wtorek, 15 grudnia 2020

Historia i zbiory Muzeum Poczty i Telekomunikacji w opowieści Tomasza Sumy /wywiad/

Rozmawiam z kustoszem Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu o historii i zbiorach tej zacnej placówki, a także o tym, jak przygotowując najnowszą wystawę, ubrano żeńskie manekiny w przedwojenne mundury.

Tomasz Suma, fot.MPiT

Barbara Lekarczyk-Cisek: Większość zjadaczy chleba nie ma wyobrażenia, jak bogate są zbiory Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu i że ta zacna placówka jest właściwie opowieścią o polskiej historii. Przybliżmy zatem okoliczności jej powstania. Jaka była idea powołania jej do istnienia?

Tomasz Suma: Muzeum zostało ustanowione 25 stycznia 1921 roku, ale  udostępnienie go szerszej publiczności nastąpiło znacznie później. Idea powołania Polskiego Muzeum Pocztowego – bo taka była jego pierwotna nazwa – pojawiła się już w 1919 roku, podczas trwania pierwszej polskiej wystawy filatelistycznej po odzyskaniu niepodległości. Wówczas to minister poczt zadeklarował chęć stworzenia takiego resortowego muzeum, analogicznie do tych, które powstawały po 1918 roku w innych resortach. Idea ta dojrzewała przez dwa lata i dopiero 25 stycznia 1921 roku Minister Poczt i Telegrafów wydał rozporządzenie, w którym obwieścił powstanie Muzeum Pocztowo-Telegraficznego. 

Czy mają Państwo w swoich zbiorach to rozporządzenie?

Niestety, nie, ponieważ de facto było to zarządzenie służbowe, które otrzymał urzędnik pocztowy Wacław Laskowski. Jemu właśnie zlecono zorganizowanie tego muzeum.

Bagatela! (śmiech)

Tak. Natomiast jeszcze w tym samym roku Laskowski oddał to rozporządzenie swojemu przełożonemu – dyrektorowi IV Wydziału Gospodarczego Ministerstwa Poczt i Telegrafów. Niestety, nie udało mi się znaleźć tego dokumentu, mimo usilnych poszukiwań w Archiwach Akt Nowych i w aktach ministerstwa. Nie mamy więc aktu erekcyjnego w Muzeum. Być może dlatego, że jako polecenie służbowe nie było traktowane ze szczególnym pietyzmem. 

Jaki wobec tego najstarszy dokument znajduje się w Muzeum Poczty i Telekomunikacji?

Pierwszy, najstarszy, pochodzi z roku 1919 roku. Kiedy powstał zamysł powołania do życia muzeum, minister zwrócił się do pracowników poczty i społeczeństwa z apelem o nadsyłanie rozmaitych eksponatów. Późniejsze dokumenty pochodzą z lat 20. i jest wśród nich nadanie statutu i kolejne prośby ministra o nadsyłanie eksponatów. To jest najstarszy zachowany dokument dotyczący dziejów naszego Muzeum.

Czy ludzie chętnie je udostępniali?

Bardzo chętnie! Już trzy tygodnie po pierwszym apelu napłynęły pierwsze eksponaty: znaczki warszawiaka, niejakiego Wilhelma Bernsteina, którego pismo również się zachowało. Później było ich coraz więcej.

1919, pierwszy dar dla muzeum (AMPiT, 1-174)

A kiedy nastąpiło oficjalne otwarcie muzeum dla publiczności?

Dopiero w 1928 roku. Zarządzenie o otwarciu muzeum dla zwiedzających wydał Okólnikiem Nr 2062/XI z dnia 19 marca 1928 roku Minister Poczt i Telegrafów, Bogusław Miedziński. Na zwiedzanie wyznaczono dwa dni w tygodniu: czwartek i niedzielę od 12:00 do 14:00, zaś opłata za wejście wynosiła 50 groszy od osoby, z wyjątkiem uczącej się młodzieży i szeregowych żołnierzy, dla których ustalono opłatę 20 groszy. Zasady te obowiązywały przez dziesięć lat i zmienione zostały dopiero 15 czerwca 1938 r. 

Przede wszystkim skupiono się na gromadzeniu i opracowaniu zbiorów. Główną ideą naszego muzeum było gromadzenie pamiątek dotyczących działalności poczty. Łatwo było wówczas udokumentować dzieje poczty z okresu zaborów, ponieważ bardzo dużo eksponatów, które nie zostały zniszczone, było przekazywanych do ministerstwu. Dziś byłoby bardzo trudno otrzymać stemple czy dokumenty, bo muszą one pozostać u operatora pocztowego. W 1921 roku było o tyle łatwiej, że wszystko zostało wymienione – z języków: rosyjskiego i niemieckiego na język polski. Nie było więc zagrożenia, że ktoś wykorzysta je niezgodnie z prawem. Stąd tak dużo u nas pamiątek pozaborowych.

Które z nich określiłby Pan jako najcenniejsze?

To już zależy od tego, do której kolekcji sięgniemy. Jeżeli do historycznej, to najcenniejszymi obiektami są szyldy i skrzynki pocztowe. Posiadamy najstarszy zachowany szyld poczty polskiej, który należał do Urzędu Pocztowego w Słonimiu. To nasze cymelium, które pochodzi z XVIII wieku, a jego uzupełnieniem jest pieczęć, również pochodząca ze Słonimia. W kolekcji stempli również najcenniejszy jest stempel ze Słonimia, a jego uzupełnieniem jest szyld pochodzący również z tej poczty.

Najstarszy szyld pocztowy znajdujący się w zbiorach MPiT,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Z kolei w archiwum historycznym posiadamy dokumenty dotyczące Tadeusza Kościuszki, dr Tomasza Arciszewskiego – pierwszego dyrektora generalnego Poczty Polskiej, który ją organizował od 1919 roku (jesteśmy w posiadaniu m. in. jego aktu nominacji), bezcenną mapę pocztową – pierwszą z legendą w języku polskim (Kolberga), najstarszy zachowany sztandar pocztowy z 1919 roku i wiele innych. Muzeum ma też w swoich zbiorach kilka dokumentów i listów podpisanych przez królów i prezydentów. 

Posiadamy ponadto niewielki zbiór polskich biletów płatniczych, czyli banknotów pieniężnych. Wtedy jeszcze nie było pieniędzy papierowych, tylko owe bilety płatnicze z przełomu XVIII i XIX wieku. 

Bezcenną kolekcję stanowią także projekty znaczków pocztowych przekazywane do muzeum przez ministerstwo od 1921 roku do ostatniego z wykonanych w czasach współczesnych. A jeśli już jesteśmy przy zbiorach filatelistycznych, trzeba podkreślić, że jest ona pełna bezcennych walorów zachowanych tylko w naszym muzeum. Uzupełniają ją wspomniane projekty znaczków, a także akcepty, dokumentacja i korespondencja z artystami, klisze do produkcji znaczków, odbitki próbne i walory, które nie weszły do obiegu. 

Cenna jest także kolekcja mundurów, których liczba przed wojną wynosiła trzydzieści osiem. Wszystkie zaginęły zimą 1940 roku, kiedy to włamano się do muzeum. Nie zostały nigdy odnalezione, jednak po wojnie rozpoczęto rekonstrukcję kolekcji. Obecnie do najcenniejszych obiektów należy frak urzędnika ministerialnego Dyrekcji Generalnej Poczt z początku XX wieku.

Frak urzędnika ministerialnego Dyrekcji Generalnej Poczt z pocz. XX w.
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Dawni urzędnicy poczty byli bardzo eleganccy!

Owszem, jednak musimy tłumaczyć, że tak nie wyglądali zwykli urzędnicy, ale ten najwyższej rangi. W naszych zbiorach znajdują się egzemplarze wszystkich mundurów, począwszy od XIX wieku po dzień dzisiejszy. Niespełna półtora miesiąca temu otrzymaliśmy w darze od Poczty Polskiej najnowsze mundury pocztowe. 

Oglądałam wiele lat temu w Muzeum Narodowym we Wrocławiu wystawę strojów kobiecych od XIX wieku po współczesność i moją uwagę zwróciła estetyka oraz jakość wykonania. W porównaniu z dawnymi stroje współczesnych kobiet były po prostu szpetne i byle jakie. Czy dotyczy to również strojów pocztowych?

Jest analogicznie! Dziś można zobaczyć pracowników poczty w tzw. uniformie pocztowym, którego nawet nie nazywa się mundurem. Składa się nań koszula, spodnie lub spódnica. Natomiast przed wojną i po niej (ostatni mundur zmieniono pod koniec lat 90.) wszyscy urzędnicy i listonosze mieli obowiązek noszenia mundurów. Ich wzory zmieniały się w zależności od potrzeb. Zmieniały też kolory – od brązowego na początku, następnie zielonego, khaki, siwego do niebiesko-granatowego, wpadającego w fiolet. Zmieniała się również jakość mundurów. Przedwojenne mundury były wykonane z sukna, po wojnie zaczęły się pojawiać sztuczne włókna.

Mundury przedwojenne miały także elegancki krój.

Tak, staraliśmy się to pokazać na wystawie. Nawiasem, wiąże się z tym pewna anegdota. Otóż przygotowując najnowszą wystawę (którą będzie można zobaczyć po otwarciu muzeum i zniesieniu obostrzeń epidemicznych), kupiliśmy współczesne manekiny odzwierciedlające posturę standardowego mężczyzny. Wówczas okazało się, że żaden z przedwojennych mundurów do tej sylwetki nie pasuje. Udało się nam ubrać manekiny tylko w powojenne, workowate mundury. Ostatecznie rozwiązaliśmy problem ubierając w przedwojenne mundury manekiny żeńskie, po uprzednim wyrównaniu piersi (śmiech). Mundury przedwojenne miały wąskie talie i biodra, co daje wyobrażenie, jakie przeważały wówczas sylwetki męskie. Pod mundurem przedwojenni pracownicy poczty nosili koszule i podkoszulki i może coś jeszcze – byli nieduzi i bardzo szczupli. 

Czy darczyńcy przynosili także listy, których treść dotyczyła tamtych odległych czasów?

Tak, listy również przynoszono, ale ich treść nie była istotna. W zbiorach przeważa korespondencja o treści urzędowej. Od najstarszego – z XVIII wieku – po czasy powojenne. Wyjątek stanowią listy z Powstania Warszawskiego. Ktoś znalazł worek listów poczty powstańczej i przyniósł go do Muzeum Poczty. Przyniesiono również dwie skrzynki powstańcze, które obecnie są prezentowane na wystawie stałej.

Kartka z okolicznościowym znaczkiem i pieczęciami dokumentującymi
wycieczkę "Batorym", 1936 r., fot. Muzeum Poczty i Telekomunikacji

W przypadku listów liczył się przede wszystkim interesujący znaczek albo pieczęć lakowa czy jakaś interesująca kauczukowa. Chodziło więc raczej o walory filatelistyczne. Prym wiodła filatelistyka. Obecnie to nasza największa kolekcja, licząca około półtora miliona sztuk. W zbiorach znajdują się także projekty i akcepty znaczków.

Wracając do historii Muzeum Pocztowo-Telegraficznego (nazwa kilkakrotnie się zmieniała), do II wojny, a także tuż po niej mieściło się w Warszawie. Jakie były jego losy podczas okupacji?

Podobnie jak całe Ministerstwo Poczty, muzeum zostało we wrześniu 1939 roku ewakuowane. Zbiory zapakowano do 26 drewnianych skrzyń, które miały być ukryte w Polsce i gdzieś wywiezione jako bardzo cenne. Niestety, tak się nie stało i zbiory zostały ukryte w Warszawie. Ówczesny kustosz muzeum, Włodzimierz Polański, wybitny filatelista, spakował je wraz z pracownikami i ukrył w podziemiach Urzędu Telekomunikacyjnego Warszawa 1,. Część trafiła do Urzędu Pocztowego przy św. Barbary 1, gdzie mieściła się w tym czasie siedziba muzeum. Tak więc zbiory zostały nieco rozproszone. Podczas okupacji pocztę polską przejął system poczty niemieckiej: Deutsche Post Osten. Pod naciskiem dyrektora poczt w Berlinie podjęto decyzję, aby Muzeum Poczty i Telekomunikacji w Warszawie zlikwidować, a zbiory przewieźć do Berlina. W 1940 roku oficjalnie zamknięto muzeum i przygotowano zbiory do wysyłki. Ostatecznie nie trafiły do Berlina, lecz błąkały się po różnych częściach Europy. Część zbiorów, uznana przez Niemców za bezwartościową (np. mundury, malarstwo polskie czy projekty), pozostała w muzeum. 

Oznaka listonosza Urzędu Pocztowego Breslau 1, 1937-1944,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

 Czy udało się odzyskać wywiezione zbiory?

Oczywiście! Po zakończeniu działań wojennych reorganizacją muzeum zajął się kustosz Adolf Schöpp (Włodzimierz Polański zginął w 1944 roku). Do 1948 roku udało się odzyskać większość zbiorów. Straty poniosły przede wszystkim zbiory malarstwa. Część cennych obrazów, np. płótna Zofii Stryjeńskiej czy Jana Rosena, nigdy nie odnaleziono. Natomiast reszta przetrwała dzięki temu, że niemieccy urzędnicy wzięli je do urządzania swoich domów i gabinetów. Wśród nich był najcenniejszy – obraz Jana Rosena, jedyny, który ocalał. Część obrazów się nie odnalazła, być może spłonęła w powstaniu.

Jakie okoliczności sprawiły, że muzeum przeniesiono do Wrocławia?

W styczniu 1951 roku muzeum zostało zlikwidowane. W tym czasie zlikwidowano w Polsce większość muzeów technicznych, a za takie uchodziło również Muzeum Poczty i Telekomunikacji. Brakowało sprzętu, toteż próbowano przeznaczyć do użytku eksponaty muzealne. Zastanawiano się także nad przeniesieniem Muzeum Poczty i Telekomunikacji do Wrocławia – na tzw. Ziemie Odzyskane, jednak dopiero w 1955 roku Władysław Kostro - przedwojenny działacz, a od 1954 roku – dyrektor  Okręgu Poczt i Telegrafów we Wrocławiu, podjął ideę ponownego powołania do istnienia Muzeum Poczty. Zostało ono ponownie otwarte w 1956 roku we Wrocławiu. Od 1999 roku, jak większość muzeów w Polsce, nie podlega już ani ministerstwu resortowemu, ani Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, lecz utrzymują je samorządy lokalne.

Dyliżans pocztowy, Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu,
fot. prasowa

Czy w okresie wrocławskim przybyło do muzeum dużo eksponatów i które z nich mają największą wartość?

Z pewnością do najwartościowszych obiektów należy 24-osobowy dyliżans. Żadne muzeum w Europie takiego nie posiada. Po wojnie służył do transportu osób podczas dożynek w pegeerze, podobnie jak drugi, mniejszy. Zyskaliśmy także pulpit telekomunikacyjny, przy którym prezydent Warszawy Stefan Starzyński przemawiał podczas wojny. Od 1956 roku  po lata 80. Poczta Polska przekazywała nam całą dokumentację twórczości filatelistycznej w Polsce, dzięki czemu posiadamy jedyny w Polsce, kompletny zbiór dokumentów dotyczących każdego znaczka i każdej emisji znaczków. Mamy więc projekty, akcepty, próby… Obecnie znaczków już się tak nie projektuje. Kiedyś zatrudniano artystę, który sporządzał odręczne projekty – zazwyczaj kilka wersji. Ostatecznie komisja wybierała jeden z nich. A my posiadamy dokumentację tego procesu na wszystkich jego etapach. Mamy również pamiątkowe eksponaty, które powstały z okazji rocznic, np. 400-lecia poczty: dokumenty, fotografie, pamiątki…

Dokument zawierający zatwierdzenie wybranych znaczków do emisji,
fot. Muzeum Poczty i Telekomunikacji

Po wojnie zaczęliśmy także gromadzić sztandary – posiadamy bardzo bogatą kolekcję sztandarów związkowych i pocztowych, w tym najstarszy, z 1919 roku. To zupełnie unikalna kolekcja. 

Tak Pan rozpalił moją ciekawość, że muszę się udać na wystawę, aby to wszystko zobaczyć! Proszę o towarzyszenie mi.

Ciąg dalszy: Po wystawie Muzeum Poczty i Telekomunikacji oprowadza Tomasz Suma


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wieczór Tadeusza Różewicza we Wrocławskim Teatrze Współczesnym /zapowiedź/

Wrocławski Teatr Współczesny zaprasza na wieczór poświęcony twórczości Tadeusza Różewicza, upamiętniający dziesiątą rocznicę śmierci dramatu...

Popularne posty