Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Händla, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Händla, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 marca 2025

Świeży powiew: Młody Händel we Włoszech. Händel Festspiele w Halle, 6–15 czerwca 2025

Od 5. do 14. czerwca odbędzie się w Halle Festiwal Händlowski, który po raz pierwszy odbył się w 1922 roku, trzy lata po Festiwalu Händlowskim w Getyndze. W tym roku festiwal skupia się na czterech latach, które kompozytor spędził we Włoszech, co znacząco wpłynęło na jego twórczość. Usłyszymy m. in. rzadko słyszane oratorium La Santissima Annunziata Alessandra Scarlattiego w żarliwej interpretacji Fabia Biondi i jego zespołu Europa Galante. Ponadto wystąpią międzynarodowe gwiazdy muzyki barokowej, takie jak Julia Lezhneva, Max Emanuel Cencic, Bruno de Sa i Christoph Prégardien, a z Polski - Martyna Pastuszka i {Oh! Orkiestra} i Rafał Tomkiewicz. Ponadto w programie konferencja naukowa i mnóstwo rozmaitych wydarzeń.



Trochę historii

W 1925 roku założono Händel -Gesellschaft (Towarzystwo Händlowskie), które w 1929 roku zorganizowało drugi festiwal pod dyrekcją Hermanna Aberta. 250. rocznica urodzin kompozytora w 1935 roku była okazją do zorganizowania trzeciego festiwalu, nazwanego przez nazistów „Reichs-Händelgedenktage”. Po II wojnie światowej Erich Neuß, Max Schneider , Herbert Koch i inni założyli Hallische Händel-Gesellschaft (Towarzystwo Halle Handel), które w 1948 roku zorganizowało czwarty festiwal we współpracy z Landestheater, Evangelische Kirchenmusikschule (Akademią Protestanckiej Muzyki Kościelnej) i Musikhochschule. Miało to miejsce w ukończonym niedługo wcześniej Domu Handla .

Od 1952 roku festiwal organizowany jest corocznie przez miasto Halle we współpracy ze stypendystami Uniwersytetu Marcina Lutra w Halle-Wittenberg i Hallische Händel-Ausgabe W Opernhaus Halle za każdym razem wystawiano co najmniej jedną z oper Händla, ponadto regularnie odbywały się występy gościnne w Goethe-Theater w Bad Lauchstädt - jedynym zachowanym teatrze z czasów poety. Od 1922 roku wystawiono 34 z 42 oper Händla w ponad 100 produkcjach. Pierwszym współczesnym profesjonalnym wykonaniem Rinalda w 1954 roku dyrygował Horst-Tanu Margraf ; w 1955 roku zaprezentowano Radamisto, w 1956 roku Poro, re dell'Indie ("Porus, król Indian") , w 1960 roku Imeneo, a w 1965 roku Scipione. Opera Faramondo została wznowiona w 1976 roku. Pierwsza opera Händla, Almira, została wystawiona w Goethe-Theater w 1994 roku. Tolomeo zostało wystawione i nagrane w 1998 roku, prawdopodobnie było to pierwsze wykonanie dzieła z instrumentami z epoki, pod dyrekcją Howarda Armana. Produkcja Admeto z 2006 roku, wyreżyserowana przez Axela Köhlera i dyrygowana przez Armana, również została nagrana. Włoska opera Giove in Argo została wystawiona w 2007 roku po premierze, która miała miejsce w tym sezonie na Festiwalu Händlowskim w Getyndze . Na festiwalu w 2009 roku wystawiono opery Floridante i Serse , pastisz Anaesthesia, a także oratoria: Theodora, Messiah , Belshazzar oraz Israel in Egypt .

Händel Festspiele 2025


Tytuł tegorocznego festiwalu skupia się na czterech latach, które Handel spędził we Włoszech. Opuścił Hamburg prawdopodobnie latem lub jesienią 1706 roku. Dużo czasu spędził w Rzymie (od lutego do jesieni 1707 roku i od lipca 1708 roku do jesieni 1709 roku, ale i to wiemy tylko w przybliżeniu), gdzie poznał m.in. Corellego, Lottiego i dwóch Scarlattich. To była szkoła muzyki włoskiej, którą młody kompozytor postanowił studiować. Z tego powodu Festiwal Handel ma zaprezentować rzadko słyszane oratorium La Santissima Annunziata Alessandra Scarlattiego w żarliwej interpretacji Fabia Biondi i jego zespołu Europa Galante. Scarlatti napisał to dzieło w 1700 lub 1703 roku do libretta kardynała Ottoboniego, który również zamówił utwory u Händla. Prawykonanie sakralnego oratorium Händla La resurrezione pod dyrekcją Corellego odbyło się w Niedzielę Wielkanocną 1708 r. w pałacu markiza Ruspoli w Rzymie i jest świadectwem ogromnej dojrzałości 23-letniego kompozytora.

Otwarcie Festiwalu Handlowskiego na rynku, fot. Thomas Ziegler

Podczas 66 głównych i towarzyszących wydarzeń, które odbędą się w 17 miejscach w Halle i okolicach, można będzie usłyszeć międzynarodowe gwiazdy muzyki barokowej, takie jak Julia Lezhneva, Max Emanuel Cencic, Anna Bonitatibus, Mahan Esfahani, Rey Chenez, Bruno de Sa i Christoph Prégardien, a także Reinhard Goebel, Fabio Biondi, Martyna Pastuszka, Attilio Cremonesi, Federico Maria Sardelli, Hervé Niquet, Wolfgang Katschner, Lautten Compagney Berlin, włoskie zespoły: Modo Antiquo i Europa galante, polską {Oh! Orkiestra} i Estoński Chór Kameralny Filharmonii, a także duński Concerto Copenhagen i Le Concert Spirituel z Paryża. 

Nagroda Miasta Halle Händel, przyznawana przez Händel House Foundation, trafia w tym roku do Händel Festival Orchestra Halle. Dzięki niej Rada Powiernicza Handel House Foundation honoruje dziesięciolecia poświęcone interpretacjom muzyki Händla na instrumentach z epoki. 

Międzynarodowa Konferencja Akademicka 2025 nosi tytuł „Händel's Italian Texts and his librecists”. Przyjrzymy się bliżej włoskim tekstom, do których Händel skomponował muzykę, jego kontaktom z włoską literaturą i librecistami, a także spróbujemy dokonać porównań z innymi kompozytorami XVIII wieku. 

Szczególnie ważne dla Festiwalu Händla jest jego dostępność dla mieszkańców miasta i regionu. Wstęp na niektóre wydarzenia jest bezpłatny, a dwa koncerty w wąwozie Galgenberg zakończą festiwal popularnymi programami i gościnnymi występami artystów, takich jak Kissin' Dynamite i brytyjski dyrygent Joolz Gale. Hip-hopowiec Raphael Moussa Hillebrand i młody kompozytor Oscar Jockel, którzy wspólnie z młodymi ludźmi z Halle-Neustadt przygotowują program. 

informacja prasowa


poniedziałek, 30 września 2024

Przyjazna przyszłość za sprawą muzyki. Relacja z 59. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans

W dniach od 5. do 15 września 2024 roku odbył się -  już po raz 59! – Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans. Tym razem pod hasłem "Migracje". Były to zatem dni nie tylko wypełnione piękną muzyką, znakomitymi koncertami, ale także czas na refleksję. W niespokojnym świecie ciągłych wojen, powodzi i innych kataklizmów dawał nadzieję, że muzyka potrafi ocalić to, do dla człowieka najważniejsze i dać mu nadzieję na lepszą przyszłość. 


Przyjazna przyszłość dzięki muzyce

Maestro Giovanni Antonini, dyrektor artystyczny festiwalu, który pełnił tę funkcję przez 12 lat, od 2012, co roku, poddawał melomanom pod refleksję  rozmaite interesujące i często nad podziw aktualne tematy, pozwalające przechodzić "Z ciemności w światło" (49. odsłona), śledzić "Niebezpieczne związki" władzy i muzyki (57. Wratislavia), snuć refleksje na temat tego, czym jest wolność (53. "Wyzwolenie") lub –  jak w tym roku: rozważać rozmaite znaczenia słowa "migracje".  Jak mogliśmy przeczytać w książce programowej,  zjawisko to dotyczyło kompozytorów i ich rodzin, czego przykładem jest Georg Friedrich Händel, którego dziadek był kotlarzem w Breslau, zanim przeniósł się z rodziną do Halle. A sam kompozytor... Osobny koncert, w którym znalazły się kompozycje Henryka Mikołaja Góreckiego i Mikołaja Góreckiego poświęcono twórcy Festiwalu Wratisłavia Cantans - Andrzejowi Markowskiemu, nawiązując do jego udziału w Powstaniu Warszawskim. W innym pojawił się Nokturn na orkiestrę smyczkową Romana Palestra - kompozytora urodzonego w Śniatyniu na Kresach, który wyemigrował do Monachium, gdzie współtworzył polską sekcję Radia Wolna Europa, a następnie mieszkał do śmierci w Paryżu. Dla wybitnego dyrygenta Christopha Eschenbacha, obecnie szefa NFM Filharmonii Wrocławskiej, jest to z kolei powrót do miejsca narodzin. Można by na różne sposoby rozważać to zjawisko, faktem jest jednak, że ma ono charakter dość powszechny, o czym świadczą losy i dzieła kompozytorów, których utwory zostały zaprezentowane na tegorocznym festiwalu. W swoim słowie wstępnym Giovanni Antonini zawarł również ważne przesłanie:

"Spotkajmy się na festiwalu w mieście spotkań religii i kultur, przeszłości i teraźniejszości. Spróbujmy pomyśleć o przyjaznej przyszłości dzięki muzyce".

Giovanni Antonini z solistami - od lewej: Julia Lehzneva, Anet Fritsch, 
Lucile Richardot, Krystian Adam Krzeszowiak, koncert " Triumf Czasu",
fot. Karol Adam Sokołowski/NFM


Triumf  Händla


Na początek Festiwalu Wratislavia Cantans zabrzmiało oratorium Georga Friedricha Händla: "Triumf czasu i prawdy", tak bowiem brzmi ostateczny tytuł kompozycji napisanej w trzech różnych wersjach na przestrzeni pięćdziesięciu lat twórczości kompozytora. I to właśnie ten utwór, wraz z oratorium "Izrael w Egipcie", był prawdziwą perłą tegorocznego festiwalu, którego charakter był wszakże w zamyśle jego twórcy Andrzeja Markowskiego oratoryjno - kantatowy.

Händel stworzył własny rodzaj oratorium, który zwykł nazywać "a sacred drama", a który był w istocie wielkim dramatem biblijnym, mającym w sobie niekiedy patos antycznych tragedii. Koncepcja oratorium, świadomość, czym ma być ta forma, dojrzewała w wyobraźni Händla stopniowo, nakładając się na ostatnią fazę aktywności operowej kompozytora. Punktem zwrotnym okazał się przełom 1738/39 roku, kiedy to powstały dwa wielkie oratoria: "Saul" oraz "Izrael w Egipcie", diametralnie odmienne, jak gdyby ich autor chciał wypróbować różne sposoby podejścia do Biblii. 

Pierwsze oratorium Händla, skomponowane wiosną 1707 roku do włoskojęzycznego libretta kardynała Benedetto Pamphiliego nosiło tytuł "Czas i Rozczarowanie" i chociaż zostało skomponowane przez młodego twórcę, dostrzeżemy w nim zalążki geniuszu, a także niewyczerpane źródło pomysłów, do których kompozytor wielokrotnie później sięgał. Jedno jest pewne, że bez tej i kolejnych wizyt w Italii twórczość i kariera Händla potoczyłaby się zupełnie inaczej, ale przecież wielu twórców migrowało do tego kraju, nie osiągając tak wspaniałych rezultatów. Zresztą, ostatecznie Händel został uznany narodowym kompozytorem ... Anglików. 

"Triumf Czasu": od lewej  Stefano Barneschi (skrzypce) i Anet Fritsch (sopran, Piękno),
fot. Karol Adam Sokołowski/NFM

Dwuczęściowe oratorium miało swoją premierę latem 1707 roku w Rzymie. Jedną z jego słynnych arii jest "Lascia la spina, cogli la rosa" (Zostaw cierń, weź różę), przekształconą później w "Lascia ch'io pianga" (Zostaw mnie, abym płakał) w operze "Rinaldo". Dzieło zostało poprawione i rozszerzone do trzech części w marcu 1737 roku, zmieniono również jego tytuł na "Triumf Czasu i Prawdy". Händel mieszkał w tym czasie w Anglii i wystawiał anglojęzyczne oratoria i opery włoskie. Premiera tej wersji odbyła się 23 marca, w następnym miesiącu doczekała się trzech kolejnych wykonań, a wznowiono ją w 1739 roku. W marcu 1757 roku, być może bez większego zaangażowania niewidomego już i starzejącego się Händla, oratorium zostało jeszcze bardziej rozbudowane. Libretto zostało przetłumaczone na język angielski, prawdopodobnie przez ostatniego librecistę kompozytora, Thomasa Morella, podczas gdy John Christopher Smith Jr. prawdopodobnie skomponował partyturę. Chociaż "Jefta" (1751) jest uważany za ostatnie oratorium kompozytora, to trzecia wersja Il trionfo pojawia się później. Takie to były losy pierwszego oratorium Händla...

"Triumf Czasu", od lewej: Lucile Richardot (mezzosopran, Prawda), Krystian Adam Krzeszowiak (tenor, Czas), fot. Karol Adam Sokołowski/NFM

"Triumf czasu i prawdy" ma formę moralitetu: upostaciowane w nim Piękno i Przyjemność zostają skonfrontowane z Czasem i Prawdą. Można by powiedzieć za Freudem, że obrazują pewne etapy rozwoju człowieka, począwszy od okresu narcystycznego, kiedy to skupia się on na sobie – na własnych potrzebach i przyjemnościach, sprawach zewnętrznych, z pominięciem duchowych. Taka postawa prowadzi donikąd, jak usiłuje to w oratorium uświadomić Prawda, bez której człowiek żyje złudzeniami i nigdy nie osiągnie prawdziwej dojrzałości. Ta zaś polega na przyjęciu do świadomości, że istnieją nie tylko przyjemności, ale również cierpienie – bez jego doświadczenia i przyjęcia człowiek nigdy nie stanie się sobą i nie osiągnie prawdziwej wewnętrznej wolności. Uświadamia to także upostaciowany Czas, któremu wszystko podlega. Prawdziwe szczęście (pełnię) osiąga człowiek dopiero w obecności Boga, gdzie Czas nie ma już nad nim władzy. Część III oratorium ukazuje dramatyczną walkę Piękna z samym sobą. Pomimo uświadomienia sobie, że piękno duchowe jest nieprzemijające, ciągle jednak kuszone jest przez Przyjemność, będącą personifikacją "rozkoszy ziemskich", by użyć tytułu obrazu Hieronima Boscha. Ostatecznie jednak Piękno zwycięża, a Prawda i Czas triumfują.

"Triumf Czasu", od lewej: Stefano Barneschi (skrzypce) i Anet Fritsch (sopran, Piękno), 
fot. Karol Adam Sokołowski/NFM

Dramat na dwa soprany, mezzosopran i tenor został zaprezentowany we Wrocławiu przez znakomitych wykonawców: rolę Piękności (Bellezzy) zaśpiewała niemiecka śpiewaczka operowa Anet Fritsch, jako Przyjemność (Piacere) wystąpiła znana i lubiana Julia Lehzneva, partie Prawdy wykonała francuska mezzosopranistka Lucile Richardot, a w roli Czasu wystąpił Krystian Adam Krzeszowiak. Solistom towarzyszył zespół Il Giardino Armonico pod dyr. Giovanniego Antoniniego. Choć bardzo cenię sobie Julią Lehznevą i zazwyczaj piszę o niej entuzjastycznie, jej występ mnie tym razem rozczarował. Artystka wpadła w manierę śpiewania "na pokaz", słabo interpretowała tekst, gdy tymczasem po dojrzałej już wykonawczyni można by tego oczekiwać... Natomiast od pierwszej arii zawojowała mnie Lucile Richardot – piękny mezzosopran o ciemnej barwie (śpiewa także kontraltem i altem), artystka świadoma tego, o czym śpiewa, znakomicie interpretująca tekst libretta. Towarzyszący jej w roli Czasu Krystian Adam Krzeszowiak, dysponujący pięknym tenorem lirycznym, tym razem pokazał swój talent dramatyczny, wyróżniał się także sposobem interpretacji tekstu. 

Koncert "Izrael w Egipcie": Vaclav Luks z Collegium Vocale 1704, fot. Sławek Przerwa

Drugim oratorium Händla, które zaprezentowano podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans, było dzieło napisane w 1739 roku dla londyńskiego King's Theatre: "Izrael w Egipcie". Wykonał je znakomity Václav Luks ze swoim zespołami Collegium Vocale 1704 oraz Collegium 1704 i równie interesującymi solistami. Charakteryzuje je bogaty skład orkiestry (z trąbkami, rogami, puzonami, kotłami), która staje się głównym medium w jego odkrywczym malarstwie dźwiękowym. To także znakomite sceny realistycznie: oddane wodne kataklizmy (z potężną wizją przejścia przez Morze Czerwone), a chór zaś bierze żywy udział w akcji jako lud Izraela.

Premiera "Izraela w Egipcie" odbyła się 4 kwietnia 1739 roku w londyńskim King's Theatre. Oratorium nie było początkowo dobrze przyjęte przez publiczność, choć zostało pochwalone w "Daily Post". Drugie wykonanie zostało skrócone i ten głównie chóralny utwór został wzbogacony o arie w stylu włoskim. Komponując oratorium "Izrael w Egipcie", Händel przetwarzał muzykę ze swoich wcześniejszych kompozycji, a także szeroko korzystał z muzycznej parodii, czyli przerabiania muzyki innych kompozytorów, co było jego częstą praktyką. W swojej skróconej dwuczęściowej formie "Izrael w Egipcie" był bardzo popularny w XIX wieku dzięki partiom chóralnym. Począwszy od nagrania Johna Eliota Gardinera z 1978 roku, wiele współczesnych wykonań tego utworu wykorzystuje oryginalną, trzyczęściową wersję Händla. Podczas wrocławskiego koncertu, zatytułowanego "Exodus", zaprezentowano wersję dwuczęściową, którą wieńczy "Pieśń Mojżesza" po przejściu Izraelitów przez Morze Czerwone.

Koncert "Exodus", na pierwszym planie: Helena Hozová i Tereza Zimková (soprany),
fot. Sławek Przerwa

Tekst oratorium czerpie ze starotestamentalnej Księgi Wyjścia oraz Księgi Psalmów. Jego treść dotyczy historii Izraela, który zamieszkał w Egipcie w czasach wielkiego głodu, gdy drugą osobą w państwie był Józef, sprzedany niegdyś przez braci kupcom zmierzającym do Egiptu. Po latach zostaje im to wybaczone, a Józef sprowadza do Egiptu całą swoją rodzinę. Gdy jednak umiera, a państwem rządzi inny faraon, niepomny na zasługi Józefa, zaczyna się ucisk Izraelitów. Wreszcie Bóg wysłuchuje ich modlitw i powołuje Mojżesza, by wyprowadził naród z ziemi egipskiej, "domu niewoli". Zanim to się stanie, Bóg zsyła na Egipt dziesięć plag oraz dokonuje innych cudów (jak przejście przez Morze Czerwone), mających ukazać jego potęgę. Wydostanie się z niewoli jest początkiem długiej, trwającej czterdzieści lat, drogi do Ziemi Obiecanej, podczas której Bóg towarzyszy swojemu ludowi, zawiera z nim przymierze, a także obdarowuje przykazaniami, które mają go uchronić przed zniewoleniem grzechami. Chodzi bowiem także o wewnętrzną wolność od rozmaitych niedobrych przywiązań, a uwolnienie od nich jest długim i żmudnym procesem, dlatego Izraelici wędrują tak długo, choć pustynia nie jest przecież wielka. 

Koncert "Exodus", Krystian Adam Krzeszowiak (tenor)

Na początku I części oratorium Izraelici opłakują śmierć swego dobroczyńcy Józefa, Izraelity, a zarazem ulubionego doradcy faraona, króla Egiptu. Po nich następują czasy wzmożonego ucisku. Jest to wyjątkowo dramatyczna partia utworu, w której dominuje chór i orkiestra, odmalowując kolejne plagi spadające na Egipt, po których  następuje przejście przez Morze Czerwone. Na końcu następują dramatyczne wydarzenia: morze powraca na swoje miejsce i otchłań pochłania wojska egipskie ścigające Izraelitów. Po tych wypadkach świętują wyzwolenie. Następuje seria radosnych refrenów, a całość kończy się solowym sopranem i chórem oznajmiającym, że "Pan będzie królował na wieki wieków" oraz że "konia i jeźdźca jego wrzucił do morza". Śpiewom przewodzi prorokini Miriam, siostra Mojżesza i Aarona, a za nią podążają kobiety, tańcząc i grając na bębenkach. 

W interpretacji zespołu Collegium 1704 i Collegium Vocale 1704 Václava Luksa oratorium zabrzmiało niezwykle pięknie i podniośle. Nieliczne pojedyncze głosy: Krystian Adam Krzeszowiak (tenor), Benno Schachtner (kontratenor),  Tomáš Šelc i Tadeáš Hoza (basy), Helena Hozová i Tereza Zimková (soprany) splatały się z partiami chóralnymi. Siłą tego koncertu było doskonałe wyważenie proporcji pomiędzy śpiewem a brzmieniem orkiestry. Nic zatem dziwnego, że spotkał się on z wielkim aplauzem publiczności. 

Dodajmy, że Händel pojawił się także podczas 48 Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, kiedy to wraz z Orkiestrą Festiwalową pod batutą Andrzeja Kosendiaka wykonano arie i duety z "Almiry". Okazuje się, że kompozytor ten daje rozliczne możliwości, zarówno wytrawnym interpretatorom muzyki dawnej, jak też początkującym śpiewakom.


A jeżeli nie Händel, to kto?

Chociaż Händel triumfował na tegorocznym Festiwalu Wratislavia Cantans, wspaniałych koncertów było więcej. W swojej relacji nie mogę pominąć co najmniej trzech z nich: "Hommage à Markowski", poświęconemu twórcy Wratislavia Cantans, "Głos zmian" z kompozycjami Mykoły Dyleckiego oraz "Nowe początki", które zwieńczyły tegoroczny festiwal.

Yaroslav Shemet podczas koncertu "Hommage à Markowski", fot. Sławek Przerwa


Góreccy - trwałość pamięci

Pierwszy z nich, poświęcony pamięci Andrzeja Markowskiego, wypełniła muzyka Henryka Mikołaja Góreckiego i jego syna - Mikołaja Piotra, a wykonała Orkiestra i Chór Filharmonii Śląskiej w Katowicach pod dyrekcją Yaroslava Shemeta, z udziałem solistów: Izabeli Matuły (sopran) oraz Adama Kutnego (bas). Był to wybór wysoce przemyślany, Andrzej Markowski bowiem najczęściej dyrygował prawykonaniami utworów Henryka Mikołaja Góreckiego. Skomponowany w 1987 roku "Totus Tuus" powstał z okazji trzeciej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski. Papieska dewiza, kilkakrotnie powtórzona w Jego testamencie, jest cytatem z modlitwy pochodzącej z "Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny" św. Ludwika Marii Grignion de Montfort i była zawołaniem biskupim już w czasach krakowskich. Libretto zostało zaczerpnięte z wiersza współczesnej pisarki Marii Bogusławskiej, w którym podmiot liryczny zwraca się do Matki Boskiej, patronki Polski. Faktura kompozycji wykorzystuje homofonię, aby umożliwić wyraźny głos libretta, a prosta forma chorału powtarza się, aby powoli budować muzyczną afirmację wiary.  Ostatnie kilka minut "Totus Tuus" jest zniewalająco ciche. W końcowych taktach jest już tak cicho, że ledwo słychać słowa. Efekt tej "szeptanej modlitwy" chwyta za serce i słuchacz rzeczywiście staje się "cały Twój"...

Z kolei wcześniejszy, bo powstały w 1971 roku, Ad Matrem na sopran, chór mieszany i orkiestrę op. 29, dedykowany pamięci matki kompozytora, nawiązuje do motywu Stabat Mater. Język muzyczny utworu cechują niezwykle ostre kontrasty dynamiczne. Początek, w którym narasta dźwięk bębnów, do którego dołączają wysokie dźwięki trąbek, sprawia słuchaczom niemal fizyczny ból, zaś następujące po nich delikatne partie skrzypiec  brzmią jak płacz... Wreszcie następuje stonowany lament głosu solowego (Mater mea, lacrimosa dolorosa), który wraz z towarzyszącymi mu instrumentami i chórem składają się na spójny i bardzo emocjonalny obraz muzyczny. Arcydzieło! 

Izabela Motuła (sopran), fot. Sławek Przerwa

Dojmujące wrażenie zrobiła na mnie także kompozycja Mikołaja Góreckiego: 1944 na chór i orkiestrę, zadedykowana Andrzejowi Markowskiemu w setną rocznicę jego urodzin. Rok zapisany w tytule stanowi odwołanie do daty Powstania Warszawskiego, w którym Andrzej Markowski wziął udział jako żołnierz Armii Krajowej. Przed jego wybuchem zaś grywał w stolicy w kawiarni „U Aktorek”, pisał też piosenki i pieśni, które podnosiły na duchu Polaków w okupowanej ojczyźnie. Fragment jednego z tych utworów zacytowany został w finale kompozycji. 

Yaroslav Shemet znany jest wrocławskiej publiczności z kwietniowego koncertu "Reunification", w którym poprowadził NFM Filharmonię Wrocławską. Tym razem było równie wspaniale i  koncert poświęcony Andrzejowi Markowskiemu z pewnością pozostanie w pamięci słuchaczy.

Koncert "Głos zmian", fot. Joanna Stoga/NFM


Nikoła Dylecki – wspólnota muzycznych doświadczeń

Nie sposób nie napisać choćby krótko o innym niezwykłym koncercie, zatytułowanym tajemniczo "Głos zmian", a zawierającym kompozycje XVII-wiecznego ukraińskiego kompozytora i teoretyka muzyki – Mykoły Dyleckiego. Znalazły one znakomitych interpretatorów: Wrocław Baroque Ensemble pod batutą Andrzeja Kosendiaka, entuzjasty kompozytora i inicjatora tego nagrania, które niedawno ukazało się na płytach Narodowego Forum Muzyki, a w dniu koncertu miało swoją premierę. 

Podczas koncertu w Katedrze Prawosławnej pw. Narodzenia Przenajświętszej Bogarodzicy we Wrocławiu zabrzmiał Kanon Zmartwychwstania (którego miałam okazję wysłuchać w październiku ub. roku) oraz Liturgia Rekwialna.  Dylecki był zaznajomiony z osiągnięciami kompozytorów polskich, m. in. Marcina Mielczewskiego i Jacka Różyckiego, do których twórczości się odwoływał, toteż jego kompozycje są w jakiś sposób zbliżone do muzyki polichóralnej tworzonej dla kościoła katolickiego. Kompozytor brał aktywny udział w przeszczepieniu na grunt muzyki cerkiewnej nowych form i technik zapożyczonych z zachodnioeuropejskiej muzyki barokowej.

Artyści pięknie wykonali a capella teksty liturgiczne. Pierwsza część koncertu: Liturgia Rekwialna była podniosłą pochwałą Trójcy Świętej oraz Bogarodzicy. Z kolei część druga: Kanon Zmartwychwstania zabrzmiała radośnie, głosząc zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią:

Chrystus powstał z martwych

Chrystus powstał z martwych, śmiercią

podeptał śmierć i będącym w grobach życie dał.

I nam dał żywot wieczny. Kłaniamy się Jego

Zmartwychwstaniu po dniach trzech.

Zaopatrzeni w tłumaczenie mogliśmy delektować się pięknem wielogłosowego śpiewu, konstatując zarazem, że teksty pieśni brzmią znajomo. "Głos zmian" okazał się głosem wspólnym.

Aldona Bartnik (sopran), koncert "Głos zmian", fot. Joanna Stoga/NFM


Czas zatacza koło – "Nowe początki"


Na koniec, w koncercie o znaczącym tytule "Nowe początki,  zabrzmiały utwory Antona Brucknera
Symfonia d-moll WAB 100 „Zerowa” oraz III Msza f-moll WAB 28. Czekaliśmy niecierpliwie na ten koncert, bo po raz pierwszy NFM Filharmonię Wrocławską miał poprowadzić jej nowy dyrektor artystyczny – światowej sławy dyrygent Christoph Eschenbach, urodzony we Wrocławiu (wówczas Breslau) 20 lutego 1940 roku.  Matka artysty, Małgorzata z d. Jaross, zmarła przy porodzie, zaś ojciec Heribert Ringmann (oboje byli muzykami) został wysłany za poglądy antynazistowskie na front wschodni, gdzie zginął. Chłopiec cudem przeżył i został wychowany przez kuzynkę matki Wallydore Eschenbach, której nazwisko przyjął. Dyrygent gościł już we Wrocławiu w 2016 roku. Uczcił wówczas swoje 76. urodziny. Odsłonięto wówczas płytę upamiętniającą ten koncert i osobę maestro Christopha Eschenbacha, inaugurując tym samym na placu przed gmachem NFM Aleję Gwiazd. W ubiegłym roku, koncertem "Kosmogonia", na który złożyły się utwory Krzysztofa Pendereckiego i Ludwiga van Beethovena, otworzył 58. edycję Festiwalu Wratislavia Cantans. Tym razem jednak artysta powrócił do swego rodzinnego miasta w sposób bardziej trwały – jako dyrektor artystyczny NFM Filharmonii Wrocławskiej. Historia zatoczyła koło, stąd tytuł koncertu "Nowe początki".

Christoph Eschenbach podczas koncertu "Nowe początki", fot. Karol Adam Sokołowski/NFM
Na początku zabrzmiała Symfonia d-moll WAB 100 „Zerowa”, skomponowana przez Antona Brucknera w 1869 roku. W 1895 roku Bruckner oświadczył, że symfonia ta jest "gilt nicht" (nie liczy się) i nie przypisał jej numeru. Później, podczas recenzowania swoich symfonii, Brukner na pierwszej stronie napisał "annullirt" ("unieważniony") i zastąpił oryginalne "Nr. 2" symbolem "∅". stąd jest "Zerowa". Symbol "∅" został następnie zinterpretowany jako cyfra zero, a symfonia otrzymała przydomek Die Nullte ("Nr 0"). Cytując Davida Griegela: "Podobnie jak wielu innych kompozytorów, uważam, że Bruckner był po prostu zbyt samokrytyczny, a nienumerowane symfonie są również dziełami godnymi naszej radości". Kompozycja składa się z czterech części: Allegro Andante, Scherzo: Presto – Trio: Langsamer und ruhiger, Finał: Moderato. Ta niedoceniona przez austriackiego kompozytora symfonia jest rzadko wykonywana, tym bardziej więc była to szczególna okazja do jej wysłuchania na żywo, w dobrym wykonaniu wrocławskich filharmoników. Okazało się, że wcale nie jest taka "zerowa"...

Koncert "Nowe początki": soliści, fot. Karol Adam Sokołowski
Drugim utworem Brucknera, wykonanym tego wieczoru na orkiestrę, Chór NFM i solistów: Marisol Montalvo (sopran), Sarah Romberger (mezzosopran), Peter Sonn (tenor), Jan Martiník (bas-baryton), była monumentalna III Msza f-moll WAB 28. 
Po sukcesie Mszy I d-moll w 1867 roku Bruckner otrzymał zlecenie "napisania nowej Mszy dla Burgkapelle". Pierwszą wersję skomponował na przełomie 1867 i1868 roku w Linzu (tuż przed przeprowadzką do Wiednia). Jej premiera (po rozmaitych poprawkach) odbyła się ostatecznie 16 czerwca 1872 roku w Augustinerkirche, pod batutą samego Brucknera. W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku kompozytor wciąż poprawiał utwór, wprowadzając bardzo niewiele zmian w partiach wokalnych. Podczas wykonania tej mszy w listopadzie 1893 roku podobno Johannes Brahms "bił brawo [...] tak entuzjastycznie ... że Bruckner osobiście mu podziękował". 

Msza podzielona jest na sześć części: Kyrie – Moderato f-moll, Gloria – Allegro C-dur, Credo – Allegro C-dur, Sanctus – Moderato, F-dur, Benedictus – Allegro moderato As-dur, Agnus Dei – Andante, f-moll przechodzący w F-dur. 

NFM Filharmonia Wrocławska pod dyr. Christopha Eschenbacha,
fot. Karol Adam Sokołowski
Mimo bogactwa instrumentów, wspaniałego jak zawsze Chóru NFM  i pojedynczych głosów solistów, III Msza f-moll Brucknera była dla mnie sporym wyzwaniem. Nie oklaskiwałam jej tak entuzjastycznie jak Brahms 😓 Być może, wychowana na Mszy h-moll Johanna Sebastiana Bacha, pozostaję głucha na romantyczne (czytaj: nowatorskie) potraktowanie tego tematu. Nie mniej uważam, że koncert wieńczący tegoroczną Wratislavię, miał swoją moc i pozytywne przesłanie. W niespokojnym świecie ciągłych wojen, powodzi i innych kataklizmów dawał nadzieję, że muzyka potrafi ocalić to, do dla człowieka najważniejsze i dać mu nadzieję na lepszą przyszłość. 

poniedziałek, 13 listopada 2017

"Mesjasz": genialne dzieło Händla /relacja/

Piękna muzyka, wzniosłe słowa i wspaniali wykonawcy arcydzieła G. F. Händla w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu - relacja z koncertu, który odbył się 10 kwietnia 2016 roku.

Ruby Hughes Ruby Hughes  (sopran), foto B. Beszlej
Dzięki koncertom w Narodowym Forum Muzyki wrocławska publiczność regularnie i dogłębniej poznaje twórczość Fryderyka Georga Händla. W ubiegłym roku poświęcono temu kompozytorowi całą Akademię, ale i podczas kolejnych edycji festiwalu Wratislavia Cantans  jego kompozycje pojawiały się nieomal regularnie. Zawsze w najznakomitszym wykonaniu. że wspomnę choćby niezapomnianego "Salomona" w interpretacji Paula McCreesha czy arie z oper Händla w wykonaniu Julii Lehznevej. 10 kwietnia jednak mieliśmy do czynienia z najsłynniejszym utworem  wielkiego kompozytora - z oratorium "Mesjasz". 

Jak powstało arcydzieło


Kiedy słucha się tak pięknej muzyki, to trudno uwierzyć, że powstała ona w okresie dla kompozytowa bardzo trudnym, a w dodatku w stosunkowo krótkim czasie - trzech i pół tygodnia. Był to okres, kiedy Händla po prostu bojkotowano w Londynie. Jego biograf Romain Rolland opowiada, że stworzono rodzaj koalicji przeciw kompozytorowi: starano się, aby na jego koncertach sale świeciły pustkami, opłacano ludzi zdzierających afisze, zmawiano się, aby zapraszać gości w dniach, gdy grane były jego oratoria, by w ten sposób odebrać mu słuchaczy... Dopiero po wielu latach uznano go za niekwestionowanego następcę Henry Purcella, wcześniej jednak borykał się nie tylko z brakiem akceptacji, ale wręcz z wrogością Anglików. Toteż chętnie skorzystał z zaproszenia do Dublina, by poprowadzić tam kilka koncertów, aby - jak się wyraził - ofiarować temu szlachetnemu i uprzejmemu narodowi coś nowego. Irlandczycy przyjęli go rzeczywiście z wielkim entuzjazmem, co było dla kompozytora miłą odmianą. Najważniejsze było jednak to, że stworzył w tym czasie swoje najbardziej znane dzieło - oratorium "Mesjasz". Podobno namówił go do tego porucznik William Cavendish, który jako dyplomata przebywający chwilowo w Dublinie, zaprosił kompozytora do udziału w kolejnym sezonie oratoryjnym w imieniu lokalnych towarzystw dobroczynnych. Oratorium jest dziełem całkowicie oryginalnym, nie ma w nim zapożyczeń tak charakterystycznych dla Händla - kompozytora oper. Utwór został wykonany po raz pierwszy 13 kwietnia 1742 roku w Dublinie (mija zatem 275 lat od jego powstania) i wzbudził prawdziwy entuzjazm. "Mesjasz" został wówczas okrzyknięty najpiękniejszym napisanym dotąd utworem muzycznym:

Brakuje słów, by wyrazić niezwykłą rozkosz, jaką sprawił on pełnemu podziwu tłumowi publiczności - pisał recenzent "Dublin Journal” 17 kwietnia 1742 roku. Niezrównane, wspaniałe i tkliwe, do najwznioślejszych, najbardziej majestatycznych i poruszających słów, które sprzysięgły się, by porwać i oczarować serce i ucho. 

Chór NFM, foto B. Beszlej
W Londynie oratorium zostało wystawione rok później, pod zmienionym tytułem: "A Sacred Oratorio", ale nie odniosło oczekiwanego sukcesu. Stało się to dopiero po roku 1750. Podobno Händel grał "Mesjasza" na organach na krótko przed śmiercią. Rolland podaje, że w połowie utworu zasłabł, ale po chwili opanował się i wspaniale improwizował. Powróciwszy do domu wyraził życzenie, aby mógł umrzeć w Wielki Piątek w nadziei połączenia się z mym dobrym Bogiem, mym słodkim Panem i Zbawcą w dniu Jego Zmartwychwstania. Życzenie kompozytora spełniło się: zmarł 14 kwietnia 1759 roku - w Wielką Sobotę...

Mesjasz - refleksja nad spełnieniem Bożego planu

Oratorium "Mesjasz" było dla samego kompozytora dziełem szczególnym, skoro wielokrotnie wzbogacał  je i rozwijał. Początkowo orkiestrę stanowiły tylko smyczki i jeden instrument koncertujący – trąbka. Oboje i fagoty dodane zostały później, podczas koncertów w Londynie. Istotną częścią oratorium jest jego libretto, zaczerpnięte z ksiąg prorockich Starego Testamentu (głównie z Ks. Izajasza oraz Ks. Psalmów), a także z Nowego Testamentu (Ewangelia św. Mateusza, św. Łukasza i św. Jana, Listy św. Pawła). Ich wyboru i zestawienia dokonał Charles Jennens, a istotą libretta jest ukazanie konsekwencji Bożego planu i refleksja nad nim. 

Układ treści obejmuje trzy części, z których pierwsza dotyczy zapowiedzi przyjścia Mesjasza. Każde z ogniw tej części zawiera proroctwo. Część druga opowiada o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Zbawiciela. Początkowo muzyka odpowiada raczej pełnemu skupienia i melancholijnemu, a potem dramatycznemu nastrojowi, prowadzącemu słuchacza do rozważenia Pasji. Następnie staje się pogodniejsza – tematem pięciu z siedmiu scen tej części jest zmartwychwstanie, zwycięstwo i chwała Boga. Z tej części pochodzi też najbardziej znany fragment – chór "Hallelujah". Tematyka części trzeciej dotyczy Dobrej Nowiny:  zbawienia ludzkości. Muzyka tej części ma charakter triumfalny, głównie za sprawą koncertujących trąbek. 

Wspaniały Chór NFM i znakomici wykonawcy


Niedzielny koncert miał poprowadzić jeden z czołowych brytyjskich dyrygentów, specjalizujący się w repertuarze klasycznym i barokowym - Christian Curnyn, ale z powodu niedyspozycji zastąpił go szef Wrocławskiej Orkiestry Barokowej - Jarosław Thiel. Poradził sobie znakomicie, dyrygując nie tylko swoją orkiestrą, ale i wspaniałym Chórem NFM, którego występ przygotowała Agnieszka Franków - Żelazny. Chór śpiewał zresztą znakomicie - mając bowiem do dyspozycji takie możliwości, jakie stwarza "Mesjasz", mógł zaprezentować różne barwy swojego brzmienia, począwszy od pięknie współbrzmiących i przeplatających się głosów we wstępnym "And the glory of the Lord", zapowiadającą tekstem Izajasza chwałę Pańską, poprzez radosną zapowiedź narodzin: "For unto us a child is born", triumfalne "Hallelujah", którego publiczność wysłuchała stojąc, jak niegdyś król Jerzy II, a na patetycznym ostatecznym triumfie Mesjasza, z radosnym Amen, kończąc.

Piotr Olech (kontratenor),  Wrocławska Orkiestra Barokowa, Chór NFM, foto B. Beszlej
"Oratorium" ma także wiele wspaniałych arii i recytatywów. Najpiękniejsze i najliczniejsze są arie altu. Zamiast Hilary Summers, wystąpił polski kontratenor - Piotr Olech. Niestety, był słabo słyszalny, momentami wręcz zdominowany przez orkiestrę i nie udało mu się wyśpiewać tych wszystkich cudowności, jakie stworzył kompozytor z przeznaczeniem na ten właśnie głos. Nawet w przepięknym duecie z sopranem w "He shall feed his flock like a shepherd", zapowiadającej nadejście Dobrego Pasterza (mojej ulubionej) nie udało się osiągnąć tego stopnia emocji i wzruszenia, które są tam ewidentnie zawarte. Ruby Hughes (sopran) śpiewała pięknie, podobnie jak Joshua Ellicott (tenor), dysponujący mocnym, wyrazistym głosem. Jednakże najbardziej podobały mi się arie basu - Dereka Weltona, który niezwykle niskim, majestatycznym głosem znakomicie interpretował tekst oratorium. Koncert, mimo zmian obsadowych, należałoby zaliczyć do wydarzeń muzycznych  tego sezonu.

Relacja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline w kwietniu 2016 roku.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Akademia Händlowska we Wrocławiu /zapowiedź/

W dniach od 7 do 15 lutego 2015 roku odbędzie się we Wrocławiu Akademia Händlowska. Wystąpi fenomenalna Julia Lezhneva, znakomici brytyjscy artyści: Robert Hollingworth, Rachel Podger, Peter Harvey i Gillian Webster oraz wybitny interpretator muzyki Händla, Paul McCreesh.


Jest to druga edycja festiwalu , który w ubiegłym roku poświęcony był Janowi Sebastianowi Bachowi. Cechą projektu jest nie tylko "znak firmowy" w postaci wybitnego kompozytora. Wybitni są również zapraszani interpretatorzy i wykonawcy. Poprzednio był to maestro Philippe Herreweghe z Cantus Vocale Gent. W tym roku gościć będziemy wybitnego interpretatora muzyki  Händla, Paula McCreesha - dobrze we Wrocławiu znanego b. dyrektora artystycznego Wratislavia Cantans. McCreesh nagrał m.in. "Salomona", "Saula" oraz "Mesjasza" we współpracy ze znakomitymi wykonawcami: Andreasem Shollem, Markiem Padmorem, Peterem Harvey`em. W ramach Akademii wykona oratorium "Salomon", którego treść inspirowana jest 1 Księgą Królewską oraz 2 Księgą Kronik. Opowiada m.in. o słynnych sądach króla Salomona oraz o wizycie w Izraelu królowej Saby. W cztery drugoplanowe postacie żeńskie wcielają się dwie śpiewaczki, zmieniając tożsamość między aktami, a partia Salomona jest wykonywana przez kobietę - Pamelę Helen Stephen (alt).

W tym roku gwiazd będzie jednak więcej. Z recitalem poświęconym wczesnym dziełom Saksończyka wystąpi fenomenalna Julia Lezhneva - mezzosopran koloraturowy o niepowtarzalnym brzmieniu.  Pamiętamy ją doskonale z występu podczas Wratislavia Cantans w 2013 roku, kiedy to zaśpiewała utwory Felixa Mendelssohna-Bartholdy`ego, Amadeusza Mozarta i - właśnie - Georga Händla. 
Podobnie jak podczas pierwszej edycji,  Akademia obejmuje zarówno część festiwalowo-koncertową, jak i edukacyjną. Kursy mistrzowskie dla studentów poprowadzą znakomici brytyjscy artyści: Robert Hollingworth, Rachel Podger wraz z członkami zespołu Brecon Baroque, Peterem Harvey`em i Gillianem Websterem.

Podczas trwania  Akademii wnikniemy w świat muzyki Händla znacznie głębiej, a to za sprawą prelekcji, spotkań z artystami oraz prób otwartych. Natomiast program koncertów i kursów poprowadzi słuchaczy przez główne etapy życia, a zarazem twórczości kompozytora. Poznamy jego poprzedników (Purcella – w wykonaniu Brecon Baroque), a także młodzieńczy styl lat włoskich (podczas występu Lezhnevej i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej). Zostaną także zaprezentowane  dzieła jego współczesnych (Geminianiego, Pisendla – w trakcie koncertów Brecon Baroque i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej). Na koniec usłyszymy dojrzałe oratoria z okresu londyńskiego: Acisa i Galateę HWV 49 (w interpretacji Roberta Hollingwortha, Brecon Baroque, Chóru i Orkiestry Festiwalowych) oraz Salomona HWV 67 (w wykonaniu Chóru Narodowego Forum Muzyki i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod kierunkiem Paula McCreesha.

Przypomnijmy, że Händel, niemiecki muzyk, który kompozytorskie szlify zdobył we Włoszech, apogeum swojej kariery przeżywał w Londynie, toteż dla wielu Brytyjczyków stał się postacią pomnikową, twórcą narodowego stylu. Nic dziwnego, że interpretacje muzyki Händla prezentowane przez „historyczne” orkiestry angielskie noszą wszelkie cechy wzorcowości i największej wiarygodności stylistycznej, zachowując przy tym wciąż atrakcyjną świeżość.

Jako ciekawostkę dodam, że dziadek kompozytora, Walenty Händel był majstrem kotlarskim we Wrocławiu, natomiast ojciec, Georg, pełnił funkcję cyrulika w armii saskiej, zanim przeszedł na służbę do księcia Augusta Saskiego. Był dwukrotnie żonaty i właśnie z drugiego małżeństwa pochodzi Georg Fryderyk, urodzony w Halle, 23 lutego 1685 roku. Będziemy więc poniekąd święcić we Wrocławiu 330 rocznicę jego urodzin.  Ojciec kompozytora miał wówczas 63 lata, matka zaś, córka pastora - 34.  Zamiłowanie do muzyki małego Georga Fryderyka nie cieszyło się bynajmniej akceptacją ojca. Zawód muzyka był w tych czasach zdyskredytowany w oczach zamożnych mieszczan. Dopiero na wyraźne polecenie księcia, który usłyszał grającego chłopca, ojciec zgodził się na lekcje muzyki. I tak to się zaczęło. Podczas Akademii Händlowskiej będziemy mogli przyjrzeć się twórczości kompozytora dogłębniej.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 12 stycznia 2015 roku.

Mistrzowie i uczniowie wykonają Händla we Wrocławiu /zapowiedź Akademii/

Koncerty i kursy mistrzowskie oraz muzyka Händla i jego współczesnych w znakomitych aranżacjach i wykonaniu. Wystąpią m.in. Julia Lehzneva, Rachel Podger, Peter Harvey i Paul McCreesh.


Po zorganizowaniu Akademii Bachowskiej, której głównym gościem był Philippe Herreweghe, pomysł tak nam się spodobał, że postanowiliśmy go kontynuować - powiedział podczas konferencji prasowej Andrzej Kosendiak - Dyrektor Narodowego Forum Muzyki. Wyraził także radość, że zaproszenie przyjęli w tym roku równie wybitni artyści: obecna na konferencji Julia Lehzneva, ponadto znakomita skrzypaczka - Rachel Podger z zespołem Brecon Baroque, wybitny interpretator muzyki Händla - Paul McCreesh, a także znakomici brytyjscy artyści, którzy poprowadzą warsztaty mistrzowskie: Robert Hollingworth, Peter Harvey i Gillan Webster. 

Idea Akademii i jej program

Akademia Händlowska łączy cykl koncertów wybitnych artystów z warsztatami, podczas których młodzi artyści będą mogli uczyć się od mistrzów.  Kursy trwają już od  7 lutego. Przygotowany podczas tej współpracy program będzie również zaprezentowany publiczności. Studenci zagrają  wraz ze swoimi mistrzami operę "Acis i Galatea"Händla. 
Udział w przygotowaniu utworów, a także przyglądanie się procesowi powstawania profesjonalnego koncertu będzie dla studentów Akademii Muzycznej  czymś o wiele wartościowszym niż tradycyjna lekcja - powiedział podczas konferencji Jarosław Thiel - Dyrektor Artystyczny Wrocławskiej Orkiestry Barokowej .

Jak zapowiedział, oprócz Händla usłyszymy także utwory kompozytorów tworzyli w podobnym czasie: Henry Purcella i Francesca Geminianiego. 
Koncerty uzupełnią wykłady: Anety Markuszewskiej: "Wszystkie  drogi prowadzą do Rzymu... Georg Friedrich Händel we Włoszech"  (12 litego o 17.30, foyer  Filharmonii Wrocławskiej ) oraz spotkanie z Paulem McCreeshem  (14 lutego, w sali koncertowej Akademii Muzycznej).  

Gość specjalny konferencji - Julia Lehzneva (sopran koloraturowy) wyraziła wielką radość, że może ponownie zaśpiewać dla wrocławskiej publiczności. Dowiedzieliśmy  się, że artystka nagrywa właśnie wraz z zespołem Il Giardino Armonico Giovanniego Antoniniego płytę z wczesnymi utworami Händla. 

To  wielkie szczęście, że mogę śpiewać muzykę młodego Händla, która jest pełna pasji i fascynacji. Ta muzyka ma moc, która nam wiele daje i która stwarza światu szansę do bycia piękniejszym i lepszym.

Pełny program koncertów znajdziecie tutaj: http://mwm.nfm.wroclaw.pl/articles/379-akademia-handlowska
Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 11 lutego 2015 roku.

niedziela, 9 czerwca 2024

"Händel-Haus". Muzeum kompozytora w Halle

Podczas pobytu w Halle na Händel Festspiele odwiedziłam Händel-Haus - Dom Händla, w którym została zaaranżowana wystawa poświęcona kompozytorowi, a także instrumentom muzycznym z epoki - aż po współczesność. Można na niej także posłuchać fragmentów kompozycji autora "Mesjasza" i ... samemu coś zagrać :-)

Przed Händel-Haus (Dom Händla) w Halle, fot. Marek Cisek

Do 7 stycznia 2025 roku można oglądać w Händel-Haus wystawę w kształcie, jaki zaproponowali na podstawie książek historycznych oraz cennych grafik, dwaj kuratorzy: Karl Altenburg, Christiane Barth, przy współpracy dr. Juliane Riepe (Fundacja Domu Handla)

HANDEL – EUROPEJCZYK

W szesnastu salach wystawienniczych muzeum można uzyskać informacje o życiu, twórczości i czasach Georga Friedricha Händla – Europejczyka (Mieszkał m. in. we Włoszech, w Anglii). Korzenie rodziny sięgają Wrocławia (wówczas Breslau). Już na początku ekspozycji wyeksponowano księgi metrykalne i genealogię rodziny. Został także pokazany instrument podobny do tego, na którym Händel uczył się grać od 1696 roku. Jego nauczycielem był  Friedrich Wilhelm Zachau, utalentowany muzyk i kompozytor. Jednak W 1704 roku przyszły kompozytor postanowił zrezygnować z kariery organisty i opuścił rodzinne Halle, by udać się do Hamburga, gdzie został zatrudniony w Oper am Gänsemarkt jako skrzypek i klawesynista Wkrótce potem rozpoczął pisanie oper. 

Fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W salach wystawowych na pierwszym piętrze można zobaczyć wystawę „Handel –Halle”, Handla jako „kompozytora o randze europejskiej” oraz dużo portretowanych osobowości artystycznych, m. in. Johannesa Brahmsa czy Ludviga van Bethoveena. Wirtualnie zaprezentowano "Händla w Londynie": jako „kompozytora operowego i przedsiębiorcę” (dziś powiedzielibyśmy raczej: menadżera), „mistrza oratorium angielskiego” i ostatecznie określono mianem „obywatela świata”. Możemy zatem zobaczyć pierwsze wydania oper i oratoriów oraz Biblii, z której mógł korzystać kompozytor. Sfotografowałam m. in wydania Teseo" oraz "Tolomeo", którego miałam okazję posłuchać podczas Händel-Festspiele Halle w znakomitym wykonaniu Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel  pod batutą Giovanniego Antoniniego oraz  wspaniałych solistów, m. in. Franco Fagioli, Guli Semenzato, Andrea Mastroni...

fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Zabytkowe instrumenty muzyczne

Znaczącą część ekspozycji zajmują zabytkowe instrumenty muzyczne. Zwiedzający wyruszają w ekscytującą podróż śladem ich historii –  od baroku do współczesności: smyczkowe, szarpane, dęte i klawiszowe z czasów Haendla, po których pojawiły się wczesne instrumenty klasyczne, takie jak fortepiany, Wśród eksponatów jest także takie cudo, jak harmonika szklana z 1820 roku – podłużna drewniana skrzynia, wewnątrz której umocowanych jest współosiowo kilkadziesiąt szklanych talerzy (zwanych też kloszami), stanowiących zestaw wibratorów różniących się wielkością, strojonych chromatycznie. Za pomocą mechanizmu napędzanego pedałem są one wprawiane w ruch obrotowy. Dotknięcie wilgotną opuszką palca wirującego klosza wprawia go w drganie o częstotliwości zależnej od jego wielkości.

Harmonika szklana z 1820 roku, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Na drugim piętrze z kolei zobaczymy instrumenty dęte blaszane z epoki klasycznej i romantycznej, ale także ekscytujące wynalazki, takie jak szafy grające czy... unikalne skrzypce do paznokci i suzafon  (niestety, w większości za szybą, toteż zdjęcia wyszły mi marne). Chętni mogą tu zagrać na kopiach instrumentów historycznych.

Fragment wystawy, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Jako ciekawostkę dodam, że w każdą pierwszą niedzielę miesiąca o 15.00 w Domu Händla studenci University of Church Music Halle lub zaproszony solista grają na wybranych instrumentach klawiszowych. Ton tym koncertom nadają odrestaurowane w 1993 organy zbudowany w latach 1769/70 dla kościoła protestanckiego w Tegkwitz koło Altenburga i 17 października 1770 przez Johanna Ludwiga Krebsa (1713–1780), który pracował wówczas jako organista nadworny w Altenburgu. Instrument został gruntownie odrestaurowany w pracowni restauracyjnej Handel House i zintegrowany z muzeum instrumentów muzycznych, gdzie słychać go regularnie od 2003 roku.

fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Połączenie instrumentu klawiszowego i liry: Lyraflügel, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Z pewnością jest to wystawa warta obejrzenia, pomysłowo zaaranżowana. 


czwartek, 18 lipca 2024

Giulio Cesare in ... Vienna /recenzja opery "Giulio Cesare in Egitto" G. F. Händla w Wiener Staatsoper/

8 lipca tego roku obejrzałam w Wiener Staadtsoper znakomitą inscenizację opery Georga Friedricha Händla: "Giulio Cesare in Egitto". Nie tylko wspaniała, błyskotliwa inscenizacja Davide Livermore, ale także wyborni artyści, m. in. Cecilia Bartolli, Carlo Vistoli, Kangmin Justin Kim, Sara Mingardo i Max Emanuel Cenčić. Orkiestrę Les Musiciens Du Prince - Monaco oraz Chór Opery Monte-Carlo poprowadził Gianluca Capuano. To była prawdziwa muzyczna uczta!

Scena zbiorowa z opery "Giulio Cesare" w Wiener Staatsoper, fot. Marco Borelli
"Giulio Cesare in Egitto" Georga Friedricha Händla jest jedną z najpopularniejszych oper tego kompozytora, także jedną z moich ulubionych. Powstała dla Królewskiej Akademii Muzycznej w 1724 roku. Libretto napisał Nicola Francesco Haym. Przedstawienie od razu odniosło sukces i było wielokrotnie wznawiana przez Händla w kolejnych sezonach operowych, a obecnie jest jedną z najczęściej wystawianych oper barokowych. Skąd taka popularność? Dotąd sądziłam, że przede wszystkim za sprawą pięknej muzyki i że fabuła jest tylko do niej pretekstem, jednak spektakl, który miałam szczęście zobaczyć 8 lipca tego roku w Wiener Staadtsoper, uświadomił mi, że znakomita inscenizacja, będąca spełnieniem Wagnerowskiej idei syntezy sztuk, wydobędzie z niej zarówno walory uniwersalnej tragedii, a właściwie tragikomedii, przywoła ukryte znaczenia (dla tych, którzy je potrafią rozpoznać), sprowokuje refleksję na tematy zgoła współczesne. A przy tym zachwyci pięknym wykonawstwem, zarówno grą orkiestry, śpiewem chórów, jak i  –  nade wszystko  –  wspaniałych solistów. To była prawdziwa uczta! Jakże więc nie spróbować utrwalić te ekscytujące chwile...

Walka o władzę i o kobietę

Tak w skrócie można by streści libretto tej opery. Nawiązuje ono do wydarzeń historycznych, rozgrywających się podczas rzymskiej wojny domowej w latach 49–45 p.n.e.  Trwa walka o władzę w starożytnym Rzymie pomiędzy Gajuszem Juliuszem Cezarem, prokonsulem i zdobywcą Galii, a Gnejuszem Pompejuszem Wielkim, konsulem rzymskim, który otrzymał poparcie Senatu w obronie wartości republikańskich. Po klęsce pod  Farsalos Pompejusz zwrócił się do Ptolemeusza XIII, by udzielił mu schronienia na swoim dworze. Ten wyraził zgodę, pomimo że w tym czasie trwał konflikt o władzę pomiędzy nim a jego siostrą Kleopatrą. Pompejusz zdołał opuścić Tesalię i dostać się na wyspę Lesbos, skąd zabrał żonę Kornelię i syna Sekstusa. Tymczasem kiedy płynęli statkiem do Aleksandrii, Ptolemeusz wysłał łódź dla Pompejusza i ten - mimo przestróg - do niej wsiadł i został zasieczony mieczami swoich oficerów, do których miał zaufanie. Jego odciętą głowę zaniesiono Ptolemeuszowi. Kiedy Cezar przybył do Aleksandrii, na spotkanie z nim wypłynął Teodot, wioząc głowę Pompejusza i jego pierścień. Cezar widząc głowę przyjaciela, wybuchł gniewem, nakazał Teodotowi natychmiast opuścić jego okręt, sam zaś rozpłakał się. Tyle źródła historyczne. 

Sara Mingardo (Cornelia) i Kangmin Justin Kim (Sesto), fot. Marco Borelli
Libretto opery  Händla dość luźno traktuje fakty, układając je według logiki mającego się rozwinąć dramatu. Rozpoczyna się jak u Hitchcocka: "trzęsieniem ziemi". Kiedy zwycięski Juliusz Cezar przybywa do Egiptu, gdzie wita go Kornelia wraz z synem, prosząc o pokój z Pompejuszem,  wkracza przywódca wojsk Ptolemeusza i składa u stóp Cezara głowę jego przyjaciela. Kornelia i jej syn Sekstus wpadają w rozpacz, Cezar zaś w gniew. Ciało zmarłego zostaje uroczyście pochowane. Tymczasem Kleopatra pragnie wykorzystać obecność Cezara dla zdobycia władzy i podszywając się pod swoją służącą, roztacza przed nim swoje czary, ale i sama pozostaje pod urokiem tego wspaniałego władcy. Kornelia tymczasem staje się obiektem pożądania zarówno Ptolemeusza, jak i przywódcy jego wojsk, Achilla. W  rezultacie Ptolemeusz przygotowuje zamach na Cezara, a Achilla wykonuje jego rozkazy w zamian za obietnicę oddania mu Kornelii za żonę. Młody Sykstus tymczasem pragnie pomścić ojca i zostaje aresztowany. Przedtem jednak odwodzi matkę od próby samobójczej. Sytuacja rozwija się dynamicznie: Cezar i Kleopatra miłośnie gruchają, ale wieść o spisku każe władcy stanąć do walki. W rezultacie dochodzą fałszywe, jak się potem okazuje, wieści o śmierci Cezara i jego klęsce. Kleopatra zostaje aresztowana, gdy próbuje z pomocą swych wojsk wesprzeć ukochanego. Następuje kolejny zwrot akcji: Ptolemeusz nie dotrzymuje słowa danego Achilli i ten zwraca się przeciwko niemu. Ginie wprawdzie, ale zanim to się stanie, oddaje swój pierścień Sykstusowi, który odnajduje go śmiertelnie rannego na plaży, a tym samym oddaje pod jego rozkazy swoje wojska. Okazuje się też, że Cezar żyje. Następuje zwycięstwo dobra nad złem: Ptolemeusz ginie z ręki Sykstusa, a Cezar i Kleopatra triumfują. W końcowym refrenie cała obsada (w tym martwy Achilla i Tolomeo) zbiera się na scenie, aby świętować potęgę miłości i triumf dobra nad złem (refren: Ritorni omai nel nostro core).

Giulio Cesare in ... Vienna 

Każdy z nas ma swoje upodobania co do stylu wykonawczego, ale może przede wszystkim śpiewu i gry głównych postaci opery, która – choć sama w sobie jest genialna – nie musi być wszakże genialnie wykonana. 

Cecilia Bartoli w arii "Tu la mia stella sei", fot. Marco Borelli

Pamiętnego 8 lipca zobaczyłam na żywo, jak wspaniała pod każdym względem może być inscenizacja opery. Akcję osadzono w czasach fin de sièclu (kostiumy, scenografia przedstawiająca płynący statek, który mógłby być Titanikiem), co daje złudzenie dekadenckiego piękna, ale zarazem jest to konwencja umowna, przez którą przebijają treści uniwersalne, współczesne. Autorem tej znakomitej inscenizacji jest Davide Livermore  –   włoski aktor, reżyser teatralny, scenograf, kostiumograf, reżyser świateł, piosenkarz, tancerz, dramaturg i dyrektor artystyczny. Jednym słowem człowiek-orkiestra. Mając takie kompetencje, znakomicie i z rozmysłem wyreżyserował sceny i występujące w nich postaci w sposób perfekcyjny i konsekwentny w realizacji swoich zamysłów. Każda scena miała znakomity, żywy i korespondujący z grą głównych postaci drugi plan i była wspomagana przez przez tylną projekcję. Wiem, że to się źle kojarzy, bo projekcje wideo na scenie stały się obowiązkowym banałem. Ale nie w tym przedstawieniu! To żywe tło akcji, nieustannie pulsujące znaczeniami, będące zapowiedzią nadciągających wydarzeń albo kontrapunktem tego, co się dzieje na scenie. Nadciągające chmury zapowiadają dramatyczne wydarzenia, samoloty zrzucają bomby i pogodne dotąd wody stają się "morzem ognia", a potem "morzem krwi". Autorem tych niezwykłych i emocjonujących zjawisk jest trzyosobowy zespół scenografów z Mediolanu - grupa D-WOK, która unowocześniła koncepcję sceny i stworzyła wirtualną i mapowaną na wideo scenerię, dzięki wykorzystaniu nowych technologii. 

Od lewej: Kangmin Justin Kim (Sesto), Max Emanuel Cenčić (Tolomeo), 
Sara Mingardo (Cornelia) i Służący (rola niema), fot. Marco Borelli

Choreografię przedstawienia stworzył Stefano Visconti. Wiele dodają pierwszemu planowi sceny rozgrywające się równolegle na drugim, współtworząc wieloznaczne, polifoniczne uniwersum. Wierny służący Tolomeo nie jest tylko "dodatkiem" do swego pana. Widzimy go, jak nieustannie łapie w locie kieliszki i butelki rzucane "w powietrze" przez swego pana, troszczy się o niego, na co wskazuje vis comica jego twarzy podczas "spotkania dyplomatycznego" z Cezarem i jest po prostu niezastąpiony. I to właśnie ten doskonały służący zabija na koniec swego, nie spodziewającego się takiego obrotu rzeczy, pana, i to w momencie, gdy ten przedwcześnie triumfuje z powodu zwycięstwa nad Cezarem. Takie rozwiązanie jest o wiele bardziej logiczne, niż zemsta chłopca, prawda? Każda z postaci jest precyzyjnie poprowadzona, na dodatek trochę na przekór naszym oczekiwaniom. Sceny, w których Kleopatra oczarowuje Cezara swoją urodą i śpiewem, na co on odpowiada z wzajemnością, zostały pomyślane jako ... "występy gwiazd estrady". Przebija z nich wybujały egocentryzm obu postaci. Najpierw "na scenie" pojawia się w błyszczącej sukni, zasłonięta dwoma potężnymi wachlarzami Kleopatra i to nas, widzów próbuje oczarować. Cecilia Bartoli śpiewa arię "Tu la mia stella sei" (i gra swoją postać) z dużym dystansem i porcją autoironii, jakby chciała powiedzieć: "Chcieliście posłuchać gwiazdy? Oto jestem!". 

Carlo Vistoli (Juliusz Cezar) w arii "Se in fiorito ameno prato", fot. Marco Borelli

Cezar w interpretacji Carlo Vistoli to typowy Piotruś Pan. Podczas wykonywania arii "Se in fiorito ameno prato" zachowuje się jak gwiazda rocka, stojąc przed mikrofonem i śpiewając do publiczności. Już nam te wszystkie "ptaszki i gwiazdki w ogrodzie" nie przeszkadzają, bo zaśmiewamy się do łez. Towarzyszący mu skrzypek pragnie jak najprędzej zejść ze sceny, ale ciągle jest na nią przywoływany, co rodzi dodatkowe efekty komiczne. 

Znawca opery Piotr Kaczkowski napisał: "Jak każde dzieło operowe Händla, ono również lśni jednak pełnym blaskiem dopiero, gdy wyzywający luksus wokalny i dyrygencka brawura idą w parze z głęboką wiedzą i bezkompromisową dbałością o styl". Wydaje się, że można by to powiedzieć w odniesieniu do wiedeńskiej inscenizacji. Orkiestrę Les Musiciens Du Prince - Monaco oraz Chór Opery Monte-Carlo poprowadził Gianluca Capuano, pochodzący z Mediolanu kompozytor, organista i przede wszystkim dyrygent, założyciel zespołu Il canto di Orfeo, który zajmuje się głównie dziełami późnego renesansu i baroku, a od 2019 roku – główny dyrygent Les Musiciens du Prince - Monaco. Siedząc w loży blisko sceny, miałam okazję obserwować go, z jakim wyczuciem prowadził zarówno orkiestrę, jak i śpiewaków. 

Cecilia Bartolli w arii "Se pietà di me non senti", fot. Marco Borelli

Śpiewaków, dodajmy, wspaniałych. Choć niekwestionowaną gwiazdą inscenizacji była Cecilia Bartoli, to pozostali stworzyli prawdziwe kreacje i zachwycili publiczność. Trzeba było mieć sporo odwagi i wyobraźni, aby w roli młodziutkiej Kleopatry obsadzić zbliżającą się do sześćdziesiątki artystkę. W rezultacie, dzięki koncepcji poprowadzenia tej roli z lekkim dystansem, a nawet autoironią, otrzymaliśmy znakomity efekt. Poza tym, dzięki temu, że rolę tę zaśpiewała artystka dojrzała, a ciągle jeszcze dysponująca wspaniałym głosem, mogliśmy podziwiać ją w brawurowo wykonanych ariach dramatycznych, np. "Se pietà di me non senti", co było poruszającym przeżyciem... W scenie tej została w finale upozowana na Nike, która skrzydłami zasłania twarz, bo nie może patrzeć na cierpienie i śmierć. To ta sama Nike, która w wierszu Herberta "się waha"... Istotną rolę w tej i innych scenach odgrywał kostium, będący ważnym składnikiem symbolicznych treści. Nie można więc nie wspomnieć Mariany Fracasso, która zanim zaczęła projektować modę, a później kostiumy teatralne, studiowała... literaturę. Obecnie zaś współpracuje z najważniejszymi teatrami operowymi i zaprojektowała w tym roku kostiumy do "Traviaty" i "Doktora Fausta" Busoniego we Florencji, "Tosci" i "Normy" w Katanii, "Giocondy" w La Scali i "Zarzueli" Luisa Fernanda Federica Moreno Torroby w Madrycie. Wcale nie dziwi, że jest rozrywana.

Carlo Vistoli jako Juliusz Cezar znakomicie partnerował Cecylii Bartoli. Stworzył pełnokrwistą postać: dyplomatycznego polityka i prawdziwego męża stanu ("Va tacito" z koncertującym rogiem), człowieka impulsywnego, szlachetnego i refleksyjnego ("Aure, deh, per pieta"), ale także pełnego bojowego ducha ("Quel torrente, che cade dal monte"). Pełnowymiarowa postać! A przy tym młody i przystojny. Repertuar barokowy ma w jednym palcu: w 2021 po raz pierwszy wystąpił w roli Giulio Cesare z Andreą Marconem w Bazylei i Madrycie, śpiewał także w Thêatre des Champs-Elysées w Paryżu jako Tolomeo pod dyrekcją Philippe’a Jaroussky’ego. Niebawem zadebiutuje w San Francisco Opera rolą Arsace w "Partenopie" Händla oraz Ruggiero w inscenizacji "Alciny" w Teatro Dell`Opera di Roma. 

Serca publiczności porwał nieoczekiwanie Kangmin Justin Kim – koreańsko-amerykański kontratenor specjalizujący się w repertuarze barokowym, mozartowskim i współczesnym. Jego arie, a w szczególności duet z Sarą Mingardo: "Son nata a lagrimar", poruszyły serca. Sama postać Sesto pokazana została "w rozwoju". Najpierw bohater zachowuje się, jak zagubione dziecko, którym de facto jest po śmierci ojca, potem jednak odczuwa konieczność pomszczenia go, a jednocześnie zaopiekowania się matką. Każda aria tego śpiewaka była tak piękna i pełna emocji, że wywoływała u publiczności prawdziwy entuzjazm, on też dostał na koniec brawa nie mniejsze niż Cecilia Bartolli. Przyćmił też znakomitą śpiewaczkę Sarę Mingardo, która, mimo że dysponuje pięknym, głębokim altem, aktorsko pozostawała nieco w cieniu.

Max Emanuel Cenčić, fot. Marco Borelli
Na koniec chciałabym przywołać jeszcze jedną znakomitą rolę – Tolomeusza, w którą wcielił się inny uznany kontratenor Max Emanuel Cenčić, goszczący niegdyś w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu, ale wtedy nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Można by powiedzieć, że miał ułatwione zadanie, grając tzw. czarny charakter, jednak nic bardziej mylnego! Jego Tolomeo jest postacią okrutną i cyniczną, rodzajem współczesnego dyktatora, a zarazem to człowiek ogarnięty szaleństwem, komu ból i cierpienie innych, a także niszczenie tego, co żyje, sprawia prawdziwą rozkosz. Wspaniałe arie, które śpiewa (np. "Belle dee di questo core") pozostają jakby w kontrapunkcie do gestów i czynów. Fascynująca postać, jak ze złego snu...

O tej operze można by bez końca, smakując nie tylko jej stronę muzyczną, wokalno-aktorską, ale także pomysłowość w kreowaniu operowych światów za pomocą współczesnej techniki. Wszystko to razem tworzy oszałamiającą i uwodzicielską całość. Sądzę, że Georg Friedrich Händel również byłby z tej inscenizacji zadowolony, choć rzadko mu się to zdarzało.

Gala Baletowa na otwarcie nowego sezonu artystycznego w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej

Gale baletowe to stały punkt repertuaru teatrów na całym świecie. W Teatrze Wielkim - Operze Narodowej będzie to jednocześnie otwarcie sezon...

Popularne posty