Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Roman polański, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Roman polański, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 listopada 2019

CINERGIA 2019: Gala Zamknięcia i Złoty Glan dla Polańskiego

"Błąd systemu" Nory Fingscheidt oraz "Diagnosis" Ewy Podgórskiej to zwycięzcy tegorocznego 24. Forum Kina Europejskiego CINERGIA w Łodzi. Na uroczystej Gali Zamknięcia w kinie Helios Sukcesja Złotego Glana odebrał Roman Polański. Specjalną nagrodą dla osobowości aktorskiej uhonorowano Sebastiana Fabijańskiego.

Gala zamknięcia, Roman Polański uhonorowany Złotym Glanem,
fot. organizatorów

Jury Europejskiego Konkursu Debiutów i Filmów Drugich w składzie: Maciej Pieprzyca (przewodniczący), Agnieszka Glińska, Agata Passent, Tomasz Tyndyk po obejrzeniu dziewięciu filmów konkursowych postanowiło uhonorować KRYSZTAŁOWĄ ŁÓDKĄ dla najlepszego filmu "Błąd systemu" w reżyserii Nory Fingscheidt. - Film porusza ważny temat: dorośli nie zawsze są w stanie stworzyć system, który uratuje dzieci. Reżyserka umiejętnie i w sposób dojrzały działa na emocje widzów. Wszystkie aspekty filmu, takie jak: zdjęcia, wykonawczyni roli głównej, scenariusz, montaż zrobiły na jury ogromne wrażenie. Werdykt został podjęty jednogłośnie - czytamy w uzasadnieniu Jury. "Błąd systemu" to niemiecki kandydat do Oscara. Film pojawi się w polskich kinach w styczniu, a jego dystrybutorem jest Aurora Films.

"Błąd systemu" w reż. Nory Fingscheidt

Ponadto jury zdecydowało się wyróżnić film Kantemira Bałagowa "Wysoka dziewczyna" poruszający ważne tematy takie jak: rola kobiet w czasie wojny, konsekwencje wojny, niespełnione macierzyństwo. Jury doceniło także wyrafinowaną warstwę plastyczną filmu.

W Konkursie Polskich Debiutów i Filmów Drugich filmu oceniało Jury w składzie: Joanna Kos-Krauze (przewodnicząca), Renata Pajchel i Karolina Bruchnicka. Dziełem, które wywarło największe wrażenie na jury okazało się "Diagnosis" Ewy Podgórskiej nagrodzone KRYSZTAŁOWYM JABŁKIEM oraz czekiem na 5 tysięcy złotych, ufundowanym przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich. - Za czułość, kobiecą wrażliwość w stosunku do ludzi i niełatwego, seksownego miasta. Za dyscyplinę i skromność, a jednocześnie nowatorską formę. Za magnetyzm i mistrzowskie zdjęcia - ogłosiła ze sceny Karolina Bruchnicka. Zanim poznaliśmy zwycięzcę Konkursu, również byliśmy świadkami wyróżnienia - dla filmu "Wszystko dla mojej matki" Małgorzaty Imielskiej za podjęcie trudnego tematu w sposób delikatny i bezpretensjonalny. Za empatię w stosunku do bohaterów.

"Diagnosis" w reż. Ewy Podgórskiej

Gościem piątkowej gali był reżyser Roman Polański, który z rąk prezesa Stowarzyszenia Łódź Filmowa Sławomira Fijałkowskiego odebrał Złotego Glana - nagrodę przyznawaną od 2002 roku twórcom niezależnym z uporem przeciwstawiającym się modom i trendom dominującym w kulturze popularnej.

- Dziękuję bardzo, jestem naprawdę wzruszony, bo studiowałem w tym mieście ponad pół wieku temu, więc spróbujcie sobie z tego zdać sprawę, inaczej Łódź wyglądała, a w tej chwili jest to bardzo wzruszające i życzę temu miastu wielkiego powodzenia w swoim rozwoju - powiedział Polański ze sceny. - Mam nadzieję, bo to jest dla mnie najbardziej interesujące. Mam nadzieję, że mój ostatni film, który dzisiaj zobaczycie, wywrze na was wrażenie - dodał zapowiadając projekcję "Oficera i szpiega" wieńczącego Galę Cinergii. Pokazywany w Łodzi przedpremierowo obraz nominowany do tegorocznych Europejskich Nagród Filmowych w kinach pojawi się pod koniec grudnia w dystrybucji Gutek Film. Sala nagrodziła obecność reżysera rzęsistymi oklaskami.

Gala zamknięcia, Roman Polański uhonorowany Złotym Glanem, 
fot. organizatorów

Ostatnim wyróżnieniem tegorocznej Gali CINERGII była Nagroda Virako Monopolis za najlepszą kreację 2019 roku. Jej laureatem został Sławomir Fabijański za przejmujące kreacje w "Mowie Ptaków" Xaverego Żuławskiego oraz "Legionach" Dariusza Gajewskiego.

Organizatorem 24. Forum Kina Europejskiego CINERGIA jest Stowarzyszenie Łódź Filmowa przy wsparciu miasta Łódź i Łódzkiego Centrum Wydarzeń.

informacja prasowa

wtorek, 5 listopada 2019

Roman Polański laureatem Złotego Glana i gościem gali zamknięcia 24. Forum Kina Europejskiego CINERGIA

Światowej sławy reżyser, laureat Oscara i Złotej Palmy, a także kilkudziesięciu innych nagród – Roman Polański – będzie gościem gali zamknięcia 24. Forum Kina Europejskiego CINERGIA. Autor m.in. „Pianisty”, „Noża w wodzie” i „Dziecka Rosemary” odbierze statuetkę Złotego Glana, którym łódzka impreza od lat honoruje niepokornych twórców filmowych idących pod prąd modom i trendom. 

Roman Polański, fot. organizatorów


Uczestnicy gali przedpremierowo zobaczą jego najnowsze dzieło – wyróżniony Wielką Nagrodą Jury i Nagrodą FIPRESCI w Wenecji obraz „Oficer i szpieg”.

Urodzony w 1933 roku Roman Polański jest absolwentem Szkoły Filmowej w Łodzi. To
właśnie tu od roku 1954 zdobywał reżyserskie szlify, a pod okiem pedagogów uczelni
powstały jego pierwsze etiudy, jak m.in. „Dwaj ludzie z szafą” i „Gdy spadają anioły”. Zaś z
pomocą przyjaciół poznanych podczas łódzkich studiów zrealizował swój debiutancki „Nóż w
wodzie” (1962), który przyniósł mu m.in. Nagrodę Krytyków na festiwalu w Wenecji i
nominację do Oscara w kategorii „Najlepszy Film Zagraniczny”.

To właśnie ta nominacja w dużej mierze zdecydowała o jego dalszej reżyserskiej karierze,
otwierając przed nim drzwi zachodniego świata. Kolejny obraz - „Wstręt” (1965) nakręcił już
w Paryżu, a produkcja ta zaowocowała Srebrnym Niedźwiedziem Berlinale. Potem była
„Matnia” (1965) i Złoty Niedźwiedź w Berlinie. Zaś po „Nieustraszonych łowcach wampirów”
(1967) o Polańskiego upomniało się Hollywood, gdzie już rok później zrealizował, kultowe
dziś, „Dziecko Rosemary” (1968). Największy, obok mającego aż 11 nominacji do Oscara
„Chinatown” (1974), komercyjny hit w jego karierze. W 1976 roku w Europie powstał
„Lokator”, w którym reżyser osobiście zagrał główną rolę u boku Isabelle Adjani oraz Shelley
Winters. Nakręcona przez niego trzy lata później „Tess” (1979) zdobyła trzy Oscary i dwie
statuetki Cezara. W 1981 roku na krótko wrócił do Polski, by wystawić w warszawskim
Teatrze na Woli „Amadeusza” Petera Shaffera. W połowie lat 80. reżyser ostatecznie już
związał się z Francją, gdzie powstały także kolejne jego filmy „Piraci” (1986), „Frantic”
(1988), „Gorzkie gody” (1992). W 1994 roku przeniósł na ekrany kin sztukę Ariela Dorfmana
„Śmierć i dziewczyna”, a pięć lat później pokazał światu „Dziewiąte wrota” oparte na powieści
Artura Péreza-Revertego.

Jednym z najważniejszych dzieł w jego dorobku pozostaje „Pianista” (2002) – odwołująca się
do osobistych wojennych doświadczeń opowieść o Władysławie Szpilmanie, która przyniosła
Polańskiemu Złotą Palmę na 55. MFF w Cannes, siedem Cezarów oraz trzy Oscary (za
najlepszą reżyserię, scenariusz adaptowany oraz rolę męską Adriana Brody'ego). Kolejne
lata to pasma udanych ekranowych adaptacji – od „Olivera Twista” (2005) wg Charlesa
Dickensa, przez „Autora widmo” (2010) wg Roberta Harrisa, „Rzeź” (2011) opartą na sztuce
„Bóg mordu” autorstwa Yasminy Rezzy, „Wenus w futrze” (2013) na motywach Leopolda von
Sacher-Masocha, po „Prawdziwą historię” (2017) - ekranizację powieści Delphine de Vigan.

Najnowszy obraz Polańskiego „Oficer i szpieg”, który będzie można zobaczyć
przedpremierowo na Cinergii, to ponowne zetknięcie reżysera z prozą Roberta Harrisa.
Kanwą scenariusza była książka przybliżająca najgłośniejszy proces schyłku XIX wieku we
Francji znany jako afera Dreyfusa - francuskiego oficera skazanego na dożywocie za zdradę
swojej ojczyzny i zesłanego na wygnanie. Film przedstawia tę historię z punktu widzenia
szefa wywiadu Georgesa Picquarta, który odkrywa, że dowody w sprawie Dreyfusa zostały
spreparowane i wbrew swoim przełożonym postanowi za wszelką cenę ujawnić prawdę. W
rolach głównych występują nagrodzony Oscarem Jean Dujardin („Artysta”, „Wilk z Wall
Street”), Louis Garrel („Marzyciele”) i Emmanuelle Seigner („Wenus w futrze”). Autorem
zdjęć jest wybitny polski operator Paweł Edelman, od filmu „Pianista” na stałe
współpracujący z Polańskim.

„Oficer i szpieg” wejdzie na ekrany polskich kin 27 grudnia, a jego dystrybutorem jest firma
Gutek Film. 24. Forum Kina Europejskiego CINERGIA będzie drugą imprezą, po
Międzynarodowym Festiwalu Autorów Zdjęć Filmowych EnergaCamerimage, która
przedpremierowo zaprezentuje film polskiej publiczności.
Reżyser przyjedzie do Łodzi na wspólne zaproszenie Cinergii i Monopolis - wieloletniego
partnera festiwalu.

informacja prasowa

niedziela, 20 grudnia 2020

Kilar w bliskim planie. Rozmowy o kompozytorze /recenzja książki/

Z końcem października 2020 roku ukazała się w Polskim Wydawnictwie Muzycznym książka Violetty Rotter-Kozery "Kilar. W bliskim planie". Wśród dziesięciu rozmówców znajdują się nazwiska znane, jak Kazimierz Kutz, Sławomir Idziak, Roman Polański czy Krzysztof Zanussi, jak też mniej znane: Peter Jabłonski, ks. Jerzy Szymik czy Marek Woś. Czy wnoszą coś nowego do znanych z publikacji portretów kompozytora?


Rozmowy o Wojciechu Kilarze nie są bynajmniej pierwszą książką poświęconą kompozytorowi. Pięć lat temu ukazała się kompletna biografia Marii Wilczek-Krupy pod nieco wydumanym (zapewne dla względów komercyjnych) tytułem "Wojciech Kilar. Geniusz o dwóch twarzach". O wiele bardziej podobała mi się inna biografia autora "Krzesanego" pióra Barbary Gruszki-Zych: "Takie piękne życie", napisana nie tylko z większym talentem, ale i wrażliwością. Obecnie, dzięki Polskiemu Wydawnictwu Muzycznemu, otrzymujemy słowem malowane portrety Wojciecha Kilara, wyłaniające się z rozmów z jego znajomymi i współpracownikami. Jak pisze we wstępie autorka, Violetta Rotter-Kozera:

"Historia powstania tej książki jest nierozerwalnie związana z realizacją filmu dokumentalnego Wojciech Kilar. Między awangardą a Hollywood. (...) jest pełnym zapisem przeprowadzonych przeze mnie wywiadów i w tym sensie uzupełnia film".

Wśród dziesięciu rozmówców znajdują się zarówno nazwiska znane: Roman Polański, Antoni Wit, Kazimierz Kutz, Sławomir Idziak czy Krzysztof Zanussi, a także mniej znane, jak pianista polskiego pochodzenia Peter Jabłonski, teolog i poeta ks. Jerzy Szymik czy dyrygent i skrzypek Marek Woś.

Wyznam, że sięgnęłam po tę niedużą książkę z wielką ciekawością. Wyobrażałam sobie, że taki portret polifoniczny ukaże Wojciecha Kilara w relacjach, z nowej perspektywy. Przeżyłam jednak rozczarowanie. Po pierwsze dlatego, że  Violetta Rotter-Kozera nie potrafi rozmawiać i albo zadaje banalne pytania, a czasami w ogóle nie są to pytania, lecz stwierdzenia, albo w ogóle nie potrafi być partnerem w rozmowie i tylko pasywnie notuje. Aby nie być gołosłowną podam przykłady. W rozmowie z Romanem Polańskim zadaje pytania od Sasa do Lasa i nie widać w nich jakiegoś zamysłu. Zaczyna rozmowę od roli Papkina w "Zemście" (sic!) A. Wajdy, potem pada pytanie o Komedę, jest też wątek Gomułki rzucającego popielniczką w ekran, aby wreszcie dotrzeć do tematu znajomości z Kilarem od czasów studenckich. Po czym sama o nich opowiada, zadając na końcu krótkie i bezradne: "Dlaczego?" (...Polański zamówił muzykę u kompozytora po trzydziestu latach). Na koniec autorka pyta Polańskiego o "Pianistę", stwierdzając z niejakim wyrzutem: "Niewiele tam miejsca na muzykę". "No niewiele, ale to kwestia jakości, a nie ilości" - odpowiada przytomnie reżyser...

Z kolei Kazimierz Kutz prawie zupełnie nie dopuszcza pani Violetty do głosu, więc jak sądzę, pytania dopisała post factum. Brzmią one np. tak: "W jakich okolicznościach miało miejsce panów spotkanie?", "Jak w praktyce wyglądała panów współpraca?". No, szkółka! Szczęśliwie Kutz jest (był) gawędziarzem, opowiada rozliczne anegdoty, ale koniec końców przede wszystkim mówi o ... sobie. Podobnie rzecz ma się w przypadku Krzysztofa Zanussiego, który również zdominował wywiad, ale jednak mówił mniej o sobie, a więcej o Kilarze.

Spośród przeprowadzonych wywiadów najbardziej interesujące są dwa: z Krzysztofem Zanussim i z ks. prof. Jerzym Szymikiem, ale wyłącznie dlatego, że ten ostatni jest wrażliwym rozmówcą, który patrzy na Kilara przez pryzmat wiary i uważa, że "Dotknął go Bóg". To, o czym mówi, jest pełne mądrości, niezależnie od "pytań", które w tym przypadku przybierają (przeciwnie niż w przypadku rozmowy z Kutzem) rozmiary elaboratu. 

Do książki "Kilar w bliskim planie" mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony uważam, że dobrze się dzieje, gdy podobne publikacje powstają. Dobrym tego przykładem jest inna pozycja wydawnictwa: „Górecki. Portret w pamięci” Beaty Bolesławskiej-Lewandowskiej, z której wyłania się wiele portretów kompozytowa,  a każdy z nich jest fascynujący i wnosi coś nowego do naszej wiedzy o tym niezwykłym człowieku. Jednakże o książce Wioletty Rotter-Kozera tego powiedzieć nie sposób.


Książka "Kilar. W bliskim planie" Rozmowy o kompozytorze przeprowadziła Violetta Rotter-Kozera, ukazała się 28 października 2020 roku w Polskim Wydawnictwie Muzycznym.


środa, 26 września 2018

Filmy z muzyką Krzysztofa Komedy w Ninatece

Na dobry początek października NINATEKA przygotowała przegląd filmów z muzyką Krzysztofa Komedy: Gdy spadają Anioły Romana Polańskiego, Prawo i pięść Jerzego Hoffmana czy Ambulans Janusza Morgensterna - to tylko niektóre tytuły, w których zabrzmi muzyka kompozytora. Jako dopełnienie cyklu zachęcamy do obejrzenia nieszablonowego dokumentu Krzysztof Komeda. Muzyczne ścieżki życia Claudii Buthenhoff-Duffy.

Krzysztof Komeda, prasowe

Dokument Claudii Buthenhoff-Duffy z 2009 roku pokazuje muzyczne fascynacje Komedy, życie w komunistycznej Polsce, sprzeciw wobec władzy, który manifestował się przede wszystkim w jego twórczości.

„Wśród polskich jazzmanów, Komeda wyróżniał się nowoczesnością, stylem i odrzuceniem tradycyjnego jazzu” – mówi Roman Polański. Jerzy Skolimowski, Roman Polański i Jorgen Leth opowiadają o ciekawych metodach pracy z kompozytorem, a Tomasz Stańko o fenomenie twórczości jazzmana. Komedę wspominają również jego żona i siostra. Wypowiedzi uzupełniają archiwalia – rozmowy z muzykiem, filmy pokazujące go przy pracy i zdjęcia.


Film Gdy spadają anioły (1959) jest pracą dyplomową Romana Polańskiego. Kobieta pracująca w miejskiej toalecie wspomina młodość. Barwne obrazy życia na wsi, pierwszej miłości, ułanów przeplatają się z ponurym obrazem rzeczywistości. Sam Polański występuje w filmie w dwóch rolach: młodego żołnierza, który ginie od pocisku moździerzowego w czasie wojny oraz... jako staruszka, która zaczepia żołnierzy.

Udostępnimy również dwa krótkometrażowe: Ambulans (1961) Janusza Morgensterna i Kraksę (1963) Edwarda Etlera. Wstrząsający Ambulans rekonstruuje metody zabijania żydowskich dzieci podczas wojny. Podobno Krzysztof Komeda długo nie wiedział, jaka muzyka będzie odpowiednia dla tej krótkiej, ale porażającej historii. Janusz Morgenstern miał mu wtedy zanucić zapamiętaną z dzieciństwa, żydowską piosenkę, która stała się motywem filmu. Kraksa jest moralizatorską opowieścią o niefrasobliwej młodej parze.

„Polski western” – jak określili recenzenci film Prawo i pięść (1964) Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego, rozgrywa  się po II wojnie światowej na Ziemiach Zachodnich. Sensacyjna treść filmu stanowi jedynie punkt wyjścia do ukazania głębszej myśli. „Dla nas fabuła była pretekstem, a nie pamiętnikarskim i historycznie wiernym opisem pierwszych dni po wyzwoleniu na Ziemiach Zachodnich. Mówi się tutaj o uczciwości człowieka wobec siebie samego, niezależności od presji opinii i środowiska” – tłumaczył Jerzy Hoffman.


Nasza ostatnia propozycja to odcinek specjalny niemieckiego programu telewizyjnego Jazz – gehört und gesehen gościnnie zrealizowany w Warszawie. Program pod tytułem Jazz in Poland prezentuje dokonania najważniejszych wykonawców rodzimej sceny jazzowej. Oprócz Kwintetu Krzysztofa Komedy pojawiają się: Warsaw Stompers, Kwartet Namysłowskiego, Kwintet Andrzeja Trzaskowskiego, zespół Bossa Nova Combo oraz Kwartet Wróblewskiego. Koncerty wieńczy All Star Session, czyli wspólny finał ze wszystkimi wykonawcami oraz utworem Family Blues.

Zapraszamy 5 października do portalu Ninateka.pl!

informacja prasowa

piątek, 20 kwietnia 2018

Roman Polański gościem 11.Netia OFF CAMERA

Krakowska publiczność jako pierwsza w Polsce zobaczy „Prawdziwą historię” Romana Polańskiego. Laureat Oscara, reżyser takich hitów, jak „Dziecko Rosemary” czy „Nóż w wodzie”, przeniósł na ekran bestsellerową powieść Delphine de Vigan. W rolach głównych: Emmanuelle Seigner i Eva Green. Premiera z udziałem reżysera już 2 maja w kinie KijówCentrum. Gospodynią wieczoru będzie Grażyna Torbicka.

Gala otwarcia 8 Off Camera, fot. Michal Lichtanski IMG 8071

„Prawdziwa historia” to thriller psychologiczny o rodzącej się przyjaźni popularnej pisarki z tajemniczą czytelniczką, która z czasem ujawnia swoje mroczne oblicze. Delphine (Emmanuelle Seigner) od jakiegoś czasu cierpi na brak weny. Gdy pewnego dnia w trakcie podpisywania książek poznaje tajemniczą kobietę (Eva Green), jej życie zaczyna stopniowo zbaczać z wcześniej wytyczonego toru. Między kobietami rodzi się relacja, która z czasem z przyjaźni zmienia się w toksyczne uzależnienie. Delphine powoli traci kontrolę nad swoim życiem, a wszystko co uważała dotychczas za pewnik, zmienia swe pierwotne znaczenie.

Roman Polański wraca w tym roku na Festiwal. Przed trzema laty odebrał nagrodę „Pod prąd” i zostawił odcisk swojej dłoni na Krakowskiej Alei Filmowej.

Program festiwalu, informacje o biletach i karnetach można znaleźć na www.offcamera.pl. 
Festiwal odbędzie się  od 27 kwietnia do 6 maja 2018 r.w Krakowie. 

informacja prasowa

Prawdziwa historia, polski zwiastun filmu

czwartek, 4 października 2018

Startuje pierwszy Giżycki Festiwal Filmowy

Już w najbliższy piątek - 5 października wystartuje pierwszy Giżycki Festiwal Filmowy. Na ekranie Kina Nowa Fala debiuty i etiudy uznanych reżyserów, a także tych, którzy dopiero zaczynają swoją filmową przygodę. W repertuarze m.in. nominowany do Oscara pełnometrażowy debiut Romana Polańskiego „Nóż w wodzie". Ten film będzie można zobaczyć w towarzystwie legendy polskiego kina - Zygmunta Malanowicza.


Kraina Wielkich Jezior Mazurskich przez dwa dni od 5-6 października będzie zachwycać nie tylko pięknym krajobrazem. Nieprzypadkowo to Giżycko stało się stolicą nowej inicjatywy na filmowej mapie Polski. To tutaj powstał kultowy „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego, a w pobliskich Wilkasach Krzysztof Kieślowski zdobył uprawnienia żeglarskie. Aby móc wypłynąć na szerokie filmowe wody, trzeba uruchomić odwagę i zadebiutować. Kino Nowa Fala stanie się miejscem oglądania najciekawszych etiud i debiutów filmowych, a także przestrzenią dla interesujących rozmów o kinie.

Podczas giżyckiego festiwalu debiutów i etiud z tymi, którzy dopiero startują w branży filmowej, spotkają się uznani twórcy, z dystansu oceniający już swoje pierwsze dokonania. Taka formuła pozwala na wymianę doświadczeń i bezcenne, międzypokoleniowe spotkania filmowej rodziny.

Gośćmi pierwszej edycji Giżyckiego Festiwalu Filmowego będą:

Tomasz Śliwiński - reżyser i operator nominowanego do Oscara osobistego dokumentu „Nasza klątwa”;

Aleksander Pietrzak - reżyser najgłośniejszego debiutu tego roku, filmu „Juliusz” z Wojciechem Mecwaldowskim w roli głównej;

Zygmunt Malanowicz – odtwórca jednej z głównych ról w filmie „Nóż w wodzie”. Przy okazji tej produkcji uruchomimy filmowy wehikuł czasu i zobaczymy, jak w 1961 roku wyglądało spotkanie 28-letniego reżysera Polańskiego z 23-letnim aktorem Zygmuntem Malanowiczem.

W pierwszy weekend października Kryształowe Żagle – nagrody festiwalu trafią do najciekawszych twórców, których filmy zaprezentujemy w Giżycku. To wyróżnienie z pewnością pozwoli poczuć wiatr w żaglach i znaleźć się na dobrej, filmowej fali.

Ekran kinowy na statku w Giżycku/ fot. organizatorów

Partnerem pierwszej edycji festiwalu jest Warszawska Szkoła Filmowa, w ramach festiwalu będzie można zobaczyć najlepsze etiudy, jakie powstały w tej uczelni. Równie ciekawie zapowiada się przegląd zatytułowany: Najlepsze polskie 30’ ze Studia Munka, pokażemy je w kawiarni festiwalowej Lokal 25. Widzowie zobaczą m.in. nagrodzone w Cannes „Najpiękniejsze fajerwerki ever” w reżyserii Aleksandry Terpińskiej, a także „60 kilo niczego” Piotra Domalewskiego, reżysera, który był niekwestionowanym zwycięzcą ubiegłorocznego festiwalu filmowego w Gdyni. W Giżycku będzie można także zobaczyć, jakie filmy na początku swojej drogi tworzyła Dorota Kobiela, autorka jednej z najgłośniejszych animacji ostatnich lat, filmu „Twój Vincent”.  Na Mazurach pokażemy jej fabularną etiudę „Serce na dłoni”.

W programie festiwalu znalazły się zarówno filmy dokumentalne, fabuły, jak i animacje. W tej ostatniej kategorii na szczególną uwagę zasługuje „Jeszcze dzień życia” – spektakularny debiut na podstawie reportażu Ryszarda Kapuścińskiego. Za tę produkcję odpowiada międzynarodowy duet - Damian Nenow i Raul de la Fuente. Ten film w tym roku otrzymał nagrodę publiczności na Festiwalu Filmowym w San Sebastian.

Siła nowego festiwalu to najciekawsze filmy debiutantów i pasjonujące rozmowy o kinie. Festiwalowe spotkania poprowadzą:

Ajka Tarasow – uznany filmoznawca, reżyser, współpracownik m.in. Andrzeja Kondratiuka, Barbary Sass, Janusza Zaorskiego czy Andrzeja Wajdy;

Magdalena Felis – dziennikarka, redaktorka, realizatorka i scenarzystka telewizyjna. Autorka wielu obszernych wywiadów ze znakomitościami światowego kina. Wśród artystów, z którymi rozmawiała, znaleźli się m.in. David Lynch, Stephen Fears i Aleksander Sokurov.

Weronika Wawrzkowicz – dziennikarka radiowa i telewizyjna, przez lata związana m.in. z Canal+ i programem „Aktualności Filmowe”, blogerka (rozmawiambolubie.pl), a przede wszystkim pasjonatka dobrego kina;

Za organizację festiwalu odpowiadają Paweł Adamski i Adrian Jagieliński z Outdoor Cinema. To już uznana marka w świecie kina. Outdoor Cinema odpowiada m.in. za tworzenie najdłuższego wakacyjnego festiwalu w Polsce – Visa Kino Letnie, a także za unikatowy projekt kina objazdowego. Festiwal etiud i debiutów to kolejne dziecko w filmowej rodzinie.

Kino Nowa Fala, fot. organizatorów

Szczegółowy repertuar festiwalu i plan spotkań z twórcami:

5 października, piątek
KINO NOWA FALA
15:00 – „Nasza klątwa” (reż. Tomasz Śliwiński)
Pokaz filmu i spotkanie z reżyserem i operatorem Tomaszem Śliwińskim
prowadzenie: Ajka Tarasow
Wstęp wolny, wejściówki do odbioru w kasie lub on line

16:30 – Oficjalne rozpoczęcie festiwalu
prowadzenie: Magdalena Felis
Wstęp wolny, wejściówki do odbioru w kasie lub on line

17:15 – Etiuda „Mocna kawa wcale nie jest taka zła” (reż. Aleksander Pietrzak), film „Juliusz” (reż. Aleksander Pietrzak)
Bilety w cenach: 17 zł normalny, 15 zł ulgowy
Po seansach spotkanie z Aleksandrem Pietrzakiem
prowadzenie: Magdalena Felis

20:45 – Etiuda „Serce na dłoni” (reż. Dorota Kobiela), film „Jeszcze dzień życia” (reż. Damian Nenow, Raúl de la Fuente)
prelekcja: Magdalena Felis
Bilety w cenach: 17 zł normalny, 15 zł ulgowy

23:00 – after party w kawiarni festiwalowej Lokal 25


6 października, sobota
KINO NOWA FALA
14:00 – Najlepsze etiudy z Warszawskiej Szkoły Filmowej
prelekcja: Magdalena Felis
Wstęp wolny, wejściówki do odbioru w kasie lub on line

LOKAL 25
16:00 – „Najlepsze polskie 30’, set I: „Najpiękniejsze fajerwerki ever” (reż. Aleksandra Terpińska), „60 kilo niczego” (reż. Piort Domalewski), „Amerykański sen” (reż. Marek Skrzecz)”
Wstęp wolny, wejściówki do odbioru w kasie kina Nowa Fala lub on line

KINO NOWA FALA
20:30 – Etiuda: „Dwaj ludzie z szafą” (reż. Roman Polański), film „Nóż w wodzie” (reż. Roman Polański)
Wstęp wolny, wejściówki do odbioru w kasie kina Nowa Fala lub on line
Przed seansem spotkaniem z Zygmuntem Malanowiczem
Prowadzenie: Weronika Wawrzkowicz


23:00 – after party w kawiarni festiwalowej Lokal 25

informacja prasowa

środa, 9 maja 2018

"Prawdziwa historia" w reż. Romana Polańskiego. Między prawdą a zmyśleniem /recenzja filmu/

Roman Polański nadal w bardzo dobrej formie, pomimo ukończenia 84 lat i kino wciąż go kręci, czego dowodzi jego najnowszy film: "Prawdziwa historia". Z pozoru przypomina thriller psychologiczny, ale w istocie jest grą z widzem na różnych poziomach. Rasowy kinoman dostrzeże w nim nawiązania do "Misery" Boba Reinera czy do "Persony" Ingmara Bergmana, ale z czasem przekona się, że reżyser bawi się konwencjami i nie tracąc swojego specyficznego poczucia humoru, pragnie nam powiedzieć coś zgoła zupełnie innego. Zgadnij co, koteczku :-)

Polski plakat filmu Prawdziwa historia w reżyserii Romana Polańskiego

        "Prawdziwa historia" jest adaptacją bestsellerowej książki Delphine de Vigan "Based on a True Story", której autorka stworzyła portret swej matki-samobójczyni. W filmie Polańskiego wątek matki pojawia się w szczątkowej postaci - we śnie pisarki. Jego bohaterkami są pisarka  Delphine, grana przez Emmanuelle Seigner, oraz jej fanka Ell (Eva Green), także pisarka tyle, że anonimowa i niespełniona, bo pisuje jako ghostwriter i może stąd bierze się jej obsesja, by Delphine stworzyła autentyczne dzieło o sobie samej. Łączące je więź jest momentami kompletnie niezrozumiała, ale fizyczne podobieństwo, a także fakt iż wykonują podobne zawody, pozwala ujrzeć w ich relacji dwa portrety tej samej osoby, jak we "Wszystko o Ewie" Mankiewicza. Relacja ta jest właściwie osią dramaturgiczną filmu, ale Polański idzie znacznie dalej i mówi znacznie więcej. W pewnym momencie zaczynamy rozumieć, że przede wszystkim interesuje go artysta - jego relacje z ludźmi i sam proces tworzenia, ocierający się o destrukcję i autodestrukcję. 

Emmanuelle Seigner i Eva Green w "Prawdziwej historii"
       Dramatyzm głównego tematu łagodzi wszechobecna ironia i humor, czego przykładem jest już wstępna sekwencja filmu, w której reżyser każe nam patrzeć na podchodzących po autograf czytelników oczami pisarki. Każdy z nich pragnie powiedzieć coś osobistego, wyrazić wdzięczność. Padają ciągle te same, w gruncie rzeczy banalne, bo powtarzane po wielokroć słowa, mówiące o tym, że powieść zmieniła ich życie albo że dotyczy ich samych. Niezależnie więc rodzi się wartość: owa prawda, którą odczuwa czytelnik jako własną. Kiedy natomiast widzimy twarz tej, do której ciągną tłumy czytelników złaknionych prawdziwego kontaktu ze swoją pisarką, dostrzegamy zmęczoną twarz postarzałej kobiety o nieruchomym, nic nie mówiącym spojrzeniu, co rodzi efekt groteskowy. Wzięta pisarka mogłaby być choć odrobinę zadowolona, ale nie jest. Delphine  najwyraźniej nie lubi promocji swoich książek - to dla niej przykry, ale nieunikniony obowiązek. Ożywia się dopiero na widok młodej urodziwej kobiety, Ell (dosłownie: Ona), której imię sugeruje kogoś anonimowego, niekonkretnego. Podczas spotkania autorskiego Delphine odmówiła "Jej" autografu, aby - jak sama stwierdziła - nie robić wyjątków, ale podczas spotkania w klubie postanawia to naprawić, głównie dlatego, że młoda osoba zaczyna ją interesować. Z przyjemnością ucina z nią sobie dłuższą rozmowę i okazuje się, że kobiety nadają na tych samych falach - tak przynajmniej opowiada o tym spotkaniu Delphine swojemu partnerowi François (Vincent Perez) - wziętemu i wiecznie nieobecnemu prezenterowi telewizyjnemu.

Eva Green (Ell) w "Prawdziwej historii"
     Pisarka, mimo sukcesów, czuje się samotna, a w dodatku zaczyna otrzymywać anonimy, w których ktoś zarzuca jej, że wykorzystała i upubliczniła w swojej książce rodzinne historie, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Towarzyszą jej frustracja, złość, a także poczucie twórczej niemocy. Siada przy laptopie i tępo wpatruje się w ekran. To istotny moment. W dawnych filmach bohater zasiadał zwykle nad maszyną do pisania i  białą kartką papieru (pamiętacie Jacka i "Lśnienie"?), teraz siedzi nad laptopem, który wydaje się być jeszcze bardziej bezosobowy i jakby niedostępny - proces twórczy stał się bardziej anonimowy.
      W trudnej chwili dziwnym trafem pojawia się napotkana wcześniej fanka, gotowa zająć się bezradną wobec brutalnych ataków (na Facebooku) i sfrustrowaną pisarką. Ostatecznie wprowadza się do niej i coraz bardziej zawłaszcza jej życie. Ten wątek filmu natrętnie kojarzył mi się z dwoma klasykami: "Personą" Ingmara Bergmana oraz "Wszystko o Ewie J. Mankiewicza. O ile jednak tamte aktorki (Liv Ullman i Bibi Andresson oraz Bette Davis i Anne Baxter) niuansowały swoje postaci i nadawały im psychologiczną prawdę, o tyle role Emmanuelle Seigner i Evy Green są mało przekonujące i szeleszczą papierem. Ani nie czuć między nimi tej "chemii", ani też nie są aktorsko na tyle dojrzałe, aby można było uznać je za pełnokrwiste postaci. Aktorstwo jest, powiedzmy to szczerze, najsłabszą stroną tego filmu.

Prawdziwa historia

     W pewnym momencie następuje nieoczekiwany zwrot akcji - bezwolna i pozornie bezbronna  Delphine okazuje się wampirzycą wykorzystującą ludzkie historie do swoich bestsellerowych opowieści. Skutkuje to zmianą relacji między kobietami, ale na krótko. Wszystko nabiera tempa i kończy się dość ponuro. Pisarka ląduje w szpitalu, cudem unikając śmierci, nie wiemy jednak, co się stało z jej demoniczną opiekunką. Polański każe jej zniknąć. Czyżby była wymysłem pisarki, emanacją jej wyobraźni? Czyżby nigdy nie istniała? Czy to wszystko, co się wydarzyło, rozegrało się wyłącznie w jej umyśle?

Takie otwarte zakończenie zmienia psychologiczny thriller w rozważanie na temat, czym jest tworzenie i jak bardzo potrafi zdominować życie artysty, dla którego dzieła jego wyobraźni stają się rzeczywistością. Albo lepiej: koszmarem. Czyżby taka była cena sławy? A wreszcie - czym jest prawda, a czym zmyślenie - czy można postawić pomiędzy nimi wyraźną granicę?

Takie ujęcie tematu, które wychodzi daleko poza wątek toksycznego związku pomiędzy pisarzem a czytelnikiem, pomiędzy kobietami - pisarkami, wydaje się być interesujące i świeże. Gdyby jeszcze było dobrze zagrane... Film jakoś mnie nie poruszył. Wyszłam z kina z poczuciem lekkiego rozczarowania, choć doceniam kino Polańskiego. Po "Dziewiątych wrotach" straciło swój smak i nadal jakoś nie mogę się go doszukać.

trailer filmu

Film będzie miał swoją polską premierę 11 maja 2018 roku.


sobota, 20 stycznia 2018

"Potargana w miłości": Agnieszka Osiecka, mistrzyni autokreacji /recenzja książki/

"Była mistrzynią konfabulacji i miała bardzo wiele wizerunków samej siebie" - pisze Ula Ryciak w nowej biografii Agnieszki Osieckiej "Potargana w miłości". Co autorka odkryła za mitem i czy udało się jej odkryć prawdziwą twarz poetessy?

okładka książki
Agnieszka Osiecka już za życia była legendą. Wkrótce po jej śmierci ukazała się pierwsza obszerna biografia poetki autorstwa Zofii Turowskiej, zatytułowana "Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką" (Prószyński i S-ka, 2000, 2008), na którą złożyły się rozmowy z nią i jej przyjaciółmi, wzbogacone o dotąd niepublikowane teksty samej poetki. Była to zatem Agnieszka Osiecka sportretowana wielokrotnie, wystąpiła także w roli narratorki tej opowieści. A już szczególnie łaskawy okazał się rok obecny. Poza tym, że wydano kolejny, II tom "Dziennika", pojawiła się również książka wspomnieniowa "Koleżanka" (Dom Wydawniczy PWN), następnie "Zdradziecką Osiecką" Piotra Derlatki wydał Dom Wydawniczy Latarnik, a "Potarganą w miłości" Uli Ryciak - Wydawnictwo Literackie. Ta ostania wydaje się być najbardziej oryginalną próbą opowiedzenia o Osieckiej.

Wiedziała, jak chce budować własną legendę - mówiła w wywiadzie z Magdaleną Smęder pisarka i scenarzystka Ula Ryciak. Często musiałam się przebijać przez mur prawd obiegowych, sentymentalnych klisz, coś demaskować, zadawać niezręczne pytania, żeby zrzucić ją z posągu, bardziej ją zobaczyć.

Biografia jak film


Właśnie słowo "zobaczyć" zdaje się być kluczem do tej biografii, ponieważ opowieść ta przypomina raczej narrację filmową, co jest zrozumiałe, jeśli zważyć, że autorka jest scenarzystką. Sądzę jednak, że to coś więcej niż zawodowy nawyk. To przede wszystkim świadomy zamysł, aby pokazać bohaterkę "w ruchu", a więc zmienną i momentami nieuchwytną.

Film, dodajmy, dokumentalny, choć wykreowany zarazem. Towarzyszymy bowiem bohaterce od pewnego mrocznego poranka, kiedy wychodzi z domu w charakterystycznym fioletowym płaszczu i wchodzi do Cafe Sax, potem następują retrospekcje, a na koniec pierwszego rozdziału, w piątek, 7 marca 1997 roku odchodzi na zawsze. Jaka była? Odchodziła dyskretnie, taktowna tak w chorobie, jak i w życiu.

Sprawiała wrażenie ekstrawertyczki. Ciągle coś opowiadała! Taką kreowała legendę. W rzeczywistości Agnieszka Osiecka była skrytą osobą - stwierdza Ula Ryciak i rozpoczyna swoje własne, wnikliwe "śledztwo w sprawie". 

Dalej biografia Osieckiej przybiera kształt detektywistyczno-psychologicznych rozważań. Autorka przytacza różne fakty i osoby, które odegrały w życiu poetki jakąś rolę, przygląda się im uważnie i wyciąga niekiedy oryginalne wnioski. 

Agnieszka Osiecka w 1965 roku

"Kochankowie z ulicy Kamiennej zamiast skoków do basenu


Osiecka, jak wiadomo, studiowała w łódzkiej filmówce, uczestnicząc pilnie w warsztatach i wykładach, ponieważ po szkole dziennikarskiej odczuwała braki w swojej edukacji, a poza tym szkoła filmowa miała szczególną atmosferę wolności. Nie uczestniczyła jednak we wspólnych szaleństwach. Zawsze była osobna i taką pozostanie. Kiedy więc Roman Polański po zdobyciu brązowego medalu na Expo w Brukseli za "Dwóch ludzi z szafą"  postanowił zorganizować akcję czyszczenia basenu w ogrodzie przy szkole, wiele pięknych dziewcząt pokazało swoje wdzięki podczas skoków do basenu. Ale nie Agnieszka, która w tym czasie przemierzała smutne przedwojenne podwórka i ulice bez drzew, aby pod wpływem ich klimatu napisać piosenkę "Kochankowie z ulicy Kamiennej", którą później zaśpiewała w STS-ie Elżbieta Czyżewska.
W ogóle, będąc w szkole filmowej, Agnieszka najchętniej wciela się w różne role, natomiast jest niezdolna do zarządzania ludźmi i reżyserem nigdy nie zostanie.

Niewinna czarodziejka i mężczyźni


Agnieszka Osiecka

Dzięki szkole filmowej wystąpi także na planie "Niewinnych czarodziejów" Andrzeja Wajdy. Zrobi na nim tak wielkie wrażenie, że sportretuje potem jej postać w "Człowieku z marmuru". Agnieszka Osiecka nie kokietowała, nie miała także urody wampa, a mimo to mężczyźni zakochiwali się w niej często. I to jacy mężczyźni! Najpierw był Marek Hłasko, wówczas u szczytu sławy. Byli nawet zaręczeni, ale Hłasko wyjechał i już nie wrócił. Zresztą oboje trochę grali tę miłość, o ile to była miłość. Związki Osieckiej z mężczyznami były z reguły burzliwe i krótkie. Miały postać fascynacji, która nigdy nie przekształciła się w dojrzałe uczucie. Lista "zakochanych do nieprzytomności" jest długa. Znajdują się na niej i Wojtek Frykowski - złoty młodzieniec tamtych lat (przez kilka miesięcy mąż), Andrzej Jarecki z STS-u, Jeremi Przybora, który dla niej zostawił drugą żonę, Daniel Passent, a nawet podobno sam Giedroijć... Ale od wszystkich Agnieszka ucieka po pewnym czasie. Preferuje miłość na odległość (w listach), nie znosi prozy rzeczywistości. Przede wszystkim jest "niestrudzoną strażniczką wolności", jak ją nazywa Ula Ryciak. Chociaż... Chociaż zdarzyło jej się zakochać do nieprzytomności w młodszym o 15 lat mężczyźnie, ale wówczas gwarantem podtrzymania namiętności  było niespełnienie.
I chociaż - jak to określiła w tytule autorka biografii - Agnieszka Osiecka była potargana w miłości, to jednak nieustannie tę miłość rekomendowała:

Przyjaciele moi i moje przyjaciółki!
Nie odkładajcie na później
ani piosenek, ani egzaminów,
ani dentysty, a przede wszystkim
nie odkładajcie na później miłości.

"W podróży" jak Holly  Golightly


Agnieszka Osiecka napisała dla Kaliny Jędrusik piosenkę zatytułowaną "Ja nie chcę spać", do spektaklu na podstawie opowiadania Capote`a "Śniadanie u Tiffany`ego". Piosenka zrobiła furorę. Autorce tekstu udało się zawrzeć w niej to, co dla niej, a także dla postaci stworzonej przez pisarza było najistotniejsze, a mianowicie obie były wolne i obie nieustannie gotowe do podróży.

Agnieszka Osiecka była obywatelką świata. Wyjeżdżała za granicę już w czasach głębokiego PRL-u: do Paryża, Londynu, do Stanów Zjednoczonych... Bywała tam wielokrotnie i przez długie miesiące, poznawała ludzi, miejsca, a potem tworzyła swoje piosenki. Dworzec w Cansas City, który opisała w konwencji retro, już nie istnieje. Pozostał tylko w znanej piosence Skaldów. W sumie spędziła w Ameryce cztery lata. Spotkała tam ponownie Hłaskę.

Nieustanne podróże, wędrówki, spotkania z różnymi ludźmi stały się dla niej źródłem niezliczonych historyjek, które opowiadała po  wielokroć, ubarwiając towarzyskie spotkania. Były także źródłem kolejnych piosenek.

Myślę, że ta rozmowność to była dla niej forma oddychania, podstawowa czynność organizmu - powie jej córka Agata. Mama miała niesamowity wprost dar narracji, patrzenia polegającego na tym, że widziała to samo, co my wszyscy, tylko inaczej.
Wydaje się, że ów dar narracji nieobcy jest również Uli Ryciak, która opowiada o Agnieszce Osieckiej przenikliwie się jej przyglądając. 

Ula Ryciak ze swoją książką, zdjęcie ze strony autorki

Książka Uli Ryciak "Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej" ukazała się w Wydawnictwie Literackim.

Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w lipcu 2015 r.

środa, 22 sierpnia 2018

100 Lat Niepodległości na 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Przełomowe wydarzenia z najnowszej historii Polski, dylematy Polaków z nimi związane oraz sylwetki wybitnych patriotów prezentują filmy, które znalazły się w specjalnej pozakonkursowej sekcji 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych „100 Lat Niepodległości”. Obejmuje ona również wybrane tytuły z cyklu WFDiF „Historia w ożywionych obrazach". 


Od Buczkowskiego, Wajdy i Kawalerowicza po Smarzowskiego i Komasę – festiwalowa sekcja „100 Lat Niepodległości” obejmuje kilkanaście filmów, fabularnych i dokumentów. Będzie je można oglądać w Gdyńskim Centrum Filmowym, na Scenie Nowej Teatru Muzycznego oraz w nowo otwartym Konsulacie Kultury w Gdyni. Wybrane tytuły (opatrzone poniżej gwiazdką) zostaną dodatkowo zaprezentowane również w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

„A jednak Polska. 1918-1921” (1992), reżyseria: Wincenty Ronisz

„Czarny czwartek” (2011), reżyseria: Antoni Krauze

„Człowiek z marmuru” (1977), reżyseria: Andrzej Wajda

„Dreszcze” (1981), reżyseria: Wojciech Marczewski

„Miasto 44” (2014), reżyseria: Jan Komasa *

„Ostatni prom” (1989), reżyseria: Waldemar Krzystek *

„Paderewski. Mistrz tonów i mąż stanu” (2001), reżyseria: Bohdan Rączkowski

„Pianista” (2002), reżyseria: Roman Polański *

„Popiół i diament” (1958), reżyseria: Andrzej Wajda

„Popiełuszko. Wolność jest w nas” (2009), reżyseria: Rafał Wieczyński *

„Szaleńcy. My pierwsza brygada” (1928), reżyseria: Leonard Buczkowski


Festiwalowy pokaz filmu „Szaleńcy” będzie repremierą filmu zrekonstruowanego cyfrowo przez Filmotekę Narodową - Instytut Audiowizualny w ramach projektu Nitrofilm. Seansowi będzie towarzyszyć muzyka na żywo skomponowana przez Stephena Horne’a, jednego z najsłynniejszych twórców muzyki do filmów niemych. Kompozytor zasiądzie przy fortepianie, a na perkusji towarzyszyć będzie mu Martin Pyne.

W programie sekcji „100 Lat Niepodległości” są również cztery krótkometrażowe filmy w reżyserii Marka Brodzkiego z cyklu „Polska Niepodległa”, będącego drugą odsłoną cyklu edukacyjnego „Historia w ożywionych obrazach" wyprodukowanego przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. Są to ekranizacje wybranych dzieł malarskich, przedstawiających wydarzenia oraz postacie związane z dążeniami do odzyskania przez Polskę niepodległości.

Stanisław Kaczor-Batowski, Wejście strzelców Józefa Piłsudskiego do Kielc

„Jan Matejko. REJTAN – UPADEK POLSKI”

„Stanisław Kaczor-Batowski. WEJŚCIE STRZELCÓW JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO DO KIELC”

„Stanisław Masłowski. WIOSNA ROKU 1905”

„Wojciech Kossak. EMILIA PLATER W POTYCZCE POD SZAWLAMI”


Filmy z cyklu „Polska Niepodległa” sfinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Programu Wieloletniego „Niepodległa” na lata 2017-2021.

Na większość seansów z sekcji „100 Lat Niepodległości" wstęp będzie wolny. Szczegółowy harmonogram ogłosimy 5 września. Wybranym projekcjom będą towarzyszyć spotkania z twórcami.



43. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych odbędzie się w dniach 17-22 września 2018 roku.

informacja prasowa

wtorek, 27 czerwca 2023

Allan Starski laureatem Platynowych Lwów na 48. FPFF

Nagrodę Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych za całokształt twórczości otrzyma w tym roku Allan Starski. Scenograf odbierze statuetkę Platynowych Lwów podczas finałowej gali 48. FPFF.

Allan Starski, fot. materiały prasowe

Wiadomość o przyznaniu mi Platynowych Lwów przyjąłem z niekłamaną radością! Była autentycznym, miłym zaskoczeniem. Pozwoliła spojrzeć na filmy, w których uczestniczyłem, z szerszej perspektywy. Poczułem dumę, że w moim scenograficznym dorobku znalazły się dzieła nie tylko bogate w obrazie, ale też znaczące dla polskiej i światowej kinematografii – mówi Allan Starski.

Joanna Łapińska, dyrektor artystyczna festiwalu, komentuje: Platynowe Lwy trafią do artysty obdarzonego niesamowitą wyobraźnią i wrażliwością. Allan Starski wspaniale czuje materię kina, a jego projekty zawsze wynoszą filmową opowieść na nowy poziom. Poza tym niezwykle ciekawie opowiada o swojej pracy, o czym przekonają się widzowie tegorocznej edycji.

Allan Starski jest laureatem wielu prestiżowych nagród, wśród których najważniejszą jest Oscar za scenografię do filmu Stevena Spielberga Lista Schindlera. Trzykrotnie wyróżniony Orłem – za Pana Tadeusza (reż. Andrzej Wajda), Pokłosie (reż. Władysław Pasikowski) oraz Pianistę (reż. Roman Polański), który zapewnił mu także najważniejszą francuską nagrodę filmową – Cezara. Współpracował z wieloma reżyserami polskimi i światowymi, m.in. Agnieszką Holland, Krzysztofem Kieślowskim, Peterem Webberem i Stijnem Coninxem.

W ostatnich latach projektował scenografie do filmów The Cut (reż. Fatih Akin) i Ukryta gra (reż. Łukasz Kośmicki) z Billem Pullmanem w roli głównej. Jest również autorem scenografii do sztuk scenicznych i telewizyjnych. Do najsłynniejszych jego realizacji należą nagrodzone na Festiwalu Polskiej Twórczości Telewizyjnej projekty do spektaklu telewizyjnego Wujaszek Wania (reż. Aleksander Bardini), a także do Czarownic z Salem (reż. Zygmunt Hübner) i Rozmów z katem (reż. Andrzej Wajda) dla Teatru Powszechnego w Warszawie.

W 2006 roku Allan Starski stworzył oprawę scenograficzną do uroczystości Europejskiej Akademii Filmowej. Od lat prowadzi międzynarodowe warsztaty i master classes dotyczące scenografii filmowej. Ponadto jest autorem cenionej przez studentów i profesjonalistów książki "Scenografia".

Zawsze z dużą przyjemnością oglądałem ceremonię wręczania Platynowych Lwów dla moich wspaniałych kolegów reżyserów, tym razem cieszę się, że została uhonorowana praca współtwórcy filmu, scenografa – dodaje Allan Starski.

48. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni odbędzie się w dniach 18–23 września 2023 roku .

informacja prasowa

sobota, 14 września 2019

Plener filmowy na 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Jak co roku, podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych można obcować z kinem również w plenerze, na Placu Grunwaldzkim. Program wieczornych projekcji na 44. FPFF obejmuje wybrane filmy pełnometrażowe z ostatnich edycji FPFF, a także Kino Młodych. Nie zabraknie również obrazów z muzyką Krzysztofa Komedy.



Na wszystkie plenerowe seanse filmowe podczas Festiwalu jest wstęp wolny. Oto, jakie filmy będzie można obejrzeć nie w salach kinowych, ale siedząc na trawie, na leżaku.

Poniedziałek, 16 września, godz. 20.00
„Atak paniki”, reżyseria: Paweł Maślona – Konkurs Główny 42. FPFF

Wtorek, 17 września, godz. 20.00
„Córki dancingu”, reżyseria: Agnieszka Smoczyńska-Konopka – Najlepszy debiut reżyserski 40. FPFF

Środa, 18 września, godz. 20.00
„7 uczuć”, reżyseria: Marek Koterski – Nagroda Specjalna 43. FPFF

Czwartek, 19 września, godz. 20.00
„Cicha Noc”, reżyseria: Piotr Domalewski – Złote Lwy 42. FPFF

Piątek, 20 września, godz. 21.00
„Niewinni czarodzieje”, reżyseria: Andrzej Wajda
„Dwaj ludzie z szafą”, reżyseria: Roman Polański

Przed piątkowym pokazem filmów z muzyką Krzysztofa Komedy na Placu Grunwaldzkim odbędzie się koncert KOMEDA BIG BANG, czyli wspólny występ połączonych orkiestr, które wykonają utwory Komedy pod batutą Łukasza L.U.C. Rostkowskiego

Sobota, 21 września, 20.00
„Dzień jak co dzień”, reżyseria: Magda Strzyżyńska – dyplom Gdyńskiej Szkoły Filmowej
„Komunia”, reżyseria: Anna Zamecka – współproducent: Szkoła Wajdy, laureat Europejskiej Nagrody Filmowej 2017
„Zwykłe losy Zofii”, reżyseria: Dominika Gnatek – Nagroda im. Lucjana Bokińca dla najlepszego filmu w Konkursie Filmów Krótkometrażowych 43. FPFF

Na Kino Plenerowe wraz z Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych zaprasza Telewizja Kino Polska.

44. FPFF odbędzie się w dniach 16-21 września w Gdyni.

informacja prasowa

poniedziałek, 12 lutego 2024

Śladami artystów osobnych – Krótka historia polskiego kina cz. II w Kinie Nowe Horyzonty

"Nieoczywistość" to hasło-klucz do interpretacji dorobku twórców, którzy nie wpisywali się w główny nurt w polskim kinie, a ich filmy kierowały rodzimą kinematografię na niezbadane ścieżki. Śladami artystów osobnych podąża druga odsłona przeglądu "Krótka historia polskiego kina", prezentowanego w Kinie Nowe Horyzonty.

Autorskie, osobne, nieoczywiste i zaskakujące. Kolejne miesiące w Kinie Nowe Horyzonty ucieszą miłośników polskiego kina i wszystkich, którzy poszukują dzieł spoza głównego nurtu. W ramach przeglądu zobaczymy kultowe i zapomniane arcydzieła, odważne eksperymenty formalne, jak i wymykające się schematom filmy gatunkowe. Wszystkie tytuły dzięki cyfrowej rekonstrukcji nadają się idealnie do ponownego odkrycia. 

"Ostatni dzień lata" w reż. Tadeusza Konwickiego

Tegoroczną edycję przeglądu 19 lutego otworzy „Ostatni dzień lata” – debiut Tadeusza Konwickiego, był pierwszym polskim filmem nowofalowym, powstałym równolegle do francuskiej Nouvelle Vague. Nieoczywista historia spotkania dwojga nieznajomych wymyka się prostym streszczeniom, a nastrojowość obrazu mimo upływu lat nie straciła na ważności. Po seansie odbędzie się spotkanie z kuratorem przeglądu, filmoznawcą Tomaszem Kolankiewiczem. 

W lutym Bałtyk zamienimy na Mazury, gdzie rozgrywa się akcja dramatu psychologicznego „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego. Następne miesiące należeć będą do takich nazwisk jak Jerzy Skolimowski („Ręce do góry) czy Henryk Kluba („Słońce wschodzi raz na dzień”). W czerwcu na wielkim ekranie przypomniana zostanie „Trzecia część nocy”: brawurowy debiut Andrzeja Żuławskiego, który nawiązywał do problematyki i stylu Szkoły Polskiej, a zarazem gwałtownie ją przekraczał, eskalując okrucieństwo, chaos moralny i naturalistyczne obrazy. 

Przegląd domkną jesienne pokazy takich tytułów jak „Konopielka” w reżyserii Witolda Leszczyńskiego; „Krzyk” – trzeci samodzielny film Barbary Sass, klasyczki kina kobiet w Polsce – oraz „O-bi O-ba. Koniec cywilizacji”, czyli science-fiction autorstwa Piotra Szulkina.


Organizator przeglądu: Stowarzyszenie Kin Studyjnych

Kurator przeglądu: Tomasz Kolankiewicz

Szczegóły: https://www.kinonh.pl/cykl.s?id=979 


Program


19 lutego (poniedziałek) | 19.00

„Ostatni dzień lata”, reż. Tadeusz Konwicki / Polska 1958 / 59’


18 marca (poniedziałek) | 19.00

„Nóż w wodzie”, reż. Roman Polański / Polska 1962 / 101’


15 kwietnia (poniedziałek) | 19.00

„Ręce do góry”, reż. Jerzy Skolimowski 1967


20 maja (poniedziałek) | 19.00

„Słońce wschodzi raz na dzień” , reż. Henryk Kluba 1967


17 czerwca (poniedziałek) | 19.00

„Trzecia część nocy”, reż. Andrzej Żuławski 1971


15 lipca (poniedziałek) | 19.00

„Na wylot”, reż. Grzegorz Królikiewicz, 1972


19 sierpnia (poniedziałek) | 19.00

„Rejs”, reż. Marek Piwowski, 1970


16 września (poniedziałek) | 19.00

„Konopielka”, reż. Witold Leszczyński 1982


21 października (poniedziałek) | 19.00

„Krzyk”, reż. Barbara Sass 1983


18 listopada (poniedziałek) | 19.00

„O-bi O-ba. Koniec cywilizacji”, reż. Piotr Szulkin 1984

informacja prasowa

czwartek, 5 października 2017

Kristina Sabaliauskaitė: O nadmiarze wyobraźni /wywiad/

Litewska pisarka opowiada o fascynacji szczegółem, roli wyobraźni i ograniczeniach, które każą zostawiać pewne fakty ”poza kadrem”.

Kristina Sabaliuskaite, fot. Rokas Daluli

Barbara Lekarczyk-Cisek: Polscy czytelnicy mogą od niedawna cieszyć się możliwością obcowania z Pani fascynującą powieścią "Silva rerum". Wyznam, że na mnie zrobiła ona wielkie wrażenie - zarówno z powodu interesującej formy, jak też fascynującej treści i erudycji. Pani bohaterowie - rodzina Narwojszów - są polską szlachtą żyjącą w XVII wieku. Dlaczego tacy bohaterowie i dlaczego XVII wiek? Czy ma to jakiś związek z Pani polskimi korzeniami?
Kristina Sabaliauskaitė:  Ależ ja opisuję litewską szlachtę!  Narwojszowie pochodzą z Miłkont na Żmudzi i są typowo litewską średnią szlachtą herbu Kościesza. To rozpoznanie Narwojszów przez polskiego czytelnika jako "swojej" szlachty jest miłym dowodem, jak niewiele kulturowo w tych czasach różniło szlachtę Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony, przecież byliśmy jedną Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Obecnie wiele przedstawicieli litewskich rodów arystokracji z powodu historycznych wstrząsów XX wieku mieszka w Polsce – może to też wzmacnia pojęcie polskości dawnego litewskiego nobilitetu. Jednak w XVII-XVIII wieku tożsamość szlachcica Wielkiego Księstwa Litewskiego nie była określana poprzez język, lecz przez tożsamość polityczną i wyznaniową. Nawet genealogicznie litewska arystokracja wywodziła się nie z Sarmatów jak Polacy, tylko od starożytnych Rzymian i Palemona. Lecz praktycznie, z powodu koligacji, bliskich więzi politycznych i osobistych, rzeczywiście stanowili jeden szlachecki naród Rzeczypospolitej. Wiek XVII i XVIII znam najlepiej z powodu studiów, więc naturalnie, że trafił na strony moich powieści. A korzenie... Czesław Miłosz kiedyś powiedział, że jest ostatnim obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego... Niech więc ja będę obywatelką i, miejmy nadzieję, że nie ostatnią, ponieważ pamięć historyczna o tej epoce nadal trwa i ma wielu zwolenników.
Obraz Wilna w powieści odbiega od obrazów, które znamy z polskich książek historycznych. Poza znakomitą znajomością architektury, wykazała się Pani również wielką erudycją, jeśli chodzi o historię Uniwersytetu, uczone dzieła tamtych lat, a nawet znajomością klasztornej reguły. Jak wyglądało zbieranie materiałów do książki?
Mam nadzieję, że ten obraz w moich powieściach nie odbiega od historycznych studiów naukowych. Miałam taki zamysł, by połączyć  w moich powieściach naukę historii ze sztuką i literaturą piękną, więc chciałam wykorzystać swoją wiedzę akademicką.  Oczywiście, opisując poszczególne zjawiska – epidemię dżumy, medycynę, historię uniwersytetu czy wileńskich Żydów – trzeba sięgać po dodatkowe źródła, ale jak już ma się dobre  naukowe instrumentarium badawcze, nie jest to dużym wyzwaniem. Kiedy więc opisuję przestrzeń konwiktu – muszę wiedzieć, ile tam stoi lóżek, ile jest okien, jakie jest ogrzewane, co wisi na ścianach i co studenci jedli na śniadanie, jakich słów czy przekleństw używali. Niekoniecznie to wszystko jednak musi trafić na strony, trzeba znać miarę...
Przeczytałam gdzieś,  jak Roman Polański filmował "The Ghost Writer" – sam w półotwartej szafie porządkował wiszące garnitury, chociaż operator filmowy uprzedził go, że najprawdopodobniej ta szafa nie znajdzie się w kadrze... Ale on musiał wiedzieć, w jakim porządku wiszą garnitury jego bohatera. Ja pracuję podobnie i tak samo dużo tej zebranej wiedzy, paradoksalnie, ”pozostawiam poza kadrem”. Nie chcę popełnić błędu, który zdarza się wielu literatom po raz pierwszy sięgającym po powieść historyczną i pracę ze źródłami:  fascynują się każdym egzotycznym dla siebie, nowo odkrytym, szczegółem i z powodu tej fascynacji zbyt dużo tych zbędnych opisów i detali trafia na strony powieści.
Jak więc wygląda moje zbieranie materiałów do książki? 15-20 lat studiów i pracy archiwalnej, stosy literatury naukowo-historycznej z poszczególnych dziedzin i... bezwzględne odrzucanie wszystkiego, co zbędne, z pozostawieniem tylko tego, co jest konieczne dla  literackiego dzieła. Gdy opisuję jak bohaterowie jedzą jesiotra (w ”Silva rerum” cz. III), to oprócz wiedzy na temat XVIII-wiecznego jadłospisu, ma to również znaczenie symboliczne dla całej narracji...
Pani bohaterowie doświadczają tak charakterystycznej dla ludzi tamtej epoki ulotności życia i na różne sposoby próbują sobie z tym poradzić. Zarazem jednak mamy nieodparte wrażenie, że są tacy sami jak my: przeżywają problemy okresu dojrzewania, poszukują sensu życia, buntują się przeciwko narzuconym rolom, a także upływowi czasu. Skąd u Pani taka przenikliwość psychologiczna, która sprawia, że nawet drugoplanowe postaci nie szeleszczą papierem?
Każde pokolenie widzi historię przez pryzmat własnych doświadczeń, a powieść historyczna nie jest wyjątkiem. Bohaterowie Dumasa czy Sienkiewicza to raczej portrety  XIX-wiecznego romantycznego człowieka w kostiumie z dawnej epoki. Chciałam tego uniknąć, lecz będąc historykiem, miałam świadomość ograniczoności poznania i zdawałam sobie sprawę, że nie mogę tak po prostu "teleportować się" w ciało i duszę XVII-wiecznego człowieka. Jednocześnie miałam do dyspozycji rozmaitość historycznych źródeł, które dawały mi bardziej wielowymiarowe pojęcie o człowieku baroku. Nie był to wyłącznie pobożny, ciągle medytujący swoją kruchość osobnik – czasami jego wiara była teologicznie wyrafinowana, czasami – bardzo naiwna, wręcz magiczna czy zabobonna. W kronikach żeńskich klasztorów znajdujemy kiełki pierwotnego feminizmu i dążenia do pracy intelektualnej. W księgach sądowych zaś – całą paletę grzechów tego ”pobożnego człowieka baroku”, a w sztuce – fascynację cielesnością i zmysłowością, o których może ludzie tej epoki krępowali się pisać w osobistych dokumentach. Pewne wątki są ogólnoludzkie, więc w niektórych aspektach XVII-wieczni bohaterowie  może są nam bliżsi niż XIX-wieczni: pruderyjni i sentymentalni romantycy. Ale nie, nie są tacy sami jak my – chociaż w drugiej połowie XVIII wieku, razem z oświeceniem i sekularyzmem, staną się jeszcze bardziej nam bliscy. "Obłąkany książę" Radziwiłł z ”Silva rerum” cz. III, tak demonizowany przez XIX-wiecznych historyków, był synem swojej epoki, a jednocześnie może być bardzo dobrze zrozumiany przez współczesnego czytelnika. Właśnie do jego psychiki - geniusza-szaleńca było mi najciekawiej – jako  pisarce – zajrzeć. Konsultowałam się nawet na jego temat z lekarzami psychiatrii, ustalając możliwą diagnozę. Sądzę, że w powieści historycznej autor musi spróbować dodać do suchego faktu czy postaci historycznej prawdę o egzystencji i ludzkim losie.
Niektóre sceny z Pani powieści są bardzo barwne i na długo pozostają w pamięci, np. piękna scena nad jeziorem w Milkontach czy ślub Jana Kirdeja z Urszulą w pustym, zniszczonym kościele... Czy były jakieś inspiracje, czy też takie sceny biorą się z wyobraźni?
To tajemnica twórczego laboratorium, której nie zdradzę! (śmiech). Ale sądzę, że nadmiar wyobraźni nigdy nie był chyba wadą dla pisarza... (śmiech). Myślę, że dobra powieść jest trochę jak to holenderskie pudełko trompe-l'oeil, o którym piszę w pierwszej części „Silva rerum”: daje nam iluzję spojrzenia na jakiś mały, magiczny, zamknięty świat, który funkcjonuje według swoich reguł i zmusza nas, aby w niego bezwarunkowo uwierzyć, jeżeli chcemy dostać się do jego wnętrza. Czasami, w niektórych przypadkach, udaje  się  taka iluzja bezpośredniego ”bycia we wnętrzu powieści”. Dowiedzieć się, jak jest konkretnie stworzona – to trochę jakby ją zburzyć i tym samym zniszczyć coś cudownego. Można się przy tym strasznie rozczarować widząc, co jest w środku i jak to jest zrobione.
W Pani narracji bardzo lubię to, że jest nieśpieszna: długie zdania, czasami na całą stronę, a jednak czytelnik nie ma wrażenia, że jest nudno - przeciwnie, nawet, jeśli "nic się nie dzieje", np. w scenie, gdy Kazimierz delektuje się starymi księgami z biblioteki Sapiehy. Współczesny człowiek posługuje się najczęściej skrótami. Czy nie obawiała się Pani, że będzie to dla niego swoistym wyzwaniem, któremu nie sprosta?
Może nic się nie dzieje w tej scenie w bibliotece, ale jednak nie jest ona całkiem przypadkowa, co  zauważą czytelnicy następnych części (śmiech). Skróty i szybkość, ciągły brak czasu – są znakiem ubóstwa naszej epoki. Szybkie jedzenie, szybko wyprodukowane tanie rzeczy, które wyrzuca się po kilku użyciach, szybkie spotkania, szybkie, krótkotrwałe związki podyktowane wygodą… Albo książki typu paperback – do  szybkiego przeczytania i wyrzucenia lub jeszcze bardziej efemeryczne ebooki... Jednak największym luksusem nadal pozostają rzeczy stworzone powoli – nie sms, a zaproszenie dostarczone pocztą czy kurierem, napisane odręcznie, atramentem, na herbowym papierze. Albo długo dojrzewające wino, coś zrobionego odręcznie, specjalnie i na wymiar. Nie CD, ale bilet na koncert symfoniczny... Zgadzam się, że książki, w które włożono wiele lat pracy – czasami całe dekady badań i osobistego dojrzewania – mogą  być traktowane jako wyraz  kultury nietypowej. Jednakże  zaleta tego "luksusu"  jest taka, że jest to luksus demokratyczny i dostępny wielu ludziom. A zatem moja wielowarstwowa historyczna powieść może jest rodzajem buntu przeciwko tej współczesnej szybkości życia i trendom wydawniczym?
Nikt nie będzie czytał długich zdań, ludzie przyzwyczajeni do sms-ów? I to jeszcze bez dialogów?! Zobaczymy, zobaczymy... (śmiech). Mówiąc poważnie – myślę, że pewne kreatywne ograniczenia, które twórca stawia sam sobie, są czasami bardzo dobre, bo stają się wyzwaniem i są wyrazem dążenia do pewnej, jemu tylko wiadomej, wirtuozerii. Nie, nie obawiałam się, że tak skomplikowany tekst bez dialogów stanie się wyzwaniem dla czytelnika – ponieważ nigdy nie myślę, że czytelnik jest głupszy ode mnie i nigdy nie staram się go intelektualnie zdominować. A i dialogi mogę napisać – moje opowiadania "Danielius Dalba & inne historie" zawierają mnóstwo dialogów i dialektów środowiskowych.
Nie znamy jeszcze w Polsce pozostałych części trylogii. Czy możemy liczyć na to, że zostaną również przetłumaczone? A może uchyli Pani rąbka tajemnicy, o czym one opowiadają?
To pytanie trzeba zadać wydawnictwu. Pierwsza część to dopiero początek całej przygody, choć mogę zdradzić, że jeden tom to jedno pokolenie rodziny Narwojszów i jeden etap historii kraju. Druga część opowiada o latach 1707-1711, o Wojnie Północnej i o wielkiej dżumie na Litwie, trzecia – o dosyć spokojnym czasie, latach 1748-1749, kiedy jednak mamy do czynienia z dwoma wielkimi pożarami w Wilnie. Jest także ”ciemna strona” pozłacanego i porcelanowego okresu rokoka, a jednym z głównych jej bohaterów jest obłąkany Książę Marcin Mikołaj Radziwiłł i  jego ucieczka do ezoterycznego świata kabały oraz domniemane przejście na judaizm.
Potomek Narwojszów stanie się świadkiem i powiernikiem tego XVIII-wiecznego skandalisty, który, całkiem możliwe, dał początek żydowskiej legendzie o wileńskim Ger Cedeku. Tak więc pierwsza część to dopiero początek. Czytelników czeka bardzo nietypowa historia miłosna z  wojną i dżumą w tle, kwestie predestynacji, ślepych przypadków i nieubłaganego losu, podróże, szaleństwa, ucieczki w podświadomość i świat rozkoszy, awanturnicy, święci, magnaci, egzystencjalne pytania dotyczące grzechu i zbawienia...  Typowe XVIII-wieczne życie, ale ciekawostką jest to, że losy bohaterów są kontynuowane przez kolejne tomy powieści. Możemy zaobserwować, jak dzieje jednego pokolenia wpływają na kolejne... Obiecuję, że czytelnicy na pewno dowiedzą się w następnych częściach, co stało się z Kazimierzem, Urszulą i Birontem, jak ułożyły się ich losy oraz zapoznają się z ich potomkami, którzy są nie mniej kolorowymi charakterami. I będą wiele, wiele razy zaskoczeni...
Tym bardziej niecierpliwie czekamy! Dziękuję za rozmowę.

Kristina Sabaliuskaite, fot. Monika Penkulu


Kristina Sabaliauskaitė – litewska  pisarka o polskich korzeniach, doktor historii sztuki, od 2002 zamieszkała w Londynie. Autorka bestsellerowej trylogii ”Silva rerum” (2008-2014), wielopokoleniowej sagi szlacheckiej rodziny Narwojszów, w której z wielką pieczołowitością odmalowała czasy Rzeczpospolitej Obojga Narodów XVII i XVIII wieku na Litwie, przyczyniając się do przywrócenia tego okresu do szerokiej świadomości. Pierwsza część ”Silva rerum”, której polskie wydanie ukazało się w 2015 roku, została uznana za jedną z 10 powieści dekady przez litewski PEN Club, a cała trylogia została w 2015 roku nagrodzona prestiżową nagrodą im. Liudasa Dovydėnasa. Została także uhonorowana przez miasto Wilno Nagrodą św. Krzysztofa, którą z litewskich pisarzy otrzymał tylko Venclova.

Wywiad ukazał się 17 lutego 2016 roku na portalu Kulturaonline.


Mycelium. Formy z królestwa grzybów – otwarcie nowej wystawy w Muzeum Architektury we Wrocławiu

W czwartek, 15 października 2026 r. o godzinie 18.00 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na otwarcie wystawy "Mycelium. Formy z k...

Popularne posty