rzetelnie opisać, o tyle artyści daleko poza nią wyszli. Obcując bowiem z kopiami rysunków z utraconej kolekcji (poza wyjątkiem, jakim jest Głowa starca), wykorzystali przede wszystkim swój talent i wyobraźnię, aby „odtworzyć” kolekcję na swój sposób. Być może jedyny możliwy...


Artykuł ukazał się pierwotnie w "Nowym Życiu", w lipcu 2009 roku.

czwartek, 7 grudnia 2017

Mirosław Ratajczak: "Get Eugeniusza Stankiewicza" /recenzja, relacja ze spotkania/

W Wydawnictwie Warstwy ukazał się obszernie ilustrowany album będący pierwszą próbą opisania fenomenu artysty. Jego autorem jest Mirosław Ratajczak - krytyk sztuki, przyjaciel i znawca twórczości Geta. Publikacja zawiera ponadto reprezentacyjny zbiór prac - od juweniliów po ostatnie dokonania.
 
Mirosław Ratajczak, Get Eugeniusza Stankiewicza


Sztukmistrz z Wrocławia 


Autoportret w czapeczce maskującej, 1989, miedzioryt kolorowany_skan

Kim był? Danuta Wróblewska w posłowiu do katalogu wystawy "miedzioryt Towarzyski" z 2003 roku tak oto opisała tego niezwykle we Wrocławiu popularnego artystę:

Get Stankiewicz to specjał tamtych stron, to sztukmistrz w tym rozumieniu słowa, jak to ujmował Norwid. Prócz umiejętności i daru ręki ma zapamiętanie w pracy i iskrę szaleństwa skromnie nazywaną fantazją. Jest prawdziwym, skocznym ułanem metalu. (...) prześmiewca z siebie i ironista wobec rzeczy i ludzi, odkrywa widzowi groteskę obrazu jak smaczne ciasteczko. (...) Słowem Get  - celebrant warsztatu, człowiek zasad i rygoru, umie strzelić do nas okiem i robi to przednio.

"Get Eugeniusza Stankiewicza"


W promocji książki, która odbyła się 18 czerwca w Kinie Helios Nowe Horyzonty, uczestniczyli m.in. autor publikacji, brat Geta - Janusz Stankiewicz, przyjaciel - Jan Jaromir Aleksiun oraz wieloletnia współpracowniczka - Barbara Idzikowska. Spotkanie poprowadził redaktor naczelny Wydawnictwa - Jarosław Borowiec.
 
Barbara Idzikowska, Mirosław Ratajczak, Jan Aleksiun, Janusz Stankiewicz
fot. B. Lekarczyk-Cisek

Starannie wydany i bogato ilustrowany album ma układ chronologiczny. Rozpoczyna go tekst dotyczący wystawy z 1976 roku w Muzeum Plakatu w Wilanowie. Oprócz Eugeniusza Stankiewicza uczestniczyli w niej także Jan Jaromir Aleksiun, Jerzy Czerniawski oraz Jan Sawka. Pod  nazwą "Czterech w Wilanowie" wydarzenie to przejdzie później do historii sztuki. Wszyscy zrobili indywidualne kariery, ale przyjaźń przetrwała do 2011 roku - do śmierci Geta. Końcowy esej, zatytułowany "Czarna skrzynka", dotyczy ostatniego okresu twórczości artysty, kiedy to - wespół z Barbarą Idzikowską - zajął się kolejną odsłoną "lenistwa przez pracę": szkłem artystycznym. Powstały wówczas wielce oryginalne rysunki na szkle, witraże, prace eksperymentalne. Pomiędzy  esejami znajdziemy także opowieść o artyście niezwykle oryginalnym, którego nie da się zamknąć w żadnym schemacie, choć sam o sobie mówił:

Mnie można wytłumaczyć tylko w kontekście rzeczy, które się działy. Umrę wraz z kontekstem. Nie wszedłem we własny świat artystyczny, nie zajmuję się sobą, moje obrazki są pastiszem, wtórnością. Nie jestem uniwersalny jak malarze kwiatów.

Album Mirosława Ratajczaka uchyla trochę drzwi prowadzące do świata, któremu na imię Get. I jest to świat z pewnością fascynujący. 

Mirosław Ratajczak: opowieść o człowieku z pasją 

 
Od Becketta do czarnych skrzynek, montaż okolicznościowy, wystawa Metamorfozy 2,
19642010, techniki różne

Sam autor publikacji określa ją mianem krytycznego eseju i pragnąłby - jak zastrzega we wstępie - zrezygnować ze słów "artysta" i "sztuka", koresponduje to bowiem z niechęcią Geta do jednoznacznego definiowania zjawisk artystycznych. Dla niego najistotniejsze było prowokowanie reakcji estetycznych i intelektualnych u widzów, by wytrącić ich ze stereotypów i klisz. 

To jest opowieść o człowieku i jego pracy, której nieodłącznym elementem była pasja, a pierwszorzędną cechą - szeroko pojęta niezależność - czytamy w posłowiu. Swoje zadanie pojmowałem jako próbę przywołania tego wszystkiego, co bezpośrednio wpływało na twórczość Eugeniusza Geta - Stankiewicza i formowało ją; chciałem przywołać konteksty dziś już umykające nam z pola widzenia, z pamięci. 
Sprawiał wrażenie, jakby urodził się od razu Getem - powiedział podczas spotkania Mirosław Ratajczak. Aby zrozumieć, dlaczego był tak inny, należy znać konteksty jego twórczości. Był otwarty wobec ludzi i rzeczywistości, ostro obserwujący i reagujący na swój sposób. Wszystkie jego prace zawierają bardzo osobiste spojrzenie na świat, ale nigdy nie mówi o sobie. 
 
Wystawa w Muzeum Plakatu/skan


In memoriam

Jan Jaromir Aleksiun: Zaskakiwał pomysłami


Mówią o mnie, że byłem przyjacielem Geta. To była przyjaźń bardzo szczególna - opowiadał podczas spotkania prof. Jan Aleksiun.

Get nie był wylewnym człowiekiem. Zawsze mnie zaskakiwał swoimi pomysłami, bo były i ciekawe, i dające do myślenia. Robił rzeczy, które nie każdy odważyłby się robić, np. miedzioryty. Wspólnie odbyliśmy kilka zabawnych podróży. Najdłuższa z nich była do Bretonii przez Paryż, gdzie musieliśmy załatwiać niemiecką wizę. Zaniosłem nasze dokumenty do konsulatu i okazało się, że otrzymamy je dopiero po jakimś czasie, wraz z wizą. Kiedy wróciłem do Geta, ten bardzo się oburzył, że mamy jechać do Bretonii bez paszportów i pobiegł do konsulatu. Wrócił z niczym, a w dodatku rozchorował się, więc nie mógł jeść tych wszystkich smakołyków, którymi uraczyli nas przyjaciele. Nie mógł również palić (a palił namiętnie) i od tego czasu już nigdy nie wziął papierosa do ust. Wyglądało to wtedy tak, jakby się obraził na cały świat i niczego już od tego świata nie chciał.
 
Wesele, plakat, 1986

Barbara Idzikowska: Wiarygodny, lojalny, wspierający, o wielkiej wyobraźni


Get był wspaniałym współpracownikiem - wspominała Barbara Idzikowska. Między nami było dwadzieścia lat różnicy. Górował nade mną swoim doświadczeniem, a ja byłam nim zafascynowana. Zawsze jednak uzupełnialiśmy się. Jego konstruktywność była czymś niezwykłym. Nie spisywaliśmy umów, bo Get był wiarygodny, lojalny, zawsze wspierający. Był też nieprzewidywalny, jeśli chodzi o wyobraźnię twórczą - nigdy siebie nie powtarzał. Moim przywilejem i szczęściem było patrzeć, jak pracował.  

Janusz Stankiewicz: Chciał być oryginalny



Plakat, 1979

Brat mnie tolerował, bo ja w jego pracowni sprzątałem i robiłem herbatę - opowiadał z humorem Janusz Stankiewicz. Właściwie to nie chcę opowiadać anegdot, bo Get opowiadał je potem jako swoje, odpowiednio zmieniając, z czym nie bardzo się zgadzałem. 

Często przychodzili do niego studenci, ale także uznani artyści, chociaż on wcale nie udzielał rad. Get rysował od kiedy pamiętam. Było nas w domu troje dzieci i zawsze zabierał dla siebie największy kawałem stołu, pochłonięty rysowaniem. Nigdy nie kopiował, zawsze chciał być oryginalny. 
 
Bez tytułu, 1978. akryl, płyta pilśniowa/skan

Sam artysta wspomina z lekką ironią lata liceum:

(...) na pamiątkowym, legitymacyjnym zdjęciu, które dostałem od kolegi na koniec liceum, umieszczona była lekko złośliwa, lecz dająca pocieszenie dedykacja: "Klasowemu Matejce - Stach", co razem z chlebakiem, wygranym w ogólnopolskim konkursie na nalepkę dla autostpowiczów, i podobnym sposobem pozyskanym aparatem fotograficznym Start - za obrazek przedstawiający lodołamacz "Lenin", w konkursie zorganizowanym przez TPPR [ Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej]  pod hasłem "Z życia ZSRR" - tworzyło całkiem niezły dorobek.

Ten charakterystyczny, autoironiczny ton, towarzyszył mu właściwie zawsze...

Książka Mirosława Ratajczaka "Get  Eugeniusza Stankiewicza" ukazała się w Wydawnictwie Warstwy w czerwcu 2015 roku.
Relacja ze spotkania ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline w 2015 roku.


Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty