Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania jarosław Thiel, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania jarosław Thiel, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 kwietnia 2021

Wiolonczelista Jarosław Thiel w „Domówce z Dwójką”. Muzyka na Wielką Sobotę

 – Spotkamy się w szczególny wieczór Wielkiej Soboty, kiedy wszyscy stajemy przed wielkimi pytaniami. Dlatego szukaliśmy repertuaru podkreślającego atmosferę tego wyjątkowego dnia – mówi Jarosław Thiel, gospodarz najbliższej „Domówki z Dwójką”. Premiera wydarzenia w sobotę 3 kwietnia o godz. 19.00 – na antenie Programu 2 Polskiego Radia, stronie internetowej i Facebooku stacji oraz na kanale YouTube Polskiego Radia.


Wiolonczelista i dyrygent Jarosław Thiel jest absolwentem poznańskiej Szkoły Talentów. Studiował grę na wiolonczeli w akademiach muzycznych w Poznaniu i Łodzi oraz ukończył studia podyplomowe na Universität der Künste w Berlinie w klasie wiolonczeli barokowej. W swojej działalności artystycznej skupia się przede wszystkim na problematyce historycznych praktyk wykonawczych. Występuje regularnie jako solista i kameralista. Współpracował z najważniejszymi polskimi zespołami wykonującymi muzykę barokową. W 2006 roku został dyrektorem artystycznym Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, a od 2017 roku pełni funkcję zastępcy dyrektora ds. programowych w Narodowym Forum Muzyki. Jarosław Thiel jest profesorem Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu, gdzie prowadzi klasę wiolonczeli historycznej. 

Jarosław Thiel, Koncert "Cztery pory roku", 12 czerwca 2020, fot. Łukasz Rajchert


– Nie mogę zaprosić Państwa do własnego domu, ponieważ brakuje mi instrumentów potrzebnych do wykonania repertuaru, jaki dla Państwa przygotowaliśmy. Spotkamy się w gościnnych murach Narodowego Forum Muzyki, z którym jestem związany od wielu lat. Z tą instytucją współpracują również muzycy, których zaprosiłem do udziału w nagraniu – mówi Jarosław Thiel. Wraz z nim w trakcie sobotniego koncertu wystąpią: Aleksandra Turalska (sopran), Aleksandra Rupocińska (klawesyn, organy) oraz Zbigniew Pilch (skrzypce). – Pomyślałem, że poza prezentacją wiolonczeli, na której gram, wspólnie przedstawimy również kompozycje poświęcone dwóm Mariom: Marii Magdalenie i Maryi Matce Bożej – zapowiada Jarosław Thiel.


Transmisja koncertu w sobotę 3 kwietnia o godz. 19.00 – na antenie, stronie internetowej 
i Facebooku Dwójki oraz na kanale YouTube Polskiego Radia.

informacja prasowa


piątek, 12 czerwca 2020

Jarosław Thiel o muzyce w czasach pandemii /wywiad/

Rozmawiam z Jarosławem Thielem, zastępcą Dyrektora ds. programowych Narodowego Forum Muzyki, szefem Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, wiolonczelistą Dresdner Barockorchester, muzykiem FestspielOrchester Göttingen, pedagogiem – o doświadczeniu izolacji, funkcjonowaniu w sieci, muzycznych retrospekcjach oraz o planach artystycznych w czasach pandemii.

Jarosław Thiel, materiały prasowe Narodowego Forum Muzyki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Wprawdzie ciągle żyjemy w czasach pandemii, zelżały nieco obostrzenia i mogliśmy porozmawiać (w bezpiecznej odległości), ale przede wszystkim cieszy, że Narodowe Forum Muzyki ponownie  otwiera podwoje. Wiele koncertów jednak umknęło bezpowrotnie. Jak opisałby Pan te doświadczenia?

Jarosław Thiel: Najbardziej utkwił mi w pamięci taki moment: otrzymaliśmy z ministerstwa informację, że należy zamknąć instytucje kultury i zastanawialiśmy się z dyrektorem Andrzejem Kosendiakiem, co robić. Na koniec zeszliśmy do Sali Głównej NFM, gdzie przygotowywaliśmy „Siedem bram Jerozolimy” Krzysztofa Pendereckiego, który w związku z tym koncertem miał przyjechać do Wrocławia. Ogłaszając zawieszenie prób i zamknięcie NFM, czuliśmy się dziwnie – to pierwsze takie doświadczenie. Pamiętam wprawdzie czasy, kiedy nastał stan wojenny. Chodziłem wówczas do szkoły i odczułem podobny stan zamknięcia i izolacji. Nagle wszystko ustało, zamarło… Odbierałem to wprawdzie inaczej jako dziecko, ale sądzę, że od czterdziestu lat nie wydarzyła się porównywalna sytuacja. Początkowo sądziliśmy, że wszystko to potrwa krótko, więc odwoływaliśmy koncerty krok po kroku – najpierw do końca marca, potem do kwietnia, do maja… W sumie musieliśmy odwołać ok. 70 wydarzeń, nie licząc zajęć edukacyjnych, które są prowadzone masowo. Dla instytucji, która działa prężnie i coraz lepiej od pięciu lat, było to dramatycznym wstrząsem.

W tym czasie przenieśliście się Państwo do sieci, organizując m. in. retrospektywne koncerty on line, ale również pokazując aktualne wydarzenia, „wpuszczając” niejako słuchaczy do domów artystów….

Tak, od początku pojawił się taki pomysł, aby spotykać się z naszą publicznością w sieci. Później to, co wydawało nam się na początku tymczasowe, przekształciło się w coś stałego. Cały świat przeniósł wtedy się do Internetu. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że oto uczestniczę w nieprawdopodobnej retrospektywie działalności NFM-u. W porannych audycjach prezentowaliśmy nagrania płytowe zarejestrowane w CD Accord, ale nie tylko. Uzbierało się prawie pięćdziesiąt albumów płytowych! W południe nadawaliśmy audycje centrum edukacyjnego, kręcone na żywo przez instruktorów prowadzących zajęcia, dzięki którym mogliśmy zachować kontakty z grupami dziecięcymi. Natomiast wieczorem transmitowaliśmy koncerty z minionych lat, ale też filmiki kręcone w domach, czasami żartobliwe, prezentujące muzyków, zespoły, zapowiedzi płyt. Ułożyło się to w przegląd dotychczasowej działalności NFM-u w pigułce – od zajęć dla najmłodszych, poprzez ambitną muzykę popularną, jazzową – po muzykę współczesną. Festiwal Musica Polonica Nova w całości został wyemitowany w Internecie. Oczywiście, nie zabrakło też koncertów muzyki klasycznej, a wszystko to w bardzo dobrej jakości i zróżnicowane. Byłem niezwykle uradowany możliwością przejrzenia tylu fantastycznych wydarzeń, które zarejestrowaliśmy i mogli odtworzyć.

Jarosław Thiel, Koncert "Cztery pory roku", 12 czerwca 2020, fot. Łukasz Rajchert
Okazuje się, że „czas zatrzymany” posłużył jednak czemuś dobremu. Można było  spojrzeć wstecz i ocenić z perspektywy to, co powstało. Mnie się ogromnie podobały filmiki dopuszczające widza do prywatności muzyków, którzy okazali się interesującymi ludźmi z rozmaitymi pasjami, a także z rodzinami – jak każdy z nas. Stwarzało to – paradoksalnie – taki nowy, intymny rodzaj więzi, którego do tej pory nie doświadczyliśmy.

Przy tej okazji nastąpiło odbrązowienie artysty, bo ciągle jeszcze pokutuje romantyczny mit o artyście – geniuszu, stojącym ponad tłumem zwykłych śmiertelników. Tymczasem jesteśmy normalnymi ludźmi, mającymi prywatne życie oraz zainteresowania nie ograniczające się wyłącznie do muzyki. Myślę, że uchylenie sfery prywatności zbliżyło nas do publiczności i przeniosło tę relację w nieco inny wymiar. Z drugiej strony, w pewnym momencie pojawiło się tyle inicjatyw w sieci, że zaczęliśmy odczuwać przesyt. Paradoksalnie, doświadczenie to uświadomiło nam z całą mocą, jak ważnym doświadczeniem jest żywy koncert, podczas którego pojawiają się emocje. Możemy oglądać najlepsze występy, słuchać znakomitych wykonawców, ale wyjście na koncert jest czymś uroczystym – zarówno dla publiczności, jak i dla muzyków. Rytuał przebierania się w strój koncertowy, pewien rodzaj napięcia, który rodzi się przed występem...

Tak, mnie nigdy nie zdarzyło się wzruszyć podczas słuchania ulubionych nagrań płytowych, natomiast w czasie koncertu tak, ponieważ tworzy się interakcja między muzykami a widownią, jakiś przepływ energii… 

Zmieniają się technologie, ale ta niezwykła więź, wspólnota muzyków i publiczności okazuje się nieprzemijającą wartością.

Jak planuje się koncerty w czasach pandemii?

Plany są podporządkowane temu, co wolno nam w tej chwili zrobić. Przerwa w działalności nie była bynajmniej okresem zastoju czy marazmu – intensywnie pracowaliśmy przygotowując najróżniejsze warianty ponownego otwarcia się. Śledziliśmy uważnie, jak radzą sobie muzycy w innych krajach, jakie stosują rozwiązania. Niemieckie orkiestry z Berlina zamówiły poważne badania naukowe, pomagające ustalić bezpieczne reguły pracy w sytuacji wciąż istniejących zagrożeń. Na tej podstawienie ustalono, jak muzycy mają być ustawieni na scenie. Mając taką wiedzę, mogliśmy szybko podjąć decyzję o powrocie do działalności. Koncerty, które odbędą się w czerwcu, nie były wcześniej planowane. Tamte nie byłyby możliwe do zrealizowania przy obecnych obostrzeniach sanitarnych. Przygotowaliśmy więc dwa programy, aby móc się spotkać z publicznością, zaakcentować naszą jedność wraz z publicznością. 12 czerwca zagramy Cztery pory roku Antonia Vivaldiego, a 19 i 20 czerwca odbędą się dwa koncerty na zakończenie sezonu NFM, będące  spotkaniem z muzyką Franza Xavera Richtera, Wolfganga Amadeusa Mozarta, Johanna Nepomuka Hummla i Ludwiga van Beethovena.

Jarosław Thiel, Koncert "Cztery pory roku", 12 czerwca 2020, fot. Łukasz Rajchert

Podobno ten sam koncert ma się odbyć dwukrotnie, raz z jedną, drugi raz z drugą połową wykonawców.

Tak, jest to wynikiem obowiązującego nas reżimu, mamy jednak szczęście, że dysponujemy gmachem o takiej kubaturze (powierzchnia sceny w głównej sali to prawie 400 metrów kwadratowych!), która pozwala na ustawienie jednocześnie 50-60 muzyków, w zależności od składu instrumentarium dętego. NFM Filharmonia Wrocławska liczy ponad stu muzyków i wszyscy chcieli zagrać, stąd pomysł podzielenia zespołu. Niemal ten sam program zostanie wykonany przez dwie orkiestry. Muzycy są stęsknieni wspólnego grania, występów i chcieliśmy dać im szansę. To prezent zarówno dla publiczności, jak i dla muzyków. Muzycy będą rozstawieni w bezpiecznych odległościach, każdy przy swoim pulpicie z nutami.

Jak to będzie brzmiało?

Nie wiemy (śmiech), nie graliśmy jeszcze w taki sposób! Za chwilę mamy próbę i będę sprawdzał, jak to brzmi. Oczywiście, mamy znakomitą akustykę i jakoś specjalnie się nie boimy. Próbowaliśmy różnych wariantów rozstawienia przestrzennego muzyków, np. na balkonach, ale jest to mimo wszystko eksperyment. Ufamy, że nowoczesna powierzchnia NFM temu sprosta.

Sama jestem ciekawa, jak to zabrzmi. Dziękuję za rozmowę.

poniedziałek, 26 lutego 2024

Jarosław Thiel o programie Akademii Francuskiej: Piękna muzyka, arcyciekawe konteksty, pasjonujące historie /wywiad/

Z dyrektorem artystycznym Akademii Francuskiej – Jarosławem Thielem – rozmawiamy o nieoczywistych smakach francuskiego baroku i o fascynujących historiach kryjących się za kompozycjami, które wkrótce usłyszymy w wykonaniu wybitnych interpretatorów muzyki dawnej.

Jarosław Thiel, fot. Łukasz Rajchert

Barbara Lekarczyk-Cisek: Akademie muzyki dawnej stały się już w Narodowym Forum Muzyki piękną tradycją, trwającą od 2014 roku, kiedy to odbyła się Akademia Bachowska. Poza jednym wyjątkiem – Akademii Latynoamerykańskiej – miały do tej pory charakter prezentacji dzieł jednego kompozytora. 

Jarosław Thiel: Na pierwszą akademię, poświęconą twórczości Johanna Sebastiana Bacha, zaprosiliśmy Philippe Herreweghe, który prowadził podobne akademie w Belgii. Chcieliśmy skorzystać z tego pomysłu i zorganizować we Wrocławiu wydarzenie w podobnym formacie, a jednocześnie zaprosić właśnie tego dyrygenta i jego zespoły. Pomysł ten spotkał się z dużym zainteresowaniem, co sprawiło, że postanowiliśmy kontynuować cykl akademii, ale już nie tylko Bachowskich, lecz poświęconych kolejnym wielkim postaciom czy ważnym zjawiskom muzyki barokowej. Zaczęliśmy zapraszać znakomitych dyrygentów i zespoły mocno związane z danym repertuarem, a także organizować kursy i warsztaty dla naszych młodych muzyków, prowadzone przez zaproszonych gości. Krótki festiwal łączący warsztaty, kilka mniejszych koncertów, jakiś wykład i większe dzieło oratoryjne na finał. Formuła ta okazała się trafna i utrzymała się do dziś.

Skąd zatem pomysł Akademii Francuskiej?

Zdecydowaliśmy się zaprezentować barok francuski w szerszej panoramie, ponieważ jest chyba najmniej znany. Sądzę, że gdybyśmy zaprosili publiczność na akademię poświęconą tylko jednemu kompozytorowi z tego kręgu, np. Jean-Baptiste Lully`mu albo Jean-Philippe Rameau, byłoby to może przedwczesne. Szczególnie, że ten repertuar, choćby barokowych oper francuskich, jest w Polsce właściwie niewykonywany. Uznałem więc, że na pierwsze spotkanie ze zjawiskiem, jakim jest barok francuski, taka szersza perspektywa sprawdzi się lepiej. Wszystkie punkty programu Akademii Francuskiej starałem się ułożyć w taki sposób, aby za każdym kryła się jakaś ważna historia, która budzi zaciekawienie, uruchamia dociekliwość odbiorcy, otwiera nowe perspektywy.

Zapoznając się z programem akademii natknęłam się na interesujący cytat: „Spróbujemy (…) dotknąć tego szczególnego smaku, tej szczególnej aury, jaką wyczuwamy w twórczości tak wielu kompozytorów francuskich (…), a która chyba nigdy nie była tak bardzo namacalna, jak na przełomie XVII i XVIII wieku. Barok francuski stał się pewnym uniwersum”. Co się na to uniwersum złożyło?

Styl barokowy przybrał odmienne postacie we Włoszech i we Francji. Używano innych struktur muzycznych, inne były sposoby komponowania, preferowano określone typy instrumentów, ale także – co nie mniej istotne – w obu tych krajach panowały zupełnie różne realia społeczne. Francja w tym czasie była monarchią absolutną, rządzoną niepodzielnie przez panującego ponad 70 lat Ludwika XIV zwanego Wielkim. W przeciwieństwie do tego Włochy były krajem rozdrobnionym, składającym się z małych księstewek. Miało to olbrzymi wpływ na organizację życia muzycznego, na możliwości finansowe, o których mogli myśleć kompozytorzy przygotowujący np. przedstawienia operowe. Także kolor tej muzyki, wynikający z barwy języka, jest odmienny. Wszystko to zdecydowało, że muzyka tamtego czasu brzmiała w tych krajach zupełnie inaczej.

We Francji obserwujemy także rozkwit literatury i teatru, dość wspomnieć Pierre Corneille`a, Jean Racine`a, czy Molière`a, początki opery francuskiej… Pod względem rozwoju kultury były to lata wspaniałe!

Tak! Opera francuska w tym czasie jest imponującym przedstawieniem, obejmującym i literaturę, i taniec, i niezwykle bogate scenografie, których realizację umożliwiała protekcja króla. Trudno te przedstawienia obecnie przenieść na scenę, bo wymagają ogromnych nakładów. Ostatecznie jednak barok francuski przegrał z muzyką włoską. Kiedy zaczyna się rodzić klasycyzm – lata 30. i 40. XVIII wieku – to jednak zwycięża muzyka oparta na gatunkach muzycznych, które uprawiali Włosi. Typowe dla Francuzów uwertury, suity i to ich rozumienie opery ostatecznie przegrało ze stylem włoskim. Kiedy jednak wniknie się w głąb muzyki francuskiej, może się okazać, że i dziś potrafi zachwycić. Jeden z naszych gości – Skip Sempé stwierdził, że „Bach Bachem, ale Rameau…” (śmiech). I choć brzmi to jak anegdota, to kiedy poznamy bliżej muzykę tego kompozytora, dostrzeżemy, że istotnie jest to zjawisko oszałamiające samo w sobie. Akademia Francuska ma nam to głębsze poznanie umożliwić i do niego zachęcić.

Czym się Pan kierował w doborze kompozytorów i wykonawców? Z jakimi wykonawcami będziemy smakować wykwintny repertuar francuskiego baroku?

Pomysłów programowych było, oczywiście, więcej, ale o ostatecznym kształcie repertuaru takiego festiwalu decydują także realia organizacyjne. Zawsze jednak staram się sięgać do artystów, którzy mocno związani są z repertuarem – tematem danej akademii i w jakiś szczególny sposób odcisnęli swoje piętno na jego interpretacji. Akademię Francuską rozpocznie Bernard Foccroulle – belgijski organista, kompozytor, dyrygent i reżyser operowy, który ma w swoim dorobku nagranie kompletu organowych dzieł Bacha. Może więc ukazać słuchaczom francuskie wpływy na muzykę lipskiego kantora. Mało kto wie, że Bach kształcił się także na kompozytorach francuskich…

Bernard Foccroulle, źródło:. ledauphine.com

Gościem Akademii Francuskiej będzie także Bruno Cocset – jeden z moich wiolonczelowych idoli, którego nagrania przed laty skłoniły mnie do sięgnięcia po wiolonczelę barokową. Jest szczególnie znany z ratowania zapomnianych kompozytorów, takich jak Jean-Baptiste Barrière czy Evaristo Felice Dall Abaco. Podczas swojego recitalu zaprezentuje sonaty tego pierwszego kompozytora i wiolonczelisty. W utworach Barrière` można zobaczyć w mikroskali jeden z punktów zwrotnych w historii muzyki. Głównym smyczkowym instrumentem solowym w muzyce francuskiej była viola da gamba, która kojarzy się z takimi znakomitościami jak Marin Marais czy Jean de Sainte-Colombe. Jednak z czasem Francuzi zaczynają coraz częściej sięgać zarówno po instrumenty, jak i gatunki o włoskiej proweniencji. Styl francuski przegrywa ze stylem włoskim. I właśnie Jean-Baptiste Barrière był takim gambistą, który porzucił swój instrument dla wiolonczeli, stając się jej pierwszym francuskim wirtuozem. Skomponował wiele pięknych sonat, jego utwory brzmią jak muzyka włoska, ale wciąż jeszcze są naznaczone silnie techniką gambową. Jest to zatem połączenie dwóch tradycji, a w efekcie dostajemy muzykę o niepowtarzalnym kolorze i głębi.

Bruno Cocset, fot. ze strony bach.cantatas.com

Kolejnym naszym gościem będzie Skip Sempé – amerykański klawesynista od lat mieszkający we Francji, założyciel i dyrygent zespołu Capriccio Stravagante. To wytrawny znawca muzyki francuskiej, zarówno solowej, klawesynowej, jak i repertuaru orkiestrowego i oratoryjnego. Sięgamy więc po wykonawców, którzy znają tę muzykę i opowiadają nią coś istotnego.

Podczas akademii zostanie pokazane wspaniałe dzieło sztuki filmowej: „Wszystkie poranki świata” francuskiego reżysera Alaina Corneau. Głównym konsultantem muzycznym i wykonawcą partii instrumentalnych był wybitny kataloński gambista Jordi Savall. Czy nie kusiło Pana, aby zaprosić go na akademię?

I tu muszę zdradzić, że to właśnie był jeden z pomysłów, których nie udało się nam zrealizować. Chcieliśmy zaprosić Jordi Savalla jeśli nie z recitalem, to z jakąś opowieścią o tym filmie i o tej muzyce, ale niestety nie udało nam się „wstrzelić” w dogodny moment we wciąż napiętym kalendarzu tego legendarnego artysty.

Skip Sempé, fot. Lorenzo Ciavarini Azzi/Culturebox

W finale Akademii Francuskiej znalazła się prawdziwa gratka dla melomanów, a mianowicie rekonstrukcja oprawy muzycznej nabożeństwa żałobnego Jeana-Philippe’a Rameau. Skąd taki żałobny akcent na koniec?

Nie chodziło nam tutaj o tematykę żałobną samą w sobie, chociaż skoro weszliśmy już w okres Wielkiego Postu, nie byłaby ona aż tak nie na miejscu. Decydujące było to, że za kompozycją Jeana Gillesa, stanowiącą podstawę programu tego koncertu, również skrywa się niezwykła historia. Otóż kompozytor nie doczekał wykonania swojej „Messe des Morts”, miało ono miejsce dopiero na jego pogrzebie. Przypomina to okoliczności powstania i pierwszego wykonania „Requiem” Mozarta. W XVIII wieku utwór Gillesa był wielokrotnie wykonywany na pogrzebach prominentnych osób. Także na pogrzebie Rameau. Z tym, że na tę okazję oryginalna partytura została zmodernizowana przez kolegów kompozytorów, którzy dodatkowo, chcąc uczcić zmarłego mistrza, wpletli w przebieg nabożeństwa także własne kompozycje Rameau. I w takiej właśnie wersji, zrekonstruowanej przez Skipa Sempé, usłyszymy ten utwór podczas koncertu we Wrocławiu. „Requiem” Gillesa wykonywano zresztą także i później w różnych aranżacjach na kolejnych uroczystościach pogrzebowych, m. in. króla Stanisława Leszczyńskiego. To przepiękna muzyka, ale słuchając jej możemy także uchwycić te arcyciekawe konteksty zarówno historii kultury, jak też wątków politycznych i obyczajowych, poznać relacje panujące między kompozytorami tamtych czasów czy realia ich pracy.

Czekamy z niecierpliwością na te fascynujące historie, a przede wszystkim na muzyczne odkrycia. Dziękuję za rozmowę.

Akademia Francuska potrwa od 28 lutego do 3 marca 2024 roku. Szczegółowy program znajduje się pod tym linkiem.

Wydarzeniem specjalnym Akademii Francuskiej będzie występ Jakuba Józefa Orlińskiego i  Aphrodite Patoulidou z towarzyszeniem Il Giardino d’Amore i Stefana Plewniaka (skrzypce, prowadzenie).


Jarosław Thiel

Absolwent poznańskiej Szkoły Talentów. Studiował grę na wiolonczeli w akademiach muzycznych w Poznaniu i Łodzi, ponadto ukończył studia podyplomowe na Universität der Künste w Berlinie w klasie wiolonczeli barokowej Phoebe Carrai i Markusa Möllenbecka (dyplom z wyróżnieniem).

W swojej działalności artystycznej skupia się przede wszystkim na problematyce historycznych praktyk wykonawczych. Występuje regularnie jako solista i kameralista – w tej roli gościł na wielu polskich i międzynarodowych festiwalach muzyki dawnej. Współpracował z najważniejszymi polskimi zespołami wykonującymi muzykę barokową. Przez kilkanaście lat był pierwszym wiolonczelistą Dresdner Barockorchester, a od 2006 roku jest członkiem prowadzonej przez Laurence’a Cummingsa FestspielOrchester Göttingen. Współpracuje również z innymi czołowymi niemieckimi zespołami, takimi jak Cantus Cölln, Akademie für Alte Musik Berlin czy Gaechinger Cantoray.

Artysta w ostatnich latach coraz częściej występuje także jako dyrygent. Od 2006 roku jest dyrektorem artystycznym Wrocławskiej Orkiestry Barokowej – nagrania zespołu pod jego kierownictwem zdobyły Fryderyka w kategorii „Fonograficzny debiut roku” oraz szereg nominacji do tego wyróżnienia. Od 2017 roku pełni także funkcję zastępcy dyrektora ds. koordynacji planów programowych w Narodowym Forum Muzyki.

Jarosław Thiel prowadzi klasę wiolonczeli historycznej na Akademii Muzycznej w Poznaniu i podczas festiwalu Varmia Musica w Lidzbarku Warmińskim. W 2017 roku ukazał się jego album – nagrany w duecie z Katarzyną Drogosz – z Sonatami wiolonczelowymi op. 5 i Wariacjami WoO 45 Ludwiga van Beethovena (CD Accord); uzyskał nominację do nagrody Fryderyk 2018.

(źródło: NOSPR Katowice)

niedziela, 27 października 2019

Akademia Beethovenowska w Narodowym Forum Muzyki

Cały świat obchodzi 250. rocznicę urodzin jednego z największych muzyków w historii. Narodowe Forum Muzyki zaprasza do wspólnego świętowania podczas Akademii Beethovenowskiej w Narodowym Forum Muzyki.


.

Niemal ćwierć wieku z twórczością Beethovena to powód do radości. W Narodowym Forum Muzyki świętujemy urodziny geniusza aż 15 koncertami w ramach „Cyklu Beethovenowskiego”, którego najważniejszym punktem będzie Akademia Beethovenowska. Istotą festiwalu jest spotkanie mistrzów i wybitnych osobowości artystycznych z młodymi muzykami, którzy stoją u progu kariery. Pedagodzy i uczniowie pracują razem nad przygotowaniem dzieł najsłynniejszych kompozytorów, a efekty prezentują podczas wspólnych koncertów. Publiczność ma też możliwość uczestniczenia w wykładach i próbach otwartych. Dyrektorem programowym festiwalu jest pełniący również funkcję dyrektora artystycznego Wrocławskiej Orkiestry Barokowej Jarosław Thiel.

Sonaty skrzypcowe


27 lutego 2020 roku o godz. 19.00 Sonaty skrzypcowe L. van Beethovena zagrają Midori Seiler – skrzypce oraz Jos van Immerseel – fortepian historyczny.
Sonaty skrzypcowe Ludwiga van Beethovena to nie tylko kamienie milowe w rozwoju tego gatunku. To przede wszystkim pełne wyrazu utwory, które nadal przemawiają do słuchaczy na całym świecie.

Midori Seiler / fot. Maike Helbig

Rewolucja w muzyce


28 lutego 2020 roku o godz. 19.00 usłyszymy fragmenty Symfonii Ludwiga van Beethovena w ramach koncertu połączonego z kursem dyrygenckim oraz prezentacją kolekcji fortepianów historycznych:  "Fortepiany Beethovena". 

Symfonie Ludwiga van Beethovena są dowodem geniuszu muzycznego rewolucjonisty, kompozytora bez skrupułów przełamującego gatunkowe konwencje i bezkompromisowo poszukującego własnych rozwiązań.

Wykonawcy:
Jarosław Thiel –  prowadzenie koncertu
NFM Filharmonia Wrocławska
Uczestnicy kursu dyrygenckiego 
Jos van Immerseel – opieka artystyczna kursu


Jos van Immerseel / fot. Alex Vanhee

Drogi do Beethovena | The Butter Quartet

Chociaż dorobek Beethovena jest wyjątkowy i niezwykle indywidualny, artysta nie działał w próżni – często inspirowały go dzieła współczesnych mu kompozytorów. W programie koncertu znajdą się kwartety smyczkowe cenionych przez Beethovena twórców.

29 lutego w programie koncertu usłyszymy:

J.L. Eybler Kwartet smyczkowy c-moll op. 1 nr 2
J. Haydn Kwartet smyczkowy F-dur op. 77 nr 2, Hob.III:82 „Lobkowitz”
J.N. Hummel Kwartet smyczkowy C-dur op. 30 nr 1

Wykonawcy:
Anne Jane Lester – skrzypce
Chloe Prendergast – skrzypce
Isabel Franenberg – altówka
Evan Buttar – wiolonczela

The Butter Quartet / fot. materiały zespołu

Fidelio

Fidelio to jedyna opera Ludwiga van Beethovena. Jest wyrazem republikańskich poglądów kompozytora, sprzeciwem przeciwko tyranii, a także dowodem wielkiej wiary w potęgę miłości.

1 marca 2020 roku zostanie zaprezentowana opera "Fidelio" w wersji koncertowej. Wystąpią:
Wykonawcy:
Jos van Immerseel – dyrygent
Soliści
Chór NFM
Agnieszka Franków-Żelazny – kierownictwo artystyczne Chóru NFM
Wrocławska Orkiestra Barokowa
Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne Wrocławskiej Orkiestry Barokowej

informacja prasowa


czwartek, 4 lutego 2021

„Kurpiński, Dobrzyński, Moniuszko” – premiera nowego albumu wydanego przez Narodowe Forum Muzyki

12 lutego 2021 roku ukaże się nowy album Narodowego Forum Muzyki Kurpiński, Dobrzyński, Moniuszko, nagrany przez Wrocławską Orkiestrę Barokową pod dyrekcją Jarosława Thiela. Na płycie znalazły się premierowe nagranie Elegii c-moll Karola Kurpińskiego, zarejestrowana po raz pierwszy na instrumentach historycznych II Symfonia c-moll „Charakterystyczna” Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego oraz uwertura Bajka Stanisława Moniuszki.



Wykonawcy:

Jarosław Thiel – dyrygent

Wrocławska Orkiestra Barokowa

Program:

Karol Kurpiński (1785–1857)

1. Elegia c-moll* 8'19

      Rekonstrukcja brakujących fragmentów partytury – Jarosław Thiel

Ignacy Feliks Dobrzyński (1807–1867)

II Symfonia c-moll op. 15 „Charakterystyczna”** [38'03]

2. Andante sostenuto – Allegro vivace 13'33

3. Andante grazioso 8'04

4. Minuetto alla Mazovienna: Allegro ma non troppo 7'58

5. Vivace assai 8'28

Stanisław Moniuszko (1819–1872)

6. Bajka (Baśń zimowa)** – uwertura fantastyczna na wielką orkiestrę 13'14


Czas całkowity [59'57]* Światowa premiera nagrania

** Pierwsze nagranie na instrumentach historycznych

Nagrano w Sali Głównej Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, w dniach 17–20 września 2020 roku.

Reżyseria nagrania, montaż, mastering: Andrzej Sasin, Aleksandra Nagórko

NFM 72, ACD 282

Patronat medialny: Program II Polskiego Radia

Projekt „Wolność słyszana dźwiękami” dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017–2022.

"Bohaterowie naszego nagrania żyli i tworzyli w kraju, który oficjalnie nie istniał, uzależnieni od kaprysów raz mniej, kiedy indziej bardziej surowych cenzorów, przepełnieni marzeniami o karierze w wielkiej, wolnej Europie, a jednocześnie skazani na walkę o podniesienie mizernego poziomu lokalnego życia kulturalnego. Los nie oszczędził także ich spuścizny – w kolejnych historycznych zawieruchach znaczna część ich dorobku uległa zniszczeniu lub daleko idącej fragmentaryzacji. I chociaż nagrywaliśmy niniejszą płytę 75 lat po zakończeniu II wojny światowej – najtragiczniejszej wyrwy w historii kultury polskiej – i ponad 30 lat po obaleniu komunistycznej dyktatury, to skala spustoszeń wciąż jest tak wielka, że nadal nie udało się jeszcze odtworzyć i przywrócić do życia koncertowego znacznej części twórczości nawet tych, których uważamy za największych po Chopinie kompozytorów pierwszej połowy XIX stulecia".

Jarosław Thiel, fragment tekstu zamieszczonego w booklecie dołączonym do płyty Nagrania dokonano w doskonałej akustycznie Sali Głównej Narodowego Forum Muzyki.

informacja prasowa

piątek, 4 marca 2022

Georg Philipp Telemann we Wrocławiu /relacja z Akademii Telemannowskiej/

27 lutego zakończyła się  siódma Akademia Muzyki Dawnej, której bohaterem był tym razem Georg Philipp Telemann - niemiecki kompozytor późnego baroku. I chociaż trzy dni wypełnione jego muzyka pozostawiły niedosyt, to jednak zostały przede wszystkim zapamiętane jako czas czas pięknej i różnorodnej muzyki.

Interesująca była już sama koncepcja Akademii. Jarosław Thiel, dyrektor programowy, zaprezentował kompozytora poprzez jego związki z miastami, w których mieszkał i pracował, poznając zarazem kulturę muzyczną regionu (Pszczyna) albo w nich bywał (Paryż). Taki koncept pozwalił jednocześnie na uchwycenie pewnej chronologii, ukazując rozwój tego niezwykle utalentowanego i pracowitego kompozytora. Zdumiewać może fakt, że chociaż w rodzinie nie było muzyków (wyjąwszy pradziadka ze strony ojca), a sam Georg Philipp na życzenie matki (ojciec zmarł, kiedy chłopiec miał cztery lata) studiował prawo, to jednak od dzieciństwa zdradzał nadzwyczajne zdolności muzyczne. Wykształcenie muzyczne rozwijał jednak w szkołach:

"Z muzyki w ciągu zaledwie kilku tygodni pojąłem tyle, że kantor pozwalał mi zastępować się na lekcjach śpiewu, choć moi podopieczni umiejętnościami znacznie mnie przewyższali. - napisze w autobiografii. W tym czasie komponował; gdy się jednak odwrócił, zaglądałem do jego partytur i zawsze w nich znajdowałem coś, co sprawiało mi radość".

Sądzę, że ta radość, o której pisał przyszły kompozytor, przeniknęła do wielu jego utworów, o czym mogliśmy się przekonać zwłaszcza podczas koncertu "Telemann w Pszczynie". Otóż w 1705 roku, w wieku 24 lat Telemann został zaproszony na dwór dworzanina króla polskiego Augusta II - hrabiego Erdmanna II von Promnitz do Żar (wówczas Sorau), gdzie został koncertmistrzem, a następnie sekretarzem i kapelmistrzem. Hrabia gustował w muzyce francuskiej i to właśnie na jego dworze zetknął się Telemann z partyturami Lully` ego, André Capry  i innych. 

Telemann w Paryżu - ujmujące kwartety


Koncert "Telemann w Paryżu", fot. Sławek Przerwa/NFM
Później, w okresie w okresie hamburskim, kompozytor udał się do Paryża,  gdzie od pewnego czasu krążyły w pirackim wydaniu jego "Quadri". Udało mu się wówczas uzyskać wyłączny patent na drukowanie swoich dzieł w Paryżu przez okres 20 lat.   Przebywał tam przez osiem miesięcy, od 1737 do 1738. roku, miał więc okazję zetknąć się bezpośrednio z muzyką francuską. Usłyszał i był pod wrażeniem "Castor et Pollux" - opery francuskiego kompozytora Jean-Philippe`a Rameau. Odtąd włączył do swoich utworów wokalnych francuski styl operowy. Pobyt Telemanna w stolicy Francji był pasmem sukcesów. Był tam znany i ceniony. Grano jego utwory, a także podejmowano go w paryskich kręgach artystycznych i intelektualnych. 

Podczas koncertu "Telemann w Paryżu" wysłuchaliśmy I Koncertu G-dur ze zbioru  "Quadri", a także Deuxième quatuor a-moll TWV 43:a2 ze zbioru Nouveaux quatuors en six suites. Ponadto zaprezentowano II Sonatę g-moll TWV 43:g1 ze zbioru Quadri i Sixième quatuor e-moll TWV 43:e4 ze zbioru Nouveaux quatuors en six suites. Obie kolekcje – Quadri i Nouveaux quatuors noszą nazwę „kwartetów paryskich”, jako że zostały stworzone z myślą o tamtejszych melomanach i muzykach. Kompozytor napisał je na wiolę da gamba i nadał im formę  uwertury francuskiej oraz suity z francuskimi tańcami. Z kolei "Quadri" to forma koncertu i sonaty odwołująca się do muzyki włoskiej, przede wszystkim do Corellego. Niewielki skład instrumentalny sprawił, że koncert kojarzył mi się bardziej z kameralnym, przyjacielskim muzykowaniem. Można było sobie wyobrazić w tej roli np. filomatów: Tomasza Zana, Adama Mickiewicza i innych, którzy chętnie tak własnie muzykowali, czerpiąc z tego radość i natchnienie do poezji. Autor „Pana Tadeusza” grał na fortepianie, na harfie i na flecie, „rzeźbiąc” w ten sposób swoją wrażliwość muzyczną. Po latach, w jednym z wykładów w College de France autor "Ballad i romansów" stwierdził wręcz: "Muzyka w utworach lirycznych to nie przygrywanie, ale główna, istotna część poezji. Ona jest jej duszą, życiem i światłem”. Telemann - również poeta - mógł mieć do muzyki i poezji podobny stosunek - to się czuje słuchając jego kompozycji. 

Jarosław Thiel (wiolonczela), Menno van Delft (klawesyn),
fot. Sławek Przerwa/NFM

Koncert w ramach Akademii Telemannowskiej miał podobne walory. Na wiolonczeli zagrał szef Wrocławskiej Orkiestry Barokowej - Jarosław Thiel, a towarzyszyli mu: Alessandro Tampieri na skrzypcach, François Lazarevitch na flecie oraz Menno van Delft na klawesynie. Przyjemność, jaką czerpał z komponowania Telemann, mogliśmy odczuć i po prostu delektować się tą muzyką. A to było dopiero preludium! 😀. 

Telemann w Pszczynie: polska pieśń poruszy duszę w drewnie


Pszczyna i w ogóle Polska okazała się dla kompozytora nowym źródłem wielu inspiracji. Wyraził to expressis verbis w swoim wierszu:

To, co radość sprawia, każdy chwali pewnie.
A przy polskiej pieśni świat cały tańcuje;
Więcej o tej muzyce bez trudu wnioskuję,
Że poruszy wszystko, nawet duszę w drewnie.

Podczas pobytu w Polsce kompozytor przebywał nie tylko w Żarach, ale także w Pszczynie na Górnym Śląsku, wyprawił się również do Krakowa. Szczególny urok miała dlań polska muzyka ludowa, w której dostrzegał jej prawdziwe "barbarzyńskie piękno", jak to określał. Szczerze zazdrościł pomysłów grającym w karczmach dudziarzom i skrzypkom ich fantazji muzycznych. "Człowiek uważny - zanotował w autobiografii - mógłby od nich w ciągu ośmiu dni zebrać pomysły na całe życie". W każdym razie przyjmuje się, że właśnie w Żarach uformowały się podstawy indywidualnego, nowatorskiego stylu  Telemanna. 

Od lewej: Vittorio Ghielmi, Dorotheę Oberlinger, Riccardo Coelati Rama,
Laurent Galliano i Marcel Comendant, fot. Joanna Stoga/NFM
Słuchając koncertu "Telemann w Pszczynie" nie miałam jednak odczucia, że pobrzmiewają w nim polskie ludowe melodie, nawet w Concerto alla Polonese G-dur. Był to Telemann cygański, węgierski i w ogóle szalony i radosny, ale nie polski. Zresztą, zespół Vittorio Ghielmi Il Suonar Prlante Orchestra, specjalizujący się w muzyce baroku (cygański barok!), jakiej nie znamy, włączył do repertuaru również innych kompozytorów. Włoski dyrygent, kompozytor i gambista w jednej osobie określany bywa jako "alchemik dźwięku”, a to za sprawą intensywności i wszechstronności swoich interpretacji. Współpraca Ghielmi z tradycyjnymi muzykami, a w szczególności ze śpiewakami z Sardynii z Cuncordu de Orosei, sprawiła, że zaczął inaczej patrzeć na dawna europejską muzykę. Jeśli  przy tej okazji nawiążemy do "ludowych fascynacji" Telemanna, to zobaczymy w tym kontekście nie tylko jakąś odległą paralelę, ale dostrzeżemy również nowe możliwości interpretacji twórczości niemieckiego kompozytora. 

Laurent Galliano (altówka) i Marcel Comendant (cymbały,
fot. Joanna Stoga/NFM
Ghelmi wraz ze swymi muzykami sięga do źródeł - do manuskryptów i opracowuje je na nowo. W przypadku Telemanna udało mu się wydobyć właśnie wątki ludowe: węgierskie, polskie, mołdawskie, a także cygańskie (lowarskie, taneczne). I jak to fantastycznie zabrzmiało! Pominąwszy już samego mistrza Ghielmi, zgromadził on wokół siebie znakomitych muzyków: grającą na różnych odmianach fletów Dorotheę Oberlinger, fantastycznych skrzypków: Stano Palúcha, Alessandro Tampieri, Nicolasa Penel, a także wirtuoza altówki - Laurenta Galliano, który grał momentami jak ...  Stéphane Grappelli.  Grającego na pięknych starych cymbałach Marcela Comendanta nazwałabym  nowym wcieleniem Jankiela. Jestem przekonana, że Telemann byłby równie zachwycony Ghielmi i jego zespołem, jak był zauroczony ową muzyką zasłyszaną w karczmie - ze względu na jej oryginalność, a także oddziaływanie. Zaiste, koncert ów mógł  poruszyć nawet duszę w drewnie!

Telemann w Hamburgu


Howard Ardman - słowo do publiczności przed koncertem,
fot. Joanna Stoga/NFM
Najbardziej jednak poruszył mnie koncert wieńczący Akademię - ze względu na repertuar i jego wspaniałą interpretację, a także z powodu przedmowy samego dyrygenta. Otóż Howard Arman powiedział mniej więcej tak:
" Telemann tworzył swoją piękną muzykę w czasach zarazy i wojen. My także żyjemy w podobnych czasach, a ta muzyka ciągle trwa i możemy odczuć jej piękno. Ten koncert jest szczególny dla mnie, bo mogę go zagrać w Polsce - kraju, który jak żaden inny przyszedł z pomocą walczącym o wolność Ukraińcom"...

Roberta Invernizzi (sopran) i chór Vocalconsort Berlin,
fot. Joanna Stoga/NFM
Po tak poruszającym wstępie wysłuchaliśmy najpiękniejszego z koncertów tegorocznej Akademii.
Rozpoczęło go tzw. małe oratorium (w opozycji do wielkiego "Der Tod Jesu" z 1755 roku), będące cyklem kantat zatytułowanym "Die Tageszeiten" ("Pory dnia"). Mieliśmy przy tym okazję usłyszeć je we wspaniałym wykonaniu Vocalconsort Berlin i znakomitych solistów, w towarzyszeniem Wrocławskiej Orkiestry Barokowej. "Pory dnia" obejmują Sinfonię i cztery kantaty, z których każda składa się z dwóch arii powiązanych recytatywem i zakończonych chórem. Każdej kantacie przypisany jest inny głos solowy: "Porankowi" sopran, "Południowi" - alt, "Wieczorowi" - tenor, "Nocy" - bas. Ponadto każdy głos solowy występuje z towarzyszącym mu instrumentem obligato, np. radosnemu sopranowi "Poranka" towarzyszy trąbka, brzmiąca jak pobudka, spokojnemu altowi "Południa" - wiola da gamba. Te wyrafinowane i precyzyjne zabiegi brzmieniowe nie mają, rzecz jasna, charakteru stricte formalnego. Kompozytorowi służą one do oddania chwały Bogu za piękno Jego stworzenia. Nawet Noc (śmierć)  nie jest człowiekowi groźna, jeśli swoją postawą chwali i miłuje Pana. Postacie mają także sens alegoryczny: Radość (sopran), Prawda (alt), Czas (tenor), Żałość (bas), a  cztery pory dnia symbolizują też etapy ludzkiego życia. 

Jake Arditti (kontratenor), fot. Joanna Stoga/NFM

Trzeba przyznać, że kompozycja znalazła znakomitych interpretatorów w postaci solistów: Roberty Invernizzi, której mieliśmy już okazję posłuchać w operze pasterskiej Georga Friedricha Händla:  „Acis, Galatea i Polifem” podczas 48 Wratislavii i której sopran zabrzmiał i tym razem pięknie, czysto i radośnie. Znakomicie zabrzmiał dysponujący szeroką skalą głosu brytyjski kontratenor Jake Arditti ("Południe"). Z wielką przyjemnością słuchałam także partii solowych niemieckiego tenora - Davida Fischera, który interesująco interpretował śpiewaną przez siebie postać. Najdobitniej jednak przemówił do mnie bas niemieckiego barytona Tobiasa Berndta, dysponującego nie tylko pięknym brzmieniem, ale także kapitalnie interpretującego tekst kantaty. Zresztą, dotyczy to także występującego w drugiej części koncertu drugiego niemieckiego basu - Felix Schwandtke. 

David Fischer (tenor) i Tobias Berndt (bas), 
fot. Joanna Stoga/NFM
Po tak wspaniałym koncercie moglibyśmy już oddać się kontemplacji, a jednak wysłuchaliśmy dzieł nie mniej pięknych. Pierwszym była podniosła kantata  "Die Donnerode", napisana przez Telemanna dla upamiętnienia ofiar trzęsienia ziemi w Lizbonie w 1755 roku. Tekst zaczerpnięto z Psalmów: 8. i 29. w wersyfikacji Johanna Andreasa Cramera. Później Telemann dodał drugą część, ponownie dotyczącą wersetów Cramera, tym razem po Psalmie 45. 
W pierwszej części kompozycja wyraża moc Bożą, która objawia się w naturze: „Głos Boga wstrząsa oceanami”, „Głos Boga spłaszcza cedry”, „Zawala dumne góry”, „Grzmi, aby został wygnany ”. Wszystko zaś jest powodem, by Go czcić, jak głosi chór otwierający: „Jak wielkie jest imię Twoje, przyozdobione taką chwałą, Panie, władco nasz, pełne mądrości i mocy!”. Pozornie nie ma to nic wspólnego z katastrofą, jaka spotkała mieszkańców Lizbony, a jednak podkreślenie Bożej mocy  i Jego panowania nad światem - w Nim zatem należy szukać pociechy i wierzyć, że ze zła wyprowadzi dobro.

Drugim utworem zaprezentowanym w tej części koncertu było "Die Auferstehung" ("Zmartwychwstanie") - dość nieoczekiwana liryczna refleksja nad zdarzeniami towarzyszącymi Zmartwychwstaniu. Z poprzednią kompozycją stanowią niejako Stary i Nowy Testament. Rozpoczyna ją obraz mroku śmierci, a kończy triumf  Syna Bożego. "Zmartwychwstanie" zawiera kwintesencję wiary chrześcijańskiej (aria sopranu). Niewiele arii, ale za to niezwykle obrazowa muzyka: krzyki dusz potępionych, przedwczesny triumf szatana, a potem jego skargi... Te nieliczne arie i recytatywy są jednak niezwykle piękne i zazwyczaj połączone z chórami. 

Tegoroczna Akademia Telemanowska, choć niewielka rozmiarami, dała melomanom nie tylko możliwość obcowania z piękną i różnorodną muzyką. Uświadomiła także, jak twórczy i otwarty na wpływ różnych kultur był ten artysta. A jeśli pozostawiła poczucie niedosytu, tym lepiej - z pewnością sprawi ono, że częściej będziemy sięgać po jego nagrania.

sobota, 20 stycznia 2018

Akademia Mozartowska: Piękna muzyka, znakomici wykonawcy

Wspaniałe koncerty i kursy mistrzowskie oraz muzyka Wofganga Amadeusza Mozarta i jego mistrzów w znakomitych aranżacjach i wykonaniu. Wystąpią m.in. Isabelle Faust i Il Giardino Armonico, Christine Schornsheim oraz Olga Pasiecznik. Akademię poprowadzi Giovanni Antonini. Na zakończenie zabrzmi "Wesele Figara".
 

Idea i tradycja Akademii

NFM już po raz trzeci organizuje Akademię poświęconą wybitnemu kompozytorowi. W minionych latach Akademię Bachowską poprowadził Philippe Herreweghe, a Händlowską - Paul McCreesh. Ten rok należy do Mozarta, m.in. z racji jego 260. rocznicy urodzin. 

Pomysł Akademii zapożyczyliśmy od Philippe Herreweghe, ale twórczo go zmodyfikowaliśmy - powiedział podczas konferencji prasowej dyrektor NFM - Andrzej KosendiakW przeciwieństwie do Maestro, każdego roku prezentujemy innego mistrza kompozycji, który prezentowany jest przez uznanego mistrza batuty. W tym roku jest to wspaniały artysta oraz zespół, któremu przewodzi - Giovanni Antonini i Il Giardino Armonico. Jednakże główną ideą Akademii jest spotkanie mistrzów ze zdolną młodzieżą, która znajduje się na początku swej drogi artystycznej.

Mozart i jego mistrzowie

Prezentując program tegorocznej Akademii, jej dyrektor artystyczny - Jarosław Thiel zapowiedział na finał  "Wesele Figara" - operę włoską, której wykonanie przypadnie na Dzień św. Walentego. Znakomici artyści, m.in. Olga Pasiecznik jako Contessa, Christian Senn  jako Conte, Veronica Cangemi - Susanna, João Fernandes - Figaro. Światowej sławy śpiewakom towarzyszyć będzie Wrocławska Orkiestra Barokowa.
Izabelle Faust/NFM

Jednak podczas trwania tegorocznej Akademii usłyszymy nie tylko Mozarta, ale także jego mistrzów: J. Haydna i C. Ph. E. Bacha. Podkreślił także, że w repertuarze tym usłyszymy wybitną niemiecką skrzypaczkę - Isabelle Faust, należącą obecnie do czołówki mistrzów tego instrumentu. Interesującym eksperymentem będzie również połączenie barokowych skrzypiec z muzyką klasyczną.

Mimo różnicy wieku Mozart zaprzyjaźnił się z Haydnem i pobierał u niego nauki - wyjaśniał podczas konferencji Jarosław Thiel. Haydn miał wielki wpływ na rozwój muzyki i powstanie stylu klasycznego - wprowadzenie nowego języka muzycznego, charakterystycznego dla klasycyzmu. To dzięki niemu Mozart mógł dalej rozwijać ten styl.

W wykonaniu Isabelle Faust i Il Giardino Armonico usłyszymy Symfonię f-moll nr 49, Hob.: I:49 "La passione” J. Haydna w zestawieniu z I Koncertem skrzypcowym B-dur KV 207 W. A. Mozarta.  

Drugi koncert ma charakter kameralny - wyjaśniał Jarosław Thiel. Mozart napisał sześć kwartetów smyczkowych zadedykowanych swojemu mistrzowi i są to najbardziej pokreślone partytury kompozytora, co dowodzi, że chciał dorównać swojemu mistrzowi. Ta muzyka kameralna antycypuje dzieła Brahmsa i Szostakowicza, jeśli chodzi o zawartość emocjonalną i nowe rozwiązania techniki kompozytorskiej.

Tak więc usłyszymy Uwerturę do opery "L’isola disabitata Hob." J. Haydna i V Koncert skrzypcowy A-dur KV 219 Mozarta.

Drugim mistrzem był dla Mozarta Carl Philipp Emanuel Bach. Był to czas, w którym generacja synów J.S. Bacha zdominowała życie muzyczne w Europie. Mozart uczył się w Londynie u Jana Christiana Bacha, a jego idolem pozostał również Philipp Emanuel Bach, którego wręcz uwielbiał. Gwiazdą tego koncertu będzie Christine Schornsheim - specjalistka wykonawstwa muzyki baroku i klasycyzmu, która tym razem zasiądzie przed pianoforte (prototypie fortepianu). Christine Schornsheim jest przy tym pedagogiem z ogromnym doświadczeniem, którym podzieli się podczas warsztatów Akademii. W jej wykonaniu usłyszymy dwa utwory C. Ph. E. Bacha oraz dwa kwartety fortepianowe Mozarta.

Młodzi muzycy z mistrzami

Kolejny koncert w ramach tych wyjątkowych spotkań, zatytułowany "Matinée", będzie podsumowaniem jednego z kursów  mistrzowskich odbywających się w ramach Akademii. Tym razem wystąpią tegoroczni podopieczni Christiny Schornsheim – wybitnej niemieckiej klawesynistki i pianistki specjalizującej się w wykonawstwie historycznym. 
 
Giovanni Antonini, fot. B. Beszlej
Zwieńczeniem kilku dni pracy ze studentami będzie koncert, który poprowadzi Stefano Barneschi  - skrzypek, koncertmistrz zespołu Il Giardino Armonico. W pracy ze studentami wspierać go będą koledzy z zespołu: skrzypek Marco Bianchi oraz wiolonczelista Marcello Scandelli. O stronę wokalną zadba Agnieszka Franków-Żelazny oraz wybitny szwajcarski bas baryton - Stephan MacLeod. W programie tego koncertu znajdzie się muzyka liturgiczna młodego Mozarta. 

Akademia Mozartowska odbędzie się w dniach od 9 do 14 lutego 2016 roku w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu.

 Zapowiedź ukazała się na portalu Kulturaonline 8 lutego 2016 r.

piątek, 19 kwietnia 2024

Bach Pasjami... /relacja z koncertów "Pasji wg św. Mateusza w NOSPR i w Narodowym Forum Muzyki/

Okres przedświąteczny był dla mnie w tym roku szczególny, miałam bowiem okazję dwukrotnego wysłuchania Pasji według św. Mateusza Johanna Sebastiana Bacha w dwóch różnych interpretacjach: Philippe'a Herreweghe w katowickim NOSPR oraz Jarosława Thiela w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Dwie różne koncepcje, inne składy chórów i różni soliści, a jednak obydwa koncerty były niezwykle poruszające...

Philippe Herreweghe dyryguje Pasją według św. Mateusza J. S. Bacha
w katowickim NOSPR, fot. materiały prasowe NOSPR

Pasja według św. Mateusza - genialne dzieło Johanna Sebastiana Bacha

Swoją kompozycją Pasji według św. Mateusza, której premiera odbyła się w Wielki Piątek 11 kwietnia 1727 roku w kościele św. Tomasza w Lipsku, Bach stworzył arcydzieło, które było i jest nadal wyjątkowe w historii muzyki. Dobór środków muzycznych, niezwykle śmiały język harmoniczny - aż do otwartego dysonansu, zawsze z intencją interpretacji teologicznej, ma również dziś wyjątkowy charakter. Bezprecedensowe połączenie trzech chórów, dwóch organów, dwóch orkiestr i ośmiu solistów wychodzących z chórów, by w w ariach i recytatywach podejmować refleksję nad tym, że odkupienie ludzkości odbyło się przez cierpienie i śmierć Chrystusa na krzyżu i że po dziś dzień wszyscy mamy w tym udział... Już druga, przejmująca aria: "Blute nur" wskazuje na związek pomiędzy niewinnym cierpieniem Jezusa a człowiekiem, który go zdradził, co jest nie tylko aluzją do Judasza, ale do nas wszystkich. 

Johann Sebastian Bach skomponował Pasję według św. Mateusza jako kantor kościoła św. Tomasza w Lipsku. Była to istotna część liturgii Wielkiego Piątku. Nabożeństwo trwało w sumie pięć godzin i przy użyciu niezwykle skomplikowanych środków muzycznych było w istocie refleksją nad historią Męki Pańskiej według Ewangelii św. Mateusza. Po pierwszej części nastąpiło około godzinne kazanie, po którym przedstawiono dłuższą część drugą. 

Pasji według św. Mateusza słucham od lat w różnych wykonaniach: zarówno na żywo, zazwyczaj podczas corocznych koncertów przed Wielkanocą, posiadam też w swojej fonotece kilka jej znakomitych wersji, z których najwyżej cenię sobie nagranie z 1999 roku w wykonaniu Collegium Vocale Gent pod Philippe Herreweghe, z Ianem Bostridgem jako Ewangelistą, Dietrichem Henschelem w roli Jezusa, z udziałem Andreasa Scholla, którego aria "Erbarme Dich, mein Gott" przeszła do historii. W ubiegłym roku, przy okazji pobytu w Amsterdamie, dokąd udałam się na wystawę Vermeera, wysłuchałam w Concertgebouw obu Pasji Bacha: Janowej - w interpretacji René Jacobsa oraz Mateuszowej, którą poprowadził John Butt, z Nicholasem Mulroy`em jako Ewangelistą i Matthew Brookiem jako Chrystusem. Mimo tych wieloletnich spotkań z Pasjami Bacha, ich ponowne wysłuchanie jest dla mnie zawsze mocnym przeżyciem. Tak było i tym razem. 

John Eliot Gardiner w swojej książce "Muzyka w Zamku Niebios. Portret Johanna Sebastiana Bacha" próbuje wyjaśnić to silne oddziaływanie Pasji wg św. Mateusza, porównując ją do greckiej tragedii o królu Edypie. Mimo że Grecy doskonale znali tę historię, z jej brutalnością, moralnym zgorszeniem, cierpieniem i poniżeniem jej bohatera, to jednak dawali się porwać relacji Sofoklesa, jakby ją słyszeli po raz pierwszy, przeżywając litość i trwogę (katharsis). Podobnie było zapewne z wiernymi zgromadzonymi w Wielki Piątek, 11 kwietnia 1709 roku w Kościele św. Tomasza w Lipsku, choć znali doskonale zapisaną w Ewangelii św. Mateusza historię Męki Pańskiej. Podobnie jest także z nami, ponieważ emocje wypływające z towarzyszenia ludzkiemu dramatowi są ponadczasowe i ciągle na nas oddziałują. A cóż dopiero wtedy, gdy tym człowiekiem, który niewinnie cierpi, jest sam Zbawiciel... 

Muzyka Bacha ma strukturę dramatyczną, a jej założeniem było oddziaływanie na zmysły, wyobraźnię i duchowość słuchaczy. Bach zrównoważył relację Ewangelisty refleksjami zatroskanych świadków wydarzeń, zawartymi w komentarzach (arioso) i w modlitwie (arie). Widać to szczególnie dobrze w wersji Sir Simona Rattle z Orkiestrą Filharmonii Berlińskiej i Chórem Radia Berlińskiego z 2010 roku, mającej częściowo teatralny charakter, ale bardziej w duchu teatru greckiego, w znaczeniu, o którym pisałam w związku z tragedią Edypa. Reżyser Peter Sellars zaprzeczał zresztą próbom nazwania tego teatrem, twierdząc, że jest to rodzaj modlitwy, medytacji. 

Pasja według św. Mateusza w NOSPR, 23 marca 2024,
fot. materiały prasowe NOSPR


Pasja według św. Mateusza w katowickim NOSPR

Prezentacją Pasji w katowickim NOSPR – sali słynnej ze wspaniałej akustyki – Philippe Herreweghe rozpoczął realizację swojego nowego projektu, będącego kolejną próbą zmierzenia się z tym genialnym dziełem, co dowodzi, że Maestro jest ciągle w pełni sił twórczych, pomimo ukończenia osiemdziesięciu lat. Siedząc blisko i nieco z boku sceny, miałam tym razem niebywałą okazję przyglądać się, jak pracuje z orkiestrą, chórem i solistami. Herreweghe nie jest bynajmniej typowym dyrygentem – ze swoimi muzykami porozumiewał się za pomocą spojrzeń, dyskretnych gestów, przybliżając się często do wykonawców, którzy akurat śpiewali swoje arie albo wykonywali sola na instrumentach. To silna, charyzmatyczna osobowość: znakomicie panuje nad całością, a jednocześnie ma dar współtworzenia, współbycia z członkami zespołu. Czasami jednak, w partiach solowych z akompaniamentem jednego instrumentu, siadywał z boku – jakby chciał dać do zrozumienia, że pozostawia przestrzeń wykonawcom, do których ma absolutne zaufanie.

Philippe Herreweghe podczas koncertu, fot. Marek Cisek

Nic zresztą dziwnego, bo w projekcie znaleźli się wykonawcy znakomici, a przy tym odniosłam wrażenie, że Maestro dobierał ich wedle barwy głosu, co sprawiło, że całość zabrzmiała inaczej. Wystąpiło trzech tenorów (w tym Julian Prégardien, który "odziedziczył" tę rolę po swoim słynnym ojcu, ale wykonał ją zupełnie  inaczej, bardziej dramatycznie), z których każdy śpiewał w sposób wyjątkowy: Hugo Hymas, dysponujący ciepłym tenorem, podobnym nieco do głosu słynnego angielskiego śpiewaka: Anthony Rolfe Johnsona, brzmiał inaczej niż  Benedict Hymas, współpracujący z Maestro już wcześniej, chwalony za rolę Ewangelisty i dysponujący inną barwą głosu, choć równie piękną, liryczną. Podobnie było z kontratenorami, których również było dwóch i obaj dysponowali innymi barwami głosów, jednak zdecydowanym faworytem tego koncertu okazał się Hugh Cutting – artysta o niepowtarzalnej barwie i skali głosu, który już kończąc studia w Royal College of Music otrzymał z rąk Króla Karola III Złoty medal im. Sourindry Mohun Tagore. Mimo młodego wieku, z Pasją wg św. Mateusza wystąpił w Carnegie Hall, śpiewał także kantaty, a w sezonie 2023/24 ponownie pracuje z Les Arts Florissants i Williamem Christie, przygotowując niejeden wspólny projekt. Głos ma doprawdy niepowtarzalny – po koncercie w NOSPR zasłużenie otrzymał gorącą owację. Arią "Erbarme Dich" poruszył nas dogłębnie. 

Hugh Cutting, fot. materiały prasowe NOSPR

Nie mogę również nie wspomnieć o wykonawcy roli Jezusa - austriackim śpiewaku operowym Florianie Boeschu, współpracującym m. in. z Giovannim Antoninim czy z sir Simonem Rattle. Głęboki, piękny baryton – kreował postać Jezusa wspaniale, z dostojeństwem, a także przejmująco dramatycznie w scenie, kiedy Zbawiciel umiera na Krzyżu ze słowami "Boże mój, czemuś mnie opuścił?".

Dwa pozostałe barytony o męskiej sile i pięknych konturach zaprezentowali: Philipp Kaven jako Piłat i Konstantin Krimmel jako Piotr. Istotny w interpretacji Pasji Mateuszowej był również podział na dwa niewielkie składem chóry (po sześć osób z lewej i prawej strony), z których wyłaniali się soliści. To, co napisałam o wybranych solistach, można by odnieść do instrumentalistów, którzy im pięknie towarzyszyli, ale w ten sposób moja relacja rozrosłaby się do niebywałych rozmiarów...

Dość powiedzieć, że w swojej najnowszej wersji Pasji według św. Mateusza Philippe Herreweghe  zdaje się zmierzać do  klarownej interpretacji stworzonej przez Bacha genialnej kompozycji, stosując tym razem oszczędne środki, niejako upraszczając się. Skład orkiestry i chórów jest skromniejszy, nie ma też chóru chłopięcego ani organów. Prostota, szlachetny umiar i pięknie brzmiące głosy w towarzystwie pojedynczych instrumentów nadają tej interpretacji jakiś intymny, sprzyjający skupieniu i osobistemu przeżyciu, wymiar. O tym, że tak wykonana Pasja Mateuszowa poruszyła serca i wyobraźnię słuchaczy, świadczył aplauz tak głośny, że można by go porównać z widownią koncertów zespołów rockowych. Maestro Herreweghe zdawał się być nim tak oszołomiony, że zapomniał podziękować za występ wykonawcy roli Jezusa, centralnej postaci Pasji...

Florian Boesch w roli Jezusa, fot. materiały prasowe NOSPR


Pasja według św. Mateusza we wrocławskim Narodowym Forum Muzyki


Pasja według św. św. Mateusza w NFM we Wrocławiu,
fot. Joanna Stoga
Wrocławski koncert odbył się 27 marca i poprowadził go Jarosław Thiel – dyrektor Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, a także wiolonczelista. Zważywszy, że wystąpiły dwa chóry: Chór NFM oraz Chór Chłopięcy NFM, a ponadto soliści – zadanie miał niełatwe. Thiel również nie jest typowym dyrygentem, choć w innym tego słowa znaczeniu niż Herreweghe. W wywiadzie udzielonym mi przed paru laty stwierdził, że czuje się bardziej wiolonczelistą ("Bardziej wiolonczelista niż dyrygent"), a jednak w perspektywie tego koncertu można to uznać za rodzaj kokieterii. Jarosław Thiel prowadzi ponadto Akademie Muzyki Dawnej (zanim stanął za pulpitem dyrygenckim, był świeżo po Akademii Francuskiej, która wypadła doskonale). Z pewnością jest dyrygentem bardziej od Herreweghe ekspresyjnym i zaprezentował melomanom Pasję Mateuszową inaczej, porywając bez reszty wrocławską publiczność, o czym świadczyła owacja na stojąco. Bo też była to wspaniała Pasja!

W centrum: Jarosław Thiel, fot. Joanna Stoga
Już sam początek Pasji Mateuszowej: "Kommt, Ihr Tochter" wywołuje dreszcz emocji. Potężny wielogłosowy chór przenosi nas niejako do centrum wydarzeń. We wrocławskiej Pasji 24-osobowy chór (po 12 chórzystów po lewej i prawej stronie) zabrzmiał mocno – to głos społeczności, która uczestniczy w wydarzeniach, jest ich narratorem i komentatorem, a jednocześnie głosami wiernych i (w scenach Męki) i wściekłego, agresywnego tłumu krzyczącego "Ukrzyżuj!". Chóru NFM słuchałam wielokrotnie, także w Pasjach i śmiem twierdzić, że potrafi zaśpiewać WSZYSTKO i znakomicie odnajduje się zarówno w wielkim repertuarze, jak i wówczas, gdy śpiewa a capella angielskie pieśni ludowe (koncert "W Anglii zielonej, kraju łąk" pod P. McCreeshem). I tym razem interpretował Bacha wspaniale, zaś od czasu do czasu wyłaniały się z chóru pojedyncze głosy śpiewające drugoplanowe postaci, jak choćby Judasza. W pierwszej części Pasji usłyszeliśmy także głosy dziecięce, będące symbolem niewinnego Baranka. Chór Chłopięcy NFM wystąpił w nieco pomniejszonym składzie siedemnastu głosów, ale zabrzmiał czysto i pięknie. 

Chór NFM, fot. Joanna Stoga
Wielkim atutem zaprezentowanej we Wrocławiu Pasji Mateuszowej byli także soliści. Jarosław Thiel zaprosił do współpracy prawdziwe tuzy. W roli Ewangelisty wystąpił James Gilchrist - angielski tenor znany ze znakomitych interpretacji utworów J. S. Bacha. Współpracował m. in. z sir Johnem Eliotem Gardinerem przy realizacji projektu tzw. kantat pielgrzymkowych, a także w projekcie Tona Koopmana i Amsterdam Baroque Orchestra & Choir, aby nagrać wszystkie dzieła wokalne Bacha. Śpiewał też Pasję według św. Mateusza w Concertgebouw. Czy można było znaleźć lepszego wykonawcę do tej roli... Był znakomity: dramatyczny, ale inaczej niż Prégardien, na sposób bardziej zniuansowany i dojrzały. W moim odczuciu był tego koncertu niekwestionowanym faworytem. 

James Gilchrist jako Ewangelista, fot. Joanna Stoga
Drugi zaproszony angielski tenor Ian Bostridge, bardziej może od Gilchrista znany, a to za sprawą spektakularnych sukcesów nie tylko w nagraniach Bacha (śpiewał m. in. rolę Ewangelisty w wymienionym przeze mnie nagraniu z Ph. Herreweghe), ale także jako "specjalista od Schuberta" (napisał interesującą pracę o jego "Podróży zimowej") i nagrodzony wykonawca "Pięknej młynareczki". Z pewnością niezwykle utalentowany i mimo upływu lat – dysponujący pięknym, mocnym głosem, a jego interpretacje utworów muzycznych są zwykle najwyższej próby. Tak było i tym razem. Był wspaniały, ale, jak sądzę, niedostatecznie wykorzystano jego udział w Pasji. 

Ian Bostridge, fot. Joanna Stoga
W roli Jezusa wystąpił Yannick Debus – baryton znany z wielu ról operowych, wielokrotnie współpracujący z René Jacobsem i Freiburg Baroque Orchestra. Przejmujący głos o wspaniałej barwie i nieprzenikniona twarz, co może dziwić, zważywszy, że jest przede wszystkim śpiewakiem operowym. Nie rozczarował mnie również amerykański kontratenor Terry Wey, który pięknie zaśpiewał "Erbarme dich, mein Gott". I nie tylko, ale ta aria zawsze najbardziej mnie porusza... Towarzyszył mu wspaniały skrzypek barokowy - Zbigniew Pilch. Nie sposób wymienić wszystkich solistów i muzyków, dość powiedzieć, że podczas tego szczególnego koncertu dali popis swojego kunsztu. Porwali publiczność, która nagrodziła ich gromkimi brawami.  

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty