Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Eugeniusz Get-Stankiewicz, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Eugeniusz Get-Stankiewicz, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2026

60 lat teatrów jednego aktora we Wrocławiu /19 października 2026/

19 października będziemy świętować 60 lat teatrów jednego aktora we Wrocławiu! Z tej to okazji we Wrocławskim Teatrze Lalek zostaną zaprezentowane dwa monodramy: Wiesława Komasy, który zadebiutował we Wrocławiu w 1971 roku spektaklem "Wołający" oraz Agaty Kucińskiej, która za "Sny" wg Iwana Wyrypajewa otrzymała w 2005 roku Nagrodę Dziennikarzy WROSTJA. Odbędzie się też rozmowa o początkach przeglądu monodramów we Wrocławiu z udziałem dziennikarzy, profesorów i aktorów. Pomysłodawcą przeglądu i jego organizatorem  przez ponad 50 lat  jest Wiesław Geras – dziennikarz i animator kultury.

Pierwszy Przegląd Teatrów Jednego Aktora odbył się w dniach od 17 do 19 października 1966 roku w Piwnicy Świdnickiej we Wrocławiu. Wiesław Geras zaprosił wówczas 16 spektakli Wystąpili m. in.: Wojciech Siemion ze "Zdradą" wg Izaaka Babla, Irena Jun z "Pastorałkami polskimi", Andrzej Dziedziul z "Orfeuszem" na podst. tekstów Leszka Kołakowskiego, Danuta Michałowska z monodramem "Komu bije dzwon", Kalina Jędrusik z "Tabu" na podst. powieści Jacka Bocheńskiego, Andrzej Łapicki w "Sposobie bycia" wg noweli Stanisława Dygata... Przeglądowi towarzyszyły pokazy filmów i wystawa fotosów aktorów biorących w nim udział. Ponadto w Piwnicy Świdnickiej i innych klubach odbywały się spotkania i dyskusje o obejrzanych monodramach, w których wzięli udział nie tylko aktorzy, ale także pisarze i dziennikarze: Tadeusz Różewicz, Krzysztof Teodor Toepltz... Ukazywała się gazetka festiwalowa, a w niej entuzjastyczne relacje i recenzje. Zainteresowanie było ogromne!

Kolejny przegląd, który odbył się w 1967 roku, miał już charakter konkursu, a pierwszym laureatem został Tadeusz Malak, nagrodzony za monodram "W środku życia". Eugeniusz Get-Stankiewicz ofiarował Wiesławowi Gerasowi grafikę "Hamlet", która odtąd stanie się oficjalnym logo WROSTJA, zamieszczanym później również na drukach, programach i okładkach książek z serii wydawniczej "Czarna książeczka z Hamletem", poświęconej teatrowi jednego aktora.

W 2016 roku uczestniczyłam w jubileuszowej 50. edycji Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora. Ponownie wystąpił wówczas Tadeusz Malak, tym razem w monodramie pod znaczącym tytułem "Powrót do źródeł...". Pojawiła się także Dorota Stalińska z monodramem "Żmija", który powstał w 1978 roku i najpierw otrzymał I Nagrodę na 13. OFTJA w Toruniu, a następnie Grand Prix na 11. WROSTJA w 1987 roku. Aktorka gra go nadal z wielkim powodzeniem. Prawdziwym brylantem 50. WROSTJA była litewska aktorka Birutė Mar, która odwiedzała Wrocław wielokrotnie i tym razem zaprezentowała monodram na kanwie prozy Fiodora Dostojewskiego: "Anioły Dostojewskiego". Po jubileuszu festiwal został przeniesiony do Torunia, odbywał się też w innych miastach, nad czym bardzo ubolewam do dziś. Dzięki niemu bowiem w latach 70. i później miałam okazję obejrzeć wiele wspaniałych monodramów. To było dla mnie zawsze wspaniałe święto teatru. Cieszy więc, że dla uczczenia 60. rocznicy powstania przeglądu we Wrocławiu będzie okazja przeżycia tego raz jeszcze, choć w zdecydowanie skromniejszej formie. 

Za kilka dni zobaczymy dwa wyjątkowe monodramy. Autorką pierwszego jest Agata Kucińska, która tym razem zaprezentuje spektakl "Hałas" w swojej własnej reżyserii. Drugi monodram ma charakter autobiograficzny. "Mieć jak rzeka swoje źródło" przygotował Wiesław Komasa, który w tym roku obchodzi 55-lecie pracy artystycznej i który pragnie w ten spektakularny sposób zakończyć swoją wieloletnią karierę.

Pomiędzy spektaklami będzie można wziąć udział w rozmowie o początkach przeglądu monodramów we Wrocławiu.


PROGRAM

15.00
Agata Kucińska: "Hałas"

 – monodram inspirowany książką Małgorzaty Halber

16.30
Rozmowa "Zaczęło się we Wrocławiu" w 1966 roku 

z udziałem dziennikarzy, profesorów, ludzi teatru: 

prof. Janusz Degler, prof. Tomasz Miłkowski, dr hab. Katarzyna Flader-Rzeszowska, prof. Marzenna Wiśniewska, poeta, aktor, eseista Bogusław Kierc, prof. Mirosław Kocur, red. Mariusz Urbanek, red. Elwira Militowska, Wiesław Geras  – dziennikarz, animator kultury, organizator i pomysłodawca przeglądów teatru jednego aktora.

18.30
Wiesław Komasa: "Mieć jak rzeka swoje źródło" 

 – monodram autobiograficzny, premiera wrocławska

Gdzie: Wrocławski Teatr Lalek

Wywiad z Wiesławem Gerasem - pod tym linkiem


czwartek, 8 maja 2025

FETA GETA” – hołd dla twórczości Eugeniusza Geta Stankiewicza w Muzeum Współczesnym Wrocław

Muzeum Współczesne Wrocław zaprasza na otwarcie wystawy „FETA GETA”, poświęconej twórczości Eugeniusza Geta Stankiewicza, które odbędzie się 17 maja 2025 roku o godzinie 17:00. Ekspozycja ta to wyjątkowa okazja do spotkania z jednym z najbardziej oryginalnych twórców polskiej grafiki drugiej połowy XX wieku. Wystawa prezentuje wybrane prace artysty – od plakatów i druków użytkowych, po metaforyczne autoportrety i fantazyjne przedstawienia zwierząt. 


Koncepcja wystawy: „FETA GETA”

Wystawa „FETA GETA” to prezentacja prac Eugeniusza Geta Stankiewicza – artysty niezależnego, wybitnego grafika, twórcy o wyjątkowym dorobku, wielokrotnie porównywanego do Albrechta Dürera. Ekspozycja stanowi przegląd jego wieloletniej praktyki artystycznej, ukazując charakterystyczne dla niego podejście do grafiki użytkowej i warsztatowej, autoportretu, metafory wizualnej i symboliki.


Idea przewodnia i tematyka

Eugeniusz Get Stankiewicz w swojej twórczości konsekwentnie zacierał granice między grafiką użytkową a warsztatową, czego wyrazem była m.in. jego praca dyplomowa – projekt książeczki Kochankowie z Toledo oraz afisz do spektaklu Exodus krakowskiego Teatru Stu. Oba projekty, oparte na odważnym, wizualnie silnym przekazie, cechuje prostota i enigmatyczność – elementy obecne w całej twórczości artysty.

Autoportret w czapeczce maskującej, 1989, miedzioryt kolorowany,
skan książki Mirosława Ratajczaka, Get Eugeniusza Stankiewicza

Motywy graficzne w jego pracach często przybierały formę rebusów, pełnych humoru, aluzji i metafor, tworząc osobisty język wizualny. Stały się one kroniką życia kulturalnego – zwłaszcza studenckiego – oraz wydarzeń artystycznych drugiej połowy XX wieku.

Charakterystyczne są także liczne przedstawienia zwierząt, również fantastycznych, oraz liczne autoportrety – głowa, twarz, palec z odciskiem linii papilarnych – w których artysta twierdził, że „przedstawia siebie, bo siebie zna najlepiej”.

Główne zagadnienia wystawy:

  • Grafika jako rebus – forma pełna symboliki i intelektualnej gry z odbiorcą.
  • Autoportret i obecność artysty – ciało, twarz i tożsamość jako nośnik sensów.
  • Zwierzęta i ornamentyka – barwne, fantazyjne przedstawienia o stylistyce secesyjno-barokowej.
  • Granica między użytkowością a sztuką – konsekwentne łamanie podziałów estetycznych i formalnych.

Narracja kuratorska i aranżacja przestrzeni

Wystawa ukazuje wybrane prace Stankiewicza, m.in. plakaty, druki, książeczkę dyplomową i afisz teatralny, stanowiące kluczowe momenty jego twórczości. Kompozycja ekspozycji pozwala na prześledzenie wizualnych i ideowych wątków obecnych w jego pracy – od inspiracji Dürerem, przez twórcze eksperymenty graficzne, po autoportret jako manifest osobisty.

Wesele, plakat, 1986


Artysta: Eugeniusz Get Stankiewicz

Eugeniusz Get Stankiewicz (1942–2011) był grafikiem, twórcą plakatów, książek, ilustracji i instalacji, absolwentem PWSSP we Wrocławiu. Pozostawił po sobie bogaty dorobek twórczy, w którym łączył niezależność intelektualną z formalną dyscypliną. Tworzył w technikach szlachetnych, takich jak miedzioryt, akwaforta i mezzotinta, często łączonych ze sobą. Jego twórczość stanowi unikatowe zjawisko w historii współczesnej grafiki polskiej.


O Muzeum Współczesnym Wrocław (MWW):

Historia i misja:

Muzeum Współczesne Wrocław działa od 2011 roku jako instytucja kultury podlegająca Prezydentowi Wrocławia. Skupia się na prezentacji i popularyzacji sztuki współczesnej, szczególnie twórczości wrocławskiej, a także na działalności edukacyjnej i społecznej.

Unikalna lokalizacja:

Muzeum mieści się w modernistycznym schronie z 1942 roku przy placu Strzegomskim – znanym jako „schron dla sztuki”. Jego architektura tworzy wyjątkową scenografię dla wystaw.

Instalacja sąsiednia:

Przy muzeum znajduje się rzeźba „Pociąg do nieba” Andrzeja Jarodzkiego – parowóz Ty2-1035 „wjeżdżający” w niebo, symbol przemiany i podróży w czasie.

informacja prasowa

sobota, 18 stycznia 2020

Od zaklinaczy czasu po collage. Co zobaczymy Muzeum Narodowym we Wrocławiu w 2020 roku?

W 2020 roku Muzeum Narodowe we Wrocławiu przygotowało kilka interesujących wystaw. W gmachu głównym zostanie m. in. zaprezentowana secesja, chińska porcelana oraz obrazy Jana Lebensteina. W Pawilonie Czterech Kopuł podziwiać będziemy instalacje amerykańskie Ewy Kuryluk, a w Muzeum Etnograficznym, oprócz dorocznej ekspozycji wielkanocnej, zobaczymy "Makatkę wywrotową" (tak, tak!), a także "Zaklinaczy czasu. Kolędniczy teatr obrzędowy". 

Gmach główny MN we Wrocławiu, fot. ze strony Muzeum

Secesja / Art Nouveau / Jugendstil
18.02–19.04.2020
Kurator wystawy: Jacek Witecki
Kameralna prezentacja secesyjnych wyrobów ze srebra, cyny i innych metali projektu takich artystów jak Hugo Leven, Theo Blum, Friedrich Adler czy Ernest Sanglan.

Materiały prasowe MN we Wrocławiu

Wiosna w seladonowej wazie. Chińska porcelana z manufaktury Mistrza Jiang
23.03–31.05.2020
Kuratorka wystawy: Dorota Róż-Mielecka
Współpraca: Instytut Sun Keng yao w Longquan i Stowarzyszenie Polsko-Chińskie na Rzecz Kultury i Sztuki
Longquan, położone pośród gór niewielkie miasto w prowincji Zhejiang, jest kolebką chińskiej ceramiki. W tutejszych manufakturach wytwarza się nieprzerwanie od dziesięciu stuleci porcelanowe przedmioty pokryte charakterystycznym szkliwem w różnych odcieniach zieleni, błękitu i szarości. Tak zwane seladony są od wieków symbolem chińskiej kultury. Współczesne seladony z Longquan nadal wytwarza się tradycyjnymi metodami, a tutejsza technologia wypału została wpisana na Światową Listwę Dziedzictwa Narodowego UNESCO w 2007 roku.
Na wystawie pokazanych zostanie prawie 100 prac Jiang Tongleia, jednego z najbardziej znanych ceramików z Longquan, oraz jego syna, który kontynuuje rodzinne tradycje ceramiczne. W swojej manufakturze artysta wykonuje zarówno artystyczne obiekty unikatowe, jak i użytkowe. Powiela klasyczne formy z epoki Song (960–1279 ) i tworzy własne.

Chińska porcelana, Materiały prasowe MN we Wrocławiu

Panorama Siedmiogrodzka, czyli bitwa pod Sybinem w 1849 r.
11.05–30.08. 2020
Kurator wystawy: dr Romuald Nowak
Prezentacja 38 fragmentów monumentalnej „Panoramy Siedmiogrodzkiej” namalowanej we lwowskiej rotundzie od kwietnia 1897 do marca 1898 r. przez Jana Stykę i jego węgierskich współpracowników. Obraz pokazywany był m.in. we Lwowie, Budapeszcie i Warszawie, a następnie Styka zdecydował się podzielić go na części, które były potem sprzedawane lub rozdawane jako podarunki. Prezentowane na wystawie fragmenty pochodzą ze zbiorów polskich muzeów, przede wszystkim z Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Wystawa zorganizowana z okazji jubileuszu 35-lecia udostępnienia „Panoramy Racławickiej” we Wrocławiu.


Panorama Siedmiogrodzka, Materiały prasowe MN we Wrocławiu

Płaszczyzna porozumienia. Stoły w XVIII i XIX wieku
29.06–27.10.2020
Kuratorka wystawy: Małgorzata Korżel-Kraśna
Prezentacja różnych typów stołów i stolików, bogactwa kształtów i dekoracji oraz, co najważniejsze, spełniających przez nie funkcji. Celem wystawy jest zwrócenie uwagi na niezwykłą rolę, jaką ten mebel odgrywał w historii, jak jednoczył użytkowników przy zabawie, pracy, posiłkach oraz był pomocny w rozwiązywaniu wszelkich konfliktów; a także pokazanie przemian, jakim podlegał od XVIII do XIX wieku, czyli w czasie kiedy królował w salonach i jadalniach.
Zabytki pochodzić będą głównie ze zbiorów własnych Muzeum Narodowego we Wrocławiu, które szczyci się jedną z większych kolekcji zabytkowych mebli w Polsce.

Płaszczyzna porozumienia. Stoły XVIII i XIX wieku, Materiały prasowe MN we Wrocławiu

Marek Oberländer i Jan Lebenstein. Totemiczny znak ludzkiej figury
26.10.2020–21.02.2021
Kuratorka wystawy: Magdalena Szafkowska

Prawie 150 prac wybitnych polskich artystów Marka Oberländera (1922–1978) i Jana Lebensteina (1930–1999) można będzie zobaczyć na tej wystawie.
Pokazywane dzieła oscylują wokół zagadnienia obrazowania postaci ludzkiej po doświadczeniach II wojny   światowej i Zagłady, kiedy tradycyjny sposób przedstawienia okazał się niestosowny, niemoralny i niemożliwy. Wobec niewyobrażalnego zła Oberländer i Lebenstein, dotkliwie nim doświadczeni, w podobnym czasie podjęli poprzez sztukę próbę konfrontacji z rozpaczą, samotnością, degradacją istoty człowieczeństwa. Podobnie jak wielu innych artystów, przedstawicieli tzw. nowej figuracji (jak Moore, Wróblewski, Kantor, Szapocznikow czy Abakanowicz), zastąpili ludzki kształt swoistym znakiem, totemem, symbolem.


Marek Oberländer i Jan Lebenstein. Totemiczny znak ludzkiej figury,
materiały prasowe MN we Wrocławiu

Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej



Biel i cień. Instalacje amerykańskie Ewy Kuryluk
6.06–30.08.2020
Kuratorki wystawy: dr Barbara Banaś i Zofia Gebhard

Monograficzna wystawa kolekcji prac Ewy Kuryluk ukazująca po raz pierwszy polskiej publiczności obszerny wybór instalacji realizowanych przez artystkę w latach 80. i 90. XX w. w Ameryce – od pierwszego pokazu w 1981 roku w Medellin (Kolumbia) po Edmonton (Kanada, 2001).
Aktywnie wystawiająca w Polsce artystka znana jest odbiorcom przede wszystkim jako autorka przejmującej rodzinnej opowieści zamkniętej w książkach: Goldi, Frascati i Feluni. Historia rodzinna stała się także impulsem do powstania cyklów kolażowych instalacji artystki Lecą żółte ptaki (2001–2003), Tabuś (2005), Statek (2006), Kraków 1946 – ostatnia żółta instalacja (2019).
Ewa Kuryluk po latach zdecydowała się na pokazanie w kraju swoich wczesnych malowanych i drapowanych tkanin, określanych przez nią wspólnym mianownikiem „instalacji amerykańskich”.
Jeszcze w latach siedemdziesiątych wpisująca się w nurt malarstwa hiperrealistycznego, lekko surrealizującego odrzuciła ten język artystycznej ekspresji. Niemożność malowania, narastająca po dramatycznych doświadczeniach osobistych (próby samobójcze brata Piotra) sprawiła, że Kuryluk odkryła dla siebie nową przestrzeń, nową płaszczyznę „rozmowy”. Stała się nią biała połać tkaniny, na której czerwonym tuszem kreśliła kontury – twarzy, fragmentów ciała, ludzkiej sylwetki. Działania te ewoluowały w przestrzeni, gdy artystka zaczęła nadawać malowanym tkaninom kształty, drapując je, upinając, osadzając na krzesłach, sofach, wyprowadzając w plener. Wiele z powstałych wówczas prac ma szalenie intymny, zmysłowy, niekiedy wręcz erotyczny charakter.
Na wystawie pokazanych zostanie kilkanaście instalacji, m.in. materie pokryte tekstami, nazwane przez artystkę Rysopisami, o których mówiła: „Rysuję, czego nie mogę napisać. Piszę, czego nie mogę narysować”.


Collage – klejone światy
10.10.2020–10.01.2021
Kuratorka wystawy: Anna Chmielarz


Wystawa jest próbą pokazania ewolucji oraz różnorodności kolażu (form, technik, materiałów), który przez lata był i nadal jest używany przez artystów do rozmaitych celów. Za pomocą kolażu artyści tworzą nową, surrealną rzeczywistość obrazu, ocalają fragmenty świata, który już przeminął. Sztuka kolażu w przewrotny sposób kontestuje rzeczywistość i wciąż odgrywa ważną rolę w kontrkulturze. Kolaż nadal pełni istotną funkcję w ilustracji prasowej, ale też służy dokumentacji działań performatywnych, konceptualnych. Znalazł swoje miejsce również w muzyce w postaci kompozycji opartych na samplingu.
Na wystawie można będzie zobaczyć powstałe na przestrzeni ostatnich stu lat prace wybitnych polskich i zagranicznych twórców takich jak: Kurt Schwitters, Max Ernst, Aleksander Krzywobłocki, Margit Sielska, Henryk Stażewski, Mieczysław Berman, Tadeusz Kantor, Jerzy Skarżyński, Jonasz Stern, Władysław Hasior, Zbigniew Makowski, Kazimierz Mikulski, Jiři Kolář, Krzesława Maliszewska, Zofia Rydet, Zdzisław Beksiński, Eugeniusz Get-Stankiewicz, Izabella Gustowska, Zofia Kulik, Lech Twardowski, Grupa Luxus i inni.



Muzeum Etnograficzne



Podlwowska wieś Sokolniki na dawnej fotografii
31.01–9.04.2020 
Kuratorki: Hanna Golla (ME) i dr Małgorzata Michalska (Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej we Wrocławiu)

Sokolniki to duża wieś leżąca zaledwie kilka kilometrów na południe od Lwowa. Do II wojny światowej żyła tu prawie wyłącznie ludność polska. Po wojnie zaś tylko nieliczni zostali w rodzinnej miejscowości, a zdecydowana większość została przesiedlona na tzw. Ziemie Odzyskane. Pierwsze wzmianki o Sokolnikach pochodzą z 1397 r. jako o wsi królewskiej, której nazwa pochodzi od zajęcia osadników, hodujących sokoły dla dworu. Na wystawie pokazane zostaną pamiątki (strój ludowy charakterystyczny dla wsi Sokolniki, święte obrazy, przedmioty codziennego użytku itp.) oraz fotografie, na których można zobaczyć obrzędy weselne, obrzędy religijne, działalność organizacji, życie codzienne.

informacja prasowa


sobota, 29 grudnia 2018

Dürery z kolekcji Książąt Lubomirskich na wystawie w Ossolineum /relacja z wystawy/

W dniu 25 kwietnia 2009 roku otwarto w Ossolineum niezwykłą pod wieloma względami wystawę. Tytuł „Dürery XX. Lubomirskich” kryje nie tylko dramatyczną historię utraconych grafik, ale także ideę artystycznego dialogu. Czego dotyczy ów dialog i kim są jego uczestnicy – to pytania, które zapewne stawiał sobie każdy, kto na wystawę przybył i stał się poniekąd uczestnikiem tego dialogu.


Skąd Dürer w Ossolineum?


Przedwojenne Ossolineum było nie tylko wspaniałą biblioteką. Jego integralną część stanowiło wydawnictwo oraz Muzeum Książąt Lubomirskich, które powstało w wyniku porozumienia między Józefem Maksymilianem hrabią Ossolińskim a księciem Henrykiem Lubomirskim, który wzbogacił zbiory Zakładu Narodowego o wspaniałą kolekcję dzieł sztuki. Było wśród nich m.in. 30 rysunków przypisywanych Albrechtowi Dürerowi, genialnemu artyście renesansowemu. W roku 1929 historycy sztuki Mieczysław Gębarowicz i Hans Tietze wydali katalog rysunków norymberskiego mistrza i po niezwykle rzetelnych i żmudnych kwerendach i dociekaniach nieomal detektywistycznych ocenili, że 24 z nich należy przypisać Dürerowi. Jak się później okaże, miało to daleko idące konsekwencje.

Kolekcję zaprezentowano po raz pierwszy w roku 1928 na wystawie jubileuszowej w Muzeum Lubomirskich we Lwowie oraz w Germanisches Nationalmuseum w Norymberdze. W 1936 r. III Rzesza wypożyczyła je na wystawę zorganizowaną z okazji olimpiady. Wybuchła wojna. 2 stycznia 1940 roku w miejsce Zakładu Narodowego im. Ossolińskich powołano Lwowską Filię Biblioteki Akademii Nauk USRS w Kijowie i przejęto zbiory ossolińskie, a następnie zlikwidowano Muzeum Lubomirskich. Kiedy do Lwowa wkroczyli Niemcy, w listopadzie 1941 utworzono z kolei Staatsbibliothek – II Oddział Biblioteki Państwowej. Jej komisarycznym zarządcą został profesor Gębarowicz, który jednocześnie pełnił funkcję konspiracyjnego dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z nadania księcia Andrzeja Lubomirskiego (syna Henryka).
Jak w dobrze skonstruowanym filmie sensacyjnym, już na drugi dzień po zajęciu Lwowa, tj. 2 lipca 1941 roku, dr Kai Mühlmann, komisarz do spraw zabezpieczenia dzieł sztuki w Generalnym Gubernatorstwie, rozpoczął poszukiwania kolekcji Dürera. Ostatecznie trafił do Biblioteki Baworowskich, gdzie Gębarowicz ukrył rysunki, i zażądał ich oddania, grożąc mu śmiercią. Pozostawił tylko cztery prace, których w katalogu nie było: "Głowę brodatego starca", "Gołębia dwugłowego", "Marię ze Zwiastowania" i "Gołębia ze Zwiastowania". Dwadzieścia sześć skonfiskowanych rysunków dostarczono następnie Führerowi, który zapragnął umieścić je w specjalnym muzeum III Rzeszy, a póki co postanowił się z nimi nie rozstawać.

Albrecht Dürer, Głowa starca/Wikipedia

Po wojnie rysunki Mistrza z Norymbergi odnaleziono, jak wiele innych zagrabionych dzieł – w kopalni soli w miejscowości Alt Aussee koło Salzburga. Zwrócono je Jerzemu Rafałowi Lubomirskiemu, który o zwrot ten wystąpił, powołując się na rzekome pełnomocnictwo udzielone mu przez ojca – księcia Andrzeja, kuratora literackiego ZNiO od 1882 roku. Jerzy Rafał zdecydował się sprzedać kolekcję i w konsekwencji dzieła uległy rozproszeniu. Zwrot dzieł sztuki osobie prywatnej był precedensem, w dodatku niezgodnym z przepisami międzynarodowymi, te bowiem stanowiły, że zagrabione dzieła zwracano państwom, a te przekazywały je właścicielom. W trudnych powojennych latach nie było możliwości upomnieć się o nie. W 1970 roku prasa polonijna USA zaalarmowała, że w Stanach znajdują się obiekty z dawnej kolekcji Lubomirskich. Jednakże dopiero po upadku komunizmu rozpoczęto na nowo starania o odzyskanie utraconych skarbów. W 2001 r. do instytucji posiadających w swych zbiorach rysunki Dürera ze zbioru Lubomirskich wysłano listy rewindykacyjne. Ponadto 17 września 2002 r. dyrektor Ossolineum Adolf Juzwenko podpisał z wnukami księcia Andrzeja Lubomirskiego umowę – „Uroczyste Postanowienie”, na mocy której postanowiono:

(…) doprowadzić do odtworzenia Muzeum Lubomirskich w ramach Ossolineum i przywrócić mu dawną świetność; (…) podjąć wszelkie możliwe działania, zmierzające do odzyskania eksponatów, które wolą Henryka Lubomirskiego i jego następców zostały przekazane do Muzeum Lubomirskich.

W 2004 roku Zakład Narodowy im. Ossolińskich, przy wsparciu środowisk polonijnych USA, wydał anglojęzyczny katalog zawierający nie tylko historię i opis zaginionej kolekcji, ale również dokumenty objaśniające jej status prawny, w tym także poufne memoranda Jamesa Heatha, szefa komórki prawnej w biurze wojskowym Departamentu Stanu USA.


„Dürery” Książąt Lubomirskich na wystawie w Ossolineum?


Sprawa rysunków Dürera ożyła ponownie, tym razem za sprawą wrocławskiego artysty Eugeniusza Geta Stankiewicza. Otóż przed kilkoma laty, po zaprezentowanej w Ossolineum w 2003 roku wystawie zatytułowanej „Miedzioryt Towarzyski”, postanowił on przenieść rysunki Dürera na płyty miedziorytnicze. Tak powstał projekt „Dürery XX. Lubomirskich”, do którego artysta zaprosił Barbarę Idzikowską i Romana Kowalika. Nie chodziło jednak o „zwykłą” rekonstrukcję utraconej kolekcji, ale także o wypełnienie powstałej luki własną formą. Miał to być poniekąd dialog artystów z Dürerem, z odbiorcą i … sobą samym. Z inspiracji brakującej kolekcji zrodził się więc pomysł niezwykły. Oto troje wrocławskich artystów – każdy posługując się własnymi metodami, własnym tworzywem – powołało do życia „nowe Dürery”…


„Dürery” Geta

Eugeniusz Get Stankiewicz, Autoportret-ręka-poduszka; oko i fragment twarzy, 
Fot. Cz. Chwiszczuk.

Get Stankiewicz – pisze w katalogu wystawy „Miedzioryt Towarzyski” Danuta Wróblewska – o płycie metalowej, rysunku na niej, ryciu, narzędziach, kresce i światłocieniu miękkich partii (…) wie wszystko. Zna praktyki historyczne i ich niuanse warsztatowe po koniec wieku XVIII. Prócz umiejętności i daru ręki ma zapamiętanie w pracy i iskrę szaleństwa skromnie nazywaną fantazją.

Warto zatem przyjrzeć się, jak „wygląda” dialogowanie Geta i kto mu partneruje, poza – co oczywiste – artystami, których do tego dialogu zaprosił. Pierwotne wobec miedziorytów i rysunków są w tym wypadku miedziorytnicze interpretacje rysunków mistrza z Norymbergi. Na wystawie można je zobaczyć obok gotowych prac (są to często kolejne wersje odbitek) również płyty miedziorytnicze, stanowiące ich matryce. Ale u Geta najważniejsze są – jak sam twierdzi – grafiki. Wystawę otwiera Głowa starca, wykonana techniką miedziorytu punktowego. Od oryginału odróżnia ją wiele elementów: rozmiar, charakterystyczne „oszmiańskie passe-partout”. Pod nią – znacznie mniejszy rozmiarami – Autoportret, okrągła główka, jakby dziecięca. Skąd to skojarzenie? Zgadnij, Koteczku, jakby powiedział Witkacy.

Tworząc własną wersję Autoportretu z ręką i poduszką, Get Stankiewicz nie tylko rozdzielił studium sześciu poduszek od autoportretu, ale wyposażył swoją „kopię” we własną grafikę przedstawiającą oko obramowane „oszmiańskim wydzierusem”, podczas gdy Sześciu poduszkom towarzyszy Głowa na czarnej poduszce – z prowokacyjnie rozdziawioną gębą, zwierzęco-lubieżna w wyrazie.
Na miedziorytach Geta znajdziemy też inne „znaki”: nadruki, stempelki, inskrypcje, np. godło topór z
napisem Ossolineum albo napis Muzeum w Oszmianie… Pierwowzór i „kopię” zdaje się łączyć skłonność do poszukiwań własnej ekspresji i autoironiczny dystans do samego siebie. Owo „dobudowywanie znaczeń” do już istniejących tworzy nie tylko rodzaj ukrytego dyskursu ze sobą samym, prowokuje także odbiorcę do poszukiwania ukrytych znaczeń i tym samym – do wzięcia udziału w dialogu.

Dyskurs z Dürerem i Getem jednocześnie podejmują pozostali artyści.

„Dürery” Barbary Idzikowskiej


Barbara Idzikowska, Madonna karmiąca Dzieciątko, Fot. Cz. Chwiszczuk.

Tworząc „swoje Dürery”, artystka wypowiada się w zupełnie innym tworzywie – łączy rysunek ze specjalnie przygotowaną taflą szklaną (szkło sodowe, fryta szklana). Jej Głowa starca – rysunek na szkle – zawiera dodatkowo elementy łączące szklane moduły: wystające z kompozycji metalowe druciki czynią ją trójwymiarową. Obok Głowy starca artystka umieściła Dzidziusia z brodą, według Geta Stankiewicza, ewokując w ten sposób dodatkowe znaczenia. Z kolei okazała Madonna karmiąca Dzieciątko, umieszczona w oknie Refektarza Ossolineum, nawiązuje do idei witrażu. Kompozycja podzielona jest na 15 modułów-kwadratów, których centralną część wypełnia „cytat” Dürera, ale artystka rozwija aspekt kolorystyczny obrazu, gdzie czerwień symbolizuje uczucia (serce), zieleń – nadzieję (na szczęście i zwycięstwo), błękit – oznacza spokój, kontemplację, wierność. Zarówno czerwień jak i błękit są w ikonografii kolorami Matki Bożej.


Dürery” Romana Kowalika


Roman Kowalik, Chrystus jako Król Świata, rysunek piórkiem, 1507, 
Fot. Cz. Chwiszczuk.

Z twórczością Dürera artysta zetknął się już wcześniej, wykonując mistrzowską kopię Czterech jeźdźców Apokalipsy według św. Jana. W ramach projektu wykonał matryce drzeworytnicze do sześciu należących ongiś do kolekcji Książąt Lubomirskich rysunków, które – obok drzeworytów – można zobaczyć na wystawie. Dla Romana Kowalika to właśnie „klocek”, a nie jego odbitka na papierze staje się oryginalnym dziełem sztuki. W Autoportrecie z prawą ręką zastosował klocki olchowe, w Świętej Rodzinie – czereśniowe, w przypadku Głowy aniołka – orzechowe, zaś w „Wypustce ornamentalnej z motywem pelikana”– użył drzewa jabłoni. Pominąwszy fakt, że już rzeźbiarsko potraktowane drzewo wzbudza w widzu doznania estetyczne, to po uważnym przyjrzeniu się im zaczynamy dostrzegać w nich „wariacje na temat Dürera”. Głowa aniołka, dla przykładu, została wyposażona w pełnoplastyczną sugestię brakującego w pierwowzorze fragmentu.

Na koniec można by żartobliwie stwierdzić, że o ile historycy sztuki: Gębarowicz i Tietze weszli w role detektywów, aby kolekcję Dürera rzetelnie opisać, o tyle artyści daleko poza nią wyszli. Obcując bowiem z kopiami rysunków z utraconej kolekcji (poza wyjątkiem, jakim jest Głowa starca), wykorzystali przede wszystkim swój talent i wyobraźnię, aby „odtworzyć” kolekcję na swój sposób. Być może jedyny możliwy...


Artykuł ukazał się pierwotnie w "Nowym Życiu", w lipcu 2009 roku.

niedziela, 25 listopada 2018

Małe Wielkie Kolekcje: Kolekcja Bogdana Góreckiego w mia Art Gallery

W mia ART GALLERY trzecia prezentacja prywatnej kolekcji i po raz trzeci wyjątkowa wystawa. Bohaterem najnowszej prezentacji dzieł jest  Bogdan Górecki - historyk sztuki zafascynowany sztuką naiwną, szkłem, ceramiką, malarstwem i grafiką. 



Niezwykle różnorodna, prawdziwa, zachwycająca w swojej szczerości. Kolekcja zwyczajna i niezwyczajna. Obejmuje zbiór przeszło trzystu obiektów, zarówno tych klasy muzealnej, co prywatnych dowodów przyjaźni – dla właściciela – równie cennych.

Eugeniusz Get Stankiewicz, bez tytułu, technika mieszana, 33 x 33 cm, 1994

Jak pisze we wstępie do katalogu opiekun merytoryczny programu Małe Wielkie Kolekcje, prof. Waldemar Okoń:
 „Niektóre kolekcje przypominają „silva rerum” - las rzeczy wypełniony tajemniczą treścią, na którą składają się przedmioty zebrane przypadkowo i pośpiesznie, dary artystów, pamiątki niespodziewanych spotkań i trudnych niekiedy pożegnań. (…) Kolekcja Bogdana Góreckiego zawiera w sobie ów „las rzeczy” przypominany teraz dzięki naszej wystawie. Liczne obrazy, grafiki, rysunki,  szkło i ceramika, sztuka ludowa i stare meble.

Pojawiają się w niej nazwiska tak znanych artystów jak Hanna Krzetuska, Mira Żelechower-Aleksiun, Eugeniusz Get- Stankiewicz, Zbigniew Karpiński, Alfons Mazurkiewicz, Konrad Jarodzki, Edward Dwurnik, Eugeniusz Geppert, Andrzej Klimczak-Dobrzaniecki, Krystyna Cybińska, Bronisław Wolanin, Henryk Albin Tomaszewski, ale też takie, o których historia sztuki zapomniała lub z jakichś nie do końca często jasnych powodów, nie chciała pamiętać…”

grafiki autorstw Eugeniusza Geta-Stankiewicza, fot. Linda Parys


Bogdan Górecki (1939-2018)

Urodził się 2 lutego 1939 r. w Mołodecznie na Białorusi. Ukończył średnią  szkołę w Zielonej Górze. W latach 1960 -  1965 studiował historię sztuki na Uniwersytecie we Wrocławiu. Równolegle z historią sztuki  rozpoczął studia na kierunku Archeologii Polski, które zakończył 1967 r. W czasie studiów ukończył także Zaoczne Studium Filmowe przy Wojewódzkim Domu Kultury we Wrocławiu (1963-1966).

Edward Dwurnik, Lament., olej na płótnie, 1986, 113 x 146 cm

Po ukończeniu studiów pracował jako kierownik w Klubie Robotniczym PKP we Wrocławiu na Gądowie (1966-1972), Wydziale Kultury dla m. Wrocławia i woj. Wrocławskiego, a także Biurze Wystaw Artystycznych. W latach 1973-1979 prowadził Galerię Pracowni Sztuk Plastycznych Jatki, w której odbyło się w tym czasie wiele interesujących wystaw (m.in. „Sztuka Kobiet”, wystawa malarstwa Hanny Krzetuskiej). W 1979 r. rozpoczął pracę w Biurze Wystaw Artystycznych jako specjalista do spraw programowych, pełniący obowiązki dyrektora. W 1983 r. po zorganizowaniu wystawy Edwarda Dwurnika, która poruszała tematykę Sierpnia 1980 oraz stanu wojennego, został zwolniony z pracy. W tym samym 1983 r. rozpoczął pracę w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Od 1984 do 1995 w imieniu Muzeum organizował Dział Polski na Międzynarodowym Konkursie Ceramiki Artystycznej w Faenzie (Włochy).

Józef Hałas, Portret Hanny Krzetuskiej, tusz na papierze, 1983, 25 x 17 cm

W 1986 r. współdziałał z Mariuszem Hermansdorferem przy organizacji cyklu wystaw „Nasza Galeria”.   W 1987 r. Bogdan Górecki objął kierownictwo Działu Ceramiki i Szkła w Galerii Sztuki XX w., od 1990 r. na stanowisku kustosza. Oprócz malarstwa interesował się od dawna ceramiką i szkłem artystycznym, zwłaszcza twórczością plastyków związanych z wzornictwem przemysłowym. Przygotował  wiele ekspozycji popularyzujących kamionkę bolesławiecką i twórczość wybitnego projektanta Bronisława Wolanina.

Henryk Tomaszewski, szkło sodowe dymne, wolno kształtowane na gorąco, 1960-1970, wys. 50 cm

Posumowaniem jego studiów nad kamionką jest bogato ilustrowane opracowanie "Bolesławiecka Ceramika  Artystyczna 1950-2000”, Bolesławiec 2000. Z wystaw z dziedziny szkła użytkowego wyróżnić należy ekspozycję Reginy i Aleksandra Puchałów, projektantów w hucie „Julia” w Szklarskiej Porębie, Eryki i Jana Drostów w hucie szkła gospodarczego „Ząbkowice” w Dąbrowie Górniczej czy Stefana Sadowskiego w hucie  „Sudety” w Szczytnej.  Podsumowaniem jego prac z zakresu szkła artystycznego jest katalog zbiorów "Ceramika i szkło polskie XX wieku", Muzeum Narodowe,  Wrocław 2004, w którym opracował część dotyczącą szkła.

zdjęcie z ekspozycji, praca Anny Malickiej Zamorskiej, Łysa Śpiewaczka, porcelana, lata 70-80te. ,
wys. 15 cm, fot. Linda Parys

W 2005 r. w ogólnopolskim Konkursie  MKiS w kategorii "Dokonania z zakresu działalności naukowej"| katalog otrzymał Główną Nagrodę – Sybillę. Katalogowi zbiorów towarzyszyła wystawa, której komisarzem był Bogdan Górecki. W 2004 r. przeszedł na emeryturę, ale przez wiele lat nadal współpracował z Muzeum. Zmarł 3 marca  2018 r. otoczony troskliwą opieką rodziny i przyjaciół.

zdjęcie z ekspozycji for. Linda Parys

Kolekcja Bogdana Góreckiego 
27 listopada – 14 grudnia 2018
mia ART GALLERY
ul. Św. Mikołaja 61-62
50-127 Wrocław
Autor ekspozycji: Bogusław Deptuła
Opiekun merytoryczny programu: prof. Waldemar Okoń
Godziny otwarcia galerii
wt. – pt. 12:00 – 18:00
sob.12:00 – 16:00

Organizator: mia ART GALLERY
Partnerzy: Fundacja All That Art, Sleepwalker.pl, fabrykasensu.pl

informacja prasowa

sobota, 14 października 2017

50. WROSTJA – Jubileusz niezwykłego festiwalu monodramów (relacja)

O początkach festiwalu monodramów, ich charyzmatycznym pomysłodawcy i organizatorze – Wiesławie Gerasie, jubileuszowych publikacjach i najciekawszych monodramach tegorocznej edycji.

plakat ubiegłorocznych WROSTJA

W dniach od 17 do 24 października odbyły się Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora. Ten wyjątkowy w skali światowej festiwal monodramów święcił w tym roku swoje 50-lecie.

Na początku był … Geras


Jubileuszowe wydawnictwo, Klub Krytyki Teatralnej/ Polska Sekcja IATC : Wydawnictwo Skorpion


Nie byłoby to zapewne możliwe bez pomysłodawcy i niestrudzonego organizatora – dyrektora festiwalu, Wiesława Gerasa. Temu niezwykłemu człowiekowi, który nie tylko czuwał nad organizacją festiwali, ale także je programował, jeżdżąc po świecie i zapraszając do Wrocławia (i nie tylko) wybitnych artystów, wielokrotnie też inspirował wielu aktorów do zagrania monodramów, została poświęcona jubileuszowa książka o znamiennym tytule: ”50 lat WROSTJA. Po teatrze jednego aktora oprowadza Wiesław Geras”. Została wydana przez Klub Krytyki Teatralnej/Polska Sekcja IATC, pod redakcją Tomasza Miłkowskiego i zawiera – oprócz rozmowy z twórcą festiwalu – wspomnienia aktorów, teatrologów, dziennikarzy, którzy w kolejnych edycjach uczestniczyli ”od zawsze”. Dzięki temu historia tego niezwykłego festiwalu opowiedziana jest barwnie i polifonicznie.

Siemion ojcem założycielem


Początków trzeba szukać w połowie lat 60., które prof. Janusz Degler określa złotym okresem w kulturze Wrocławia. Jego zdaniem, ten rodzaj teatru stwarzał nie tylko szansę  na ujawnienie siebie – własnego warsztatu i sił twórczych. 17 października 1966 roku Danuta Michałowska zaprezentowała w Piwnicy Świdnickiej monodram na podstawie powieści ”Komu bije dzwon” Ernesta Hemnigwaya. Tak rozpoczął się trwający do 23 października Ogólnopolski Przegląd Teatrów Jednego Aktora. Jednakże za ”ojca założyciela” Tomasz Miłkowski uznał Wojciecha Siemiona, który wystąpił z monodramem ”Zdrada” według Izaaka Babla.

W ”Zdradzie” – twierdzi autor ”Impulsu, czyli jak to się zaczęło” – demonstrował Siemion swoje odkrycie estetyczne – wykazywał, że nie dość powołać na scenie postać, trzeba ją jeszcze skomentować, nie tyle być nią, ile być obok niej, opowiadać ją w taki sposób, jakby się nią było. Trudna to sztuka (…), jak zachować bliskość i dystans jednocześnie, ale aktor umiał odnaleźć ten właściwy ton. Stąd aplauz, z jakim spotkał się na festiwalu jego spektakl.

Poza spektaklami, w których wystąpili aktorzy tak znani i wybitni, jak Ryszarda Hanin, Kalina Jędrusik, Andrzej Łapicki i inni, odbywały się także spotkania z aktorami i gośćmi festiwalu, wśród których były takie nazwiska, jak Tadeusz Różewicz czy wspomniany Wojciech Siemion… Codziennie dyskutowano o obejrzanych monodramach, a na spektakle ”waliły tłumy”, jak pisał nieżyjący, znany wrocławski dziennikarz Tadeusz Burzyński. Kolejne przeglądy miały już charakter konkursu, a laureatem pierwszej nagrody – Nagrody Głównej Ministra Kultury i Sztuki – został Tadeusz Malak -  za monodram ”W środku życia” na podstawie tekstów Tadeusza Różewicza. On też otworzył tegoroczne jubileuszowe WROSTJA, odwołując się do tamtego przedstawienia: "Powrót do źródeł... od Różewicza... i dalej...”.

 Tadeusz Malak w monodramie "Powrót do źródeł...", Wrocław 2016

Hamlet Geta


W kolejnym roku Eugeniusz Get-Stankiewicz zaprojektował grafikę zatytułowaną ”Hamlet”, która stała się oficjalnym logo festiwalu, a także znalazła się na okładkach serii wydawniczej poświęconej monodramom – ”Czarnej książeczce z Hamletem”.  Serii, dodajmy, zupełnie unikalnej. Ukazało się w niej 17 publikacji, z czego trzy w tym roku: ”166 monodramów” Tomasza Miłkowskiego, ”Wypowiedzieć człowieka. Poezjoteatr Tadeusza Malaka” Katarzyny Flader-Rzeszowskiej oraz ”Lidii Danylczuk droga ku sobie” Iryny Wołyćka-Zubko. Dodajmy, że każda taka książeczka miała swoją promocję, podczas której nie tylko o niej dyskutowano. Zazwyczaj aktor, który był jej bohaterem, prezentował również swoje monodramy – we fragmentach i w całości.


Ukraińska aktorka Lidia Danylczuk – jedno  z wielu odkryć Wiesława Gerasa – gościła w Polsce wielokrotnie ze swoim ”Teatrem w Koszyku”, który charakteryzuje się nowatorską syntezą słowa, obrazu i dźwięku. W tym roku zaprezentowała monodram "Do źródeł. Głos cichego odmętu", na podstawie tekstu Nedy Neżdany, poruszającego historię głodu na Ukrainie w latach 30.

Geras znaczy dobry


Wielkim atutem jubileuszowego wydawnictwa ”50 lat WROSTJA” jest nie tylko zebranie i uporządkowanie informacji na temat wrocławskiego festiwalu monodramów, ale – a może dla czytelnika przede wszystkim – głosy aktorów, którzy bywali we Wrocławiu ze swoimi spektaklami, a także osób aktywnie uczestniczących w festiwalu w różnych rolach. Dzięki nim poznajemy też trochę ten festiwal od kulis.

Birutė Mar odkrywa dla nas, że słowo ”geras” znaczy po litewsku ”dobry”.
Teraz, po prawie dwudziestu latach  - wspomina aktorka – rozumiem, że Pan Wiesław Geras był wówczas tym dobrym człowiekiem, litewskim ”Gerasem” przysłanym mi przez los, który inspirował do tworzenia, rozwoju, doskonalenia się. (…) Wrocław stał się moim miastem rodzinnym tak jak WROSTJA moim rodzinnym festiwalem, gdzie zagrałam wszystkie swoje spektakle, gdzie chce się powrócić i spotkać starych dobrych przyjaciół, gdzie zawsze ktoś na mnie czeka.

Lidia Danylczuk nazywa Wiesława Gerasa żartobliwie ”rycerzem jednego aktora”, a Katarzyna Flader-Rzeszowska ”człowiekiem z pasją”. Z kolei Krzysztof Gordon podziwia jego świeżość patrzenia na teatr, na aktora, na spektakl, zaś  Krzysztof Grabowski – kompetencje  i szybkość działania: 

Byłem wielokrotnie świadkiem – pisze żartobliwie – jak Wiesław Geras, znany wszystkim służbom w Polsce jako szef mono mafii, zapytany, czy ma jakiś pomysł, kogo można by zaprosić ze spektaklem, odpowiadał, że zaraz coś napisze. Wracał po 30 minutach z pełnym programem na najbliższe dwie edycje festiwalu.

Bogusław Kierc określa Wiesława Gerasa mianem ”jasnoksiężnika”, a Wiesław Komasa nazywa ”Sir Wiesławem” i jedną z najbarwniejszych postaci w historii Teatru Jednego Aktora. Zaś Piotr Konrad, próbując odpowiedzieć na pytanie, czym jest teatr jednego aktora, dochodzi do wniosku, iż jest to ”teatr jednego Gerasa”.

Wiesław Geras, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Tych wypowiedzi i przemyśleń, nie stroniących od anegdoty i błyskotliwych bon motów, jest we wspomnianej  publikacji o wiele więcej. Zachęcam gorąco wszystkich, którzy lubią monodramy i są ciekawi takich charyzmatycznych postaci, jak pan Wiesław Geras, aby sięgnęli do niej. Osobiście zawdzięczam dyrektorowi festiwalu nie tylko możliwość obejrzenia wielu wspaniałych spektakli, których bez Niego nie miałabym szansy zobaczyć, a w konsekwencji – doznać  wielu niezapomnianych wrażeń. Chylę również czoła przed Jego pasją, determinacją i wrażliwością, dzięki którym stworzył zjawisko tak niebywałe, a zarazem tak trwałe.

WROSTJA A.D. 2016


W tym roku spektakle celowo były prezentowane w różnych miejscach, które przypominały historię festiwalu – począwszy od Piwnicy Świdnickiej, gdzie wszystko się zaczęło, poprzez scenę PWST, Teatru Lalek, Biura Festiwalowego IMPART, Teatr Polski, Teatr Muzyczny Capitol, po miejsca zupełnie nowe, ale znaczące,  jak nowo powstałe Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, gdzie odbyła się sesja o stanie i kondycji teatru jednego aktora, zaprezentowano wystawę fotografii oraz nowe publikacje.

Spośród wielu interesujących monodramów, obejrzanych podczas jubileuszowego festiwalu, chciałabym więcej miejsca poświęcić szczególnie dwóm. Pierwszym jest ”Żmija” - według prozy Aleksandra Tołstoja i w wykonaniu Doroty Stalińskiej, drugim zaś ”Anioły Dostojewskiego”, które zaprezentowała litewska aktorka Birutė Mar. 

”Żmija” – jubileuszowy monodram Doroty Stalińskiej


”Żmija” to spektakl, który jest swoistym fenomenem. Powstał w 1978 roku (sic!), a więc blisko czterdzieści lat temu i najpierw otrzymał I Nagrodę na 13. OFTJA w Toruniu, a następnie Grand Prix na 11. WROSTJA w 1987 roku.  Jednakże prawdziwym zdumieniem napawa fakt, iż grany był przez wiele lat, a liczba przedstawień przekroczyła cztery tysiące!  Kiedy aktorka wznowiła go, prezentując ponownie podczas festiwalu ”W remizie” na Helu, w 2015 roku, nie mogła wejść do środka, tak wielu chętnych usiłowało bezskutecznie dostać się na widownię. To dowodzi, że są spektakle, które się nie starzeją. We Wrocławiu Stalińska zaprezentowała ”Żmiję” w ramach festiwalu po raz czwarty – przy wypełnionej sali. W ten sposób uczciła jubileusz WROSTJA, ale również własny jubileusz 40-lecia pracy artystycznej.

Monodram ten jest autorski w pełnym tego słowa znaczeniu – aktorka wybrała tekst, opracowała go, wyreżyserowała, stworzyła scenografię oraz kostium i własnoręcznie je wykonała (poza wojskowym płaszczem i butami). Jej bohaterka – Olga Wiaczesławowna Zołotowa jest rodzajem Kandyda w spódnicy (w spodniach także). Urodzona w inteligenckiej rodzinie, traci najbliższych w wyniku Rewolucji Październikowej, a sama – mimo ran i uwięzienia – przeżywa i próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zakochana w poznanym podczas pobytu w szpitalu dowódcy o sokolich oczach, wstępuje do armii i robi wszystko, co on każe. Uczy się jeździć konno, strzelać, znosi wszelkie trudy, bo on jest teraz jej ”rodziną”. Dowódca jest  przy tym powściągliwy i traktuje ją początkowo po ojcowsku, by z czasem zauważyć w niej kobietę, ale nigdy tego nie wykorzystuje. Przed samobójczym, nakazanym przez dowództwo atakiem, wyznaje jej miłość, po czym... ginie. Dziewczyna niczego poza walką nie umie i kiedy nastaje czas pokoju, nie potrafi odnaleźć się w tzw. zwyczajnym życiu. Jest samotna, zamknięta w sobie i staje się łatwą ofiarą pomówień i intryg. Pełne determinacji próby zademonstrowania otoczeniu, że jest normalną kobietą, pragnącą kochać i być kochaną, kończą się tragicznie.

Dorota Stalińska w monodramie "Żmija", WROSTJA 2016

Dorota Stalińska znakomicie pokazuje dramat swojej bohaterki, opowiadając jej historię w formie retrospekcji, od momentu, kiedy to kobieta znajduje się w więzieniu i jest przesłuchiwana, a jednocześnie przygląda się swojemu życiu, próbując zrozumieć, jak to się stało, że zabiła człowieka. Nawiązuje kontakt z publicznością, jakby w oczekiwaniu, że ktoś jednak zrozumie jej dramat. Gra zarówno naznaczoną dramatycznymi przejściami bohaterkę – doświadczoną i nieufną, by za chwilę zmienić się w młodą, niewinną dziewczynę, jaką była na początku. Czasami tragiczna, niekiedy tragikomiczna, zabawna – zawsze prawdziwa i wiarygodna. Taka jest Olga Doroty Stalińskiej: komiczna, gdy uczy się konnej jazdy (wszystko rozgrywa się na naszych oczach), liryczna i trochę zabawna, gdy jesteśmy świadkami jej pierwszej rozkwitającej miłości, tragiczna – gdy  rozpacza po śmierci ukochanego. Piękna jest scena, w której zakochani spędzają ostatnią noc przy ognisku, a mężczyzna śpiewa miłosną pieśń po ukraińsku. Stalińska wyczarowuje przed nami tę scenę tak znakomicie, że ”widzimy” dwoje zakochanych, czujemy atmosferę tej chwili… Prawdziwa mistrzyni! Pod koniec spektaklu, kiedy emocje sięgają zenitu, właściwie bez zastrzeżeń stajemy po stronie ”skrzywdzonej i poniżonej” bohaterki tej opowieści.

Sądzę, że ponadczasowość tego monodramu wynika nie tylko z przesłania utworu, w którym ukazano, jak historia i ludzka podłość mogą zniszczyć życie człowieka. To także, a może przede wszystkim zasługa aktorki, która potrafiła tę prawdę w sposób wiarygodny przekazać środkami scenicznymi, z upływem lat robiąc to coraz bardziej świadomie i dojrzale. 

Wywiad z Dorotą Stalińską - pod tym linkiem.


”Anioły  Dostojewskiego” i Birutė Mar


Prawdziwym brylantem 50. WROSTJA była litewska aktorka Birutė Mar, która tym razem zaprezentowała monodram na kanwie prozy Fiodora Dostojewskiego. Tytuł został zaczerpnięty z opowiadania "Chłopczyk na gwiazdce u Pana Jezusa", bo też dziecko – niewinne, skrzywdzone, poniżone, cierpiące biedę i głód – jest bohaterem tego spektaklu. Tacy ”niewinni aniołowie” pojawiają się w różnych tekstach Dostojewskiego.

Dziatki kochajcie szczególnie – naucza starzec Zosima w ”Braciach Karamazow – albowiem również i one są bezgrzeszne jako anioły i żyją ku rozrzewnieniu, ku oczyszczeniu serc naszych, niejako będąc dla nas wskazówką. Biada temu, kto skrzywdził dziecko.
Tymczasem dzieci są krzywdzone nieustannie: uwiedzione, naiwne nieletnie dziewczęta, marzące o miłości, które wykorzystano cynicznie, nigdy już nie będą potrafiły kochać, będą tylko ranić innych, jak Gruszeńka z ”Z braci Karamazow” czy naiwna dziewczyna z ”Białych nocy”. 
Birutė Mar wchodzi w rolę każdej z postaci w sposób tak naturalny, że to aż zdumiewające. Wkłada męski płaszcz i jest Stawroginem opowiadającym, jak doprowadził do samobójczej śmierci małą dziewczynkę Matrioszę, która nie umiała żyć po tym, jak ją skrzywdził. Cyniczny i mający niejedno na sumieniu, ciągle widzi jej postać wygrażającą mu maleńką piąstką.  Biada temu, kto skrzywdził dziecko… Za skrzywdzonym dzieckiem ujmuje się także inny bohater Dostojewskiego – książę Myszkin, który doskonale wie, że dzieci potrafią być także okrutne w stosunku do siebie, ale nigdy w takim stopniu jak dorośli. Zresztą sam Myszkin ma wrażliwość i ”anielskość” dziecka – i pozostaje bezbronny jak one.

Birute Mar w monodramie "Anioły Dostojewskiego", WROSTJA 2016

Birutė wchodzi także w rolę sześcioletniego chłopczyka i robi to jak nikt inny – wkłada rozczłapane buty, twarz jej się zmienia, oczy nabierają takiego wyrazu, że można o nic powiedzieć: ”oczy dziecka”… Przypomina mi w tym Giuliettę Masinę. Chłopczyk opuszcza suterenę, w której leży ciało zmarłej matki i usiłuje znaleźć coś do jedzenia. Jest mały, bezbronny, przemarznięty. Właśnie zbliża się Wigilia Bożego Narodzenia i za szybami sklepów i oknami widać stosy jedzenia, ale nikt nie chce chłopcu dać się pożywić. W końcu malec zamarza za stosem drewna i ktoś nazajutrz odnajduje jego zwłoki. Tymczasem – mówi Dostojewski, a za nim Birutė – chłopiec trafia na Wigilię do Pana Jezusa, bo u Niego  jest zawsze w Wigilię gwiazdka dla małych dzieci, które nie mają własnej gwiazdki. Ale pointa monodramu jest zupełnie inna niż w opowiadaniu. Narrator Dostojewskiego dystansuje się do tej historii, mówiąc, że jest zmyślona. Birutė zaś przytacza na koniec słowa starca Zosimy i to one stają się pointą spektaklu. Otóż w kontrze do myśli "jeśli Boga nie ma, wszystko wolno”, starzec Zosima uważa, że całe zło, a w szczególności cierpienie niewinnych, bierze się z faktu zerwania przez człowieka więzi z Bogiem.

Spektakl litewskiej mistrzyni monodramu to przykład coraz rzadszego we współczesnej sztuce zjawiska, kiedy to teatr przekracza swoje własne granice, stając się czymś więcej niż scenicznym działaniem. Jak w starożytnej Grecji, przynosi rodzaj katharsis i sprawia, że widz będący współuczestnikiem spektaklu (bo powiedzieć: widzem - to za mało), przeżywa rodzaj duchowego wstrząsu, po którym nic już nie jest takie samo.

Gdyby na WROSTJA  zaprezentowano tylko to przedstawienie, byłoby to i tak wielkim sukcesem tego zasłużonego festiwalu. Jednak takich przeżyć doświadczyłam w ciągu minionych lat więcej, toteż ogromnie żałuję, że 50. przegląd monodramów był zarazem ostatnim.

Wywiad aktorką - pod tym linkiem


Relacja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

60 lat teatrów jednego aktora we Wrocławiu /19 października 2026/

19 października będziemy świętować 60 lat teatrów jednego aktora we Wrocławiu! Z tej to okazji we Wrocławskim Teatrze Lalek zostaną zaprezen...

Popularne posty