Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Hersmandorfer, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Hersmandorfer, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Medytacja i ekspresja: Wystawa sztuki współczesnej w galerii Art Main Station /relacja/

Od 5 marca do 24 czerwca 2016 potrwa wystawa sztuki współczesnej w galerii Art Main Station. Wśród prezentowanych artystów znalazły się dzieła wyjątkowe tak wybitnych artystów, jak M. Abakanowicz, A. Szapocznikow, W. Fanfgor, W. Hasior, R. Opałka i K. Sosnowski.

Tłum Magdaleny Abakanowicz, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Pod tytułem wystawy: "Medytacja i ekspresja" skrywa się nie tylko postawa artystów, ale także postaw krytycznych. Zgromadzenie w klimatycznych wnętrzach dworca dzieł tak istotnych zawdzięczamy przede wszystkim kuratorom tej wystawy - krytykom sztuki: Bożenie Kowalskiej oraz Mariuszowi Hermansdorferowi. Oboje zajmują się sztuką od wielu lat, zorganizowali wiele wystaw, (nie tylko w Polsce), którym towarzyszyły napisane przez nich katalogi. Prócz tego są autorami wielu publikacji, także naukowych. Ale - co chyba najistotniejsze - są z wieloma artystami zaprzyjaźnieni i od lat towarzyszą im w ich twórczych poczynaniach, stając się także ich krytykami i popularyzatorami. Ekspozycja dzieł należących zarówno do prywatnych kolekcjonerów, jak i do muzeów, ma na celu zwrócenie uwagi także na rolę krytyka sztuki - jego obecności w procesie twórczym. Jest także refleksją na temat krytyki i jej roli obecnie i w przyszłości.


 Mariusz Hersmandorfer i Bożena Kowalska, kuratorzy wystawy,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Medytacja i ekspresja


Tytuł wystawy sugeruje, iż mamy do czynienia z dwiema odrębnymi postawami twórczymi. 

Nie znaczy to jednak - wyjaśniała podczas spotkania a dziennikarzami  Bożena Kowalska - że dzieła twórców spod znaku ekspresji wyzbyte są elementu medytacji, a określone medytacyjnymi - pozbawione ekspresji. Istnieją w różnych proporcjach i inaczej są wyrażone. Ekspresja w sztuce przedstawiającej, bliskiej surrealnemu widzeniu świata, ma charakter bezpośredni. Łączy się z wyrażonym gestem albo surrealnym zestawieniem przedmiotów i jest intensywnie odbierana przez patrzącego, podczas gdy ekspresja abstrakcji geometrycznej jest bardzo dyskretna  Medytacja znajduje się również w obu tych rodzajach sztuki, ale ma nieco inny charakter. W sztukach przedstawiających jest jakby bliżej człowieka indywidualnie przeżywającego świat, człowieka społecznego, nawet człowieka politycznego. Natomiast ta medytacja, która jest najważniejszym elementem sztuki geometrycznej, abstrakcyjnej, należy do świata pojęć wyabstrahowanych.
 
Roman Opałka, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Jako przykład Kowalska przytoczyła twórczość dwóch artystów: Aliny Szapocznikow i Romana Opałki, którzy podejmowali zagadnienia czasu i przemijania jako najważniejsze w swojej twórczości. Otóż kiedy pojawiła się starość z jej widomymi oznakami, Szapocznikow pokazywała przemijanie czasu za pomocą deformacji i fizycznego rozpadu. Natomiast Roman Opałka przez wiele lat robił sobie codziennie, pod koniec całodziennej pracy malarskiej,  zdjęcie na tle obrazu i za każdym jego twarz była znieruchomiała i bez wyrazu. Na wystawie zaprezentowano dwa jego zdjęcia: pierwsze z czasów, kiedy był młody, drugie - kiedy twarz pokrywają mu głębokie bruzdy, włosy ma siwe, a oczy pozbawione blasku. Brak w nich jednak zupełnie ekspresji - są zobiektywizowane. Na tym właśnie polega różnica pomiędzy przedstawionymi pracami. Zestawienie na wystawie tych dwóch rodzajów ekspresji pozwala dostrzec owe różnice i eksponuje je. 
 
prace Wojciecha Fangora, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Galeria "w podróży"

Właścicielka galerii i koordynatorka wystawy - Magdalena Mielnicka - opowiedziała o okolicznościach jej powstania, a także o szczególnym miejscu, w jakim się ona znajduje - na Dworcu Głównym we Wrocławiu:

Wystawa powstała w dużej mierze dzięki udziałowi w ESK i stanowi jedno z ważnych wydarzeń tego roku. Dla mnie najważniejsza jest publiczność. Przychodzą bardzo różni widzowie, często niezwykli, dzięki temu, że wystawa znajduje się na dworcu. Galeria istnieje dopiero cztery lata, więc tak znacząca wystawa nie mogłaby powstać, gdyby nie udział w niej wybitnych krytyków. Dla mnie przygoda z fundacją [ALL That Art! ] zaczęła się właśnie od spotkania z publicznością, która wyraziła zapotrzebowanie na krytykę sztuki. A obecność dworca jest dla galerii sprawą kluczową. Dzięki niemu galeria jest niezwykle inspirującym miejscem, gdzie czas mierzony jest nieustanną podróżą.
 
Władysław Hasior, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Obrazy, zdjęcia, instalacje i rzeźby wybitnych polskich artystów można oglądać na Dworcu Głównym we Wrocławiu, w galerii Art Main Station do 24 czerwca 2016 roku, od wtorku do niedzieli.


Artykuł ukazał się w marcu 2016 roku na portalu Kulturaonline.


piątek, 1 lutego 2019

Michał Bieniek oprowadza po Mieszkaniu Gepperta /wywiad/

Rozmawiam z Michałem Bieńkiem - artystą i kuratorem galerii Mieszkanie Gepperta, znajdującej się w dawnym mieszkaniu pierwszego Rektora wrocławskiej PWSSP oraz jego żony, Hanny Krzetuskiej. Mieszkająca przy ul. Ofiar Oświęcimskich 1/2 para artystów stworzyła tam szczególne miejsce, w którym nie tylko żyła i tworzyła, ale także kreowała środowisko artystyczne. Obecnie Mieszkanie Gepperta służy młodym artystom, którzy prezentują tam swoje wystawy, dyskutują... Jednocześnie powstaje archiwum dokumentujące życie i prace małżeństwa Geppertów.


Michał Bieniek, fot. Alicja Kielan



Barbara Lekarczyk-Cisek: Jesteśmy w Mieszkaniu Gepperta, bo taką nazwę – zgodną z faktami – nosi to szczególne miejsce. Czy mógłby Pan pokrótce przybliżyć jego historię?

Michał Bieniek: Żona patrona Akademii Sztuk Pięknych, malarka Hanna Krzetuska, przekazała przed śmiercią mieszkanie Miastu, a jego administratorem stała się Akademia Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Mieszkanie funkcjonowało do 2007 roku jako muzeum, ale była to placówka zamknięta. Pozostały w niej przedmioty, pamiątki, obrazy należące do małżeństwa Geppertów. W pewnym momencie dyrekcja Wydziału Kultury we Wrocławiu podjęła decyzję o umieszczeniu zbiorów w Muzeum Miejskim, które wtedy właśnie przenosiło się do Pałacu Królewskiego. Miejsce opustoszało i wówczas ktoś wpadł na pomysł, aby zaprosić fundację zrzeszającą młodych ludzi, która uczyniłaby z tego miejsca przestrzeń dla debiutujących artystów, którzy mogliby tutaj realizować swoje rozmaite projekty. Poza wystawami, organizowaliśmy wykłady, projekcje filmowe i wiele innych działań.




Upłynęło dziesięć lat, warto więc przypomnieć, co się zdarzyło w Mieszkaniu Gepperta przez ten czas.

Wydarzyło się niemało! W ciągu tych lat w Mieszkaniu Gepperta odbyła się prawie setka wystaw, że nie wspomnę o wykładach, pokazach i warsztatach, których było jeszcze więcej. Udało się nam również pozyskać środki na remont, który był już niezbędny. Trwał kilka miesięcy, ale jego efekty są, moim zdaniem, spektakularne. Mamy tu obecnie nowoczesną galerię sztuki współczesnej, a także zaplecze oraz niewielkie archiwum.

Aby mieszkanie miało swój klimat, powinno mieć jakieś przedmioty należące do jego mieszkańców. Czy posiadacie Państwo jakieś precjoza należące do małżeństwa Geppertów?

Niestety, nie, wszystko zostało wcześniej wywiezione. Z wyposażenia dawnego mieszkania państwa Geppertów pozostała nam jedynie figurka, którą – nieświadomi jej pochodzenia – używaliśmy jako przycisk do papieru. Dopiero przy okazji wystawy prof. Leona Podsiadłego okazało się, że figurka została przez artystę przywieziona z Gwinei w latach 70. ubiegłego wieku i ofiarowana pani Geppertowej, z którą pozostawał w wielkiej przyjaźni. Natomiast większość przedmiotów z mieszkania została przewieziona do magazynów Muzeum Miejskiego, ale przede wszystkim należy do Muzeum ASP we Wrocławiu. Próbujemy w jakiś sposób zrekonstruować to wnętrze, ale wymaga to czasu i wielu kwerend. Znajdujące się w pomieszczeniu przedmioty nie są wprawdzie oryginalne, ale nawiązują do przeszłości, czego przykładem jest zegar wykonany przez Monikę Konieczną i Magdę Franczak. Dwa lata kwerend pozwoliło tym dwóm artystkom poznać bliżej życie Geppertów, dzięki czemu dowiedzieliśmy się, że w mieszkaniu znajdowało się kilka takich tradycyjnych zegarów, a ich rytm wyznaczał życie mieszkańców. Nasz zegar do tego nawiązuje, a poza tym można przy nim odsłuchać nagranie zawierające wywiad z państwem Geppertami – Hanną i Eugeniuszem, a także wspomnienia osób, które ich znały, przede wszystkim artystów z Grupy Wrocławskiej, ale także rozmów z młodszymi osobami, które zawodowo zajmują się tematem początków sceny plastycznej w powojennym Wrocławiu. Całość jest rodzajem podróży do przeszłości tego miejsca i jego mieszkańców.

Wystawa Karoliny Szymanowskiej "15% abstrakcji", fot.organizatorów

Czy fakt, że młodzi artyści mieli okazję pokazać swoje prace w tej przestrzeni, wpłynął na ich drogę twórczą?

Wielu z nich potem zaistniało w szerszym obiegu, także poza granicami kraju.

Jak w takim razie wygląda ich dobór? Komu Państwo proponujecie wystawy?

Najczęściej robimy rozeznanie, co się interesującego dzieje w twórczości młodych artystów we Wrocławiu i w Polsce. Składamy propozycje realizacji wystaw twórcom, którzy zwrócili naszą uwagę. Wielu spośród artystów, których dotąd prezentowaliśmy w Mieszkaniu Gepperta, nie pochodzi stąd, ale ukończyła wrocławską ASP – jest więc związana z miastem poprzez edukację artystyczną, toteż uważamy ich za artystów wrocławskich. Jeśli zdarzały się nam wystawy międzynarodowe, to one także miały wątek wrocławski, głównie odnośnie przestrzeni miejskiej. Był na przykład festiwal „Sztuka po przejściach” 2009/2010, w którym wzięło udział kilku artystów z Węgier, Mołdawii, Czech i z Polski, a wszyscy oni zajmowali się przestrzenią miejską, architekturą i urbanistyką Europy Środkowo-Wschodniej – przez pryzmat Wrocławia.

Pomysł na naszą działalność obecnie również opiera się na kontekście i odniesieniu wrocławskim, próbujemy jednak zderzać działania młodych, interesujących artystów wrocławskich z nestorami. Mamy we Wrocławiu grupę wybitnych artystów, którzy współtworzyli powojenne środowisko plastyczne, jednak świadomość tamtych czasów, tamtych postaci i ich twórczości jest pośród najmłodszych artystów obecnie znikoma. Mieszkanie Gepperta ma służyć także takim międzypokoleniowym spotkaniom.

Wystawa Karoliny Szymanowskiej "15% abstrakcji", fot.organizatorów


Najnowsza wystawa Karoliny Szymanowskiej “15% abstrakcji” została zainspirowana postacią Hanny Krzetuskiej…

Karolina to fenomenalna artystka, a przy tym niezwykle skromny człowiek. Byłem bardzo ciekaw, co wyniknie ze zderzenia tych dwu artystek. Hanna Krzetuska była przede wszystkim malarką, ale zdarzało się jej wychodzić poza obraz – tworzyła przecież również malarskie i jednocześnie przestrzenne formy, które dziś określilibyśmy mianem obiektów, niewielkich instalacji. Natomiast Karolina Szymanowska jest przede wszystkim rzeźbiarką, która myśli przestrzenią i jest w tym niezwykle precyzyjna. Swoimi pracami miała niejako skomentować twórczość nieco zapomnianej pani Krzetuskiej, tymczasem Karolinę zafascynowała sama postać artystki. Na wystawie widzimy betonowe piony umiejscowione na pozornie kruchych kieliszkach, przywołujących skojarzenie z zastawą stołową, bardzo elegancką, jak elegancka była pochodząca z dobrego domu Hanna Krzetuska. Kiedy w Mieszkaniu Gepperta pojawił się po raz ostatni Mariusz Hersmandorfer, spieraliśmy się co do wartości prac małżonków. W przeciwieństwie do niego uważałem, że to właśnie pani Hanna była znakomitą, oryginalną artystką, niezwykle konsekwentną, jeśli chodzi o drogę twórczą. Ta wystawa jest w jakiejś mierze ukazaniem jej wewnętrznej siły.


Wystawa Karoliny Szymanowskiej "15% abstrakcji", fot.organizatorów

Wystawa Karoliny Szymanowskiej jest rzeczywiście niezwykle oryginalna i sprawi być może, że znowu się będzie mówić o Hannie Krzetuskiej, pozostającej w cieniu męża, a przecież godnej pamięci artystce i osobie… Jakie macie Państwo plany?

Będziemy kontynuować działalność wystawienniczą, ale chcemy również umieścić tutaj archiwum dokumentujące działalność i życie państwa Geppertów. Jesteśmy ogromnie wdzięczni panu Janowi Chwałczykowi, który jako pierwszy przekazał nam prace Hanny Krzetuskiej i Eugeniusza Gepperta. Będzie to archiwum fizycznie dostępne dla zainteresowanych, ale zaprezentujemy je także w formie zdigitalizowanej – w Sieci. Będziemy chcieli skatalogować i opisać prace, do których obecnie dostęp jest utrudniony lub niemożliwy, szczególnie gdy chodzi o twórczość Hanny Krzetuskiej. Wiemy, że zbiory są bardzo rozproszone, np. unikalne zdjęcia Mieszkania znajdują się w Centrum Historii Zajezdnia. Powstaje więc także mapa miejsc, gdzie znajdują się przedmioty należące do Geppertów lub z nimi związane.

Hanna Krzetuska, 1988, Wystawa Karoliny Szymanowskiej "15% abstrakcji", fot.organizatorów

Ponadto chcemy pomieścić w tym archiwum dokumentację wszystkich wystaw i innych wydarzeń, które się tutaj odbyły. Wszystkie te informacje będzie można również znaleźć w naszym wirtualnych archiwum.

Dziękuję za rozmowę.



Hanna Krzetuska, Eugeniusz Geppert, fot. Art Transprent

Więcej informacji o galerii Mieszkanie Gepperta znajdziecie TUTAJ.

poniedziałek, 12 października 2020

Magdalena Abakanowicz – artystka osobna

 Autorka słynnych „Tłumów” mówiła o sobie, że jej dzieciństwo było samotne, że po raz pierwszy zobaczyła tłum w Warszawie, przed Powstaniem i że było to związane z poczuciem strachu. 

Magdalena Abakanowicz wśród swoich `Nierozpoznanych` w Poznaniu,
fot. Tomasz Kamiński


Taka się urodziłam…

Urodzona 20 czerwca 1930 r. w Falentach, koło Warszawy, spędziła na wsi, w domu, który był właściwie dworem, wiele lat. Wspomina, że zawsze była inna, osobna:

Taka się urodziłam – wyjaśniała Jakubowi Janiszewskiemu w wywiadzie radiowym udzielonym TOK FM. Zanim nauczyłam się posługiwać sprawnie palcami, brałam w dłonie jakieś przedmioty i wiązałam je ze sobą. Tylko ja wiedziałam, dlaczego ten patyk z tym kawałkiem gliny są jedną rzeczą. Bez przerwy grzebałam w ziemi, zajmowałam się lepieniem i tworzeniem przedmiotów o mnie tylko wiadomych znaczeniach. Robiłam w pokoju dziecinnym straszny bałagan, więc rodzice podczas porządków to wszystko wyrzucali, a ja wygrzebywałam ze śmietnika co ważniejsze rzeczy .

Była samotnym dzieckiem. Poszła do szkoły mając 14 lat i – jak wspomina – nie umiała grać w piłkę, była nieśmiała, płaczliwa i chorowita.

Powiedziano mi, że na rzeźbę się nie nadaję

W liceum plastycznym jakoś nie zauważono jej talentu, a kiedy na egzaminie wstępnym na studia ulepiła smoka z gliny, komisja oceniła ją surowo: Powiedziano mi, że na rzeźbę się nie nadaję, bo nie mam wyczucia formy. Od tej pory przyszła, bodaj najsłynniejsza, polska rzeźbiarka zajmowała się malarstwem. Chodziła nocą do pracowni i próbowała malować. Kiedyś zobaczył jej obrazy Jerzy Soltan i zachwyciło go jej surrealistyczne malarstwo. Sprawiło jej to niekłamaną przyjemność, ale w owym czasie nawet nie marzyła o rzeźbie. 


Biegnący, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Mieszkałam nigdzie, jadłam nic...

Nauka i studia były czasem niezwykle trudnym, nie tylko dlatego, że była osobna. Dokuczała również bieda. 

Mieszkałam nigdzie, jadłam nic – wspomina w przywołanym wywiadzie. Z koleżanką zbierałyśmy od kolegów jakieś grosze na bułkę. Potem sprzedawałam krew. Te wszystkie momenty były bardzo trudne . Jednakże rodzice wpoili jej rodzaj wewnętrznej dyscypliny – „trzeba się zachowywać” dawało siłę wtedy i na całe życie. 

To, co robiłam, nie pasowało do niczego

Dla niej sztuka była stanem ducha, psychiczną przypadłością, z którą trzeba było żyć.

Dla mnie sztuka jest stanem psychicznym – powie po latach. Przywarą, z którą trzeba sobie radzić. Może zmuszać do myślenia, ale nie może być użyteczna. Wszystko, co wprowadzam do rzeczywistości, pochodzi ze mnie, głęboko ze środka.

W „Myślach i słowach” napisała coś, co brzmi jak romantyczny manifest:

Sztuka pozostanie najbardziej zdumiewającą działalnością człowieka, zrodzoną z bezustannych zmagań rozumu z szaleństwem, marzenia z rzeczywistości...

Abakan, Nogi, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Przestrzeń kontemplacji - abakany

Będąc dzieckiem, wchodziłam do spróchniałego pnia i w nim zamierałam – opowiada we wspomnianym wywiadzie. Pragnęła być częścią czegoś większego, jakiegoś organizmu, toteż kiedy zamieszkała z mężem w małej kawalerce, zaczęła malować olbrzymie płótna, bo … mogła się wokół nich przechadzać. To dawało poczucie przestrzeni. Z czasem jednak płaskość zaczęła ją przygnębiać i zrodziła tęsknotę za trzecim wymiarem. Zaczęła więc tkać i zszywać kawałki tkaniny. W ten sposób powstawały wielkie, miękkie rzeźby, a raczej antyrzeźby, jak je nazwała. Nikt tego wtedy nie robił ani też nie uznano by tych reliefowych płócien za sztukę, ale można było przynajmniej, jak w dzieciństwie, wejść do środka rzeźby i stać się na chwilę jej częścią. Tak powstały abakany, określane przez artystkę jako przestrzeń kontemplacji. Były jej oryginalnym odkryciem, toteż przejęły od niej nazwę. 

Abakan jest wymagający. Potrzebuje szczególnej troskliwości i szczególnej ekspozycji. Nie nadaje się na ścianę, do dekoracji. Do niczego się nie nadaje.

W 1962 roku Abakanowicz uczestniczyła w Międzynarodowym Biennale Tkaniny w Lozannie. Zaprezentowała tam Kompozycję białych form, która wzbudziła zarówno zainteresowanie, jak i kontrowersje. Była to jeszcze tkanina płaska, ale zawierała już elementy reliefowe,  nowoczesną kompozycję form geometrycznych oraz wysmakowaną kolorystykę, łączącą odcienie beżu, bieli, szarości oraz sepii. Trzy lata później przestrzenne tkaniny artystki zostały zaprezentowane na Międzynarodowym Biennale w São Paulo, gdzie wzbudziły sensację, a Abakanowicz zdobyła Złoty Medal, który otworzył jej drogę do międzynarodowych wystaw i uczynił z niej artystkę znaną i rozpoznawalną.

To samoistne twory, zawieszone swobodnie w przestrzeni, bez ścian w roli tła bądź podpory, zapętlone w środku, a przy tym otwarte, dostępne zmysłom ze wszystkich stron, również od wewnątrz – pisała Ewa Hornowska o abakanach w katalogu jednej w wystaw artystki.

Postać stojąca w kształcie krzyża, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Odcisk człowieka

Nie poprzestała na tym. Kiedy otrzymała dodatkowy pokój na pracownię, odlała w gipsie ludzką sylwetkę, a potem z utwardzonego worka wykonała skorupowy pozytyw – odcisk człowieka. Bo poza ambicjami duchowymi, jest w każdym człowieku ta gigantyczna materialność. 

Międzynarodową pozycję artystki ugruntowały jej prace z lat 70., a mianowicie cykl "Alteracje" (obejmujący serie takie jak "Głowy", "Plecy", "Postaci siedzące") oraz "Embriologia" - formy organiczne przypominające jaja. Zwłaszcza ta ostatnia seria wzbudziła zachwyt na Biennale w Wenecji w 1980 roku.

Artystka komentowała swoje prace przy okazji różnych wystaw. O cyklu „Głowy” pisała:

Formy, które określam równie jako Głowy, odnoszą się do moich obaw, że przekraczając szybkość swojego biologicznego rytmu człowiek traci zdolność medytacji. Odczuwam lęk wobec cierpień spowodowanych sztucznym środowiskiem i nieustannym napięciem nerwów.

Mała embriologia, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

O „Embriologii”:

Embriologia.(…) Nałóg objaśniania wszystkiego jest katastrofą naszego czasu. Nie należy utożsamiać tajemnicy z problemem. Problem można podzielić na strefy poddające się analizie, tłumaczeniu, a tajemnica jest całością, która nas ogarnia, choć niechętnie się do tego przyznajemy.

O „Postaciach siedzących”:

Postacie siedzące, skorupowe negatywy obojętności ludzkiego ciała, są również problemem zawierania i obejmowania. Ten sykl dotyczy pustej przestrzeni, która może być wypełniona przez naszą wyobraźnię, oraz strefy dotykalnej, sztywnej, która jest niekompletnym śladem naszej przestrzennej przystawalności do materialnego otoczenia. 

Pracując nad „Katarsis” snuła jednocześnie takie refleksje:

Między mną a materiałem, z którego tworzę, nie ma pośrednictwa narzędzia. Wybieram go rękami. Rękami kształtuję. Ręce przekazują mu moją energię. Tłumacząc zamysł na kształt, zawsze przekażą one coś, co wymyka się konceptualizacji. Ujawnią nieuświadomione.


Siedząca postać, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

„Katarsis” to wielofiguralna kompozycja w plenerze, składająca się z 33 monumentalnych postaci, które stoją w pobliżu Pistoli we Włoszech. Brąz, z którego są wykonane, zapewnia im długie, chciałoby się powiedzieć: wieczne trwanie. Tworzą rodzaj przestrzeni kontemplacyjnej, w której człowiek, poruszając się, ma możliwość snucia refleksji na temat otoczenia i samego siebie. Sama artystka pragnęła, aby postacie wywoływały niepokój, a może także świadomość siły bezruchu. 

Tłum – refleksja o człowieku i jego kondycji we współczesnym świecie

Do najbardziej znanych i rozpoznawalnych prac artystki należy seria „Tłum”, wykonana z  brązu. Dla niej miarą pozostawał przede wszystkim człowiek, jego kondycja i pozycja we współczesnym świecie. W pracach Abakanowicz z tego cyklu człowiek jest zagubiony albo anonimowy w tłumie innych ludzi, a przy tym często pozbawiony indywidualnych cech. To ktoś o utraconej tożsamości, androgyniczny everyman  - pozbawiony niejako własnej istoty i treści. Interesowała ją, jak mówiła, straszliwa ludzka niemoc wobec własnej struktury biologicznej.

Stojący tłum, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Nowe wyzwania

Lata osiemdziesiąte przyniosły zainteresowanie nowymi materiałami rzeźbiarskimi: brązem, kamieniem i drewnem.  W kolejnym słynnym już cyklu "Gry wojenne" wykorzystała pnie i konary starych drzew ściętych przez drogowców. Z pni pozostawionych podczas wycinania lasów Magdalena Abakanowicz tworzy symbole życia i śmierci, łącząc ze sobą różne materiały (workowe płótna, metalowe obejmy) i personifikuje kompozycję. 

Zaczęła także tworzyć wielkie realizacje przestrzenne na wolnym powietrzu - we Włoszech, Izraelu, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Korei Południowej i na Litwie. Jedną z największych są "Nierozpoznani" - 112 postaci odlanych z żeliwa, które znajdują się w poznańskim parku na Cytadeli.

Będę zapewne zawsze porzucała jedne techniki i materiały na rzecz drugich (...) Najciekawiej jest posługiwać się techniką, której się jeszcze nie zna, i budować formy, których się jeszcze nie zna - deklarowała.

 I rzeczywiście, zaczęła tworzyć w obszarach dotąd przez siebie niepenetrowanych. W latach dziewięćdziesiątych, pod wpływem fascynacji japońskim tańcem butoh, tworzyła choreografie dla tancerzy polskich i japońskich.

Idący tłum, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Poza tym wzięła udział w konkursie władz Paryża na opracowanie planu dzielnicy, mającej stać się przedłużeniem osi stolicy Francji w kierunku zachodnim, poza dzielnicą La Defence. Zaproponowała wówczas nowatorską koncepcję stworzenia idealnej ekologicznej dzielnicy, która składałaby się z kilkudziesięciu budynków o wysokości ok. 25 pięter. Miały mieć organiczne kształty, nawiązujące do drzew, a od dołu do góry pokrywać je miała pnąca roślinność, wyrastającą na różnych poziomach fasad. Stąd wzięła się nazwa koncepcji: "Architektura arborealna". Projekt nie został wprawdzie wprowadzony w życie, bo zabrakło na jego realizację pieniędzy, ale trzeba przyznać, że był wizjonerski i prekursorski, jak niegdyś architektura Gaudiego. Był próbą zmierzenia się z problemem każdego wielkiego miasta, którego liczba mieszkańców ciągle rośnie i trzeba budować dla nich więcej mieszkań. Nie muszą one jednak być „blokowiskami”, przeciwnie – ma to być architektura zbliżająca człowieka do natury, właśnie za sprawą roślinności.

Magdalena Abakanowicz wykonywała również niezwykłe zlecenia. Jedno z nich na prośbę mieszkańców Hiroszimy, które miało być dziełem upamiętniającym ofiary wybuchu bomby jądrowej. Tak powstała grupa czterdziestu postaci z brązu, ustawiona na wzgórzu, gdzie ludzie usiłowali się schronić i gdzie umierali.

Mutanty stojące, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Po „Figurach siedzących” pojawiły się w twórczości Magdaleny Abakanowicz także postaci stojące, kroczące, potem tańczące… Do każdego cyklu dobierała odpowiednie surowce. Następnie przeszła od dzieł antropomorficznych do abstrakcji. Na pustyni Negev ustawiła siedem kamiennych kręgów. Na Litwie, w leśnym parowie, wzniosła dwadzieścia „pni” z betonu, zaś w Storm King Art Center w Nowym Jorku skonstruowała cztery „sakrofagi” z drewna w oszklonej konstrukcji. 

Ślady istnienia Magdaleny Abakanowicz we Wrocławiu – wystawa 

Prace MagdalenyAbakanowicz znajdują się w zbiorach ponad 70 muzeów i kolekcji publicznych na całym świecie, m.in. Muzeum Narodowego we Wrocławiu i w Warszawie, oraz w Poznaniu, w Muzeum Sztuki w Łodzi oraz Centre George Pompidou w Paryżu, Metropolitan Museum w Nowym Jorku i Museum of Modern Art w Kioto.

Pragnąc uczcić tę niezwykłą artystkę, zmarłą 20 kwietnia tego roku, wrocławska mia Art Gallery Magdaleny Mielnickiej przygotowała we współpracy z Fundacją All That Art!, Biurem Wrocław 2016 oraz European ArtEast Foundation wystawę retrospektywną: „Ślady istnienia. W hołdzie dla Magdaleny Abakanowicz (1930-2017)”. Jej kuratorami są Maria Rus Bojan z Tate Gallery w Londynie oraz Mariusz Hersmandorfer – wieloletni przyjaciel i współpracownik artystki, który będąc dyrektorem Muzeum Narodowego we Wrocławiu, zgromadził największy w Polsce zbiór prac tej artystki. Ekspozycja obejmuje nie tylko zamkniętą przestrzeń wystawienniczą sal Galerii Dworcowej na Dworcu Głównym we Wrocławiu, ale również inne przestrzenie miejskie: Przejście Świdnickie, Muzeum Współczesne, wirydarz Muzeum Architektury, Port Lotniczy, dziedziniec Synagogi pod Białym Bocianem oraz Bastion Ceglarski. Ślady obecności artystki można odkrywać we Wrocławiu do 25 sierpnia 2017 roku.

Bibliografia:

Ada Rottenberg, Samotne debiuty, (w:) Sztuka w Polsce 1945-2005, Warszawa 2005 r.

„Konteksty” 2006/3-4, numer monograficzny poświęcony Magdalenie Abakanowicz

Magdalena Abakanowicz,  katalog wystawy indywidualnej Magdaleny Abakanowicz w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w 1995 r.

Magdalena Abakanowicz , Hermansdorfer Mariusz, katalog wystawy w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, 1995 r.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu "Niezła Sztuka".





Mycelium. Formy z królestwa grzybów – otwarcie nowej wystawy w Muzeum Architektury we Wrocławiu

W czwartek, 15 października 2026 r. o godzinie 18.00 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na otwarcie wystawy "Mycelium. Formy z k...

Popularne posty