Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Collegium Vocale Gent, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Collegium Vocale Gent, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 20 marca 2019

Isabelle Faust i Philippe Herreweghe w Krakowie – niemiecki romantyzm w gwiazdorskim wydaniu

Wielki interpretator muzyki Bacha, jedna z czołowych skrzypaczek świata grająca na instrumencie Antonia Stradivariego i orkiestra, która głęboko wnika w język muzyczny XIX wieku – tak w skrócie zapowiada się drugi w 2019 roku koncert cyklu ICE Classic, w którym spotkają się Philippe Herreweghe, Isabelle Faust i Orchestre des Champs-Élysées. Ich jedyny tegoroczny koncert w Polsce odbędzie się 28 marca w Centrum Kongresowym ICE Kraków.


Philippe Herreweghe, fot. Michiel Hendryckx

Program poprzedniego koncertu ICE Classic, w którym sir Simon Rattle poprowadził London Symphony Orchestra, łączył muzykę orkiestrową XIX (Bruckner) i XX wieku (Bartók). Tym razem koncert przebiegnie pod znakiem niemieckiej symfoniki romantycznej – dzięki dziełom Johannesa Brahmsa i Roberta Schumanna. Wybór II Symfonii C-dur Op. 61 Schumanna jest nieprzypadkowy – kompozycję zaprezentowaną w 1846 roku w lipskim Gewandhausie charakteryzują nawiązania do muzyki Jana Sebastiana Bacha, której Herreweghe jest jednym z najwybitniejszych interpretatorów. Chorałowy początek, cytaty z Musikalisches Opfer są tym, co twórca Collegium Vocale Gent bezbłędnie odczytuje w muzycznej narracji Schumanna, pełnej iście beethovenowskiego rozmachu, choć snutej przez kompozytora w okresie choroby.


Orchestre des Champs Elysees

Założona w 1991 roku Orchestre des Champs-Élysées realizuje ambitne zadanie, jakie postawił przed zespołem jego szef – Philippe Herreweghe. Jest nim zbliżenie się do brzmienia z epoki i jak najwierniejsze oddanie intencji kompozytora. Wierność historyczna, ale i głębokie zrozumienie dzieła towarzyszą występom zespołu w najważniejszych salach koncertowych świata – wiedeńskiej Musikverein, amsterdamskiej sali Concertgebouw, londyńskim Barbican Centre, frankfurckiej Alte Oper, Filharmonii Berlińskiej i Monachijskiej, a także współczesnej sali Gewandhaus.

W pierwotnym Gewandhausie, tym samym, który gościł pierwsze wykonanie Schumannowskiej symfonii, odbyła się w 1879 roku premiera Koncertu skrzypcowego D-dur op. 77 Johannesa Brahmsa, którą kompozytor poprowadził osobiście. Partię solową wykonał Józef Joachim, jeden z największych skrzypków XIX wieku, u którego Brahms zasięgał licznych wskazówek podczas komponowania i któremu dzieło zadedykował.

Isabelle Faust, credit Felix Bröde

Isabelle Faust, jedna z czołowych skrzypaczek świata, uważnie te wskazówki przestudiowała. Podobnie jak Józef Joachim, Faust zagra na legendarnych skrzypcach Antonia Stradivariego. Określenie „legendarny”, a może wręcz „baśniowy” pasuje jak ulał do instrumentu artystki, a to za sprawą nazwy, jaką mu nadano – „Śpiąca królewna” (podobnie jak stradivariusowi innej wielkiej skrzypaczki, Idy Haendel). Skrzypce mistrza z Cremony zyskały to miano z powodu trwającego blisko półtora wieku „uśpienia” na strychu zamku Höllinghofen. Były rodowym skarbem rodu Boeselagerów, którego członkowie o nich... zapomnieli.

Isabelle Faust, credit Felix Bröde

Instrument na moment „ożył” w początku XX wieku w rękach Wilmy von Boeselager, później przetrwał burzliwy okres II wojny światowej w jednym ze szwajcarskich banków, a w 1995 roku został wykupiony przez Landeskreditbank w Badenii-Wirtembergii. Rok później bank udostępnił skrzypce młodej, świetnie się zapowiadającej niemieckiej skrzypaczce Isabelle Faust, której kariera potoczyła się w zawrotnym tempie. Ze „Śpiącą królewną” Faust zdobyła w kolejnym roku nagrodę Gramophone w kategorii „Młody artysta roku”, później posypały się kolejne laury – Diapason d'Or (2010), nagroda Echo Klassik (2012) i znów Gramophone (2012). W 2017 roku artystka po raz trzeci została uhonorowana nagrodą brytyjskiego magazynu, tym razem w kategorii „Nagranie roku” za koncerty skrzypcowe Wolfganga Amadeusza Mozarta wykonane z Il Giardino Armonico.
Zarówno Isabelle Faust, jak i Philippe Herreweghe w Polsce już koncertowali. Oboje pojawili się na Festiwalu Chopin i Jego Europa. Szef Collegium Vocale Gent ze swoim zespołem wykonał Pasję Mateuszową Jana Sebastiana Bacha w 1998 roku w Krakowie podczas Festiwalu Beethovenowskiego (organizowanego wówczas przez Biuro Festiwalowe Kraków 2000 – protoplastę KBF). Faust w 2016 roku występowała na Akademii Mozartowskiej we Wrocławiu. Ponadto Herreweghe w marcu 2018 roku dyrygował Pasją według św. Mateusza Jana Sebastiana Bacha w siedzibie NOSPR, a w listopadzie z Królewską Orkiestrą Concertgebouw wykonał utwory Webera, Beethovena i Brahmsa w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Dorota Szwarcman pisała wówczas na swoim blogu: „Brahms, wydaje mi się, bardzo pasuje do charakteru jego sztuki dyrygenckiej, do spokojnej refleksyjności i głębi”.

Philippe Herreweghe, fot. Michiel Hendryckx

Robert Piaskowski, dyrektor KBF ds. programowych, zapowiada: W ramach cyklu ICE Classic gościmy coraz częściej w Krakowie gigantów muzyki klasycznej. To zarówno wybitni śpiewacy i śpiewaczki, cenieni instrumentaliści, sławni dyrygenci, jak i rozpoznawalne zespoły orkiestrowe. Cykl pozwala nam odkrywać fascynujące oblicze muzyki klasycznej: ciekawy repertuar, niecodzienne interpretacje, osobowości twórców. Najbliższy koncert to spotkanie z muzyką romantyczną, ale wykonywaną na dawnych instrumentach. Do Krakowa wraca jeden z najwyżej cenionych dyrygentów w świecie muzyki dawnej, legendarny założyciel Collegium Vocale Gent - Philippe’a Herreweghe. Niejeden meloman wychował się na jego interpretacjach i nagraniach kanonu światowej muzyki, melomani mogą pamiętać jego wykonanie Pasji wg św. Mateusza prezentowaną pod koniec lat 90.tych, w ramach Cyklu Wielkich Wykonań, albo jego Pieśni Brahmsa zaprezentowane w Krakowie w 2005 r. Tym razem wystąpi z założoną przez siebie Orchestre des Champs-Élysées i jedną z cenioną skrzypaczką Isabelle Faust.  Niezapomniane wrażenia gwarantowane.
Dla KBF Mateusz Ciupka, autor bloga „Szafa melomana”

informacja prasowa

wtorek, 6 sierpnia 2024

Program 20. Festiwalu „Chopin i jego Europa”

 Rok 2024 to rok jubileusz Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego „Chopin i jego Europa” – jego dwudziesta edycja: ponad 40 koncertów i 3 tygodnie święta muzyki w Filharmonii Narodowej, Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, Bazylice św. Krzyża oraz na Zamku Królewskim. Usłyszymy znakomitych solistów i zespoły, będą to spotkania z uznanymi arcydziełami i mniej znaną, równie piękną literaturą muzyczną. Będzie wielka symfonika, opera, kameralistyka, seria recitali pianistycznych, wysmakowane koncerty wokalne i prapremiery; będą wielkie powroty i festiwalowe debiuty.

Fot. materiały prasowe

Wystąpią gwiazdy światowych scen muzycznych i gwiazdy młodego pokolenia, wybitni chopiniści i wirtuozi gry na instrumentach historycznych; usłyszymy między innymi Garricka Ohlssona, Dang Thai Sona, Kevina Kennera, Yuliannę Avdeevą, Bruce’a Liu, Marca Andre Hamelina, Louisa Lortie, Helene Grimaud, Nelsona Goernera, Ewę Pobłocką, Janusza Olejniczaka, Piotra Palecznego, Szymona Nehringa, Kate Liu, Erica Lu, Kevina Chena, Andreasa Staiera, Paolo Giacomettiego, Dmitri Ablogina, Tomasza Rittera… 

Zagrają (i zaśpiewają) takie zespoły, jak London Symphony Orchestra z Antonio Pappano, KBS Symphony Orchestra pod dyrekcją Pietari Inkinnena, Kammerorchester Basel, Orchestre des Champs-Élysées Philippe’a Herreweghe’a, Collegium vocale 1704, Collegium Vocale Gent, kwartety Mosaiques, Belcea i Apollon Musagète, a także zespoły polskie: Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej, Sinfonia Varsovia z Jackiem Kaspszykiem, orkiestra Aukso z Markiem Mosiem i {oh!} Orkiestra Martyny Pastuszki.

informacja prasowa


20. Międzynarodowy Festiwal „Chopin i jego Europa” rozpocznie się 17 sierpnia i potrwa do 8 września; koncerty zaplanowane są w Filharmonii Narodowej, Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, Bazylice św. Krzyża oraz na Zamku Królewskim. Podobnie jak wszystkie poprzednie edycje festiwalu, i ta opatrzona została podtytułem, w zwięzły, a zarazem odrobinę przewrotny sposób ujmującym jego charakter; w tym roku hasłem przewodnim jest „Chopin i jego Europa i reszta świata”.  Określa ono zarówno obszerną ofertę programową, jak i bogactwo i różnorodność wykonawców: usłyszymy dzieła 65-ciu twórców i ponad 600 muzyków solistów, kameralistów, śpiewaków, muzyków orkiestrowych.

Chopin i tym razem stanowić będzie centralny motyw festiwalowej narracji, konfrontowany poprzez wielorakie konteksty, oczywiste i będące jedynie naszym domysłem. Zabrzmi muzyka aż 4 stuleci: od Renesansu do Współczesności, wykonywana z głęboką świadomością jej stylu, ale również uwspółcześniona nowym spojrzeniem. 20. Festiwal Chopin i jego Europa to konfrontacja dzieła chopinowskiego z muzyką europejską sąsiadów, z każdego kierunku geograficznego, jak również – choć w skromniejszym zakresie – z odległymi regionami świata, jak też z niezwykle interesującą mozaiką wykonawstwa muzycznego, stworzoną według bezkompromisowo wysokiego kryterium artystycznego. Do Warszawy przyjadą zarówno muzycy, których nazwać można „rezydentami”: wielokrotnie obecni na festiwalu artyści, którzy współtworzyli jego rangę, jak i soliści oraz zespoły, które tego lata wystąpią po raz pierwszy.

Zagrają więc pianiści-wirtuozi, których talent świat odkrył na konkursach chopinowskich – również tym na instrumentach historycznych: Kate Liu, Eric Lu, Bruce Liu, Garrick Ohlsson, Yulianna Avdeeva, Kevin Kenner, Alberto Nose, Ingrid Flitter, Nelson Goerner, Angela Hewitt, Lukas Geniusas, Dimitri Ablogin, Eric Guo, a z Polski Ewa Pobłocka, Piotr Paleczny, Krzysztof Jabłoński, Janusz Olejniczak, Szymon Nehring, Tomasz Ritter, Bartosz Skłodowski i Piotr Sałajczyk. Usłyszymy także tych, którzy nie uczestniczyli w Konkursie Chopinowskim, a stanowią światową elitę wykonawstwa: Louisa Lortie, Hélène Grimaud, Marca André Hamelina, Cypriena Katsarisa, Makoto Ozone, Kevina Chena, Paolo Giacomettiego, Andreasa Staiera…  

Wśród wybitnych solistów zapraszanych na festiwal najliczniejszą grupę stanowią oczywiście pianiści, jak co roku jednak wystąpią na nim również wirtuozi innych instrumentów, m.in. wspaniali skrzypkowie (Fabio Biondi, Vilde Frang, Bomsori), wiolonczeliści (Jean-Guihen Queyras, Pieter Wispelwey, Marcin Zdunik), a także cała plejada znakomitych śpiewaków: Karen Gardeozabal, Agata Schmidt, Agnieszka Rehlis, Petr Nekoranec, Artur Ruciński, Krzysztof Bączyk, Mariusz Godlewski, Rafał Siwek, Krystian Adam, Christoph Prégardien i Julian Prégardien.

Na festiwalu regularnie koncertują uznane w świecie formacje muzyczne: zespoły kameralne, wokalne i symfoniczne, które – co buduje jedną z podstaw programowych wydarzenia – obligatoryjnie (a jednocześnie niezmiennie z chęcią, zainteresowaniem, a nierzadko zachwytem) wykonują muzykę polską, począwszy od dzieł Chopina po m.in. Malawskiego, Szymanowskiego, Wajnberga i Lutosławskiego. Tegoroczny festiwal to koncerty London Symphony Orchestra pod dyrekcją Antonio Pappano, wiodącej koreańskiej KBS Symphony Orchestra pod dyrekcją Pietari Inkinnena, Kammerorchester Basel, Orchestre des Champs-Élysées Philippe’a Herreweghe’a, Collegium 1704 Vaclava Luksa, Europa Galante Fabio Biondiego, Quartuor Mosaiques, Belcea Quartet, Apollon Musagète Quartet i Ensemble Dialoghi, a także zespołów polskich: Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej, Sinfonii Varsovii, orkiestry Aukso i {oh!} Orkiestry, które zagrają pod dyrekcją Jacka Kaspszyka, Antoniego Wita, Marka Mosia, Martyny Pastuszki i Martijna Dendievela.

Program festiwalu to dzieła znane i popularne, a także prawie nieobecne we współczesnym życiu muzycznym. Usłyszymy zatem Chopina w konfrontacji z muzyką Bacha, Mozarta, Beethovena, Hensela, Mayera, Osborna, Schuberta, Schumanna, Liszta, Gomółki, Zarębskiego, Brahmsa, Dvoraka, Sibeliusa, Straussa, Elgara, Młynarskiego, Dukasa, Holsta, Ravela, Paderewskiego, Magina, Szymanowskiego, Bacewicz, Lutosławskiego…

Szczególnie ważna dla poznania natury muzycznej Chopina, jej swoistego genotypu (styl, faktura, dyscyplina, struktura melodyczna) jest muzyka klawesynistów francuskich, Bacha i Mozarta. To właśnie dlatego w programie tegorocznego festiwalu wyróżniają się dwie bardzo specjalne dominanty: kompletne wykonanie Bachowskiego Das wohltemperierte Klavier na fortepianie – w interpretacji Ewy Pobłockiej – i recital klawesynowy Andreasa Staiera.

Tradycyjnie też podczas festiwalu cofniemy czas do Renesansu i Baroku, kontynuując pod przewodnictwem Collegium Vocale Gent podróż przez europejską polifonię. Czasowa klamra programowa sięgnie aż po – dosłownie niemal – dzień dzisiejszy, ponieważ jednym z wydarzeń tegorocznego festiwalu będzie prawykonanie powstającego na zamówienie Instytutu Koncertu fortepianowego Jerzego Maksymiuka, który stanie na podium dyrygenckim i poprowadzi swój utwór z Januszem Olejniczakiem jako solistą. Po raz pierwszy usłyszymy 4 Tańce heweliańskie Pawła Szymańskiego w wersji na orkiestrę. Dwa specjalne akcenty z przestrzeni wielkiej symfoniki: premierowe także – bo na instrumentach historycznych – wykonanie przez Orchestre des Champs-Élysées pod batutą Philippe’a Herreweghe w 200. rocznicę urodzin Brucknera jego Wielkiej Symfonii nr 8; po raz pierwszy w Polsce na instrumentach historycznych zabrzmi Ma vlast – Moja Ojczyzna – Bedricha Smetany: ikoniczny dla Czechów cykl poematów symfonicznych, które na tegorocznym festiwalu wykona Collegium 1704 Vaclava Luksa.

Festiwal jest od samego początku integralnie związany z fonografią Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, wykorzystującą nagrania live z festiwalowych koncertów, ale też uzupełnianą nagraniami studyjnym. Programy obu tych nurtów są ze sobą zbieżne i splatają się w ramach każdej kolejnej edycji Chopina i jego Europy.

Pierwszy, wyjątkowy w skali globalnej, to mający w tym roku swój finał kompletny zapis wszystkich oper Stanisława Moniuszki – drugiego, obok Fryderyka Chopina, kompozytora tak ważnego dla polskiej kultury muzycznej XIX wieku. Ten wielki projekt realizuje na instrumentach historycznych Europa Galante pod dyrekcją Fabia Biondiego, przy współpracy Chóru Opery i Filharmonii Podlaskiej i wybitnych solistów z całego świata. Wieloletni program koncertowo-fonograficzny, obejmujący prezentację dzieł Moniuszki na kolejnych festiwalach oraz ich nagrania, zainaugurowany został w 2018 roku wykonaniem i rejestracją Halki; potem kolejno były to Flis, Hrabina, Verbum nobile, Widma i Paria (wszystkie, poza Parią, trafiły już do katalogu fonograficznego Instytutu, wydanie Parii planujemy na sierpień), a Stanisław Moniuszko znalazł w Biondim i jego muzykach swych zagorzałych wielbicieli i orędowników. W programie jubileuszowego festiwalu znalazł się koronny tytuł w dziedzictwie Moniuszkowskim i zarazem ikona polskiej opery narodowej: Straszny dwór, z solistami tej miary co Agnieszka Rehlis, Artur Ruciński, Rafał Siwek, Mariusz Godlewski i Petr Nekoranec oraz znakomitą Meksykanką Karen Gardeazabal, która zabłysła już jako fenomenalna, tytułowa Hrabina.

Przedsięwzięciem obecnym cyklicznie w programie festiwalu jest również wykonanie i nagranie kompletu Koncertów skrzypcowych Feliksa Janiewicza, sławnego w swoim czasie wirtuoza, porównywanego z największymi w Europie, a zarazem wybitnego twórcy, bardziej dziś rozpoznawalnego w Edynburgu, niż w Warszawie. Koncerty i nagrania – ze znakomitą solistką Chouchane Siranossian i najlepszą polską formacją, specjalizującą się w historycznym stylu wykonawczym, {oh!} Orkiestrą Martyny Pastuszki – od ubiegłego roku wpisane są na trwałe w oba programy artystyczne Instytutu; pierwszy, znakomicie przyjęty album płytowy już się ukazał, na ten rok zaplanowany jest kolejny.

Specjalnym walorem festiwalu Chopin i jego Europa jest od jego pierwszej edycji przywoływanie oryginalnego brzmienia utworów, które – wykonywane na oryginalnych instrumentach z epoki lub ich kopiach – pozwalają nam zbliżyć się do aury dźwiękowej czasów Chopina. Zespoły i soliści, specjalizujący się w wykonawstwie historycznym, są stałymi gośćmi Festiwalu, przybliżając słuchaczom i widzom magiczny świat minionych epok. Pianiści grają na fortepianach z kolekcji Instytutu, który dysponuje obszernym zbiorem instrumentów z czasów Chopinowskich: słynnymi Pleyelami, Erardami, Broadwoodem, a także kopią fortepianu Buchholtz (warszawskiego instrumentu Chopina) i wiedeńskiego Grafa.  

Festiwal od dwudziestu już lat gromadzi w Warszawie wielotysięczną publiczność, w tym wielu melomanów z kraju i zagranicy, przyjeżdżających specjalnie na to wydarzenie. Swoich miłośników i słuchaczy festiwal ma na całym świecie – także tych, którzy nie mogą być w sierpniu w Polsce. Dzięki stałej współpracy Instytutu z Programem 2 Polskiego Radia koncerty festiwalowe docierają do wielomilionowej publiczności w kilkudziesięciu krajach – wydarzenia w ramach festiwalu nadawane są po wielokroć na antenie Programu 2 PR, stanowią również cieszącą się niezmiennie wielkim zainteresowaniem i uznaniem ofertę dla stacji Europejskiej Unii Nadawców EBU. Wybrane koncerty dostępne są także on-line, w streamingu na żywo oraz vod na kanale youtube Instytutu.

Stanisław Leszczyński

poniedziałek, 28 października 2019

Aldona Bartnik: Pragnę śpiewać o miłości /wywiad/

Rozmawiam ze znakomitą sopranistką – absolwentką Akademii Muzycznej we Wrocławiu oraz Wydziału Muzyki Dawnej w Królewskim Konserwatorium w Hadze. Artystka z sukcesem specjalizuje się w muzyce dawnej, współpracując z wieloma wybitnymi wykonawcami, m.in. z Colegium Vocale Gent, Vox Luminis, Capella Cracoviensis, a także dyrygentami: Philippe Herreweghe, Václavem Luksem czy Jordi Savallem. Aldona Bartnik opowiada o swojej drodze artystycznej, nagraniach, przeżyciach i planach artystycznych.

Aldona Bartnik, fot. Karol Adam Sokołowski

Barbara Lekarczyk-Cisek: Wprawdzie sukcesy są przyjemną stroną każdej kariery, mnie jednak interesuje prowadząca do nich, często niełatwa, droga. Od czego w ogóle się zaczęło? Kiedyś rozmawiałam z panem Jarosławem Thielem - wyznał, że będąc najmłodszy w rodzinie, pragnął dorównać starszemu rodzeństwu, które kształciło się w szkole muzycznej. Ostatecznie to on jako jedyny ostał się w zawodzie muzyka… A jak było z Panią?

Aldona Bartnik
: O tym, że zaczęłam kształcić się muzycznie, również zdecydował właściwie przypadek. Jestem jedyną osobą w rodzinie zajmującą się muzyką. Jednak oboje rodzice zawsze kochali muzykę – śpiewali, grali na różnych instrumentach, ale ze względu na różne okoliczności nie mogli rozwijać się profesjonalnie w tym kierunku. To właśnie Tato bardzo pragnął, abym uczyła się grać. Po przesłuchaniu w szkole muzycznej wybrano dla mnie skrzypce, ponieważ byłam malutka i miałam drobne dłonie. Uczęszczałam do szkoły muzycznej I i II stopnia w Szczecinie. Bardzo lubiłam grać na skrzypcach! Brałam też udział w różnych międzynarodowych warsztatach, a było to w czasach, gdy Polska nie należała jeszcze do UE. Dla tak młodej osoby, jaką wówczas byłam, doświadczenie to było ekscytujące.  Jeździłam na wymiany uczniowskie do Danii, Szwecji, Niemiec... Jednocześnie, przy okazji nauki gry na skrzypcach w szkole muzycznej I stopnia, obowiązkowo śpiewałam w chórze. W rezultacie mój głos już od dziecięcych lat był kształtowany. Z czasem śpiewałam również partie solowe. W gimnazjum i w szkole muzycznej II stopnia nadal kształciłam się w grze na skrzypcach i jakoś nie myślałam poważnie o śpiewie. Moi rodzice zdecydowanie chcieli, abym została skrzypaczką, ponieważ śpiewaczka kojarzyła się im z postawną kobietą, a nie z takim maleństwem jak ja. W rezultacie dostałam się na studia do Akademii Muzycznej we Wrocławiu, w klasie skrzypiec.

A jak to się stało, że ze Szczecina trafiła Pani właśnie do Wrocławia?

Zdawałam także do uczelni poznańskiej, bardzo dobrej w dziedzinie wiolinistyki, ale zabrakło mi jednego punktu, podczas gdy na wrocławską uczelnię dostałam się bez trudu. Okazało się to szczęśliwym trafem, ponieważ na I roku studiów, za namową koleżanki, z którą mieszkałam, poszłam na przesłuchania chóru Filharmonii Wrocławskiej. Ucieszyła mnie ta możliwość, bo w gruncie rzeczy zawsze lubiłam śpiewać. Jeszcze będąc w domu i ćwicząc na skrzypcach, sporo śpiewałam i potrafiłam „umilić” sąsiadom niejeden weekend. To był śpiew operowy, a więc głośny (śmiech). Podczas przesłuchania miałam przyjemność poznać panią Agnieszkę Franków-Żelazny, która zwróciła na mnie uwagę i dała mi wówczas szansę rozwijania swego głosu. Poczułam się bardzo wyróżniona, ponieważ trafiłam do grona wykształconych śpiewaków i był to dla mnie mocny impuls, aby się w tym kierunku kształcić. Zaczęłam brać lekcje śpiewu, a poza tym chór uczestniczył w warsztatach z Brytyjczykami, którzy przyjeżdżali wówczas do Wrocławia i prowadzili zajęcia bardzo dobrze rozwijające umiejętności śpiewu zespołowego. Siedem lat pracy w chórze dały mi solidne podstawy nie tylko w zakresie śpiewu, dykcji, ale również umiejętność pracy zespołowej. W międzyczasie ukończyłam studia licencjackie z gry na skrzypcach, studiowałam także śpiew.


Aldona Bartnik (sopran), Stanisław Sylwester Szarzyński, Jesu, spes mea,
z Wrocław Baroque Ensemble
Kiedy zdecydowała się Pani wykonywać muzykę dawną?

Już podczas studiów poczułam, że mój głos w jakiś sposób pasuje do muzyki dawnej. Myślę, że to efekt naturalnego rozwoju głosu. Zaczęłam świadomie pracować nad głosem stosunkowo późno, bo mając dziewiętnaście lat, był więc nieoszlifowany, z natury lekki i jasny, niewibrujący i bez maniery, czyli idealnie pasujący do muzyki dawnej.

Czy pamięta Pani swój pierwszy występ?

Nie pamiętam wprawdzie tytułu wykonywanego utworu, ale był to występ z Wrocławską Orkiestrą Barokową i właśnie wtedy poczułam, że przynosi mi to niebywałą satysfakcję. Później dyrektor Andrzej Kosendiak zaprosił mnie do swoich projektów. Nie były to bynajmniej utwory polskie, ale barok francuski. Tak zaczęła się moja przygoda z muzyką dawną.

Odbyła Pani również 2-letnie studia muzyczne na Wydziale Muzyki Dawnej w Królewskim Konserwatorium w Hadze, gdzie doskonaliła śpiew pod okiem wybitnych artystów. Dość wymienić Ritę Dams, Petera Kooij czy Michaela Chance’a… W jakich okolicznościach zdecydowała się Pani na te studia?

Po ukończeniu studiów licencjackich zapragnęłam wyjechać, aby dalej się kształcić, poznać międzynarodowe trendy w dziedzinie wykonawstwa muzyki dawnej, ponieważ są one w różnych krajach odmienne. To fascynujące, że barok gra się i śpiewa inaczej we Francji niż we Włoszech albo w Niemczech! Była to dla mnie także wspaniała okazja do współpracy z profesorami będącymi jednocześnie znakomitymi wykonawcami tej muzyki.

Aldona Bartnik w oratorium A.M. Bononcini (1677- 1726),
 La decollazione di San Giovianni Battista - aria Salomè: De le palme
Mistrzami w pełnym tego słowa znaczeniu! Obejrzałam niedawno interesujący dokument o Luciano Pavarottim, w którym ten znakomity śpiewak opowiadał nieco żartobliwie, jak to na początku swojej kariery uczył się świadomego oddechu od swojej scenicznej partnerki i zarazem mistrzyni, czując pod palcami ruch jej przepony. A jak wyglądały Pani studia w Hadze?

Z pewnością samo bycie pośród lepszych od siebie ma walor edukacyjny i bardzo motywuje do pracy nad sobą. Mając za sobą doświadczenia śpiewu chóralnego, aplikowałam na przesłuchania do tak znakomitych zespołów jak Collegium Vocale Gent. Dzięki temu miałam okazję poznawania śpiewaków o wiele bardziej doświadczonych scenicznie, których świadomość wokalna znacznie większa niż moja i od których mogłam się wiele nauczyć. Jeśli natomiast chodzi o mistrzów, to myślę, że w różnych momentach natrafiamy na takich, od których czegoś się uczymy, potem – na kolejnych, którzy rozwijają inne nasze umiejętności. Czasami potrzebujemy osobowości artystycznej, która nas ubogaci, a kiedy indziej niezbędny jest nam ktoś, kto udzieli nam konkretnych technicznych wskazówek. Fascynują mnie różni artyści.

Proszę więc o nich opowiedzieć – jak się z nimi pracuje, jacy są?

Moim głównym nauczycielem w Hadze była Rita Dams, z którą pracowałam nad techniką wokalną muzyki dawnej: nad retoryką i artykulacją głosek. Od wspaniałego Petera Kooij nauczyłam się, jak wykonywać muzykę Johanna Sebastiana Bacha. To, co wydaje się być trudne do zaśpiewania w jego kompozycjach, po logicznej analizie układało się nagle w coś prostego i oczywistego. Z kolei Michael Chance uświadomił mi, że aby dobrze śpiewać, trzeba się uprościć – pozwolić brzmieć głosowi zgodnie z jego naturą, bo wtedy jest najpiękniejszy.  Jill Feldman, sopran, specjalistka od francuskiego baroku, uświadomiła mi, że w baroku francuskim istnieje aż pięć rodzajów samogłoski e (gdy tymczasem w polszczyźnie jest tylko jedna), pracowałyśmy więc nad frazami, gdzie one się pojawiały, a ja uczyłam się je słyszeć i śpiewać. Dzięki tym ćwiczeniom poczułam także potrzebę dalszego zgłębiania i doskonalenia tej umiejętności, bo jest to fascynująca, niekończąca się przygoda.

Jeśli natomiast chodzi o artystyczne osobowości, które wpłynęły na mnie w sposób znaczący, choć mniej oczywisty, to wiele zawdzięczam Narodowego Forum Muzyki, a przede wszystkim festiwalom Wratislavia Cantans, na które przyjeżdżali koncertować znakomici wykonawcy. Tego rodzaju inspiracje mają bardziej duchowy charakter i są dla mnie bardzo istotne. Można czerpać te artystyczne impulsy z samej urody świata i życia – z zapachu kwiatów, ze smaków, z rozmaitych kultur, także z własnych doświadczeń… Dzięki temu przekaz artystyczny staje o wiele bogatszy i intensywniejszy. Piękno, którym artysta się dzieli, zależy także od ludzi, z którymi się styka.

Aldona Bartnik (sopran) -  J.S. Bach, Mass in B Minor BWV 232, 
duet - Domine Deus / Ton Koopman
Fascynują mnie osobowości, które napotkałam dzięki festiwalowi, bardzo różnorodne i piękne. Nie zawsze doświadczenia te przekładają się wprost na wykonywaną przeze mnie sztukę, z pewnością jednak odciskają jakieś istotne piętno, stając się źródłem niezapomnianych przeżyć. Taką osobowością jest na przykład Philippe Herreweghe czy Tom Koopman, z którym śpiewałam Mszę h-moll  J. S. Bacha i który daje wykonawcom swobodę, obdarzając ich dużym zaufaniem. Z kolei Herreweghe ma swoją wizję wykonania utworu, którą konsekwentnie realizuje i potrafi do niej przekonać śpiewaka. To wspaniała charyzmatyczna osobowość, za którą się idzie bez cienia wątpliwości. Podobne odczucia miałam pracując z Václavem Luksem czy Jordi Savallem. Dzięki nim następuje rodzaj idealnego artystycznego porozumienia, tworzy się jakaś magia… A przy tym Václav jest wyjątkowym, dobrym człowiekiem, z którym wspaniale się pracuje. Z nim odczuwa się radość tworzenia.

To z pewnością wielkie szczęście stykać się z takimi osobowościami, bo od każdej tak wiele się otrzymuje…

Z pewnością, choć przyznam, że czasami czuję się jak szpieg (śmiech), kiedy od jednego artysty przechodzę do innego, zupełnie odmiennego, choć równie interesującego,  przenosząc jednocześnie swoje doświadczenia.

Ale to jest chyba jednocześnie bardzo odświeżające, bo otwiera na doświadczenie innych osobowości!  Chciałabym też zapytać o proporcje pomiędzy pracą a życiem. W filmie dokumentalnym Toma Volfa „Maria Callas” artystka podkreśla, że istnieje konflikt między Marią a Callas. Mówi, że chciałaby być Marią, ale musi dorównać Callas. Czy Pani również odczuwa to dramatyczne napięcie pomiędzy życiem prywatnym a karierą artystki?

Taki problem istnieje, ale z czasem nauczyłam się radzić z nim sobie. Podczas studiów w Holandii opanowałam umiejętność planowania w taki sposób, jak to robią Holendrzy. Aby dobrze wypaść na scenie,  trzeba o siebie zadbać: dobrze się odżywiać, dbać o kondycję fizyczną, wysypiać się... Staram się też ze sobą zaprzyjaźnić (śmiech). Występy sceniczne łączą się z silnymi emocjami, toteż próbuję wyperswadować sobie, że tu nie o mnie chodzi, ale o muzykę i o publiczność. Wtedy łatwiej jest wejść na scenę i skupić się na tym, co chcę przekazać. Ciągłe podróże i życie „w drodze” bywa także uciążliwe. Towarzyszy mi jednocześnie satysfakcja z wykonywanego zawodu i poczucie samotności. Uważam jednak, że można pogodzić życie osobiste z zawodowym, o ile  spotka się osobę, które będzie nas kochała i rozumiała. Bardzo cenię sobie relacje z ludźmi, toteż wolne chwile staram się spędzać z rodziną i przyjaciółmi. Celebruję spotkania, wspólne posiłki, rozmowy. Dbam o balans w życiu – to bardzo ważne.

Wracając do muzyki, proszę opowiedzieć jak wyglądała Pani praca nad solową płytą „Melancholia” i w jakich okolicznościach doszło do jej nagrania. Sądzę, że przydały się też Pani wcześniejsze doświadczenia przy projektach z Wrocław Baroque Ensemble.

Płyty są zawsze efektem współpracy z innymi artystami, nawet jeśli są solowe. Seria płyt, które wydało Narodowe Forum Muzyki, prezentuje muzykę polskich kompozytorów. Pomysłodawca, dyrektor Andrzej Kosendiak, miał nie tylko znakomity pomysł, aby propagować muzykę kompozytorów polskiego baroku, ale ponadto towarzyszyły tym projektom prace badawcze. Trwały poszukiwania manuskryptów, opracowywanie ich, odkrywanie nowych wersji utworów dotąd nienagranych. To była zespołowa, wspaniała przygoda muzyczna, której finałem stała się płyta.

Aldona Bartnik (sopran) w utworze M. Mielczewskiego (? - c.1651),
 Vesperae Dominicales / Dixit Dominus
Wrocław Baroque Ensamble pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka 
Albumem, do którego zostałam na początku zaproszona, była nagrana w 2012 roku pierwsza płyta z nagraniami kompozycji Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego. Zespół był wówczas międzynarodowy, śpiewała m.in. angielska sopranistka Susan Gilmour Bailey, kontratenor Matthew Venner, partie basu wykonywał  czeski baryton Tomáš Král, a tenoru – Maciej  Gocman. Potrzebowali sopranu do jednego z utworów i ja otrzymałam tę szansę. Kiedy się o tym dowiedziałam, byłam bardzo szczęśliwa. Miałam wprawdzie małe doświadczenie, ale za to wielką wiarę, lubiłam pracować i byłam pełna zapału. Pamiętam, że nagrywaliśmy tę płytę w maleńkim kościółku pw. św. Piotra i św. Pawła we Wrocławiu i wszystko poszło jak z płatka. Czułam się bardzo dobrze w gronie dojrzałych, świadomych muzyków i śpiewaków. Kiedy płyta się ukazała, mogłam po raz pierwszy usłyszeć swój głos. I jego brzmienie także było dla mnie rodzajem odkrycia.

Potem pojawiła się propozycja nagrania kolejnej płyty Gorczyckiego, na której zastąpiłam Susan, która została matką. Nagrywaliśmy w starym budynku Filharmonii Wrocławskiej i płyta również okazała się bardzo piękna. W tym czasie bardziej skupiona byłam na technice wykonawczej. W kolejnych nagraniach natomiast koncentrowałam się głównie na wyrazie artystycznym, bo miałam już większą swobodę techniczną. Niemało się wówczas nauczyłam nie tylko od dyrektora Kosendiaka, ale także od innych wykonawców.

Jednak indywidualny album nagrała Pani w Holandii…

Tak się złożyło, że do jego realizacji doszło podczas moich studiów w Holandii – kraju wielu wpływów, bardzo interesującym dla artysty. Jednocześnie brakowało mi polskiej kultury, za którą tęskniłam. W związku z tym postanowiłam przynieść na warsztaty Pieśni kurpiowskie Karola Szymanowskiego. Pianista był bardzo biegły w czytaniu nut a vista i byłam pewna, że poradzi sobie również z tymi trudnymi kompozycjami. Kiedy wykonaliśmy te pieśni, na sali zapadła głęboka cisza. Ludzie oniemieli. Wtedy też doświadczyłam, jaką moc ma w sobie ta muzyka. Po zajęciach zauroczony nią pianista Maurice Lammerts van Bueren zaproponował mi nagranie albumu z muzyką polską. Oczywiście, zgodziłam się bez wahania! Upłynęły dwa lata i wreszcie płyta pt. „Melancholia” została nagrana w styczniu 2018 roku w holenderskiej  wytwórni Zefir Records.




Wybrałam do niej cały cykl pieśni Karola Szymanowskiego Słopiewnie, do słów Juliana Tuwima, trzy pieśni kurpiowskie, cykl sześciu pieśni Jana Paderewskiego do słów Adama Mickiewicza, no i oczywiście mazurki Fryderyka Chopina. Płyta spotkała się z dużym zainteresowaniem i była promowana przez holenderskie radio MPO – odpowiednik radiowej Dwójki. Nagrania promujemy także koncertując i wówczas staramy się, aby słowa pieśni były tłumaczone. Współpraca z Mauricem układa się tak dobrze, że planujemy kolejny projekt – tym razem dedykowany dzieciom, w którym znajdzie się 19 utworów Karola Szymanowskiego oraz kilka piosenek dla dzieci, skomponowanych przez Witolda Lutosławskiego. Koncerty będą wzbogacone przez wizualizacje córki Maurice`a. Ogromnie cieszy mnie fakt, ze mogę być ambasadorem polskiej muzyki za granicą. Uważam, że w Europie jest przestrzeń i zapotrzebowanie na polską muzykę, trzeba tylko w nią samemu wierzyć – w jej wartość i piękno. I promować ją!


Aldona Bartnik (sopran) w Piosnce dudarza, I.J. Paderewskiego (1860-1941),
 Six songs to lyric by Adam Mickiewicz, Op.18, No.2 , Maurice Lammerts van Bueren (piano)

Czy oprócz tych występów ma Pani jeszcze inne plany artystyczne?

Och, mnóstwo! (śmiech). Obecnie realizuję projekt stypendialny Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, związany z Wrocławiem. Opracowuję mianowicie manuskrypty znajdujące się w Ossolineum. Zostaną wydane i umieszczone w bibliotekach różnych uczelni muzycznych w Europie. Złożyłam także wniosek do  Prezydenta Miasta Wrocławia o dofinansowanie płyty, na której znajdą się utwory z kompozycjami pochodzącymi z opracowanych przeze mnie manuskryptów. Są to pieśni z okresu romantyzmu, które chcę nagrać z pianoforte  - instrumentem z epoki, wraz z moim wspaniałym pianoforcistą Naruhiko Kawaguchi,  którego poznałam w Amsterdamie i z którym już wspólnie koncertowaliśmy. Yoshiko ma przepiękne brzmienie, wyczucie frazy i  nie tylko znakomicie gra, ale także kocha Polskę – polską muzykę, Chopina, a także … kuchnię (śmiech). Uważa, że polskie jedzenie jest najlepsze na świecie. Najistotniejsze jest jednak to, że rozumiemy się artystycznie. Album, który nagramy, będzie nosił tytuł „Kilka słów o miłości”. Wybrałam spośród wielu kompozycji te, które mówią o miłości, bo właśnie o niej pragnę śpiewać.

A zatem czekamy na miłosny album z romantyczną muzyką polską. Dziękuję za rozmowę.

niedziela, 3 maja 2026

49. Wratislavia Cantans: Cieszyć się blaskiem światła /relacja/

Potężnym oratorium ”Stworzenie świata” Josepha Haydna pod batutą Paula McCreesha zakończyło się 49. Wratislavia Cantans. Po raz wtóry pod artystycznym kierownictwem Giovanni Antoniniego. Tematem przewodnim było wychodzenie z ciemności w światło.


Potężnym oratorium ”Stworzenie świata” Josepha Haydna pod batutą Paula McCreesha zakończyło się 49. Wratislavia Cantans. Po raz wtóry pod artystycznym kierownictwem Giovanni Antoniniego. Jak zapowiedział Maestro, tematem przewodnim było wychodzenie z ciemności w światło:

Koncepcja światłości wiekuistej leży u podstaw niemal każdego utworu religijnego. I zawsze dzieła te wiodą nas z ciemności w światłość. Nawet pełne mroku i rozpaczy Requiem jest drogą do nadziei. Na koniec życia wedle chrześcijan dwie przeciwności łączą się: ciemność, czyli śmierć, przenosi człowieka w inny wymiar światła, czyli życia. Muzyka ma tę cudowną właściwość, że pozwala każdemu niezależnie od światopoglądu cieszyć się blaskiem światła, które opromienia nas w trakcie pięknego koncertu.

W istocie, takich uczuć doznawaliśmy podczas tego festiwalu wielokrotnie. Rozpoczęły go różne wersje ”Magnificat”. Kolejne koncerty wnosiły nowe, często zaskakujące, elementy do wyrazistego, a przecież nieschematycznego programu.

Giovanni Solima

Te niespodziewane i szczególne przeżycia to z pewnością występ Giovanniego Sollimy w kościele klasztornym Wniebowzięcia NMP w Lubiążu, który został podczas II wojny zniszczony i ogołocony najpierw przez Niemców, a następnie przez Rosjan. Słuchanie muzyki tego natchnionego wirtuoza wiolonczeli w miejscu tak doświadczonym przez historię oddziaływało silnie na wyobraźnię i emocje. Utwór powstał zresztą z inspiracji wnętrzem kościoła równie mocno naznaczonego trudną historią:  Santa Maria dello Spasimo w Palermo, stąd jego tytuł: ”Spasimo”.

Sol Gabetta
Duże wrażenie zrobiła na wrocławskiej publiczności także argentyńska wiolonczelistka: Sol Gabetta. Zaledwie 33-letnia artystka ma już w swoim dorobku imponujące sukcesy i nagrania. Interesujące jest to, że gra na bardzo rzadkiej, bezcennej wiolonczeli Guadagniniego z 1759 roku. Podczas Wratislavia Cantans wystąpiła przy akompaniamencie fortepianu z Bertrandem Chamayou. Zagrała z wielką pasją i temperamentem utwory Brahmsa i  Bethoveena, wydobywając z owego XVIII-wiecznego instrumentu niezwykłe brzmienia, których barwa przypominała niekiedy skrzypcowe tremola. Publiczność tak w tym zasmakowała, że artystka dwukrotnie bisowała utworami Szostakowicza.

Prezentując tegoroczny program, Giovanni Antonini zrobił pewną ważną uwagę, która sprawdziła się co do joty:

Choć „Podróż do Włoch” skończyła się wraz z pierwszą edycją Wratislavii, którą przygotowywałem, w rzeczywistości każda Wratislavia Cantans jest podróżą poprzez różne wizje muzyki wynikające z indywidualnej wrażliwości goszczących u nas artystów.

Dotyczy to nie tylko Solimy czy Gabetty. Dla mnie wielkim odkryciem tegorocznej odsłony festiwalu był Jan Dismas Zelenka (1679–1745), mało w Polsce znany  czeski kompozytor epoki późnego baroku. Większość życia spędził na dworze saskim  Augusta II, który jako król Polski przeszedł na katolicyzm. Komponował niemal wyłącznie dzieła religijne, dlatego też nazywany jest czasem katolickim Bachem.

Felix Rumpf, Krystian Krzeszowiak

We Wrocławiu usłyszeliśmy dwa jego dzieła: skomponowane na śmierć króla Augusta II Requiem D-dur ZWV 46 (w ramach koncertu ”Et Lux Perpetua”) oraz Te Deum D-dur ZWV 146, Missa dei Filii C-dur ZWV 20 (koncert ”In Te Domine speravi”). Obydwa wykonania poprowadził znakomity czeski dyrygent i wielki admirator kompozytora - Václav Luks.

Martina Janková, Vaclav Luks, Krystian Krzeszowiak

Requiem Zelenki było niezwykle łagodne i piękne. Może to nawet nieco dziwić. A jednak wrażenie takie mija, jeśli uświadomimy sobie, że w tym przypadku ”Światło Wieczyste”, jak zapowiada tytuł koncertu, oznacza Bożą Obecność i – właśnie! – przejście od ciemności śmierci do Światła. Tłumaczy to pogodną, a nawet radosną tonację dzieła. Dotyczy ona zarówno partii chóru wykonanego przez Collegium Vocale 1704 (znakomity zespół założony przez Luksa), jak też olśniewających arii. Bogactwo brzmienia, wynikające z dialogów instrumentów i ludzkich głosów, a także przeplatanie uroczystego brzmienia muzyki z chórami gregoriańskimi śpiewanymi a cappella – było  wprost niezwykłe. Mnie najbardziej jednak urzekły arie w stylu włoskim, a szczególnie soprany, spośród których wyróżniała się Hana Blažíková – znana  z występów z P. Herreweghe, w ramach  Akademii Bachowskiej.

Hana Blažíková

Drugi koncert, w którym Václav Luks zaprezentował kompozycję Zelenki, tym razem mszę, nosił tytuł ”In Te Domine speravi” (”Tobie, Panie, zaufałem”) i był równie piękny. Rozpoczęły go radosne tony trąbek i fletów, po których nastąpiło chóralne Laudamus, potem zaś cudowny duet sopranów: Martina Jankovà i Isabel Jantschek, śpiewających w dialogu z fletami ”Tu Rex gloriae”. Po nich zaś – mocny  kontralt Wiebke Lehmkuhl w ”Tu ad liberandum”, w towarzystwie fletów poprzecznych i skrzypiec. Mimo że dominowały żeńskie arie, to – choć rzadsze – nie mniej piękne były męskie duety tenoru i basu, które wykonali: polski tenor Krystian Adam Krzeszowiak oraz niemiecki baryton liryczny Felix Rumpf. Zaśpiewali przepięknie ”Tu ad dexteram Dei sedes”. Następnie usłyszeliśmy ich w Missa dei Filii C-dur, w którym to dziele zaśpiewali m.in. ”Qui tollis peccata Mundi”, w duecie z sopranami. Trudno to stopniować, jednak najbardziej urzekł mnie głos urodzonej w Czechach szwedzkiej sopranistki Martiny Jankovej.

Philippe Herreweghe

Philippe Herreweghe z zespołem i koncert Hail, bright Cecilia

Drugim, po Zelence, wydarzeniem muzycznym był, przynajmniej dla mnie, koncert ”Hail, Bright Cecilia” Henry Purcella, poprowadzony przez Philippe Herreweghe.

Kompozycja ta, znana również jako "Oda do św. Cecylii", skomponowana została przez Henry'ego Purcella do tekstu Irlandczyka Nicholasa Brady w 1692 roku na cześć św. Cecylii, patronki muzyków. Pod batutą Philippe Herreweghe i w wykonaniu znakomitego Collegium Vocale Gent muzyka ta zabrzmiała jako piękna, harmonijna całość. Już w tytułowym utworze ”Heil! Bright Cecilia!” mogliśmy doświadczyć doskonałego przeplatania się chóru, pojedynczych głosów i instrumentów. Pięknie brzmiały też duety, np. kontratenor i bas (Damien Guillon, Peter Kooij) w "Hark, hark, each tree its silence breaks". Również pojedyncze arie, jak np. Grace Davidson (sopran) w utworze ”Tis Nature`s voce”, gdzie kobiecy głos niepostrzeżenie przechodzi w chóralny śpiew. Po Philippe Herreweghe zawsze możemy spodziewać się mistrzowskiego wykonania. Dotyczy to zarówno jego interpretacji J.S. Bacha, Henry`ego Purcella czy J. Haydna.

Spośród licznych koncertów wiele jeszcze zasługiwałoby na uwagę. Podróż przez różne odmiany muzyki ”z ciemności w światło” pozwalała bowiem za każdym razem – jak obiecał Maestro Antonini – cieszyć się blaskiem światła, które opromienia nas w trakcie pięknego koncertu.  

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 22 września 2014 roku.

niedziela, 27 marca 2022

Agnieszka Żarska o twórczej wymianie w muzyce /wywiad/

Z Agnieszką Żarską  - dyrygentką, założycielką Baroque Collegium 1685, pomysłodawczynią i dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Barokowe Eksploracje, a nade wszystko miłośniczą muzyki barokowej - rozmawiam o jej drodze muzycznej, inspirujących spotkaniach z ludźmi i fantastycznej synergii, jaką daje wspólne wykonywanie pięknej muzyki.

Agnieszka Żarska, fot. z archiwum artystki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Od pewnego czasu obserwuję z podziwem Pani muzyczne dokonania, stąd potrzeba rozmowy. Na początku jest zawsze jakiś ważny impuls, który sprawia, że angażujemy się w coś bez reszty. Sir John Eliot Gardiner podczas swojego pobytu we Wrocławiu w 2016 roku, kiedy to uczczono go pamiątkową tablicą przed Narodowym Forum Muzyki, powiedział m. in. że dorastał pod okiem Bacha, zanim portret Jana Sebastiana Bacha pędzla Eliasa Gottlieba Haussmanna powrócił do Lipska. To także Pani ulubiony kompozytor, ale droga do dyrygowania jego kompozycjami była z pewnością odmienna?

Agnieszka Żarska: Z muzyką mam kontakt od wczesnego dzieciństwa, zawsze mnie do niej ciągnęło. Urodziłam się w Bielsku Podlaskim i już mając pięć lat nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę chodzić do szkoły muzycznej I stopnia, która znajdowała się w tym mieście. Swoją edukację muzyczną zaczęłam w wieku sześciu lat, a rok później - naukę gry na fortepianie. To były trudne lata 80., jednak rodzice zdobyli się na kupno pianina, które okazało się być najdroższym sprzętem w naszym domu (śmiech). Później kontynuowałam również naukę gry na skrzypcach, bo szkoły muzycznej II stopnia w Bielsku Podlaskim nie było, a rodzice nie chcieli wysyłać 13-latki do obcego miasta. Chodziłam w liceum do klasy biologiczno-chemicznej, bo Mama miała nadzieję, że pójdę na medycynę, ale ja już wtedy pragnęłam zajmować się wyłącznie muzyką.

Ważną rolę odegrał na tej drodze mój śp. Tata, Władysław Żarski, który nie był wprawdzie zawodowym muzykiem, ale muzykował od wczesnej młodości. W liceum pedagogicznym, do którego uczęszczał, grał na skrzypcach, w wojsku - na trąbce w orkiestrze wojskowej, a później przez wiele lat działał w harcerstwie, gdzie grał na gitarze i pięknie śpiewał basem. To właśnie Tata uwierzył w moje muzyczne powołanie i poświęcał mi dużo czasu, pilnując podczas ćwiczeń, a poza tym nieustannie mnie dopingował i mobilizował. Pod jego okiem ćwiczyłam małe preludia Bacha. Tata zachorował na białaczkę i zmarł w wieku 45 lat (ja miałam wówczas 15) i w jakimś sensie zostawił mi swój muzyczny testament. Postanowiłam wtedy kontynuować edukację muzyczną, aby go wypełnić. 

W jakim momencie podjęła Pani decyzję, aby zdawać na studia muzyczne?

Moja droga do studiów muzycznych była dość kręta. Ponieważ nie ukończyłam szkoły muzycznej II stopnia, nie mogłam zdawać na dyrygenturę. Trafiłam wówczas na informację dotyczącą muzykologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Co więcej, okazało się, że nie jest to typowa muzykologia - oprócz teorii było na niej dużo zajęć praktycznych: dyrygentura chóralna, kontrapunkt, harmonia, organy, fortepian, kształcenie słuchu itd. Na szczęście, tam nie musiałam mieć dyplomu II stopnia. Była jednak inna przeszkoda: wymagający egzamin z harmonii, trzeba też było umieć rozpisywać bas figuralny... Ten materiał trzeba było znać bardzo dobrze, żeby w ogóle o tych studiach myśleć. Byłam wtedy w maturalnej klasie i dzięki pomocy Mamy nawiązałam kontakt z ks. Jarosławem Kuźmickim, wykładowcą muzyki w Wyższym Seminarium Duchownym w Drohiczynie. Ksiądz pochodził z Bielska Podlaskiego i Rodzice się z nim przyjaźnili, zwłaszcza gdy jeszcze żył Tato, bo obaj pracowali w tej samej szkole. Wyraził zgodę na to, by mnie przygotować do egzaminów i będąc w klasie maturalnej jeździłam raz w tygodniu do Siemiatycz, gdzie odbywałam lekcje harmonii, ćwiczyłam także w domu. Dzięki temu przez rok udało mi się nadrobić cały ten materiał i z powodzeniem zdałam na KUL. Egzamin był rozbudowany: trzeba było zagrać utwór na fortepian, egzaminowano słuch kandydata, ale najważniejsza była harmonia. Studia wspominam z wielką nostalgią. Mieliśmy np. świetny wykład prof. Stanisława Dąbka na temat motetu renesansowego, co mnie bardzo cieszyło, bo to była moja pasja. Z prof. Dąbkiem związana jest także pewna anegdota. Otóż uchodził on za bardzo wymagającego i wszyscy bardzo przeżywali egzaminy końcowe u niego. Tymczasem przed egzaminem z motetu renesansowego profesor podszedł do mnie o oznajmił, że nie będzie mnie egzaminował, bo ja na pewno wszystko wiem (śmiech).

I nie mylił się! 

Działałam w czasie studiów chórze akademickim i dużo podróżowaliśmy, bo chór KUL-owski w latach 90. jeździł po całym świecie. Byliśmy na kilku kontynentach, m. in. w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie. Przy okazji wizyty w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku kupiłam płytę z późnorenesansowymi  madrygałami Gesualdo da Vanosy i Cypriano de Rore - w znakomitych wykonaniach. W tamtych czasach (lata 90.) były w Polsce nie do zdobycia, a ja je pożyczałam prof. Dąbkowi na wykłady, stąd może jego tak dobre mniemanie o mnie (śmiech).

Agnieszka Żarska podczas koncertu, fot. Ars Sonora Studio

Na studiach poznałam mojego męża Wojciecha i pobraliśmy się na czwartym roku. Nasz ślub odbył się w KUL-owskim Kościele Akademickim, a udzielił go nam śp. ks. prof. Józef Ścibor - znawca muzyki średniowiecznej, mój promotor, u którego pisałam pracę magisterską z XIV-wiecznego antyfonarza sióstr norbertanek. Opracowywałam Responsoria brevia pod kątem muzykologiczno-liturgicznym. Na piątym roku studiów urodziłam mojego pierwszego syna Wawrzyńca, który ma obecnie 21 lat, a trzy i pół roku później przyszedł na świat drugi syn - Kajetan. Synowie nie poszli wprawdzie w stronę muzyki, ale bardzo mi pomagają  w przygotowywaniu projektów. Kiedy Wawrzek miał zaledwie osiem miesięcy, zdawałam egzamin magisterski, musiałam też zaliczyć egzamin z dyrygentury chóralnej, który funkcjonował wówczas jako specjalizacja. Prowadził mnie prof. Grzegorz Pecka, kierownik artystycznym chóru KUL. Był to rok 2002 i na tym właśnie egzaminie udało mi się wykonać, myślę, że po raz pierwszy w Polsce, Beatus Vir Claudia Monteverdiego ze zbioru Selva morale e spirituale. Nuty ściągnęłam z Wiednia dzięki pomocy naszego przyjaciela ze studiów, Michała Kucharko. Wykonaliśmy ten utwór oraz fragment Magnificat Vivaldiego z zespołem kameralnym, który składał się ze studentów KUL. To były piękne chwile, które napełniły mnie wielką nadzieją, ale później wcale nie było łatwo realizować swoją pasję, szczególnie, że trzeba się było zastanowić, jak będziemy funkcjonować jako rodzina. To był też okres poszukiwania swojego miejsca. Po dwóch latach spędzonych w Świdwinie w zachodniopomorskim, gdzie zostałam instruktorem muzyki w ośrodku kultury i powołałam do istnienia chór amatorski, żeby móc dalej zajmować się muzyką, przyjechaliśmy do Szczawnicy - w rodzinne rejony mojego męża. Okazało się, że jest tutaj wakat dla organisty. Na początku byłam przerażona, kiedy znalazłam się w małym miasteczku, gdzie nie bardzo było wiadomo, co dalej robić... 

A jednak to małe miasteczko okazało się Pani siłą i przeznaczeniem. Pani koncerty kojarzą mi się właśnie z niezwykłymi wnętrzami: zabytkowe kościoły, dworek w Szczawnicy. Teraz to do Pani się jeździ!

Rzeczywiście, kiedy tu przyjechaliśmy Szczawnica dostała swoją szansę. W 2005 roku przyjechali do tego miasta wychowani we Francji potomkowie przedwojennego właściciela, hrabiego Adama Stadnickiego, moi rówieśnicy. Odzyskali znacjonalizowaną po wojnie część uzdrowiskową i mieli ideę, aby przywrócić obiektom dawną świetność. Chcieli uczynić z tego uzdrowisko na wzór zachodnich badów, co oznaczało również działalność kulturalną. Wiedząc o tym wszystkim i poszukując pracy, postanowiłam umówić się na rozmowę, podczas której zaproponowałam, że mogę zająć się koordynacją projektów kulturalnych. Stworzyłam dla nich rodzaj planu swoich zamierzeń na tym polu. Niezależnie od tego zaczęłam się spotykać z ludźmi ze Szczawnicy, zainteresowanymi śpiewaniem. W 2006 roku odwiedziła mnie redaktorka lokalnej gazety, Alicja Lelito, która dowiedziawszy się, że jestem po muzykologii (w małych miejscowościach wieści roznoszą się szybko), zapragnęła kontynuować śpiew chóralny wraz z grupą zainteresowanych osób. Przystałam na to z ochotą i zaczęliśmy przygotowywać pieśni do liturgii ze śpiewnika dominikańskiego. I kiedy po roku stwierdziłam, że zapał rośnie, a zespół się powiększył o tenory i basy, zaczęliśmy intensywnie pracować nad emisją głosu. Po roku przyniosłam motet Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego Ave Maria i pamiętam, że ta czterogłosowa polifonia bardzo wszystkich zapaliła do pracy. 

Próba Baroque Collegium 1685, fot. Hieronim Makita 

Czy ci właśnie śpiewany stanowią zaczyn założonego przez Panią Baroque Collegium 1685?

Tak, to jest ten zaczyn. Myśmy się nazywali Szczawnickim Chórem Kameralnym i do dziś funkcjonuje pod tą nazwą stowarzyszenie, które jest organizatorem międzynarodowych wydarzeń powołanych przeze mnie: Baroque Collegium i Barokowych Eksploracji

Równolegle zaczęłam pracować u Rodziny Mańkowskich, którzy intensywnie ruszyli z rewitalizacją uzdrowiska - otworzyli pijalnię wód i galerię wystaw artystycznych. Zajmowałam się koordynacją bardzo wielu różnych wydarzeń kulturalnych, a kiedy powstał Dworek Gościnny, teatr i Centrum Konferencyjne - również organizacją koncertów. Do dziś (dzięki uprzejmości właścicieli) mogę realizować swoje projekty w Dworku Gościnnym. Wiele koncertów zostało nagranych w pięknym wnętrzu foyer.

A jak zrodziła się fascynacja barokiem?

Jeśli chodzi o zainteresowanie polifonią wokalną, to równolegle z edukacją muzyczną śpiewałam w scholi parafialnej, gdzie przygotowywaliśmy ambitny repertuar: psalmy Mikołaja Gomółki. Działałam także w oazie, gdzie byłam animatorem muzycznym, dzięki czemu trafiłam na rekolekcje dla animatorów muzycznych do Łukowa, gdzie jako nastolatka zupełnie już świadomie zetknęłam się z nagraniem jednej z mszy Antonia Lottiego, czyli polifonii barokowej rytu klasycznego. Wtedy właśnie doznałam iluminacji - zachwyciłam mnie ta polifonia wokalna i tak zrodziło się moje pragnienie, aby tworzyć taka właśnie muzykę. Po latach, zaczynając pracę z orkiestrą barokową, najpierw współpracowałam ze ... Słowakami z Bratysławy - Peter Zajicek (świetny skrzypek, kierownik artystyczny zespołu) i Musica Aeterna Bratislava. Oni pierwsi przystali na mój szalony pomysł! Peterowi podobała się nasza płyta, a także nasz pierwszy wspólny projekt. Współpraca trwała z przerwami około sześć lat. 

Zauważyłam pewną prawidłowość, że zespoły wykonujące muzykę dawną mają charakter stały - Nikolaus Harnoncourt i Concentus Musicus Wien, Phillippe Herreweghe i Collegium Vocale Gent czy Givionni Antonini i Il Giardino Armonico mają ten sam zasadniczy trzon wykonawców, co pozwala w dłuższej perspektywie osiągnąć duży stopień porozumienia, czego rezultatem są znakomite koncerty i nagrania. Pani zespół jest wprawdzie młodszy stażem, ale dostrzegam tę samą tendencję. Czy mam rację?

Rzeczywiście, tak jest również z nami. Jeżeli chodzi o zespół wokalny Baroque Collegium, to z jego trzonem, ze śpiewakami ze Szczawnicy, mamy próby dwa razy w tygodniu, dzięki czemu wypracowujemy ten rodzaj brzmienia, o który mi chodzi. Jest czas na  pracę nad frazowaniem, artykulacją i dykcją - to takie swoiste wokalne laboratorium. Gdy pojawiają się w projekcie profesjonalni śpiewacy, są wybrani przeze mnie pod takim kątem, aby ich głosy współgrały z całością. Zazwyczaj są to artyści sprawdzeni z poprzednich projektach, z którymi mamy stałą współpracę. Taka systematyczna praca pozwala mi poznać dogłębnie strukturę skomplikowanej  bachowskiej polifonii, co jest bardzo ważne, gdyż potem mamy ekstremalnie mało prób z orkiestrą, więc muszę mieć wszystko gruntownie przemyślane.  Bez tego nie udałoby się nam osiągnąć w tak krótkim czasie zamierzonych efektów, a już prawdziwym wyzwaniem są ostatnie produkcje oratoryjne, nagrywane, a nawet transmitowane na żywo. Dyrygent musi też być dobrym psychologiem, który w lot oceni, z jakim muzykiem ma do czynienia. 

Pojawiają się jednak w Pani projektach tacy wybitni wykonawcy jak Peter Kooij - prawdziwy mistrz wykonawstwa muzyki dawnej. Dotyczy to w równym stopniu także innych wybitnych muzyków. Jak to wpływa na Pani wizję brzmienia zespołu i na samych muzyków?

To jest fantastyczna synergia!  Przy najważniejszych projektach grają zawsze ci sami muzycy, np. w sekcji  basso continuo gra Marek Stryncl, który sam jest znakomitym dyrygentem, kompozytorem, wirtuozem wiolonczeli i założycielem jednej z najstarszych inicjatyw HIP w Czechach - Musica Florea. Bardzo lubię ten moment, kiedy staję przed takim zespołem, w którego składzie znajdują  rozmaici wirtuozi, muzycy znakomici i doświadczeni, bo wtedy następuje twórcza wymiana. Z jednej strony oni respektują moją rolę, bardzo dobrze współdziałamy, z drugiej - wzajemnie inspirujemy. Praca projektowa daje mi bardzo wiele rozmaitych doświadczeń. 

Podczas koncertu, po prawej: Peter Kooij, fot.  Hieronim Makita 

Oczywiście, współpraca z Peterem Kooij jest czymś absolutnie wyjątkowym, zawsze się od niego czegoś uczę. Już trzykrotnie prowadził u nas wokalne klasy mistrzowskie, w których i ja uczestniczyłam. To człowiek mający wielką charyzmę, a przy tym jako nauczyciel ma w sobie wiele spokoju, serdeczności, osiągając zarazem znakomite efekty. Zdradza nam też rozmaite "sposoby na Bacha", którego muzyka nie jest łatwa do wykonania. Nasz pierwszy wspólny projekt został zrealizowany w 2018 roku, w ramach  Festiwalu Barokowe Eksploracje w Dworku Gościnnym, a później narodził się pomysł kursów mistrzowskich, które organizujemy od 2019 roku i do których od 2020 roku udało mi się zaangażować także znakomitą sopranistkę Olgę Pasiecznik. Nawiązałam ponadto kontakt  z Andreasem Schollem,  który być może przyjedzie do nas we wrześniu, aby poprowadzić klasę mistrzowską w ramach tegorocznej edycji kursów. Najtrudniejszą sprawą jest dla mnie pozyskiwanie środków na projekty, ale staram się jak mogę i ostatecznie jakoś się to udaje. Na duchu podtrzymują mnie jednak relacje z muzykami, często wybitnymi, którzy deklarują, że zawsze chętnie przyjadą do Szczawnicy. 

Skoro tak, to widocznie odpowiada im współpraca z Panią. Interesuje mnie Pani styl pracy, który skutkuje takimi wspaniałymi efektami. Jak dobiera Pni repertuar, jak nad nim pracuje? Jak wyglądała na przykład praca nad oratorium Saul  Haendla?

Trudno mi precyzyjnie określić, jak się odbywa wybór... Nie jestem w sytuacji kogoś, kto dysponuje budżetem i planuje. Wiele utworów krąży wokół mnie od lat i kiedy pojawia się szansa, aby je zrealizować, zaczynam działać. Od wielu lat marzyłam o tym, aby wykonać Oratorium na Boże Narodzenie Jana Sebastiana Bacha i teraz pojawiła się okazja, aby to zrealizować, ponieważ otrzymaliśmy 3-letni grant ministra, dzięki czemu możemy wykonać utwór w sezonie zimowym. 

Saul jest najbardziej dramatycznym oratorium Georga Friedricha Haendla i to mnie najbardziej w tym utworze zafascynowało. Bardzo żywa, dynamiczna akcja, krótkie recytatywy i zwięzłe, wspaniale napisane arie oraz wyraziste postaci. Rolę tytułową znakomicie wykreował Peter Kooij, który dla Saula po blisko 30 latach  zdecydował się na powrót do repertuaru haendlowskiego.  Z pewnością zachwyciło mnie także bogactwo instrumentarium oraz rola chóru, która jest tu szczególnie interesująca, bo przypisano mu wiele fukcji: bierze udział w akcji, komentuje, moralizuje...  A poza tym bardzo mi się podoba sama tematyka - odwieczna walka dobra ze złem (ów paradoks zwycięstwa Dawida nad Goliatem). Jestem Handlem niezmiennie zachwycona, zwłaszcza gdy studiuję partyturę. Poza tym lubię wyzwania, więc wybrałam oratorium, które wymaga dużego składu instrumentów. Najpierw przygotowywaliśmy fragmenty oratorium, koncerty-składanki i tak "oswajaliśmy" monumentalnego Saula. Tłumaczenia libretta w języku polskim nie było, więc opracowywałyśmy je ze znajomą anglistką, żeby nie tylko uchwycić sens staroangielskiego, ale też oddać jego muzyczność, gdyż librecista Charles Jennens sięgnął też po XVII-wieczny poemat Cowleya „Davideis”. Kantaty Bacha także tłumaczyłam sama, bo dopiero widząc tekst i muzykę można oddać ich głęboki sens. Tekst nie może brzmieć łagodnie, skoro w harmonii czuć dramatyzm. To także zasadniczy i bardzo ciekawy etap mojej pracy nad utworem. 

Najbliższe plany?

Właśnie rozmawiałam z Peterem Kooij o wykonaniu Magnificat J. S. Bacha i Magnificat in C Georga Philippa Telemanna, który chyba nie był dotąd w Polsce wykonywany. Planów mam dużo i obejmują one także polski barok, ale tego na razie zdradzić nie mogę. 

Życzę więc, aby marzenia się spełniły i dziękuję za rozmowę.

poniedziałek, 13 marca 2023

NFM I 58. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans I Matka Natura I 7–17 września 2023 r.

Serdecznie zapraszamy na 58. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego, który jest jednym z najważniejszych wydarzeń związanych z muzyką klasyczną w Europie. Tytuł tegorocznej edycji – Matka Natura – został zainspirowany "Porami roku" Josepha Haydna. Podczas festiwalu przyjrzymy się, jak od zarania czasu ludzie rozumieją naturę, odnoszą się do niej i jak postrzegają swoje związki z nią. 


Przeplatać się będzie zatem i perspektywa ludzka, i kosmiczna. Poszukamy ich korzeni, zanurzając się w muzyce barokowej, a także ludowej. Pojawią się również pytania o stworzenie świata i o miejsce, jakie zajmuje w nim człowiek, czego zwieńczeniem będzie finał festiwalu, podczas którego wysłuchamy opowieści o żywiołach. W każdym koncercie znajdzie się odniesienie do tego motywu, istniejącego w twórczości nie tylko dawnych kompozytorów, ale i współczesnych. Nie zabraknie przy tym tematu macierzyństwa i jego kulturowych powiązań z naturą – zarówno w kontekście biblijnym, jak i antropologicznym. Matka Natura skłania do zadawania sobie pytań, a zarazem czerpania radości płynącej z muzyki.

W ostatnich latach na Wratislavii Cantans gościli m.in. sir John Eliot Gardiner, Zubin Mehta wraz z Israel Philharmonic Orchestra, Philippe Herreweghe, Giovanni Antonini, Paul McCreesh, Julia Lezhneva, Philippe Jaroussky, Jordi Savall oraz takie zespoły jak: Collegium Vocale Gent, Akademie für Alte Musik Berlin, Gabrieli Consort & Players, Il Giardino Armonico czy English Baroque Soloists.

W tym roku wystąpią: Christoph Eschenbach, Andreas Scholl, Tõnu Kaljuste z Estonian Philharmonic Chamber Choir, Wayne Marshall, Alicia Amo i Musica Boscareccia, Accademia del Piacere, Giovanni Antonini z Il Giardino Armonico, European Union Baroque Orchestra, Iwona Hossa, a także zespoły NFM: NFM Filharmonia Wrocławska, Wrocławska Orkiestra Barokowa, Chór NFM, Chór Chłopięcy NFM i Chór Dziewczęcy NFM.

Założona w 1966 roku przez Andrzeja Markowskiego jako festiwal oratoryjno-kantatowy, Wratislavia Cantans do dziś skupia się przede wszystkim na prezentowaniu piękna ludzkiego głosu. Realizowana przez Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu, jest synonimem najwyższej jakości artystycznej i organizacyjnej. Koncerty gwiazd muzyki poważnej co roku przyciągają tysiące melomanów do znakomitych akustycznie sal NFM oraz zabytkowych wnętrz Wrocławia i kilkunastu miast Dolnego Śląska.

Program 58. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans 

im. Andrzeja Markowskiego  

Matka Natura

7–17 września 2023 r. 

Wrocław i Dolny Śląsk 

Andrzej Kosendiak – dyrektor generalny 

Giovanni Antonini – dyrektor artystyczny  


7.09.2023, czwartek, godz. 19.30

Wrocław, NFM, Sala Główna

Kosmogonia


Wykonawcy:

Christoph Eschenbach – dyrygent

Iwona Hossa – sopran

Tadeusz Szlenkier – tenor

Jerzy Butryn – bas

Polski Narodowy Chór Młodzieżowy

Agnieszka Franków-Żelazny – kierownictwo artystyczne Polskiego Narodowego Chóru Młodzieżowego

NFM Filharmonia Wrocławska 

Program:

Tan Dun Passacaglia: Secret of Winds and Birds 

Krzysztof Penderecki Kosmogonia 

***

Ludwig van Beethoven VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna”

Bilety: 

VIP 220 zł, I strefa N 165 zł / U 150 zł, II strefa N 135 zł / U 120 zł, III strefa N 95 zł / U 80 zł

Przedsprzedaż: I strefa N 150 zł / U 135 zł, II strefa N 120 zł / R 105 zł



8.09.2023, piątek, godz. 19.00

Wrocław, Aula Leopoldina

Szaleństwa miłości


Wykonawcy:

Fahmi Alqhai – viola da gamba, kierownictwo artystyczne

Quiteria Muñoz – sopran

Accademia del Piacere:

Rami Alqhai – viola da gamba

Johanna Rose – viola da gamba

Miguel Rincón – gitara barokowa

Javier Núñez – klawesyn 

Agustín Diassera – perkusja 


Program:

Mateo Flecha Glosado sobre el tenor de La Spagna; Fantasía y glosado sobre extractos de la Negrina

Improvisación sobre el Fandango y la Guaracha

Henry de Bailly Yo soy la locura

Anonim Xácaras y Folías

Andrea Falconieri Passacalle & Ciacona a tre

José Marín Niñas como en tus mudanzas

Fahmi Alqhai Improvisación sobre la Pasacalle; Glosado sobre Guárdame las Vacas

Luis de Briceño Ay Amor loco

Gaspar Sanz, Fahmi Alqhai Marionas; Canarios


Współorganizacja: Centro Nacional de Difusión Musical, Madryt 

Bilety: 

VIP 120 zł, N 95 zł / U 80 zł

Przedsprzedaż: N 80 zł / U 65 zł


9.09.2023, sobota, godz. 19.00

Wrocław, NFM, Sala Główna 

Pory roku


Wykonawcy:

Giovanni Antonini – conductor

Il Giardino Armonico

Anett Fritsch – sopran

Maximilian Schmitt – tenor

Florian Boesch – bas

Chór NFM

Lionel Sow – kierownictwo artystyczne Chóru NFM


Program:

Joseph Haydn Pory roku – oratorium Hob. XXI:3 


Bilety:

VIP 130 zł, I strefa N 100 zł / U 85 zł, II strefa N 85 zł / U 70 zł, III strefa N 70 zł / U 55 zł

Przedsprzedaż: I strefa N 85 zł / U 70 zł, II strefa 70 zł / U 55 zł


10.09.2023, niedziela, godz. 12.30 

Wrocław, Oratorium Marianum

Mater Dei


Wykonawcy:

Alicia Amo – sopran

Musica Boscareccia:

Andoni Mercero, Alexis Aguado – skrzypce

Kepa Artetxe – altówka 

Mercedes Ruiz – wiolonczela 

Xisco Aguiló – violone

Juan Carlos de Mulder – teorba 

Carlos García-Bernalt – klawesyn, pozytyw organowy


Program:

Francisco Corselli Ave Regina a-moll na sopran, smyczki i b.c. (rekonstrukcja A. Mercero; prawykonanie w czasach współczesnych)

Sebastián de Albero Fuga d-moll i Sonata d-moll na klawesyn (oprac. na smyczki i b.c. A. Mercero)

Giovanni Battista Pergolesi Salve Regina e-moll na sopran, smyczki i b.c.

***

Antonio Soler Sonata klawesynowa d-moll nr 117 (oprac. na smyczki i b.c. A. Mercero)

José de Nebra Salve Regina g-moll na sopran, dwoje skrzypiec i b.c. (oprac. B. García-Bernalt)

Francisco Corselli Concertino a cuatro na smyczki i b.c.; Regina coeli g-moll na sopran i smyczki i b.c. (oprac. A. Mercero)

Współorganizacja: Centro Nacional de Difusión Musical, Madryt 

Bilety:

VIP 85 zł, N 65 zł / U 55 zł

Przedsprzedaż: N 50 zł / U 40 zł


10.09.2023, niedziela, godz. 19.00 

Wrocław, kolegiata Świętego Krzyża i św. Bartłomieja

Anielskie głosy


Wykonawcy:

Enrico Onofri – dyrygent

Chór Dziewczęcy NFM

Małgorzata Podzielny – kierownictwo artystyczne Chóru Chłopięcego NFM

European Union Baroque Orchestra


Program:

Antonio Vivaldi

Koncert d-moll na smyczki „Madrigalesco” RV 129

Magnificat g-moll RV 611

Beatus vir RV 598 

Koncert d-moll na smyczki RV 127 

Gloria RV 589 


Bilety: 

VIP 85 zł, N 65 zł / U 55 zł

Przedsprzedaż: N 50 zł / U 40 zł


14.09.2023, czwartek, godz. 19.00 

Wrocław, Synagoga pod Białym Bocianem

Pory dnia


Wykonawcy:

Marcin Świątkiewicz – dyrygent, klawesyn

Silvia Frigato – sopran

Nora Steuerwald – alt

Jan Petryka – tenor

Matthias Lutze – bas

Justin Bland – trąbka 

Julia Karpeta - viola da gamba

Kamila Marcinkowska-Prasad – fagot

Anna Besson, Marta Gawlas – flety traverso

Arte dei Suonatori


Program:

Georg Philipp Telemann 

Koncert D-dur na trąbkę: TWV 51:D7 Adagio

Die Tageszeiten TWV 20:39: Der Morgen 

II Fantazja D-dur na violę da gamba TWV 40:27: Vivace 

Ouverture-Suite D-dur na violę da gamba, smyczki i b.c. TWV 55:D6: Sarabande 

Die Tageszeiten TWV 20:39: Der Mittag  

***

Koncert a-moll na dwa flety traverso, fagot, smyczki i b.c. TWV 53:a1: Lentement, (Vivement), Lour, (Vivevement) 

Die Tageszeiten TWV 20:39: Der Abend 

Sonata f-moll na fagot i b.c. TWV 41:f1: Triste, Allegro 

Die Tageszeiten TWV 20:39: Die Nacht 


Bilety:

VIP 120 zł, N 95 zł / U 80 zł

Przedsprzedaż: N 80 zł / U 65 zł



15.09.2023, piątek, godz. 19.00

Wrocław, NFM, Sala Czerwona

Pieśni Natury 


Wykonawcy:

Tõnu Kaljuste – dyrygent

Estonian Philharmonic Chamber Choir


Program:

Cyrillus Kreek Unes nägin; Mis sa sirised, sirtsukene?; Kuula valgusest imelist juttu; Hällilaul; Nõmmelill; Laulja; Sirisege, sirbikesed; Undsel ilmal lätsi ma; Talvine õhtu; Jaan läheb jaanitulele; Meie err; Maga, maga, Matsikene

***

Veljo Tormis Eesti kalendrilaulud


Bilety: 

VIP 120 zł, N 95 zł / U 80 zł

Przedsprzedaż: N 80 zł / U 65 zł


16.09.2023, sobota, godz. 15.00

Wrocław, NFM, Sala Główna 

Organ-ic


Wykonawca:

Wayne Marshall – organy


Program:

Wayne Marshall Improvised Intrada

Jean Roger-Ducasse Pastorale

Charles-Marie Widor V Symfonia organowa op. 42 nr 1

***

Olivier Messiaen Messe de la Pentecôte: IV. Communion: Les oiseaux et les sources; V. Sortie: Le vent de l'Esprit

Wayne Marshall Improvised Symphony: The Seasons


Bilety:

VIP 85 zł, I strefa N 70 zł / U 60 zł, II strefa N 65 zł / U 55 zł, III strefa N 60 zł / U 50 zł

Przedsprzedaż: I strefa: 55 zł / R 45 zł, II strefa N 50 zł / U 40 zł


16.09.2023, sobota, godz. 19.00

Wrocław, kolegiata Świętego Krzyża i św. Bartłomieja 

Stabat Mater


Wykonawcy:

Giovanni Antonini – dyrygent

Il Giardino Armonico 

Alicia Amo – sopran

Carlo Vistoli – kontratenor

Chór Chłopięcy NFM

Małgorzata Podzielny – kierownictwo artystyczne Chóru Chłopięcego NFM

Program:

Magister Perotinus Alleluia Nativitas

Guillaume de Machaut Inviolata genitrix – motet nr 23

Arvo Pärt Da pacem Domine

Guillaume de Machaut Hoquetus David

Tarquinio Merula Hor ch'è tempo di dormire – Canzonetta spirituale sopra alla nanna

Joseph Haydn Il terremoto z utworu Siedem ostatnich słów Chrystusa na krzyżu Hob. XX:1

Antonio Vivaldi Sonata Es-dur  RV 130 „Al Santo Sepolcro”

Giovanni Battista Pergolesi Stabat Mater   

Bilety:

VIP 120 zł, N 95 zł / U 80 zł

Przedsprzedaż: N 80 zł / U 65 zł


17.09.2023, niedziela, godz. 19.00

Wrocław, NFM, Sala Główna

Żywioły


Wykonawcy:

Andrzej Kosendiak – dyrygent

Chen Reiss – sopran 

Andreas Scholl – kontratenor

Thomas Cooley – tenor 

Johannes Weisser – bas 

Chór NFM

Lionel Sow – kierownictwo artystyczne Chóru NFM

Wrocławska Orkiestra Barokowa

Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne Wrocławskiej Orkiestry Barokowej

Program:

Jean-Féry Rebel Les élémens: Le cahos

Johann Sebastian Bach Zerreißet, zersprenget, zertrümmert die Gruft – kantata BWV 205

***

Jean-Féry Rebel Les élémens: Loure I: La terre et l'eau; Chaconne: Le feu

Johann Sebastian Bach Schleicht, spielende Wellen – kantata BWV 206


Bilety:

VIP 130 zł, I strefa N 100 zł / U 85 zł, II strefa N 85 zł / U 70 zł, III strefa N 70 zł / U 55 zł

Przedsprzedaż: I strefa N 85 zł / U 70 zł, II strefa 70 zł / U 55 zł

Bilety będą dostępne w przedsprzedaży online oraz w Kasie NFM od 15 marca 2023 r. od godz. 11.00.

informacja prasowa

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty