Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Aldony Bartnik, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Aldony Bartnik, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 listopada 2019

Nastrojowa "Melancholia" Aldony Bartnik /recenzja płyty/

Płyta "Melancholia" zawiera wyjątkowo piękne utwory polskich kompozytorów do słów rodzimych poetów i jest niezwykle udaną prezentacją rozmaitych nastrojów, nie tylko smutnych - także wesołych, żartobliwych, a zarazem urokliwych. Z pewnością spodoba się nie tylko cudzoziemcom, choć została pomyślana jako prezentacja polskiej kultury muzycznej.



Płyta nagrana przez Aldonę Bartnik i towarzyszącego jej pianistę Maurice Lammerts van Buerena mogłaby stanowić ilustrację znanego powiedzenia: "Cudze chwalicie, swego nie znacie"...  Zawiera wyjątkowo piękne utwory polskich kompozytorów i zrodziła się w jakimś sensie z zachwytu uczestników  warsztatów muzycznych na Wydziale Muzyki Dawnej w Królewskim Konserwatorium w Hadze, gdzie nasz piękny sopran studiował przez dwa lata muzykę dawną. Tak opowiadała o tym artystka w wywiadzie:

"/Podczas studiów/ brakowało mi polskiej kultury, za którą tęskniłam. W związku z tym postanowiłam przynieść na warsztaty Pieśni kurpiowskie Karola Szymanowskiego. Pianista był bardzo biegły w czytaniu nut a vista i byłam pewna, że poradzi sobie również z tymi trudnymi kompozycjami. Kiedy wykonaliśmy te pieśni, na sali zapadła głęboka cisza. Ludzie oniemieli. Wtedy też doświadczyłam, jaką moc ma w sobie ta muzyka. Po zajęciach zauroczony nią pianista Maurice Lammerts van Bueren zaproponował mi nagranie albumu z muzyką polską. Oczywiście, zgodziłam się bez wahania! Upłynęły dwa lata i wreszcie płyta pt. „Melancholia” została nagrana w styczniu 2018 roku w holenderskiej  wytwórni Zefir Records".

W konsekwencji powstała ta niezwykła płyta, zawierająca piękne i bardzo osobiste interpretacje utworów kompozytorów polskich. Album otwierają - jakże by mogło być inaczej - trzy pieśni Fryderyka Chopina do słów poetów romantycznych. Pierwszą jest pieśń  Józefa Bohdana Zaleskiego, stylizowana na ukraińską dumkę, pod tytułem"Śliczny chłopiec", którą  zachwyci się goszcząca w Nohant Ludwika, siostra Fryderyka. Chopin zaś nadał pieśni melodię i rytmy mazurka. Wykonana została na płycie z prawdziwym wdziękiem przez Aldonę (sopran), której z dużym wyczuciem akompaniuje, było nie było, Holender :-)

Śliczny chłopiec, czego chcieć?
Czarny wąski, biała płeć!
Niech się spóźni godzinę,
To mi tęskno aż ginę,
Śliczny chłopiec, czego chcieć?
Czarny wąsik, biała płeć. 



Aldona Bartnik (sopran), Maurice Lammerts van Buerena (piano), 
19 Polish Songs, Op. 74: No. 8, Śliczny chłopiec

Drugi utwór Chopina ma w sobie więcej melancholii - to liryczna melodia do słów innego wybitnego poety romantycznego - Zygmunta Krasińskiego: "Melodia":

Z gór, gdzie dźwigali strasznych krzyżów brzemię,
Widzieli z dala obiecaną ziemię.
Widzieli światło niebieskich promieni,
Ku którym w dole ciągnęło ich plemię,
A sami do tych nie wejdą przestrzeni!
Do godów życia nigdy nie zasiędą,
I nawet, nawet może zapomnieni
Zapomnieni, zapomnieni będą.

Trzeci - "Moją pieszczotkę" Chopin skomponował do słów Adama Mickiewicza i jest to pełna wdzięku pieśń miłosna:

Moja pieszczotka, gdy w wesołej chwili
Pocznie szczebiotać i gruchać, i kwilić
Tak mile grucha, szczebioce i kwili
Że nie chcąc słówka żadnego postradać
Nie śmiem przerywać, nie śmiem, nie śmiem odpowiadać
I tylko chciałbym słuchać, słuchać, słuchać

Lecz mowy żywość gdy oczki zapali
I pocznie mocniej jagody różować
Perłowe ząbki błysną śród korali

Ach! wtenczas śmielej w oczęta spoglądam
Usta pomykam i słuchać nie żądam
Tylko całować, całować, całować

Po niej następują bardzo nastrojowe pieśni Ignacego Paderewskiego do wierszy autora "Liryków lozańskich", wśród których znajduje się m.in. słynny utwór "Polały się łzy" czy "Nad wodą wielką". Dodać trzeba , że niektóre z nagrań wykonuje na fortepianie solo Maurice Lammerts van Bueren i czyni to z niezwykłym wyczuciem tonu, frazy, nastroju - świetny interpretator!


Aldona Bartnik (sopran), Maurice Lammerts van Buerena (piano), 6 Lieder, Op. 18:
No. 1, Polały się łzy

Oprócz kompozycji Chopina i Paderewskiego, na płycie znalazły się także utwory Karola Szymanowskiego do słów Juliana Tuwima, wśród których usłyszymy takie polskie łamańce językowe, jak chociażby "Słowisień". Widać stąd, że Aldona Bartnik nie boi się wyzwań i chętnie częstuje cudzoziemców trudną ojczyzną-polszczyzną. I bardzo dobrze!



Aldona Bartnik (sopran), Maurice Lammerts van Buerena (piano), Słopiewnie
Op. 46b: No. 1, Słowisień

Być może polskie nastroje i "szeleszczący" język kojarzą się obcemu odbiorcy z melancholią, ja tu jednak dostrzegam bogactwo różnych nastrojów i - może przede wszystkim - oryginalność polskiej kultury. Jeśli nawet polszczyzna budzi u innych takie emocje, jak w powieści Miljenko Jergovića "Wilimowski":

Ów język – szeleszczący ostry i jękliwy przerażał i zdumiewał. Kiedy słyszeli go z daleka, zaczynali głośno śpiewać pobożne pieśni, żeby uchronić się przed jego diabelską mocą

Otóż sądzę, że w przypadku, gdy język jest śpiewany - i to tak pięknie! - może tylko oczarować swoją "anielską mocą" :-)  Nie szelesty słychać, lecz piękne brzmienie. Płyta "Melancholia" Aldony Bartnik i  Maurice`a  Lammerts van Buerena z pewnością spodoba się nie tylko cudzoziemcom. Słuchałam jej z prawdziwą przyjemnością i gorąco Wam polecam.

Melancholia: Polish songs and mazurkas by Aldona Bartnik and Maurice Lammerts van Bueren

piątek, 18 października 2019

Stanisław Sylwester Szarzyński na płycie Narodowego Forum Muzyki /recenzja/

Płyta Narodowego Forum Muzyki z kompozycjami Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego składa się z tak pięknych wykonań, że można się nimi bez końca delektować. Pozwala także odkryć, że piękno i duchowość odnajdziemy nie tylko w muzyce Johanna Sebastiana Bacha, ale również w dziełach polskich kompozytorów XVII i XVIII wieku, pomimo że wojny pozbawiły nas znaczącej części ich dorobku. Toteż przywracanie ich polskiej kulturze jest aktem bezcennym.


Historia pewnej fascynacji


25 maja 2018 roku odbył się w Narodowym Forum Muzyki niezwykły koncert – jeden z tych, który na długo zapada w pamięć, pozostawia bowiem po sobie ślad niepowtarzalnego przeżycia. Zaprezentowano wówczas po raz pierwszy utwory Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego, a koncert nosił tytuł „Dzieła polskiego baroku”. Siedzieliśmy na odwróconej scenie jak urzeczeni, a wykonawcy pod batutą Andrzeja Kosendiaka grali i śpiewali w jakimś natchnieniu, które udzielało się słuchaczom… 

Muzyka usłyszana tego wieczoru długo jeszcze we mnie rezonowała. Zaczęłam poszukiwać wiadomości na temat kompozytora i jego nagrań. Wiedziałam, że NFM przygotowuje płytę z kompozycjami Szarzyńskiego, ale zakochani bywają niecierpliwi :-) Toteż nie ustawałam i w końcu trafiłam na starą, analogową płytę „Musica antiqua polonica” z nagraniami Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego w wykonaniu Musicae Antiquae Collegium Varsoviense pod dyr. Jerzego Dobrzańskiego. Rozczarowanie! Ale nie poddawałam się nadal i tak dotarłam do pięknego albumu „Stanisław Sylwester Szarzyński Opera omnia” z 2016 roku, którego w polskich księgarniach nie uświadczysz. Sprzedał mi go na Allegro jakiś … Czech :-)  Utwory na płytach wykonuje Zespół Solistów Warszawskiej Opery Kameralnej oraz Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (tak, ten sam, co na płycie analogowej!) pod kierownictwem Władysława Kłosiewicza. Cóż to za wspaniałe nagrania! Uderzające, jak zmienił się w ciągu niedługiego przecież czasu styl wykonawczy. 

Stanisław Szarzyński na płytach Narodowego Forum Muzyki



Ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia, jakaż była moja radość, kiedy ukazała się w NFM płyta ze wszystkimi kompozycjami Szarzyńskiego, w pamiętnym wykonaniu, które mnie tak zafascynowało: Wrocław Baroque Ensemble pod kierownictwem pomysłodawcy wspaniałej serii polskich kompozytorów muzyki dawnej XVII i XVIII wieku – Andrzeja Kosendiaka. Dołączona do albumu książeczka zawiera interesujący esej dotyczący twórczości Szarzyńskiego (o życiu nie wiemy prawie nic) pióra Marcina Szelesta – wybitnego organisty kościoła Świętego Krzyża w Krakowie, gdzie gra na odrestaurowanym instrumencie z 1704 roku. Profesor Szelest jest ponadto członkiem Rady Naukowej serii wydawniczej „Fontes Musicae in Polonia” oraz dyrektorem artystycznym Starosądeckiego Festiwalu Muzyki Dawnej. Przygotował także wydanie dzieł wszystkich Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego w serii „Monumenta musicae in Polonia”. Książeczka dołączona do płyt zawiera, prócz eseju, teksty pieśni i ich polskie tłumaczenia, można więc sobie pośpiewać słuchając płyt :-) Jakby tego było mało, mam na niej piękną dedykację od Aldony Bartnik – wspaniałej sopranistki, która (obok Aleksandry Turalskiej) wykonuje utwory na tej płycie. Śpiewają na niej także inni wybitni wykonawcy muzyki dawnej: Alexander Schneider (alt), Maciej Gocman (tenor) i Tomáš Král (bas) – znani nam doskonale z innych wydawnictw tej serii, jak choćby z płyt Marcina Mielczewskiego.


Książeczka z dedykacją pani Aldony Bartnik

Jak była już o tym mowa, wydawnictwo zawiera dzieła wszystkie dzieła kompozytora, czyli całą zachowaną jego spuściznę: raptem jedenaście utworów. Większość z nich przetrwała w bibliotece kolegiaty w Łowiczu, stąd domniemanie, że być może był związany z tym miastem. Twórczość Szarzyńskiego znamy wyłącznie na podstawie odpisów i możemy przypuszczać, że jego utwory były wykonywane przez różne kapele klasztorne (w tym także żeńskie: benedyktynki i franciszkanki). Połowę kompozycji stanowią koncerty kościelne, będące utworami do tekstów liturgicznych (antyfona, sekwencja) lub paraliturgicznych, dedykowanych Chrystusowi, Matce Bożej i świętym.

Kompozycje Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego utrzymane są na ogół w stylu utworów, które od początku XVII wieku zaczęły w muzyce liturgicznej wypierać renesansową polifonię. Ów nowy styl muzyki religijnej łączył ekspresyjny śpiew i instrumenty, które dialogują, koncertują (łac. concertare oznacza współzawodnictwo) z głosem solowym, zaś towarzyszące śpiewakom i instrumentom organy grają partię basso continuo, czyli realizują harmonię. Ten rodzaj muzykowania określa się mianem seconda practica. Szarzyński pisał także w starym stylu, o czym świadczy zachowana niekompletna Msza w stile antico.



Stanisław Sylwester Szarzyński, Ad hymnos ad cantus / Wrocław Baroque Ensemble


Nie miejsce tu, aby omawiać wszystkie utwory, które znalazły się na płytach, toteż ograniczę się do dwóch szczególnie przeze mnie ulubionych: Ave Regina i Jesu spes mea.

Pierwszy z nich stanowi opracowanie tekstu antyfony maryjnej Ave Regina caelorum. Utwór rozpoczyna się siedmiotaktowym, powolnym wstępem instrumentalnym, określanym jako sonata, który swoją ekspresję zawdzięcza przejmującej harmonii. Po nim następuje część w takcie trójdzielnym, w której opracowane zostały dwie pierwsze linijki tekstu: „Ave, Regina caelorum, Ave, Domina Angelorum” (Bądź pozdrowiona, Królowo Niebieska, Bądź pozdrowiona, o Pani Anielska). Poszczególne frazy wokalne przedzielają wejścia opadającej chromatycznie frazy zespołu smyczkowego. Pozostała część tekstu została opracowana w kolejnej, szybkiej części w takcie parzystym. Dialogi instrumentów i głosu stają się teraz szybsze i bardziej nieprzewidywalne, obejmując od kilku do zaledwie połowy taktu.

Na płycie NFM utwór ten wykonuje Aldona Bartnik (sopran), znakomicie operując kontrastami, zestawiając niespokojną retoryczną figurę exclamatio (wznoszące się skoki kwartowe na słowach „Ex qua mundo lux est orta” [„z której pochodzi światło dla świata”], a później „vale” [„bądź pozdrowiona”]) ze statycznością powtarzanych dźwięków następnych fraz. Przede wszystkim zaś cechą tego koncertu jest ustawiczne dialogowanie głosu solowego z towarzyszeniem basso continuo z zespołem instrumentalnym. Pierwsza część – niezwykle liryczna, zaś w partii dramatycznej, szybkiej przypomina momentami recytatyw, aby na końcu zabrzmieć dobitnie i uroczyście, a przy tym pięknie i melodyjnie.

Witaj, Pani Aniołów – czytamy tłumaczenie.
Witaj, Różdżko i Bramo,
Ciesz się, Panno chwalebna,\
ponad wszystkie piękniejsza,
Witaj, o Najśliczniejsza,
Proś Chrystusa za nami.

Drugi piękny utwór na tej płycie (ale który nie jest piękny, można zapytać) to Jesu, spes mea, również na sopran i zespół instrumentalny, należy do najbardziej znanych i lubianych kompozycji Szarzyńskiego. Stanowi przykład utworu dojrzałego baroku, przypominając nieco kantatę, ale ze względu na następstwo tempa wolnego i szybkiego bliżej mu do sonaty da chiesa. Jesu, spes mea ma silnie emocjonalny przekaz i zawiera błagania w formie poetyckich figur retorycznych. W polskim tłumaczeniu brzmią one tak:

Jezu, pocieszenie moje,
Jezu, schronienie moje,
Jezu, pragnienie moje,
Jezu, serce moje.

Tyś życiem moim,
Tyś jest zbawieniem moim,
Tyś pocieszeniem moim,
Tyś nadzieją w życiu moim,
Tyś schronieniem moim.

W Tobie zaufam
i wołać będę,
Tobie zaśpiewam,
Ciebie uwielbię,
Ciebie zawezwę,
Tobie oddam serce.

(…)

By moja wola już nie moja
mój Jezu, była,
przez nią wybaw mnie,
przez nią władaj mną,
przez nią pokrzep mnie,,
przez nią uzdrów mnie,
o mój Jezu.

Nastrój utworu tworzą nie tylko te piękne i poruszające słowa, ale także jego tonacja molowa (a-moll) oraz dominująca w wolnych częściach kompozycji liryczna melodyka. Napięcie emocjonalne wzmacniają powtarzające się w coraz wyższych rejestrach melodie związane z poszczególnymi fragmentami tekstu. Dyskretnie towarzyszy głosowi dźwięk skrzypiec. Głos dominuje nad instrumentarium, jakby wznosił się do nieba. Przepiękny, czysty sopran Aldony Bartnik brzmi w tym utworze w sposób niezwykły: czasami liryczny, czasami dramatyczny, zawsze uduchowiony.


Aldona Bartnik (soprano), Jesu, spes mea, S.S. Szarzyński


Płyta Narodowego Forum Muzyki z kompozycjami Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego składa się z tak pięknych wykonań, że można się nimi delektować bez końca. Pozwala także odkryć, ze piękno i duchowość można odnaleźć nie tylko w muzyce Johanna Sebastiana Bacha, ale również w dziełach polskich kompozytorów XVII i XVIII wieku, pomimo ze wojny pozbawiły nas części ich dorobku. Przywracanie ich polskiej kulturze jest aktem bezcennym.

środa, 1 grudnia 2021

Od melancholii do miłosnych uniesień. Aldona Bartnik, Naruhiko Kawaguchi: `Kilka słów o miłości` /recenzja płyty/

W wywiadzie sprzed dwóch lat, zatytułowanym "Pragnę śpiewać o miłości!", Aldona Bartnik zapowiadała powstanie tej płyty. I oto jest! Pięknie zaśpiewana, niezwykle nastrojowa. Przy tym szlachetne, czyste brzmienie sopranu artystki, jej subtelne interpretacje wzbogaca dźwięk historycznego instrumentu, którego walory brzmieniowe nie sposób przecenić, podobnie jak grę utalentowanego i wrażliwego muzyka -  Naruhiko Kawaguchi. A zatem dajmy się uwieść słowom i melodii!

W 2019 roku ukazała się pierwsza solowa płyta Aldony Bartnik, zatytułowana "Melancholia", której zawartość stanowiły wyjątkowo piękne utwory polskich kompozytorów do słów rodzimych poetów. Powstała po trosze z inicjatywy pianisty Maurice`a  Lammerts van Buerena, który zachwycił się (wraz z pozostałymi uczestnikami warsztatów muzycznych na Wydziale Muzyki Dawnej w Królewskim Konserwatorium w Hadze, gdzie artystka studiowała) Pieśniami kurpiowskimi Karola Szymanowskiego. Kiedy rozmawiałyśmy o nagraniach Aldony, znałam jej dokonania dzięki koncertom w Narodowym Forum Muzyki oraz wspaniałej serii płyt z muzyką dawną, w której uczestniczy od 2012 roku wraz z  Wrocław Baroque Ensemble, począwszy od nagrań z  kompozycjami Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego. 

Powstanie "Kilku słów o miłości" poprzedziła praca badawcza. Artystka opracowywała manuskrypty znajdujące się w Ossolineum oraz w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu, by następnie opublikować je i umieścić w bibliotekach różnych uczelni muzycznych w Europie. Plonem pracy badawczej jest także płyta nagrana w Narodowym Forum Muzyki, zawierająca pieśni z okresu romantyzmu, które artystka wykonuje przy akompaniamencie pianoforte  - instrumentu z epoki, pochodzącego z wrocławskiej fabryki fortepianów Franza Welcka (ok. 1860 r.), na którym towarzyszy jej znakomity pianista Naruhiko Kawaguchi. 

Na płycie przeważają utwory dwóch kompozytorów polskich, których łączy miasto Lwów, w nim bowiem głównie tworzyli: Stanisława Niewiadomskiego i Jana Galla. Wrocław, jak powszechnie wiadomo, stał się spadkobiercą kultury pochodzącej z Kresów, jak również miejscem, do którego przybyli licznie po II wojnie kresowianie. 

Okładka płyty "Kilka słów o miłości"


Od "Oczekiwania" do... Stanisława Niewiadomskiego

Płytę rozpoczyna utwór Stanisława Niewiadomskiego: "Oczekiwanie" - kompozycja do tekstu sielskiego nieznanego autora, rozpoczynająca się od słów kojarzących się jako żywo z twórczością Franciszka Karpińskiego:

Już miesiąc zeszedł, gwiazda się zaćmiła,

jużem swe oczy zanim wypatrzyła.

Łącznie nagrano siedem utworów tego kompozytora. Warto może przypomnieć, że Niewiadomski był nie tylko kompozytorem, ale także pedagogiem, publicystą i krytykiem muzycznym oraz dyrygentem chórów. Popularyzował kulturę muzyczną, na Uniwersytecie Jana Kazimierza, dając wykłady i wygłaszając prelekcje. Pełnił funkcję jurora w konkursach kompozytorskich i pianistycznych. Zorganizował we Lwowie cykl Moniuszkowski dla uczczenia setnej rocznicy urodzin kompozytora, prezentując "Halkę" (we własnej reżyserii), "Hrabinę", "Straszny dwór", "Verbum nobile", "Flisa". Ponadto redagował „Gazetę Muzyczną”. Po wyjeździe do Warszawy kontynuował tę działalność, był także jednym z członków - założycieli zarządu powstałego 1934 w Warszawie Instytutu F. Chopina. Napisał wiele utworów na fortepian, m.in. Między nami nic nie było op. 4, do słów Adama Asnyka, dwie pieśni op. 6, oraz Rotę do słów Marii Konopnickiej, Kurhanek Maryli do słów Adama Mickiewicza czy Już miesiąc zeszedł do słów Franciszka Karpińskiego (możemy jej posłuchać na płycie).

"A więc kochaj..." - Jan Gall

Spośród kompozytorów najliczniej reprezentowanych na płycie należy także wymienić Jana Galla - twórcę, który od roku 1896 do śmierci mieszkał we Lwowie, gdzie związany był ze środowiskiem muzycznym zarówno polskim, jak żydowskim i ukraińskim. Był dyrygentem lwowskiego towarzystwa śpiewaczego „Echo-Macierz”, dla którego stworzył większość swoich utworów chóralnych. Od 1903 roku Gall pełnił również obowiązki pierwszego dyrygenta Żydowskiego Chóru Akademickiego „Kinor” oraz prowadził wykłady z teorii muzyki w Instytucie Muzycznym im. M. Łysenki. Zanim jednak osiadł we Lwowie, przebywał także w Warszawie (gdzie przyszedł na świat) oraz w Krakowie, gdzie debiutował jako kompozytor. W 1883 roku poznał w Weimarze Franciszka Liszta, u którego doskonalił swój warsztat kompozytorski, a następnie udał się do Włoch, by uczyć się śpiewu. Komponował głównie pieśni i piosenki przeznaczone dla ruchu amatorskiego. Stworzył ponad 400 kompozycji i opracowań chóralnych oraz ok. 90 pieśni solowych.

Na płycie usłyszymy m. in. Stornellę do tekstu Antoniego Langego oraz O komm in mein Schiffchien (Zejdź do gondoli) do tekstu Augusta Kopischa (mieszkańca Breslau) czy A więc kochaj... do słów Narcyzy Żmichowskiej.

Spis utworów

Chopin, Wrocław i inni 

Nie zabrakło też kompozycji Fryderyka Chopina, który odwiedził Wrocław czterokrotnie, a także Moritza Moszkowskiego - wrocławianina, polskiego Żyda, który podobno grał Chopina jak nikt inny...

Wybrane przez Aldonę Bartnik kompozycje miłosne łączy zatem nie tylko temat, ale również miejsce: dawny Wrocław (Breslau) i Wrocław współczesny, gdzie znaleźć można ślady dawnych kompozytorów oraz ich manuskrypty.

Płyta jest pięknie zaśpiewana i niezwykle nastrojowa. Przy tym szlachetne, czyste brzmienie sopranu artystki, jej subtelne interpretacje wzbogaca dźwięk historycznego instrumentu, którego walory brzmieniowe nie sposób przecenić, podobnie jak grę utalentowanego i wrażliwego muzyka -  Naruhiko Kawaguchi. A zatem dajmy się uwieść słowom i melodii!

A few words about love ... / Kilka słów o miłości ...


Pod tym linkiem można znaleźć wywiad z Aldoną Bartnik.



 

niedziela, 16 sierpnia 2020

XI Letni Festiwal Wędrowny Na Gotyckim Szlaku 2020 - Kołbacz, Żelewo

W tym roku, po raz pierwszy od dziesięciu lat, z uwagi na pandemię, organizatorzy festiwalu zapraszają do obejrzenia wydarzeń online w formie 6 filmów prezentujących historię miejsc Na Gotyckim Szlaku, połączonych z rejestracją koncertów. Bohaterem pierwszego filmu jest historia Kołbacza i Żelewa, przedstawiona przez Pawła Migdalskiego na tle dziejów Księstwa Pomeranii. Historia połączona jest z muzyką Georga Friedricha Haendla w wykonaniu Aldony Bartnik - sopran oraz zespołu Consortium Sedinum. 


W kolejnych tygodniach zaprezentowany zostanie tegoroczny szlak, który tradycyjnie otwieramy w Kołbaczu, by kolejno przez Żelewo, Darłowo, Chociwel, Drawsko Pomorskie, Szczecin Krzekowo, Świerczewo, Mierzyn, Trzcińsko-Zdrój dotrzeć do Szczecina gdzie odbędzie się jedyny koncert z udziałem publiczności w dniu 19.09.2020.

Bohaterem pierwszego filmu jest historia Kołbacza i Żelewa, wsi nad jeziorem Miedwie nieopodal Szczecina przedstawiona przez Pawła Migdalskiego na tle dziejów Księstwa Pomeranii. Historia połączona jest z muzyką Georga Friedricha Haendla w wykonaniu Aldony Bartnik - sopran oraz zespołu Consortium Sedinum. Jednocześnie zachęcamy entuzjastów Festiwalu do indywidualnego odwiedzenia festiwalowych miejsc, do zobaczenia Na Gotyckim Szlaku! Zaprasza w imieniu Fundacji Akademia Muzyki Dawnej Paweł Osuchowski – dyrektor artystyczny Festiwalu.

Festiwal Na Gotyckim Szlaku jest w tym roku współfinansowany ze środków otrzymanych z budżetu Województwa Zachodniopomorskiego, Starostwa Powiatowego w Gryfinie, Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Szczecinie oraz Gminy Miasto Szczecin. Festiwal dofinansowano także ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Kultura Interwencje 2020.

Fundacja Akademia Muzyki Dawnej

Odwołując się do muzyki dawnej potwierdzamy brak akceptacji na nędzę duchową naszych czasów. Słuchając Bacha, podświadomie wyrażamy tęsknotę do czasów, w których muzyka była filarem kultury.

Współczesny człowiek zagubiony we dzisiejszym świecie, ciągłej pogoni za nowoczesnością odczuwa potrzebę silnego oparcia w trwałych wzorcach kultury. Muzyka jest jednym z najtrwalszych elementów naszej cywilizacji.

Fundacja Akademia Muzyki Dawnej w swoim programie nawiązuje do dziedzictwa europejskiej muzyki wieków minionych. Kontynuuje i rozwija dotychczasową działalność nurtu polskiego środowiska wykonawstwa muzyki dawnej. Bezpośrednim prekursorem Akademii jest działalność Uniwersyteckiej Orkiestry Barokowej Consortium Iagellonicum działającej przy Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie w latach 1993-2000.

Fundacja została powołana do życia przez organistkę i klawesynistkę Urszulę Stawicką w 2008. Celem fundacji jest upowszechnianie wiedzy o muzyce dawnej ze szczególnym uwzględnieniem ziem Pomorza Zachodniego. Głównym zadaniem fundacji jest wspieranie działań kulturalnych, edukacyjnych i naukowych.

Jednym z głównych działań programowych Fundacji jest działalność edukacyjna, która odbywa się przy współpracy ze szczecińskimi szkołami muzycznymi I i II stopnia. Stale organizowane i prowadzone są warsztaty oraz kursy muzyczne pod opieką wybitnych pedagogów z całej Polski (między innymi profesor Elżbiety Stefańskiej, Antona Biruli, Leszka Rembowskiego, Tomasza Lisieckiego, Rafaela Przybyły).

Fundacja współorganizuje przy tej okazji także koncerty prezentujące dawne instrumenty muzyczne. Dzięki staraniom Fundacji i popularyzacji nurtu wykonawstwa muzyki dawnej szkoły muzyczne w Szczecinie wzbogaciły się już o pierwsze instrumenty (kopie klawesynów włoskich Firmy Bizzi Clavicembali Italia) zakupione z myślą o wzbogaceniu oferty edukacyjnej.

informacja prasowa ze strony Fundacji

XI Letni Festiwal Wędrowny Na Gotyckim Szlaku - Kołbacz, Żelewo

środa, 30 kwietnia 2025

Kilka słów o miłości, czyli Chopin w wykonaniu Aldony Bartnik i Naruhiko Kawaguchi /zapowiedź/

Pieśni skomponowane przez Fryderyka Chopina stanowią niewielki fragment jego twórczości. Pomimo tego nie jest to repertuar, który można w jakikolwiek sposób lekceważyć. Wydane już po śmierci twórcy utwory na głos z towarzyszeniem fortepianu stanowią bardzo cenne uzupełnienie jego dorobku. W NFM zaprezentuje je śpiewaczka Aldona Bartnik, a towarzyszyć jej będzie Naruhiko Kawaguchi – laureat II nagrody I Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych. Dodatkowe wrażenia podczas koncertu zapewnią wizualizacje, których autorem jest Ari Dykier.

Aldona Bartnik i Naruhiko Kawaguchi podczas koncertu w Japonii, fot z archiwum artystki

Mimo skupienia wykonawców na liryce nie zabraknie również dzieł czysto fortepianowych. Poza Walcem Es-dur op. 18, znanym też jako „Grande Valse Brillante”, oraz Berceuse Des-dur op. 57 kompozycje należące do tej kategorii, które zagra japoński pianista, są mniej znane i stosunkowo rzadko wykonywane. Kawaguchi wykona chociażby cztery mazurki z op. 17 powstałe między 1830 a 1833 rokiem z inspiracji wiejskim folklorem. Przypominającą ludową melodię zawarł Chopin również w napisanym najprawdopodobniej kilka lat później Nokturnie c-moll opublikowanym dopiero w 1938 roku. Do stworzenia dwóch pozostałych dzieł fortepianowych zawartych w programie skłoniły go natomiast fascynacje włoską operą – są to opracowanie arii Casta Diva z opery Norma Vincenza Belliniego, a także młodzieńczy Polonez b-moll op. posth. zawierający cytat z kawatiny Giannetta – fragmentu opery Sroka złodziejka Gioacchina Rossiniego.

Repertuar pieśniowy pozostawiony przez romantyka zdradza literackie źródła jego wzruszeń. Stefan Witwicki, Bohdan Zaleski, Adam Mickiewicz, Zygmunt Krasiński, Wincenty Pol, Ludwik Osiński… Wśród autorów słów wykorzystanych przez Chopina w pieśniach napotykamy zarówno narodowych wieszczów, jak i poetów, o których próżno byłoby szukać dziś wzmianki w podręcznikach. Kompozytor podchodził do swoich pieśni zupełnie inaczej niż do utworów na fortepian solo – pisał je nieregularnie, często spontanicznie i z myślą o najbliższych znajomych. Według Juliana Fontany, improwizował nawet „z książką poezji przed sobą”. Jest to twórczość niezwykle zróżnicowana. Znajdziemy tu zarówno proste zwrotkowe utwory, jak i formy przekomponowane; podobnie rozmaita jest ich tematyka. Nietrudno oczywiście odnaleźć wśród pieśni takie, które poruszają zagadnienie miłości. To właśnie to uczucie było tak istotne w epoce romantyzmu. Mimo przemian w prawie każdym innym względzie dziedziczy ono tę pozycję do dziś.

Program:

F. Chopin

Nokturn c-moll op. posth nr 21 

Życzenie op. 74 nr 1

Gdzie lubi op. 74 nr 5

Czary WN 31

Mazurek e-moll op. 17 nr 2 

Mazurek B-dur op. 17 nr 1 

Wojak op. 74 nr 10

Precz z moich oczu op. 74 nr 6 

Smutna rzeka op. 74 nr 3

Andantino g-moll „Wiosna” B. 117

Mazurek As-dur op. 17 nr 3  

Narzeczony op. 74 nr 15

Poseł op. 74 nr 7 

Leci liście z drzewa op. 74 nr 17

Mazurek a-moll op. 17 nr 4 

***

Casta Diva – aria z opery Norma V. Bellinego w transkrypcji F. Chopina

Polonez b-moll op. posth.

Mazur G-dur „Jakież kwiaty, jakie wianki” WN 17a

Piosnka litewska op. 74 nr 16

Walc Es-dur op. 18 „Grande Valse Brillante”

Pieśni op. 74: nr 12 Moja pieszczotka op. 74 nr 12 

Śliczny chłopiec op. 74 nr 8 

Pierścień op. 74 nr 14

Berceuse Des-dur op. 57 

Z gór, gdzie dźwigali op. 74 nr 9

Dwojaki koniec op. 74 nr 11

Wiosna op. 74 nr 2

Dumka a-moll (I wersja Nie ma, czego trzeba) WN 58a

Nie ma, czego trzeba op. 74 nr 1

Wykonawcy:

Aldona Bartnik – sopran

Naruhiko Kawaguchi – fortepian historyczny

Ari Dykier  – twórca wizualizacji


Lokalizacja:

NFM, Sala Czerwona

informacja prasowa

wtorek, 8 kwietnia 2025

"Z klasyką przez Polskę": Aldona Bartnik i Naruhiko Kawaguchi

W dniach 24-26 kwietnia na Dolny Śląsk powróci cykl „Z klasyką przez Polskę”, w ramach którego na trzech koncertach pieśni romantycznych wystąpi duet sopranistki Aldony Bartnik i pianisty Naruchiko Kawaguchi.


Wykonawcy:

Aldona Bartnik - sopran

Naruhiko Kawaguchi (fortepian)


Program:

Fryderyk Chopin (1810-1849)

Życzenie op. 74 nr 1 (sł. S. Witwicki)

Gdzie lubi op. 74 nr 5 (sł. S. Witwicki)

Mazurek e-moll op. 17 nr 2

Poseł op. 74 nr 7 (sł. S. Witwicki)

Piosnka litewska op. 74 nr 16 (sł. S. Witwicki)

Hulanka op. 74 nr 4 (sł. S. Witwicki)

Julian Fontana (1810-1869)

Nokturn op. 20

Ignacy Jan Paderewski (1860-1941)

Nokturn op. 16 nr 4

Stanisław Niewiadomski (1859-1936)

Oczekiwanie op. 47 nr 9

O sroga czasów odmiano! op. 45 nr 9

Echo op. 45 nr 6

Fryderyk Chopin (1810-1849)

Grande Valse Brillante Es-dur op.18

Pierścień op. 74 nr 14 (sł. S. Witwicki)

Smutna rzeka op. 74 nr 3 (sł. S. Witwicki)

Dwojaki koniec op. 74 nr 11 (sł. J.B. Zaleski)

Nokturn c-moll op. posth nr 21

Moja pieszczotka op. 74 nr 12 (sł. A. Mickiewicz)

Śliczny chłopiec op. 74 nr 8 (sł. J.B. Zaleski)

Wojak op. 74 nr 10 (sł. S. Witwicki)

Stanisław Niewiadomski (1859-1936)

Krakowiak op. 47 nr 5


Aldona Bartnik, sopran


Ukończyła Królewskie Konserwatorium w Hadze, specjalizując się w wykonawstwie muzyki dawnej. Występowała jako solistka m.in. pod batutą Tona Koopmana oraz Jordi Savalla. W 2019 roku otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego wspierające jej pracę badawczą w zakresie poszukiwań manuskryptów. W 2021 roku ukazał się jej solowy album „Kilka słów o miłości…” dedykowany mało znanym pieśniom romantycznym. Projekt ten zrealizowała z Naruhiko Kawaguchim, grającym na fortepianie historycznym. W 2018 roku wraz z pianistą Maurice Lammerts van Bueren wydała w Holandii solowy album „Melancholia” zawierający pieśni polskich kompozytorów. Za wkład w promocję Polskiej kultury w Holandii była nominowana do nagrody Polonus 2016. W jej dorobku znajduje się ponad dziesięć albumów muzyki barokowej. Trzy z nich zrealizowane z Wrocław Baroque Ensemble otrzymały nagrodę fonograficzną Fryderyk. Od 2021 roku jest członkinią Akademii Młodych Uczonych i Artystów oraz prezesem Stowarzyszenia Inicjatyw Artystycznych „Mosty Kultury” działającego na rzecz popularyzacji sztuki. W 2022 roku została wyróżniona Nagrodą EMOCJE przyznawaną przez Radio Wrocław Kultura za działalność artystyczną oraz organizację wydarzeń kulturalnych we Wrocławiu.


Naruhiko Kawaguchi, fortepian


Pianista specjalizujący się w grze na instrumentach historycznych. Urodził się w Morioce (Japonia), dorastał natomiast w Yokohamie. Ukończył z wyróżnieniem studia

magisterskie pod okiem Kikuko Ogury, specjalizując się w wykonawstwie muzyki dawnej na Tokyo University of the Arts. Następnie by doskonalić swój warsztat gry na fortepianach historycznych i pianoforte wyjechał do Europy i studiował u Richarda Egarra w Conservatorium van Amsterdam. W konsultacji z Menno van Delft praktykuje również grę na klawikordzie. Pianista znakomicie odnajduje się w wykonawstwie utworów z różnych epok. Jako solista oraz kameralista regularnie koncertuje i nagrywa płyty w Japonii oraz w Europie. Jest laureatem wielu konkursów, m.in.: Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych w Warszawie, Międzynarodowego Konkursu Musica Antiqua w Brugii, I Międzynarodowego Konkursu dla pianoforte w Rzymie Premio Muzio Clementi. Występował z recitalami m.in. na festiwalach: Chopin i jego Europa w Warszawie, Festival Oude Muziek w Utrechcie oraz Goldberg Festival w Gdańsku oraz jako solista z Orchestra of the Eighteenth Century i {oh!} Orkiestra Historyczna.

Cykl koncertów „Z klasyką przez Polskę” to projekt realizowany przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca we wszystkich regionach kraju. Propaguje muzykę klasyczną poprzez promocję znakomitych artystów oraz ambitnego repertuaru w miejscach, w których publiczność na co dzień nie obcuje z ambitną sztuką i nie ma możliwości uczestnictwa w ciekawych i różnorodnych działaniach kulturalnych. Na Dolnym Śląsku jest współorganizowany przez Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Operatorem przedsięwzięcia jest Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Dolnośląskie Laboratorium Kultury. Projekt finansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury 

informacja prasowa

sobota, 24 marca 2018

Perła polskiego baroku – Marcin Mielczewski /relacja z koncertu/

Muzyka religijna i wczesnobarokowe canzony zabrzmiały w NFM w wykonaniu Wrocław Baroque Ensemble oraz znakomitych solistów.

Soliści oraz Wrocław Baroque Ensamble, dyr. Andrzej Kosendiak,
fot. Sławek Przerwa
Po mocnym akcencie finalizującym sezon muzyczny w Narodowym Forum Muzyki, jakim były ”Pory roku” J. Haydna pod Paulem McCreeshem, mogliśmy jeszcze uczestniczyć w niezwykłym koncercie w ramach ESK Wrocław 2016: ”Perła polskiego baroku”. Ową perłą został nazwany Marcin Mielczewski – kompozytor wczesnego baroku, którego partytury zachowały się m.in. we Wrocławiu. 
Dziś nieco zapomniany, był w XVII wieku postacią znaną i cenioną jako kapelmistrz Karola Ferdynanda Wazy, najmłodszego brata Władysława IV, biskupa wrocławskiego i płockiego. Biskup – królewicz miał jeden z najlepszych zespołów muzycznych w ówczesnej Rzeczypospolitej, złożony z muzyków włoskich i polskich, a kapelmistrzostwo Mielczewskiego było najbardziej prestiżowym stanowiskiem muzycznym zajmowanym przez Polaka. Funkcję tę pełnił do końca życia, nie zrywając jednak kontaktów z dworem królewskim. Jego utwory znano w ośrodkach niemieckich, w Danii, Gdańsku, na Śląsku, Morawach i Słowacji, Ukrainie, w Rosji i przypuszczalnie w Paryżu. Oprócz ponad stu zachowanych wokalno-instrumentalnych utworów religijnych, pozostawił też kompozycje instrumentalne, canzony na dwa lub trzy instrumenty i basso continuo.

Utwory religijne i canzony


Tym bardziej więc cieszy fakt, że Andrzej Kosendiak – Dyrektor Narodowego Forum Muzyki – postanowił przybliżyć je melomanom. Zaprezentował na koncercie utwory różnorodne, głównie religijne, ale w programie koncertu znalazły się także utwory świeckie w stylu włoskim, a mianowicie dwie canzony: Canzona quarta i Canzona seconda.
Koncert Perła polskiego baroku, na pierwszym planie Aldona Bartnik, sopran,
fot. Sławek Przerwa
Canzona to najważniejsza forma renesansowej i wczesnobarokowej muzyki instrumentalnej, której nazwa pochodzi od słowa "śpiewać". Pierwsze canzony były transkrypcjami wielogłosowych utworów wokalnych – włoskich canzon i francuskich chansons i zachowały śpiewny charakter pierwowzoru. Poszczególnym częściom koncertu towarzyszył słowny komentarz Andrzeja Kosendiaka, który wprowadzał słuchaczy w niuanse i piękno kompozycji Mielczewskiego.
Na początek usłyszeliśmy Missa Triumphalis: Kyrie, Gloria, po którym zabrzmiała instrumentalna Canzona quarta. Kolejne prezentowane utwory ukazywały zarówno piękno brzmienia głosów, które – jak za życia kompozytora – prezentowane były w różnych konfiguracjach i miejscach przestrzeni scenicznej, jak też urodę współbrzmiących z nimi instrumentów dawnych, w wykonaniu Wrocław Baroque Ensemble. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że tak właśnie brzmiały te utwory w XVII-wiecznym Breslau.
Najbardziej urzekła mnie kompozycja Laudate Dominum in sanctis eius, w którym cudownie przeplatające się głosy sopranów z altami i basami przypominały nieco włoską muzykę renesansu. – z jej śpiewną, płynną melodią i jakimś rodzajem słodyczy. Znakomici śpiewacy: Aldona Bartnik i Aleksandra Turalska - soprany, Matthew Venner  i Piotr Łykowski - kontratenorzy, Maciej Gocman  i Tomáš Lajtkep  - tenorzy oraz Jonathan Brown  i Jerzy Butryn  - basy – zabrzmieli  pięknie i harmonijnie. Jednocześnie zaś z chóru wyłaniały się regularnie prawdziwe perełki pojedynczych głosów: piękny, mocny sopran Aldony Bartnik, ciepły tenor Macieja Gocmana i poruszający alt Matthew Vennera.
Marcin Mielczewski stał się dzięki nim kompozytorem dla nas odzyskanym, tym bardziej, że – jak poinformowano – niebawem ukaże się płyta z jego muzyką.

 Koncert odbył się w NFM 26 czerwca 2016 r. i był ostatnim z serii kilku koncertów prezentujących twórczość Marcina Mielczewskiego.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 5 lipca 2016 roku.

wtorek, 23 stycznia 2018

"La decollazione di San Giovanni Battista" - oratorium Antonia Marii Bononciniego o św. Janie Chrzcicielu /relacja z koncertu/

21 stycznia 2018 roku zaprezentowano w Narodowym Forum Muzyki oratorium Antonia Marii Bononciniego. Ascetyczny styl severo podkreślał melodyczne piękno wykonywanych arii.


Wrocławska Orkiestra Barokowa, koncert "La decollatione di San Giovanni Battista"
fot. Karol Sokołowski/NFM

Wrocławscy melomani są w tej szczęśliwej sytuacji, że nie tylko mogą posłuchać wybitnych wykonań znanych kompozytorów, ale również odkryć od czasu do czasu jakąś perełkę. Dzieje się tak za sprawą dyrektora Narodowego Forum MuzykiAndrzeja Kosendiaka, który w 2017 roku zaprezentował cykl koncertów poświęconych Marcinowi Mielczewskiemu – polskiemu Bachowi, którego mogliśmy na nowo odkryć. Tym razem melomani mieli możliwość wysłuchania oratorium "La decollazione di San Giovanni Battista", skomponowanego przez mało w Polsce znanego kompozytora włoskiego - Antonia Marii Bononciniego. Ascetyczny styl severo podkreślał melodyczne piękno wykonywanych arii.
Akurat tego samego dnia wysłuchałam w Telewizji Kultura przepięknej opery Georga Friedricha Haendla: "Triumf Czasu i Rozczarowania", obawiałam się więc, że Bononcini wypadnie w tym kontekście blado, a jednak tak się nie stało. Koncert był piękny!

Kim był twórca tego wspaniałego oratorium?


Antonio Maria Bononcini, fot. Wikipedia

Antonio Maria Bononcini (ur. 18 czerwca 1677, zm. 8 lipca 1726) był włoskim wiolonczelistą i kompozytorem. Pochodził z rodziny muzyków i często mylony jest z ojcem (Giovannim Marią) czy starszym bratem,  znanym kompozytorem i wiolonczelistą Giovannim Bononcinim. Antonio Maria przez kilka lat pracował z bratem i przyłączył się do orkiestry dworskiej w Wiedniu, gdzie w 1705 roku został kapelmistrzem przyszłego cesarza rzymskiego Karola VI. W 1713 powrócił do Włoch i pracował w Mediolanie, Neapolu oraz w Modenie. W 1721 roku został maestro di cappella w Modenie, gdzie się urodził i gdzie spędził resztę życia. Oprócz prac scenicznych skomponował ponad 40 kantat (w większości na głos solo i klawesyn), a także muzykę sakralną, w tym Mszę g-moll, Stabat Mater in C Minor  i Salve Regina.
Wszystkie kompozycje Antonia Marii Bononciniego, w tym także oratorium o świętym Janie Chrzcicielu, utrzymane są w stile severo, czyli stylu surowym. Charakteryzuje go skromna obsada instrumentalna i umiar w sposobie wykonania partii wokalnych. Piękna melodia, czysta, jasna barwa, naturalność frazowania oraz umiejętność wyśpiewania rozmaitych stanów emocjonalnych – oto cechy tej kompozycji.


Jaromír Nosek – Erode (bas), Bożena Bujnicka – Erodiade (sopran),
fot. 
Karol Sokołowski/NFM

Oratorium "La decollazione di San Giovanni Battista" zostało po raz pierwszy zaprezentowane w 1709 roku, z okazji Wielkiego Postu. Libretto opata Giovanniego Domenico Filippeschi opowiada historię Jana Chrzciciela w oparciu o tekst ewangeliczny. Obejmuje temat aresztowania proroka oraz następującą po nim śmierć w rezultacie zemsty Herodiady, która wykorzystała do tego swoją córkę z poprzedniego małżeństwa – piękną i posłuszną Salome.

Bohaterami oratorium są: Battista (alt), król Herod (Erode, bass), jego żona Herodiada (Erodiade, sopran) i córka tego ostatniego Salomè (sopran).

Wrocławska interpretacja oratorium o św. Janie Chrzcicielu



Jaromír Nosek – Erode (bas), Bożena Bujnicka – Erodiade (sopran),
fot. 
Karol Sokołowski/NFM

Podczas niedzielnego koncertu Wrocławską Orkiestrę Barokową poprowadził Andrzej Kosendiak, który wraz z zespołem Collegio di Musica Sacra nagrał muzykę obu braci Bononcinich na płycie „Antonio Maria Bononcini Stabat Arias”.  Muzycy Wrocławskiej Orkiestry Barokowej grali znakomicie, w pamięć zapadły mi zwłaszcza partie solowe: skrzypiec (Zbigniew Pilch i pozostali) i przede wszystkim wiolonczeli szefa Orkiestry - Jarosława Thiela.

Jednakże prawdziwymi gwiazdami tego wieczoru byli soliści grający osoby dramatu.
Wspaniale zaprezentowała się Bożena Bujnicka jako Herodiada – urodziwa, dysponująca pięknym sopranem o urzekającej barwie. Była bardzo przekonująca jako kobieta, która doskonale potrafi wykorzystać swoje walory, a przede wszystkim wynieść na piedestał mężczyznę, manipulując jego dumą do tego stopnia, że Herod nie potrafi się od niej uwolnić, mimo strachu przed potępieniem. Manipuluje także własną córką, która jej całkowicie ulega, nie cofając przed niczym. Pewność siebie, duma, triumfalizm, pogarda dla św. Jana Chrzciciela i żądza zemsty – wszystko to zostało w ariach Bujnickiej wiarygodnie oddane.


Bożena Bujnicka (sopran), fot. Karol Sokołowski/NFM
Przekonujący psychologicznie był również interpretator roli Heroda - Jaromír Nosek, dysponujący ciepłym, zbliżonym do tenoru, basem. W śpiewanych przez niego ariach jest i strach przed Janem, i rozterki (w przeciwieństwie do Herodiady, ma świadomość, że źle robi), wreszcie poczucie posiadania niczym nieograniczonej władzy (wmówione przez Herodiadę), i zauroczenie pięknym tańcem pasierbicy. Wreszcie pycha i niechęć do okazania słabości – jakież to współczesne…


Aldona Bartnik - Salomè (sopran), fot. Karol Sokołowski/NFM

Podczas słuchania koncertu najbardziej urzekł mnie (nie po raz pierwszy) ciepły, przepięknie czysty sopran Aldony Bartnik w roli Salomè oraz głęboki alt Ewy Marciniec jako Battisty. To nie są sprawy racjonalne, ale była w głosie Bartnik dziewczęca świeżość, entuzjazm, radość  i piękno, które trafiały wprost do serca… Podobnie było z rolą Ewy Marciniec, niezwykle przecież trudną. Jej Jan Chrzciciel był bezkompromisowy i prawdziwy. 

Ewa Marciniec - Battista (alt), fot. Karol Sokołowski/NFM

Oratorium kończy chór solistów śpiewających o pośmiertnym triumfie Jana: „Muore il giusto” – o tym, że to, co pozornie żywe – jest w istocie martwe, a to, co martwe, żyć będzie wiecznie. Szlachetne przesłanie skłaniające do refleksji nad tym, na ile sami podlegamy urokom życia i jakie temu towarzyszą kompromisy. Jedno jest pewne: koncert był b e z k o m p r o m i s o w o  wspaniały.

Joanna Dobrakowska - Angelo (mezzosopran), fot. Karol Sokołowski/NFM

Koncert "La decollazione di San Giovanni Battista" odbył się 21 stycznia 2018 roku w Narodowym Forum Muzyki.


Jaromír Nosek – Erode (bas), Bożena Bujnicka – Erodiade (sopran), Andrzej Kosendiak - dyrygent,
fot. Karol Sokołowski/NFM

Wystąpili: Andrzej Kosendiak – dyrygent
Ewa Marciniec – Battista (alt)
Bożena Bujnicka – Erodiade (sopran)
Aldona Bartnik – Salomè (sopran)
Joanna Dobrakowska – Angelo (mezzosopran)
Jaromír Nosek – Erode (bas)
Wrocławska Orkiestra Barokowa
Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne


poniedziałek, 24 lutego 2020

"Jesu, meine Freude" - piękny wieczór kantat J. S. Bacha w Narodowym Forum Muzyki /relacja z koncertu/

23 lutego 2020 roku mieliśmy szczególną okazję posłuchania czterech pięknych kantat Johanna Sebastiana Bacha. Tytuł koncertu: "Jesu, meine Freude" wziął nazwę od jednego z utworów - motetu BWV 227. Cóż to był za wieczór!

Michal Mazur, Andrzej Kosendiak, Wrocław Baroque Ensemble, Tomáš Král, Marta Niedzwiecka,
Julia Karpeta, Krzysztof Karpeta i Thomas Meraner, fot. Bogusław Beszlej

Przez Wrocław tego dnia przeszła wichura, ale my - słuchacze i muzycy - siedzieliśmy blisko siebie na odwróconej scenie Narodowego Forum Muzyki i za sprawą lipskiego Kantora znaleźliśmy się w zupełnie innej rzeczywistości - może trochę bliżej nieba? :-) W każdym razie była niedziela i takich "kazań" muzycznych wysłuchałam nader gorliwie :-)

Biograf J.S. Bacha, Albert Schweitzer, pisze, że W porównaniu z kantatami wszystko, co Bach poza tym stworzył, wydaje się niemal tylko dodatkiem.

Słowa te brzmią być może nieco ekscentrycznie, ale nie sposób nie przyznać, że kantaty tworzył lipski Kantor najczęściej. W jego twórczości była ona częścią liturgii, rodzajem muzycznego kazania, pouczenia. W liturgii protestanckiej najważniejsze jest słowo i kantata słowu służyła. Bach był człowiekiem głębokiej wiary - przez całe życie czytał i studiował Biblię oraz dzieła teologiczne, przede wszystkim Lutra. Teksty swoich utworów opatrywał często takimi aktami strzelistymi, jak: S D G („Soli Deo Gloria” – „Bogu Jedynemu Chwała”) czy J J („Jesu juva” – „Jezu, wspomóż”).

Wrocław Baroque Ensemble, Tomáš Král, Maciej Gocman, Piotr Olech i Aleksandra Turalska,
fot. Bogusław Beszlej

Na początek koncertu zabrzmiała moja ulubiona (na równi Ich bin ein guter Hirt) kantata Ich habe genug (BWV 82),  która została skomponowana na święto Ofiarowania Pańskiego i wykonana po raz pierwszy 2 lutego 1727 roku, a potem wielokrotnie przez Bacha wykonywana i przerabiana. Libretto oparte zostało na kantyku Symeona "Nunc Dimittis", dla którego spotkanie Dzieciątka w progu świątyni oznacza spełnienie pragnienia, gdyż pobożny starzec wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim.(Łk. 2, 25) I oto spełnia się ono w dniu ofiarowania Dzieciątka w świątyni. Symeon wziął je w ramiona, pobłogosławił i uznał, że teraz może odejść w pokoju, skoro jego oczy ujrzały Boże zbawienie. Słowa te odnoszą się także do pobożnej wspólnoty. Ich habe genug jest szczególnie piękną, mistyczną kantatą. Człowiek jest w niej stęskniony Boga, dosyć ma ziemskich trosk (Ich habe genug) i chętnie podążyłby do nieba za Symeonem, gdyby Bóg "z łańcuchów ciała zechciał go wybawić".

Da seh ich auch mit Simeon
Die Freude jenes Lebens schon.
Laßt uns mit diesem Manne ziehn!
Ach! möchte mich von meines Lebes Ketten
Der Herr erretten!

Ta część rozpoczyna się pełną wyrazu melodią oboju, któremu akompaniują skrzypce. Motyw oboju podejmuje następnie głos basowy, na wrocławskim koncercie -  Tomáš Král, którego ciepły niski głos przypominał mi nieco niezapomnianą  interpretację Petera Kooij, ale jego śpiew był młodzieńczy i bardziej emocjonalny. W kantacie Ich habe genug, poza utworem początkowym, szczególnie piękna jest część trzecia - rodzaj kołysanki: Schlummert ein, ihr matten Augen (Zamknijcie się, oczy znękane) - podobno ulubionego utworu J. S. Bacha - by po krótkim zakończeniu (Welt, gute Nacht) przejść do radośnie ożywionej arii końcowej: Ich freue mich auf meinen Tod (Raduję się na moją śmierć). Brzmi to pozornie paradoksalnie, ale nie w przypadku kogoś, kto ma głęboką wiarę. Radosny nastrój tej części kantaty daje przedsmak nieba. Można by bez większej przesady powiedzieć, że wykonując tę kantatę Tomáš Král "skradł" ten wieczór pozostałym wykonawcom. A jednak, a jednak tak się nie stało!

Kolejne utwory okazały się równie piękne i mogliśmy tym razem podziwiać nie tylko jednego wykonawcę i brzmienie instrumentów historycznych, ale również chór,  duety i tercety. Zespół Wrocław Baroque Ensemble składa się bowiem z wielu wytrawnych wykonawców, zarówno solistów, jak i muzyków, a każdy z nich jest prawdziwym artystą i specjalistą od wykonawstwa muzyki dawnej, nie mówiąc już o założycielu zespołu i pasjonacie tej muzyki - Andrzeju Kosendiaku. Z całą pewnością w motecie Jesu, meine Freude (Jezu, ma radości) liczyło się przede wszystkim brzmienie ludzkich głosów. Swoisty hymn i wyznanie miłości, które Bach napisał na podstawie fragmentów Listu do Rzymian św. Pawła oraz do tekstu hymnu Johanna Francka z 1650 roku. Przeznaczony jest na pięć głosów, podobnie jak Magnificat, i wymaga niemałej wirtuozerii, ponieważ obfituje w liczne kontrasty między obrazami nieba i piekła, często w obrębie jednej sekcji. Rozpoczyna się i kończy chorałami, pomiędzy którymi pojawiają się poszczególne głosy, np. trio dwóch sopranów i altu w części czwartej, skomponowanej na wzór sonaty, albo trio alt - tenor - bas w części ósmej. Całość brzmiała przepięknie, a to za sprawą wykonawców: wspomnianego już Tomáša Krála (bas), Macieja Gocmana (obdarowanego pięknym tenorem lirycznym), świetnie współbrzmiącego z pozostałymi głosami altu Piotra Olecha oraz dwóch znakomitych sopranów o nieco zróżnicowanej barwie głosu: Aleksandry Turalskiej i Aldony Bartnik.

Trzecia kompozycja - kantata Christ lag in Todes Banden, (Legł Chrystus w śmierci pętach) BWV 4 - wykonywana w Niedzielę Wielkanocną, została napisana przez Bacha w 1707 roku, a jej podstawę stanowi chorał skomponowany przez Marcina Lutra w 1524 roku. Kompozycja Lutra oparta zaś jest na hymnie wielkanocnym z XII wieku: Chrystus ist erstanden (Chrystus zmartwychwstał), który nawiązuje do sekwencji wielkanocnej, Victimae paschali. Wszystkie strofy pieśni zachowane zostały przez Bacha w brzmieniu używanym za jego czasów i mają bardzo obrazowy charakter. Jest to przede wszystkim kantata chorałowa, więc też jej brzmienie zależy od harmonii tworzących ją głosów. Słychać tu było przede wszystkim wypracowaną latami znakomitą współpracę zespołu.

Aldona Bartnik, fot. Bogusław Beszlej

Wreszcie końcowy utwór: Ich bin vergnügt mit meiner Glücke (Rad jestem wielce z mego szczęścia), BWV 84 powstał w 1727 r. w Lipsku i był przeznaczony na trzecią niedzielę przed Wielkim Postem. To kompozycja na sopran, składająca się z pięciu części - sekwencji naprzemiennych arii i recytatywów, które kończy chorał. Sopranowi towarzyszą obój, smyczki i continuo. Po odświętnie uroczystej arii wstępnej Ich bin vergnügt mit meinem Glücke  i recytatywie następuje taneczna ożywiona aria Ich esse mit Freuden mein weniges Brot (Z radością spożywam chleb mój skromny), natomiast następujący po niej recytatyw Im Schweiße meines Angesichts (W pocie, co z twarzy będzie spływać) swoim uroczystym charakterem nawiązuje znów do części wstępnej.  Wreszcie końcowy chorał przynosi zakończenie w pełnej obsadzie głosów: Ich leb indes in dir vergnüget (Ku Twojej teraz idę chwale). O ile początek koncertu należał do solisty - Tomáša Krála, o tyle w jego zakończeniu królowała Aldona Bartnik. Jej radosny, czysty sopran współbrzmiał harmonijnie z treścią kantaty, a skrzypce solo (znakomity jak zawsze Zbigniew Pilch) oraz obój (Thomas Meraner, który również na początku koncertu znakomicie "dialogował" z solistą) współtworzyły tę piękną kompozycję.

Reasumując, był to piękny, wyrównany koncert, podczas którego nie tylko mieliśmy szczęście posłuchać różnorodnych kantat Johanna Sebastiana Bacha, ale co więcej - mogliśmy wysłuchać ich w znakomitej interpretacji solistów i zespołu muzycznego Wrocław Baroque Ensemble pod batutą Andrzeja Kosendiaka. Oby więcej takich koncertów!

sobota, 25 listopada 2023

Wystawa jubileuszowa Bogusława Beszleja: `Artyści i muzycy w moich fotografiach` /relacja/

15 listopada uczestniczyłam w wernisażu szczególnej wystawy, której autorem i bohaterem był Bogusław Beszlej – artysta zajmujący się od lat fotografowaniem muzyków i koncertów w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Jubilat święcił w tym dniu 70-lecie swoich urodzin. Piękne zdjęcia jego autorstwa można oglądać do 15 stycznia 2024 roku w Klubie Muzyki i Literatury we Wrocławiu.

Bogusław Beszlej i Izabella Starzec, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Zdjęcie kiepskie, bo z komórki, ale oddaje nastrój chwili.

Na wernisażu nie mogło zabraknąć muzyki. Uświetniły go dwie panie: Katarzyna Kluczewska zagrała na fortepianie Chopina, w czym wydatnie uczestniczył wspaniały kot, który skradł swojej właścicielce całe show spacerując tajemniczo wśród zasłon (oglądaliśmy koncert za pośrednictwem ekranu, ponieważ artystkę dopadł covid). Kolejne nagranie, już niczym nie zakłócone, było przepiękną klawesynową interpretacją muzyki Johanna Sebastiana Bacha w wykonaniu Aleksandry Rupocińskiej. Dodam, że na finisaż wystawy przewidziano występ Michała Michalskiego.

Gospodynią wieczoru była Izabella Starzec – dziennikarka i publicystka muzyczna, a przede wszystkim osoba zaprzyjaźniona z Jubilatem od czasów studiów na Wydziale Wokalno-Aktorskim i pracy w Operze Wrocławskiej. "Każdy ma swojego Bogusia..." – zaczęła swoje wystąpienie pani Izabella, po czym przywołała rozmaite etapy tej niekonwencjonalnej przyjaźni, nie stroniąc od anegdot. W istocie, wszyscy zaproszeni na wernisaż ludzie byli bliższymi lub dalszymi znajomymi pana Bogusława z różnych lat, że nie wspomnę o Rodzinie szanownego Jubilata. 

Głos zabrał również sam Jubilat, który, jak zawsze skromny, wspominał swoich mistrzów, a także początki kariery, kiedy to uczył się trudnej sztuki fotografowania artystów baletu w tańcu... Dziękował także wszystkim, którzy przyczynili się do powstania ekspozycji, obdarowując ich przy tej okazji swoimi wspaniałymi zdjęciami oprawionymi w ramy, z dedykacjami. Znalazłam się w gronie szczęśliwych posiadaczek takiej pamiątki: zdjęcia jednego z moich ulubionych dyrygentów, Japończyka Eiji Oue.

Eiji Oue podczas koncertu "Przemiana: Joseph Haydn, Gustav Mahler",
fot. Bogusław Beszlej
Bywając częstym gościem Narodowego Forum Muzyki (a wcześniej – Filharmonii Wrocławskiej), niejednokrotnie mogłam obserwować Pana Bogusława Beszleja, gdy ze swoim nieodłącznym towarzyszem – aparatem fotograficznym – poruszał się bezszelestnie w przestrzeni sali koncertowej, a także podczas konferencji prasowych towarzyszących festiwalom muzycznym. Mogłam potem podziwiać jego zapisy „chwil ulotnych”: zatrzymane w kadrze gesty, spojrzenia, uśmiechy… Na swoich fotografiach pokazywał ludzi pięknie, czule, nawiązując z nimi niejako osobistą więź. Niejedna z nich stawała się potem najatrakcyjniejszą częścią mojej relacji z koncertu, a także zapisem mojej pamięci. To między innymi Gustav Mahler w interpretacji Eiji Oue, którego zapamiętałam takim, jak na zdjęciu: w ekspresyjnym geście wyciągniętej ręki.

Aldona Bartnik, koncert "Jesu, meine Freude", fot. Bogusław Beszlej
To także piękny portret Aldony Bartnik śpiewającej kantatę J. S. Bacha czy pełne humoru zdjęcia z opery buffo G. Pergolesiego „La sreva padrone” albo obraz szczęśliwego Paula McCreesha, wędrującego (muzycznie) po „Anglii zielonej, kraju łąk”… 

Paul McCreesh podczas koncertu "W Anglii zielonej, kraju łąk",
fot. Bogusław Beszlej
Osobiście najbardziej lubię zdjęcie Julii Lezhnevej w wielkim czerwonym berecie i z uśmiechem, który uwydatnia jej dziecięcość. Uwielbiam też fotografie wnuczki Pana Bogusława, której uroda kojarzy mi się z pięknym majowym porankiem. I tyle w nich miłości!

Julia Lezhneva, w obiektywie Bogusława Beszleja



Zachęcam do obejrzenia ten interesującej wystawy, pełnej miłości do muzyki i ludzi z nią związanych.

Katalog wystawy "Artyści i muzycy w moich fotografiach" Bogusława Beszleja

Wnętrze katalogu "Artyści..."


XXXV Festiwal „Maj z Muzyką Dawną” – znamy program!

 XXXV Festiwal „Maj z Muzyką Dawną” to jubileuszowa edycja jednego z najważniejszych wydarzeń poświęconych wykonawstwu historycznemu na Doln...

Popularne posty