Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wojciech Jagielski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wojciech Jagielski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 listopada 2017

Wojciech Jagielski: Reportaż to moja pasja /wywiad/

Wojciech Jagielski, fot. Grażyna Makara
 Z Wojciechem Jagielskim - pisarzem i reporterem, korespondentem wojennym, dziennikarzem PAP – o jego pasjach, podróżach i warsztacie reportażysty.


 Barbara Lekarczyk-Cisek: Ponad 20 lat temu ukazała się Pańska pierwsza książka o Kaukazie i Zakaukaziu: ”Dobre miejsce do umierania”. Później pojawiły się kolejne. Czy bycie reporterem to Pański sposób na życie?

Wojciech Jagielski: Ten wybór był, wbrew pozorom,  bardzo prosty. Nie pracowałem nigdy w dziale reportażu i niczego w związku z tym nie planowałem. Moje plany pokrywały się zwykle z kalendarzem wydarzeń politycznych. Jeśli planowane były np. wybory w Azji albo w tej części Afryki, którą się zajmowałem, a były one istotne z punktu widzenia wydarzeń międzynarodowych, wówczas jechałem tam. W przypadku większości moich podróży o tym, gdzie jadę, kiedy i na jak długo decydowały wyłącznie wydarzenia. Jeżeli wybuchała wojna w Gruzji czy w Afganistanie i redakcja uznała, że chce mieć stamtąd relację, wysyłała mnie. Mój wybór polegał więc na tym, czy chcę to robić, czy też nie. Otóż chciałem, bo stało się to dla mnie ważne – to była pasja, sposób życia. Nie dostrzegaliśmy z żoną wielkiego zagrożenia albo uważaliśmy, że ryzyko, które podejmujemy, w zestawieniu z zyskami w sensie satysfakcji z wykonywanej pracy, jest znikome.
Nigdy też nie szukałem bohaterów ani nie podróżowałem pod wpływem czegoś, co usłyszałem lub przeczytałem wcześniej. Moje podróże polegały na tym, że jechałem dokądś, aby zajmować się bieżącymi depeszami i korespondencjami. Udawało mi się przy tym zauważać rzeczy, które nie mieściły się w tej suchej formule. Tak powstawały najpierw reportaże, a następnie książki. Tego, oczywiście, ode mnie nie wymagano. Moje reportaże były wartością dodatkową, bardziej potrzebną mnie niż gazecie.

Jak Pan zazwyczaj postępował, kiedy jednak zdecydował się napisać o czymś dłuższy tekst:  czy zgłębiał Pan temat, czytając  różne źródła, jak to robi np. Małgorzata Szejnert?

Już w Polsce musiałem przygotowywać się do podróży, które być może nastąpią. Wydawało mi się wręcz karygodne, gdybym jadąc dokądś, był do tego nieprzygotowany. Była to benedyktyńska praca: ślęczenie nad każdą depeszą, artykułem, także nad książkami. Spędzałem na tym wiele godzin. Pisanie i wyjazdy stanowiły może dwadzieścia pięć procent tego czasu, który spędzałem zgłębiając dany temat. Wiedząc np. o wyborach prezydenckich w Ugandzie i będąc pewnym, że tam pojadę, wiele miesięcy przedtem czytałem lokalne gazety, wertowałem książki poświęcone Ugandzie… Im więcej bowiem wiedziałem, tym łatwiej było mi zauważać różnego rodzaju historie, które innym, mniej zaangażowanym, umykały. Specyfika mojej pracy wymuszała na mnie specjalizację. Tak mnie uczono w Polskiej Agencji Prasowej, gdzie wymagano, aby dziennikarz był dyspozycyjny, znał języki, dobrze pisał, a przede wszystkim, aby znał się na problematyce, którą się zajmuje. Instytucja ta wymuszała wręcz specjalizację. Nie potrafiłem inaczej pracować, ale dzięki temu później dostrzegałem rzeczy, których inni nie zauważali. Tak się stałą np. z Larą, która spotykała się z wieloma dziennikarzami, ale oni nie zauważyli w jej historii potencjału na książkę. Zepchnęli ją na plan drugi – na statystykę, scenografię opowieści o kimś ważniejszym, z pierwszego planu. Ja natomiast od początku widziałem w tym materiał na książkę. Były to wprawdzie zadania trudniejsze, ale też ciekawsze i nigdy nie miałem wrażenia, że coś zmarnowałem.

Jak Pan pracował nad tą książką?  Nagrywał? Robił notatki?

Nie, nigdy nie nagrywałem, wywodzę się bowiem ze starej szkoły reportażu, nieco aroganckiej, powołującej się na mistrza Kapuścińskiego, który nie nagrywał, lecz robił notatki i twierdził, że jeżeli z dwugodzinnej rozmowy nie zapamięta się dwóch zdań, to znaczy, że była ona nic niewarta. Przyznaję jednak, że dzisiaj bardzo żałuję, że nie nagrywałem. Gdybym zaczynał wszystko od nowa i dysponował tymi nowoczesnymi środkami, to nie tylko bym nagrywał, ale też filmował i robił zdjęcia. Dzisiaj bowiem brakuje mi pewnych rzeczy do książki. Notatka ma to do siebie, że żyje tylko trochę dłużej od momentu, kiedy jest sporządzana. Potem staje się nieczytelna i człowiek zaczyna się zastanawiać, po co ją w ogóle napisał.
Robiłem wprawdzie szczegółowe notatki, ale nigdy nie pisałem reportażu na miejscu wydarzeń.  Moimi podstawowymi notatkami były bieżące korespondencje. Ponieważ były opublikowane, mogłem w każdej chwili po nie sięgnąć. Łatwiej było przypominać sobie fakty, które się nie znalazły w tych depeszach, natomiast wypełnione dodatkową  treścią - nadawały się na reportaż.
Słowa, dialogi, które znalazły się w moich książkach, nie są dosłownym odtworzeniem przeprowadzonych rozmów, ale oddają ich sens. Zresztą, nagranie rozmowy to jest dopiero surowiec, który wymaga opracowania.

Lara, bohaterka pańskiej ostatniej książki, jest w dużej części jej narratorką. Ile w tej opowieści jest rzeczywiście jej, a ile Pana?

Książka jest moja, a opowieść Lary należy do niej. Moje dopowiedzenia to tylko te miejsca, w których staram się objaśnić szerszy kontekst. Przede wszystkim jednak jest to opowieść Lary przeze mnie spisana. 
Pisanie reportażu jest przecież zabiegiem literackim. Przede wszystkim trzeba myśleć o czytelniku.

Po napisaniu kilku znakomitych książek ma Pan zapewne obecnie większą swobodę w wyborze tematów i miejsc, o których chciałby Pan pisać?

Z pewnością, mam teraz większą swobodę, ale nie zaczynam niczego od nowa. Chciałbym np. powrócić do pewnych tematów, aby je domknąć. Czuję, że wciąż mają ciąg dalszy i że są gotowymi scenariuszami na książki czy filmy. Dzieją się rzeczy nowe, które splatają się z dawnymi.
Z całą pewnością chciałbym napisać książkę będącą kontynuacją moich wcześniejszych podróży do Azji – Afganistanu, Pakistanu… Natomiast nigdy nie napiszę książki, której akcja będzie się toczyła np. w Japonii czy w Kanadzie, ponieważ tamtych części świata nie znam. Nie napiszę także książki o Polsce, bo nie znam jej tak dogłębnie, by zająć się literaturą faktu. Poruszam się tylko w granicach tego świata, którym zajmowałem się jako dziennikarz wydarzeniowy. Nie dlatego, żebym nie chciał – świat bardzo mnie interesuje. Pojechałem np. do Kolumbii czy do Argentyny i zafascynowałem się tymi miejscami, ale nie mam już czasu, aby wdrażać się w problematykę tych krajów tak wnikliwie i głęboko, jak w przypadku tych, którym poświęciłem dwadzieścia pięć lat. Uważam, że lepiej zająć się tym, co człowiek już oswoił i tam szukać opowieści. Nie znoszę zglobalizowanego świata. Dla mnie świat jest bogaty swoją odmiennością. Interesujący są ludzie wyrastający z innych kręgów kultury, z inną tożsamością. Nie można ich zmuszać, aby o tym zapominali. Zawsze miałem wiele szacunku dla ludzkiej odmienności i różnorodności.

Dziękuję za rozmowę.


12 września 2015 r. w Rzymie po raz czwarty wręczono włoskie nagrody imienia Ryszarda Kapuścińskiego. Specjalne wyróżnienie otrzymał Wojciech Jagielski.

Twórczość:

"Dobre miejsce do umierania" ze wstępem Ryszarda Kapuścińskiego, Wydawnictwo Historia i Szuka, Seria z Piramidą, Warszawa 1994,
"Modlitwa o deszcz", W.A.B., Warszawa 2002,
"Wieże z kamienia", W.A.B., Warszawa 2004,
"Nocni wędrowcy", W.A.B., Warszawa 2009,
"Wypalanie traw", SIW Znak, Kraków - maj 2012.
"Trębacz z Tembisy",  SIW Znak, Kraków 2013. 

"Wszystkie wojny Lary", SIW ZNak, Kraków 2015. 

Wywiad został opublikowany na portalu Kulturaonline w październiku 2015 r.

Recenzje książek Wojciecha Jagielskiego:

„Na wschód od zachodu”. Odzyskać sens istnienia

"Wszystkie wojny Lary"


środa, 18 kwietnia 2018

Znamy pierwszych gości Festiwalu Conrada 2018

Arundhati Roy, Agnieszka Taborska, Martín Caparrós, Wojciech Jagielski - to pierwsi goście tegorocznej edycji Festiwalu Conrada. Hasło dziesiątej odsłony Festiwalu: POP. Będziemy pytać o POP w kontekście najważniejszych problemów współczesnego świata. 10. Festiwal Conrada odbędzie się w dniach od 22 do 28 października w Krakowie. 





W tym roku na Festiwalu Conrada zastanowimy się czym właściwie jest pop - tłumaczy dyrektor artystyczny Festiwalu prof. Michał Paweł Markowski. Tym, co znika (a może już zniknęło) w świecie opanowanym przez populizm jest rozmowa – jedyne spoiwo społeczne, którego boi się przemoc. Spór kultury i cywilizacji od dwustu lat definiuje naszą nowoczesność. Ostre dystynkcje między kulturą wysoką i medialną popkulturą również należą do jego uprzywilejowanych wariantów. Zniesienie tych dystynkcji miało charakteryzować kulturę ponowoczesną, czyli postmodernizm. Pomieszanie tych dystynkcji (ich powrót w nowej postaci) jest charakterystyczne dla nowej ery, ery po-ponowoczesnej, która nastała z chwilą, w której ostatni etap globalizacji zlikwidował granice między prywatnym i publicznym, nadając sferze publicznej charakter całkowicie sprywatyzowany.

Kraków w październiku, już po raz kolejny, będzie miejscem spotkania pisarek i pisarzy, czytelniczek i czytelników, profesjonalistów oraz amatorów.
W 2018 roku świętujemy 10-lecie Festiwalu – jubileuszowa edycja będzie wyjątkowa pod wieloma względami – mówi Izabela Helbin, Dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego. Będzie bardzo różnorodnie, towarzyszyć nam będą prawdziwe gwiazdy literackiego świata, na które czekają czytelnicy. W programie trwającego tydzień Festiwalu, znajdą się jak zawsze spotkania z pisarzami, jednak nowością są warsztaty z nimi w formie pogłębionej dyskusji.  Zaplanowaliśmy także pasmo filmowe oraz wydarzenia adresowane zarówno do seniorów, jak i najmłodszych uczestników. Tradycyjnie połączymy również siły z 21. Targami Książki i po raz drugi oddamy nasze stoisko małym wydawcom. Na finał zapraszamy na wielkie święto polskiej literatury, czyli czwartą już Galę Nagrody Conrada, w czasie której uhonorujemy najlepszą debiutancką powieść ubiegłego roku.

Poszczególnym dniom tegorocznej edycji przyporządkowane zostały następujące kategorie: Poprawność, Popularność, Popęd, Populizm, Popkultura, Popłoch i Popyt. 

Wraz z zaproszonymi pisarkami i pisarzami będziemy się zastanawiać nad zagrożeniami, jakie niosą ze sobą wspomniane procesy, ani na chwilę nie tracąc z oczu literatury, która – jak zawsze – będzie dla nas najważniejszym językiem służącym refleksji na temat współczesnego świata. Refleksji i dyskusji, albowiem jesteśmy przekonani, że właśnie one dwie pozwalają w najskuteczniejszy sposób przeciwstawić się rozmaitym formom opresji, których dziś doświadczamy – tłumaczy Grzegorz Jankowicz, dyrektor programowy Festiwalu Conrada.



Arundhati Roy -  Indyjska pisarka, autorka esejów politycznych, aktywistka społeczna i feministyczna; Martín Caparrós - argentyński dziennikarz i pisarz, tłumacz m.in. Woltera i Szekspira; Agnieszka Taborska - pisarka, tłumaczka, historyczka sztuki i romanistka; a także Wojciech Jagielski – dziennikarz, świadek najważniejszych wydarzeń politycznych przełomu wieków na całym świecie - to twórcy, którzy w październiku odwiedzą Kraków jako goście Festiwalu Conrada.

Martín Caparrós jest autorem ponad dwudziestu reportaży tłumaczonych na wiele języków. Mieszkał w Paryżu, Madrycie i Nowym Jorku. Na język polski zostały przetłumaczone jego następujące książki: powieść sensacyjno-przygodowa Tajemnica markiza de Valfierno oraz dwa reportaże – nominowana do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego kronika bezdomności, ubóstwa i biedy na świecie, czyli Głód (2016) oraz Księżyc. Od nowiu do nowiu (2018) opisujący problem migracji, wykluczenia i wojen, zlecony autorowi przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

W 1997 roku powieścią Bóg rzeczy małych debiutowała Arundhati Roy. To książka poświęcona problemowi dyskryminacji kobiet w Indiach, za którą otrzymała Nagrodę Bookera. W 2017 roku została przełożona na polski jej druga powieść Ministerstwo niezrównanego szczęścia. W polskim przekładzie ukazały się również eseje  Algebra bezgranicznej sprawiedliwości oraz reportaż Indie rozdarte. Mieszka w Dehli.

Agnieszka Taborska jest autorką m.in. Sennego żywotu Leonory de la Cruz, Abecadła Topora, Okruchów amerykańskich oraz Wieloryba, czyli przypadku obiektywnego, a także kilku książek dla dzieci wydanych w Polsce, Korei, Japonii oraz Niemczech, m.in. Rybaka na dnie morza. W 2017 roku do księgarń trafił Notes. Paryż surrealistyczny, który powstał we współpracy pisarki z Marcinem Giżyckim i wydawnictwem Austeria.

Wojciech Jagielski relacjonował rozpad rosyjskiego imperium, kres apartheidu w RPA, połączenie Hongkongu z Chinami, wojny, zamachy stanu, upadki dyktatorów w Afryce i Azji. W 2018 roku do księgarń trafił jego najnowszy reportaż, tym razem poświęcony Indiom, czyli Na wschód od zachodu. Jest autorem książek o Kaukazie (Dobre miejsce do umierania), o Czeczenii (Wieże z kamienia) o Afganistanie (Modlitwa o deszcz) oraz Ugandzie (Nocni wędrowcy).

Na tegorocznym Festiwalu Conrada gościć będą zarówno autorzy znani polskim czytelnikom, jak i uznani na świecie twórcy. 10. Festiwal Conrada odbędzie się w dniach od 22 do 28 października w Krakowie.  

informacja prasowa


poniedziałek, 27 listopada 2017

Wojciech Jagielski: "Wszystkie wojny Lary" /recenzja książki/

Reportaż Wojciecha Jagielskiego wyróżnia się nie tylko wnikliwym spojrzeniem na historię pojedynczego ludzkiego losu, ale także na to, jaką rolę odgrywa on w historii całego świata - naszego świata.

Wojciech Jagielski, Wszystkie wojny Lary, Wyd. Znak


Najnowsza publikacja znanego reportażysty, autora m.in. książek o Afganistanie ("Modlitwa o deszcz") oraz  o Czeczenii ("Wieże z kamienia"), jakby wychodząc na przeciw aktualnym wydarzeniom, podejmuje tym razem opowieść o świętej wojnie. "Wszystkie wojny Lary" jest próbą zrozumienia, jakie są jej okoliczności i skutki. Jednocześnie jest to odbicie wielkiej historii w pojedynczym ludzkim losie. To opowieść kobiety, która utraciła dom i synów i teraz próbuje zrozumieć , dlaczego się tak stało. 

Przypowieść  o raju utraconym


Bohaterka tej opowieści, Lara, urodziła się i wzrastała w dolinie Pankisi, oddzielonej od reszty świata górami. Zamieszkiwali ją Kistowie - lud przybyły z Czeczenii. Kistami nazwali ich miejscowi, kachetyjscy Gruzini. Byli muzułmanami. Kiedy jednak Gruzini przyjęli chrześcijaństwo, czeczeńscy przybysze nie  widzieli w nich wrogów. Modlili się wprawdzie inaczej, ale zachowali dawne upodobania do wspólnych biesiad, potraw i wina. Według kaukaskiej legendy, pochodzili od wspólnego przodka - Targamosa, potomka Jafeta i Noego, który zbudował arkę i osiadł w niej na górze Ararat. Rzadko ruszali się z doliny, ponieważ drogi były trudne do przebycia, a potem, kiedy Kaukaz podbili Rosjanie,  tym bardziej byli izolowani.

Owa izolacja miała także dobre strony, ponieważ omijały ich wszystkie dziejowe burze, o których - na ich szczęście - tylko słyszeli. Kiedy jednak upadło imperium zła i kraje dawnego Związku Radzieckiego zaczęły ogłaszać niepodległość, Kistowie zaczęli również odkrywać świat, szczególnie zaś swoich przodków i z dumą skonstatowali, że Czeczeni, którzy mówią takim samym językiem jak oni i tak samo się modlą - są najpotężniejszym z ludów Kaukazu.

Tak zaczęła się kaukaska wędrówka ludów, ale także wojny, które wybuchały w różnych miejscach, aż w końcu dotarły do spokojnej dotąd doliny, która nagle wypełniła się tysiącami uchodźców. Zmieniło się wszystko. Nawet po ich odejściu już nic nie było takie samo...


Wszystkie poranki świata mijają bezpowrotnie


Historię swojej wsi, położonej w owej - do czasu - szczęśliwej dolinie, a także swój własny dramat opowiada reporterowi kobieta, której nadał imię Lara, nawiązując w ten sposób do bohaterki powieści "Doktor Żywago" Borisa Pasternaka, opisującej losy rosyjskiej inteligencji podczas i po rewolucji październikowej. Lara - jak jej powieściowy pierwowzór - jest postacią tragiczną, na skutek wojny traci bowiem najbliższych. 

Jednakże Wojciecha Jagielskiego - podobnie jak jego rozmówczynię - interesuje przede wszystkim, jakie były przyczyny, okoliczności i skutki tego jednostkowego dramatu, ponieważ dzięki temu można spróbować zrozumieć, co się stało ze światem wokół nas, dlaczego toczy się "święta wojna" i skąd taka fala nienawiści, która z Syrii rozlewa się po całym świecie. Stała się ponadto źródłem ogromnej fali uchodźców.

Aby uchronić synów przed skutkami wojny, Lara wywozi ich z Groznego do swojej spokojnej doliny. A tam nie tylko dopadają ich wspomniane już skutki wojny, ale także odradzająca się fanatyczna odmiana wiary muzułmańskiej. Pozbawieni ojca synowie, coraz częściej spędzają czas z meczecie i matka nie ma już na swoich dorastających synów żadnego wpływu. Zresztą, nie podejrzewa, podobnie jak później ojciec, że może to mieć takie zgubne skutki. 

Wyjazd chłopców do upragnionej Europy, w nadziei na lepsze życie, również kończy się rozczarowaniami. Żyją w enklawach i z czasem coraz bardziej czują się obywatelami gorszej kategorii. Zachód goniący za zyskiem, pozbawiony duchowych wartości, wyzwala jedynie uczucia rozczarowania i nienawiści. Na frustrację najlepszy okazuje się wyjazd na "świętą wojnę".

Lara w tym czasie opiekuje się starymi rodzicami, ale utrzymuje z synami kontakt najpierw na skype, a potem również osobisty. Próbuje też bezskutecznie powstrzymać starszego syna przed udziałem w wojnie - ale to na nic. Podejmuje nawet, szaloną poniekąd, próbę dotarcia do niego, do Syrii, łudząc się, że jej miłość i poświęcenie coś zmieni, a w każdym razie pragnąc jeszcze raz zobaczyć syna. Wszystko jednak okazuje się daremne - niczego odwrócić się nie da. Wszystkie wojny Lara przegrywa, mimo że zawsze była kochającą i ofiarną matką. Jednakże, jak większość matek, pozostaje ze swoją miłością bezbronna.

Zachód nigdy nie stanie po naszej stronie ani po stronie prawdy  -  tłumaczy jej syn. Ale niedługo skończy się ten czas zdrad i wyzysku prawowiernych. Dziś bijemy się o Aleppo, ale jutro zdobędziemy Damaszek, Bagdad i Jerozolimę, a potem z Bożą pomocą, onszallah, podbijemy Rzym. A wtedy spełnią się przepowiednie Proroka Mahometa, niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo, pokonany zostanie Antychryst i dopełnią się dzieje świata.

Reportaż Wojciecha Jagielskiego wyróżnia się nie tylko wnikliwym spojrzeniem na historię ludzkiego losu, ale także  na to, jaką rolę odgrywa ona w historii całego świata - naszego świata...


Książka Wojciecha Jagielskiego "Wszystkie wojny Lary" ukazała się w Wydawnictwie Znak.

Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w 2015 roku


Wojciech Jagielski o książce "Wszystkie wojny Lary"

wtorek, 23 października 2018

Od popkultury do populizmu. W Krakowie ruszył Festiwal Conrada

Rozmowy, debaty, dyskusje, spotkania, pokazy filmów i POP – w te wydarzenia obfituje tegoroczna, jubileuszowa edycja Festiwalu Conrada. Jedna z największych na świecie imprez literackich potrwa przez cały tydzień.


Za nami pierwszy dzień 10. edycji Festiwalu Conrada. W tym roku tematem przewodnim jest POP. Wbrew temu, co może się wydawać, nie chodzi wyłącznie o popkulturę.

 – Pop można rozumieć na kilka sposobów. Chcemy pokazać, że dla nas to całe spektrum zjawisk literackich, kulturalnych, ekonomicznych, politycznych i społecznych. To wręcz wszystko, co otacza człowieka i jego środowisko, bo przecież „pop” pochodzi od słowa „populus”, które oznacza „lud” – wyjaśnił podczas konferencji prasowej dyrektor artystyczny Festiwalu, prof. Michał Paweł Markowski.

Festiwal Conrada 2018_fot. Edyta Dufaj 

Tegoroczna edycja Festiwalu Conrada skupia się na jednostce i jej otoczeniu, a także na społeczeństwie, w którym żyje. Z tego powodu poszczególnym festiwalowym dniom przypisane zostały konkretne hasła. Są to kolejno: poprawność, popularność, popęd, populizm, popkultura, popłoch, popyt.

 – Każda edycja naszego festiwalu jest pewną opowieścią, która znajduje swój początek w haśle. Do udziału w wydarzeniu zapraszamy tych, którzy są znani, a ich książki od dawna obecne są w polszczyźnie, ale też tych, których publikacje dopiero do w Polsce się ukazują – komentuje dyrektor programowy Festiwalu Conrada, Grzegorz Jankowicz. 

Poprawność na start

Wojciech Jagielski, fot. Edyta Dufaj 

Poniedziałek, którego hasłem przewodnim była poprawność, nasycony był polskimi wątkami. W dyskusji „O prawdzie i fałszu” dziennikarz Wojciech Jagielski tłumaczył, gdzie leży granica pomiędzy fałszem a prawdą. W dobie internetu fake news są tak powszechne, że niekiedy wręcz niezauważalne, również w polskich mediach. Nie da się obronić przed nieprawdziwą informacją, ale możemy nauczyć się z nią żyć, próbując przywrócić w sobie zdolność rozróżniania plotki od rzeczywistości.

Kolejna dyskusja „O Polsce i Polakach”, w której udział wzięli Olga Drenda, Ewa Gorządek i Adam Leszczyński, była próbą odpowiedzi na pytania: jak czuje się dziś Polak w Polsce? Czy cierpimy na ojkofobię? Na czym polega problem Polaków i dlaczego nie lubią samych siebie? Rozmówcy przekonywali, że podziały osłabiające polskie społeczeństwo wynikają nie tyle z teraźniejszości, co z przeszłości i historycznych doświadczeń.

Festiwal Conrada 2018, fot. Edyta Dufaj 

Kolejna debata dotyczyła Żydów Polaków i Polaków Żydów. Anna Bikont, Mikołaj Grynberg, Magdalena Kicińska i Jacek Leociak mówili o problemach, z którymi musiała i nadal musi się mierzyć ta część naszego społeczeństwa, a także dyskutowali na temat zjawiska antysemityzmu, zastanawiając się, czy da się je zneutralizować. 

Po południu pasmo poświęcone polskości uzupełniła dyskusja „O chłopskiej formie życia”, której gośćmi byli Andrzej Mencwel, wybitny historyk literatury i kultury, autor książki „Toast na progu”, i laureat Nagrody Nike Marian Pilot. Debatę poprowadziła Inga Iwasiów. Poruszane wątki doprowadziły do wniosku, że chłopskość, choć kiedyś wstydliwa, dziś wraca jako literacki trend.

Festiwal Conrada 2018, fot. Edyta Dufaj 

Wątki literackie mieszały się wczoraj na każdym spotkaniu ze społecznymi i politycznymi, jednak najmocniej ta mieszanka uobecniła się podczas ostatniej dyskusji „O elitach”, w której Agata Bielik-Robson, Michał Paweł Markowski i Małgorzata Szpakowska zastanawiali się nad rolą elit we współczesnym świecie. Rozmówcy oraz prowadzący Maciej Gdula pokazali, że definicji tego samego słowa może być wiele, ale każdą z nich łączy jedno – elity w społeczeństwie są zjawiskiem naturalnym, które trwa od początku istnienia ludzkości.

Tydzień wydarzeń towarzyszących

Program – jak zawsze – uzupełniają warsztaty, wystawy oraz kolejna edycja Nagrody Conrada. Ale wydarzenia towarzyszące to również codzienne pasmo filmowe, podczas którego festiwalowa publiczność wczoraj miała szanse obejrzeć „The Square” w reżyserii Rubena Östlunda.
W programie Festiwalu Conrada warto zwrócić uwagę na cykl spotkań „Conrad w księgarniach”. Czytelnicy i czytelniczki będą mieli okazję uczestniczyć m.in. w prapremierowych czytaniach książek jeszcze nieopublikowanych, debacie dziennikarzy literackich i blogerów, dyskusji o stuleciu praw wyborczych kobiet, rozmowie o instapoezji i nie tylko. A to wszystko w ośmiu krakowskich księgarniach podczas 10. edycji Festiwalu Conrada, która potrwa do 28 października!

informacja prasowa

środa, 21 lutego 2018

Wojciech Jagielski: „Na wschód od zachodu”. Odzyskać sens istnienia /recenzja/

Wyprawa do Indii i wędrówki drogami hipisów stały się dla autorów „Na wschód od zachodu” punktem wyjścia do rozważań, co jest w życiu naprawdę ważne. Lektura to także impuls do refleksji nad własnym życiem – nie tylko autorów, ale także czytelników.

Wojciech Jagielski, Na wschód od zachodu, Wydawnictwo Znak

Najnowsza książka Wojciecha Jagielskiego zapowiada się jak reporterska opowieść – od map, na których przedstawiono trasy podróży głównych bohaterów: „Świętego” i Kamal. Kiedy jednak poznamy bliżej ich historie, okaże się, że to, co najważniejsze w ich życiu, zdarzyło się w różnych czasach, okolicznościach i miało inny duchowy wymiar. Ten ostatni okaże się w gruncie rzeczy najważniejszy.

Odzyskać sens istnienia – śladami hipisów


Po raz pierwszy także celem podróży cenionego autora reportaży nie są miejsca ogarnięte wojną. Tym razem udaje się na Wschód z misją odnalezienia córki znajomej dziennikarki, która pół żartem, pół serio obarcza go częściową „winą” za wybory Kamili (tak ma na imię młoda kobieta), której reportaże Jagielskiego do tego stopnia zawróciły w głowie, że także postanowiła udać się śladem ich autora. Oczywiście, prawda okazuje się inna, bardziej złożona. Po drodze reporter poznaje wędrujących na Wschód młodych ludzi, którzy – jak Kamila – poszukują duchowego odrodzenia.  Tak zaczyna się opowieść o hipisach – dzieciach-kwiatach, którzy przywędrowali do Indii, kiedy Brytyjczycy opuścili swoją kolonię.

Spodziewali się – pisze autor – odzyskać sens istnienia, którego na Zachodzie znaleźć już ich zdaniem się nie dawało.

Część książki poświęcona wędrówce hipisów ma wielu bohaterów, pojawiają się w niej również sławne nazwiska: Mick Jagger, Bob Dylan, a także Beatlesi, którzy dość szybko uciekli stamtąd rozczarowani, bo zabrakło im cierpliwości do pracy nad sobą. Poza takimi smaczkami, Jagielski skupia się jednak przede wszystkim na próbie opisu tego fascynującego zjawiska, które bada głównie przez pryzmat losów „weterana” hipisów, noszącego znaczące imię Święty Nikt. W nieśpiesznych retrospekcjach odsłania jego życiorys, dzięki czemu czytelnik odnosi wrażenie, jakby sam był rozmówcą, a raczej słuchaczem tego człowieka. Mając niewiele ponad dwadzieścia lat zamieszkał w Amsterdamie (przedtem rodzina ciągle zmieniała miejsca pobytu, bo ojciec był kucharzem okrętowym i człowiekiem o duszy wędrowca) i tam przystał do grupy hipisów przybyłych z Ameryki. Nie było w tym żadnej głębszej przyczyny, ot, podobała mu się ich swoboda obyczajowa, muzyka, kolorowy strój i długie włosy. Historia tego człowieka ma pewne cechy uniwersalne i jest obrazem pewnego charakterystycznego stosunku do świata, który charakteryzował wielu. W przeciwieństwie do hipisów amerykańskich, którzy buntowali się przeciwko schematom panującym w ich zamożnych, protestanckich rodzinach (pamiętacie „Buntownika bez powodu”, z Jamesem Deanem?), ludziom takim jak „Święty” chodziło o ekstatyczne przeżywanie wolności.  Zamiast gromadzenia dóbr, pragnęli rozwijać swoją duchowość, znaleźć w życiu własny cel – doznać oświecenia. Święty Nikt był jednak inny. Jemu zależało przede wszystkim na życiu w wolności – od rzeczy, pieniędzy, zobowiązań. Nawet kiedy zakochał się w Amerykance Nancy (choć nie pada ani razu słowo „miłość”), rozstawał się z nią wielokrotnie, nie traktując tego związku jako zobowiązania. A gdy wreszcie po wielu latach osobnego życia zamieszkali razem, związek nie przetrwał, ponieważ kobieta oczekiwała od niego, że będzie „pracował nad sobą, aby doznać oświecenia”, podczas gdy on chciał po prostu beztrosko żyć, kąpiąc się w morzu i sypiając na plaży oraz popalając haszysz. Jego zdaniem praktykowany przez Nancy „reżim doskonałości” właściwie nie różnił się od wyścigu do kariery i pieniędzy, przed którym uciekli. Czasami jednak zaczynał wątpić, czy jego wybory (?) i postawa były właściwe. Pojawiły się one jednak dość nieoczekiwanie, pod wpływem pytań, które zadał mu napotkany w gospodzie profesor literatury:

Czy to roztropne zapuszczać się w nieznane, chcąc odnaleźć drogę? Czy nie należy się obawiać, że człowiek pogubi się jeszcze bardziej, straci do reszty rozeznanie i będzie się błąkał jak po pustyni, nie wiedząc ani gdzie jest, ani dokąd naprawdę zmierza?

Wtedy, chyba po raz pierwszy, „Święty” zdał sobie sprawę, że zachowuje się jak dziecko, które przede wszystkim chce porzucić ojcowski świat, ale lata spędzone w Indiach na nic-nie-robieniu  oduczyły go podejmować jakieś decyzje. Dopiero kiedy dobiegł siedemdziesiątki, zauważył, że Indie stały się zachodnie, a na plażach, zamiast hipisów, bawią się bogaci Rosjanie, którzy mieszkają w powstałych z myślą o nich luksusowych hotelach. To sprawiło, że „Święty” też zajął się interesami, bo z czegoś musiał żyć, nadal jednak uważał pieniądze za rodzaj trucizny, która w małych dawkach ma wpływ dobroczynny, ale w większych może się okazać śmiertelnym zagrożeniem J
      
Historie hipisów przeplata Jagielski wspomnieniami własnych wypraw na Wschód, z których wynika, że jego wędrówki jako reportera wojennego przecinały się niekiedy z wędrówkami dzieci-kwiatów. Bo choć był od pierwszego pokolenia młodszy, to jednak tradycja wędrówek na Wschód przechodziła na następne pokolenia młodych ludzi. Byli oni zupełnie obojętni na toczące się wojny, zajęci czytaniem książek w rodzaju „Siddharthy” Hermanna Hessego, osobni, w czym pomagały im tanie i łatwo dostępne narkotyki. „Życie równoległe” reportera z Polski miało swój cel: opisanie i zrozumienie zjawisk, które obserwował, i ludzi, z którymi rozmawiał.
Cywilizacja pieniądza, od której hipisi uciekli, w końcu ich jednak dopadła. Indie się zmieniły – stały się zachodnie. Pojawili się bogacze, a także .., nędzarze, których zwabił zapach pieniędzy. Indie upodobniły się do reszty świata, a ściślej – do świata zachodniego.

Tajemnicza Kamal


Trzecią część książki stanowi rozdział poświęcony drugiej ważnej bohaterce – Kamili, która na Wschodzie przybiera imię Kamal. Autorką  tej części jest żona reportera – Grażyna Jagielska, znawczyni kultury Wschodu, również autorka kilku książek, w tym „Miłości z kamienia”, w której opisała problemy życia z korespondentem wojennym. Myślę, że to się bardzo szczęśliwie złożyło, że powstała taka wspólna książka, bo Grażyna Jagielska, mając za sobą traumatyczne doświadczenia, a także terapię, potrafiła jak nikt inny wczuć się w problemy bohaterki i opowiedzieć o nich niejako od wewnątrz. O ile mąż rozmawia z ludźmi i analizuje ich postawy i wypowiedzi, a także bada pewne zjawiska społeczne, o tyle żona zajmuje się tym, czego nie widać, a co jest w gruncie rzeczy najważniejsze – duchowym aspektem osobowości bohaterki. Reporter zadaje Kamili pytania, które są logiczne i dotyczą jej życiowych decyzji, ale ona nie potrafi na nie odpowiedzieć. Co więcej, gdy poznajemy te "pytania”, wysłane sms-em do syna Kamal, sami zaczynami rozumieć ich niestosowność, nieprzystawalność do świata bohaterki. Wyznam, że ten rozdział książki wydał mi się najbardziej interesujący – spójny, tkany pięknym uważnym językiem. Bardziej przypomina literaturę piękną niż reportaż, ale jakaż w nim prawda o człowieku! Jaka empatia! To właśnie dzięki temu rozdziałowi zaczynamy lepiej rozumieć, jak istotna jest owa sfera duchowa, którą często haniebnie zaniedbujemy, żyjąc sztucznym, narzuconym z zewnątrz życiem.

Jest w tym rozdziale scena, podczas której z Kamilą rozmawia jej matka. Dla niej wybory córki są kompletnie niezrozumiałe, więc próbuje dociec, dlaczego tak się stało, ale okazuje się, że nie wszystko da się logicznie wyjaśnić. Dlaczego dziewczyna z dobrego domu, znająca języki, mająca dwa fakultety, nie robi kariery, jak ona, jak „każdy normalny człowiek”, tylko wyrusza do Indii i tam żyje na skraju ubóstwa, uprawiając ziemię, wychowując dziecko i zachowując święte rytuały… To nie do pojęcia! A jednak, dzięki wrażliwości Grażyny Jagielskiej, my, czytelnicy, zaczynamy coś rozumieć – że dziewczyna ucieka od schematów, w które jest na siłę wtłaczana, że to wewnętrzny imperatyw każe jej postąpić właśnie tak. Dla niej bowiem wewnętrzna harmonia, zgoda z sobą samym – okazują się ważniejsze niż robienie kariery, spotykanie z „właściwymi” ludźmi itd. Prawdziwe życie jest gdzie indziej i Kamal się na nie decyduje w sposób radykalny, ze wszystkimi tego konsekwencjami. 

Historia Kamal pokazuje także, że drogi dzieci nie muszą i na ogół nie są takie, jak drogi rodziców. Jej syn, choć wychowany w szczególnych warunkach, kiedy dorasta, zacznie zdradzać wiele cech, które bardziej przypominają matkę Kamal, niż ją samą. Jest zaradny, opiekuńczy i o wiele lepiej radzi sobie w nowym świecie niż matka.

Myślę, że to nie jest przypadek, że powstała taka nietypowa książka. Wyprawa do Indii na spotkanie Kamal i wędrówki drogami hipisów stały się dla autorów „Na wschód od zachodu” punktem wyjścia do rozważań, co jest w życiu ważne, a co nie. To także impuls do refleksji nad własnym życiem – nie tylko autorów, ale także czytelników. Właśnie dlatego tak bardzo mnie ta książka poruszyła, że czytając ją, sama zaczęłam się zastanawiać, jak wygląda moje życie – czy go nie zmarnowałam, czy wystarczająco zadbałam o duchowy rozwój, czy byłam i czy jestem spełniona i szczęśliwa…


Książka Wojciecha Jagielskiego „Na wschód od zachodu” ukazała się w styczniu 2018 roku w Wydawnictwie Znak.

Wywiad z pisarzem - pod tym linkiem

piątek, 5 października 2018

"Miłość z kamienia" Grażyny Jagielskiej /recenzja książki/

Wyznam, że lektura książki Grażyny Jagielskiej wywołała we mnie sprzeczne uczucia. Autorka ociera się bowiem o ekshibicjonizm i jest męcząco egocentryczna. Z drugiej strony jednak jestem pełna uznania dla niej, że przełamała barierę wstydu i swego rodzaju tabu, opowiadając o swojej terapii w zakładzie psychiatrycznym, gdzie trafiła cierpiąc na głęboką depresję. Nie każdy odnajduje się w roli Matki Polki. 

mój egzemplarz książki, Wydawnictwo WAM

Książka Grażyny Jagielskiej, zatytułowana znacząco "Miłość z kamienia", jest zapisem przeżyć żony znanego reportażysty, korespondenta wojennego, Wojciecha Jagielskiego.  To moja pierwsza książka tej autorki, której kunszt pisarski poznałam przy okazji napisanej wspólnie z mężem pozycji "Na wschód od Zachodu". Grażyna Jagielska jest autorką kilku innych książek, m.in. "Anioły jedzą trzy razy dziennie" czy "Korespondent", ale to właśnie "Miłość z kamienia" jest jej najgłośniejszą publikacją. Dzięki niej dowiadujemy się, że wspólną pasją, która połączyła tych dwoje, była potrzeba podróżowania na Wschód, do egzotycznych krajów, przede wszystkim do Indii. Tak się jednak złożyło, że Wojciech Jagielski został korespondentem wojennym, a wraz z upływem czasu - również wybitnym reportażystą i pisarzem. Tymczasem Grażyna Jagielska nie tylko żyła w cieniu sławnego męża, ale także organizowała i prowadziła kolejne domy, wychowywała dzieci, a przede wszystkim żyła w ciągłym napięciu, spowodowanym rodzajem jego zajęć. W rezultacie, nawarstwiający się głęboki stres doprowadził do załamania nerwowego.

Grażyna Jagielska snuje swoją opowieść podczas pobytu w klinice psychiatrycznej. Jej interlokutorem jest Lucjan, który również się tam leczy z powodu dręczącej go obsesji, ale w gruncie rzeczy to taka licentia poetica: Lucjan to każdy z nas, przed kim Grażyna stopniowo coraz bardziej się odsłania. Drugim rozmówcą (choć słowo to nie oddaje istoty) jest "stary profesor" - lekarz prowadzący. I jednemu, i drugiemu autorka opowiada o tym, co czuje i myśli, jakie dręczą ją obsesje, aż dochodzi do kumulacji zdarzeń i do oskarżenia zawodu dziennikarza wojennego jako żerującego na nieszczęściu innych.

Oczywiście, opowieść ta rządzi się swoimi prawami: w pewnym momencie niepotrzebny jest już ani Lucjan, ani "stary profesor", pojawiają się natomiast "sceny z życia małżeńskiego", by użyć adekwatnego i wiele mówiącego tytułu filmu Ingmara Bergmana. Zmieniają się mieszkania, upływa czas, a Wojtek ciągle pojawia się w taki sam sposób - wraca z kolejnej wojny z tym samym (coraz bardziej zniszczonym od kul) plecakiem, który rzuca na stół i wyrzuca z siebie te straszne przeżycia, jakby chciał (i musiał) się ich pozbyć, nie biorąc pod uwagę, jak to wpływa na żonę. Ta zaś przestaje w końcu panować nad swoim życiem. Próba uporządkowania go poprzez "oderwanie się" od męża, utwierdza ich jedynie w przekonaniu, że nie mogą bez siebie żyć, a poza tym oboje nie mają czasu i cierpliwości przechodzić przez złożone procedury rozwodowe:

To była najważniejsza chwila w naszym życiu - zwierza się Jagielska - a my nie mieliśmy na nią czasu. Trzeba było nakarmić dziecko i wymyślić koncepcję artykułu. Oboje czuliśmy, że będzie on przełomem w karierze Wojtka.

Przy tej okazji dowiadujemy się, dzięki zastosowanej liczbie mnogiej, że żona ma również swój udział w pisarstwie męża. Ponadto jest tą, która musi przyjąć wszystko na siebie, bez niej mąż nie dokonałby niczego:

To taka zdolność, jaką mają wybrańcy, wielcy odkrywcy i pisarze, inaczej nie dokonaliby niczego. (...) Wojtek mnie oddawał brudy, jakich nałapał w świecie. (...) Tylko ja mogłam stanąć mu na drodze i tylko ja mogłam mu umożliwić wykonywanie tej pracy, ponieważ zapewniałam mu poczucie bezpieczeństwa i niezmienności.

Chciałoby się powiedzieć za Gombrowiczem:
Poniedziałek ja, wtorek ja, środa ja...

Grażyna Jagielska opisuje swoje życie tak, jakby w nim nie było miejsca na rodzicielstwo, przyjaźnie, własne pasje. Kiedy czyta się tę książkę, trudno oprzeć się mieszaninie wrażeń - współczucia i irytacji. Historia ta nie nabiera uniwersalnego sensu, nie można się w niej przejrzeć. Oczywiście, wiemy, że związki dwojga ludzi często takie są: jedno z małżonków robi karierę lub w ogóle wspiera się na drugim, czerpiąc z jego ofiarności. No, właśnie, istnieje jeszcze taka piękna wartość, jaką jest ofiarność, dla wielu będąca sensem i sednem życia. Z całą pewnością nie odnajdziemy jej jednak w relacji Jagielskich. Owszem, Grażyna twierdzi, że się poświęca, całkowicie "rezygnując z siebie", ale zarazem wiemy także od niej samej, że jest to uczucie destrukcyjne, bo prowadzi do obłąkania. Autorka bije też na alarm twierdząc, że jej poświęcenie nie było nic warte, że oboje więcej stracili, niż zyskali. Na koniec pisze rodzaj samooskarżenia (ale jest to w gruncie rzeczy zakamuflowane oskarżenie skierowane przeciwko mężowi):

Żyliśmy z wojny strasznych opowieści, (...) I ryzykowaliśmy życiem bliskich dla zwykłej dziennikarskiej zdobyczy. Tego chyba nie wolno robić.

Na koniec, dość nieoczekiwanie dowiadujemy się, że ten egoistyczny mąż, sprawca nieszczęść żony, rezygnuje dla niej z pracy w "GW", chodzi z nią na spacery i okazuje wiele miłości. Dodałabym jeszcze, że dzięki niemu żona leczy się w ekskluzywnej klinice, wyjeżdża w podróż do Ameryki Południowej, a wreszcie wspólnie z nim pisze kolejną książkę - tym razem nie o sobie. Być może źródłem cierpień autorki "Miłości z kamienia" były jej własne frustracje?

Wyznam, że lektura książki wywołała we mnie sprzeczne uczucia, ociera się bowiem o ekshibicjonizm i jest męcząco egocentryczna. Z drugiej strony jednak jestem pełna uznania dla autorki, że przełamała barierę wstydu i swego rodzaju tabu, opowiadając o swojej terapii w zakładzie psychiatrycznym, gdzie trafiła cierpiąc na głęboką depresję, określaną jako zespół stresu bojowego. Tylko czy trzeba zaraz pisać o tym książkę... Dodajmy, że 19 października 2018 roku wchodzi na polskie ekrany adaptacja "Miłości z kamienia" - "53 wojny" w reżyserii Ewy Bukowskiej.


poniedziałek, 23 lipca 2018

Spotkania literackie w ramach MFF Nowe Horyzonty 2018

Spotkania literackie odbędą się pod hasłem Literatura. OUT. W tym roku Michał Nogaś będzie rozmawiał z autorami i autorkami dwóch powieści i dwóch reportaży, a także współreżyserem filmu o Ryszardzie Kapuścińskim.



Martyna Bunda opowie o poświęconej silnym Kaszubkom „Nieczułości” i literaturze kobiecej, a Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński – o nowej odsłonie przygód profesorowej Szczupaczyńskiej „Seans w Domu Egipskim”. Z Adamem Wajrakiem podyskutujemy o przyrodzie („Wielka księga prawdziwych tropicieli”), a z Karoliną Sulej i Mateuszem Kubikiem zastanowimy się, czy „Wszyscy jesteśmy dziwni” – jak głosi tytuł ich reportażu o Coney Island. Damian Nenow przybliży natomiast pracę nad animowanym dokumentem „Jeszcze dzień życia”, ekranizacji książki Ryszarda Kapuścińskiego, o którym porozmawiamy wspólnie z reporterem Wojciechem Jagielskim.

Na program literacki w ramach Festiwalu Nowe Horyzonty zaprasza Empik.
Partnerem spotkań jest Strefa Kultury Wrocław oraz Gazeta Wyborcza.

PROGRAM:

28 lipca, 18:00 Martyna Bunda

Rozmowa o „Nieczułości”, powieści, która opisuje świat silnych kobiet z kaszubskiej Dziewczej Góry. Historia matki Rozeli i jej córek – Gerty, Trudy i Ildy nałożona na skomplikowane losy miejsca i kraju zniszczonego wojną, w której można odnaleźć obrazy podobne do tych z „Róży” Wojtka Smarzowskiego. Bunda pisze nie tylko o ludziach – jej książka to także piękna opowieść o naszym stosunku do zwierząt, choćby o huśtaniu kury w rozpiętej między drzewami poszwie.
To jedna z tych książek, która powinna jak najszybciej doczekać się ekranizacji.

Za debiutancką „Nieczułość” Martyna Bunda jest nominowana do Nagrody Literackiej NIKE, Nagrody Literackiej Gdynia oraz otrzymała Ogólnopolską Nagrodę Literacką dla Autorki Gryfia.

29 lipca, 18:00 Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński

Najsłynniejsza krakowska detektywka, profesorowa Szczupaczyńska, powraca! Tym razem rzecz dzieje się przy stole w Domu Egipskim, gdzie zaplanowano seans spirytystyczny. Spośród dwunastu uczestników zdarzenia, jeden go nie przeżyje. Kto i dlaczego?
Jak wyglądał Kraków końca XIX wieku? Jak odtwarza się jego mapę, kreśli portrety mieszkańców i co interesującego może być w historii wirującego stolika? Na te pytania odpowie Maryla Szymiczkowa, pisarka, którą stworzyli pisarze i tłumacze – Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński.

„Seans w Domu Egipskim” to trzecia wspólna powieść tej pary. Wcześniej panowie (jako Maryla) napisali świetnie przyjętą „Tajemnicę Domu Helclów” oraz „Rozdartą zasłonę”. Książki cieszą się dużą popularnością nie tylko w Polsce. Kryminał retro-krakowski doczeka się wkrótce przekładu na język angielski (pracuje nad nim Antonia Lloyd-Jones).

30 lipca, 18:00 Adam Wajrak

Człowiek z Puszczy Białowieskiej, który wie o tym miejscu wszystko – zna każde drzewo, każdą polanę, każdą sówkę i każdego żubra. Obrońca przyrody i wspaniały gawędziarz, który nie boi się mówić tego, co myśli. Rozumie świat natury i wie, że jesteśmy jedynie jego częścią. Podróżuje też do najzimniejszych miejsc świata, lubi ciszę i to, co dzikie.

Wajrak od lat wydaje książki – dla dorosłych i dla dzieci. Właśnie w jednym tomie zebrał swoją opowieść o tropicielach, czyli tych, którzy – z poszanowaniem wszelkich praw natury – chcieliby na swojej drodze spotkać ptaki, żaby czy jelenie. A do tego dołączył zdjęcia, bo fotografem również jest zdolnym.

31 lipca, 18:00 Damian Nenow, Wojciech Jagielski

Spotkanie wokół filmu „Jeszcze dzień życia” i twórczości Ryszarda Kapuścińskiego z udziałem reżysera filmu Damiana Nenowa oraz cenionego reportera Wojciecha Jagielskiego. „Jeden dzień życia” to film inspirowany książką Kapuścińskiego o tym samym tytule, ale też o przemianie Kapuścińskiego jako reportera w związku z wydarzeniami w Angoli w 1975 roku.

2 lipca, 18:00 Karolina Sulej, Mateusz Kubik

Reporterska opowieść o tym, że „Wszyscy jesteśmy dziwni”. Podróż do miejsca, gdzie wody Atlantyku od południa oblewają Brooklyn i gdzie znajduje się „plac zabaw ludzkości”. Wielokulturowe targowisko próżności, Sodoma, cyrk, miejsce spotkań dziwolągów, ojczyzna hot doga i atmosfera jak z filmów Lyncha – Coney Island. Karolina Sulej opowiada historię wyspy zamieszkiwanej niegdyś głównie przez króliki, którą Holendrzy kupili od Indian za koc, pistolet i czajnik, a która dziś – połączona z lądem – jest półwyspem pełnym zapomnianych lunaparków. Ci, którzy wciąż tam bywają, apelują: „Make Coney Island Great Again”. Pokaz zdjęć autorstwa męża autorki Mateusza Kubika.

informacja prasowa

poniedziałek, 23 lutego 2026

Zgłoś się do konkursu o Nagrody Dziennikarskie Polskiego Radia Melchiory 2026

Polskie Radio ogłasza Nagrody Dziennikarskie Polskiego Radia – Melchiory 2026. Konkurs adresowany jest do autorów prac opublikowanych w roku 2025. Zgłoszenia przyjmowane są do 13 marca. 


18 lutego startuje konkurs Nagrody Dziennikarskie Polskiego Radia – Melchiory 2026. To prestiżowe wyróżnienia Polskiego Radia przyznawane twórcom za najlepsze materiały dziennikarskie: audio, tekstowe, radiowe, telewizyjne, internetowe, wideo oraz podcastowe, opublikowane w terminie od 1 stycznia do 31 grudnia 2025 roku.  Zgłoszenia są przyjmowane w terminie od 18 lutego do 13 marca na stronie melchiory.pl.

Polskie Radio nagrodzi twórców w siedmiu kategoriach: 

  • Reportaż Pisany Roku (autorski materiał dziennikarski w formie pisanej o charakterze reportażowym), 
  • Reportaż Radiowy Roku (autorski materiał dziennikarski w formie dźwiękowej, 
  • Reportaż Wideo Roku (autorski materiał dziennikarski w formie audiowizualnej o charakterze reportażowym), 
  • Autorski Podcast Roku (autorski materiał dziennikarski realizowany w formie podcastu, oparty na samodzielnej koncepcji twórczej i odpowiedzialności redakcyjnej autora lub zespołu autorskiego), 
  • Live Dziennikarski Roku (za najlepszą realizację dziennikarską prowadzoną na żywo, polegającą na relacjonowaniu wydarzeń w czasie rzeczywistym), 
  • Realizacja Audio Roku (za najwyższy poziom realizacji dźwiękowej materiału dziennikarskiego),
  • Debiut Dziennikarski Roku (dla autora lub autorki, którzy zrealizowali swój pierwszy materiał dziennikarski w 2025 roku).

Celem konkursu jest promowanie autorów wykazujących się indywidualnym stylem reporterskim oraz nagradzanie ambitnych, pogłębionych form materiału dziennikarskiego, wyróżniających się samodzielnością interpretacyjną i jakością realizacji.

Polskie Radio, chcąc aktywnie wspierać wysokiej jakości sztukę dziennikarską oraz rzetelny przekaz medialny, odwołuje się do postaci Melchiora Wańkowicza – ojca polskiego reportażu, mistrza łączenia faktów z elementami narracyjnej fikcji i swadą literacką. Ten wybitny dziennikarz, reporter, pisarz i gawędziarz współpracował z Polskim Radiem, dzieląc się opowieściami z kresów, Ameryki, doświadczeń wojennych oraz felietonami o Polsce i Polakach.

13 kwietnia Polskie Radio ogłosi nominowanych wybranych przez tegorocznych jurorów. Kapitułę konkursu tworzy dwanaścioro dziennikarzy i medioznawców:

Przemysław Białkowski  

Ewa Ewart 

Remigiusz Grzela  

Roman Imielski 

Wojciech Jagielski

Juliusz Kaszyński   

Karolina Lewicka

Bianka Mikołajewska  

Bartosz Panek  

Magdalena Rigamonti

Maciej Siembieda  

Karolina Wigura  


Ogłoszenie laureatów i wręczenie Nagród Dziennikarskich Polskiego Radia – Melchiory 2026 nastąpi 13 maja podczas gali, która odbędzie w Studiu Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego.

Laureaci otrzymają statuetki „Melchiora 2026” oraz nagrody pieniężne.

Szczegółowe informacje oraz formularze zgłoszeniowe dostępne są na stronie: melchiory.pl

informacja prasowa

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty