Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Witold sobociński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Witold sobociński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 października 2019

Sztuka widzenia, czyli kino okiem operatorów filmowych

Stowarzyszenie Autorów Zdjęć Filmowych inauguruje cykl projekcji i rozmów poświęconych pracy autorów zdjęć filmowych pt. "Sztuka widzenia". Start już w sobotę 26 października. Pierwsze spotkanie będzie poświęcone Witoldowi Sobocińskiemu, wśród zaproszonych gości znaleźli się m.in. Daniel Olbrychski, Michał Sobociński i Piotr Sobociński jr. Projekt powstaje przy współpracy z Filmoteką Narodową – Instytutem Audiowizualnym.

Plakat z filmu Wszystko na sprzedaż, żródło: Gapla

Celem spotkań jest promocja polskiej sztuki filmowej, twórczości autorów zdjęć i prezentowanie szerokiej publiczności tajników pracy operatorów filmowych. Cykl „Sztuka widzenia” zostanie rozpoczęty projekcją zrekonstruowanej wersji Wszystko na sprzedaż w reżyserii Andrzeja Wajdy ze zdjęciami Witold Sobocińskiego. Gośćmi spotkania będą najlepsi polscy operatorzy filmowi: Piotr Sobociński, Michał Sobociński, Arkadiusz Tomiak oraz goście specjalni, aktorzy Daniel Olbrychski i Witold Holtz. Rozmowę po projekcji poprowadzi filmoznawczyni i krytyczka filmowa dr hab. Katarzyna Taras.

Tak o cyklu pisze pomysłodawczyni Irena Gruca-Rozbicka: „Celem cyklu Sztuka widzenia jest edukacja widza w zakresie pogłębionego zrozumienia wszystkich pięter znaczeniowych dzieła filmowego i dostarczenie mu odpowiednich narzędzi do analizy warstwy wizualnej. Edukacyjny cel będzie realizowany zarówno w odniesieniu do aspektów artystycznych analizowanych dzieł, jak i zagadnień technologicznych”.

Witold Sobociński, tak jak współcześni krytycy, zaliczał Wszystko na sprzedaż do jednego ze swoich najważniejszych filmów – „Jest przełomem w dotychczasowym polskim stylu filmowym, m.in. ze względu na prowadzenie barwy […] Od Wszystkiego na sprzedaż zaczęło się inne spojrzenie na konstrukcję, na użycie nowych środków filmowych” – mówił w jednym z wywiadów.

Werk z filmu Wszystko na sprzedaż | fot. Jerzy Troszczyński

Fabuła filmu koncentruje się na motywie poszukiwania zaginionego bez wieści aktora, który nie zjawił się na planie w czasie realizacji filmu. Ela – żona aktora – oraz Beata – żona reżysera i dawna miłość aktora – starają się go odnaleźć. W trakcie poszukiwań do ekipy dociera wiadomość, że zginął, wyskakując z pędzącego pociągu. Aby dokończyć film, reżyser angażuje przyjaciela zmarłego, Daniela, który mimo wahań i oporów decyduje się zagrać. W efekcie i on porzuca plan zdjęciowy. Film jest nie tylko hołdem złożonym wielkiej legendzie polskiego kina – Zbigniewowi Cybulskiemu, ale także znakomicie uchwyconym portretem zbiorowym środowiska filmowego, w którym wszystko jest na sprzedaż, bo wszystko może służyć jako materiał do nowego filmu.

„Wszystko na sprzedaż (1969), w którym Witoldowi Sobocińskiemu udało się to, co niemożliwe (i jak tu pisać o operatorach nie używając określenia alchemia?) – złapać na gorącym uczynku czas żałoby, tęsknoty, a potem godzenia się, że przecież nikt nie jest niezastąpiony. I to w filmie fabularnym. Te nieostre pierwsze plany, kierowanie uwagi widza na to, co dalej, głębiej, gdzieś na krawędzi kadru... Mam wrażenie, że to „Wszystko na sprzedaż” z roku na rok jest coraz bardziej aktualne, a na pewno coraz mi bliższe”  – napisała felietonie dla Camerimage Katarzyna Taras, kuratorka cyklu "Sztuka widzenia".

Wstęp bezpłatny! Obowiązują wejściówki rozdawane od godziny 15.30. Liczba miejsc jest ograniczona. Jedna osoba może odebrać maksymalnie 2 wejściówki.

Kiedy i gdzie?

Sobota, 26 października, godz. 16.00,

FINA Wałbrzyska 3/5, Warszawa

informacja prasowa

środa, 9 stycznia 2019

Polskie Nagrody Filmowe Orły 2019

21. edycja Polskich Nagród Filmowych Orły zbliża się wielkimi krokami. Członkowie Polskiej Akademii Filmowej wybiorą najlepsze filmy, które w ciągu minionego roku były pokazywane w polskich kinach, oraz ich twórców. Głosowaniu Akademii towarzyszy Przegląd Orłów, który tradycyjnie już odbywa się w kinie Iluzjon.



Do udziału w tegorocznej edycji nagród Polskiej Akademii Filmowej zakwalifikowane zostały wszystkie polskie filmy trwające ponad 70 minut, które od 1 stycznia do 31 grudnia 2018 roku były wyświetlane przynajmniej przez tydzień na otwartych, płatnych pokazach kinowych. Tym samym, o nominację ubiegać się będzie co najmniej 48 filmów i ich twórców, wśród których są również laureaci poprzednich edycji: Marek Koterski, Filip Bajon, Robert Gliński, Krzysztof Zanussi czy Roman Polański.

Iluzjon zaprasza na przegląd filmów kandydujących do nagrody od 11 do 31 stycznia 2019. Jak co roku wieczornym pokazom towarzyszyć będą spotkania z twórcami filmowymi, które stanowią dla widzów niepowtarzalną okazją do gorących dyskusji i wymiany poglądów. Szczegółowy program projekcji znajduje się tutaj.

Polskie Nagrody Filmowe Orły są organizowane przez Niezależną Fundację Filmową od 1999 roku. Orły przyznawane są głosami członków Polskiej Akademii Filmowej w 19 kategoriach. Głosowanie jest dwuetapowe, korespondencyjne i tajne aż do ogłoszenia wyników.


Witold Sobociński, Filmoteka Narodowa
Polskim okiem – Witold Sobociński

W ramach przeglądu Orły 2019 zapraszamy na specjalną sekcję poświęconą Witoldowi Sobocińskiemu. Zmarły w listopadzie 2018 roku operator był jednym z najwybitniejszych autorów zdjęć polskiego kina. Współpracował z największymi reżyserskimi osobowościami: Andrzejem Wajdą („Wszystko na sprzedaż”, „Wesele”, „Ziemia obiecana”), Jerzym Skolimowskim („Ręce do góry”), Andrzejem Żuławskim („Trzecia część nocy”), Wojciechem Jerzym Hasem („Sanatorium pod klepsydrą”), Romanem Polańskim („Piraci”, „Frantic”), Piotrem Szulkinem („O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji”) i Krzysztofem Zanussim („Życie rodzinne”). Od lat 80. jako wykładowca związany był ze Szkołą Filmową w Łodzi. W 2007 Polska Akademia Filmowa uhonorowała go Orłem za całokształt twórczości. Szczegółowy program projekcji w ramach sekcji znajduje się tutaj.

informacja prasowa

poniedziałek, 9 marca 2020

Piotr Sobociński laureatem Nagrody PSC!

W sobotę, 7 marca, ogłoszono laureatów Nagród Stowarzyszenia Autorów Zdjęć Filmowych PSC (Polish Society of Cinematographers). Autorzy zdjęć zostali nagrodzeni w trzech kategoriach. 

Paweł Dyllus, Piotr Sobociński i Tomasz Augustynek – Laureaci Nagród PSC 2020 fot. Rafał Nowak

Za najlepsze zdjęcia do pełnometrażowego filmu fabularnego nagrodzony został Piotr Sobociński jr. za „Boże Ciało” w reżyserii Jana Komasy. Jest to druga Nagroda PSC dla tego operatora, po „Cichej nocy” w 2018 roku. Innymi nominowanymi w tej kategorii byli Jacek Podgórski za „Krew boga”, Witold Płóciennik za „Ikara. Legendę Mietka Kosza”, Tomasz Naumiuk za „Obywatela Jonesa” i Adam Bajerski za „Pana T.”.

Zdjęcia do dokumentu i serialu


Nagrodę PSC za film dokumentalny odebrał Paweł Dyllus za zdjęcia do autorskiego dokumentu „Dziwor”. To druga Nagroda PSF w jego karierze. Pierwszą otrzymał trzy lata temu za „Jestem mordercą” w reżyserii Macieja Pieprzycy.

Za zdjęcia do odcinku serialu nagrodzony został Tomasz Augustynek za pracę przy pierwszym odcinku trzeciego sezonu „Watahy”. Jest to jego pierwsza Nagroda PSC.


Nagrody specjalne


Członkowie Stowarzyszenia postanowili również uhonorować szczególnie zasłużone dla polskiej kinematografii osobistości. W 2020 roku Nagrodę PSC za Całokształt Twórczości przyznano autorowi zdjęć Ryszardowi Lenczewskiemu, natomiast Nagroda Specjalna PSC trafiła do znakomitego reżysera Krzysztofa Zanussiego.

Uroczysta gala Nagród PSC odbyła się w auli Akademii Sztuk Pięknych Warszawie.

informacja prasowa


środa, 19 grudnia 2018

Laureaci Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich 2018

Krystyna Krupska-Wysocka, Jerzy Wójcik, Andrzej Mularczyk, Stanisław Śliskowski, Henryk Bielski, Paweł Kędzierski, Krzysztof Wodziński, Ryszard Kirejczyk (Nagroda Specjalna) to laureaci jedenastej edycji Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Te specjalne wyróżnienia przyznawane są przez Zarząd Stowarzyszenia filmowcom, których praca przyczyniła się w wyjątkowy sposób do rozwoju polskiej kinematografii.

Laureaci Nagród SFP 2018 Ryszard Kirejczyk, Krzysztof Wodziński, Paweł Kędzierski, 
Henryk Bielski, Stanisław Śliskowski, Andrzej Mularczyk, Tomasz Wójcik (w imieniu ojca Jerzego Wójcika)
 i Krystyna Krupska-Wysocka oraz Jacek Bromski, fot. Borys Skrzyński/SFP

Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są od 2007 roku. Ich powstaniu towarzyszyła obowiązująca do dziś idea, by statuetki trafiały w ręce nie tylko tych przedstawicieli filmowych zawodów, którzy stoją na pierwszej linii – reżyserów, operatorów – ale także tych, którzy pozostając nieco w cieniu, mają ogromny wpływ na ostateczny kształt dzieła filmowego - dźwiękowców, montażystów czy scenografów. Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są za całokształt dokonań artystycznych. Ludzie, którzy ją otrzymali, kształtowali oblicze polskiego filmu.

W 2017 roku Nagrody SFP otrzymali: Leszek Wronko - operator dźwięku, Bronisław Zeman - reżyser filmów animowanych, Maciej Putowski - scenograf i dekorator wnętrz, Marcel Łoziński - reżyser filmów dokumentalnych, Tadeusz Roman - operator telewizyjny, Witold Sobociński - autor zdjęć filmowych i Franciszek Pieczka (Nagroda Specjalna) – aktor.

Gala Nagród SFP 2018: Paweł Lewandowski - Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Radosław Śmigulski – Dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz Jacek Bromski – Prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich dzielą się opłatkiem, fot. Borys Skrzyński/SFP
W tym roku statuetki Nagród SFP wykonane przez Dorotę Dziekiewicz – Pilich otrzymali:


·         Krystyna Krupska-Wysocka - reżyserka i scenarzystka

·         Jerzy Wójcik - autor zdjęć filmowych

·         Andrzej Mularczyk - pisarz, scenarzysta

·         Stanisław Śliskowski - autor zdjęć filmowych

·         Henryk Bielski - reżyser filmowy

·         Paweł Kędzierski - reżyser filmów dokumentalnych

·         Krzysztof Wodziński - reżyser dźwięku

·         Ryszard Kirejczyk - Nagroda Specjalna



Gala Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich odbyła się 18 grudnia 2018 roku w Hotelu Hilton w Warszawie.

Sylwetki nagrodzonych

Krystyna Krupska-Wysocka
reżyserka i scenarzystka

Urodziła się w Stołpcach. W wieku 14 lat obejrzała angielski film historyczny i postanowiła związać swoją przyszłość z kinem. Przeniosła się ze zwykłej szkoły średniej do Liceum Sztuk Plastycznych, gdyż uznała, że zdobędzie w nim wiedzę przydatną w urzeczywistnianiu planów filmowych. Po maturze zdawała do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Na egzamin wstępny zabrała swoje prace malarskie. Komisja egzaminacyjna doradzała jej Wydział Operatorski. Obstawała przy reżyserii i dostała się. 

Funkcję zwaną współpracą reżyserską, nierzadko pokrywającą się z obowiązkami II reżysera, pełniła m.in. przy „Ludziach z pociągu” (1961) i „Milczeniu” (1963) Kazimierza Kutza, „Długiej nocy” Janusza Nasfetera (1967, prem. 1989), „Zazdrości i medycynie” Janusza Majewskiego (1973) oraz „Dolinie Issy” Tadeusza Konwickiego (1982). Była nominalnie II reżyserem filmów telewizyjnych Krzysztofa Zanussiego – „Gór o zmierzchu” (1970) i „Za ścianą” (1971) czy kinowych Konwickiego – „Jak daleko stąd, jak blisko” (1971) oraz „Lawy” (1989). I tak się złożyło, że jako II reżyser często pracowałam z dziećmi. Przyglądałam się tym dzieciom i stwierdziłam, że nie można kazać im recytować wyuczonych kwestii – trzeba pozwolić im mówić własnymi słowami – powiedziała Krupska-Wysocka w wywiadzie z książki Jerzego Armaty i Anny Wróblewskiej „Polski film dla dzieci i młodzieży” (wyd. Fundacja KINO, Warszawa 2014). We własnych filmach przywiązywała dużą wagę do naturalności zachowań i wypowiedzi dziecięcych czy nastoletnich bohaterów. Rozmawiając za pośrednictwem swych filmów z młodą publicznością, nie unikała trudnych tematów: narkomanii wśród młodzieży w miniserialu „Żuraw i Czapla” (1985), którym debiutowała, samotności dzieci i dorosłych – w komedii „Skutki noszenia kapelusza w maju” (1993, TV), ze znakomitą kreacją Wiesława Michnikowskiego, niepełnosprawności – w „Ptaszce” (1994). Do dzieci adresowała też aktorsko-animowany film „Mamo, czy kury potrafią mówić?” (1997), zrealizowany z Tadeuszem Wilkoszem.

 „Żuraw i Czapla” oraz „Skutki noszenia kapelusza w maju” zdobyły nagrody na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino! w Poznaniu (1988, 1994). W poznańskim Centrum Sztuki Dziecka Krupska-Wysocka uczestniczyła w projekcie warsztatowym – Wielka Przygoda z Filmem. Z myślą o młodych widzach zrealizowała spektakle telewizyjne „Ogrodnik i jego chlebodawcy” (1994) oraz „Agnieszka skrawek nieba” (1995).

 Krystyna Krupska-Wysocka aktywnie działała w NSZZ „Solidarność” – także w stanie wojennym, gdy z przyjaciółmi organizowała pomoc dla opozycji i środowiska filmowego. Przyjaźniła się z księdzem Stefanem Niedzielakiem, strażnikiem pamięci o zbrodni katyńskiej, zamordowanym w 1989 roku przez „nieznanych sprawców”.

Nie do przecenienia jest aktywność Krystyny Krupskiej-Wysockiej w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich. Wieloletnia członkini Zarządu Głównego walnie przyczyniła się – wraz z byłym wiceprezesem Januszem Chodnikiewiczem – do udzielenia Stowarzyszeniu w 1995 roku licencji na zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi, co otworzyło drogę do utworzenia Związku Autorów i Producentów Audiowizualnych (ZAPA), a tym samym znacznej poprawy sytuacji materialnej członków Stowarzyszenia. Z zapałem włączyła się w prace nad ustawą o kinematografii z 2005 roku i współredagowanie „Magazynu Filmowego SFP”.
Wtedy nie był to jeszcze tak solidny, duży periodyk jak dziś. Ciepło i życzliwość pani Krystyny, a także jej niesłabnące zainteresowanie sprawami polskich filmowców były kapitałem, na którym budowaliśmy relacje z członkami SFP. Myślę, że ta wrażliwość kazała pani Krystynie zajmować się we własnej twórczości światem dzieci i ich małych wielkich problemów – mówi jej koleżanka redakcyjna Anna Wróblewska. 

 

Jerzy Wójcik
autor zdjęć filmowych

Zdjęcia Jerzego Wójcika wzbogaciły wybitne dzieła polskiej szkoły filmowej z przełomu lat 50. i 60. XX w. oraz wiele późniejszych, w tym widowiskowe, nominowane do Oscara – „Faraon” i „Potop”. Jerzy Wójcik jest też cenionym reżyserem i pedagogiem.

 Jerzy Wójcik urodził się 12 września 1930 roku w Nowym Sączu. W 1955 ukończył Wydział Operatorski PWSF w Łodzi. Uczelnia zainicjowała film zwiastujący Odwilż: „Koniec nocy” Juliana Dziedziny, Pawła Komorowskiego i Walentyny Uszyckiej (1956). Jerzy Wójcik był jednym z autorów zdjęć. Nadeszła polska szkoła filmowa – polemiczny, pogłębiony intelektualnie, ujęty w nowatorskie formy artystyczne obrachunek z doświadczeniami rodaków podczas okupacji i w pierwszych latach powojennych. Miałem szczęście, że moje zainteresowania biegły równolegle z rozwojem szkoły polskiej. Nie oznacza ona dla mnie tylko obecności na ekranie pewnych dokonań artystycznych, innego sposobu inscenizacji czy reżyserii, ale przede wszystkim mówienie o problemach, o tym, co ludzie myśleli, co chcieli powiedzieć – mówi Jerzy Wójcik, który przygodę z polską szkołą rozpoczął jako operator kamery filmów ze zdjęciami Jerzego Lipmana – „Kanału” Andrzeja Wajdy (1956) i „Prawdziwego końca wielkiej wojny” Jerzego Kawalerowicza (1957). W filmach szkoły po raz pierwszy zaistniał zintegrowany obraz. Mam na myśli wysoki stopień integracji obrazu filmowego wyrażony przez strukturę obrazu, jednoczącą wszystkie jej elementy w oryginalną wizualizację: kompozycję dzieła filmowego – dodaje.

Bez czarno-białych zdjęć Wójcika, w których światło, przestrzeń, materia to kategorie estetyczne, ale też metafory wizualne egzystencji człowieka i losu narodu, trudno wyobrazić sobie sukcesy kolejnych arcydzieł szkoły: „Eroiki” Andrzeja Munka (1958, tym filmem Wójcik zadebiutował jako samodzielny autor zdjęć), „Popiołu i diamentu” (1958) i „Samsona” (1961) Wajdy, „Krzyża Walecznych” (1958) i „Nikt nie woła” (1960) Kazimierza Kutza, czy odbiegającej od tematu wojny, historyczno-religijnej „Matki Joanny od Aniołów” Kawalerowicza (1960). U boku tego reżysera, we współpracy z Wiesławem Zdortem i Witoldem Sobocińskim, Wójcik rewelacyjnie sfotografował w kolorze „Faraona”, przeciwstawiając barwnej kakofonii hollywoodzkich widowisk historycznych zredukowaną gamę kolorystyczną, wspartą nieprzeładowaną kompozycją szerokoekranowych kadrów. „Bo nie sztuką jest dodawać, sztuką jest odejmować. Powiedział mi to Jerzy Wójcik, kiedy byłem jego studentem, i tym jednym zdaniem ukształtował mnie jako operatora – mówi autor zdjęć filmowych, przewodniczący Polish Society of Cinematographers, Arkadiusz Tomiak.

Artysta klasy Wójcika nie pozwoli zamknąć się w więzieniu jakiejkolwiek „gotowej” formuły estetycznej – uważa prof. dr hab. Marek Hendrykowski. Toteż inną superprodukcję – „Potop” Jerzego Hoffmana (1973-1974) – Wójcik sfilmował równie znakomicie, ale z większym dynamizmem kamery i bardziej urozmaiconą paletą barw. Ważne miejsce w twórczości Wójcika zajmują filmy wybitnego reżysera Stanisława Różewicza. Wieloletnia współpraca, rozpoczęta „Echem” (1964), a zakończona „Aniołem w szafie” (1987), zaowocowała też dramatami wojennymi: „Westerplatte” (1967), „Opadły liście z drzew” (1975) i „Ryś” (1981), obrazem historycznym „Pasja” (1977) czy kameralnym studium współczesnym „Kobieta w kapeluszu” (1984). 
Dla Różewicza użycie zbliżenia lub wybranie odpowiedniej szerokości obiektywu nie było decyzją wyłącznie rutynową. Wyrażało jego stosunek do rzeczywistości, o której opowiadał – mówi Wójcik.

Na dorobek operatorski Wójcika składają się ponadto filmy jugosłowiańskie. Na całościowy: spektakle Teatru Telewizji, dwa filmy, które z powodzeniem wyreżyserował – „Skarga” (1991) i „Wrota Europy” (1999), książki „Labirynt światła” (2006) i „Sztuka filmowa” (2017, współautor: Seweryn Kuśmierczyk) oraz blisko 30 lat pracy dydaktycznej w Szkole Filmowej w Łodzi z tytułem profesora zwyczajnego sztuki filmowej.

Za całokształt twórczości Jerzy Wójcik otrzymał, oprócz Nagrody SFP, m.in. Złotą Kamerę 300 na MFF Sztuki Operatorskiej im. Braci Manaki w Bitoli, Orła – Polską Nagrodę Filmową, Platynowe Lwy na FPFF w Gdyni (ex aequo z Witoldem Sobocińskim), Nagrodę Specjalną PSC, a ostatnio tytuł Doctora Honoris Causa Szkoły Filmowej w Łodzi.

 Andrzej Mularczyk
pisarz, scenarzysta

Twórca literatury faktu i słuchowisk radiowych. Autor scenariuszy filmów kinowych, telewizyjnych i seriali. Trylogia komediowa: „Sami swoi”, „Nie ma mocnych”, „Kochaj albo rzuć” oraz 25-odcinkowy serial „Dom” biły rekordy popularności.

Andrzej Mularczyk urodził się 13 czerwca 1930 roku w Warszawie. Będąc młodszym bratem prozaika i poety Romana Bratnego, który od dzieciństwa zdradzał ciągoty do literatury, sam też wcześnie połknął jej bakcyla: zadebiutował (pod pseudonimem) w wieku 13 lat, podczas okupacji, na łamach konspiracyjnego pisma Dźwigary. Po wojnie rozpoczął działalność dziennikarską, ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa UW (1955) i podjął współpracę z Polskim Radiem. Wyniesioną z domu nieśmiałość pokonywałem najpierw grą w piłkę nożną, bo jest to gra kontaktowa, a następnie uprawianiem literatury faktu, które też zmusza do kontaktów z ludźmi. Uznałem zresztą, że życie podsuwa najciekawsze historie – wyznaje Andrzej Mularczyk, autor cenionych reportaży. Z książek, które napisał, opartych na faktach, najbardziej lubi „Co się komu śni”, „Czyim ja żyłem życiem” i „Polskie miłości”. Prawdziwe zdarzenia legły też u podstaw większości słuchowisk radiowych Mularczyka, z których dwa – „Z głębokości wód” i „Cyrk odjechał, lwy zostały” – wyróżniono prestiżową Prix Italia.

Pierwsze zauroczenie kinem Mularczyk przeżył, mając 6 lat. Jego ojciec – wówczas kwatermistrz 1 Pułku Strzelców Konnych w Garwolinie – zaprowadził go na film instruktażowy dla wojska. Obraz żołnierza, który wpadłszy w zasadzkę połyka meldunek, by nie dostał się w ręce wroga, wywarł na chłopcu duże wrażenie, podobnie jak widok kosynierów z patriotycznego filmu Józefa Lejtesa „Kościuszko pod Racławicami” (1938). W czasie okupacji Mularczyk oczywiście respektował hasło „Tylko świnie siedzą w kinie”.

 Po wojnie świeże były jeszcze jej ślady, gdy oglądając w warszawskim Atlanticu „Mściwego jastrzębia” Howarda Hawksa czy „Komediantów” Marcela Carné, ponownie zachłysnął się X Muzą. W 1956, już z dorobkiem literackim, znalazł się w łódzkim środowisku filmowym. Przesiadywaliśmy w Honoratce. Przychodził Romek Polański, bywali współtwórcy filmu „Miasteczko” (1958), którym zadebiutowałem jako scenarzysta, wśród nich Julian Dziedzina i Janusz Łęski – wspomina Mularczyk.

Antoniemu Bohdziewiczowi spodobał się jego tekst „Wielkie słońce” – opowieść o chłopcu więzionym w czasach stalinowskich za udział w szkolnej konspiracji, który wprawdzie wyszedł na wolność, ale bez perspektyw na przyszłość. W liście do mnie groził rychłym samobójstwem, jeśli sytuacja się nie zmieni. Odnalazłem go, pomogłem mu dostać się na studia, a on opowiedział mi historię swego życia. Miał z niej powstać film, lecz wskutek pewnych decyzji artystycznych ja się z niego wycofałem i ostatecznie – także z powodu działania cenzury – nie powstał. Mimo to uważam ten niezrealizowany projekt za jedną z czterech najważniejszych przygód filmowych w mojej karierze – mówi pisarz.

Trzy pozostałe to oczywiście wspomniana, nieśmiertelna trylogia o waśniach Kargulów i Pawlaków, którą rozpoczęli „Sami swoi” (1967), a reżyserował Sylwester Chęciński, jakże warszawski serial Jana Łomnickiego „Dom” (1980-2000), według scenariusza Mularczyka i Jerzego Janickiego (chylę czoła przed Jankiem! – mówi Mularczyk) oraz „Wrota Europy” (1999) w reżyserii Jerzego Wójcika, zarazem współautora scenariusza – piękna adaptacja opowiadania Melchiora Wańkowicza. W naszej wspólnej pracy nad „Samymi swoimi” i kolejnymi filmami trylogii kluczową rolę odegrał sposób widzenia rzeczywistości przez Mularczyka. Z jego scenariuszy biła prawda postaci i sytuacji. Były to teksty świetne, a przy tym inspirujące do rozwijania zawartych w nich pomysłów – mówi Chęciński.

Scenariusze Mularczyka posłużyły też za podstawę m.in. takich filmów, jak „Ktokolwiek wie…” Kazimierza Kutza (1966), „Julia, Anna, Genowefa” Anny Sokołowskiej (1967), „Ostatnie takie trio” Jerzego Obłamskiego (1976, TV), „Wyjście awaryjne” Romana Załuskiego (1982) czy ostatni film Andrzeja Wajdy „Powidoki” (2016).

Andrzej Mularczyk był kierownikiem literackim Zespołu Filmowego Iluzjon (1970-1977). Jest członkiem Polskiej Akademii Filmowej.

Stanisław Śliskowski
autor zdjęć filmowych

Operator 140 filmów krótkometrażowych, w większości dokumentalnych, kilku animowanych. Dokumenty „Bykowi chwała”, „Darek Dziedziech” i „Usłyszcie mój krzyk” uchodzą za arcydzieła. Mistrz zdjęć specjalnych, pedagog, członek założyciel SFP.

Stanisław Śliskowski urodził się 3 lipca 1935 roku w Łodzi. W dzieciństwie z przejęciem dokonał odkrycia, że odwrócony do góry nogami obraz okna na przeciwległej ścianie powstaje dzięki światłu przechodzącemu przez dziurkę od klucza w drzwiach między oknem a ścianą. Zastąpił drzwi pudłem kartonowym z otworem w jednej ze ścianek i ekranem – białą kartką – po przeciwnej stronie. Między oknem i kartonem animował dłońmi lalki lub wycinanki, których cień pojawiał się w tym domowym kinie na ekranie.

Do prawdziwego kina chodził z rodzicami jeszcze przed wojną. Do szkoły podstawowej poszedł po wojnie, od razu do drugiej klasy. Nauczyciele zauważyli, że dobrze rysuje. Naukę kontynuował w Państwowym Liceum Technik Plastycznych. Maturę zdał celująco jako uczeń klasy grafiki filmowej, w praktyce – filmu animowanego. Ukończył Wydział Operatorski PWSF w Łodzi (1960). Na uczelni zrobił zdjęcia i animację do pierwszego polskiego filmu wycinankowego – „Konfliktów” Daniela Szczechury (1960), z którym zrealizował jeszcze „Maszynę” (1961) i „Literę” (1962).

Po studiach związał się z Wytwórnią Filmów Fabularnych. Będąc początkowo fotosistą, następnie operatorem kamery obrazów realizowanych w Zespole Filmowym Kadr, współpracował z wybitnymi autorami zdjęć: Krzysztofem Winiewiczem, Jerzym Wójcikiem, Wiesławem Zdortem, Kurtem Weberem. Prowadził też kamerę dla Witolda Sobocińskiego. Wreszcie sam zrobił zdjęcia do krótkiej fabuły Edwarda Etlera „Kraksa” (1963), powstałej w Wytwórni Filmów Oświatowych. Został w niej na etacie. W WFO zafascynowała mnie praca z Jadwigą Żukowską, osobą wyjątkową, o wielkim uroku osobistym, która miała dar łatwego nawiązywania kontaktu z dziećmi, ulubionymi bohaterami swoich filmów – mówi Stanisław Śliskowski. Przede mną, jako operatorem, Jadwiga otworzyła zupełnie nowy świat. O ile w fabule mogłem ujęcia poprzedzać próbami i powtarzać do perfekcji, o tyle w dokumencie musiałem z marszu reagować kamerą na sytuacje niepowtarzalne. Zadanie ułatwił mi Bogdan Dziworski, którego zaprosiłem do współpracy – dodaje. „Skąd się biorą dzieci” (1966), „Zazdrość” (1967), „Spróbuj jeszcze raz” (1970) i „Dzidka” (1972) to głośne filmy tandemu Żukowska – Śliskowski o dzieciach. Jednak największy sukces odniósł „Darek Dziedziech” (1974) – impresja o siedmiolatku zjeżdżającym do szkoły w Zakopanem na nartach. Śliskowskiego wsparli w niej Jacek Mierosławski i Jacek Żuk-Żukowski.

W impresji, której bohaterem był Franciszek Starowieyski – „Bykowi chwała” Andrzeja Papuzińskiego (1971), we wstrząsającym dokumencie Macieja Drygasa „Usłyszcie mój krzyk” (1991), przywołującym samospalenie Ryszarda Siwca w proteście przeciw interwencji w Czechosłowacji w 1968 roku, a także w wielu innych filmach – z „Akademią Pana Kleksa” Krzysztofa Gradowskiego (1983) włącznie
 – Śliskowski dał upust pasji do zdjęć specjalnych. „Usłyszcie mój krzyk” to wariacja na temat siedmiosekundowego ujęcia z płonącym Siwcem, które nakręcił operator Zbigniew Skoczek. Rzutowaliśmy ten obraz z reprojektora na ekran, multiplikowaliśmy, wybieraliśmy i powiększaliśmy fragmenty, ponownie je filmując z dodaniem panoram kamery itp. W ten sposób z ujęcia, które liczyło tylko 3,5 metra, uzyskaliśmy kilkadziesiąt metrów materiału do montażu – tłumaczył operator w „Magazynie Filmowym SFP”. Była to benedyktyńska robota, ale Staszek oddał się jej całkowicie. To człowiek nie do zdarcia, twórczy partner reżysera na każdym etapie racy nad filmem, a przy tym przez wszystkich lubiany – chwali autora zdjęć Maciej Drygas.

W dorobku Śliskowskiego jest jeszcze wiele świetnych dokumentów, takich jak „Chłopski los” – tryptyk filmowy Zygmunta Skoniecznego (1981, prem. 1988), filmy baletowe Jadwigi Żukowskiej: „Duet miłosny z baletu >>Tytania i osioł<<” (1971), „Tańczy Elżbieta Jaroń” (1974), „Nie wyobrażam sobie życia bez tańczącego świata” (2008) czy „Kontrapunkt” Andrzeja Papuzińskiego (2014) o plakaciście Michale Batorym.

Niespożyty pan Stanisław wykładał w latach 1984-2009 animację w Szkole Filmowej w Łodzi.

Henryk Bielski
reżyser filmowy
 
Henryk Bielski urodził się 19 stycznia 1935 roku we Lwowie. W latach 50. był członkiem Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”, z którym występował w kraju i za granicą. W 1951 wziął udział w realizacji dokumentu Mazowsze Tadeusza Makarczyńskiego, a w 1953 wystąpił wraz z zespołem w „Przygodzie na Mariensztacie” Leonarda Buczkowskiego. Po ukończeniu Średniej Szkoły Muzycznej w Warszawie zapragnął na stałe związać się z X Muzą i wyjechał na studia do moskiewskiego WGIK-u, gdzie w latach 1958-1962 uczył się reżyserii pod kierunkiem Michaiła Romma.

 Po powrocie do kraju został przyjęty do Zespołu Filmowego Kadr. Asystował m.in. przy „Pamiętniku pani Hanki” (1963) Stanisława Lenartowicza i „Przerwanym locie” (1964) Leonarda Buczkowskiego. Największym wyzwaniem była jednak praca przy „Faraonie” (1965) Jerzego Kawalerowicza. Jako asystent reżysera Bielski był odpowiedzialny m.in. za przygotowanie scen masowych z udziałem statystów, którymi byli… radzieccy żołnierze, w liczbie 4 tys. Henryk Bielski zawsze był w pobliżu reżysera, a po pracy opiekował się Kawalerowiczem – wspomina realizację filmu Ryszard Ronczewski.

 Po „Faraonie” Bielski pracował w Zespole Filmowym Iluzjon, przy wielkich produkcjach, takich jak „Jarzębina czerwona” (1969) i „Kopernik” (1972) Ewy i Czesława Petelskich. Zadebiutował jako samodzielny reżyser „Hasłem” (1976). W tym rozgrywającym się w Bieszczadach filmie pojawiają się już stałe elementy twórczości Bielskiego, jak postać zawiedzionego robotnika, atmosfera egzystencjalnego smutku oraz pytanie o wartości w nowym, zmieniającym się świecie. W podobnym tonie utrzymany jest następny obraz, „Koty to dranie” (1978), gdzie główny bohater, doświadczony przez życie kombatant, czuje się samotny i niepotrzebny w nowej rzeczywistości.

W kolejnych dwóch dziełach, „Gwiazdach porannych” (1979) i „Pastorale Heroica” (1983), Bielski podjął tematykę wojenną, a w „Chrześniaku” (1985) przedstawił dramat dyrektora PGR-u. Największym sukcesem cieszył się kultowy serial „Ballada o Januszku” (1987), o samotnej matce wychowującej niewdzięcznego syna. W postać kobiety wcieliła się Lidia Fiedosiejewa-Szukszyna, która zagrała tu najlepszą rolę w swojej karierze. Ostatnim jak dotychczas filmem Bielskiego były „Warszawskie gołębie” (1988), historia warszawiaka, który po przeprowadzce do nowej dzielnicy walczy o to, by móc hodować w bloku ptaki.

Filmy Bielskiego były pokazywane na wielu krajowych i zagranicznych festiwalach, m.in. w Ułan Bator, Moskwie, Kairze oraz w Karlowych Warach. Spośród licznych nagród i odznaczeń, jakie otrzymał, wymienić trzeba Złoty Krzyż Zasługi (1976), Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1983), Nagrodę Pokoju na XIII MFF w Moskwie (1983), Nagrodę Szefa Kinematografii za rok 1985, Nagrodę na XXV MFF w Karlowych Warach (1986), a także honorowy tytuł zasłużonego działacza kultury. Bielski od wielu lat jest też aktywnym członkiem Stowarzyszenia Filmowców Polskich i przez trzecią kadencję zasiada w Sądzie Koleżeńskim SFP. W okresie stanu wojennego jako działacz związkowy, razem z Wandą Jakubowską, Jerzym Kawalerowiczem i Jerzym Hoffmanem, bronił Stowarzyszenia u najwyższych ówczesnych władz.

Jednym z wyróżników twórczości Bielskiego jest świetna gra aktorska. Nauczyłem się, co to znaczy trafna obsada. Charakter, postura, spojrzenie, oczy. I kiedyś mnie Basia Brylska spytała, jak to jest, że u mnie główne oraz drugoplanowe role grają same gwiazdy. „Bo ja was kocham” – odpowiedziałem.
O innych cechach Bielskiego jako twórcy, ale też jako człowieka mówi reżyser dźwięku, prof. Andrzej Bohdanowicz: to człowiek, który jest niebywale solidny i oddany filmowi. Miał zawsze swoją koncepcję i starał się ją realizować w sposób zgodny z własnymi przekonaniami. Poza tym zawsze ceniłem go za to, że można na nim polegać. Nigdy nie odmówił pomocy.

Reżyser filmów kinowych i telewizyjnych, w tym słynnego serialu „Ballada o Januszku”. Pracował także jako asystent i II reżyser przy 18 produkcjach, w tym dziełach najwybitniejszych polskich twórców, takich jak Stanisław Bareja, Leonard Buczkowski i Jerzy Kawalerowicz.

 
Paweł Kędzierski
reżyser filmów dokumentalnych 

Paweł Kędzierski urodził się 2 lipca 1946 roku w Warszawie. Studiował polonistykę na UW, ale ukończył Wydział Reżyserii łódzkiej PWSFTviT (1971), gdzie jego mistrzami byli Jerzy Bossak i Kazimierz Karabasz. Pracę zawodową rozpoczął, realizując trzy dokumenty dla Telewizji Polskiej: „Widziane z dołu” (1971, z Marcelem Łozińskim), „Bezdroże” (1972) i „Puste krzesła” (1972, dwa ostatnie z Radosławem Piwowarskim). Nieprzypadkowo w 1973 związał się z Wytwórnią Filmów Dokumentalnych (obecnie: Wytwórnią Filmów Dokumentalnych i Fabularnych) – kuźnią polskiej szkoły dokumentu, znanej m.in. z filmów, które metaforami osłabiającymi czujność cenzury uderzały w PRL. 
Należę do „pokolenia ’68”, Marzec przeżyłem na studiach i w Warszawie, i w Łodzi – mówi Paweł Kędzierski. Wszyscy chcieliśmy coś przekazać z tamtych czasów. Gdy tylko pojawiła się możliwość zrobienia pierwszego filmu po przyjęciu nas, Marcela Łozińskiego i mnie do WFD, postanowiliśmy, że nakręcimy go wspólnie, i że będzie to film o Marcu. Ujęcie tematu wprost nie przeszłoby przez cenzurę, więc w filmie „Happy End” (1973) pokazaliśmy typowo „Marcową” sytuację: wyrzucanie z pracy młodego inżyniera na zebraniu partyjnym – rozwija myśl reżyser. Dodaje, że jednym z operatorów „Happy Endu” był Stanisław Niedbalski, a film montowała Lidia Zonn. Współpraca z nimi to jak drugi fakultet, spotkanie z czystą sztuką i bezinteresownością – wspomina.

Spośród krótkich dokumentów, które Kędzierski zrealizował w WFD, największy sukces odniósł „Dzień Dziecka” (1981) – studium presji, jakiej poddawane są dzieci z rodzin inteligenckich (Nagroda Główna na MFF Krótkometrażowych w Oberhausen). Paweł Kędzierski brał udział w powstaniu pełnometrażowego dokumentu WFD „Robotnicy 1971: Nic o nas bez nas” (1972, reż. Krzysztof Kieślowski, Tomasz Zygadło). 
Film w naszej wersji został odrzucony z przyczyn politycznych, a na zmiany cenzorskie, z którymi wyemitowała go Telewizja Polska pt. „Gospodarze”, nie godziliśmy się. Wycofaliśmy nazwiska 
– podkreśla.

W twórczości dokumentalnej Pawła wyczuwa się jego przygotowanie polonistyczne. Choćby w filmie, powstałym z moim udziałem jako operatora, „Wszyscy dla wszystkich” (1976), który nawiązuje do wiersza Tuwima – mówi autor zdjęć Jacek Petrycki. 
W Zespole Filmowym X Andrzeja Wajdy Kędzierski zbliżył się do kina fabularnego, reżyserując nowelę w filmie „CDN” (1975) oraz film „Trochę wielkiej miłości” (1976, TV), a także dzieląc się z Agnieszką Holland i Jerzym Domaradzkim reżyserią głośnego filmu o młodzieży „Zdjęcia próbne” (1976). W 1990 został współzałożycielem Studia Filmowego Kronika – w jego ramach funkcjonowała przez szereg lat Polska Kronika Filmowa. Za zrealizowany w Kronice film „Cisza, ciemność” (1999) – o ociemniałych i niesłyszących rzeźbiarzach – otrzymał nagrody na festiwalach w Petersburgu, Sienie i Vila do Conde.

W dokumentach pełno- lub średniometrażowych: „Wybory 89” (1990), „Wybór Polski” (1991), „Jaka Polska” (1996, współreżyseria dwóch ostatnich: Andrzej Piekutowski) i „Zdarzyło się tylko w Polsce” (2011) uchwycił przemiany ustrojowe w naszym kraju. Fabularyzowany dokument „My Cichociemni. Głosy żyjących” (2008) przyniósł mu m.in. Złotą Szablę na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Historycznych i Wojskowych w Warszawie oraz Platinum Remi na Worldfest Independent Film Festival w Houston.

W SFP Paweł Kędzierski zasiadał w Zarządzie Głównym i przewodniczył Sekcji Filmu Dokumentalnego. Od powstania Studia Munka do dziś pracuję w Radzie Programowej „Pierwszego Dokumentu” – informuje.

Paweł jest ponadto bardzo życzliwy i koleżeński, skory do pomocy, najdalszy od wszelkiej zawiści – chwali przyjaciela Marcel Łoziński. No i wszyscy znamy go z tego, że na poczekaniu wymyśla trafne tytuły filmów swoich i kolegów – dodaje z uśmiechem Jacek Petrycki.

Krzysztof Wodziński
reżyser dźwięku

W swojej karierze zawodowej, która trwała ponad 40 lat, pracował przy ok. 60 filmach i serialach oraz kilkudziesięciu etiudach studenckich. W dorobku ma dzieła tak głośne, jak „Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy czy „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana.

Krzysztof Wodziński urodził się 28 marca 1938 roku w Pabianicach. Jego matka uważała, że każdy powinien mieć choćby elementarne wykształcenie muzyczne, żeby rozumieć utwory grane np. w filharmonii. Kupiła ośmioletniemu synowi akordeon. To był mój pierwszy bliższy kontakt z muzyką, ze sztuką dźwięku – mówi Wodziński.

Lekcje gry na akordeonie pobierał u nauczyciela muzyki, który wystawił mu dobrą opinię. Wtedy matka, mimo iż czasy były biedne, powojenne, kupiła pianino. Po kilku latach nauki w ognisku muzycznym wróżono Wodzińskiemu karierę pianistyczną. Zrezygnował z niej, doszedłszy – po ukończeniu Państwowego Liceum Muzycznego w Łodzi – do wniosku, że brak mu odporności na stresy związane z koncertowaniem. Doradzono mu, aby wybrał studia zbliżone do muzycznych – na Wydziale Reżyserii Dźwięku Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej (obecnie: Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina) w Warszawie. Został przyjęty za pierwszym razem. Studia (specjalność: fonografia) ukończył w 1962. Pracował jako nauczyciel w Państwowej Wyższej Szkole Baletowej w Poznaniu (1961-1966) i realizator dźwięku w łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia (1967-1971). 
O tym, że zostałem pracownikiem kinematografii, przesądził przypadek. Siedzibę Radia oddano do remontu, a mnie przeniesiono do Pałacu Dźwięku, zbudowanego według projektu Jerzego Blaszyńskiego w Wytwórni Filmów Fabularnych przy Łąkowej. Byłem zachwycony standardem technicznym Pałacu i od 1972 związałem się z Wytwórnią na stałe. Wówczas trwały już zdjęcia do „Potopu” Jerzego Hoffmana. Moim pierwszym zadaniem było asystowanie przy tym filmie operatorowi dźwięku Stanisławowi Piotrowskiemu – opowiada Wodziński.

Jako operator dźwięku zadebiutował w duecie z doświadczonym operatorem Wiesławem Ćwiklińskim kultowymi „Dziewczynami do wzięcia” Janusza Kondratiuka (1972, TV). Pierwszym filmem, przy którym pracował samodzielnie był „Palec Boży” Antoniego Krauzego (1972). Po nim przyszły kolejne, zarówno kameralne, np. mój ulubiony „Jak to się robi” Andrzeja Kondratiuka (1973), „Drzwi w murze” Stanisława Różewicza (1973), „Wizja lokalna 1901” Filipa Bajona (1980), jak i superprodukcje, m.in. „Ziemia obiecana” (1974), „Ogniem i mieczem”(1999) – wylicza Krzysztof Wodziński. Przy pierwszej z nich dzielił się obowiązkami z Leszkiem Wronko, przy drugiej – z Piotrem Knopem. W „Ziemi obiecanej”, podobnie jak w „Potopie”, zetknął się z udźwiękowieniem stereofonicznym kopii 70mm. W „Ogniem i mieczem”, nominowanym za dźwięk do Orła – Polskiej Nagrody Filmowej, z formatem Dolby Digital.

W dorobku Wodzińskiego są też znane seriale, takie jak „Przyłbice i kaptury” Marka Piestraka (1985) czy „Pogranicze w ogniu” Andrzeja Konica (1988-1991). Zawsze kierowałem się zasadą, że ilekroć przystępowałem do pracy przy filmie, tylekroć traktowałem ją tak, jakby miała okazać się najlepiej wykonaną w mojej karierze. Od pierwszego klapsa na planie po ostatnią poprawkę przed kolaudacją pracowałem na najwyższych obrotach – wyznaje Wodziński. To prawda – potwierdza reżyser Marek Piestrak, który pracował z Wodzińskim m.in. przy horrorach „Wilczyca” (1982) i „Powrót wilczycy” (1990). 
Krzysztof starannie przygotowuje się do każdego filmu. Na planie idzie na rękę reżyserowi i autorowi zdjęć, nie utrudniając rozstawieniem mikrofonów inscenizacji i pracy kamery. W postprodukcji bardzo dba o właściwy balans głośności dialogów, muzyki i efektów. Słowem: na każdym etapie dąży do najlepszych rezultatów artystycznych i technicznych, pamiętając, że oprócz niego przy filmie pracują także inni twórcy – tłumaczy Piestrak.

Krzysztof Wodziński szereg lat prowadził zajęcia w Szkole Filmowej w Łodzi. Był operatorem dźwięku etiud studenckich lub filmów dyplomowych, m.in. Jana Hryniaka, Artura Urbańskiego, Grega Zglińskiego. 
Bardzo miło wspominam czas spędzony w WFF i Szkole. I ludzi, których spotkałem na swojej zawodowej drodze. Dzięki mojej pracy miałem piękne życie – podsumowuje Krzysztof Wodziński.

 

Ryszard Kirejczyk
Nagroda Specjalna

 Twórca ok. 30 krótkich i kilku pełnometrażowych filmów dokumentalnych, związany wiele lat z WFD (obecnie: WFDiF) w Warszawie. Współzałożyciel Studia Filmowego Kronika. Wyróżnił się aktywną działalnością dla środowiska filmowego.

Dyrektorem ZAPA był 22 lata. Pod kierownictwem Ryszarda Kirejczyka ta organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi walnie przyczyniła się do poprawy sytuacji materialnej polskich filmowców i zyskała międzynarodowe uznanie.

Ryszard Kirejczyk urodził się 12 stycznia 1944 roku w Jeziorach koło Grodna. Być może już od dzieciństwa film był jego przeznaczeniem, gdyż w warszawskim domu, w którym je spędził (przy ulicy Belgijskiej) mieszkali wybitni ludzie kina: prof. Jerzy Toeplitz, Władysław Forbert, Ludwik Perski i Karol Szczeciński, zaś w garażu stało auto Aleksandra Forda.

W 1967 Ryszard Kirejczyk ukończył studia na Wydziale Prawa UW. Wtedy absolwentów wyższych uczelni obowiązywały jeszcze nakazy pracy, więc Kirejczyk, chcąc uniknąć zatrudnienia tam, gdzie nie było mu po drodze, zaczął studiować drugi fakultet: handel zagraniczny w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (obecnie: Szkoła Główna Handlowa). Pod koniec tych studiów otrzymał propozycję objęcia stanowiska zwanego współpracą produkcyjną – przy realizacji II części „W pustyni i w puszczy” Władysława Ślesickiego (1973). Film był realizowany także za granicą, na planie potrzebowano tłumacza, a Kirejczyk władał językiem angielskim. Tak zaczęła się moja przygoda z kinem – wspomina.

Był II kierownikiem produkcji m.in. głośnego „Zapisu zbrodni” Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego (1974). Kierownikiem produkcji został już w kilka lat po debiucie u Ślesickiego. W tej roli sprostał wyzwaniom, jakie stawiała przed nim realizacja „Akcji pod Arsenałem” Jana Łomnickiego (1977) – wojennego filmu akcji, „Biletu powrotnego” Ewy i Czesława Petelskich (1978), który częściowo powstawał w USA, czy „Gwiazd porannych” Henryka Bielskiego (1979) – kręconych w pamiętnej zimie stulecia. Trudne lata 1980-1989 spędził, pracując w polskim oddziale amerykańskiej firmy Copernicus Society of America, zajmującym się produkcją filmów oświatowych dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które promowały kulturę polską. Po 1989 przestawił się na działalność gospodarczą – handlową. Dla Stowarzyszenia Filmowców Polskich nastał czas próby. Nie było już potrzebne do walki z władzą o swobody twórcze, bo przestała istnieć cenzura. Nie wszyscy twórcy rozumieli, że wolność wypowiedzi to za mało do utrzymania się na komercyjnym rynku filmowym. 
Do kinematografii i zawodu prawniczego wróciłem w połowie lat 90. za sprawą jednego z nich: Jacka Bromskiego, który zaangażował się w prace nad wdrożeniem ustawy o prawie autorskim, uchwalonej w 1994. Działania te na nowo zaktywizowały SFP, bo twórcy zobaczyli, że ono wciąż o nich walczy, tyle że tym razem o tantiemy – mówi Kirejczyk. Jestem na emeryturze. Służbowo nic już nie wiąże mnie z SFP, więc nie będę posądzony o wystawianie laurki prezesowi Bromskiemu, jeśli powiem, że uchwalenie ustawy o prawie autorskim i jej korzystna nowelizacja w 2000 jest w dużej mierze jego zasługą. Podobnie jak ustawa o kinematografii z 2005. To prezes wpadł na pomysł, by jej projekt zmienić z rządowego na poselski, czym powstrzymał destrukcyjne działanie ministerstwa finansów. Oczywiście wiele innych osób też pomagało – dodaje.

W celu dalszego polepszenia interesów twórców, w 1995 utworzono w ramach SFP organizację zbiorowego zarządzania prawami autorskimi – Związek Autorów i Producentów Audiowizualnych (ZAPA). Ryszard Kirejczyk stanął na jego czele i kierował nim 22 lata. 

Zaczynaliśmy od zera, ucząc się od kolegów z zagranicy, zwłaszcza francuskich, a dziś ZAPA uchodzi za największą i najsprawniej działającą tego typu organizację na rynku audiowizualnym w Europie Środkowo-Wschodniej, co jest zauważane i doceniane w świecie. Osiągnęła znaczący przychód rzędu 150 mln zł. Tylko w latach 1999-2002 wypłacone tantiemy zwiększyły się pięciokrotnie. ZAPA zrzesza wszystkich polskich reżyserów, operatorów obrazu, operatorów dźwięku, scenografów, dekoratorów wnętrz, kostiumografów, montażystów i większość scenarzystów. Obecnie reprezentuje blisko 4,5 tys. twórców i ich spadkobierców oraz ponad 550 krajowych producentów – wylicza z dumą Ryszard Kirejczyk.

informacja prasowa

czwartek, 12 maja 2022

Platynowe Lwy dla Filipa Bajona

Nagrodę Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych za całokształt twórczości otrzyma w tym roku Filip Bajon. Reżyser i scenarzysta odbierze statuetkę Platynowych Lwów podczas finałowej gali 47. FPFF.

Filip Bajon, fot. Anna Rezulak

W dorobku Laureata jest prawie 40 filmów fabularnych i dokumentalnych, spektakli i seriali nagradzanych na festiwalach oraz przez prestiżowe gremia filmowe. Wiele z nich otrzymywało nagrody także na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, m.in. „Aria dla atlety”, „Wizja lokalna 1901” , „Wahadełko”, „Magnat”, „Poznań ‘56”, „Kamerdyner”.

Platynowe Lwy corocznie przyznaje Komitet Organizacyjny Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, by uhonorować dorobek wybitnych postaci polskiego kina. Kandydaturę Filipa Bajona rekomendowało w tym roku Stowarzyszenie Filmowców Polskich i Rada Programowa Festiwalu.

Filip Bajon urodził się 25 sierpnia 1947 roku w Poznaniu. W 1970 roku został absolwentem prawa na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, cztery lata później ukończył reżyserię na PWSFTViT w Łodzi. W 1971 roku opublikował debiutancką powieść „Białe niedźwiedzie nie lubią słonecznej pogody”, za którą otrzymał nagrodę Wilhelma Macha.

Pierwsze lata kariery poświęcił na rozwijanie rzemiosła filmowego: realizował filmy eksperymentalne i telewizyjne, następnie związał się ze Studiem Filmowym „Tor”. Jego debiutancka fabuła „Aria dla atlety” z niezwykłą rolą Krzysztofa Majchrzaka wyróżniała się oryginalnością i przyniosła młodemu artyście znaczące nagrody m.in. w Gdańsku i San Remo.

Filip Bajon często opierał swoje historie na faktach i osadzał na styku epok. Interesowały go nie moralitety, lecz możliwości języka filmowego, dzięki którym mógł odtwarzać realia, wzbogacając je o autorską wizję. To unikalne podejście potwierdziły kolejne filmy Bajona: „Wizja lokalna 1901” (1980, Nagroda Dziennikarzy oraz Nagroda Główna Jury na FPFF w Gdańsku), „Wahadełko” (1981, nagroda za scenariusz oraz Nagroda Główna Jury na FPFF w Gdańsku i Wielki Jantar), „Limuzyna Daimler-Benz” (1981, Wielki Jantar) oraz „Magnat” (1986, Nagroda Specjalna Jury FPFF w Gdańsku) i „Bal na dworcu w Koluszkach” (1989), ustawiając go w pierwszym rzędzie najciekawszych polskich filmowców.

Ważnym wątkiem w karierze Bajona był motyw patriotyzmu podejmowany nieco inaczej niż u innych twórców. W „Poznaniu 56” (1996, Nagroda Specjalna FPFF w Gdyni) odniósł się do dobrze znanego i udokumentowanego wydarzenia historycznego, nie rezygnując z najważniejszych założeń swego stylu. W telewizyjnej „Saunie” (1992) z czułą ironią i dystansem portretował Polaków i ich postawy wobec przemian politycznych w latach 1980-1990. Tematowi polskiej transformacji poświęcił komedię „Lepiej być piękną i bogatą” (1993 r.). Styk epok i skutki gwałtownych przemian społecznych przedstawił także w dramacie „Fundacja” (2006).

Pierwsza dekada XXI wieku stała dla polskiego reżysera pod znakiem adaptacji klasycznych dzieł polskiej literatury – „Przedwiośnia” (2001) oraz „Ślubów panieńskich” (2010) – oba filmy odniosły znaczący sukces frekwencyjny. Zarówno w „Ślubach..”, jak i w „Paniach Dulskich” (2015) na nowo odczytał klasykę i przydał jej współczesnego sznytu. Jego ostatni film, nagrodzony Srebrnymi Lwami „Kamerdyner” z 2018 roku, ukazuje powikłane losy trzech nacji zamieszkujących dawne polsko-niemieckie pogranicze na północnych Kaszubach, na którym granica wytyczona po I wojnie światowej podzieliła nie tylko ziemię, lecz także społeczeństwo.

Filip Bajon reżyserował sztuki teatralne, teatry telewizji i filmy dokumentalne (m.in. „Poszukiwany Ryszard Kapuściński”, 1998 r., „Opowiem ci jak wrócę”, 2008 r.). Nigdy nie zrezygnował ze swojej pasji literackiej. Kolejno ukazywały się: opowiadania „Proszę ze mną na górę” (1979), powieści „Serial pod tytułem” (1976), „Podsłuch” (1994) i autobiograficzny „Cień po dniu” (2008).

Z biegiem lat coraz bardziej angażował się w pracę z debiutantami i studentami. Przez kilka lat był szefem Studia Filmowego „Dom”, a w latach 2015-2019 – dyrektorem Studia Filmowego „Kadr”. W latach 2008-2012 pełnił funkcję dziekana Wydziału Reżyserii PWSFTviT w Łodzi. Wykładał także na WRITV Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Wielokrotnie zasiadał w zarządzie Stowarzyszenia Filmowców Polskich.

W 2002 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2014 roku Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”.

Platynowe Lwy Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni otrzymali dotąd między innymi: Andrzej Wajda, Jerzy Antczak, Sylwester Chęciński, Tadeusz Chmielewski, Tadeusz Konwicki, Janusz Majewski, Roman Polański, Witold Sobociński, Jerzy Wójcik, Jerzy Gruza, Jerzy Skolimowski, Krzysztof Zanussi, Agnieszka Holland.

47. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych odbędzie się w dniach 12-17 września 2022 roku. Organizatorami są: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Miasto Gdynia i Województwo Pomorskie, współorganizatorami: Telewizja Polska, Instytut Adama Mickiewicza, Narodowe Centrum Kultury, a producentem: Pomorska Fundacja Filmowa.

informacja prasowa

środa, 15 maja 2019

Platynowe Lwy dla Krzysztofa Zanussiego

Krzysztof Zanussi – reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta, producent, eseista, filozof – odbierze statuetkę Platynowych Lwów podczas gali finałowej 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, w sobotę, 21 września 2019 roku. 

Krzysztof Zanussi, fot. Mateusz Ochocki. Zdjęcie wykonano podczas 43. FPFF w Gdyni.

Platynowe Lwy to nagroda, którą corocznie przyznaje Komitet Organizacyjny Festiwalu, by uhonorować całokształt twórczości wybitnych postaci polskiego kina. Dotychczas otrzymali ją między innymi: Andrzej Wajda, Jerzy Antczak, Sylwester Chęciński, Tadeusz Chmielewski, Tadeusz Konwicki, Janusz Majewski, Roman Polański, Witold Sobociński, Jerzy Wójcik, Jerzy Gruza. W ubiegłym roku do tego grona dołączył Jerzy Skolimowski.

Krzysztof Zanussi urodził się 17 czerwca 1939 roku w Warszawie, w rodzinie inteligenckiej o włoskich korzeniach. Zanim oddał się kinu, odebrał wszechstronne wykształcenie. Studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Już jako student zaangażował się w działalność środowiska filmowego – najpierw amatorsko, by wkrótce podjąć studia na Wydziale Reżyserii Szkoły Filmowej w Łodzi. Dyplom słynnej Filmówki uzyskał w 1967 roku. Od 1980 roku był kierownikiem artystycznym Studia Filmowego „Tor”, a później został jego dyrektorem i kieruje zespołem SF „Tor” do dziś. W latach 1971–1983 był wiceprezesem Stowarzyszenia Filmowców Polskich, a od 1987 roku członkiem Komitetu Kinematografii.

Jest twórcą kina autorskiego, którego nie da się wprost zaklasyfikować do jakiegokolwiek nurtu filmowego w Polsce czy na świecie. Często idzie im wręcz pod prąd. Sam pisze dla siebie scenariusze, podejmując tematykę egzystencjalną. Realizuje je we właściwej tylko sobie formie. Tę wyrazistą drogę twórczą rozpoczął w 1969 roku debiutanckim filmem „Struktura kryształu”.

W latach siedemdziesiątych konsekwentnie rozwijał autonomiczny styl filmowy, stawiając swoich bohaterów przed moralnymi dylematami, wyborami pomiędzy kluczowymi wartościami a ich odrzuceniem, wymuszanym przez życiowe okoliczności. W tym okresie powstały jedne z najważniejszych filmów Krzysztofa Zanussiego: „Życie rodzinne” i „Za ścianą” (1971), „Iluminacja” (1973), „Bilans kwartalny” (1974), „Barwy ochronne” (1976), „Spirala” (1978).

W 1984 roku zrealizował swój najgłośniejszy film kolejnej dekady, „Rok spokojnego słońca”, za który otrzymał Złotego Lwa na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Wiele spośród realizowanych w kolejnych latach filmów było produkcjami międzynarodowymi – między innymi „Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest…” (1988), „Stan posiadania” (1989), „Dotknięcie ręki” (1992). Autobiograficzne wątki z dzieciństwa wykorzystał w filmie „Cwał” (1996) osadzonym fabularnie w realiach lat pięćdziesiątych. W 1997 roku zrealizował filmową adaptację dramatu Karola Wojtyły o Adamie Chmielowskim „Brat naszego Boga”.

W nowym stuleciu pozostał wierny charakterystycznym dla swojej twórczości tematom dylematów moralnych, a także dialektyki życia i śmierci. W 2000 roku zrealizował film „Życie jako choroba przenoszona drogą płciową”, nawiązujący do „Spirali” z lat siedemdziesiątych. Jego kolejne filmy to „Persona non grata” (2005), „Serce na dłoni” (2008), „Rewizyta” (2009), „Obce ciało” (2014) oraz „Eter” (2018), prezentowany w Konkursie Głównym 43. FPFF.

Krzysztof Zanussi ma w swoimi dorobku w sumie trzydzieści pełnometrażowych filmów fabularnych, a ponadto liczne filmy telewizyjne – między innymi osiem godzinnych odcinków „Opowieści Weekendowych”, a także spektakle teatralne i operowe. Reżyseruje między innymi w teatrach w Mediolanie, Rzymie, Palermo, Syrakuzach, Bonn, Moskwie, Bremie, Bazylei. Jest jednym z najbardziej znanych i najczęściej nagradzanych polskich twórców za granicą.

W 1990 został wybrany Prezydentem Europejskiej Federacji Realizatorów Audiowizualnych (FERA). Jest konsultantem Papieskiej Rady do Spraw Kultury w Watykanie, byłym wiceprzewodniczącym Rady Programowej Telewizji Polskiej i byłym prezydent Stowarzyszenia EUROVISIONI. Należy do zarządu Europejskiej Akademii Filmowej, Polskiej Akademii Umiejętności, PEN-Clubu, Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Wykładał na wielu uczelniach, między innymi w PWSTiF w Łodzi, National Film School w Wielkiej Brytanii, a także w Collegium Civitas w Warszawie, na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku oraz na wyższych reżyserskich kursach w Moskwie. Od trzydziestu lat jest związany z Uniwersytetem Śląskim, gdzie wykłada na Wydziale Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego. Gościnnie prowadzi kursy mistrzowskie również w Gdyńskiej Szkole Filmowej.

Jest autorem książek: „O montażu w filmie amatorskim” (1968), „Rozmowy o filmie amatorskim” (1978), sześć tomów „Scenariuszy filmowych” (wydanych we Włoszech, Niemczech, na Węgrzech), „Pora umierać. Wspomnienia, refleksje, anegdoty” (1999) wydanie polskie, rosyjskie i włoskie, „Między jarmarkiem a salonem” (1999) wydanie polskie i rosyjskie.

Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych dwukrotnie otrzymał Złote Lwy, za filmy: „Barwy ochronne” w 1977 roku oraz „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” w 2000 roku. Nagrodą Specjalną Jury uhonorowano jego filmy „Constans” w 1980 roku i „Cwał” w 1996 roku, a w 2005 roku film „Persona non grata” – Nagrodą Jury.

Podczas 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, który odbędzie się w Gdyni w dniach 16-21 września 2019 roku, Krzysztof Zanussi odbierze Platynowe Lwy za całokształt twórczości.

informacja prasowa


wtorek, 29 czerwca 2021

Platynowe Lwy dla Agnieszki Holland

Nagrodę Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych za całokształt twórczości otrzyma w tym roku Agnieszka Holland. Reżyserka i scenarzystka odbierze statuetkę Platynowych Lwów podczas finałowej gali 46. FPFF. Wcześniej aż trzykrotnie była laureatką Złotych Lwów za filmy: „Gorączka”, „W ciemności”, „Obywatel Jones”.

Agnieszka Holland, fot. Anna Bobrowska / KFP.
Zdjęcie wykonano podczas gali 44. FPFF

Platynowe Lwy corocznie przyznaje Komitet Organizacyjny Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, by uhonorować dorobek wybitnych postaci polskiego kina. Kandydaturę Agnieszki Holland jednogłośnie rekomendowały w tym roku Stowarzyszenie Filmowców Polskich oraz Rada Programowa Festiwalu, obradująca pod przewodnictwem Pawła Pawlikowskiego.

– Agnieszka Holland to bezsprzecznie jedna z najważniejszych postaci w historii polskiego kina. Zarazem osoba, które rozsadza swoją osobowością artystyczną jego ramy. Wykształcona w Pradze, z powodzeniem realizowała filmy w Polsce, Czechach, Francji, Niemczech i w USA. Jest prawdziwą obywatelką świata i jedną z najbardziej cenionych twórczyń współczesnego kina artystycznego. Od wielu lat poza działalnością artystyczną jest także aktywna społecznie, od niedawna przewodniczy także Europejskiej Akademii Filmowej, będąc tym samym jedną z najlepszych ambasadorek kraju i polskiej sztuki za granicą. Wręczanie Platynowych Lwów takiej osobie to z pewnością wielki dzień dla Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni – mówi Paweł Pawlikowski, przewodniczący Rady Programowej FPFF.

Platynowe Lwy otrzymali dotąd między innymi: Andrzej Wajda, Jerzy Antczak, Sylwester Chęciński, Tadeusz Chmielewski, Tadeusz Konwicki, Janusz Majewski, Roman Polański, Witold Sobociński, Jerzy Wójcik, Jerzy Gruza, Jerzy Skolimowski, Krzysztof Zanussi. W ubiegłym roku do tego grona dołączyli dwaj reżyserzy: Andrzej Barański i Feliks Falk.

W dorobku tegorocznej Laureatki jest ponad 40 filmów i seriali, zrealizowanych w Polsce, w licznych koprodukcjach międzynarodowych oraz w Stanach Zjednoczonych, nagradzanych na festiwalach oraz przez prestiżowe gremia filmowe.

Agnieszka Holland urodziła się 28 listopada 1948 roku w Warszawie. Jest absolwentką czeskiego FAMU, czyli Wydziału Filmowego i Telewizyjnego Akademii Sztuk Scenicznych w Pradze, który ukończyła w 1971 roku. Po powrocie do Polski pracowała jako asystentka reżysera przy filmie Krzysztofa Zanussiego „Iluminacja” (1973). Związała się z powstałym w 1972 roku Zespołem Filmowym „X”, gdzie kierownikiem artystycznym został Andrzej Wajda.

Jako reżyserka zadebiutowała telewizyjnym krótkim metrażem „Wieczór u Abdona” (1975). Jej pełnometrażowym debiutem byli „Aktorzy prowincjonalni” (1978), film uznany za jeden ze najważniejszych tytułów polskiego kina moralnego niepokoju. Obraz otrzymał wiele nagród, między innymi Międzynarodowej Federacji Krytyków FIPRESCI na Festiwalu w Cannes. W tym samym czasie Agnieszka Holland napisała scenariusz do filmu Andrzeja Wajdy „Bez znieczulenia” (1978), uhonorowanego Złotymi Lwami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, wówczas jeszcze odbywającym się w Gdańsku.

Trzy lata później reżyserka otrzymała pierwsze „własne” Złote Lwy za film „Gorączka” (1980). Obraz będący adaptacją powieści Andrzeja Struga „Dzieje jednego pocisku” polemizował z entuzjazmem ruchu solidarnościowego z sierpnia ’80. Nakręcony krótko potem dramat „Kobieta samotna” (1981), przedstawiający beznadzieję życia samotnej matki w Polsce, aż sześć lat czekał na oficjalną premierę, wstrzymywany i cenzurowany przez władzę. Na Festiwalu w Gdyni otrzymał w 1988 roku Nagrodę Specjalną Jury.

Wprowadzenie stanu wojennego w Polsce w 1981 roku zastało Agnieszkę Holland za granicą, gdzie podjęła decyzję o pozostaniu na emigracji. Żyjąc i pracując okresowo we Francji i Republice Federalnej Niemiec, współpracowała z Andrzejem Wajdą między innymi nad scenariuszami do „Dantona” (1982) i „Korczaka” (1990). Jej film „Gorzkie żniwa” (1985), w którym podjęła tematykę Holocaustu, był nominowany do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. W amerykańsko-francuskiej koprodukcji zrealizowała „Zabić księdza” (1988), dramat oparty na historii morderstwa księdza Jerzego Popiełuszki.

Prawdziwe losy Solomona Perela, Żyda uciekającego przed zagładą do niemieckiej armii, stały się inspiracją do filmu „Europa, Europa” (1990). Został on nagrodzony Złotym Globem dla najlepszego filmu obcojęzycznego. Agnieszka Holland otrzymała za niego ponownie nominację do Oscara, tym razem za scenariusz adaptowany.

Pierwszym w pełni francuskim filmem Agnieszki Holland, nakręconym na podstawie własnego scenariusza, był „Olivier, Olivier” (1991) – wnikliwe studium rodziny z prowincji, w której w niewyjaśniony sposób ginie jedno z dzieci. W Stanach Zjednoczonych reżyserka zrealizowała adaptację klasycznej powieści Frances Hodgson Burnett „Tajemniczy ogród” (1993). Wśród kolejnych amerykańskich produkcji znalazły się: film „Całkowite zaćmienie” (1995) o związku poetów Artura Rimbauda i Paula Verlaine’a, „Plac Waszyngtona” (1997), adaptacja powieści Henry’ego Jamesa, a następnie „Trzeci cud” (1999) na podstawie powieści Richarda Vetere’a, w którym reżyserka podjęła temat cudów w Kościele katolickim. Wśród kolejnych filmów niezwykle pracowitej polskiej filmowczyni zrealizowanych w tym okresie za granicą są „Julia wraca do domu” (2001) i „Kopia mistrza” (2006).

Do tematu Holocaustu, dwie dekady po filmie „Europa, Europa”, Agnieszka Holland powróciła dramatem wojennym „W ciemności” (2011). Ta filmowa adaptacja książki Krystyny Chiger „Dziewczynka w zielonym sweterku” przyniosła reżyserce drugie w karierze Złote Lwy na Festiwalu w Gdyni, a także kolejną nominację do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Premierę na Berlinale miał film Agnieszki Holland „Pokot” (2017) – określana jako eko thriller adaptacja powieści Olgo Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Film otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie, a w Gdyni między innymi nagrodę za najlepszą reżyserię.

44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w 2019 roku przyniósł Agnieszce Holland trzecią statuetkę Złotych Lwów dla najlepszego polskiego filmu. Reżyserka otrzymała ją za „Obywatela Jonesa” (2019), opowieść o walijskim dziennikarzu, który jako pierwszy opisał wielki głód na Ukrainie. Już rok później reżyserka zaprezentowała swój kolejny film, będący efektem jej pracy w Czechach, czyli „Szarlatana” (2020). Tym razem zainspirowała się biografią Jana Mikolaszka, czeskiego zielarza i uzdrowiciela.

W Polsce w 2007 roku Agnieszka Holland nakręciła serial telewizyjny z nurtu political fiction „Ekipa”, we współpracy z siostrą Magdaleną Łazarkiewicz, córką Kasią Adamik oraz Borysem Lankoszem. Jej kolejną realizacją serialową zrealizowaną wspólnie z córką była koprodukcja polsko-czesko-słowacko-węgierska „Janosik. Prawdziwa historia” (2009). Spośród jej produkcji telewizyjnych warto wymienić miniserial HBO „Gorejący krzew” (2013). Opowiada ona historię Jana Polaka, czeskiego studenta, który dokonał aktu samospalenia w proteście przeciw agresji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. W 2018 roku premierę miał pierwszy polski serial dla platformy Netflix, „1983”. Agnieszka Holland pracowała przy nim z Kasią Adamik, Olgą Chajdas i Agnieszką Smoczyńską. Agnieszka Holland reżyserowała także wybrane odcinki amerykańskich seriali: „Prawo ulicy”, „The Killing”, „House of Cards”.

Agnieszka Holland zajmowała się także reżyserią teatralną oraz tłumaczeniami z języka czeskiego. Przełożyła „Nieznośną lekkość bytu” Milana Kundery (polskie wydanie w 1985 roku). Artystka została odznaczona między innymi Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla kultury polskiej, za osiągnięcia w pracy twórczej” (2001) oraz Złotym Medalem „Gloria Artis – Zasłużony Kulturze” (2008). Za „zasługi w szerzeniu dobrego imienia państwa czeskiego” otrzymała również Nagrodę „Gratias Agit”, przyznawaną przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Czech. Jest doktorem Honoris Causa Uniwersytetu Brandeis w Waltham (Massachusetts) oraz FAMU w Pradze.

W grudniu 2020 roku Agnieszka Holland została prezydentką Europejskiej Akademii Filmowej (EFA), przejmując tę funkcję od niemieckiego reżysera, scenarzysty i producenta, Wima Wendersa. Wcześniej od 2014 roku stała na czele Rady EFA. Reżyserka udziela się publicznie, będąc uważną obserwatorką współczesności i zaangażowaną komentatorką życia społeczno-politycznego.

Agnieszka Holland odbierze Platynowe Lwy, Nagrodę Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych za całokształt twórczości, w sobotę 25 września 2021 roku, podczas uroczystej gali 46. FPFF w Gdyni.

informacja prasowa

 

23. Jazztopad Festival /13–22.11.2026/

W dniach 13–22 listopada 2026 roku odbędzie się w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu 23. Jazztopad Festival.  Jazztopad od ponad dwudziest...

Popularne posty