piątek, 30 sierpnia 2019

"Ból i blask", czyli Pedro Almodovara życie w filmie /recenzja/

Nawiązałam w tytule recenzji do "Mojego życia w sztuce" Konstantego Stanisławskiego, gdyż podobnie jak rosyjski reżyser i twórca tzw. Metody, Almodovar (i jego bohater) żyją właściwie sztuką i w sztuce - reszta, nie wyłączając ich samych, jest jej tworzywem.



Na wstępie wyznam, że z recenzją najnowszego filmu Pedro Almodovara mam pewien kłopot. Znam wszystkie filmy hiszpańskiego reżysera, jedne lubię bardziej, inne mniej, zawsze jednak doceniałam jego umiejętność opowiadania historii. O filmie "Ból i blask" słyszałam peany, zanim go jeszcze obejrzałam.  Wahałabym się jednak nazwać go arcydziełem - nie dajmy się zwariować! Nie jest ani tak poruszający jak "Wszystko o mojej matce", ani tak błyskotliwy jak "Wysokie obcasy".
Mistrz się uprościł, a jego kino stało się kameralne i nic w tym złego. Taka była już "Julieta". Któż jednak o nim dziś pamięta?


Kadr z filmu "Ból i blask"
Sądzę, że "Ból i blask" mógłby być filmem bardziej uniwersalnym, głębszym, bo tego można by oczekiwać po dojrzałym twórcy, jednak wcale taki nie jest. Przede wszystkim to nie jest kino osobiste w takim znaczeniu jak choćby ostatni film Jana Jakuba Kolskiego: "Ułaskawienie", mimo że i tu pojawia się narracja w pierwszej osobie. Początkowe sekwencje, wspomagane animacją, są nieco ironiczną wyliczanką chorób i dolegliwości, na które cierpi Salvador Mallo, bohater grany przez Antonio Banderasa. Fabuła w gruncie rzeczy prosta: starzejący się reżyser ma mieć repremierę cyfrowo odnowionej kopii swego pierwszego filmu, toteż próbuje się skontaktować z aktorem grającym przed trzydziestu laty główną rolę, aby wraz z nim wystąpić publicznie. Wynika z tego szereg perypetii, częściowo zabawnych, częściowo nieoczekiwanych. Ot i wszystko. Istotą jest sama sytuacja człowieka, który osiągnął sukces, ale czuje się stary i samotny. Cierpi na ból utraty - młodości, zdrowia, kochanka, matki, ma dojmujące poczucie nieuchronnie upływającego życia. Jednak w tym egzystencjalnym i fizycznym bólu są chwile, kiedy wszystko nabiera sensu, a to za sprawą twórczości. Bohater pisze opowiadania, i robi filmy, przetwarzając w ten sposób ból istnienia w sztukę.

Penelope Cruz (matka) w filmie "Ból i blask"

Najbardziej poruszające w filmie Almodovara są sceny z matką, którą opiekuje się pod koniec życia. Ich relacje są pełne czułości, a zarazem niedopowiedzeń. Syn ukrywa przed nią swój homoseksualizm i w ogóle fakt, że żyje życiem innym, niż by ona zapewne chciała. Matka jest mądrą, choć prostą wiejską kobietą i także pewnych rzeczy nie mówi, za to modli się za syna. Mimo upływu czasu pokój po jej śmierci pozostanie taki sam jak za życia: pełen dewocjonaliów. Miłość sprawia, że dla syna są to ważne pamiątki, których się nie pozbywa.

Julieta Serrano jako matka w starszym wieku

W filmie Almodovara przeszłość miesza się z teraźniejszością - w kolejnych retrospekcjach poznajemy go coraz lepiej: jego marzenia, przeżycia, obrazy. Bohater żyje właściwie całkowicie zanurzony w przeszłości - jak w wodzie w sekwencji otwierającej film. Wizualnie retrospekcje są  najpiękniejszymi scenami tego filmu. Trochę jak w "8 i pół" Federico Felliniego - mały chłopiec towarzyszący kobietom podczas prania pościeli w rzece z zachwytem przypatruje się swojej pięknej matce. Kobiety śpiewają i układają wielkie prześcieradła na wysokich trawach, aby wyschły do słońca. Ostatnia scena filmu pokazuje, że w istocie wszystko czerpie się z własnego życia. Ale czy to znowu takie odkrywcze..?

Antonio Banderas jako Salvador Mallo

Tak czy owak, choć nie nazwałabym "Bólu i blasku" arydziełem, to jednak sądzę, że warto ten film zobaczyć, choćby dla owych wysmakowanych wizualnie retrospekcji z piękną Penelopą Cruz w roli matki młodego bohatera oraz dla dojrzałej kreacji Antonio Banderasa, który jest przecież (podobnie jak Penelope) odkryciem Almodovara.

Celowo sparafrazowałam w tytule recenzji "Moje życie w sztuce" Konstantego Stanisławskiego, gdyż podobnie jak rosyjski reżyser teatralny i twórca tzw. Metody, Almodovar (i jego bohater) żyją właściwie sztuką i w sztuce - reszta, nie wyłączając ich samych, jest jej tworzywem.

ocena 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"W stronę słońca" - Układ Formalny | Festiwal Giant Meble Wrocław

21 września, w sobotę,  o godzinie 15:00 – 16:00  Układ Formalny zaprasza na spektakl dla dzieci: "W stronę słońca". Wstęp darmowy...

Popularne posty