![]() |
| Traktat o manekinach, reż. Piotr Tomaszuk, fot. prasowa Przedstawienie
Piotra Tomaszuka można by porównać
do sztuk Tadeusza Kantora. Obaj są demiurgami stwarzającymi teatralną
rzeczywistość. I choć Tomaszuk realizuje koncept Schulza, rozwija go, dopisując (w duchu prozy autora „Sklepów cynamonowych”), to wszystko, o co
wzbogaciło jego, a także nasze doświadczenie obu totalitaryzmów: hitlerowskiego i
stalinowskiego. Odczytanie „Traktatu o manekinach”
jako ich zapowiedzi uzupełnia Tomaszuk projekcjami własnej wyobraźni i
doświadczeń. Włącza do spektaklu film, będący przykładem owej rzeczywistości
„drugiej rangi”, bo stworzonej ludzką ręką, zarazem zaś zapowiadającej okrucieństwa
II wojny. Oglądamy fragmenty „Psa andaluzyjskiego” Luisa Bunuela ze słynną
sceną przecinania oka, a także sceny z filmów Charlie Chaplina, w których
Charlie ciągle jest bity, popychany i poniewierany.
Scena zbiorowa spektaklu "Traktat o manekinach"
Perorujący Ojciec
przemienia się a to w Stalina, a to w Hitlera… Świat przestaje być zrozumiały,
staje się groźny. Śmiech Adeli – podobnie jak widzów filmu – zamiera, a w jego miejsce pojawia się groza. Na naszych oczach to, co było fantomem
– światem zaklętym w celuloidzie, przemienia się w Historię. Żołnierz rosyjski,
żołnierz niemiecki – wszyscy pytają o Żydów i oczywistym jest, co takie pytanie
znaczy. Uprzedmiotowienie bohaterów i ich „manekizacja” sprawiają, że
wyroki śmierci nie są już ludobójstwem, ale co najwyżej niszczeniem „przedmiotów
drugiej rangi”…
Przedstawienie
Wierszalina – doprawdy wstrząsające. Jednocześnie tak różne od przeciętnego
spektaklu. Znakomity, nośny i twórczo potraktowany tekst.
Funkcjonalna, a zarazem symboliczna dekoracja i rekwizyty. Za niebanalną scenografię
należą się brawa Julii Skuratowej. Wreszcie
– bardzo dobre aktorstwo: precyzyjne środki wyrazu, ruch sceniczny, świetnie
zrealizowane skomplikowane zadania aktorskie (np. Syn jest Narratorem, szwaczkami, Żołnierzem rosyjskim i
niemieckim). Brawurowo zagrali je: Rafał Gąsowski jako Ojciec,
Miłosz Pietruski jako Syn oraz Dariusz
Matys jako Adela. Znakomicie
współgra ze słowem muzyka tego spektaklu, pochodząca z nagrań zespołu "Accordion Tribe".
"Traktat o manekinach", prasowe
Na przestrzeni wielu lat – powiedział w wywiadzie
autor sztuki Piotr Tomaszuk - widać
jak bardzo twórczość Schulza jest realna i ponadczasowa. Manekin krawiecki
bliski jest człowiekowi sztucznemu, który sprowadzany jest do roli przedmiotu
nie mającego żadnej indywidualności. W tym
przedstawieniu pokazujemy, że czym innym są idee które rodzą się w głowach
filozofów, humanistów, a czym innym stają się, kiedy trafiają w ręce polityków
– mówi reżyser. – To dwie różne rzeczywistości: jedna człowieka rozwija, druga niszczy.
fragmenty spektaklu
"Traktat o manekinach"
inscenizacja i reżyseria: Piotr Tomaszuk
scenografia: Julija Skuratova (Litwa)
videodekor i projekcje: Piotr Tomaszuk
Współpraca : Rafał Gąsowski
Występują:
Rafał Gąsowski jako Manekin Ojca
Dariusz Matys jako Manekin Adeli
Miłosz Pietruski jako Nie-Syn
Tekst ukazał się pierwotnie na portalu PIK Wrocław
|
Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu… Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
czwartek, 5 października 2017
Teatr Wierszalin: „Traktat o manekinach” /recenzja teatralna/
O tęsknocie za transcendencją i tajemnicach ludzkiej duchowości /„Wierszalin. Reportaż o końcu świata”/
![]() |
| Włodzimierz Pawluczuk, Wierszalin. Reportaż o końcu świata 30 lat później |
Wierszalin. Reportaż o końcu świata
„Dzieje tego mitu – pisze w swojej książce „Wierszalin. Reportaż o końcu świata. Trzydzieści lat później” Włodzimierz Pawluczuk – są odbiciem dziejów świata w mijającym stuleciu. W micie Wierszalina można było szukać jakiejś prawdy o sobie, o człowieku, o Bogu”.
Historia pewnej sekty
Inny świadek i uczestnik wydarzeń – niejaki Daniluk, prawa ręka proroka, który spisywał i drukował wypowiedzi Ilji niczym ewangelista, opowiada o tym, jak wysłał orędzie do redakcji „Gromady – Rolnika Polskiego” i do „Trybuny Ludu”, ale mu nie odpisano, natomiast otrzymał odpowiedź od najwyższych władz Związku Radzieckiego – że będą jego list rozpatrywać…
Prorok Ilja ogłosił nawet koniec świata, ale kiedy się okazało, że ten nie nastąpił, postanowiono go ukrzyżować, aby ponownie zbawić świat. Prorok wprawdzie ukrzyżować się nie dał i stracił w ten sposób część wyznawców, ale kiedy w czasie wojny wkroczyli Rosjanie – wywieźli go i słuch o nim zaginął. Pozostały domysły. Po wojnie grupa wyznawców, którzy wierzyli w boską naturę Klimowicza, gromadziła się na modlitwach i śpiewach w jednej ze zbudowanych przez niego chat aż do lat 80.
Historia sekty proroka Ilji w interpretacji Piotra Tomaszuka i aktorów Teatru Wierszalin jest porywającą opowieścią na temat tajemnic ludzkiej duchowości, tęsknoty za prawdą i ładem na tym świecie. Jest przedstawieniem, które czerpie soki z takich właśnie historii jak dzieje owego proroka.
środa, 5 sierpnia 2026
Piotr Tomaszuk – cicerone teatralnych podróży /wywiad/
„W teatrze najpiękniejsze jest to, że czasem zabiera nas w podróż z takim cicerone, bez którego nigdy byśmy sami tej podróży nie odbyli. A ponadto nie miałaby ona takiego charakteru”. Rozmawiam z Piotrem Tomaszukiem – reżyserem i dramaturgiem teatralnym, scenarzystą, współzałożycielem działającego już 35 lat unikalnego autorskiego Teatru Wierszalin w Supraślu, wielokrotnie nagradzanym w Polsce i na świecie.
| Piotr Tomaszuk, fot. Magdalena Rybij |
Barbara Lekarczyk-Cisek: Podziwiam Pańskie dokonania od dawna, nigdy jednak nie miałam okazji porozmawiać o Pańskim niezwykłym teatrze. Uznałam, że jest teraz dobra do tego okazja: Teatr Wierszalin świętuje w tym roku 35-lecie istnienia, Pana zaś uhonorowano tytułem doktora honoris causa Uniwersytetu w Białymstoku. Wszystko to skłania do rozmaitych refleksji, przede wszystkim nad tym, jak te lata poświęcone intensywnej pracy nad spektaklami wpłynęły na Pańskie postrzeganie teatru i życia. Bo w Pańskim przypadku są to sfery nierozłączne…
Piotr Tomaszuk: Teatrem zacząłem się interesować ponad pięćdziesiąt lat temu. W czasach mojej młodości, chłonnej i kształtującej, miałem okazję zetknąć się w Teatrze Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku z interesującymi reżyserami, począwszy od Jerzego Zegalskiego, a skończywszy na Andrzeju Witkowskim czy Wojciechu Pisarku. To była ekipa, która przyjechała do Białegostoku w latach 70. I realizowała ambitny repertuar. Działał też znakomity Białostocki Teatr Lalek, który prowadził od końca lat 60. Krzysztof Rau i gdzie ciekawe przedstawienia reżyserował również Jan Wilkowski. Wtedy właśnie zaczęła się moja fascynacja teatrem, dzięki której zdecydowałem się na studia na Wydziale Wiedzy o Teatrze w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Erudycję zawdzięczam znakomitym wykładowcom, począwszy od prof. Zbigniewa Raszewskiego, poprzez Stefana Mellera, Martę Fik, Zbigniewa Wilskiego, Andrzeja Wanata, po Jerzego Koeniga i Aleksandrę Okopień-Sławińską. To byli wspaniali pedagodzy, którzy potrafili rozżarzyć moją fascynację teatrem w sposób sensowny i wzbogacający. Cała moja młodość była fascynacją teatrem kogoś, kto ogląda i opisuje, ale potem zacząłem się nim zajmować praktycznie. Zdałem egzaminy na reżyserię teatru lalek w Białymstoku i właściwie jej nie ukończyłem, bo wcześniej zacząłem reżyserować. W tamtym czasie klasyka miała jeszcze mocną pozycję i był to okres, który nie pozwalał zwątpić w teatr. A 35 lat tworzenia teatru na scenie zmienił mój ogląd: zacząłem patrzeć na teatr od środka, a to zupełnie co innego.
Różnic jest wiele, ale na szczęście początek z końcem się spotykają: ciągle uważam, że teatr jest czymś fascynującym – oddałem mu całe swoje życie.
Zanim znalazł się Pan w teatrze i pojął, że jest to dziedzina sztuki, w której najpełniej się odnajduje, to „na początku było słowo”. Pan nie tylko adaptuje teksty, które potem stają się osobistymi wypowiedziami, ale również sam pisze, czego przykładem może być „Traktat o manekinach” Bruno Schulza. Chciałabym zapytać o Pańskie inspiracje literackie. Co sprawia, że przemawia do Pana taki, a nie inny tekst?
Inspiracje są bardzo różne. Do Mickiewicza doszedłem bardzo późno. Na początku swojej działalności reżyserskiej nie śmiałem po niego sięgnąć – uważałem, że jest to literatura, do której nie dorosłem. I chyba dobrze się stało. Mickiewicza warto tworzyć z aktorami na scenie wówczas, kiedy człowiek pozbył się tych ambicji, które każą mu myśleć, że wie więcej niż autor. Bardzo wielu młodych reżyserów wychodzi z tego właśnie założenia. Próbują więc autora zmienić i niejako „przerobić pod siebie”. Powstają dzieła często nawet interesujące formalnie, ale nie przyczyniają się do zrozumienia tekstu. A ja jestem jednak wychowany w tradycji reżyserii interpretującej. Sztuka interpretacji jest jedną z podstawowych umiejętności reżyserskich, ale ta umiejętność obecnie zanika. Pojawiła się za to tendencja do narzucania autorom myśli zupełnie im obcych, aberracyjnych w stosunku do nich. Rodzaj lektury, by tak rzec, skromnej i ostrożnej wypadł z mody. Tymczasem po Mickiewicza warto sięgnąć, gdy człowiek się pozbył tych nadmiernych ambicji osobistych i szuka prawdy w autorze.
Inspiracje literackie były dla mnie zawsze punktem wyjścia, bo teatr jest domem literatury. Nie wierzę w teatr, który powstaje z pominięciem tekstu. Oczywiście, teatr może sięgać po takie środki wyrazu, upodobnić się do pantomimy czy do moving theatre, gdzie ważny jest głównie wyraźny i plastyczny ruch, ale wszystko, co dotyczy literatury, znika przygniecione tą wizją. Taki teatr nigdy mnie nie pociągał. Uważałem go zawsze za miejsce, gdzie literatura obleka się w ciało. I fascynujące jest, że teatr pozwala zmaterializować to, co na poziomie tekstu jest tylko „marą bladą”, jakby powiedział Mickiewicz. Zawsze fascynowało mnie odkrywanie tego backgroundu, który drzemie w dobrym tekście dramatycznym napisanym przez Ibsena czy Czechowa. Wszędzie tam są pewne okoliczności i elementy rzeczywistości obiektywnej otaczającej bohaterów. I ta rzeczywistość musi zaistnieć, aby tekst miał sens. Odkrywanie świata, który stoi za słowami, zawsze mi się szalenie podobało jako działalność poniekąd detektywistyczna. Kiedy wraz z aktorami zaczynamy się zastanawiać, co jest podstawą takiego, a nie innego zdania, takiej, a nie innej uwagi odautorskiej zawartej w didaskaliach. To praca analityczna, pozwalająca zrekonstruować wizję autora. Ten rodzaj reżyserii zawsze był mi bliski. Oczywiście, nie rezygnowałem też z wymogu wyrazistości formalnej. Teatr Wierszalin od początku różnił się od innych także tym, że myśmy zawsze wykorzystywali fizyczność aktora, wprowadzając m. in. doświadczenia i metodę ćwiczeń Jerzego Grotowskiego czy też po prostu dbając o pewną wyrazistość, którą do teatru polskiego wprowadził swoimi spektaklami Tadeusz Kantor. Podzielam założenie kantorowskie, że teatr opracowuje zasady istnienia sam dla siebie, na rzecz jednego przedstawienia i że ten świat od początku do końca jest spójny albo rozlatuje się w odbiorze widza i nie zostaje z niego nic. Pierwsze przedstawienia Kantora zobaczyłem będąc na studiach w Warszawie i od tego momentu wiedziałem, że to jest dla mnie niedościgły wzór. Natomiast przedstawień Grotowskiego nie widziałem na żywo. Jednak dużo na ten temat czytałem i sam praktykowałem wiele ćwiczeń, które Grotowski i jemu podobni proponowali aktorom. Myślę, że ten rodzaj treningu aktorskiego dał mi bardzo dużo w sensie rozumienia tego, o co chodzi na scenie i czego potrzebuje aktor, aby wiarygodnie zaistnieć.
![]() |
| Rafał Gąsowski w spektaklu Piotra Tomaszuka: "Bóg Niżyński" fot. Bartek Siejwa |
![]() |
| Rafał Gąsowski w spektaklu Piotra Tomaszuka: "Bóg Niżyński", fot. Bartek Siejwa |
| Piotr Tomaszuk w "Dziadach" we własnej reżyserii, fot. Magdalena Rybij |
Piotr Tomaszuk urodził się 17 czerwca 1961 roku w Białymstoku. Jest reżyserem teatralnym, dramatopisarzem i scenarzystą, założycielem oraz dyrektorem Teatru Wierszalin w Supraślu.
sobota, 13 października 2018
"Dziady. Noc druga" - spektakl Teatru Wierszalin
![]() |
| Dziady. Noc druga w reż Piotra Tomaszuka, Teatr Wierszalin |
Przeczytać Mickiewicza - to jedno. Zrozumieć Mickiewicza - to drugie. Ale usłyszeć Mickiewicza, to coś jeszcze zupełnie innego. Osobiście, po dwóch latach spędzonych na pracy nad "Dziadami", mam wrażenie, że są one wielką partyturą. Ta muzyka ukryta jest w słowach, to requiem dedykowane męczennikom "narodowej sprawy" - twierdzi Piotr Tomaszuk, reżyser spektaklu.
To będzie wielkie wydarzenie artystyczne! W ramach projektu Teatr Polska w Małopolskim Centrum Kultury SOKÓŁ 31 października br. obejrzymy spektakl DZIADY. NOC DRUGA Teatru Wierszalin z Supraśla.
"Dziady. Noc Druga" w wykonaniu Teatru Wierszalin reprezentowały w tym roku polski teatr na Międzynarodowej Olimpiadzie Teatralnej w Indiach i Festiwalu Stolic Niepodległości w Rumunii.
31 października 2018, godz. 18.00
Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ w Nowym Sączu
sala im. Lucjana Lipińskiego
Reżyseria: Piotr Tomaszuk
W ramach projektu TEATR POLSKA
Bilety już w sprzedaży w kasie MCK SOKÓŁ. W ramach projektu zapraszamy na warsztaty "Maska - druga twarz aktora", które odbędą się w dniu spektaklu 31 października o godz. 12:00 w sali im. Bolesława Barbackiego (II piętro).
Wstęp na warsztaty na podstawie rezerwacji telefonicznej: 18/448-26-30 lub e-mailowej: k.kozuch@mcksokol.pl. Liczba miejsc ograniczona.
informacja prasowa
czwartek, 5 października 2017
Teatr Wierszalin: „Bóg Niżyński”. Transgresja i szaleństwo, świętość i grzech /recenzja teatralna/
![]() |
| Rafał Gąsowski w tytułowej roli w spektaklu Bóg Niżyński, w reż. Piotra Tomaszuka Spektakl „Bóg Niżyński” powstał pod wpływem fascynacji książką biograficzną o tancerzu:
„Gdy rozum śpi, a w mięśniach rodzi się obłęd”, której autorem jest znany psychiatra Tadeusz
Nasierowski.
„Gdy zaczynam robić adaptację, postacie zaczynają we mnie żyć w taki niezależny sposób, że
zaczynam mówić nimi, myśleć nimi i to one „żądają” zapisywania tych słów – zwierzył się PiotrTomaszuk podczas spotkania z widzami w legnickim Teatrze im. H. Modrzejewskiej.
Pomyślałem, że skoro mam takiego aktora jak Rafał Gąsowski, obdarzonego lotnością swej
cielesnej powłoki, to byłoby niepowetowaną stratą, gdybym nie zrobił takiego tematu, nie
dotknął takiego zagadnienia jak Niżyński”. Transgresja i szaleństwo, świętość i grzechNie jest więc to spektakl, który czerpie z ludowych opowieści pogranicza. Dotyka natomiast
takich spraw, jak problem artysty i jego sztuki, transgresja i szaleństwo, świętość i grzech.
Niżyński w interpretacji Rafała Gąsowskiego jest znanym tancerzem, ale jest też Każdym.
Wacław NiżyńskiPrototyp postaci – Wacław Niżyński był z pochodzenia Polakiem, choć urodził się w Kijowie i studiował w Petersburgu, gdzie zadebiutował już w wieku 18 lat. Baletnicą była także jego siostra Bronisława. Sławę zdobył przede wszystkim jako tancerz Baletów Rosyjskich Diagilewa, którego został kochankiem. Podczas występów w Ameryce Południowej Niżyński wykorzystał nieobecność Diagilewa i ożenił się z węgierską tancerką Romolą de Pulszky. Usunięty z zespołu, próbował robić samodzielną karierę, ale na przeszkodzie stanęła postępująca choroba psychiczna – schizofrenia. W tym czasie zaczął pisać swój dziennik, który osłania tajemnice jego przeżyć i psychiki. Do dziś towarzyszy mu legenda geniusza – najwybitniejszego tancerza swojej epoki, o niespotykanym talencie i technice, która pozwalała mu pokonać ograniczenia własnej fizyczności.
Rafał Gąsowski jako Niżyński, fot. Bartek Siejwa
Przedstawienie Tomaszuka pokazuje epizod rozgrywający się w zakładzie psychiatrycznym,
gdzie bohater dowiaduje się po śmierci Diagilewa w Wenecji i staje się to impulsem do
odprawienia panichidy nad ciałem zmarłego, zgodnie z obietnicą daną mu kiedyś, że "zatańczy
na jego grobie". W towarzystwie innych chorych Niżyński „odgrywa” swoje kolejne role,
zarówno baletowe („Pietruszka”, „Popołudnie fauna”, „Święto wiosny”), jak i życiowe – w
relacjach z matką, żoną, kochankami, a przede wszystkim - z Diagilewem. Cynizm tego
ostatniego zderzony zostaje z wrażliwością i poczuciem winy Niżyńskiego, który bezskutecznie
usiłuje oderwać się od przeszłości, a nie potrafi jej zaakceptować. Ciemne drogi szaleństwa
Czy szaleństwo jest
rodzajem ucieczki, czy też pozwala przekraczać ograniczenia cielesne, mentalne, moralne..?
Podobnie jak to było w romantyzmie, z pewnością jest formą poznania, także poznania samego
siebie. Jednakże poznanie to nie przynosi człowiekowi ani pewności, ani poczucia spełnienia.
Przeciwnie, bohater coraz bardziej pogrąża się w swoim szaleństwie. Jako grzesznik próbuje
odkupić swoje winy, kreując się na Ukrzyżowanego, a więc na Boga. Niżyński Tomaszuka i
Gąsowskiego to człowiek pełen sprzeczności: kocha i nienawidzi, czuje się największym
grzesznikiem, ale też Bogiem.
scena zbiorowa spektaklu
Kształt scenicznyGra aktorów, a zwłaszcza popisowa rola tytułowa – to aktorstwo najwyższej próby. Oszczędne
środki wyrazu, znakomita choreografia – tworzą swoisty balet gry. Niekiedy ociera się on o
ekshibicjonizm, ale nigdy nie przekracza tej niewidzialnej granicy. Aktorzy śpiewają, tańczą,
tworząc bogaty wachlarz scenicznych postaci. To aktorstwo „gorące”, a przy tym bardzo
precyzyjne i sugestywne.
Rafał Gąsowski zdaje się być stworzony do roli Niżyńskiego; kreuje tę
postać lekko i jakby od niechcenia, ale zarazem sugestywnie, dobierając środki scenicznego
wyrazu w sposób nieomal doskonały. Wirtuoz po prostu!
Na osobną uwagę zasługuje funkcjonalna i pełna ukrytych symboli dekoracja i kostiumy Evy
Farkasovej i Jano Zavarsky`ego. Główny podest przypomina katafalk, ale pełni także funkcję
łóżka i sceny baletowej. Wnętrze będące to kaplicą, to szpitalnym pokojem… Owa dwoistość i
wieloznaczność wymowy scenografii odpowiada także dwoistości i niejednoznaczności głównego
bohatera.
Teatr Wierszalin przyzwyczaił nas także do znakomitej oprawy muzycznej, również funkcjonalnej wobec całości przedstawienia. Pieśni chóralne, fragmenty utworów Igora Strawińskiego, a także oryginalne kompozycje Piotra Nazaruka tworzą niepowtarzalną atmosferę tego spektaklu.
Tekst ukazał się pierwotnie 13 czerwca 2012 roku na portalu PIK Wrocław.
|
sobota, 22 grudnia 2018
Katarzyna Knychalska: Być wiernym prawdziwemu teatrowi /wywiad/
![]() |
| Katarzyna Knychalska. fot. rozmówczyni |
Barbara Lekarczyk-Cisek: To niezwykłe, że grupa młodych ludzi organizuje wspaniały festiwal teatralny, że prowadzi pismo pod intrygującą nazwą „nietak!t”. Imponujące! Jak to się zaczęło?
Katarzyna Knychalska: W Fundacji Teatr Nie-Taki, którą założyliśmy 3 lata temu, jesteśmy wszyscy absolwentami filologii polskiej, ze specjalizacją teatrologiczną. Podczas studiów należeliśmy do Studenckiego Koła Naukowego Teatrologów „Dalej”. Jeździliśmy wspólnie po Polsce – do różnych miejsc, gdzie znajdowały się teatry znane nielicznym, takie jak: Wierszalin, Gardzienice, Cinema. Uczyliśmy się takiego teatru, który ma misję i jest raczej sposobem na życie niż instytucją. I w takim teatrze się zakochaliśmy. Wartością była także sama podróż i spotkanie ludzi, którzy go tworzą.
W tytułach fundacji, festiwalu i czasopisma pobrzmiewają deklaracje niezgody – na co?
One się zrodziły z niezgody na to, co nam, młodym, usiłuje się wmówić, a mianowicie, że teatr, który za podstawę działania obrał sobie konsekwencję i rzetelną pracę, jest konserwatywny, że nie ma go po co oglądać, bo jest już passé. Główny nurt teatru jest dziś bardzo wyrazisty – to poszatkowany, zdekonstruowany świat i często młodym się wmawia, że to ich świat, że dla nich się go na scenie odtwarza. Wstydliwe jest opowiadanie historii, niemodnie jest pokazywać oryginalność. Wolimy mówić co nam się podoba, niż negować, ale tych wyraźnych tendencji niszczących indywidualność w sztuce nie da się nie zauważyć.
A jaki jest teatr, za którym tęsknicie?
Promujemy teatry, które nie tylko charakteryzują się najwyższym poziomem artystycznym, ale są dziełem wynikającym z umiłowania sztuki teatru. Tworzą je ludzie wyjątkowi, utalentowani jak Piotr Tomaszuk z Wierszalina czy nasz niedawny gość – Tadeusz Słobodzianek.
Festiwal Teatru Nie-Złego odbywa się już po raz drugi. Czy trudno było zaangażować w to przedsięwzięcie teatr instytucjonalny, jakim jest Teatr Modrzejewskiej w Legnicy?
Wychowałam się w Legnicy, gdzie teatr jest również szczególny. Ma bowiem swój autorski pomysł, jest teatrem zakorzenionym w mieście. A zatem – na ile się da – łączy swoją funkcję instytucji kultury z misją – z przekonaniem, że poziom artystyczny musi być na pierwszym miejscu i że z widzem trzeba rozmawiać, a nie prowokować go, zmuszać do czegoś, co jest mu obce czy nawet obrażać. Zaczęliśmy współpracować z dyrektorem Jackiem Głombem znacznie wcześniej niż powstał pomysł na Festiwal, po założeniu gazety. Wszystko, co się dzieje, przebiega w duchu przyjaźni i partnerstwa. Nie czujemy, że jesteśmy młodymi ludźmi, którzy muszą dopiero terminować.
I edycja Festiwalu Teatru Nie-Złego miała miejsce w 2011 roku i trwała cztery dni. Obecna – przy tych samych założeniach – jest rozłożona w czasie, zakłada zaproszenie czterech zespołów na cztery weekendy w 2012 roku. Dzięki temu możemy dłużej utrzymać w Legnicy zainteresowanie teatrem, a poza tym mamy możliwość zaproszenia na dany weekend jednego zespołu z dwoma lub trzema spektaklami. Festiwal ma też misję edukacyjną: wydajemy katalogi, organizujemy spotkania z twórcami spektakli. Jestem przekonana, że dzięki Festiwalowi będziemy mieć niedługo najlepiej wyedukowaną publiczność teatralną w Polsce (śmiech). Dzięki nam widzowie nie muszą nigdzie jeździć, aby zobaczyć najwybitniejsze spektakle.
Jakie spektakle gościcie?
Staramy się zapraszać najbardziej reprezentatywne spektakle znakomitych grup teatralnych. Dlatego m.in. zaprosiliśmy starsze przedstawienia Teatru Wierszalin: „Wierszalin. Reportaż o końcu świata” i „Bóg Niżyński”. Podczas kolejnych weekendów będziemy gościć we wrześniu Teatr Zar z Wrocławia z tryptykiem „Ewangelie dzieciństwa” natomiast w listopadzie przyjedzie na Festiwal Teatr Provisorium z Lublina z przedstawieniami: „Bracia Karamazow” i „Ferdydurke”.
A inne plany?
We wrześniu współorganizujemy Wrocławski Festiwal Ruchu Cyrkulacje. Jest to cykl warsztatów teatru ruchu, które po kilku dniach kończą się pokazem efektów pracy. Poza tym planowane są rozmowy z tancerzami i panel dyskusyjny na temat “Ciało tancerza/ Tancerz cielesny”. Odbędą się także warsztaty pisania o tańcu. Raz w miesiącu prowadzimy teatralny klub dyskusyjny. Mamy kontakty z różnymi teatrami i zaczynamy myśleć o swoich projektach. Wierność teatrowi z czasem procentuje.
Dziękuję za rozmowę i za możliwość obejrzenia wspaniałych spektakli Teatru Wierszalin, życzę jeszcze wielu wspaniałych i twórczych projektów.
Wywiad ukazał się na portalu PIK Wrocław w czerwcu 2012 roku.
Katarzyna Knychalska - założycielka i prezeska Fundacji Teatr-Nie Taki we Wrocławiu. Wydawca, redaktorka naczelna portalu Teatralny.pl i czasopisma o teatrach niezależnych „nietak!t”. Współtwórczyni Ogólnopolskiej Offensywy Teatralnej zajmującej się jednoczeniem ruchu teatrów offowych. Dramatopisarka i adaptatorka (Moja Bośnia, premiera: Bolesławiec 2014; Stilon – najlepszy ze światów, premiera: Gorzów Wielkopolski 2016, Wiele demonów wg Jerzego Pilcha, premiera: Batumi, Gruzja 2016, Stacyjka, premiera: Poniewież, Litwa 2017). Konsultantka programowa w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, dyrektorka Festiwalu Teatru Nie-Złego w Legnicy, współtwórczyni Festiwalu Teatrów Niezależnych „Zwrot” we Wrocławiu. (informacja prasowa)
Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich
9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...
Popularne posty
-
"Szczególnie zapadł mi w serce niepozorny obraz, na który natknęliśmy się w skromnej salce parafialnej kościoła w Gliwicach – Łabędach....
-
Anioły na obrazach dawnych malarzy są piękne, dlatego często zapominamy, że są niematerialne i że ich piękno ma charakter duchowy. Sztuka pr...
-
W dniach od 7 do 15 lutego 2015 roku odbędzie się we Wrocławiu Akademia Händlowska. Wystąpi fenomenalna Julia Lezhneva, znakomici brytyjscy...
















