sobota, 8 sierpnia 2020

Lech Majewski: Inspiracją jest zawsze obraz /wywiad/

Z wybitnym wizjonerem kina rozmawiam o fenomenie Wenecji, spotkaniu z Antonionim, wizycie na planie filmu Bergmana i malarskich fascynacjach.  

Lech Majewski, fot. ze strony internetowej artysty
Barbara Lekarczyk-Cisek: Jest Pan artystą obdarzonym wieloma talentami: pisarskim, poetyckim, malarskim, muzycznym, tworzy też autorskie kino. Ale w młodości zapowiadał się Pan przede wszystkim jako artysta malarz. Podobno, mając bodaj czternaście lat, zorganizował Pan pierwszą wystawę, wybierał się na studia na ASP… Skąd więc nagle kino?

Lech Majewski: Aby to wyjaśnić, muszę sięgnąć wstecz, do czasów, kiedy jeździłem na wakacje do Wenecji. Często wyjeżdżałem tam jako nastolatek, we Włoszech mieszkał bowiem mój wujek, który był profesorem konserwatorium muzycznego. Właściwie mieszkał w Mediolanie i był krytykiem muzycznym „Corriere Della Sera”, specjalizującym się w recenzjach koncertów La Scali, a przez cztery dni uczył historii kompozycji w weneckim konserwatorium. W lecie jego mieszkanie akademickie było wolne, więc zaproponował nam, że możemy z niego korzystać. Tym sposobem spędzałem całe wakacje w Wenecji, w której do dziś pomieszkuję i która stała się najbliższym mi miastem, obok Katowic. W Katowicach narodziłem się fizycznie, a w Wenecji duchowo i … filmowo.

To miasto  jest soczewką wszystkiego, co się dzieje w sztuce. Na Biennale w Wenecji poznałem takich twórców współczesnej sztuki, jak Roy Lichtenstein, Andy Warhol czy Giorgio de Chirico. To były czasy, kiedy artyści nie byli tak niedostępni jak dzisiaj.

Oprócz tego obcowałem ze sztuką dawną i byłem zakochany w małym obrazie Giorgione`a, zatytułowanym ”Burza” – bardzo tajemniczym, którego głębia kolorów i aura tajemniczości sprawiały, że spędzałem przy nim całe godziny. W owym czasie malowałem i wybierałem się na Akademię Sztuk Pięknych. Otóż w pewnym momencie tam, w Wenecji, uświadomiłem sobie, że tajemniczą atmosferę z obrazu Giorgione`a niedawno widziałem w kinie, w scenie parku z ”Powiększenia” Antonioniego. Jest w niej brzemienna cisza. Zdałem sobie wówczas sprawę, że gdyby Giorgione żył w naszych czasach, to z pewnością robiłby filmy. Tak więc zdecydowałem się zdawać do szkoły filmowej pod wpływem ”Burzy”, nie wiedząc wiele o filmie. I chociaż nie spełniałem wymogu formalnego (nie miałem ukończonych wyższych studiów), zostałem przyjęty. Wcześniej byłem na konsultacji u Henryka Kluby, któremu pokazałem swoje obrazy, rysunki, fotografie i wiersze. I to on zachęcił mnie do zdawania, dając nadzieję, że dostanę się na studia, jeśli zdam egzamin. Powiedział, że będę eksperymentem i tak się stało. Byłem najmłodszy na roku, o siedem lat młodszy od drugiego najmłodszego studenta.

Podobno Antonioni jeszcze raz się Panu przysłużył, kiedy pojawił się osobiście w łódzkiej Filmówce…

Antonioni nie miał w planach wizyty w szkole filmowej – miał być w "Kwancie”- legendarnym klubie filmowym, którego szef, Andrzej Słowicki, zaprosił mnie na to spotkanie. Ponieważ jednak następnego dnia rozpoczynałem realizację etiudy pod auspicjami Jerzego W. Hasa, który był niesłychanie wymagający, toteż zrezygnowałem z wyjazdu do Warszawy. Nie znałem wtedy dobrze języka filmowego, a musiałem stworzyć precyzyjny scenopis, którego uczyłem się na pamięć. I tak nie spałem całą noc, bo miałem wyrzuty sumienia, że nie pojechałem na spotkanie z Antonionim, a poza tym przeżywałem mający nastąpić nazajutrz mój pierwszy plan filmowy. Tymczasem w poniedziałek rano w szkole pojawił się niezapowiedziany Antonioni. Dosłownie wyrwałem się z planu, bo mój kierownik produkcji nie chciał mnie wypuścić na to spotkanie. Byłem jednak zdeterminowany. Kiedy się pojawiłem w szkolnej sali kinowej, wszyscy siedzieli w nabożnej ciszy, bo nikt nie ośmielił się zadać pytania. W końcu ktoś zapytał, nawiązując do ”8 i pół” Felliniego, kiedy reżyser zrobi swoje "9”? Na co Antonioni odpowiedział, że już zrobił – ”Zawód reporter”, z którym właśnie przyjechał do Polski na Konfrontacje. W końcu odważyłem się i zadałem praktyczne pytanie o to, czy kiedy idzie na plan, to też się uczy na pamięć scenopisu. Odpowiedział, że przeciwnie – stara się zapomnieć. Zdenerwowała mnie wówczas jego odpowiedź. Pomyślałem,  że otrzymałem w odpowiedzi zgrabny bon mot, więc mu powiedziałem, żeby sobie ze mnie nie kpił, bo to dla mnie rzecz niezmiernie ważna. Na co uśmiechnął się i odparł, że mnie bynajmniej nie zbył, bo kiedy idzie na plan, to naprawdę nie chce pamiętać, co ma kręcić, tylko patrzy, jak  wygląda świat: jaka jest pogoda, jakie światło, jak się układają włosy jego aktorki… I z tego próbuje zbudować scenę. A jeśli mu to nie wychodzi, wzywa asystenta, żeby mu przypomniał, co mają dzisiaj kręcić.

Poszedłem potem do atelier, na swój plan filmowy – zdruzgotany tym, jak tandetnie wygląda otaczająca mnie rzeczywistość. Wszystko było stare, brzydkie, szwenk w kamerze był luźny, więc operator użył miotły, aby go ustabilizować… W akwarium pływały zdechłe ryby… A tu nagle otworzyły się drzwi, wszedł rektor, Maria Kornatowska, Antonioni i jeszcze ktoś z włoskiej ambasady, otoczeni wianuszkiem kamer. Zachęcono mnie, abym podszedł i wtedy Antonioni uścisnął mi rękę, życząc powodzenia. To jest niesamowite, że w życiu takie rzeczy się zdarzają!

Po latach, kiedy Antonioni umarł, napisałem do ”Rzeczpospolitej” jego nekrolog. A kiedy niedawno byłem we Włoszech, spotkał mnie niesłychany zaszczyt, ponieważ zostałem jurorem festiwalu włoskich filmów dokumentalnych i krótkometrażowych. W związku z tym festiwalem przygotowano galerię portretów włoskich twórców, którzy byli przewodniczącymi jury. Byłem jedynym nie-Włochem i mój portret powieszono obok… Antonioniego. Moment metafizyczny… Potem miałem wykłady na Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie (wł. Accademia Nazionale di San Luca), otrzymałem pięknie wydany album, zawierający znakomite, bardzo wnikliwe analizy wszystkich filmów Antonioniego.

Wróćmy jednak do szkoły filmowej. Kto, poza Wojciechem Hasem, wywarł na Pana wpływ?

Największy wpływ miał na mnie Has i Królikiewicz. Wykłady Grzegorza Królikiewicza nie dadzą się porównać z niczym. Ten show, który urządzał i jak nas prowokował do myślenia… Do młodych durniów, którymi wówczas byliśmy, przemawiał bardzo skutecznie. Jego zajęcia przypominały amerykańskie filmy sądowe – tak to prowadził. Był zarazem oskarżycielem (naszej bezmyślności), jak też adwokatem filmów. Robił to pięknie! Jego analityczny umysł był niezrównany. Jego wykłady były dla nas wielkim przeżyciem. Z kolei Has był introwertykiem. Przypalał ”Marlboro”, popiół spadał na jego nylonowy golf, w którym wypalał dziury… Cedził słowa, ale w jego podejściu do kina był wielki świat. Ważną dla mnie osobą była także Maria Kornatowska, również bardzo ludzka, prywatna, a jednocześnie światowa. Ponadto Henryk Kuźniak, który był wyjątkowo dobrym pedagogiem wykładając muzykę filmową.

Podobno był Pan także na planie filmowym u Ingmara Bergmana…

Wygrałem wówczas konkurs na scenariusz i pierwszą nagrodą było (w ramach wymiany między szkołami filmowymi) uczestnictwo w planie filmowym ”Twarzą w twarz”.

Jakie wrażenie sprawiał Bergman podczas pracy nad filmem?

Kiedy rok wcześniej byłem na planie polskiego filmu pewnego znanego reżysera, co i rusz słyszałem, że kręcimy arcydzieło, mimo że był to absolutny gniot. Interesowało mnie więc, co wobec tego mówi na planie twórca prawdziwych arcydzieł. Byłem też dobrze przygotowany ”z Bergmana”.  Pojechałem więc do Szwecji i nazajutrz po przyjeździe poszedłem na plan. Wszyscy już od rana dziarsko się uwijali, co wprawiło mnie w zdumienie po uprzednich doświadczeniach, ale przede wszystkim szukałem Bergmana. Sądziłem, że pewno pojawi się na planie jak jakiś cesarz. W końcu zapytałem asystenta producenta. Ten wskazał mi palcem jakiegoś mężczyznę, który klęczał w przepoconej koszuli i przesuwał kabel… Dopiero wtedy rozpoznałem Bergmana.

Miał taki system, że kiedy rozmawiał z aktorami, to zawsze ustawiał się w pozycji niższej niż oni. Poza tym męczył się nad ujęciami jak jakiś, nie przymierzając, debiutant. To była fizyczna walka człowieka z przestrzenią i ze swoim własnym wnętrzem. Mimo że był protestantem, człowiekiem niezwykle precyzyjnym, to jednak dopuszczał do siebie nieznane.

Rozmawiałem z nim potem kilka razy, zawsze bardzo krótko, bo nie był wylewnym człowiekiem.Mówił mi, że w kinie nic nie wiadomo na pewno. Za każdym razem jest tak, jakby się zaczynało od nowa. Przy tego typu podejściu – rzeczywiście tak jest. Gdy obserwuję młodych reżyserów, to są pełni buty. Bergman zaś był obrazem pokory.

Czy Pański debiut – ”Rycerz” nie jest czasem z ducha Bergmana, z jego ”Siódmej pieczęci”?

Pewnie jest. Ale także z Tarkowskiego… Te filmy mnie fascynowały!

Jak to właściwie jest z tymi inspiracjami? Czy na początku jest w Pański wypadku obraz, np. malarstwo Ucella, jak to było w przypadku ”Rycerza”? Czy może impulsy płyną z innych źródeł?

Dzięki Włochom zrozumiałem, że nie można ograniczać się do jednego środka wyrazu. Różne tematy domagają się innej ekspresji. Żyjemy w czasach, w których jest się synonimem albo anonimem. Innymi słowy, albo kogoś się z czymś utożsamia, np. z kinem, tenisem, albo się nie istnieje. Dzisiejszy świat jest tak pogubiony, że żąda od człowieka jednoznacznych rozwiązań. Jeśli coś jest bardziej skomplikowane, zaczyna być podejrzane. Przykładem takiego człowieka, który zajmował się wieloma dziedzinami, jest Leonardo da Vinci. Ale wybacza mu się to ze względu na ”Monę Lisę”. Nikt nie traktuje poważnie całej reszty.

W moim wypadku inspiracją jest zawsze obraz. To swego rodzaju wizja. Niektóre moje wizje obradzają jak drzewo, a inne nie. Te, które emitują kolejne obrazy, stają się centralnym punktem, rodzajem osi. Z tego rodzi się potem albo teatr, albo opera, albo film, seria video artów, rzeźba… Np. scenę orki w hipermarkecie w ”Onirica” ujrzałem wewnętrznym okiem, robiąc zakupy  w takim miejscu.

Czy w przypadku ”Angelusa” punktem wyjścia było malarstwo Ociepki? 


Zaczęło się od tego, że przeczytałem w ”NaGłosie” artykuł Seweryna A. Wisłockiego, który opisał fenomen Grupy Janowskiej. W owym czasie interesowałem się kultem proroka Eliasza Klimowicza, który założył Wierszalin, gdzie chciał zbudować raj na ziemi. O ruchu tym pisał w latach 70. prof. Włodzimierz Pawluczuk. Chciałem nawet zrobić adaptację tekstu T. Słobodzianka, ale nic z tego nie wyszło. W tym samym czasie mój św. pamięci przyjaciel Irek Siwiński zwrócił moją uwagę na historię Grupy Janowskiej, sięgającą lat 30. XX wieku. Była to założona przez Teofila Ociepkę gmina okultystyczna, której jedną z form ekspresji było malarstwo. Przeczytanie artykułu Wisłockiego natychmiast zaczęło skutkować wizjami i obrazami. Pojechałem do domu, w którym mieszkał pociotek Teofila Ociepki, który zaprowadził mnie na strych i dał harfę po malarzu.

Po ”Rycerzu” wyjechał Pan za granicę i robił tam filmy bliższe mainstreamowi, np. ”Ewangelię według Harry`ego”.  Mimo że w Ameryce doceniono Pańską twórczość i miał Pan tam znakomite warunki, postanowił jednak wrócić. Co Pana do tego skłoniło?

Mnie dopieszczają i doceniają wszędzie, z wyjątkiem Polski i to mi się najbardziej podoba (śmiech). To mnie trzyma w formie.

Dziękuję za rozmowę. 


Wywiad ukazał się pierwotnie na Kulturaonline.pl 15 września 2015 r.


Link do recenzji filmu "Onirica"


Link do recenzji filmu "Młyn i krzyż"







Dedykacja Lecha Majewskiego w książce "Asa Misi Masa. Magia w 81/2 Felliniego"
Wyd. Videograf, Katowice, 1994

piątek, 7 sierpnia 2020

Usłysz po raz pierwszy organy w NFM!

II Koncert na wiolonczelę i orkiestrę symfoniczną Pawła Mykietyna i "Obrazki z wystawy" Modesta Mugsorgskiego wykona podczas koncertu w dniu 14 sierpnia 2020 r. NFM Filharmonia Wrocławska pod batutą Bassema Akiki. Partię solową zagra Marcin Zdunik. Podczas tego wieczoru, w ostatniej części, po raz pierwszy usłyszymy brzmienie organów NFM!

Paweł Mykietyn, fot. Jacek Poremba/NFM

Podczas koncertu 14 sierpnia NFM Filharmonię Wrocławską poprowadzi Bassem Akiki, a partię solową wykona Marcin Zdunik. Wysłuchamy dwóch dzieł, które różni prawie wszystko: stylistyka, czas powstania oraz założenia kompozycyjne. II Koncert na wiolonczelę i orkiestrę symfoniczną Pawła Mykietyna jest nowym utworem polskiego twórcy, z kolei Obrazki z wystawy Modesta Musorgskiego to powszechnie znane i lubiane miniatury fortepianowe – tego wieczoru zabrzmią w rzadko prezentowanej wersji, a w ostatniej ich części po raz pierwszy usłyszymy brzmienie organów NFM!

Swoje prawykonanie II Koncert na wiolonczelę i orkiestrę symfoniczną Mykietyna miał w marcu ubiegłego roku w Warszawie. Partię solową zagrał rozpoznawalny, mający szeroki repertuar i chętnie sięgający po dzieła współczesne Marcin Zdunik, a całość poprowadził Bassem Akiki. Ci sami artyści wystąpią również podczas tego koncertu. Utwór został znakomicie przyjęty, był chwalony zwłaszcza za komunikatywność i emocjonalność języka muzycznego.

Suita Obrazki z wystawy to jedno z najbardziej znanych dzieł Musorgskiego. Powstała jako wyraz hołdu złożonego przez kompozytora przyjacielowi, malarzowi Wiktorowi Hartmannowi. Rosyjski twórca umuzycznił wybrane obrazy kolegi. Poszczególne ogniwa to m.in. melancholijny Stary zamek, Bydło, figlarny Taniec kurcząt w skorupkach, muzyczny portret bogatego i biednego Żyda, czyli Samuel Goldenberg i Szmul, upiorna Chatka na kurzej stopce i wieńcząca dzieło monumentalna Wielka Brama Kijowska. Suita Musorgskiego w oryginale była przeznaczona na fortepian, jednak prędko doczekała się licznych opracowań na orkiestrę. Najbardziej znana jest bez wątpienia aranżacja przygotowana przez Maurice’a Ravela. Podczas tego koncertu utwór zabrzmi w znacznie rzadziej wykonywanej orkiestracji Waltera Goehra z 1942 roku.

Podczas tego koncertu po raz pierwszy usłyszymy w NFM organy piszczałkowe, których budowę w Sali Głównej niedawno zakończono. Za ich sprawą muzyka minionych wieków zabrzmi pełniej, a możliwość zagrania współczesnych utworów przeznaczonych na organy otworzy drogę do poznania wielu nowych kompozycji. Instrument został zaprojektowany i wykonany przez organmistrzów z pracowni Orgelbau Klais z Bonn, która szczyci się ponad stuletnią tradycją i doświadczeniem.

Już teraz pragniemy Państwa serdecznie zaprosić na wyjątkowe koncerty inaugurujące organy w NFM, które odbędą się w listopadzie 2020 r.! Szczegółowe informacje przekażemy wkrótce.

Więcej o naszych organach można przeczytać na www.nfm.wroclaw.pl/organy.

Wykonawcy:

Bassem Akiki – dyrygent

Marcin Zdunik – wiolonczela

NFM Filharmonia Wrocławska


Program:

P. Mykietyn II Koncert na wiolonczelę i orkiestrę symfoniczną

M. Musorgski Obrazki z wystawy

czas trwania: 60′

W koncercie nie przewidziano przerwy.

Zapewniamy, że jesteśmy w stałym kontakcie ze służbami sanitarnymi i organizujemy nasze wydarzenia zgodnie z ich zaleceniami i wytycznymi. Wszystkie koncerty odbywają się bez przerw.

Z pozdrowieniami

Zespół NFM

informacja prasowa

czwartek, 6 sierpnia 2020

Trzynaście filmów dokumentalnych powalczy o Grand Prix Dolnego Śląska 2020

Już za miesiąc rozpocznie się 17. odsłona Millennium Docs Against Gravity – największego festiwalu filmów non-fiction w Polsce! Nieodłączną częścią wrocławskiej edycji jest rywalizacja o Grand Prix Dolnego Śląska. O nagrodę Marszałka Województwa Dolnośląskiego w wysokości 3000 euro rywalizować będzie trzynaście znakomitych filmów z całego świata.




Zaplanowana na wiosnę 17. edycja Millennium Docs Against Gravity w związku z pandemią koronawirusa przeniesiona została na drugą połowę roku – miłośnicy kina dokumentalnego spotkają się w Dolnośląskim Centrum Filmowym w dniach 4-13 września. Mimo zmiany terminu, w programie nie mogło zabraknąć tradycyjnej rywalizacji o Grand Prix Dolnego Śląska. W tym roku w konkursie weźmie udział 13 wyjątkowych filmów, wyreżyserowanych przez siedmiu reżyserów i osiem reżyserek z całego świata.

Bohaterki codzienności




W tym roku o nagrodę Marszałka Województwa Dolnośląskiego ubiegało będzie się kilka tytułów pokazujących silne kobiety i ich próbę zmierzenia się z często nieprzychylnym oraz pełnym przemocy środowiskiem życia. Od „La Mami” Laury Herrero Garvin, pokazującego życie tancerek z Barba Azul Cabaret w Meksyku, przez film „Dla Samy” (For Sama, reż. Waad Al-Khateab i Edward Watts), który obrazuje bohaterkę walczącą o życie swoje oraz swojej córki w oblężonym syryjskim Aleppo, aż po „Lekcję miłości” (Lessons of Love, reż. Małgorzata Goliszewska, Katarzyna Mateja) – historię 69-letniej Joli, która wyrwała się z toksycznego związku i rozpoczyna życie na nowo. Spojrzeniem na ciekawą relację, która tworzy się między bohaterką i złodziejem, który ukradł obrazy jej autorstwa, jest film „Malarka i złodziej” (The Painter and the Thief) w reżyserii Benjamina Ree. Z kolei „Blizny” Agnieszki Zwiefki opowiadają o losach Vetrichelvi, która miała zaledwie 17 lat, gdy wstąpiła do terrorystycznej organizacji Tamilskich Tygrysów na Sri Lance, a teraz chce odnaleźć się na powrót w rzeczywistości po jej opuszczeniu.


Kręte ścieżki dorastania

Vetrichelvi dorastała w ekstremalnych warunkach wojny domowej na Sri Lance, ale to nie jedyna opowieść o trudnym wchodzeniu w dorosłość w tegorocznym Konkursie Głównym Millennium Docs Against Gravity. W cieniu konfliktu i wojny dorasta też bohaterka filmu „Ziemia jest niebieska jak pomarańcza” (The Earth is Blue as an Orange) Iryny Tsilyk. Pochodzi z rodziny mieszkającej na pierwszej linii frontu w Donbasie na Ukrainie. Gdy na zewnątrz panuje chaos i słychać bombardowania, dziewczyna kręci film inspirowany własnym codziennym życiem w trakcie trwającej wojny, żeby dostać się do szkoły filmowej.

Z kolei bohaterami „Wyrzutków” (Punks, reż. Maasja Ooms) jest grupa nastolatków, z którymi nie mogą poradzić sobie ani szkoła, ani rodzice. Jedyną nadzieją dla tych dojrzewających chłopców okazuje się izolacja na jednej z farm we Francji, która ma im pomóc powrócić na łono społeczeństwa.

Sébastien Lifshitz w filmie „Nastolatki” (Adolescentes) podąża dla odmiany za dwoma dziewczynami, nastoletnimi Francuzkami Emmą i Anaïs, które są najlepszymi przyjaciółkami od dziecka, a jednak wszystko w ich życiu wydaje się je od siebie różnić: pochodzenie społeczne oraz osobowość. Jedna wywodzi się z zamożnej rodziny, a druga dorasta w trudnych warunkach i środowisku. W filmie pokazana jest ich ich radykalna przemiana z trzynastolatek w osiemnastoletnie dziewczyny.


W zderzeniu z żywiołem

W dorosłość wchodzi także syn pewnego nepalskiego Szerpa Nady. W celu zapewnienia edukacji swojemu dziecku, ojciec łamie tabu i wraz z wybitnymi europejskimi alpinistami bierze udział w himalajskiej wyprawie na Kumbhakarnę, świętą górę Szerpów. Czy pomimo ciężkich warunków pogodowych uda się im zdobyć szczyt? Widzowie festiwalu zobaczą dramatyczny finał tej historii w filmie „Ściana cieni” (The Wall od Shadows) Elizy Kubarskiej. Zderzenie z innymi potężnymi siłami przyrody przeżyli mieszkańcy miasteczka Paradise. W 2018 roku wybuchł tam najtragiczniejszy pożar w historii Kalifornii, który doszczętnie je zdewastował. Zdobywca Oskara Ron Howard postanowił pojechać na miejsce katastrofy i tak powstał film „Odbudować Paradise” (Rebuilding Paradise), opowiadający o walce o swój dom, ale także o niszczycielskiej działalności człowieka, która prowadzi do ekologicznej tragedii.




Ciemna strona polityki

O ciemnej stronie działalności polityków, która potrafi niszczyć ludzkie życie tak skutecznie, jak ogień zniszczył domu w Paradise, opowiadają trzy konkursowe filmy. „Witamy w Czeczenii” (Welcome to Chechenya) Davida France'a pokazuje, jak dokładnie wyglądało regularne polowanie na osoby LGBT+ urządzone przez przywódcę Czeczenii – Ramzana Kadyrowa. Twórcy filmu, narażając własne życie, towarzyszyli ludziom, którzy natychmiast musieli uciekać z własnego kraju w obawie przed śmiercią.
Z kolei Siergiej Łoźnica cofa się do roku 1953 i pokazuje przebieg „Pogrzebu Stalina” (State Funeral). Dzięki odnalezionym przez reżysera archiwom widzowie mogą przyjrzeć się z niezwykłej perspektywy pogrzebowi jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości. Nigdy wcześniej niepokazywane, w dużej mierze kolorowe zdjęcia, zapierają dech w piersiach i przenoszą w samo centrum kultu jednostki.



O propagandzie i jej wpływie na społeczeństwo opowiada też Hubert Sauper w filmie „Epicentrum” (Epicentro). Na ulicach Hawany mieszkańcy w każdym wieku dzielą się z nim przed kamerą swoimi opiniami na temat życia w skolonizowanym kraju, a także wewnętrznej wolności, jakiej doświadczają pomimo surowych sankcji. Reżyser tworzy wciągający i metaforyczny portret postkolonialnej, „utopijnej” Kuby.

Zwycięzcę Grand Prix Dolnego Śląska wybierze czteroosobowe Jury w składzie: Małgorzata Szczerbowska – aktorka i scenarzystka, Joanna Synowiec – kuratorka, animatorka kultury i artystka oraz Jarosław Perduta – dyrektor Dolnośląskiego Centrum Filmowego i Krzysztof Majewski – dziennikarz radiowy. Jurorzy swoją decyzję ogłoszą 11 września.

Bilety w cenach 14 i 16 złotych (pojedyncze seanse, cena zależna od godziny projekcji) dostępne będą w kasach Dolnośląskiego Centrum Filmowego, na MDAG.pl i dcf.wroclaw.pl od 21 sierpnia. Przy zakupie minimum 6 biletów każdy z nich kosztował będzie 14 złotych; bilety na pokazy dla seniorów i rodzin kosztować będą 12 złotych. Pełny program ogłoszony zostanie w najbliższych dniach - zapraszamy do śledzenia strony festiwalu i wrocławskiego profilu Millennium Docs Against Gravity na Facebooku: www.facebook.com/MDAGWroclaw.

Pełna lista tytułów rywalizujących o Grand Prix Dolnego Śląska:


Nastolatki (Adolescentes)
Francja 2019, 78 min.
Reżyseria: Sébastien Lifshitz

Blizny (Scars)
Polska, Niderlandy 2019, 79 min.
Reżyseria: Agnieszka Zwiefka

Dla Samy (For Sama)
Wielka Brytania 2019, 100 min.
Reżyseria: Waad Al-Kateab, Edward Watts

Lekcja miłości (Lessons of Love)
Polska 2019, 72 min.
Reżyseria: Małgorzata Goliszewska, Kasia Mateja

Epicentrum (Epicentro)
Austria, USA, Francja 2019, 107 min.
Reżyseria: Hubert Sauper

La Mami (La Mami)
Meksyk, Hiszpania 2019, 80 min.
Reżyseria: Laura Herrero Garvin

Ściana cieni (The Wall of Shadows)
Polska, Niemcy, Szwajcaria 2020, 90 min.
Reżyseria: Eliza Kubarska

Wyrzutki (Punks)
Niderlandy 2019, 92 min.
Reżyseria: Maasja Ooms

Witamy w Czeczenii (Welcome to Chechnya)
USA 2020, 170 min.
Reżyseria: David France

Pogrzeb Stalina (State Funeral)
Niderlandy, Litwa 2019, 135 min.
Reżyseria: Siergiej Łoźnica

Odbudować Paradise (Rebuilding Paradise)
USA 2020, 95 min.
Reżyseria: Ron Howard

Ziemia jest niebieska jak pomarańcza (The Earth is Blue as an Orange)
Litwa, Ukraina 2020, 74 min.
Reżyseria: Iryna Tsilyk

Malarka i złodziej (The Painter and the Thief)
Norwegia 2020, 102 min.
Reżyseria: Benjamin Ree

informacja prasowa

Stulecie Bitwy Warszawskiej w Filmotece Narodowej – Instytucie Audiowizualnym

Z okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej FINA zaprasza m.in. na pokazy filmów fabularnych oraz dokumentów dotyczących drogi Polaków do odzyskania Niepodległości i Cudu nad Wisłą, a także  spotkania z ekspertami  i wyjątkowym projektem artystycznym inspirowanym filmem „Polonia Restituta”. Seanse odbędą się w warszawskim kinie Iluzjon oraz  online w serwisie ninateka.pl.

Kadr z filmu „Polonia Restituta”, reż. nieznany, Polska, 1920 r.

Pamięć i (nie) pamięć o roku 1920. Filmy i komentarz ekspercki online


15 sierpnia o godzinie 19.00 w serwisie Ninateka (ninateka.pl), za darmo i bez reklam, zostanie premierowo udostępniony krótki reportaż filmowy „Pogrom Bolszewików” oraz zapis specjalnie przygotowanego na tę okazję eksperckiego komentarza prof. dr. hab. Andrzeja Nowaka i dr. hab. Mariusza Guzka, prof UKW pt. „Pamięć i (nie) pamięć o roku 1920 w polskiej kulturze”. Pretekstem do dyskusji będą filmowe wizerunki wydarzeń z tamtego okresu, zachowane w materiałach archiwalnych FINA. Rozmowa będzie również refleksją nad kształtem i formami obecności tematu wojny polsko-bolszewickiej na przestrzeni całego stulecia.

Film „Pogrom Bolszewików” dotychczas istniejący w archiwum FINA jako „Wojna polsko-rosyjska”, został zidentyfikowany w 2020 roku. Jest to jedyny ocalały, niestety niekompletny materiał z produkcji filmowej Centralnego Urzędu Filmowego (CUF). Dzięki niemu, początkowo bez wielkiego entuzjazmu ze strony wojskowych, zaczęto kręcić sceny z życia żołnierzy w czasie I wojny światowej, a następnie wojny polsko-bolszewickiej. „Pogrom Bolszewików” to jeden z wielu tzw. filmów aktualnych z frontu walk. Należy jednak pamiętać, że operatorzy najczęściej nie uczestniczyli wówczas w walkach. Filmowano względnie bezpieczne przemarsze, życie codzienne żołnierzy, a sceny bitewne były najczęściej aranżowane. Filmy tego typu miały charakter informacyjny, ale też propagandowy.

Od 15 sierpnia będzie można zobaczyć w Ninatece także inne filmy, fabuły i dokumenty, pochodzące z zasobów FINA, poświęcone wydarzeniom z początku XX wieku: odzyskaniu przez Polskę Niepodległości, wojnie polsko-bolszewickiej oraz Bitwie Warszawskiej:

Cud nad Wisłą”, reż. Ryszard Bolesławski, Polska, 1921 r. To zrealizowany z rozmachem, składający się pierwotnie z dwóch serii, dramat patriotyczny, ilustrujący epizody wojny polsko-bolszewickiej.

Dla Ciebie Polsko”, reż. Antoni Bednarczyk, Polska, 1920 r. Historia miłości dwojga młodych ludzi – Franka i Hanki. Ich uczucie zostaje wystawione na próbę przez wybuch wojny polsko-bolszewickiej. Broniąc swojej ojczyzny, zakochani pozostają wierni swoim uczuciom. Ich oddanie zostaje wynagrodzone przez los.

„Szaleńcy”, reż. Leonard Buczkowski, Polska, 1928 r. Debiut fabularny Leonarda Buczkowskiego, który później zostanie twórcą m.in. słynnego filmu „Zakazane piosenki”. „Szaleńcy” to pierwsza filmowa superprodukcja – zrealizowana przy udziale wielu formacji wojskowych, z nowatorskimi scenami bitew, bronią z epoki i najnowszymi zdobyczami techniki.

„Polonia Restituta 1918-1920”, reż. nieznany, Polska, 1920 r. Wykonany na początku 1928 roku niemy film to kompilacja ujęć dokumentalnych zarejestrowanych w czasie walk niepodległościowych i Bitwy Warszawskiej. 

„Sztandar wolności”, reż. Ryszard Ordyński, Polska, 1935 r. Cyfrowo zrekonstruowany przez FINA dokument Ryszarda Ordyńskiego przedstawia walkę o niepodległość Polski w latach 1905–1920.

Udostępnienie komentarza oraz filmów jest częścią projektu „Pamięć filmu. Cud nad Wisłą i inne wydarzenia historyczne w filmowych zasobach FINA”. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022.

Kadr z filmu „Szaleńcy”, reż. Leonard Buczkowski, Polska, 1928 r.


Niezła historia! 100-lecie Bitwy Warszawskiej w kinie Iluzjon


Na cykl  „Niezła historia” w stołecznym kinie Iluzjon złożą się trzy filmy w różny sposób ukazujące dzieje walk o niepodległość, a także wojnę polsko-bolszewicką: wydarzenia poprzedzające Bitwę Warszawską, jak i następujące po niej.

15 sierpnia o godz. 15.00 kino Iluzjon zaprezentuje „Szaleńców” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego film z 1928 roku określany mianem pierwszej polskiej superprodukcji. Tego sama dnia o godz. 19.00 na wielkim ekranie będzie można zobaczyć dwa dokumenty, filmową kronikę wydarzeń, które przyczyniły się do odzyskania przez Polskę niepodległości oraz ukształtowania jej granic po latach zaborów: „Polonia Restituta 1918-1920” oraz bogaty w materiały archiwalne „Sztandar wolności” ukazujący postać i drogę życia Józefa Piłsudskiego. Wszystkie filmy zostały zrekonstruowane przez FINA w ostatnich latach.

Bilety na seanse w specjalnej cenie 10 zł.

„Wojna światów 1920″ − wirtualny pomnik bohaterów 1920 roku w portalu biogramy.pl


Redakcja wydawanego przez FINA portalu biogramy.pl przygotowała specjalne opracowanie, które umożliwia łatwy dostęp do materiałów związanych z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, heroicznej walki z najeźdźcami i odbudowy kraju po przeszło stuletnim okresie zaborów. „Wojna światów 1920” zawiera linki do wybranych miejsc w serwisie, które z kolei prowadzą do tysięcy podstron związanych z wydarzeniami z 1920 roku. W portalu znaleźć można teksty, materiały wideo, audycje, ciekawostki, a przede wszystkim zdjęcia, które bohaterów walk o niepodległość pokazują zarówno w oficjalnych, jak i prywatnych sytuacjach.


materiały promocyjne

„1920/2020. Archiwum Ożywione”


Narodowe Archiwum Cyfrowe zaproponowało trójce uznanych, współczesnych twórców realizację dzieł artystycznych w oparciu o archiwalne fotografie, nagrania i filmy ze swojego zasobu.

Każdy z artystów „ożywił” inny archiwalny materiał dotyczący wojny polsko-bolszewickiej i Bitwy Warszawskiej i przetworzył go w innej formie. Karolinę Bregułę zainspirowały plansze tekstowe z niemego filmu „Polonia Restituta 1918-1920” z 1928 roku, zrekonstruowanego cyfrowo w ramach wspólnego projektu Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego i NAC, a od 2018 roku znajdującego się na Polskiej Liście Krajowej Programu UNESCO Pamięć Świata. Frazy z plansz, poetycko opisujących polską drogę do niepodległości, znalazły się w inskrypcji zawartej w obiekcie upamiętniającym rolę kobiet w historycznych wydarzeniach, który pojawi się na wzniesieniu „Olimp” na Kamionkowskich Błoniach Elekcyjnych.

Inauguracji pracy Karoliny Breguły w dniu 15 sierpnia będzie towarzyszyć spacer z dr Anną Nowakowską-Wierzchoś z Instytutu Historii PAN po Kamionkowskich Błoniach Elekcyjnych szlakiem Ochotniczej Legii Kobiet. FINA jest partnerem projektu Karoliny Breguły.

Portal Bitwy Warszawskiej – serwis bitwa1920.gov.pl


We współpracy z FINA powstał wyjątkowy serwis internetowy poświęcony Bitwie Warszawskiej 1920 roku. Przygotowany przez zespół PolskieRadio.pl oraz Biura Programu „Niepodległa” w formie nowoczesnej encyklopedii multimedialnej portal nie tylko opowiada o wojnie polsko-bolszewickiej, ale przede wszystkim pokazuje życie Polaków, istotne wydarzenia, fakty i postaci.

Wystawa „Fotorelacje. Wojna 1920” w Muzeum Narodowym w Warszawie


Od 12 sierpnia do 15 listopada w Muzeum Narodowym w Warszawie będzie można obejrzeć wystawę zdjęć dokumentujących wojnę polsko-bolszewicką. Istotnym elementem ekspozycji będą fragmenty filmów z lat 20. XX wieku, w tym niedawno odrestaurowany, długometrażowy dokument „Polonia Restituta 1918-1920” (1928) pochodzący ze zbiorów FINA.

informacja prasowa

środa, 5 sierpnia 2020

Polskie kino na Nowych Horyzontach | SHORTLISTA - ogłaszamy program

Już po raz czwarty w programie Nowych Horyzontów znalazł się przegląd polskich filmów krótkometrażowych Shortlista. Festiwal stara się towarzyszyć twórcom, pokazywać ich pierwsze lub kolejne krótkie formy. 

Krzyż na drogę, reż. Sonja Orlewicz-Zakrzewska


Już po raz czwarty w programie Nowych Horyzontów znalazł się przegląd polskich filmów krótkometrażowych Shortlista. Staramy się towarzyszyć twórcom, pokazywać ich pierwsze lub kolejne krótkie formy. Eksponujemy artystyczny wielogłos, śledzimy różnorodność pojawiających się tematów i konwencji – opowiada Magda Sztorc, kuratorka sekcji. Co roku Nowe Horyzonty odkrywają debiutujących w tym formacie twórców, ale też przyglądają się tym, którzy wracają z kolejnymi projektami. W jaką podróż zabiorą widzów tegoroczne tytuły?

To co realne – to co wyśnione


Wielu twórców zabierze nas w surrealny świat. Tak będzie w debiucie reżyserskim Synchronizacja Anny Kasińskiej, w którym przenosimy się do nie tak dalekiej przyszłości, wyśnionego świata przesyconego kobiecą energią. W świat wyobraźni zabiera nas również Sebastian Łach. W swoim debiucie Four Cups of Coffee or Three niewinna fantazja przeradza się w całkowitą zmianę rzeczywistości. Wreszcie Sonja Orlewicz-Zakrzewska w swoim intensywnym dyplomie Krzyż na drogę nie pozwoli na chwilę wytchnienia. Co jest jawą, a co snem? Dokąd prowadzi ta podróż?

Spojrzenie dziecka


W programie tegorocznej edycji wyraźny jest głos dziecka. Czasem jest to podróż sentymentalna i ciepła, innym razem trudna i bolesna. Film Jaskinia żółwi Klaudii Folgi to wyrazista, jaskrawa retrospekcja. Wspomnienia często przyjmują groteskowy charakter, a ich efekt wydaje się wstrząsający. Inne spojrzenie na czas dzieciństwa i dojrzewania proponuje Monika Majorek w Po sezonie. Reżyserka w subtelny, niespieszny sposób przedstawia miłosną podróż bohatera, a jednocześnie ciekawie zarysowuje relacje nastolatka z rodzicami.

Perspektywa dziecka jest obecna również w kinie dokumentalnym. W ramach tegorocznej Shortlisty zobaczymy m.in. czuły portret relacji matka-córka w Powiedz mi coś jeszcze Martyny Peszko i przesyconą niepokojem impresję na temat życia w izraelskich kibucach w Hyde and Seek in Peaceful Valley Macieja Białoruskiego.


Cykl, reż.Julia Benedyktowicz


Świat pełen zakłóceń


Współcześnie otaczający świat może okazać się nie do zniesienia, a przynajmniej taką sugestię podsyłają autorzy tegorocznych animacji. Utrzymany w estetyce VHS Millenium Darii Godyń jest zapowiedzią końca świata. Story Joli Bańkowskiej pokazuje rzeczywistość, która bazuje na technologii i wszelkie doznania możliwe są tylko w świecie wirtualnym. W Deszczu Piotra Mielczarka sytuacja jeszcze się pogarsza. Tu mamy do czynienia z deszczem samobójców – pracowników korporacji. Dopiero Cykl Julii Benedyktowicz, choć utrzymany w czerni i bieli, dodaje nadziei i pomoże odzyskać równowagę.

W programie Shortlisty znalazło się 31 tytułów, w tym także nowe filmy twórców, którym towarzyszymy od dłuższego czasu, m.in. Ostatnia Wieczerza Piotra Dumały, Rykoszety Jakuba Radeja, Moje serce Damiana Kocura, Tak jest dobrze Marcina Sautera, Problem Tomasza Wolskiego czy Wejście w nowy wiek Normana Leto.

Więcej informacji o tytułach z Shortlisty na www.nowehoryzonty.pl.

Do tegorocznej edycji festiwalu zostały dokładnie 3 miesiące. Jakie tytuły ujawniliśmy do tej pory?
ZABIJ TO I WYJEDŹ Z TEGO MIASTA (reż. Mariusz Wilczyński) - pełnometrażowa produkcja wybitnego twórcy autorskich filmów animowanych i film otwarcia 20. edycji NH.
BERLIN ALEXANDERPLATZ (reż. Burhan Qurbani) -– pokazywany na tegorocznym Berlinale, współczesne odczytanie powieści Alfreda Döblina
VITALINA VARELA (reż. Pedro Costa) - wielki zwycięzca festiwalu w Locarno (Złoty Lampart dla najlepszego filmu, aktorska nagroda dla Vitaliny Vareli).
DAU. NATASZA (reż. Ilja Chrzanowski, Jekatierina Oertel) - nagrodzona Srebrnym Niedźwiedziem na Berlinale najciekawsza część spektakularnego projektu DAU.
SŁUDZY (reż. Ivan Ostrochovsky) - kino noir osadzonego w Czechosłowacji u schyłku komunizmu pokazywane w berlińskiej sekcji Encounters.
WILCOX (reż. Denis Côté) - minimalistyczny film o outsiderze poszukującym nowej drogi. Kolejny eksperyment jednego z ulubieńców festiwalowej publiczności.
BIAŁE NA BIAŁYM (reż. Théo Court) - wielkie odkrycie festiwalu w Wenecji, zdobywca nagrody za reżyserię w sekcji Orizzonti.
***


W tym roku czeka nas wyjątkowa odsłona wszystkich stanów kina. W dniach 5-15 listopada we Wrocławiu równocześnie odbędą się 20. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty i 11. American Film Festival.

informacja prasowa

„ANTYKOMANIA. Dziewiętnastowieczne kolekcje starożytności” - wystawa w Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego

Z kilkumiesięcznym opóźnieniem spowodowanym pandemią, Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego otwiera nową wystawę czasową pt. „ANTYKOMANIA. Dziewiętnastowieczne kolekcje starożytności”.

Relief z przedstawieniem Helle na baranie (z doklejonymi głowami koni)
Melos (Grecja), poł. V w. p.n.e., terakota, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie


Od drugiej połowy XVIII wieku rozkwit europejskiego kolekcjonerstwa starożytności był odbiciem zainteresowań zbierackich epoki przesiąkniętej ideami filhellenizmu - fenomenu politycznego i kulturowego objawiającego się zamiłowaniem do starożytnej Grecji. Przełomem skutkującym wzmożonym zainteresowaniem klasyczną starożytnością stała się publikacja w 1755 roku dzieła Johanna Joachima Winckelmanna poświęconego recepcji sztuki greckiej (Gedanken über die Nachahmung der griechischen Werke in der Malerei und Bildhauerkunst). Jego spostrzeżenia w połączeniu z rezultatami prac wykopaliskowych w Pompejach, Stabiach i Herkulanum oraz „odkryciem” greckich świątyń starożytnej Posejdonii zaowocowały prawdziwą „antykomanią”, kontynuowaną przez całe XIX stulecie.

Podpora lustra w kształcie kariatydy z przedstawieniem kobiety (Afrodyty?)
Jonia(?) (Grecja wyspiarska, zachodnie wybrzeże obecnej Turcji), 550-530 r. p.n.e.,
Muzeum Narodowe w Warszawie

Eksponowane na wystawie obiekty podzielono na trzy grupy reprezentujące główne nurty europejskiego kolekcjonerstwa starożytności: rozległe zbiory gromadzone przez arystokratów (których w trakcie XIX wieku w działalności kolekcjonerskiej na wielką skalę zastąpiły muzea narodowe), prywatne kolekcje filhelleńskie oraz zbiory uniwersyteckie.
Kolekcje arystokratyczne reprezentują na wystawie zabytki zgromadzone przez księżną Helenę Radziwiłłową (1753-1821), kolekcjonerstwo filhelleńskie zostało omówione na przykładzie wrocławskiej kolekcji antyków architekta Eduarda Schauberta (1804-1860), a uniwersyteckie kolekcjonerstwo starożytności i ich nowożytnych kopii ukazują zbiory Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Wrocławskiego.

Rzygacz w formie lwiej głowy z fragmentem przyległej simy,
Ateny/Attyka, kon. IV – pocz. III w. p.n.e., terakota ze zbiorów Uniwersytetu Wrocławskiego



Na wystawie są prezentowane obiekty ze zbiorów Uniwersytetu Wrocławskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego uzupełnione zabytkami użyczonymi ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum w Nieborowie i Arkadii, Oddziału Muzeum Narodowego w Warszawie i Muzeum Archeologicznego, Oddziału Muzeum Miejskiego Wrocławia.

Organizator wystawy:
Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego

Kuratorzy wystawy:
dr Agata Kubala
dr Urszula Bończuk-Dawidziuk

Oinochoe (dzbanek z trójlistnym wylewem) naczynie czerwonofigurowe,
Apulia (Południowa Italia) (Włochy), kon. IV w. p.n.e.(?), glina, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie

„ANTYKOMANIA. Dziewiętnastowieczne kolekcje starożytności”
Wystawa w Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego
Sala pod Filarem
1.08.2020 – 16.11.2020

informacja prasowa

wtorek, 4 sierpnia 2020

55. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans - program tegorocznej edycji

W tym roku 55 Międzynarodowy Festiwal Wratisłavia Cantans odbędzie się w ograniczonych ramach: podczas weekendu od 11 do 13 września 2020 r. Całość została przeniesiona na 2021 rok. Hasłem przewodnim edycji jest "Światło dla świata". 


Szanowni Państwo,

rok 2020 przyniósł sytuację dla nas nową i nieznaną, dotknęła ona wszystkich. Nowy świat, który wyłoni się po pandemii, z pewnością będzie inny. Mam nadzieję, że będzie lepszy. Ludzkość co jakiś czas doświadcza podobnych zdarzeń. Epidemie, wojny, kataklizmy i plagi towarzyszą nam od zawsze. Czasami wiążą się z przełomami, wyznaczają koniec jakiejś cywilizacji lub stają się początkiem czegoś nowego i wspaniałego. W trudnych czasach ujawniają się różne postawy i emocje. W świecie przemocy, egoizmu i wykluczenia zawsze znajdą się wspaniali ludzie, osoby niosące pomoc wbrew przeciwnościom. Dziś jest podobnie.

Hasłem przewodnim tegorocznej edycji festiwalu Wratislavia Cantans jest „Światło dla świata”. Dźwięk i światło to fale, różnią się długością. Fale dźwiękowe potrzebują powietrza, by mogły się rozchodzić. W próżni muzyka nie zabrzmi. Światło i powietrze to  środowisko życia dla ludzi, roślin i zwierząt – muzyka to przestrzeń dla piękna.
Myślę o wszystkich, którzy pomagają sobie wzajemnie w tych trudnych czasach. Muzyka wspiera takie postawy. Jest przestrzenią, w której ludzie się jednoczą. Pomaga z nadzieją patrzeć w przyszłość. Chcemy, by była ona lepsza, piękniejsza dzięki tym, którzy działają na rzecz dobra. Są światłami dla świata.

Bardzo się cieszę, że mogę Państwa zaprosić na festiwalowe koncerty.

Andrzej Kosendiak
Dyrektor generalny Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego


Oto program tegorocznej edycji:


Krzysztof Penderecki, fot. Bruno Fidrych

11 września, godz. 19.00
Hommage à Penderecki

Pierwszy koncert tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans będzie hołdem złożonym Krzysztofowi Pendereckiemu. Zabrzmią na nim wyłącznie dzieła tego twórcy, uważanego przez wielu badaczy za najwybitniejszego polskiego kompozytora działającego w ostatnich sześciu dekadach.

Na wieść o śmierci kardynała Stefana Wyszyńskiego Penderecki napisał przeznaczone na chór a cappella Agnus Dei, które później włączył do monumentalnego Polskiego Requiem. Dzieło zabrzmiało po raz pierwszy podczas uroczystości żałobnych hierarchy 31 maja 1981 roku w Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Kompozycja rozpoczyna się powoli, w cichej dynamice, ewokuje nastrój modlitewnego skupienia. Muzyka stopniowo staje się coraz bardziej żarliwa i ekspresyjna, by po przejmującej, oznaczonej w partyturze quasi in grido (prawie jak krzyk) kulminacji na słowie peccata (grzechy) znowu przycichnąć i zwolnić. Agnus Dei zabrzmi w dwóch wersjach: na początku w oryginalnej – chóralnej, na koniec koncertu zaś w przygotowanym przez wiolonczelistę Borisa Pergamenschikowa opracowaniu na orkiestrę kameralną. Majestatyczna Pieśń Cherubinów jest z kolei wyrazem fascynacji Pendereckiego muzyką cerkiewną. Twórca ukończył ją w 1986 roku i zadedykował obchodzącemu wówczas sześćdziesiąte urodziny wybitnemu wiolonczeliście Mścisławowi Rostropowiczowi.

Łagodny w brzmieniu, kontemplacyjny hymn O gloriosa Virginum powstał w 2009 roku. Penderecki napisał go z okazji siedemdziesiątych urodzin Joségo Antonia Abreu, założyciela wenezuelskiej fundacji El Sistema. Utwór ukończył w Krakowie zaledwie na miesiąc przed prawykonaniem, podczas którego sam poprowadził Coral Nacional Juvenil Simón Bolívar de Venezuela. Z kolei w Sinfonietcie na smyczki Penderecki nawiązał do idei barokowego concerto grosso, w którym kilku solistów dialoguje z resztą zespołu. To lekki, dowcipny i krótki utwór, zadedykowany orkiestrze Sinfonia Varsovia. Kolejne części mocno kontrastują ze sobą pod względem temp, co zaskakuje słuchającego, a jednocześnie pomaga mu skupić uwagę na dziele.

Concerto doppio per violino, viola e orchestra to jeden z bardzo niewielu koncertów podwójnych przeznaczonych na skrzypce i altówkę, a jednocześnie jedyny, który utrzymuje się w repertuarze koncertowym. Powstał w 2012 roku na zamówienie wiedeńskiego Musikverein – dla uczczenia dwusetnej rocznicy jego istnienia. Do napisania tego dzieła namawiał też gorąco Pendereckiego skrzypek i altowiolista Julian Rachlin, ponieważ zależało mu na tym, aby mieć w repertuarze utwór, w którym mógłby wykonywać dwie partie solowe przeznaczone na te instrumenty. Polski kompozytor stworzył koncert wirtuozowski, efektowny, naszpikowany wielkimi trudnościami technicznymi. Jednocześnie jest to dzieło komunikatywne i przystępne w odbiorze, co sprawia, że cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony publiczności. Przed altówką, instrumentem traktowanym nieco po macoszemu przez większość twórców, Penderecki postawił tu wymagania takie same jak przed skrzypcami.

Wykonawcy:
Maciej Tworek – dyrygent
Roksana Kwaśnikowska – skrzypce
Artur Rozmysłowicz – altówka
Chór NFM
Agnieszka Franków-Żelazny – kierownictwo artystyczne Chóru NFM
NFM Filharmonia Wrocławska


Ernst Kovacic, fot. Łukasz Rajchert

12 września 2020 r., godz. 17.00
"Natchnienia"

W programie koncertu NFM Orkiestry Leopoldinum znajdą się cztery porywające dzieła twórców działających w XX wieku. Każde z nich jest niezwykłe pod względem brzmienia, inwencji i ekspresji.

Love Song Andrzeja Panufnika powstała w 1976 roku do słów szesnastowiecznego angielskiego poety, sir Philipa Sidney’a. Kompozytor wrócił do tego łagodnego w wyrazie, lirycznego dzieła w ostatnich dniach swojego życia, kiedy z myślą o koncercie charytatywnym wspierającym edukację muzyczną dzieci przygotował wersję tego utworu przeznaczoną na mezzosopran, smyczki i fortepian lub harfę. Częściowo sam ją zapisał, a częściowo podyktował swojej żonie Camilii, która była dla niego muzą i oparciem. Głęboko osobista, pełna czułości i pogody Love Song stała się świadomym, nasyconym melancholią pożegnaniem twórcy z ukochaną osobą.

Z kolei napisany w 1939 roku cykl pieśni Les illuminations Benjamina Brittena powstał do słów Artura Rimbauda. Choć kompozytor zaznaczył, że można go wykonać w wersji na sopran lub tenor z towarzyszeniem smyczków, większą popularnością cieszy się opracowanie na głos żeński. Komentatorzy zgodnie podkreślają, że jest bardziej zmysłowe i zdecydowanie lepiej oddaje nastrój tego utworu. Partyturę poprzedza cytat z Rimbauda: „Ja jeden znam klucz do tej dzikiej parady”, a słowa te, akcentujące specjalny wgląd artysty w rzeczywistość, pojawiają się też trzykrotnie w różnych miejscach dzieła. Po amerykańskim wykonaniu w 1940 roku jeden z krytyków pisał, że cykl ten jest „niczym więcej jak serią tanich i łatwych efektów… pretensjonalnych, banalnych i w najwyższym stopniu rozczarowujących”. Te słowa są sztandarowym przykładem na to, jak nietrafna i niesprawiedliwa potrafi być ocena krytyka. Zmysłowa, oniryczna i niezwykle nastrojowa kompozycja Brittena szybko zyskała wielką popularność i należy obecnie do najbardziej cenionych i najchętniej wykonywanych jego dzieł.

Introdukcja i Allegro to jeden z najbardziej znanych utworów Edwarda Elgara. Przeznaczony jest na kwartet smyczkowy i orkiestrę smyczkową. Został skomponowany na zasadzie barokowego concerto grosso – partia kwartetu jest bardziej rozbudowana i wirtuozowska. Zazwyczaj współzawodniczy on z resztą orkiestry, w nielicznych odcinkach zaś jego brzmienie stapia się z dźwiękami pozostałych instrumentów. To porywająca kompozycja, dramatyczna i pełna wielkich emocji.
Koncert zwieńczy Serenada na tenor, róg i smyczki Brittena, napisana na zamówienie legendarnego waltornisty Dennisa Braina. Twórca skomponował ją w 1943 roku podczas pobytu w szpitalu, gdzie leczył się na odrę po powrocie z Ameryki. Serenada składa się z ośmiu części – w sześciu Britten wykorzystał wiersze angielskich poetów odnoszące się do tematyki nocy, stąd też nastrój dzieła jest tajemniczy i nieco mroczny. Prolog i Epilog odgrywane są przez waltornię solo. Ósma część musi być wykonywana za sceną, więc w siódmym ogniwie soliście akompaniują tylko smyczki, co daje mu czas na wyjście za kulisy.

Wykonawcy:
Ernst Kovacic – dyrygent
Agata Zubel – sopran
Martin Mitterrutzner – tenor
Malwina Lipiec-Rozmysłowicz – harfa
Radek Baborák – róg
NFM Orkiestra Leopoldinum


Il Giardino Armonico, fot. Łukasz Rajchert

12 września, godz. 20.00
"Po burzy"

Koncert Giovanniego Antoniniego, Julii Lezhnevy i zespołu Il Giardino Armonico będzie spotkaniem z wybitnymi kompozytorami epoki baroku – Georgiem Friedrichem Händlem, Geminianem Giacomellim, Carlem Heinrichem Graunem, Matthew Lockiem i, last but not least, Antonim Vivaldim. Program będzie ciekawy i zróżnicowany, a dobór dzieł pozwoli spojrzeć na dorobek tych twórców z wielu perspektyw.

Locke był czołowym angielskim kompozytorem muzyki teatralnej, który żył przed Henrym Purcellem. Jednym z najbardziej znanych jego utworów jest muzyka sceniczna do wystawionej w kwietniu 1674 roku sztuki The Tempest (Burza), będącej luźną adaptacją dzieła Williama Szekspira, przygotowaną przez poetę Thomasa Shadwella. Locke użył w niej – jako pierwszy na Wyspach – artykulacji tremolo w partii instrumentów smyczkowych. Polega ona na szybkim powtarzaniu dźwięków, co ma za zadanie zwiększenie napięcia. W programie koncertu znalazły się cztery części z muzyki do tej sztuki: Introduction, Canon 4 in 2, Lilk oraz Curtain Tune.

Współcześnie pamiętamy Vivaldiego głównie jako twórcę koncertów instrumentalnych, jednak ten niezwykle płodny artysta pisał także bardzo liczne i cieszące się wielkim powodzeniem opery. W programie znajdą się dwie arie z dzieł Rudego Księdza – brawurowa Agitata da due venti z opartej na wątkach z Dekameronu opery Griselda oraz liryczna Zeffiretti che sussurrate z opery Ercole su’l Termodonte (Herkules w Termodoncie). W XVIII wieku nie istniało jeszcze pojęcie prawa autorskiego, a kompozytorzy swobodnie wykorzystywali w swych pracach mniej lub bardziej zmienione arie z oper swoich kolegów po fachu. Robił tak też Vivaldi, a aria Sposa son disprezzata z jego opery Bajazet (inny wariant tytułu to Il Tamerlano) to tak naprawdę lekko zmieniona aria z opery La Merope Giacomellego. Tego typu opery były określane jako „pasticcio”, co oznacza dosłownie… pasztet.

Julia Lehzneva podczas Akademii Händlowskiej, 2015,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Niemiecki kompozytor i tenor Graun był w swoich czasach jednym z najbardziej cenionych autorów oper w stylu włoskim. Jego znakomitą, choć dziś mało znaną twórczość przypomni dramatyczna aria No, no di Libia fra le arene z opery Silla z 1753 roku. Z kolei Händel to obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych kompozytorów doby baroku, słynny zarówno ze względu na swoje dzieła instrumentalne, jak i wokalno-instrumentalne. Podczas koncertu zabrzmią jego dwie arie – gwałtowna Un pensiero nemico di pace z oratorium Il trionfo del Tempo e del Disinganno (Triumf Czasu i Rozczarowania) oraz nie mniej atrakcyjna Brilla nell’alma z opery Alessandro. Wspaniałym dopełnieniem programu będzie Concerto grosso g-moll op. 6 nr 6.

Wykonawcy:
Giovanni Antonini – dyrygent
Il Giardino Armonico

Julia Lezhneva – sopran


Jarosław Thiel, fot. Łukasz Rajchert

13 września, 2020 r. godz. 17.00
"Jak wielkie jest Twoje imię"

Głównym bohaterem czwartego z pięciu koncertów tegorocznej edycji festiwalu Wratislavia Cantans będzie niemiecki twórca doby baroku – Georg Philipp Telemann. Kompozytor, poeta, poliglota, a przede wszystkim tytan pracy, który był opłacany przez swych chlebodawców znacznie lepiej niż żyjący w tym samym czasie Johann Sebastian Bach. Lipski kantor cenił zresztą swojego kolegę – został on nawet ojcem chrzestnym jednego z jego synów, Carla Philippa Emanuela.

Składająca się z siedmiu części Overture-Suite D-dur to rozbudowana, pełna przepychu i rozmachu kompozycja, doskonale obrazująca skalę talentu Telemanna. Otwiera ją majestatyczna Uwertura, po której następują pełne wdzięku tańce – menuet, gawot i passacaglia. Liryczna, melodyjna Aria przynosi wytchnienie, a Les Postillons wyróżnia się ostrą rytmiką i energicznym, żywym charakterem. Całość wieńczy uroczysta Fanfara.


Die Donnerode to kantata przeznaczona na pięć głosów solowych (sopran, alt, tenor oraz dwa basy), chór i orkiestrę. Utwór powstał dla upamiętnienia ofiar trzęsienia ziemi w Lizbonie w 1755 roku. Historycy szacują, że kataklizm pochłonął około dziewięćdziesiąt tysięcy osób. Mieszkańcy miasta ginęli nie tylko bezpośrednio w wyniku wstrząsów. Wielkie żniwo zebrały wysokie na dwadzieścia metrów fale tsunami, które wdarły się do ruin, a także szalejące wszędzie pożary. Wstrząsy były tak silne, że odczuwano je nawet w Wenecji, o czym pisał w swoich memuarach Giacomo Casanova. Kantata Telemanna zabrzmiała po raz pierwszy w 1756 roku w hamburskim kościele św. Jakuba. Utwór spodobał się tak bardzo, że cztery lata później kompozytor zdecydował się dopisać drugą część. Die Donnerode to dzieło niezwykle dramatyczne, intensywne i angażujące. Ważną funkcję pełnią w nim instrumenty dęte blaszane, a także kotły, które imitują trzęsienie ziemi. Był to jeden z utworów najczęściej wykonywanych za życia kompozytora. Także i dziś jego rozmach wywiera na słuchaczach wielkie wrażenie.

Wykonawcy:
Jarosław Thiel – dyrygent
Marzena Michałowska – sopran
Wanda Franek – alt
Karol Kozłowski – tenor
Martin Schicketanz – bas
Henryk Böhm – bas
Dresdner Kammerchor
Michael Käppler – przygotowanie chóru
Wrocławska Orkiestra Barokowa

Wrocław Baroque Ensemble, fot. Łuksza Rajchert

13 września 2020, godz. 20.00
"Światła dla świata"

Tradycją festiwalu Wratislavia Cantans stało się prezentowanie polskiej muzyki dawnej. Tym razem Wrocław Baroque Ensemble pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka wykona dzieła Jacka Różyckiego herbu Doliwa, twórcy działającego w drugiej połowie XVII wieku.

Pewnych detali z biografii kompozytora zapewne nigdy nie poznamy. Nie wiemy, kiedy dokładnie się urodził ani kiedy zmarł. Znamy za to dość dobrze przebieg jego pełnej sukcesów kariery zawodowej. Różycki musiał być sprawnym organizatorem, ponieważ służył jako kapelmistrz na dworze królewskim dość długo, w czasie rządów aż czterech władców: Jana II Kazimierza, Michała Korybuta Wiśniowieckiego, Jana III Sobieskiego i Augusta II Mocnego. Pełnił też funkcję sekretarza królewskiego za rządów trzeciego z wymienionych monarchów, a za czasów panowania ostatniego z nich przeniósł się do Drezna, gdzie kierował polsko-saską kapelą królewską.

Różycki komponował głównie religijne utwory wokalno-instrumentalne, ponieważ takich dzieł oczekiwali jego chlebodawcy. Do naszych czasów nie dotrwał żaden z jego autografów – dorobek artysty znamy tylko z odpisów i pośmiertnych wydań. Wiadomo, że królewski kapelmistrz pisał także instrumentalną muzykę świecką, ale wszystkie jego kompozycje tego typu zaginęły. Zachowane utwory są identyfikowane najczęściej dzięki podpisowi H.R.; pierwsza litera to inicjał łacińskiej wersji imienia twórcy – Hyacinthus.

Promocja twórczości tego kompozytora wpisuje się w działalność Andrzeja Kosendiaka w dziedzinie muzyki dawnej. Dyrygent ten już od wielu lat konsekwentnie przywraca publiczności zapomnianych, a przecież tak wartych poznawania, polskich kompozytorów minionych epok.

Wykonawcy:
Andrzej Kosendiak – dyrygent
Wroclaw Baroque Ensemble


informacja prasowa

Przegląd nowego kina włoskiego – Cinema Italia Oggi 2020

Lunga vita all’Italia! W dniach 14-21 sierpnia Kino Nowe Horyzonty zaprasza na Cinema Italia Oggi – przegląd najnowszych produkcji ze słonecznej Italii. 


W programie znalazło się 8 wyjątkowych filmów, które zdobyły uznanie krytyków na światowych festiwalach i cieszyły się wielką popularnością wśród włoskich widzów. Na ekranach zobaczymy m.in. wyróżnioną Nagrodą FIPRESCI na Berlinale 2019 Dafne, trzymający w napięciu thriller Efekt domina i szaloną komedię o niezwykłej super-agentce Praca jak każda.

Oprócz świeżych premier, w repertuarze tegorocznego przeglądu Cinema Italia Oggi znajdą się także dwie perły z przeszłości. Pierwszą z nich będzie Koneser (2013) w reż. Giuseppe Tornatore – nagrodzony aż sześcioma „włoskimi Oscarami”, czyli nagrodami David di Donatello, ze znakomitą muzyką zmarłego w lipcu Ennio Morricone. Pokaz Konesera to nasz hołd złożony w stronę mistrza muzyki filmowej, który współpracował m.in. z Sergio Leone, Pierem Paolo Pasolinim czy Quentinem Tarantino.
Drugą perłą będzie specjalny seans La Strady­ (1954) – jednego z najważniejszych dzieł w dorobku Federica Felliniego (m.in. Oscar dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego). Pokaz jest ukłonem w stronę reżysera, który w tym roku obchodziłby swoje setne urodziny.

Program

14 sierpnia (piątek)
18:00 | „Dafne”, reż. Federico Bondi, Włochy 2019
20:15 | „Koneser”, reż. reż. Giuseppe Tornatore, Włochy 2013

15 sierpnia (sobota)
19:00 | „Bangla”, reż. Phaim Bhuiyan, Włochy 2019
20:15 | „Fajnie by było”, reż. Ginevra Elkann, Włochy, Francja 2019

16 sierpnia (niedziela)
20:00 | „Lucania”, reż. Gigi Roccati, Włochy 2019

17 sierpnia (poniedziałek)
20:00 | „Mistrz”, reż. Leonardo D’Agostini, Włochy 2019

18 sierpnia (wtorek)
20:00 | „Utrapienie i uciecha”, reż. Simone Godano, Włochy 2019

19 sierpnia (środa)
20:00 | „Efekt Domina”, reż. Alessandro Rossetto, Włochy 2019

20 sierpnia (czwartek)
20:00 | „Praca jak każda”, reż. Riccardo Milani, Włochy 2019

21 sierpnia (piątek)
20:00 | „La Strada”, reż. Federico Fellini, Włochy 2019


informacja prasowa

Millennium Docs Against Gravity jesienią we Wrocławiu i w sieci

Wrocławska odsłona 17. festiwalu filmów dokumentalnych Millennium Docs Against Gravity rozpocznie się w Dolnośląskim Centrum Filmowym już za nieco ponad miesiąc - wystartuje 4 i potrwa do 13 września. Festiwal po raz pierwszy odbędzie się w hybrydowej formie: najpierw w kinie, a nieco później w sieci.


Millennium Docs Against Gravity to największy w Polsce festiwal filmów dokumentalnych. Festiwal od początku swojego istnienia stawia na kino dokumentalne najwyższej próby oraz pogłębioną dyskusję na temat współczesnego świata. Zaplanowana na wiosnę 17. edycja Millennium Docs Against Gravity w związku z pandemią koronawirusa musiała zostać przeniesiona na drugą połowę roku.
–  Chcemy, aby nasza niemal 100-tysięczna widownia mogła cieszyć się najlepszym w historii programem festiwalu w bezpiecznej atmosferze. Dlatego nasz festiwal, na który składają się pokazy najlepszych filmów, spotkania z wybitnymi twórcami, warsztaty i wystawy, odbędzie się w późniejszym terminie – tłumaczył przenosiny festiwalu jego dyrektor, Artur Liebhart.

W tradycyjnym, majowym terminie zorganizowane zostało Docs Against Isolation – internetowe wydarzenie, podczas którego widzowie mogli oglądać filmy z poprzednich edycji festiwalu czy brać udział w spotkaniach z twórcami i ekspertami. Cieszyło się ono ogromną popularnością: przyciągnęło aż 16 500 osób uczestników, a zaproponowane w ramach Docs Against Isolation filmy obejrzano ponad 113 000 razy.

Zwiastun festiwalu


Po sukcesie archiwalnej odsłony sieciowej, pora wrócić na salę kinową  –   17. edycja Millennium Docs Against Gravity odbędzie się we Wrocławiu (ale też Warszawie, Katowicach, Poznaniu, Lublinie i Bydgoszczy) w dniach 4-13 września. Tegoroczna odsłona odbędzie się pod hasłem "Z czułości do świata".

– To dla nas ogromna radość, że na tę filmową ucztę po raz kolejny zaprosimy gości do Dolnośląskiego Centrum Filmowego, które jest partnerem Millennium Docs Against Gravity niemal od początku. Radość jest o tyle większa, że obecny rok jest dla DCF wyjątkowy, bo właśnie teraz obchodzimy 110. rocznicę pierwszego seansu filmowego w otwartym 3 września 1910 roku kinie Palast Theater w przedwojennym Breslau – mówi Jarosław Perduta, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Filmowego.  – Mamy więc przyjemność witać gości festiwalowych w najważniejszym miesiącu naszego jubileuszu. Jednocześnie zapewniamy, że dołożymy wszelkich starań, aby kino było miejscem bezpiecznym dla widzów. Ważne jest dla nas, aby oglądali filmy w komfortowych warunkach, pamiętając jednak o zasadach higienicznych, które obowiązują we wszystkich placówkach kulturalnych

Doświadczenie pandemii sprawiło jednak, że w 2020 roku festiwal po raz pierwszy zostanie zorganizowany w nowatorskiej hybrydowej formie. Na czym będzie ona polegała? Po zakończeniu edycji kinowej wybór festiwalowych filmów będzie można obejrzeć online, podobnie jak miało to miejsce podczas trwania Docs Against Isolation - tym razem jednak wybrane tytuły będą nowościami po raz pierwszy pokazywanymi w Polsce. Sieciowa część festiwalu potrwa od 19 września do 4 października.

Bilety w sprzedaży od 21 sierpnia

Bilety w cenach 14 i 16 złotych (pojedyncze seanse, cena zależna od godziny projekcji) dostępne będą w kasach Dolnośląskiego Centrum Filmowego, na MDAG.pl i dcf.wroclaw.pl od 21 sierpnia. Przy zakupie minimum 6 biletów każdy z nich kosztował będzie 14 złotych; bilety na pokazy dla seniorów i rodzin kosztować będą 12 złotych. Pełny program ogłoszony zostanie w najbliższych dniach - zapraszamy do śledzenia strony festiwalu i wrocławskiego profilu Millennium Docs Against Gravity na Facebooku: www.facebook.com/MDAGWroclaw. 

informacja prasowa

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Święto literatury na Roztoczu – na żywo i online. VI edycja Festiwalu Stolica Języka Polskiego

Od 2 do 8 sierpnia 2020 r. trwa Festiwal Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie, a jego gośćmi, podobnie jak w latach ubiegłych, są znakomici pisarze, krytycy, językoznawcy, artyści i gwiazdy estrady. W programie szóstej edycji przedsięwzięcia przeważają liczne dyskusje o literaturze, ale nie zabraknie też spektakli, wieczorów poetyckich, koncertów czy wystaw.



Jest również bogata oferta wartościowej rozrywki dla najmłodszych, m.in. spotkania z autorami książek dla dzieci, warsztaty muzyczne i plastyczne. W tym roku program Małej Stolicy Języka Polskiego rozdzielono terminami od programu głównego, a kilka z propozycji będzie dostępnych jedynie online, ale zasadniczo Festiwal odbywa się w tradycyjnej, plenerowej formie z bezpośrednim udziałem publiczności. Wszystkie wydarzenia są całkowicie bezpłatne, jednak ze względu na procedury sanitarne każdy z uczestników zobowiązany jest do wypełnienia oświadczenia o stanie zdrowia

Na początek organizatorzy zapraszają do Zamościa (Niedziela w Zamościu na Rynku Wodnym), a potem do urokliwego, festiwalowego miasteczka nad brzegami Wieprza - Szczebrzeszyna. Tradycyjnie, w harmonogramie imprezy uwzględniono nie tylko spotkania autorskie, ale też atrakcje rekreacyjne np. literacką wyprawę rowerową do okolicznych wąwozów. Będzie również „Mecz poetycki”, gra literacka „Pierwsze zdanie” , instalacja dźwiękowa o komunikacji drzew „Usłyszane”
.

Wiesław Myśliwski, fot. Rafał Siderski

W ramach Festiwalu przyznana zostanie Nagroda „Człowiek Słowa” (laureaci poprzednich edycji to Urszula Kozioł, Wiesław Myśliwski, Maja Komorowska), Nagroda Wielkiego Redaktora (w 2018 roku otrzymała ją Marianna Sokołowska, a w 2019 – Małgorzata Szczurek), ogłoszony zostanie kolejny Apel Szczebrzeski, zainicjowany w trosce o ochronę bogactwa polszczyzny.

Patronem tegorocznej edycji Festiwalu Stolica Języka Polskiego jest Cyprian Kamil Norwid, 
a lista zaproszonych gości obejmuje ponad 70 nazwisk. Do Szczebrzeszyna i Zamościa przyjadą m.in.: Justyna Bargielska, Justyna Bednarek, Edwin Bendyk, Wojciech Bonowicz, Jerzy Bralczyk, Elżbieta Cherezińska, Sylwia Chutnik, Stefan Chwin, Grzegorz Gauden, Mikołaj Grynberg, Grzegorz Kasdepke, Izolda Kiec, Wawrzyniec Konarski, Maja Komorowska, Ryszard Koziołek, Janusz Kukuła, Mikołaj Łoziński, Leszek Mądzik, Mira Marcinów, Zygmunt Miłoszewski, Michał Ogórek, Michał Rusinek, Barbara Sadurska, Dominika Słowik, Paweł Śpiewak, Filip Springer, Nula Stankiewicz, Mariusz Szczygieł, Jerzy Trela, Adam Woronowicz,Adam Wajrak, Marcel Woźniak, Jakub Żulczyk i wielu innych twórców.

Maja komorowska, fot. Rafał Siderski

Pełny harmonogram Festiwalu można znaleźć na stronie www.stolicajezykapolskiego.pl.
Kuratorką programu głównego jest Justyna Sobolewska, a kuratorkami sekcji dziecięcej: Magdalena Kłos - Podsiadło i Katarzyna Stoparczyk.

Przygotowany przez organizatorów zestaw wydarzeń to doskonała propozycja nie tylko dla miłośników książek. Festiwal w Szczebrzeszynie przyciąga też pięknem roztoczańskich krajobrazów i wyjątkowym, wakacyjnym klimatem.

Więcej informacji na:
www.stolicajezykapolskiego.pl
Film z Festiwalu 2018:
https://www.youtube.com/watch?v=LJLO5pPQhtg&t

informacja prasowa

niedziela, 2 sierpnia 2020

JÓZEF MEHOFFER – STUDIUM DO AUTOPORTRETU I INNE RYSUNKI - wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie

W marcu 2019 roku, w 150. rocznicę urodzin Józefa Mehoffera, dr Wiesław Zadęcki podarował MNK zespół jego rysunkowych studiów i portretów, które w szerokim wyborze prezentowane są na pokazie. Ekspozycja potrwa do 4 października 2020 roku.



Ofiarodawca, już niestety nieżyjący, był fizykiem, a jednocześnie wykazywał doskonałą orientację w kwestiach artystycznych. Akcentował silnie fakt, że kolekcję dzieł Mehoffera przekazuje Muzeum zgodnie z wolą swoich rodziców, Haliny i Stanisława Zadęckich, których z artystą łączyły bliskie, przyjacielskie relacje. W czasie wojny mieszkali oni wraz z synem w Krakowie. Wiesław Zadęcki poznał wówczas, jako kilkuletni chłopiec, Józefa Mehoffera i ze spotkań z nim zachował wiele wspomnień, które nam przekazał. Są one bardzo cenne, gdyż dokumentują zupełnie nieznany wątek w biografii artysty (ich zapis dostępny jest na stronie internetowej Domu Józefa Mehoffera, Oddziału MNK).

Józef Mehoffer, studium do autoportretu, MN w Krakowie

Wśród rysunków, które prezentujemy na wystawie, centralne miejsce zajmuje studium do olejnego Autoportretu artysty z 1937 roku, namalowanego dla galerii rektorów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W pokoju Zbigniewa Mehoffera, w którym zaaranżowaliśmy pokaz, eksponowana jest na stałe autorska replika tego wizerunku.

W darze otrzymaliśmy też malowane przez Mehoffera portrety Haliny i Stanisława Zadęckich. Inne jego cenne prace podarowane MNK to studium Św. Klaudiusz (1912–1913) do witraża fryburskiego Diakoni i biskupi, Akt chłopca (1899–1900), będący studium do projektu fryzu na gmach Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie oraz wizerunek żony artysty Jadwigi z 1929 roku.


Kurator/koordynator – Beata Studziżba-Kubalska
Aranżacja wystawy – Magdalena Bujak

informacja prasowa

Urszula Broll. Atman znaczy Oddech - wystawa w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni

Od 23 czerwca do 27 września 2020 r. trwa retrospektywa malarstwa Urszuli Broll w Muzeum Rzeźby w Królikarni. To opowieść o trwającym wiele dekad życiu oraz twórczości niezwykłej i niesłusznie zapomnianej artystki.




Początki działalności artystycznej Urszuli Broll (1930–2020) przypadły na trudne lata powojenne. Artystka nigdy jednak nie tworzyła na zamówienie komunistycznych władz. Jako jedna z nielicznych kobiet aktywnie kształtowała powojenną awangardę artystyczną i tzw. katowicki underground.

Tytułowy atman (z sanskrytu duch, oddech) pojawił się w twórczości Broll w 1967 roku i wiąże się z działalnością katowickiej Grupy Oneiron. W pracowni, którą artystka prowadziła z mężem Andrzejem Urbanowiczem, powstało w latach 60. XX wieku laboratorium eksperymentów duchowych i artystycznych. Dyskutowano tam o filozofii, religii, magii, okultyzmie i gnozie.

Najważniejszym dziełem grupy katowickich artystów jest Leksykon (Encyklopedia symboli). Składa się z 30 czarnych kartonów, z których każdy przypisany jest do jednej z liter polskiego alfabetu. Asumptem do powstania kolejnych kart było każdorazowo osobne hasło: atman, ból, cefalus, drzewo…, dopełniane przez artystów nowymi słowami i rysunkami według ściśle określonego harmonogramu. Sposób nanoszenia własnych pomysłów i oznaczeń przypominał gry surrealistów – kolejność ustalano przez losowanie. Jedynym ograniczeniem twórców był dobór kolorów. Oprócz bieli dopuszczalna była barwa boskiej światłości – srebrna lub złota. Pierwszy kwadrat A, który przypadł Broll, miał się odnosić właśnie do pojęcia atman.


Urszula Broll, Galeria BWA Karkonosze

Podczas gdy Urbanowicz zgłębiał tajniki zachodniego okultyzmu, ezoteryki i alchemii, Broll odkrywała mistykę Indii, taoizm, filozofię zen i tantrę. Tłumaczyła też teksty Carla Gustava Junga. Pod wpływem lektur i dalekowschodnich praktyk medytacyjnych rozwijała się nowa twórczość artystki. W latach 80. XX wieku Broll podążając za wspólnotą buddyjską, zamieszkała w Przesiece w Karkonoszach. Nazwała ją miejscem odnalezionym. W domu na wzgórzu, w otoczeniu dzikiego ogrodu, tworzyła obrazy medytacyjne, barwne mandale i misterne czarno-białe rysunki tuszem. Malowała pejzaże gór, które nazywała stanami emocjonalnymi. W spokoju i ciszy artystka oddawała się medytacjom i tam odnalazła równowagę duchową. Malarstwo Urszuli Broll, odległe od sztuki rozumianej jako wytwarzanie obiektów, ewoluowało w kierunku, który artystka nazwała: sztuka jako joga. Praktyka ta uwolniła ją od poddawania się wymaganiom i kryteriom świata sztuki, ale również usytuowała ją poza wielkimi narracjami głównego nurtu polskiej historii sztuki.

Urszula Broll, fot. z bloga artystki

Urszula Broll zmarła w lutym 2020 roku, gdy trwały przygotowania do tej wystawy. Ekspozycja jest dla odbiorców okazją do wyciszenia się. Mandale artystki budzą rodzaj pozbawionej niepokoju tęsknoty. Wywołują przemyślenia na temat relacji człowieka z naturą i metafizycznym wymiarem rzeczywistości.

Partnerem wystawy jest Fundacja Katarzyny Kozyry. Fundacja wspiera aktywność kobiet w obszarze kultury i sztuki. Jeden z jej nowych wieloletnich projektów dotyczy pracy na rzecz zwiększenia obecności i dostrzegania aktywności kobiet na scenie artystycznej. Pierwszym zadaniem w ramach projektu, realizowanego przez Fundację przy wsparciu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Sztuki Wizualne 2019, było przeprowadzenie prac związanych z całościowym opracowaniem i prezentacją publiczności dorobku artystycznego Urszuli Broll. Fundacja wydała pierwszy kompletny katalog dzieł artystki Urszula Broll. Atman znaczy Oddech.

Kuratorka: Katarzyna Kucharska
Partner wystawy: Fundacja Katarzyny Kozyry


Film towarzyszący wystawie „Urszula Broll. Atman znaczy Oddech”, którą można oglądać w Oddziale MNW Królikarnia.



informacja prasowa

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty