Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania drygas, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania drygas, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 kwietnia 2025

22. MDAG – wystartowała sprzedaż biletów w DCF-ie. Na co warto się wybrać?

24 kwietnia rozpoczęła się sprzedaż biletów na seanse w ramach 22. Millennium Docs Against Gravity, drugiego co do wielkości festiwalu filmów dokumentalnych w Europie. Między 9 a 18 maja w kinie DCF rozgości się program złożony z ponad 70 tytułów. W gąszczu filmowych propozycji pomaga odnaleźć się dyrektor i założyciel festiwalu – Artur Liebhart. Wybrał 10 filmów, które świetnie ilustrują różnorodność i bogactwo programowe MDAG.

"Pociągi", reż. Maciej J. Drygas

TOP 10 Artura Liebharta

„Nagłe przebłyski głębi istnienia” (A Sudden Glimpse to Deeper Things), reż. Mark Cousins

Skąd i kiedy przychodzi wena? Dlaczego warto wierzyć w swój talent? Czym naprawdę jest sztuka abstrakcyjna? Odpowiedzi na te pytania poszukuje Mark Cousins w swoim najnowszym filmie z narracją Tildy Swinton. Reżyser przygląda się życiu i twórczości szkockiej artystki Wilhelminy Barns-Graham.


„A w niej pragnienie” (A Want in Her), reż. Myrid Carten

Gdy są problemy w rodzinie, to ważne, aby mieć przy sobie kamerę i… odwagę. Wujek też się przyda, a najlepiej dwóch! „A w niej pragnienie” balansuje na granicy czarnego humoru i filmu społecznego w stylu Kena Loacha. Opowiada o niezwykłej relacji walczącej z alkoholizmem matki i jej córki. 

"Tylko na Ziemi", reż. Robin Petre

„Tylko na Ziemi” (Only on Earth), reż. Robin Petré

Tylko w Galicji dzikie konie ratują ludzi i naturę przed pożarami. Tyle, że jest ich coraz mniej. „Tylko na Ziemi” to piękna wizualnie podróża do Galicji w trakcie najgorętszego lata, gdy trudne do ugaszenia pożary trawią ten rejon przez wiele dni. Obserwujemy załamanie się delikatnej równowagi naturalnego środowiska oraz relacji pomiędzy naszym gatunkiem i innymi istotami. 


„One to One: John i Yoko” (One to One: John & Yoko), reż. Kevin Macdonald

Chyba w końcu polubiłem Johna Lennona. Czy to dzięki nagraniom jego rozmów telefonicznych autorstwa FBI? Przekonajcie się sami! Film skupia się na ważnym okresie przemian w życiu Lennona i Yoko Ono, gdy w latach 1971–1972 przez 18 miesięcy mieszkali w Nowym Jorku. Wykorzystano tu prywatne archiwa filmowe, zdjęciowe i muzyczne artystów oraz ich przyjaciół.

„Kwiat ośmiu gór” (A Flower of Mine), reż. Paolo Cognetti

Jak góry mogą nas uratować? Gdzie jest najwyżej położona w Alpach restauracja wegańska? Jak znaleźć swój kwiat? „Kwiat ośmiu gór” dokumentuje ludzi, którzy żyją z dala od zgiełku dolin, dookoła rozległej góry Monte Rosa, między Piemontem, doliną Aosty i Szwajcarią. To nie jest film o tym, jak ocalić góry, ale o tym, jak góry mogą ocalić nas. 


„Pociągi” (Trains), reż. Maciej  J. Drygas

Trainspotting level filozoficzny. Samo złoto – dla zuchwałych i kochających kino. „Pociągi” to artystyczna, refleksyjna podróż przez XX wiek, stworzona wyłącznie z archiwalnych materiałów filmowych. Bez słów, pełen piękna i goryczy obraz, w którym zachwyt nad przemieszczaniem staje się przekleństwem, a łzy radości mieszają się z bólem rozpaczy. 

„Viktor”, reż. Olivier Sarbil

Dowiadujemy się, co słyszy niesłyszący samuraj z Charkowa, jakie robi zdjęcia i jak jego historia pomaga innym. Film jest szczególnym doświadczeniem audiowizualnym, pokazującym z perspektywy tytułowego bohatera, pochodzącego z Charkowa Viktora, rosyjską inwazję na Ukrainę. Reżyserem jest fotograf wojenny i operator uhonorowany dwukrotnie nagrodą Emmy®: Olivier Sarbil.

"Viktor", reż. Olivier Sarbil

 „Riefenstahl”, reż. Andres Veiel 

Myślicie, że coś wiecie o Leni? Ona dopiero po wojnie pokazała, co potrafi.... Riefenstahl była geniuszką kina w służbie nazistowskiej propagandy. Kontrowersyjna aktorka, a później reżyserka, pozostaje przedmiotem fascynacji i debaty na temat tego, czy jej talent można oddzielić od politycznych poglądów. Film przedstawia psychologiczny portret Leni, odsłaniający to, co reżyser nazywa „uwodzicielską naturą faszyzmu”

„Pod szczęśliwą gwiazdą” (Wishing On a Star), reż. Peter Kerekes

O wróżce z Neapolu, co w świat za szczęściem wysyłała. Peter Kerekes w najlepszej formie, w swoim austro-węgierskim stylu. Luciana, która osiadła z mężem niedaleko weneckiej laguny. Jej metoda pracy polega na wysyłaniu klientów, w dniu ich urodzin, do miejsc wskazanych przez układ gwiazd. W Bejrucie, Tajpei czy niedalekiej wsi mają przejść transformację, która doprowadzi ich do celu, czyli różnie definiowanego szczęścia. 


„Czarny łabędź” (The Black Swan), reż. Mads Brügger

Mads Brügger przechodzi samego siebie i zabija mit „czystej" Danii i Skandynawii. Amira Smajic – prawniczka z długim doświadczeniem w praniu brudnych pieniędzy – postanowiła stać się uczciwa. Rozpoczęła nagrywanie swoich spotkań z klientami, zarówno z gangsterskiego półświatka,  jak i duńskiej wyższej sfery. Produkcję porównuje się do „Rodziny Soprano”, a w sześciomilionowej Dani zobaczyło ją już 2,3 mln osób. 


Bilety można kupować online na mdag.pl oraz w kasach i na stronie internetowej Dolnośląskiego Centrum Filmowego.  

informacja prasowa

czwartek, 17 kwietnia 2025

22. MDAG – pełny program filmowy i konkurs o Grand Prix Dolnego Śląska

 W tym roku, między 9 a 18 maja, wrocławska publiczność w kinie DCF zobaczy ponad 70 pełnometrażowych filmów dokumentalnych z całego świata. Jak co roku, jeden z dwunastu filmów startujących w Konkursie Głównym zostanie uhonorowany Grand Prix Dolnego Śląska. W trzyosobowym jury konkursu zasiądą: Jagna Dobesz – scenografka, znana choćby z „Dziewczyny z igłą”; Joanna Kuciel-Frydryszak – pisarka, autorka kultowych „Chłopek”, a także Tomasz Kizny – fotograf i dziennikarz. Nagroda ufundowana przez Marszałka Województwa Dolnośląskiego wynosi 5000 euro, czyli prawie dwukrotnie więcej niż w ubiegłych latach.

„2000 metrów do Andrijiwki” , reż. Mstyslav Chernov

Złota dwunastka Konkursu Głównego 22. MDAG


Dyrektor artystyczny MDAG, Karol Piekarczyk przybliża 12 filmów, które pojawią się w Konkursie Głównym: „To ilustracja tego, co w kinie dokumentalnym (i w kinie w ogóle) najlepsze”.

„2000 metrów do Andrijiwki” (2000 metres to Andriivka), reż. Mstyslav Chernov

Film, który rzuca nas w sam środek wojny. Za pomocą kamer zamontowanych na hełmach żołnierzy stajemy się jej częścią. Wspólnie przemierzamy kolejne kręgi piekła, uświadamiając sobie zarazem, jak istotne powinno być dla nas wszystkich zwycięstwo Ukrainy. Formalnie balansując na granicy dramatu wojennego i gry komputerowej, film nie oddala nas od rzeczywistości, a raczej pokazuje jej przerażający surrealizm.


„Nagłe przebłyski głębi istnienia” (A Sudden Glimpse To Deeper Things), reż. Mark Cousins 

Spotkanie na szczycie. Jeden z najbardziej znanych współczesnych dokumentalistów, Mark Cousins, opowiada historię szkockiej malarki Wilhelminy Barns-Graham. Piękny i poetycki film o tym, jak patrzeć na sztukę, jak ją analizować, ale też jak zrozumieć emocje, które może w nas wzbudzić. Dodatkowo w rolę malarki, czytając jej pamiętniki, wciela się Tilda Swinton.

„A w niej pragnienie” , reż. Myrid Carten

„A w niej pragnienie” (A Want in Her), reż. Myrid Carten

Niezwykle dojrzały i wielowarstwowy debiut Myrid Carten. Historia uzależnionej od alkoholu matki i córki, która by zbliżyć się do niej, chwyta za kamerę. Jak dużo jesteśmy w stanie oddać, próbując ratować osobę, którą kochamy? Co zostaje później z nas samych? Powaga filmu przeplatana jest czarnym irlandzkim humorem. Carten wypracowała też bardzo ciekawą formę wizualną dla swojego filmu.

„Baby Doe”, reż. Jessica Earnshaw 

Jessica Earnshaw powraca na MDAG ze swoim drugim filmem. Pewnego dnia do drzwi Gail Ritchey puka policja – kobieta zostaje oskarżona o zostawienie przed trzydziestoma laty w lesie noworodka. Rozpoczyna się proces, a Gail grozi dożywocie. Film, który z jednej strony będzie wzbudzał na festiwalu dyskusje, a z drugiej epatuje niesamowicie ludzkim podejściem, co staje się powoli znakiem firmowym filmów Earnshaw.


"Chodź, zobacz mnie w dobrym świetle” , reż. Ryan White

„Tylko na Ziemi” (Only on Earth), reż. Robin Petré

Jeden z najbardziej spektakularnych wizualnie filmów tej edycji. Dzikie konie, biegnąc w stadzie, wzbijają w powietrze tumany kurzu, które na pierwszy rzut oka niewiele różnią się od dymu w czasie pożaru. „Tylko na Ziemi” to nie tylko film o tym, co powinniśmy ratować, to przede wszystkim film o relacji człowieka z naturą oraz o nas samych. Każdy z kunsztownie skomponowanych kadrów opowiada własną historię, stanowiąc zarazem spójną część filmowego dzieła.

„Apokalipsa w tropikach” (Apocalypse in the Tropics), reż. Petra Costa

Trzymająca w napięciu opowieść o współczesnej Brazylii i mariażu religii oraz polityki. Petra Costa (nominowana do Oscara® za „Na krawędzi demokracji”) otrzymuje bezprecedensowy akces do ewangelickiego pastora Malafaia, który namaścił Bolsonaro. W kontrze do jeźdźców apokalipsy pod postacią kościoła i polityków stoi modernistyczny budynek kongresu, niespełniona obietnica demokracji zaprojektowana przez Oscara Niemeyera. Film dla fanów i fanek dokumentalnych thrillerów politycznych.

„Chodź, zobacz mnie w dobrym świetle” (Come See Me in the Good Light), reż. Ryan White 

Jeden z najpiękniejszych filmów o miłości ostatnich lat. Dwie poetki, trzy psy, jeden rak, tysiące wierszy, jedna zepsuta skrzynka na listy i jedno niepoha­mowane uczucie. Andrea Gibson i Megan Falley uczą nas tego, co w życiu najważniejsze. Film zdobył nagrodę publiczności na Sundance. Nie można go przegapić – poleją się łzy, ale i pojawi się uśmiech.

„Moja skradziona planeta” (My Stolen Planet), reż. Farahnaz Sharifi 

Historia niesamowitej bohaterki, a zarazem reżyserki filmu, Farahnaz Sharifi. Niezwykle umiejętnie połączyła wątki walki o prawa kobiet w Iranie z walką o swoje prawa, pośród rodziny i otaczającej ją społeczności. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Walcząc o lepsze jutro, Sharifi równocześnie zbiera cudze historie i zachowuje je od zapomnienia, poprzez kupowanie i kolekcjonowanie taśm filmowych 8mm.

„Pan Nikt kontra Putin” (Mr. Nobody Against Putin), reż. David Borenstein, Pavel Talankin

Tytułowy pan Nikt to nauczyciel z małego miasteczka w Rosji a zarazem współreżyser filmu. Dzięki temu, że w szkole przyjął rolę kronikarza z kamerą, miał możliwość udokumentować, co się wydarzyło po agresji na Ukrainę. Film jest unikalnym wglądem w to, jak dyktatura Putina stara się kształtować obywatelki i obywateli. W tej sytuacji główny bohater musi dokonać wyboru – powiedzieć na głos, co o tym wszystkim myśli i uciekać, czy zostać i kręcić.

„Coexistence, My Ass!”, reż. Amber Fares

„Coexistence, My Ass!”, reż. Amber Fares

Czy można się śmiać w obliczu tego, co się dzieje na świecie? Czy humor może stać się narzędziem zmiany? Izraelska komiczka Noam Shuster-Eliassi poprzez swoją pracę, walkę na rzecz praw człowieka i praw mieszkanek i mieszkańców Palestyny stara się odpowiedzieć na te pytania. Humor to dla niej narzędzie do przełamywania barier. Gdy wybuchają demonstracje przeciw rządom Netanjahu, Noam przyłącza się do nich ze swoim hasłem „nie ma demokracji bez Palestyńczyków”. Tragiczne wydarzenia z 2023 roku stawiają przed nią jednak nowe wyzwania.


„Pociągi” (Trains), reż. Maciej Drygas 

Najnowszy film Macieja Drygasa to niezwykły poemat filmowy, w którym historia pociągów staje się metaforą naszej cywilizacji. Początek XX wieku, potęga maszyn, pociągi zwiastują rozwój i postęp technologiczny,, ale niosą też ze sobą wojnę i śmierć. Niesamowity dobór materiałów archiwalnych i fenomenalny montaż. Nagroda Główna na największym festiwalu filmów dokumentalnych na świecie - IDFA w Amsterdamie.

„Yintah”, reż. Jennifer Wickham, Brenda Michell, Michael Toledano


Pierwsze narody na froncie walki o naszą planetę. Lud Wet’suwet’en nie zamierza oddać swojej ziemi - ani wielkim korporacjom, ani współpracującemu z nimi rządowi Kanady. Z jednej strony „Yintah” jest fascynującym filmowym podręcznikiem protestu, a z drugiej poprzez pięknie sfilmowaną naturę, pokazuje, jak wysoka jest stawka.


Skład wrocławskiego jury podczas 23. MDAG

Podczas 22. MDAG w skład wrocławskiego jury, przyznającego nagrodę Marszałka Województwa Dolnośląskiego w wysokości 5000 euro dla najlepszego filmu z Konkursu Głównego, wejdą trzy osoby:

Jagna Dobesz – wrocławianka, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Rzeźby w Warszawie. Pracowała m.in. przy Oscarowej „Idzie” Pawła Pawlikowskiego, a także „Fudze” oraz „Silent Twins” Agnieszki Smoczyńskiej. Przez ostatnie lata współtworzyła filmy takie jak „Intruz” oraz „Sweat” Magnusa von Horna, z którym niedawno zakończyła zdjęcia do obsypanej nagrodami „Dziewczyny z igłą”. Za scenografię do tego filmu otrzymała m.in. Excellence Award podczas gali Europejskich Nagród Filmowych.

Tomasz Kizny – fotograf i dziennikarz, współzałożyciel Niezależnej Agencji Fotograficznej „Dementi” działającej poza zasięgiem komunistycznej cenzury w latach 1982–1989. Autor książek i wystaw fotograficznych poświęconych historii zbrodni stalinowskich. Współpracownik „Magazynu Gazety Wyborczej”, stypendysta Wissenschaftskolleg zu Berlin, członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Joanna Kuciel-Frydryszak – dziennikarka, absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim, autorka bestsellerowych książek „Służące do wszystkiego” oraz „Chłopki. Opowieść o naszych babkach”, które osiągnęły ponad półmilionowe nakłady. Laureatka m.in. Konkursu Teresy Torańskiej, Bestsellerów Empiku, Konkursu Mądra Książka (Uniwersytetu Jagiellońskiego), nagrody O'lśnienia Onetu i miasta Krakowa. Wrocławianka roku 2023. Należy do stowarzyszenia pisarzy Unia Literacka.

Sprzedaż biletów na 22. MDAG rozpocznie się 24 kwietnia na www.mdag.pl i w kasach kina DCF.

informacja prasowa

wtorek, 12 marca 2024

Nowa audycja w Programie 2 Polskiego Radia

 12 marca na antenie Programu 2 Polskiego Radia startuje cykl publicystyczno – kulturalny „Debata Dwójki”. Emisja co dwa tygodnie, we wtorki w godz. 21.00-22.00. Premierowe wydanie poprowadzi Jakub Kukla.

- Czy kanon lektur jest jeszcze komukolwiek potrzebny? Jaki sens ma bojkotowanie kultury agresywnego państwa? Kiedy wykorzystywanie obszaru sztuki do nagłaśniania istotnych problemów jest usprawiedliwione? Współczesny świat stawia przed nami szereg pytań, wobec których trudno o jednoznaczną odpowiedź. W naszym nowym cyklu będziemy rozmawiać o rozmaitych perspektywach, z których można spoglądać na stające przed nami dylematy – zapowiada Michał Nowak, sekretarz Programu 2 Polskiego Radia.

„Debata Dwójki” dostępna będzie  także w formie streamingu w mediach społecznościowych stacji. 

Tematem pierwszego wydania „Debaty Dwójki” 12 marca będą tematy poświęcone temu, co jest ważniejsze: sztuka, czy prawo do zrównoważonej żywności oraz o tym, czy przerwany koncert albo zupa wylana na obraz mogą uratować świat, czy to prowokacja do dyskusji, czy zniechęcenie do głoszonych przez aktywistów postulatów.

Gośćmi Jakuba Kukli będą: Andrzej Sułek – dziennikarz, autor transmisji Koncertu w FN, podczas którego odbył się protest klimatyczny, Mikołaj Borowy – reżyser filmowy i działacz społeczny, autor dokumentu „Ostatnie pokolenie”, Tomasz Stawiszyński – filozof, publicysta, eseista oraz Piotr Drygas – socjolog, współautor raportu „Nie nasza wina, nie nasz problem”.

informacja prasowa

środa, 13 września 2023

Maciej J. Drygas i Wojciech Klata na Lost & Found. Pierwszy taki festiwal w Polsce /w kinie Iluzjon/

Już w piątek w kinie Iluzjon rozpoczyna się pierwsza edycja festiwalu „Lost & Found” . Niedzielne spotkanie z Maciejem J. Drygasem poprowadzi Wojciech Klata. W ramach festiwalu pokażemy filmy polskiej i zagranicznej produkcji. Wśród nich film "Beksińscy. Album wideofoniczny" w reż. Marcina Borchardta.

Przyspieszający proces digitalizacji starych taśm w światowych archiwach zachęcił wielu artystów do tworzenia filmów montażowych będących próbą nadania nowych sensów materiałom źródłowym.

Jak wykorzystać możliwości języka filmowego do zbudowania relacji emocjonalnej pomiędzy widzem a rzeczywistością archiwalną? W jakim momencie kompilacja staje się kreacją? Jak radykalnie przeformułować pierwotny sens materiałów archiwalnych? Jakich narzędzi użyć do realizowania tego procesu? I czy ten nowy świat, który został powołany do życia na ruinach starego, jest światem osobnym?

Mamy nadzieję, że proponowany przez nas zestaw bardzo różnorodnych formalnie filmów, korzystających z materiałów archiwalnych, otworzy widzom przestrzeń do głębszej refleksji nad magią kina.

Program

5.09 (PIĄTEK)

godz. 19.15 Historia naturalna zniszczenia, reż. Sergiej Łoznica, 112 min, 2022

Zainspirowany książką W.G. Sebalda (tytuł oryginalny Luftkrieg und Literatur) i oparty na archiwalnych materiałach z II wojny światowej film stawia pytanie: czy wykorzystywanie ludności cywilnej jako środka wojennego jest moralnie dopuszczalne? Czy można usprawiedliwić masową zagładę w imię wyższych „moralnych” ideałów? Pytanie to pozostaje tak samo aktualne dziś, jak 80 lat temu, a jego znaczenie tragicznie przejawia się w bieżących wydarzeniach politycznych.


16.09 (SOBOTA)

godz. 14.00 Iskra boża, reż. Bill Morrison, 67 min, 2010, USA

Reżyser Bill Morrison ożywia archiwalne materiały filmowe, aby opowiedzieć na nowo Frankensteina Mary Shelley, z oryginalną ścieżką dźwiękową skomponowaną i wykonaną przez Dave’a Douglasa i Keystone.
 

godz. 16.00 Matka Dao żółwiopodobna, reż. Vincent Monnikendam, 88 min, 1995, Holandia

Reżyser zebrał zachowane w archiwach państwowych nitro filmy nakręcone przez holenderskich operatorów w latach 1912-1933 w koloniach w Indiach. Dokument pozwala przyjrzeć się, za pośrednictwem archiwalnych fragmentów filmów, holenderskiemu kolonializmowi w Indonezji na początku XX wieku. Zwykły komentarz został pominięty, a w jego miejsce zostały włączone do cyfrowej kompozycji dźwiękowej wiersze i piosenki w języku bahasa indonesia.

Film był pokazywany na czterdziestu ośmiu międzynarodowych festiwalach filmowych i otrzymał osiemnaście nagród i wyróżnień, w tym pięć Złotych Nagród. Film został uznany za najlepszy holenderski film 1995 roku.

 
godz. 18.00 Rentgen rodzinny, reż. Firouzeh Khosrovani, 72 min, 2020, Norwegia, Szwajcaria

Historia miłosna, dwie różne wiary, rodzina w zamęcie współczesnej historii Iranu.

„Matka poślubiła zdjęcie ojca”, mówi reżyserka Firouzeh Khosrovani na początku tego głęboko osobistego dokumentu. Nie jest to jednak przenośnia – jej matka Tayi dosłownie poślubiła portret Hosseina w Teheranie – był on w Szwajcarii i studiował radiologię i nie mógł wrócić do ojczyzny na ślub. Wydarzenie to ilustruje przepaść, która wciąż istnieje w ich małżeństwie: Hossein jest świeckim postępowcem, a Tayi pobożną, tradycyjną muzułmanką. Ta historia rodzinna jest rodzajem zdjęcia rentgenowskiego, obnażającego konflikty irańskiego społeczeństwa w okresie poprzedzającym i następującym po irańskiej rewolucji w 1979 roku. Oprócz komentarza Khosrovani, słyszymy czytane na głos listy i wspomnienia rozmów między jej rodzicami. Jednocześnie widzimy zdjęcia i filmy z rodzinnego archiwum. Te fragmenty intymności przeplatane są stylizowanymi ujęciami rodzicielskiego domu reżyserki, którego wystrój i umeblowanie subtelnie odzwierciedlają każdy nowy etap w małżeństwie jej rodziców – i w irańskim społeczeństwie.

 
godz. 20.00 Beksińscy. Album wideofoniczny, reż. Marcin Borchardt, 80 min, 2017, Polska

Dokument ukazuje życie rodziny Beksińskich za pośrednictwem prywatnych materiałów dźwiękowych i filmowych.

Historia wybitnego polskiego malarza, Zdzisława Beksińskiego i jego skomplikowanej relacji z synem Tomkiem – niezwykle popularnym dziennikarzem muzycznym, cierpiącym na depresję i podejmującym wielokrotnie próby samobójcze. Wstrząsający, dokumentalny dramat rodzinny, precyzyjnie zrekonstruowany na podstawie prywatnych, nigdy wcześniej w takiej formie niepublikowanych, dźwiękowych, filmowych i fotograficznych materiałów z archiwum Beksińskich. Scenariusz oparty na bestsellerowej biografii Magdaleny Grzebałkowskiej pt. Beksińscy. Portret podwójny.

17.09 (NIEDZIELA)

 godz. 15.00 Zamęt. Kronika rodzinna, reż. Peter Forgacs, 60 min, 1997

The Maelstrom wykorzystuje kolekcję domowych filmów nakręconych w Holandii przed i w trakcie II wojny światowej, których bohaterami są członkowie rodziny Peereboom.

Kolejny w dorobku węgierskiego mistrza dokument poświęcony losom europejskich Żydów. Wykorzystane w tym filmie ujęcia zostały nakręcone w Holandii na przełomie lat 30. i 40 ubiegłego wieku. Uwiecznieni na nich ludzie uprawiają sport, bawią się z dziećmi, flirtują, żenią się i świętują. Choć trudno znieść myśl, że nie potrafimy odróżnić jednych od drugich, są wśród nich zarówno ofiary, jak i architekci „ostatecznego rozwiązania”. Ciężko też pogodzić się z myślą, że oglądamy ostatnie chwile ludzi, którzy tak bardzo potrafią cieszyć się życiem.

 

godz. 16.15 Pożegnanie, reż. Ditteke Mensink, 90 min, 2009, Holandia

Film łączy materiały archiwalne z częściowo fabularyzowaną narracją dziennikarki Grace Drummond-Hay. W 1929 roku była ona jedyną kobietą, która wzięła udział w pierwszej podróży Grafa Zeppelina dookoła świata. Scenarzystka i reżyserka Ditteke Mensink stworzyła fikcyjny pamiętnik na podstawie artykułów prasowych i listów miłosnych Drummond-Hay. Wspomnienia dziennikarki opisują podróż słynnego zeppelina, atmosferę tamtego okresu w Europie i poza nią, a także życie osobiste tej wyjątkowej kobiety. Narracji dziennika towarzyszą wymowne ujęcia monumentalnego zeppelina, jego luksusowych wnętrz i przebiegu życia osób na pokładzie. Film przedstawia emocje odczuwane przez wszystkich pasażerów i tłumy wielbicieli na całym świecie. Film jest żywym świadectwem entuzjazmu i optymizmu okresu oddzielonego zaledwie kilkoma tygodniami od Czarnego Wtorku i krachu na Wall Street.

 

godz. 18.00 Jeden dzień w PRL, reż. Maciej J. Drygas, 58 min, Polska  (po projekcji spotkanie z autorem)

Archiwalne fragmenty audycji radiowych, milicyjne raporty, donosy, fragmenty listów, pamiętników… wszystkie te materiały łączy jedno – powstały tego samego dnia 27 września 1962 roku. Maciej Drygas bez tuszowania i ubarwiania pokazuje od – świtu do zmierzchu – zwykły dzień w Polsce Ludowej.

czwartek, 10 września 2020

Znamy pierwszych zwycięzców 17. Millennium Docs Against Gravity!

10 września w warszawskim Teatrze Studio odbyła się uroczysta gala wręczenia nagród 17. Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity. Grand Prix - Nagroda Banku Millennium - została przyznana filmowi „Ziemia jest niebieska jak pomarańcza” w reż. Iryny Tsilyk. 

Grand Prix – Nagroda Banku Millennium dla filmu „Ziemia jest niebieska jak pomarańcza w reż. Iryna Tsilyk

Festiwal potrwa do 13 września. W Warszawie, Wrocławiu, Katowicach, Poznaniu, Bydgoszczy i Lublinie przed widzami weekend emocjonujących filmów i wydarzeń. W Gdyni impreza potrwa do 18 września. W tym roku festiwal ma charakter hybrydowa. Od 19 września do 4 października odbędzie się prezentacja filmów festiwalowych online. Widzowie będą mogli obejrzeć ponad 100 tytułów z tegorocznej edycji na stronie festiwalu - mdag.pl.

W Konkursie Głównym 17. Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity o Grand Prix – Nagrodę Banku Millennium i 8 000 euro walczyło 13 filmów. Najlepszy film wyłoniło jury w składzie: Paweł Pawlikowski – reżyser, Maria Zmarz-Koczanowicz – reżyserka, Sigrid Dyekjaer – producentka filmowa.

Jury przyznało najważniejszą nagrodę festiwalu filmowi „Ziemia jest niebieska jak pomarańcza”. Uzasadnienie: „Jury chciało podziękować Arturowi Liebhartowi i jego zespołowi za stworzenie wybitnego programu konkursowego. Była to podróż – czasem inspirująca, ale przeważnie niepokojąca - przez chaos i zgiełk współczesnego świata. Świata, który wypadł z torów i pędzi w nieznane. Wiele filmów zasługiwało na nagrodę lub specjalne wyróżnienie. Niestety nagroda jest tylko jedna, zaś wyróżnianie aż tylu tytułów wydawało się mijać z celem. Jeden film spodobał się nam wszystkim bez wyjątku. Jury postanowiło jednogłośnie nagrodzić film, który opowiada oryginalną i przejmującą historię z ogromną empatią i poczuciem formy. Mówi o rodzinie, która wykorzystuje medium kina, aby przetrwać i nie oszaleć w obliczu wojny. Unikając emocjonalnej retoryki i przesady, reżyserka stworzyła poruszający i zarazem uniwersalny obraz o niezłomności ludzkiego ducha w mrocznych czasach”.

Nagroda dla Najlepszego Filmu Polskiego dla filmu „Między nami” („Between Us”), reż. Dorota Proba 


W organizowanym po raz pierwszy Konkursie Polskim na 17. Millennium Docs Against Gravity o Nagrodę dla Najlepszego Filmu Polskiego oraz 3 00 euro walczyło 12 filmów. Najlepszy film wyłoniło jury w składzie: Marek Hovorka - dyrektor festiwalu Jihlava International Documentary Film Festiwal, reżyserka Joanna Kos-Krauze, reżyser Paweł Łoziński oraz Brigid O’Shea, współpracująca z festiwalem DOK Leipzig.

Kadr z filmu Między nami

Jury przyznało nagrodę filmowi „Między nami”. Uzasadnienie: „W momencie, w którym fizyczna intymność została ograniczona wskutek pandemii, niekonwencjonalne koncepcje związków i miłości są marginalizowanie, a płynne tożsamości seksualne i płciowe podważane lub wręcz brutalnie prześladowane, prawdziwą przyjemnością było spędzić trochę czasu z trzema parami doświadczającymi trudów i radości wiążących się z pozostawaniem w związku. Reżyserka Dorota Proba wprawnie i empatycznie nakreśliła zasady, na których publiczność może wkroczyć do ich życia i zaobserwować mechanikę ich partnerstwa. Film łączy sceny codziennego życia rodzinnego z bardziej ustrukturyzowanymi wywiadami ukazującymi czego trzeba, by zbudować, podtrzymać, lub pożegnać miłość i zaangażowanie”.

Jury Konkursu Polskiego przyznało także wyróżnienie filmowi „Spróbujmy skoczyć do studni”, reż. Piotr Stasik i Dorota Wardęszkiewicz.


Uzasadnienie: „Jury postanowiło przyznać wyróżnienie filmowi, który jest portretem artysty zupełnie odmiennym od tych, do których przywykliśmy. Pokazuje wybitnego reżysera w całej bezradności wobec wampirycznie pochłaniającego go dzieła i procesu. Z tej rozpaczy i niemocy rodzi się sztuka.  Obraz, który udowadnia, że sens sztuki, życia, pracy naprawdę zależy od tego, po której stronie łóżka siadamy…”.

Nagroda Smakjam za Najlepszą Produkcję w Konkursie Polskim dla Pokromski Studio za film „Wieloryb z Lorino” („The Whale From Lorino”), reż. Maciej Cuske

O przyznawaną po raz pierwszy Nagrodę Smakjam za Najlepszą Produkcję w Konkursie Polskim na 17. Millennium Docs Against Gravity  i 3 000 euro lub świadczenia od studia Smakjam walczyło 12 filmów. Najlepszy film wyłoniło jury w składzie: Marek Hovorka - dyrektor festiwalu Jihlava International Documentary Film Festiwal, reżyserka Joanna Kos-Krauze, reżyser Paweł Łoziński oraz Brigid O’Shea współpracująca z festiwalem DOK Leipzig.

Jury przyznało nagrodę filmowi „Wieloryb z Lorino”. Uzasadnienie: „Wrażliwy autor stworzył piękny i czuły filmowy portret zbiorowy mieszkańców zapomnianego miasteczka na końcu świata. Ze zrozumieniem i bez oceniania pokazał ich codzienne zmagania z ciężarem życia w zrujnowanym kraju dając nam uniwersalną opowieść o człowieczeństwie i nadziei w beznadziejności”.

Kadr z filmu Wieloryb z Lorino

Nagroda Amnesty International Polska dla reżysera filmu „Witamy w Czeczenii” („Welcome to Chechnya”), reż. David France


David France zwyciężył w tegorocznym konkursie filmów o prawach człowieka. Jury w składzie Maciej Drygas – reżyser filmów dokumentalnych, Jakub Majmurek – publicysta, krytyk filmowy, Draginja Nadaždin – dyrektorka Amnesty International Polska przyznało reżyserowi nagrodę w wysokości 3 000 euro za film „Witamy w Czeczenii” („Welcome to Chechnya”).

Uzasadnienie jury: „Film Davida France’a to wstrząsające świadectwo dyskryminacji i prześladowań, jakich doznają osoby LGBTI w Czeczenii. Reżyser z wyjątkową wrażliwością buduje więź z bohaterami, towarzysząc im w ucieczce z rodzinnego kraju. To obraz nie tylko o niesprawiedliwości wobec grup mniejszościowych, ale również o współczesnej Czeczenii i współczesnej Rosji, której polityka często przekłada się na jednostkowe dramaty. To film o systemie opresji, w którym zarówno homofobiczne deklaracje dyktatorów, jak i przemoc wobec osób LGBTI ze strony członków ich własnych rodzin, pozostają bezkarne. Film pokazuje też, że nawet w pozornie beznadziejnej sytuacji aktywność niewielkich grup świadomych, mających odwagę działać bohaterów, może wiele zmienić”.

Witamy w Czeczenii

David France zwyciężył w tegorocznym konkursie filmów o prawach człowieka. Jury w składzie Maciej Drygas – reżyser filmów dokumentalnych, Jakub Majmurek – publicysta, krytyk filmowy, Draginja Nadaždin – dyrektorka Amnesty International Polska przyznało reżyserowi nagrodę w wysokości 3 000 euro za film „Witamy w Czeczenii” („Welcome to Chechnya”).

Uzasadnienie jury: „Film Davida France’a to wstrząsające świadectwo dyskryminacji i prześladowań, jakich doznają osoby LGBTI w Czeczenii. Reżyser z wyjątkową wrażliwością buduje więź z bohaterami, towarzysząc im w ucieczce z rodzinnego kraju. To obraz nie tylko o niesprawiedliwości wobec grup mniejszościowych, ale również o współczesnej Czeczenii i współczesnej Rosji, której polityka często przekłada się na jednostkowe dramaty. To film o systemie opresji, w którym zarówno homofobiczne deklaracje dyktatorów, jak i przemoc wobec osób LGBTI ze strony członków ich własnych rodzin, pozostają bezkarne. Film pokazuje też, że nawet w pozornie beznadziejnej sytuacji aktywność niewielkich grup świadomych, mających odwagę działać bohaterów, może wiele zmienić”.

Jury Konkursu o Nagrodę Amnesty International Polska przyznało także dwa wyróżnienia dla filmów „Dla Samy” („For Sama”), reż. Waad Al-Kateab, Edward Watts oraz „Jaskinia” („The Cave”), reż. Feras Fayyad.

Uzasadnienie: „Filmy „Dla Samy” i „Jaskinia” dopełniają obraz tego, co działo się w objętej wojną Syrii. Wszystkie wyróżnione dokumenty to także filmy, których szukaliśmy w ramach tegorocznego konkursu - o tematach trudnych, sytuacjach krytycznych, w których jednak człowiek potrafi szukać sposobów przetrwania i nie tracić nadziei”.

Nagroda za Najlepsze Zdjęcia dla operatora filmu „Ziemia jest niebieska jak pomarańcza” („The Earth is Blue as an Orange”), operator: Wiaczeslaw Tswietkow

W konkursie znalazło się 10 tytułów, które zachwycają stroną wizualną. Jury w składzie Tala Hadid – reżyserka, producentka i fotografka („Dom rodzinny”), Krzysztof Skonieczny – reżyser („Hardkor Disko”, „Ślepnąc od świateł”), Samir Ljuma – operator („Kraina miodu”) przyznało Nagrodę za Najlepsze Zdjęcia i 2000 euro Wiaczeslawowi Tswietkowi, operatorowi filmu „Ziemia jest niebieska jak pomarańcza” („The Earth is Blue as an Orange”).

Ziemia jest niebieska jak pomarańcza

Jury nagrodziło operatora filmu „Ziemia jest niebieska jak pomarańcza” („The Earth is Blue as an Orange”) Wiaczeslawa Tswietkowa. Uzasadnienie: „Za naturalny styl opowiadania obrazem, który w sposób organiczny splata warstwę wizualną z intymną historią bezbronnej, ale i silnej wspólnotą rodziny, walczącej o przetrwanie za pomocą sztuki filmowej w rozpadającej się przez wojnę rzeczywistości. Nagrodą w Konkursie na Najlepsze Zdjęcia 17. Festiwalu Filmowego Millenium Docs Against Gravity chcielibyśmy nagrodzić autorów filmu Ziemia jest niebieska jak pomarańcza w reżyserii Iryny Tsylik, którego operatorem jest Wiaczeslaw Tswietkow”.

Green Warsaw Award dla reżysera filmu „Ośmiornica, nauczycielka życia”

 („My Octopus Teacher”), reż. Pippa Ehrlich, James Reed


Podczas tegorocznego edycji festiwalu po raz kolejny została przyznana nagroda Green Warsaw Award w wysokości 15 000 zł dla najlepszego filmu o tematyce ekologicznej. Fundatorem nagrody jest Urząd Miasta Stołecznego Warszawy. 

Jury w składzie Leszek Drogosz – dyrektor Biura Infrastruktury Urzędu m.st. Warszawy, Marcin Dorociński – aktor, producent filmowy, działacz społeczny, aktywista ekologiczny oraz Katarzyna Jagiełło – aktywistka klimatyczna, ekspertka ds. różnorodności klimatycznej przyznało Green Warsaw Award duetowi reżyserskiemu Pippa Ehrlich, James Reed za film „Ośmiornica, nauczycielka życia” („My Octopus Teacher”).

Uzasadnienie jury: „W konkursie Green Warsaw Award jury miało do wyboru 8 filmów poruszających problemy i zagrożenia, jakie człowiek stwarza nadmiernie i często bezsensownie eksploatując zasoby naturalne naszej planety, naruszając przy tym ekstremalnie jej równowagę biologiczną i klimat.

W konkursie zobaczyliśmy obrazy globalnych zniszczeń i problemów oraz próby wskazywania ścieżek, którymi my mieszkańcy Ziemi powinniśmy podążać, aby uniknąć ostatecznej katastrofy.

Promyk nadziei na to, że człowiek jest jednak zdolny do stworzenia właściwych relacji z naturą odnaleźliśmy w kameralnej historii opowiedzianej przez duet reżyserski Pippę Ehrlich i Jamesa Reeda zatytułowanej “Ośmiornica, nauczycielka życia”.

„Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości”, nauczyła nas ostatnio Olga Tokarczuk. Craig Foster, bohater filmu jest najczulszym z obserwatorów, do tego mądrym i uważnym na każdy element tkanki tego świata. Dzięki jego intymnej relacji z niezwykłą istotą, którą jest ośmiornica, możemy wejrzeć w ekosystem oceanu i stać się świadkami pięknej, ponadgatunkowej relacji dwóch krańcowo odmiennych istot. Mamy przywilej towarzyszyć historii uczucia budowanego na najdrobniejszych gestach, między jednym oddechem, a drugim. Niebywałe spotkanie ponad podziałami, rozwija się na naszych oczach w prawdziwe uczucie, w czułą miłość. Jeśli nauczymy się patrzeć na wszystkie istoty na Planecie tak, jak ludzki narrator tego dokumentu widzi swoją Nauczycielkę, to jest dla nas nadzieja”.

Nagroda Nos Chopina dla reżysera filmu „System K” („System K”), reż. Renaud Barret

   Podczas tegorocznego Festiwalu Millennium Docs Against Gravity po raz kolejny została przyznana nagroda Nos Chopina i 2 000 euro dla najlepszego filmu o muzyce i sztuce. Jury w składzie Karol Radziszewski – artysta wizualny, Barbara Wrońska - wokalistka i kompozytorka oraz  reżyserka Jaśmina Wójcik przyznało nagrodę reżyserowi filmu „System K”.

Jury uzasadniło swój werdykt następująco: „Po obejrzeniu dwunastu filmów w sekcji konkursowej Jury jednogłośnie wybrało „System K” w reżyserii Renaud Bareta. Film brawurowo i bez egzotyzacji, pokazuje z bliska grupę artystów, dla których sztuka z odpadów cywilizacji zachodniej jest autentyczną formą dialogu społecznego, głosem oporu prowokującym do politycznej refleksji. Dokument przybiera formę radykalnego performance'u, bo jak mówią bohaterowie: Życie w Kinszasie jest performancem samo w sobie (...) Kinszasa to ogromna wystawa, sztuka jest tu wszędzie i dla każdego”.

System K.

Fundatorem Nagrody Nos Chopina jest Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny.

informacja prasowa

wtorek, 8 września 2020

Opowieści o prawdzie i przemijaniu. Kino Macieja J. Drygasa

Swoją filmową pracę porównuje do "Lekcji anatomii" Rembrandta. Punktem wyjścia jest człowiek, z jego fizyczną obecnością i historią, ale właściwym tematem pozostaje tajemnica człowieka, której dokumentalista docieka. Zawsze wrażliwy na drugiego człowieka i jego los. Staranna dokumentacja pokazuje, że nic tu nie jest na niby, a kreacja nie jest tylko formalną wirtuozerią, ale służy poruszeniu serca widza.

Maciej J. Drygas, fot. IMDb

Historia człowieka niezłomnego: "Usłyszcie mój krzyk"


Pierwszym filmem, który sprawił, że zainteresowałam się twórczością tego znakomitego artysty, był "Usłyszcie mój krzyk" (1991). Za pomocą nieznanych, często niespodziewanie odkrytych, materiałów archiwalnych reżyser opowiada historię samospalenia Ryszarda Siwca podczas uroczystości dożynkwych 8 września 1968 roku na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Gromadząc dokumentację, Drygas natknął się na 7-sekundowy zapis na taśmie filmowej, który jakimś cudem ocalał w archiwum WFD. To bezcenne znalezisko stało się w rezultacie punktem wyjścia i kulminacją filmu.

Sekwencja wstępna ukazuje funkcjonariuszy milicji pośpiesznie palących akta. Potem - z archiwów szpitala i prokuratury, a także z zapisu w księdze parafialnej, że akta sprawy Ryszarda Siwca nie istnieją, zaś jako oficjalną przyczynę zgonu odnotowano wypadek...

Kadr z filmu "Usłyszcie mój krzyk"
A jednak - jak się okazało po z górą trzydziestu latach - historia tego człowieka została zapamiętana przez wielu. Nie tylko jego bliskich i znajomych; także naocznych świadków, którzy po latach ze szczegółami relacjonują tamto wydarzenie. Maciej J. Drygas przeplata ich relacje z refleksjami na temat śmierci Siwca - jej przyczyn i wymowy. Wszyscy pozostają wobec tego dramatu bezradni. Ksiądz Józef Tischner twierdzi, że samospalenie nie należy do tradycji chrześcijańskiej, ale w przypadku Siwca mieliśmy do czynienia z aktem wolnym. Swoim samotnym heroicznym aktem wzniecił na warszawskim stadionie ogień wolności. Z pewnością była to męczeńska ofiara. Pozostali rozmówcy mówią o buncie przeciwko złu i kłamstwu.

Maciej Drygas nie tylko wydobywa bohatera z otchłanie niepamięci. Pokazuje również, ze czyn taki nigdy nie jest daremny. W filmie pobrzmiewa ton tragedii antycznej, której istotą jest wybór tragiczny - wybór mniejszego zła, który jednak charakteryzuje utrata jakiejś wartości. W przypadku Siwca jest nią nie tylko własne życie, ale również ukochana rodzina: żona i pięcioro dzieci, którzy będę dźwigać swoje cierpienie przez całe życie... Nie mamy wątpliwości, że tak właśnie jest, szczególnie w odniesieniu do dorosłych już dzieci bohatera.

Wydawało mi się - mówi reżyser - że to taka polska historia, tymczasem postawa Siwca okazała się uniwersalna. Widzowie w różnych zakątkach świata żywo dyskutowali po filmie o własnych konformistycznych postawach.

Film znajdziecie TUTAJ.

"Stan nieważkości" (1994) - przypowieść o końcu pewnego świata

W 1992 roku świat obiegła informacja, że po orbicie krąży od roku kosmonauta Siergiej Krikalow. Po powrocie na Ziemię zyskał nawet przydomek ostatniego obywatela ZSRR; jego powrót odbył się bowiem tuż po rozpadzie Związku Radzieckiego. Historia samotnie krążącego po orbicie człowieka, podczas gdy rozpada się jego dotychczasowy świat, wydała się Maciejowi Drygasowi niezwykle inspirująca. Uznał, że ten dramatyczny lot posłużyć może do zbudowania dokumentalnej opowieści o końcu XX wieku. Pojechał więc do Rosji, by starać się o wywiad z Krikalowem i ku swojemu zdumieniu dowiedział się, że lot ten wcale nie był samotny i że to właśnie za zgodą kosmonauty został przedłużony. W tym czasie zmienili się jego partnerzy. Pierwotny zamysł reżysera musiał ulec przeobrażeniu. Udało mu się - po wielu staraniach - dotrzeć do Archiwum Dokumentacji Kosmicznej. Podczas wielotygodniowego przesłuchiwania nagrań rozmów kosmonautów z Ziemią reżyser tak dalece wszedł w ten szczególny i - zdawałoby się - hermetyczny świat, że nawiązanie bezpośrednich kontaktów z kosmonautami stało się czymś naturalnym, choć oczywiście nie było łatwe. Żartobliwie podzielił swoich potencjalnych rozmówców na żołnierzy i poetów. Ci pierwsi niewiele mieli do powiedzenia, dla drugich pobyt w kosmosie był marzeniem życia. I to z nimi głównie rozmawiał autor "Stanu nieważkości".

Reżyser podczas kręcenia Stanu nieważkości

Z bogatego materiału dokumentacyjnego - gotowego i własnego - Drygas stworzył fascynujący film. W kosmosie bohaterowie czują, że spełniły się ich marzenia i że taka podróż ma głęboki sens. Opowiadają o sprawach "codziennych", tzn. o swoim funkcjonowaniu w nietypowych warunkach, ale rozważają też doznania niezwykłej harmonii kosmosu. Jednak powrót ze stanu nieważkości do rzeczywistości okazuje się bolesny. Reżyser odsłania także ciemną stronę lotów: poza eksperymentami, które wielu opłaciło życiem lub trwałym kalectwem, to także wiele nieudanych lotów, zakończonych katastrofami. Ich śladem są dziś sterczące w niebo rdzewiejące konstrukcje, zniszczone kapsuły są jak szczątki przedpotopowych zwierząt lub umarłych cywilizacji... Film ma cechy przypowieści i mówi także o cenie, jaką płaci człowiek realizując marzenia o transcendencji.

"Stan nieważkości" w reż. Macieja J. Drygasa

"Głos nadziei" (2002) - opowieść o niezniszczalności prawdy

Pokazałem film byłym pracownikom rozgłośni Radia Wolna Europa - opowiada reżyser "Głosu nadziei". Gdy skończyła się projekcja, odczytałem list do Jana Nowaka Jeziorańskiego, która napisał, za moją sugestią, jeden z moich bohaterów - byłych pracowników stacji przekaźnikowej. Przepraszał w nim za to, że przez tyle lat zagłuszał wolne słowo. Nowak Jeziorański był bardzo poruszony. Kilka dni później autor listu zatelefonował do mnie i tłumiąc wzruszenie, zaczął opowiadać:
- Panie Maćku, dzisiaj rano - dzwoni telefon. Podnoszę słuchawkę i co słyszę? Głos człowieka, którego tyle lat zagłuszałem!.. I on mi wybaczył!!!

Kadr z filmu "Głos nadziei"
Radio Wolna Europa było w latach 1952-1994 dla wielu  Polaków własnie owym tytułowym głosem nadziei. Jednak film nie jest bynajmniej historią RWE. Reżyser dopuścił do głosu ludzi mieszkających wówczas w Polsce pozbawionej wolności słowa, w której wszelkimi sposobami zagłuszano prawdę.

Film rozpoczynają słowa spikera z 3 maja 1952 roku:

Będziemy mówili wam prawdę o wypadkach dziejących się w świecie, którą sowiecki reżim chce przed wami ukryć, by zabić w was resztki nadziei. (...)Nadejdzie jeszcze ten dzień, kiedy jutrzenka swobody zabłyśnie znowu nad Warszawą.

W końcówce filmu z eteru płyną słowa będące potwierdzeniem wypełnienia misji i zapowiadające zakończenie działalności Radia Wolna Europa. Reżyser pokazuje archiwalne obrazy polskiej rzeczywistości tamtych lat: biedne, zaniedbane podwórka, zgrzebne ulice, apatyczne twarze ludzi stłoczonych w autobusie w drodze do pracy. Pojawiają się też szczególni rozmówcy: pracownicy zatrudnieni przy zagłuszaniu płynących z wolnego świata fal radiowych, głos zabierają także ludzie stawiający temu opór.

Podczas trwania stanu wojennego Radio Wolna Europa prowadziło akcję "Pomoc - telefon do kraju", dzięki której rozłączone brutalnie rodziny mogły się ze sobą skomunikować. Wtedy też powstaje pierwsze niezależne radio w Polsce - Radio "Solidarność". Przestrzeń wolności się powiększa, zwycięstwo prawdy nad kłamstwem staje się nieuniknione. Wreszcie widzimy jego symboliczny znak - walące się maszty antenowe, które służyły zagłuszaniu radiowych fal. Podobnie, jak w poprzednich filmach, najbardziej poruszające są ludzkie historie, którym reżyser pozwala zaistnieć.

Jak co dzień - "Jeden dzień w PRL" (2005)


"Jeden dzień w PRL" (całość)


Nie szukałem niezwykłego dnia. To mógłby być każdy inny dzień - powiedział podczas reżyser podczas spotkania we Wrocławiu. W tym opresyjnym systemie szukałem człowieka, który pragnął odrobiny wolności, żeby jakoś żyć.

W istocie, ten dzień - 27 września 1962 roku, pokazany od świtu do zmierzchu - to dzień, jakich wiele, wybrany jako charakterystyczny obraz mikrokosmosu PRL-u. Film rozpoczyna panorama pełnej neonów Warszawy lat 60. oraz scena nauki twista. Ale po tym propagandowym obrazku przedstawiającym szczęśliwy świat i uśmiechniętych ludzi następuje właściwa opowieść, której nie znajdziemy w żadnych z filmów tamtych czasów. Słyszymy, jak przedstawiciel tajnych służb informuje o antypaństwowych napisach, a tajny współpracownik zdaje raport o obserwowanych z ukrycia zwykłych mieszkańcach zwykłego bloku:

Figurant rozmawia z żoną o sprawach intymnych, je śniadanie, kładzie się spać. Figurantka kupuje w sklepie kilka kilogramów soli.

Poczucie absurdu, a zarazem niewyobrażalna skala inwigilacji płynie nie tylko z przekazywanych informacji, ale , ale także z towarzyszącym im obrazów. W filmowej narracji ważną rolę odgrywają stopklatki, sprawiające wrażenie, że ktoś  obserwuje i utrwala wszystko: sprzątającą kobietę, ludzi śpieszących do pracy, roznosiciela gazet... Słyszymy charakterystyczny dźwięk migawki aparatu fotograficznego. 
Obrazom towarzyszą także charakterystyczne teksty z epoki. Na przykład kierowniczka sklepu tłumaczy się z faktu posiadania "nadwyżki biustonoszy", kupiła je bowiem okazyjnie w... piekarni. W liście do redakcji Fali 56 Polskiego Radia kobieta prosi o interwencję, pragnąc uniknąć kary więzienia za "posiadanie nielegalnego mięsa", które zawiozła synowi do szpitala.

Kończy się dzień. Tramwaje zjeżdżają do zajezdni. Wybija północ i spikerka zapowiada dzień następny - taki sam...

"Cudze listy" (2011) - skradzione biografie


Przy okazji gromadzenia materiałów archiwalnych do poprzednich filmów Maciej Drygas odkrył, że od początku istnienia PRL przechwytywano i rozpracowywano miliony listów rocznie. Sześć lat zabrało reżyserowi gromadzenie i opracowywanie dokumentacji na ten temat. Warto filmy te zobaczyć jako dopełniające się, choć pod wieloma względami różne. Reżyser przedstawia tym razem ukrytą w archiwach, skradzioną Polakom historię, a właściwie historie trzydziestu ludzi wybranych spośród tysięcy. O "Cudzych listach" mówi: 

Ten film nie jest ani historyczny, ani publicystyczny. Zrealizowałem moją bardzo autorską wizję PRL-u, choć wykreowany przeze mnie świat powstał w większości z materiałów archiwalnych. Zabieram widzów na wycieczkę w przeszłość.

Kadr z filmu "Cudze listy"
Film rozpoczyna scena zakończenia wojny i wkroczenia wojsk rosyjskich. Entuzjastyczne powitania i uśmiechy są kontrapunktem do ścieżki dźwiękowej. Narratorem jest kobieta pisząca list, która  opowiada o strachu, kradzieżach, biciu i innych represjach ze strony „wyzwolicieli”. Następnie słyszymy tekst tajnego pisma z 18 czerwca 1945 roku, będącego sprawozdaniem z pracy cenzury wojskowej, z którego wynika, że cała korespondencja w kraju została objęta nadzorem. Listy i telegramy kontrolowano, a część z nich zatrzymywano, by służyły jako materiał dowodowy do aresztowań i wszczęcia śledztwa. Wybrane teksty są w filmie czytane przez amatorów, podobnie jak w „Jednym dniu w PRL”, przez co brzmią one jeszcze bardziej wiarygodnie. O czym piszą ludzie, których głos rozlega się po tylu latach? O głodzie i o biedzie, o drożyźnie i bezrobociu, o aresztowaniach i braku nadziei. Niektóre pozostają w pamięci na długo, jak ten pisany przez 13-letniego chłopca do prezydenta Bieruta, by darował ojcu karę śmierci, bowiem on i jego młodsze rodzeństwo zostaną sierotami. Towarzyszy temu obraz dzieci bawiących się na brudnym podwórku, jakich wówczas było wiele. 

Proceder trwa długo i przybiera coraz bardziej monstrualne wymiary. W latach 80., w rezultacie wprowadzenia stanu wojennego, wielu Polaków znalazło się nagle w więzieniach i na emigracji. Listy od nich mówią o tęsknocie i trudach emigracji: 

Tu jest wszystko, ale ja bym wolała - pisze jedna z autorek zatrzymanego listu - wrócić do Polski. W odpowiedzi otrzymuje uściski z szarej, ale kochanej Polski.

Końcowa sekwencja filmu pokazuje ludzkie twarze - smutne, zmęczone, szare. Obrazom tym towarzyszy piękna, przejmująca muzyka Pawła Szymańskiego. Trzydzieści listów – trzydzieści biografii, historii ludzkich, które zostały okradzione z wolności, godności, z ojczyzny… Bardzo poruszający film, odwołujący się przede wszystkim (podobnie jak poprzednie) do emocji widza.

"Cudze listy", reż. Maciej J. Drygas

"Usłysz nas wszystkich" (2008) - metaforyczna opowieść o przemijaniu

Tytuł kojarzyć się może z pierwszym filmem dokumentalnego cyklu Macieja Drygasa: "Usłyszcie mój krzyk". Tym razem jednak jest to krzyk dobiegający z otchłani czasu, krzyk zbiorowości - opowieść o zaginionej cywilizacji, której fragmenty znajdują w Sudanie polscy archeolodzy. Wydawać by się mogło, że to film dla Drygasa nietypowy, ale reżyser i tu dotyka spraw, które go ciągle nurtują. Bez względu na czas i miejsce interesuje go przede wszystkim człowiek. Przy tym reżyser ma temperament archeologa: cierpliwość i dociekliwość. Swoją kwerendę w archiwach sam nazwał "codzienną archeologią", której towarzyszy poczucie radości szukania - i znajdowania. Jak powie podczas spotkania: Wyciągałem świat z niebytu i pokazywałem.

Film "Usłysz nas wszystkich" jest właściwie impresją na temat odkrycia wczesnochrześcijańskiego grobu. Żmudne poszukiwania, piasek, z którego wyłaniają się napisy, bdące przesłaniem zaginionej cywilizacji:

Przywódco Duchów, Panie spraw, abyśmy żyli w tym kraju, którego nie dotyka srogość złego ducha. Przyjdź, objaw się, słysz nas wszystkich.

Czy podobne słowa nie mogły paść w którymś z poprzednich filmów?

Kadr z filmu "Usłysz nas wszystkich"

"Abu Haraz" (2013) - Opowieść o końcu świata

Przy okazji pobytu w Sudanie reżyser dowiedział się o planach likwidacji wioski Abu Haraz. Miał więc niepowtarzalną okazję utrwalić ją w kadrze, zanim to się stanie. Mógł także towarzyszyć jej mieszkańcom, gdy jeszcze w niej mieszkali, kiedy protestowali, a wreszcie kiedy z niej wyjeżdżali. Widzimy ich także w obcym, pozbawionym zieleni krajobrazie, w którym czują się wyobcowani i nieszczęśliwi.

Główny bohater filmu "Abu Haraz"
Znając poprzednie dokonania Macieja Drygasa,  nie dziwi nas, że reżyser znowu sięga po temat, w którym człowiekowi dzieje się krzywda i nie ma on wpływu na swój los - to rodzaj fatum.. Charakterystyczne jest, że każdy z jego filmów ma inną poetykę, starannie dobraną do tematu. "Abu Haraz" ma momentami realistyczny charakter, jednak ujęcia ludzkich twarzy i krajobrazów służą przede wszystkim refleksji i mają impresyjny charakter. Rozpoczyna go i kończy wyrazisty bohater – Sulejman, który opowiada swój sen:

Często mi się śni, że jestem u siebie w Abu Haraz i prowadzę normalne życie. Śni mi się, że koszę trawę, że jestem wśród palm. Nieraz mówię do kogoś, kogo już nie ma, o rzeczach, które już nie istnieją. Czuję, że jestem martwy, chociaż jeszcze żyję.

Również na końcu filmu bohater opowiada o tym, że śnili mu się zmarli rodzice. Pomiędzy tymi opowieściami o snach z przeszłości obserwujemy życie w wiosce. Narodziny dziecka są traktowane jako doniosłe wydarzenie, o którym powinni wiedzieć wszyscy. Obserwujemy pracujących w polu rolników, bardzo precyzyjnie nawadniających swoje uprawy, opiekujących się nowo narodzonymi zwierzętami, dzieci uczące się w szkole (kapitalna scena, w której nauczyciel pyta je o to, kim jest biedak), rodziny jedzące wspólne posiłki. Czasami dochodzi do kłótni, ale mimo wszystko jest to bardzo dobrze zintegrowana mała społeczność.

Jednak – jak się okazuje – poza nią mielą się żarna Historii i wystarczy czyjaś decyzja, aby całkowicie zmienić los tych ludzi. Protesty na nic się zdadzą… Trzeba sprzedać część zwierząt, spakować skromny dobytek i ruszyć w nieznane. Ci, których na to stać, zamierzają ekshumować i zabrać z sobą prochy swoich bliskich, ale dla większości jest to niewykonalne. Widzimy ich następnie w podobnych barakach, ale krajobraz wokół nim – obcy, jałowy… Smutek i przygnębienie z powodu oderwania od korzeni drążą nie tylko głównego bohatera, widać je na twarzach wszystkich mieszkańców wioski.

Maciej J. Drygas podczas pobytu w wiosce Abu Haraz
Twórczość Macieja J. Drygasa fascynuje mnie począwszy od filmu "Usłyszcie mój krzyk". Artysta z wielkim szacunkiem i niebywałą cierpliwością wydobywa z niepamięci ludzkie historie, dramaty wydawałoby się bezpowrotnie zapomniane. Nie tylko przywraca pamięć o takich nietuzinkowych bohaterach jak Ryszard Siwiec, odnajduje także fragmenty biografii zwyczajnych ludzi, którym je kiedyś skradziono ("Cudze listy"), ba, sięga znacznie dalej w głąb czasu, towarzysząc archeologom podczas wykopalisk w Sudanie ("Usłysz nas wszystkich"). Zawsze wrażliwy na drugiego człowieka i jego los. Staranna dokumentacja pokazuje, że nic tu nie jest na niby, a kreacja nie jest tylko formalną wirtuozerią, ale służy poruszeniu serca widza.
Dodajmy, że filmy Drygasa są doceniane na całym świecie, co potwierdza, że ich przesłanie ma głęboko humanistyczny i zarazem uniwersalny charakter.

Artykuł o twórczości Macieja J. Drygasa ukazał się pierwotnie w miesięczniku "KINO" 2011, nr 10. W tej wersji został nieco poprawiony i poszerzony o ostatni film tego reżysera. 

poniedziałek, 22 lipca 2019

"Diego" Asifa Kapadii. Anatomia klęski /recenzja filmowa/

Wielką zaletą filmu Kapadii jest umiejętność wydobycia z niezliczonych godzin nagrań klarownej opowieści o spektakularnym sukcesie i upadku. Ostatnia część trylogii Asifa Kapadii pozwala widzom cieszyć się faktem, że bohater ocalał i pozostał sobą - Diego, a nie Maradoną.


Na ekranach polskich kin pojawił się właśnie głośny jeszcze przed premierą film Asifa Kapadii "Diego" - ostatni z jego dokumentalnej trylogii. Po obejrzeniu "Amy" i "Sanny" z niecierpliwością oczekiwałam na "Diego". Kapadia jest mistrzem opowieści, która porusza, a przecież jej materiałem są wyłącznie archiwa. Równie wspaniale opowiadają nieliczni: Bill Morrison w genialnym "Dawson City. Czas zatrzymany" czy wspaniały polski dokumentalista Maciej J. Drygas. Ich filmy są głęboko poruszające, bo odnoszą się nie tylko do naszych własnych doświadczeń i wrażliwości, ale poruszają tematy uniwersalne - mówią o pamięci, przemijaniu, pokazując  jednocześnie, że to, co zostało zatrzymane w kadrze w jakiś sposób ocala.

Kadr z filmu "Diego", materiały prasowe M2Films

Trylogia Kapadii jest refleksją na rozmaite tematy: sławy i jej niszczącego wpływu na ludzi, ale bohaterowie jego filmów stają się także, a może przede wszystkim, znakiem problemów, które spotykają każdego człowieka. „Senna” był rodzajem medytacji nad dwoistością ludzkiej natury, „Amy” - wstrząsającym zapisem niszczącego wpływu wywieranego na rzeczywistość przez współczesne media. To nie są filmy, które łatwo wyrzucić z pamięci, bo stają się częścią naszego własnego doświadczenia: zaczynamy lepiej rozumieć nasze własne wzloty i upadki.
"Diego" porusza zagadnienie relacji pomiędzy idolem a tłumem,  Kapadię  interesuje najbardziej napięcie panujące między „Diego” a „Maradoną”. To zagadnienie porusza także znakomity film Toma Volfa: "Callas". Bohaterka mówi w nim:

"Chciałabym być Marią, ale muszę dorównać Callas. Na końcu zaś stwierdza: Myślę, że się dogadają, bo Callas była niegdyś Marią". Pomiędzy tymi frazami rozgrywa się całe jej życie, pełne sprzeczności, dramatów i sukcesów.


Kadr z filmu "Diego", materiały prasowe M2Films

Ten rys podwójności odnajdziemy również w całej karierze Diego Maradony: El Pibe de Oro – diabeł i święty, geniusz i głupiec, dobry i zły, wszystko albo nic.
Podobnie, jak to było w przypadku Amy Winehouse, życie Maradony zostało dobrze zdokumentowane. Istnieją nagrania, na których widzimy 15-letniego chłopca w otoczeniu rodziny. Właśnie odniósł spektakularny sukces, dzięki czemu może opuścić nędzne slamsy i przenieść się wraz z rodzicami i siostrami do własnego mieszkania. Od tej pory będzie tę rodzinę utrzymywał, żyjąc w przekonaniu, że nie ma powrotu do biedy. Niekwestionowany talent, ta jakaś iskra Boża, poparty ciężką pracą, owocuje coraz to większymi sukcesami. A jednocześnie ciągle jest to mocno związany z rodziną chłopiec - zdobywszy Puchar UEFA zatelefonuje najpierw do matki... Sam zresztą mówi o sobie, że jest maminsynkiem.

Kadr z filmu "Diego", materiały prasowe M2Films

Kapadia skupia się przede wszystkim na włoskim okresie kariery Maradony, kiedy to piłkarz przeszedł do włoskiego klubu SSC Napoli. Neapol był wówczas biednym miastem i bardzo potrzebował spektakularnego sukcesu. Miał to sprawić właśnie Argentyńczyk. Kiedy się pojawił, witały go tysięczne tłumy. Początki były trudne, drużyna słaba, z czasem jednak stała się najlepszą we Włoszech, co - gdy oglądamy fragmenty wcześniejszych meczy - graniczyło z cudem. Diego, który sam wywodził się z biedy, był być może najlepszym wyrazicielem zbiorowego marzenia o tym, aby stać się kimś, zasłużyć na sławę i szacunek. Największe sukcesy międzynarodowe sprawiły, że wkrótce stał się bogiem, bożyszczem tłumów. Skromny chłopiec ze slamsów, który szybko musiał dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za rodzinę, z jednej strony zawsze pozostał skromny i poczciwy, z drugiej strony jednak taka sytuacja nie pozostała oczywiście bez wpływu na jego życie. Presja i stress znajdują ukojenie w nocnych hulankach, zaczyna sięgać po narkotyki i z całą naiwnością "zaprzyjaźnia się" z mafią. Założenie rodziny, przychodzące na świat dzieci, niewiele zmieniają. Staje się coraz mniej "Diego" - skromnym i sympatycznym chłopcem, a coraz bardziej "Maradoną" - idolem tłumów. Próby opuszczenia Neapolu nie powiodły się, więc szaleństwo się pogłębia. Ostatecznie odejdzie, ale skompromitowany, opluty, napiętnowany, a wreszcie -pozbawiony możliwości grania. A przecież niczego innego nie umie robić...

  1. Kadr z filmu "Diego", materiały prasowe M2Films

Kapadia pokazuje klęskę bohatera, ale też jego powrót, choć nie tak spektakularny. On sam przekonany jest o tym, że zmarnował życie, ale wcale tak nie jest. Końcowa scena, w której siwy już bohater wita na progu domu swego pierworodnego (nieślubnego) syna, jest doprawny znacząca i wzruszająca. Pokazuje, że człowiek, który tyle przeżył, na koniec dojrzał i doskonale wie, co jest w życiu ważne.

Wielką zaletą filmu Kapadii jest umiejętność wydobycia z niezliczonych godzin nagrań klarownej opowieści o spektakularnym sukcesie i upadku. Tym razem jednak mamy do czynienia z bohaterem, który ową klęskę przeżył, a fakt, że się z niej podniósł, choć był to długi i trudny proces, sprawiają, że w tej historii może przejrzeć się każdy. Dopiero z upływem lat i właśnie poprzez bolesne doświadczenia stajemy się pełnymi ludźmi. Tym razem bohater filmu Kapadii ma także możliwość opowiedzenia swojej historii i skomentowania pewnych faktów. Zarówno "Diego", jak i poprzednie filmy Kapadii, charakteryzuje wielka wrażliwość i empatia reżysera, który o swoich bohaterach mówi jak prawdziwy humanista - z sympatią i zrozumieniem, ale jednocześnie wydobywa prawdę o nich, nie idealizując ich bynajmniej.

Ostatnia część trylogii Asifa Kapadii pozwala widzom cieszyć się faktem, że bohater ocalał i pozostał sobą - Diego, a nie Maradoną.

ocena: 8/10


polski zwiasun filmu

środa, 19 grudnia 2018

Laureaci Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich 2018

Krystyna Krupska-Wysocka, Jerzy Wójcik, Andrzej Mularczyk, Stanisław Śliskowski, Henryk Bielski, Paweł Kędzierski, Krzysztof Wodziński, Ryszard Kirejczyk (Nagroda Specjalna) to laureaci jedenastej edycji Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Te specjalne wyróżnienia przyznawane są przez Zarząd Stowarzyszenia filmowcom, których praca przyczyniła się w wyjątkowy sposób do rozwoju polskiej kinematografii.

Laureaci Nagród SFP 2018 Ryszard Kirejczyk, Krzysztof Wodziński, Paweł Kędzierski, 
Henryk Bielski, Stanisław Śliskowski, Andrzej Mularczyk, Tomasz Wójcik (w imieniu ojca Jerzego Wójcika)
 i Krystyna Krupska-Wysocka oraz Jacek Bromski, fot. Borys Skrzyński/SFP

Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są od 2007 roku. Ich powstaniu towarzyszyła obowiązująca do dziś idea, by statuetki trafiały w ręce nie tylko tych przedstawicieli filmowych zawodów, którzy stoją na pierwszej linii – reżyserów, operatorów – ale także tych, którzy pozostając nieco w cieniu, mają ogromny wpływ na ostateczny kształt dzieła filmowego - dźwiękowców, montażystów czy scenografów. Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są za całokształt dokonań artystycznych. Ludzie, którzy ją otrzymali, kształtowali oblicze polskiego filmu.

W 2017 roku Nagrody SFP otrzymali: Leszek Wronko - operator dźwięku, Bronisław Zeman - reżyser filmów animowanych, Maciej Putowski - scenograf i dekorator wnętrz, Marcel Łoziński - reżyser filmów dokumentalnych, Tadeusz Roman - operator telewizyjny, Witold Sobociński - autor zdjęć filmowych i Franciszek Pieczka (Nagroda Specjalna) – aktor.

Gala Nagród SFP 2018: Paweł Lewandowski - Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Radosław Śmigulski – Dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz Jacek Bromski – Prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich dzielą się opłatkiem, fot. Borys Skrzyński/SFP
W tym roku statuetki Nagród SFP wykonane przez Dorotę Dziekiewicz – Pilich otrzymali:


·         Krystyna Krupska-Wysocka - reżyserka i scenarzystka

·         Jerzy Wójcik - autor zdjęć filmowych

·         Andrzej Mularczyk - pisarz, scenarzysta

·         Stanisław Śliskowski - autor zdjęć filmowych

·         Henryk Bielski - reżyser filmowy

·         Paweł Kędzierski - reżyser filmów dokumentalnych

·         Krzysztof Wodziński - reżyser dźwięku

·         Ryszard Kirejczyk - Nagroda Specjalna



Gala Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich odbyła się 18 grudnia 2018 roku w Hotelu Hilton w Warszawie.

Sylwetki nagrodzonych

Krystyna Krupska-Wysocka
reżyserka i scenarzystka

Urodziła się w Stołpcach. W wieku 14 lat obejrzała angielski film historyczny i postanowiła związać swoją przyszłość z kinem. Przeniosła się ze zwykłej szkoły średniej do Liceum Sztuk Plastycznych, gdyż uznała, że zdobędzie w nim wiedzę przydatną w urzeczywistnianiu planów filmowych. Po maturze zdawała do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Na egzamin wstępny zabrała swoje prace malarskie. Komisja egzaminacyjna doradzała jej Wydział Operatorski. Obstawała przy reżyserii i dostała się. 

Funkcję zwaną współpracą reżyserską, nierzadko pokrywającą się z obowiązkami II reżysera, pełniła m.in. przy „Ludziach z pociągu” (1961) i „Milczeniu” (1963) Kazimierza Kutza, „Długiej nocy” Janusza Nasfetera (1967, prem. 1989), „Zazdrości i medycynie” Janusza Majewskiego (1973) oraz „Dolinie Issy” Tadeusza Konwickiego (1982). Była nominalnie II reżyserem filmów telewizyjnych Krzysztofa Zanussiego – „Gór o zmierzchu” (1970) i „Za ścianą” (1971) czy kinowych Konwickiego – „Jak daleko stąd, jak blisko” (1971) oraz „Lawy” (1989). I tak się złożyło, że jako II reżyser często pracowałam z dziećmi. Przyglądałam się tym dzieciom i stwierdziłam, że nie można kazać im recytować wyuczonych kwestii – trzeba pozwolić im mówić własnymi słowami – powiedziała Krupska-Wysocka w wywiadzie z książki Jerzego Armaty i Anny Wróblewskiej „Polski film dla dzieci i młodzieży” (wyd. Fundacja KINO, Warszawa 2014). We własnych filmach przywiązywała dużą wagę do naturalności zachowań i wypowiedzi dziecięcych czy nastoletnich bohaterów. Rozmawiając za pośrednictwem swych filmów z młodą publicznością, nie unikała trudnych tematów: narkomanii wśród młodzieży w miniserialu „Żuraw i Czapla” (1985), którym debiutowała, samotności dzieci i dorosłych – w komedii „Skutki noszenia kapelusza w maju” (1993, TV), ze znakomitą kreacją Wiesława Michnikowskiego, niepełnosprawności – w „Ptaszce” (1994). Do dzieci adresowała też aktorsko-animowany film „Mamo, czy kury potrafią mówić?” (1997), zrealizowany z Tadeuszem Wilkoszem.

 „Żuraw i Czapla” oraz „Skutki noszenia kapelusza w maju” zdobyły nagrody na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino! w Poznaniu (1988, 1994). W poznańskim Centrum Sztuki Dziecka Krupska-Wysocka uczestniczyła w projekcie warsztatowym – Wielka Przygoda z Filmem. Z myślą o młodych widzach zrealizowała spektakle telewizyjne „Ogrodnik i jego chlebodawcy” (1994) oraz „Agnieszka skrawek nieba” (1995).

 Krystyna Krupska-Wysocka aktywnie działała w NSZZ „Solidarność” – także w stanie wojennym, gdy z przyjaciółmi organizowała pomoc dla opozycji i środowiska filmowego. Przyjaźniła się z księdzem Stefanem Niedzielakiem, strażnikiem pamięci o zbrodni katyńskiej, zamordowanym w 1989 roku przez „nieznanych sprawców”.

Nie do przecenienia jest aktywność Krystyny Krupskiej-Wysockiej w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich. Wieloletnia członkini Zarządu Głównego walnie przyczyniła się – wraz z byłym wiceprezesem Januszem Chodnikiewiczem – do udzielenia Stowarzyszeniu w 1995 roku licencji na zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi, co otworzyło drogę do utworzenia Związku Autorów i Producentów Audiowizualnych (ZAPA), a tym samym znacznej poprawy sytuacji materialnej członków Stowarzyszenia. Z zapałem włączyła się w prace nad ustawą o kinematografii z 2005 roku i współredagowanie „Magazynu Filmowego SFP”.
Wtedy nie był to jeszcze tak solidny, duży periodyk jak dziś. Ciepło i życzliwość pani Krystyny, a także jej niesłabnące zainteresowanie sprawami polskich filmowców były kapitałem, na którym budowaliśmy relacje z członkami SFP. Myślę, że ta wrażliwość kazała pani Krystynie zajmować się we własnej twórczości światem dzieci i ich małych wielkich problemów – mówi jej koleżanka redakcyjna Anna Wróblewska. 

 

Jerzy Wójcik
autor zdjęć filmowych

Zdjęcia Jerzego Wójcika wzbogaciły wybitne dzieła polskiej szkoły filmowej z przełomu lat 50. i 60. XX w. oraz wiele późniejszych, w tym widowiskowe, nominowane do Oscara – „Faraon” i „Potop”. Jerzy Wójcik jest też cenionym reżyserem i pedagogiem.

 Jerzy Wójcik urodził się 12 września 1930 roku w Nowym Sączu. W 1955 ukończył Wydział Operatorski PWSF w Łodzi. Uczelnia zainicjowała film zwiastujący Odwilż: „Koniec nocy” Juliana Dziedziny, Pawła Komorowskiego i Walentyny Uszyckiej (1956). Jerzy Wójcik był jednym z autorów zdjęć. Nadeszła polska szkoła filmowa – polemiczny, pogłębiony intelektualnie, ujęty w nowatorskie formy artystyczne obrachunek z doświadczeniami rodaków podczas okupacji i w pierwszych latach powojennych. Miałem szczęście, że moje zainteresowania biegły równolegle z rozwojem szkoły polskiej. Nie oznacza ona dla mnie tylko obecności na ekranie pewnych dokonań artystycznych, innego sposobu inscenizacji czy reżyserii, ale przede wszystkim mówienie o problemach, o tym, co ludzie myśleli, co chcieli powiedzieć – mówi Jerzy Wójcik, który przygodę z polską szkołą rozpoczął jako operator kamery filmów ze zdjęciami Jerzego Lipmana – „Kanału” Andrzeja Wajdy (1956) i „Prawdziwego końca wielkiej wojny” Jerzego Kawalerowicza (1957). W filmach szkoły po raz pierwszy zaistniał zintegrowany obraz. Mam na myśli wysoki stopień integracji obrazu filmowego wyrażony przez strukturę obrazu, jednoczącą wszystkie jej elementy w oryginalną wizualizację: kompozycję dzieła filmowego – dodaje.

Bez czarno-białych zdjęć Wójcika, w których światło, przestrzeń, materia to kategorie estetyczne, ale też metafory wizualne egzystencji człowieka i losu narodu, trudno wyobrazić sobie sukcesy kolejnych arcydzieł szkoły: „Eroiki” Andrzeja Munka (1958, tym filmem Wójcik zadebiutował jako samodzielny autor zdjęć), „Popiołu i diamentu” (1958) i „Samsona” (1961) Wajdy, „Krzyża Walecznych” (1958) i „Nikt nie woła” (1960) Kazimierza Kutza, czy odbiegającej od tematu wojny, historyczno-religijnej „Matki Joanny od Aniołów” Kawalerowicza (1960). U boku tego reżysera, we współpracy z Wiesławem Zdortem i Witoldem Sobocińskim, Wójcik rewelacyjnie sfotografował w kolorze „Faraona”, przeciwstawiając barwnej kakofonii hollywoodzkich widowisk historycznych zredukowaną gamę kolorystyczną, wspartą nieprzeładowaną kompozycją szerokoekranowych kadrów. „Bo nie sztuką jest dodawać, sztuką jest odejmować. Powiedział mi to Jerzy Wójcik, kiedy byłem jego studentem, i tym jednym zdaniem ukształtował mnie jako operatora – mówi autor zdjęć filmowych, przewodniczący Polish Society of Cinematographers, Arkadiusz Tomiak.

Artysta klasy Wójcika nie pozwoli zamknąć się w więzieniu jakiejkolwiek „gotowej” formuły estetycznej – uważa prof. dr hab. Marek Hendrykowski. Toteż inną superprodukcję – „Potop” Jerzego Hoffmana (1973-1974) – Wójcik sfilmował równie znakomicie, ale z większym dynamizmem kamery i bardziej urozmaiconą paletą barw. Ważne miejsce w twórczości Wójcika zajmują filmy wybitnego reżysera Stanisława Różewicza. Wieloletnia współpraca, rozpoczęta „Echem” (1964), a zakończona „Aniołem w szafie” (1987), zaowocowała też dramatami wojennymi: „Westerplatte” (1967), „Opadły liście z drzew” (1975) i „Ryś” (1981), obrazem historycznym „Pasja” (1977) czy kameralnym studium współczesnym „Kobieta w kapeluszu” (1984). 
Dla Różewicza użycie zbliżenia lub wybranie odpowiedniej szerokości obiektywu nie było decyzją wyłącznie rutynową. Wyrażało jego stosunek do rzeczywistości, o której opowiadał – mówi Wójcik.

Na dorobek operatorski Wójcika składają się ponadto filmy jugosłowiańskie. Na całościowy: spektakle Teatru Telewizji, dwa filmy, które z powodzeniem wyreżyserował – „Skarga” (1991) i „Wrota Europy” (1999), książki „Labirynt światła” (2006) i „Sztuka filmowa” (2017, współautor: Seweryn Kuśmierczyk) oraz blisko 30 lat pracy dydaktycznej w Szkole Filmowej w Łodzi z tytułem profesora zwyczajnego sztuki filmowej.

Za całokształt twórczości Jerzy Wójcik otrzymał, oprócz Nagrody SFP, m.in. Złotą Kamerę 300 na MFF Sztuki Operatorskiej im. Braci Manaki w Bitoli, Orła – Polską Nagrodę Filmową, Platynowe Lwy na FPFF w Gdyni (ex aequo z Witoldem Sobocińskim), Nagrodę Specjalną PSC, a ostatnio tytuł Doctora Honoris Causa Szkoły Filmowej w Łodzi.

 Andrzej Mularczyk
pisarz, scenarzysta

Twórca literatury faktu i słuchowisk radiowych. Autor scenariuszy filmów kinowych, telewizyjnych i seriali. Trylogia komediowa: „Sami swoi”, „Nie ma mocnych”, „Kochaj albo rzuć” oraz 25-odcinkowy serial „Dom” biły rekordy popularności.

Andrzej Mularczyk urodził się 13 czerwca 1930 roku w Warszawie. Będąc młodszym bratem prozaika i poety Romana Bratnego, który od dzieciństwa zdradzał ciągoty do literatury, sam też wcześnie połknął jej bakcyla: zadebiutował (pod pseudonimem) w wieku 13 lat, podczas okupacji, na łamach konspiracyjnego pisma Dźwigary. Po wojnie rozpoczął działalność dziennikarską, ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa UW (1955) i podjął współpracę z Polskim Radiem. Wyniesioną z domu nieśmiałość pokonywałem najpierw grą w piłkę nożną, bo jest to gra kontaktowa, a następnie uprawianiem literatury faktu, które też zmusza do kontaktów z ludźmi. Uznałem zresztą, że życie podsuwa najciekawsze historie – wyznaje Andrzej Mularczyk, autor cenionych reportaży. Z książek, które napisał, opartych na faktach, najbardziej lubi „Co się komu śni”, „Czyim ja żyłem życiem” i „Polskie miłości”. Prawdziwe zdarzenia legły też u podstaw większości słuchowisk radiowych Mularczyka, z których dwa – „Z głębokości wód” i „Cyrk odjechał, lwy zostały” – wyróżniono prestiżową Prix Italia.

Pierwsze zauroczenie kinem Mularczyk przeżył, mając 6 lat. Jego ojciec – wówczas kwatermistrz 1 Pułku Strzelców Konnych w Garwolinie – zaprowadził go na film instruktażowy dla wojska. Obraz żołnierza, który wpadłszy w zasadzkę połyka meldunek, by nie dostał się w ręce wroga, wywarł na chłopcu duże wrażenie, podobnie jak widok kosynierów z patriotycznego filmu Józefa Lejtesa „Kościuszko pod Racławicami” (1938). W czasie okupacji Mularczyk oczywiście respektował hasło „Tylko świnie siedzą w kinie”.

 Po wojnie świeże były jeszcze jej ślady, gdy oglądając w warszawskim Atlanticu „Mściwego jastrzębia” Howarda Hawksa czy „Komediantów” Marcela Carné, ponownie zachłysnął się X Muzą. W 1956, już z dorobkiem literackim, znalazł się w łódzkim środowisku filmowym. Przesiadywaliśmy w Honoratce. Przychodził Romek Polański, bywali współtwórcy filmu „Miasteczko” (1958), którym zadebiutowałem jako scenarzysta, wśród nich Julian Dziedzina i Janusz Łęski – wspomina Mularczyk.

Antoniemu Bohdziewiczowi spodobał się jego tekst „Wielkie słońce” – opowieść o chłopcu więzionym w czasach stalinowskich za udział w szkolnej konspiracji, który wprawdzie wyszedł na wolność, ale bez perspektyw na przyszłość. W liście do mnie groził rychłym samobójstwem, jeśli sytuacja się nie zmieni. Odnalazłem go, pomogłem mu dostać się na studia, a on opowiedział mi historię swego życia. Miał z niej powstać film, lecz wskutek pewnych decyzji artystycznych ja się z niego wycofałem i ostatecznie – także z powodu działania cenzury – nie powstał. Mimo to uważam ten niezrealizowany projekt za jedną z czterech najważniejszych przygód filmowych w mojej karierze – mówi pisarz.

Trzy pozostałe to oczywiście wspomniana, nieśmiertelna trylogia o waśniach Kargulów i Pawlaków, którą rozpoczęli „Sami swoi” (1967), a reżyserował Sylwester Chęciński, jakże warszawski serial Jana Łomnickiego „Dom” (1980-2000), według scenariusza Mularczyka i Jerzego Janickiego (chylę czoła przed Jankiem! – mówi Mularczyk) oraz „Wrota Europy” (1999) w reżyserii Jerzego Wójcika, zarazem współautora scenariusza – piękna adaptacja opowiadania Melchiora Wańkowicza. W naszej wspólnej pracy nad „Samymi swoimi” i kolejnymi filmami trylogii kluczową rolę odegrał sposób widzenia rzeczywistości przez Mularczyka. Z jego scenariuszy biła prawda postaci i sytuacji. Były to teksty świetne, a przy tym inspirujące do rozwijania zawartych w nich pomysłów – mówi Chęciński.

Scenariusze Mularczyka posłużyły też za podstawę m.in. takich filmów, jak „Ktokolwiek wie…” Kazimierza Kutza (1966), „Julia, Anna, Genowefa” Anny Sokołowskiej (1967), „Ostatnie takie trio” Jerzego Obłamskiego (1976, TV), „Wyjście awaryjne” Romana Załuskiego (1982) czy ostatni film Andrzeja Wajdy „Powidoki” (2016).

Andrzej Mularczyk był kierownikiem literackim Zespołu Filmowego Iluzjon (1970-1977). Jest członkiem Polskiej Akademii Filmowej.

Stanisław Śliskowski
autor zdjęć filmowych

Operator 140 filmów krótkometrażowych, w większości dokumentalnych, kilku animowanych. Dokumenty „Bykowi chwała”, „Darek Dziedziech” i „Usłyszcie mój krzyk” uchodzą za arcydzieła. Mistrz zdjęć specjalnych, pedagog, członek założyciel SFP.

Stanisław Śliskowski urodził się 3 lipca 1935 roku w Łodzi. W dzieciństwie z przejęciem dokonał odkrycia, że odwrócony do góry nogami obraz okna na przeciwległej ścianie powstaje dzięki światłu przechodzącemu przez dziurkę od klucza w drzwiach między oknem a ścianą. Zastąpił drzwi pudłem kartonowym z otworem w jednej ze ścianek i ekranem – białą kartką – po przeciwnej stronie. Między oknem i kartonem animował dłońmi lalki lub wycinanki, których cień pojawiał się w tym domowym kinie na ekranie.

Do prawdziwego kina chodził z rodzicami jeszcze przed wojną. Do szkoły podstawowej poszedł po wojnie, od razu do drugiej klasy. Nauczyciele zauważyli, że dobrze rysuje. Naukę kontynuował w Państwowym Liceum Technik Plastycznych. Maturę zdał celująco jako uczeń klasy grafiki filmowej, w praktyce – filmu animowanego. Ukończył Wydział Operatorski PWSF w Łodzi (1960). Na uczelni zrobił zdjęcia i animację do pierwszego polskiego filmu wycinankowego – „Konfliktów” Daniela Szczechury (1960), z którym zrealizował jeszcze „Maszynę” (1961) i „Literę” (1962).

Po studiach związał się z Wytwórnią Filmów Fabularnych. Będąc początkowo fotosistą, następnie operatorem kamery obrazów realizowanych w Zespole Filmowym Kadr, współpracował z wybitnymi autorami zdjęć: Krzysztofem Winiewiczem, Jerzym Wójcikiem, Wiesławem Zdortem, Kurtem Weberem. Prowadził też kamerę dla Witolda Sobocińskiego. Wreszcie sam zrobił zdjęcia do krótkiej fabuły Edwarda Etlera „Kraksa” (1963), powstałej w Wytwórni Filmów Oświatowych. Został w niej na etacie. W WFO zafascynowała mnie praca z Jadwigą Żukowską, osobą wyjątkową, o wielkim uroku osobistym, która miała dar łatwego nawiązywania kontaktu z dziećmi, ulubionymi bohaterami swoich filmów – mówi Stanisław Śliskowski. Przede mną, jako operatorem, Jadwiga otworzyła zupełnie nowy świat. O ile w fabule mogłem ujęcia poprzedzać próbami i powtarzać do perfekcji, o tyle w dokumencie musiałem z marszu reagować kamerą na sytuacje niepowtarzalne. Zadanie ułatwił mi Bogdan Dziworski, którego zaprosiłem do współpracy – dodaje. „Skąd się biorą dzieci” (1966), „Zazdrość” (1967), „Spróbuj jeszcze raz” (1970) i „Dzidka” (1972) to głośne filmy tandemu Żukowska – Śliskowski o dzieciach. Jednak największy sukces odniósł „Darek Dziedziech” (1974) – impresja o siedmiolatku zjeżdżającym do szkoły w Zakopanem na nartach. Śliskowskiego wsparli w niej Jacek Mierosławski i Jacek Żuk-Żukowski.

W impresji, której bohaterem był Franciszek Starowieyski – „Bykowi chwała” Andrzeja Papuzińskiego (1971), we wstrząsającym dokumencie Macieja Drygasa „Usłyszcie mój krzyk” (1991), przywołującym samospalenie Ryszarda Siwca w proteście przeciw interwencji w Czechosłowacji w 1968 roku, a także w wielu innych filmach – z „Akademią Pana Kleksa” Krzysztofa Gradowskiego (1983) włącznie
 – Śliskowski dał upust pasji do zdjęć specjalnych. „Usłyszcie mój krzyk” to wariacja na temat siedmiosekundowego ujęcia z płonącym Siwcem, które nakręcił operator Zbigniew Skoczek. Rzutowaliśmy ten obraz z reprojektora na ekran, multiplikowaliśmy, wybieraliśmy i powiększaliśmy fragmenty, ponownie je filmując z dodaniem panoram kamery itp. W ten sposób z ujęcia, które liczyło tylko 3,5 metra, uzyskaliśmy kilkadziesiąt metrów materiału do montażu – tłumaczył operator w „Magazynie Filmowym SFP”. Była to benedyktyńska robota, ale Staszek oddał się jej całkowicie. To człowiek nie do zdarcia, twórczy partner reżysera na każdym etapie racy nad filmem, a przy tym przez wszystkich lubiany – chwali autora zdjęć Maciej Drygas.

W dorobku Śliskowskiego jest jeszcze wiele świetnych dokumentów, takich jak „Chłopski los” – tryptyk filmowy Zygmunta Skoniecznego (1981, prem. 1988), filmy baletowe Jadwigi Żukowskiej: „Duet miłosny z baletu >>Tytania i osioł<<” (1971), „Tańczy Elżbieta Jaroń” (1974), „Nie wyobrażam sobie życia bez tańczącego świata” (2008) czy „Kontrapunkt” Andrzeja Papuzińskiego (2014) o plakaciście Michale Batorym.

Niespożyty pan Stanisław wykładał w latach 1984-2009 animację w Szkole Filmowej w Łodzi.

Henryk Bielski
reżyser filmowy
 
Henryk Bielski urodził się 19 stycznia 1935 roku we Lwowie. W latach 50. był członkiem Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”, z którym występował w kraju i za granicą. W 1951 wziął udział w realizacji dokumentu Mazowsze Tadeusza Makarczyńskiego, a w 1953 wystąpił wraz z zespołem w „Przygodzie na Mariensztacie” Leonarda Buczkowskiego. Po ukończeniu Średniej Szkoły Muzycznej w Warszawie zapragnął na stałe związać się z X Muzą i wyjechał na studia do moskiewskiego WGIK-u, gdzie w latach 1958-1962 uczył się reżyserii pod kierunkiem Michaiła Romma.

 Po powrocie do kraju został przyjęty do Zespołu Filmowego Kadr. Asystował m.in. przy „Pamiętniku pani Hanki” (1963) Stanisława Lenartowicza i „Przerwanym locie” (1964) Leonarda Buczkowskiego. Największym wyzwaniem była jednak praca przy „Faraonie” (1965) Jerzego Kawalerowicza. Jako asystent reżysera Bielski był odpowiedzialny m.in. za przygotowanie scen masowych z udziałem statystów, którymi byli… radzieccy żołnierze, w liczbie 4 tys. Henryk Bielski zawsze był w pobliżu reżysera, a po pracy opiekował się Kawalerowiczem – wspomina realizację filmu Ryszard Ronczewski.

 Po „Faraonie” Bielski pracował w Zespole Filmowym Iluzjon, przy wielkich produkcjach, takich jak „Jarzębina czerwona” (1969) i „Kopernik” (1972) Ewy i Czesława Petelskich. Zadebiutował jako samodzielny reżyser „Hasłem” (1976). W tym rozgrywającym się w Bieszczadach filmie pojawiają się już stałe elementy twórczości Bielskiego, jak postać zawiedzionego robotnika, atmosfera egzystencjalnego smutku oraz pytanie o wartości w nowym, zmieniającym się świecie. W podobnym tonie utrzymany jest następny obraz, „Koty to dranie” (1978), gdzie główny bohater, doświadczony przez życie kombatant, czuje się samotny i niepotrzebny w nowej rzeczywistości.

W kolejnych dwóch dziełach, „Gwiazdach porannych” (1979) i „Pastorale Heroica” (1983), Bielski podjął tematykę wojenną, a w „Chrześniaku” (1985) przedstawił dramat dyrektora PGR-u. Największym sukcesem cieszył się kultowy serial „Ballada o Januszku” (1987), o samotnej matce wychowującej niewdzięcznego syna. W postać kobiety wcieliła się Lidia Fiedosiejewa-Szukszyna, która zagrała tu najlepszą rolę w swojej karierze. Ostatnim jak dotychczas filmem Bielskiego były „Warszawskie gołębie” (1988), historia warszawiaka, który po przeprowadzce do nowej dzielnicy walczy o to, by móc hodować w bloku ptaki.

Filmy Bielskiego były pokazywane na wielu krajowych i zagranicznych festiwalach, m.in. w Ułan Bator, Moskwie, Kairze oraz w Karlowych Warach. Spośród licznych nagród i odznaczeń, jakie otrzymał, wymienić trzeba Złoty Krzyż Zasługi (1976), Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1983), Nagrodę Pokoju na XIII MFF w Moskwie (1983), Nagrodę Szefa Kinematografii za rok 1985, Nagrodę na XXV MFF w Karlowych Warach (1986), a także honorowy tytuł zasłużonego działacza kultury. Bielski od wielu lat jest też aktywnym członkiem Stowarzyszenia Filmowców Polskich i przez trzecią kadencję zasiada w Sądzie Koleżeńskim SFP. W okresie stanu wojennego jako działacz związkowy, razem z Wandą Jakubowską, Jerzym Kawalerowiczem i Jerzym Hoffmanem, bronił Stowarzyszenia u najwyższych ówczesnych władz.

Jednym z wyróżników twórczości Bielskiego jest świetna gra aktorska. Nauczyłem się, co to znaczy trafna obsada. Charakter, postura, spojrzenie, oczy. I kiedyś mnie Basia Brylska spytała, jak to jest, że u mnie główne oraz drugoplanowe role grają same gwiazdy. „Bo ja was kocham” – odpowiedziałem.
O innych cechach Bielskiego jako twórcy, ale też jako człowieka mówi reżyser dźwięku, prof. Andrzej Bohdanowicz: to człowiek, który jest niebywale solidny i oddany filmowi. Miał zawsze swoją koncepcję i starał się ją realizować w sposób zgodny z własnymi przekonaniami. Poza tym zawsze ceniłem go za to, że można na nim polegać. Nigdy nie odmówił pomocy.

Reżyser filmów kinowych i telewizyjnych, w tym słynnego serialu „Ballada o Januszku”. Pracował także jako asystent i II reżyser przy 18 produkcjach, w tym dziełach najwybitniejszych polskich twórców, takich jak Stanisław Bareja, Leonard Buczkowski i Jerzy Kawalerowicz.

 
Paweł Kędzierski
reżyser filmów dokumentalnych 

Paweł Kędzierski urodził się 2 lipca 1946 roku w Warszawie. Studiował polonistykę na UW, ale ukończył Wydział Reżyserii łódzkiej PWSFTviT (1971), gdzie jego mistrzami byli Jerzy Bossak i Kazimierz Karabasz. Pracę zawodową rozpoczął, realizując trzy dokumenty dla Telewizji Polskiej: „Widziane z dołu” (1971, z Marcelem Łozińskim), „Bezdroże” (1972) i „Puste krzesła” (1972, dwa ostatnie z Radosławem Piwowarskim). Nieprzypadkowo w 1973 związał się z Wytwórnią Filmów Dokumentalnych (obecnie: Wytwórnią Filmów Dokumentalnych i Fabularnych) – kuźnią polskiej szkoły dokumentu, znanej m.in. z filmów, które metaforami osłabiającymi czujność cenzury uderzały w PRL. 
Należę do „pokolenia ’68”, Marzec przeżyłem na studiach i w Warszawie, i w Łodzi – mówi Paweł Kędzierski. Wszyscy chcieliśmy coś przekazać z tamtych czasów. Gdy tylko pojawiła się możliwość zrobienia pierwszego filmu po przyjęciu nas, Marcela Łozińskiego i mnie do WFD, postanowiliśmy, że nakręcimy go wspólnie, i że będzie to film o Marcu. Ujęcie tematu wprost nie przeszłoby przez cenzurę, więc w filmie „Happy End” (1973) pokazaliśmy typowo „Marcową” sytuację: wyrzucanie z pracy młodego inżyniera na zebraniu partyjnym – rozwija myśl reżyser. Dodaje, że jednym z operatorów „Happy Endu” był Stanisław Niedbalski, a film montowała Lidia Zonn. Współpraca z nimi to jak drugi fakultet, spotkanie z czystą sztuką i bezinteresownością – wspomina.

Spośród krótkich dokumentów, które Kędzierski zrealizował w WFD, największy sukces odniósł „Dzień Dziecka” (1981) – studium presji, jakiej poddawane są dzieci z rodzin inteligenckich (Nagroda Główna na MFF Krótkometrażowych w Oberhausen). Paweł Kędzierski brał udział w powstaniu pełnometrażowego dokumentu WFD „Robotnicy 1971: Nic o nas bez nas” (1972, reż. Krzysztof Kieślowski, Tomasz Zygadło). 
Film w naszej wersji został odrzucony z przyczyn politycznych, a na zmiany cenzorskie, z którymi wyemitowała go Telewizja Polska pt. „Gospodarze”, nie godziliśmy się. Wycofaliśmy nazwiska 
– podkreśla.

W twórczości dokumentalnej Pawła wyczuwa się jego przygotowanie polonistyczne. Choćby w filmie, powstałym z moim udziałem jako operatora, „Wszyscy dla wszystkich” (1976), który nawiązuje do wiersza Tuwima – mówi autor zdjęć Jacek Petrycki. 
W Zespole Filmowym X Andrzeja Wajdy Kędzierski zbliżył się do kina fabularnego, reżyserując nowelę w filmie „CDN” (1975) oraz film „Trochę wielkiej miłości” (1976, TV), a także dzieląc się z Agnieszką Holland i Jerzym Domaradzkim reżyserią głośnego filmu o młodzieży „Zdjęcia próbne” (1976). W 1990 został współzałożycielem Studia Filmowego Kronika – w jego ramach funkcjonowała przez szereg lat Polska Kronika Filmowa. Za zrealizowany w Kronice film „Cisza, ciemność” (1999) – o ociemniałych i niesłyszących rzeźbiarzach – otrzymał nagrody na festiwalach w Petersburgu, Sienie i Vila do Conde.

W dokumentach pełno- lub średniometrażowych: „Wybory 89” (1990), „Wybór Polski” (1991), „Jaka Polska” (1996, współreżyseria dwóch ostatnich: Andrzej Piekutowski) i „Zdarzyło się tylko w Polsce” (2011) uchwycił przemiany ustrojowe w naszym kraju. Fabularyzowany dokument „My Cichociemni. Głosy żyjących” (2008) przyniósł mu m.in. Złotą Szablę na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Historycznych i Wojskowych w Warszawie oraz Platinum Remi na Worldfest Independent Film Festival w Houston.

W SFP Paweł Kędzierski zasiadał w Zarządzie Głównym i przewodniczył Sekcji Filmu Dokumentalnego. Od powstania Studia Munka do dziś pracuję w Radzie Programowej „Pierwszego Dokumentu” – informuje.

Paweł jest ponadto bardzo życzliwy i koleżeński, skory do pomocy, najdalszy od wszelkiej zawiści – chwali przyjaciela Marcel Łoziński. No i wszyscy znamy go z tego, że na poczekaniu wymyśla trafne tytuły filmów swoich i kolegów – dodaje z uśmiechem Jacek Petrycki.

Krzysztof Wodziński
reżyser dźwięku

W swojej karierze zawodowej, która trwała ponad 40 lat, pracował przy ok. 60 filmach i serialach oraz kilkudziesięciu etiudach studenckich. W dorobku ma dzieła tak głośne, jak „Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy czy „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana.

Krzysztof Wodziński urodził się 28 marca 1938 roku w Pabianicach. Jego matka uważała, że każdy powinien mieć choćby elementarne wykształcenie muzyczne, żeby rozumieć utwory grane np. w filharmonii. Kupiła ośmioletniemu synowi akordeon. To był mój pierwszy bliższy kontakt z muzyką, ze sztuką dźwięku – mówi Wodziński.

Lekcje gry na akordeonie pobierał u nauczyciela muzyki, który wystawił mu dobrą opinię. Wtedy matka, mimo iż czasy były biedne, powojenne, kupiła pianino. Po kilku latach nauki w ognisku muzycznym wróżono Wodzińskiemu karierę pianistyczną. Zrezygnował z niej, doszedłszy – po ukończeniu Państwowego Liceum Muzycznego w Łodzi – do wniosku, że brak mu odporności na stresy związane z koncertowaniem. Doradzono mu, aby wybrał studia zbliżone do muzycznych – na Wydziale Reżyserii Dźwięku Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej (obecnie: Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina) w Warszawie. Został przyjęty za pierwszym razem. Studia (specjalność: fonografia) ukończył w 1962. Pracował jako nauczyciel w Państwowej Wyższej Szkole Baletowej w Poznaniu (1961-1966) i realizator dźwięku w łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia (1967-1971). 
O tym, że zostałem pracownikiem kinematografii, przesądził przypadek. Siedzibę Radia oddano do remontu, a mnie przeniesiono do Pałacu Dźwięku, zbudowanego według projektu Jerzego Blaszyńskiego w Wytwórni Filmów Fabularnych przy Łąkowej. Byłem zachwycony standardem technicznym Pałacu i od 1972 związałem się z Wytwórnią na stałe. Wówczas trwały już zdjęcia do „Potopu” Jerzego Hoffmana. Moim pierwszym zadaniem było asystowanie przy tym filmie operatorowi dźwięku Stanisławowi Piotrowskiemu – opowiada Wodziński.

Jako operator dźwięku zadebiutował w duecie z doświadczonym operatorem Wiesławem Ćwiklińskim kultowymi „Dziewczynami do wzięcia” Janusza Kondratiuka (1972, TV). Pierwszym filmem, przy którym pracował samodzielnie był „Palec Boży” Antoniego Krauzego (1972). Po nim przyszły kolejne, zarówno kameralne, np. mój ulubiony „Jak to się robi” Andrzeja Kondratiuka (1973), „Drzwi w murze” Stanisława Różewicza (1973), „Wizja lokalna 1901” Filipa Bajona (1980), jak i superprodukcje, m.in. „Ziemia obiecana” (1974), „Ogniem i mieczem”(1999) – wylicza Krzysztof Wodziński. Przy pierwszej z nich dzielił się obowiązkami z Leszkiem Wronko, przy drugiej – z Piotrem Knopem. W „Ziemi obiecanej”, podobnie jak w „Potopie”, zetknął się z udźwiękowieniem stereofonicznym kopii 70mm. W „Ogniem i mieczem”, nominowanym za dźwięk do Orła – Polskiej Nagrody Filmowej, z formatem Dolby Digital.

W dorobku Wodzińskiego są też znane seriale, takie jak „Przyłbice i kaptury” Marka Piestraka (1985) czy „Pogranicze w ogniu” Andrzeja Konica (1988-1991). Zawsze kierowałem się zasadą, że ilekroć przystępowałem do pracy przy filmie, tylekroć traktowałem ją tak, jakby miała okazać się najlepiej wykonaną w mojej karierze. Od pierwszego klapsa na planie po ostatnią poprawkę przed kolaudacją pracowałem na najwyższych obrotach – wyznaje Wodziński. To prawda – potwierdza reżyser Marek Piestrak, który pracował z Wodzińskim m.in. przy horrorach „Wilczyca” (1982) i „Powrót wilczycy” (1990). 
Krzysztof starannie przygotowuje się do każdego filmu. Na planie idzie na rękę reżyserowi i autorowi zdjęć, nie utrudniając rozstawieniem mikrofonów inscenizacji i pracy kamery. W postprodukcji bardzo dba o właściwy balans głośności dialogów, muzyki i efektów. Słowem: na każdym etapie dąży do najlepszych rezultatów artystycznych i technicznych, pamiętając, że oprócz niego przy filmie pracują także inni twórcy – tłumaczy Piestrak.

Krzysztof Wodziński szereg lat prowadził zajęcia w Szkole Filmowej w Łodzi. Był operatorem dźwięku etiud studenckich lub filmów dyplomowych, m.in. Jana Hryniaka, Artura Urbańskiego, Grega Zglińskiego. 
Bardzo miło wspominam czas spędzony w WFF i Szkole. I ludzi, których spotkałem na swojej zawodowej drodze. Dzięki mojej pracy miałem piękne życie – podsumowuje Krzysztof Wodziński.

 

Ryszard Kirejczyk
Nagroda Specjalna

 Twórca ok. 30 krótkich i kilku pełnometrażowych filmów dokumentalnych, związany wiele lat z WFD (obecnie: WFDiF) w Warszawie. Współzałożyciel Studia Filmowego Kronika. Wyróżnił się aktywną działalnością dla środowiska filmowego.

Dyrektorem ZAPA był 22 lata. Pod kierownictwem Ryszarda Kirejczyka ta organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi walnie przyczyniła się do poprawy sytuacji materialnej polskich filmowców i zyskała międzynarodowe uznanie.

Ryszard Kirejczyk urodził się 12 stycznia 1944 roku w Jeziorach koło Grodna. Być może już od dzieciństwa film był jego przeznaczeniem, gdyż w warszawskim domu, w którym je spędził (przy ulicy Belgijskiej) mieszkali wybitni ludzie kina: prof. Jerzy Toeplitz, Władysław Forbert, Ludwik Perski i Karol Szczeciński, zaś w garażu stało auto Aleksandra Forda.

W 1967 Ryszard Kirejczyk ukończył studia na Wydziale Prawa UW. Wtedy absolwentów wyższych uczelni obowiązywały jeszcze nakazy pracy, więc Kirejczyk, chcąc uniknąć zatrudnienia tam, gdzie nie było mu po drodze, zaczął studiować drugi fakultet: handel zagraniczny w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (obecnie: Szkoła Główna Handlowa). Pod koniec tych studiów otrzymał propozycję objęcia stanowiska zwanego współpracą produkcyjną – przy realizacji II części „W pustyni i w puszczy” Władysława Ślesickiego (1973). Film był realizowany także za granicą, na planie potrzebowano tłumacza, a Kirejczyk władał językiem angielskim. Tak zaczęła się moja przygoda z kinem – wspomina.

Był II kierownikiem produkcji m.in. głośnego „Zapisu zbrodni” Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego (1974). Kierownikiem produkcji został już w kilka lat po debiucie u Ślesickiego. W tej roli sprostał wyzwaniom, jakie stawiała przed nim realizacja „Akcji pod Arsenałem” Jana Łomnickiego (1977) – wojennego filmu akcji, „Biletu powrotnego” Ewy i Czesława Petelskich (1978), który częściowo powstawał w USA, czy „Gwiazd porannych” Henryka Bielskiego (1979) – kręconych w pamiętnej zimie stulecia. Trudne lata 1980-1989 spędził, pracując w polskim oddziale amerykańskiej firmy Copernicus Society of America, zajmującym się produkcją filmów oświatowych dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które promowały kulturę polską. Po 1989 przestawił się na działalność gospodarczą – handlową. Dla Stowarzyszenia Filmowców Polskich nastał czas próby. Nie było już potrzebne do walki z władzą o swobody twórcze, bo przestała istnieć cenzura. Nie wszyscy twórcy rozumieli, że wolność wypowiedzi to za mało do utrzymania się na komercyjnym rynku filmowym. 
Do kinematografii i zawodu prawniczego wróciłem w połowie lat 90. za sprawą jednego z nich: Jacka Bromskiego, który zaangażował się w prace nad wdrożeniem ustawy o prawie autorskim, uchwalonej w 1994. Działania te na nowo zaktywizowały SFP, bo twórcy zobaczyli, że ono wciąż o nich walczy, tyle że tym razem o tantiemy – mówi Kirejczyk. Jestem na emeryturze. Służbowo nic już nie wiąże mnie z SFP, więc nie będę posądzony o wystawianie laurki prezesowi Bromskiemu, jeśli powiem, że uchwalenie ustawy o prawie autorskim i jej korzystna nowelizacja w 2000 jest w dużej mierze jego zasługą. Podobnie jak ustawa o kinematografii z 2005. To prezes wpadł na pomysł, by jej projekt zmienić z rządowego na poselski, czym powstrzymał destrukcyjne działanie ministerstwa finansów. Oczywiście wiele innych osób też pomagało – dodaje.

W celu dalszego polepszenia interesów twórców, w 1995 utworzono w ramach SFP organizację zbiorowego zarządzania prawami autorskimi – Związek Autorów i Producentów Audiowizualnych (ZAPA). Ryszard Kirejczyk stanął na jego czele i kierował nim 22 lata. 

Zaczynaliśmy od zera, ucząc się od kolegów z zagranicy, zwłaszcza francuskich, a dziś ZAPA uchodzi za największą i najsprawniej działającą tego typu organizację na rynku audiowizualnym w Europie Środkowo-Wschodniej, co jest zauważane i doceniane w świecie. Osiągnęła znaczący przychód rzędu 150 mln zł. Tylko w latach 1999-2002 wypłacone tantiemy zwiększyły się pięciokrotnie. ZAPA zrzesza wszystkich polskich reżyserów, operatorów obrazu, operatorów dźwięku, scenografów, dekoratorów wnętrz, kostiumografów, montażystów i większość scenarzystów. Obecnie reprezentuje blisko 4,5 tys. twórców i ich spadkobierców oraz ponad 550 krajowych producentów – wylicza z dumą Ryszard Kirejczyk.

informacja prasowa

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty