Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Pasji według św. Mateusza, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Pasji według św. Mateusza, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 5 marca 2025

Pasje Johanna Sebastiana Bacha - tradycja w Concertgebouw

Wykonywanie Pasji Johanna Sebastiana Bacha w Niedzielę Palmową każdego roku  jest jedną z najstarszych tradycji Concertgebouw Orchestra. Jak to się zaczęło – i dlaczego tradycja ta jest nadal tak silna po 126 latach? 

Philip Herreweghe leads the St Matthew Passion in the Concertgebouw (2014),
fot. Anne Dokter

Pasja według św. Mateusza Johanna Sebastiana Bacha to nie tylko jedno z największych arcydzieł, jakie kiedykolwiek skomponowano, ale jest również bardzo lubiana przez publiczność — szczególnie w Holandii, gdzie tysiące miłośników muzyki uczestniczy w jej wykonaniach w tygodniu poprzedzającym Wielkanoc od prawie 130 lat.

Podstawy tej szczególnej tradycji sięgają 1899 roku, kiedy to Willem Mengelberg, ówczesny główny dyrygent Concertgebouw Orchestra, zdecydował, że wykonanie arcydzieła Bacha powinno odbywać się co roku w Niedzielę Palmową. Wielka Sala Concertgebouw jest co roku wypełniona w każdą Niedzielę Palmową, chociaż Pasja według św. Mateusza jest teraz wykonywana naprzemiennie z Pasją według św. Jana Bacha. Wyjaśnimy, jak to się stało później w tym artykule, ale najpierw musimy cofnąć się trochę w czasie, ponieważ tradycja pasyjna Concertgebouw Orchestra nie pojawiła się znikąd: wiele czynników i wydarzeń poprzedziło pierwsze wykonanie w Niedzielę Palmową w 1899 roku.

Ponowne odkrycie Bacha

Johann Sebastian Bach został w dużej mierze zapomniany do czasu swojej śmierci w 1750 roku. Kilku jego synów stało się znacznie bardziej popularnymi i wpływowymi kompozytorami, a polifoniczne dzieła „starego Bacha” zaczęto uważać za staromodne i zbyt skomplikowane: studiowało je tylko kilku koneserów, wśród nich Mozart i Beethoven. Następnie pojawił się Felix Mendelssohn, który miał zaledwie 20 lat, gdy wydobył Pasję według św. Mateusza z niepamięci. Dyrygował utworem w Berlinie 11 marca 1829 roku, ponad sto lat po jego pierwszym wykonaniu w Lipsku, chociaż dostosował partyturę do gustu publiczności XIX wieku: jego zmiany obejmowały chór 158 śpiewaków i dużą liczbę cięć. Odniósł wielki sukces, a precedens, który Mendelssohn ustanowił, stopniowo zaczął być akceptowany gdzie indziej. Muzyka Bacha rozpoczęła zasłużone odrodzenie w Niemczech i Austrii, gdzie Schumann, Brahms i Bruckner oddali hołd wielkiemu mistrzowi baroku.

Pasja według św. Mateusza w Holandii

Minęło sporo czasu, zanim to odrodzenie dotarło do Holandii. Pierwsze wykonanie Pasji według św. Mateusza odbyło się w Rotterdamie w 1870 r., a niemiecko-holenderski kompozytor i dyrygent Julius Röntgen zorganizował występ z zaledwie trzyletnią orkiestrą Concertgebouw w 1891 r. Następnie odbyły się występy w różnych miejscach, co doprowadziło do ustanowienia przez Mengelberga corocznego wykonywania Pasji w 1899 r.

Wykonania Bacha Mengelberga stały się legendarne, chociaż należy zauważyć, że on również poszedł w ślady Mendelssohna i dostosował swoje wykonania do gustów epoki. Orkiestra w czasach Bacha składała się z około dziesięciu do trzydziestu muzyków, których instrumenty brzmiały i były używane zupełnie inaczej. Mengelberg używał pełnej orkiestry symfonicznej, która grała w typowy dla tamtych czasów rozległy sposób, a także korzystał z dużych sił chóralnych. Znacznie skrócił również utwór, chociaż wykonanie nadal wydawało się trwać wieczność z powodu jego powolnego tempa. Podczas gdy jego interpretacja spotkała się z pewną krytyką ze strony prasy, otrzymał on również co najmniej tyle samo pochwał; kontynuował więc swoją późnoromantyczną wizję Bacha aż do ostatniego wykonania utworu w 1944 r.

Coroczny „Mengelberg-Matthäus” osiągnął swój cel i stał się tradycją. Mengelberg opuścił tylko jeden występ Pasji według św. Mateusza z powodu choroby, zanim jego stanowisko w Concertgebouw Orchestra stało się nie do utrzymania w 1945 roku. Nastąpiła dwuletnia przerwa (1945-1946), po której jego następcą został Eduard van Beinum. Bernard Haitink został nowym głównym dyrygentem orkiestry po śmierci van Beinuma w 1959 roku, ale wolał delegować nieco wyspecjalizowane zadanie prowadzenia św. Mateusza Eugenowi Jochumowi, drugiemu stałemu dyrygentowi orkiestry w tamtym czasie.

Wykonania zbliżone do autentyku

Ludzie zaczęli tymczasem zdawać sobie sprawę, że wykonania barokowe niekoniecznie skorzystałyby na nowoczesnej orkiestrze symfonicznej i chórze składającym się z setek śpiewaków — i że być może warto wziąć pod uwagę okres i okoliczności, w których muzyka została napisana. W latach 60. i 70. XX wieku pojawiła się coraz większa liczba muzyków, którzy opierali swoje wykonania na historycznych źródłach pisanych; chociaż jakiekolwiek pojęcie dokładnego brzmienia muzyki Bacha musi pozostać kwestią domysłów, muzycy mogli przynajmniej używać instrumentów z tego okresu lub ich kopii i brać pod uwagę historyczne opisy praktyki wykonawczej. Wielka Brytania i Holandia przewodziły temu trendowi, który ostatecznie doprowadził do alternatywnej tradycji wykonywania Pasji w bardziej autentycznym stylu przez Bachvereniging w Naarden, a także wiele innych. Ta sytuacja stworzyła ideologiczną przepaść między „autentycznym” Naarden a „romantycznym” Amsterdamem.

 Nikolaus Harnoncourt dyryguje Pasją według św. Mateusza podczas transmisji Konkursu
Piosenki Eurowizji (1975). zdjęcie: NOS


Św. Mateusz i św. Jan

Przepaść została zasypana w 1975 r., kiedy orkiestra Concertgebouw zaprosiła austriackiego dyrygenta i klawesynistę Nikolausa Harnoncourta (1929-2016), jednego z czołowych przedstawicieli historycznej praktyki wykonawczej, jako dyrygenta gościnnego. Jego propozycja wykonania Pasji według św. Jana Bacha zamiast Pasji według św. Mateusza była niczym innym, jak rewolucją: Pasja według św. Jana  najwcześniejszą Pasją kompozytora i po raz pierwszy zabrzmiała 7 kwietnia 1724 roku w kościele św. Mikołaja w Lipsku. Harnoncourt zredukował orkiestrę do zaledwie 29 muzyków i zatrudnił równie skromny Nederlands Kamerkoor (Holenderski Chór Kameralny). 

Muzycy orkiestry zostali "nawróceni". Harnoncourt poprowadził Pasję według św. Mateusza w następnym roku, a Św. Jana ponownie w 1977 roku, od kiedy to Concertgebouw Orchestra wykonała na zmianę dwie wielkie Pasje. Co jeszcze ważniejsze, nauczył orkiestrę wiele na temat historycznej praktyki wykonawczej dla muzyki z XVIII i początku XIX wieku, na co otrzymał dodatkowe godziny prób. Smyczki nauczyły się grać bardziej przejrzyście, z mniejszą ilością vibrato i bardziej ostrym atakiem, podczas gdy orkiestra jako całość zdała sobie sprawę, że era nadmiernie romantycznych interpretacji takiego repertuaru dobiegła końca. Orkiestra następnie mianowała Harnoncourta honorowym gościnnym dyrygentem, tytuł ten został przekazany Ivánowi Fischerowi kilka lat po śmierci Harnoncourta. Nie tylko historyczna praktyka wykonawcza jest teraz zakorzeniona w muzykach, ale specjaliści od repertuaru są również zapraszani kilka razy w sezonie od kilku lat. I — orkiestra nadal wykonuje Pasję według św. Jana i Pasję według św. Mateusza naprzemiennie w Wielkim Tygodniu.

W tym roku prezentujemy Pasję według św. Mateusza pod dyrekcją eksperta baroku Riccardo Minasi w piątek 11 kwietnia i niedzielę 13 kwietnia. Bilety są nadal dostępne.

informacje ze strony Royal Concertgebouw Orchestra

P.S. Miałam okazję posłuchać Pasji według św. Jana w Concertgebouw 1 kwietnia 2023 roku, gdy pojechałam do Amsterdamu na wystawę Vermeera. Nederlande Kamerorkest dyrygował René Jacobs.



piątek, 19 kwietnia 2024

Bach Pasjami... /relacja z koncertów "Pasji wg św. Mateusza w NOSPR i w Narodowym Forum Muzyki/

Okres przedświąteczny był dla mnie w tym roku szczególny, miałam bowiem okazję dwukrotnego wysłuchania Pasji według św. Mateusza Johanna Sebastiana Bacha w dwóch różnych interpretacjach: Philippe'a Herreweghe w katowickim NOSPR oraz Jarosława Thiela w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Dwie różne koncepcje, inne składy chórów i różni soliści, a jednak obydwa koncerty były niezwykle poruszające...

Philippe Herreweghe dyryguje Pasją według św. Mateusza J. S. Bacha
w katowickim NOSPR, fot. materiały prasowe NOSPR

Pasja według św. Mateusza - genialne dzieło Johanna Sebastiana Bacha

Swoją kompozycją Pasji według św. Mateusza, której premiera odbyła się w Wielki Piątek 11 kwietnia 1727 roku w kościele św. Tomasza w Lipsku, Bach stworzył arcydzieło, które było i jest nadal wyjątkowe w historii muzyki. Dobór środków muzycznych, niezwykle śmiały język harmoniczny - aż do otwartego dysonansu, zawsze z intencją interpretacji teologicznej, ma również dziś wyjątkowy charakter. Bezprecedensowe połączenie trzech chórów, dwóch organów, dwóch orkiestr i ośmiu solistów wychodzących z chórów, by w w ariach i recytatywach podejmować refleksję nad tym, że odkupienie ludzkości odbyło się przez cierpienie i śmierć Chrystusa na krzyżu i że po dziś dzień wszyscy mamy w tym udział... Już druga, przejmująca aria: "Blute nur" wskazuje na związek pomiędzy niewinnym cierpieniem Jezusa a człowiekiem, który go zdradził, co jest nie tylko aluzją do Judasza, ale do nas wszystkich. 

Johann Sebastian Bach skomponował Pasję według św. Mateusza jako kantor kościoła św. Tomasza w Lipsku. Była to istotna część liturgii Wielkiego Piątku. Nabożeństwo trwało w sumie pięć godzin i przy użyciu niezwykle skomplikowanych środków muzycznych było w istocie refleksją nad historią Męki Pańskiej według Ewangelii św. Mateusza. Po pierwszej części nastąpiło około godzinne kazanie, po którym przedstawiono dłuższą część drugą. 

Pasji według św. Mateusza słucham od lat w różnych wykonaniach: zarówno na żywo, zazwyczaj podczas corocznych koncertów przed Wielkanocą, posiadam też w swojej fonotece kilka jej znakomitych wersji, z których najwyżej cenię sobie nagranie z 1999 roku w wykonaniu Collegium Vocale Gent pod Philippe Herreweghe, z Ianem Bostridgem jako Ewangelistą, Dietrichem Henschelem w roli Jezusa, z udziałem Andreasa Scholla, którego aria "Erbarme Dich, mein Gott" przeszła do historii. W ubiegłym roku, przy okazji pobytu w Amsterdamie, dokąd udałam się na wystawę Vermeera, wysłuchałam w Concertgebouw obu Pasji Bacha: Janowej - w interpretacji René Jacobsa oraz Mateuszowej, którą poprowadził John Butt, z Nicholasem Mulroy`em jako Ewangelistą i Matthew Brookiem jako Chrystusem. Mimo tych wieloletnich spotkań z Pasjami Bacha, ich ponowne wysłuchanie jest dla mnie zawsze mocnym przeżyciem. Tak było i tym razem. 

John Eliot Gardiner w swojej książce "Muzyka w Zamku Niebios. Portret Johanna Sebastiana Bacha" próbuje wyjaśnić to silne oddziaływanie Pasji wg św. Mateusza, porównując ją do greckiej tragedii o królu Edypie. Mimo że Grecy doskonale znali tę historię, z jej brutalnością, moralnym zgorszeniem, cierpieniem i poniżeniem jej bohatera, to jednak dawali się porwać relacji Sofoklesa, jakby ją słyszeli po raz pierwszy, przeżywając litość i trwogę (katharsis). Podobnie było zapewne z wiernymi zgromadzonymi w Wielki Piątek, 11 kwietnia 1709 roku w Kościele św. Tomasza w Lipsku, choć znali doskonale zapisaną w Ewangelii św. Mateusza historię Męki Pańskiej. Podobnie jest także z nami, ponieważ emocje wypływające z towarzyszenia ludzkiemu dramatowi są ponadczasowe i ciągle na nas oddziałują. A cóż dopiero wtedy, gdy tym człowiekiem, który niewinnie cierpi, jest sam Zbawiciel... 

Muzyka Bacha ma strukturę dramatyczną, a jej założeniem było oddziaływanie na zmysły, wyobraźnię i duchowość słuchaczy. Bach zrównoważył relację Ewangelisty refleksjami zatroskanych świadków wydarzeń, zawartymi w komentarzach (arioso) i w modlitwie (arie). Widać to szczególnie dobrze w wersji Sir Simona Rattle z Orkiestrą Filharmonii Berlińskiej i Chórem Radia Berlińskiego z 2010 roku, mającej częściowo teatralny charakter, ale bardziej w duchu teatru greckiego, w znaczeniu, o którym pisałam w związku z tragedią Edypa. Reżyser Peter Sellars zaprzeczał zresztą próbom nazwania tego teatrem, twierdząc, że jest to rodzaj modlitwy, medytacji. 

Pasja według św. Mateusza w NOSPR, 23 marca 2024,
fot. materiały prasowe NOSPR


Pasja według św. Mateusza w katowickim NOSPR

Prezentacją Pasji w katowickim NOSPR – sali słynnej ze wspaniałej akustyki – Philippe Herreweghe rozpoczął realizację swojego nowego projektu, będącego kolejną próbą zmierzenia się z tym genialnym dziełem, co dowodzi, że Maestro jest ciągle w pełni sił twórczych, pomimo ukończenia osiemdziesięciu lat. Siedząc blisko i nieco z boku sceny, miałam tym razem niebywałą okazję przyglądać się, jak pracuje z orkiestrą, chórem i solistami. Herreweghe nie jest bynajmniej typowym dyrygentem – ze swoimi muzykami porozumiewał się za pomocą spojrzeń, dyskretnych gestów, przybliżając się często do wykonawców, którzy akurat śpiewali swoje arie albo wykonywali sola na instrumentach. To silna, charyzmatyczna osobowość: znakomicie panuje nad całością, a jednocześnie ma dar współtworzenia, współbycia z członkami zespołu. Czasami jednak, w partiach solowych z akompaniamentem jednego instrumentu, siadywał z boku – jakby chciał dać do zrozumienia, że pozostawia przestrzeń wykonawcom, do których ma absolutne zaufanie.

Philippe Herreweghe podczas koncertu, fot. Marek Cisek

Nic zresztą dziwnego, bo w projekcie znaleźli się wykonawcy znakomici, a przy tym odniosłam wrażenie, że Maestro dobierał ich wedle barwy głosu, co sprawiło, że całość zabrzmiała inaczej. Wystąpiło trzech tenorów (w tym Julian Prégardien, który "odziedziczył" tę rolę po swoim słynnym ojcu, ale wykonał ją zupełnie  inaczej, bardziej dramatycznie), z których każdy śpiewał w sposób wyjątkowy: Hugo Hymas, dysponujący ciepłym tenorem, podobnym nieco do głosu słynnego angielskiego śpiewaka: Anthony Rolfe Johnsona, brzmiał inaczej niż  Benedict Hymas, współpracujący z Maestro już wcześniej, chwalony za rolę Ewangelisty i dysponujący inną barwą głosu, choć równie piękną, liryczną. Podobnie było z kontratenorami, których również było dwóch i obaj dysponowali innymi barwami głosów, jednak zdecydowanym faworytem tego koncertu okazał się Hugh Cutting – artysta o niepowtarzalnej barwie i skali głosu, który już kończąc studia w Royal College of Music otrzymał z rąk Króla Karola III Złoty medal im. Sourindry Mohun Tagore. Mimo młodego wieku, z Pasją wg św. Mateusza wystąpił w Carnegie Hall, śpiewał także kantaty, a w sezonie 2023/24 ponownie pracuje z Les Arts Florissants i Williamem Christie, przygotowując niejeden wspólny projekt. Głos ma doprawdy niepowtarzalny – po koncercie w NOSPR zasłużenie otrzymał gorącą owację. Arią "Erbarme Dich" poruszył nas dogłębnie. 

Hugh Cutting, fot. materiały prasowe NOSPR

Nie mogę również nie wspomnieć o wykonawcy roli Jezusa - austriackim śpiewaku operowym Florianie Boeschu, współpracującym m. in. z Giovannim Antoninim czy z sir Simonem Rattle. Głęboki, piękny baryton – kreował postać Jezusa wspaniale, z dostojeństwem, a także przejmująco dramatycznie w scenie, kiedy Zbawiciel umiera na Krzyżu ze słowami "Boże mój, czemuś mnie opuścił?".

Dwa pozostałe barytony o męskiej sile i pięknych konturach zaprezentowali: Philipp Kaven jako Piłat i Konstantin Krimmel jako Piotr. Istotny w interpretacji Pasji Mateuszowej był również podział na dwa niewielkie składem chóry (po sześć osób z lewej i prawej strony), z których wyłaniali się soliści. To, co napisałam o wybranych solistach, można by odnieść do instrumentalistów, którzy im pięknie towarzyszyli, ale w ten sposób moja relacja rozrosłaby się do niebywałych rozmiarów...

Dość powiedzieć, że w swojej najnowszej wersji Pasji według św. Mateusza Philippe Herreweghe  zdaje się zmierzać do  klarownej interpretacji stworzonej przez Bacha genialnej kompozycji, stosując tym razem oszczędne środki, niejako upraszczając się. Skład orkiestry i chórów jest skromniejszy, nie ma też chóru chłopięcego ani organów. Prostota, szlachetny umiar i pięknie brzmiące głosy w towarzystwie pojedynczych instrumentów nadają tej interpretacji jakiś intymny, sprzyjający skupieniu i osobistemu przeżyciu, wymiar. O tym, że tak wykonana Pasja Mateuszowa poruszyła serca i wyobraźnię słuchaczy, świadczył aplauz tak głośny, że można by go porównać z widownią koncertów zespołów rockowych. Maestro Herreweghe zdawał się być nim tak oszołomiony, że zapomniał podziękować za występ wykonawcy roli Jezusa, centralnej postaci Pasji...

Florian Boesch w roli Jezusa, fot. materiały prasowe NOSPR


Pasja według św. Mateusza we wrocławskim Narodowym Forum Muzyki


Pasja według św. św. Mateusza w NFM we Wrocławiu,
fot. Joanna Stoga
Wrocławski koncert odbył się 27 marca i poprowadził go Jarosław Thiel – dyrektor Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, a także wiolonczelista. Zważywszy, że wystąpiły dwa chóry: Chór NFM oraz Chór Chłopięcy NFM, a ponadto soliści – zadanie miał niełatwe. Thiel również nie jest typowym dyrygentem, choć w innym tego słowa znaczeniu niż Herreweghe. W wywiadzie udzielonym mi przed paru laty stwierdził, że czuje się bardziej wiolonczelistą ("Bardziej wiolonczelista niż dyrygent"), a jednak w perspektywie tego koncertu można to uznać za rodzaj kokieterii. Jarosław Thiel prowadzi ponadto Akademie Muzyki Dawnej (zanim stanął za pulpitem dyrygenckim, był świeżo po Akademii Francuskiej, która wypadła doskonale). Z pewnością jest dyrygentem bardziej od Herreweghe ekspresyjnym i zaprezentował melomanom Pasję Mateuszową inaczej, porywając bez reszty wrocławską publiczność, o czym świadczyła owacja na stojąco. Bo też była to wspaniała Pasja!

W centrum: Jarosław Thiel, fot. Joanna Stoga
Już sam początek Pasji Mateuszowej: "Kommt, Ihr Tochter" wywołuje dreszcz emocji. Potężny wielogłosowy chór przenosi nas niejako do centrum wydarzeń. We wrocławskiej Pasji 24-osobowy chór (po 12 chórzystów po lewej i prawej stronie) zabrzmiał mocno – to głos społeczności, która uczestniczy w wydarzeniach, jest ich narratorem i komentatorem, a jednocześnie głosami wiernych i (w scenach Męki) i wściekłego, agresywnego tłumu krzyczącego "Ukrzyżuj!". Chóru NFM słuchałam wielokrotnie, także w Pasjach i śmiem twierdzić, że potrafi zaśpiewać WSZYSTKO i znakomicie odnajduje się zarówno w wielkim repertuarze, jak i wówczas, gdy śpiewa a capella angielskie pieśni ludowe (koncert "W Anglii zielonej, kraju łąk" pod P. McCreeshem). I tym razem interpretował Bacha wspaniale, zaś od czasu do czasu wyłaniały się z chóru pojedyncze głosy śpiewające drugoplanowe postaci, jak choćby Judasza. W pierwszej części Pasji usłyszeliśmy także głosy dziecięce, będące symbolem niewinnego Baranka. Chór Chłopięcy NFM wystąpił w nieco pomniejszonym składzie siedemnastu głosów, ale zabrzmiał czysto i pięknie. 

Chór NFM, fot. Joanna Stoga
Wielkim atutem zaprezentowanej we Wrocławiu Pasji Mateuszowej byli także soliści. Jarosław Thiel zaprosił do współpracy prawdziwe tuzy. W roli Ewangelisty wystąpił James Gilchrist - angielski tenor znany ze znakomitych interpretacji utworów J. S. Bacha. Współpracował m. in. z sir Johnem Eliotem Gardinerem przy realizacji projektu tzw. kantat pielgrzymkowych, a także w projekcie Tona Koopmana i Amsterdam Baroque Orchestra & Choir, aby nagrać wszystkie dzieła wokalne Bacha. Śpiewał też Pasję według św. Mateusza w Concertgebouw. Czy można było znaleźć lepszego wykonawcę do tej roli... Był znakomity: dramatyczny, ale inaczej niż Prégardien, na sposób bardziej zniuansowany i dojrzały. W moim odczuciu był tego koncertu niekwestionowanym faworytem. 

James Gilchrist jako Ewangelista, fot. Joanna Stoga
Drugi zaproszony angielski tenor Ian Bostridge, bardziej może od Gilchrista znany, a to za sprawą spektakularnych sukcesów nie tylko w nagraniach Bacha (śpiewał m. in. rolę Ewangelisty w wymienionym przeze mnie nagraniu z Ph. Herreweghe), ale także jako "specjalista od Schuberta" (napisał interesującą pracę o jego "Podróży zimowej") i nagrodzony wykonawca "Pięknej młynareczki". Z pewnością niezwykle utalentowany i mimo upływu lat – dysponujący pięknym, mocnym głosem, a jego interpretacje utworów muzycznych są zwykle najwyższej próby. Tak było i tym razem. Był wspaniały, ale, jak sądzę, niedostatecznie wykorzystano jego udział w Pasji. 

Ian Bostridge, fot. Joanna Stoga
W roli Jezusa wystąpił Yannick Debus – baryton znany z wielu ról operowych, wielokrotnie współpracujący z René Jacobsem i Freiburg Baroque Orchestra. Przejmujący głos o wspaniałej barwie i nieprzenikniona twarz, co może dziwić, zważywszy, że jest przede wszystkim śpiewakiem operowym. Nie rozczarował mnie również amerykański kontratenor Terry Wey, który pięknie zaśpiewał "Erbarme dich, mein Gott". I nie tylko, ale ta aria zawsze najbardziej mnie porusza... Towarzyszył mu wspaniały skrzypek barokowy - Zbigniew Pilch. Nie sposób wymienić wszystkich solistów i muzyków, dość powiedzieć, że podczas tego szczególnego koncertu dali popis swojego kunsztu. Porwali publiczność, która nagrodziła ich gromkimi brawami.  

sobota, 22 grudnia 2018

Kameralne Pasje Jana Sebastiana na 47. Festiwalu Wratislavia Cantans

Obecny, 47 Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans, wyróżnia spośród innych bardzo intensywna obecność kompozycji Jana Sebastiana Bacha. Bardzo to szczęśliwy pomysł, który wynika z faktu, że w tym roku przypada 100. rocznica wykonania utworów lipskiego kantora we Wrocławiu. A dla mnie była to niezwykła okazja do posłuchania na żywo mojego ukochanego kompozytora.



Swoje refleksje rozpocznę od „Pasji według św. Jana”, którą usłyszeliśmy w opracowaniu i pod dyrekcją brytyjskiego muzykologa i dyrygenta – Andrew Parrotta. Do jej wykonania zaprosił on ośmioro śpiewaków z założonego przez siebie zespołu Taverner Consort & Players. Towarzyszyła im kilkunastoosobowa Wrocławska Orkiestra Barokowa, grająca na wiernych kopiach instrumentów z czasów kantora z Lipska. Z dyskusji około festiwalowych wynikało, że kameralne wykonanie obu Pasji może się okazać co najmniej kontrowersyjne. Jakoż tak się nie stało. Dla mnie ważne było coś zupełnie innego, to mianowicie, czy interpretacja Parrotta i jego muzyków poruszy mnie swoim pięknem, czy też nie. Przyznam, że – nawykła do znakomitych interpretacji obu tych kompozycji – niełatwo daję się uwieść:-)

Andrew Parrott, fot. prasowa

Warto przypomnieć, że „Pasja według św. Jana” jest najwcześniejszą i jedną z dwóch zachowanych kompozycji Jana Sebastiana. Po raz pierwszy zabrzmiała 7 kwietnia 1724 roku w kościele św. Mikołaja w Lipsku. Potem była przez kompozytora kilkakrotnie zmieniana. Obecny kształt BWV 245 zawdzięczamy redaktorom zbiorowego wydania dzieł wszystkich Bacha. Test Pasji relacjonuje głównie sceny sądowe przed najwyższym kapłanem i Piłatem, toteż chóry kapłanów i ludu są głównymi nosicielami akcji dramatycznej. Muzycznie jest więc Pasja Janowa uboższa od Mateuszowej. Fragmenty Pisma św. przeplatają się z tekstami niemieckiej poezji religijnej tamtych czasów, które stanowią rodzaj osobistej refleksji wiernych, ukazującej ich duchową więź z rozgrywającymi się wydarzeniami Męki Pańskiej.

Pasja jest swoistym kazaniem muzycznym, które ma wpłynąć na postawy moralne słuchaczy. Rozpoczyna ją chór, który zwraca się do Boga: „Herr, unser Herrscher…” („Panie, władco nasz…”), po czym następuje recitatiw Ewangelisty, rozpoczynającego swą opowieść od wydarzeń Ogrodu Oliwnego. Już pierwsza aria altu jest takim właśnie komentarzem do przedstawionych wydarzeń:

By z więzów mych grzechów
uwolnić mnie
mój Zbawca zostaje pojmany


Koncert Pasja według św. Jana, dyr. Andrew Parrott/prasowe

Kolejne chorały i arie spełniają podobną rolę, odwołując się do wrażliwości i emocji słuchaczy, którzy stają się poniekąd uczestnikami przedstawianych zdarzeń, np. zaparcia się Piotra, wydania Jezusa na ubiczowanie, sceny pod krzyżem... Podkreśla się ciągle głęboki sens tej Ofiary.
W bardzo interesującym artykule Szymona Paczkowskiego, zamieszczonym w starannie wydanym katalogu festiwalowym, możemy przeczytać, że Bach zastosował metrum 12/8, które służyło w baroku odmalowaniu życia pasterskiego. To tylko pozorny paradoks, ponieważ pastorale staje się u Bacha muzycznym symbolem wiecznego pokoju i zbawienia, które przyniosła ze sobą śmierć Chrystusa. Jest On bowiem Dobrym Pasterzem, który ginie za swoje owce, jak to zapowiada Stary Testament. Pastorale jest również nawiązaniem do rajskiego ogrodu, który został utracony na skutek grzechu, ale dzięki Mesjaszowi mamy szansę do niego powrócić.
Słodycz niektórych arii Pasji Janowej również warta jest podkreślenia. Z pewnością należy do nich aria tenoru:

Mein Jesu, ach! mein Jesu, / Jezu mój, ach! Mój Jezu,
dein schmerzhaft bitter Leiden“ / Twe gorzkie, bolesne cierpienie
radości tysiąckroć przyczyną,
co wymazuje me przewinienie

Przejmująca jest także aria altu: „Es is vollbracht” („Dokonało się”), szczególnie pamiętna w wykonaniu Andreasa Scholla („Johannes-Passion” w opracowaniu i pod dyrekcją Philippe Herreweghe, wyd. Harmonia Mundi, 2001). Rozwija się z opadającego następstwa dźwięków, na których Jezus, gdy opada Mu głowa w chwili zgonu, szepcze ostatnie słowa…

Wrocławski koncert Andrew Parrotta z pewnością nie osiągnął mistrzostwa Philippe Herreweghe i jego Collegium Vocale Gent, co nie znaczy że nie było w niej pięknych i poruszających momentów.

Pasja według św. Mateusza, dyr. Paul McCreesh/prasowe

Drugą Pasję – Mateuszową przygotował Paul Mc Creesh. Dodajmy, że z arcydziełem tym mierzył się już wcześniej, czego dowodem wydana przez Deutsche Grammophon w 2003 roku płyta, w której nagraniu wzięli udział wybitni – jeśli nie najwybitniejsi - wykonawcy Bacha: Mark Padmore jako Ewangelista, James Gilchrist, Peter Harvey, Magdalena Kožena… Można się więc było obawiać, że to, co usłyszymy w kameralnej wersji – na ośmioro wykonawców – nie sprosta naszym oczekiwaniom. A jednak, a jednak.. odważę się stwierdzić, że była to jedna z najpiękniejszych wersji Pasji Mateuszowych, jaką słyszałam w życiu. A słyszałam te najlepsze: Philippe Herreweghe, Johna Eliota Gardinera... I to w samym mateczniku – w Kościele św. Tomasza w Lipsku w 2005 roku, co samo w sobie było wielkim przeżyciem…

"Pasja według św. Mateusza" jest zgodnym z Ewangelią opisem Męki Pańskiej, podzielonym na szereg obrazów. Fragmenty Pisma Świętego uzupełniają recytatywy i arie, będące rodzajem pobożnej medytacji tychże scen. Natomiast w wersetach chorału wyrażane są uczucia wiernych. Autorem tekstów jest współpracujący z kompozytorem Picander, który ujmuje sytuację w zwięzłe, a zarazem głębokie rozważania.

Przyjrzyjmy się bliżej niektórym fragmentom, aby pojąć jak pracował Bach. Otóż Pasję rozpoczyna chór – Córa Syjonu, która w pieśni Kommt, ihr Töchter, helf mir klagen… wzywa do opłakiwania niewinnego Baranka Bożego. Jest to wyraźne nawiązanie do Ks. Izajasza (53,7): „Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył ust swoich, jak jagnię na rzeź prowadzone”. Poprzez nawiązania do Starego Testamentu Picander kształtuje główne myśli chóru wstępnego, przywołując postać Izaaka niosącego drewno na gorę Moria, gdzie ma stać się ofiarą.

Pasja według św. Mateusza, dyr. Paul McCreesh/prasowe


Fragmenty Pisma zawsze mają charakter obrazowy, są muzyczną wizualizacją ewangelicznego wydarzenia. Początek został więc pomyślany realistycznie: falowanie tłumu, krzyki i nawoływania zostały oddane za pomocą wznoszenia się i opadania głosów ludzkiej gromady, a jednocześnie towarzyszy mu dźwięk orkiestry – ciężki i pełen niepokoju. Tłum jest pełen współczucia, podziwia cierpliwość Baranka, który umiera za nasze winy. Dalej następują kluczowe sceny opowieści, przeplatane ariami – medytacjami.
Pierwszą z nich jest uczta w Betanii i namaszczenie Jezusa – jako zapowiedź zbliżającej się śmierci. Do tej sceny skomponował Bach recytatyw i arię "Buß und Reu", w której wykonawca (najczęściej alt – symbolizujący w dziełach lipskiego kompozytora grzesznika) wyznaje, że pragnąłby – jak owa pobożna kobieta - „przygotować Twe Ciało do grobu” Prosi zatem, by mógł „wylewać jako wonności łzy moich oczu na Twoją głowę”. Piękna aria "Buß und Reu", następująca po recytatywie, jest pełną pokory pieśnią, w której „Pokuta i skrucha kruszą pełne grzechu serce”.

Po niej następują kolejne fragmenty Ewangelii – zdrada Judasza, Pascha, podczas której Jezus oznajmia, iż jeden z uczniów Go wydał, a także ustanawia Nowe Przymierze. Przepowiada też Piotrowi, że się Go zaprze. Następują po sobie sceny w Ogrodzie Oliwnym, gdy uczniowie zasypiają zamiast czuwać, pojmanie, sąd i wydanie Jezusa Piłatowi, Męka i Ukrzyżowanie. Opowieść Ewangelisty przybiera na sile i staje się coraz bardziej dramatyczna.


Albert Schweitzer, wybitny znawca muzyki Bacha i jego biograf, twierdzi, że „Im bardziej uprzytamniamy sobie dramatyczny zarys Pasji według świętego Mateusza, tym bardziej dochodzimy do przekonania, iż jest to dzieło cudowne”. I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Kiedy bowiem słuchamy tych przejmująco pięknych arii, to po każdej z nich mamy przeświadczenie, że nic doskonalszego i przejmującego nie da się stworzyć, jednak okazuje się, że dla Jana Sebastiana nie ma takich ograniczeń. Na przykład kiedy Jezus samotnie cierpi w Ogrójcu, po pełnym współczucia recytatywie („Ach, gdyby miłość do Ciebie, mój Panie, mogła zmniejszyć Twój lęk i drżenie albo pomóc Ci je znosić. Jakże szczęśliwy bym tu został”) następuje aria tenoru „Ich will bei meinem Jesu wachen”, w której śpiewak wyznaje: „Chciałbym czuwać u boku Jezusa”. Kameralny śpiew przy akompaniamencie fletu, a towarzyszy mu dyskretny chór (wiernych?), który jest skończenie piękny i można by ten fragment dłużej kontemplować, a jednak… Wkrótce potem – scena zaparcia się Piotra i kolejna przepiękna aria – tym razem altu: „Erbarme dich” przekonuje nas, że piękno nie zna ograniczeń. Aria i następujący po niej chorał przynoszą rodzaj oczyszczenia – płacz, ale i wiarę w łaskę Boga, która jest potężniejsza niż grzech. Podobnie w scenie ubiczowania i skazania – gdy po recytatywie Erbarm es Gott! następuje kolejna przepiękna aria altu: Können Tränen – pełna głębokiego współczucia.

Interesującym jest także przyjrzeć się temu, jak Bach muzycznie osiąga owe efekty dramatyzmu, współczucia i ilustracyjności. Otóż chór końcowy drugiej części został pomyślany jako muzyka przy składaniu do grobu. Najpierw słuchamy recytatywu i arii basu:
„Nun ist der Herr zur Ruh gebracht“. Potem następuje pieśń chóru – niezwykle stonowana i liryczna. Kiedy spojrzymy na zapis nutowy, uprzytomnimy sobie, że składa się on z opadających motywów – jakby nasze spojrzenie towarzyszyło czynności grzebania zmarłego:

Najczęściej Bach posługuje się figurami retorycznymi czyli Decoratio. W całej Mateuszowej Pasji można dostrzec ponad 100 takich figur. Na przykład w instrumentalnym wstępie do arii "Blute nu du hebes Herz!" („Ty krwawisz, serce ukochane!”), którą śpiewa sopran jako komentarz do zdrady Judasza, po słowach recytatywu "I odtąd szukał sposobności aby Go zdradzić" Bach użył figury zwanej Catachresis - czyli „nadużycie” - przez zastosowanie niedozwolonego "faux Bourdonu" oraz nieprawidłowo rozwiązując wszystkie występujące tam synkopy. Ten wielki fałsz muzyczny i nadużycie obrazują fałszywą postawę Judasza. Błąd jego decyzji przedstawiony został jako błąd w sztuce. Dzisiaj zapewne nie odbieramy tego jako błąd, lecz raczej licentia poetica, ale kiedyś było to wręcz zakazane.

Nie miejsce tutaj, aby wchodzić w zawiłe szczegóły muzycznej retoryki Wielkiego Kantora lipskiego, jednakże przykład powyższy pozwala dotknąć tego wielce złożonego zagadnienia. Mając to w pamięci, tym bardziej będziemy cenić mistrzostwo interpretacji śpiewaków Paula McCreesha. Nicholas Mulroy był wspaniały nie tylko jako Ewangelista, ale również jako wykonawca arii, a także chórzysta. Wspaniale zaśpiewali zresztą wszyscy artyści, których głosy znakomicie brzmiały zarówno w ariach i recytatywach, jak też w partiach chóru. Osiągnęli jakąś cudowną proporcję między tym, co dramatyczne, a tym, co liryczne i refleksyjne. Wielkie brawa!



Pasja według św. Jana”, BWV 245
Andrew Parrott – dyrygent
Taverner Consort:
Emily Van Evera – sopran
Clare Wilkinson – alt
Charles Daniels – tenor, Ewangelista
Halvor F. Melien – bas, Chrystus
Śpiewacy tutti:
Rachel Elliott – sopran
Caroline Trevor – alt
Jeremy Budd – tenor
Tomáš Šelc – bas, Piłat
Wrocławska Orkiestra Barokowa
Jarosław Thiel – dyrektor artystyczny

„Pasja według św. Mateusza”, BWV 244
Paul McCreesh – dyrygent
Chór I
Helen-Jane Howells – sopran
Anna Stephany – alt
Nicholas Mulroy – tenor, Ewangelista
Thomas Walker – tenor
Marcus Farnsworth – bas
Stephan Loges – bas-baryton
Chór II
Susan Gilmour Bailey – sopran
Ivonne Fuchs – alt
Thomas Walker – tenor
Stephan Loges – bas-baryton
Gabrieli Consort & Players

Artykuł ukazał się na portalu PIK Wrocław 8 września 2012 r.

wtorek, 27 lutego 2024

Pasja wg św. Mateusza J. S. Bacha w Narodowym Forum Muzyki z gwiazdami /zapowiedź koncertu/

 27 marca 2024 roku o 19.00 zostanie zaprezentowana w Narodowym Forum Muzyki Pasja wg św. Mateusza Johanna Sebastiana Bacha. Wśród wykonawców znaleźli się dwaj znakomici angielscy tenorzy: Ian Bostridge  oraz James Gilchrist jako Ewangelista. W rolę Jezusa wcieli się Yannick Debus – baryton znany z wielu ról operowych, wielokrotnie współpracujący z René Jacobsem i Freiburg Baroque Orchestra. Partie sopranu zaśpiewa Joanne Lunn - angielska śpiewaczka, która współpracowała z Monteverdi Choir pod dyr. sir Johna Eliota Gardinera w projekcie tzw. kantat pielgrzymkowych J. S. Bacha. Artystom towarzyszyć będzie Chór NFM i Wrocławska Orkiestra Barokowa pod batutą Jarosława Thiela.

Ian Bistridge, fot. materiały prasowe NFM

Środa w Wielkim Tygodniu przyniesie wykonanie dzieła należącego do tych w historii muzyki najsłynniejszych – Pasji według św. Mateusza Johanna Sebastiana Bacha. Jest ona jedną z dwóch zachowanych w całości pasji napisanych przez tego kompozytora. Wśród znakomitych muzyków wykonujących oratorium z towarzyszeniem Wrocławskiej Orkiestry Barokowej znajdzie się m.in. Ian Bostridge – fantastyczny brytyjski tenor znany od lat dziewięćdziesiątych przede wszystkim z interpretacji niemieckiego repertuaru pieśniowego.  

Swoje wielkie dzieło Bach skomponował z myślą o prezentacji podczas wielkopiątkowego nabożeństwa w kościele św. Tomasza w Lipsku, gdzie był zatrudniony jako kantor. Miano je tam wykonać, dzieląc utwór kazaniem na dwie części. Ostatecznie po raz pierwszy Pasji wierni wysłuchali tam w Wielki Piątek w 1727 lub 1729 roku. Wkrótce potem została ona jednak na niemal sto lat zapomniana. Zyskała popularność dopiero w 1829 roku, gdy w Berlinie zaprezentował ją razem z Berliner Singakademie Felix Mendelssohn Bartholdy. Było to wówczas pierwsze wykonanie Pasji poza Lipskiem.

Kompozycję tworzą dwadzieścia cztery sceny. Bach przedstawia w niej obrazy Ostatniej Wieczerzy, modlitwy w Ogrójcu, pojmania, procesu, ukrzyżowania i pochówku Jezusa. Całość rozpoczyna się na dwa dni przed śmiercią Jezusa (a więc właśnie w środę), który zapowiada uczniom swoją mękę. Teksty Ewangelii uzupełnione są tu o fragmenty protestanckiego chorału i poetycki komentarz autorstwa Picandra. Pod względem muzycznym niemiecki kompozytor zawarł tu cały repertuar uprawianych w epoce baroku form – zarówno religijnych, jak i świeckich. Będąc mistrzem muzycznej retoryki, doskonale dobiera kompozytorskie środki do treści opracowywanego tekstu. Znajdziemy tu zatem zarówno pobożną kontemplację, jak i rozdzierającą emocjonalność, a geniusz dawnego kantora kościoła św. Tomasza w Lipsku wciąż fascynuje. Słuchając Pasji według św. Mateusza, bez żadnych wątpliwości będziemy mieć do czynienia z arcydziełem.

informacja prasowa

wtorek, 20 marca 2018

Janowi Sebastianowi Bachowi z okazji urodzin


21 marca świętujemy urodziny Jana Sebastiana Bacha. Muzyka lipskiego Kantora towarzyszy mi ciągle - mam całkiem pokaźną kolekcję płyt z nagraniami jego kompozycji. Przeważają interpretacje Johna Eliota Gardinera i Philippe`a Herreweghe. Oczywiście, byliśmy też z Markiem "u źródeł" - w Kościele św. Tomasza w Lipsku. Poniższy tekst nieco żartobliwie oddaje moją miłość do tej muzyki.

Ja pod pomnikiem Jana Sebastiana przy Kościele św. Tomasza w Lipsku, pocz. lat 2000,  fot. Marek

Gdybym wypełniała ankietę, w rubryce "uzależnienia”, bez wahania wpisałabym: "Bach”. To jedyna słabość, której nie muszę się wstydzić, a nawet mogę zarażać nią innych. A wszystko zaczęło się od płyty z Mszą h- moll, podarowanej mi przez męża na urodziny. Potem był wyjazd do Lipska na Bach Festival, aby usłyszeć Mszę h-moll na żywo. Od tego czasu nie rozstaję się z moim ulubionym kompozytorem.

Ja po raz pierwszy na Bachfest, Lipsk, fot. Marek

Muzyka lipskiego Kantora towarzyszy mi od rana do wieczora. Skoro świt, kiedy miotam się jeszcze nieprzytomnie, z moim nastrojem harmonizuje kantata 97: Legich mich späte nieder, erwache frűhe wieder, lieg oder ziehe fort, ich Schwachheit und in Banden... Co znaczy po polsku:
 
Czy kładę się wieczorem,
Czy wstaję w ranną porę,
Czy jestem tu, czy tam,
W słabości, w zniewoleniu
I w każdym mym cierpieniu
Pociechę w Słowie mam.

Na śniadanie – proszę bardzo: niegdyś "Kantata o kawie”, aktualnie - kantaty na bas, w fenomenalnym wykonaniu Petera Kooij.  Najczęściej słucham BWV 82, z ariami: "Ich habe genug” ("Mam tego dość” wyraża tęsknotę za oderwaniem się od wszystkiego, co ziemskie):

Zadosyć już mam.
Ja Zbawcę już mego , wzorem Symeona,
W stęsknione me wziąłem nadziei ramiona,
Zadosyć już mam

Uwielbiam także słuchać arii "Ich freue mich auf meinem Tod” ("Cieszę się, że umrę” – to wyjątkowa kompozycja utrzymana w radosnym rytmie walca, wyrażająca ekstatyczną radość z powodu świadomości, że oto skończą się kłopoty i nastąpi Wieczna Radość), które  - wbrew tytułom - bardzo dobrze mnie usposabiają:

Na śmierć się moją już raduję.
Ach! Już napotkać bym ją rad.

Nawet na zakupy  bez Bacha się nie ruszam. Zaopatrzona w odtwarzacz  CD albo (coraz częściej) komórkę mogę, a nawet muszę kontynuować :-)

Wsiadam więc do tramwaju, a ten sam ciepły bas  Petera Kooij`a w kantacie BWV 56 przekonuje mnie, że Mein Wandel auf der Welt ist einer Schiffahrt gleich:

Moja wędrówka po tym świecie
Morskiej podróży podobna przecie:
Krzyż mój, bieda i zmartwienia,
To fale, co mnie przykrywają.
Które mnie bez wytchnienia
O lęk śmiertelny przyprawiają.
Kotwicą, która mnie utrzymuje,
Jest miłosierdzie Boga,
Którym mnie Pan często raduje.
On wola do mnie:
Jestem przy tobie!

Wrzucam do reklamówki kolejne sprawunki, a jednym uchem łowię: Ich will den Kreuzstab gerne tragen (Chcę chętnie ponieść ten krzyż).

Potem  obiad, a mnie towarzyszy płyta z nagraniami kantat: BWV 29 Wir danken Dir, Gott (Dziękujemy Ci, Panie), BWV 119 Preise, Jerusalem, den Herrn [Chwal, Jeruzalem, Pana] oraz BWV 120 Gott, man lobet dich in der Stille [Boże, chwali się Ciebie w cichości]– z cudownymi ariami w wykonaniu Marka Padmore` a, Petera Kooy, Ingeborg Danz. A to tylko fragment dnia powszedniego...

W istocie bowiem poruszam się w rytmie roku liturgicznego. Na szczęście, J.S. Bach, będąc człowiekiem głębokiej wiary i kantorem lipskiego kościoła, stworzył wiele stosownych kompozycji.
Oczekiwanie  na Wielkanoc wypełniają mi Pasje: Mateuszowa i Janowa. J.S. Bach napisał ich cztery, ale nie wszystkie dotrwały do naszych czasów. Najchętniej sięgam po Pasję według św. Mateusza – jest to bowiem dzieło absolutnie genialne. Składa się z 24 scen tekstu Ewangelii, które inkrustuje Bach pieśniami wyrażającymi głos nabożnego współczucia. Piękno i doskonałość wyrazu pasyjnej relacji w recytatywach Ewangelisty i Jezusa przekraczają granice możliwości werbalnej analizy. Skromniejsza rozmiarami, ale równie piękna, jest Pasja według św. Jana.  Układ pieśni jest podobny: obok tekstu Ewangelii pojawiają się piękne, pełne refleksji arie.  Jest to także czas, kiedy w Narodowym Forum Muzyki można .posłuchać którejś z Pasji na żywo. I od wielu lat z tego korzystam.

Autograf Pasji według św. Mateusza - śmierć Chrystusa na krzyżu
Lubię także czas oczekiwania i nie ukrywam, że i wówczas bardzo pomaga mi muzyka Jana Sebastiana Bacha. Słucham kantat na adwent (BWV 36, 61, 62) i narasta we mnie radość, bo: „Die Liebe zieht mit sanften Schritten” („To miłość nadchodzi, powolne jej kroki,// Łagodnie się wita ze swym oblubieńcem. // Bo jako się oblubienica // Swym ukochanym wnet zachwyca, // Tak za Jezusem idzie cale moje serce...”).
Z kantatą „Bewundert, o Menschen, dies große Geheimnis“(„Podziwiaj, o ludu, tę sprawę tajemną:
To władca najwyższy ukazał się nam.//Tu skarbów niebiańskich widzimy obrazy, // Tu z manny niebieskiej posiłek nam dan.//O cudzie! Wszak dziewiczość zostaje bez skazy.”)  właściwie unoszę się w powietrzu w radosnym nastroju. To już krok od Bożego Narodzenia. A skoro tak, to oczywiście „Weinachtsoratorium”. Lubię w nim właściwie wszystko: i chóry – patetyczne i pełne radosnego nastroju - z kotłami i trąbkami, i recytatywy według Ewangelii Mateuszowej i Łukaszowej, i oczywiście  arie - zwłaszcza radosną „Großer Herr, o starker Kőnig” („Wielki Panie, Królu mocny”), a także słodką kołysankę „Schlafe, mein Liebster, geniße der Ruh” ”( „Śpij, Ukochany, spokojem się raduj”).
  
W muzyce Bacha wszystko jest piękne i uduchowione. Można zachwycić się i wzruszyć „Zwiastowaniem” Tycjana czy Fra Angelico, kto jednak prześcignie muzyczny portret Najświętszej Maryi Panny z „Magnificat” tego kompozytora...

  
Bachfest 2026





poniedziałek, 19 marca 2018

51. Festiwal Wratislavia Cantans zakończony! /relacja z festiwalu/

“Pasją wg św. Mateusza” J.S. Bacha zakończyła się kolejna edycja wrocławskiego święta melomanów Wratislavia Cantans. Zapraszam do lektury pofestiwalowych wrażeń.

51. edycji festiwalu  przyświecało optymistyczne motto ”Europa Cantans” – jakby na przekór temu, co obserwujemy na co dzień, przez kilkanaście dni Wrocław (i wybrane miejscowości Dolnego Śląska) stał się muzycznym sercem Europy. Wystąpili znakomici artyści, począwszy od Andrzeja Boreyko – rosyjskiego dyrygenta o polskich korzeniach, który obecnie jest dyrygentem międzynarodowym, a kończąc na Angliku sir Johnie Eliocie Gardinerze, który wraz z English Baroque Solist, Monteverdi Choir i Chórem Chłopięcym NFM zaprezentował na festiwalu najwybitniejszy utwór niemieckiego kantora: ”Pasję według św. Mateusza”. Jeśli dodamy do tego innych wybitnych wykonawców: z Włoch (Alessandro De Marchi , G. Antonini z Il Giardino Harmonico, Giovanni Solima), Czech (Václav Luks Collegium 1704),  Francji (Pilippe  Jaroussky z Ensemble Artaserse), Belgii (Vox Luminis), Hiszpanii (Jordi Savall z zespołem), że nie wspomnę o wykonawcach polskich, związanych z NFM, a także liczną międzynarodową publiczność – to nie ulega wątpliwości, iż owa przewodnia myśl o Europie różnorodnej i  śpiewającej nie była jedynie pustym hasłem.

Wysłuchałam większości koncertów, ale przypomnę te, które na dłużej pozostały w pamięci.



Bach i jeszcze raz Bach



Wśród kompozytorów najczęściej prezentowanych na festiwalu był Johann Sebastian Bachi jego muzykalna rodzina. Wysłuchaliśmy dwóch Pasji: Janowej i Mateuszowej, kantaty ”Selig ist der Mann” oraz ”Jesu, meine Freunde”, ponadto zaś kompozycji jego przodków (dziadka Johanna, braci: Johanna Michaela i Johanna Christopha) oraz synów (Wilhelma Friedemanna i Carla Philippa Emanuela Bacha). Dzięki takiemu zestawieniu można było zobaczyć w Janie Sebastianie najdoskonalszego kontynuatora pewnej tradycji, a zarazem niedoścignionego geniusza, którego pozycji nie zagroził żaden inny kompozytor, nawet tak utalentowany i doceniony jak Carl Philipp Emanuel czy inni mistrzowie: J. Haydn, C. Ph. Telemann, także obecni w programie festiwalu.

Koncert `Dynastia Bachów`, Vox Luminis
Słuchając nieco monotonnych i niezbyt błyskotliwych interpretacji utworów rodziny Bachów podczas koncertu ”Dynastia Bachów – 150 lat tradycji motetowej”, w wykonaniu zespołu Vox Lumnis pod kierownictwem Lionela Meuniera – skądinąd zasłużonego w wykonawstwie muzyki wokalnej XVI-XVIII wieku, ciągle miałam w pamięci inny koncert, z niedawnego festiwalu Forum Musicum. Doświadczyłam wtedy prawdziwej wirtuozerii śpiewu podczas występu niemieckiego zespołu Vox Nostra. Belgowie się do nich po prostu nie umywali, ale… Ale kiedy w pewnym momencie usłyszałam znajome ”Jesu, meine Freunde” lipskiego Kantora, oddałam się delektowaniu tej pięknej muzyki. Brzmienie tego chorałowego motetu, jego harmonia i ozdobny muzyczny kształt dały również muzykom jakiś rodzaj natchnienia, toteż pointa tego koncertu przyćmiła wszystko inne.

Koncert Synowie i ojcowie, dyr. Giovanni Antonini, Lydia Teusher/fot. S. Przerwa
O ile występ zespołu Vox Nostra nie dał mi pełnej satysfakcji, o tyle przyniosło ją wykonanie utworów synów Johanna Sebastiana: Wilhelma Friedemanna i Carla Philippa Emanuela oraz samego Jana Sebastiana, a to za sprawą wirtuozowskiej gry zespołu Giovanniego Antoniniego – Il Guardino Armonico, w szczególności skrzypka Stefano Barneschiego, no i samego Maestro, znakomicie i z wielkim temperamentem prawdziwego pasjonata oraz sobie tylko właściwym humorem, grającego na flecie. Jednak i podczas tego wieczoru koncert zatytułowany ”Ojcowie i synowie” miał swoją kulminację w kantacie Jana Sebastiana Bacha ”Selig ist der Mann” (”Błogosławiony mąż”). Dialog duszy (sopran) z Jezusem (bas), w którym mowa o tęsknocie i cierpieniu, przemienionym pod wpływem pocieszenia w radość bliskiego spotkania, został przepięknie zaśpiewany przez Lydię Teuscher i Benoita Arnoulda. Szczególnie poruszające były arie sopranu – niezwykle liryczne, oddające wszystkie niuanse uczuć – od skargi i prośby, po radość. Mistrzyni!

The-English-Baroque-Solists-The-Monteverdi-Choir-Sir-John-Eliot-Gardiner
Podczas 51. Wratislavii Cantans mieliśmy również okazję do wysłuchania obu Pasji Jana Sebastiana. Najpierw podczas koncertu ”I Ty musisz cierpieć”, kiedy to Andreas Spering – niemiecki dyrygent i cymbalista, specjalizujący się w wykonawstwie muzyki dawnej, poprowadził solistów, Chór NFM oraz orkiestrę B`Rock , wykonując ”Pasję wg św. Jana” oraz towarzyszące jej współczesne utwory: ”L`Apocalipse Arabe” Samira Odeh-Tamimi oraz ”Thou Must Suffer” (proloque-epiloque) Annalies Van Parys. Eksperyment zderzenia wielkiego dzieła religijnego, który stworzył głęboko wierzący kompozytor, z utworami pełnymi pytań i zwątpienia, z obrazami rozpadającego się świata – nie był, jak sądzę – szczęśliwy. Po pierwsze dlatego, że przy takim arcydziele każdy utwór wypada blado, po drugie zaś dodatkowe utwory dowodziły, że współczesny świat, pozbawiony Boga, zmierza donikąd. W takim razie po co wykonywać Bacha, jeśli uważa się jego przesłanie za anachroniczne… Poza wszystkim samo wykonawstwo także nie było porywające. Nie było też odpowiedniej atmosfery. Pozostaje otwartym pytanie, czy utwory religijne, takie jak Pasje J.S. Bacha, nie należałoby jednak wykonywać w kościołach. Dotyczy to obu Pasji. Tak się składa, że przed laty, w 2005 roku, słuchałam Pasji Mateuszowej w Kościele św. Tomasza w Lipsku. Wykonywał ją sir John Eliot Gardiner z zespołem English Baroque Soloists. Śpiewali zupełnie inni soliści, a Ewangelistę – tenor może nie tak wybitny jak Mark Padmore: Christoph Genz. A jednak było to niepowtarzalne przeżycie i myślę, że sam fakt, iż oto znajdujemy się w miejscu szczególnym – w kościele, w którym pracował sam Jan Sebastian, było zarówno dla wykonawców, ja i dla słuchaczy niezmiernie ważne. Mimo upływu lat i wielu różnych wykonań, tę Pasję zachowałam w pamięci jako piękne przeżycie nie tylko muzyczne, ale i duchowe. Na wrocławskim koncercie, mimo obecności tego samego dyrygenta, już tak nie było.

A jeżeli nie Bach, to kto?


Spośród koncertów 51. Wratislavii nie mogę jeszcze nie wspomnieć o trzech co najmniej, były to bowiem wykonania wybitne. Dodam, że nie był to Bach. Potrafię docenić także innych kompozytorów, bo dzięki częstej obecności w Narodowym Forum Muzyki rozwinęłam swoje muzyczne horyzonty.


G. Antonini i Kammerorchester Basel, Dziewiąta Beethovena
Do wydarzeń tegorocznego festiwalu zaliczyłabym z pewnością znakomite wykonanie IX Symfonii Ludwiga van Beethovena. I znowu nie zawiódł Maestro Antonini, który poprowadził Chór NFM (znakomity!) oraz Kammerorchester Basel. Mogłoby się wydawać, że utwór słyszany wielokrotnie nikogo nie porwie i będzie po prostu kolejnym poprawnym wykonaniem, a jednak ten, kto tak sądził, miał okazję szczęśliwie się rozczarować. Maestro wydobył z Dziewiątej jej niezwykłą urodę i nietypową kompozycję – od dynamicznego, ”gniewnego” początku, poprzez nieco taneczną część drugą, łagodną trzecią – do wspaniałego, porywającego finału, w którym dźwięki muzyki, potężny chór i pojedyncze ludzkie głosy splatają się ze sobą, zmierzając do apogeum. I jakie tempo, co za ekspresja! Owacja na stojąco wskazywała, że wszyscy zostali ”porwani lotem”.

Philippe Jaroussky  i Ensemble Artaserse, koncert `W królestwie Miłości i Duszy`
Cały amfiteatr porwał także występ francuskiego kontratenora Philippe`a Jaroussky`ego. Artyście towarzyszył Enseble Artaserse, z którym współpracuje od 2002 roku i który specjalizuje się w muzyce barokowej. Pod szyldem ”W królestwie Miłości i Duszy” muzycy zaprezentowali rozmaitych kompozytorów włoskich XVII wieku, m.in. Francesco Cavalli, Louigi Rossi, Claudio Monteverdiego. Jaroussky zdobył festiwalową publiczność przebojem, sam wyglądał na zaskoczonego, gdy zrobiono mu dziką owację. Bisował bodaj trzykrotnie. Zdecydowanie blado wypadł na początku – jego głos niknął ”przygnieciony” muzyką instrumentalną. Zdecydowanie najlepszy był w utworach lirycznych – to zawsze była jego mocna strona. ”Lament Orfeusza” Louigi Rossiego czy arie z opery  ”Ormindo” Cavallego były prawdziwie piękne: liryczne i dramatyczne zarazem. Wspaniały był także towarzyszący mu na cytrze Marco Horwat – prawdziwy wirtuoz i także gwiazda tego wieczoru. Koncert, mimo słabszych momentów, był ze wszech miar udany. Myślę, że po takim przyjęciu Jaroussky, który do pierwszej w nocy podpisywał po koncercie swoje płyty, wkrótce znowu nas odwiedzi, skoro ma tutaj tylu entuzjastycznych fanów.

V. Luks z zespołem podczas Wratislavia Cantans
Na koniec nie mogę nie wspomnieć występu znakomitego zespołu Václava Luksa Collegium Vocale 1704 i orkiestry barokowej Collegium 1704. W programie wieczoru znalazły się kompozycje Claudio Monteverdiego (m.in. Dixit Dominus, Beatus Vir, Gloria in excelsis Deo) oraz Missa Salsburgensis Heinricha Ignaza von Bibera. Po występie tego zespołu w 2014 roku, dzięki któremu odkryłam niezwykłe piękno kompozycji czeskiego Bacha – Jana Dismasa Zelenki, spodziewałam się czegoś równie znakomitego. I nie zawiodłam się. Kompozycje Monteverdiego zabrzmiały pięknie! Szczególnie pozostały w pamięci psalmy, w których pojedyncze głosy przeplatają się z partiami chóru i muzyką instrumentalną. Najpiękniej brzmiały podwójne soprany, z partią skrzypiec. Ale równie wspaniale zabrzmiał chór sześciu sopranów w „Nieszporach…”.

”Msza Salsburska” Bibera - bardzo podniosła i patetyczna. Luks umieścił parzyście swoich trębaczy oraz kotły na balkonach, co sprawiło, że muzyka zabrzmiała tak, jak była prawdopodobnie wykonywana w czasach kompozytora. W pamięci pozostanie nietypowy, charakterystyczny dla Bibera końcowy ”Benedictus” oraz ”Agnus Dei”…


V. Luks z zespołem Collegium Vocale 1704

Tegoroczny festiwal Wratislavia Cantans trwał dłużej niż zazwyczaj, a to za sprawą Europejskiej stolicy Kultury i zgromadził ogromną publiczność. Bez wątpienia nadal się pięknie rozwija pod dyrekcją Giovanniego Antoniego.


John Eliot Gardiner przemawia przed NFM/fot. B. Lekarczyk-Cisek
Na koniec warto wspomnieć, iż przed Narodowym Forum Muzyki została wmurowana tablica, poświęcona sir Johnowi Eliotowi Gardinerowi. Przyjmując ten dar, Maestro żartobliwie wspomniał o problemach z aprowizacją podczas swojej pierwszej wizyty w Polsce (podobno w restauracji serwowano wówczas tylko świńskie nóżki, zachwalając je jako danie typowo polskie), o tym, że jego prababka była wrocławianką, a także w jakich okolicznościach stał się dysponentem portretu Jana Sebastiana Bacha, przywiezionego do Anglii z Dolnego Śląska. 


fot. Łukasz Rajchert

środa, 20 marca 2019

Isabelle Faust i Philippe Herreweghe w Krakowie – niemiecki romantyzm w gwiazdorskim wydaniu

Wielki interpretator muzyki Bacha, jedna z czołowych skrzypaczek świata grająca na instrumencie Antonia Stradivariego i orkiestra, która głęboko wnika w język muzyczny XIX wieku – tak w skrócie zapowiada się drugi w 2019 roku koncert cyklu ICE Classic, w którym spotkają się Philippe Herreweghe, Isabelle Faust i Orchestre des Champs-Élysées. Ich jedyny tegoroczny koncert w Polsce odbędzie się 28 marca w Centrum Kongresowym ICE Kraków.


Philippe Herreweghe, fot. Michiel Hendryckx

Program poprzedniego koncertu ICE Classic, w którym sir Simon Rattle poprowadził London Symphony Orchestra, łączył muzykę orkiestrową XIX (Bruckner) i XX wieku (Bartók). Tym razem koncert przebiegnie pod znakiem niemieckiej symfoniki romantycznej – dzięki dziełom Johannesa Brahmsa i Roberta Schumanna. Wybór II Symfonii C-dur Op. 61 Schumanna jest nieprzypadkowy – kompozycję zaprezentowaną w 1846 roku w lipskim Gewandhausie charakteryzują nawiązania do muzyki Jana Sebastiana Bacha, której Herreweghe jest jednym z najwybitniejszych interpretatorów. Chorałowy początek, cytaty z Musikalisches Opfer są tym, co twórca Collegium Vocale Gent bezbłędnie odczytuje w muzycznej narracji Schumanna, pełnej iście beethovenowskiego rozmachu, choć snutej przez kompozytora w okresie choroby.


Orchestre des Champs Elysees

Założona w 1991 roku Orchestre des Champs-Élysées realizuje ambitne zadanie, jakie postawił przed zespołem jego szef – Philippe Herreweghe. Jest nim zbliżenie się do brzmienia z epoki i jak najwierniejsze oddanie intencji kompozytora. Wierność historyczna, ale i głębokie zrozumienie dzieła towarzyszą występom zespołu w najważniejszych salach koncertowych świata – wiedeńskiej Musikverein, amsterdamskiej sali Concertgebouw, londyńskim Barbican Centre, frankfurckiej Alte Oper, Filharmonii Berlińskiej i Monachijskiej, a także współczesnej sali Gewandhaus.

W pierwotnym Gewandhausie, tym samym, który gościł pierwsze wykonanie Schumannowskiej symfonii, odbyła się w 1879 roku premiera Koncertu skrzypcowego D-dur op. 77 Johannesa Brahmsa, którą kompozytor poprowadził osobiście. Partię solową wykonał Józef Joachim, jeden z największych skrzypków XIX wieku, u którego Brahms zasięgał licznych wskazówek podczas komponowania i któremu dzieło zadedykował.

Isabelle Faust, credit Felix Bröde

Isabelle Faust, jedna z czołowych skrzypaczek świata, uważnie te wskazówki przestudiowała. Podobnie jak Józef Joachim, Faust zagra na legendarnych skrzypcach Antonia Stradivariego. Określenie „legendarny”, a może wręcz „baśniowy” pasuje jak ulał do instrumentu artystki, a to za sprawą nazwy, jaką mu nadano – „Śpiąca królewna” (podobnie jak stradivariusowi innej wielkiej skrzypaczki, Idy Haendel). Skrzypce mistrza z Cremony zyskały to miano z powodu trwającego blisko półtora wieku „uśpienia” na strychu zamku Höllinghofen. Były rodowym skarbem rodu Boeselagerów, którego członkowie o nich... zapomnieli.

Isabelle Faust, credit Felix Bröde

Instrument na moment „ożył” w początku XX wieku w rękach Wilmy von Boeselager, później przetrwał burzliwy okres II wojny światowej w jednym ze szwajcarskich banków, a w 1995 roku został wykupiony przez Landeskreditbank w Badenii-Wirtembergii. Rok później bank udostępnił skrzypce młodej, świetnie się zapowiadającej niemieckiej skrzypaczce Isabelle Faust, której kariera potoczyła się w zawrotnym tempie. Ze „Śpiącą królewną” Faust zdobyła w kolejnym roku nagrodę Gramophone w kategorii „Młody artysta roku”, później posypały się kolejne laury – Diapason d'Or (2010), nagroda Echo Klassik (2012) i znów Gramophone (2012). W 2017 roku artystka po raz trzeci została uhonorowana nagrodą brytyjskiego magazynu, tym razem w kategorii „Nagranie roku” za koncerty skrzypcowe Wolfganga Amadeusza Mozarta wykonane z Il Giardino Armonico.
Zarówno Isabelle Faust, jak i Philippe Herreweghe w Polsce już koncertowali. Oboje pojawili się na Festiwalu Chopin i Jego Europa. Szef Collegium Vocale Gent ze swoim zespołem wykonał Pasję Mateuszową Jana Sebastiana Bacha w 1998 roku w Krakowie podczas Festiwalu Beethovenowskiego (organizowanego wówczas przez Biuro Festiwalowe Kraków 2000 – protoplastę KBF). Faust w 2016 roku występowała na Akademii Mozartowskiej we Wrocławiu. Ponadto Herreweghe w marcu 2018 roku dyrygował Pasją według św. Mateusza Jana Sebastiana Bacha w siedzibie NOSPR, a w listopadzie z Królewską Orkiestrą Concertgebouw wykonał utwory Webera, Beethovena i Brahmsa w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Dorota Szwarcman pisała wówczas na swoim blogu: „Brahms, wydaje mi się, bardzo pasuje do charakteru jego sztuki dyrygenckiej, do spokojnej refleksyjności i głębi”.

Philippe Herreweghe, fot. Michiel Hendryckx

Robert Piaskowski, dyrektor KBF ds. programowych, zapowiada: W ramach cyklu ICE Classic gościmy coraz częściej w Krakowie gigantów muzyki klasycznej. To zarówno wybitni śpiewacy i śpiewaczki, cenieni instrumentaliści, sławni dyrygenci, jak i rozpoznawalne zespoły orkiestrowe. Cykl pozwala nam odkrywać fascynujące oblicze muzyki klasycznej: ciekawy repertuar, niecodzienne interpretacje, osobowości twórców. Najbliższy koncert to spotkanie z muzyką romantyczną, ale wykonywaną na dawnych instrumentach. Do Krakowa wraca jeden z najwyżej cenionych dyrygentów w świecie muzyki dawnej, legendarny założyciel Collegium Vocale Gent - Philippe’a Herreweghe. Niejeden meloman wychował się na jego interpretacjach i nagraniach kanonu światowej muzyki, melomani mogą pamiętać jego wykonanie Pasji wg św. Mateusza prezentowaną pod koniec lat 90.tych, w ramach Cyklu Wielkich Wykonań, albo jego Pieśni Brahmsa zaprezentowane w Krakowie w 2005 r. Tym razem wystąpi z założoną przez siebie Orchestre des Champs-Élysées i jedną z cenioną skrzypaczką Isabelle Faust.  Niezapomniane wrażenia gwarantowane.
Dla KBF Mateusz Ciupka, autor bloga „Szafa melomana”

informacja prasowa

Finał Turnieju Poetyckiego "O różę Różewicza"

28 października 2026 podczas uroczystej gali we wrocławskim Ratuszu, Jury Turnieju Poetyckiego „O Różę Różewicza” przyznało następujące nagr...

Popularne posty