Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
"Była mistrzynią konfabulacji i miała bardzo wiele wizerunków samej siebie" - pisze Ula Ryciak w nowej biografii Agnieszki Osieckiej "Potargana w miłości". Co autorka odkryła za mitem i czy udało się jej odkryć prawdziwą twarz poetessy?
okładka książki
Agnieszka Osiecka już za życia była legendą. Wkrótce po jej śmierci ukazała się pierwsza obszerna biografia poetki autorstwa Zofii Turowskiej, zatytułowana "Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką" (Prószyński i S-ka, 2000, 2008), na którą złożyły się rozmowy z nią i jej przyjaciółmi, wzbogacone o dotąd niepublikowane teksty samej poetki. Była to zatem Agnieszka Osiecka sportretowana wielokrotnie, wystąpiła także w roli narratorki tej opowieści. A już szczególnie łaskawy okazał się rok obecny. Poza tym, że wydano kolejny, II tom "Dziennika", pojawiła się również książka wspomnieniowa "Koleżanka" (Dom Wydawniczy PWN), następnie "Zdradziecką Osiecką" Piotra Derlatki wydał Dom Wydawniczy Latarnik, a "Potarganą w miłości" Uli Ryciak - Wydawnictwo Literackie. Ta ostania wydaje się być najbardziej oryginalną próbą opowiedzenia o Osieckiej.
Wiedziała, jak chce budować własną legendę - mówiła w wywiadzie z Magdaleną Smęder pisarka i scenarzystka Ula Ryciak.Często musiałam się przebijać przez mur prawd obiegowych, sentymentalnych klisz, coś demaskować, zadawać niezręczne pytania, żeby zrzucić ją z posągu, bardziej ją zobaczyć.
Biografia jak film
Właśnie słowo "zobaczyć" zdaje się być kluczem do tej biografii, ponieważ opowieść ta przypomina raczej narrację filmową, co jest zrozumiałe, jeśli zważyć, że autorka jest scenarzystką. Sądzę jednak, że to coś więcej niż zawodowy nawyk. To przede wszystkim świadomy zamysł, aby pokazać bohaterkę "w ruchu", a więc zmienną i momentami nieuchwytną.
Film, dodajmy, dokumentalny, choć wykreowany zarazem. Towarzyszymy bowiem bohaterce od pewnego mrocznego poranka, kiedy wychodzi z domu w charakterystycznym fioletowym płaszczu i wchodzi do Cafe Sax, potem następują retrospekcje, a na koniec pierwszego rozdziału, w piątek, 7 marca 1997 roku odchodzi na zawsze. Jaka była? Odchodziła dyskretnie, taktowna tak w chorobie, jak i w życiu.
Sprawiała wrażenie ekstrawertyczki. Ciągle coś opowiadała! Taką kreowała legendę. W rzeczywistości Agnieszka Osiecka była skrytą osobą - stwierdza Ula Ryciak i rozpoczyna swoje własne, wnikliwe "śledztwo w sprawie".
Dalej biografia Osieckiej przybiera kształt detektywistyczno-psychologicznych rozważań. Autorka przytacza różne fakty i osoby, które odegrały w życiu poetki jakąś rolę, przygląda się im uważnie i wyciąga niekiedy oryginalne wnioski.
Agnieszka Osiecka w 1965 roku
"Kochankowie z ulicy Kamiennej zamiast skoków do basenu
Osiecka, jak wiadomo, studiowała w łódzkiej filmówce, uczestnicząc pilnie w warsztatach i wykładach, ponieważ po szkole dziennikarskiej odczuwała braki w swojej edukacji, a poza tym szkoła filmowa miała szczególną atmosferę wolności. Nie uczestniczyła jednak we wspólnych szaleństwach. Zawsze była osobna i taką pozostanie. Kiedy więc Roman Polański po zdobyciu brązowego medalu na Expo w Brukseli za "Dwóch ludzi z szafą" postanowił zorganizować akcję czyszczenia basenu w ogrodzie przy szkole, wiele pięknych dziewcząt pokazało swoje wdzięki podczas skoków do basenu. Ale nie Agnieszka, która w tym czasie przemierzała smutne przedwojenne podwórka i ulice bez drzew, aby pod wpływem ich klimatu napisać piosenkę "Kochankowie z ulicy Kamiennej", którą później zaśpiewała w STS-ie Elżbieta Czyżewska.
W ogóle, będąc w szkole filmowej, Agnieszka najchętniej wciela się w różne role, natomiast jest niezdolna do zarządzania ludźmi i reżyserem nigdy nie zostanie.
Niewinna czarodziejka i mężczyźni
Agnieszka Osiecka
Dzięki szkole filmowej wystąpi także na planie "Niewinnych czarodziejów" Andrzeja Wajdy. Zrobi na nim tak wielkie wrażenie, że sportretuje potem jej postać w "Człowieku z marmuru". Agnieszka Osiecka nie kokietowała, nie miała także urody wampa, a mimo to mężczyźni zakochiwali się w niej często. I to jacy mężczyźni! Najpierw był Marek Hłasko, wówczas u szczytu sławy. Byli nawet zaręczeni, ale Hłasko wyjechał i już nie wrócił. Zresztą oboje trochę grali tę miłość, o ile to była miłość. Związki Osieckiej z mężczyznami były z reguły burzliwe i krótkie. Miały postać fascynacji, która nigdy nie przekształciła się w dojrzałe uczucie. Lista "zakochanych do nieprzytomności" jest długa. Znajdują się na niej i Wojtek Frykowski - złoty młodzieniec tamtych lat (przez kilka miesięcy mąż), Andrzej Jarecki z STS-u, Jeremi Przybora, który dla niej zostawił drugą żonę, Daniel Passent, a nawet podobno sam Giedroijć... Ale od wszystkich Agnieszka ucieka po pewnym czasie. Preferuje miłość na odległość (w listach), nie znosi prozy rzeczywistości. Przede wszystkim jest "niestrudzoną strażniczką wolności", jak ją nazywa Ula Ryciak. Chociaż... Chociaż zdarzyło jej się zakochać do nieprzytomności w młodszym o 15 lat mężczyźnie, ale wówczas gwarantem podtrzymania namiętności było niespełnienie.
I chociaż - jak to określiła w tytule autorka biografii - Agnieszka Osiecka była potargana w miłości, to jednak nieustannie tę miłość rekomendowała:
Przyjaciele moi i moje przyjaciółki!
Nie odkładajcie na później
ani piosenek, ani egzaminów,
ani dentysty, a przede wszystkim
nie odkładajcie na później miłości.
"W podróży" jak Holly Golightly
Agnieszka Osiecka napisała dla Kaliny Jędrusik piosenkę zatytułowaną "Ja nie chcę spać", do spektaklu na podstawie opowiadania Capote`a "Śniadanie u Tiffany`ego". Piosenka zrobiła furorę. Autorce tekstu udało się zawrzeć w niej to, co dla niej, a także dla postaci stworzonej przez pisarza było najistotniejsze, a mianowicie obie były wolne i obie nieustannie gotowe do podróży.
Agnieszka Osiecka była obywatelką świata. Wyjeżdżała za granicę już w czasach głębokiego PRL-u: do Paryża, Londynu, do Stanów Zjednoczonych... Bywała tam wielokrotnie i przez długie miesiące, poznawała ludzi, miejsca, a potem tworzyła swoje piosenki. Dworzec w Cansas City, który opisała w konwencji retro, już nie istnieje. Pozostał tylko w znanej piosence Skaldów. W sumie spędziła w Ameryce cztery lata. Spotkała tam ponownie Hłaskę.
Nieustanne podróże, wędrówki, spotkania z różnymi ludźmi stały się dla niej źródłem niezliczonych historyjek, które opowiadała po wielokroć, ubarwiając towarzyskie spotkania. Były także źródłem kolejnych piosenek.
Myślę, że ta rozmowność to była dla niej forma oddychania, podstawowa czynność organizmu - powie jej córka Agata. Mama miała niesamowity wprost dar narracji, patrzenia polegającego na tym, że widziała to samo, co my wszyscy, tylko inaczej.
Wydaje się, że ów dar narracji nieobcy jest również Uli Ryciak, która opowiada o Agnieszce Osieckiej przenikliwie się jej przyglądając.
Ula Ryciak ze swoją książką, zdjęcie ze strony autorki
Książka Uli Ryciak "Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej" ukazała się w Wydawnictwie Literackim.
Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w lipcu 2015 r.
Program 3 Polskiego Radia zaprasza od poniedziałku 14 grudnia na prezentacje piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej, archiwalnych koncertów z jej udziałem oraz wywiadów z wybitną poetką, autorką sztuk teatralnych i reżyserką, której życie i twórczość były nierozerwalnie związane z Polskim Radiem i Trójką. Akcja antenowa „Osiecka w Trójce”, która potrwa do końca roku, związana jest z premierą – startującego 25 grudnia – serialu TVP „Osiecka”. Program 3 jest patronem medialnym tej produkcji.
Agnieszka Osiecka w 1977 r./fot. Witold Rozmysłowicz, PAP
Agnieszka Osiecka była przede wszystkim poetką, autorką ponad dwóch tysięcy tekstów piosenek –takich, jak m.in. „Zielono mi”, „Polska Madonna”, „Sing sing”, „Damą być”, „Niech żyje bal”. Choć powstały dziesiątki lat temu, są znane, śpiewane i interpretowane do dziś.
Dla Studenckiego Teatru Satyryków, z którym była związana do 1972 roku, napisała ponad 166 tekstów. Na pierwszym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w 1963 roku odniosła wielki sukces, otrzymując nagrodę indywidualną za „Piosenkę o okularnikach” oraz sześć wyróżnień za piosenki: „Białe małżeństwo”, „Czerwony Kapturek”, „Gdzie jest szlagier”, „Kochankowie z ulicy Kamiennej”, „Solo na kontrabasie”, „Ulice wielkich miast”. Współpracowała m.in. z Kaliną Jędrusik, Magdą Umer,Ewą Demarczyk,Marylą Rodowicz, Łucją Prus, Wojciechem Młynarskim, Markiem Grechutą. Była ceniona także jako poetka, powieściopisarka i autorka sztuk teatralnych. Zmarła 7 marca 1997 roku w wieku 61 lat.
Często i chętnie współpracowała z Polskim Radiem, a w szczególności z Trójką. Od 1963 roku – przez 7 lat – prowadziła z Janem Borkowskim „Radiowe Studio Piosenki”, które wydało ponad 500 piosenek i pozwoliło na wypromowanie wielu gwiazd polskiej estrady. Po jej śmierci jej imieniem nazwano muzyczne studio koncertowe radiowej Trójki, w którym występowały takie gwiazdy, jak m.in. Diana Krall, Leonard Cohen, Sting, Gordon Haskell, Simply Red oraz czołówka polskiej sceny muzycznej. A Tori Amos, która zagrała tu kilka razy mówi, że pod względem jakości akustyki jest to trzecie na świecie radiowe studio koncertowe. Nie bez powodu występ w Muzycznym Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej jest dziś nobilitacją dla wszystkich artystów, a transmisje odbywających się tu koncertów od ponad 30 lat gromadzą przed radiowymi odbiornikami tysiące słuchaczy. Co roku odbywają się tu również eliminacje oraz finał Festiwalu „Pamiętajmy o Osieckiej” organizowanego przez Fundację „Okularnicy” prowadzoną przez Agatę Passent, córkę artystki.
W związku z zaplanowaną na 25 grudnia premierą serialu poświęconemu życiu i twórczości Osieckiej, Program 3 – patron gorąco oczekiwanej produkcji w reżyserii Roberta Glińskiego i Michała Rosy z Magdaleną Popławską i Elizą Rycembel w tytułowej roli – przygotował specjalny antenowy cykl „Osiecka w Trójce”. W jego ramach zaprezentowane zostaną piosenki do tekstów poetki oraz wywiady i koncerty z jej udziałem pochodzące z radiowego archiwum.
Autorskie prezentacje piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej emitowane będą od 14 do 31 grudnia w audycjach „Pora na Trójkę” (godz. 6.05-8.45), „Trójka do Trzeciej” (11.05-15.00) i „Zapraszamy do Trójki” (16.05-19.00). Nie zabraknie również retransmisji archiwalnych Trójkowych koncertów z udziałem artystki.20 grudnia Program 3 zaprasza na koncert „Kobiety mojego życia” (godz. 19.00) prowadzony przez Osiecką, a 25 grudnia stacja z ul. Myśliwieckiej przypomni „Pożegnanie Agnieszki” – występ Skaldów wraz z gośćmi z okazji otwarcia po remoncie muzycznego studia i nadania mu imienia A. Osieckiej (godz. 16.00). A wreszcie 27 grudnia będzie można posłuchać recitalu „Marcin Januszkiewicz śpiewa piosenki Osieckiej”.
Ponadto od 15 do 31 grudnia w „Trójce do Trzeciej” rozmowy z twórcami i aktorami serialu „Osiecka” i relacje z planu filmowego.
***
Polskie Radio, obchodzące w tym roku 95-lecie istnienia, jest największym publicznym nadawcą radiowym w Polsce, emituje autorskie audycje muzyczne, programy publicystyczne, popularnonaukowe, edukacyjne, społeczne, rozrywkowe, familijne, religijne oraz słuchowiska i reportaże. Posiada cztery ogólnopolskie Programy – Jedynkę, Dwójkę, Trójkę, Polskie Radio 24 oraz Polskie Radio dla Zagranicy, a przez Internet, aplikacje i w systemie DAB+ nadaje: Czwórkę, Polskie Radio Dzieciom, Polskie Radio Chopin i Polskie Radio Kierowców. Portal polskieradio.pl publikuje codziennie najważniejsze wiadomości z kraju i ze świata oraz udostępnia unikatowe serwisy specjalne, materiały archiwalne i multimedia.
Ów rok, o którym pisze Agnieszka Osiecka w drugim tomie swoich Dzienników, to rok 1951. Czasy stalinizmu w Polsce. Agnieszka ma piętnaście lat...
Agnieszka Osiecka, Dzienniki 1951, Wyd. Prószyński i S-ka
O czym pisze dorastająca poetka? O przyjaźniach, miłościach, codziennych sprawach. I już wówczas przymierza się do pisania, czując wszakże, że jest na to za wcześnie:
Wyobrażam sobie, jak bezmiernie głupie byłoby wszystko, co bym napisała. Nie wiem nic o życiu, nie znam go, nie znam na tyle żadnej jego dziedziny, abym mogła o niej pisać, walczyć o nią lub przeciw niej, dążyć do jakichkolwiek zmian. (...) Nie mam idei.
Może na pisanie za wcześnie, ale Agnieszka jest szalenie chłonna i ciekawa świata i ludzi. Zawiera nowe przyjaźnie, a potem analizuje osobowości swoich znajomych, a przy okazji dokonuje autoanaliz.
Ludwik jest dużo, dużo mądrzejszy ode mnie i tyle przeżył, a przecież rozumie mnie i ja rozumiem Jego (Ludwik uważa się za "nadczłowieka", wtedy ja też tak myślałam. Idiotyzm! To, że studiuję go jak książkę, to nie "ubóstwienie". Poznajemy się i c h c e m y się poznać, a to jest najważniejsze.
Z Ludwikiem rozmawia też o jego wojennych przeżyciach w Rosji, ale nie zatrzymuje się nad tym. Komentuje natomiast proces pokazowy ks. Piotra Oborskiego, sądzonego "za usiłowanie zmiany przemocą ustroju PRL oraz podżeganie do zabójstwa czteroletniego chłopca". Mimo absurdalności zarzutów, Agnieszka (i zapewne nie tylko ona) przyjmuje naiwnie to, o czym słyszy podczas radiowej transmisji, chwaląc przy tym nie tylko wystąpienie oskarżyciela, ale także komentarze do rozpraw Wandy Odolskiej, dziennikarki Polskiego Radia, która była sprawozdawczynią z procesów AK-owców i wychwalała Stalina. Osiecka pisze:
Dla mnie ona jest w tej chwili najlepszą tego rodzaju l i t e r a t k ą w Polsce i ... niedoścignionym ideałem.
W 1951 roku nadal trenuje pływanie, dużo czyta, chętnie się uczy. Słowacki ją nudzi, ale chwali Bułhakowa i interesuje się postacią Puszkina. Lubi czytać Tadeusza Boya - Żeleńskiego i Bernarda Show. Zapisuje się do ZMP, ale zebrania ją nużą. Natomiast uwielbia rozmawiać z ludźmi i przejmuje się ich problemami. Np. Hanką, której nikt nie lubi, a którą poznała w jednej ze szczerych rozmów na basenie. Matka dziewczynki siedzi w więzieniu, a ojciec nie żyje. Jest biedna, ale zawsze uśmiechnięta i ma sportowe ambicje. Koleżanki jej nie lubią, ponieważ uważają, że wykorzystuje swoją sytuację, aby wzbudzić litość. Natomiast Agnieszka tak to komentuje:
Za bardzo odczuwam tragizm położenia Hanki z takim stosunkiem, jaki ona doń ma, i beznadziejność jej przyszłości, jaką to za sobą pociąga, abym miała stać się wrogiem Hanki.
Wrażliwa, empatyczna, sama przeżywa rozstanie rodziców, którzy właśnie się rozwodzą. Jest pełna współczucia dla matki, krytycznie ocenia ojca, zachowując jednocześnie dystans wobec całej tej sprawy.
Ważnym wątkiem są także wyjazdy poza Warszawę - w plener, np. rowerem do Radości. Kiedy o tym pisze w Dziennikach, możemy już rozpoznać Osiecką - poetkę:
Wracając (z wiatrem!) poszłam na łąki nadwiślańskie, usiane plamami niebieskimi, jak oczy nieba stawami, z których unosiły się odgłosy pierwszego wiosennego koncertu żab.
Agnieszka Osiecka z godną podziwu konsekwencją zapisuje swoje życie dzień po dniu, mimo bardzo aktywnego trybu życia. Szkoła, nauka języków obcych, treningi, spotkania towarzyskie... Czasami aż zastanawia, kiedy miała na to czas. A jednak potrzeba refleksji na temat otaczającego ją świata i ludzi, a także samej siebie, była tak silna, że swoje zapiski tworzyła przez całe życie. Dzięki temu możemy teraz wniknąć przez nie do tamtego świata i przyjrzeć mu się z bliska. A także lepiej poznać samą Osiecką.
"Dzienniki 1951" Agnieszki Osieckiej ukazały się 7 października 2014 r. w Wydawnictwie Prószyński i S-ka Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.
Agnieszka Osiecka urodziła się 9 października 1936 roku. W latach 60. pracowała w Polskim Radiu, gdzie prowadziła Radiowe Studio Piosenki. By upamiętnić jej życie i twórczość, Program 3 przypomina w sierpniu mniej znaną twórczość poetki – w audycji „Do trzech razy nuta”. W ramach akcji „Mamy kota na punkcie Osieckiej” zaplanowany został specjalny koncert z tekstami poetki. Powstanie również premierowy spektakl dedykowany artystce.
Agnieszka Osiecka od 1963 roku, przez siedem lat, prowadziła z Janem Borkowskim słynne Radiowe Studio Piosenki, które wydało ponad 500 piosenek i wypromowało wiele wielkich gwiazd polskiej estrady – m.in. Ewę Demarczyk, Marka Grechutę czy Wojciecha Młynarskiego. By upamiętnić życie i twórczość poetki, Program 3 Polskiego Radia zaplanował audycje wspomnieniowe oraz specjalny koncert z jej utworami. A to wszystko pod wspólnym szyldem „Mamy kota na punkcie Osieckiej”. Jednym z celów akcji jest przypomnienie mniej znanych dzieł artystki i przybliżenie jej twórczości młodemu pokoleniu słuchaczy. – Poezja oparta jest na tym, co dobre i piękne, a czego nie można do końca poznać. Poezję trzeba cały czas odkrywać, starać się ją zrozumieć – również w nowych czasach i okolicznościach – mówi Paweł Kwieciński, redaktor naczelny Programu 3 Polskiego Radia.
Już w sierpniu, w każdą niedzielę w audycji „Do trzech razy nuta” Roman Dziewoński – dziennikarz i pisarz, który znał Agnieszkę Osiecką osobiście – prezentuje mniej znane utwory z jej teksami. Ale nie tylko. – Staram się pokazać Osiecką szerzej; przypomnieć słuchaczom, że pisała naprawdę różnorodne rzeczy, przybliżyć mniej znane wątki jej twórczości. Agnieszka pięknie bawiła się polszczyzną, zabawy słowem sprawiały jej wielką frajdę, co często nam umyka, kiedy słuchamy tych najbardziej popularnych wykonań jej tekstów – mówi Roman Dziewoński. Autor pracuje również nad spektaklem słowno-muzycznym, którego premiera odbędzie się jeszcze w tym roku.
Ale już w październiku w Muzycznym Studiu im. Agnieszki Osieckiej Trójka zorganizuje specjalny koncert z okazji 85. rocznicy urodzin poetki. – Pracujemy nad scenariuszem i rozmawiamy z artystami, którzy zaśpiewają teksty Osieckiej. Szczegóły wydarzenia podamy w najbliższym czasie – zapowiada Paweł Kwieciński.
•Audycja Romana Dziewońskiego „Do trzech razy nuta” w Trójce w każdą niedzielę w godz. 14.00-16.00.
Poznaliśmy pierwszych czytających 9. edycji Europejskiej Nocy Literatury: wiemy już, że w literacką podróż (bo takie właśnie hasło przyświeca w tym roku ENL) zabiorą nas Eliza Rycembel, Jarosław Boberek i Andrzej Zieliński. Nadchodząca odsłona wydarzenia odbędzie się 29 sierpnia na osiedlu Powstańców Śląskich.
Jak co roku, fragmenty dzieł europejskiej literatury usłyszeć będzie można we Wrocławiu w wykonaniu wybitnych polskich aktorek i aktorów. Eliza Rycembel to jedna z najciekawszych aktorek młodego pokolenia – choć na ekranie debiutowała zaledwie 6 lat temu, to na koncie ma już tak głośnie role, jak te w nominowanym do Oscara „Bożym Ciele” Jana Komasy czy „Ninie” Olgi Hajdas, a już niedługo będzie można zobaczyć ją w tytułowej roli w biograficznym serialu „Osiecka”.
Eliza Rycembel, fot. Philip Skraba
Boberka i Zielińskiego znają zarówno widzowie kinowi, jak i telewizyjni, a ich wokale rozpoznać można z licznych występów dubbingowych. Z tą ostatnią działalnością kojarzony może być szczególnie Jarosław Boberek, który jest nie tylko lektorem i aktorem dubbingowym (wystąpił m.in. w takich animowanych hitach jak „Shrek”, „Madagaskar” i „Epoka lodowcowa”), ale i reżyserem dubbingu. Andrzeja Zielińskiego pamiętać możemy z dziesiątek ról teatralnych czy filmowych, choćby w tytułach takich jak „Chłopaki nie płaczą” (reż. O. Lubaszenko), „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” (reż. M. Koterski) czy „Ziarno prawdy” (reż. B. Lankosz).
Andrzej Zieliński, fot. dzięki uprzejmości Gudejko Agencja
Kuratorem 9. odsłony wrocławskiego wydarzenia jest dziennikarz literacki i pisarz Max Cegielski. To właśnie on jest autorem koncepcji tematycznej Europejskiej Nocy Literatury 2020, która odbędzie się pod hasłem „Podróż”. Kluczem doboru tekstów nie będzie ani ich gatunek, ani data wydania - zamiast tego wybrane książki połączy motyw szeroko pojętej podróży, przemieszczania się, spaceru i wyprawy, zmiany miejsca pobytu, emigracji, ucieczki, turystyki, komunikacji. Jak co roku, 10 wybranych przez kuratora fragmentów dzieł europejskiej literatury zinterpretowane zostanie na żywo przez 10 aktorek i aktorów w 10 wyjątkowych, na co dzień trudno dostępnych lokalizacjach. Miejsca czytań rozsiane będą na osiedlu Powstańców Śląskich. Wydarzenie będzie odbywało się w tradycyjnej formule, jednak by zapewnić słuchaczom i słuchaczkom bezpieczne warunki uczestnictwa, czytania zorganizowane zostaną z uwzględnieniem wynikających z sytuacji epidemicznej wymogów sanitarnych.
Więcej informacji na temat nadchodzącej edycji Europejskiej Nocy Literatury dostępne jest na stronie Stefy Kultury Wrocław pod adresem: StrefaKultury.pl/EuropejskaNocLiteratury oraz na Facebooku: facebook.com/ENLWroclaw.
Jedna z najważniejszych postaci rodzimej sceny muzycznej, prawdziwa królowa polskiej piosenki - ma swoją barwną jak ona sama biografię.
Dodaj napis
Biografia Maryli Rodowicz, zatytułowana "Maryla. Życie Marii Antoniny", ma wszelkie cechy dziennikarstwa radiowego. Nie jest to wcale przypadkowe, jej autorką jest bowiem Maria Szabłowska - dziennikarka Pierwszego Programu Polskiego Radia, mająca na swoim koncie takie tytuły, jak: "Elvis. Amerykański sen", "Cały ten big beat" oraz "Ludzkie gadanie". Dzięki niej książka zyskała oryginalną formę.
Wywiadom z poszczególnymi rozmówcami towarzyszą "gorące" komentarze bohaterki, co nadaje całości interesujący, jakby polifoniczny, charakter. Czytając, czujemy się tak, jakbyśmy słuchali czyjejś opowieści, do której "wtrąca się" jej główny bohater. Smakowitości dodają też liczne fotografie (częstokroć pochodzące z prywatnych zbiorów i dotąd niepublikowane), listy od Agnieszki Osieckiej i od fanów, cytaty z prasy tamtych lat. A wszystko to wydane na ekskluzywnym kredowym papierze.
Wywiady z najbliższymi
Książkę rozpoczyna rozmowa z Janiną Krasucką - matką piosenkarki. Dzięki niej dowiadujemy się, że rodzice pochodzili z Wilna, a członkowie rodziny byli związani z tamtejszymi teatrami.
Poznajemy też, jak wyglądało życie tuż po wojnie, a także jakim dzieckiem była Marylka. Mimo wyjazdu do Warszawy na studia, była (i jest nadal) z matką bardzo związana. Pani Joanna śledziła uważnie karierę córki, a także często opiekowała się jej dziećmi ze związku z Krzysztofem Jasińskim, toteż wywiad ten jest kopalnią wiedzy o prywatnym życiu piosenkarki.
Maryla Rodowicz
Poznajemy początki jej kariery, a także w kim była zakochana (a trzeba zaznaczyć, że była bardzo kochliwa). Pani Joanna opowiada np. jak to Daniel Olbrychski wypłakiwał się na jej ramieniu, gdy Maryla go rzuciła, bo zawrócił jej w głowie syn ówczesnego Prezesa Rady Ministrów - Piotra Jaroszewicza, Andrzej. Ten ostatni miał gest i pieniądze, aby zarzucać piosenkarkę naręczami kwiatów, sypiąc je m.in. z ... samolotu. W ogóle Maryla miała mnóstwo adoratorów, gdziekolwiek się nie pojawiła.
Wywiadowi z mamą piosenkarki towarzyszą liczne, często prywatne i nigdy dotąd niepublikowane zdjęcia. Mało tego, znajdziemy nawet przepis na prawdziwe litewskie kołduny - specjalność Maryli i jej mamy.
W książce przeczytamy też wywiad z mężem artystki - Andrzejem Dużyńskim. Są razem od blisko trzydziestu lat. Jemu też zawdzięcza swój remake na początku lat 90., kiedy to radio, telewizja i firmy fonograficzne zamykały swoje wrota przed gwiazdami PRL-u.
Trzecim rozmówcą Marii Szabłowskiej z rodzinnego kręgu Maryli jest jej najmłodszy syn - Jędrek. Dzięki niemu możemy przyjrzeć się Maryli w roli matki.
... jest świetnym kompanem, kumplem. Mam z nią doskonały kontakt, bo ma bardzo młody umysł. (...) Jest bardzo, bardzo ciepłą osobą, taką... brakuje mi słów... taką własnie mamą, do której zawsze można zadzwonić, która zrobi rosół - mówi Marii Szabłowskiej. Pytany o wady dodaje:
Jest bardzo skupiona na sobie. Musi być tak jak ona chce. Jest trochę apodyktyczna, trochę niereformowalna.
Maryla Rodowicz
Przyjaciele, kochankowie, współpracownicy i ... ksiądz
Książka o Maryli Rodowicz to również bogactwo różnych osobowości, z których każda wnosi coś nowego, opowiadając o piosenkarce, ale również o czasach i okolicznościach towarzyszących ich relacjom.
Wśród rozmówców znajdują się autorzy tekstów i kompozytorzy, którzy tworzyli dla niej słynne przeboje: Katarzyna Gaertner ("Trzeba mi wielkiej wody", "Wsiąść do pociągu", "Małgośka"), Agnieszka Osiecka (brak wywiadu rekompensuje rozmowa z córką, Agatą Passent oraz publikowane po raz pierwszy rękopisy listów i kartek, a także jedyny w swoim rodzaju odręcznie zrobiony album).
Niekiedy - jak w przypadku Jacka Mikuły - współpraca i romans wzajemnie się dopełniały. Jemu zawdzięcza Maryla takie przeboje jak "Sing sing" czy "Damą być". Rozmowa z kompozytorem pozwala również na opowieść o trasach koncertowych, m.in. na Kubę, do NRD, Czechosłowacji, Bułgarii, czyli innymi słowy - poznajemy całą ich obyczajową otoczkę. Kopalnia wiedzy o tamtych latach! We wszystkich tych relacjach jawi się artystka jako wielbicielka biesiad, czerpiąca radość i energię ze spotkań z ludźmi.
Tam, gdzie jest Maryla, kwitnie rozmowa i jest zabawa. Ona jest duszą towarzystwa - potwierdza jej wieloletni menażer Bogdan Zep.
Maryla Rodowicz nie tylko śpiewa. Jest, można by rzec, zjawiskiem, m.in. za sprawą wspaniałych, oryginalnych kostiumów. Początkowo szyła je dla niej mama artystki, później współpracujące z nią profesjonalistki. Jedna z nich - Halina Piwowarska - kostiumografka i scenografka teatralna i telewizyjna - opowiada na ten temat wiele smakowitych szczegółów, twierdząc:
Absolutna prowokatorka. Kocham to. Właściwie każde nasze spotkanie w sprawie następnych kostiumów to było też... szukanie prowokacji.
Kostiumy Maryli są rzeczywiście odlotowe. Można się w tym utwierdzić oglądając jej zdjęcia sesyjne z różnych lat.
Wśród fanów Maryli jest również ksiądz., który prowadzi serwis prasowy artystki i uważa się za jej osobistego fotografa. Poznał ją jeszcze przed święceniami kapłańskimi. Na pytanie Szabłowskiej, jak to się ma do jego pracy duszpasterskiej, odpowiada:
Sprawami Maryli zajmuję się w moim prywatnym wolnym czasie, często po nocach (...)Udało mi się przeprowadzić wywiad z Marylą dla "Przewodnika Katolickiego" i w jakiś sposób ukazać nieco inną twarz artystki, która pomaga odrestaurować ołtarz w Wilnie, bierze udział w koncertach charytatywnych i wspiera na przykład Caritas.
Podczas spotkania autorskiego Maryli Rodowicz i Marii Szabłowskiej we wrocławskim Empiku Renoma nie zabrakło również wiernych fanów, którzy towarzyszą jej od lat i przyjeżdżają na takie spotkania z odległych nieraz miejscowości. Panie wyglądały jak siostry bliźniaczki i odpowiadały nie tylko na pytania prowadzącego spotkanie dziennikarza, ale również licznie zgromadzonej publiczności.
Dowiedzieliśmy się m.in., że ukaże się także druga część biografii, z równie interesującymi rozmowami. Na koniec można było otrzymać autograf i zrobić sobie wspólne zdjęcie z artystką i autorką jej biografii.
Maryla Rodowicz i Maria Szabłowska podczas spotkania we Wrocławiu
fot. Empik Renoma
Rzetelna monografia, interesujące
wspomnienia członków zespołu, barwne anegdoty.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Sześćdziesiąt
lat po pierwszej premierze Studenckiego Teatru Satyryków ukazała się w
Wydawnictwie Prószyński i S-ka monografia zawierająca historię tego unikalnego
zjawiska. Autorzy: Paweł Szlachetko i
Janusz R. Kowalczyk nie tylko porządkują fakty, ale zamieszczają wiele
pasjonujących wspomnień i wywiadów z twórcami i aktorami, którzy przewinęli się
przez STS w różnych latach: Jerzym
Malechą (inicjatorem i pierwszym szefem tej sceny), Jarosławem Abramowem, Andrzejem Drawiczem, Andrzejem Jareckim,
Agnieszką Osiecką, Jerzym
Markuszewskim i innymi.
Początki
Od lewej: Jaroslaw Abramow, Zofia Goralczyk, Andrzej Jarecki, Agnieszka Osiecka, Jerzy Markuszewski i Marek Lusztig 1955 rok, fot. materiały prasowe
W marcu 1954
roku kilkoro studentów Uniwersytetu Warszawskiego postanowiło założyć zespół
teatralny. Młodzi ludzie pragnęli w tej formie wypowiadać się o rzeczywistości w
sposób niczym nieskrępowany. Szybko stali się głosem młodej inteligencji – ich
trybuną.
Henryk Malecha, pierwszy szef tej sceny wspomina:
”W lutym Andrzej Drawicz – działacz kultury i
konferansjer na akademiach, znający naszą grupę – powiedział, żeby pójść do
Jurka Markuszewskiego, kierownika Komisji Kultury Rady Okręgowej ZSP, bo jeden
z teatrów zgłosił chęć zaopiekowania się jakimś zespołem studenckim. Był to
Teatr Satyryków”.
Pierwszy program: ”To idzie młodość” wystartował 2 maja 1954 roku i miał charakter
typowej akademii. Druga składanka satyryczna STS-u miała swą premierę 9
listopada tegoż roku i dopiero wtedy zespół przemówił własnym głosem.
”Mądre oko STS-u” i ”Okularnicy”
"Mnie nie jest wszystko jedno", na zdjęciu (od lewej): Irena Zachorczyńska, Elżbieta Burakowska, Henryk Malecha (za drabiną), Ryszard Pracz, Maria Chrząszcz, Krystyna Sienkiewicz, 1964, fot. Sławek Biegański / Forum
Jeden z
członków STS-u – Stanisław Tym – wspomina,
że ”widza atakowało się wzrokiem”. Znaczyło to, że trzeba było patrzyć tak
mądrze, aby nie odniósł on wrażenia, że mówi się do niego o rzeczach
niepoważnych. Przeciwnie, chodziło o wrażenie, że przekazuje się odważne i
głębokie treści. Stąd zapewne wzięło się powiedzenie ”mądre oko STS-u”.
W latach 60.
pojawia się najbardziej identyfikowana z programem STS-u piosenka ze słowami
Agnieszki Osieckiej: ”Okularnicy”:
”Między
nami po ulicy,
pojedynczo
i grupkami,
snują
się okularnicy ze skryptami.
I
z książkami,
z
notatkami,
z
papierami, kompleksami.
Itp.,
itd.,
itp.,
itd.,
itd.
(…)
Ze słynnym przesłaniem:
Wymęczeni,
wychudzeni,
z
dyplomami już w kieszeni,
odpływają
pociągami,
potem
żenią się z żonami.
Potem
wiążą koniec z końcem
za
te polskie dwa tysiące.
Itp.,
itd.,
Itd.”
Występy zagraniczne
Mimo egzystencjalnych treści, zespół
otrzymywał paszporty i mógł się zaprezentować również za żelazną kurtyną, m.in.
we Francji, podczas Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Amatorskich w Nancy, gdzie
zrobił furorę.
Szczególnie spodobała się Anna Prucnal przekręcająca zabawnie
francuskie słowa. Obwołano ją królową festiwalu, humoru i urody. Nawiasem, w
1970 roku wyemigrowała do Francji i tam kontynuowała swoją karierę.
Zdarzył się nawet tak spektakularny
występ, jak … dla pracowników Radia Wolna Europa. Poproszono o to Wojciecha
Siemiona, który miał w STS-ie swoje monodramy i ksywkę „lizus ministerialny”,
jako że z wieloma prominentami żył za pan brat. I Siemion się zgodził! Tak oto
”oddany piewca ludowej i socjalistycznej ojczyzny” najpierw rozbawił
zgromadzoną licznie Polonię, a następnie zaczął recytować ”Mochnackiego” J. Lechonia,
„”Pogrzeb kapitana Meyznera” J. Słowackiegoi inne patriotyczne utwory. Na sali
szloch, potem huragan braw. Atmosferę zakłócił ostry dzwonek do drzwi. Okazało
się, że to policja, którą wezwali zdenerwowani hałasem sąsiedzi…
"Wieża malowana", Wojciech Siemion (Recytator), reż. Jerzy Markuszewski, 1959, fot. z albumu Adam Kilian "Fascynacje/ Fascinations", Warszawa 2015, dzięki uprzejmości red. Aleksandry Rembowskiej
STS – matecznik
Podtytuł książki: ”Tu wszystko się
zaczęło” nie jest bynajmniej tylko hasłem marketingowym.
Z STS-u wyszło bowiem wielu wybitnych
artystów teatru, kabaretu i estrady. Zaprezentowano na scenie teksty autorów,
którzy tworzyli potem także poza STS-em: Andrzeja Jareckiego, Agnieszki
Osieckiej, Jarosława Abramowa, Stanisława Tyma, Andrzeja Drawicza, Jerzego
Markuszewskiego, Jana Stanisławskiego…
W teatrze zagrało 215 osób, m.in.
Ryszard Pracz, Henryk Malecha, Jan Stanisławski, Zofia Merle, Krystyna
Sienkiewicz, Kalina Jędrusik.
Mało tego. STS to była wylęgarnia
KOR-u. bywał tu Jacek Kuroń i Adam Michnik, a także wielu Żydów, zwłaszcza po
roku 1968.
"Wszystko, co nasze – program minimum", na zdjęciu Maria Chrząszcz, 1963, fot. Sławek Biegański / Forum
Monografia STS-u zawiera nie tylko
ujętą chronologicznie historię tego niepowtarzalnego zjawiska, ale również
indeks premier, wykonawców, nagród i najważniejszych dat.
Lektura obowiązkowa dla wszystkich,
których interesuje polska kultura lat PRL-u i nie tylko.
Monografia „Studencki Teatr Satyryków – tu wszystko się zaczęło” Pawła Szlachetko i Janusza R. Kowalczyka ukazała się 29.04.2014 roku w Wydawnictwie Prószyński i S-ka.
Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w czerwcu 2014 roku.
Legenda mówi, że kiedy król Dawid tańczył przed ołtarzem, zsunęło się na jego skinienie pół tuzina aniołków z chóru kościelnego i rozległa się błoga, nieziemska melodia. Może poetyczność tej legendy przyczyniła się do tego, że w sztuce zaczęły się pojawiać muzykujące anioły?
Śpiewające anioły - fragm. obrazu Hansa Memlinga: Sąd Ostateczny
Słowo "anioł" pochodzi on od greckiego słowa ἄγγελος (ángelos, według wymowy bizantyjskiej ánhielos), oznaczającego w oryginale „posłańca”. W Starym Testamencie analogiczne byty duchowe są nazywane w języku hebrajskim מלאך, mal’ach – co również znaczy „posłaniec”. Jednakże zarówno gr. angelos jak i hebr. mal’ach, oznaczają posłańca w ogóle.
Choć anioły tak się obecnie rozpowszechniły, że odnajdziemy je prawie wszędzie: w postaci figurek, świeczników, rysunków i innych niezliczonych przedmiotów, to jednak trzeba mieć świadomość, że anioł jest z samej istoty Bożym posłańcem i jako taki pojawia się najpierw na kartach Biblii. Ktoś policzył, że słowo „anioł” pojawia się w Piśmie św. 314 razy, a dla porównania „Bóg” – 4000 razy, człowiek zaś 1000 razy.
Biblia mówi o aniołach jako o czymś oczywistym, doświadczanym powszechnie, a zarazem trudnym do ujęcia werbalnego. Dokładniejsze portrety dobrych duchów znajdziemy jedynie w wizjach Ezechiela - jako uskrzydlone istoty o ludzkich i zwierzęcych twarzach albo jako czteroskrzydłe cherubiny o czterech twarzach, a ich ciała jaśnieją oślepiającym blaskiem.
Z kolei w Ks. Tobiasza archanioł Gabriel jest pięknym młodzieńcem. Pojawia się też Anioł Pański (AniołJahwe) – tajemnicza istota duchowa, przez którą Bóg objawia się w specjalny sposób ludziom.
Miejsce szczególne zajmują anioły w Apokalipsie św. Jana. Jednak w żadnym miejscu Pisma Świętego nie napotkamy na opis śpiewających aniołów, a tym bardziej akompaniujących sobie do śpiewu na instrumentach muzycznych.
Fra Angelico, Koronacja Matki Boskiej z aniołami i świętymi, ok. 1432, Galeria Uffizzi
O śpiewie aniołów możemy wnioskować pośrednio z pięknej wizji tronu Boga i Serafinów, którą miał Izajasz. Byty niebiańskie wołają do siebie: "Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały" (Iz 6,3). Otóż owo wołanie można uznać za mistyczny i jednocześnie imponujący w zakresie dynamiki śpiew aniołów, który był tak silny, że "od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem" (Iz 6,4). Śpiew wielbiących Boga aniołów nie jest jednak przykładem "czystej" sztuki wokalnej o znamionach wirtuozowskiego popisu.
Natomiast anioły grające i śpiewające pojawiają się dopiero w średniowiecznych i renesansowych malowidłach. Są to anioły biorące udział w rozbudowanych scenach wielopostaciowych -- Koronacja Matki Bożej, Adoracja Baranka czy Sąd Ostateczny. Anioły na tych przedstawieniach trzymają w rękach narzędzia męki Pańskiej, lichtarze, palą kadzidła, podtrzymują koronę i szaty Maryi, tańczą, a także grają na instrumentach muzycznych i śpiewają.
O czym śpiewają anioły?
Aby odpowiedzieć na pytanie „O czym śpiewają anioły?”, spróbujmy się przyjrzeć najpierw tekstom literackim dobrze nam wszystkim znanym. Pierwszym z nich jest fragment III części Dziadów Adama Mickiewicza.
Jak pamiętamy, już w Prologu dramatu pojawia się Anioł Stróż, który uświadamia nam jak istotną odgrywa rolę w życiu bohatera. Czuwa, strzeże go przed zgubą, usiłuje wzbudzić tęsknotę za pięknem i dobrem. Czasami przybiera nawet w tym celu postać piekielnej larwy. Anioł mówi też o niezwykłej łączności świata niebieskiego i ziemskiego. Adam Mickiewicz w przedmowie do francuskiego wydania Dziadów pisał o podstawowej idei, która wyłania się z dramatu - jest to mianowicie „Wiara we wpływ świata niewidzialnego, niematerialnego na sferę ludzkich myśli i działań”.
Dziady w reżyserii Konrada Swinarskiego, 18 lutego 1973 - Teatr Stary
A zatem już w Prologu następuje otwarcie na rzeczywistość nadprzyrodzoną w różnych jej przejawach. Okazuje się też, że sąd nad człowiekiem odbywa się nie po śmierci, ale już za jego życia. Kiedy zniecierpliwiony milczeniem Boga Konrad jest bliski nazwania Go carem, traci świadomość i zostaje opętany. Do celi wkracza wówczas energiczny żołnierz Chrystusowy Ksiądz Piotr i egzorcyzmuje go. Kiedy więzień powraca z otchłani i udręczony usypia, w pobliskim kościele, za ścianą, zaczynają śpiewać pieśń Bożego Narodzenia, nad księdzem Piotrem chór aniołów śpiewa na nutę; "Anioł pasterzom mówił".
Jednocześnie rozpoczyna się sąd w niebie. Nad kapłanem i grzesznikiem pojawiają się chóry anielskie, aby wykonać kantatę a`capella.
"Słowo koncert – czytamy u Leo Spitzera – miało pierwotnie głęboko religijny charakter. Oznaczało pieśń na chwałę Boga, śpiewaną nocą przez uporządkowaną naturę, której echem była ludzka społeczność”. Słowo koncert było więc pierwotnie związane z muzyką niebiańską.
Aniołowie w Dziadach śpiewają koncert na noc Bożego Narodzenia. Każdy niebiański śpiew jest jednocześnie nauką. Ze słów „Mędrcy nas nie widzieli…” rozwinie się główna myśl koncertu anielskiego. Warunkiem zrozumienia prawd objawionych jest prostota i pokora człowieka. Pycha rozumu i obłęd władzy przeszkadzają we właściwym zrozumieniu tajemnicy Żłobka Betlejemskiego. Grzechy pysznego rozumu Anioł Pierwszy (podczas sądu na Konradem pełniący funkcję oskarżyciela) porównuje do upadku aniołów. Anioł Drugi (obrońca bohatera) zapewnia tymczasem, że takiego grzechu Konrad nie popełnił, że „badał Boga” z wielkiej miłości do cierpiącego narodu. Najbardziej przejmującym grzechem bohatera było wyeliminowanie z życia Syna Bożego: „On Cię nie poznał, on Cię nie uczcił, Panie nasz wielki!/ On Cię nie kochał, on Cię nie wezwał, nasz Zbawicielu!”.
Konrad jest spadkobiercą Stulecia Rozumu, w którym zarówno przeciwnicy Boga, jak i Jego apologeci badali głównie Ojca, Stwórcę świata. Aniołowie wierzą głęboko, że Jezus miłosierny na pewno ulituje się nad tym grzesznikiem, który co prawda zapomniał o Nim, ale nie przestał szanować Jego Matki, która jest Orędowniczką grzeszników. Koncert anielski stał się w ten sposób wielkim śpiewem o włączeniu bohatera w proces ekonomii zbawienia: nie tylko zostaje mu wybaczone, ale zostaje mu też powierzona specjalna misja. Konrad był kuszony, przeszedł drogę trudnego zmagania się o własne jestestwo. Odrodzenie człowieka może dojść do skutku, kiedy przejdzie on czas cierpienia, kary i pokuty. Niebo nie zapomina też o swoich wiernych sługach, toteż zakończenie kantaty poświęcone zostało chwale księdza Piotra.
Również Psalm 150 Laudate Dominum w tłumaczeniu Jana Kochanowskiego jest pieśnią pochwalną i zachętą do oddania chwały Bogu. Najbardziej jednak interesujące dla tego tematu jest pojawienie się w niej charakterystycznych instrumentów. O ile w Dziadach aniołowie śpiewali a` capella, o tyle w przypadku tego tekstu mowa jest o śpiewie przy akompaniamencie instrumentów muzycznych: trąb, lutni, bębnów, harf, regałów, cymbałów.
W Objaśnieniu Psalmów Św. Augustynszczegółowo analizuje wspominany Psalm 150. Głos trąby utożsamiony został przez autora "Wyznań" z jasnością chwały. Harfa i cytra to instrumenty wzajemnie się uzupełniające. Harfa chwali Boga górną częścią, zaś cytra - niższą. Fragment: Chwalcie go na bębnie i w chórze Św. Augustyn tłumaczy następująco: "Bęben chwali Boga, kiedy już w ciele odmienionym nic nie pozostaje z cielesnego zniszczenia, ani słabości. Bębenek bowiem robi się ze skóry wysuszonej i wyprawionej. Chór chwali Boga, gdy wielbi go społeczność żyjąca w pokoju. Dalej interpretując fragment: Chwalcie go na strunach i na instrumencie pisze: Struny posiada zarówno harfa jak i cytra [...]. Organ natomiast to określenie ogólne wszystkich instrumentów muzycznych. Swoje rozważania kończy: "Wy jesteście harfą, trąbą, cytrą, bębenkiem, chórem, strunami i organami, i cymbałem radości mile dźwięczącym, ponieważ współdziałającym. Wy jesteście tym wszystkim. Nie ma tu nic marnego, nic przemijającego, niechaj na myśl nie przychodzi nic żartobliwego. A ponieważ rozumowanie według ciała jest śmiercią: Wszelki duch niechaj chwali Pana".
Ten hymn pochwalny zamykający Księgę Psalmów jest źródłem wielu przedstawień religijnych. Artyści często sięgali do niego realizując motyw chwalenia Boga.
Posłuchajmy więc współczesnej pieśni pochwalnej. Autorką słów jest Agnieszka Osiecka, a wykonuje ją Anna Szałapak z zespołem Piwnicy pod Baranami.
Anielskie instrumenty
Łacińskie terminy oznaczające instrumenty, przekładane z hebrajskiego i greckiego, są wieloznaczne. "Bucina" tłumaczona jest jako róg lub trąbka; "psalterium" jako harfa, kitara lub lutnia; "cithara" jako harfa, cytra lira lub lutnia; "tympanum" jako bębenek lub tamburino; "organum" jako instrument muzyczny, flet lub organy; "cordi" jako struny (instrumenty strunowe); "cymbalum" jako cymbały.
Anioł grający na psalterium, fragm. obrazu "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga
Kilka słów musimy w tym miejscu poświęcić bardzo popularnemu, szczególnie wśród aniołów, instrumentowi -- psalterium. Choć jego nazwa wskazuje bezpośrednio na harfę, jest on najczęściej przedstawianym rodzajem średniowiecznej cytry (cithara) skrzynkowej. Psalterium miało początkowo dziesięć, a z czasem więcej strun; grano na nim palcami lub młoteczkami.
Lutnia – nazwa odnosząca się do rodziny instrumentów zaliczanych do instrumentów strunowych szarpanych. Lutnia bliskowschodnia przetrwała do dziś w niemal niezmienionym kształcie. Harfa − instrument strunowy szarpany (chordofon) w kształcie stylizowanego trójkąta, jeden z najstarszych instrumentów muzycznych, była znana już w Azji Mniejszej około 5000 lat temu. Znana była również w kulturze w starożytnej Mezopotamii (tzw. harfa z Ur). Mówi się, że biblijny król Dawid śpiewał psalmy akompaniując sobie na harfie kinnor, która w rzeczywistości jednak nazywana jest harfą błędnie, będąc odmianą liry.
Anioły grające na cytrze, lutni i fidelu, fragm. obrazu "Sąd Ostateczny"
Portatyw ( łac. portare - nieść) - małe, przenośne organy piszczałkowe używane w średniowieczu. Składały się z jednego rzędu piszczałek labialnych. Zakres instrumentu to około dwie i pół oktawy. Instrument znalazł zastosowanie zarówno do celów kościelnych jak i świeckich. Dzięki możliwości przenoszenia stosowany był podczas procesji kościelnych, przede wszystkim do podawania tonu do śpiewu chorału gregoriańskiego. Lira – instrument strunowy z grupy chordofonów. Ma wąski, czworoboczny rezonator, z którego wychodzą dwa łukowate ramiona połączone poprzeczką. Zaopatrzony w 4 do 10 strun. Początkowo pudło rezonansowe złożone było ze skorupy żółwia.
Na lirze grano na dwa sposoby: szarpiąc struny lub uderzając płytką Fidel to instrument strunowy smyczkowy.
Zanim przejdziemy do popularnych tematów w malarstwie prezentującym grające i śpiewające anioły, proponuję chwilę muzyki. Posłuchamy arii altu z akompaniamentem oboju d`amore w
kantacie Jana Sebastiana Bacha BWV 147 - 2 – „Schäme dich, o Seele, nicht”. Dyryguje Nikolaus Harnoncourt.
„Duszo nie wstydź się już tego,
By Go Zbawcą swoim uznać,
Jeśli ma się do cię przyznać
Przed obliczem Ojca swego!
Lecz kto się Pana wyprze sam,
Nie chce Go wyznawać wcale,
Tego też wyprze się nasz Pan,
Kiedy przyjdzie w swojej chwale”.
O czym grają anioły na obrazach?
Gaudenzio Ferrari, Koncert anielski, 1534-36
Mistrzem w ukazywaniu muzykujących aniołów był Gaudenzio Ferrari – muzyk, architekt, poeta, filozof. W kościele Santa Maria Miracoli w Soronno stworzył wspaniałe dzieło: trzy koncentryczne kręgi, zatłoczone sylwetami aniołów, wypełniają wnętrze kopuły. Anioły, okryte długimi szatami, grają na różnych instrumentach. W malarstwie szczególnie często przedstawiano lutnie, harfy, portatywy oraz cytry. Łączono je zwłaszcza ze scenami Adoracji Dzieciątka (np. Andrea Mantegna) i koncertami anielskimi.
Gaudenzio Ferrari, Koncert anielski, detal, 1534-36
Także Chrystus bywa przedstawiany w otoczeniu muzykujących aniołów, co możemy zaobserwować na obrazie Hansa Memlinga. Stojące najbliżej trójkami anioły śpiewają, trzymając w dłoniach księgi – zapewne Ks. Psalmów, natomiast dalej, po lewej i po prawej stronie stoją anioły grające na instrumentach, wśród których rozpoznajemy psalterium, lutnię, szałamaję, harfę, skrzypce, portatyw…
Chrystus w otoczeniu muzykujących aniołów na obrazie Hansa Memlinga Muzykujące Anioły (1470)
Nieodłącznym instrumentem sceny Sądu Ostatecznego (np. Rogier van der Weyden, Sąd Ostateczny, 1443 - 1451) były trąby i rogi. Instrumenty dopasowywane były do nastroju konkretnego przedstawienia. Radosnym towarzyszyły strunowe, podniosłym zaś dęte. Takie rozróżnienie znajdowało odzwierciedlenie w ówczesnym życiu.
Instrumenty ukazywane na obrazach nasycone były treściami symbolicznymi. Istotę muzyki stanowiła matematyka. Według koncepcji ówczesnych myślicieli warunkiem zaistnienia każdego utworu muzycznego była consonantia. Odbierana ona była nie tylko jako symbol harmonii świata, ale także jako jej część - zgodność mieści się w każdym stworzeniu. Prawa świata porównywano z prawami muzycznymi. Ponadto muzyce przypisywano właściwości lecznicze. Wierzono, iż choroby ciała leczyła medycyna, duszy zaś muzyka. Odwoływano się do leczniczego i terapeutycznego działania muzyki biblijnego Dawida, który grą na harfie leczył Saula. Bardzo ważną rolę pełniła w tekstach teoretycznych idea muzyki niebiańskiej. Uważano ją za pierwszą zasadę wszelkiej muzyki świata, za źródło muzyki instrumentalnej. Z założeniem tym wiązały się przedstawienia koncertów anielskich. Muzyka ta symbolizowała radość i nieśmiertelność, dlatego muzykujące anioły tak chętnie zestawiano z tematyką eschatologiczną.
Jako swoiste preludium do tematu Sądu Ostatecznego posłuchajmy fragmentu Requiem Mozarta – Tuba mirum: "Odgłos trąby archanioła grzmiąc wśród grobów dookoła wszystkich przed tron Boży zwoła. Śmierć z przyrodą oniemiała, ujrzy cud, gdy ludzkość cała na sąd pójdzie zmartwychwstała. Księgę ludzkich spraw otworzą: z niej to przed stolicą Bożą przeciw światu śledztwo wdrożą. Sędzia tedy, gdy się zjawi co się kryło, jawnym sprawi, nic bez pomsty nie zostawi. Cóż ja powiem, człek ubogi: w czyje mi się schronić progi, gdy i święci nie bez trwogi?"
Tuba mirum, Requem W.A. Mozarta, Karl Bohm - director,
Orquesta Sinfonica de Viena
Temat Sądu Ostatecznego pojawia się w twórczości wielu malarzy: Luca Signorelli, Michała Anioła, braci van Eicków, RogRogera van der Weydena i Hansa Memlinga, żeby przywołać najbardziej znanych.
Symbolika instrumentów na tryptyku Hansa Memlinga
Na powstałym między 1464 - 1473 rokiem tryptyku, którym było przedstawienie Sądu Ostatecznego (222 x 240 cm), zostało namalowanych dziewięć instrumentów. Artysta wyobraził na nim: harfę, lutnię, fidel, trąby, portatyw, flety, cytry, puzony oraz dzwonki. Dodatkowo umieścił wizerunek śpiewających aniołów.
Tryptyk Hansa Memlinga "Sąd Ostateczny"
W partii centralnej Sądu Ostatecznego, w strefie górnej - niebiańskiej, na łuku tęczy siedzi Chrystus z globem pod stopami. Obok niego znajduje się Matka Boska oraz apostołowie. Ponad nimi w górnych rogach namalowane są anioły z arma Christi. W strefie dolnej znajduje się Św. Michał Archanioł trzymający wagę, otoczony przez powstających z grobów zmarłych. Oba pasma oddzielają od siebie postacie anielskie grające na trąbach.
Hans Memling, "Sąd Ostateczny", detal
Na prawym skrzydle tryptyku przedstawiony jest pochód zbawionych wstępujących do raju. Korowód postaci udaje się po kryształowych schodach ku bogato zdobionej bramie, symbolizującej Miasto Boże - Niebiańską Jerozolimę.
Nad wejściem do Civitas Dei znajduje się tympanon z przedstawieniem Maiestas Domini, nad nim zaś na wimperdze widnieje scena przedstawiająca Narodziny Ewy. Po bokach pod baldachimami umieszczone są postacie siedzących królów i starców starotestamentalnych grających na instrumentach. Ponad nimi znajdują się muzykujące anioły.
Muzykujące anioły po stronie zbawionych, "Sąd Ostateczny"
Na przeciwległym skrzydle namalowane zostało piekło. W lewym górnym rogu obrazu znajduje się anioł dmący w trąbę. Poniżej niego istoty piekielne wrzucają w otchłań grzeszników.
Na lewym skrzydle tryptyku, a także w części środkowej zostały namalowane anioły dmące w trąby.Instrument ten towarzyszy niemal wszystkim przedstawieniom Sądu Ostatecznego. Na tryptyku Hansa Memlinga pojawia się on zarówno w scenie sądu, jak i strącenia do piekieł.
W Nowym Testamencie trąba jest symbolicznym zwiastunem zmartwychwstania. Trąba, tak jak puzon, pojawia się symbolizując głos Boga. W tekstach nowotestamentalnych trąby wspominane są najczęściej przy zapowiedziach zmartwychwstania oraz ostatniego zgromadzenia wybranych, toteż szczególnie często spotyka się ten instrument na przedstawieniach Sądu Ostatecznego. Przy czym liczba aniołów - budzicieli nie jest kanonicznie określona. Ojcowie Kościoła łączą trąbę najczęściej z głoszeniem Dobrej Nowiny. Trąby pojawiają się na gdańskim tryptyku czterokrotnie. Dmące w nie anioły, będące wysłannikami Bożymi, obwieszczają zmarłym ich los. Trzy postacie anielskie, odziane w długie kolorowe, monochromatyczne szaty, kierują trąby w różne strony świata, budząc ich dźwiękiem tych, którzy jeszcze nie powstali. Zwiastujący Sąd dźwięk tych instrumentów symbolizuje ponowne przyjście Chrystusa, a także głos Boży.
Anioł dmący w trąbę nad potępionymi, "Sąd Ostateczny"
Na lewym skrzydle tryptyku, ponad wyobrażeniem piekła, anioł dmie w trąbę. W porównaniu ze sceną środkową przedstawienie to posiada inne znaczenie - jest to podkreślenie nieodwracalności sytuacji, w jakiej znaleźli się potępieni. Głos trąby brzmiącej nad czeluściami piekielnymi oznajmia przerażającą atmosferę tego miejsca. Symbolizuje także wyrok Bożego potępienia.
Prawe skrzydło tryptyku Sądu Ostatecznego ukazuje Niebiańską Jerozolimę. Na galerii bramy znajdują się postacie muzykujących aniołów. Odziane w dalmatyki witają zbawionych przy wejściu do Niebiańskiego Miasta. Na najwyższej kondygnacji bramy, po lewej stronie, widoczny jest anioł w ciemnej tunice grający na szałamai - instrumencie utożsamianym z fletem prostym. Zdaniem Izydora z Sewilli, flet jest symbolem tęsknoty duszy za Bogiem, cierpienia, a także wielkich emocji. Przedstawienie gry na szałamai na Sądzie.
Anioły grające na szałamai i na puzonie (u góry, po lewej), po prawej: anioł trzyma dzwonek ręczny
Ostatecznym jest podkreśleniem doniosłego momentu, jakim jest wstąpienie do raju. Dźwięk wydobywający się z instrumentu jest radosny symbolizuje radość wstępujących do raju.
Kolejnym instrumentem anielskim Sądu Ostatecznego jest puzon, którego symbolika nawiązuje do rogu oraz trąby. Używany jako trąba, głosił triumf, sławę, chwałę, zwycięstwo, zbawienie śmierć, wezwanie o pomoc, przepędzał złe duchy, wzywał do modłów; wojny świętej, obwieszczał koniec świata, wzywał zmarłych na Sąd Ostateczny.
Młotkiem kształtowany metal, z którego później wykonano puzony, podobnie jak trąba, ma być wyrazem chwały składanej Bogu przez ludzkie cierpienia. Anioł dmący w puzon na przedstawieniu Sądu Ostatecznego obwieszcza zebranym radosną nowinę. Ogłasza początek Miasta Bożego jako nowego królestwa, początek nowej ery Civitas Dei. Niebiański muzyk kieruje instrument ku przekraczającym bramę.
Ręczne dzwonki trzyma w dłoniach następny z muzykujących aniołów. Dzwonki obok organów, miały nadawać mistyczną świetność świeckiemu brzmieniu średniowiecznej muzyki kościelnej. Od XII wieku dzwonka używa się podczas Mszy Świętej na podniesienie. Dlatego też jego głos utożsamiano z głosem Boga, sam zaś instrument zajmuje miejsce trąb Starego Prawa. Dzwonki oznaczają radość, raj, wezwanie do modlitwy i przestrzegania przykazań Bożych, obwieszczają także święta. Swoim kształtem nawiązywały do sklepienia niebieskiego i dlatego stały się jego symbolem. Pojawiające się dzwonki sygnalizują rozpoczęcie czegoś nowego, obwieszczają dzień sądu, podobnie jak puzon.
Fidel, występuje na analizowanym obrazie aż trzykrotnie. Grają na niej aniołowie umiejscowieni na galerii bramy, a także jedna z postaci starotestamentalnych znajdujących się na jej lewym filarze. Dźwięk fideli podkreślał śpiew. Przez połączenie smyczka i strun rozumiano zespolenie pierwiastka boskiego i ziemskiego. Sądzono, iż ilość strun trzy lub siedem to symbol doskonałości.
Dwukrotnie Hans Memling przedstawił w Sądzie Ostatecznym portatyw, czyli zminimalizowane organy. Raz umieścił go w dłoniach anioła, ponownie zaś na prawym filarze bramy na kolanach starca starotestamentalnego. Organy towarzyszące śpiewowi symbolizują harmonię wszystkiego stworzenia w składaniu chwały Bogu w Kościele. Posiadają tę własność, że mimo rozmaitej wielkości piszczałek, współbrzmią zgodnie. Wyprowadzono z tego myśl, iż oznaczają one cały Kościół, zaś same piszczałki wiernych. Generalnie uważany jest za instrument anielski, często występujący w przedstawieniach orkiestr anielskich, jak i muzykujących aniołów. Dlatego też umieszczony został w chórze Sądu Ostatecznego pośród innych instrumentów.
Anioły grające na harfie, lutni i fidelu
Trzy postacie anielskie umieszczone zostały na prawym balkonie wieńczącym bramę. Jedna z nich, namalowana najbliżej wimpergi, gra na harfie. Gra na harfie wyraża radość, wdzięczność i uwielbienie. Harfa jest symbolem uświęconej muzyki. Święty Augustyn porównuje dziesięć przykazań Bożych do dziesięciu strun harfy Dawida. Harfa zapowiada spokój i słodycz przyszłego życia. Wchodzi w skład instrumentarium orkiestry anielskiej wyrażając niebiańską radość i harmonię. W Sądzie Ostatecznym Memlinga anioł grający na harfie, instrumencie anielskim, dodaje subtelności przedstawieniu. Niebiański lutnista znajduje się na wspominanym już balkonie między harfiarzem a aniołem grającym na fidelu.
W średniowieczu lutnia podobnie jak fidel, była atrybutem personifikacji Muzyki, Słuchu, Polihymnii - muzy sakralnej pieśni chóralnej. Uważana była za instrument wchodzący w skład orkiestr anielskich. Lutnia jest symbolem szczęścia i chwały Bożej. Jest ona także utożsamiona z muzyką anielską. Hans Memling umieścił ten instrument jako symbol chwały Bożej, którą grający na nim anioł oddawał Stwórcy.
Na wewnętrznym łuku arkady tympanonu, pośród postaci anielskich, ujętych od pasa w górę, jeden z nich gra na psalterium. Psalterium, podobnie jak lutnia, jest instrumentem chwały Boga. Grając na nim Dawid odpędzał złego ducha, który nawiedzał Saula. Psalterium ma bowiem kształt krzyża Chrystusowego z rozpiętymi na drzewie strunami. Poprzez grę duch Boży pokonywał demona. Dziesięć strun psalterium symbolizowało radosne działanie według dziesięciu przykazań Bożych. Umiejscowienie anioła z psalterium, pośród innych modlących się, spowodowało podkreślenie aktu modlitwy. Dodatkowo muzykujący anioł adoruje siedzącego na tronie Chrystusa w otoczeniu zwierząt apokaliptycznych.
Śpiewający aniołowie
Na lewym balkonie wieńczącym filar bramy znajdują się trzej śpiewający aniołowie, ubrani w dalmatyki. Pochylają się nad leżącą na parapecie księgą chórową. Na gdańskim "Sądzie Ostatecznym" postacie anielskie przedstawione zostały w grupkach. Anioły śpiewające pochylają się nad otwartą Księgą. Śpiew stanowił o uwzniośleniu religijnym.Święty Bazyli Wielki w Homilii o I Psalmie pisze: (...) psalm daje spokój duszy, (...) łagodzi nieład i rozterkę myśli, albowiem uspokaja namiętności duszy i miarkuje jej rozpasanie (...) Psalm jest dziełem aniołów, niebiańskim zrządzeniem, emanacją Ducha. Śpiewające anioły bardzo często malowano trójkami. Tak też przedstawione zostały przez Memlinga. Analizując przedstawienie można dopatrywać się w nim analogii z Trójcą Świętą. Trzy postacie anielskie mogą być także symbolem muzyki wokalnej, która w owym czasie pisana była na trzy głosy. Namalowane śpiewające anioły są także zapowiedzią niebiańskiej harmonii, w którą wstępują zbawieni.
Kończąc ten obszerny, a zarazem ledwie muśnięty temat śpiewających i grających aniołów, pragnę mieć nadzieję, że jeżeli będą Państwo obserwować w kościele muzykujące anioły albo gdy o nich przeczytają, to dostrzegą jak bardzo piękne i złożone jest to zjawisko. A jednocześnie, jak wiele stąd płynie inspiracji.
Tekst niniejszy powstał jako wykład, który wygłosiłam w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, a następnie - w wersji poszerzonej - prezentowałam nauczycielom na Dolnym Śląsku. W postaci zapisanej ukazuje się po raz pierwszy.