Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Julia Lezhneva, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Julia Lezhneva, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 marca 2018

Akademia Händlowska dla wielbicieli pięknej muzyki /relacja/

Radość muzykowania, duchowe piękno, liryzm i patos kompozycji Georga Fryderyka wypełniły dni Akademii Händlowskiej. Mogliśmy posłucha wybitnych artystów i ich znakomitych interpretacji rozmaitych kompozycji autora "Mesjasza".




Rachel Podger, czyli radość muzykowania


Rachel Podger, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Akademię Händlowską rozpoczął koncert  Rachel Podger i Brecon Baroque, w którym znalazły się utwory Purcella, Geminianiego i oczywiście Händla. Dwaj pierwsi kompozytorzy mieli duży wpływ na twórczość autora "Mesjasza", można więc było w takim zestawieniu owe wpływy usłyszeć. Jednak niewątpliwą gwiazdą tego wieczoru była Rachel Podger - angielska skrzypaczka, która nie po raz pierwszy gościła we Wrocławiu.
Mogliśmy słuchać jej koncertu przed dziesięcioma laty, kiedy to wystąpiła z zespołem Arte dei Suonatori w pięknych barokowych wnętrzach Oratorium Marianum. W rezultacie tej współpracy nagrano wspólną płytę: "La Stravaganza" Antonio Vivaldiego, która otrzymała tytuł najlepszej barokowej płyty roku 2003 pisma Gramophone. W 2012 roku, w ramach Wratislavia Cantans,  Podger zagrała wraz z zespołem Brecon Baroque koncert skrzypcowy i klawesynowy J.S. Bacha. Dodajmy, że współpracuje ona z polskimi muzykami: klawesynistą - Marcinem Świątkiewiczem oraz z wiolonczelistą Tomaszem Pokrzywińskim.

Rachel Podger, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Podczas inauguracyjnego koncertu mogliśmy posłuchać Podger w mniejszych i większych składach orkiestry, w duecie ze skrzypcami, m.in. w VI Sonacie a 4 g-moll Z. 807 oraz Three parts upon a ground Z. 731  H. Purcella, gdzie skrzypce zabrzmiały wręcz wirtuozowsko. Równie piękne były wykonane w pełnym składzie fragmenty "Króla Artura" - muzyki skomponowanej przez Purcella do sztuki teatralnej. Drugą część koncertu wypełniła muzyka  G. F. Händla. Momentami artystka usuwała się nieco w cień, a na planie pierwszym prezentował się obój Alexandry Bellamy. Tak było podczas wykonania Koncertu na obój, smyczki i b.c. g-moll HWV 287.   Dialog skrzypiec z obojem brzmiał lirycznie i pieścił ucho. Uderzające było jednak samo podejście Rachel Podger do wspólnego muzykowania - pełne radości i młodzieńczego wręcz entuzjazmu.

Julia Lezhneva i duchowe piękno

Najważniejszym gościem Akademii  była w tym roku bez wątpienia Julia Lezhneva - mezzosopranistka koloraturowa o niespotykanej sile głosu i wspaniałej technice, mimo młodego wieku  - zaledwie dwudziestu pięciu lat. Zapamiętana z występu na Wratislavia Cantans w 2013 roku, kiedy to wzbudziła w słuchaczach wielkie, niezapomniane emocje, i tym razem nie zawiodła ich oczekiwań.

Julia Lezhneva, fot. Marek Cisek
Julia jest w dziedzinie wykonawstwa muzyki barokowej absolutnym ewenementem. Mając niespełna dwadzieścia lat, została zauważona przez Marca Minkowskiego, który raz ją usłyszawszy, zaprosił do wykonania Mszy h-moll J. S. Bacha w Katedrze Santiago de Compostella. Wkrótce potem, pod dyrekcją Giovanniego Antoniniego,  zaśpiewała w operze Vivaldiego "Ottone in Villa". Z nim też i jego zespołem Il Giardino Armonico nagrała swoją pierwszą solową płytę "Alleluja", która okazała się prawdziwym sukcesem. Złożyły się na nią motety Vivaldiego, Mozarta, Händla i Porpory.

Julia Lehzneva, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Tym razem Julia Lezhneva przyjechała koncertować w ramach Akademii  Händlowskiej i zaśpiewała z Wrocławską Orkiestrą Barokową. Zaprezentowała różnorodny repertuar, ukazując swoje bogate możliwości wokalne. Wykonała m.in. arię  Agrippiny: "Pensieri, voi mi tormentate" z opery "Agrippina" HWV 6, w której zinterpretowała postać wbrew utartym schematom - jako zalęknioną o losy syna matkę. I chociaż w niektórych utworach śpiew Julii brzmiał równie wirtuozowsko jak głos Cecilli Bartoli, to mnie najbardziej poruszył przepiękny utwór "Salve Regina", w którym prócz znakomitej techniki wokalnej, słychać było to "coś", co sprawia, że śpiew Julii staje się czymś więcej niż śpiewem. Staje się przeżyciem duchowym.


 Patetyczny i liryczny "Salomon" Paula McCreesha


Peter Harvey, fot. B. Lekarczyk-Cisek

G. F. Händel napisał wiele oratoriów, których libretta nawiązywały do Starego Testamentu. "Salomon", podobnie jak "Zuzanna", powstał w 1748 roku. Anonimowe libretto oparte jest na biblijnej opowieści o mądrym królu Salomonie z Pierwszej Księgi Królewskiej oraz Drugiej Księgi Kronik. Ma formę opery włoskiej. Dominują arie i recytatywy, które kompozytor specjalnie napisał dla śpiewaków - gwiazd.
We wrocławskim koncercie utwór wykonywał także potężny Chór Narodowego Forum Muzyki, który w swoich pieśniach wysławiał Jahwe i króla. W roli Salomona wystąpiła Pamela Helen Stephen (alt). Nie jest to bynajmniej jakaś współczesna fanaberia, jeśli przypomnieć, że w pierwszych wykonaniach rolę tę śpiewały: włoska sopranistka Giulia Frasi oraz Caterina Galli (alt). W ogóle Händel  pisał głównie dla kobiet i arie te są bez wątpienia najpiękniejsze.
We wrocławskim wykonaniu "Salomona" najbardziej urzekająca była młoda sopranistka Katherine Watson, która prócz roli Żony Salomona zaśpiewała również partię Pierwszej Nierządnicy. Spośród męskich głosów znakomitym interpretatorem postaci Lewity był angielski bas - Peter Harvey, znany m.in. z wykonań J.S. Bacha.

Pamela Helen Stephen/fot. Barbara Lekarczyk- Cisek

Żywioł liryczny kobiecych głosów przeplatał się z patosem partii chóralnych i dramatyzmem głosów męskich. Dzieło G. F. Händla, choć nie tak spójne jak utwory J.S. Bacha, bo napisane najwyraźniej na zamówienie i pod konkretnych wykonawców, po latach olśniewa niekiedy swoją urodą.

Katherine Watson jako Żona Salomona/Pierwsza Nierządnica, fot.Barbara Lekarczyk=Cisek

Choć Akademia Händlowska zostawiła wrażenie niedosytu, pozostaje mieć nadzieję, że za rok będziemy mogli posłuchać równie pięknej muzyki.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 18 lutego 2015 roku.

środa, 21 marca 2018

O 48. edycji Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans – entuzjastycznie

Na koncertach Wratislavia Cantans bywam od lat, ale tak przemyślanego programu  i tylu pięknych wykonań podczas jednej odsłony festiwalu jeszcze nie słyszałam. Giovanni Antonini okazał się dla Wratislavii człowiekiem opatrznościowym. Łączy w sobie pasję, pracowitość i odpowiednie kompetencje. Wszystko to zdecydowało, że festiwal nabrał szczególnego blasku. Jego tegoroczna odsłona przebiegła pod znakiem podróży do Włoch.



„Równoległe żywoty” i duchowe piękno: Bach i Händel


Zaczęło się z „górnego C”, którym były dwa koncerty objęte wspólnym tytułem „Równoległe żywoty. Dwa młodzieńcze dzieła Bacha i Händla”. Idąc na ten koncert miałam nadzieję, że wczesna kantata Bacha będzie niejakim zadośćuczynieniem za brak mojego ukochanego kompozytora w dalszej części programu i że Händel będzie do niego „dodatkiem”. Rozpuszczona przez Paula McCreesha, który w ubiegłym roku zaprezentował aż dwie Pasje, byłam na początku – przyznaję – trochę zawiedziona tak skromnym udziałem w festiwalu lipskiego Kantora. Tymczasem - ku mojej uciesze i pożytkowi -  już ten pierwszy koncert rozbił moje stereotypy i oczekiwania. Pomyślany został jako spotkanie kompozytorów, do którego w rzeczywistości nigdy nie doszło. Kiedy komponowali zaprezentowane na koncercie utwory, obaj mieli po dwadzieścia kilka lat.

Jan Sebastian Bach po ślubie ze swoją daleką kuzynką Marią Barbarą udał się do  Mühlhausen w Turyngii, gdzie otrzymał posadę organisty w kościele św. Błażeja. Kantata „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie” (Aus der Tiefen Rufe Ich, Herr, zu dir , BWV 131) powstała właśnie w tym czasie. Tekst nawiązuje do Psalmu pokutnego 130 oraz do drugiej i piątej strofy chorału Bartholomäusa Ringealdta „Herr Jesu Christ, du hőchstes Gut”. Kantata jest napisana na chór oraz dwóch solistów: bas i tenor. Nie ma w niej recitatiwów. Dopiero później, pod wpływem muzyki włoskiej właśnie, kompozytor łączy arie i recitatiwy. Mimo to, w tym wczesnym utworze zawiera się geniusz przyszłego autora wspaniałych kantat, w których komponowaniu osiągnął prawdziwe mistrzostwo, a mianowicie ich niezwykłe, duchowe piękno. Tego wieczoru, kiedy w Kościele Uniwersyteckim zabrzmiała kantata „Aus der Tiefen Rufe Ich, Herr, zu dir” ,  mogliśmy się o tym przekonać. Zarówno chór, jak też soliści, wprowadzili nas w ów duchowy nastrój: Christopher Purves jako bas, a przede wszystkim Krystian Adam Krzeszowiak jako tenor liryczny pięknie interpretowali tekst kantaty. Wydawało się, że po tym koncercie może być już tylko gorzej, a tymczasem… Dopiero po przerwie przekonaliśmy się, że i  Händel może być duchowy i poruszający.

Johann Sebastian Bach -- Kantata Aus der Tiefen rufe ich, Herr, zu dir BWV 131,
Wratislavia Cantans 2013
Mając niewiele ponad dwadzieścia lat Georg Friedrich Händel podróżował po Włoszech i zaczynał doświadczać sławy, czego dowodem było m.in. zamówienie na serenatę,  zlecone prawdopodobnie przez księżnę Donnę Aurorę Sanseverino z okazji uroczystości ślubnych księcia Alvito, Tolomeo Saverio Gallo oraz Beatrice Tocco di Montemiletto. „Acis, Galatea i Polifem” był rodzajem opery pasterskiej, której libretto  nawiązuje do historii opisanej w „Metamorfozach” Owidiusza. W istocie historia wielkiej nieszczęśliwej miłości Acisa, syna Fauna i nimfy oraz nereidy Galatei, którą udaremnił zazdrosny potwór Polifem, miała w wersji Händla pozytywny wydźwięk, mówiła bowiem o tym, że miłość jest silniejsza niż śmierć.

Acis, Galatea i Polifem/NFM
Trzeba przyznać, że wykonawcy partii solowych: Roberta Invernizzi– sopran (Acis), Sonia Prina – kontralt (Galatea) oraz Christopher Purves – bas (Polifem) śpiewali brawurowo i było oczywiste, że świetnie się czują w tym repertuarze. Początkowo były to prawdziwie wirtuozowskie popisy i byłoby wspaniale nawet wówczas, gdyby ograniczono się tylko do tego. Ale wykonawcy poszli znacznie dalej. Mniej więcej od dramatycznej arii Polifema, w której wyśpiewuje on swój smutek istoty niekochanej i odrzuconej, zaczęły się dziać rzeczy niebywałe, które mnie, profanowi, trudno nawet opisać. Otóż każda kolejna aria i duet stały się tak wyrafinowanie piękne, że publiczność zamarła w jakimś zachwycie i tak już było do końca. Mnie zafascynował szczególnie piękny kontralt Sonii Priny (Galatea), ale zachwyciła też niezwykle subtelna, prawie „wyszeptana” aria sopranu, w której Roberta Invernizzi wzniosła się na prawdziwe wyżyny mistrzostwa interpretacji. Dzięki temu odkryłam „innego” Händla: uduchowionego jak Bach…

Julia Lezhneva jak Jenny Lind, czyli „Włochy widziane z Północy”


Julia Lezhneva/NFM

Po takim koncercie mogłam sądzić, że już nic lepszego mnie nie spotka, ale znowu się szczęśliwie myliłam. Bo moim kolejnym odkryciem stała się Julia Lezhneva, niespełna dwudziestotrzyletnia artystka z Rosji – mezzosopran koloraturowy o niepowtarzalnym brzmieniu. Wykonała utwory: Franza Schuberta (Uwertura w stylu włoskim D-dur D590), Felixa Mendelssohna-Bartholdy`ego (Infelice – aria koncertowa), Wolfganga Amadeusza Mozarta (motet Exsultate, jubilate KV 165) oraz – na bis – arię z Händla. W jej głosie było przejmujące piękno, które dotykało ludzkiego ducha. Nie wiem nawet kiedy, ale tak właśnie „dotknięta” poczułam, że łzy ciekną mi po policzkach i działo się to jakby poza mną albo niezależnie ode mnie. Później, po koncercie, dowiedziałam się, że niemal wszyscy tak to odczuliśmy… Przypomniała mi się w związku z tym postać szwedzkiej śpiewaczki Jenny Lind – przyjaciółki Andersena, w której autor baśni bez wzajemności się kochał. Wiemy z przekazów, że śpiewała tak pięknie, że ludzie słuchający jej głosu płakali…  Zachwycał się nią sam Chopin, jej talent docenił także Mendelssohn, który twierdził, że „to najlepsza artystka, którą w życiu spotkał, najprawdziwsza i najszlachetniejsza”. Jestem przekonana, że gdyby usłyszał Julię Lehznewą, powtórzyłby to samo. Jej talent wymyka się wszelkim próbom racjonalizacji – to dar niezwykły i jedyny, który zdarza się niezwykle rzadko.

„Muzyczne nieszpory” Heinricha Schűtza i „La Betulia Liberata” Wolfganga Amadeusza Mozarta jako owoc podróży do Italii


Kiedy Heinrich Schűtz został zaproszony do stolicy Saksonii przez księcia Johanna Georga I, był już po swoich włoskich peregrynacjach bardzo dobrze zaznajomiony z muzyką Italii, uczył się bowiem w Wenecji u Giovanniego Gabrielego. Jednocześnie jednak znał znakomicie tradycję protestancką i był jednym z ostatnich kompozytorów, komponujących swoje utwory w średniowiecznej skali modalnej. Podróże do Wenecji zaś sprawiły, że przyswoił nieznany wówczas w Niemczech styl koncertujący i recytatywny. Zaadaptował także nowe, barokowe techniki kompozytorskie i wykonawcze. Można by bez większej przesady powiedzieć, że bez Gabrielego  i Monteverdiego nie byłoby takiego Schűtza, bez niego zaś – Bacha i Brahmsa.


Toteż w programie koncertu „Muzycznych nieszporów dla Kościoła Dworskiego w Dreźnie” pojawił się uczeń i mistrz - Heinrich Schütz i Giovanni Gabrieli (pierwszy i ostatni utwór). Usłyszeliśmy m.in. Psalm 40 „Boże, pośpiesz, by mnie wybawić” oraz śpiewaną po łacinie kompozycję „O Jesu, nomen dulce”. Zespół instrumentów dawnych Collegium Cartusianum zabrzmiał pod batutą Petera Neumanna, podobnie jak założony przez niego w 1970 roku Kölner Kammerchor. Najciekawsze podczas koncertu były  eksperymenty z chórem, który w pewnym momencie przemieszczał się i śpiewał z różnych miejsc w Kościele Uniwersyteckim. Brzmienie było fantastyczne!  Kompozycje Schütza, choć surowe i nie tak genialne jak muzyka Jana Sebastiana, dzięki włoskim inspiracjom zapowiadały już Mistrza z Lipska.

Wpływy włoskie odnaleźliśmy także w oratorium Wolfganga Amadeusza Mozarta „La Betulia liberata KV 118”, które to dzieło stworzył 15-letni zaledwie kompozytor podczas pierwszej podróży do Italii. Libretto napisał Pietro Metastasio (właśc. Pietro Antonio Domenico Trapassi), wybitny włoski poeta i librecista. Zainspirowane jest Księgą Judyty, w przeciwieństwie jednak do pierwowzoru, tematem przewodnim jest dramat upadku i odzyskania wiary przez mieszkańców Betulii, do czego walnie przyczyniła się dzielna wdowa Judyta, która nie tylko wiary nie utraciła, ale pokonała największego i najokrutniejszego wroga  - Holofernesa. 

Choć wczesne dzieło Mozarta razić może swoją przewidywalnością, jednak piękne głosy solistów i chóru znacznie nam to zrekompensowały. Wystąpił Chór Filharmonii Wrocławskiej oraz B'Rock (Belgian Baroque Orchestra Ghent) pod dyrekcją Carrado Rovarisa, a także znane nam już z pierwszego koncertu: Roberta Invernizzi– sopran (Chabris) oraz Sonia Prina – kontralt - w roli Judyty. Ponadto zaśpiewali: Silvia Frigato– sopran, Loriana Castellano– mezzosopran, Anicio Zorzi Giustiniani– tenor (Ozjasz) oraz Gianluca Buratto– bas (Achior). Moją uwagę zwróciła przede wszystkim Sonia Prina – kontralt o niezwykłej barwie i dramatyzmie. Tekst Metastasia – wbrew temu, co słyszałam w kuluarach – zabrzmiał wyjątkowo współcześnie: brak wiary i zwątpienie często stają się przyczyną ludzkiej klęski. I przeciwnie: wiara w Bożą Opatrzność sprawia, że wbrew tzw. logice zwycięża to, co jest pozornie słabe i łatwe do pokonania.

„Korzenie” i ten niezwykły Sollima


O tegorocznym Festiwalu Wratislavia Cantans mogłabym pisać bez końca, ale rozsądek nakazuje mi skupić się na tych dziełach i kompozytorach, które mnie szczególnie poruszyły. Należał do nich z pewnością wybitny włoski kompozytor i wiolonczelista Giovanni Sollima, który wystąpił na festiwalu dwukrotnie: w ramach koncertu z wrocławskimi wiolonczelistami oraz na zakończenie – podczas koncertu „Korzenie”.  Muzyk to absolutnie niezwykły, oryginalny – i jako kompozytor, i jako wykonawca. Kogoś tak grającego tematy klasyczne, etniczne i współczesne nigdy wcześniej nie słyszałam. Niezwykła wyobraźnia muzyczna i wirtuozeria połączone z nieudawaną radością tworzenia. Wszyscyśmy się nim zachwycili, toteż bisował wielokrotnie.

Giovanni Solima/NFM

Na koniec dodam, że bogaty i różnorodny program festiwalu znakomicie mieścił się w formule „Podróż do Włoch”. Uzupełniały go imprezy towarzyszące, cieszące się ogromnym powodzeniem, jak choćby prowadzony przez Andrzeja Kosendiaka kurs interpretacji, próby otwarte: J. Haydn – Symfonia B-dur w wykonaniu Kammerorchesterbasel pod batutą Giovanniego Antonioniego, a także sesja naukowa „Muzyka oratoryjna i kantatowa w aspekcie praktyki wykonawczej” oraz sympozjum naukowe na temat problemów pedagogiki wokalnej. Nieoceniony okazał się także starannie przygotowany od strony merytorycznej i interesujący wizualnie katalog festiwalowy, w którym przypomniano postać twórcy festiwalu Wratislavia Cantans – Andrzeja Markowskiego i który był wspaniałym przewodnikiem po wydarzeniach muzycznych.

Pomysłodawcy i Organizatorom tegorocznego 48. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans  należą się bez wątpienia słowa uznania i wdzięczności.

Artykuł ukazał się 16 września 2013 roku na portalu PIK Wrocław

sobota, 26 września 2020

55. Międzynarodowy Festiwal Wratisłvia Cantans niesie światu nadzieję /relacja/

Mimo że krótszy niż zazwyczaj, tegoroczny festiwal Wratislavia Cantans na długo pozostanie w pamięci - nie tylko ze względu na piękną muzykę i znakomite wykonania, ale także z powodu okoliczności, w których się odbył. Mimo wszystko, światła dla świata zabłysły z całą mocą.


Od lat przywykłam do tego, że co roku, wrześniową porą, czeka mnie prawdziwe muzyczne święto - festiwal Wratislavia Cantans. Jednak tego roku, z powodu pandemii, stało się oczywiste, że nic już nie jest pewne... To uczy pokory i uświadamia, że trzeba się cieszyć chwilą. Jednocześnie fakt, że mimo wszystko 55. edycja festiwalu o tak długiej tradycji odbyła się w ograniczonych wymiarach i stała niejako forpocztą przyszłorocznej pełnej wersji, napawa optymizmem. Taka też była intencja organizatorów, by mimo ograniczeń zabłysło "Światło nad światem" - by zabrzmiała piękna muzyka, a sale wypełniła publiczność. 

"Muzyka jest przestrzenią, w której ludzie się jednoczą - napisał we wstępie do katalogu festiwalu Andrzej Kosendiak, jego dyrektor generalny. Pomaga z nadzieją patrzeć w przyszłość. Chcemy, by była ona lepsza, piękniejsza dzięki tym, którzy działają na rzecz dobra. Są światłami dla świata".

W podobnym duchu wypowiedział się Giovanni Antonini, dyrektor artystyczny Wratislavii, podkreślając, że "Teraz bardziej niż kiedykolwiek, w chaosie bieżących zdarzeń, świat potrzebuje komunikacji. Komunikacji autentycznej, w której muzyka i sztuka mogą stanowić duchowe światło w mroku i doświadczanej przez nas niepewności." I dodał: "Wierzymy, że piękno może pomóc uratować świat!".

Jeżeli zatem założyć, że piękno, zwłaszcza piękno muzyki, to wartość duchowa, łącząca nas z Bogiem, to z pewnością może ono uratować świat. Jak napisał w "Promethidionie" Cyprian Kamil Norwid, „Bo piękno na to jest, by zachwycało/ Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”. 

Na program festiwalu złożyło się pięć koncertów, które zaprezentowano podczas weekendu - od 11 do 13 września 2020 roku. Jeśli ktoś nie mógł przybyć do Narodowego Forum Muzyki, miał możliwość skorzystać z transmisji radiowych. 

Krzysztof Penderecki pro memoria


Koncert "Hommage à Penderecki", fot. Karol Sokołowski

Pierwszym koncertem uczczono pamięć zmarłego w tym roku wybitnego polskiego kompozytora Krzysztofa Pendereckiego. "Hommage à Penderecki" był prezentacją dzieł Zmarłego, na które złożyły się "Agnus Dei" - oryginalna, chóralna wersja koncertu, na koniec zaś wykonano drugą, przygotowaną przez wiolonczelistę Borisa Pergamenschikowa, w opracowaniu na orkiestrę kameralną. Po "Agnus Dei" wykonano hymn "O gloriosa Virginum" skomponowany przez Pendereckiego z okazji siedemdziesiątych urodzin Joségo Antonia Abreu, założyciela wenezuelskiej fundacji El Sistema. Kolejny utwór, dowcipną "Sinfoniettę na smyczki", artysta zadedykował orkiestrze Sinfonia Varsovia. Na koniec usłyszeliśmy wirtuozowski "Concerto doppio per violino, viola e orchestra", skomponowany na zamówienie wiedeńskiego Musikverein z okazji dwusetnej rocznicy jego istnienia. Ten niezwykle trudny i wymagający znakomitej techniki utwór wykonali Roksana Kwaśnikowska – skrzypce oraz Artur Rozmysłowicz – altówka. Całość poprowadził maestro Maciej Tworek, znakomity dyrygent współpracujący z Krzysztofem Pendereckim od 2002 roku, co zaowocowało m. in. udziałem w nagraniu z orkiestrą Sinfonia Iuventus kompletu jego symfonii i koncertów instrumentalnych. Wysłuchanie tych kompozycji, zestawionych w taki sposób, aby można było poczuć, jak wszechstronnym i błyskotliwym kompozytorem był Krzysztof Penderecki, było niezwykłym przeżyciem. I chociaż mamy świadomość, że Krzysztof Penderecki był spełniony i doceniony w wielu sferach życia, nie tylko muzycznej, to jednak pozostaje smutek i żal po Jego stracie...

"Natchnienia" i niezwykła Agata Zubel


Agata Zubel, fot. Łukasz Rajchert

Nazajutrz wysłuchałam dwóch koncertów absolutnie niezwykłej urody. Pierwszym były "Natchnienia", na które złożyły się kompozycje Andrzeja Panufnika, Benjamina Brittena i Edwarda Elgara. Pierwszy utwór: Love song  został nadzwyczaj pięknie wykonany przez duet: ludzki głos (Agata Zubel) i harfę (Malwina Lipiec-Rozmysłowicz) z akompaniamentem orkiestry (NFM Orkiestra Leopoldinum). Cudowny, liryczny utwór, napisany przez Panufnika w 1976 roku na prośbę zaprzyjaźnionej z nim i jego żoną mezzosopranistki Meriel Dickinson do wiersza Love Song (Pieśń miłosna) angielskiego poety Sir Philipa Sidneya. Wielokrotnie powtarzająca się pierwsza, czterotaktowa fraza pieśni, ze słowami: „My true love hath my heart” („Prawdziwa miłość opanowała moje serce”), występuje w nim zawsze w tej samej postaci melodycznej, ale każdorazowo rozpoczyna się od innego dźwięku. Panufnik pod koniec życia opracował tę pieśń na głos, harfę (fortepian) i na orkiestrę smyczkową. Dodać muszę, że uroczy ten utwór zabrzmiał w wykonaniu Agaty Zubel zupełnie inaczej, niż do tego przywykłam - bardziej oryginalnie, niebanalnie, cudownie wprost. Harfistka zaś okazała się o wiele bardziej interesującym towarzyszem miłosnego dialogu niż fortepian. 


Malwina Lipiec-Rozmysłowicz i Agata Zubel, fot. Łukasz Rajchert

Po Panufniku Agata Zubel zaprezentowała o wiele trudniejszy do interpretacji cykl pieśni Benjamina Brittena do słów Artura Rimbauda: "Les illuminations", mogliśmy więc posłuchać "poety przeklętego" w oryginale. Wyznam, że od koncertów Marka Padmore` a, który jak nikt interpretował Brittena, nie słyszałam równie wspaniałego wykonania. 

Zbiór melodii zatytułowany "Les Illuminations" to wczesne dzieło Benjamina Brittena. Utwór został faktycznie ukończony, gdy kompozytor, zdeklarowany pacyfista, przebywał na wygnaniu w Stanach Zjednoczonych wraz ze swoim partnerem, śpiewakiem Peterem Pearsem. Utwory zostały skomponowane na wysoki głos i orkiestrę smyczkową, a ich pierwszą wykonawczynią była sopranistka Sophie Wyss. Później śpiewał je Peter Pears. Rimbaud kilkakrotnie odwiedzał Londyn w latach 1872-1874; to tam powstał rękopis "Iluminacji" (który w pewnym sensie stanowi jego testament literacki, zważywszy, że przestał pisać w 1875 r.). Podobnie jak kompozytor, żył wtedy w "zakazanym" związku z innym poetą - Paulem Verlainenem. Zbieżności te nie są zapewne przypadkowe.  Britten wykorzystuje dziesięć wierszy Rimbauda, ​​z których dwa (Fraza i Antyk) zostały zebrane w trzeciej części partytury. Muzyk przywiązuje szczególną wagę do zdania „Tylko ja mam klucz do tej szalonej parady”, które kończy wiersz Parade i czyni z niego rodzaj refrenu: Fanfary i Interlude (tytuły wymyślone przez Brittena). Utwory Brittena stawiają śpiewakom niezwykle wysokie wymagania techniczne, ale przede wszystkim dotyczą one ekspresji. Dla Agaty Zubel nie stanowiły żadnej przeszkody - bogactwo frazy, rozbudowana, a zarazem subtelna ekspresja, świadcząca zarówno o znakomitej technice wokalnej, jak i o wyobraźni oraz talencie wokalistki - wszystko to złożyło się na niezwykle poruszającą całość, która na długo pozostanie w pamięci.

 

Radek Baborák, fot. Łukasz Rajchert

Interesująca okazała się także "Serenada na tenor, róg i smyczki" op. 31 tego samego kompozytora, a szczególnie grający na rogu Radek Baborák. Utwór powstał w 1943 roku, po powrocie Brittena do Anglii. Kompozytor był przez kilka tygodni hospitalizowany z powodu odry i właśnie w tym czasie napisał "Serenadę...". Utwór zawiera wiersze angielskich poetów na temat nocy - jej spokoju, a także złowieszczych aspektów. Partie tenoru przeznaczył kompozytor dla swego partnera - Petera Pearsa, natomiast podczas wrocławskiego koncertu wykonywał je austriacki tenor Martin Mitterrutzner. Całość koncertu poprowadził Ernst Kovacic - dyrygent, skrzypek, dyrektor artystyczny Wrocławskiej Orkiestry Kameralnej "Leopoldinum".

"Po burzy" - zjawiskowa Julia Lezhneva oraz Il Giardino Armonico


Najjaśniejszym punktem tegorocznej Wratislavii był występ Julii Lezhnevy oraz Il Giardino Armonico pod batutą Giovanniego Antoniniego. Wspaniała rosyjska sopranistka występuje we Wrocławiu od 2013 roku, kiedy to zaśpiewała po raz pierwszy na 48. MF Wratislavia Cantans. Towarzyszył jej wówczas Giovanni Antonini z Wrocławską Orkiestrą Barokową. Zagarnęła przebojem festiwalową publiczność. Podobnie jak dwa lata później, kiedy to wystąpiła podczas Akademii  Händlowskiej. Jej występ w roli Vagausa w oratorium Vivaldiego "Judyta Triumfująca" podczas 54. edycji Wratislavia Cantans był prawdziwym triumfem. Artystka była entuzjastycznie oklaskiwana po każdym swoim występie i bez większej przesady można powiedzieć, że to ona triumfowała tamtego wieczoru. Wyczekiwaliśmy więc jej występu także w tym roku, wiele sobie po nim obiecując. I nie zawiedliśmy się!

Julia Lezhneva, fot. Bogusław Beszlej

Na program złożyły się kompozycje Mathew Locke`a, Antonia Vivaldiego, Geminiano Giacomelli, Carla Heinricha Grauna i Georga Friedricha Händla
Tytuł koncertu nawiązuje do praktyki wykonawczej w XVII-wiecznej Anglii, polegającej  na wielokrotnych przeróbkach jakiegoś popularnego tematu. Taki los spotkał m. in. Burzę Szekspira, której premiera odbyła się 6 listopada 1611 roku. Otóż wielokrotnie przerabiano i adaptowano potem ten utwór, aż doszło do paradoksalnej sytuacji, w której kolejna wersja Thomasa Shadwella z 1674 roku, z muzyką instrumentalną Mathew Locke`a, wyparła na sto lat oryginał. Czasem kompilowano różne dzieła. Kolejny paradoks sprawił, że dzięki tym praktykom przetrwało wiele kompozycji mistrzów dziś zapomnianych, jak Francesco Gasparinni czy Geminiano Giacomelli. Ponadto niektóre przeróbki, jak w przypadku Händla, okazywały się lepsze od oryginału. Utwory Carla Heinricha Grauna Julia okryła w jednej z berlińskich bibliotek i – jak to ona – zachwyciła się tym muzycznym znaleziskiem. W rezultacie nagrała płytę z jego utworami. 

Julia Lezhneva i Il Guardino Armonico podcza koncertu "Po burzy",
fot. Bogusław Beszlej

Introdukcja do sztuki "The Tempest" Mathew Locke`a, która zabrzmiała na początku koncertu, pozwoliła uświadomić, że założony w 1985 w Mediolanie przez Lucę Pianca i Giovanniego Antoniniego zespół Il Giardino Armonico zdołał przez lata osiągnąć niezwykle piękne brzmienie. Specjalizując się w wykonaniu XVII- i XVIII-wiecznych utworów na dawnych instrumentach, osiągnął rezultaty, o których nie jeden zespół muzyki dawnej mógłby tylko pomarzyć... 
Julia była diamentem tego koncertu, ale diamentem kunsztownie oprawionym we wspaniały akompaniament. Zaśpiewała wiele pięknych arii, z których każda ukazywała jej wspaniałe umiejętności wokalne - od lirycznych (w nich jest chyba najlepsza) po dramatyczne. Bisowała czterokrotnie, wykonując m. in. arię "Armate di fuoko e di serpi" z "Judyty triumfującej" Vivaldiego. Z pewnością jej interpretacje są coraz dojrzalsze, ale - co najistotniejsze - nadal ma w sobie tę iskrę Bożą, która sprawia, że każdy jej występ jest czymś więcej - jest przeżyciem nie tylko estetycznym, ale także duchowym.

"Jak wielkie jest Twoje imię"  - Georg Philipp Telemann


Przedostatni koncert był wyjątkowo jednorodny - zawierał wyłącznie kompozycje Georga Philippa Telemanna. Rozpoczęła go uwertura kompozytora, uznawanego w Niemczech za niekwestionowanego mistrza tego gatunku. W owym czasie „uwertura” rozumiana była jako połączenie trzyczęściowej uwertury skomponowanej według wzoru francuskiego i zestawu tańców, które nasttępują po niej. Wzorem dla obu były uwertury operowe i przerywniki taneczne z francuskich oper Lully`ego lub Campra - muzyki, którą młody Telemann kochał ponad wszystko. Naśladował manierę Francuzów w swoich „orkiestrowych suitach”, jak dziś nazywamy uwertury barokowe, ale szybko odnalazł swój własny, niepowtarzalny styl. Kompozycja Telemanna naśladuje  sygnały rogów pocztowych, które rozbrzmiewały wówczas w całych Niemczech, i przetwarza je w humorystyczną fugę. Dwa eleganckie menuety tworzą pomost prowadzący do trzech innych elementów utworu: Gavrotte en Rondeau oraz Passacaille. Po melodyjnej arii następuje Les Postillons, charakteryzujący się mocną rytmiką i pełnym ekspresji charakterem. Zwieńczeniem jest uroczysta Fanfara.

Wrocławska Orkiestra Barokowa, Marzena Michałowska, fot. Łukasz Rajchert


Po wysłuchaniu pierwszej, pełnej wigoru części koncertu, nastąpiła zmiana nastroju i usłyszeliśmy "Die Donnerode" - podniosłą kantatę napisaną przez Telemanna dla upamiętnienia ofiar trzęsienia ziemi w Lizbonie w 1755 roku. Zginęło wówczas ponad 60 tysięcy osób, czyli około jednej czwartej populacji miasta, a trzęsienie ziemi odczuwalne było aż w Europie Środkowej. Rada miejska Hamburga zarządziła wówczas dzień pokuty, postu i modlitwy. Tego dnia wykonano pierwszą wersję kantaty Telemanna. Tekst zaczerpnięto z Psalmów: 8. i 29. w wersyfikacji Johanna Andreasa Cramera. Później Telemann dodał drugą część, ponownie dotyczącą wersetów Cramera, tym razem po Psalmie 45. 
W pierwszej części wyraża moc Bożą, która objawia się w naturze: „Głos Boga wstrząsa oceanami”, „Głos Boga spłaszcza cedry”, „Zawala dumne góry”, „Grzmi, aby został wygnany ”. Wszystko zaś jest powodem, by Go czcić, jak głosi chór otwierający: „Jak wielkie jest imię Twoje, przyozdobione taką chwałą, Panie, władco nasz, pełne mądrości i mocy!”. Pozornie nie ma to nic wspólnego z katastrofą, jaka spotkała mieszkańców Lizbony, a jednak podkreślenie Bożej mocy  i Jego panowania nad światem - w Nim zatem należy szukać pociechy i wierzyć, że ze zła wyprowadzi dobro.

Marzena Michałowska, fot. Łukasz Rajchert

Wykonawcami obu utworów Telemanna  byli znakomici soliści: Marzena Michałowska (sopran), Wanda Franek (mezzosopran), Karol Kozłowski (tenor), Martin Schickentanz (baryton, znany wrocławskiej publiczności z wcześniejszych koncertów, m. in. Ein feste Burg ist unser Gott), Henryk Böhm (baryton), z towarzyszeniem Dresdner Kammerchor i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod batutą Jarosława Thiela . Koncert był wspaniały! Mnie najbardziej urzekła Marzena Michałowska, obdarzona pięknym sopranem, przypominającym barwą głosu wybitną śpiewaczkę  Karinę Gauvin.

Jacek Różycki z przesłaniem: "Światła dla świata"


Ostatni, tytułowy koncert tegorocznego festiwalu Wratislavia Cantans, wypełniły kompozycje polskiego kompozytora i kapelmistrza doby baroku - Jacka Różyckiego. To znakomity pomysł, aby "światło dla świata" płynęło właśnie z Polski! Dorobek kompozytora zachował się w niewielkiej części - zaledwie 25 utworów, a i to nie wszystkie w całości, co w jakimś sensie obrazuje niszczenie polskiej kultury przez wieki. A jednak przetrwała - to daje nadzieję. 
Różycki tworzył przede wszystkim muzykę religijną w stylu włoskim: msze, nieszpory, hymny, koncerty kościelne i sonaty. Posługiwał się biegle techniką koncertującą, o czym świadczy Missa concertata, a właściwie jej zachowana część. 

Andrzej Kosendiak, fot. Karol Sokołowski

Podczas koncertu, w którym wystąpił Wrocław Baroque Ensemble pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka, wykonano wiele utworów kompozytora, w tym te najbardziej znane, jak Magnificat czy Confiteor. Muzyka niezwykle piękna, uduchowiona znalazła właściwe miejsce w Kolegiacie św. Krzyża na Ostrowie Tumskim. Przeplatanie ludzkich głosów i instrumentów tworzyło piękną, harmonijną całość. Mnie najbardziej urzekła (nie po raz pierwszy) Aldona Bartnik w utworze „Ave sanctissima Maria” z towarzyszeniem skrzypiec i pozytywu. Piękny niezapomniany koncert!

Aldona Bartnik i Aleksandra Turalska, fot. Karol Sokołowski

Mimo że krótszy niż zazwyczaj, tegoroczny festiwal Wratislavia Cantans na długo pozostanie w pamięci - nie tylko ze względu na piękną muzykę i znakomite wykonania, ale także z powodu okoliczności, w których się odbył. Mimo wszystko, światła dla świata zabłysły z całą mocą.

piątek, 26 stycznia 2018

Julia Lehzneva I Concerto Köln: Carl Heinrich Graun opera arias /recenzja płyty/

Płyta "Carl Heinrich Graun Opera Arias" zawiera 11 premierowych utworów, których interpretacje są efektem odkrywczej muzycznej podróży Julii Lezhnevy. Zachwycona muzyką nieco zapomnianego kompozytora, spędziła wiele czasu w jednej z berlińskich bibliotek i odkryła prawdziwe skarby.

okładka płyty, DECCA
Julia Lezhneva jest w dziedzinie wykonawstwa muzyki barokowej absolutnym ewenementem. Mając niespełna dwadzieścia lat, została zauważona przez Marca Minkowskiego, który raz ją usłyszawszy, zaprosił do wykonania Mszy h-moll J. S. Bacha w Katedrze Santiago de Compostella.
„Marc odnosił się do mnie jak do własnego dziecka - był bardzo opiekuńczy i troskliwy – opowiadała w udzielonym mi w 2015 roku wywiadzie. Od razu poczułam jego sympatię i nawiązała się nić porozumienia. W takiej atmosferze rozkwitam. Później otrzymałam także zaproszenie do Salzburga, gdzie występowałam jako solistka, wykonując "Litanie” W. A. Mozarta i Magnificat J. S. Bacha”.

Julia Lezhneva – odkrywczyni i interpretatorka dawnych mistrzów


Wkrótce potem, pod dyrekcją Giovanniego Antoniniego, zaśpiewała w operze Vivaldiego "Ottone in Villa". Z nim też i jego zespołem Il Giardino Armonico nagrała swoją pierwszą solową płytę "Alleluja", która okazała się prawdziwym sukcesem. Złożyły się na nią motety Vivaldiego, Mozarta, Händla i Porpory. 


"Bardzo lubię występować z nim i jego Il Giardino Armonico – zwierzała się we wspomnianym wywiadzie. Mam takie odczucie, jakbyśmy wspólnie tworzyli obraz, rodzaj tkaniny, w której wątek i osnowa splatają się w harmonijną, nierozerwalną całość. Pomysł wspólnego nagrania wyszedł wprawdzie od Antoniniego, ale miałam swobodę w doborze repertuaru. (…) Kiedy zobaczyłam motety Porpory, zachwyciłam się nimi i wiedziałam, że muszę je zaśpiewać. Dzięki nim głos brzmi zupełnie wyjątkowo. Dla Giovanniego było to coś tajemniczego, niezwykłego, co w pewien sposób także go ubogaciło. Porpora dodał nowych barw i Giovanniemu, i jego orkiestrze".

Podobne były okoliczności nagrania utworów pochodzących z oper Carla Heinricha Grauna. Julia okryła go w jednej z berlińskich bibliotek i – jak to ona – wpadła w zachwyt nad tym muzycznym znaleziskiem.
 „Byłam absolutnie zachwycona tą niesamowitą arią (chodzi i o utwór „Mi paventi”)! Była tak piękna i emocjonalna, że kiedy ją śpiewałam, czułam wewnętrzne drżenie. Aria została napisana dla najwspanialszej sopranistki tamtych czasów, Giovanny Astrua. Byłam podekscytowana, gdy odkryłam, że aria ta była śpiewana przez takie znane śpiewaczki, jak Gertrud Mara, Sophie Löwe i Pauline Viardot! W przeciwieństwie do Händla czy Porpory, w których dominują arie dla kastratów, wydaje się, że Graun darzył miłością kobiecy głos, tworząc dlań wiele najbardziej dramatycznych ról”.


Carl Heinrich Graun – na nowo odkryty śpiewak i kompozytor

Płyta Julii Lehznevy pozwala odkryć na nowo nieco zapomnianego kompozytora. Na płycie DECCA znalazło się 11 arii z różnych oper tego utalentowanego śpiewaka i kompozytora: L'Orfeo, Ifigenia in Aulide, Coriolano, Armida, Il Mithridate, Silla oraz Rodelinda, regina de'langobardi.
Dziedzictwem Grauna są przede wszystkim opery, choć był także płodnym twórcą muzyki instrumentalnej, kantat sakralnych i świeckich.

Jego muzyka wokalna odznacza się elegancką prostotą i liryzmem, elegancją, słodyczą i lekkością. Znany muzyk, kompozytor i teoretyk muzyczny, Johann Philipp Kirnberger, stwierdził, że styl ten ma swoje źródło w fakcie, iż Graun był wykształconym śpiewakiem (tenorem). Na piętnaście lat zdominował berlińską scenę operową, komponując i prezentując dwadzieścia siedem oryginalnych oper.

Julii Lezhnevej udało się przywrócić Graunowi należne mu miejsce w historii muzyki. Jej wspaniały mezzosopran brzmi brawurowo, oddając barokowe, a zarazem subtelne piękno tych kompozycji, począwszy od dynamicznego Sento una pena i Sforzeró, poprzez liryczne arie w rodzaju Senza di te, Mio bene Coriolano, wzruszającą Piangete, o mesti lumi, po dramatyczne D`ogni aura al. Mormoral czy wspomnianą już piękną arię, która zrobiła na wykonawczyni takie wrażenie: Mi paventi il figioindegno Britannico. Wszystkie arie pozwalają śpiewaczce oddać wspaniałe możliwości wokalne i interpretacyjne, zarówno w ariach lirycznych, jak też dramatycznych.


Towarzysząca Julii Lezhnevej wspaniała Concerto Köln, pod dyrekcją Mikhaila Antonenko, doskonale wydobywają urodę utworów Grauna. Płyta znakomita i warta wielokrotnego wysłuchania.

Płyta ukazała się w wytwórni DECCA CLASSIC.
Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Cameral Music.


wtorek, 30 marca 2021

NFM online. Pasja wg św. Jana

Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert, podczas którego zabrzmi Pasja wg św. Jana Johanna Sebastiana Bacha. Koncert realizowany w ramach 25. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. Wykonawcami są: Wrocławska Orkiestra Barokowa oraz wybitna śpiewaczka Julia Lezhneva.

Julia Lezhneva1, fot. Emil Matveev

Pasja wg św. Jana Johanna Sebastiana Bacha jest wcześniejszym z jego dwóch opracowań pasji, które przetrwały do naszych czasów. Utwór fascynuje siłą ekspresji i bezpośredniością w wyrażaniu emocji, należy do niekwestionowanych arcydzieł chrześcijańskiej kultury i jest ukoronowaniem muzyki epoki baroku.

Warto przypomnieć, że Pasja według św. Jana jest najwcześniejszą i jedną z dwóch zachowanych kompozycji Jana Sebastiana. Po raz pierwszy zabrzmiała 7 kwietnia 1724 roku w kościele św. Mikołaja w Lipsku. Potem była przez kompozytora kilkakrotnie zmieniana. Obecny kształt BWV 245 zawdzięczamy redaktorom zbiorowego wydania dzieł wszystkich Bacha. Test Pasji relacjonuje głównie sceny sądowe przed najwyższym kapłanem i Piłatem, toteż chóry kapłanów i ludu są głównymi nosicielami akcji dramatycznej. Muzycznie jest więc Pasja Janowa uboższa od Mateuszowej. Fragmenty Pisma św. przeplatają się z tekstami niemieckiej poezji religijnej tamtych czasów, które stanowią rodzaj osobistej refleksji wiernych, ukazującej ich duchową więź z rozgrywającymi się wydarzeniami Męki Pańskiej.

Pasja jest swoistym kazaniem muzycznym, które ma wpłynąć na postawy moralne słuchaczy. Rozpoczyna ją chór, który zwraca się do Boga: Herr, unser Herrscher… („Panie, władco nasz…”), po czym następuje recitatiw Ewangelisty, rozpoczynającego swą opowieść od wydarzeń Ogrodu Oliwnego. Już pierwsza aria altu jest takim właśnie komentarzem do przedstawionych wydarzeń:

By z więzów mych grzechów

uwolnić mnie

mój Zbawca zostaje pojmany,

Kolejne chorały i arie spełniają podobną rolę, odwołując się do wrażliwości i emocji słuchaczy, którzy stają się poniekąd uczestnikami przedstawianych zdarzeń, np. zaparcia się Piotra, wydania Jezusa na ubiczowanie, sceny pod krzyżem... Podkreśla się ciągle głęboki sens tej Ofiary.

W bardzo interesującym artykule Szymona Paczkowskiego możemy przeczytać, że Bach zastosował metrum 12/8, które służyło w baroku odmalowaniu życia pasterskiego. To tylko pozorny paradoks, ponieważ pastorale staje się u Bacha muzycznym symbolem wiecznego pokoju i zbawienia, które przyniosła ze sobą śmierć Chrystusa. Jest On bowiem Dobrym Pasterzem, który ginie za swoje owce, jak to zapowiada Stary Testament. Pastorale jest również nawiązaniem do rajskiego ogrodu, który został utracony na skutek grzechu, ale dzięki Mesjaszowi mamy szansę do niego powrócić.

Słodycz niektórych arii Pasji Janowej również warta jest podkreślenia. Z pewnością należy do nich aria tenoru:

Mein Jesu, ach! mein Jesu, / Jezu mój, ach! Mój Jezu,

dein schmerzhaft bitter Leiden“ / Twe gorzkie, bolesne cierpienie

radości tysiąckroć przyczyną,

co wymazuje me przewinienie

Przejmująca jest także aria altu: w Es is vollbracht („Dokonało się”), szczególnie pamiętna w wykonaniu Andreasa Scholla („Johannes-Passion” w opracowaniu i pod dyrekcją Philippe Herreweghe, wyd. Harmonia Mundi, 2001). Rozwija się z opadającego następstwa dźwięków, na których Jezus, gdy opada Mu głowa w chwili zgonu, szepcze ostatnie słowa…

Koncert "Eroika", fot. Joanna Stoga

.................................................................................................................................................

Wykonawcy:

Jarosław Thiel – dyrygent

Julia Lezhneva – sopran

Terry Wey – alt

Benedikt Kristjánsson – tenor (Ewangelista)

Sascha Emanuel Kramer – tenor

Sebastian Noack – bas

Wolf Matthias Friedrich – bas (Jezus)

Chór NFM

Agnieszka Franków-Żelazny – kierownictwo artystyczne Chóru NFM

Wrocławska Orkiestra Barokowa

.................................................................................................................................................

Koncert będzie dostępny 30 marca o 19.00:

na fanpage’u NFM na Facebooku,

na stronie www.nfm.wroclaw.pl,

na kanale YouTube NFM.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Akademia Händlowska we Wrocławiu /zapowiedź/

W dniach od 7 do 15 lutego 2015 roku odbędzie się we Wrocławiu Akademia Händlowska. Wystąpi fenomenalna Julia Lezhneva, znakomici brytyjscy artyści: Robert Hollingworth, Rachel Podger, Peter Harvey i Gillian Webster oraz wybitny interpretator muzyki Händla, Paul McCreesh.


Jest to druga edycja festiwalu , który w ubiegłym roku poświęcony był Janowi Sebastianowi Bachowi. Cechą projektu jest nie tylko "znak firmowy" w postaci wybitnego kompozytora. Wybitni są również zapraszani interpretatorzy i wykonawcy. Poprzednio był to maestro Philippe Herreweghe z Cantus Vocale Gent. W tym roku gościć będziemy wybitnego interpretatora muzyki  Händla, Paula McCreesha - dobrze we Wrocławiu znanego b. dyrektora artystycznego Wratislavia Cantans. McCreesh nagrał m.in. "Salomona", "Saula" oraz "Mesjasza" we współpracy ze znakomitymi wykonawcami: Andreasem Shollem, Markiem Padmorem, Peterem Harvey`em. W ramach Akademii wykona oratorium "Salomon", którego treść inspirowana jest 1 Księgą Królewską oraz 2 Księgą Kronik. Opowiada m.in. o słynnych sądach króla Salomona oraz o wizycie w Izraelu królowej Saby. W cztery drugoplanowe postacie żeńskie wcielają się dwie śpiewaczki, zmieniając tożsamość między aktami, a partia Salomona jest wykonywana przez kobietę - Pamelę Helen Stephen (alt).

W tym roku gwiazd będzie jednak więcej. Z recitalem poświęconym wczesnym dziełom Saksończyka wystąpi fenomenalna Julia Lezhneva - mezzosopran koloraturowy o niepowtarzalnym brzmieniu.  Pamiętamy ją doskonale z występu podczas Wratislavia Cantans w 2013 roku, kiedy to zaśpiewała utwory Felixa Mendelssohna-Bartholdy`ego, Amadeusza Mozarta i - właśnie - Georga Händla. 
Podobnie jak podczas pierwszej edycji,  Akademia obejmuje zarówno część festiwalowo-koncertową, jak i edukacyjną. Kursy mistrzowskie dla studentów poprowadzą znakomici brytyjscy artyści: Robert Hollingworth, Rachel Podger wraz z członkami zespołu Brecon Baroque, Peterem Harvey`em i Gillianem Websterem.

Podczas trwania  Akademii wnikniemy w świat muzyki Händla znacznie głębiej, a to za sprawą prelekcji, spotkań z artystami oraz prób otwartych. Natomiast program koncertów i kursów poprowadzi słuchaczy przez główne etapy życia, a zarazem twórczości kompozytora. Poznamy jego poprzedników (Purcella – w wykonaniu Brecon Baroque), a także młodzieńczy styl lat włoskich (podczas występu Lezhnevej i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej). Zostaną także zaprezentowane  dzieła jego współczesnych (Geminianiego, Pisendla – w trakcie koncertów Brecon Baroque i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej). Na koniec usłyszymy dojrzałe oratoria z okresu londyńskiego: Acisa i Galateę HWV 49 (w interpretacji Roberta Hollingwortha, Brecon Baroque, Chóru i Orkiestry Festiwalowych) oraz Salomona HWV 67 (w wykonaniu Chóru Narodowego Forum Muzyki i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod kierunkiem Paula McCreesha.

Przypomnijmy, że Händel, niemiecki muzyk, który kompozytorskie szlify zdobył we Włoszech, apogeum swojej kariery przeżywał w Londynie, toteż dla wielu Brytyjczyków stał się postacią pomnikową, twórcą narodowego stylu. Nic dziwnego, że interpretacje muzyki Händla prezentowane przez „historyczne” orkiestry angielskie noszą wszelkie cechy wzorcowości i największej wiarygodności stylistycznej, zachowując przy tym wciąż atrakcyjną świeżość.

Jako ciekawostkę dodam, że dziadek kompozytora, Walenty Händel był majstrem kotlarskim we Wrocławiu, natomiast ojciec, Georg, pełnił funkcję cyrulika w armii saskiej, zanim przeszedł na służbę do księcia Augusta Saskiego. Był dwukrotnie żonaty i właśnie z drugiego małżeństwa pochodzi Georg Fryderyk, urodzony w Halle, 23 lutego 1685 roku. Będziemy więc poniekąd święcić we Wrocławiu 330 rocznicę jego urodzin.  Ojciec kompozytora miał wówczas 63 lata, matka zaś, córka pastora - 34.  Zamiłowanie do muzyki małego Georga Fryderyka nie cieszyło się bynajmniej akceptacją ojca. Zawód muzyka był w tych czasach zdyskredytowany w oczach zamożnych mieszczan. Dopiero na wyraźne polecenie księcia, który usłyszał grającego chłopca, ojciec zgodził się na lekcje muzyki. I tak to się zaczęło. Podczas Akademii Händlowskiej będziemy mogli przyjrzeć się twórczości kompozytora dogłębniej.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 12 stycznia 2015 roku.

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty