Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania heine, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania heine, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 stycznia 2019

Marek Żerański: „Chcę moją pełną wolność mieć” /recenzja teatralna/

W ramach Interdisciplinary  Fringe Festival , w Nurcie Off - Teatr, zaprezentowano m.in. autorski monodram  Marka Żerańskiego (Teatr Bywalnia), będący sceniczną adaptacją utworów niemieckiego poety romantycznego, Heinricha Heinego. Autorem oprawy muzycznej był Krzysztof Meisinger, grający na gitarze klasycznej utwory J.S. Bacha, A. Barriosa, F. Tarregi. 

Marek   Żerański w monodramie na podst. tekstów H. Heinego/ mat. organizatorów

Trwający 60 minut spektakl mógłby być – i był - poglądową lekcją romantyzmu. Chory i przykuty do łóżka poeta opowiada historię swego życia. Historię ukazującą człowieka pełnego sprzeczności i ciągle rozsadzającego ciasne schematy, w których musi egzystować. Typowo romantyczny powrót do „kraju lat dziecinnych” zawiera różnorodne refleksje na temat wagi tego okresu w życiu człowieka, m.in. wpływu rodziców, a także dziadków na ukształtowanie nie tylko charakteru i sposobu widzenia świata, ale także swoistej wyobraźni. Główną rolę w historii swego rozwoju przypisuje bohater matce i z nieco sarkastycznym humorem opisuje jak  z godnym podziwu uporem próbowała pokierować synem na drodze kariery wojskowej, potem handlowej, wreszcie prawniczej – za każdym razem ponosząc nieubłaganą klęskę. A przecież pragnęła tym sposobem ustrzec syna przed losem poety, powszechnie utożsamianym z biedą i nieszczęściem. Młody bohater studiował więc matematykę i buchalterię (dziś powiedzielibyśmy: księgowość), potem prawo rzymskie, którego nienawidził. Uważał je bowiem za spadek po „rzymskich złodziejach”, którzy stworzyli teorię własności pozostającą w sprzeczności z religią, moralnością i rozumem, a która obowiązuje po dziś dzień. Mimo presji, którą wywierała, aby pokierować jego życiem, poeta uważa on, że matka kochała go i że nigdy nie próbowała zawładnąć jego duchem czy sposobem myślenia.


Marek   Żerański w monodramie na podst. tekstów H. Heinego/ mat. organizatorów
Dzieciństwo poety to jednak przede wszystkim tajemnicze poddasze w domu wuja, gdzie mógł on do woli snuć różne fantazje i gdzie doznał wtajemniczenia – za sprawą pamiętników innego krewnego – w egzotykę Wschodu. Owa fascynacja orientem jest kolejną cechą romantycznego poety. Snuje fantazje o niezwykłych przygodach i podróżach, aż staje się „orientalnym sobowtórem” swego wujecznego dziadka. Tutaj także kształtuje się marzenie o wielkiej i nieszczęśliwej miłości. Dzieciństwo, marzenie, fantazje, sztuki tajemne i orient, tajemnicze sobowtóry, a także awanturniczy sposób życia i przekraczanie norm, także obyczajowych, wreszcie nieszczęśliwe miłości – cały ten romantyczny sztafaż odnajdziemy w monodramie Żerańskiego.

Jego największą zaletą jest bez wątpliwości bogactwo znaczeniowe tekstów Heinego i jego – do dziś aktualna - refleksja na rozliczne ważne tematy. Słabością monodramu jest „wszystkoizm”. Zafascynowany poetą aktor stara się powiedzieć jak najwięcej, abyśmy nie mieli wątpliwości, że „Heinrich Heine wielkim poetą był”. Wejście w rolę poety podkreśla fryzura, strój, romantyczny gest, ekspresja słowa, a także rekwizyty: kołyska, drzewo, kobiety – lalki. Najsłabszym elementem przedstawienia jest jednak – paradoksalnie – jego oprawa muzyczna. Aktor ma zupełnie nieustawiony głos, momentami fałszuje. Znamy sporo utworów Schuberta do słów Heinego, m.in. dowcipną „Młynarkę” czy mrocznego „Sobowtóra”, w znakomitych wykonaniach. Lepiej zrezygnować z jakiego środka ekspresji, jeśli wypowiedź na tym traci…

Na spektaklu, który widziałam 6 października 2011 roku we Wrocławiu, towarzyszącego aktorowi muzyka w ogóle nie było na scenie, co jeszcze bardziej podkreślało „sztuczność” tego akompaniamentu.
Chociaż monodram „Heine” Marka Żerańskiego sprawia momentami wrażenie niedopracowanego i nieco amatorskiego, to jednak zasługuje na życzliwą uwagę.

W programie teatralnym czytamy:
„Jednym z dalekich posiewów arcyciekawego dzieła Heinego jest przedstawiany państwu spektakl. Niedoskonały i ograniczony, jak wszystko w świecie. Jest on krokiem w moich własnych dążeniach wpatrzonych w  twórczość mistrza z Düsseldorfu. Mam nadzieję, że krokiem w przód.”

Płynące ze sceny żywe słowo poety mimo wszystko porusza, tak jak zapewne poruszyło młodego aktora do tego stopnia, że postanowił przedstawić je publiczności teatralnej. Kto dziś czyta romantycznych poetów..? A jednak po powrocie ze spektaklu sięgnęłam po jego „Dzieła wybrane” i choćby z tego powodu jestem autorom przedstawienia wdzięczna.

Recenzja ukazała się na łamach PIK Wrocław  w październiku 2011 roku.

środa, 13 lutego 2019

Recitale wokalne w ramach festiwalu Opera Rara

Opera Rara zaprasza na spotkanie ze znakomitymi osobowościami artystycznymi i sztuką wokalną. 


Intymne sam na sam ze śpiewem

Festiwal Opera Rara, za sprawą pasma dedykowanego recitalom, proponuje bezpośrednie spotkanie ze znakomitymi osobowościami artystycznymi i sztuką wokalną. Przed nami pięć recitali z różnymi odcieniami głosu i  temperamentu, które ukażą szerokie spektrum repertuaru w przekroju historycznym oraz kulturowym. Będzie to intymne sam na sam ze sztuką wokalną najwyższej próby, którą zapewnią renomowani artyści: Patricia Petibon, Jakub Józef Orliński, Evelina Dobračeva, Sophie Karthauser i Adriana Kučerová.

Tradycja śpiewu rozwinęła się zarówno na gruncie opery i arii w wersjach koncertowych, jak i za sprawą pieśni. Jej dzieje obejmują całą historię muzyki, jest też formą najbardziej towarzyską i społeczną. Włoska frottola czy vilanella, hiszpańskie villancicos, niemiecka lied, francuska chanson – to najbardziej globalna i ponadczasowa wypowiedź muzyczna, także liryczna i intymna, bo zainspirowana wierszem.

Sekretny język uczuć i chwil ulotnych


Sophie Karthauser, photo Molina Visuals 

Szczególnym czasem w dziejach pieśni był okres romantyzmu, kiedy pragnieniem kompozytorów stało się wypowiedzenie słów muzycznym językiem uczuć. Pieśń romantyczna wyrażała emocje, stając się rodzajem muzycznego pamiętnika. Tak pojmowana Lied była ściśle związana z niemieckojęzyczną poezją i jej głównymi postaciami, jak Goethe, Heine, Schiller, Eichendorff. Na drugim biegunie tradycji pieśni, u schyłku XIX wieku, wraz z subtelnym, impresjonistycznym stylem muzyki Claudea Debussyego rozwinęła się pieśń francuska. Zarówno dla poetów, jak i kompozytorów ważne było dążenie do oddania nastroju chwili i jej kolorytu rytmem oraz melodyką wiersza. Dwa wielkie style pieśni – niemiecki i francuski – zdominują program recitalu belgijskiej sopranistki Sophie Karthauser. Ceniona na całym świecie interpretatorka dzieł Mozarta, tym razem – za sprawą pieśni Felixa Mendelssohna, Clary Schumann, Claude’a Debussy’ego czy Gabriela Fauré – stworzy wokół słuchaczy nastrojową atmosferę romantyzmu, symbolizmu i impresjonizmu.

Poezja duchem narodu, muzyka – jego temperamentem


Evelina Dobraceva, fot. Dima Tarasenko 

Wobec pieśni nie pozostali obojętni przedstawiciele innych szkół narodowych XIX wieku oraz ich kontynuatorzy. Podczas recitalu sopranistki Eveliny Dobračevy zabrzmią pieśni najważniejszych kompozytorów rosyjskich: Piotra Czajkowskiego, Mikołaja Rimskiego-Korsakowa i Sergiusza Rachmaninowa. Pieśni nasycone duchem ojczyzny i intonacją ojczystego języka odzwierciedlą doskonałą pianistykę szkoły rosyjskiej i nostalgiczny oraz jej emocjonalny wyraz.

Adriana Kucerova, fot Jakub Gulyas 

W czeskim oraz słowackim tonie zabrzmi recital Adriany Kučerovej. Słowacka śpiewaczka z wielkim sukcesem występuje na międzynarodowych scenach teatrów muzycznych, od mediolańskiej La Scali po Theater an der Wien i sceny festiwalowe m.in. Salzburga, Glyndebourne i BBC Proms. Artystka wykona pieśni miłosne Antonína Dvořáka oraz utwory mniej znanych w Polsce kompozytorów słowackiego pochodzenia: Mikuláša Schneidera-Trnavský’ego, twórcę kanonu słowackich pieśni tradycyjnych, i Eugena Suchoňa, jednego z najważniejszych słowackich kompozytorów pieśni i opery narodowej w XX wieku.

Znakomity akcent polski


Jakub Józef Orliński, fot. Jiyang Chen

Młody kontratenor i wschodząca gwiazda opery Jakub Józef Orliński wykona utwory ze swojej debiutanckiej płyty "Anima Sacra" oraz wybrane pieśni, a szczególnie interesującym punktem jego recitalu będą te napisane przez polskich kompozytorów. Zabrzmią więc Cztery sonety miłosne Tadeusza Bairda skomponowane do słów Williama Szekspira, Pieśni kurpiowskie op. 58 Karola Szymanowskiego inspirowane tradycyjną muzyką i folklorem kurpiowskim oraz pieśni do słów Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej napisane przez jednego z najbardziej interesujących współcześnie polskich kompozytorów – Pawła Łukaszewskiego.

Nowy, lepszy świat


Patricia Petibon, fot. Bernard Martinez

Znaczenie dla pieśni ma nie tylko poezja, ale także muzyczna wyobraźnia ludu i anonimowych twórców – tych z wieków nam bliższych, jak i odległych. Pozostał po nich repertuar stale witalny i na nowo odkrywany, o czym zaświadczy recital Patricii Petibon. Sopranistka, dzięki wybranym ariom barokowym i tradycyjnym dawnym pieśniom z Peru, Francji czy Wysp Brytyjskich, wykreuje Nouveau Monde – nowy muzyczny świat. U boku francuskiej sopranistki koloraturowej wystąpi La Cetra Barockorchester, uznany na międzynarodowych scenach muzycznych zespół doskonale wykształcony w duchu praktyki wykonawstwa historycznego. Petibon i La Cetra Barockorchester słyną z dynamicznego, świeżego i współczesnego podejścia do muzyki. Dla Festiwalu Opera Rara ożywią muzykę przeszłości.

Muzyka zaczyna się tam, gdzie słowo staje się bezsilne

Pasmo festiwalowych recitali wokalnych, w których zabrzmią arie barokowe, fragmenty z oper XVIII i XIX wieku, pieśni romantyczne, tradycyjne, ale też piosenki jazzowe i musicalowe to manifestacja twórczego podporządkowania się jednej idei – muzycznego przedstawienia treści poetyckiej (w wierszu, poezji, czy tekście piosenki). Esencją wszystkich tych form jest śpiew. Jak miał rzec Claude Debussy: muzyka zaczyna się tam, gdzie słowo jest bezsilne. Śpiew jest dopełnieniem i pomostem łączącym słowo z dźwiękiem, poezję z muzyką, artystę ze słuchaczem.

Dla KBF Agnieszka Lakner, muzykolog


Recitale wokalne w ramach festiwalu Opera Rara


środa 13.02, 19.00 Teatr im. J. Słowackiego

JAKUB JÓZEF ORLIŃSKI - RECITAL

Józef Jakub Orliński kontratenor

Michał Biel fortepian



czwartek 14.02, godz. 19.00, Aula Collegium Novum

EVELINA DOBRACEVA - RECITAL

Evelina Dobraceva sopran

Semion Skigin fortepian


piątek 15.02, godz. 19.00, Aula Collegium Novum

SOPHIE KARTHAUSER - RECITAL

Sophie Kartäuser soprano

Eugene Asti fortepian


sobota 16.02, godz. 19.00, Aula Collegium Novum

ADRIANA KUCEROVA - RECITAL

Adriana Kucerova sopran

Robert Pechanec fortepian


niedziela 17.02, godz. 19.00, Sukiennice

PATRICIA PETIBON & La Cetra Barockorchester


informacja prasowa

wtorek, 2 stycznia 2018

Jan Komasa: "Sala samobójców". Eros i Tanatos oraz romantyczna niezgoda na świat /recenzja filmu/

Janowi Komasie udało się zrealizować piękny i wieloznaczny film o samotności, alienacji i o miłości, posługując się nowoczesnym językiem filmowym, w którym wirtualny świat istnieje równolegle do rzeczywistości. Znakomicie wyreżyserowany i sfotografowany, zawierający bogactwo kulturowych konotacji, film ma szansę trafić do każdego odbiorcy.

Dominik Gierszał w filmie Sala samobójców w reż. Jana Komasy

”Sala samobójców" jest pierwszym, w pełni samodzielnym, filmem fabularnym Jana Komasy. Podejmuje współczesny temat zagrożeń, jakie niesie ze sobą Internet, a także  zanik autentycznych relacji w rodzinie i środowisku rówieśników. Osadzony jest w tradycji romantycznej, co sugeruje tytuł (samobójstwo jest jednym z głównych tematów literatury romantycznej), a przede wszystkim tropy muzyczne i kreacja głównego bohatera – stylizowanego na współczesnego Wertera. Znakomicie wyreżyserowany i sfotografowany, zawierający bogactwo kulturowych konotacji, film ma szansę trafić do każdego odbiorcy.

Fabuła mogłaby być wzięta wprost z reportażu telewizyjnego. Bohater – 19-letni chłopiec - zostaje skompromitowany przez opublikowanie w Internecie filmów nagranych kamerą w telefonie komórkowym, sugerujących jego homoseksualizm. Towarzyszą temu liczne komentarze i ostracyzm ze strony koleżanek i kolegów z klasy. Dodajmy, że jest on jedynakiem, a rodzice zajęci są karierą i nie zdają sobie sprawy, w jakiej znajduje się opresji. Stawiają mu zamiast wsparcia wymagania i warunki, którym pogrążający się w depresji chłopiec nie umie i nie chce sprostać. Ucieka więc do wirtualnego świata, gdzie znajduje zrozumienie podobnych sobie, wyalienowanych młodych ludzi. Wśród nich najważniejszą rolę odegra dziewczyna, która żywi samobójcze myśli i nakłania pozostałych do samozagłady. Jednocześnie jest znakomitą manipulatorską i emocjonalny związek z nią główny bohater Dominik (gra go Jakub Gierszał) będzie miał dla niego dramatyczne konsekwencje.

Sala samobójców

Film rozpoczyna sekwencja w teatrze. Nasi bohaterowie słuchają pieśni Franza Schuberta do słów wiersza Henryka HeinegoSobowtór”. W tekstach tego poety miłość jest przedstawiana jako sytuacja egzystencjalna. Miłość romantyczna ze swą biegunową ambiwalencją: między jasnością szczęścia a mrokiem rozpaczy stanie się wkrótce doświadczeniem głównego bohatera. Wprowadzając tę pieśń do swego filmu reżyser zapowiada jednocześnie to, co ma nastąpić niebawem. Figurę sobowtóra (niem. Doppelgänger) zaczerpnął Heine z mitologii germańskiej. Określenie to w rodzimym języku Goethego utworzone zostało z dwóch członów: "doppel", oznaczający "dublera, sobowtóra" oraz z "gänger”, co może oznaczać „piechura”, „wędrowca”.

W filmie będzie to awatar Dominika, czyli jego sobowtór w wirtualnym świecie Sali samobójców. Końcowa scena filmu również rozegra się w teatrze. Tym razem rodzice Dominika – każdy w nowym związku - oglądać będą „Orfeusza i EurydykęChristopha Willibalda Glucka. To również historia miłosna, opowiadająca o tym, jak słynny tracki śpiewak z miłości do ukochanej pokonał śmierć i udało mu się uzyskać zgodę na wyprowadzenie je na zewnątrz. Zanim jednak wyprowadzi ją z Hadesu, straci Eurydykę bezpowrotnie. Dominik również próbuje wyprowadzić Sylwię z zamknięcia. Wprawdzie umiera, ale dzięki niemu jego ukochana opuszcza wreszcie swój mroczny pokój i wychodzi do świata. Po raz pierwszy też nie użala się nad sobą, ale płacze po ukochanym.

Kadr z filmu, teatr

Janowi Komasie udało się zrealizować piękny i wieloznaczny film o samotności, alienacji i o miłości, posługując się nowoczesnym językiem filmowym, w którym wirtualny świat istnieje równolegle do rzeczywistości. Jego bohater porusza się pomiędzy nimi, przy czym „wirtualny” oznacza nie tylko dosłownie portal społecznościowy. Jest to świat stworzony z wyobraźni, widziany - jakby powiedział romantyk - „oczyma duszy”. Dotykając w tak subtelny i złożony sposób problemów współczesnego człowieka, budzi u widza empatię i silne emocje, które pozwalają wniknąć w sytuację egzystencjalną bohatera. Jest to z pewnością jedna z ciekawszych wypowiedzi o otaczającym nas świecie.

Artykuł ukazał się na portalu PIK Wrocław 30 lipca 2011 roku.

Trailer filmu "Sala samobójców"


niedziela, 24 lutego 2019

Spotkanie z Ewą Lipską we Wrocławiu /relacja/

20 lutego 2019 roku w Klubie Proza Wrocławskiego Domu Literatury, w ramach Salonu Silesiusa,  gościła wybitna krakowska poetka Ewa Lipska. Opowiadała o cenzurze, modach literackich, ważnych lekturach i o wywiadzie z ... Montaigne`m.

Ewa Lipska i prof. Andrzej Zawada, fot. Anna Maćkowska

Na początku, zapytana przez prof. Andrzeja Zawadę o początki poetyckie, Ewa Lipska opowiadała:

O debiutach, grze z cenzurą i modach literackich 

"Początki były banalne w gruncie rzeczy, bo poezja przynależy do młodości. Potem przechodzi albo ... wręcz przeciwnie. Poezja jest krótkim komunikatem, więc można było poprzez nią powiedzieć zwięźle o tym, co nas niepokoiło, wywoływało bunt. Z Nową Falą, choć do niej nie należałam, łączyły mnie przyjaźnie, metryki urodzenia, a także język aluzji, którym posługiwaliśmy się. Poza tym, pomimo trudnych czasów, byliśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że było wówczas wielu znakomitych krytyków: Jerzy Kwiatkowski, Julian Rogoziński, Zbigniew Bieńkowski, Ryszard Matuszewski, którzy wprowadzali nas, debiutantów, na scenę literacką. Było też dużo pism kulturalnych o wysokich nakładach: "Kultura", "Przegląd Kulturalny", "Życie Literackie", Problemem naszych czasów jest istnienie ciekawych często pism, które pozostają pismami niszowymi. Kiedy ja debiutowałam, nie było wprawdzie wolności, ale łatwiej było zaistnieć. Była też cenzura, którą próbowaliśmy omijać, stąd język aluzji, którym się posługiwaliśmy. Pamiętam rozmowę na Mysiej, kiedy nie mogłam wydać nowelki zatytułowanej "Żywa śmierć", której akcja rozgrywała się w szpitalu psychiatrycznym. Cenzor, z którym odbyłam rozmowę, powtarzał, że szpital wariatów to przecież Polska, czemu stanowczo zaprzeczałam.


Ewa Lipska, fot. Anna Maćkowska

Panowała wówczas moda na egzystencjalizm. Czytaliśmy Sartre`a, panią de Beauvoir i chciałam wraz ze swoimi kolegami - malarzami (studiowałam wtedy malarstwo, którego na szczęście dla sztuki polskiej nie ukończyłam) coś zrobić. Pamiętam rozmowy z prof. Adamem Marczyńskim, znakomitym malarzem, a jednocześnie wspaniałym czytelnikiem literatury. Myśmy bardzo dużo wtedy czytali, zaprzyjaźnialiśmy się z bohaterami naszych książek. Kiedy czytałam "Zaczarowaną górę" Tomasza Manna, wydawało mi się, że jestem pośród bohaterów: Settembrinim, Naphtą, Castorpem i przysłuchuję się rozmowom, które prowadzą. Myśmy czytali te książki, wchodząc w świat bohaterów, a nawet snobowaliśmy się na literaturę. Mówiło się: "Czytam teraz Prousta", mimo że ten Proust nas śmiertelnie nudził. Natomiast nasi starsi koledzy rozmawiali ze sobą cytatami z Trylogii i odpadał ten, kto, komu zabrakło cytatów. Nigdy tego nie mogłam pojąć..."


Ewa Lipska czyta swoje wiersze, fot. Anna Maćkowska


Na pytanie o ulubionych poetów Ewa Lipska odpowiedziała:

"Człowiek zbuntowany", wywiad z Montaigne`m i fascynujące sześciokątne płatki śniegu

"To się zmienia wraz z wiekiem. Co innego czytałam w młodości - fascynowała mnie poezja rosyjska: Mandelsztam, Cwietajewa, Achmatowa, a potem był Rilke, Heine, poezja brytyjska: Auden, Owen... Nie wiem jednak, czy proza nie miała na mnie większego wpływu. Szczególnie William Faulkner: "Absalomie, Absalomie", ale także literatura obszaru niemieckojęzycznego: Broch, Musil, Arnold Zweig... Zawsze ważny był dla mnie "Spór o sierżanta Griszę" czy "Młoda kobieta z roku 1914"... Dwie najważniejsze książki w moim życiu to "Człowiek zbuntowany" Alberta Camusa i "Próby" Montaigne`a. Z tym ostatnim autorem miałam nawet pewną przygodę. Otóż zaproponowano mi kiedyś pisanie wywiadów. Odmówiłam, ale zaoferowałam wydawnictwu wywiad z ... Montaigne`m.  Najpierw w telefonie zapadła głucha cisza, po czym redaktor wyraził zgodę. W przeciągu dwóch tygodni napisałam wywiad, w którym zadawałam filozofowi współczesne pytania, na które odpowiadałam cytatami z "Prób". I proszę sobie wyobrazić, że znalazłam nawet cytat o Polakach! Wydawnictwo było usatysfakcjonowane i zaproponowało mi kolejne wywiady, ale odparłam, że ostatnio rzadko spotykam się z Proustem (śmiech publiczności) i od tego czasu wprawdzie nic nie napisałam, ale doszłam do wniosku, że to ciekawa forma - rozmowa z nieboszczykami.

Od wielu lat czytam z przyjemnością książki popularnonaukowe. Szczególnie kocham eseje Johannesa Keplera o sześciokątnych płatkach śniegu ["Noworoczny podarek albo o sześciokątnych płatkach śniegu"]. Fascynuje mnie fizyka, matematyka i bardzo żałuję, że kiedyś lekceważyłam te przedmioty".

Po spotkaniu poetka podpisywała swoje książki, fot. Anna Maćkowska

Na koniec spotkania poetka przeczytała kilka wierszy z najnowszego tomu: "Miłość w trybie awaryjnym". Oto jeden z nich:

Kopalnia

Już od paru lat pracuję w kopalni imaginacji
Zjeżdżam do samego dna
w dwutlenku metafor
w pyle popiołu i siarki
ze zbutwiałymi aniołami piękna.

Brylant w oku oświetla
zmory górnolotnych wyrobisk
czarne bańki mydlane.

Zjeżdżam coraz niżej
coraz głębiej
Igranie z losem jest moim wybrańcem.
Bierzemy wkrótce ślub.

Spisała Barbara Lekarczyk-Cisek
zdjęcia: Anna Maćkowska

czwartek, 7 listopada 2019

Znamy program 17. edycji Festiwalu Misteria Paschalia

17. edycja Festiwalu Misteria Paschalia odbędzie się w dniach 6-13 kwietnia 2020. W przyszłym roku festiwal zwróci się w kierunku Niemiec, a wędrówkę po protestanckiej muzyce północnej i centralnej Europy poprowadzi Raphaël Pichon, francuski dyrygent słynący z ukazywania muzycznych związków Bacha z Mendelssohnem, Schütza z Brahmsem, Rameau i Glucka z Berliozem. Zbliżającą się edycję festiwalu we własnych słowach przybliża Dyrektor Rezydent, Raphaël Pichon.



„Cudzoziemcy wyobrażali sobie, że wystarczy poznać arcydzieła naszej sztuki, aby zrozumieć niemiecką myśl. Tymczasem dopiero poprzez historię reformy religijnej głoszonej przez Lutra możemy dowiedzieć się więcej o rozwoju filozofii i innych sztuk w naszym kraju. Aby odsłonić myśl niemiecką, musimy najpierw porozmawiać o religii”. Heinrich Heine

Myśląc o programie Festiwalu Misteria Paschalia 2020, natychmiast wyobraziłem sobie skondensowaną do wymiaru ośmiu kolejnych dni, chronologiczną opowieść o znaczeniu religii protestanckiej dla rozwoju muzyki niemieckiej. Chciałbym ukazać różnorodność, wielkość i żarliwość tej muzyki, śledząc największych kompozytorów germańskiej szkoły. Program festiwalu prezentuje się jako rozległy fresk, którego początkiem oraz punktem końcowym jest Bach i który w dziesięciu koncertach opowiada historię Marcina Lutra. Ona właśnie niczym rzeka zasila niemiecką muzykę, począwszy od pierwszych kompozycji Praetoriusów aż do symfonii „Lobgesang” Mendelssohna.

Wszystkie zaproszone zespoły wyróżniają się chęcią wyjścia poza ramy tradycyjnego koncertu: oferują publiczności prawdziwe – zmysłowe i intelektualne – doświadczanie prowadzące ku dotąd nieznanym przeżyciom. Trudno wymienić wszystkie ich zalety; z pewnością każdy z nich ma swoją wyrazistą artystyczną osobowość – i już to obiecuje nam paletę tysiąca barw. Naprzemienne prezentowanie dużego aparatu wykonawczego i formacji bardziej kameralnych jest wyrazem mojego dążenia, by zaoferować słuchaczom możliwie najbardziej zróżnicowany repertuar. Świętujemy ludzki głos, ponieważ to przede wszystkim ten instrument ma do dyspozycji człowiek, który chce wychwalać Pana. Już w swoich najwcześniejszych pismach Luter nadawał śpiewowi ogromne znaczenie. To dzięki niemu wierni mogli zwracać się bezpośrednio do Boga, a wspólnota Kościoła – połączyć się w modlitwie; śpiewane przez nią chorały przejmą wkrótce najsławniejsi kompozytorzy, a ich echa odnajdziemy w większości utworów granych podczas tego festiwalu.

W tę podróż w głąb niemieckiej muzyki ruszamy wraz z Pygmalionem, zespołem, którego jestem dyrektorem artystycznym. Program pierwszego dnia festiwalu oparty o dzieła Hieronymusa i Michaela Praetoriusów został skonstruowany jako nabożeństwo nieszporne. Muzyka tych dwóch kompozytorów błyszczy dzięki mistrzowskiej syntezie, jaka dokonuje się między muzyką protestancką a pełnią stylu polichóralnego odziedziczonego wprost z Wenecji. Niczym monumentalny pokaz fajerwerków inauguracyjny koncert rozbłyśnie feerią kolorów i zagarnie przestrzeń wokół publiczności – tak by każdy słuchacz znalazł się w chmurze oszałamiającego dźwięku.

Następnego dnia zespół La Tempête zaoferuje nam wspaniałą lekcję humanizmu w programie łączącym utwory Schütza i Scheina. W trakcie wojny trzydziestoletniej konfrontacja między protestantami a katolikami rozdzierała całe europejskie narody. Dwaj humaniści – właśnie Schütz i Schein – skomponowali w 1623 roku dwa dzieła o wielkiej mocy, które odzwierciedlały sytuację polityczną. Koncert może zapisać się w naszej pamięci jako niespotykane dotąd doświadczenie także ze względu na nową dramaturgię: dyrygent Simon-Pierre Bestion proponuje nam dialog pomiędzy tymi partyturami a śpiewami bizantyjskimi.

Buxtehude i Membra Jesu nostri to kolejny etap naszej wyprawy. Zespół Correspondances pozwoli nam wysłuchać tego oryginalnego dzieła, które poprzez podróż w siedmiu etapach przybliża nas nieco bardziej do Christus dolens. Każda kantata opisuje z nadzwyczajną wrażliwością jedną z ran Chrystusa. Dzieło skomponowane z myślą o kościele Najświętszej Marii Panny w Lubece – znanego z długiej tradycji Abendmusik – odwołuje się całkowicie do pobożności wiernych i po raz kolejny pokazuje nam centralne miejsce muzyki w kulcie luterańskim.

Następnego dnia Capella Cracoviensis pod dyrekcją Jana Tomasza Adamusa pozwoli nam wysłuchać słynnych motetów Bacha, które jednając nas z nieuchronną i rychłą śmiercią, wychwalają szczęście życia wiecznego.

Na Wielki Piątek przygotowaliśmy kolejne arcydzieło lipskiego kantora: Pasję według św. Jana wykonaną przez zespół Pygmalion. Ta niezwykła opowieść o pojmaniu i ukrzyżowaniu Jezusa doczeka się sugestywnego przedstawienia, w którym czarodziej Bertrand Couderc zaproponował dodatkowo świetlną kreację sprzyjającą skupieniu i intymności.

By dać przykład stałej wymiany kulturalnej między Włochami a Niemcami, Capriccio Stravagante i Olivier Fortin zaprezentują napisaną przez Bacha kontrafakturę słynnego Stabat Mater Pergolesiego. Tekst Psalmu 51 pozwolił Bachowi dostosować partyturę Pergolesiego do liturgii protestanckiej, z pewnymi oczyszczeniami linii wokalnych dokonanymi dla podkreślenia pobożności tekstu. Mroczny i ciepły głos Lucile Richardot cudownie połączy się z krystalicznym tembrem Maïlys de Villoutreys.

Na zamknięcie festiwalu znowu spotkamy się z Pygmalionem, łączącym tu siły z Wrocławską Orkiestrą Barokową, i piękną, radosną II Symfonią „Lobgesang” Mendelssohna. Odkrywając na nowo Bacha w XIX wieku, Mendelssohn kontynuuje wielką historię muzyki luterańskiej. Utwór ten, pozostający w linii IX Symfonii Beethovena, prowadzi dialog pomiędzy pełną temperamentu orkiestrą, wielkim chórem i trzema solistami: nic nie jest wystarczająco wielkie, by chwalić Pana!

Do tych koncertów dołączą czyste chwile poezji w późnych godzinach nocnych. Zaplanowane w krótszej i bardziej kameralnej formule koncerty w kościele Świętego Krzyża będą przypominać rozmowy przy stole (Tischreden), które żarliwie praktykował Luter i które zachęcały dyskutujących do refleksji nad miejscem człowieka we wszechświecie. Usłyszymy skrzypaczkę Sophie Gent w sonatach i partitach Bacha, a także muzyków Ensemble Masques, którzy pozwolą nam odkryć muzykę sprzed czasów lipskiego kantora (Biber, Muffat, Schmelzer itp.), zaś Skip Sempé zaproponuje zestaw transkrypcji dzieł Bacha i jego współczesnych na klawesyn, będący niespotykanym świadectwem plastyczności tych utworów.

Raphaël Pichon



***

2 serie koncertowe

# Seria 1 – PATRES: 7 dużych koncertów, które chronologicznie śledzą historię muzyki protestanckiej;

# Seria 2 – DA CAMERA: 3 koncerty w bardziej intymnej atmosferze podczas czuwania medytacyjnego o godzinie 22.00.

6 zespołów gościnnych i 2 solistów:

Pygmalion (3 koncerty), Compagnie La Tempête (1), Ensemble Correspondances (1), Capella Cracoviensis (1), Capriccio Stravagante (1), Ensemble Masques (1), Sophie Gent (1), Skip Sempé (1).



czwartek, 26 lutego 2026

17. Leo Festiwal: Opowieści /zapowiedź/

Od 28 kwietnia do 31 maja 2026 potrwa 17. edycja Leo Festiwal. Hasłem przewodnim są opowieści. Koncerty odbędą się w Narodowym Forum Muzyki i w mieszkaniach prywatnych.


Tam, gdzie kończą się słowa, zaczyna się muzyka.

Heinrich Heine

Cytat tego romantycznego poety doskonale, w moim odczuciu, oddaje istotę muzyki. Jednocześnie stawia przed nami pewne wyzwanie: o ile potrafimy opowiadać historie bez muzyki lub z jej pomocą, czy możliwe jest opowiadanie historii wyłącznie muzyką – bez użycia słów?

Wielcy kompozytorzy przez wieki podejmowali takie próby, a europejski język muzyczny rozwinął się tak, że dziś nie tylko go rozumiemy, ale także fascynuje nas swoją uniwersalnością i szczerością. Dlatego w tym roku zapraszam Państwa na wypełniony muzyką narracyjną Leo Festiwal, podczas którego wyobraźnia nie będzie potrzebowała słów. Ale przygotowałem też koncert dedykowany młodszym słuchaczkom i słuchaczom, a podczas niego muzyka połączy się ze słowem w utworze Siergieja Prokofiewa Piotruś i wilk za sprawą jednego z najwybitniejszych polskich aktorów – Zbigniewa Zamachowskiego. Pojawią się też historie o najdroższych i najwspanialszych instrumentach smyczkowych, zawierające nawet wątki kryminalne! Zgodnie z festiwalową tradycją i misją nie zabraknie koncertu z udziałem studentów i absolwentów akademii muzycznych.

Będzie barwnie, różnorodnie, trochę inaczej niż zazwyczaj i mam nadzieję, że każdy z Państwa znajdzie coś dla siebie.

Zapraszam serdecznie!

Christian Danowicz

Dyrektor artystyczny Leo Festiwalu

informacja prasowa

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty