Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Fiedorczuk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Fiedorczuk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 grudnia 2017

Julia Fiedorczuk: Literatura pozwala wniknąć w tajemnicę /wywiad/

Rozmawiam z Julią Fiedorczuk – poetką, tłumaczką krytyczką literacką – o jej najnowszej powieści, tajemnicach ludzkiego losu oraz o … „kwantowym splątaniu”.

Julia Fiedorczuk, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Barbara Lekarczyk-Cisek: Niedawno ukazała się w Wydawnictwie Marginesy Pani powieść zatytułowana tajemniczo „Nieważkość”. Jakie były okoliczności jej powstania?

Julia Fiedorczuk: Piszę zwykle bardzo powoli. Od pierwszego impulsu do ukończenia książki zwykle mija ładnych parę lat. „Nieważkość” zaczęła powstawać kilka lat temu, kiedy przeczytałam reportaż o zniknięciu pewnego chłopca. Po kilku miesiącach okazało się, że to dziecko popełniło samobójstwo.
Ta historia głęboko we mnie zapadła – trudno racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego akurat ta, a nie inna spośród tak wielu tragedii, o których codziennie słyszymy. Było to właściwie coś w rodzaju choroby. Myślałam o tym chłopcu, a jednocześnie przypominały mi się historie innych zaszczutych dzieci. Sądzę, że każdy takie pamięta: brudne, zaniedbane, nieatrakcyjne, inne; takie, obok których wstyd usiąść w jednej ławce. Myślałam o niewinnym dziecinnym okrucieństwie i z jakiegoś powodu było to dla mnie bardzo bolesne. Ostatecznie jednak nie napisałam tej książki z perspektywy chłopca. Postanowiłam raczej, że jego historia będzie stanowiła bolesne, pulsujące centrum powieściowego świata. Dałam mu na imię Mirosław, co oznacza: „sławiący pokój”. Mirek niewiele mówi. Pod koniec powieści pojawia się jeszcze drugi chłopiec, Antonis – to grecki malarz, który nie mówi wcale, ale komunikuje się ze światem za pomocą obrazów.

Wszystkie postacie tej powieści żyją życiem, by tak rzec, wewnętrznym. Przeżywają traumy z dzieciństwa, nie mogąc się od nich uwolnić. Czy zawsze tak postrzega Pani ludzkie losy?

Mam wrażenie, że żyjemy w dużej mierze przeszłością albo mrzonkami na temat przyszłości, a rzadko kiedy przeżywamy teraźniejszość. Bohaterki tej książki faktycznie w jakimś stopniu są skazane na swój los, ugrzęzły w przeszłości i dlatego są oderwane od teraźniejszości. Tytuł powieści sugeruje jakiś rodzaj zawieszenia – te  kobiety nie mają kontaktu z własnym życiem, a może też nie chcą dorosnąć, pragnąc pozostać jak najdłużej w idyllicznym dzieciństwie. Tylko jednej z nich, Zuzannie, udaje się przebudzić. Dzieje się to w momencie, kiedy przestaje myśleć o sobie i rozumie, że może komuś pomóc. Tu i teraz. To szansa i początek nowej drogi.
Kryje się tu wielka egzystencjalna zagadka: dlaczego niektórzy z nas dostają taką szansę, a inni nie?  Uważam samą siebie za bardzo uprzywilejowaną w tym względzie. Płynie z tego poczucie długu wobec innych istot, zobowiązanie etyczne, odpowiedzialność. Myślę, że Zuzanna zaczyna odczuwać to zobowiązanie pod koniec powieści. Przeżywanie życia – tu i teraz - łączy się z odpowiedzialnością i gotowością do adekwatnego reagowania na to, co właśnie się wydarza. A to z kolei otwiera przestrzeń wolności, człowiek odrywa się od przeszłości i daje sobie możliwość wyboru.

Istotną rolę ogrywa zarówno tytuł powieści, jak też  tytuły rozdziałów. Mają symboliczny, metaforyczny sens i wskazują, że nie mamy do czynienia ze zwykłą powieścią obyczajową, ale czymś znacznie więcej: z refleksją nad ludzkim losem.

Jako powieść obyczajowa „Nieważkość” byłaby chyba raczej nieciekawa. Jak zauważyła Agata Passent, żadna z bohaterek tej książki nie wspina się na Mount Everest. Cóż, nie wspina się. Fabuła zbudowana jest z najprostszych, ale zarazem najbardziej fundamentalnych spraw, takich jak narodziny i śmierć, samotność i poszukiwanie spełnienia, praca, w tym nudna, powtarzalna praca biednej kobiety przypominająca wysiłek Syzyfa, ale i radość, także radość z tej pracy. Przypomniało mi się niedawno, że w „Micie Syzyfa” Camus pisał o spełnieniu wynikającym z pełnego utożsamienia się ze swoim losem,  o radości wynikającej z faktu, że pcha się ten kamień pod górę, kompletnie bez sensu –  a więc także radość, godzina po godzinie, dzień po dniu, że rodzimy się, cierpimy, kochamy, nienawidzimy, umieramy, ale w tym wszystkim mamy szansę okazać się ludźmi. Dopóki oddychamy, jesteśmy „w drodze”; pchamy kamień, zmieniają się pory roku, krople rosy lśnią na nitkach pajęczyny, coś gnije, coś zakwita.

Ważną rolę odrywają w Pani powieści nawiązania biblijne: motto ze sceny powołania rybaków przez Chrystusa, a także cytaty wewnątrz tekstu. Znajdziemy fragmenty Pieśni nad Pieśniami, nie mówiąc już o znaczących imionach bohaterów: Zuzanny i Daniela, które przywodzą na myśl historię Zuzanny i starców…

Cieszę się, że zwróciła Pani na to uwagę. W istocie nawiązania biblijne układają się w ukrytą w tekście – ale niezbyt głęboko – opowieść o Zuzannie. Zuzanna, w porównaniu z pozostałymi dwiema bohaterkami tej książki, bardzo dużo dostała: pochodzi z domu z inteligenckimi aspiracjami, otrzymuje wykształcenie, nie musi walczyć o byt. Jednocześnie jednak w młodości coś w niej zostało przetrącone na skutek destrukcyjnego romansu z nauczycielem malarstwa, który miał być jej Mistrzem. Ostatecznie, na gorzki, ironiczny sposób, był nim dla niej, ale był też starcem odbierającym młodej dziewczynie niewinność. Biblijny prorok Daniel, jak pamiętamy, wyratował Zuzannę z rąk nieuczciwych świadków. Oczywiście powieściowy Daniel nie jest żadnym prorokiem, ale na ścianie w jego pracowni Zuzanna znajduje zapisany po hebrajsku cytat, który może wiele dla niej znaczyć – nie chcę wyjaśniać, co, bo tam kryje się pewna zagadka. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że pod koniec powieści Zuzanna odpowiada na czyjeś wezwanie – na wezwanie innego lub samego życia, i tym samym staje się, dosłownie, odpowiedzialna.

Opowieść judeochrześcijańska nie stanowi jednak dla mnie ostatecznego klucza do tej opowieści. Historię Zuzanny i pozostałych bohaterek i bohaterów można też odczytywać po buddyjsku jako przypowieść o karmie i mozolnej drodze do wolności czyli, w ostatecznym rozrachunku, do samego siebie. W istocie, interpretacja mitu o Syzyfie, którą znajdziemy w książce Camus, jest bardzo buddyjska.

Zwróciłam także uwagę na narrację tej opowieści, szczególnie na piękny, momentami poetycki, innym razem bardzo zmysłowy, obrazowy język. Dzięki niemu i wzajemnemu przenikaniu obrazów dotykamy jakiejś tajemnicy: że oto te losy jakoś się ze sobą splatają.

W fizyce mówi się o „kwantowym splątaniu”, kiedy jedna cząstka „wie” co dzieje się z inną cząstką, nawet jeśli są od siebie odległe o całe lata świetlne. Ludzkie losy czasem są podobnie „splątane” – kto wie, być może ktoś kiedyś znajdzie naukowe, fizyczne wyjaśnienie tych spraw (śmiech). Poza tym, w tkance  wszystko jest ze sobą splecione – materialne z duchowym, żywe z martwym, piękne z brzydkim. Czas również pozostaje dla nas tajemnicą, ponieważ, zatopieni w nim jak owady w bursztynie, nie możemy zobaczyć go z zewnątrz. Wydaje mi się jednak, że literatura pozwala trochę wniknąć w tę tajemnicę. Właśnie język – precyzyjny, bezkompromisowy -  jest sposobem na to, żeby zrobić szczelinę w otaczającej nas skorupie i wpuścić trochę światła z zewnątrz.

Czy ukazanie się powieści oznacza dla Pani koniec pewnego etapu i rozpoczęcie nowego? Czy też żyje  Pani jeszcze tą historią?

Emocjonalnie nadal jestem z tą powieścią związana, czuję to kiedy rozmawiam z  czytelnikami. Jednocześnie jednak zaczynam już pracować nad nowymi tematami. Jest trochę starych, niepublikowanych opowiadań, chciałabym wkrótce do nich wrócić. Roboczy tytuł nowej książki to: „Siedem opowieści o duszy”. Zaczęłam też pisać nowelę o malarzu, w której powracam do relacji Mistrz-uczennica, ale ukazuję ten temat zupełnie inaczej niż w „Nieważkości”. Spośród wszystkich wątków obecnych w powieści ten wydaje mi się najbardziej niedomknięty.

Czekamy zatem, jak go Pani rozwinie. Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline, w kwietniu 2015 roku.

Julia Fiedorczuk pisze dedykację dla mnie :-)

Julia Fiedorczuk: "Nieważkość" /recenzja książki/

"Nieważkość" Julii Fiedorczuk jest opowieścią o trzech kobietach, które łączą traumatyczne doświadczenia dzieciństwa. Wprowadzają je w swoisty stan nieważkości - oderwania od rzeczywistości. Pisarka opowiada tę historię za pomocą zmysłowych, a czasem pełnych poezji obrazów.

Wydawnictwo Marginesy

Prolog - gwałt i dominacja


Powieść rozpoczyna scena przedstawiająca akt miłosny, w którym relacje między mężczyzną a kobietą mają cechy dominacji, są rodzajem gwałtu. Kobieta ostatecznie przyzwala na to, ale nie zmienia to faktu, że jest ofiarą. Potwierdza to niejako opinię pisarki, która w jednym z wywiadów powiedziała:

Obawiam się, że trauma przeżywana przez kobiety w związku z ich płcią to doświadczenie bardzo powszechne, może wręcz uniwersalne. Choć rzeczy, które mówię o przemocy, często spotykają się z gwałtowną krytyką, to jednak upieram się przy twierdzeniu, że przemoc jest w jakimś sensie płciowa, to znaczy, że zwraca się ze strony tego, co męskie, przeciwko temu, co niemęskie.

Tak się właśnie dzieje w życiu trzech bohaterek: Zuzanny, Heleny i Ewy. Trzy różne losy, osobowości, a jednak łączą je nie tylko traumatyczne wydarzenia sprzed lat: przemoc i śmierć. Łączy je także tytułowy stan nieważkości, w którym żyją, zawieszone niejako pomiędzy snami, wyobrażeniami i myślami o przeszłości.

Życie w retrospekcjach - zaduma nad ludzkim losem


Losy bohaterek poznajemy poprzez retrospekcje. Wszystkie one są zanurzone w przeszłości i traktują teraźniejszość jako konieczność, "listę zadań", które należy wykonać. Ich myśli krążą natomiast wokół dzieciństwa i wczesnej młodości, ukazując wpływ relacji rodzinnych i środowiska na ukształtowanie osobowości bohaterek.

Zuzanna ma sfrustrowaną matkę i ambitnego ojca robiącego karierę, której podporządkowane jest życie całej rodziny. Helena ma dominującą, ale i kochającą matkę - jest więc bardziej pewna siebie, choć "osobna". Ewa zaś to dziecko upośledzone, a zarazem pełne fantazji, które wychowuje się w rodzinie dysfunkcyjnej i niepełnej. Ważną rolę w życiu dziewczynek odegra Mirek - syn samotnej matki, obcy i odrzucony przez miejscową społeczność.

Wszystkie doświadczają pewnego rodzaju przemocy seksualnej, choć w przypadku Heleny jest to niechciany pocałunek, a Ewy - groźba gwałtu, do którego jednak nie dochodzi. Najbardziej zaciąży na ich życiu dramatyczna śmierć chłopca. Każda z nich na swój sposób czuje się temu winna i kładzie się to cieniem na całym ich życiu. 

Jakie to dziwne - czytamy we fragmencie powieści -  że każdemu przypada tylko jeden los i że kiedy już się ma ten jeden los, to nie można mieć żadnego innego. Jakie to dziwne,
że trzeba zawsze być jedną i tą samą osobą: albo Heleną, albo Zuzanną, nigdy obydwiema, dziwne i niesprawiedliwe. Albo że jak się zostało Mirkiem, to już nie ma wyjścia i trzeba nim być do końca, a nawet jeszcze trochę dłużej, nawet jeszcze po śmierci.

Czas narracji jako nierozerwalna mieszanina przeszłości i teraźniejszości


Powieść pozbawiona jest tradycyjnej  chronologii. Rozpoczyna ją Prolog datowany na 1971 rok, po którym następują symbolicznie zatytułowane rozdziały: dziejący się w teraźniejszości (2013 rok) "Słońce wschodzi", będący rodzajem ekspozycji, choć i tutaj pojawiają się sceny retrospekcji. Kolejne to "Rzeka", którego akcja rozgrywa się w latach 1987 - 1988, następnie "Droga", gdzie czasy wyraźnie się mieszają, obejmując  lata 1992 - 2002/2013. W ostatnim rozdziale - "Rybacy" - powracamy do roku 2013, ale już mocno określonego przez przeszłość, o której wiemy o wiele więcej. Na koniec - Postscriptum rozgrywające się w przeszłości (1987 rok), które jest rodzajem dopełnienia naszej wiedzy o trzeciej z bohaterek, a zarazem uchyla rąbka tajemnicy, która dotyczy ich wszystkich i odnosi się do tytułowej nieważkości.

Taka konstrukcja czasu wydarzeń nie tylko je w pewien sposób porządkuje, ale przede wszystkim uświadamia, że życie bohaterek, każde życie, jest nierozerwalną mieszaniną teraźniejszości i przeszłości i że przeszłość bywa dominująca, podczas gdy teraźniejszość jest rodzajem trwania.

Jak biblijna przypowieść


Powieść opatrzona została ewangelicznym mottem:

Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili.

Odpowiedź została użyta w ironicznym kontekście, w pierwszym rozdziale:

Uczynię was rybakami ludzi – ni z tego, ni z owego przypomniał jej się tytuł obrazu młodej artystki, której portfolio przeglądała jakiś czas temu. Efekt miał być chyba ironiczny.Jezus jako specjalista od reklamy?

Później jednak, kiedy Zuzanna postanawia pójść za przykładem Daniela i zostawić pracę w firmie, słowa o powołaniu nabierają pierwotnego sensu. Zresztą, same imiona bohaterów przywodzą na myśl historię Zuzanny i starców z Księgi Daniela, w której właśnie Daniel przywraca niewinnie oskarżonej kobiecie godność, daje nowe życie. Tak też się dzieje z Zuzanną powieściową. 
Dzięki owym nawiązaniom historia zyskuje cechy przypowieści o ludzkim losie, o istocie prawdziwego  powołania, bez którego człowiek czuje się zagubiony i łatwo podlega manipulacjom.

Obrazowy, poetycki język


Narracja trzech kobiet jest zindywidualizowana, ma jednak jedną cechę wspólną. Jest nią język obrazowy i poetycki.

Zuzanna mówi językiem, którego nauczyła się na szkoleniach firmy, ale jest to rodzaj skorupy albo maski, pod którą skrywają się jej prawdziwe myśli i obrazy:

– Tak, tak – odpowiedziała pospiesznie. – Reprezentuję Agencję Kreatywną Time’s Arrow. – Lalka miała plastikowe powieki, które otwierały się albo zamykały w zależności od
pozycji  jej ciała. Sztywne włosy sterczały na wszystkie strony i drapały jak szczotka. Blaszane pudełko z przyborami do szycia stało w komórce za zasłonką. Zaczęła grzebać w torbie w poszukiwaniu wizytówki. – Chwileczkę, chwileczkę – mówiła. – O, jest. – Kosmyk po kosmyku obcinała lalce włosy. Twarde, twarde włosy. – Jesteśmy międzynarodową firmą specjalizującą się w reklamowaniu nowoczesnego sprzętu elektronicznego i  innych innowacyjnych rozwiązań. Współpracujemy z Europejską Federacją Ekologiczną... – „Aaa, aaa”, dziewczynka kołysała łysą lalkę. „Nie przeżyję kolejnej zimy na tym wygwizdowie”, powiedziała matka. – Poszukujemy młodych zdolnych artystów do współpracy przy dużej kampanii reklamowej planowanej na przyszły rok. Cenimy oryginalność. Odważną wyobraźnię. Gotowość do działania poza schematami.

Hanna myśli i mówi krótkimi, urywanymi frazami, które mieszają się z poetyckimi obrazami, gdy zaczyna marzyć:
Lubiła słowo „uporządkować”. Porządek.  Już samo powtarzanie tego słowa przynosiło jej ulgę, chaos rozstępował się jak Morze Czerwone i Helena przechodziła suchą stopą na drugą stronę minuty, godziny, dnia, skreślając kolejne punkty i obserwując progresję czasu ku tej jednej wieczornej godzinie, kiedy dziewczynka już zaśnie, a ona będzie mogła wyjść do ogródka i gapić się na zmierzch.

Ewa, niedorozwinięta dziewczynka, żyje w swoim świecie, do którego nikt nie ma dostępu. Jej język jest zupełnie inny - zmysłowy i obrazowy:

Myślała o wolności. O niebie, które będzie miała tylko dla siebie. O soczystych kiściach dojrzałej jarzębiny. O dzikich słonecznikach nad rzeką. O pluciu. O czystym chłodnym wietrze. O  słońcu. O  tych rzeczach myślała Ewka, która myślała.

Sama narracja bywa cudownie poetycka - co i rusz daje o sobie znać fakt, że Julia Fiedorczuk jest poza wszystkim poetką:

Wreszcie słońce zanurkowało w głąb nieba, zostawiając za sobą żółte i różowe plamy. Niepokój się rozproszył i drzewa znowu były tylko drzewami.


Narracja powieści ma ponadto pewne cechy montażu filmowego. Pewne sceny łączy jakiś przedmiot albo element pejzażu. Wiadomość o śmierci matki dociera do Hanny, gdy ta znajduje się w ogrodzie, gdzie bezskutecznie próbuje otulić zmarznięte ciało kocem. Od tej sceny następuje przejście do parku, gdzie umierająca alkoholiczka Ewa wykonuje podobny gest.

Powieść Julii Fiedorczuk to napisana obrazowym, zmysłowym językiem opowieść o ludzkim losie, o zafiksowaniu w czasie minionym, a także o poszukiwaniu wolności i dorastaniu do prawdziwego życia - tu i teraz. 

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline w kwietniu 2015 roku.

Wywiad z Julią Fiedorczuk: "Literatura pozwala wniknąć w tajemnicę" - pod tym linkiem.


niedziela, 10 czerwca 2018

Nagroda im. Wisławy Szymborskiej 2018

9 czerwca 2018 roku podczas uroczystej gali, która odbyła się w Centrum Kongresowym ICE Kraków ogłoszono nazwisko tegorocznego laureata Nagrody im. Wisławy Szymborskiej oraz wręczono Nagrodę za tom przełożony na język polski.

Julia Fiedorczuk, fot. Katarzyna Marcinkiewicz
W tym roku kapituła pod przewodnictwem Abla Murcii Soriano zdecydowała się przyznać nagrodę za tom poetycki przetłumaczony na język polski szwedzkiej poetce Linn Hansén za zbiór wierszy „Przejdź do historii” (wydawnictwo Lokator) w przekładzie Justyny Czechowskiej oraz Julii Fiedorczuk za tom „Psalmy” (Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji T. Karpowicza).

Linn Hansén oraz Justyna Czechowska otrzymają po 50 000 złotych, a Julia Fiedroczuk dostanie 100 000 zł. Obie poetki-laureatki zostaną uhonorowane także statuetką projektu Terenu Prywatnego.
Tegoroczną galę poprowadzili Jan Peszek oraz Beata Fudalej, a uroczystości towarzyszył na kontrabasie Robert Kubiszyn.


Dorota Walczak-Delonois, członkini Kapituły Nagrody im. Wisławy Szymborskiej  (laudacja o Linn Hansén):

„Przejdź do historii”, tomik autorstwa Linn Hansén, w przekładzie Justyny Czechowskiej, opublikowany w wydawnictwie Lokator, stanowi oryginalne i niezwykle zaproszenie do uważnego obejrzenia fragmentów osobnych indywidualnych losów, ewolucji społeczeństw i wspólnej, ludzkiej Historii. Poprzedzone mottem z Gertrudy Stein, to zaproszenie-świadectwo, ma nas, czytelników, skłonić do refleksji nad miejscem współczesnego człowieka w czasie i przestrzeni. Zarówno Autorce jak i tłumaczce udaje się zaintrygować nieoczywistą prostotą formuły pytań i twierdzeń, które, w pozornie nieuporządkowanym ciągu, zamieniają swoją zwyczajową tożsamość pytającą i twierdzącą. Zasiane tak wątpliwości, każą rewindykować nagromadzone przez nas wiadomości i stan wiedzy oraz bezwzględne, empiryczne dane, a także ich względną użyteczność.
            Autorka tomiku przypomina, że niezależnie od stopnia trudności pytań, dziwności czy retorycznego charakteru, trzeba nadal je stawiać, tym bardziej właśnie, że są to pytania niewygodne, związane z naszą odpowiedzialnością za siebie, za drugiego człowieka, za świat, w którym żyjemy. Oś czasu od archiwalnej, przeczytanej prehistorii do historii, którą dopiero tworzymy, może przyjąć formę koła, ale i– ostrzega Autorka – jego kwadratury:

„To jest historia zaczyna się i kończy tym że zapłacisz/ Historyczne jest patrzenie na coś co długo stało  i upadło/ Historyczny jest płacz nad zbrodnią/ Historyczna i traumatyczna jest sytuacja kiedy rodzina przyjacielei sąsiedzi odwracają się od ciebie. //Historia powinna odpowiadać na pytania.”(s. 6)/ (…) Czym jest historia tęsknota to historia. (s. 12) (…) Historia o to nie pyta (s.12)”

Od szkolnego trybu rozkazującego : „ porównaj”, „opisz”, „wyjaśnij”, „wymień” do filozoficznych i socjologicznych konstatacji o bycie i niebycie „wojen religijnych kolonialnych” , „demokracji”, „praw człowieka”, Linn Hansén, przechodzi do mniej ewidentnej kanonady zdań, które rozpoczynają zaimki pytające, m.in.: „Jak postrzegano naukę?”, „Kto był architektem pokoju?” , „Ile okrętów przemierza historię?”, „Czym różniły się kapelusze od czepków?, dlaczego, skąd, według jakich zasad, po co - ponieważ (parafrazując): interesujące jest także to, gdzie żyli ludzie i dla kogo tak, jak interesujący jest fakt, że ludzie potrzebują tradycji i wolności oraz bliskości  i że każdy może to powiedzieć (s.42).

            Autorka pyta o „prawdopodobnie” i  „pomiędzy”, pyta w niepokornej lekcji historii i w poezji, w jaki sposób: „człowiek uczy się jak być szczerym, wyprostowanym i interesującym” (s.44). Ironicznie i serdecznie, obiektywnie i emocjonalnie, analitycznie i syntetycznie, zgodnie i kontestująco, Linn Hansén zaprasza nas, z maestrią, do samookreślenia, mówiąc Gåtillhistorien / Przejdź do historii !

Linn  Hansén
Linn Hansén
urodzona w 1983, szwedzka poetka i redaktorka czasopisma kulturalno-filozoficznego „Glänta“. Zadebiutowała 10 lat temu tomikiem Ta I trä, za który była nagradzana. Jest jedną z organizatorek festiwalu poezji w Goteborgu. Była członkinią kolektywu literackiego Sharks.






Justyna Czechowska, fot. Piotr Hruszwicki
Justyna Czechowska – urodzona w 1979 r. w Lublinie, literaturoznawczyni, tłumaczka literatury szwedzkiej i norweskiej, animatorka kultury. Studiowała kulturoznawstwo, literaturoznawstwo oraz slawistykę na uniwersytetach w Göteborgu, Sztokholmie oraz Uppsali. Współzałożycielka, członkini zarządu, od 2017 r. prezeska Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, współtwórczyni Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury.






Marian Stala, juror Nagrody im. Wisławy Szymborskiej
O tomie Przejdź do historii:

„Książka Linn Hansén jest niewątpliwie efektowna i wyrazista, także ze względu na temat zasygnalizowany w tytule Przejdź do historii. Ta wyrazistość jest w pewnym sensie zaskakująca, dziwna. Właściwie książka zbudowana jest, jeśli tak można powiedzieć, z gotowych elementów, a mianowicie z pytań, które mogłyby się pojawić na przykład w teście egzaminacyjnym do jakiejkolwiek szkoły oraz z instrukcji, poleceń, stwierdzeń,  które z kolei mogłyby się znaleźć w podręczniku albo artykule publicystycznym.” 

Laudacja Abla Murcii Soriano, przewodniczącego kapituły Nagrody:

Szanowni Państwo! Moja laudacja będzie krótka, bo uważam, że o książkach nie należy dużo mówić, należy je czytać. Tym bardziej, że sami poeci mają problemy z mówieniem o swoim pisaniu, a co dopiero – czytelnicy! Dają temu wyraz na przykład tak (tu zacytuję nominowane książki): 

„Chciałabym opowiedzieć wam tę historię, ale znam tylko jej początek”, „No i piszę naszą historię przebierając w słowach”, „Napisałam ci dwa wersy. Nie umiałam nic innego”. Co więcej: „Kiedy poetom wręcza się nagrody nie wiadomo/ czy nie zaczną krzyczeć czy w ogóle coś powiedzą/ może jedynie wzruszą ramionami.”

Czemu tylko wzruszą ramionami? Bo przecież konkurs o nagrodę im. Wisławy Szymborskiej nie jest wyścigiem, nie opiera się na zasadzie konkurencji. Oczywiście, celem konkursu jest wyłonienie najpierw osiemdziesięciu, potem pięciu, a wreszcie tej jednej książki, którą jury uzna za najlepszą w danym roku. To jest jednak – przepraszam zarząd Fundacji – cel poboczny. Celem głównym jest, po pierwsze, przypomnienie nam wszystkim, że w tych prozaicznych, przegadanych czasach poezja – czyli mowa skondensowana, skupiona, esencjonalna - wciąż istnieje, wciąż ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze. A pod drugie, przypomnienie, czy raczej dopomnienie się o należne poezji miejsce.
Od kapituły zawsze się wymaga, by wybrała tę jedną książkę - książkę roku (wybieramy ją Państwu „na prezent”). No dobrze, ale czym właściwie jest książka? Co to znaczy „książka”? 

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, pozwólcie Państwo, że sięgnę do mojego ojczystego języka. Po hiszpańsku o książkach poetyckich mówi się za pomocą dwóch wyrażeń: „libro de poemas” i „poemario”. Ta pierwsza książka, to zbiór wierszy, tom poetycki złożony z tekstów różnorodnych. Ta druga, to pewna całość, niekoniecznie jeden poemat czy cykl poetycki, ale książka zbudowana od początku do końca według jakiegoś klucza.
Taką książkę postanowiliśmy w tym roku nagrodzić.


Szanowni Państwo! Nagroda im. Wisławy Szymborskiej nie jest nagrodą dla poety czy poetki posługujących się podobnym językiem poetyckim do języka Wisławy Szymborskiej, ale - po kolejnych lekturach - uświadomiliśmy sobie, że są rzeczy, które łączą nagrodzoną książkę i poezję naszej Fundatorki: wśród nichorganiczna niechęć do patosu,nawet gdy wiersz przyjmuje staroświecką z pozoru formę. To, co niektórzy mogliby odczytać jako staroświeckość, w przypadku nagrodzonej książki jest reinterpretacją formy i udowodnieniem, że wciąż można za jej pomocą powiedzieć coś nowego.
Druga rzecz, łącząca poezję nagrodzoną z poezją poetki-fundatorką, to atencja dla szczegółu, do najdrobniejszych elementów opisywanego świata, bez złudnego przeświadczenia, że uda się opisać wszystko. Można tylko to, co wokół nas, trzeba – najdokładniej, jak się da.
Trzecia, to cudowność rzeczy z pozoru banalnych, na które codziennie patrzymy i tylko oko poety - czy poetki - potrafi ową cudowność dostrzec i nam uświadomić.
Książka-laureatka to książka laureatki. Ale wyłącznie dlatego, że to bardzo dobra książka. Nie tylko dlatego, że została napisana przez kobietę. Ciekawe, że forma – a może gatunek - którą autorka przyjęła, tradycyjnie była podejmowana przez mężczyzn i służyła jako zwracanie się do transcendencji. Autorka zwraca się natomiast do otaczającego ją świata, przyrody i człowieka, ale rozumianego jako gatunek. Wcale jednak nie najważniejszy. Raz jest kobietą-matką, innym razem mówi do matki-ziemi.
Szanowni Państwo! Laureatką Nagrody imienia Wisławy Szymborskiej w roku 2018 zostaje Julia Fiedorczuk za „poemario” pod tytułem „Psalmy”!


JuliaFiedorczuk - urodzona w 1975 r. w Warszawie, poetka, pisarka, krytyczka literacka, tłumaczka. Debiutowała w roku 2000 tomem poetyckim Listopad nad Narwią, za który otrzymała nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Autorka kilku zbiorów wierszy: Bio (2004), Planeta rzeczy zagubionych (2006), Tlen (2009) i tuż-tuż (2012), a także zbioru opowiadań Poranek Marii (2010) oraz powieści Biała Ofelia (2012). W 2016 r. była nominowana do Nagrody Literackiej „Nike” za powieść Nieważkość. Jej utwory zostały przełożone na kilkanaście języków. Jest adiunktem w Zakładzie Literatury Amerykańskiej Uniwersytetu Warszawskiego oraz członkinią stowarzyszenia Association for the Study of Literature and Environment. Mieszka w Warszawie. Fiedorczuk za tom Psalmy była nominowana do tegorocznej edycji Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius”.





Laureatami I edycji Nagrody byli Krystyna Dąbrowska za tom Białe krzesła i Łukasz Jarosz za tom Pełna krew (2013), w II edycji nagrodzona została Julia Hartwig za tom Zapisane (2014), w III edycji Nagrodę otrzymali Jacek Podsiadło za tom „Przez sen” oraz Roman Honet za tom „świat był mój”, w 2016 laureatami Nagrody zostali Jakub Kornhauser za tom „Drożdżownia” oraz Uroš Zupan za tom „Niespieszna żegluga” (oraz tłumacze tego tomu na język polski: Katarzyna Šalamun-Biedrzycka oraz Miłosz Biedrzycki). W 2017 Nagrodę otrzymał Marcin Sendecki za tom „W”.

informacja prasowa

Wywiad z Julią Fiedorczuk - pod tym linkiem






niedziela, 6 maja 2018

Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury

W maju dzięki Apostrofowi cała Polska będzie żyć literaturą. Znamy program wydarzeń, które odbędą się w dniach 14-18 maja w salonie Empik Kaskada w Szczecinie, ale Apostrof zawita także do Wrocławia, Warszawy, Krakowa, Poznania, Gdańska i Katowic. Wydarzenie, które równolegle odbywa się w siedmiu miastach, pełne jest spotkań, dyskusji oraz premier oczekiwanych książek.

Apostrof 2018, Graham Masterton, materiały organizatorów
Tegoroczna edycja Apostrofu w Szczecinie jest prawdziwą ucztą dla miłośników literatury. Wśród gorących festiwalowych premier znajdzie się „Wirus” (Dom Wydawniczy Rebis) Grahama Mastertona. To elektryzująca powieść, na kartach której mistrz thrillera pisze o serii zagadkowych zgonów w jednej z peryferyjnych dzielnic Londynu. Podczas wyjątkowego spotkania autor będzie ponadto promował wznowienie „Ducha zagłady”, trzeciego tomu cyklu „Manitou” (Wydawnictwo Albatros). Szczecińscy miłośnicy literatury będą mieli szansę poznać także mistrza kryminału Wojciecha Chmielarza przy okazji spotkania wokół premiery „Żmijowiska” (Wydawnictwo Marginesy) oraz Jacka Hugo-Badera na spotkaniu poświęconym jego nowej książce „Audyt” (Wydawnictwo Agora, Wydawnictwo Czarne). Wyjątkowym wydarzeniem będzie spotkanie wokół wznowionej i ponownie zredagowanej przez Jakuba Żulczyka wersji jego debiutu literackiego „Zrób mi jakąś krzywdę” (Wydawnictwo Świat Książki). Będzie także szansa na rozmowę z ubiegłoroczną laureatką Paszportu Polityki, Natalią Fiedorczuk. „Ulga” (Wielka Litera) ponownie uderza w czuły punkt naszego poczucia komfortu, tym razem podejmując temat zazwyczaj zamknięty w czterech ścianach, przemilczany, wstydliwy, często bagatelizowany – przemoc.

Jacek Hugo-Bader
Tegoroczna edycja Apostrofu to kilkanaście festiwalowych premier oraz goście światowego formatu, którzy oprócz Szczecina odwiedzą sześć polskich miast: Warszawę, Kraków, Poznań, Wrocław, Katowice i Gdańsk. W tym roku Apostrof to nie tylko spotkania z pisarzami, ale również szereg dyskusji wokół tłumaczeń, które będą się odbywały w warszawskim Teatrze Powszechnym. Także przy nim, w Ogrodzie Powszechnym po raz kolejny powstanie klub festiwalowy Apostrofu. W tym roku działać będzie tu pop-up restauracja serwująca dania, które wpisują się w trend zero waste. Specjalnie dla Festiwalu powstanie też plenerowa wystawa dla dzieci „Mrówki wspaniałe”, której kuratorką jest Ewa Solarz. Na działającej w stolicy muzycznej scenie Apostrofu zagrają: Karolina Czarnecka z projektem UV, Bisz i Radex w towarzystwie Katarzyny Nosowskiej, która na tegorocznym Apostrofie zadebiutuje jako pisarka, a także Król i teatr improwizowany Klancyk.

Jakub Żulczyk
Literackie gwiazdy, goście Apostrofu 2018 to: Orhan Pamuk, Magdalena Grzebałkowska, Katarzyna Bonda, Natalia Fiedorczuk, Nathan Hill, Graham Masterton, Sofi Oksanen, Peter V. Brett, Andrzej Franaszko, Wojciech Chmielarz, Jacek Hugo-Badera, Mariusz Czubaj, Jakub Żulczyk, Olga Tokarczuk, Katarzyna Nosowska, A. J. Finn, Jerzy Bralczyk i Lucyna Kirwil, Dorota Masłowska, Jakub Małecki, Katarzyna Puzyńska, Wojciech Tochman, Jacek Dukaj, Justyna Kopińska, Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz.

Natalia Fiedorczuk
Kuratorem tegorocznej edycji Festiwalu jest Jacek Dehnel. O szatę graficzną zadbała Małgorzata Gurowska – wielokrotnie nagradzana artystka wizualna.

Na wszystkie wydarzenia festiwalu obowiązuje wstęp wolny.

 informacja prasowa


poniedziałek, 14 maja 2018

Międzynarodowy Festiwal Literatury Apostrof od dziś!

W maju dzięki Apostrofowi cała Polska będzie żyć literaturą. Festiwal już kolejny rok z rzędu zawita także do Wrocławia. Znamy program wydarzeń, które odbędą się w dniach 14-20 maja w salonie Empik Renoma oraz w Mediatece





Tegoroczna edycja Apostrofu we Wrocławiu jest prawdziwą ucztą dla miłośników literatury. Z polską publicznością spotka się autor bestsellerowego „Cyklu Demonicznego” – Peter V. Brett. Jego powieść „Otchłań. Księga II” (Wydawnictwo Fabryka Słów) będzie jedną z festiwalowych premier. Wyjątkowym wydarzeniem będzie spotkanie wokół wznowionej i ponownie zredagowanej przez Jakuba Żulczyka wersji jego debiutu literackiego „Zrób mi jakąś krzywdę” (Wydawnictwo Świat Książki). Dorota Masłowska zaprezentuje czytelnikom swoją najnowszą gatunkową hybrydę „Inni ludzie” (Wydawnictwo Literackie) w Mediatece, a Olga Tokarczuk przedstawi „Opowiadania bizarne” (Wydawnictwo Literackie), najnowszą, wymykającą się wszelkim kategoriom książkę.




Kryminały Katarzyny Bondy to jedne z najlepiej sprzedających się polskich powieści ostatnich lat. Podczas Festiwalu odbędzie się premiera „Czerwonego Pająka” (Wydawnictwo Muza) – finału cyklu „Cztery żywioły”, o którym autor opowie podczas spotkania we Wrocławiu. Miłośnicy literatury będą mogli poznać także twórczość Jacka Hugo-Badera na spotkaniu poświęconym jego nowej książce „Audyt” (Wydawnictwo Agora, Wydawnictwo Czarne) oraz Jerzego Bralczyka i Lucynę Kirwil przy okazji premiery „Pokochawszy. O miłości w języku” (Wydawnictwo Agora). Festiwalową premierę, poruszający portret pokolenia, dla którego jazz był najpiękniejszą, i często jedyną, namiastką wolności przedstawi Magdalena Grzebałkowska na spotkaniu poświęconym książce „Komeda. Osobiste życie jazzu” (Wydawnictwo Znak). Będzie także szansa na rozmowę z ubiegłoroczną laureatką Paszportu Polityki, Natalią Fiedorczuk. „Ulga” (Wielka Litera) ponownie uderza w czuły punkt naszego poczucia komfortu, tym razem podejmując temat zazwyczaj zamknięty w czterech ścianach, przemilczany, wstydliwy, często bagatelizowany – przemoc.



Tegoroczna edycja Apostrofu to kilkanaście festiwalowych premier oraz goście światowego formatu, którzy oprócz Wrocławia odwiedzą sześć polskich miast: Warszawę, Kraków, Poznań, Gdańsk, Katowice i Szczecin. W tym roku Apostrof to nie tylko spotkania z pisarzami, ale również szereg dyskusji wokół tłumaczeń, które będą się odbywały w warszawskim Teatrze Powszechnym. Także przy nim, w Ogrodzie Powszechnym po raz kolejny powstanie klub festiwalowy Apostrofu. W tym roku działać będzie tu pop-up restauracja serwująca dania, które wpisują się w trend zero waste. Specjalnie dla Festiwalu powstanie też plenerowa wystawa dla dzieci „Mrówki wspaniałe”, której kuratorką jest Ewa Solarz. Na działającej w stolicy muzycznej scenie Apostrofu zagrają: Karolina Czarnecka z projektem UV, Bisz i Radex w towarzystwie Katarzyny Nosowskiej, która na tegorocznym Apostrofie zadebiutuje jako pisarka, a także Król i teatr improwizowany Klancyk.



Literackie gwiazdy, goście Apostrofu 2018 to: Orhan Pamuk, Magdalena Grzebałkowska, Katarzyna Bonda, Natalia Fiedorczuk, Nathan Hill, Graham Masterton, Sofi Oksanen, Peter V. Brett, Andrzej Franaszko, Wojciech Chmielarz, Jacek Hugo-Badera, Mariusz Czubaj, Jakub Żulczyk, Olga Tokarczuk, Katarzyna Nosowska, A. J. Finn, Jerzy Bralczyk i Lucyna Kirwil, Dorota Masłowska, Jakub Małecki, Katarzyna Puzyńska, Wojciech Tochman, Jacek Dukaj, Justyna Kopińska, Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz.



Kuratorem tegorocznej edycji Festiwalu jest Jacek Dehnel. O szatę graficzną zadbała Małgorzata Gurowska – wielokrotnie nagradzana artystka wizualna.

Na wszystkie wydarzenia festiwalu obowiązuje wstęp wolny.



Empik Renoma
Wrocław, ul. Świdnicka 40

14 maja, 18:00 Magdalena Grzebałkowska
spotkanie z autorką książki „Komeda. Osobiste życie jazzu”, prowadzenie Dorota Wodecka

14 maja, 20:00 Olga Tokarczuk
spotkanie z autorką książki „Opowiadania bizarne”, prowadzenie Dorota Wodecka



15 maja, 18:00 Jacek Hugo-Bader
spotkanie z autorem książki „Audyt”, prowadzenie Jędrzej Morawiecki

16 maja, 18:00 Peter V. Brett
spotkanie z autorem książki „Otchłań. Księga II”, prowadzenie Joanna Płoszaj

17 maja, 18:00 Jakub Żulczyk
spotkanie z autorem książki „Zrób mi jakąś krzywdę”, prowadzenie Krzysztof Majewski

17 maja, 20:00 Jerzy Bralczyk i Lucyna Kirwil
spotkanie z autorami książki „Pokochawszy. O miłości w języku”, prowadzenie Jakub Żary

18 maja, 18:00 Katarzyna Bonda
spotkanie z autorką książki „Czerwony Pająk”, prowadzenie Jacek Antczak

18 maja, 20:00 Natalia Fiedorczuk
spotkanie autorką książki „Ulga”, prowadzenie Anna Wiatr

Mediateka
Wrocław, Plac Teatralny 5

19 maja, 16:00 Dorota Masłowska
spotkanie z autorką książki „Inni ludzie”, prowadzenie Dorota Wodecka

Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury, 14-20 maja 2018 roku
Miasta festiwalowe: Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Katowice i Szczecin
Organizator: Empik


informacja prasowa

Czytelników proszę o polubienie mojej strony na Facebooku :-)


czwartek, 26 czerwca 2025

Lato w radiowej Dwójce

 Program 2 Polskiego Radia zaprasza na nowe audycje oraz transmisje z wakacyjnych festiwali muzyki dawnej, klasycznej, jazzu, folku i awangardy. Start letniej ramówki radiowej Dwójki już 30 czerwca.


- W wakacyjne przedpołudnia na naszej antenie prognozowane są liczne dźwiękowe rozpogodzenia, z przelotnymi odcinkami prozy i kwadransowymi porywami wiatru w żagle z kierunków pozamuzycznych. Biomet będzie korzystny, o czym zapewniają doświadczeni eksperci z redakcji muzycznej tłumacząc, że słoneczną aurę zawdzięczać będziemy dźwiękom napływającym z kanonu dzieł muzyki klasycznej. Wahania proporcji między nowościami fonograficznymi, a znanymi od lat interpretacjami wpłyną pozytywnie na samopoczucie szczególnie wrażliwych muzykopatów. W prognozie długoterminowej mogą pojawić się letnie burze z piorunami. Prosimy na bieżąco śledzić dalsze komunikaty – zachęcają dziennikarze muzyczni radiowej Dwójki. Emisja „Letniego Kanonu Dwójki” od poniedziałku do piątku o godz. 9:00.

Słuchacze radiowej Dwójki mogą liczyć na spotkania lekkie, jak wakacyjne wieczory, ale także na przestrzeń dla trudnych tematów. „Rozmowy na lato” to miejsce na wypowiedzi uznanych artystów, ludzi kultury i naukowców, ale też przestrzeń do odkrywania nowości. Emisja w lipcu i sierpniu, od poniedziałku do piątku o godz. 22.00.

Artyści najczęściej odwiedzają studio radiowej Dwójki, by opowiedzieć o swoich planach i twórczości, a w wakacje będą opowiadać o tym, czego sami w wolnym czasie słuchają. Odpowiedzi dyrygentów, solistów, kompozytorów i improwizatorów w letnie soboty w „Wakacyjnej playliście” o godz. 11:00.

W każdą sobotę o godz. 12:00 „Wyspy szczęśliwe”, w której ukazane zostaną sylwetki artystów, pisarzy, ludzi kultury zarówno tych z przeszłości, jak i tworzących obecnie. 

W niedziele o godz. 11:00 radiowa Dwójka zaprasza na audycję „Prądy morskie”, prezentującą sylwetki i twórczość ludzi kultury – pisarzy, artystów, muzyków – których życie lub dzieła są związane z morzem. Łączy różne dziedziny sztuki i literatury, pokazując, jak morze inspiruje twórców do wyrażania emocji, budowania opowieści, przekształcania symboli. 

Z kolei co 2 tygodnie, o godz. 14:00 „Natura poezji”- audycja z udziałem poetki i wykładowczyni akademickiej Julii Fiedorczuk o ekopoezji. Katarzyna Hagmajer-Kwiatek wraz z Julią Fiedorczuk omawiać będzie najważniejsze tomy zaliczane do nurtu angażującego się w ochronę środowiska poprzez poetyckie przedstawienie przyrody i krytykę antropocentryzmu, nurtu promującego refleksję nad współistnieniem ludzi i natury. 

To nie koniec niedzielnych nowości. Michał Nowak wspólnie z dr. Grzegorzem Brzozowskim, dokumentalistą i socjologiem, zaprasza o godz. 14.30 na „Filmowy cień lata”, w którym przyjrzą się, w jaki sposób lato przedstawiane było w historii filmu. 9 filmowych obrazów lata od zmysłowości i inicjacji, przez nudę, przygodę i niebezpieczeństwo, po przeczucie zmierzchu i katastrofy. 

Latem muzyczne życie koncertowe przenosi się z filharmonii i teatrów operowych na letnie festiwale. Jak zawsze będzie można je śledzić w radiowej Dwójce. To czas w Royal Albert Hall na Promsach, ale także w Bayreuth. W pasmach muzycznych Programu 2 nie zabraknie relacji z krajowych festiwali - począwszy od stałych punktów programu, czyli wizyty w Dusznikach i na „Chopin i jego Europa”, po miejsca rzadziej odwiedzane i zupełnie nowe. Koncerty będą prezentowane od poniedziałku do piątku o godz. 19:00, w soboty o godz. 20:00 i w niedziele o godz. 19:30.

informacja prasowa

niedziela, 9 czerwca 2019

Nagroda im. Wisławy Szymborskiej 2019 dla Marty Podgórnik

9 czerwca 2019 roku podczas uroczystej gali, która odbyła się w Centrum Kongresowym ICE Kraków w czasie Festiwalu Miłosza ogłoszono nazwisko tegorocznego laureata Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. 

fot. Kuba Ociepa statuetka
Do Nagrody nominowani w tym roku byli:

Kamila Janiak, Wiersze przeciwko ludzkości (Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury i Staromiejski Dom Kultury)
Piotr Janicki, Psia książka (wydawnictwo j)
Marzanna Bogumiła Kielar, Nawigacje (Wydawnictwo Znak)
Robert Król, Polka (Mikrooficyna Ówże)
Marta Podgórnik, Mordercze ballady (Biuro Literackie)

W tym roku kapituła pod przewodnictwem Doroty Walczak-Delanois zdecydowała się przyznać Nagrodę Marcie Podgórnik za tom „Mordercze ballady” (Biuro Literackie 2018).
Laureatka otrzymała 100 000 zł oraz nową statuetkę inspirowaną wyklejanką Wisławy Szymborskiej. 

Marta Podgórnik, fot. Beata Zawrzel

Marta Podgórnik – ur. 1979r., w Sosnowcu. Poetka, krytyczka literacka, redaktorka. Laureatka Nagrody im. Jacka Bierezina (1996). Tom „Paradiso” (2000) nominowano do Paszportu "Polityki", „Rezydencję surykatek” (2011) wyróżniono Nagrodą Literacką Gdynia (2012) i nominowano do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius, Nagrody im. K.I. Gałczyńskiego "Orfeusz" oraz Nagrody Literackiej "Gryfia". Tom „Zawsze” (2015) znalazł się w finale Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, podobnie jak „Zimna książka” (2017), którą nominowano również do wrocławskiego Silesiusa. Mieszka w Gliwicach. Za tom „Mordercze ballady” została nominowana w tym roku do Nagrody Nike i Nagrody im. W. Szymborskiej.


O KSIĄŻCE:

„Można czytać nową książkę Marty Podgórnik, traktując ją jako zbiór tekstów rozprawiających się z romantycznymi i popkulturowymi kliszami, kreujących nowy model ironicznej i – powiedzmy – okrutnej ‘ballady panieńskiej’. Oto mieszanka firmowa, kwintesencja pewnego stylu, który w tej książce, jak sądzę, wznosi się na wyżyny. Mordercze ballady są ciosem zadanym kulturowej i wierszowej normie związanej z balladą.”
Karol Maliszewski, juror Nagrody im. Wisławy Szymborskiej 

„Marta Podgórnik otrzymała go za „Mordercze ballady”, bo to jej tom najlepszy, najmocniejszy, najbardziej złożony – jednocześnie wyrafinowany i wulgarny, znoszący tradycję poetycką i nawiązujący do kilkunastu gatunków wiersza z poprzednich epok. Autorka przepisuje tutaj po swojemu renesansowy sonet, romantyczną balladę mickiewiczowską, Gałczyńskiego najsłynniejszą frazę „czwórkami do nieba szli”, dodaje im rockowych krewnych: Dylana, Cohena, nad wszystkim jednak unosi się jej duch, jej styl i ręka.  W „Morderczych balladach” łączy się piękna, lekka, rymowana, muzyczna fraza z bolesnym dysonansem śmierci, rozstania, końca świata. Czego chcieć więcej?”
Paulina Małochleb, sekretarz Nagrody

Tegoroczną galę poprowadzili Maja Ostaszewska oraz Adam Woronowicz, a uroczystości towarzyszyła muzycznie Gaba Kulka.

Decyzję o wyborze laureata/laureatki VII edycji Nagrody podjęła kapituła, którą tworzą literaturoznawcy, krytycy oraz tłumacze z Polski i zagranicy: Andrej Chadanowicz (Białoruś), Xavier Farré (Hiszpania), Wojciech Ligęza (Polska), Antonia Lloyd-Jones (Wielka Brytania), Karol Maliszewski (Polska), Alina Świeściak (Polska), Dorota Walczak-Delanois (Polska, Belgia).

W 2019 roku Nagroda im. Wisławy Szymborskiej zostanie przyznana po raz siódmy. W poprzednich latach otrzymali ją: Krystyna Dąbrowska za tom Białe krzesła i Łukasz Jarosz za tom Pełna krew (2013), Julia Hartwig za tom Zapisane (2014), Roman Honet za tom świat był mój i Jacek Podsiadło za tom Przez sen (2015) oraz Jakub Kornhauser za tom Drożdżownia i Uroš Zupan za tom Niespieszna żegluga (2016), Marcin Sendecki za tom W (2017), Julia Fiedorczuk za tom Psalmy i Linn Hansén za tom Przejdź do historii (2018).
 
LAUDACJA 
Czym jest – w dzisiejszym świecie  –  poezja i po co nam ona? Dlaczego to, co jest poezją, uparcie chce funkcjonować obok tego, co nią nie jest, wbrew ilościowej niedowadze? Jak ma się poezja do tzw. życia, a jak do marzenia i niebytu? Jaką zajmuje postawę wobec odrzucenia i zobojętnienia? 

Wbrew możliwym a nawet chwiejnym odpowiedziom na tak stawiane pytania i wbrew wątpliwościom, których – jak przypomina nam patronka Nagrody – trzymamy się jak zbawiennej poręczy, coś jednak potrafimy o poezji powiedzieć. 
Na przykład to, że poezja potrafi dotrzeć do ostatnich bastionów wzruszenia, empatii, niezgody na zastany świat i towarzyszyć nam, w jednoczesnym  i autentycznym zachwycie jego fragmentami. Potrafi przeciwstawić się dyktatom polityków i mody, konwencji literackich i środowisk prasowych oraz wydawniczych, potrafi przerosnąć nawet w swej sile wymowy – o paradoksie – samego jej twórcę lub twórczynię.  
Tę moc rażenia mają wszystkie tomiki nominowane do Nagrody imienia Wisławy Szymborskiej za rok 2018. Są świetnie napisane i warte wielokrotnej lektury, warte sensownych krytyk i recenzji, zwyczajnych rozmów i debat z wypiekami na twarzy. 
W imieniu Jury, i szczerze, i bardzo - dziękuję za nie ich autorkom oraz ich autorom.
Zadaniem  jurorów, jest jednak wyłonić – w ostatecznym wyborze –  jeden tom. 

Tegoroczną Nagrodę imienia Wisławy Szymborskiej otrzymuje książka… Mordercze ballady Marty Podgórnik,  opublikowana w wydawnictwie Biuro Literackie.  

Niełatwo stworzyć tomik nowy i własny jednocześnie. Marta Podgórnik, autorka wielu poetyckich książek, dokonuje tego w wielkim i rozpoznawalnym stylu, w którym zawierają się elementy stałe jej poetyckiego warsztatu: chwyt przerzutni, określone sylabiczne metrum, gra z konwencją literacką, wyjątkowa zupełnie liryczna świadomość i odwaga dzielenia się trudną niekiedy intymnością.  
Niech nas nie zmyli „morderczy” epitet. 

W Morderczych balladach chodzi o życie. Po prostu o życie. I aż o życie. O żywotność poezji i związanych z nią osobowych kategorii uszytych na miarę form-sukienek-piosenek,  kiedy nieprzystawalność człowieka do tego, co poza nim, wydobywa się z kostiumów: z poetyckich kanonów historii literatury, ballad rockowych i bluesowych, romantycznych i lingwistycznych, z rytmu tanga i fandanga, z rodzinnego miasteczka, z podróży, ze szpitala, spod ironii i spod żalu, w śmiechu i we łzach, by zaświecić, niezależnie od bagażu wiedzy i umiejętności, tzw. „nagą prawdą” tzn. miłością. 

Miłość – i to jest może największe zwycięstwo poezji ciągle obecnej – chce być mimo wszystko na pierwszym miejscu i w poezji, i w życiu, i w różnych odsłonach - w całym możliwym skomplikowaniu i w prostocie. Bo by wesprzeć się wyłowioną z wiersza Bidony w mroku miniaturą cytatu i spuentować esencję poezji Marty Podgórnik i jej dwudziestu dwóch Morderczych ballad :  
„I wiem, że piszę sonet, że śmierć mnie dogoni./
Ale dzisiaj króluje tu miłość”. 

informacja prasowa

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty