Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Lech Majewski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Lech Majewski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2019

Lech Majewski otrzyma Specjalną Nagodę Camerimage

Specjalną Nagrodę Camerimage dla Reżysera otrzyma w tym roku Lech Majewski  za wyjątkowe dokonania na obszarze kina oraz wytyczanie nowych ścieżek dla języka filmowego, który stał się przez lata jego największą pasją.

Lech Majewski, fot. Dorota Lis

Od ponad dwudziestu pięciu lat Międzynarodowy Festiwal Filmowy EnergaCAMERIMAGE popularyzuje ulotne piękno oraz narracyjną funkcjonalność sztuki autorów zdjęć filmowych. Warto jednak pamiętać, iż wizualna strona kina nie jest wyłącznie domeną operatorów, lecz również reżyserów, którzy przy pomocy autorów zdjęć przekładają rozwijane w swych umysłach wizje na wiarygodną ekranową rzeczywistość. I muszą równie dobrze poruszać się na obszarze nieskończonych możliwości audiowizualnego języka filmowego. Ci z nich, którzy umieją biegle za jego pomocą opowiadać frapujące historie, którzy czują kreatywną potrzebę przekładania myśli i słów na obrazy i kadry, którzy rozumieją niewyrażalne werbalnie piękno oglądania filmów w ciemnej sali kinowej, stają się z biegiem czasu artystami. To napisawszy, doceniamy wszystkich reżyserów świadomie wykorzystujących w zasadzie nieskończony potencjał tego medium, jednakże zawsze szukamy sposobności, by promować dzieła autorów opierających się konwencjom i ograniczeniom, tworząc dokładnie takie kino, jakie ich artystycznie interesuje.

                          Kadr z filmu "Dolina Bogów",©Lech Majewski

Międzynarodowej sławy polski reżyser Lech Majewski jest bezsprzecznie takim właśnie filmowcem, artystą bezgranicznie oddanym swoim projektom oraz niezwykłym człowiekiem, który nieustannie zaskakuje narracyjnymi oraz wizualnymi ambicjami kolejnych swoich dzieł. Będąc od dawna przyjacielem EnergaCAMERIMAGE, Lech Majewski odwiedził nas już wielokrotnie. Przyjedzie także w 2019 roku, do Torunia, by odebrać Specjalną Nagrodę Camerimage dla Reżysera. Przyznajemy mu ją za jego wyjątkowe dokonania na obszarze kina oraz wytyczanie nowych ścieżek dla języka filmowego, który stał się przez lata jego największą pasją.

                               Kadr z filmu "Młyn i krzyż",©Lech Majewski

Określanie Lecha Majewskiego tylko reżyserem jest, rzecz jasna, sporym niedopowiedzeniem, gdyż jest również renomowanym malarzem, utalentowanym kompozytorem, a także wspaniałym pisarzem i poetą. Instalacje artystyczne Majewskiego zjeździły cały świat, podczas gdy reżyserowane przez niego opery i sztuki teatralne wywołały intensywne emocje wśród ludzi pochodzących z różnych kultur, wyznań czy klas społecznych. Najnowszy projekt artysty, Dolina Bogów z Joshem Hartnettem, Johnem Malkovichem, Bérénice Marlohe, Keirem Dulleą i Johnem Rhys-Daviesem, spektakl filmowy zgłębiający idiosynkratyczne i tajemnicze oblicze Ameryki, z pewnością wywoła gorące dyskusje wszędzie tam, gdzie zostanie pokazany – między innymi w trakcie 27. edycji EnergaCAMERIMAGE, gdzie seans zapowie sam reżyser. I choć po projektach Majewskiego zawsze należy spodziewać się podobnego odbioru – jak choćby w przypadku Młyna i krzyża, namalowanego cyfrowymi farbami ruchomego obrazu odtwarzającego i jednocześnie filtrującego przez reżyserską wyobraźnię słynne malarskie dzieło Pietera Bruegla Starszego Droga krzyżowa – najnowsza Dolina Bogów otwiera nowy rozdział w bogatej w filmografii Majewskiego. Jest swoistym podsumowaniem jego kariery i niekonwencjonalnego stylu, który rozwijał w trakcie ponad czterech dekad od ukończenia Łódzkiej Szkoły Filmowej. Pokaz Doliny Bogów, jak się domyślacie, będzie jednym z najważniejszych wydarzeń festiwalu.

             Kadr z filmu "Ewangelia według Harry'ego",©Lech Majewski

Cała filmografia Majewskiego warta jest zresztą przypomnienia bądź odkrycia, gdyż oferowana przez polskiego twórcę różnorodność motywów i znaczeń wciąż fascynuje i zmusza do refleksji. Dla przykładu, Więzień Rio, opowieść o Ronaldzie Biggsie, jednym z przestępców biorących udział w legendarnym brytyjskim napadzie stulecia, Majewski nakręcił przy udziale prawdziwego Biggsa, zamazując granice między prawdą, fikcją i sztuką. Z kolei w Ewangelii według Harry’ego, wyprodukowanej wspólnie z Propaganda Films Davida Lyncha, reżyser kreatywnie przerobił ograne biblijne motywy, przenosząc akcję na kalifornijską pustynię i wchodząc w surrealistyczne rozważania nad istotą raju utraconego. W Wojaczku, pokazywanej na dziesiątkach międzynarodowych festiwali opowieści o tragicznym polskim poecie, pokusił się o zabarwioną ironią i specyficznym humorem grę z konwencją filmu biograficznego oraz postrzeganiem sztuki. A w Angelusie, epickiej i zarazem kameralnej historii śląskich górników, którzy założyli w latach 50. XX wieku gminę okultystyczną, udowodnił, że jest twórcą o ogromnej wyobraźni, który lubi zajmować się wykluczonymi ze społeczeństwa głównego nurtu ludźmi, których żywoty mogą oferować współczesnej publiczności multum ciekawych refleksji.

                   Kadr z filmu "Wojaczek",©Lech Majewski

Głęboko wierzymy, że pokaz Doliny Bogów oraz planowane spotkanie z Lechem Majewskim w Toruniu staną się również podstawą do wielu interesujących dyskusji i refleksji, podczas gdy ceremonia wręczenia polskiemu artyście Specjalnej Nagrody Camerimage dla Reżysera będzie ukierunkowana na celebrację jego niezwykłej twórczości.

informacja prasowa

czwartek, 6 listopada 2025

Hans Memling. ULTIMUM IUDICIUM. Lech Majewski w Muzeum Narodowym w Gdańsku

Muzeum Narodowe w Gdańsku zaprasza na wernisaż „Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski”, który odbędzie się w piątek, 14 listopada o godz. 18.00 w Oddziale Sztuki Dawnej (ul. Toruńska 1, Gdańsk). Natomiast 15 listopada o godz. 12.00 odbędzie się spotkanie z Lechem Majewskim. Wstęp wolny.

Jak ceniony artysta może przetworzyć słynne dzieło innego artysty? A jeśli ten artysta to Lech Majewski, a dzieło to „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga? 14 listopada o 18.00 Muzeum Narodowe w Gdańsku w dawnym kapitularzu klasztoru franciszkanów rozpoczyna prezentację tryptyku wideofresków, który pozwala spojrzeć na nowo na dobrze znany obraz.

To, że „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga inspiruje, nikogo nie dziwi. Nawet jeśli chwilowo nie można go oglądać ze względu na szereg badań, którym jest poddawany w przygotowaniu do ponownej ekspozycji w grudniu 2026 roku, na różny sposób można z nim obcować poprzez twórczość innych artystów. Niedawno w Teatrze Wybrzeże mieliśmy premierę „Memling, czyli historia końca świata” w reżyserii znanej z wizualnej wyobraźni Agaty Dudy-Gracz, a w wyjątkowej scenerii Oddziału Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego mogliśmy oglądać kolekcję mody „Psychostatis” Magdaleny Arłukiewicz i Jadwigi Możdżer w oprawie muzycznej Leszka Możdżera, Igora Korejwo i Łukasza Staniszewskiego.

Wielokrotnie usiłowałem przyjrzeć się tryptykowi, ale zawsze był w pancernej skrzyni. Pamiętam moją frustrację kilkanaście lat temu, gdy przyjechałem z kamerą nakręcić na swój użytek zbliżenia potępionych i ułaskawionych postaci, które Memling tak fenomenalnie namalował. Odbiłem się wtedy od ściany, owej szklanej ściany ochronnej gabloty, rodzaju lustra, w którym przeglądały się twarze zwiedzających oraz lampy pomieszczenia. Usiadłem na ławce i zastanawiałem się, jak mogę przebić się przez szklaną barierę – być może jest taki moment, w którym ogromna gablota zostaje zdjęta dla renowacji obrazu – opowiada Lech Majewski, ceniony międzynarodowy artysta o ogromnym dorobku twórczym, poeta, malarz, pisarz i reżyser filmowy, teatralny i operowy.

Taki moment przyszedł podczas pandemii Covid19, kiedy tryptyk został wyjęty z gabloty, aby sprawdzić jego stan. Artysta mógł wreszcie przyjrzeć się za pośrednictwem obiektywu kamery szczegółom obrazu. Korzystając przez kolejne lata z zarejestrowanych materiałów, Lech Majewski stworzył narrację o przejmującej wizji Sądu Ostatecznego, uzupełnioną o efekty animacji i dźwięku.

Powstała w ten sposób współczesna Biblia Pauperum, której ożywiona forma jeszcze dobitniej przybliża historie zawarte w obrazie ponad 550 lat temu. Wodząc oczami po detalach tryptyku w ślad za ruchem kamery, widz odkrywa na nowo tajniki skomplikowanej i wielowątkowej historii w nim zawartej – komentuje dyrektor Muzeum Narodowego w Gdańsku Piotr Stasiowski.

Wideofresk będzie prezentowany w kapitularzu w Oddziale Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego. Ta szczególna przestrzeń dawnego klasztoru franciszkańskiego pełni ważną rolę w odbiorze dzieła, które ma formę tryptyku, zgodnie z układem oryginalnego obrazu. W centralnym planie przedstawiony jest Chrystus ukazany na złotym tle, zasiadający na tęczy, ze stopami spoczywającymi na złotej sferze. Poniżej Archanioł Michał stoi pośród rozległej równiny, oddzielając dusze błogosławione od potępionych. Po lewej stronie błogosławieni wstępują do Królestwa Niebieskiego, a po prawej demony porywają potępionych do piekła. „Sąd Ostateczny”, który przez wieki doczekał się wielu opracowań i analiz naukowych, tym razem przedstawiony w formie wideofresku staje się przystępny dla każdego odbiorcy, odkrywając swoje piękno i grozę.

–  W 2001 roku we współpracy z Biennale w Palagraziussi w Wenecji otwarta została wystawa moich prac wideo La Camera dei Caprioli. Krytyka włoska, pisząc o „ulotnych ruchomych obrazach płynących na ścianach Oratorio Palagraziussi” nazwała je „videofresco” i tak już zostało, tworząc łuk pomiędzy starą techniką malarską, a technologią współczesną – wyjaśnia pochodzenie pojęcia wideofresk Lech Majewski.

Otwarciu prezentacji będzie towarzyszyło spotkanie z Lechem Majewskim, które odbędzie się w sobotę 15 listopada o godz. 12.00. Artysta opowie m.in. o swoich motywacjach i inspiracjach do stworzenia filmowej adaptacji najważniejszego obrazu z kolekcji Muzeum Narodowego w Gdańsku. Na pewno podzieli się też swoją wiedzą, korzystając z wieloletniego doświadczenia prowadzenia wykładów na temat ukrytego języka symboli.


muzyka: Lech Majewski, Józef Skrzek

montaż: Norbert Rudzik, Eliot Ems

reżyseria dźwięku: Zbigniew Malecki, Lech Majewski

animacje: Szymon Padoł, NEURON STUDIO

współpraca operatorska: Jakub Laskowski

korekcja barwna: Norbert Rudzik

postprodukcja dźwięku: Zbigniew Malecki, SUPRA FILM

efekty synchroniczne: Eliot Ems

współpraca: Muzeum Narodowe w Gdańsku, Gdyńska Szkoła Filmowa, Stowarzyszenie Angelus Silesius

koordynacja: Gabriela Brdej

opracowanie graficzne: Janusz Kolton


Lech Majewski jest cenionym międzynarodowym artystą o ogromnym dorobku twórczym. Zajmuje się poezją, malarstwem, pisaniem oraz reżyserią filmową, teatralną i operową. Jego prace są pokazywane w galeriach i muzeach całego świata. Prowadzi też wykłady na temat ukrytego języka symboli na różnych uniwersytetach i uczelniach. Jest członkiem Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, Gildii Reżyserów Amerykańskich i Europejskiej Akademii Filmowej. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz na Wydziale Reżyserii PWSFTviT w Łodzi.

informacja prasowa

wtorek, 16 kwietnia 2019

"Ukryty język symboli w sztuce" - Lech Majewski w Bibliotece Śląskiej

Polska Akademia Umiejętności – Stacja Naukowa w Katowicach i Biblioteka Śląska zapraszają na spotkanie z cyklu Wszechnica. W programie wykład pt. „Ukryty język symboli w sztuce”, który wygłosi Lech Majewski. Spotkanie poprowadzi dr hab. Zygmunt Woźniczka.



Lech Majewski, urodzony w Katowicach, jest autorem działającym na styku wielu mediów: filmu, literatury, malarstwa, rzeźby, fotografii i wideo-art. Artysta studiował malarstwo na warszawskiej ASP i –  choć porzucił kierunek na rzecz reżyserii –  sztuka wizualna jest ważnym elementem jego twórczości. Film „Ogród rozkoszy ziemskich” (2004) i powieść „Metafizyka” (2002) to autorska interpretacja dzieła Hieronima Boscha, w „Angelusie” (2001) reżyser opowiada o Grupie Janowskiej, zaś w „Młynie i krzyżu” (2010) przenosi na szklany ekran „Drogę na Kalwarię” Pietera Bruegla Starszego. Majewski stworzył również scenariusz do filmu „Basquiat – taniec ze śmiercią” (1996) o życiu awangardowego amerykańskiego artysty Jeana-Michela Basquiata. W produkcji wyreżyserowanej przez Juliana Schnabela wystąpiła plejada gwiazd, m.in. Jeffrey Wright, Dennis Hopper, David Bowie, Gary Oldman i Benicio Del Toro. Reżyser chętnie dzieli się swoimi przemyśleniami dotyczącymi interpretacji obrazów. Wiedzę Majewskiego oraz celność jego uwag można podziwiać m.in. w dokumencie Dagmary Drzazgi „Lech Majewski. Świat według Bruegla” (2009), książkach „Oficjalne Centrum Świata” (1998) i „Pejzaż intymny – rozmowy autobiograficzne o świecie i sztuce” (2017) oraz licznych wywiadach. Spotkanie w Bibliotece Śląskiej będzie wyjątkową okazją do usłyszenia na żywo wykładu reżysera, który – podobnie jak jego malarscy mistrzowie – chętnie posługuje się językiem symboli.

23.04.2019, godz. 17.00, Biblioteka Śląska (s. Parnassos), plac Rady Europy 1, Katowice. Wstęp wolny! Zapraszamy!

informacja prasowa

niedziela, 5 kwietnia 2020

„Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego jako metafora ludzkiego losu /recenzja filmu/

Będąc wiernym odtworzeniem obrazu Bruegla, film zawiera jednocześnie przesłanie uniwersalne – opowiada o ludzkim losie, pełnym niezawinionego cierpienia i okrucieństwa. Mówi także o roli artysty, który towarzyszy człowiekowi i potrafi zatrzymać czas utrwalając to, co przemijające.


Młyn i krzyż jest jego drugą – po Ogrodzie rozkoszy ziemskich – próbą zmierzenia się z malarstwem dawnych mistrzów. Tym razem artysta ożywił obraz Pietera Bruegela Starszego Procesja na Kalwarię (1564). 

Droga na Kalwarię, 1564, olej na płótnie,  Kunsthistorisches Museum, Wiedeń
Należałoby może przypomnieć, że Lech Majewski to twórca wielostronnie uzdolniony: reżyser filmowy, teatralny i operowy, poeta, prozaik, malarz, a także - czego można było doświadczyć na spotkaniu z artystą – wspaniały gawędziarz. Wypada żałować, że tak rzadko można obejrzeć go w kraju, gdy tymczasem Museum of Modern Arts zorganizowało retrospektywę jego filmów, a w Luwrze, gdzie odbyła się premiera Młyna i krzyża, cały luty wystawiane były jego wideoarty.

To sztuka historyczna, która opowiada Pasji Chrystusa i pasji Flandrii ciemiężonej przez Hiszpanów. Chrystus i dwaj złodzieje stają się tu ucieleśnieniem losu wielu kobiet i mężczyzn torturowanych i straconych w drugiej połowie XVI wieku, w czasach hiszpańskiej inkwizycji – wyjaśnił artysta podczas spotkania z publicznością.


Kadr z filmu Lecha Majewskiego Młyn i krzyż

Pejzaż filmu wypełnia ogromna liczbą postaci, wśród których znajdziemy samego Breugela oraz bankiera, który zakupił jego obraz. Większość z przestawionych tam osób jest zajęta swoimi sprawami i nie zdaje sobie sprawy ze znaczenia mającego nastąpić Ukrzyżowania. Tłum przygląda się scenie, w której żołnierze rozkazują Szymonowi Cynerejczykowi pomóc dźwigać krzyż. Na pierwszym planie siedzi wędrowny kramarz, podczas gdy Chrystusa w ogóle nie widać. Tylko jedna grupa postaci kojarzy się z tematyką obrazu, a mianowicie na pierwszym planie, po prawej stronie widzimy grupę kobiet, którym św. Jan dodaje otuchy. Z płaskiej równiny wyrasta w głębi obrazu ogromna skała, na której stoi młyn.

Scena Ukrzyżowania, kadr z filmu Młyn i krzyż

Zarówno na obrazie, jak i w filmie młyn pełni  rolę metafory: młyńskie koła mielą ziarno, symbolizujące ludzkie życie, a Młynarz staje się figurą zastępczą samego Boga. Obraz istotnie przypomina filmowy kadr, który zaprasza do tego, aby go ożywić za pomocą wyobraźni. I Lech Majewski podejmuje się tego zadania z wielkim sukcesem. A było to zadanie niełatwe, o czym dowiedzieliśmy się podczas spotkania po projekcji.

Przestrzeń filmowa składa się z siedmiu połączonych ze sobą części i jest przestrzenią wykreowaną, podobnie jak na obrazie. Majewski stworzył ją z fragmentów Jury Krakowsko-Częstochowskiej, odpowiednio dla potrzeb filmu przetworzonej, a niebo pochodzi ze zdjęć zrobionych podczas pobytu w Nowej Zelandii. Nawet pająk i jego sieć zostali wykreowani w efekcie bezpośrednich obserwacji i prób.

Będąc wiernym odtworzeniem obrazu Bruegla, film zawiera jednocześnie przesłanie uniwersalne – opowiada o ludzkim losie, pełnym niezawinionego cierpienia i okrucieństwa. Mówi także o roli artysty, który towarzyszy człowiekowi i potrafi zatrzymać czas utrwalając to, co przemijające.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu PIK Wrocław 26 lipca 2011 roku, w ramach relacji z MFF Nowe Horyzonty.

polski zwiastun filmu

Rozmowa z Lechem Majewskim

piątek, 12 lipca 2019

Filmy w Konkursie Głównym 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Szesnaście pełnometrażowych filmów fabularnych zakwalifikowało się do Konkursu Głównego 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Będą one rywalizować o Złote Lwy i Srebrne Lwy oraz o pozostałe nagrody regulaminowe i pozaregulaminowe. 



W Konkursie Głównym są trzy pełnometrażowe debiuty reżyserskie. Dziesięć konkursowych filmów będzie miało polską premierę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Prezentujemy wyniki festiwalowej selekcji.

KONKURS GŁÓWNY 44. FESTIWALU POLSKICH FILMÓW FABULARNYCH:

„Boże Ciało”, reżyseria: Jan Komasa, producenci: Aneta Hickinbotham, Leszek Bodzak (premiera)

„Ciemno, prawie noc”, reżyseria: Borys Lankosz, producenci: Aneta Hickinbotham, Leszek Bodzak

„Czarny mercedes”, reżyseria: Janusz Majewski, producent: Włodzimierz Niderhaus (premiera)

„Dolina Bogów”, reżyseria: Lech Majewski, producent: Lech Majewski (premiera)

„Ikar. Legenda Mietka Kosza”, reżyseria: Maciej Pieprzyca, producenci: Renata Czarnkowska-Listoś, Maria Gołoś (premiera)

„Kurier”, reżyseria: Władysław Pasikowski, producenci: Klaudiusz Frydrych, Sylwia Wilkos, Jan Ołdakowski, Dariusz Gawin

„Legiony”, reżyseria: Dariusz Gajewski, producent: Maciej Pawlicki (premiera)

„Obywatel Jones”, reżyseria: Agnieszka Holland, producenci: Stanisław Dziedzic, Klaudia Śmieja-Rostworowska, Andrea Chalupa

„Pan T.”, reżyseria: Marcin Krzyształowicz, producent: Jarek Boliński (premiera)

„Piłsudski”, reżyseria: Michał Rosa, producent: Dariusz Sidor

„Proceder”, reżyseria: Michał Węgrzyn, producent: Janusz Iwanowski (premiera)

„Słodki koniec dnia”, reżyseria: Jacek Borcuch, producent: Marta Habior

„Solid Gold”, reżyseria: Jacek Bromski, producent: Michał Kwieciński

„Ukryta gra”, reżyseria: Łukasz Kośmicki, producenci: Piotr Woźniak-Starak, Krzysztof Terej, Daniel Baur (debiut, premiera)

„Wszystko dla mojej matki”, reżyseria: Małgorzata Imielska, producenci: Wojciech Kabarowski, Jerzy Kapuściński (debiut, premiera)

„Żelazny most”, reżyseria: Monika Jordan-Młodzianowska, producent: Anna Wereda (debiut, premiera).

44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni odbędzie się w dniach 16-21 września 2019 roku w Gdyni.

informacja prasowa

środa, 6 grudnia 2017

4. Bruno Schulz Festiwal: Od Schulza do Wojaczka

18 października 2015 roku - Galą Angelusa - zakończył się tegoroczny, czwarty już Bruno Schulz. Festiwal. Poświęcony postaci i twórczości Rafała Wojaczka, dotykał różnych sfer pisarstwa, nie tylko autora "Którego nie było". Spotkania z pisarzami, dyskusje o literaturze, koncerty, projekcje filmowe - znacznie wzbogacały program.

Krzysztof Siwczyk i Lech Majewski, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Umierając w wieku dwudziestu sześciu lat, Rafał Wojaczek dołączył do legend XX wieku: Jimi Hendrixa, Janis Joplin, Jima Morrisona, Jean-Michela Basquiata czy Jamesa Deana. W tym roku skończyłby siedemdziesiąt lat, ale trudno go sobie wyobrazić jako statecznego starszego pana. Jemu też poświęcono tegoroczną konferencję naukową - "Wojaczka przeczytanego”, by podjąć próbę odczytania tej twórczości na nowo i sprawdzenia, co z niej pozostało istotnego, poza legendą samego twórcy. Nawiasem, Wojaczek uśmiałby się zapewne, gdyby usłyszał, że poświęcono mu poważne rozważania naukowe... Żyje przede wszystkim jako legenda i tak już zapewne pozostanie.

Dla mnie największym atutem festiwalu były spotkania z twórcami - i to wybitnymi, jako że powiązano go z Nagrodą Angelusa. Na początku gościła we Wrocławiu Agata Tuszyńska, która napisała książkę dla Festiwalu Bruno Schulza szczególnie znaczącą, a mianowicie "Narzeczoną Schulza". Jej rozmowa ze Stanisławem Beresiem toczyła się nie tylko wokół tej biografii, ale także biografistyki jako takiej. 

Wojaczek wykreowany - film Lecha Majewskiego
 
Kadr z filmu Wojaczek w reż. Lecha Majewskiego
Rozważania na temat biografii powróciły również po seansie filmu Lecha Majewskiego "Wojaczek".
Prowadzący spotkanie Jacek Ziemek zaryzykował wręcz stwierdzenie, że nie jest to film biograficzny, lecz refleksyjna medytacja na kanwie pewnej biografii. Niezupełnie zgodził się z takim stanowiskiem reżyser filmu, który stwierdził, że jego film jest biografią - w znaczeniu mitu, legendy, którą pozostawił po sobie poeta. 
Większość moich filmów to filmy o artystach - dowodził Lech Majewski podczas spotkania w kinie. To spotkania z ludźmi, którzy wykreowali coś, co mnie poruszyło. Wykorzystuję kino do swego rodzaju seansu spirytystycznego, aby przywołać czyjąś postać. Kino jest uruchomieniem pewnych spectrów, które za pomocą światła i cienia działają na naszą podświadomość. Podobnie jak legenda czy mit. "Wojaczka" zrobiłem dlatego, że bardzo przeżyłem jego poezję i do dziś uważam, że był wielkim poetą, o niesamowicie dynamicznej, barokowej frazie. Jego wiersze są jak pociski pełne wyobraźni i bólu, które rozsadzają czytelnika od wewnątrz. Biografię Wojaczka sprowadziłem do kilku rudymentarnych tematów: samotność, poezja, literaci, kochanka, matka, dom rodzinny, szpital, cmentarz, śmierć. Podstawowym celem było dla mnie wygenerowanie ekwiwalentu poezji w formie graficznej. 
Film jest w przeważającej mierze zbudowany na prozie "Sanatoryjnej" i w większej części jest kreacją - uzupełnił tę wypowiedź reżysera odtwórca roli tytułowej - poeta Krzysztof SiwczykBo człowiek tak młody jak Wojaczek nie zdążył mieć gęstej biografii.


Spotkania z pisarzami i anegdoty


Kazimierz Orlos ,  fot. B. Lekarczyk-Cisek
Bardzo interesujące było także spotkanie z pisarzem Kazimierzem Orłosiem (poprowadził je Mieczysław Orski - red. naczelny "Odry"), podczas którego autor "Cudownej meliny" nie tylko czytał fragmenty swoich książek, ale także mówił o związku między pisarstwem a wydarzeniami z własnej biografii. Opowiadania, których akcja rozgrywa się na Mazurach, są tego najlepszym przykładem. Autor przywołał m.in. "Pięć małych jeży" i "Zimorodka". Odczytał także fragmenty swojej najnowszej prozy - biograficznej w ścisłym tego słowa znaczeniu, dotyczy ona bowiem dziejów matki oraz ojca i ich rodzin, a także wspomnień samego pisarza:
Miałem to szczęście, że moi rodzice pozostawili wspomnienia z okresu swojego dzieciństwa i młodości. Są tam także fragmenty moich wspomnień jako 7-, 8-letniego chłopca. 

W Salonie Angelusa natomiast mogliśmy spotkać się z pisarzami nominowanymi do tej nagrody oraz jej laureatami. Odbyło się zatem spotkanie z  Pavolem Rankovem - słowackim pisarzem, który w ubiegłym roku otrzymał Nagrodę Literacką Europy Środkowej "Angelus” za powieść "Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)",  w przekładzie Tomasza Grabińskiego. Otrzymał także przyznaną po raz pierwszy Nagrodę Czytelników im. Natalii Gorbaniewskiej.  Pisarz opowiedział o tym, jak to już cztery dni po odebraniu Nagrody otrzymał propozycję wydania książki na Ukrainie, a w kolejnym tygodniu podpisał umowę na włoski przekład. 
 
Lucian Dan Teodorovici, foto B. Lekarczyk-Cisek
Bardzo interesujące okazało się spotkanie z pisarzami nominowanymi do Nagrody Angelusa. Prowadzący je: Wojciech Bonowicz i Szymon Kloska zadawali uczestnikom rozmaite pytania, a ponadto pisarze mieli okazję przeczytać fragmenty swoich utworów. Najlepszym interpretatorem własnej twórczości okazał się, jak sądzę, Jacek Dehnel, który znakomicie zaprezentował swoją powieść o "Matce Makrynie".  

Pisarze byli także pytani, m.in. o to, jak są odbierani przez czytelników. Odpowiadali na ogół żartobliwie. 
Lucian De Teodorovici przytoczył anegdotę, jak to jeden z czytelników zapytał go na Facebooku, dlaczego "zamordował" głównego bohatera, co dowodziło, że niezbyt uważnie przeczytał powieść. Z kolei Jacek Dehnel przekonywał, że czytelnicy są bardzo różnorodni i stanowią osobne uniwersum. Na dowód tego, że czasami pisarze "mijają się" z czytelnikami, przytoczył również anegdotę, jak to jedna z jego czytelniczek, rozpoznawszy go, bardzo się rozpromieniła i oznajmiła, że ma dwie szczególnie ukochane książki, które trzyma zawsze w zasięgu ręki: "Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesława Myśliwskiego i "Lalę" Dehnela. I kiedy nie może zasnąć, otwiera jedną z nich i po chwili natychmiast zasypia...
 
Olga Tokarczuk i Drago Jančar, foto B. Lekarczyk-Cisek
Olga Tokarczuk próbowała nawet usystematyzować czytelników i podzieliła ich na cztery kategorie: czytelnik-gąbka, który z pełną ufnością czyta książkę i po lekturze czuje się spełniony, czytelnik-maruda, któremu nigdy nic się nie podoba (przegadane opisy, słaba konstrukcja, kiepskie dialogi), czytelnik-besserwisser (który wie lepiej), a także czytelnik, który zadaje pytanie, czy to, co się napisało, jest prawdą. Autorce "Ksiąg Jakubowych" najbardziej podoba się, oczywiście, pierwszy rodzaj czytelnika. 

Drago Jančar zdradził, że marzy o mądrych i wrażliwych czytelnikach, którzy rozumieliby literaturę. Tymczasem wszyscy rozmówcy pytają go o politykę. Mój idealny czytelnik to kobieta, która płacze podczas lektury mojej książki - dodał. 

Pozostaje nam zatem mieć nadzieję, że czasami nie tylko rozumiemy, co autor chciał nam powiedzieć, ale także wzruszamy się sposobem, w jaki nam tę historię przekazał.

 Relacja ukazała się na portalu Kulturaonline w październiku 2015 roku.


wtorek, 22 czerwca 2021

Polskie Nagrody Filmowe Orły 2021 rozdane!

Najlepszym Filmem 23. Polskich Nagród Filmowych Orły został debiut Mariusza Wilczyńskiego “Zabij to i wyjedź z tego miasta”. To pierwszy raz w ponad dwudziestoletniej historii Orłów, kiedy Polska Akademia Filmowa w kategorii najlepszy film nagrodziła pełnometrażową animację. Mariusz Wilczyński otrzymał również Orła w kategorii Najlepszy Scenariusz.


Siedem Orłów powędrowało w ręce twórców filmu “25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”. Jan Holoubek otrzymał Orła za Najlepszą Reżyserię oraz w kategorii Odkrycie Roku, Agata Kulesza za Najlepszą Główną Rolę Kobiecą, Piotr Trojan za Najlepszą Główną Rolę Męską, Jan Frycz za Najlepszą Rolę Drugoplanową, Rafał Listopad za Montaż, a  Liliana Gałązka i Mirela Zawiszewska za Najlepszą Charakteryzację.

Nagrodę za Najlepszą Scenografię otrzymał Christopher Demuri oraz Lech Majewski (“Dolina Bogów”), Najlepsze Kostiumy Katarina Strbova-Bielikova (“Szarlatan”). Polska Akademia Filmowa nagrodziła Tadeusza Nalepę Orłem za Najlepszą Muzykę (“Zabij to i wyjedź z tego miasta”), Franciszka Kozłowskiego za Najlepszy Dźwięk (“Zabij to i wyjedź z tego miasta”). Michał Englert (“Śniegu już nigdy nie będzie”) i Piotr Sobociński jr (“Jak najdalej stąd”) ex aequo za Najlepsze Zdjęcia. Grająca w “Jak najdalej stąd” Kinga Preis wyróżniona została Orłem za Najlepszą Drugoplanową Rolę Kobiecą. “Wieloryb z Lorino” w reż. Macieja Cuske wygrał w kategorii Najlepszy Film Dokumentalny, “Król” Jana P. Matuszyńskiego otrzymał Orła za Najlepszy Serial Fabularny, a “Nędznicy” w reżyserii Lajd Ly za Najlepszy Film Europejski.

Nagrodę Publiczności, na którą głosowali użytkownicy Wirtualnej Polski, otrzymał film “Sala samobójców. Hejter” w reż. Jana Komasy.

Laureatem Orła za Osiągnięcia Życia podczas 23. Polskich Nagród Filmowych Orły został Jerzy “Duduś” Matuszkiewicz.


NAJLEPSZY FILM

Zabij to i wyjedź z tego miasta – reż. Mariusz Wilczyński


NAJLEPSZY FILM EUROPEJSKI

Nędznicy – reż. Lajd Ly


NAJLEPSZY FILMOWY SERIAL FABULARNY

Król – reż. Jan P. Matuszyński


NAJLEPSZA REŻYSERIA

Jan Holoubek – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


NAJLEPSZY SCENARIUSZ

Mariusz Wilczyński – Zabij to i wyjedź z tego miasta


NAJLEPSZA GŁÓWNA ROLA KOBIECA

Agata Kulesza – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


NAJLEPSZA GŁÓWNA ROLA MĘSKA

Piotr Trojan – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

NAJLEPSZA DRUGOPLANOWA ROLA KOBIECA

Kinga Preis – Jak najdalej stąd


NAJLEPSZA DRUGOPLANOWA ROLA MĘSKA

Jan Frycz – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


NAJLEPSZE ZDJĘCIA

Piotr Sobociński jr – Jak najdalej stąd

Michał Englert – Śniegu już nigdy nie będzie


NAJLEPSZA SCENOGRAFIA

Christopher Demuri, Lech MajewskiDolina Bogów


NAJLEPSZA CHARAKTERYZACJA

Liliana Gałązka, Mirela Zawiszewska – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


NAJLEPSZE KOSTIUMY

Katarina Štrbová-Bieliková – Szarlatan


NAJLEPSZA MUZYKA

Tadeusz Nalepa – Zabij to i wyjedź z tego miasta


NAJLEPSZY DŹWIĘK

Franciszek Kozłowski – Zabij to i wyjedź z tego miasta


NAJLEPSZY MONTAŻ

Rafał Listopad – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy


ODKRYCIE ROKU

Jan Holoubek – 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

NAJLEPSZY FILM DOKUMENTALNY

Wieloryb z Lorino reż. Maciej Cuske


NAGRODA PUBLICZNOŚCI

Hejter reż. Jan Komasa


ORZEŁ ZA OSIĄGNIĘCIA ŻYCIA

Jerzy “Duduś” Matuszkiewicz


Polska Nagroda Filmowa Orzeł, przyznawana od 1999 roku przez Polską Akademię Filmową, jest powszechnie uważana za najważniejsze wyróżnienie rodzimej branży. Nominowani, a potem laureaci są wyłaniani w dwuetapowym głosowaniu. Nad jego prawidłowością i zgodnością z regulaminem, a także tajnością i poufnością całego procesu czuwa wiodąca na świecie firma audytorsko-doradcza, PwC, partner Polskiej Akademii Filmowej. Warto podkreślić, że podobnie jak w przypadku Oscarów, nominowanych oraz laureatów Orłów poznajemy w chwili publicznego otwarcia kopert. Oprócz nagród dla najlepszego filmu fabularnego, dokumentalnego oraz serialu, nagradzani są także aktorzy, aktorki, twórczynie oraz twórcy filmowi w aż dziewiętnastu kategoriach. Każdego roku wręczana jest także Nagroda za Osiągnięcia Życia oraz Nagroda Publiczności, której partnerem jest Wirtualna Polska.


Partnerem Orłów jest PwC. CANAL+ to oficjalny nadawca oraz partner Festiwalu Orłów 2021. Z kolei tegoroczni sponsorzy to Dr Irena Eris, Jean Louis David, ATM System, Mercedes Benz – MB Motors, Pako Lorente oraz Diagnostyka – Laboratoris Medyczne. Polskie Nagrody Filmowe Orły powstają przy wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Patronami medialnymi Orłów 2021 są: Wirtualna Polska, Radio ZET, magazyn VIVA!, Viva.pl, wyborcza.pl, Anywhere, Magazyn Film i TV kamera, FilmNewEurope oraz Filmpolski.pl, a za obsługę fotograficzną odpowiada EastNews.


Wsparcia organizacyjnego udziela Krakowska Fundacja Filmowa, a listę filmów kandydujących do Orłów przygotowuje boxoffice.pl. Orły są organizowane przez Niezależną Fundację Filmową dla Polskiej Akademii Filmowej, producent wykonawczy – Message Film. 

informacja prasowa

środa, 31 lipca 2024

Jacek Malczewski/Lech Majewski – wystawa wideoartów w Muzeum Narodowym w Poznaniu

 Od 26 lipca do 26 stycznia 2025 w Muzeum Narodowym w Poznaniu prezentowana jest wyjątkowa wystawa czasowa „Jacek Malczewski / Lech Majewski” w formie prezentacji wideoartów Lecha Majewskiego. Artysta wykorzystał sztukę wideo do interpretacji dzieł Jacka Malczewskiego. W przygotowanym specjalnie dla Muzeum Narodowego w Poznaniu cyklu 13 etiud filmowych reżyser posłużył się kilkunastoma obrazami młodopolskiego malarza. Niektóre z nich, jak „Thanatos”, „Portret rodziny artysty” czy „Śmierć na etapie”, są eksponowane równolegle do wideoartów w nowo otwartych przestrzeniach Galerii Sztuki Polskiej.

Kadr z jednego z wideoartów Lecha Majewskiego


Zaproszenie do wspólnej podróży

Wizyjne postaci wychodzą z okna pracowni Malczewskiego, przedstawionej na obrazie „Melancholia”, i przemierzają filmowe pejzaże Majewskiego. Podróżują przez kolejne dziesięciolecia i pory roku, przez syberyjskie i polskie krajobrazy, docierając ostatecznie do zurbanizowanej metropolii. Wędrują przez dawną i współczesną Polskę. W drodze stawiają pytania i szukają odpowiedzi. Czy kajdany opadły z naszych stóp czy wloką się za nami? Czy wizje Malczewskiego rezonują we współczesności? Jak bardzo brakuje nam wyobraźni malarza?

Odpowiedzi szukają również widzowie, zaproszeni przez reżysera do wspólnej wędrówki po metaforycznym świecie polskiego symbolisty. Świecie, w którym nie brakuje aniołów, chimer, faunów czy harpii. A Malczewski? Malczewski staje się pośrednikiem w opowieści snutej przez Majewskiego. Zaprasza w głąb swych obrazów, by następnie pomóc współczesnemu artyście zilustrować charakter dzisiejszego świata.

Kadr z jednego z wideoartów Lecha Majewskiego


Diagnoza współczesności

Wizualny dialog Lecha Majewskiego z Jackiem Malczewskim pozwolił na postawienie diagnozy współczesności. Jak reżyser postrzega XXI wiek? Jego uwagę przyciąga w dzisiejszym świecie postępujący zanik duchowości, marazm i paraliżujący bezwład, a wszystko to napędzane przez powszechny upadek obyczajów.

Wideoarty zostaną zaprezentowane w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w bezpośrednim sąsiedztwie niezwykłych dzieł Jacka Malczewskiego, m.in. „Błędnego koła”, jednej z najbardziej znaczących prac w dorobku tego młodopolskiego symbolisty. Kolekcja jego obrazów i studiów malarskich, składająca się z blisko 150 obiektów, jest prawdziwą dumą Muzeum Narodowego w Poznaniu (większość z 50 dzieł należących do Fundacji im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu, w tym słynna „Melancholia”, eksponowana jest w oddziale MNP w Rogalinie).

Kurator: Zuzanna Wagner

Współpraca kuratorska: dr Agnieszka Skalska

Identyfikacja wizualna: dr Agata Kulczyk, dr Marcin Markowski


informacja prasowa


sobota, 8 sierpnia 2020

“Dolina Bogów”. Pokaz premierowy z udziałem reżysera

W środę, 19 sierpnia o godz. 18.00 Dolnośląskie Centrum Filmowe zaprasza na premierowy pokaz filmu “Dolina Bogów” Lecha Majewskiego, zrealizowanego przy wsparciu Dolnośląskiego Funduszu Filmowego. Na premierze będzie obecny reżyser, operator, scenarzysta, producent i scenograf filmu Lech Majewski.

Kadr filmu "Dolina bogów" w reż. Lecha Majewskiego

Największy wizjoner polskiego kina – Lech Majewski („Młyn i Krzyż”, „Angelus”, „Ogród rozkoszy ziemskich”, „Wojaczek”, "Onirica") – powraca z nową produkcją, wypełnioną niezwykłymi doznaniami i oszałamiającymi efektami audiowizualnymi.

„Dolina Bogów” to artystyczna uczta wykraczająca poza tradycyjny obraz filmowy. Historia o bogach ukrytych w górach, oparta na legendzie plemienia Navajo, hipnotyzuje zdjęciami, które reżyser współtworzył razem z Pawłem Tyborą („Onirica”) w stanie Utah w USA oraz muzyką skomponowaną przez laureata Oscara® – Jana A.P. Kaczmarka.

W tytułowej Dolinie Bogów krzyżują się trzy wątki narracyjne, które prowokują widza do własnych interpretacji. Pierwszy to archaiczna legenda Indian Navajo o bogach zamkniętych w skałach doliny Valley of the Gods pełna bogatej symboliki i archetypów. Drugi to historia najbogatszego człowieka globu, tajemniczego Wesa Taurosa (John Malkovich), który dotknięty osobistą tragedią, ukrywa się przed światem. Trzeci wątek jest historią narratora, Johna Ecasa (Josh Hartnett), pisarza, który zmaga się z traumatycznym rozstaniem z żoną i twórczym kryzysem. W tym czasie firma Taurosa eksploatująca rudę uranu przejmuje Dolinę Bogów, gdzie planuje drążyć tunele w świętej ziemi. Spokój przodków Navajo zostaje zburzony a skały rodzą mściciela. Widz pozostaje z pytaniami: Jak daleko można posunąć się dla miłości? Jakie tajemnice skrywa mityczna ziemia Navajo?

informacja prasowa

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Dolnośląskie Centrum Filmowe zaprasza 14 do 20 sierpnia 2020

W nadchodzącym tygodniu DCF szczególnie gorąco zaprasza na premierowy pokaz filmu “Dolina Bogów” Lecha Majewskiego z Johnem Malkovichem w roli głównej. Na premierze będzie obecny reżyser, operator, scenarzysta, producent i scenograf filmu Lech Majewski. Ponadto kolejne spotkania z Chaplinem, specjalne pokazy „Incepcji” i „Parasite” w wersji czarno-białej(!), a premierowo - komedia „Arab Blues”.


WYDARZENIA


Parasite” – wersja czarno-biała

Koreański reżyser jest wielbicielem klasycznego kina i zawsze marzył o realizacji czarno-białego filmu. Światowy sukces „Parasite” pozwolił mu na to! „Parasite” w wersji czarno-białej to nie tylko szansa na powtórne odkrycie arcydzieła światowego kina, ale zupełnie nowe doświadczenie.
15 sierpnia | godz. 19:30 | Bilety: 22 zł

“Dolina Bogów”. Pokaz premierowy z udziałem reżysera

W środę, 19 sierpnia o godz. 18.00 odbędzie się premierowy pokaz filmu “Dolina Bogów” Lecha Majewskiego, zrealizowanego przy wsparciu Dolnośląskiego Funduszu Filmowego. Na premierze będzie obecny reżyser, operator, scenarzysta, producent i scenograf filmu Lech Majewski.
19 sierpnia | godz. 18:00 | Bilety: 20 zł
Film w repertuarze Kina DCF od 21 sierpnia.


W starym kinie | Sierpień z Charliem Chaplinem

W wakacyjne wtorki w ramach spotkań „W starym kinie” zapraszamy na pokazy filmów Charliego Chaplina, który był jedną z pierwszych prawdziwych ikon kina oraz legendą Hollywoodu..
„Dyktator” | 18 sierpnia | godz. 19:30 | Bilety: 18 zł
„Światła rampy” | 25 sierpnia | godz. 19:30 | Bilety: 18 zł


„Incepcja” – 10 lat od premiery | Pokazy specjalne

Po 10-ciu latach od premiery na ekrany wraca wizjonerska superprodukcja Christophera Nolana, by ponownie zabrać widzów w podróż dookoła kuli ziemskiej oraz w głąb świata snów. Od 12 do 20 sierpnia codziennie w DCF

PREMIERY OD 14 sierpnia:
„Arab Blues”

CYKLE

Filmowy Klub Seniorów - Seanse – wtorki, godz. 13.00 | Bilety - 13 złotych
18 sierpnia | „Lato w Prowansji” | reż. Rose Bosh | Francja 2014 | 105’
25 sierpnia | „Maria Callas” | reż. Tom Volf | Francja 2017 | 113’

informacja prasowa

sobota, 8 sierpnia 2020

Lech Majewski: Inspiracją jest zawsze obraz /wywiad/

Z wybitnym wizjonerem kina rozmawiam o fenomenie Wenecji, spotkaniu z Antonionim, wizycie na planie filmu Bergmana i malarskich fascynacjach.  

Lech Majewski, fot. ze strony internetowej artysty
Barbara Lekarczyk-Cisek: Jest Pan artystą obdarzonym wieloma talentami: pisarskim, poetyckim, malarskim, muzycznym, tworzy też autorskie kino. Ale w młodości zapowiadał się Pan przede wszystkim jako artysta malarz. Podobno, mając bodaj czternaście lat, zorganizował Pan pierwszą wystawę, wybierał się na studia na ASP… Skąd więc nagle kino?

Lech Majewski: Aby to wyjaśnić, muszę sięgnąć wstecz, do czasów, kiedy jeździłem na wakacje do Wenecji. Często wyjeżdżałem tam jako nastolatek, we Włoszech mieszkał bowiem mój wujek, który był profesorem konserwatorium muzycznego. Właściwie mieszkał w Mediolanie i był krytykiem muzycznym „Corriere Della Sera”, specjalizującym się w recenzjach koncertów La Scali, a przez cztery dni uczył historii kompozycji w weneckim konserwatorium. W lecie jego mieszkanie akademickie było wolne, więc zaproponował nam, że możemy z niego korzystać. Tym sposobem spędzałem całe wakacje w Wenecji, w której do dziś pomieszkuję i która stała się najbliższym mi miastem, obok Katowic. W Katowicach narodziłem się fizycznie, a w Wenecji duchowo i … filmowo.

To miasto  jest soczewką wszystkiego, co się dzieje w sztuce. Na Biennale w Wenecji poznałem takich twórców współczesnej sztuki, jak Roy Lichtenstein, Andy Warhol czy Giorgio de Chirico. To były czasy, kiedy artyści nie byli tak niedostępni jak dzisiaj.

Oprócz tego obcowałem ze sztuką dawną i byłem zakochany w małym obrazie Giorgione`a, zatytułowanym ”Burza” – bardzo tajemniczym, którego głębia kolorów i aura tajemniczości sprawiały, że spędzałem przy nim całe godziny. W owym czasie malowałem i wybierałem się na Akademię Sztuk Pięknych. Otóż w pewnym momencie tam, w Wenecji, uświadomiłem sobie, że tajemniczą atmosferę z obrazu Giorgione`a niedawno widziałem w kinie, w scenie parku z ”Powiększenia” Antonioniego. Jest w niej brzemienna cisza. Zdałem sobie wówczas sprawę, że gdyby Giorgione żył w naszych czasach, to z pewnością robiłby filmy. Tak więc zdecydowałem się zdawać do szkoły filmowej pod wpływem ”Burzy”, nie wiedząc wiele o filmie. I chociaż nie spełniałem wymogu formalnego (nie miałem ukończonych wyższych studiów), zostałem przyjęty. Wcześniej byłem na konsultacji u Henryka Kluby, któremu pokazałem swoje obrazy, rysunki, fotografie i wiersze. I to on zachęcił mnie do zdawania, dając nadzieję, że dostanę się na studia, jeśli zdam egzamin. Powiedział, że będę eksperymentem i tak się stało. Byłem najmłodszy na roku, o siedem lat młodszy od drugiego najmłodszego studenta.

Podobno Antonioni jeszcze raz się Panu przysłużył, kiedy pojawił się osobiście w łódzkiej Filmówce…

Antonioni nie miał w planach wizyty w szkole filmowej – miał być w "Kwancie”- legendarnym klubie filmowym, którego szef, Andrzej Słowicki, zaprosił mnie na to spotkanie. Ponieważ jednak następnego dnia rozpoczynałem realizację etiudy pod auspicjami Jerzego W. Hasa, który był niesłychanie wymagający, toteż zrezygnowałem z wyjazdu do Warszawy. Nie znałem wtedy dobrze języka filmowego, a musiałem stworzyć precyzyjny scenopis, którego uczyłem się na pamięć. I tak nie spałem całą noc, bo miałem wyrzuty sumienia, że nie pojechałem na spotkanie z Antonionim, a poza tym przeżywałem mający nastąpić nazajutrz mój pierwszy plan filmowy. Tymczasem w poniedziałek rano w szkole pojawił się niezapowiedziany Antonioni. Dosłownie wyrwałem się z planu, bo mój kierownik produkcji nie chciał mnie wypuścić na to spotkanie. Byłem jednak zdeterminowany. Kiedy się pojawiłem w szkolnej sali kinowej, wszyscy siedzieli w nabożnej ciszy, bo nikt nie ośmielił się zadać pytania. W końcu ktoś zapytał, nawiązując do ”8 i pół” Felliniego, kiedy reżyser zrobi swoje "9”? Na co Antonioni odpowiedział, że już zrobił – ”Zawód reporter”, z którym właśnie przyjechał do Polski na Konfrontacje. W końcu odważyłem się i zadałem praktyczne pytanie o to, czy kiedy idzie na plan, to też się uczy na pamięć scenopisu. Odpowiedział, że przeciwnie – stara się zapomnieć. Zdenerwowała mnie wówczas jego odpowiedź. Pomyślałem,  że otrzymałem w odpowiedzi zgrabny bon mot, więc mu powiedziałem, żeby sobie ze mnie nie kpił, bo to dla mnie rzecz niezmiernie ważna. Na co uśmiechnął się i odparł, że mnie bynajmniej nie zbył, bo kiedy idzie na plan, to naprawdę nie chce pamiętać, co ma kręcić, tylko patrzy, jak  wygląda świat: jaka jest pogoda, jakie światło, jak się układają włosy jego aktorki… I z tego próbuje zbudować scenę. A jeśli mu to nie wychodzi, wzywa asystenta, żeby mu przypomniał, co mają dzisiaj kręcić.

Poszedłem potem do atelier, na swój plan filmowy – zdruzgotany tym, jak tandetnie wygląda otaczająca mnie rzeczywistość. Wszystko było stare, brzydkie, szwenk w kamerze był luźny, więc operator użył miotły, aby go ustabilizować… W akwarium pływały zdechłe ryby… A tu nagle otworzyły się drzwi, wszedł rektor, Maria Kornatowska, Antonioni i jeszcze ktoś z włoskiej ambasady, otoczeni wianuszkiem kamer. Zachęcono mnie, abym podszedł i wtedy Antonioni uścisnął mi rękę, życząc powodzenia. To jest niesamowite, że w życiu takie rzeczy się zdarzają!

Po latach, kiedy Antonioni umarł, napisałem do ”Rzeczpospolitej” jego nekrolog. A kiedy niedawno byłem we Włoszech, spotkał mnie niesłychany zaszczyt, ponieważ zostałem jurorem festiwalu włoskich filmów dokumentalnych i krótkometrażowych. W związku z tym festiwalem przygotowano galerię portretów włoskich twórców, którzy byli przewodniczącymi jury. Byłem jedynym nie-Włochem i mój portret powieszono obok… Antonioniego. Moment metafizyczny… Potem miałem wykłady na Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie (wł. Accademia Nazionale di San Luca), otrzymałem pięknie wydany album, zawierający znakomite, bardzo wnikliwe analizy wszystkich filmów Antonioniego.

Wróćmy jednak do szkoły filmowej. Kto, poza Wojciechem Hasem, wywarł na Pana wpływ?

Największy wpływ miał na mnie Has i Królikiewicz. Wykłady Grzegorza Królikiewicza nie dadzą się porównać z niczym. Ten show, który urządzał i jak nas prowokował do myślenia… Do młodych durniów, którymi wówczas byliśmy, przemawiał bardzo skutecznie. Jego zajęcia przypominały amerykańskie filmy sądowe – tak to prowadził. Był zarazem oskarżycielem (naszej bezmyślności), jak też adwokatem filmów. Robił to pięknie! Jego analityczny umysł był niezrównany. Jego wykłady były dla nas wielkim przeżyciem. Z kolei Has był introwertykiem. Przypalał ”Marlboro”, popiół spadał na jego nylonowy golf, w którym wypalał dziury… Cedził słowa, ale w jego podejściu do kina był wielki świat. Ważną dla mnie osobą była także Maria Kornatowska, również bardzo ludzka, prywatna, a jednocześnie światowa. Ponadto Henryk Kuźniak, który był wyjątkowo dobrym pedagogiem wykładając muzykę filmową.

Podobno był Pan także na planie filmowym u Ingmara Bergmana…

Wygrałem wówczas konkurs na scenariusz i pierwszą nagrodą było (w ramach wymiany między szkołami filmowymi) uczestnictwo w planie filmowym ”Twarzą w twarz”.

Jakie wrażenie sprawiał Bergman podczas pracy nad filmem?

Kiedy rok wcześniej byłem na planie polskiego filmu pewnego znanego reżysera, co i rusz słyszałem, że kręcimy arcydzieło, mimo że był to absolutny gniot. Interesowało mnie więc, co wobec tego mówi na planie twórca prawdziwych arcydzieł. Byłem też dobrze przygotowany ”z Bergmana”.  Pojechałem więc do Szwecji i nazajutrz po przyjeździe poszedłem na plan. Wszyscy już od rana dziarsko się uwijali, co wprawiło mnie w zdumienie po uprzednich doświadczeniach, ale przede wszystkim szukałem Bergmana. Sądziłem, że pewno pojawi się na planie jak jakiś cesarz. W końcu zapytałem asystenta producenta. Ten wskazał mi palcem jakiegoś mężczyznę, który klęczał w przepoconej koszuli i przesuwał kabel… Dopiero wtedy rozpoznałem Bergmana.

Miał taki system, że kiedy rozmawiał z aktorami, to zawsze ustawiał się w pozycji niższej niż oni. Poza tym męczył się nad ujęciami jak jakiś, nie przymierzając, debiutant. To była fizyczna walka człowieka z przestrzenią i ze swoim własnym wnętrzem. Mimo że był protestantem, człowiekiem niezwykle precyzyjnym, to jednak dopuszczał do siebie nieznane.

Rozmawiałem z nim potem kilka razy, zawsze bardzo krótko, bo nie był wylewnym człowiekiem.Mówił mi, że w kinie nic nie wiadomo na pewno. Za każdym razem jest tak, jakby się zaczynało od nowa. Przy tego typu podejściu – rzeczywiście tak jest. Gdy obserwuję młodych reżyserów, to są pełni buty. Bergman zaś był obrazem pokory.

Czy Pański debiut – ”Rycerz” nie jest czasem z ducha Bergmana, z jego ”Siódmej pieczęci”?

Pewnie jest. Ale także z Tarkowskiego… Te filmy mnie fascynowały!

Jak to właściwie jest z tymi inspiracjami? Czy na początku jest w Pański wypadku obraz, np. malarstwo Ucella, jak to było w przypadku ”Rycerza”? Czy może impulsy płyną z innych źródeł?

Dzięki Włochom zrozumiałem, że nie można ograniczać się do jednego środka wyrazu. Różne tematy domagają się innej ekspresji. Żyjemy w czasach, w których jest się synonimem albo anonimem. Innymi słowy, albo kogoś się z czymś utożsamia, np. z kinem, tenisem, albo się nie istnieje. Dzisiejszy świat jest tak pogubiony, że żąda od człowieka jednoznacznych rozwiązań. Jeśli coś jest bardziej skomplikowane, zaczyna być podejrzane. Przykładem takiego człowieka, który zajmował się wieloma dziedzinami, jest Leonardo da Vinci. Ale wybacza mu się to ze względu na ”Monę Lisę”. Nikt nie traktuje poważnie całej reszty.

W moim wypadku inspiracją jest zawsze obraz. To swego rodzaju wizja. Niektóre moje wizje obradzają jak drzewo, a inne nie. Te, które emitują kolejne obrazy, stają się centralnym punktem, rodzajem osi. Z tego rodzi się potem albo teatr, albo opera, albo film, seria video artów, rzeźba… Np. scenę orki w hipermarkecie w ”Onirica” ujrzałem wewnętrznym okiem, robiąc zakupy  w takim miejscu.

Czy w przypadku ”Angelusa” punktem wyjścia było malarstwo Ociepki? 


Zaczęło się od tego, że przeczytałem w ”NaGłosie” artykuł Seweryna A. Wisłockiego, który opisał fenomen Grupy Janowskiej. W owym czasie interesowałem się kultem proroka Eliasza Klimowicza, który założył Wierszalin, gdzie chciał zbudować raj na ziemi. O ruchu tym pisał w latach 70. prof. Włodzimierz Pawluczuk. Chciałem nawet zrobić adaptację tekstu T. Słobodzianka, ale nic z tego nie wyszło. W tym samym czasie mój św. pamięci przyjaciel Irek Siwiński zwrócił moją uwagę na historię Grupy Janowskiej, sięgającą lat 30. XX wieku. Była to założona przez Teofila Ociepkę gmina okultystyczna, której jedną z form ekspresji było malarstwo. Przeczytanie artykułu Wisłockiego natychmiast zaczęło skutkować wizjami i obrazami. Pojechałem do domu, w którym mieszkał pociotek Teofila Ociepki, który zaprowadził mnie na strych i dał harfę po malarzu.

Po ”Rycerzu” wyjechał Pan za granicę i robił tam filmy bliższe mainstreamowi, np. ”Ewangelię według Harry`ego”.  Mimo że w Ameryce doceniono Pańską twórczość i miał Pan tam znakomite warunki, postanowił jednak wrócić. Co Pana do tego skłoniło?

Mnie dopieszczają i doceniają wszędzie, z wyjątkiem Polski i to mi się najbardziej podoba (śmiech). To mnie trzyma w formie.

Dziękuję za rozmowę. 


Wywiad ukazał się pierwotnie na Kulturaonline.pl 15 września 2015 r.


Link do recenzji filmu "Onirica"


Link do recenzji filmu "Młyn i krzyż"







Dedykacja Lecha Majewskiego w książce "Asa Misi Masa. Magia w 81/2 Felliniego"
Wyd. Videograf, Katowice, 1994

wtorek, 2 stycznia 2018

MFF Nowe Horyzonty 2011 – ujęcie piąte, plan (aż nadto) pełny

W piątym dniu Festiwalu będzie wyłącznie o kinie polskim: „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego, „Z daleka widok jest piękny” Anny i Wilhelma Sasnalów.

„Młyn i krzyż” – metafora ludzkiego losu

Młyn i krzyż w reż. Lecha Majewskiego
Najnowszy film Lecha Majewskiego zasługuje na obszerną i wnikliwą interpretację. Ponieważ jednak jest to niemożliwe, gdy żyje się w tempie festiwalowych obrazów, ograniczę się do krótkiej refleksji. 

Przede wszystkim trzeba przypomnieć, że jest to twórca wielostronnie uzdolniony: reżyser filmowy, teatralny i operowy, poeta, prozaik, malarz, a także - czego można było doświadczyć na spotkaniu z artystą – wspaniały gawędziarz. Wypada żałować, że tak rzadko można obejrzeć go w kraju, gdy tymczasem Museum of Modern Arts zorganizowało retrospektywę jego filmów, a w Luwrze, gdzie odbyła się premiera najnowszego - „Młyn i krzyż”, cały luty wystawiane były jego wideoarty. 

„Młyn i krzyż” jest jego drugą – po „Ogrodzie rozkoszy ziemskich” – próbą zmierzenia się z malarstwem dawnych mistrzów. Tym razem artysta ożywił obraz Pietera Bruegela Starszego „Procesja na Kalwarię” (1564). 

To sztuka historyczna, która opowiada Pasji Chrystusa i pasji Flandrii ciemiężonej przez Hiszpanów. Chrystus i dwaj złodzieje stają się tu ucieleśnieniem losu wielu kobiet i mężczyzn torturowanych i straconych w drugiej połowie XVI wieku, w czasach hiszpańskiej inkwizycji – wyjaśnił artysta podczas spotkania z publicznością.

Pejzaż filmu wypełnia ogromna liczbą postaci, wśród których znajdziemy samego Breugela oraz bankiera, który zakupił jego obraz. Większość z przestawionych tam osób jest zajęta swoimi sprawami i nie zdaje sobie sprawy ze znaczenia mającego nastąpić Ukrzyżowania. Tłum przygląda się scenie, w której żołnierze rozkazują Szymonowi Cynerejczykowi pomóc dźwigać krzyż. Na pierwszym planie siedzi wędrowny kramarz, podczas gdy Chrystusa w ogóle nie widać. Tylko jedna grupa postaci kojarzy się z tematyką obrazu, a mianowicie na pierwszym planie, po prawej stronie widzimy grupę kobiet, którym św. Jan dodaje otuchy. Z płaskiej równiny wyrasta w głębi obrazu ogromna skała, na której stoi młyn. 

Zarówno w obrazie, jak i w filmie pełni on rolę metafory: młyńskie koła mielą ziarno, symbolizujące ludzkie życie, a Młynarz staje się figurą zastępczą samego Boga. Obraz istotnie przypomina filmowy kadr, który zaprasza do tego, aby go ożywić za pomocą wyobraźni. I Lech Majewski podejmuje się tego zadania z wielkim sukcesem. A było to zadanie niełatwe, o czym dowiedzieliśmy się podczas spotkania po projekcji. Nie wystarczyło ustawić statystów i aktorów na równinie i włączyć kamerę. 

Przestrzeń filmowa składa się z siedmiu połączonych ze sobą części i jest przestrzenią wykreowaną, podobnie jak na obrazie. Majewski stworzył ją z fragmentów Jury Krakowsko-Częstochowskiej, odpowiednio dla potrzeb filmu przetworzonej, a niebo pochodzi ze zdjęć zrobionych podczas pobytu w Nowej Zelandii. Nawet pająk i jego sieć zostali wykreowani w efekcie bezpośrednich obserwacji i prób. Będąc wiernym odtworzeniem obrazu, film zawiera jednocześnie przesłanie uniwersalne – opowiada o ludzkim losie, pełnym niezawinionego cierpienia, okrucieństwa, a także o roli artysty, który towarzyszy człowiekowi i potrafi zatrzymać czas utrwalając to, co przemijające.

I z daleka i z bliska nie było pięknie...

Z daleka widok jest piękny
Debiut fabularny Anny i Wilhelma Sasnalów – malarzy, grafików, którzy osiągnęli komercyjny sukces sprzedając swoje prace do znanych galerii (m.in. Tate Modern w Londynie, Museum of Modern Art. W Nowym Jorku). Podobnie jak Janusz Majewski, wychodzą więc od malarstwa. Sądzić by zatem można, że naturalna dla artystów, wizualna wrażliwość zaowocuje interesującym obrazem filmowym. Przyznam jednak, że wyszłam z pokazu i spotkania mocno rozczarowana.

Film zatytułowany „Z daleka widok jest piękny” pretenduje do metafory, która ma nam uświadomić swoisty paradoks: że piękno krajobrazu, w którym żyją ludzie jest odwrotnie proporcjonalne do ich moralnej i fizycznej brzydoty.

Główny bohater Paweł (grany przez Marcina Czarnika), o twarzy i manierach typa, którego nie chciałoby się spotkać w ciemnym zaułku, pozbywa się starej chorej matki. Jej miejsce miałaby zająć młoda kobieta, z którą się spotyka. Jednak nie proponuje jej tego, ale znika na czas jakiś. Rodzina dziewczyny ogałaca pod jego nieobecność mieszkanie z tego, co uzna za godne uwagi, po czym wraz ze sąsiadami demolują dom i palą sprzęty. Kiedy bohater wraca, nie zastaje nic.

Tyle fabuła. Dramaturgia filmu i sylwetki bohaterów - płaskie jak równina mazowiecka. Sasnalom wyraźnie brakuje umiejętności tworzenia scenariusza filmowego, zaś o ładunku intelektualnym filmu już nie wspomnę. Sylwetki, twarze, język bohaterów – skrajnie prymitywne. Jeśli to ma być metafora mówiąca o tym, do czego zdolny i jak brzydki pod każdym względem jest człowiek, to może niechby artyści zachowali taką wizję świata dla siebie i nie dzielili się nią z widzami. A tytułowy widok wcale nie był piękny – ot, kawałek natury, płasko i brzydko sfotografowanej. Czy naprawdę, wszyscy muszą robić filmy..?

Artykuł ukazał się na portalu PIK Wrocław 26 lipca 2011 roku.

sobota, 2 września 2017

"Onirica": dantejskie sny Lecha Majewskiego /recenzja filmu/

"Onirica" to oszałamiająca, niezwykle plastyczna wizja filmowa. Pięknie skomponowane kadry , nieśpieszna, kontemplacyjna narracja, którą niesie także nastrojowa muzyka,  stanowią znak rozpoznawczy tego poety i malarza kina. Przyjrzyjcie się jej bliżej i przeczytajcie, co mówił o niej reżyser podczas wrocławskiej premiery.


Pięknie skomponowane kadry, nieśpieszna, kontemplacyjna narracja, nastrojowa muzyka, a także czerpanie inspiracji z własnych snów, z języka poezji i z malarstwa - oto, co wyróżnia filmy autorskie Lecha Majewskiego na tle postępującej komercji kina. Jego najnowsze dzieło -  "Onirica" jest - wedle deklaracji reżysera - ostatnią częścią tryptyku, po "Ogrodzie rozkoszy ziemskich" oraz "Młynie i krzyżu". W istocie, wszystkie je łączy wspólny temat: miłości, cierpienia i śmierci. O ile jednak dwa pierwsze zostały zainspirowane konkretnymi obrazami (Boscha i  Bruegla), o tyle "Onirica" zdaje się być próbą stworzenia własnego obrazu. Obrazu utkanego ze snów, lektury Dantego, malarskich fascynacji, a także współczesnej rzeczywistości - oczywiście twórczo przetworzonej. 
Podczas wrocławskiej premiery filmu (10 kwietnia w Kinie Nowe Horyzonty), Majewski poruszył wiele istotnych tematów. Mówił m.in. o wpływie "Boskiej komedii" Dantego na swój film, o języku symboli, o swoich snach i o tym, że współczesny człowiek stał się bytem wirtualnym. Fragmenty tych wypowiedzi uzupełnią moją próbę analizy filmu.

Obraz jako artystyczna wizja


U źródeł twórczości Majewskiego zawsze leży obraz - artystyczna wizja. Taka też jest pierwsza sekwencja filmu: wnętrze kościoła, z dominującą postacią Anioła (śmierci?), który swoim skrzydłem osłania leżącą na ławie postać kobiecą. W pobliżu siedzi mężczyzna z przymkniętymi powiekami. Okazuje się, że to jego wizja, jego sen...

"Onirica", reż. Lech Majewski
W "Oniryce" co prawda istnieje pewien rodzaj narracji, ale rządzi się ona regułami snu - jest (zgodnie z tytułem) oniryczna. Obrazy płynnie przechodzą z jednego w drugi, jawa miesza się ze swym przeciwieństwem. Realnością są przeżycia bohatera, który straciwszy w wypadku ukochaną, nie potrafi pogodzić się z ową utratą i błąka się w rzeczywistym świecie, co i rusz się z niego wyłączając i zapadając w marzenia senne. Zresztą całą tę rzeczywistość należałoby również wziąć w cudzysłów, czymże bowiem jest wnętrze hipermarketu o przewrotnej nazwie "Real" albo ekran telewizora, z którego płyną informacje o powodziach, kataklizmach, o katastrofie smoleńskiej..?

- Jeżeli się porusza rzeczywistość i wizualnie nią potrząsa, to ona podsuwa nam różnego rodzaju rzeczy, o których myśmy nawet nie pomyśleli. W 2008 roku napisałem w scenariuszu, że dziewczyna bierze ślub z brzozą. A ile teraz to ma konotacji... Nagle ta wizja, poprzez to, co się wydarzyło w Smoleńsku, nabiera dodatkowego znaczenia. 

Kiedyś widziałem na cmentarzu kobietę, która trzymała malutkie dziecko i kiedy zadzwonił telefon, położyła je na grobie. Zobaczyłem w tej scenie początek i koniec - taki niebywały skrót. Trochę to potem zmieniłem w "Angelusie", gdzie jest czaszka i dziecko, a z kolei w "Ogrodzie rozkoszy ziemskich" kobieta zdejmuje pantofel i dotyka bosą stopą kamienia na cmentarzu w Wenecji.

Od starożytności istnieją wierzenia, że tylko kamień jest w stanie przechować nasze tchnienie. W prymitywnych kulturach umarłemu daje się właśnie kamień. W kulturze żydowskiej kładzie się je na grobach. To oksymoron - ale kamień jest "przechowalnią" dusz. Ulegam pewnym swoim wizjom, ale nie wszystkie do końca rozumiem. Np. te woły w supermarkecie. Aby zrealizować tę wizję, poświęciłem półtora roku, a scena trwa 29 sekund...


Paralele z Boską komedią Dantego 


Ważnym elementem filmowej narracji są także fragmenty "Boskiej komedii" Dantego. Nie chodzi jednak tylko o paralele związane z utratą ukochanej. W swoim wcześniejszym poemacie "Vita nuova" ("Nowe życie") włoski poeta opisał własne przeżycia związane ze śmiercią ukochanej Beatrice. Jemu również ukojenie przyniósł sen, w którym zmarła mu się ukazała. Odtąd będzie podążał za nią, sublimując swoje uczucie. Beatrice pojawia się także w "Boskiej komedii" - jako przewodniczka Dantego, prowadząca go do Raju. Zanim to jednak nastąpi, poeta doświadczy kryzysu duchowego i załamania moralnego. Będzie musiał przejść Piekło i Czyściec - poznać grzech i karę, pokutę i nadzieję. Zobaczy nie tylko ukochaną, ale także zagrożoną katastrofami ludzkość. Tę główną myśl odnajdziemy  także w filmie Majewskiego.

"Boską komedię" Dantego znałem od bardzo dawna, ale nie jest to tekst, który można łatwo przyswoić. Potraktowałem poetę bardziej jako malarza, gdyż stwarza on niesamowity gąszcz obrazów, wśród których idąc człowiek może się dotkliwie poranić. Potem te obrazy ulegały przetworzeniu, pojawiały się w moich snach, pojawiały się też w rzeczywistości. W sposób pełny objawił się Dante w rzeczywistości roku 2010. Cały film nie opiera się na Dantem, ale jest peryfrazą i parafrazą "Boskiej komedii". 

Otóż ten 2010 rok rozpoczął się od tego, że zobaczyłem takie zdjęcie: pod Częstochową - bezkresne białe pole, z szeregiem pokrzywionych słupów, które skrzywił i pogiął szron i lód. Wyglądają jak szereg kostuch z kosami, które idą zebrać żniwo 2010 roku. Taka scen znajduje się na początku mojego filmu.

W wyniku zmian pogody Polskę zalało wówczas pięć dużych powodzi. To były prawdziwe tragedie dla wielu ludzi, którzy potem mieszkali na zalanych terenach, bo musieli tam wrócić, gdyż nie stać ich było na przeprowadzenie się gdzie indziej.

Kiedy robiłem kwerendę we wszystkich stacjach telewizyjnych, znalazłem materiały nakręcone przez operatorów, które były tak przerażające, że nigdy ich nawet nie wyemitowano. Płynące trumny, a obok nich napęczniałe zwłoki krów, które były pożerane przez szczury... Były to prawdziwe sceny dantejskie. Potem nastąpiła tragedia w Smoleńsku - przerażające wydarzenie, które do tej pory budzi zażarte spory.

Pytania o istotę cierpienia i śmieci 


Początkowo bohater zupełnie nie radzi sobie z cierpieniem. Poszukuje jego sensu w wierze, ale ta okazuje się zawodna. Próbuje też racjonalizować swój stan, a właściwie czyni to jego ciotka, u której pojawia się od czasu do czasu. Przytacza ona słowa perskiego poety, mówiące o tym, że z ciemności rodzi się światło. Próbuje także przywoływać rozważania filozofów, szczególnie Seneki i Heideggera, wedle których śmierci de facto nie ma. Nie daje to jednak nieszczęśnikowi żadnej pociechy.
Tej doznaje przede wszystkim w wizjach sennych, które stają się jego alternatywnym życiem. Porzuca stałe zajęcie (jest profesorem uniwersyteckim, specjalistą zajmującym się znaczeniem symboli), podejmuje pracę w hipermarkecie, ale z miernym skutkiem. Wędrówki odbywa nie tylko w snach, ale również w rzeczywistości, jednak granice między nimi są tak nieostre, że czasami nie wiemy - sen to czy jawa... "Boskiej komedii" słucha - jak współczesny młody człowiek - w wersji audio (w oryginale). Ostatecznie odnajduje swoją Beatrycze i w boskiej ekstazie unoszą się ku niebu. Po czym razem, jak Orfeusz i Eurydyka, płyną łodzią w nieznanym kierunku.

- Sartre powiedział, że nadrealizm jest realizmem totalnym. Ja w to też głęboko wierzę, ponieważ mój stosunek do opisywania człowieka jest przeciwny do typowego kinowego opisu, który polega na oddawaniu jego ruchu i jego słów, czyli behawioryzmu w czystej postaci. Ja nie wierzę w takie kino. Mnie natomiast wydaje się, że każdy z nas złożony jest z wielu warstw, tyle w nas funkcjonuje dziwnych obrazów, sekwencji, które nigdy nie wychodzą na światło dzienne. Człowiek jest uwikłany w pewną grę obrazów - bardzo skomplikowaną rzeczywistość wewnętrzną. W człowieku pozornie unieruchomionym jest czasem więcej akcji niż w bohaterze znajdującym się w pędzącym samochodzie. 

 Uroda obrazu


Pięknie skomponowane kadry , nieśpieszna, kontemplacyjna narracja, którą niesie także nastrojowa muzyka napisana przez Majewskiego (do spółki z Józefem Skrzekiem) - stanowią znak rozpoznawczy tego poety i malarza kina. Czerpanie inspiracji z własnych snów, o czym wspominał nieco żartobliwie podczas spotkania z publicznością w Kinie Nowe Horyzonty, inspiracje, malarskie i literackie, wpływ Junga - wszystko to sprawia, że kino Majewskiego jest oryginalne i niepowtarzalne. Ale jednocześnie bliskie człowiekowi jak żadne inne. Żyjąc wśród ekranów, w sztucznym hiperrzeczywistym świecie (jakby powiedział Baudrillard), często zatracamy kontakt z sobą samym, bagatelizując sny i marzenia na jawie. Film zdaje się nam przypominać o tym, jak wiele tracimy. "Onirica" przemawia do widza owym "zapomnianym językiem" symboli i obrazów sennych. 

- Lubię czytać symbole - to moja pasja. Uważam, że jest to taki "zapomniany język", który każdy z nas powinien znać, ponieważ wierzę głęboko, że nie jesteśmy osamotnieni w rzeczywistości. Ona się z nami komunikuje, ale czyni to specyficznym językiem, którego nie potrafimy odczytywać. Zauważam u ludzi taką formę "nieistnienia", wirtualnego bytu, to znaczy bytu ograniczonego do odbierania świata przez szkło: szyby samochodu, komputera, telewizora, gry..

Wychodzę z założenia, że widz jest współtwórcą filmu. Poprzez jego odbiór filmów sam bardzo wiele się dowiaduję. Choć są też obszary w filmie, o których nie wiem i nie chcę wiedzieć. Dużo rozmawiam w ten sposób ze zmarłymi. Większość moich filmów: "Wojaczek", "Angelus" to jest swoiste przywoływanie duchów. 

Film Lecha Majewskiego wszedł na ekrany polskich kin studyjnych 17 kwietnia 2015 roku. Dystrybutorem jest Angelus Silesia.

Recenzja ukazała się pierwotnie w 2015 roku na portalu Kulturaonline.pl



"Onirica" - oficjalny zwiastun filmu

Wywiad z reżyserem - pod tym linkiem



Wydarzenia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i jego Oddziałach /28 lipca - 2 sierpnia 2026/

Od piątku 31 sierpnia w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej prezentowana będzie wystawa „Stulecie. W rocznicę wielkiej wysta...

Popularne posty