Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Ślub Gombrowicza, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Ślub Gombrowicza, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 maja 2025

"Ślub" Witolda Gombrowicza w STUDIO i na antenie Programu 3 Polskiego Radia

 Po świetnie przyjętym słuchowisku „ONI” Witkacego, STUDIO  i Polskie Radio zapraszają 26 maja (poniedziałek) na kolejną odsłonę cyklu teatralnych słuchowisk na żywo. Tym razem będzie to  „Ślub” Witolda Gombrowicza – tekst niepokojący, przewrotny i pełen językowej gry. Reżyser Polskiego Radia - Tadeusz Kabicz, po raz drugi, sięga po formę, która wyostrza sens – pozwala, by słowo wybrzmiało czysto i bez teatralnych podpórek. Transmisja na antenie radiowej Trójki o godz. 19:00. 


W teatrze czasem najlepiej działa to, czego nie widać. Gdy zamiast scenografii mamy głos, zamiast światła – rytm oddechu, zamiast gestu – szept. I właśnie taki teatr wydarzy się na Dużej Scenie im. Józefa Szajny w STUDIO teatrgalerii, gdzie publiczność będzie mogła przyjrzeć się z bliska temu, jak powstaje słuchowisko – teatr w wersji radiowej, intymnej i wyjątkowo działającej na wyobraźnię. To nie będzie tradycyjny spektakl. Na scenie – mikrofony, zespół aktorski, stoły do realizacji dźwięku. Przed nimi – publiczność. Wspólnie będziemy świadkami procesu, jak z tekstu rodzi się, transmitowane na antenie radiowej Trójki oraz zarejestrowane słuchowisko.


„Ślub” –  słowa Gombrowicza, które tworzą rzeczywistość


Ślub” powstał tuż po wojnie. Główny bohater – Henryk – śni o powrocie do domu, który z każdą sceną coraz mniej przypomina rzeczywistość. Postaci zmieniają role, słowa przestają znaczyć to, co zwykle. To dramat o języku, który zamiast opisywać świat, zaczyna go tworzyć i burzyć. Witold Gombrowicz lubił podważać to, co oczywiste – i właśnie to w jego pisaniu do dziś działa najbardziej. Ten dramat, który sam autor określił jako „kompozycję działań scenicznych” i „partyturę nasłuchu”, zyskuje szczególną moc w wersji radiowej. Bez dekoracji i rekwizytów, bez ilustracyjnej gry ciałem – zostaje tylko głos. Właśnie on, niosący sens i napięcie, tworzy światy. W słuchowisku nie chodzi o to, by zobaczyć – ale by pozwolić, by słowo wykonało swoją pracę.

W rolach głównych wystąpią: Dominika Biernat, Daniel Dobosz, Sławomir Orzechowski (gościnnie), Dominika Ostałowska, Paweł Smagała, Rob Wasiewicz i Ewelina Żak. Aktorzy nie będą grali postaci w klasycznym sensie – ich głosy staną się głównym środkiem wyrazu. 

Partnerem wydarzenia jest Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli – instytucja, która nie tylko strzeże literackiego dziedzictwa autora „Ślubu”, ale też szuka nowych sposobów, by je ożywić i pokazać na nowo. 

Całość wydarzenia potrwa około 50 minut, bez przerwy. 

Audycje Polskiego Radia ze STUDIO i Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli

26 maja w przestrzeniach STUDIO nadawane będą specjalne audycje Polskiego Radia poświęcone twórczości i życiu wybitnego artysty. W programie znajdą się rozmowy, wspomnienia oraz materiały tematyczne, m. in.: 

Trójka - „Tu Myśliwiecka 3/5/7”, godz. 13:00-15:00, prowadzenie Michał Nogaś, 

Czwórka - „Stacja Kultura”, godz. 18:00-19:00, prowadzenie Katarzyna Dydo.

Z Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli 

Dwójka - audycja Małgorzaty Szymankiewicz, godz. 18:00 -19:00. 

O wydarzeniu będzie można usłyszeć także na antenie radiowej Jedynki w „Folderze Ulubione”.


Data i miejsce:
26 maja 2025 (poniedziałek), godz. 18:45

STUDIO teatrgaleria, Duża Scena im. Józefa Szajny

bilety: 35 zł

Transmisja na antenie Programu 3 Polskiego Radia, godz. 19:00.

informacja prasowa

wtorek, 21 listopada 2017

Klementyna Suchanow: „Gombrowicz. Ja, geniusz” /recenzja książki/

Radca najuprzejmiej w pół zgięty, chusteczką wachlując,
do Gospodarza mnie prowadzi i jemu przedstawia,
a  jako Mistrza Wielkiego Polskiego
Geniusza Gombrowicza Głośnego wychwala.

(W. Gombrowicz, Trans-Atlantyk)

Klementyna Suchanow, Gombrowicz. Ja, geniusz, Wydawnictwo Czarne

Tytuł biografii autora „Trans-Atlantyku”: „Gombrowicz. Ja, geniusz” odsyła nas w jakimś sensie do powyższego cytatu, a także samej postawy Gombrowicza, który miał świadomość własnej wartości, a zarazem autoironiczny dystans do siebie. Pomimo takiego tytułu w żadnym miejscu autorka biografii, Klementyna Suchanow, nie wmawia nam, że Gombrowicz wielkim pisarzem był. O nie – to rzetelnie napisana i mocno osadzona w licznych źródłach próba syntetycznej, całościowej opowieści o pisarzu, który na dobrą sprawę istniał dotąd w tylko w opowieści własnej (Dzienniki, Kronos, korespondencja), a także we fragmentarycznych narracjach innych osób.

Gombrowicz dla wtajemniczonych


Na wstępie wyznam, że z biografią Gombrowicza mierzyłam się ponad dwa miesiące, co mi się zdarza niezwykle rzadko. Tym razem chorowałam, wyjeżdżałam, ale do lektury ciągle powracałam, coraz bardziej się w niej rozsmakowując. Ostatecznie przeczytałam ją równie cierpliwie, jak cierpliwa okazała się jej autorka, która poświęciła pisarzowi kilka lat życia.
Czytałam raczej „z obowiązku”, niż z potrzeby serca. Czytałam, bo moja przygoda z Gombrowiczem zaczęła się dawno temu - 1975 roku, kiedy to – będąc na studiach polonistycznych – zdecydowałam się napisać o nim pracę magisterską. Z dwóch powodów: byłam świeżo po lekturze „Ferdydurke” i uwiodła mnie jej narracja oraz odmienne widzenie świata, jakoś rymujące się z moim. W tamtym czasie znajdujący się w bibliotece instytutowej jedyny egzemplarz książki krążył wśród polonistów jak wirus i otrzymywało się go na jedną noc. A potem było się „wtajemniczonym”J

Po wtóre, niezmiernie pociągał mnie fakt, że będę mogła przeczytać wszystkie utwory pisarza, wydane przez Kulturę Paryską, na które wówczas był cenzorski zapis. Uzbrojona w pozwolenie od dyrektora Biblioteki Ossolineum, mogłam dotykać owocu zakazanego, a nawet go smakować do woli. Co więcej, pisząc o dramatach autora „Ślubu”, miałam szczęście oglądać wybitne inscenizacje, jak choćby „Operetkę” Kazimierza Dejmka, z Markiem Barbasiewiczem w roli Mistrza Fiora czy „Ślub” w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego, z Bogdanem Kocą  jako Henrykiem. A nieco później także wizjonerską inscenizację Jerzego Jarockiego, z J. Radziwiłowiczem – żeby wspomnieć tylko te przedstawienia Było ich zresztą dużo więcej! Tak znakomitych adaptacji scenicznych Gombrowicza nie widziałam już nigdy potem.

Już nie zachwyca


Od wielu lat nie sięgam po Gombrowicza – już mnie nie zachwyca. Nie mogłam jednak przejść obojętnie wobec faktu, że po tylu latach powstała wreszcie wyczerpująca biografia „mojego” niegdyś pisarza. Sięgałam po nią nieufnie i z pewnymi oporami, zżymałam się w trakcie lektury, że autorka zapuszcza się w takie rejony życia artysty, o których nie chciałabym wiedzieć. Dotyczyło to w szczególności argentyńskiej części jego biografii. „Mój” Gombrowicz uganiający się za młodymi chłopakami, kupujący ich „miłość”, a także prostytuujący się w publicznych toaletach – to przekraczało granice dobrego smaku… Może lepiej by było pozostawić trochę tajemnicy, szczególnie, że nie miało to jakiegoś szczególnego przełożenia na twórczość, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę postać Gonzala, opisanego przez Gombrowicza z właściwym sobie groteskowym humorem…
Po lekturze biografii bliżej mi do Herberta, który uważał Gombrowicza za człowieka destrukcyjnego i unikał wręcz kontaktu z nim. Przyznać jednak muszę, że Suchanow pokazała mi także bardziej ludzkie oblicze pisarza borykającego się z rozmaitymi problemami.

Witold Gombrowicz, Vence, 1965, fot. Bohdan Paczowski

Lepszy Gombrowicz


Dostrzegam w biograficznym kompendium Klementyny Suchanow wiele zalet. Sporo miejsca poświęca historii obu rodów: Kotkowskich i Gombrowiczów, co pozwala zobaczyć biografię pisarza z znacznie szerszym kontekście, lepiej zrozumieć jego świat i tym samym jego samego.
Podoba mi się także dystans, który autorka biografii zachowuje w stosunku do swego bohatera, nie dając mu się „uwieść” ani zmanipulować. Przywraca godność matce Gombrowicza, ukazując ją zupełnie inaczej niż syn – jako osobę o otwartym umyśle, oczytaną, a nawet mającą pisarski talent. W tamtych czasach, kiedy kobiety nie miały żadnych praw, nawet do wniesionego przez siebie posagu, ona śmiało opowiadała się za prawami kobiet. O tym, że była przez męża niekochana i źle traktowana, świadczy również stosunek do niej własnych synów, zabawiających się jej kosztem. Znosiła to z godnością, choć musiało jej być nielekko. 
Dzięki biografii poznałam także „lepszą część” Gombrowicza, jakim jest jego zdolność do ciepłej, serdecznej relacji, choć całe życie oficjalnie wypowiadał się na temat swojej w tym względzie „ułomności” Tymczasem autorka rozwija i dokumentuje wątek przyjaźni z Brunonem Schulzem, który – jak nikt inny – wierzył w jego talent i bardzo wspierał podczas pisania „Ferdydurke”. Autor „Sklepów cynamonowych” był bodaj jedynym człowiekiem, którego Gombrowicz darzył taką bezprecedensową sympatią i przyjaźnią. Co prawda, Suchanow dodaje, że wynikało to stąd, iż Schulz był typem masochistycznym, który wolał uwielbiać niż być uwielbianym, ale nie zmienia to faktu, że dla Gombrowicza pozostał na zawsze „kochanym Bruno”.
Niewątpliwą zaletą biografii jest także rzetelna analiza kolejno powstających utworów Gombrowicza. Jesteśmy nie tylko „świadkami” ich powstawania, ale również dowiadujemy się o okolicznościach towarzyszących ich pisaniu. A wreszcie, czytelnicy, którzy ich nie znają lub nie pamiętają, mogą zgłębić ich treść. Dzieło ukazywane jest zawsze w solidnie opracowanym kontekście biograficznym.

Gombrowicz z humorem


Nie można też odmówić autorce biografii poczucia humoru, z którym opisuje różne wydarzenia z życia swego bohatera. Dobrym tego przykładem są niekonwencjonalne oświadczyny skierowane do Zofii Chądzyńskiej, której Gombrowicz składa propozycję w sposób przekomicznie zawoalowany, dając jej do zrozumienia, że gdyby lepiej gotowała, to… mógłby z nią zamieszkać, a wówczas będzie miała okazję do częstego i regularnego zajmowania się nim, ale – naturalnie – bez seksu. Na uwagę Chądzyńskiej, że jest to dla niej sprawa pierwszorzędna – Gombrowicz z tą samą powagą odpowiada, że będzie się musiała obejść smakiem i że kontakty intelektualne również nie wchodzą w grę. 

Przy tym, będąc generalnie mizoginem, potrafił jednak przyjaźnić się z kobietami, np. z Litką de Barcza, z którą świetnie się rozumieli i której oświadczył korespondencyjnie, że powinien był się z nią ożenić, bo nigdy nie spotkał takiej kobiety jak ona… W końcu decyduje się na związek z dużo od siebie młodszą Ritą, w której nie jest wprawdzie zakochany, ale jako dojrzały człowiek uważa, że bycie z kimś dzień po dniu jest najlepszym sprawdzianem relacji międzyludzkiej. Z pewnością samotnikowi po 60. nie było z tym łatwo.

Lektura dwóch solennych tomów biografii Gombrowicza jest z pewnością wydarzeniem. I wyzwaniem. Warto je podjąć.

sobota, 10 lutego 2018

Pustka. Pustynia. Nic: Gombrowicz pantomimiczny? /recenzja?/

Gombrowicz pantomimiczny? To mogło być ekscytujące. Ale nie było. No, przykro mi, ale nie zachwyciło.  Jak zachwyciło, kiedy nie zachwyciło... 


Wyznam na wstępie, że bardzo byłam ciekawa Gombrowicza ujętego w formę pantomimy. Od czasów, kiedy czytałam jego Dzieła wydane w Paryskiej Kulturze, a było to wówczas, kiedy pachniały owocem zakazanym i musiałam mieć specjalne zezwolenie od dyrektora Ossolineum; otóż od tych pamiętnych a ekscytujących chwil widziałam dziesiątki adaptacji teatralnych jego utworów, często znakomitych: "Operetkę" w reż. K. Dejmka, ""Ślub" w reż. J. Jarockiego, "Iwonę" T. Bradeckiego, "Trans-Atlantyk" E. Korina... Były to świetne przedstawienia - każde na swój sposób. Tym razem jednak miał to być Gombrowicz bez słów - swoisty paradoks.
 
Pustka. Pustynia. Nic w reż. Leszka Bzdyla, fot. Natalia Kabanow

Przedstawienie we Wrocławskim Teatrze Pantomimy wyreżyserował 
Leszek Bzdyl - niegdyś aktor Tomaszewskiego, obecnie (od lat) artysta osobny, aktualnie zaś prowadzący teatr tańca (Teatr Dada von Bzdülöw). Twórca poszukujący i piszący, a z Gombrowiczem mający już doświadczenie ("Kilka błyskotliwych spostrzeżeń", 2004). Tym razem sięgnął po Dziennik, a częściowo także po "Ślub", z którego zaczerpnął tytuł spektaklu.
Nigdy nie pisz o autorze


Ja zaś z Dziennika Gombrowicza zapożyczyłam taką oto przestrogę (skierowaną do krytyków):

Nigdy nie pisz o autorze i dziele, ale o sobie w konfrontacji z autorem i dziełem.

Tak też uczynię. Nie będzie to zatem typowa recenzja (od tych zresztą ciągle uciekam), bo skoro Bzdyl we mnie Gombrowiczem, to i ja w niego Gombrowiczem. I nie będzie sam, ale wobec mnie - nas, widzów, bo trzeba dotknąć, bez tego (międzyludzkiego) nie ma teatru, bo równie dobrze mógłby sam wobec siebie, przed lustrem...

Pustka. Pustynia. Nic w reż. Leszka Bzdyla, fot. Natalia Kabanow

Pantomimą w Gombrowicza

Reżyser Leszek Bzdyl pisze w programie teatralnym:

Zadać Gombrowiczowi cios! Zrobić z Gombrowicza pantomimę! Odebrać mu słowa i zostawić tylko ciała, ciała uwikłane w inne ciała! Człowieka postawić przed człowiekiem. W pustce.

Otóż to wszystko nieprawda! Owszem, poszczególne sceny są pantomimicznymi opowieściami o "stwarzaniu" człowieka przez człowieka, o tym, że kochamy zawsze „wobec” i jeśli nie możemy się przejrzeć w oczach "drugiego" (być "wobec niego"), to wszystko traci sens. Mowa także o cierpieniu. Jednak reżyser nie dowierza pantomimie i chyba również widzowi, bo mimo deklaracji nie odbiera swemu bohaterowi słów. W pewnym momencie  bohater wygłasza  swoje credo, swój (a właściwie Gombrowicza) monolog. Celowa sprzeczność?

A widz?  Przywołajmy ponownie tekst Leszka Bzdyla:

Widza nasączyć namiętnościami i abstrakcjami, chaosem i kalkulacją. Niech ogląda te... te golgoty!

Abstrakcja? Chaos? Wątpię. Namiętności, kalkulacja - na pewno nie! Oglądaliśmy grzecznie, chłodno, nikt nas wciągał do gry, nie prowokował, choćby umysłowo. No, nie zachwyciło, choć zachwycić miało. Nie poruszyło, choć powinno było poruszyć. 

Pustka. Pustynia. Nic. Ja sam tu jestem

Ten tytuł to ledwie początek dramatu ("Ślubu"), bo człowiek według Gombrowicza nigdy nie jest sam. A nawet kiedy jest sam, rozpoczyna swoje gry - wymyśla siebie i innych. Jest w tym imperatyw formy, nieustannego stwarzania siebie i innych. Ale jest również szczególna metafizyka:

My tylko - powie na końcu bohater "Ślubu" -  łącząc się pomiędzy sobą, wciąż w nowe układamy się kształty. I kształty owe z dołu ku górze biją.  Dziwny to dym! Niepojęta melodia! Obłędny taniec! Niejasny marsz!

Zamiast pustki i pustyni - "kościół międzyludzki" i pragnienie "dutknięcia". Tak to się kończy.

Spektakl - przejaw pychy

Pustka. Pustynia. Nic w reż. Leszka Bzdyla, fot. Natalia Kabanow

We wstępie czytamy również:

Ten spektakl to przejaw pychy. To skandal i profanacja.

Przejaw pychy – może. Skandal i profanacja – skądże!  Autor tych słów przegrał grę z Gombrowiczem o własny, autorski spektakl. Tak "mnie się myśli" i tak "mnie się pisze". Pantomima? Gombrowicz pantomimiczny? To mogło być ekscytujące. Ale nie było. No, przykro mi, ale nie zachwyciło. Jak zachwyciło, kiedy nie zachwyciło...

Post scriptum: Niezależnie od wszystkiego, co napisałam, grający mimowie byli – jak zwykle - znakomici.

Pustka. Pustynia. Nic w reż. Leszka Bzdyla, fot. Natalia Kabanow

Premiera przedstawienia Wrocławskiego Teatru Pantomimy pt. "Pustka. Pustynia. Nic" w reżyserii Leszka Bzdyla odbyła się 8 marca 2016 roku. 


 Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w marcu 2016 r.

środa, 24 lipca 2019

50. ROCZNICA ŚMIERCI WITOLDA GOMBROWICZA – SPECJALNE AUDYCJE I SŁUCHOWISKA W RADIOWEJ DWÓJCE

50 lat temu, 24 lipca 1969 roku, zmarł Witold Gombrowicz. By upamiętnić wybitnego powieściopisarza, nowelistę i dramaturga Program 2 Polskiego Radia przygotował specjalne audycje poświęcone jego życiu i twórczości.



W sobotę 27 lipca radiowa Dwójka zaprasza na „Wieczór ze słuchowiskiem, w którym zaprezentowany zostanie „Ślub” w adaptacji i reżyserii Waldemara Modestowicza (realizacja akustyczna – Maria Olszewska; opracowanie muzyczne – Małgorzata Małaszko). – Ślub jest snem. Snem Henryka, żołnierza polskiego podczas ostatniej wojny, gdzieś we Francji, w wojsku francuskim, walczącego z Niemcami. W tym śnie dochodzą do głosu lęki Henryka o rodzinę, pozostawioną w Polsce, ale też niepokoje bardziej zasadnicze człowieka współczesnego na przełomie epok – mówił Gombrowicz o swoim dramacie z 1953 roku w wywiadzie udzielonym Dominique de Roux.

W słuchowisku zrealizowanym w 1998 roku zagrali znakomici aktorzy: Jarosław Gajewski (Henryk – Syn i Książę), Marek Walczewski (Ignacy – Ojciec i Król), Anna Seniuk (Katarzyna – Matka i Królowa), Adam Ferency (Pijak), Piotr Adamczyk (Władzio – Przyjaciel i Dworzanin), Aleksandra Konieczna (Mania – Służąca i Księżniczka), Henryk Machalica (Kanclerz), Ewa Konstancja Bułhak (Dama), Izabella Bukowska (Dama), Marek Bargiełowski (Dygnitarz zdrajca) oraz Jacek Różański, Wojciech Paszkowski, Dariusz Odija, Mieczysław Morański, Józef Mika i Wojciech Machnicki. Dziwność świata przedstawionego w audycji potęguje intrygująca muzyka, wykonywana przez Andrzeja Kiełbowicza (piła) i Michała Wawrzyniaka (fagot). Emisja słuchowiska w godz. 18.00-19.30.

Z kolei w niedzielę 28 lipca w „Strefie literatury” audycja Doroty Gacek i Anny Lisieckiej pt. „Gombrowicz bez gęby”.
W 50. rocznicę śmierci pisarza spróbujemy pokazać go „nagiego”, nie próbującego narzucać siebie innym, odsłaniającego swoje lęki, obawy, samotność, ból i rozpacz. Także Gombrowicza szczęśliwego, odkrywającego uroki Południa w Pirenejach, słuchającego kwartetów Beethovena i tańczącego z Ritą tango. Kto uchwycił takiego „prywatnego” Gombrowicza najlepiej? Czy on w swoich tekstach też taki nam się ukazuje? – mówią autorki, które do audycji zaprosiły prof. Brigitte Gautier, francuską polonistkę, prof. Jerzego Jarzębskiego, literaturoznawcę, Macieja Wojtyszkę, reżysera. W audycji  pojawią się także materiały archiwalne, m.in. wypowiedzi żony pisarza Rity Gombrowicz. Emisja w godz. 18.00-19.00.

Cały czas również można słuchać (do 1 sierpnia) radiowej wersji „Ferdydurke” z 1978 roku w mistrzowskiej interpretacji Piotra Fronczewskiego. Emisja w „Książce do słuchania” codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 22.40-23.00.

Więcej w specjalnym serwisie Portalu Polskiego Radia www.Gombrowicz.polskieradio.pl, który wystartuje w czwartek 25 lipca br.



informacja prasowa

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty