![]() |
| Salvador Dali, Gala Gradiva |
![]() |
| Salvador Dali, Kuszenie św. Antoniego |
Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu… Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
![]() |
| Salvador Dali, Gala Gradiva |
![]() |
| Salvador Dali, Kuszenie św. Antoniego |
Dziś o 20.00 w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego usłyszymy dwóch znakomitych wirtuozów skrzypiec: Alexandra Sitkovetsky`ego i Bartłomieja Nizioła. Zabrzmią rzadko prezentowane utwory Georga Philippa Telemanna, Henryka Mikołaja Góreckiego oraz Siergieja Prokofiewa, a program zwieńczą improwizacje.
Kompletnie inna od żartobliwej suity sprzed trzech wieków jest Sonata na dwoje skrzypiec op. 10 Henryka Mikołaja Góreckiego. Powstała w 1957 roku. Dialogi twórcy, kojarzonego zazwyczaj z zupełnie inną muzyką, pełne są gęstych faktur, sonorystycznych efektów i ostrych kontrastów dynamicznych. Dzieło rozpościera przed słuchaczami szerokie spektrum emocjonalne, dwa instrumenty budują jednak przede wszystkim niepokój charakterystyczny dla estetyki polskiej szkoły kompozytorskiej tamtego czasu.
Zabrzmi także Sonata C-dur op. 56 Siergieja Prokofiewa. Na pomysł jej sporządzenia w 1932 roku artysta wpadł – jak sam przyznawał – wysłuchawszy wcześniej nieudanej pracy na taką samą obsadę, przygotowanej przez autora, którego nazwisko nigdy jednak się nie pojawiło. Tak narodził się ten czteroczęściowy utwór stawiający przed wykonawcami różnorodne wyzwania i wykorzystujący ogromne bogactwo ekspresji. „Słuchanie złej muzyki inspiruje czasami do dobrych pomysłów...” – stwierdził Prokofiew, wspominając całą sytuację.
Program:
Georg Philipp Telemann Intrada, nebst burlesquer Suite D-dur na dwoje skrzypiec „Podróże Guliwera” TWV 40:108
Henryk Mikołaj Górecki Sonata na dwoje skrzypiec op. 10
Siergiej Prokofiew Sonata C-dur na dwoje skrzypiec op. 56
Bartłomiej Nizioł – improwizacje
Wykonawcy:
Alexander Sitkovetsky – skrzypce
Bartłomiej Nizioł – skrzypce
Czas trwania: 60 minut
Lokalizacja: Wrocław, Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, Sala Kasetonowa
pl. Wolności 7A, 50-071 Wrocław
informacja prasowa
![]() |
| fot. Monika Bułaj |
W dniach od 17 do 24 października, a naprawdę do 19 listopada 2016 roku odbędą się jubileuszowe, 50. Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora. Program festiwalu monodramów prezentuje jego dyrektor – Wiesław Geras.
| Wiesław Geras, fot. B. Lekarczyk-Cisek |
Barbara lekarczyk-Cisek: Trzymam w ręku wydaną właśnie z okazji jubileuszu książeczkę Tomasza Miłkowskiego: ”166 monodramów”. Jakie to uczucie, gdy przychodzi taki wspaniały, liczący pół wieku, jubileusz?
Wiesław Geras: To będzie rzeczywiście wyjątkowy festiwal nie tylko dlatego, że liczy sobie już pięćdziesiąt lat. Także ze względu na program, zaproszonych gości, wydawnictwa, które mu towarzyszą, a nawet ze względu na miejsca, w których będą prezentowane spektakle.
W tym roku monodramy będą prezentowane w różnych miejscach.
Ten ruch festiwali monodramów zrodził się w Piwnicy Świdnickiej i jesteśmy bardzo przywiązani do tego miejsca. Pierwszy dzień WROSTJA, jego inauguracja, odbędzie się właśnie tam. Wprawdzie nie pojawi się pani Irena Jun, jak to było w planach, uległa bowiem wypadkowi. Jesteśmy tym bardzo poruszeni. 87-letnia aktorka przygotowała specjalnie na ten jubileusz monodram ”Matka Makryna” na podst. powieści Jacka Dehnela. Mamy jednak nadzieję, że zaprezentuje go w przyszłości, kiedy poczuje się na siłach.
Podczas inauguracji wystąpi za to Tadeusz Malak, który jako pierwszy otrzymał na festiwalu nagrodę. Przypomnę, że pierwszy festiwal w 1964 roku miał charakter spotkań i odbył się bez nagród. Dopiero rok później odbył się konkurs i pierwszą nagrodę zdobył wówczas Tadeusz Malak za spektakl na podst. tekstów T. Różewicza, zatytułowany ”W środku życia”. Zmodyfikowany, uzupełniony przemyśleniami aktora monodram pod tytułem "Powrót do źródeł... od Różewicza... i dalej..." zostanie powtórzony w tym roku. Po nim odbędzie się promocja książki poświęconej artyście: "Wypowiedzieć człowieka. Poezjoteatr Tadeusza Malaka" Katarzyny Flader-Rzeszowskiej, co będzie także okazją do rozmowy. Wieczór jubileuszowy poprowadzi nasz prezes honorowy – prof. Janusz Degler. Będzie to także okazja do promocji książki monograficznej poświęconej WROSTJA, a wydanej przez Klub Krytyki Teatralnej i Instytut Teatralny. Jest to dla mnie zaszczyt i powód do satysfakcji, że nasz festiwal został doceniony i opisany.
Oprócz miejsc, w których odbywały się w przeszłości festiwale, monodramy zostaną zaprezentowane także w miejscach zupełnie nowych.
Tak, drugi dzień festiwalu odbędzie się częściowo w nowo powstałym Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego. Muzeum to powstało m.in. z inicjatywy Wrocławskiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru, w czym specjalne zasługi ma nieżyjąca Irena Rzeszowska, wieloletni prezes Towarzystwa. Miłośnicy teatru pamiętają zapewne ogromne wystawy organizowane przez Towarzystwo. Otóż wszystkie te eksponaty, pieczołowicie przez Rzeszowską gromadzone, zostały przekazane do Muzeum Miejskiego. Również ja przekazałem całą posiadaną dokumentację. Tak więc kolejny dzień WROSTJA odbędzie się w Muzeum Teatru, gdzie przed południem zaplanowano sesję o stanie i kondycji teatru jednego aktora, a jednocześnie na temat jubileuszu. Pokażemy m.in. wyniki naszej pięcioosobowej komisji, składającej się z dwóch profesorów: J. Deglera i R. Śliwonika, dwóch krytyków: T. Miłkowskiego K. Kucharskiego i mnie, którzyśmy oglądali wszystkie festiwale we Wrocławiu. Wybraliśmy mianowicie te spektakle, które okazały się znaczące dla rozwoju monodramu.
W Muzeum Teatru zostanie także zaprezentowana wystawa fotografii oraz publikacji WROSTJA oraz odbędzie się promocja książki z serii ”Czarna książeczka z Hamletem” - ”166 monodramów” Tomasza Miłkowskiego.
A po południu, w Ratuszu, zaprezentujemy spektakle wrocławskie, chcemy bowiem pokazać, że WROSTJA przyczyniły się także do powstania wielu spektakli z udziałem wrocławskich artystów. Według naszego rozeznania, przez tych pięćdziesiąt lat istnienia festiwalu, wzięło w nim udział około dziewięćdziesięciu aktorów wrocławskich. Pokażemy trzy pokolenia artystów związanych z wrocławską PWST: Agatę Kucińską z monodramem "Dziewczyny jak złoto” wg Tomasza Mana, Annę Skubik, która zaprezentuje "Złamane paznokcie. Rzecz o Marlenie Dietrich” oraz Bogusława Kierca z monodramem ”Mój trup”.
Kolejny dzień festiwalu odbędzie się w nowo otwartym Wrocławskim Domu Literatury, gdzie pokażemy trzy spektakle, które są dla nas bardzo ważne. Zazwyczaj prezentowaliśmy także aktorów nieprofesjonalnych, którzy wyróżnili się na różnych konkursach. I tym razem mamy dwie młode osoby, które są laureatkami konkursu Turniej Teatrów Aktora "Sam na scenie" w Słupsku. Jedna zaprezentuje tekst Leszka Kołakowskiego, a druga – Dostojewskiego.
Na festiwalu pojawią się także wybitne aktorki zagraniczne, które wielokrotnie gościły we Wrocławiu…
Tego samego dnia wieczorem wystąpi Lidia Danylczuk ze Lwowa – aktorka związana z nami od piętnastu lat, przez nas wypromowana. Bywała w Polsce na różnych festiwalach kilkanaście razy. Poświęciliśmy jej także monografię z serii ”Czarna książeczka z Hamletem” - "Lidii Danylczuk droga ku sobie” autorstwa Iryny Wołyćkiej-Zubko, która będzie promowana tego dnia.
Dzień ten zakończymy we Wrocławskim Teatrze Lalek, gdzie wystąpi ulubienica naszej publiczności – Biruté Mar, która zaprezentuje premierowy spektakl "Anioły Dostojewskiego”.
Poza tym wystąpią także wybitni polscy aktorzy…
Chcemy także pokazać polskich mistrzów monodramu. 20 października wystąpi w Imparcie Janusz Gajos z monodramem ”Msza za miasto Arras”. A następnego dnia nasza ulubienica – Dorota Stalińska będzie świętowała swój jubileusz, podczas którego pokaże monodram ”Żmija”. Pokaże go zresztą później w innych miastach.
Monodramy zaprezentują także wrocławscy aktorzy…
Dzień poświęcony monodramom we wrocławskich teatrach miał być bardziej rozbudowany. Chcieliśmy pokazać, że dzięki naszemu festiwalowi aktorzy zostali zainspirowani do pracy nad monodramami. Niestety, nie wszystkie teatry zgodziły się na udział w tej prezentacji. Ostatecznie zobaczymy więc trzy monodramy: Anny Kramarczyk, Wiesława Cichego i Błażeja Wójcika.
Szczególne znaczenie ma dla nas także jubileusz 85-lecia urodzin Zdzisława Kuźniara, którego ”Ja, Feuerbach” zostanie zaprezentowany 18 i 19 listopada w Instytucie Grotowskiego. Patronowaliśmy też przygotowanej z tej okazji wystawie fotografii tego wybitnego aktora.
Festiwal kończymy tradycyjnie etiudami PWST. Tradycyjnie już pokażemy także nasze spektakle w sześciu miastach Dolnego Śląska.
Jesteśmy dumni, że udało się nam w tym roku przygotować jubileuszowy festiwal, mimo braku zainteresowania ze strony miasta. Władze Wrocławia w ogóle tego festiwalu nie uznają. Będzie to więc ostatni festiwal prezentowany w tej formule. Od przyszłego roku będziemy organizowali w październiku WROSTJA-mono (autor albo aktor). W tej formule będą prezentowane trzy spektakle jednego autora lub trzy monodramy w wykonaniu jednego aktora. Pierwsze spotkanie będzie dotyczyło T. Różewicza. Pokażemy trzy jego spektakle, które powstały z naszej inspiracji za granicą. W Armenii przygotowano ”Śmiesznego staruszka”, w Kijowie ”Starą kobietę…”, a w Odessie – spektakl na podst. poezji autora ”Ocalonego”.
Dziękuję za rozmowę.
Wyjątkową wystawę prac Ewy Rossano możemy obejrzeć w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego. Wyjątkową, bo rzeźby i obrazy na tej ekspozycji zdają się dialogować ze sobą, z widzem, z przestrzenią... Snują swoje opowieści (taki jest zresztą tytuł wystawy), a zarazem pozostawiają przestrzeń dla widza - z jego wyobraźnią, skojarzeniami, historiami.
| Ewa Rossano, fot. Sabin Kluszczyński |
O jednym z bohaterów powieści Ucho Igielne Wiesława Myśliwskiego powiada narrator: "Miało się wrażenie, że ze słów tworzy świat, nienaśladowany, niepowtarzany za kimś, niczym wielobarwne malowidło, na które się patrzyło, kiedy opowiadał, a nawet w którym widziało się i siebie, towarzyszącego mu w wędrówce przez ten jego świat, bo słowa nieraz tak wciągają w czyjeś życie, choćby nie wiadomo jak odległe od naszego".
Myśliwski porównuje opowieść do wielobarwnego malowidła, tworzącego świat, w którym - patrząc uważnie - można zobaczyć także siebie. Takie samo odczucie miałam obcując z wyjątkowymi dziełami rąk Ewy Rossano. Jej rzeźby - połączenie kruchego szkła i twardego metalu - opowiadają o dwoistości ludzkiej natury, o tym, że spotkanie z drugą istotą nas przemienia, ale zapraszając do refleksji pozostawiają także rozbudowaną sferę tajemnicy. Może tu właśnie jest przestrzeń dla nas - naszych opowieści płynących ze świata, z którym przybywamy..?
Niewielkie rozmiarami, zawierają piękne detale, które w odpowiednim oświetleniu nabierają blasku i wigoru. Można też zajrzeć do zaimprowizowanej pracowni artysty i poczuć atmosferę, w jakiej powstają, przyjrzeć się narzędziom, materiałom, detalom...
Miałam szczęście obcować z nimi najpierw wędrując po wystawie sama, a następnie z artystką, która uchyliła przede mną rąbka tajemnicy - dowiedziałam się m. in. jak powstawały rzeźby i obrazy, jaki był pierwotny zamysł, co pragnęła poprzez nie wyrazić...
| Ewa Rossano, Sekret, 2021, brąz i kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
Barbara Lekarczyk-Cisek: Chodząc po tej niezwykłej wystawie, z ciekawością zatrzymywałam się przy prezentowanych na niej artefaktach. To było doświadczenie podobne do spotkań z ludźmi - jedni mieli mi do opowiedzenia więcej, inni mniej, ale każdy wart był uważnego zatrzymania się i posłuchania. Byłam na przykład ciekawa sekretu, który powierzają sobie dwie kobiety połączone ze sobą jakąś tajemnicą, co zresztą podkreśla tytuł: "Sekret". A może jest to jedna i ta sama postać? Ich subtelne piękno, rodzaj wspólnoty i dualizm przejawiający się w połączeniu szlachetnego, pełnego rozmaitych wypukłości brązu z rozświetlonym fioletem kryształu są doprawdy intrygujące... Równie intrygujące są tytuły i cytaty. Interesujący jest także sam zamysł.
Ewa Rossano: Początkowy zamysł często ulega przeobrażeniom. W tym przypadku chciałam na początku wyrzeźbić dwie siostry, ale w trakcie - tak jest zazwyczaj w moim przypadku - zaczęłam podążać za tym, co "mówiła" sama rzeźba, poddałam się jej prowadzeniu. To moje ręce "opowiadają" i sama postać zaczyna powstawać jakby autonomicznie. Najpierw powstał kryształ w moim ulubionym kolorze ultramaryny, który odsyła nas w inne rejony: nieba, morza, chabru... Nadaje głębię. Kiedy zaczęłam tworzyć suknię, stała się niejako podwójna - powstały dwie postaci, ale zarazem nie o dwie postaci tu chodzi, co raczej o sekret człowieczeństwa, ludzkiej dwoistości. Chciałam pokazać duchowość i cielesność, delikatność i siłę, jawę i sen... Są sekrety, o których chcielibyśmy wiedzieć, ale są także i takie, których być może nigdy się nie poznamy. Trzeba by pogodzić się z faktem, że nie musimy wiedzieć wszystkiego, ale możemy żyć w harmonii ze sobą i ze światem.
B.L.C. Całe szczęście, że tak jest! Świat byłby nudny bez tajemnic. Jednak pomiędzy postaciami istnieje interakcja, toczy się rozmowa...
E. R. Postaci rzeczywiście ze sobą rozmawiają, a jedna z nich trzyma coś w dłoni, co? - nie wiemy, a także czy się z nami tym podzieli, w każdym razie nie skrywa tego. W tej pracy chciałam też zawrzeć myśl, że otaczają nas różne osoby, które żyją czasami daleko, ale mimo to istnieją, więc nie powinniśmy myśleć tylko o sobie, bo nie jesteśmy pępkiem świata.
| Ewa Rossano, Szepty, 2021, brąz i kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
B.L.C. Obok postaci "Sekretu" widzimy inną rzeźbę, zatytułowaną nie mniej interesująco: "Szepty" i widoczne jest, że postać szepce z inną formą bytu (śmiech)...
E. R. Tak, to nie chodzi nawet dosłownie o ptaka, ale właśnie o inną formę bytu. Ptaki dużo podróżują i widzą świat z zupełnie innej perspektywy - to mnie w nich najbardziej fascynuje. Stworzenie przedstawione w tej rzeźbie jest wyjątkowo duże, może więc przeżyło wiele ważnych podróży (śmiech). Nie mamy też pewności co do tego, czy ptak dopiero przyleciał, czy może się żegna... W każdym razie czujemy jego zaufanie. W tej relacji zawarta jest prawda, a o to mi zawsze najbardziej chodzi.
| Ewa Rossano, O świcie, 2021, technika mieszana i słoma na drewnie |
Na wystawie - w towarzystwie rzeźb - znajdują się także obrazy, równie intrygujące - jak choćby ten zatytułowany "O świcie", w którym leżąca sylwetka kobiety zdaje się wyłaniać z nietypowego tła, w którym dostrzegam...słomę. Czy jest to opowieść o związkach człowieka z naturą, od której wprawdzie odeszliśmy, ale jednak nadal jest częścią nas samych, co w jakiś sposób czujemy znajdując się na pograniczu jawy i snu?
Któż to wie... Może i tak jest. Ciągle eksperymentuję i nie byłoby tych obrazów, gdyby nie moja ciekawość. Nie zadowalam się tym, co już umiem, ale nieustannie pragnę poznawać. Ten obraz jest tego przykładem. Wykorzystuję tutaj techniki, której używało się dawno temu do lepienia ścian domów. Poznałam tę technikę w pracowni Patricka Fischera w Alzacji, który nie tylko maluje, ale produkuje też własne farby z naturalnych pigmentów. Tego rodzaju obrazy nazywam "malowaniem na sianie" (śmiech). Natura jest czymś niezwykłym - nawet siano połyskuje. Z moimi pracami już tak jest, że kiedy maluję, to trochę rzeźbię, a gdy rzeźbię, to także maluję.
| Ewa Rossano, Frida, 2021, technika mieszana i słoma na drewnie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
W podobnej technice została wykonana także "Frida", ale nie jest to Frida Kahlo?
Nie, to nie ten trop. Nazwałam tak tę postać, bo wydawało mi się, że to imię do niej pasuje. Jest trochę surowa, ale bardziej dla siebie - widać to w jej spojrzeniu. W tej technice podoba mi się to właśnie, że ma charakter szkicu, fresku, formy otwartej. Ważne jest także otoczenie postaci, jakby wyjęte z innej rzeczywistości.
| Ewa Rossano, Ogród wypowiedzianych słów, 2021, brąz i kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
"Fridę" oglądamy w towarzystwie bardzo interesującej rzeźby o poetyckim tytule: "Ogród wypowiedzianych słów", przedstawiającej kobiecą sylwetkę, której tułów połyskuje soczystą zielenią, a całą przednią część sukni stanowi ażurowy liść, prowadzący jakby do wewnętrznego świata postaci...
Od początku miałam zamysł ukazania ogrodu, do którego prowadzi tajemne wejście - wejście do innego świata. Kojarzy mi się on z rajskim ogrodem, z biblijnym dziełem stworzenia, kiedy Bóg wypowiada słowa, które powołują świat do istnienia. Poza teologicznymi skojarzeniami ma to dla mnie również i takie znaczenie, że tym ogrodem jesteśmy my sami dzięki słowom, które wypowiadamy. Częścią naszego ogrodu stają się także inni ludzie, do których kierujemy słowo. Ogród zawiera w sobie te słowa, które zostały wypowiedziane, a więc przyoblekły się w ciało - stały się rzeczywistością, choć niekoniecznie materialną. Czasami piękne, niekiedy trochę nam zawadzają, ale są.
| Ewa Rossano, Albertyna, 2021, brąz, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
Każda rzeźba jest właściwie po trosze Tobą...
"Albertyna" jest utrwalona w geście zatrzymania się, ale przeżywa rodzaj wewnętrznej burzy. Czuje się wibrujące w niej emocje.
Dla mnie jest to także Albertyna Prousta, która pozostaje dla bohatera niedocieczoną tajemnicą...
Takie skojarzenie jest możliwe, mnie jednak chodziło o pokazanie wewnętrznego świata, którego nie widać, a czasami nawet go nie odczuwamy. Albertyna stoi jak forteca i broni do siebie dostępu, a wewnątrz bardzo wiele się dzieje. Końcówka wiersza: "Albertyna to ja" sugeruje, że każdy z nas jest nią.
| Ewa Rossano, Równonoc, 2020, brąz, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
Fascynująca jest także "Równonoc", która mnie się kojarzy z "Umarłą klasą" Tadeusza Kantora. Wszystkie postaci w tym spektaklu niosą na swoich plecach rozmaite wydarzenia z przeszłości: swoje traumy, doświadczenia itd. Podobnie niesie to "COŚ" postać twojej rzeźby, ale jej pełna energii, wyprostowana sylwetka wskazywałaby raczej na pozytywny bagaż doświadczeń...
Ta rzeźba ma swoją historię. Początkowo były to dwie odrębne postacie, a zarazem jedna i ta sama osoba. Potem jednak połączyły się w jedną całość: jedną jej część stanowią lata młodzieńcze, druga symbolizuje dojrzałość. To, co trzyma w ręku, jest rodzajem nici, którymi tka swoje życie. Pomyślałam też, że ta nić być może łączy ją z przeszłością - z jej przodkami...A może są to słowa i sprawy, o których myśli, a potem je niesie... To jedna z tych prac, których sama jeszcze nie odkryłam do końca.
| Ewa Rossano, Namiętność, 2021, brąz i kryształ fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
Czasami rzeźby długo nie dają się odkryć, jakby broniły dostępu do siebie. "Namiętność" należy do takich właśnie prac. Nasza intymność, namiętność jest takim bogactwem emocji, że może mieć różne odsłony. Może o to właśnie chodzi, aby nie była za każdym razem taka sama. Dlatego ma tyle różnych drzwi i odsłon...
| Ewa Rossano, Przyszłość - Przeszłość", 2010, technika mieszana na drewnie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
Zainteresowało mnie, dlaczego na obrazie "Przeszłość - Przyszłość" tak bardzo są one od siebie oddzielone, czyżbyś chciała się odciąć od przeszłości (śmiech)?
Nie wiem (śmiech), być może pionowa kreska oznacza teraźniejszość, która dopiero się zapisuje...
Twoja wystawa w Muzeum Teatru ma jeszcze inną odsłonę. Na najwyższym piętrze, obok rzeźb i obrazów, towarzyszą nam multimedia, a ściślej - realizacje filmowe inspirowane Twoimi pracami. O ile rzeźba jest nieruchoma, o tyle na nich widać żywioł ruchu, słychać muzykę... Świetnie się to dopełnia.
| Etiuda pantomimiczna, choreografia i reżyseria etiud: Katarzyna Sobiszewska, realizacja filmu i montaż: Sabin Kluszczyński |
Ta okoliczność, że wystawa ma miejsce w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, sprawiły, że pojawił się pomysł projektu z aktorami pantomimy, którzy pracowali z Tomaszewskim. Pięknie opowiadają ciałem Mariusz Sikorski, Anną Nabiałkowską i Katarzyną Sobiszewska. Natomiast pomysł z bokserkami zrodził się wiele lat temu, kiedy zrobiłam odlew swoich pięści. Bardzo mi się podobało to połączenie siły i delikatności, które próbowałam następnie oddać w rzeźbie za pomocą kryształu. Poznani dzięki Małgorzacie Bruder, kierowniczce Muzeum Teatru aktorzy zaangażowali się w projekt etiud i filmu. Bardzo lubię poznawać nowych ludzi - niezmiernie mnie to inspiruje.
| Ewa Rossano, To miejsce, w którym dotknęłam nieba - i już nie puściłam, 2015, kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
Bardzo dziękuję za tę opowieść o wystawie. Sądzę, że zachęci ona i zaintryguje kolejnych poszukiwaczy tajemnic i opowieści, których nieocenionym medium jest sztuka, szczególnie tak piękna jak Twoja.
| Ewa Rossano, Kraina czułości, 2016, brąz i kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
| Ewa Rossano, Kraina czułości (detal), 2016, brąz i kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek |
![]() |
| Anna Zubrzycki, fot. z archiwum aktorki |
![]() |
| Henryk-Tomaszewski, fot. Monique-Jacot |
![]() |
| Henryk Tomaszewski, fot. Edward Hatrwig |
![]() |
| Henryk Tomaszewski, fot. z archiwum WTP |
![]() |
| plakat ubiegłorocznych WROSTJA
W dniach od
17 do 24 października odbyły się Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora.
Ten wyjątkowy w skali światowej festiwal monodramów święcił w tym roku swoje
50-lecie. Na początku był … GerasJubileuszowe wydawnictwo, Klub Krytyki Teatralnej/ Polska Sekcja IATC : Wydawnictwo Skorpion
Nie byłoby
to zapewne możliwe bez pomysłodawcy i niestrudzonego organizatora – dyrektora
festiwalu, Wiesława Gerasa. Temu
niezwykłemu człowiekowi, który nie tylko czuwał nad organizacją festiwali, ale
także je programował, jeżdżąc po świecie i zapraszając do Wrocławia (i nie
tylko) wybitnych artystów, wielokrotnie też inspirował wielu aktorów do
zagrania monodramów, została poświęcona jubileuszowa książka o znamiennym
tytule: ”50 lat WROSTJA. Po teatrze
jednego aktora oprowadza Wiesław Geras”. Została wydana przez Klub Krytyki
Teatralnej/Polska Sekcja IATC, pod redakcją Tomasza Miłkowskiego i zawiera –
oprócz rozmowy z twórcą festiwalu – wspomnienia aktorów, teatrologów,
dziennikarzy, którzy w kolejnych edycjach uczestniczyli ”od zawsze”. Dzięki
temu historia tego niezwykłego festiwalu opowiedziana jest barwnie i polifonicznie.
Siemion ojcem założycielem
Początków
trzeba szukać w połowie lat 60., które prof. Janusz Degler określa złotym okresem w kulturze Wrocławia. Jego
zdaniem, ten rodzaj teatru stwarzał nie tylko szansę na ujawnienie siebie – własnego warsztatu i
sił twórczych. 17 października 1966 roku
Danuta Michałowska zaprezentowała w Piwnicy Świdnickiej monodram na podstawie
powieści ”Komu bije dzwon” Ernesta Hemnigwaya. Tak rozpoczął się trwający
do 23 października Ogólnopolski Przegląd Teatrów Jednego Aktora. Jednakże za
”ojca założyciela” Tomasz Miłkowski uznał Wojciecha
Siemiona, który wystąpił z monodramem ”Zdrada”
według Izaaka Babla.
W ”Zdradzie” – twierdzi autor ”Impulsu, czyli jak
to się zaczęło” – demonstrował Siemion
swoje odkrycie estetyczne – wykazywał, że nie dość powołać na scenie postać,
trzeba ją jeszcze skomentować, nie tyle być nią, ile być obok niej, opowiadać
ją w taki sposób, jakby się nią było. Trudna to sztuka (…), jak zachować
bliskość i dystans jednocześnie, ale aktor umiał odnaleźć ten właściwy ton.
Stąd aplauz, z jakim spotkał się na festiwalu jego spektakl.
Poza
spektaklami, w których wystąpili aktorzy tak znani i wybitni, jak Ryszarda
Hanin, Kalina Jędrusik, Andrzej Łapicki i inni, odbywały się także spotkania z
aktorami i gośćmi festiwalu, wśród których były takie nazwiska, jak Tadeusz
Różewicz czy wspomniany Wojciech Siemion… Codziennie dyskutowano o obejrzanych
monodramach, a na spektakle ”waliły tłumy”, jak pisał nieżyjący, znany
wrocławski dziennikarz Tadeusz Burzyński. Kolejne przeglądy miały już charakter
konkursu, a laureatem pierwszej nagrody – Nagrody Głównej Ministra Kultury i
Sztuki – został Tadeusz Malak - za monodram
”W środku życia” na podstawie tekstów Tadeusza Różewicza. On też otworzył
tegoroczne jubileuszowe WROSTJA, odwołując się do tamtego przedstawienia: "Powrót
do źródeł... od Różewicza... i dalej...”.
Tadeusz Malak w monodramie "Powrót do źródeł...", Wrocław 2016
|
Rozmawiam z Wiesławem Gerasem – cenionym animatorem kultury, dziennikarzem i działaczem społecznym, związanym przede wszystkim z Wrocławiem...