Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 marca 2018

Dali, Warhol - geniusz wszechstronny /wystawa w Muzeum Teatru/

Wystawa prac Salvadora Dali i Andy Warhola zostanie zaprezentowana w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego od 30 marca do 30 września 2018 roku. Zostaną na niej pokazane starannie wyselekcjonowane, oryginalne prace obydwu artystów, pochodzące z prywatnych kolekcji oraz z fundacji gromadzących ich dorobek. Część́ eksponatów będzie pokazana szerokiej publiczności po raz pierwszy.


Wystawa ukazuje artystów, którzy stylem, rodzajem wizjonerstwa i kunsztem przekroczyli epokę, w której przyszło im żyć. Dwie wybitne indywidualności XX wieku poznajemy jako twórców intensywnie działających w wielu dziedzinach sztuki, poczynając od malarstwa, rzeźby i filmu, a kończąc na projektowaniu przedmiotów oraz logotypów. 

Salvador Dali oraz Andy Warhol starannie kreowali własny wizerunek i rzeczywistość wokół siebie, do perfekcji opanowali umiejętność autopromocji, osiągając to, czego obydwaj pożądali najbardziej – artystyczną sławę i bogactwo. Prowokowali, inspirowali, wywoływali skandale i nieustannie zacierali granice między życiem a sztuką. Ekscentryczni i kontrowersyjni, wzbudzali skrajne emocje - od ciekawości, przez niechęć, po zachwyt. Pozornie twórców dzieliło wiele: pochodzenie język, mentalność, warsztat, a nawet podejście do sztuki. Dwie tak odmiennie i silnie oddziałujące osobowości spotkały się w Nowym Jorku.

Wystawa zadaje pytanie o podobieństwa i różnice dotyczące ich twórczości, konfrontując odwiedzającego z własnymi wyobrażeniami o pieniądzach i sławie.
Ekspozycja, w oderwaniu od chronologii, zaprezentuje ich najważniejsze dokonania zarówno w dziedzinie sztuk plastycznych, filmowych, jak i stylu życia, który również był swoistą kreacją. 

Salvador Dali, Gala Gradiva

Wśród  prezentowanych prac znajdą się prawdziwe rarytasy.  Dorobek Dalego reprezentują m.in.: cztery oryginalne rzeźby w tym słynna „Gala Gradiva”, obraz „Kuszenie św. Antoniego”, serie grafik  z pięknym projektem „Tarot”, fragmenty filmów według jego scenariusza w tym „Bubble by Dali”. 

Salvador Dali, Kuszenie św. Antoniego

Odtworzony zostanie również pokój Dalego ze słynną kanapą w kształcie ust oraz  świątynią zapachów, gdzie zwiedzający będą mogli dosłownie skropić się zapachem perfum z serii Salvador Dali. 

Wśród prac Andy`ego Warhola wyjątkowym obiektem wystawy będzie, pozyskana od prywatnego kolekcjonera unikatowa kolekcja, przedstawiająca efekty współpracy z wytwórniami muzycznymi - oryginalne okładki płyt takich zespołów, jak m.in. Rolling Stones, Velvet Underground, czy Blondie.  Po raz pierwszy w Polsce zaprezentowana zostanie jedyna praca tego artysty, na której odbił on odcisk własnego palca: „Speed Skater“ z 1983 roku. Warhol stworzył ją na wniosek Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego z okazji zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sarajewie. Na wystawie znajdzie się̨ również̇ replika wnętrz owianego sławą Silver Factory – legendarnego nowojorskiego atelier Warhola. Pokazowi prac obu artystów towarzyszyć będą również słynne instalacje i projekty komercyjne wraz ze zdjęciami dokumentującymi ich życie oraz proces twórczy.

Wystawa będzie projektem szczególnym również i dla tej przyczyny, że zajmie niemal całą powierzchnię nowopowstałego Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, ulokowanego w centrum Wrocławia. Wybór miejsca nie jest przypadkowy, to aluzja do tego, że życie Dalego i Warhola było niczym teatr.  Projektowali swoje otoczenie, a nawet stroje, często korzystając przy tym z form scenograficznych czy technik teatralnych. Nieustanne odgrywanie zaplanowanej roli oraz liczne skandale, które wywoływali, sprawiły, że na ich widowni nigdy nie zabrakło publiczności. 

Kuratorka: Aneta Fudali
Współorganizator:  Muzeum Miejskie Wrocławia
Producent:  Digital Open Group
Ambasador wystawy: Piotr Metz
Koncepcja wizualna:  Paczka Kreatywna

Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego
Pałac Królewski – skrzydło południowe
pl. Wolności 7a
50 – 071 Wrocław
muzeum@mmw.pl
tel. 71 347 16 90

Wystawa czynna od wtorku do piątku w godz. 10.00 – 17.00, od soboty do niedzieli w godz. 10.00 do 18.00
Bilety:
Normalny – 40 złotych
Ulgowy – 30 złotych
Grupowy – 18 złotych

Bilety do nabycia na  www.ekobilet.pl  www.groupon.pl  oraz w kasie Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego
kontakt tel./biuro wystawy    biuro@daliwarhol.pl
                                                     rezerwacje@daliwarhol.pl
                                                      + 48 730 840 300

 informacja prasowa

czwartek, 10 września 2026

"Podróże Guliwera" - Alexander Sitkovetsky i Bartłomiej Nizioł w Wrocław, Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego /61. Wratislavia Cantans/

 Dziś o 20.00 w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego usłyszymy dwóch znakomitych wirtuozów skrzypiec:  Alexandra Sitkovetsky`ego i Bartłomieja Nizioła. Zabrzmią rzadko prezentowane utwory Georga Philippa Telemanna, Henryka Mikołaja Góreckiego oraz Siergieja Prokofiewa, a program zwieńczą improwizacje.


Koncert otworzy suita Telemanna będąca muzyczną prezentacją akcji słynnej oświeceniowej powieści Jonathana Swifta: "Podróże Guliwera", wydanej w 1726 roku. Niemiecki mistrz, znany z niezwykłej inwencji i poczucia humoru, posługując się językiem dźwięków, odwzorował literacką satyrę w godny podziwu sposób. Zademonstrował swoje umiejętności retoryczne przy użyciu przede wszystkim rytmu, ale wykorzystując też symbolikę zapisu nutowego – tak zwaną Augenmusik. Chociażby Chaconne, która poświęcona została Liliputom – karłowatym bohaterom książki – skomponowano w bardzo drobnych wartościach rytmicznych. Gigue natomiast, dotyczący olbrzymich mieszkańców Brobdingnag, zbudowano odwrotnie – to wyłącznie długie nuty. Świetnym przykładem muzycznej ilustracji jest finał Suity: jedna partia, melodyjna i spokojna, to odzwierciedlenie dostojnych Houyhnhnmów, a ta druga, figuracyjna, obrazuje dzikich Yahoosów. 

Kompletnie inna od żartobliwej suity sprzed trzech wieków jest Sonata na dwoje skrzypiec op. 10 Henryka Mikołaja Góreckiego. Powstała w 1957 roku. Dialogi twórcy, kojarzonego zazwyczaj z zupełnie inną muzyką, pełne są gęstych faktur, sonorystycznych efektów i ostrych kontrastów dynamicznych. Dzieło rozpościera przed słuchaczami szerokie spektrum emocjonalne, dwa instrumenty budują jednak przede wszystkim niepokój charakterystyczny dla estetyki polskiej szkoły kompozytorskiej tamtego czasu. 

Zabrzmi także Sonata C-dur op. 56 Siergieja Prokofiewa. Na pomysł jej sporządzenia w 1932 roku artysta wpadł – jak sam przyznawał – wysłuchawszy wcześniej nieudanej pracy na taką samą obsadę, przygotowanej przez autora, którego nazwisko nigdy jednak się nie pojawiło. Tak narodził się ten czteroczęściowy utwór stawiający przed wykonawcami różnorodne wyzwania i wykorzystujący ogromne bogactwo ekspresji. „Słuchanie złej muzyki inspiruje czasami do dobrych pomysłów...” – stwierdził Prokofiew, wspominając całą sytuację.

Program:

Georg Philipp Telemann Intrada, nebst burlesquer Suite D-dur na dwoje skrzypiec „Podróże Guliwera” TWV 40:108 

Henryk Mikołaj Górecki Sonata na dwoje skrzypiec op. 10

Siergiej Prokofiew Sonata C-dur na dwoje skrzypiec op. 56

Bartłomiej Nizioł – improwizacje


Wykonawcy:

Alexander Sitkovetsky – skrzypce 

Bartłomiej Nizioł – skrzypce


Czas trwania: 60 minut

Lokalizacja: Wrocław, Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, Sala Kasetonowa

pl. Wolności 7A, 50-071 Wrocław

informacja prasowa

niedziela, 17 listopada 2019

Błaźnice. Wędrowanie - rezydencja artystyczna Anny Zubrzycki w Muzeum Teatru we Wrocławiu

Anna Zubrzycki, Fundacja Voices oraz Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego we Wrocławiu serdecznie zapraszają na wydarzenia w ramach rezydencji artystycznej Anny Zubrzycki, która odbędzie się w dniach 24.11 - 07.12.2019 r. w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego.

fot. Monika Bułaj

Projekt „Błaźnice” to około-artystyczna, aktywizująca kobiety inicjatywa Anny Zubrzycki i Fundacji Voices. Przedsięwzięcie stanowi kontynuację współpracy artystki z wrocławskim Muzeum Teatru, które po raz trzeci przyznało jej miesięczną̨ rezydencję w swojej siedzibie. „Błaźnice" zostały pomyślane jako wielowątkowy program podejmujący m.in. problem obecności i twórczej aktywności kobiet, zwłaszcza w pracach zespołów artystycznych.


Program


24.11, niedziela, godz. 17:00
OTWARCIE REZYDENCJI: „ŚWIĘTE ROZDROŻA” - REPORTAŻ NA ŻYWO MONIKI BUŁAJ
Projekt objęty wsparciem Pulitzer Center on Crisis Reporting.
„Święte rozdroża” to opowieść o wędrujących ludach zagrożonych szaleństwem człowieka, o związku z ziemią, rzeką, drzewem, górą, o tożsamości i wygnaniu, przynależności i wykluczeniu, o oazach spotkań oblężonych przez uzbrojone fanatyzmy, o utraconych ojczyznach dzisiejszych uciekinierów, miejscach, gdzie różni bogowie mówią tym samym językiem. To opowieść o pięknie i nienaruszalnej świętości człowieka, szukanych uparcie w najbardziej nieszczęśliwych miejscach planety. Narracji prowadzonej przez aktorkę̨, dziennikarkę̨ i pisarkę̨ Monikę̨ Bułaj (laureatkę̨ wielu nagród w dziedzinie fotografii i literatury, m.in.: grantu Europejskiego Stowarzyszenia Kultury Żydowskiej w dziedzinie sztuk wizualnych, Nagrody Fotograficznej im. Bruce’a Chatwina Absolute Eyes, grantu The Aftermath Project, Premio Tomizza oraz włoskiej Narodowej Nagrody Non-violenza) będą̨ towarzyszyć́ ́improwizowane pieśni w wykonaniu aktorki Anny Zubrzycki oraz pieśniarki i skrzypaczki Katarzyny Kapeli. Po spektaklu odbędzie się̨ rozmowa artystek z widzami moderowana przez dziennikarza Jana Pelczara.

30.11-01.12, sobota-niedziela, godz. 10:00-17:00
WARSZTAT: „PRZECIWDZIAŁANIE MOBBINGOWI I DYSKRYMINACJI. ROZWIĄZYWANIE
KONFLIKTÓW”
Zajęcia dotyczyć będą trudnych, niepożądanych zjawisk, które często towarzyszą pracy twórczej. Silne narcystyczne osobowości, artyści, nieświadomi, gdzie są ich osobiste granice w procesie twórczym, konflikty wartości, konflikty personalne, rywalizacja, brak wsparcia to zjawiska nasilone w instytucjach kultury.
Warsztaty poprowadzi Monika Klonowska, mgr psychologii, trenerka, konsultantka, mediatorka. Od kilkunastu lat współpracuje z wieloma instytucjami kultury: teatrami, muzeami, instytucjami muzycznymi, domami kultury. Szkoli z zakresu zarządzania w sytuacjach zmian i kryzysów, rozwiązywania konfliktów, procesu grupowego w pracy twórczej, radzenia sobie ze zjawiskami mobbingu i dyskryminacji. Gdzie jest granica pomiędzy sporem zawodowym a toksycznym, personalnym konfliktem? Jak odróżnić zarządzanie od mobbingu i dyskryminacji? Odpowiedzi na te pytania pomogą na adekwatne reagowanie, zanim osoba poddana presji poczuje się bezradna, odizolowana, pozbawiona wpływu na sytuację. Praca w grupie daje bezpieczną przestrzeń do analizy własnych doświadczeń, poznania i wypróbowania nowych metod przeciwstawiania się destrukcyjnym zachowaniom i postawom otoczenia. Brak reakcji ze strony osób poszkodowanych i obserwatorów, „zamiatanie konfliktów pod dywan", zmowa milczenia - dają siłę i poczucie
bezkarności sprawcom przemocy emocjonalnej. Warsztaty dają okazję do wzmocnienia postawy asertywnej i odwagi cywilnej, aby poszanowanie godności stało się standardem w instytucjach kultury.

01.12, niedziela, godz. 19:00
DEBATA: „O WĘDROWANIU”
Debata o różnych wariantach i przykładach teatralnego wędrowania. Będziemy pytać́́ dla jakich praktyk i doświadczeń́ ́teatr może być́ ́wehikułem i czy zakorzenienie w tradycji wędrownych teatrów jest dziś́ ́nadal twórcze. Poruszymy również̇ ̇kwestię wędrowania jako pokonywania dystansu komunikacyjnego między człowiekiem a człowiekiem, między aktorem i widzem oraz wędrowania w poszukiwaniu archaicznych pieśni, teatralnych korzeni, ponadczasowych przekazów, zawsze żywych tekstów.
W debacie wezmą̨ udział: reżyserka Jadwiga Rodowicz-Czechowska, kulturoznawczyni Katarzyna Kułakowska oraz aktorki Ditte Berkeley, Kamila Klamut oraz Anna Zubrzycki. Debatę̨ poprowadzi Ewa Molenda-Pilecka - kulturoznawczyni, teatrolog i specjalistka komunikacji społecznej.

07.12, sobota, godz. 19:00
„ESTER” – KONCERT W WYKONANIU ANNY ZUBRZYCKI, JANA SKOPOWSKIEGO ORAZ EWY GŁOWACKIEJ – FIEREK, ZAKOŃCZONY WIELKĄ IMPROWIZACJĄ
„Ester” to autorski teatralno-muzyczny projekt Anny Zubrzycki, w którym aktorka pogłębia stosowane wcześniej metody pracy, aby swobodniej i płynniej łączyć́ ́głos mówiony ze śpiewanym. Realizowany jest na podstawie inspirowanego biblijną Księgą̨ Estery autorskiego tekstu napisanego przez poetkę̨ Rachel McCrum oraz tradycyjnych pieśni sefardyjskich. W pierwszej części koncertu wystąpią Anna Zubrzycki (narracja i śpiew) oraz wiolonczelista Orkiestry Narodowego Forum Muzyki Jan Skopowski.
Na zakończenie rezydencji, w drugiej części wieczoru, odbędzie się Wielka Improwizacja - improwizowany, słowno-muzyczny koncert z udziałem zaproszonych gości.

UWAGA: KONIECZNA JEST REZERWACJA MIEJSC ZE WZGLĘDU NA ICH OGRANICZONĄ ILOŚĆ: blaznice.rezerwacje@gmail.com

informacja prasowa

poniedziałek, 12 października 2020

Wiesław Geras o programie jubileuszowych WROSTJA /wywiad/

 W dniach od 17 do 24 października, a naprawdę do 19 listopada 2016 roku odbędą się jubileuszowe, 50. Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora. Program festiwalu monodramów prezentuje jego dyrektor – Wiesław Geras.

Wiesław Geras, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Barbara lekarczyk-Cisek: Trzymam w ręku wydaną właśnie z okazji jubileuszu książeczkę Tomasza Miłkowskiego: ”166 monodramów”. Jakie to uczucie, gdy przychodzi taki wspaniały, liczący pół wieku, jubileusz?

Wiesław Geras: To będzie rzeczywiście wyjątkowy festiwal nie tylko dlatego, że liczy sobie już pięćdziesiąt lat. Także ze względu na program, zaproszonych gości, wydawnictwa, które mu towarzyszą, a nawet ze względu na miejsca, w których będą prezentowane spektakle.

W tym roku monodramy będą prezentowane w różnych miejscach.

Ten ruch festiwali monodramów zrodził się w Piwnicy Świdnickiej i jesteśmy bardzo przywiązani do tego miejsca. Pierwszy dzień WROSTJA, jego inauguracja, odbędzie się właśnie tam. Wprawdzie  nie pojawi się pani Irena Jun, jak to było w planach, uległa bowiem wypadkowi. Jesteśmy tym bardzo poruszeni. 87-letnia aktorka przygotowała specjalnie na ten jubileusz monodram ”Matka Makryna” na podst. powieści Jacka Dehnela. Mamy jednak nadzieję, że zaprezentuje go w przyszłości, kiedy poczuje się na siłach. 

Podczas inauguracji wystąpi za to Tadeusz Malak, który jako pierwszy  otrzymał na festiwalu nagrodę. Przypomnę, że pierwszy festiwal w 1964 roku miał charakter spotkań i odbył się bez nagród. Dopiero rok później odbył się konkurs i pierwszą nagrodę zdobył wówczas Tadeusz Malak za spektakl na podst. tekstów T. Różewicza, zatytułowany ”W środku życia”. Zmodyfikowany, uzupełniony przemyśleniami aktora monodram pod tytułem "Powrót do źródeł... od Różewicza... i dalej..." zostanie powtórzony w tym roku. Po nim odbędzie się promocja książki poświęconej artyście: "Wypowiedzieć człowieka. Poezjoteatr Tadeusza Malaka" Katarzyny Flader-Rzeszowskiej, co będzie także okazją do rozmowy. Wieczór jubileuszowy poprowadzi nasz prezes honorowy – prof. Janusz Degler. Będzie to także okazja do promocji książki monograficznej poświęconej WROSTJA, a wydanej przez Klub Krytyki Teatralnej i Instytut Teatralny. Jest to dla mnie zaszczyt i powód do satysfakcji, że nasz festiwal został doceniony i opisany. 

Oprócz miejsc, w których odbywały się w przeszłości festiwale, monodramy zostaną zaprezentowane także w miejscach zupełnie nowych.

Tak, drugi dzień festiwalu odbędzie się częściowo w nowo powstałym Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego. Muzeum to powstało m.in. z inicjatywy Wrocławskiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru, w czym specjalne zasługi ma nieżyjąca Irena Rzeszowska, wieloletni prezes Towarzystwa. Miłośnicy teatru pamiętają zapewne ogromne wystawy organizowane przez Towarzystwo. Otóż wszystkie te eksponaty, pieczołowicie przez Rzeszowską gromadzone, zostały przekazane do Muzeum Miejskiego. Również ja przekazałem całą posiadaną dokumentację. Tak więc kolejny dzień WROSTJA odbędzie się w Muzeum Teatru, gdzie przed południem zaplanowano sesję o stanie i kondycji teatru jednego aktora, a jednocześnie na temat jubileuszu. Pokażemy m.in. wyniki naszej pięcioosobowej komisji, składającej się z dwóch profesorów: J. Deglera i R. Śliwonika, dwóch krytyków: T. Miłkowskiego K. Kucharskiego i mnie, którzyśmy oglądali wszystkie festiwale we Wrocławiu. Wybraliśmy mianowicie te spektakle, które okazały się znaczące dla rozwoju monodramu. 

W Muzeum Teatru zostanie także zaprezentowana wystawa fotografii oraz publikacji WROSTJA oraz odbędzie się promocja książki z serii ”Czarna książeczka z Hamletem” - ”166 monodramów” Tomasza Miłkowskiego.

A po południu, w Ratuszu, zaprezentujemy spektakle wrocławskie, chcemy bowiem pokazać, że WROSTJA przyczyniły się  także do powstania wielu spektakli z udziałem wrocławskich artystów. Według naszego rozeznania, przez tych pięćdziesiąt lat istnienia festiwalu, wzięło w nim udział około dziewięćdziesięciu aktorów wrocławskich. Pokażemy trzy pokolenia artystów związanych z wrocławską PWST: Agatę Kucińską z monodramem "Dziewczyny jak złoto” wg Tomasza Mana, Annę Skubik, która zaprezentuje "Złamane paznokcie. Rzecz o Marlenie Dietrich” oraz Bogusława Kierca z monodramem ”Mój trup”. 

Kolejny dzień festiwalu odbędzie się w nowo otwartym Wrocławskim Domu Literatury, gdzie pokażemy trzy spektakle, które są dla nas bardzo ważne. Zazwyczaj prezentowaliśmy także aktorów nieprofesjonalnych, którzy wyróżnili się na różnych konkursach. I tym razem mamy dwie młode osoby, które są laureatkami konkursu Turniej Teatrów Aktora "Sam na scenie" w Słupsku. Jedna zaprezentuje tekst Leszka Kołakowskiego, a druga – Dostojewskiego.

Na festiwalu pojawią się także wybitne aktorki zagraniczne, które wielokrotnie gościły we Wrocławiu…

Tego samego dnia wieczorem  wystąpi Lidia Danylczuk ze Lwowa – aktorka związana z nami od piętnastu lat, przez nas wypromowana. Bywała w Polsce na różnych festiwalach kilkanaście razy. Poświęciliśmy jej także monografię z serii ”Czarna książeczka z Hamletem” -  "Lidii Danylczuk droga ku sobie” autorstwa Iryny Wołyćkiej-Zubko, która będzie promowana tego dnia. 

Dzień ten zakończymy we Wrocławskim Teatrze Lalek, gdzie wystąpi ulubienica naszej publiczności – Biruté Mar, która zaprezentuje premierowy spektakl "Anioły Dostojewskiego”. 

Poza tym wystąpią także wybitni polscy aktorzy…

Chcemy także pokazać polskich mistrzów monodramu. 20 października wystąpi w Imparcie Janusz Gajos z monodramem ”Msza za miasto Arras”. A następnego dnia nasza ulubienica – Dorota Stalińska będzie świętowała swój jubileusz, podczas którego pokaże monodram ”Żmija”. Pokaże go zresztą później w innych miastach.

Monodramy zaprezentują także wrocławscy aktorzy…

Dzień poświęcony monodramom we wrocławskich teatrach miał być bardziej rozbudowany. Chcieliśmy pokazać, że dzięki naszemu festiwalowi aktorzy zostali zainspirowani do pracy nad monodramami. Niestety, nie wszystkie teatry zgodziły się na udział w tej prezentacji. Ostatecznie zobaczymy więc trzy monodramy: Anny Kramarczyk, Wiesława Cichego i Błażeja Wójcika. 

Szczególne znaczenie ma dla nas także jubileusz 85-lecia urodzin Zdzisława Kuźniara, którego ”Ja, Feuerbach” zostanie zaprezentowany 18 i 19 listopada w Instytucie Grotowskiego. Patronowaliśmy też przygotowanej z tej okazji wystawie fotografii tego wybitnego aktora. 

Festiwal kończymy tradycyjnie etiudami PWST. Tradycyjnie już pokażemy także nasze spektakle w sześciu miastach Dolnego Śląska.

Jesteśmy dumni, że udało się nam w tym roku przygotować jubileuszowy festiwal, mimo braku zainteresowania ze strony miasta. Władze Wrocławia w ogóle tego festiwalu nie uznają. Będzie to więc ostatni festiwal prezentowany w tej formule. Od przyszłego roku będziemy organizowali w październiku WROSTJA-mono (autor albo aktor). W tej formule będą prezentowane trzy spektakle jednego autora lub trzy monodramy w wykonaniu jednego aktora. Pierwsze spotkanie będzie dotyczyło T. Różewicza. Pokażemy trzy jego spektakle, które powstały z naszej inspiracji za granicą. W Armenii przygotowano ”Śmiesznego staruszka”, w Kijowie ”Starą kobietę…”, a w Odessie – spektakl na podst. poezji autora ”Ocalonego”.

Dziękuję za rozmowę.

wtorek, 22 lutego 2022

Dyskretny urok opowieści na wystawie Ewy Rossano w Muzeum Teatru

Wyjątkową wystawę prac Ewy Rossano możemy obejrzeć w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego. Wyjątkową, bo rzeźby i obrazy na tej ekspozycji zdają się dialogować ze sobą, z widzem, z przestrzenią... Snują swoje opowieści (taki jest zresztą tytuł wystawy), a zarazem pozostawiają przestrzeń dla widza - z jego wyobraźnią, skojarzeniami, historiami. 

Ewa Rossano, fot. Sabin Kluszczyński

O jednym z bohaterów powieści Ucho Igielne Wiesława Myśliwskiego powiada narrator: "Miało się wrażenie, że ze słów tworzy świat, nienaśladowany, niepowtarzany za kimś, niczym wielobarwne malowidło, na które się patrzyło, kiedy opowiadał, a nawet w którym widziało się i siebie, towarzyszącego mu w wędrówce przez ten jego świat, bo słowa nieraz tak wciągają w czyjeś życie, choćby nie wiadomo jak odległe od naszego".

Myśliwski porównuje opowieść do wielobarwnego malowidła, tworzącego świat, w którym  - patrząc uważnie - można zobaczyć także siebie. Takie samo odczucie miałam obcując z wyjątkowymi dziełami rąk Ewy Rossano. Jej rzeźby - połączenie kruchego szkła i twardego metalu - opowiadają  o dwoistości ludzkiej natury, o tym, że spotkanie z drugą istotą nas przemienia, ale zapraszając do refleksji pozostawiają także rozbudowaną sferę tajemnicy. Może tu właśnie jest przestrzeń dla nas - naszych opowieści płynących ze świata, z którym przybywamy..?

Niewielkie rozmiarami, zawierają piękne detale, które w odpowiednim oświetleniu nabierają blasku i wigoru. Można też zajrzeć do zaimprowizowanej pracowni artysty i poczuć atmosferę, w jakiej powstają, przyjrzeć się narzędziom, materiałom, detalom...

Miałam szczęście obcować z nimi najpierw wędrując po wystawie sama, a następnie z artystką, która uchyliła przede mną rąbka tajemnicy - dowiedziałam się m. in. jak powstawały rzeźby i obrazy, jaki był pierwotny zamysł, co pragnęła poprzez nie wyrazić... 

Ewa Rossano, Sekret, 2021, brąz i kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Barbara Lekarczyk-Cisek: Chodząc  po tej niezwykłej wystawie, z ciekawością zatrzymywałam się przy prezentowanych na niej artefaktach. To było doświadczenie podobne do spotkań z ludźmi - jedni mieli mi do opowiedzenia więcej, inni mniej, ale każdy wart był uważnego zatrzymania się i posłuchania. Byłam na przykład  ciekawa sekretu, który powierzają sobie dwie kobiety połączone ze sobą jakąś tajemnicą, co zresztą podkreśla tytuł: "Sekret".  A może jest to jedna i ta sama postać? Ich subtelne piękno, rodzaj wspólnoty i dualizm przejawiający się w połączeniu szlachetnego, pełnego rozmaitych wypukłości brązu z rozświetlonym fioletem kryształu są doprawdy intrygujące... Równie intrygujące są tytuły i cytaty. Interesujący jest także sam zamysł.

Ewa Rossano: Początkowy zamysł często ulega przeobrażeniom. W tym przypadku chciałam na początku wyrzeźbić dwie siostry, ale w trakcie - tak jest zazwyczaj w moim przypadku - zaczęłam podążać za tym, co "mówiła" sama rzeźba, poddałam się jej prowadzeniu. To moje  ręce "opowiadają" i sama postać zaczyna powstawać jakby autonomicznie. Najpierw powstał kryształ w moim ulubionym kolorze ultramaryny, który odsyła nas w inne rejony: nieba, morza, chabru... Nadaje głębię. Kiedy zaczęłam tworzyć suknię, stała się niejako podwójna - powstały dwie postaci, ale zarazem nie o dwie postaci tu chodzi, co raczej o sekret człowieczeństwa, ludzkiej dwoistości. Chciałam pokazać duchowość i cielesność, delikatność i siłę, jawę i sen... Są sekrety, o których chcielibyśmy wiedzieć, ale są także i takie, których być może nigdy się nie poznamy. Trzeba by pogodzić się z faktem, że nie musimy wiedzieć wszystkiego, ale możemy żyć w harmonii ze sobą i ze światem.

B.L.C. Całe szczęście, że tak jest! Świat byłby nudny bez tajemnic. Jednak pomiędzy postaciami istnieje interakcja, toczy się rozmowa...

E. R. Postaci rzeczywiście ze sobą rozmawiają, a jedna z nich trzyma coś w dłoni, co? - nie wiemy, a także czy się z nami tym podzieli, w każdym razie nie skrywa tego. W tej pracy chciałam też zawrzeć myśl, że otaczają nas różne osoby, które żyją czasami daleko, ale mimo to istnieją, więc nie powinniśmy myśleć tylko o sobie, bo nie jesteśmy pępkiem świata. 

Ewa Rossano, Szepty, 2021, brąz i kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

B.L.C. Obok postaci "Sekretu" widzimy inną rzeźbę, zatytułowaną nie mniej interesująco: "Szepty" i widoczne jest, że postać szepce z inną formą bytu (śmiech)...

E. R. Tak, to nie chodzi nawet dosłownie o ptaka, ale właśnie o inną formę bytu. Ptaki dużo podróżują i widzą świat z zupełnie innej perspektywy - to mnie w nich najbardziej fascynuje. Stworzenie przedstawione w tej rzeźbie jest wyjątkowo duże, może więc przeżyło wiele ważnych podróży (śmiech). Nie mamy też pewności co do tego, czy ptak dopiero przyleciał, czy może się żegna... W każdym razie czujemy jego zaufanie. W tej relacji zawarta jest prawda, a o to mi zawsze najbardziej chodzi. 

Ewa Rossano, O świcie, 2021, technika mieszana i słoma na drewnie

Na wystawie - w towarzystwie rzeźb - znajdują się także obrazy, równie intrygujące - jak choćby ten zatytułowany "O świcie", w którym leżąca sylwetka kobiety zdaje się wyłaniać z nietypowego tła, w którym dostrzegam...słomę. Czy jest to opowieść o związkach człowieka z naturą, od której wprawdzie odeszliśmy, ale jednak nadal jest częścią nas samych, co w jakiś sposób czujemy znajdując się na pograniczu jawy i snu? 

Któż to wie... Może i tak jest. Ciągle eksperymentuję i nie byłoby tych obrazów, gdyby nie moja ciekawość. Nie zadowalam się tym, co już umiem, ale nieustannie pragnę poznawać. Ten obraz jest tego przykładem. Wykorzystuję tutaj techniki, której używało się dawno temu do lepienia ścian domów. Poznałam tę technikę w pracowni Patricka Fischera w Alzacji, który nie tylko maluje, ale produkuje też własne farby z naturalnych pigmentów. Tego rodzaju obrazy nazywam "malowaniem na sianie" (śmiech). Natura jest czymś niezwykłym - nawet siano połyskuje. Z moimi pracami już tak jest, że kiedy maluję, to trochę rzeźbię, a gdy rzeźbię, to także maluję. 

Ewa Rossano, Frida, 2021, technika mieszana i słoma na drewnie,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W podobnej technice została wykonana także "Frida", ale nie jest to Frida Kahlo?

Nie, to nie ten trop. Nazwałam tak tę postać, bo wydawało mi się, że to imię do niej pasuje. Jest trochę surowa, ale bardziej dla siebie - widać to w jej spojrzeniu. W tej technice podoba mi się to właśnie, że ma charakter szkicu, fresku, formy otwartej. Ważne jest także otoczenie postaci, jakby wyjęte z innej rzeczywistości. 

Ewa Rossano, Ogród wypowiedzianych słów, 2021, brąz i kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

"Fridę" oglądamy w towarzystwie bardzo interesującej rzeźby o poetyckim tytule: "Ogród wypowiedzianych słów", przedstawiającej kobiecą sylwetkę, której tułów połyskuje soczystą zielenią, a całą przednią część sukni stanowi ażurowy liść, prowadzący jakby do wewnętrznego świata postaci...

Od początku miałam zamysł ukazania ogrodu, do którego prowadzi tajemne wejście - wejście do innego świata. Kojarzy mi się on z rajskim ogrodem, z biblijnym dziełem stworzenia, kiedy Bóg wypowiada słowa, które powołują świat do istnienia. Poza teologicznymi skojarzeniami ma to dla mnie również i takie znaczenie, że tym ogrodem jesteśmy my sami dzięki słowom, które wypowiadamy. Częścią naszego ogrodu stają się także inni ludzie, do których kierujemy słowo. Ogród zawiera w sobie te słowa, które zostały wypowiedziane, a więc przyoblekły się w ciało - stały się rzeczywistością, choć niekoniecznie materialną. Czasami piękne, niekiedy trochę nam zawadzają, ale są. 

Ewa Rossano, Albertyna, 2021,
brąz, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
A obok "Ogrodu..." stoi Albertyna, o której nie wiedziałam, że sprowokowała Cię do napisania wiersza, dopóki nie zajrzałam do katalogu:

Albertyna prostuje się w wyniosłej pozie i wstrzymuje oddech,
by już za moment, za chwilę wyszeptać najskrytsze życzenia.
(...)
Jestem Nią, jestem Albertyną.

Każda rzeźba jest właściwie po trosze Tobą...

 "Albertyna" jest utrwalona w geście zatrzymania się, ale przeżywa rodzaj wewnętrznej burzy. Czuje się wibrujące w niej emocje. 

Dla mnie jest to także Albertyna Prousta, która pozostaje dla bohatera niedocieczoną tajemnicą...

Takie skojarzenie jest możliwe, mnie jednak chodziło o pokazanie wewnętrznego świata, którego nie widać, a czasami nawet go nie odczuwamy. Albertyna stoi jak forteca i broni do siebie dostępu, a wewnątrz bardzo wiele się dzieje. Końcówka wiersza: "Albertyna to ja" sugeruje, że każdy z nas jest nią. 

Ewa Rossano, Równonoc, 2020, brąz,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Fascynująca jest także "Równonoc", która mnie się kojarzy z "Umarłą klasą" Tadeusza Kantora. Wszystkie postaci w tym spektaklu niosą na swoich plecach rozmaite wydarzenia z przeszłości: swoje traumy, doświadczenia itd. Podobnie niesie to "COŚ" postać twojej rzeźby, ale jej pełna energii, wyprostowana sylwetka wskazywałaby raczej na pozytywny bagaż doświadczeń...

Ta rzeźba ma swoją historię. Początkowo były to dwie odrębne postacie, a zarazem jedna i ta sama osoba. Potem jednak połączyły się w jedną całość: jedną jej część stanowią lata młodzieńcze, druga symbolizuje dojrzałość. To, co trzyma w ręku, jest rodzajem nici, którymi tka swoje życie. Pomyślałam też, że ta nić być może łączy ją z przeszłością - z jej przodkami...A może są to słowa i sprawy, o których myśli, a potem je niesie... To jedna z tych prac, których sama jeszcze nie odkryłam do końca. 

Ewa Rossano, Namiętność, 2021, brąz i kryształ
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Czasami rzeźby długo nie dają się odkryć, jakby broniły dostępu do siebie. "Namiętność" należy do takich właśnie prac. Nasza intymność, namiętność jest takim bogactwem emocji, że może mieć różne odsłony. Może o to właśnie chodzi, aby nie była za każdym razem taka sama. Dlatego ma tyle różnych drzwi i odsłon...

Ewa Rossano, Przyszłość - Przeszłość", 2010, technika mieszana na drewnie,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Zainteresowało mnie, dlaczego na obrazie "Przeszłość - Przyszłość" tak bardzo są one od siebie oddzielone, czyżbyś chciała się odciąć od przeszłości (śmiech)?

Nie wiem (śmiech), być może pionowa kreska oznacza teraźniejszość, która dopiero się zapisuje...

Twoja wystawa w Muzeum Teatru ma jeszcze inną odsłonę. Na najwyższym piętrze, obok rzeźb i obrazów, towarzyszą nam multimedia, a ściślej - realizacje filmowe inspirowane Twoimi pracami. O ile rzeźba jest nieruchoma, o tyle na nich widać żywioł ruchu, słychać muzykę... Świetnie się to dopełnia.

Etiuda pantomimiczna, choreografia i reżyseria etiud: Katarzyna Sobiszewska,
realizacja  filmu i montaż: Sabin Kluszczyński

Ta okoliczność, że wystawa ma miejsce w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, sprawiły, że pojawił się pomysł projektu z aktorami pantomimy, którzy pracowali z Tomaszewskim. Pięknie opowiadają ciałem Mariusz Sikorski, Anną Nabiałkowską i Katarzyną Sobiszewska. Natomiast pomysł z bokserkami zrodził się wiele lat temu, kiedy zrobiłam odlew swoich pięści. Bardzo mi się podobało to połączenie siły i delikatności, które próbowałam następnie oddać w rzeźbie za pomocą kryształu. Poznani dzięki Małgorzacie Bruder, kierowniczce Muzeum Teatru aktorzy zaangażowali się w projekt etiud i filmu. Bardzo lubię poznawać nowych ludzi - niezmiernie mnie to inspiruje.

Ewa Rossano, To miejsce, w którym dotknęłam nieba - i już nie puściłam, 2015, kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Bardzo dziękuję za tę opowieść o wystawie. Sądzę, że zachęci ona i zaintryguje kolejnych poszukiwaczy tajemnic i opowieści, których nieocenionym medium jest sztuka, szczególnie tak piękna jak Twoja.


Wywiad z Ewą Rossano można znaleźć pod tym linkiem.


Ewa Rossano, Kraina czułości, 2016, brąz i kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Ewa Rossano, Kraina czułości (detal), 2016, brąz i kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


czwartek, 25 października 2018

Otwarcie rezydencji Anny Zubrzycki w Muzeum Teatru. Wernisaż wystawy fotografii Zuzanny Kolskiej: "Rekonstrukcja. Post mortem"

28 października nastąpi oficjalne otwarcie rezydencji Anny Zubrzycki w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego we Wrocławiu. Tegoroczną rezydencję zatytułowaną „Błaźnice. Początek" rozpocznie wernisaż wystawy fotografii Zuzanny Jagody Kolskiej „reKONSTRUKCJA. Post Mortem"

Anna Zubrzycki, fot. z archiwum aktorki

Zuzanna Jagoda Kolska (1991-2014), absolwentka londyńskiego University of Westminster, na którym w 2014 roku obroniła tytułu Bachelor of Arts na wydziale Media, Arts and Design, kierunku Contemporary Media Practise. Zajmowała się fotografią, tworzyła filmy, muzykę, pisała, m.in. dla VICE Magazine. Dokumentowała i kreowała otaczający ją świat nieustannie. Poprzez swoją refleksyjność, uważność na drugiego człowieka, pokazała nam, jak kierować wzrok ku temu, co nieoczywiste. reKONSTRUKCJA to projekt w stałym procesie tworzenia, konstruowania nowych kontekstów interpretacyjnych, wchodzący w dialog z miejscem i czasem. “Nie masz zdjęcia, nie masz historii, nie istniejesz”. Zdanie znalezione w notatkach Zuzy wskazuje na krytyczne zainteresowania artystki konstruowaniem się relacji obraz-obrazujący. To refleksja nad siłą widoczności. Nad dotkliwością pustki. Kuratorka wystawy: Martyna Rominkiewicz Producent wystawy: Fundacja Fabryka Sensu, Firma Shane Wystawa czynna do 22.11.2018

„BŁAŹNICE. POCZĄTEK” to nowa, około-artystyczna, aktywizująca kobiety inicjatywa. Pomysłodawczynią̨ jest Anna Zubrzycki i jej Fundacja Voices. Przedsięwzięcie stanowi kontynuację współpracy artystki z wrocławskim Muzeum Teatru. Ideą „Błaźnic” jest inicjowanie interdyscyplinarnego i międzypokoleniowego dialogu pomiędzy kobietami z różnych środowisk, otwartego jednocześnie na rozmowę̨ z mężczyznami. To miejsce dialogu w oparciu o zasady porozumienia bez przemocy. Odpowiadając na duże, zgłaszane zapotrzebowanie społeczne, projekt podejmuje problem obecności i twórczej aktywności kobiet w pracach zespołów artystycznych.

Program: 


28 X, niedziela, godz. 16:00 Oficjalne otwarcie rezydencji. Wernisaż wystawy fotografii Zuzanny Jagody Kolskiej "reKONSTRUKCJA. Post mortem"

5 XI, poniedziałek, godz. 19:00 Pokaz fragmentów filmu "Workcenter" w reżyserii Anieli Astrid Gabriel o pracy zespołu Thomasa Richardsa, ucznia i spadkobiercy Jerzego Grotowskiego. Po projekcji rozmowę z reżyserką poprowadzi Jan Pelczar

8-10 XI Warsztat "Wspólnym głosem" prowadzony przez Annę Zubrzycki i Ewę Głowacką-Fierek, zakończony otwartym pokazem dla publiczności w sobotę 10 XI, o godz. 18:00

17 XI, sobota, godz. 19:00 Debata z Katarzyną Kułakowską, autorką książki "Błaźnice. Kobiety kontrkultury teatralnej w Polsce" oraz bohaterkami książki, prowadzona przez Ewę Molendę-Pilecką

18 XI, niedziela, godz. 16:00-18:00 Warsztat z zakresu prawa autorskiego w kreacji zbiorowej

24 XI, sobota, godz. 19:00 Próba otwarta spektaklu "Dziady polsko-japońskie/Soreisai" w reżyserii Igi Rodowicz; po pokazie rozmowa twórców z widzami. Zakończenie rezydencji wspólnymi tańcami przy muzyce granej na żywo przez zespół "Dziadów/Soreisai"

Wszystkie wydarzenia odbywają się w siedzibie Muzeum Teatru przy pl. Wolności 7a we Wrocławiu.

Wstęp wolny, liczba miejsc ograniczona. Rezerwacje: blaznice.rezerwacje@gmail.com

Projekt dofinansowany przez Gminę Wrocław

informacja prasowa

środa, 20 listopada 2019

100. rocznica urodzin Henryka Tomaszewskiego

20 listopada przypada 100. rocznica urodzin Henryka Tomaszewskiego - reżysera, choreografa, mima, twórcy Wrocławskiego Teatru Pantomimy, uznawanego za reformatora polskiego i światowego teatru XX wieku i ojca teatru ruchu w Polsce. 

Henryk-Tomaszewski, fot. Monique-Jacot

Henryk Tomaszewski urodził się 20 XI 1919 r. w Poznaniu. W roku 1945 zapisał się w Krakowie do Studia Dramatycznego Iwo Galla, uczył się także tańca na prywatnych lekcjach. W latach 1946-47 współpracował z Polskim Teatrem Akademickim przygotowując scenki pantomimiczne i oprawy choreograficzne.
Od 1946 do 1947 r. uczył się i tańczył w Baletach Polskich Feliksa Parnella. W 1949 r. zaangażował się do baletu Opery Wrocławskiej, do 1959 r. zatańczył i wykreował 11 ról, kreacjami okrzyknięto Pawia („Paw i dziewczyna”), Li Szan Fu („Czerwony mak”), Diabła („Pan Twardowski”), podkreślano dramatyczny rys postaci i nowatorskie środki artystyczne.
W maju 1955 r. na Międzynarodowym Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie otrzymał srebrny medal za etiudę mimiczną „Wirtuoz”. Wpłynęło to na powstanie w 1956 r. najpierw Studia, a od 1959 r. Wrocławskiego Teatru Pantomimy.

Premiera I Programu odbyła się 4 XI 1956 r. Od początku Henryk Tomaszewski konsekwentnie budował styl wyjątkowego w światowej kulturze zjawiska – zespołowego teatru pantomimy. Odszedł od francuskiej tradycji mimu czystego, prowadził wielokierunkowe poszukiwania formalne, penetrował szerokie obszary literatury, mitów i kultury czyniąc z nich kanwę swoich spektakli, znaczącą rolę powierzał oprawie plastycznej i muzyce. Od początku współpracował z najwybitniejszymi polskimi scenografami (J. Przeradzka, Z. de Ines, K. Wiśniak, F. Starowieyski, A. Majewski, W. Wigura).W centrum swojej wizji artystycznej którą nazwał „teatrem kulistym” postawił człowieka i twórcze możliwości ruchu.

Henryk Tomaszewski, fot. Edward Hatrwig

Do 1962 r. występował na scenie, jego interpretacje Akakiusza w „Płaszczu”, tytułowego Woyzecka, czy Figurkę Śmierci ze „Strzelnicy” wpisały się na trwale do historii teatru. Henryk Tomaszewski przygotował w swoim teatrze XXIV Programy, od X – „Odejścia Fausta” były to pełnospektaklowe widowiska.Jako pierwszy w Polsce rozpoczął kształcenie mimów, którzy po ukończeniu Studium przy WTP uzyskiwali status profesjonalnego aktora-mima. Wielokrotnie opracowywał choreografię w spektaklach dramatycznych i operowych.Od 1967 r. pracował w teatrach dramatycznych jako reżyser, nadając przedstawieniom oryginalną wartość poprzez szukanie w geście i ruchu źródeł słowa i wydobywaniu z aktorów nieoczekiwanych możliwości.

W recenzjach z jego spektakli często padało określenie arcydzieło. Jego realizacja „Gry w zabijanego” E. Ionesco w Teatrze Polskim we Wrocławiu uznana została za dzieło kongenialne. Jako twórca ruchu scenicznego współpracował m.in. z Konradem Swinarskim, Stanisławem Igarem, Piotrem Paradowskim i Aleksandrem Bardini. Jako reżyser pracował  w teatrach dramatycznych i muzycznych w Polsce (m.in.: Teatr Polski w Poznaniu, Teatr Stary w Krakowie, Teatr Narodowy w Warszawie, Opera Śląska w Bytomiu, Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie), a także poza granicami kraju, m. in. w Szwecji, Norwegii, RFN. Kilkakrotnie przenosił swoje inscenizacje z WTP do teatrów w Amsterdamie, Oslo, Kopenhadze. Jako choreograf i inscenizator pracował w polskich, duńskich i niemieckich teatrach operowych.

Henryk Tomaszewski, fot. z archiwum WTP

Szczególnie cenił sobie dwie swoje realizacje: przygotowane z Konradem Swinarskim w mediolańskiej La Scali „Menady” Hansa Wernera Henze i „Dienstag aus Licht” Carlheinza Stockhausena w Operze w Lipsku.

Tomaszewski był także znanym kolekcjonerem. W listopadzie 1994 r. otwarto w Karpaczu Miejskie Muzeum Zabawek ze zbiorów Henryka Tomaszewskiego prezentujące kolekcję gromadzoną od 1967 r. a obejmującą zabawki pochodzące od XVII do XX w.
Henryk Tomaszewski zmarł 23 IX 2001 roku w Kowarach, pochowany został na zabytkowym cmentarzu przy świątyni Wang w Karpaczu.

informacja prasowa

sobota, 14 października 2017

50. WROSTJA – Jubileusz niezwykłego festiwalu monodramów (relacja)

O początkach festiwalu monodramów, ich charyzmatycznym pomysłodawcy i organizatorze – Wiesławie Gerasie, jubileuszowych publikacjach i najciekawszych monodramach tegorocznej edycji.

plakat ubiegłorocznych WROSTJA

W dniach od 17 do 24 października odbyły się Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora. Ten wyjątkowy w skali światowej festiwal monodramów święcił w tym roku swoje 50-lecie.

Na początku był … Geras


Jubileuszowe wydawnictwo, Klub Krytyki Teatralnej/ Polska Sekcja IATC : Wydawnictwo Skorpion


Nie byłoby to zapewne możliwe bez pomysłodawcy i niestrudzonego organizatora – dyrektora festiwalu, Wiesława Gerasa. Temu niezwykłemu człowiekowi, który nie tylko czuwał nad organizacją festiwali, ale także je programował, jeżdżąc po świecie i zapraszając do Wrocławia (i nie tylko) wybitnych artystów, wielokrotnie też inspirował wielu aktorów do zagrania monodramów, została poświęcona jubileuszowa książka o znamiennym tytule: ”50 lat WROSTJA. Po teatrze jednego aktora oprowadza Wiesław Geras”. Została wydana przez Klub Krytyki Teatralnej/Polska Sekcja IATC, pod redakcją Tomasza Miłkowskiego i zawiera – oprócz rozmowy z twórcą festiwalu – wspomnienia aktorów, teatrologów, dziennikarzy, którzy w kolejnych edycjach uczestniczyli ”od zawsze”. Dzięki temu historia tego niezwykłego festiwalu opowiedziana jest barwnie i polifonicznie.

Siemion ojcem założycielem


Początków trzeba szukać w połowie lat 60., które prof. Janusz Degler określa złotym okresem w kulturze Wrocławia. Jego zdaniem, ten rodzaj teatru stwarzał nie tylko szansę  na ujawnienie siebie – własnego warsztatu i sił twórczych. 17 października 1966 roku Danuta Michałowska zaprezentowała w Piwnicy Świdnickiej monodram na podstawie powieści ”Komu bije dzwon” Ernesta Hemnigwaya. Tak rozpoczął się trwający do 23 października Ogólnopolski Przegląd Teatrów Jednego Aktora. Jednakże za ”ojca założyciela” Tomasz Miłkowski uznał Wojciecha Siemiona, który wystąpił z monodramem ”Zdrada” według Izaaka Babla.

W ”Zdradzie” – twierdzi autor ”Impulsu, czyli jak to się zaczęło” – demonstrował Siemion swoje odkrycie estetyczne – wykazywał, że nie dość powołać na scenie postać, trzeba ją jeszcze skomentować, nie tyle być nią, ile być obok niej, opowiadać ją w taki sposób, jakby się nią było. Trudna to sztuka (…), jak zachować bliskość i dystans jednocześnie, ale aktor umiał odnaleźć ten właściwy ton. Stąd aplauz, z jakim spotkał się na festiwalu jego spektakl.

Poza spektaklami, w których wystąpili aktorzy tak znani i wybitni, jak Ryszarda Hanin, Kalina Jędrusik, Andrzej Łapicki i inni, odbywały się także spotkania z aktorami i gośćmi festiwalu, wśród których były takie nazwiska, jak Tadeusz Różewicz czy wspomniany Wojciech Siemion… Codziennie dyskutowano o obejrzanych monodramach, a na spektakle ”waliły tłumy”, jak pisał nieżyjący, znany wrocławski dziennikarz Tadeusz Burzyński. Kolejne przeglądy miały już charakter konkursu, a laureatem pierwszej nagrody – Nagrody Głównej Ministra Kultury i Sztuki – został Tadeusz Malak -  za monodram ”W środku życia” na podstawie tekstów Tadeusza Różewicza. On też otworzył tegoroczne jubileuszowe WROSTJA, odwołując się do tamtego przedstawienia: "Powrót do źródeł... od Różewicza... i dalej...”.

 Tadeusz Malak w monodramie "Powrót do źródeł...", Wrocław 2016

Hamlet Geta


W kolejnym roku Eugeniusz Get-Stankiewicz zaprojektował grafikę zatytułowaną ”Hamlet”, która stała się oficjalnym logo festiwalu, a także znalazła się na okładkach serii wydawniczej poświęconej monodramom – ”Czarnej książeczce z Hamletem”.  Serii, dodajmy, zupełnie unikalnej. Ukazało się w niej 17 publikacji, z czego trzy w tym roku: ”166 monodramów” Tomasza Miłkowskiego, ”Wypowiedzieć człowieka. Poezjoteatr Tadeusza Malaka” Katarzyny Flader-Rzeszowskiej oraz ”Lidii Danylczuk droga ku sobie” Iryny Wołyćka-Zubko. Dodajmy, że każda taka książeczka miała swoją promocję, podczas której nie tylko o niej dyskutowano. Zazwyczaj aktor, który był jej bohaterem, prezentował również swoje monodramy – we fragmentach i w całości.


Ukraińska aktorka Lidia Danylczuk – jedno  z wielu odkryć Wiesława Gerasa – gościła w Polsce wielokrotnie ze swoim ”Teatrem w Koszyku”, który charakteryzuje się nowatorską syntezą słowa, obrazu i dźwięku. W tym roku zaprezentowała monodram "Do źródeł. Głos cichego odmętu", na podstawie tekstu Nedy Neżdany, poruszającego historię głodu na Ukrainie w latach 30.

Geras znaczy dobry


Wielkim atutem jubileuszowego wydawnictwa ”50 lat WROSTJA” jest nie tylko zebranie i uporządkowanie informacji na temat wrocławskiego festiwalu monodramów, ale – a może dla czytelnika przede wszystkim – głosy aktorów, którzy bywali we Wrocławiu ze swoimi spektaklami, a także osób aktywnie uczestniczących w festiwalu w różnych rolach. Dzięki nim poznajemy też trochę ten festiwal od kulis.

Birutė Mar odkrywa dla nas, że słowo ”geras” znaczy po litewsku ”dobry”.
Teraz, po prawie dwudziestu latach  - wspomina aktorka – rozumiem, że Pan Wiesław Geras był wówczas tym dobrym człowiekiem, litewskim ”Gerasem” przysłanym mi przez los, który inspirował do tworzenia, rozwoju, doskonalenia się. (…) Wrocław stał się moim miastem rodzinnym tak jak WROSTJA moim rodzinnym festiwalem, gdzie zagrałam wszystkie swoje spektakle, gdzie chce się powrócić i spotkać starych dobrych przyjaciół, gdzie zawsze ktoś na mnie czeka.

Lidia Danylczuk nazywa Wiesława Gerasa żartobliwie ”rycerzem jednego aktora”, a Katarzyna Flader-Rzeszowska ”człowiekiem z pasją”. Z kolei Krzysztof Gordon podziwia jego świeżość patrzenia na teatr, na aktora, na spektakl, zaś  Krzysztof Grabowski – kompetencje  i szybkość działania: 

Byłem wielokrotnie świadkiem – pisze żartobliwie – jak Wiesław Geras, znany wszystkim służbom w Polsce jako szef mono mafii, zapytany, czy ma jakiś pomysł, kogo można by zaprosić ze spektaklem, odpowiadał, że zaraz coś napisze. Wracał po 30 minutach z pełnym programem na najbliższe dwie edycje festiwalu.

Bogusław Kierc określa Wiesława Gerasa mianem ”jasnoksiężnika”, a Wiesław Komasa nazywa ”Sir Wiesławem” i jedną z najbarwniejszych postaci w historii Teatru Jednego Aktora. Zaś Piotr Konrad, próbując odpowiedzieć na pytanie, czym jest teatr jednego aktora, dochodzi do wniosku, iż jest to ”teatr jednego Gerasa”.

Wiesław Geras, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Tych wypowiedzi i przemyśleń, nie stroniących od anegdoty i błyskotliwych bon motów, jest we wspomnianej  publikacji o wiele więcej. Zachęcam gorąco wszystkich, którzy lubią monodramy i są ciekawi takich charyzmatycznych postaci, jak pan Wiesław Geras, aby sięgnęli do niej. Osobiście zawdzięczam dyrektorowi festiwalu nie tylko możliwość obejrzenia wielu wspaniałych spektakli, których bez Niego nie miałabym szansy zobaczyć, a w konsekwencji – doznać  wielu niezapomnianych wrażeń. Chylę również czoła przed Jego pasją, determinacją i wrażliwością, dzięki którym stworzył zjawisko tak niebywałe, a zarazem tak trwałe.

WROSTJA A.D. 2016


W tym roku spektakle celowo były prezentowane w różnych miejscach, które przypominały historię festiwalu – począwszy od Piwnicy Świdnickiej, gdzie wszystko się zaczęło, poprzez scenę PWST, Teatru Lalek, Biura Festiwalowego IMPART, Teatr Polski, Teatr Muzyczny Capitol, po miejsca zupełnie nowe, ale znaczące,  jak nowo powstałe Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, gdzie odbyła się sesja o stanie i kondycji teatru jednego aktora, zaprezentowano wystawę fotografii oraz nowe publikacje.

Spośród wielu interesujących monodramów, obejrzanych podczas jubileuszowego festiwalu, chciałabym więcej miejsca poświęcić szczególnie dwóm. Pierwszym jest ”Żmija” - według prozy Aleksandra Tołstoja i w wykonaniu Doroty Stalińskiej, drugim zaś ”Anioły Dostojewskiego”, które zaprezentowała litewska aktorka Birutė Mar. 

”Żmija” – jubileuszowy monodram Doroty Stalińskiej


”Żmija” to spektakl, który jest swoistym fenomenem. Powstał w 1978 roku (sic!), a więc blisko czterdzieści lat temu i najpierw otrzymał I Nagrodę na 13. OFTJA w Toruniu, a następnie Grand Prix na 11. WROSTJA w 1987 roku.  Jednakże prawdziwym zdumieniem napawa fakt, iż grany był przez wiele lat, a liczba przedstawień przekroczyła cztery tysiące!  Kiedy aktorka wznowiła go, prezentując ponownie podczas festiwalu ”W remizie” na Helu, w 2015 roku, nie mogła wejść do środka, tak wielu chętnych usiłowało bezskutecznie dostać się na widownię. To dowodzi, że są spektakle, które się nie starzeją. We Wrocławiu Stalińska zaprezentowała ”Żmiję” w ramach festiwalu po raz czwarty – przy wypełnionej sali. W ten sposób uczciła jubileusz WROSTJA, ale również własny jubileusz 40-lecia pracy artystycznej.

Monodram ten jest autorski w pełnym tego słowa znaczeniu – aktorka wybrała tekst, opracowała go, wyreżyserowała, stworzyła scenografię oraz kostium i własnoręcznie je wykonała (poza wojskowym płaszczem i butami). Jej bohaterka – Olga Wiaczesławowna Zołotowa jest rodzajem Kandyda w spódnicy (w spodniach także). Urodzona w inteligenckiej rodzinie, traci najbliższych w wyniku Rewolucji Październikowej, a sama – mimo ran i uwięzienia – przeżywa i próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zakochana w poznanym podczas pobytu w szpitalu dowódcy o sokolich oczach, wstępuje do armii i robi wszystko, co on każe. Uczy się jeździć konno, strzelać, znosi wszelkie trudy, bo on jest teraz jej ”rodziną”. Dowódca jest  przy tym powściągliwy i traktuje ją początkowo po ojcowsku, by z czasem zauważyć w niej kobietę, ale nigdy tego nie wykorzystuje. Przed samobójczym, nakazanym przez dowództwo atakiem, wyznaje jej miłość, po czym... ginie. Dziewczyna niczego poza walką nie umie i kiedy nastaje czas pokoju, nie potrafi odnaleźć się w tzw. zwyczajnym życiu. Jest samotna, zamknięta w sobie i staje się łatwą ofiarą pomówień i intryg. Pełne determinacji próby zademonstrowania otoczeniu, że jest normalną kobietą, pragnącą kochać i być kochaną, kończą się tragicznie.

Dorota Stalińska w monodramie "Żmija", WROSTJA 2016

Dorota Stalińska znakomicie pokazuje dramat swojej bohaterki, opowiadając jej historię w formie retrospekcji, od momentu, kiedy to kobieta znajduje się w więzieniu i jest przesłuchiwana, a jednocześnie przygląda się swojemu życiu, próbując zrozumieć, jak to się stało, że zabiła człowieka. Nawiązuje kontakt z publicznością, jakby w oczekiwaniu, że ktoś jednak zrozumie jej dramat. Gra zarówno naznaczoną dramatycznymi przejściami bohaterkę – doświadczoną i nieufną, by za chwilę zmienić się w młodą, niewinną dziewczynę, jaką była na początku. Czasami tragiczna, niekiedy tragikomiczna, zabawna – zawsze prawdziwa i wiarygodna. Taka jest Olga Doroty Stalińskiej: komiczna, gdy uczy się konnej jazdy (wszystko rozgrywa się na naszych oczach), liryczna i trochę zabawna, gdy jesteśmy świadkami jej pierwszej rozkwitającej miłości, tragiczna – gdy  rozpacza po śmierci ukochanego. Piękna jest scena, w której zakochani spędzają ostatnią noc przy ognisku, a mężczyzna śpiewa miłosną pieśń po ukraińsku. Stalińska wyczarowuje przed nami tę scenę tak znakomicie, że ”widzimy” dwoje zakochanych, czujemy atmosferę tej chwili… Prawdziwa mistrzyni! Pod koniec spektaklu, kiedy emocje sięgają zenitu, właściwie bez zastrzeżeń stajemy po stronie ”skrzywdzonej i poniżonej” bohaterki tej opowieści.

Sądzę, że ponadczasowość tego monodramu wynika nie tylko z przesłania utworu, w którym ukazano, jak historia i ludzka podłość mogą zniszczyć życie człowieka. To także, a może przede wszystkim zasługa aktorki, która potrafiła tę prawdę w sposób wiarygodny przekazać środkami scenicznymi, z upływem lat robiąc to coraz bardziej świadomie i dojrzale. 

Wywiad z Dorotą Stalińską - pod tym linkiem.


”Anioły  Dostojewskiego” i Birutė Mar


Prawdziwym brylantem 50. WROSTJA była litewska aktorka Birutė Mar, która tym razem zaprezentowała monodram na kanwie prozy Fiodora Dostojewskiego. Tytuł został zaczerpnięty z opowiadania "Chłopczyk na gwiazdce u Pana Jezusa", bo też dziecko – niewinne, skrzywdzone, poniżone, cierpiące biedę i głód – jest bohaterem tego spektaklu. Tacy ”niewinni aniołowie” pojawiają się w różnych tekstach Dostojewskiego.

Dziatki kochajcie szczególnie – naucza starzec Zosima w ”Braciach Karamazow – albowiem również i one są bezgrzeszne jako anioły i żyją ku rozrzewnieniu, ku oczyszczeniu serc naszych, niejako będąc dla nas wskazówką. Biada temu, kto skrzywdził dziecko.
Tymczasem dzieci są krzywdzone nieustannie: uwiedzione, naiwne nieletnie dziewczęta, marzące o miłości, które wykorzystano cynicznie, nigdy już nie będą potrafiły kochać, będą tylko ranić innych, jak Gruszeńka z ”Z braci Karamazow” czy naiwna dziewczyna z ”Białych nocy”. 
Birutė Mar wchodzi w rolę każdej z postaci w sposób tak naturalny, że to aż zdumiewające. Wkłada męski płaszcz i jest Stawroginem opowiadającym, jak doprowadził do samobójczej śmierci małą dziewczynkę Matrioszę, która nie umiała żyć po tym, jak ją skrzywdził. Cyniczny i mający niejedno na sumieniu, ciągle widzi jej postać wygrażającą mu maleńką piąstką.  Biada temu, kto skrzywdził dziecko… Za skrzywdzonym dzieckiem ujmuje się także inny bohater Dostojewskiego – książę Myszkin, który doskonale wie, że dzieci potrafią być także okrutne w stosunku do siebie, ale nigdy w takim stopniu jak dorośli. Zresztą sam Myszkin ma wrażliwość i ”anielskość” dziecka – i pozostaje bezbronny jak one.

Birute Mar w monodramie "Anioły Dostojewskiego", WROSTJA 2016

Birutė wchodzi także w rolę sześcioletniego chłopczyka i robi to jak nikt inny – wkłada rozczłapane buty, twarz jej się zmienia, oczy nabierają takiego wyrazu, że można o nic powiedzieć: ”oczy dziecka”… Przypomina mi w tym Giuliettę Masinę. Chłopczyk opuszcza suterenę, w której leży ciało zmarłej matki i usiłuje znaleźć coś do jedzenia. Jest mały, bezbronny, przemarznięty. Właśnie zbliża się Wigilia Bożego Narodzenia i za szybami sklepów i oknami widać stosy jedzenia, ale nikt nie chce chłopcu dać się pożywić. W końcu malec zamarza za stosem drewna i ktoś nazajutrz odnajduje jego zwłoki. Tymczasem – mówi Dostojewski, a za nim Birutė – chłopiec trafia na Wigilię do Pana Jezusa, bo u Niego  jest zawsze w Wigilię gwiazdka dla małych dzieci, które nie mają własnej gwiazdki. Ale pointa monodramu jest zupełnie inna niż w opowiadaniu. Narrator Dostojewskiego dystansuje się do tej historii, mówiąc, że jest zmyślona. Birutė zaś przytacza na koniec słowa starca Zosimy i to one stają się pointą spektaklu. Otóż w kontrze do myśli "jeśli Boga nie ma, wszystko wolno”, starzec Zosima uważa, że całe zło, a w szczególności cierpienie niewinnych, bierze się z faktu zerwania przez człowieka więzi z Bogiem.

Spektakl litewskiej mistrzyni monodramu to przykład coraz rzadszego we współczesnej sztuce zjawiska, kiedy to teatr przekracza swoje własne granice, stając się czymś więcej niż scenicznym działaniem. Jak w starożytnej Grecji, przynosi rodzaj katharsis i sprawia, że widz będący współuczestnikiem spektaklu (bo powiedzieć: widzem - to za mało), przeżywa rodzaj duchowego wstrząsu, po którym nic już nie jest takie samo.

Gdyby na WROSTJA  zaprezentowano tylko to przedstawienie, byłoby to i tak wielkim sukcesem tego zasłużonego festiwalu. Jednak takich przeżyć doświadczyłam w ciągu minionych lat więcej, toteż ogromnie żałuję, że 50. przegląd monodramów był zarazem ostatnim.

Wywiad aktorką - pod tym linkiem


Relacja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

Monoteatr Wiesława Gerasa /wywiad/

Rozmawiam z Wiesławem Gerasem  – cenionym animatorem kultury, dziennikarzem i działaczem społecznym, związanym przede wszystkim z Wrocławiem...

Popularne posty