czwartek, 25 października 2018

Otwarcie rezydencji Anny Zubrzycki w Muzeum Teatru. Wernisaż wystawy fotografii Zuzanny Kolskiej: "Rekonstrukcja. Post mortem"

28 października nastąpi oficjalne otwarcie rezydencji Anny Zubrzycki w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego we Wrocławiu. Tegoroczną rezydencję zatytułowaną „Błaźnice. Początek" rozpocznie wernisaż wystawy fotografii Zuzanny Jagody Kolskiej „reKONSTRUKCJA. Post Mortem"

Anna Zubrzycki, fot. z archiwum aktorki

Zuzanna Jagoda Kolska (1991-2014), absolwentka londyńskiego University of Westminster, na którym w 2014 roku obroniła tytułu Bachelor of Arts na wydziale Media, Arts and Design, kierunku Contemporary Media Practise. Zajmowała się fotografią, tworzyła filmy, muzykę, pisała, m.in. dla VICE Magazine. Dokumentowała i kreowała otaczający ją świat nieustannie. Poprzez swoją refleksyjność, uważność na drugiego człowieka, pokazała nam, jak kierować wzrok ku temu, co nieoczywiste. reKONSTRUKCJA to projekt w stałym procesie tworzenia, konstruowania nowych kontekstów interpretacyjnych, wchodzący w dialog z miejscem i czasem. “Nie masz zdjęcia, nie masz historii, nie istniejesz”. Zdanie znalezione w notatkach Zuzy wskazuje na krytyczne zainteresowania artystki konstruowaniem się relacji obraz-obrazujący. To refleksja nad siłą widoczności. Nad dotkliwością pustki. Kuratorka wystawy: Martyna Rominkiewicz Producent wystawy: Fundacja Fabryka Sensu, Firma Shane Wystawa czynna do 22.11.2018

BŁAŹNICE. POCZĄTEK” to nowa, około-artystyczna, aktywizująca kobiety inicjatywa. Pomysłodawczynią̨ jest Anna Zubrzycki i jej Fundacja Voices. Przedsięwzięcie stanowi kontynuację współpracy artystki z wrocławskim Muzeum Teatru. Ideą „Błaźnic” jest inicjowanie interdyscyplinarnego i międzypokoleniowego dialogu pomiędzy kobietami z różnych środowisk, otwartego jednocześnie na rozmowę̨ z mężczyznami. To miejsce dialogu w oparciu o zasady porozumienia bez przemocy. Odpowiadając na duże, zgłaszane zapotrzebowanie społeczne, projekt podejmuje problem obecności i twórczej aktywności kobiet w pracach zespołów artystycznych.

Program: 


28 X, niedziela, godz. 16:00 Oficjalne otwarcie rezydencji. Wernisaż wystawy fotografii Zuzanny Jagody Kolskiej "reKONSTRUKCJA. Post mortem"

5 XI, poniedziałek, godz. 19:00 Pokaz fragmentów filmu "Workcenter" w reżyserii Anieli Astrid Gabriel o pracy zespołu Thomasa Richardsa, ucznia i spadkobiercy Jerzego Grotowskiego. Po projekcji rozmowę z reżyserką poprowadzi Jan Pelczar

8-10 XI Warsztat "Wspólnym głosem" prowadzony przez Annę Zubrzycki i Ewę Głowacką-Fierek, zakończony otwartym pokazem dla publiczności w sobotę 10 XI, o godz. 18:00

17 XI, sobota, godz. 19:00 Debata z Katarzyną Kułakowską, autorką książki "Błaźnice. Kobiety kontrkultury teatralnej w Polsce" oraz bohaterkami książki, prowadzona przez Ewę Molendę-Pilecką

18 XI, niedziela, godz. 16:00-18:00 Warsztat z zakresu prawa autorskiego w kreacji zbiorowej

24 XI, sobota, godz. 19:00 Próba otwarta spektaklu "Dziady polsko-japońskie/Soreisai" w reżyserii Igi Rodowicz; po pokazie rozmowa twórców z widzami. Zakończenie rezydencji wspólnymi tańcami przy muzyce granej na żywo przez zespół "Dziadów/Soreisai"

Wszystkie wydarzenia odbywają się w siedzibie Muzeum Teatru przy pl. Wolności 7a we Wrocławiu.

Wstęp wolny, liczba miejsc ograniczona. Rezerwacje: blaznice.rezerwacje@gmail.com

Projekt dofinansowany przez Gminę Wrocław

informacja prasowa

"Silesia, Silentia" w Teatrze Współczesnym: Świat zły /recenzja teatralna/

Spektakl "Silesia, Silentia" w reż. Marka Fiedora w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu jest poetycką opowieścią o stworzeniu świata, który nie udał się Stwórcy – więcej w nim zła i cierpienia, niż dobra. Jest to także refleksja na temat burzliwej historii Wrocławia i i Dolnego Śląska jego, ujęta w ramy moralitetu. Szkoda, że zbyt ”rozgadanego”.




Nieumiarkowana opowieść o stworzeniu świata 

Spektakl Teatru Współczesnego: "Silesia, Silentia", na podstawie dramatu Lidii Amejko, jest poetycką opowieścią o stworzeniu świata, który raczej nie udał się Stwórcy. Kreatorem owego świata jest żydowski Krawiec z Breslau (w tej roli znakomity Przemysław Kozłowski), który - podobnie jak jego poprzednik w dramacie Sławomira Mrożka – okazuje się nie tylko twórcą, ale może przede wszystkim – ofiarą  epoki pogardy i świadkiem Zagłady. Głównym bohaterem, którego powołuje do istnienia jest... męski Płaszcz (Maciej Kowalczyk), który pojawia się na scenie wraz ze swoją Duszą (Aleksandra Dytko). Ich miłość nie trwa jednak długo – Dusza  zostaje bowiem Płaszczowi bezpowrotnie odebrana, zaś on sam przechodzi różne koleje losu – ciągle  zmienia właścicieli, stając się zarazem świadkiem i uczestnikiem tragicznej historii. Płaszcz "czarny, gabardynowy, męski" jest dla Amejko nie tylko świadkiem historii i przedmiotem, na którym odciska ona swoje piętno; jest także symbolem minionej bezpowrotnie epoki – jej  materialnym śladem. Paradoksalnie, to materia i wszystko, co się z nią dzieje, interesuje autorkę "Silesia, Silentia", nie zaś "nieśmiertelna dusza", którą traktuje pogardliwie – jako  ”przypadkowe kaszlnięcie Stwórcy” i która zbyt szybko i łatwo jest odbierana temu, co materialne. W przeciwieństwie do duszy, to, co materialne, nie jest bynajmniej przypadkowe, lecz dokładnie przemyślane i starannie "wykrojone z nicości".

Silesia Silentia, fot. z próby, B. Lekarczyk-Cisek

Świat stworzony ulega destrukcji – niszczy go wojna i obydwa totalitaryzmy. Autorka nieustannie mnoży biblijne,  literackie, a nawet malarskie nawiązania, wskutek czego widz gubi się w nadmiarze aluzji i metafor. Brakuje jednak pewnej klarowności i powściągliwości narracji. Zamiast tego pojawia się ”wszystkoizm”.

Milczący Śląsk, niemy Wrocław

Dramat Lidii Amejko to nie tylko erudycyjny moralitet o "odrobinie dobra i ogromie zła", jakby powiedział Ryszard Przybylski, to również opowieść o mieście, które przestaje być Breslau – zniszczone  i sponiewierane przez wojnę staje się Wrocławiem, miejscem, którego historię próbuje się stworzyć od nowa. Narracja miasta, które przeminęło, zostaje zastąpiona nową opowieścią, ponieważ ludzie, którzy tu przybyli ze Wschodu, nie potrafią się w tym miejscu zakorzenić. Dla nich ono jest martwe i milczące - nie opowiada niczego, co byłoby swojskie i znane. Przeciwnie – kojarzy  się z wygnaniem z raju i trudami życia. Nowa władza próbuje odgórnie narzucić własną narrację, dlatego właśnie we Wrocławiu organizuje się zjazd intelektualistów z całego świata.

Silesia Silentia, fot. z próby, B. Lekarczyk-Cisek

Pojawia się Pablo Picasso (zagrany przez Jerzego Senatora), który świetnie się czuje jako dopieszczany przez komunistyczne władze artysta, w związku z czym masowo rysuje gołąbki pokoju, czyli "s… gołąbkami”, jak powiada inny ważny gość – Iréne  Joliot-Curie. W zabawnej scenie naśladującej "Śniadanie na trawie" E. Maneta pokazani zostali także Paul Ėuard (Marek Kocot), Maria Dąbrowska (Elżbieta Golińska) i Zofia Nałkowska (Irena Rybicka). Ich obecność na Kongresie Intelektualistów była potrzebna po to, aby tę przestrzeń nobilitować, nadać jej nową, pełną optymizmu narrację. Oczywiście, nie tylko Wrocław musi rozpocząć nową opowieść. Dotyczy to w równym stopniu całego Śląska, który po upływie kilku wieków stał się ponownie polski. Łaciński tytuł nie jest przypadkowy, nawiązuje bowiem do początków państwowości, kiedy to nazwę wywodzono od rzeki Silesius i już od XIII w. książęta tych ziem tytułowali się dux Slesie. Jednak dla przybyszów ze Wschodu (i nie tylko) Dolny Śląsk i Wrocław były nieme, a ich historia – obca. O tym także mówi ta sztuka.

Eksperyment z przestrzenią teatralną

Marek Fiedor - reżyser i scenograf w jednej osobie znalazł dla tych skomplikowanych i złożonych treści interesujący ekwiwalent. Twórczo wykorzystał przestrzeń sceniczną, nawiązując tym samym do znakomitych tradycji Teatru Współczesnego, kiedy to w latach 70. I 80. ówczesny dyrektor i reżyser – Kazimierz  Braun wielokrotnie eksperymentował z przestrzenią teatralną, m. in. wprowadzając na scenę autentyczny wagon kolejowy w inscenizacji ”Przyrostu naturalnego” Tadeusza Różewicza. Tamten był prawdziwy, realistyczny, zaś wagon w przedstawieniu "Silesia, Silentia" został pomyślany jako element ruchomej (i wieloznacznej) scenografii: symbolizuje miejsce (raj?), gdzie spotykają się teatralni Adam i Ewa, czyli Płaszcz i Dusza, jest gettem, pociągiem wiozącym do obozu śmierci, a także przywożącym wygnańców ze Wschodu - nowy lud tej ziemi.


Silesia Silentia, fot. z próby, B. Lekarczyk-Cisek

Akcja dramatu rozgrywa się pośrodku sceny, w różnych jej miejscach, widzowie zaś - usadowieniu po obu stronach - stają się świadkami / obserwatorami / uczestnikami zdarzeń. Najmniej udany był, w moim odczuciu, pomysł z muzyką na żywo. Miała ona w założeniu sygnalizować czas wydarzeń, służyć jako akompaniament, naśladować odgłosy wojny itd. Wyszło jakoś "szkolnie", w dodatku zbyt głośno, dominująco... Interesujące były natomiast kostiumy, które spełniały w przedstawieniu rozmaite role i były pięknie, starannie wykonane.

"Silesia, Silentia" Lidii Amejko, mimo pewnych niedociągnięć inscenizacyjnych oraz oszałamiającego nadmiaru rozmaitych treści i aluzji,  stanowi jednak interesującą próbę wpisania refleksji na temat historii Wrocławia (Śląska) w ramy moralitetu.

Spektakl miał premierę 23 stycznia 2016 roku na deskach Wrocławskiego Teatru Współczesnego we Wrocławiu.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

4. Świdnicki Festiwal Filmowy SPEKTRUM | Gościem Robert Więckiewicz

Robert Więckiewicz – to nazwisko dołączyło do programu 4. Świdnickiego Festiwalu Filmowego SPEKTRUM. Aktor spotka się z publicznością po seansach filmów „Kler” oraz „7 uczuć”. Wydarzenie odwiedzą ponadto: Jacek Braciak, Wojciech Mecwaldowski i Michał Koterski.


Festiwal to przede wszystkim święto filmu. Jakie tytuły czekają na gości wydarzenia? Niezmiennie od pierwszej edycji Festiwalu, w programie znalazł się Konkurs Główny – jury stanowi publiczność, która przyzna nagrodę swojemu ulubieńcowi. Do walki o uznanie widzów stanie dziesięć filmów fabularnych. Będą to między innymi polskie produkcje: wspomniana już „Córka trenera” Łukasza Grzegorzka o skomplikowanej relacji ojciec-córka ze znakomitą rolą Jacka Braciaka; „7 uczuć” w reżyserii Marka Koterskiego – wzruszająca komedia dla dzieci od dorosłych, nagrodzona na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Nagrodą Specjalną Jury za wykreowanie autorskiej wizji świata; oraz „Kler” – film Wojtka Smarzowskiego, którego box office osiągnął ponad 935 000.

Obok nich znalazły się tytuły z całego świata: „Dziewczyna” mówiąca o życiu w niezgodzie z własnym ciałem w reżyserii Lukasa Dhonta, pokazywana na Festiwalu Nowe Horyzonty; znana już z Nowych Horyzontów czy Tofifest „Granica”, której reżyserem jest Ali Abbasi, pełen historii kuchennych i rodzinnych „Ramen – smak wspomnień” autorstwa Erica Khoo; pokazywana podczas łódzkiego Transatlantyku “Sofia” (reż. Meryem Benm'Barek-Aloïsi), dynamiczna opowieść o trudach nastoletniego życia w tradycyjnym państwie; a także „Utoya. 22 lipca” w reżyserii Erika Poppe – film poświęcony tragicznym zdarzeniom związanym z atakiem Breivika w Norwegii.

Konkurs Polskich Filmów Krótkometrażowych przynosi zmiany – nagrodę po raz pierwszy przyzna nie publiczność, a jury w składzie: Emilia Mazik, koordynatorka programu Short Waves Festival, montażysta Przemysław Chruścielewski oraz  krytyk filmowy i prezenter telewizyjny Błażej Hrapkowicz. O zwycięstwo walczyć będzie dziesięć shortów: „1410” Damiana Kocura, który odwiedził Festiwal już w ubiegłym roku z filmem „Nic nowego pod słońcem”; „Drżenia” Dawida Bodzaka, „Na zdrowie” Pauliny Ziółkowskiej”; zdobywca pierwszego miejsca wśród krótkich metraży na Festiwalu w Gdyni – film „Zwykłe losy Zofii” w reżyserii Dominiki Gnatek, „Fascinatrix” autorstwa Justyny Mytnik (nagrodzonej na Festiwalu Okiem Młodych za „Jak zostać papieżem?”); animacja „III” Marty Pajek; „Atlas” Macieja Kawalskiego, „Saszka” w reżyserii Katarzyny Lesisz”, „Users” autorstwa Jakuba Piątka oraz „Świtezianka” w reżyserii sióstr Bui.

Po pełnych wrażeń filmach konkursowych oraz rozdaniu nagród przyjdzie czas na zamknięcie Festiwalu, na które organizatorzy przygotowali coś specjalnego: pokaz „Juliusza”, komedii wyreżyserowanej przez Aleksandra Pietrzaka, z główną rolą Wojciecha Mecwaldowskiego. To nie koniec niespodzianek – w filmie obraz ściśle łączy się z dźwiękiem, a podczas SPEKTRUM z muzyką. Na sobotni wieczór wieńczący Festiwal zaplanowano koncert Better Person – dream popowego wokalisty, który sprawi, że publiczność zakocha się w nim bez pamięci.

Jakim seansom towarzyszyć będą spotkania z twórcami? Po filmie „Córka trenera” z publicznością spotkają się: tytułowy trener Jacek Braciak, jego filmowa córka, pochodząca z Wałbrzycha Karolina Bruchnicka oraz autorka zdjęć, Weronika Bilska. Pokazowi „Juliusza” towarzyszyć będzie Wojciech Mecwaldowski, a o swoich rolach w filmie „7 uczuć” opowiedzą Michał Koterski i Robert Więckiewicz, z którym spotkanie zaplanowano również po seansie „Kleru”. Nie zabraknie również czasu, by goście udzielili widzom odpowiedzi na ich pytania.

Szczegółowy program wydarzenia dostępny jest na stronie internetowej: www.spektrumfestiwal.pl. Bilety na pojedyncze seanse dostępne są od piątku, 19.10. Można nabyć je stacjonarnie w sekretariacie Świdnickiego Ośrodka Kultury (płatność gotówką) oraz w Galerii Fotografii lub online przez stronę www.bilety.sok.com.pl.

Organizatorami pozostają niezmiennie Świdnicki Ośrodek Kultury oraz Wrocławska Fundacja Filmowa. Wydarzenie finansowane jest ze środków Miasta Świdnica i ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej.

środa, 24 października 2018

Monosytuacje 4 w kobiecej perspektywie: "Camille", "Linatendu", "Sprzedam" /relacja/

Już po raz czwarty odbyły się prezentacje małych form teatralnych, tzw. Monosytuacje, przygotowane przez Instytut Jerzego Grotowskiego. W tym roku zaprezentowano trzy spektakle, w których główne role zagrały: Małgorzata Szczerbowska, Anna Krotoska i Kamila Klamut. 

Linatendu, fot. Karol Jarek

Dwa spektakle miały nielinearną, raczej kolażową narrację - "postrzępioną" i niemożliwą do opowiedzenia, jedno - spójną, ponieważ podporządkowane historii głównej bohaterki - francuskiej rzeźbiarki Camille Claudel. Wszystkie były właściwie monodramami, choć pojawiała się w niektórych dodatkowa postać, ale uwaga widza skoncentrowana była na głównej bohaterce. Wszystkie grane postaci były bowiem kobietami, a to oznaczało, że odbierały świat i opowiadały o nim w kobiecej perspektywie.

Sytuacja pierwsza: nieustająca gra /"Sprzedam"/


Sprzedam, Małgorzata Szczerbowska, fot. prasowa

Żywioł gry wprowadza następujący tekst:

Gra oparta jest na przypuszczeniach dotyczących osób, sytuacji, przebiegu zdarzeń. 
Kto, gdzie, kiedy i dlaczego? 
Zadajesz pytania i szukasz odpowiedzi. 
Warunkiem gry jest ruch. 
Przemieszczasz się: pionowo albo poziomo. 
Będzie dobrze, myślisz. Będzie źle, myślisz.

Piwniczna przestrzeń sceny, z licznymi rekwizytami i dominującym barłogiem, z którego w pewnym momencie wychodzi główna postać kobieca, grana przez Małgorzatę Szczerbowską. Na początku pojawia się na scenie jako Marylin Monroe, by na zakończenie "stać się" symbolem Polski, a zarazem zagubioną, pragnącą się unicestwić kobietą. Szczerbowska wciela się właściwie w wiele kobiet, zadając pytania i odpowiadając na nie, toczy z widzami rodzaj gry. Gry, w której - jak się wydaje - jest przede wszystkim aktorką i w jakimś sensie sprzedaje siebie: swoje przeżycia, wrażliwość, problemy... Kalejdoskop życiorysów i postaci kończy "wywiad z aktorką", w którym biorą udział widzowie, zadając jej te same pytania, które już wcześnie padały ze sceny. Dodajmy, że jest to także rodzaj gry, ponieważ widzowie czytają kolejno pytania z kartek, które otrzymali wchodząc na widownię.  A zatem i tu trudno o autentyzm i spontaniczność.  Wywiad nie kończy jednak przedstawienia, toczy się ono dalej aż do śmierci postaci. Niektóre sceny Szczerbowska zagrała wraz z reżyserem przedstawienia - Szymonem Kaczmarkiem, pokazując w sposób groteskowy związek między aktorem a reżyserem.

Sytuacja druga: o życiu po utracie /"Linatendu"/

Linatendu, Anna Krotoska, prasowe

Tym razem surowa, piwniczna przestrzeń sceny Teatru Współczesnego staje się rodzajem planety-Ziemi. Postać głównej bohaterki pojawia się w kostiumie przypominającym skafander kosmonauty, który na czas opowieści zawiesza na haku. Odtąd będzie wyglądał jak niemy świadek jej monologu, który wygłosi w czarnej, żałobnej sukience. Będzie snuła swoją opowieść o osobistej stracie, z którą musi nauczyć się żyć, ale będzie to także opowieść o śmierci w ogóle, także śmierci masowej.

Anna Krotoska nie tylko znakomicie moduluje głos, wyrażając nim stan ducha i wszystkie zmienne emocje, co jest przecież zadaniem arcytrudnym, ale świadomie wykorzystuje na scenie wiele innych możliwości ekspresji: śpiewa, pstryka palcami, szeleści etc. Gama jej możliwości scenicznych jest doprawdy imponująca!

Sytuacja trzecia: opresja męskości /"Camille"/

Camille, Kamila Klamut, fot. Jacek wiątek

Trzecia ze sztuk zaprezentowanych w ramach Monosytuacji została osnuta wokół biografii Camille Claudel - francuskiej rzeźbiarki, siostry poety i dramaturga Paula Claudela oraz kochanki  słynnego autora "Pocałunku" - Augusta Rodina. Spektakl zagrany przez imienniczkę bohaterki - Kamilę Klamut został zainspirowany zdjęciem przedstawiającym artystkę wraz z przyjaciółką w szpitalu psychiatrycznym, w którym przebywała przez ostatnie trzydzieści lat swego długiego, pełnego cierpienia życia. Wykorzystano także listy Camille do rodziny - matki i brata. Spektakl jest retrospekcją, zaś jego współautorka - Marianna Sadovska gra w nim nie tylko współczującą przyjaciółkę, ale również tworzy oprawę muzyczną.

Postać Camille Claudel została przedstawiona jako osoba wrażliwa, impulsywna, o silnej osobowości, skrzywdzona nie tylko przez zazdrosnego o jej talent Rodina, ale również przez ukochanego brata i matkę, którzy nie akceptowali jej odmienności. Taki feministyczny charakter miały zresztą także dwie wielkie kreacje filmowe: Isabelle Adjani oraz Juliette Binoche. Camille Klamut jest po trosze jedną i drugą. Stonowana i pełna rezygnacji, gdy pisze do matki i brata, tłumacząc im, że przebywanie wśród psychicznie chorych ją kompletnie wyjaławia. Kiedy jednak w retrospekcjach przenosi się do przeszłości, opanowuje ją furia i chęć niszczenia. Taką właśnie sceną destrukcji kończy się ten spektakl. Wykorzystano w nim także wiersze Zuzanny Ginczanki, poetki, która zarówno w poezji, jak i w życiu podkreślała swoją odmienność, osobność, wynikającą z żydowskiego pochodzenia:

Moje – myślałam; ja – myślałam; tamci – myślałam; ich – myślałam 
– oto się piętrzy
twardo przed światem
wrogi
forteczny
wał
barykadą –
tak nas rozdziela: mnie i resztę słów nieprzebyty, nieufny nawał; 
głową o mur nie przebijesz ściany.
Zamknięto pokój.
Samotność. 

Prezentowane po raz czwarty Monosytuacje zasługują z pewnością na kontynuację i uwagę szerszej publiczności, są bowiem nie tylko prezentacją ważnych, dotyczących każdego tematów egzystencjalnych, ale również przykładem znakomitego aktorstwa, będącego czymś więcej niż zwykłe rzemiosło.

Środa na American Film Festival. Spotkania z Alexandrem Rockwellem

Alexandre Rockwell – jeden z najważniejszych twórców kina niezależnego w USA – spotka się dziś z widzami  po pokazach Czterech pokoi (Four Rooms) o 18:00 i Pokochać kogoś (Somebody to Love) o 21:00.

Alexandre Rockwell, fot. Nowe Horyzonty

Oprócz spotkań z Rockwellem, dzisiaj zapraszamy także na dyskusje z twórcami filmów konkursowych, a wieczorem na koncert The Blu Mantic x HAARPAGANS w klubie festiwalowym Surowiec. Polecamy też 5 filmowych perełek na czwartek – do obejrzenia tylko na American Film Festival.

Spotkania

Oprócz spotkań z Alexandrem Rockwellem, zapraszamy na dyskusję z Molly Lynch i Georgem Rushem – producentami Ghostbox Cowboy o 15:00, Aaronem Schimbergiem, reżyserem Uwięzionych (Chained for Life) – o 17:45 lub V. Scottem Balcerkiem, twórcą Szatana i Adama (Satan and Adam) – o tej samej porze.

Długa podróż
Filmowe perełki AFF – nie przegap jutro:

9:45 – Długa głupia podróż  (The Long Dumb Road),reż. Hannah Fidell: połączenie buddy movie i szalonego filmu drogi. Aspirujący fotograf Nathan (Tony Revolori, znany z Grand Budapest Hotel) wyrusza w podróż do Los Angeles. Kiedy jego samochód psuje się w małej mieścinie w Teksasie, Nat zyskuje irytującego towarzysza: z rzadka trzeźwiejącego mechanika Richarda (Jason Mantzoukas). Gwarantowana duża dawka śmiechu;

12:15 – Niewidzialni kowboje (Phantom Cowboys), reż.Daniel Patrick Carbone: intymny portret Ameryki, gdzieś na bocznym torze american dream. Larry, Nick i Tyler – choć całe życie jeszcze przed nimi, już teraz wiedzą, że USA to kraj jednocześnie wielki i mały, gdzie miejsce urodzenia czy kolor skóry potrafią zdefiniować całą przyszłość;

15:00 – Czas na Ilhan (Time for Ilhan), reż. Norah Shapiro: iskra nadziei w dzisiejszej Ameryce. Jak wejść do amerykańskiej Izby Reprezentantów, będąc czarną kobietą, muzułmanką w hidżabie, matką trojga dzieci i imigrantką z Somalii? Wie to Ilhan Omar, charyzmatyczna działaczka z tzw. Małego Mogadiszu w Minnesocie;

18:15 – Bliscy nieznajomi (Three Identical Strangers), reż. Tim Wardle: zdobywca nagrody Specjalną Jury na festiwalu Sundance. Robert, Edward i David to jednojajowe trojaczki rozdzielone w wieku 6 miesięcy. Ich wspólne spotkanie to jedno z najpiękniejszych, najbardziej poruszających i jednocześnie zaskakujących wydarzeń, jakie kiedykolwiek zarejestrowała kamera. Z kolei powód ich rozstania to mrożąca krew w żyłach tajemnica;

20:45 –  Lenz, reż. Alexandre Rockwell: pełnometrażowy debiut Rockwella, który on sam określił trzema słowami: odjechany, niskobudżetowy i niezależny. Taki opis rzeczywiście pasuje do tej adaptacji opowiadania niemieckiego pisarza i rewolucjonisty Georga Büchnera (autora m.in. zekranizowanego przez Wernera Herzoga Woyzecka). Rockwell obszedł się z oryginalnym materiałem dość luźno i przeniósł akcję opowieści z XVIII-wiecznych Niemiec do współczesnej Ameryki, na teren nowojorskiej Upper East Side.

informacja prasowa

Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918 - nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie

Wystawa organizowana na cześć 100-lecia odzyskania Niepodległości. Jej głównym założeniem jest skonfrontowanie przedstawień wydarzeń historycznych i politycznych – z przemianami polskiej sztuki na progu Niepodległości.

Jacek Malczewski, Portret Piłsudskiego w stroju brygadiera, 1916, olej, płótno,
Muzeum Narodowe w Warszawie

W zbiorowej pamięci Polaków obraz dramatycznych wydarzeń, w wyniku których Polska odzyskała niepodległość, jest niewyraźny, zatarty, w najlepszym razie zbudowany z wyobrażeń powstałych w kręgu sztuki legionowej, wokół postaci „ojców niepodległości” – Józefa Piłsudskiego, Ignacego Jana Paderewskiego, Romana Dmowskiego – oraz ze starych fotografii i kronik filmowych. Naszą intencją jest przybliżenie obrazu tego chaotycznego, nieoczywistego i bolesnego okresu poprzez powstałe w tamtym czasie (i nieco później) dzieła sztuki.

Jacek Malczewski, Hamlet polski – Portret Aleksandra Wielopolskiego, 1903, olej, płótno,
Muzeum Narodowe w Warszawie

Zaprezentujemy widzom sztukę na ziemiach polskich tuż przed odzyskaniem niepodległości – poprzez dzieła Jacka Malczewskiego, Zofii Stryjeńskiej, Tadeusza Makowskiego, Witolda Wojtkiewicza i dziesiątków innych artystów zamieszkałych na ziemiach polskich i poza nimi. Ukazana zostanie walka o niepodległość Polski, jej głowni aktorzy, uwiecznieni na obrazach i w portretach Wojciecha Kossaka, Stanisława Fabjańskiego, Władysława Wankie, Leopolda Gottlieba, Leona Wyczółkowskiego – a także udział polskich artystów w działaniach wojennych i oddany przez nich obraz wojny i walki o niepodległość.

Wojciech Kossak, Szarża ułanów, Muzeum Narodowe Warszawa, fot. Krzysztof  Wilczyński

Osobną część wystawy poświęcimy wojnie polsko-bolszewickiej i jej obrazowi w sztuce i grafice propagandowej. Silnie zarysowane na wystawie będą wątki legionowe, postać J. Piłsudskiego, a także motywy batalistyczne – na zamknięcie zaś powstanie Sejmu w 1919 roku. Przedstawionym kilkuset obrazom, rzeźbom, grafikom sekundować będą wybrane fotografie i prezentacje multimedialne.

Jan Rembowski, Powrót Tobiasza, 1919, akwarela, kredka, pastel,
Muzeum Narodowe w Warszawie

Wątkom niepodległościowym i patriotycznym towarzyszyć będzie  prezentacja nowych, dynamicznie rozwijających się tendencji artystycznych, które również będą w przyszłości kształtowały nowoczesne oblicze odrodzonej Rzeczypospolitej.


Zofia Stryjeńska, Ukazanie się Apostołom, z cyklu „Pascha”, 1918, gwasz, papier naklejony na tekturę,
Muzeum Narodowe w Warszawie
Na wystawie znajdą się też prace artystów współczesnych, stanowiące rodzaj interwencji w zespoły dzieł dawniejszych – fragmenty Wesela Andrzeja Wajdy, rejestracja spektaklu Tadeusza Kantora Wielopole, Wielopole oraz realizacje Piotra Uklańskiego i Przemka Trusta Truścińskiego.

Władysław Skoczylas, Janosika imię nigdy nie zaginie, z teki „Podhalańskiej”, 1914, drzeworyt, papier,
Muzeum Narodowe w Warszawie
Zostanie wydany katalog zawierający wszystkie wystawione prace oraz teksty wprowadzające do prezentowanej problematyki.

Kurator wystawy: dr Piotr Rypson

Ekspozycja potrwa od 26 października 2018 do 17 marca 2019.

Wystawa w ramach cyklu 3 x Niepodległa w Muzeum Narodowym w Warszawie
Patronat Narodowy Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy w Stulecie Odzyskania Niepodległości
Sfinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017–2022
 Patronat honorowy Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. dr. hab. Piotra Glińskiego
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

informacja prasowa, fot. Krzysztof  Wilczyński

wtorek, 23 października 2018

Od popkultury do populizmu. W Krakowie ruszył Festiwal Conrada

Rozmowy, debaty, dyskusje, spotkania, pokazy filmów i POP – w te wydarzenia obfituje tegoroczna, jubileuszowa edycja Festiwalu Conrada. Jedna z największych na świecie imprez literackich potrwa przez cały tydzień.


Za nami pierwszy dzień 10. edycji Festiwalu Conrada. W tym roku tematem przewodnim jest POP. Wbrew temu, co może się wydawać, nie chodzi wyłącznie o popkulturę.

 – Pop można rozumieć na kilka sposobów. Chcemy pokazać, że dla nas to całe spektrum zjawisk literackich, kulturalnych, ekonomicznych, politycznych i społecznych. To wręcz wszystko, co otacza człowieka i jego środowisko, bo przecież „pop” pochodzi od słowa „populus”, które oznacza „lud” – wyjaśnił podczas konferencji prasowej dyrektor artystyczny Festiwalu, prof. Michał Paweł Markowski.

Festiwal Conrada 2018_fot. Edyta Dufaj 

Tegoroczna edycja Festiwalu Conrada skupia się na jednostce i jej otoczeniu, a także na społeczeństwie, w którym żyje. Z tego powodu poszczególnym festiwalowym dniom przypisane zostały konkretne hasła. Są to kolejno: poprawność, popularność, popęd, populizm, popkultura, popłoch, popyt.

 – Każda edycja naszego festiwalu jest pewną opowieścią, która znajduje swój początek w haśle. Do udziału w wydarzeniu zapraszamy tych, którzy są znani, a ich książki od dawna obecne są w polszczyźnie, ale też tych, których publikacje dopiero do w Polsce się ukazują – komentuje dyrektor programowy Festiwalu Conrada, Grzegorz Jankowicz. 

Poprawność na start

Wojciech Jagielski, fot. Edyta Dufaj 

Poniedziałek, którego hasłem przewodnim była poprawność, nasycony był polskimi wątkami. W dyskusji „O prawdzie i fałszu” dziennikarz Wojciech Jagielski tłumaczył, gdzie leży granica pomiędzy fałszem a prawdą. W dobie internetu fake news są tak powszechne, że niekiedy wręcz niezauważalne, również w polskich mediach. Nie da się obronić przed nieprawdziwą informacją, ale możemy nauczyć się z nią żyć, próbując przywrócić w sobie zdolność rozróżniania plotki od rzeczywistości.

Kolejna dyskusja „O Polsce i Polakach”, w której udział wzięli Olga Drenda, Ewa Gorządek i Adam Leszczyński, była próbą odpowiedzi na pytania: jak czuje się dziś Polak w Polsce? Czy cierpimy na ojkofobię? Na czym polega problem Polaków i dlaczego nie lubią samych siebie? Rozmówcy przekonywali, że podziały osłabiające polskie społeczeństwo wynikają nie tyle z teraźniejszości, co z przeszłości i historycznych doświadczeń.

Festiwal Conrada 2018, fot. Edyta Dufaj 

Kolejna debata dotyczyła Żydów Polaków i Polaków Żydów. Anna Bikont, Mikołaj Grynberg, Magdalena Kicińska i Jacek Leociak mówili o problemach, z którymi musiała i nadal musi się mierzyć ta część naszego społeczeństwa, a także dyskutowali na temat zjawiska antysemityzmu, zastanawiając się, czy da się je zneutralizować. 

Po południu pasmo poświęcone polskości uzupełniła dyskusja „O chłopskiej formie życia”, której gośćmi byli Andrzej Mencwel, wybitny historyk literatury i kultury, autor książki „Toast na progu”, i laureat Nagrody Nike Marian Pilot. Debatę poprowadziła Inga Iwasiów. Poruszane wątki doprowadziły do wniosku, że chłopskość, choć kiedyś wstydliwa, dziś wraca jako literacki trend.

Festiwal Conrada 2018, fot. Edyta Dufaj 

Wątki literackie mieszały się wczoraj na każdym spotkaniu ze społecznymi i politycznymi, jednak najmocniej ta mieszanka uobecniła się podczas ostatniej dyskusji „O elitach”, w której Agata Bielik-Robson, Michał Paweł Markowski i Małgorzata Szpakowska zastanawiali się nad rolą elit we współczesnym świecie. Rozmówcy oraz prowadzący Maciej Gdula pokazali, że definicji tego samego słowa może być wiele, ale każdą z nich łączy jedno – elity w społeczeństwie są zjawiskiem naturalnym, które trwa od początku istnienia ludzkości.

Tydzień wydarzeń towarzyszących

Program – jak zawsze – uzupełniają warsztaty, wystawy oraz kolejna edycja Nagrody Conrada. Ale wydarzenia towarzyszące to również codzienne pasmo filmowe, podczas którego festiwalowa publiczność wczoraj miała szanse obejrzeć „The Square” w reżyserii Rubena Östlunda.
W programie Festiwalu Conrada warto zwrócić uwagę na cykl spotkań „Conrad w księgarniach”. Czytelnicy i czytelniczki będą mieli okazję uczestniczyć m.in. w prapremierowych czytaniach książek jeszcze nieopublikowanych, debacie dziennikarzy literackich i blogerów, dyskusji o stuleciu praw wyborczych kobiet, rozmowie o instapoezji i nie tylko. A to wszystko w ośmiu krakowskich księgarniach podczas 10. edycji Festiwalu Conrada, która potrwa do 28 października!

informacja prasowa

Docs Against Gravity w Ninatece

Dokumenty, filmy fabularne, spektakle i koncerty, jak zawsze za darmo i w dobrej jakości, czekają na Was na portalu NINATEKA. Co nowego pojawi się w październiku? Koneserom dobrego dokumentu proponujemy paczkę premier z Festiwalu Docs Against Gravity.


Niedokończony film, reż. Yael Hersonski

Już 26 października będziecie mogli obejrzeć za darmo, nie wychodząc z domu: Szwedzką teorię miłości (reż. Erik Gandini), Niedokończony film (reż. Yael Hersonski), Altmana (reż. Ron Mann) i Kto Cię uczył jeździć (reż. Andrea Thiele).

Szwedzka teoria miłości, reż. Erik Gandini, Szwecja 2015

Szwedzka teoria miłości, reż. Erik Gandini

W 1972 roku w Szwecji partia socjalistyczna opublikowała manifest Family of the Future, nakreślający wizję świata wolnych, równych ludzi, w którym znikną wszelkie więzy zależności ekonomicznej. Kobiety miały wyzwolić się spod władzy mężczyzn, starsi nie musieli już polegać na dobrej woli dorosłych dzieci, a najmłodsi zyskiwali pełnię praw i opiekę państwa.

Reżyser przygląda się dzisiejszej Szwecji i pokazuje wielowymiarowe konsekwencje wprowadzenia wywiedzionych z ducha 1968 roku rozwiązań. Buduje świat przypominający dystopijne filmy science fiction, w którym kontakty ludzkie realizowane za pośrednictwem organizacji społecznych, dominuje brak socjalizacji, ucieczka przed wszelkimi trudnościami, zanik umiejętności interakcji i niechęć do obcych. W dokumencie Erica Gandiniego pojawia się również Zygmunt Bauman, który dzieli się swoimi przemyśleniami na temat współczesnej Szwecji.

Niedokończony film, reż. Yael Hersonski, Niemcy, Izrael 2010

W 1942 roku w warszawskim getcie pojawiła się ekipa filmowa. Nakręcony przez nią materiał odnaleziono po wojnie w niemieckim archiwum. W kadrach obserwujemy codzienne życie w getcie: Żydów umierających na ulicach i tych dobrze ubranych, którzy mijają ich z obojętnością, żebrzące dzieci i pełne restauracje, gdzie Żydzi pławią się w luksusie.  W getcie nie ma muru, a wszelkie problemy wynikają z demoralizacji i bierności bogatej części mieszkańców. Taki świat próbowała pokazać ekipa filmowa.

Yael Hersonski konfrontuje te obrazy z relacjami świadków, którzy pamiętają getto, a niektórzy z nich – sam proces powstawania filmu. Ukazuje fałsz, ale i moc nazistowskiej propagandy. Dowiadujemy się, w jaki sposób inscenizowano różne sytuacje, angażując aktorów lub zmuszając Żydów do odgrywania nieprawdziwych scen.

Altman, reż. Ron Mann, Kanada 2014

Altman, reż. Ron Mann

Reżyser Ron Mann pokazuje nam, jak naprawdę wyglądały życie i praca jednego z najważniejszych i najbardziej wpływowych filmowców w historii kina. We współpracy z wdową po Altmanie – Kathryn i jego stałym producentem – Matthew Seigem, Mann dokonał wyboru materiałów archiwalnych, by pokazać drogę, jaką przebył Altman od pilota bombowca w trakcie II wojny światowej, poprzez filmowca w Kansas City, po karierę w Hollywood.

W tej filmowej podróży to właśnie Altman – poprzez materiały archiwalne – staje się przewodnikiem, który oprowadza nas po znanych i nieznanych ścieżkach swojego prywatnego życia i kariery. W filmie pojawiają się żona i dzieci, a także znajomi i przyjaciele reżysera, w tym: Lily Tomlin, Keith Carradine, Sally Kellerman i Elliott Gould. Wszyscy zadają sobie pytanie, na czym tak naprawdę polega mit Roberta Altmana i specyficzny styl jego filmów, określany mianem Altmanesque, oparty na czarnym humorze, chaotycznym montażu, wielopłaszczyznowej fabule, obrazoburczych bohaterach, który w efekcie przysporzył artyście zarówno wielkiej sławy, jak i zaciekłego krytycyzmu.



Kto cię uczył jeździć, reż. Andrea Thiele, Francja, Niemcy 2012

Kto cię uczył jeździć, reż. Andrea Thiele

Prowadzenie samochodu w ulicznych korkach jest bardzo stresujące, tym bardziej, gdy trzeba to robić w zupełnie obcym dla nas kraju. Mirela, która wyemigrowała z Niemiec do Indii, Jakez, który z USA przeniósł się do Japonii oraz Koreanka Heyn Won mieszkająca dziś w Niemczech, mają ten sam problem: wszyscy chcą zdobyć lokalne prawo jazdy. Obowiązkowe jazdy z instruktorem są wyzwaniem, które szybko zamienia się w lekcję o kulturze krajów, w których bohaterowie dokumentu zdecydowali się zamieszkać. Okazuje się, że ponowne zdanie egzaminu wymaga cierpliwości i pokory i jest znacznie trudniejsze, niż można było podejrzewać.

"Sobieski w Częstochowie" Jana Matejki. Wokół bohatera i obrazu

Wystawą "Sobieski w Częstochowie" Jana Matejki. Wokół bohatera i obrazu" w Domu Jana Matejki Muzeum Narodowe w Krakowie świętuje w tym roku 180. rocznicę urodzin i 125. rocznicę śmierci jednego z najwybitniejszych polskich artystów, przedstawiciela nurtu malarstwa historycznego. Twórcy ekspozycji akcentują m.in. zainteresowania Matejki postacią "Ostatniego rycerza chrześcijaństwa".


Jan Matejko, Sobieski składa ślub  w Częstochowie, 1859, własność: Muzeum Sztuki w Łodzi
Wybitny malarz kilkakrotnie w swojej twórczości przedstawiał wydarzenia związane z wyprawą wiedeńską i postacią króla Jana III Sobieskiego.

– Wykonał szkice postaci, szkice kompozycyjne do obrazów, projekt pomnika króla, uwiecznił go także w dziele "Ubiory w Polsce" – mówi Marta Kłak-Ambrożkiewicz, kierownik Domu Jana Matejki – oddziału MNK i kuratorka wystawy.

Obraz Jan III Sobieski składa ślub w Częstochowie z 1859 wykazuje, zdaniem kuratorki, dbałość Matejki o detale już na wczesnym etapie jego twórczości. Uwagę widzów przyciągną akademickie wykończenia oraz pełne emocji sceny; budowane przez malarza z reżyserską maestrią.


Wystawie towarzyszy pokaz rekwizytów malarskich oraz szkiców kompozycyjnych pochodzących ze zbiorów MNK – Domu Jana Matejki.

Wystawa trwa od 18 października 2018 r. do 17 lutego 2019 r.
Dom Jana Matejki, ul. Floriańska 41, 31-019 Kraków
wtorek - piątek 9.00-16.00
sobota 10.00- 18.00
niedziela 10.00- 16.00

informacja prasowa

Piotr Soroka: Spektakl ma sprawić przyjemność /wywiad/

Rozmawiam z Piotrem Soroką – animatorem kultury, choreografem, reżyserem spektaklu ”Macht mir Spaβ” oraz współtwórcą Novy Ruch Teatr.

Piotr Soroka, fot. z archiwum reżysera


Barbara Lekarczyk-Cisek: Przedstawienie ”Macht mir Spaβ” zainaugurowało Novy Ruch Teatr. Proszę opowiedzieć, w jakich okolicznościach powstał i jaki jest jego profil.

Piotr Soroka: Od dłuższego czasu odczuwaliśmy potrzebę autorskiej wypowiedzi i rozmawialiśmy o tym z Agnieszką Charkot i Agnieszką Dziewą. Prywatnie się przyjaźnimy, więc rozmowy o inspiracjach, możliwościach i kształcie takiej wypowiedzi ciągle się pojawiały. W pewnym momencie po prostu zaczęliśmy działać. Zaprosiliśmy do współpracy interesujących ludzi, o których wiedzieliśmy, że mają coś do powiedzenia i – jak  my – chcą  działać. I tak powstał Novy Ruch Teatr.

Nie chcieliśmy się zamykać na formy teatru tańca czy formy dramatyczne, więc potrzebna była odpowiednia nazwa. Początkowo nazwa brzmiała Novy Teatr, ale w ten sposób zbliżaliśmy się do teatru Warlikowskiego i innych „Nowych” teatrów – w Łodzi czy Poznaniu, które noszą taką nazwę. Po dyskusjach uznaliśmy, że w nazwie powinien znaleźć się „Ruch”, bo wskazuje na naszą tożsamość i podstawowy środek naszej wypowiedzi.

Czy łatwo jest założyć w Polsce teatr?

Bardzo łatwo, zwłaszcza na Facebooku, heh. Tak naprawdę, trzeba tylko chcieć i robić go z odpowiednimi ludźmi. Nam, poza Tomkiem, Martą czy Krzyśkiem, bardzo pomógł Dyrektor Wrocławskiego Teatru Pantomimy – Zbigniew Szymczyk, który nieodpłatnie udostępnił nam salę prób, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Gdyby nie to, przygotowanie spektaklu byłoby znacznie bardziej kłopotliwe. W przygotowanie „Macht mir Spaβ” włożyliśmy nasze oszczędności, ale też wiele osób nam pomogło w różnych innych kwestiach. Poza tym w czasie pracy otrzymaliśmy dotację na udział w Projekcie Dotknij Teatru 2015, dzięki czemu dwukrotnie pokażemy nasze przedstawienie na scenie Teatru Zamiast w Łodzi.

Prawda jest też taka, że wcześniej działaliśmy od czasu do czasu u pod szyldem Projekt Dana Dana.  Zrobiliśmy „Al Dente” i „Bajki w ruchu”. To co robimy teraz, to jakby o krok dalej.

Wracając do „Macht mir Spaβ”, czy łatwo było debiutantom zrealizować spektakl i promować go? I dlaczego taki niemiecki tytuł?

To było wyzwanie. Kostiumy wprawdzie otrzymaliśmy, ale dekoracje, scena, ogarnięcie prób, pokazu, dogranie terminów – zrobiło się tego dużo. Kiedy zacząłem wątpić, że to się uda, Adam Królikowski, który jest z nami od początku, uprzytomnił mi, że wszystko możemy zrobić. Skupiliśmy się więc na przedstawieniu. Chcieliśmy zrobić coś, co dawałoby widzom przyjemność, co jest po prostu ładne. Chcieliśmy odejść od tego, co pesymistyczne i trudne w odbiorze. Nie chcieliśmy robić mrocznego, niepokojącego spektaklu. Uznaliśmy, że przyjemności jest w sztuce zbyt mało. I to stało się dla nas wyzwaniem. Spektakl miał dać nam przyjemność, kiedy nad nim pracowaliśmy, publiczności – kiedy oglądała efekty naszych działań. Przyjemności miały płynąć z oglądania sztuki, wizualizacji, a także ze słuchania dobrej muzyki, jedzenia ciastek i z faktu wspólnego spędzania czasu. A sam tytuł „Macht mir Spaβ” jest cytatem z filmu dla dorosłych, brzmi lepiej niż polskie „Zrób mi przyjemność”.

 Jak pracował Pan, żeby było przyjemnie,  z aktorkami? Czy miały możliwość współtworzenia ról?

To była praca zespołowa, każdy dbał o to, żeby była między nami fajna atmosfera. Mnie oczywiście stres zjadł w dniu premiery, ale to inna historia.
Jeżeli wymyśliłem jakąś scenę, konsultowałem się z dziewczynami i tak się wzajemnie motywowaliśmy do pracy. Wiele rzeczy rozwijało się na próbach, Agnieszki wiele rzeczy proponowały od siebie, wiele rzeczy interpretowały na swój sposób, który też wydawał mi się ciekawy i to włączaliśmy do przedstawienia. Dużo inspiracji było w rozmowach z Adamem i dużo dobrego powstało jeszcze we współpracy z Olą Maliszewską i Anią Załużną w Zielonej Górze, bo „Macht mir Spaβ” miało być jeszcze większym projektem, ale ostatecznie mamy jakby dwie niezależne propozycje.

Co planujecie na przyszłość?

Przyznam, że przed premierą nie byłem w stanie wybiec w przyszłość, dlatego wciąż próbujemy zorganizować granie „Macht mir Spaβ” we Wrocławiu. Muszę powiedzieć, że w Europejskiej Stolicy Kultury nie jest to wcale takie łatwe. Łatwiej jest o pokazy w innych miastach. Klara i Antosia z RISK made in warsaw, od których dostaliśmy kostiumy, zaprosiły nas z pokazem do Warszawy. Rozmawiamy też o możliwości pokazu w Krakowie. Otrzymaliśmy zaproszenie z Kłodzka do współtworzenia widowiska „Węglowa odyseja” z okazji ogłoszenia programu obchodów ESK 2016 w ramach Projektu Mosty. Szukamy fajnych miejsc, inicjatyw, ludzi, z którymi możemy podziałać. Prawdę mówiąc, mamy sporo planów, ale jeszcze nie pora o tym mówić. Proszę tylko trzymać kciuki.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się na portalu Kulturaonline w 2015 roku.

"Macht mir Spaβ", czyli jak się wam podoba /recenzja teatralna/

Pełna wdzięku i dramatycznych momentów walka o zainteresowanie publiczności, parodystyczne potraktowanie telewizyjnych show i pyszne aktorstwo - oto cechy pierwszego spektaklu Teatru Novy Ruch.



Macht mir Spaβ, czyli jak wam się podoba 

Novy Ruch Teatr
, powołany do życia przez artystów z kręgu Wrocławskiego Teatru Pantomimy, zadebiutował 18 stycznia spektaklem pod znaczącym tytułem "Macht mir Spaβ". W swobodnym tłumaczeniu: "Zrób mi przyjemność". Rzecz jest zatem o tym, co się nam podoba i z czego czerpiemy satysfakcję.

Nie przypadkiem też nawiązałam do tytułu szekspirowskiej komedii. Autora "Jak wam się podoba" wielokrotnie krytykowano za to, że stara się przypodobać publiczności i ostentacyjnie schlebia jej gustom, co zostało uwidocznione już w samym tytule sztuki. A przecież stała się ona jedną z najczęściej granych i to z niej właśnie pochodzą znane słowa: "Świat jest teatrem, aktorami ludzie". To, co w czasach Shakespeare` a było wadą, dziś stało się cnotą. W czasach, gdy liczy się tzw. oglądalność, nikomu nie przyszłoby do głowy snuć podobne pretensje.

Agnieszka Charkot i Agnieszka Dziewa w spektaklu  Macht mir Spaβ, fot. prasowa

Niemiecki tytuł przedstawienia Teatru Novy Ruch również budzi początkowo zdziwienie. Kiedy jednak stwierdzimy, że bazuje on na telewizyjnych show w rodzaju "Perfekcyjnej pani domu" czy "Kuchennych rewolucji", zaczynamy rozumieć, że ten rodzaj rozrywki nie jest bynajmniej polską właściwością. Programy takie są bowiem w przeważającej części zagranicznymi licencjami. Wątpliwe, czy w naszym narodowym charakterze leży ów ordnung, tak charakterystyczny dla mentalności Niemców. Tymczasem telewizja coraz częściej serwuje nam takie właśnie programy, wmawiając nam tym samym, że najważniejszy na świecie jest porządek i że to on sprawi, iż poczujemy się szczęśliwi. Zadbana i elegancko ubrana główna bohaterka, która w żaden sposób nie przypomina kury domowej,  zazwyczaj poucza zaproszone do programu kobiety, jak należy układać rzeczy w szafie albo podawać do stołu...

Agnieszka Charkot i Agnieszka Dziewa w spektaklu  Macht mir Spaβ, fot. prasowa

Otóż spektakl "Macht mir Spaβ", nawiązując żartobliwie do tego rodzaju "rozrywki", raczy nas parodią owego telewizyjnego show, wprowadzając jednak znacznie ambitniejsze "drugie dno". Dwie elegancko ubrane panie (wytworne sukienki, szpilki) nie idą bynajmniej na przyjęcie, lecz ... zabierają się za porządki. Test "czarnej rękawiczki" wypada raczej marnie, mimo to następuje kolejny etap programu: pieczenie ciastek. Oczywiście, zajęcia te są tylko pretekstem do tego, aby się pokazać, zwrócić na siebie uwagę publiczności. W końcu, "świat jest teatrem..." Mufiny się przypalają, panie rozpaczają, ale potem z godną podziwu elegancją wytwornie pałaszują... chipsy. Show must go on. Panuje atmosfera nie tyle zabawy, co konkurencji. Aby zdobyć uwagę widza, można nawet zabić. Ostatecznie i tak nastąpi happy and. Jak deus et machina pojawiają się dobrze upieczone ciastka i możemy je konsumować.

Smaczny spektakl

Wariacje na temat sprzątania i gotowania są tak pełne wdzięku i humoru, że widz nie nudzi się ani chwili. Aktorki: Agnieszka Charkot (dominująca gospodyni programu) i Agnieszka Dziewa (stłamszona nieco jej asystentka) grają fantastycznie, obywając się bez słów. Prezentują wszystkie rodzaje emocji: od (udawanej) sympatii, do (nieudawanej) nienawiści. Scenom towarzyszy piękna muzyka klasyczna (żeby na pewno było elegancko), która niekiedy staje się "ilustracją" przeżyć bohaterek (trochę dla mnie kontrowersyjne "Stabat Mater" Pergolesiego w scenie spalenia mufinów). Pełen wdzięku i napięć ruch sceniczny uzupełniają serwowane z umiarem tylne projekcje, ku uciesze gawiedzi (np.  ciasteczkowe "duchy" unoszące się w górę).

Reżyserowi i choreografowi Piotrowi Soroce, jak również obu aktorkom, należą się duże brawa. Nam się podobało!

Agnieszka Charkot i Agnieszka Dziewa w spektaklu  Macht mir Spaβ, fot. prasowa

Premiera spektaklu "Macht mir Spaβ" Teatru Novy Ruch odbyła się 17 stycznia 2015 roku.


Wywiad z reżyserem - pode tym linkiem.


Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline.

"Nie trzeba": Matematyk w teatrze? /recenzja teatralna/

Spektakl Kamili Michalak stawia pytania o sens poszukiwań, spełniania marzeń, wskazuje także na cenę, jaką się za nie płaci.


27 czerwca 2015 r. we Wrocławskim Teatrze Współczesnym miała miejsce prapremiera spektaklu "Nie trzeba", zrealizowanego na podstawie sztuki Asji Wołoszyny, w przekładzie Tatiany Drzycimskiej i w reżyserii Kamili Michalak. Podobnie jak wcześniejsze sztuki prezentowane w ramach cyklu "Prosta historia", tak i ten inspirowany jest autentyczną postacią. Jest nią w tym przypadku Grigorij Perelman - jeden z najwybitniejszych matematyków, który przeprowadził dowód na blisko stuletnią hipotezę Henri Poincarégo, odnoszącą się do kształtu Wszechświata.

Perelman, czyli  człowiek - zagadka

Perelman zasłynął w mediach przede wszystkim jako ten, który nie przyjął medalu i nagrody wartej ok. miliona dolarów. Co więcej, odsunął się od świata i żyje samotnie w jednym z blokowisk Petersburga. Wszystko to sprawiło, że stał się bohaterem tabloidów, człowiekiem - zagadką.

Atrakcyjność postaci Perelmana - poza tym odrzuconym milionem i jego odkryciami dotyczącymi Wszechświata - polega na tym, że jest to człowiek, który niesie ze sobą poczucie nowych czasów, sam je poniekąd wyprzedzając - wyjaśniała podczas spotkania z dziennikarzami Michalak. Wielokrotnie powraca w sztuce myśl Poincarégo, że nie ma dwóch takich samych ludzi i dwóch takich samych rzeczywistości. Zaś matematyka w wydaniu Perelmana to jest marzenie i nadzieja ludzkości na możliwość zrozumienia zagadki Wszechświata. A także drugiego człowieka.

Nie trzeba, reż. Kamila Michalak, fot. WTW


Perelman w teatrze świata

Sztuka Wołoszyny to ambitna w zamierzeniach próba poznania zagadki matematyka, zrozumienia go i podzielenia się tym odkryciem z widzami. Główna postać - Anna, reżyserka teatralna - próbuje zbliżyć się do odludka, jakim jest Perelman i jest w tym dążeniu fascynacja czymś, co jest jej zupełnie obce. Innymi słowy, realizuje swoją sztukę o kimś, kto jest niejako jej przeciwieństwem. Z czasem staje się to jej obsesją i nie zauważa nawet, że mąż oddala się od niej, podczas gdy ona krąży po orbitach kosmicznych goniąc za znaczeniem, którego nie jest w stanie pojąć.

Z czasem zaczyna myśleć, że jej posłannictwem jest przełożenie języka matematyki na język sztuki i że przez to "objaśni" zjawisko zwane Perelmanem. W rezultacie widz jest zalewany potokami słów, które w zamierzeniu mają mu w pigułce wyjaśnić, na czym polega odkrycie Perelmana albo czym była hipoteza Poinarégo. A jeśli dodamy jeszcze do tego paralele do tańca, sceny nawiązujące do "Fausta" oraz wyimaginowane spotkania obu matematyków poza czasem, w wyobraźni autorki - zaczynamy rozumieć, że te ambitne założenia przerosły najpierw Wołoszynę, która Goethem jednak nie jest, a następnie Michalak, która zrobiła z tego przedstawienie nużące, o niejasnym przesłaniu.

Nie trzeba, reż. Kamila Michalak, fot. WTW


Niewątpliwie najciekawsza w tym spektaklu jest symboliczno - metafizyczna scenografia
... wykonana ze szkła, tworzy geometryczną przestrzeń.

To jest szlachetne tworzywo i szlachetna geometria - powiedziała z humorem o swoim projekcie scenografka Karolina Fandrejewska.  Jest to spirala logarytmiczna, bardzo bliska złotej spirali. Cała konstrukcja inscenizacji oparta jest na ruchu spiralnym, co determinuje również grę aktorów. Jest to zarazem przestrzeń  symboliczno - metafizyczna.

Jednak to za mało, aby stworzyć spektakl ważny i dobry. W rezultacie otrzymaliśmy trochę szkolny eksperyment. Może jednak rację miał Perelman mówiąc do reżyserki podczas przypadkowego spotkania: Не надо (Nie trzeba) ...

Prapremiera przedstawienia "Nie trzeba" odbyła się 27 czerwca 2015 roku we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, Scena na Strychu.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

W Krakowie rozpoczyna się wielkie święto książki

Ponad 600 wystawców z 20 krajów, spotkania z blisko 700 autorami i tysiąc godzin wydarzeń towarzyszących – tak zapowiadają się 22. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, które rozpoczynają się już w czwartek 25 października. 



W tym roku Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie odbywać się będą od 25 do 28 października w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym EXPO Kraków przy ul. Galicyjskiej. Organizatorzy zaplanowali liczne spotkania z autorami książek z Polski i zagranicy, pokazy teatralne oraz konkursy dla czytelników. Nie zabraknie również ciekawych przedsięwzięć dla najmłodszych oraz spotkań dedykowanych branży wydawniczo-księgarskiej.



Podczas targów rozstrzygnięte zostaną najważniejsze polskie plebiscyty i konkursy literackie. Gościem honorowym tegorocznej edycji  jest Szwecja. 
Wśród zaproszonych gości znaleźli się najbardziej popularni polscy autorzy, między innymi Olga Tokarczuk, Szczepan Twardoch, Jakub Małecki, Anna Dymna, Marek Krajewski, Mariusz Szczygieł, Beata Pawlikowska i Katarzyna Bonda. Pełna lista gości dostępna jest na stronie internetowej wydarzenia. Obecność na imprezie potwierdziły wszystkie najważniejsze wydawnictwa. Oprócz tradycyjnych książek, odwiedzający targi będą mogli również nabyć nowinki technologiczne projektowane z myślą o czytelnikach.

- Targi w Krakowie to wielkie święto literatury – mówi Paweł Horbaczewski, prezes firmy Arta Tech, właściciel marki inkBOOKKsiążka elektroniczna dorównuje dziś popularnością tradycyjnym, papierowym wydaniom. Ebooki i dedykowane im czytniki to obecnie integralny element środowiska czytelniczego, dlatego nie może nas zabraknąć na wydarzeniu tej skali.


Międzynarodowe Targi Książki, fot. organizatorów

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie co roku cieszą się ogromnym zainteresowaniem. W ubiegłorocznej edycji wzięła udział rekordowa liczba ponad 70 tys. zwiedzających. Wydarzenie to ma formułę święta książki w całym mieście. Również poza terenem imprezy odbywać się będą spotkania z autorami, happeningi literackie, spektakle teatralne, konferencje, koncerty i wystawy.

Więcej informacji na temat wydarzenia: http://www.ksiazka.krakow.pl/pl/

informacja prasowa, materiały organizatorów

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty