Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Kazimierz kutz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Kazimierz kutz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lutego 2019

Paciorki śląskiego różańca | Filmy Kazimierza Kutza w kinie Iluzjon

Kazimierz Kutz – jeden z najważniejszych polskich reżyserów, wizjoner kina, działacz społeczny. Twórca wybitny, którego styl filmowy stale ewoluował. 16 lutego 2019 roku Kazimierz Kutz obchodziłby 90. urodziny.


Kazimierz Kutz

W lutym w kinie Iluzjon wspominamy najważniejsze dzieła tego wybitnego reżysera, zarówno filmowe jak i Teatru Telewizji. Zaczniemy od kryminału Ktokolwiek wie…, prawdopodobnie najbardziej niedocenionego dzieła reżysera. Nikt nie potrafi opowiadać o Śląsku z taką miłością, nostalgią i znawstwem jak Kazimierz Kutz, dlatego podczas przeglądu w kinie Iluzjon nie zabraknie Śląskiej trylogii, czyli filmów: Sól ziemi czarnej, Perła w koronie i Paciorki jednego różańca. Pokażemy również debiut reżysera – Krzyż walecznych, będący adaptacją trzech opowiadań Józefa Hena, konfrontujących ze sobą ostatnie dni wojny i nastające dni pokoju.


Kazimierz Kutz reżyserował również spektakle Teatru Telewizji. Z bogatego dorobku twórcy wybraliśmy trzy pozycje: Do piachu…, Kolację na cztery ręce oraz Opowieści Holywoodu. Niewiele polskich sztuk współczesnych wywołało taką dyskusję jak Do piachu… Tadeusza Różewicza i jej telewizyjna realizacja w reżyserii Kazimierza Kutza. „Trzeba wtykać palec w bolące miejsca” – mówił reżyser. Kolacja na cztery ręce opowiadająca o wspólnym posiłku Bacha i Haendla, znalazła się w Złotej Setce Teatru Telewizji.

Wszystkim projekcjom będzie towarzyszyć prelekcja kuratora cyklu, Tomasza Kolankiewicza. Pełny program przeglądu, wraz z datami i godzinami seansów, znajduje się tutaj.


Olgierd Łukaszewicz w Paciorkach jednego różańca

Głównym punktem przeglądu będzie uroczyste spotkanie ze współpracownikami reżysera: aktorami Olgierdem Łukaszewiczem i Janem Englertem oraz jego biografką, Elżbietą Baniewicz. W trakcie spotkania przypomnimy najważniejsze filmy Kazimierza Kutza, nie zabraknie anegdot i wspomnień. Po spotkaniu, które poprowadzi Tomasz Kolankiewicz, odbędzie się projekcja odnowionego cyfrowo filmu Nikt nie woła z 1960 roku – jednego z arcydzieł reżysera. Spotkanie odbędzie się 16 lutego o godz. 20:00.

Dramat psychologiczny Nikt nie woła rozgrywa się krótko po zakończeniu II wojny światowej. Młody chłopak przyjeżdża wraz z przesiedleńcami na tzw. Ziemie Odzyskane. W małym miasteczku poznaje dziewczynę, w której zakochuje się z wzajemnością. Konspiracyjna przeszłość, przed którą próbował uciec, nie daje jednak o sobie zapomnieć i zmusza bohatera do opuszczenia nowego domu. Jeden z najpiękniejszych plastycznie obrazów polskiej kinematografii, który został zrealizowany na podstawie opowiadania Józefa Hena. Poetycka i minimalistyczna forma filmu, współgrająca z nielinearnie prowadzoną narracją, plasuje go w kręgu największych osiągnięć estetyki nowofalowej.

Adres: ul. Narbutta 50A

informacja prasowa

czwartek, 14 lutego 2019

"Kazimierz Kutz. Życie między kadrami" - wystawa w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu

Kazimierz Kutz to niewątpliwie jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów filmowych, teatralnych i telewizyjnych, scenarzysta, publicysta i pisarz, związany i nieodłącznie kojarzony ze Śląskiem. Zmarły 18 grudnia 2018 roku reżyser obchodzić miał w 2019 roku swoje 90. urodziny. Muzeum Górnośląskie podsumowującą jego dorobek.


Kazimierz Kutz podczas kręcenia Paciorków jednego różańca
Wystawa podsumowuje jego bogaty dorobek filmowy. Kreśli obraz Mistrza na różnych etapach jego kariery, począwszy od współpracy z Andrzejem Wajdą i Jerzym Kawalerowiczem, przez filmy określane mianem śląskiej trylogii, po produkcje powstałe w późnych latach 90. W uznaniu dokonań, w grudniu 2018 roku, otrzymał tytuł doktora honoris causa swojej Alma Mater – Szkoły Filmowej w Łodzi. Na wystawie przedstawione zostaną unikatowe fotografie, dokumentujące pracę reżysera na kilkunastu planach filmowych. Bohaterem zdjęć jest właśnie on – sam Kazimierz Kutz. Ekspozycję dopełnią fragmenty wywiadu rzeki z Mistrzem, filmu „I blisko i daleko” (2018) w reżyserii Wojciecha Sarnowicza.


Doskonałym uzupełnieniem wystawy „Kazimierz Kutz. Życie między kadrami” będzie wizyta w Kinie Kosmos w Katowicach. Muzeum Górnośląskie poleca „Rok z Kazimierzem Kutzem” – pełną retrospektywę filmów reżysera, którym towarzyszyć będą spotkania, prelekcje filmoznawców oraz pokazy filmów dokumentalnych prezentujących sylwetkę reżysera.

Pełny program znajdziecie TUTAJ.

czas trwania: 14 lutego–28 kwietnia 2019
miejsce: pl. J. III Sobieskiego 2
kurator: dr Joanna Lusek



wtorek, 5 lutego 2019

Wspomnienie Kazimierza Kutza w TVP Kultura w 90. rocznicę urodzin

W ramach przypadającej 16 lutego 90. rocznicy urodzin Kazimierza Kutza, wybitnego reżysera, scenarzysty i pisarza, TVP Kultura przypomni poświęcony artyście dokument „I blisko i daleko”, wybrane filmy, spektakl Teatru Telewizji „Opowieści Hollywoodu” oraz zarejestrowany w 2014 roku program „Niedziela  z… Kazimierzem Kutzem”.


Kazimierz Kutz, zdjęcie zostało zrobione podczas mojej rozmowy z reżyserem w Kinie Nowe Horyzonty,
nie wiem, kto jest autorem.
Odejście Kazimierza Kutza – twórcy zmuszającego do myślenia, człowieka odważnego i niepokornego – było bolesnym ciosem dla polskiej kultury w 2018 roku. Dzięki jego kilkudziesięcioletniej pracy i zaangażowaniu, obraz Śląska oraz górniczego etosu trafił do szerokiej publiczności, uwrażliwiając ją na ludzką krzywdę i niewidoczny na co dzień wymiar poświęcenia prostego człowieka. Dzieła przedstawiające XX-wieczną historię Polski ze śląskiej perspektywy, takie jak „Sól ziemi czarnej”, „Perła w koronie”, „Paciorki jednego różańca” czy „Śmierć jak kromka chleba”, trafiły do kanonu polskiej kinematografii.

W sobotę 16 lutego widzowie TVP Kultura będą mogli obejrzeć powstały na krótko przed śmiercią Kazimierza Kutza, pełen osobistych wspomnień, dokumentalny portret artysty „I blisko i daleko” (godz. 14:35).

– Film powstał na podstawie moich trzech filmów o wielkim reżyserze i człowieku, którego miałem zaszczyt znać. Kazimierz Kutz oglądał go i po obejrzeniu, gdy był już schorowany, podarował mi swój portret ze słowami: panie Wojciechu ostatnia łza będzie dla pana - powiedział w jednym z wywiadów reżyser dokumentu Wojciech Sarnowicz.

W 2014 roku Kazimierz Kutz był gościem TVP Kultura w programie „Niedziela z…”, w którym obok niego udział wzięli m.in. wybitni aktorzy grający w filmach i spektaklach teatralnych reżysera: Janusz Gajos („Opowieści Hollywoodu”), Marek Kondrat („Pułkownik Kwiatkowski”) i Zbigniew Zamachowski („Zawrócony”). 17 lutego TVP Kultura przypomni zarejestrowaną wtedy rozmowę z bohaterem i gośćmi w studiu (godz. 17:15), a zaraz po niej komediodramat historyczny „Pułkownik Kwiatkowski” z 1995 roku (godz. 18:15) oraz drugą część śląskiej epopei „Perła w koronie” z 1971 roku (godz. 20:30).

Kazimierz Kutz był reżyserem ponad 20 filmów fabularnych, ale również wielu spektakli telewizyjnych. We wtorek, 19 lutego TVP Kultura przypomni należące do „Złotej Setki Teatru Telewizji” przedstawienie „Opowieści Hollywoodu” (godz. 20:20). Sztuka Christophera Hamptona to portret niemieckiej emigracji artystycznej w USA w czasie II wojny światowej, ale również pełne gorzkich konkluzji studium konfliktu między europejską i amerykańską kulturą oraz próba określenia się autora wobec świata. Premiera spektaklu stała się w 1987 roku głośnym, żywo komentowanym wydarzeniem kulturalnym, również dzięki znakomitym kreacjom m.in. Janusza Gajosa, Henryka Bisty i Jerzego Bińczyckiego.

„I blisko i daleko”, film dokumentalny (2018), 16 lutego, godz. 14:35

„Niedziela z… Kazimierzem Kutzem”, magazyn (2014), 17 lutego, godz. 17:15

„Pułkownik Kwiatkowski”, film fabularny (1995), 17 lutego, godz. 18:15

„Perła w koronie”, film fabularny (1971), 17 lutego, godz. 20:30


„Opowieści Hollywoodu”, spektakl Teatru Telewizji (1987), 19 lutego, godz. 20:20

informacja prasowa

niedziela, 20 grudnia 2020

Kilar w bliskim planie. Rozmowy o kompozytorze /recenzja książki/

Z końcem października 2020 roku ukazała się w Polskim Wydawnictwie Muzycznym książka Violetty Rotter-Kozery "Kilar. W bliskim planie". Wśród dziesięciu rozmówców znajdują się nazwiska znane, jak Kazimierz Kutz, Sławomir Idziak, Roman Polański czy Krzysztof Zanussi, jak też mniej znane: Peter Jabłonski, ks. Jerzy Szymik czy Marek Woś. Czy wnoszą coś nowego do znanych z publikacji portretów kompozytora?


Rozmowy o Wojciechu Kilarze nie są bynajmniej pierwszą książką poświęconą kompozytorowi. Pięć lat temu ukazała się kompletna biografia Marii Wilczek-Krupy pod nieco wydumanym (zapewne dla względów komercyjnych) tytułem "Wojciech Kilar. Geniusz o dwóch twarzach". O wiele bardziej podobała mi się inna biografia autora "Krzesanego" pióra Barbary Gruszki-Zych: "Takie piękne życie", napisana nie tylko z większym talentem, ale i wrażliwością. Obecnie, dzięki Polskiemu Wydawnictwu Muzycznemu, otrzymujemy słowem malowane portrety Wojciecha Kilara, wyłaniające się z rozmów z jego znajomymi i współpracownikami. Jak pisze we wstępie autorka, Violetta Rotter-Kozera:

"Historia powstania tej książki jest nierozerwalnie związana z realizacją filmu dokumentalnego Wojciech Kilar. Między awangardą a Hollywood. (...) jest pełnym zapisem przeprowadzonych przeze mnie wywiadów i w tym sensie uzupełnia film".

Wśród dziesięciu rozmówców znajdują się zarówno nazwiska znane: Roman Polański, Antoni Wit, Kazimierz Kutz, Sławomir Idziak czy Krzysztof Zanussi, a także mniej znane, jak pianista polskiego pochodzenia Peter Jabłonski, teolog i poeta ks. Jerzy Szymik czy dyrygent i skrzypek Marek Woś.

Wyznam, że sięgnęłam po tę niedużą książkę z wielką ciekawością. Wyobrażałam sobie, że taki portret polifoniczny ukaże Wojciecha Kilara w relacjach, z nowej perspektywy. Przeżyłam jednak rozczarowanie. Po pierwsze dlatego, że  Violetta Rotter-Kozera nie potrafi rozmawiać i albo zadaje banalne pytania, a czasami w ogóle nie są to pytania, lecz stwierdzenia, albo w ogóle nie potrafi być partnerem w rozmowie i tylko pasywnie notuje. Aby nie być gołosłowną podam przykłady. W rozmowie z Romanem Polańskim zadaje pytania od Sasa do Lasa i nie widać w nich jakiegoś zamysłu. Zaczyna rozmowę od roli Papkina w "Zemście" (sic!) A. Wajdy, potem pada pytanie o Komedę, jest też wątek Gomułki rzucającego popielniczką w ekran, aby wreszcie dotrzeć do tematu znajomości z Kilarem od czasów studenckich. Po czym sama o nich opowiada, zadając na końcu krótkie i bezradne: "Dlaczego?" (...Polański zamówił muzykę u kompozytora po trzydziestu latach). Na koniec autorka pyta Polańskiego o "Pianistę", stwierdzając z niejakim wyrzutem: "Niewiele tam miejsca na muzykę". "No niewiele, ale to kwestia jakości, a nie ilości" - odpowiada przytomnie reżyser...

Z kolei Kazimierz Kutz prawie zupełnie nie dopuszcza pani Violetty do głosu, więc jak sądzę, pytania dopisała post factum. Brzmią one np. tak: "W jakich okolicznościach miało miejsce panów spotkanie?", "Jak w praktyce wyglądała panów współpraca?". No, szkółka! Szczęśliwie Kutz jest (był) gawędziarzem, opowiada rozliczne anegdoty, ale koniec końców przede wszystkim mówi o ... sobie. Podobnie rzecz ma się w przypadku Krzysztofa Zanussiego, który również zdominował wywiad, ale jednak mówił mniej o sobie, a więcej o Kilarze.

Spośród przeprowadzonych wywiadów najbardziej interesujące są dwa: z Krzysztofem Zanussim i z ks. prof. Jerzym Szymikiem, ale wyłącznie dlatego, że ten ostatni jest wrażliwym rozmówcą, który patrzy na Kilara przez pryzmat wiary i uważa, że "Dotknął go Bóg". To, o czym mówi, jest pełne mądrości, niezależnie od "pytań", które w tym przypadku przybierają (przeciwnie niż w przypadku rozmowy z Kutzem) rozmiary elaboratu. 

Do książki "Kilar w bliskim planie" mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony uważam, że dobrze się dzieje, gdy podobne publikacje powstają. Dobrym tego przykładem jest inna pozycja wydawnictwa: „Górecki. Portret w pamięci” Beaty Bolesławskiej-Lewandowskiej, z której wyłania się wiele portretów kompozytowa,  a każdy z nich jest fascynujący i wnosi coś nowego do naszej wiedzy o tym niezwykłym człowieku. Jednakże o książce Wioletty Rotter-Kozera tego powiedzieć nie sposób.


Książka "Kilar. W bliskim planie" Rozmowy o kompozytorze przeprowadziła Violetta Rotter-Kozera, ukazała się 28 października 2020 roku w Polskim Wydawnictwie Muzycznym.


poniedziałek, 11 września 2017

Kazimierz Kutz: Krystalizacja uczuć /wywiad/

Znany reżyser opowiada o początkach swojej pracy we Wrocławiu i o burzliwych losach filmu ”Nikt nie woła”.

Kazimierz Kutz, fot. KNH

26 listopada 2015 r. gościem cyklu ”Polish Cinema for Beginners” w Kinie Nowe Horyzonty, promującego polskie kino wśród obcokrajowców, był Kazimierz Kutz. Spotkanie z reżyserem odbyło się po projekcji odnowionej cyfrowo kopii filmu ”Nikt nie woła”. Dzięki organizatorom, udało mi się przeprowadzić wywiad z tym wybitnym twórcą.

Barbara Lekarczyk-Cisek: Spotykamy się z powodu szczególnej okazji, a mianowicie premiery odnowionego cyfrowo Pańskiego filmu ”Nikt nie woła”, który zrealizował Pan we Wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych w 1960 roku.  Jak Pan zapamiętał tamte czasy i ówczesny Wrocław?

Kazimierz Kutz: Moje związki z Wrocławiem – i jako filmowca, i jako człowieka – są  dość istotne, a także dramatyczne. Zrobiłem tutaj trzy swoje pierwsze filmy i właściwie czułem się obywatelem tego miasta. Z czasem nawet otrzymałem tu mieszkanie i ożeniłem się…  Mieszkałem we Wrocławiu dwa lata i niemal nie wychodziliśmy z wytwórni, bo było to miejsce, gdzie walczyliśmy o inne, artystyczne kino.

Henryk Boukołowski. Bożek i Zofia Marcinkowska jako Lucyna
w filmie "Nikt nie woła" w reż. Kazimierza Kutza
Wytwórnia Filmów Fabularnych powstała z powodów politycznych. Władzom zależało na tym, aby stworzyć coś nowego, oryginalnego, czego nie zrobili Niemcy. W tym czasie istniała już generacja młodych twórców, do której i ja należałem. W rezultacie ta prymitywnie wyposażona wytwórnia stała się inkubatorem polskiej szkoły filmowej, bo do niej właśnie wysyłano wszystkich debiutantów i młodych reżyserów. Miało to swoje zalety, bo znaleźliśmy się z dala od Łodzi i Warszawy, gdzie istniała już uporządkowana administracja i co za tym idzie – ścisła  kontrola. Natomiast myśmy się znaleźli w nieco poszerzonej sferze wolności. Mieszkaliśmy zazwyczaj w Wytwórni Filmowej, a dyrektor, który tę wytwórnię założył, był fantastycznym człowiekiem i lubił artystów. Miał misję stworzenia nam dobrych warunków do pracy. Można by napisać książkę o tym, że szkoła polska to właśnie Wrocław.

Swój pierwszy film: „Krzyż walecznych nakręcił Pan we Wrocławiu i to z wielkim sukcesem… A jak to było z „Nikt nie woła”?

Pisano, że jest to zupełnie nowy głos w kinie polskim, że pojawił się nurt plebejski, opowiedziany w formule estetycznej odległej od filmów związanych z wojną.

Po tak udanym debiucie myślałem o zrealizowaniu filmu, jakiego jeszcze nikt nie zrobił. Sięgnąłem ponownie do prozy Józefa Hena. Tym razem była to książka, która miała wielkie kłopoty z cenzurą, ponieważ opisywała los polskich Żydów w Rosji, ich gehennę wojenną, łącznie z tym, że nie przyjmowano ich do Armii Andersa. Przede wszystkim zaś Hen opisał własne życie i swoją pierwszą miłość. A myśmy z Jerzym Wójcikiem, w tajemnicy, niejako oszukując wszystkich, wykorzystali tylko ów wątek miłosny i przenieśli akcję na Ziemie Zachodnie. Pokazaliśmy, jak puste poniemieckie miasta zalewa polski żywioł, przeważnie plebejusze. I na tym tle spotykają się moi bohaterowie przeżywający pierwszą miłość.

Od lewej: Barbara Kraftówna, Henryk Bukołowski, Zofia Marcinkowska 
Przesłanie filmu miało być takie, że oto na tych ziemiach rodzi się nowe życie. Jednocześnie jest to film o trudnej miłości, ponieważ główny bohater był pokiereszowany przez wojnę: był człowiekiem, który strzelał i zabijał. Natomiast dziewczyna miała w sobie niewinność. Tak więc młodzi ludzie spotykają się w tej obcej cywilizacji, wśród obcych ludzi.

Filmem tym nawiązywałem też do mojego ulubionego pisarza Stendhala, który był bardzo wnikliwym psychologiem miłości. Uważał, że miłość trzeba przeżyć do końca, a kto tego nie uczyni, pozostanie w pewnym sensie kaleką. Miłość jest najważniejsza i trzeba jej poświęcić wszystko. Pisarz nazywał to krystalizacją uczuć. I to jest właśnie film o krystalizacji uczuć, czyli o tym, jak bohaterowie męczą się z tą swoją pierwszą miłością. To bardzo trudne stworzyć drugiego człowieka, a także „być dla niego”...

Najistotniejsze było jednak to, że opowiadaliśmy o tym zupełnie innym filmowym językiem. Uważałem wówczas, że nadeszła pora, aby znaleźć własny, oryginalny język, który różniłby się od języka dotychczas zrealizowanych polskich filmów. Nasze kino było wówczas kinem literackim, adaptacyjnym i stosowało techniki opowiadania właściwe literaturze. My natomiast postawiliśmy na obraz i dźwięk. Zależało nam, aby odmienić sposób opowiadania – wrócić do obrazu.

Obraz to niezwykle  piękny, wysmakowany formalnie i nowoczesny w sposobie narracji. Kojarzył mi się z filmami Roberta Bressona.  A jednak został bardzo źle potraktowany przez komunistyczne władze…

Film wstrząsnął wszystkimi, również politykami, do tego stopnia, że napiętnowano go za tzw. formalizm. A to była po prostu nowa fala, którą już się czuło w powietrzu. W moim odczuciu jest to pierwszy film egzystencjalny. Ale wówczas nikt nie był na to przygotowany. Wszyscy żyli polskim kinem wojennym oraz problematyką akowsko – rozliczeniową. Atakując mnie podnoszono, że co innego zatwierdziła komisja, która zezwoliła na realizację filmu. Nawet moi zwierzchnicy w Zespole – Andrzej Wajda, Jerzy Kawalerowicz, Tadeusz Konwicki - także byli zaskoczeni.

 Jak Pan sobie poradził z tymi wszystkimi konsekwencjami?

Miałem wówczas  niespełna trzydzieści lat i uważałem, że mam obowiązek się zbuntować. Przede wszystkim przeciwko sobie samemu, by poznać własne granice. Cierpienie, które przeżyłem w związku z tym filmem, pozwoliło mi poznać własną miarę. Oceniając to z perspektywy czasu, sądzę, że chodziło o to, aby zniszczyć tę falę `56 roku – ukrócić wolność i rozpasanie artystów. A ponieważ byłem młodym człowiekiem, za którym nikt nie stał, który nie miał swego środowiska i nie należał do partii komunistycznej, toteż stałem się łatwym celem ataków. Chciano mi nawet odebrać prawo do wykonywania zawodu albo przesunąć na kilka lat do roli asystenta. Ponadto partia wydała zakaz mojej współpracy z Jerzym Wójcikiem. Dzięki temu filmowi jednak powstało potem wiele polskich filmów, w których był operatorem. Więc praca nad „Nikt nie woła” również jemu wyszła na dobre.

Poza tym wyrażano się o mnie bardzo źle i wynajmowano wielu mądrych ludzi, aby ten film krytykowali. Jednak krytyka nie dysponowała odpowiednim językiem na opisanie tego zjawiska. Zresztą krytycy także byli przestraszeni, bo byli karierowiczami i obawiali się kłopotów. Film miał zakaz wywozu za granicę, a w Polsce prawie nikt go nie widział. Dopiero po roku, po skrótach i poprawkach, powstały dwie kopie, które i tak nie znalazły się w szerszym rozpowszechnianiu. A jednak gdybym tego filmu nie zrobił, to nie powstałyby również inne moje filmy, bo właśnie wtedy wypracowałem własny język.

Na tym filmie uczono się w szkole filmowej. Teraz, kiedy został odnowiony cyfrowo, odzyskał swoją urodę i święci ponowne narodziny.

Nikt nie woła - scena zbiorowa, pierwsze ujęcie filmu
Film ma nie tylko nowoczesną narrację, ale również oryginalną muzykę, której kompozytorem jest nie kto inny, tylko Wojciech Kilar…

Kilar był wtedy nikomu nieznanym kompozytorem, który właśnie wrócił ze stypendium w Paryżu. Poleciła mi go moja znajoma muzykolog, która go znała i ceniła. Wojtek był wtedy bardzo zbuntowanym i nowoczesnym kompozytorem, tworzącym dzieła atonalne, ale zarazem był też kinomanem, toteż świetnie się nadawał. Był to początek naszej współpracy, która trwała bardzo długo.

Teraz atmosfera wokół Pańskiego filmu jest zupełnie inna. Podobno Bystrzyca Kłodzka, w której kręcone były zdjęcia, chciałaby wręcz Pana i film promować.

Kiedy pojechałem do Bystrzycy Kłodzkiej, aby pokazać ten film, pani burmistrz przyznała mi honorowe obywatelstwo, bo uznano mnie za promotora tego miasta. Utrwalono nawet moją podobiznę, która zawiśnie w Ratuszu. Mało tego, padła propozycja, aby raz do roku organizować specjalną uroczystość pod hasłem ”Przyjaciele Bystrzycy Kłodzkiej”. Będę patronował jednoosobowej kapitule i mam prawo zaprosić w przyszłym roku znanego artystę (prawdopodobnie będzie to Janusz Gajos), któremu poświęcone będzie całodzienne spotkanie. Z  kolei on przywiezie ze sobą coś, co uzna w swoim dorobku za najważniejsze, niezwykłe, czym zechce się podzielić z uczestnikami. A w kolejnym roku to on zaprosi kogoś nie mniej wybitnego, kto będzie związany z polską szkołą filmową.

W tym wszystkim chodzi o to, aby wokół miasta tworzyć pozytywną atmosferę, by młodzi ludzie, którzy stamtąd uciekają, dostrzegli wartości i zaczęli się z miastem utożsamiać.

Tak więc owoce ponownych narodzin mojego filmu będą obfite. Dla mnie jest to zwycięstwo po latach i powrót na stare śmieci.

Jakie to uczucie – przyjechać po latach do Wrocławia na premierę swojego ważnego, zrealizowanego tutaj filmu?

Wspaniałe! Teraz to jest inne miasto. Ale i wtedy, w latach sześćdziesiątych, było cudowne – rozpustne i dzikie. Fantastyczne! Przeżyłem tu dużo niesłychanie dobrych rzeczy. Przede wszystkim jednak dzięki temu, że znalazłem się we wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych, stałem się tym, kim jestem.

Dziękuję za rozmowę.

 Wywiad ukazał się na portalu Kulturaonline 7 grudnia 2015 r.


piątek, 28 stycznia 2022

Dziś są twoje urodziny | KALINA JĘDRUSIK - przegląd filmów online na NINATEKA

Premiera nowego cyklu filmowego, który na stałe zagości na Ninatece już 5 lutego! Co miesiąc będziemy prezentować twórczość najciekawszych osobowości polskiej kinematografii. Udostępnimy specjalnie wyselekcjonowane filmy, które łączy bohater miesiąca. A pierwszą bohaterką miesiąca będzie... najsłynniejsza uwodzicielka wielkiego ekranu KALINA JĘDRUSIK!

Cykl pozwoli przypomnieć i uhonorować artystów, pełniących różne role przy produkcji filmu. W programie znajdą się filmy związane z postaciami różnorodnych twórców filmowych, m.in reżyserów, aktorów, scenografów czy kompozytorów.

Kalina Jędrusik (1930-1991) – aktorka filmowa i teatralna a także piosenkarka i artystka kabaretowa, nazywana polską Marilyn Monroe. Zanim zadebiutowała na wielkim ekranie, wielokrotnie grywała na scenach warszawskich teatrów. Zasłynęła występami telewizyjnymi – w spektaklach Teatru Telewizji i Kabarecie Starszych Panów. Pierwsze kroki w filmie zaczęła stawiać w drugiej połowie lat 50. Od tego czasu wystąpiła w ponad trzydziestu filmach. Gównie pojawiała się w rolach drugoplanowych lub epizodycznych. 

W ramach cyklu "Dziś są twoje urodziny" | KALINA JĘDRUSIK pokażemy:

Lekarstwo na miłość, reż. Jan Batory, 95 min., 1966, Polska

Jutro premiera, reż. Janusz Morgenstern, 81 min., 1962, Polska

Upał, reż. Kazimierz Kutz, 81 min., 1964, Polska

Lekarstwo na miłość, reż. Jan Batory, 95 min., 1966, Polska

WFDIF /po Studiu Filmowym "Kadr"

Adaptacja powieści Klin Joanny Chmielewskiej z Kaliną Jędrusik w roli głównej. Film nie został poddany rekonstrukcji cyfrowej.

Nieprawdopodobna seria pomyłek telefonicznych sprawia, że smutna pani architekt, czekająca na telefon od narzeczonego, zostaje wciągnięta w gangsterską aferę z napadami na banki, produkcją fałszywych pieniędzy i ich wymianą na prawdziwe banknoty. Pomyłki telefoniczne sprawiają też, że rozpoczyna romans z uroczym nieznajomym, którego jednak podejrzewa o przewodzenie szajce gangsterów.

To komedia z intrygą, w której Jędrusik daje popis swoich możliwości aktorskich. Wystawia przy tym na próbę ówczesnych cenzorów, kiedy w jednej ze scen wychodzi nago z kąpieli i pośpiesznie chwytając ręcznik biegnie odebrać telefon. Odważna scena nie umknęła uwadze cenzury, jednak ostatecznie nie została usunięta z filmu.

Jutro premiera, reż. Janusz Morgenstern, 81 min., 1962, Polska

Mazepa, reż. Gustaw Holoubek, 110 min., 1975, Polska

Gdzie jest trzeci król?, reż. Ryszard Ber, 79 min., 1966, Polska

FILMY DOSTĘPNE OD 5 DO 28 LUTEGO NA DARMOWEJ PLATFORMIE VOD http://www.ninateka.pl

WFDIF /po Studiu Filmowym "Kadr"

Początkujący pisarz Zenon Wiewiórski, autor sztuki Trzeci dzwonek, dowiaduje się, że gwiazda Teatru Studio Janina Radwańska chce zagrać główną rolę w jego spektaklu. Rozpoczynają się próby, a wraz z nimi – problemy… i romanse. Tekst sztuki zaczyna coraz bardziej przypominać rzeczywistość.

W filmie Kalina Jędrusik daje się poznać nie tylko jako znakomita aktorka, ale i piosenkarka, śpiewając w jednej ze scen piosenkę I wciąż się na coś czeka. Od lat łączyła karierę filmową z muzyczną. Jak pisał o niej jeden z redaktorów słynnego miesięcznika Jazz – „Dla wszystkich, którzy mieli cokolwiek wspólnego z piosenką, nie ulegało wątpliwości, że zyskaliśmy wokalistkę wielkiego formatu, choć niewielkiego wzrostu, za to o urzekającej urodzie”.

Upał, reż. Kazimierz Kutz, 81 min., 1964, Polska

WFDIF /po Studiu Filmowym "Kadr"

Podczas fali nieznośnych upałów premier powierza Starszym Panom misję utrzymania porządku w stolicy. Bohaterowie starają się jak najlepiej wypełnić to zadanie, jednak nie mają pojęcia, na czym polegają ich obowiązki. Na szczęście mogą liczyć na pomoc ze strony ochotniczej Brygady Przeciwudarowej im. Kupały oraz Grzanki, pięknej Miss Upału. Ponadto do miasta przybywa zamorski ambasador. Zaczyna on interesować się śliczną Barbarką, o której względy starają się także robotnik drogowy Albin oraz pracujący w Domu Mody Kornel.

Upał jest debiutem komediowym Kutza i zarazem filmową kontynuacją Kabaretu Starszych Panów. Występy Kaliny Jędrusik w kabarecie dały początek jej wizerunkowi – z aktorki przemieniła się w gwiazdę małego i wielkiego ekranu. Sam Kutz, nazywał ją Pierwszą Madonną PRL.

Mazepa, reż. Gustaw Holoubek, 110 min., 1975, Polska

WFDIF /po Studiu Filmowym "Kadr"

W Amelii, młodej i pięknej żonie wojewody, zakochuje się trzech mężczyzn: jego syn z pierwszego małżeństwa Zbigniew, goszczący u niego król Jan Kazimierz i jego dworzanin, Jan Mazepa, odważny i przebiegły Kozak. Walka o kobietę prowadzi do tragicznych wydarzeń.

W tym dramacie kostiumowym na podstawie sztuki Juliusza Słowackiego, Kalina Jędrusik wcieliła się w rolę kasztelanowej Robronckiej ze Spiży. To nie pierwszy raz, kiedy Gustaw Holoubek powierzył jej rolę w swoim filmie lub spektaklu. Wcześniej zaprosił ją do współpracy między innymi przy filmowej noweli Czas przybliża, czas oddala i przedstawieniu Cezar i Kleopatra Teatru Telewizji. Jędrusik zrobiła na Holoubku duże wrażenie. Jak mówił – „od pierwszej chwili pobytu w szkole wiadomo było, że zetknęliśmy się ze zjawiskiem. Szczególnym”.

Gdzie jest trzeci król?, reż. Ryszard Ber, 79 min., 1966, Polska

WFDIF /po Studiu Filmowym "Kadr"

Milicja otrzymuje sygnał, że z mieszczącego się w starym pałacu muzeum może zostać skradziony cenny obraz. Na miejsce zostają wysłani kapitan Stefan Berent i porucznik Katarzyna Rogalska. Uchodząca za małżeństwo para ma podmienić arcydzieło na zawierającą nadajnik kopię. To z pozoru proste zadanie komplikuje się, gdy ginie kustosz muzeum, a po budynku zaczyna krążyć kilka kopii obrazu. Śledztwo dowodzi, że wszyscy mieszkańcy pałacu mają coś do ukrycia.

Gdzie jest trzeci król? to kryminał z elementami komedii na podstawie powieści Macieja Słomczyńskiego, tłumacza i mistrza kryminału, znanego pod pseudonimem Joe Alex. Kalina Jędrusik wcieliła się w nim rolę konserwatorki obrazów, której bardzo niepozorna postać z czasem nabiera na znaczeniu…

informacja prasowa



poniedziałek, 19 listopada 2018

Doktorat honoris causa dla Kazimierza Kutza i Jerzego Wójcika!

Senat Szkoły Filmowej w Łodzi zdecydował o przyznaniu tytułów doktora honoris causa Wielkim Polskiego Kina. Wręczenie tytułów odbędzie się 13 grudnia o godz. 12.00.


To będzie dla Szkoły bardzo ważny moment – honorowy tytuł wręczony zostanie jednym z pierwszych absolwentów naszej Szkoły; ludziom, których twórcza droga jest dla nas godna najwyższego uznania. Poznali się w Szkole. Kazimierz Kutz – student Wydziału Reżyserii Filmowej, Jerzy Wójcik - Wydziału Operatorskiego.

Na planie filmu pełnometrażowego spotkali się dzięki Andrzejowi Wajdzie – Kazimierz Kutz był tam drugim reżyserem, Jerzy Wójcik – drugim operatorem. W 1958 jako reżyser i autor zdjęć pracowali już razem na planie filmu "Krzyż walecznych", dwa lata później wspólnie zrealizują "Nikt nie woła" – dziś uważany za jeden z najbardziej oryginalnych i plastycznie wysublimowanych polskich filmów, który artystyczną wizją wyprzedził czas swojej premiery.

"(…) ów cudowny estetyczny eksces, którym w 1960 roku wprowadzał polską kinematografię do światowego kanonu nowego kina (za co w Polsce nabawił się (Kutz – przyp. red.) godnego ubolewania ostracyzmu środowiska (…) – pisze w recenzji dorobku Kazimierza Kutza prof. zw. dr hab. Andrzej Gwóźdź. Właśnie ten wspólny film Kutza i Wójcika pokażemy w Szkole w dniu nadania honorowego tytułu.

informacja prasowa

sobota, 26 maja 2018

11 filmów Władysława Ślesickiego - retrospektywa w ramach 58. Krakowskiego Festiwalu Filmowego

Władysław Ślesicki to reżyser nie tylko „W pustyni i w puszczy” i „Lata leśnych ludzi”. Ceniony jest przede wszystkim za swoją pracę dokumentalisty. W dziesiątą rocznicę śmierci artysty 58. Krakowski Festiwal Filmowy pokaże retrospektywę jego filmów „Władysław Ślesicki – in memoriam”. 

Rodzina człowiecza, 1966

Wśród  najwybitniejszych  dokumentów  jednego  z twórców  „czarnej  serii”  polskiego  dokumentu  i piewcy  prowincji,  nazywanego  poetą  ekranu  zobaczymy  nagradzane  w Krakowie  „Płyną  tratwy”  (Złoty  Smok  1962),  „Zanim  opadną  liście...”  (Srebrny  Lajkonik  1964)  i „Rodzinę  człowieczą”  (Złoty  Lajkonik  1966). W ramach 58. Krakowskiego Festiwalu Filmowego odbędą się następujące pokazy:

29.05, wtorek,  15.00  Małopolski Ogród Sztuki  MOS 2:
"Gdzie diabeł mówi dobranoc"
"Ludzie z pustego obszaru"
"Spacer w Bieszczadach"
"Opowieść o drodze"
30.05, środa  18.00  Kino ARS ANEKS:
"Wśród ludzi"
"Ludzie i ryby"
"Płyną tratwy"
"Góra"
31.05, czwartek 15.00 Małopolski Ogród Sztuki  MOS 2:
"Zanim opadną liście"
"Rodzina człowiecza"
"Chyłe pola"

Płyną tratwy, 1962

OPISY FILMÓW:

Gdzie diabeł mówi dobranoc, 1956
reż. Władysław Ślesicki, Kazimierz Karabasz

Portret najbiedniejszej dzielnicy Warszawy-Targówka. Pierwszy film dwóch młodych absolwentów PWSF w Łodzi opowiadający o niekończącej się budowie Dzielnicowego Domu Kultury i odsłaniający nędzę warszawskich przedmieść. Symbolem zawiedzionych nadziei stał się widmowy gmach nieukończonego, lokalnego „pałacu kultury”, w którego murach – w jednej ze scen – echem odbijają się głosy poirytowanych ludzi, dla których nie starczyło miejsc w pobliskiej, niewielkiej salce projekcyjnej objazdowego kina.

Ludzie z pustego obszaru, 1957
reż. Władysław Ślesicki, Kazimierz Karabasz

Bohaterowie tego filmu, młodzież z warszawskiej Pragi, pokazani zostali z sympatią i uwagą. Wyraźnie zaznacza to komentarz do filmu, unikający definitywnych ocen, za to stawiający pytania i cytujący wypowiedzi bohaterów filmu. Na początku pojawia się napis: „Film ten jest opowiadaniem o pewnej, poznanej przez nas grupie młodzieży. Ludzie których pokazujemy, są podobni do bardzo wielu swoich rówieśników. Jest to jak gdyby synteza naszych obserwacji. Zamiarem filmu jest zasygnalizowanie problemu, którego korzenie tkwią głęboko w życiu społeczeństwa. Realizatorzy”.

Opowieść o drodze, 1958
reż. Władysław Ślesicki
Władysław Ślesicki nie tylko oddał na ekranie specyficzną atmosferę powojennych Bieszczad, ale też przekazał autentyczny wygląd miejsc, ludzi i zdarzeń. Klimat filmu przywodzi na myśl „Bazę ludzi umarłych” Czesława Petelskiego i „Zerwany most” Jerzego Passendorfera. 

Spacer w Bieszczadach, 1958
reż. Władysław Ślesicki

Krótki nastrojowy film pokazujący urok bieszczadzkiej przyrody jesienią. Znaleźć w nim można to, co charakteryzowało późniejszą twórczość Ślesickiego: wyczulenie na piękno, które wkrótce zniknie, zaprezentowane tu także w sposób symboliczny.
Wśród ludzi, 1960
reż. Władysław Ślesicki

Jedyny w swoim rodzaju film krótkometrażowy, którego głównym bohaterem jest pies. Łaciaty kundel przeżywa dramatyczne perypetie niczym bohater filmu sensacyjnego. „Film ma luźną i wielowątkową budowę, nie stara się o stawianie point, jest jakby niedomknięty, przez co wielowarstwowy” – napisał Kazimierz Kutz. 

Zanim opadną liście, 1960
reż. Władysław Ślesicki 

Dokumentalna ballada o Cyganach, będąca jednym z najbardziej niezwykłych dokonań polskiej dokumentalistyki filmowej. Krytycy analizujący film podkreślają, że nikomu przedtem ani potem nie udało się stworzyć w polskim kinie równie bogatego opisu życia Romów. Ślesicki uchwycił ich wędrowny tryb życia w ostatniej historycznie chwili. 

Płyną tratwy, 1962
reż. Władysław Ślesicki

Uważany za jeden z najlepszych i najpiękniejszych filmów Władysława Ślesickiego, a zarazem jedno z najsłynniejszych dzieł Polskiej Szkoły Dokumentu. Głównym bohaterem filmu jest młody flisak z Puszczy Augustowskiej. Przyglądamy się jego wyprawom na jezioro i do leśnego zakątka, gdzie opiekuje się oswojonym drapieżnym ptakiem. 

Ludzie i ryby, 1962
reż. Władysław Ślesicki
Opowieść o jednym dniu z życia rybaków z Władysławowa. Równolegle kamera obserwuje kobiety pracujące w przetwórni ryb. Ślesicki pozostawił film bez komentarza, pozwalając widzom obserwować trudną fizyczną pracę nad polskim morzem. 

Góra, 1964
reż. Władysław Ślesicki

Pomysł filmu zrodził się z lektury książki Marii Kownackiej „Szkoła pod obłokami”. Zafascynowany opowieścią o wiejskiej szkole położonej wysoko w górach Ślesicki wyruszył na jej poszukiwanie. Na ekranie widzimy impresję o uporze człowieka, cichym bohaterstwie nauczycielki, która wbrew wszystkiemu walczy, by wypełnić swój obowiązek. 

Rodzina człowiecza, 1966
realizacja Władysław Ślesicki

Najsłynniejszy i najbardziej nagradzany film Władysława Ślesickiego. Inspirowany ideą słynnej wystawy fotografii ''Family of Man'', surowy zapis jednego dnia z życia chłopskiej rodziny na Pojezierzu Augustowskim. Rytm filmu wyznacza praca ludzi. Obrazowi towarzyszą tylko dźwięki naturalne. Przez krytyków film jest określany jako jeden z najwybitniejszych z polskiej kinematografii. 

Chyłe pola, 1970
reż. Władysław Ślesicki
Ostatni film dokumentalny Władysława Ślesickiego. Łącząc w sobie pierwiastki poetyckiej impresji i studium socjologicznego jest swego rodzaju podsumowaniem całej dokumentalnej twórczości artysty, oraz symbolicznym zwieńczeniem polskiej szkoły dokumentu lat 60-tych. Pokazuje wesele młodej pary górali. Obserwacje weselnych obrządków i radości skromnego biesiadowania przerywają poruszające obrazy trudnego życia w górach. 


Władysław Ślesicki
Władysław Ślesicki (1927–2008) studiował historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, w 1955 roku ukończył Wydział Reżyserii na PWSF w Łodzi – dyplom otrzymał w 1959 roku. Pracował w Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie, gdzie realizował filmy dokumentalne. Za swoją pracę reżysera i scenarzysty otrzymał m.in. nagrodę indywidualną II stopnia Ministra Kultury i Sztuki (1969), w 1976 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2007 roku otrzymał Nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich za całokształt pracy artystycznej. Do najważniejszych filmów dokumentalnych Ślesickiego należą: „Ludzie z pustego obszaru” (1957, wspólnie z Kazimierzem Karabaszem), „Wśród ludzi” (1960), „Płyną tratwy” (1962), „Zanim opadną liście” (1964), czy „Rodzina człowiecza” (1966) nagrodzona m.in. Grand Prix na Festiwalu Filmowym w Wenecji. W 1968 r. zadebiutował jako reżyser filmu fabularnego – były to „Ruchome piaski”.

Jego filmem, który zdobył największą popularność było „W pustyni i w puszczy” z 1973 r. W Polsce obejrzało go ponad 30 mln widzów (drugie miejsce w box office w historii polskiego kina). Zrealizował też filmy fabularne: „Droga daleka przed nami”, opowiadający wojenną historię młodych Powstańców po upadku Powstania Warszawskiego i „Śpiewy po rosie”, a także serial telewizyjny „Lato leśnych ludzi”. Filmy Władysława Ślesickiego były nagradzane na międzynarodowych festiwalach, m.in. w Wenecji (Grand Prix i Złoty Lew św. Marka), Lipsku, Cordobie (Grand Prix), Buenos Aires, Bergamo (Nagroda Główna), Guadalajarze, Oberhausen, Krakowie („Złoty Smok”, „Srebrny Lajkonik”).

W czasie II wojny światowej Władysław Ślesicki był żołnierzem Szarych Szeregów i uczestnikiem Powstania Warszawskiego.


Organizatorem retrospektywy „Władysław Ślesicki – in memoriam” jest Krakowski Festiwal Filmowy.

Współorganizatorem działań upamiętniających reżysera jest Fundacja Filmowa im. Władysława Ślesickiego. Została ona założona zimą 2014 roku przez rodzinę zmarłego w 2008 roku reżysera: Barbarę, Adama i Katarzynę Ślesickich. Fundacja zajmuje się przede wszystkim organizacją filmowych programów szkoleniowych i konsultacyjnych, zwłaszcza w obszarze filmu dokumentalnego, produkcją filmową oraz promocją filmu polskiego. Ważnym celem Fundacji jest też popularyzacja i zachowanie w pamięci dorobku artystycznego Władysława Ślesickiego, uchodzącego w latach sześćdziesiątych za jednego z najwybitniejszych twórców dokumentalnych w Polsce i na świecie. Cel ten chcemy osiągnąć nie tylko poprzez organizowanie przeglądów czy wystaw dotyczących jego twórczości, ale również poprzez szeroko pojęte działania edukacyjne i popularyzatorskie w dziedzinie filmu, zwłaszcza dokumentalnego. Fundacja jest organizatorem programu DOC LAB POLAND.

Jesienią 2018 roku Fundacja planuje także zorganizowanie pokazów filmów Władysława Ślesickiego w Warszawie.

Strona internetowa Fundacji: www.fundfilm.pl

informacja prasowa, zdjęcia organizatorów 

wtorek, 20 sierpnia 2019

Scenarzysta Józef Hen – pokazy i spotkania podczas Warszawy Singera

Józef Hen – pisarz, scenarzysta, reżyser, dramaturg i publicysta, rocznik 1923, będzie bohaterem filmowego programu tegorocznego, XVI Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera.  Na pokazy i rozmowy z autorem scenariusza do filmów i seriali takich jak: „Krzyż Walecznych”, „Kwiecień”, „Ja, Michał z Montaigne”, „Życie Kamila Kuranta” czy „Don Gabriel” między 24 sierpnia a 1 września zaprasza kino Iluzjon. 


Józef Hen, fot. Jerzy Troszczyński ǀ Fototeka FINA

Józef Hen urodził się 8 listopada 1923 roku w rodzinie żydowskiej w Warszawie, a pierwotne nazwisko – Józef Henryk Cukier, zmienił w 1944 roku. Debiutował w „Małym Przeglądzie” Janusza Korczaka, a wspomnienia z dzieciństwa spędzonego na warszawskim Muranowie opisał w adresowanej do wnuków opowieści „Nowolipie”. W późniejszym czasie wielokrotnie wykorzystywał wątki autobiograficzne w pisanych przez siebie dziełach. W swoim bogatym literackim dorobku Hen porusza głównie tematykę wojenną, biograficzną i historyczną, wykazując się niezwykłą zdolnością do barwnego ujęcia fabuły i przykładając wagę do realizmu psychologicznego. W latach 50. zaczął pisać scenariusze według własnej prozy, później także do ekranizacji polskiej prozy obyczajowej oraz seriali telewizyjnych i spektakli teatralnych.

Przegląd w kinie Iluzjon, towarzyszący XVI edycji Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera obejmie sześć projekcji, a wszystkie filmy zostaną wyświetlone z taśmy 35 mm.

Każdy z pokazów będzie też niezwykłą szansą spotkania Józefa Hena. Rozmowy z tym wyjątkowym gościem kina Iluzjon poprowadzi Monika Wasowska. Będzie to też okazja do zakupu aż ośmiu tytułów autorstwa Józefa Hena, które ukazały się nakładem wydawnictwa Sonia Draga, wśród nich wznowione niedawno „Nowolipie. Najpiękniejsze lata”, a także „Królewskie sny”, „Powrót do bezsennych nocy”, „Bruliony Profesora T.”, „Mój przyjaciel król”, „Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim”, „Oko Dajana. Pingpongista”, „Ja, deprawator”.

Kadr z filmu "Krzyż Walecznych" Kazimierza Kutza

W programie przeglądu w kinie Iluzjon znalazł się „Krzyż Walecznych” (1958), debiutancki film Kazimierza Kutza będący adaptacją opowiadań Hena o II wojnie światowej i jej następstwach, ukazanych jednak zupełnie odmiennie od romantycznej maniery polskiej szkoły filmowej spod znaku „Popiołu i diamentu”. Hen i Kutz w głównych rolach obsadzają everymanów z klasy robotniczej, dla których wojna jest wyzwaniem egzystencjalnym, a nie historycznym czy tożsamościowym.

Kadr z filmu "Kwiecień" Witolda Lesiewicza

Kolejny prezentowany w Iluzjonie film to „Kwiecień” w reż. Witolda Lesiewicza (1961). To filmowa adaptacja powieści wojennej Józefa Hena opowiadającej o dylematach dowódców II Armii WP podczas ostatnich dni wojny. Przegląd będzie też okazją do przypomnienia pierwszych odcinków seriali: „Życie Kamila Kuranta” (1983) oraz „Królewskich snów” (1988) w reż. Grzegorza Warchoła. Akcja pierwszego rozpoczyna się w roku odzyskania przez Polskę niepodległości, prezentując losy młodego bohatera (w tej roli debiutujący na ekranie czternastoletni Olaf Lubaszenko) na tle wstydliwego oblicza epoki: biedy, która prowadzi do chorób i niemoralnych wyborów.


Kadr z serialu "Królewskie sny"
Z kolei w „Królewskich snach” Hen portretując pierwszego władcę z dynastii Jagiellonów nie tylko prowadzi nas przez świat politycznych intryg i militarnych zmagań, ale także pokazuje ludzką, przyziemną twarz królewskiego dworu. Właśnie ta, uciekająca od koturnowości i patosu wielowymiarowość postaci, miała przekonać Gustawa Holoubka do wcielenia się w rolę Władysława Jagiełły.

Gustaw Holoubek w spektaklu "Ja, Michał z Montaigne"

Wreszcie uczestnicy przeglądu będą mogli zobaczyć telewizyjną inscenizację sztuki zrealizowanej na podstawie biografii Michela de Montaigne’a („Ja, Michał z Montaigne”, reż. Grzegorz Warchoł, 1993) autorstwa Hena z 1978 roku. W roli tytułowej wystąpił Gustaw Holoubek, w roli Margaryty Joanna Trzepiecińska.

Kadr z filmu "Don Gabriel"

Na koniec – „Don Gabriel” w reż. Ewy i Czesława Petelskich (1966). Pierwowzorami scenariusza do filmu były opowiadania „Czyn” Gabriela Karskiego oraz „Ten i tamten brzeg” Jerzego Putramenta. W przededniu II Wojny Światowej miłośnik kultury niemieckiej, profesor Gabriel Tomicki, nazywany „don Gabrielem” (Bronisław Pawlik), inicjuje zacięty spór ze znawcą kultury francuskiej, profesorem Dogiem-Leśniewskim. Tomicki podważa możliwość niemieckiej okupacji.


Szczegółowy program przeglądu:


24.08 ǀ godz. 19:00 „Krzyż Walecznych”, reż. Kazimierz Kutz, 1958, 84 minuty

26.08 ǀ godz. 19:00 „Kwiecień”, reż. Witold Lesiewicz, 1961, 92 minuty

28.08 ǀ godz. 19:00 „Życie Kamila Kuranta” (odc. 1), reż. Grzegorz Warchoł, 1982, 58 minut; „Królewskie sny” (odc. 1), reż. Grzegorz Warchoł, 1988, ok. 70 minut

30.08 ǀ godz. 19:00 „Ja, Michał z Montaigne”, reż. Grzegorz Warchoł, 1993, 82 minuty

01.09 ǀ godz. 19:00 „Don Gabriel”, reż. Ewa Petelska, Czesław Petelski, 1966, 92 minuty

Każdej z projekcji towarzyszyć będzie spotkanie z Józefem Henem, które poprowadzi Monika Wasowska. Przegląd jest wydarzeniem towarzyszącym XVI edycji Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera, który w tym roku odbędzie się w dniach 24.08-1.09.

Więcej o przeglądzie na: www.iluzjon.fn.org.pl

informacja prasowa

sobota, 7 października 2017

Monika Wąs: "Dymny. Życie z diabłami i aniołami". Artysta, który trwonił talenty /recenzja/

W 2016 roku, z okazji 80. rocznicy urodzin Wiesława Dymnego, ukazała się obszerna monografia artysty, zatytułowana "Dymny. Życie z diabłami i aniołami". Opowieść o życiu tego niezwykłego artysty i człowieka została wzbogacona o jego rysunki i teksty.

Wydawnictwo Znak


Przeszedł do historii, ale on tu jeszcze powróci

Powyższy tekst pochodzi z najsłynniejszego tekstu kabaretowego Wiesława Dymnego i w prezentowanej biografii zdaje się mieć swoje potwierdzenie. Był artystą wszechstronnie uzdolnionym: 

Wiesiu uwielbiał zmieniać, upiększać, tworzyć wokół rzeczywistość...- wspomina męża Anna Dymna. wszystko własnymi rękami... Wciąż coś malował, rysował, pisał, dłubał  zawsze z radością i pasją. Robił meble, zegary, torebki, biżuterię z drewna, konstruował reflektory, szył ubrania, malował ściany.

W biografii artystę wspominają jego bliscy, m.in. Anna Dymna (druga żona), Barbara Nawrat (pierwsza miłość), brat Lechosław, przyjaciele ze studiów w krakowskiej ASP, m.in. Ryszard Otręba, Kazimierz Wiśniak, a ponadto reżyserzy: Kazimierz Kutz i Feridun Erol kompozytorzy: Stanisław Radwan i Zygmunt Konieczny, aktor Jerzy Cnota... W ich opowieściach Wiesław Dymny jawi się jako postać niezwykle twórcza, barwna i prawa - fascynująca.

Wiesław Dymny z Anną, Znak

Żongler sturęki


Żongler sturęki to postać z wiersza Dymnego, ale równie dobrze można by ją potraktować jako poetycką autocharakterystykę:

Krążki słońca rzucał w górę
Bawiąc tłumy.
Rzucał w górę tony złota
Wszystko rzucał, co miał w ręce
I cieszyła się hołota
I nic więcej...

Był malarzem, literatem,, scenarzystą, twórcą kabaretowym, autorem kilkuset przebojowych melodii, a nawet aktorem filmowym. Mimo wielu talentów, nie umiał wykorzystywać koniunkturalnych układów, toteż często jego scenariusze odrzucano, a książek nie wydawano. W tamtych czasach zniewolenia był wolnym ptakiem. Trwonił swoje talenty, drażnił i przekraczał wszelkie granice, ale też płacił za to wysoką cenę. Odszedł przedwcześnie w niejasnych do dziś okolicznościach. Pozostały po nim rękopisy, rysunki, niedostępne dziś filmy oraz legenda, którą zresztą tworzył jeszcze za swego życia, był bowiem człowiekiem narracji i kreacji, także autokreacji. 

Nauczył się malować jako dziecko, zaczął też pisać i wybierał się na studia polonistyczne, ale pod wpływem kolegi zdał do ASP i chociaż studiował dziesięć lat z przerwami i studiów nie skończył, przez cały ten czas twórczo się rozwijał. Po prostu nie mieścił się w jednej dziedzinie - musiał popróbować wielu. Anna Dymna wspomina, że robił wszystko sam i zarażał swoją pasją otoczenie. Projektował stroje dla swoich ukochanych i sam je wykonywał, robił meble, był nawet świetnym kucharzem - z polotem i wyobraźnią:

Wszystko robiliśmy sami, dlatego życie z nim było takie fascynujące. Cały czas coś tworzył. To nie był człowiek, który siedział bezczynnie i gapił się w telewizor. Po prostu paliło mu się w rękach i tym mnie zarażał.

W latach 50. i 60. spełniał się w Piwnicy pod Baranami, pisał scenariusze filmowe, produkował gazetkę "Radło", występował w Teatrze 38, prowadził zespół muzyczny Szwagry... Stanisław Radwan wspomina, jak spotkał go przypadkowo na ulicy i opowiedział o przygotowywanej właśnie inscenizacji "Panny Tutli Putli" Witkacego w Teatrze Ateneum. Otóż Dymny na poczekaniu stworzył nowatorską wizję opery:

Wyszedł sobie od chóru - wspomina - i przeszedł przez różnostylistyczne rodzaje muzyki. Wierzę, że on by taki scenariusz wymyślił, w którym pomieściłyby się te różne stylistyki. (...) Wiesiek w czasie półtoragodzinnej rozmowy, ad hoc, stworzył spójną i nowatorską wizję artystyczną.


Wiesław Dymny, Znak


Pełen żaru i magii


Autorka biografii, Monika Wąs, nie tylko przytacza wspomnienia, ale osadza postać Dymnego w trudnej polskiej historii, pisząc o wojennym dzieciństwie, utracie ojca, biedzie  i tułaczce. Nasyca tę postać historyczno-obyczajowym kontekstem, dzięki czemu widzimy pełnego człowieka - z jego bogatą historią, która pozwala go lepiej zrozumieć. Ale to nie wszystko.
Autorka pochyla się także często nad twórczością swojego bohatera, cytując ją obficie i analizując. Nie ucieka też od anegdoty, gdyż był to żywioł Dymnego, integralna jego część. Przytacza m.in. anegdotę Zofii Komedowej-Trzcińskiej, która wspomina występ Piwnicy pod Baranami w Warszawie. Był na nim obecny znany krytyk literacki Artur Sandauer, któremu szczególnie podobały się prezentowane teksty:

Słuchajcie, to genialne! - zawołał z entuzjazmem. A te teksty to Garcia Lorca? Prawda?

Ale w odpowiedzi usłyszał, że to Wiesio Dymny...

Testy Dymnego opierały się często na grze słownej. Pisał krótkie opowiadania, wierszyki, parodiował różne style literackie, zaskakiwał komicznymi skojarzeniami. Czasami to tylko zabawa słowna, czasami jednak groteska służyła opisywaniu i ocenie świata... Dymny był erudytą, stąd jego twórczość obfituje w liczne konteksty kulturowe i literackie. Leszek Długosz wspomina, że artysta był świetnie zorientowany w literaturze współczesnej, ale także znał doskonale Biblię, czytał dzieła filozoficzne i psychologiczne. I choć jako literat nie zdobył popularności, ogromnym powodzeniem cieszyły się jego występy kabaretowe.

Wiesiek to był mag - zachwyca się Stanisław Radwan. Miał taką siłę tego, co szło od środka, z wnętrza człowieka. Dlatego on tak łatwo mógł się bawić samym słowem. Posiadał niesłychaną umiejętność skupienia się, był pełen żaru i magii.


Pięć i pół... Bladego Józka


Wiesław Dymny próbował także swoich talentów w kinie - jako scenarzysta i aktor. Zadebiutował filmem "Chudy i inni", o którym K. Demidowicz pisał na łamach "Filmu", że "był wydarzeniem 1967 roku (...), burzył schemat peerelowskiej opowieści o wielkiej budowie". W tym filmie Dymny zadebiutował także jako aktor. Na tym się nie skończyło. Henryk Kluba, nieżyjący reżyser filmu, wspomina:

Wiesiu mi się zwierzył, że ma gotową powieść "Słońce wschodzi raz na dzień". Oszalałem. (...) To było jedno z najtrudniejszych naszych przedsięwzięć.

K.T. Toeplitz napisał potem entuzjastyczną recenzję:

Film Kluby i Dymnego (...) jest niewątpliwie filmem wybitnym. (...)  ów filmowy epos ludowy jest przecież nowoczesną pochodną góralskiej opowieści zbójeckiej, (...)  Dziedziczy po tej opowieści nie tylko wiele ze swojego fabularnego schematu, ale przede wszystkim jej klimat moralny, w którym "zbójowanie" (...) zawsze stanowi wyraz malowniczego indywidualizmu.  

Mimo tych pochlebnych opinii, film trafił na półki... Trzecim filmem tryptyku o współczesnym Polaku miał być "Prorok", ale ostatecznie powstał obraz "Pięć i pół bladego Józka", który nigdy nie wszedł na ekrany...

Non omnis moriar


Wiesław Dymny, archiwum Anny Dymnej


Kiedy Dymny odszedł w niewyjaśnionych do końca okolicznościach, jeden z przyjaciół - jazzman Andrzej Jerzy Nowak napisał:

Dymny to ewenement, tacy ludzie zdarzają się raz na kilkaset lat albo w ogóle, jeżeli chodzi o poziom geniuszu i zdolności. Szkoda, że tak krótko żył i w tak tragiczny sposób odszedł.

A jednak non omnis moriar. Monika Wąs nie tylko pięknie opowiada o Wiesławie Dymnym, przywracając pamięć o nim i jego twórczości, podaje także wszystkie wydarzenia, które odbyły się w związku z osobą artysty już po jego śmierci, a świadczą o tym, że "nie cały umarł".Są to zarówno książki prezentujące jego dorobek, jak również przeglądy filmowe, Fundacja Kulturalna im. Wiesława Dymnego, założona przez przyjaciół artysty, spektakle na podstawie jego tekstów, audycje telewizyjne, wystawy rysunków. Na podstawie tekstów Wiesława Dymnego powstała płyta nagrana przez Grzegorza Turnaua...

Starannie wydana i zaopatrzona we wszystkie możliwe przypisy, a przede wszystkim znakomicie opowiedziana historia Wiesława Dymnego ma szansę stać się wydarzeniem literackim, a już z pewnością jest należnym hołdem znakomitemu artyście, który - gdyby żył - obchodziłby w tym roku 80. urodziny.

Książka Moniki Wąs: "Dymny. Życie z diabłami i aniołami" ukazała się w Wydawnictwie Znak.

Wywiad z autorką - pod tym linkiem


Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.


czwartek, 26 września 2019

Włącz Teatr! w Ninatece

W październiku Ninateka inauguruje sezon teatralny – w ramach akcji Włącz teatr! W każdy czwartek będą odbywać się transmisje online spektakli, które cieszyły się ogromnym powodzeniem widzów. W repertuarze znalazły się m.in. Nasza klasa Ondreja Spišáka, Narty Ojca Świętego Piotra Cieplaka oraz Małe zbrodnie małżeńskie Krystyny Jandy.


Scena ze spektaklu Nasza klasa (fot. TVP)

Październik w Ninatece upłynie pod znakiem teatru – poświęcony zostanie najlepszym spektaklom, słuchowiskom, dokumentom oraz rozmowom z ludźmi sceny. W każdy czwartek o godz. 20.00 na stronie www.ninateka.pl będzie można bezpłatnie oglądać głośne spektakle: Nasza klasa w reżyserii Ondrej Spišáka (na podstawie dramatu Tadeusza Słobodzianka)  Narty Ojca Świętego Piotra Cieplaka (na podstawie prozy Jerzego Pilcha) oraz Małe zbrodnie małżeńskie w reżyserii Krystyny Jandy. Reszta tytułów została wybrana przez użytkowników Ninateki w ramach głosowania i będą to: Zapomniany diabeł Tadeusza Lisa oraz Antygona w Nowym Jorku Kazimierza Kutza.

Chociaż akcja Włącz teatr! potrwa miesiąc, nie można jednak zapominać, że teatr jest w Ninatece dostępny na co dzień – aktualnie platforma może pochwalić bazą kilkudziesięciu słuchowisk oraz 70 spektakli najważniejszych polskich reżyserów, m.in. Krzysztofa Warlikowskiego, Grzegorza Jarzyny, Jana Klaty, Adama Hanuszkiewicza, Krystiana Lupy, Zygmunta Hübnera, Tadeusza Kantora, Jerzego Jarockiego, Krystyny Jandy, Izabelli Cywińskiej i Erwina Axera.


Dla tych, którzy chcą pogłębić swoja wiedzę na temat polskiego teatru, stworzona została Kolekcja teatralna, w której bogaty zbiór rejestracji uzupełniony został opisami, komentarzami, a także materiałami audiowizualnymi, wskazującymi na różnorakie konteksty i interpretacyjne tropy.

Akcja Włącz teatr! obejmie również profil Ninateki na facebooku – przez cały miesiąc będą publikowane informacje o ważnych wydarzeniach polskiej sceny teatralnej, ciekawostki, nie zabraknie również sylwetek aktorów, reżyserów, scenografów i haseł związanych z teatrem.

Czym właściwie jest Ninateka? Serwisem VOD działającym w ramach Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego, który wypada znać! Bo tylko tutaj można za darmo i bez reklam, nie wychodząc z domu obejrzeć to, co w polskiej kulturze audiowizualnej najważniejsze. W Ninatece udostępnionych jest ponad 7000 materiałów – filmów fabularnych i dokumentalnych, rejestracji spektakli i koncertów, animacji, słuchowisk i publicystyki.

Harmonogram transmisji online:


3 października | g. 20:00 |  Nasza klasa, reż. Ondrej Spišák

10 października | g. 20:00 |  Zapomniany diabeł, reż. Tadeusz Lis

17 października | g. 20:00 |  Narty Ojca Świętego, reż. Piotr Cieplak

24 października | g. 20:00 |  Antygona w Nowym Jorku, reż. Kazimierz Kutz

31 października | g. 20:00 | Małe zbrodnie małżeńskie, reż. Krystyna Janda

informacja prasowa

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty