Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania W głębi obrazu, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania W głębi obrazu, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 maja 2021

Piotr Oszczanowski : To piękna lekcja patrzenia, doświadczenie głębi obrazu /wywiad/

O wystawie obrazów Łukasza Huculaka i Jadwigi Sawickiej "W głębi obrazu", podejmującej dialog z dziełami z przeszłości, rozmawiam z jej kuratorem, dyrektorem Muzeum Narodowego we Wrocławiu Piotrem Oszczanowskim.

Dyr. Piotr Oszczanowski, fot. Arkadiusz Podstawka

Barbara Lekarczyk-Cisek: Skoro tylko Muzeum Narodowe otworzyło ponownie podwoje, ruszyłam stęskniona za sztuką na zaległe wystawy. Wśród nich szczególnie zaintrygowała mnie już samym tytułem ekspozycja „W głębi obrazu”. To jakby dialog artystów z odległych epok – poza czy ponad czasem, mających sobie (i widzom) coś ważnego do powiedzenia. Przypomina mi to wystawę Bożeny Sacharczuk „Konteksty” z 2014 roku, na której wrocławska ceramiczka prowadziła twórczy dialog z tradycyjnymi dziełami sztuki, ale nie miała – jak Jadwiga Sawicka i Łukasz Huculak – kontekstu pandemii. Jaki był zamysł tej wystawy, której jest Pan kuratorem? Czego ci artyści poszukują „w głębi obrazu”?

Piotr Oszczanowski: Ta wystawa rzeczywiście wpisuje się w pewien rodzaj naszych poszukiwań nowych sposobów odczytania działa sztuki. Wszak punktem odniesienia dla dwojga artystów są dzieła prezentowane w galeriach stałych, a więc permanentnie w muzeum obecne. W przypadku tej wystawy to jednak życie napisało scenariusz. Skazani na izolację, w poczuciu skrajnej bezradności, pozbawieni możliwości swobodnego poruszania się, spotkań, doświadczyliśmy swego rodzaju pustki. Tej sytuacji egzystencjalnej postanowili przyjrzeć się dogłębnie artyści – ludzie obdarzeni szczególną wrażliwością i intuicją.

Od lewej: Łukasz Huculak, Jadwiga Sawicka i Piotr Oszczanowski, fot. Arkadiusz Podstawka

Poza tym rzadko kiedy udaje się nam tak przylgnąć do obrazu, przyjrzeć się mu bez pośpiechu, zatrzymać dla jakiegoś jego szczegółu. Kiedy po raz pierwszy wyjechałem do Holandii jako bardzo młody człowiek i trafiłem do Rijksmuseum, gdzie mogłem wreszcie zobaczyć dzieła mistrzów złotego wieku malarstwa niderlandzkiego, zacząłem zwiedzać muzeum w szalonym tempie, aby zobaczyć jak najwięcej. Zatrzymałem się ze zdumieniem dopiero wówczas, gdy zobaczyłem tych samych ludzi ciągle tkwiących przed tymi samymi obrazami. Stali przed malutkimi martwymi naturami i przyglądali się im wnikliwie. Wtedy było to dla mnie niepojęte. Dopiero z czasem zrozumiałem, dlaczego. Bo taki obraz jest jak książka, rodzaj lektury, której odczytanie zależne jest od ludzkiej wrażliwości, oczytania, aparatu umysłowego… Widz buduje własne konteksty, narracje, asocjacje. Coś takiego właśnie wydarzyło się na wystawie „W głębi obrazu”. Zaprosiłem artystów, aby wybrali płótna i zmierzyli się z nimi indywidualnie, a potem poprosiłem, aby opowiedzieli na swój sposób o tym, co dostrzegli. Artyści są bowiem współczesnymi profetami. Na budynku Muzeum Współczesnego w Sarajewie – mieście tak bardzo doświadczonym przez wojnę – znajduje się napis: „Jeśli chcesz się dowiedzieć, gdzie jest piekło, zapytaj artystę. Jeżeli nie masz obok siebie artysty, to znaczy, że już jesteś w piekle”. Artyści rzeczywiście są wyjątkowi: urzekają, fascynują, irytują… Na tym polega rola sztuki. 

Naśladowca Jana Brueghela Starszego i Jana Brueghela Młodszego, "Kazanie rybom świętego Antoniego", lata 40. XVII wieku, fragm. , fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Łukasz Huculak, Parafraza / Św. Antoni (Sen ptaków), fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Na wystawie artyści prowadzą m.in. konwersację z XVII-wiecznym obrazem "Kazanie rybom świętego Antoniego". Swoją drogą, intrygujący jest ten wybór obrazów… Prof. Huculak – inicjator wystawy – dostrzegł w tym obrazie przede wszystkim cierniste drzewa i zagubione ptaki… 

Jak powiada prof. Łukasz Huculak, „W głębi obrazu z przeszłości szukamy fragmentów, które w naszym odczuciu zawierają to, co przeżywamy teraz”. To właśnie ów stan wyizolowania, strachu. Mierzymy się z czymś, czego nie widzimy, o czym zbyt wiele nie wiemy, a widzimy tego okrutne skutki.

I artyści próbują się z tym wszystkim zmierzyć. Jest to rodzaj potrójnego dialogu. Ja opowiadałem im, co wiem na temat obrazów jako historyk sztuki. Znajduje się wśród nich m. in. portret księcia Janusza Radziwiłła, szczególnie dla mnie ważny, bo to ja ustaliłem jego tożsamość i sądziłem, że wiem już o tym obrazie wszystko. Tymczasem myliłem się. Kiedy prof. Huculak patrzy na but Janusza Radziwiłła, izoluje go i widzi w nim model koronawirusa. Nam by to w ogóle nie przyszło do głowy. My patrzymy na ten portret przez pryzmat Potopu Henryka Sienkiewicza, a więc krytycznie, podczas gdy dla Litwinów to bohater i wielki pan. Z kolei prof. Jadwiga Sawicka staje przed tym obrazem i dostrzega wspaniały kostium wart fortunę jako rodzaj chitynowego pancerza, w środku którego ukrywa się nagi, bezradny człowiek. W ten sposób zderzyły się różne sposoby patrzenia, wrażliwości. Dlatego tak cenne są to dla mnie doświadczenia. To jest piękna lekcja patrzenia, którą odebrałem! W ten sposób doświadczamy głębi obrazu, nie mijamy się z nim. 

Prof. Jadwiga Sawicka, fot. Arkadiusz Podstawka

A co odkryliście Państwo w głębi obrazu „Apollo i Dafne” Abrahama Bloemaerta? 

Och, to jest sztandarowe dzieło sztuki manieryzmu! Układ postaci, kulisowość, teatralność… Tymczasem prof. Huculak skupia się na tym, co jest istotą tego obrazu, a co znajduje się na odległym planie i widzi Apolla ogarniętego szałem namiętności i Dafne, która pragnąc uniknąć jego dotyku, zamienia się w drzewo laurowe. Artysta zadaje sobie pytanie o relację człowiek – roślina i dochodzi do wniosku, że roślina także ma wrażliwość, że czuje. Artysta snuje rozważania na temat psychologii roślin. Dla mnie takie asocjacje są czymś odkrywczym w przypadku tego obrazu. Wszystko to stało się za przyczyną sytuacji, w której się znaleźliśmy – izolacji i zatrzymania. To, co nas często niszczyło i sprawiało, że stawaliśmy się zbyt powierzchowni, zmieniło się radykalnie. Mamy okazję zatrzymać się. 

Abraham Bloemaert, Apollo i Dafne, scena centralna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Łukasz Huculak, Parafraza / Apollo i Dafne, tempera, 2021

A zatem nie byłoby tego artystycznego dialogu i wejścia w głąb obrazów dawnych mistrzów, gdyby nie pandemia i nasze doświadczenie izolacji, zatrzymania…

Tak, istotnie. Dla mnie, a myślę, że także dla potencjalnych widzów, wystawa „W głębi obrazu” jest nowym, cennym doświadczeniem. Będziemy ją promować przez krótkie filmiki – rozmowy, które pozwolą spojrzeć na nią świeżym okiem. 

Dziękuję za rozmowę.

Wystawa potrwa do 25 lipca 2021 roku

wtorek, 31 maja 2022

W głębi obrazu II - nowa wystawa czasowa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

Jakie skojarzenia z wojną może nasunąć "Raj" Michaela Willmanna? Czy dawne znaki herbowe mogą przypominać dadaistyczne kolaże? Po raz kolejny współcześni artyści zapraszają widzów w podróż w głąb obrazów dawnych mistrzów, odkrywając nieoczekiwane skojarzenia i zapraszając do spojrzenia na znane dzieła z innej perspektywy.

Łukasz Huculak, Dada, 2022

„W głębi obrazu II” jest kontynuacją prezentowanego w roku ubiegłym projektu, w ramach  którego w sąsiedztwie wybitnych dzieł z kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu można było oglądać dzieła artystów współczesnych.  W tym roku do Jadwigi Sawickiej i  Łukasza Huculaka dołączyli doktoranci Uniwersytetu Rzeszowskiego i Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu: kolektyw artystyczny Bezimienny, Magdalena Franczak i Paweł Korbus. 

Formuła wydarzenia zakłada działania, które aktualizują i przedstawiają w nowym kontekście obiekty pochodzące z kolekcji muzealnej. Artyści stworzyli prace inspirowane wybranymi obrazami prezentowanymi na wystawie „Sztuka śląska XVI–XIX w.” i nadali dawnym dziełom nowe znaczenia, nie unikając przy tym kontekstu przeżywanych aktualnie ogólnoświatowych kryzysów. Kierując uwagę widzów na wybrane detale i wątki renesansowych czy manierystycznych malowideł, dyskretnie dialogują z problemami współczesności. Zapraszając do uważniejszego spojrzenia na dzieła muzealne, zabierają odbiorców w podróż w głąb obrazu. Jest to swoista „wizualna” archeologia, która pozwala odkryć nieoczekiwane związki łączące  przeszłość ze współczesnością.

„W głębi obrazów z przeszłości szukamy fragmentów, które w naszym odczuciu nawiązują do tego, co przeżywamy teraz” – wyjaśniają artyści. „Wiele obiektów historycznych jest wyjątkowych nie tylko z uwagi na wykonawczą maestrię, ale również dlatego, że wyrażały stan ducha epoki, której burzliwość dziś wcale nie wydaje się tak egzotyczna”.

„Jest to rodzaj obrazowo-werbalnej „powieści” przygodowej, także fantastycznonaukowej, którą wspólnie tworzą – malują i werbalizują – artysta i historyk sztuki” – mówi Piotr Oszczanowski, dyrektor MNWr i kurator wystawy. „Wraz z Łukaszem Huculakiem i Jadwigą Sawicką oraz ich utalentowanymi doktorantami ponownie wkraczamy w świat nieznany, odkrywamy coś do tej pory niedostrzeganego, niezauważonego, pomijanego... To wyprawa doprawdy »w głębię obrazu«, ku jego antypodom i limesom wszelakim. 

Czyż nie tego nam trzeba właśnie teraz, kiedy świat okazuje się ponownie tak brutalny, tak bezwzględny i okrutny? Czy to zwrócenie się ku temu, co przecież mieliśmy »od zawsze«, ale tego nie dostrzegaliśmy – nie jest pewną nauką? Czego nauczyła nas pandemia, czego uczą zagrożenia wojenne? Może odpowiedzi na te pytania dostarczają nam artyści? Zaufajmy im, ich wrażliwości i intuicji!”.

Grupa Bezimienny, Księżniczka

Dzieła z kolekcji MNWr, które zainspirowały artystów: 

Michael Willmann,  Raj, ok. 1672

Bóg z rajem Adama i Ewy, epitafium Nicolausa Jenckwitza-Posadowskiego, obraz namalowany przez anonimowego malarza wykształconego w południowych Niderlandach, ok. 1537

Malarz śląski, Portrety Lorenza i Clary Heuglów, ok. 1520

Portret kobiety z maską, ok. 1750

Antoni Jörg (?), Archanioł Michał, lata 20. XVIII w.

Artyści uczestniczący w wystawie:

Łukasz Huculak (ur. 1977) – profesor sztuk pięknych związany z wrocławską ASP im. E. Gepperta, gdzie prowadzi pracownię malarstwa i kieruje studiami doktoranckimi. Laureat Festiwalu Malarstwa w Szczecinie i Festiwalu Malarstwa Bielska Jesień. Członek wrocławskiej Akademii Młodych Uczonych i Artystów.

Jadwiga Sawicka (ur. 1959) – doktor habilitowana, prof. UR, pracuje w Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Rzeszowskiego, prowadząc pracownię dyplomującą. Tworzy obrazy, fotografie, obiekty, instalacje tekstowe, również w przestrzeni publicznej. 

Doktoranci Uniwersytetu Rzeszowskiego i Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu:

kolektyw artystyczny Bezimienny

Magdalena Franczak

Paweł Korbus

Kurator wystawy: Piotr Oszczanowski

W głębi obrazu II
– wystawa czasowa
31.05–31.07.2022

informacja prasowa

czwartek, 25 marca 2021

"W głębi obrazu" - nowa wystawa czasowa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

Co swym kształtem przypomina pompon zdobiący strój Janusza Radziwiłła na obrazie Davida Bailly’ego i jakie skojarzenia nasuwa noszony przez księcia bucik? Które z dzieł z kolekcji MNWr można odczytywać w kontekście dzisiejszych odkryć na temat inteligencji roślin? Współcześni artyści zapraszają widzów w podróż w głąb obrazów dawnych mistrzów, odkrywając nieoczekiwane skojarzenia i zapraszając do spojrzenia na znane dzieła z innej perspektywy.

Od lewej: Łukasz Huculak, Jadwiga Sawicka i Piotr Oszczanowski, fot. MNW


Pomysłodawcy projektu Łukasz Huculak (Wydział Malarstwa ASP Wrocław) i Jadwiga Sawicka (Instytut Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego) stworzyli prace inspirowane wybranymi obrazami z kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Sparafrazowali mniej lub bardziej niepozorne fragmenty ich kompozycji i elementy drugiego planu, nadając muzealnym obiektom nowe znaczenia w kontekście przeżywanych aktualnie ogólnoświatowych kryzysów. Dyskretnie włączają się ze swoimi  „aktualizacjami” w muzealną narrację, dialogując zarazem z problemami współczesności. 

„Muzeum i jego zbiory mogą być metaforycznym schronieniem, w którym przy uważnym spojrzeniu znajdziemy odbicie swoich teraźniejszych stanów emocjonalnych” – tłumaczą artyści. „W głębi obrazów z przeszłości szukamy fragmentów, które w naszym odczuciu nawiązują do tego, co przeżywamy teraz. 

Łukasz Huculak i Jadwiga Sawicka, fot. MNW


Wiele z tych dzieł jest wyjątkowych nie tylko z uwagi na wykonawczą maestrię, ale również dlatego, że dotyczyły naszych poprzedników – mieszkańców Wrocławia. Towarzyszyły im, odzwierciedlały problemy, z jakimi się mierzyli, wyrażały stan ducha epoki, której burzliwość nie wydaje się dziś już tak egzotyczna. Naszym zdaniem sztuka może pomagać w znoszeniu kolejnych lockdownów: odbiór jej to jak odczytywanie zaszyfrowanej wiadomości. Wysiłek włożony w odcyfrowanie dzieł sztuki może przynieść nie tylko poznawczą satysfakcję, ale również  estetyczne ukojenie”.
Wystawie towarzyszyć będą filmy, w których artyści wraz z kuratorem wystawy postarają się przybliżyć nieoczywiste wątki i narracje ukryte w muzealnych eksponatach.

„Nie wiem, dlaczego, ale mam takie dziwne skojarzenie, że ten projekt jest czymś na kształt 20 000 mil podwodnej żeglugi Juliusza Verne’a” – mówi Piotr Oszczanowski, dyrektor MNWr i kurator wystawy. „Jest to rodzaj obrazowo-werbalnej »powieści przygodowej czy fantastycznonaukowej«, którą wspólnie tworzą – malują i werbalizują – artysta i historyk sztuki. Wraz z Łukaszem Huculakiem i Jadwigą Sawicką wkraczamy w świat nieznany, odkrywamy coś do tej pory niedostrzeganego, niezauważonego, pomijanego... To wyprawa doprawdy »w głębię obrazu«, to tworzenie de facto dzieł sztuki na nowo, odczytywanie bez porównania subtelniejsze, bardziej wrażliwe, znacznie bardziej delikatne. 
Czyż nie tego nam trzeba właśnie teraz, kiedy świat okazuje się tak brutalny, tak bezwzględny i okrutny? Czy to zwrócenie się ku temu, co przecież mieliśmy »od zawsze« (tj. od momentu, kiedy powstały te obrazy), ale tego nie dostrzegaliśmy – nie jest pewną nauką? Może cały czas coś tracimy, czegoś się pozbawiamy, coś mijamy… A potem jest już za późno! Nie ma już tych ludzi, nie ma tych drzew, tych uśmiechów przy kawiarnianym stole, tych widoków ponad naszymi głowami, tych spacerów przez nieznane nam miasto… tych tysięcy istot i przedmiotów, okoliczności oraz wydarzeń, które utraciliśmy w bezrozumnym pędzie przed siebie, żeby szybciej, żeby więcej… A może by tak wolniej, dokładniej, pełniej, piękniej?! Czego uczy pandemia? Pokory”.

Dzieła z kolekcji MNWr, które zainspirowały artystów: 

Johann Gleggler, Alegoria zmysłu smaku, Alegoria zmysłu powonienia
Portret Marii Burgundzkiej
Jan van Kessel st, Kazanie świętego Antoniego do zwierząt
David Bailly, Portret księcia Janusza Radziwiłła  
Tobias Fendt, Wizja Ezechiela 


Łukasz Huculak (ur. 1977) – stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP, a także Rządu Bawarii oraz organizacji pozarządowych. Laureat Festiwalu Malarstwa w Szczecinie i Festiwalu Malarstwa Bielska Jesień. Członek wrocławskiej Akademii Młodych Uczonych i Artystów. Profesor sztuk pięknych związany z wrocławską ASP im. E. Gepperta, gdzie prowadzi pracownię malarstwa i kieruje studiami doktoranckimi.
Bywa kuratorem, publikuje teksty o sztuce. Pod jego redakcją ukazało się kilka publikacji zbiorowych i katalogów wystaw. W praktyce malarskiej zainteresowany ikonografią wanitatywną, ułomnością i fragmentarycznością procesów postrzegania, estetyką detalu i destruktu.
Autor wystaw dotyczących cielesności i śmiertelności („Late Symptoms of Death”), środowiska naturalnego i świata pozazmysłowego („Heliotropie”, „Sopra Minerva”, „Science/Fiction”, „Aurora”), procesów o czarownictwo („Nietota”, „Inkantacje”) i wątków modernistycznych („Detale/Przestrzenie”).


Jadwiga Sawicka
(ur. 1959) – doktor habilitowana, prof. UR, pracuje w Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Rzeszowskiego, prowadząc pracownię dyplomującą. Tworzy obrazy, fotografie, obiekty, instalacje tekstowe, również w przestrzeni publicznej. 
Interesuje ją to, w jaki sposób język formatuje nasze myślenie, relacja między tekstem i obrazem, związki między sztuką i literaturą. Wystawy indywidualne m.in. w Galerii Foksal w Warszawie, Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie, Bunkrze Sztuki w Krakowie, Atlasie Sztuki w Łodzi, CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie. Brała udział w licznych wystawach problemowych w kraju i prezentacjach polskiej sztuki za granicą.
Kuratorka interdyscyplinarnych wystaw, m.in. „Sen jest drugim życiem, Róża jest różą” (BWA Tarnów), „Nowe ilustracje” (Galeria Arsenał w Białymstoku), „Życie. Instrukcja” (Zachęta –Narodowa Galeria Sztuki w Warszawie) oraz „Krzyczałem, a kiedy krzyczałem pękały rzeczy cenne” (Gdańska Galeria Güntera Grassa). Jest laureatką nagrody im. Jana Cybisa  i Nagrody im. Katarzyny Kobro.

W głębi obrazu
Łukasz Huculak. Jadwiga Sawicka
– wystawa czasowa
23.03–6.06.2021

Kurator: dr hab. Piotr Oszczanowski
informacja prasowa

wtorek, 9 lutego 2021

Co zobaczymy w Muzeum Narodowym we Wrocławiu w 2021 roku?

W roku 2021 w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i jego oddziałach zostaną zaprezentowane bardzo interesujące wystawy. Zaplanowano aż 18 nowych wystaw czasowych w trzech oddziałach oraz otwarcie Panoramy Racławickiej po modernizacji. Zobaczymy "Wystawę pandemiczną", schronimy się "W głębi obrazu", udamy się w "Podróż za marzeniami"... A zresztą, zobaczcie sami :-)

Wystawa "W głębi obrazu"

Na początek refleksja na temat pandemii, czyli jak pracownicy Muzeum Narodowego we Wrocławiu ratowali się w tym trudnym czasie przez... sztukę.

BYpass. Wystawa pandemiczna


Rok 2020 pokrzyżował wiele kulturalnych planów. Muzea trwają w niepewności jutra. Zamknięte dla gości serwują sztukę „online” i czują ogromny niedosyt i brak bezpośredniego kontaktu z widzami. Zaistniała sytuacja sprawiła, że wiele budowanych miesiącami projektów wystawienniczych musiało zostać „zamrożonych”, odłożonych na bliżej nieokreśloną przyszłość. To poczucie zawieszenia skłoniło kuratorki Pawilonu Czterech Kopuł do przyjrzenia się zbiorom własnego muzeum. I tak powstał pomysł wystawy „BYpass. Wystawa pandemiczna”.

„»BYpass…« to nasz muzealny zabieg ratujący, pozwalający nam przetrwać trudny czas” – mówi dr Barbara Banaś, zastępca dyrektora Muzeum Narodowego we Wrocławiu. „To prezentacja, będąca swoistym uzupełnieniem naszej kolekcji stałej prezentowanej w Pawilonie Czterech Kopuł, ukazująca szereg niezwykle ciekawych zjawisk i osobowości artystycznych, których nie udało się pokazać w ramach głównej ekspozycji. Klucz wyboru jest prosty i oparty o alfabet, czyli od litery A do Ż, i parytetowy, a więc wybraliśmy z bogatego zasobu prace artystek i artystów reprezentujących różne dyscypliny i nurty. To artystyczne panoptikum wydaje się być bardzo ciekawe i ozdrowieńcze – odkrywa przed nami szereg bardzo rzadko pokazywanych prac, w tym także dzieła artystów obcych, których niemały zespół znajduje się we wrocławskiej kolekcji. W naszych wyborach staraliśmy się utrzymać równowagę pomiędzy wszystkimi dyscyplinami – mamy więc malarstwo, rzeźbę, różne formy grafiki, fotografię, videoart i instalacje”.

Wystawę otwiera prezentacja prac Zofii Artymowskiej i Getulia Alvianiego, zamknie wrocławska malarka Janina Żemojtel. Wśród pokazywanych artystów znajdą się m.in.: Teresa Pągowska, Jolanta Nitka-Nikt, Marek Chlanda, Zofia Woźna, Krzesława Maliszewska, Halina Chrostowska, Zofia Rydet, Edward Hartwig. 

28 lutego – 16 maja 2021

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki

Współczesnej Oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu

Opieka kuratorska: Zespół Muzeum Sztuki Współczesnej




W głębi obrazu. Escape Room 

Schroń się w muzeum/Schroń się w obrazie/Źródła obrazu


Kolekcja muzealna / muzeum / obraz jako ucieczka / miejsce bezpieczne w okresie dominacji negatywnych narracji pandemicznych.
Mikrointerwencje artystów współczesnych w kolekcje stałe Muzeum Narodowego we
Wrocławiu.

Prof. Jadwiga Sawicka (Wydział Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego) oraz prof. Łukasz Huculak (Wydział Malarstwa ASP we Wrocławiu) stworzą prace odnoszące się do tematu bezpieczeństwa, nawiązując do wybranych dzieł sztuki prezentowanych na wystawach stałych „Sztuka śląska XVI–XIX w.” i „Sztuka europejska XV–XX w.”
Celem projektu jest pokazanie stałej kolekcji w nowym świetle, przyciągnięcie widzów, którym ekspozycje te są już dobrze znane. „Stanowiąc rodzaj powiększenia/wydobycia/podkreślenia wybranych wątków z emblematycznych dla kolekcji muzealnych obiektów, wyszczególnienia nieznaczących detali, dookreślenia niekiedy mało czytelnych elementów drugiego planu, realizacje te zapraszać będą do uważniejszego spojrzenia na pozostałe obiekty, stanowiąc niejako »warsztaty« wnikliwego odbioru dzieł sztuki” – tłumaczą artyści. 

marzec–czerwiec 2021
Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Gmach Główny
Współpraca: Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej




Galeria mody


Ubiór pojawia się we wszystkich odmianach malarstwa, rzadko jednak widz zastanawia się nad tym, co wnosi do obrazu. A jest to udział dwojaki. Z jednej strony tkanina – jej kolor, wzór, faktura, sposób układania się, krój i zdobienia ubioru – stanowi element plastyczny kompozycji. Jednocześnie strój przedstawionych postaci komunikuje przesłania: symboliczne, ceremonialne, społeczne, psychologiczne, religijne, erotyczne, technologiczne, polityczne, ekologiczne, międzykulturowe. Tym związkom mody i sztuki poświęcona będzie wystawa „Galeria mody”. Będzie ona prezentowana w salach wystaw czasowych, ale obejmie także galerie stałe na I i II piętrze, gdzie przy wybranych dziełach zaprezentowane zostaną kostiumologiczne „standy”.



„W odniesieniu do wystawy w salach czasowych przyjęliśmy klucz kolorystyczny, poświęcając kolejne sale poszczególnym barwom” – wyjaśnia dr Małgorzata Możdżyńska-Nawotka, kuratorka wystawy. „To podejście pozwala na nieoczekiwane »spotkania« obrazów, ubiorów, tkanin i akcesoriów mody z okresu od średniowiecza do czasów współczesnych, odsłaniające zarówno wątki »długiego trwania«, jak i oddziaływanie aktualnej, zmiennej mody oraz kształtujących ją czynników”.

Wystawie będzie towarzyszyć najnowsza książka autorstwa kuratorki wystawy zatytułowana „Pozór kostiumu”. To praca poświęcona historii mody w Polsce od XVIII do pocz. XX w., związkom mody i malarstwa oraz znaczeniom komunikowanym przez strój. Czytelnik dowie się na przykład, dlaczego strój koronacyjny Stanisława Augusta Poniatowskiego nazywano „hiszpańskim”, z jakich powodów Stanisław Leszczyński z małżonką sportretowali się jako sułtan i jego faworyta i czemu wykwintny szal
kaszmirski kosztował tyle, co elegancki powóz…

27 kwietnia – 29 sierpnia 2021
Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Gmach Główny
Kuratorka wystawy: dr Małgorzata Możdżynska-Nawotka





Podróż za marzeniami. Kultura uzdrowiskowa w Europie

Jak zmieniały się marzenia i oczekiwania związane z podróżami do uzdrowisk, po co – oprócz polepszenia zdrowia – jeżdżono kiedyś do wód i jak spędzano tam czas? Odpowiedzi na te i inne pytania można będzie znaleźć na wystawie poświęconej historii uzdrowisk w Europie. Ekspozycja koncentruje się na XVII–XIX w., czyli okresie największego rozwoju kurortów. Wśród prezentowanych eksponatów znajdą się dawne fotografie, druki, pocztówki, pamiątkowe naczynia (szklanice, puchary, talerze, filiżanki ze „zdrojowymi” nadrukami). Do aranżacji wykorzystane będą także części garderoby oddającej klimat czasów podróży do wód. Wystawa będzie pokazywana w salach wystaw czasowych, ale także w plenerze przed Muzeum.

Autorką tekstów o uzdrowiskach europejskich jest prof. dr hab. Bożena Płonka-Syroka z Zakładu Humanistycznych Nauk Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Jak pisze:
„Podróże do uzdrowisk wiązały się ze zróżnicowanymi oczekiwaniami klientów, nie ograniczanymi tylko do leczenia. Kobiety marzyły przede wszystkim o odpoczynku, regeneracji sił i uwolnieniu z krępujących ruchy gorsetów i niewygodnego obuwia itp. Mogły ubierać się swobodniej, poruszać się same w uzdrowiskowej przestrzeni publicznej, spotykać się z innymi kobietami i pozwalać sobie na drobne przyjemności, takie jak zakupy. Wieczory spędzano na spacerach, w trakcie których podziwiano niedostępne kobietom w mieście piękno przyrody, i na rozmowach w nieformalnych warunkach, których na co dzień kobiety bywały pozbawione przez reguły i konwenanse”.

15 maja – 19 września 2021
Miejsce: Muzeum Etnograficzne, Oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu
Kuratorki wystawy: Paulina Suchecka i prof. dr hab. Bożena Płonka-Syroka



Peonie w seladonowej wazie. Chińska porcelana z manufaktury Mistrza Jiang

Longquan, położone pośród gór niewielkie miasto w prowincji Zhejiang, jest kolebką chińskiej ceramiki. W tutejszych manufakturach wytwarza się nieprzerwanie od dziesięciu stuleci porcelanowe przedmioty pokryte charakterystycznym szkliwem w różnych odcieniach zieleni, błękitu i szarości. Tak zwane seladony są od wieków symbolem chińskiej kultury. Współczesne seladony z Longquan nadal wytwarza się tradycyjnymi metodami, a tutejsza technologia wypału została wpisana na Światową Listwę Dziedzictwa Narodowego UNESCO w 2007 roku.

Na wystawie pokazanych zostanie prawie 100 prac Jiang Tongleia, jednego z najbardziej znanych ceramików z Longquan, oraz jego syna, który kontynuuje rodzinne tradycje ceramiczne. 
W manufakturze Sun Keng yao artyści wykonują zarówno artystyczne obiekty unikatowe, jak i użytkowe, między innymi zestawy do ceremonii herbacianej, naczynia do kaligrafii. Powielają klasyczne formy z epoki Song (960–1279) i tworzą własne. 

6 lipca – 5 września 2021
Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Gmach Główny
Kuratorki wystawy: Dorota Róż-Mielecka
i Katarzyna Matuszczyk-Lu
Współpraca: Instytut Sun Kengyao w Longquan i Stowarzyszenie Polsko-Chińskie na Rzecz Kultury i Sztuki


Skarb Średzki


Klejnoty i monety tworzące razem Skarb Średzki to jedne z najbardziej niezwykłych zabytków w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Unikatowy zespół średniowiecznych precjozów został ukryty w połowie XIV w. w Środzie Śląskiej – niewielkim mieście położonym na szlaku handlowym łączącym Wschód z Zachodem Europy.
Historia skarbu i powstania należących do niego klejnotów przenosi nas jednak daleko poza śląski horyzont. Pojawiają się w niej postacie należące do największych rodów panujących, w których rękach spoczywały losy średniowiecznej Europy: Staufów, Andegawenów, Walezjuszy, Luksemburgów
i Przemyślidów. Fryderyk II – zdobywca Italii i cesarz, Filip VI – król Francji, książę Karol de Valois – założyciel dynastii Walezjuszy, Jan Luksemburski – nieustraszony rycerz i król Czech, cesarz Karol IV, który uczynił z Pragi światową metropolię, i jego francuska małżonka Blanche. Cesarze, królowie i książęta – ich ambicje, niezwykłe losy, małżeństwa i konflikty – to o nich opowiadają niezwykłe klejnoty odnalezione przypadkowo w 1989 r. i ich historię przybliży wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

1 października – 31 grudnia 2021
Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Gmach Główny
Kurator wystawy: Jacek Witecki



Wrocław według Bacha

Pierwsza w historii prezentacja bezcennego zbioru 190 rysunków ukazujących najważniejsze budowle, pomniki, place Wrocławia, a także mosty, wykute w kamieniu rzeźby czy – w niemal 85% niezachowane do naszych czasów – portale domów mieszczańskich. Tworzące zestaw sześciu tek rysunki prezentują niezwykły portret miasta stojącego u progu nowoczesności, modernizacji i rozbudowy, uchwyconego ręką artysty w ostatnim momencie przed wynalezieniem i upowszechnieniem fotografii. Unikatowy zbiór wykorzystany był wielokrotnie do odtwarzania
zniszczonych wrocławskich zabytków. Rysunki z jubilerską precyzją wykonali w latach 1823–
1828 pod okiem pierwszego dyrektora Wrocławskiej Szkoły Sztuk – Carla Daniela Davida Friedricha Bacha – trzej studenci: Heinrich Mützel, Heinrich Hillebrandt i Ernst Wiedemann.

Celem wystawy jest również przybliżenie zwiedzającym niezwykle interesującej postaci inicjatora
powstania zbioru – Carla Bacha, który był pierwszym dyrektorem szkoły dziś znanej pod nazwą Akademii Sztuk Pięknych. Na wystawie zaprezentowany zostanie fragment znajdującej się w zbiorach Muzeum kolekcji rysunków Carla Bacha, jak również wykonywane według jego projektu w śląskich fabrykach naczynia ceramiczne czy lichtarze i wydawane przez niego pisma poświęcone teorii sztuki. Atrakcją wystawy będzie też bezcenny, wypożyczony z Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, sztambuch artysty pokazujący sieć zawodowych powiązań i kontaktów malarza. Wystawie towarzyszył będzie rozbudowany program edukacyjny, przybliżający za pomocą gier i zabaw dzieje Wrocławia, jak również wygląd i lokalizację najcenniejszych zabytków miasta.

9 listopada 2021 – 27 lutego 2022
Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Gmach Główny
Kuratorka wystawy: Aurelia Zduńczyk (przy wsparciu Marka Pierzchały)


Drewniane skarbczyki dam. Historia kobiet w meblach zapisana


W historii meblarstwa meble przeznaczone wyłącznie dla kobiet stanowią zdecydowaną
mniejszość. Wystawa odkryje te zapomniane już przedmioty i pokaże zależność między pozycją
społeczną kobiet a liczbą wytwarzanych na ich potrzeby mebli. Przykładami najpopularniejszych
sprzętów kobiecych, używanych od antyku aż do czasów współczesnych, są różnego rodzaju skrzyneczki, kasety, szkatuły, pudełka lub puzderka. Przybierały one wielorakie kształty, różnorodne dekoracje i wykonywane były z niezliczonej liczby materiałów. Najpowszechniejsze robiono z metali szlachetnych lub z drewna. Służyły do przechowywania biżuterii, drobnych i kosztownych przedmiotów, pamiątek, przyborów toaletowych i kosmetyków. Dawniej popularne były też małe przyborniki do robótek, pisania lub dbania o urodę.

Oprócz wymienionych funkcji sprzęty służyły też skrywaniu kobiecych tajemnic. Wiele mówiły o swoich właścicielkach – ich gustach i statusie społecznym. Najwięcej mebli i przyborników dla pań wykonywano w XVIII w., kiedy kobiety w hierarchii społecznej po raz pierwszy zaczęły zajmować ważne miejsce. W początkach XIX stulecia produkowano ich znacznie mniej, ale już w połowie tego wieku, kiedy zaczęła wzrastać rola kobiety, ich liczba się zwiększyła. W 2. połowie XIX w. ograniczano się do robienia stolików do robótek ręcznych i drobnych przyborników. Z czasem damy, w wyniku ruchów emancypacyjnych, zyskiwały więcej praw i nie potrzebowały już sprzętów specjalnie dla nich produkowanych. Po prostu korzystały z mebli takich samych jak mężczyźni.

9 listopada 2021 – 30 stycznia 2022
Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Gmach Główny
Kuratorka wystawy: Małgorzata Korżel-Kraśna


Zaklinacze czasu. Kolędniczy teatr obrzędowy


Prezentacja różnych form kolędowania w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem Dolnego Śląska. Na ekspozycji będzie można zobaczyć wielokolorowe ruchome gwiazdy kolędnicze i obnośne szopki z Dolnego i Górnego Śląska, Śląska Cieszyńskiego oraz Małopolski. Zaprezentowane zostaną kolędnicze
maszkary zwierzęce: turonie, kozy, niedźwiedzie oraz przebrania grup kolędniczych np. z Beskidu Żywieckiego czy Herodów z Dolnego Śląska.

20 listopada 2021 – 27 lutego 2022
Miejsce: Muzeum Etnograficzne Oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu
Kuratorka wystawy: Dorota Jasnowska




AbakanowicZ. Totalna


Będzie to pierwsza tak duża prezentacja dorobku artystycznego Magdaleny Abakanowicz, najbardziej znanej na świecie współczesnej polskiej artystki. Wystawione zostaną wszystkie dzieła artystki znajdujące się w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu, które może pochwalić się największą i najbardziej reprezentatywną kolekcją jej prac. Na wystawie można będzie zobaczyć również materiały dokumentalne przedstawiające aktywność rzeźbiarki na przestrzeni kliku dekad w rozmaitych miejscach globu. Abakanowicz – będąca w bliskiej relacji z naturą, wykorzystująca w sposób oryginalny naturalne tworzywa, takie jak włókna sizalowe, jutowe czy drewno – zostanie zaprezentowana jako artystka skupiona na badaniu „kondycji ludzkiej”, która doskonale wpisuje się w aktualny w sztuce współczesnej sposób myślenia recyklingowego i proekologicznego. Główną ekspozycję dopełni wystawa edukacyjna, przygotowany zostanie też bogaty program wydarzeń towarzyszących, takich jak oprowadzania po wystawie, wykłady, warsztaty, spektakle. Działania będą
skierowane do wszystkich grup wiekowych oraz do osób zagrożonych wykluczeniem.

18 grudnia 2021 – 24 kwietnia 2022
Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł
Muzeum Sztuki Współczesnej
Oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu
Kuratorki wystawy: dr Barbara Banaś i Iwona Dorota Bigos, asystentka Małgorzata Micuła

informacja prasowa, materiały prasowe Muzeum Narodowego we Wrocławiu

sobota, 30 marca 2019

Rembrandt w Łazienkach Królewskich

Arcydzieło sztuki pejzażowej Rembrandta i jedno z zaledwie trzech niekwestionowanych dzieł mistrza w polskich zbiorach. Pochodzący z kolekcji książąt Czartoryskich "Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" oglądać można będzie w Łazienkach Królewskich od 3 kwietnia do 5 maja 2019 r.

Rembrandt Harmensz. van Rijn, Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem, 1638 r., MNK-MKCz

"Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" zaprezentowany zostanie dzięki współpracy Muzeum Łazienki Królewskie z Muzeum Narodowym w Krakowie, w którego zbiorach obraz się znajduje. XVII-wieczne arcydzieło Rembrandta, jednego z najwybitniejszych artystów w dziejach sztuki, oglądać można będzie w Pałacu na Wyspie.


Pejzażowe arcydzieło Rembrandta


"Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" to w polskich zbiorach jedno z najcenniejszych dzieł sztuki europejskiej i jeden z zaledwie trzech niekwestionowanych obrazów Rembrandta. Dwa pozostałe - "Dziewczyna w ramie obrazu" i "Uczony przy pulpicie" (oba z 1641 r.) - stanowią dziś własność Zamku Królewskiego w Warszawie.

Pejzażowe arcydzieło Rembrandta powstało w 1638 r. Tematyka obrazu nawiązuje do przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, opisanej w Ewangelii św. Łukasza. Dzieło nie jest bezpośrednią ilustracją biblijnej historii, lecz jej interpretacją, ściśle związaną z namalowanym pejzażem. Krajobraz, w którym rozgrywa się scena, skomponowany z różnych elementów, zarówno rodzimych (holenderska równina, wiatraki, kamienny mostek, zabudowania gospodarcze na skraju lasu), jak i egzotycznych (góry, orientalne miasto z kopułami, palma w prześwicie drogi), zakorzeniony jest w tradycji pejzażowego malarstwa flamandzkiego XVI w. Sceneria stanowi rodzaj wielkiego theatrum mundi, teatru świata, w którym rozgrywa się ponadczasowy dramat ludzki. Przedstawione na obrazie postacie są nie tylko bohaterami biblijnej przypowieści, lecz także integralną częścią pejzażu.


"Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" - co przedstawia?

Znajdująca się na pierwszym planie grupa potężnych dębów dzieli kompozycję na dwie nieproporcjonalne części. Po lewej stronie rozciąga się rozległa równina, zamknięta w głębi wzgórzami i zabudowaniami orientalnego miasta. Jest to zapewne biblijne Jerycho, na murach którego artysta umieścił holenderskie wiatraki. Na równinie, jasno oświetlonej mocnymi promieniami słońca przebijającego się poprzez chmury, które przepędza wiatr, rozróżnić można drobne postacie ludzi pracujących w polu, rybaka łowiącego ryby oraz zwierzęta, konie i krowy, a także ruiny wieży.

Po prawej stronie znajduje się ciemna ściana lasu, którego skrajem - w głąb doliny, w kierunku kamiennego mostu na rzece - biegnie droga. Podąża nią bogacz w karecie zaprzężonej w cztery białe konie; na zakręcie widoczne są dwie maleńkie figurki, zapewne sylwetki kapłana i lewity. Za drogą, pośród drzew, wyłaniają się zabudowania gospody. Po prawej stronie, pod dębami, widzimy myśliwego z uniesioną ku górze strzelbą, polującego zapewne na ptaki, z towarzyszącym mu chłopcem. Po drugiej stronie drogi, pod lasem, stoi para elegancko ubranych ludzi tulących się do siebie i, jak się wydaje, przerażonych, bo mogli być świadkami napadu na podróżnego.

Po prawej stronie w narożniku obrazu, na pierwszym planie, półnagi, ranny człowiek, siedzący na końskim grzbiecie, podtrzymywany jest przez Samarytanina, którego głowę w orientalnym zawoju widać ponad końskim łbem. Ranny i Samarytanin zespolili się jakby w jedną postać, tworząc figurę-znak, wyrażającą istotę miłosierdzia.


Obraz z miłosiernym Samarytaninem - interpretacja

"Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" próbowano interpretować w kategoriach symbolicznych, np. jako odniesienie do chrześcijańskiej duszy, która musi przejść przez świat pełen grzechów i pokus, aby osiągnąć wieczne zbawienie.

W różnych elementach obrazu dopatrywać się można symbolicznych znaczeń, obecnych w XVII-wiecznym malarstwie holenderskim. Rembrandt był jednak zbyt wielkim artystą, aby sprowadzać treść swojego dzieła jedynie do zestawu symboli. Należy przypuszczać, że podobnie jak w przypadku kompozycji pejzażu, w której wprowadził szereg elementów zaczerpniętych z różnych źródeł i tradycji, tworząc zupełnie nową całość, tak i w jego treści chciał nam przekazać swój osobisty stosunek do przypowieści Chrystusa i odczytać ją na nowo.


Rembrandt w zbiorach Czartoryskich

"Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" zakupiony został przez Jeana Pierre’a Norblina de la Gourdaine na aukcji Vassal’a de Saint-Hubert w Paryżu 17 stycznia 1774 r., tuż przed jego przyjazdem do Polski. Francuski malarz i rysownik pracował przez następne trzy dekady swojego życia jako nadworny malarz Adama Kazimierza Czartoryskiego, wuja Stanisława Augusta, i jego żony. Zbiory Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej gromadzone od ok. 1800 roku w Puławach, w Świątyni Sybilli i Domu Gotyckim, położyły podwaliny pod przyszłe Muzeum Czartoryskich.


Kolekcja Stanisława Augusta

Początek lat 70. XVIII w. również dla króla Stanisława Augusta był okresem niezwykle intensywnych zakupów na zachodnioeuropejskim rynku sztuki. Dzieła Rembrandta "Dziewczyna w ramie obrazu" i "Uczony przy pulpicie", perły kolekcji monarchy, trafiły do Polski w 1777 r., nabyte w Berlinie od hrabiów Kamecke. Królewskie zbiory tworzyły prace wybitnych malarzy z XVII i XVIII wieku - flamandzkich, holenderskich, francuskich, włoskich i niemieckich. Według inwentarza z 1795 r., Stanisław August posiadał 2478 dzieł, m.in. Rembrandta van Rijn, Angeliki Kauffmann, Per Kraffta, Antona van Dycka, Nicolasa de Largillière’a, Gabriela Metsu i Marcella Bacciarellego (część z nich eksponowana jest dziś w Pałacu na Wyspie). W ten sposób powstała jedna z największych kolekcji obrazów w  XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej. Dlaczego nie trafił do niej pełny dramatyzmu i ekspresji "Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem"? Jak zwrócił uwagę prof. Antoni Ziemba, w kolekcji Stanisława Augusta przeważały pejzaże nurtu italianizującego, czyli dekoracyjne, pogodne widoki autorstwa holenderskich i flamandzkich malarzy zafascynowanych światłem i urodą krajobrazu Italii.

KRÓLEWSKA GALERIA OBRAZÓW STANISŁAWA AUGUSTA


Wystawie obrazu "Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" towarzyszy program edukacyjny, w ramach którego w Łazienkach Królewskich odbędą się: akcja muzealnych wolontariuszy "Pomagając Rembrandtowi" oraz trzy wykłady.

4 kwietnia 2019 r., godz. 18.00, Pałac na Wyspie
"Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem Rembrandta. Ikonografia i teologia", bp prof. Michał Janocha.

11 kwietnia 2019 r., godz. 18.00, Pałac na Wyspie
"Krajobraz Rembrandta z kolekcji książąt Czartoryskich - o jego historii i próbach interpretacji", Dorota Dec, Muzeum Narodowe w Krakowie.

16 kwietnia 2019 r.,  godz. 18.00, Pałac na Wyspie
"Pejzaże Rembrandta: psychologizacja natury, studia warsztatowe czy towar na sprzedaż?", prof. Antoni Ziemba (MNW).

3-30 kwietnia: wtorek-środa, godz. 9.00-16.00; czwartek, godz. 10.00-20.00; piątek-niedziela, godz. 9.00-16.00; wstęp: 25 zł - bilet normalny, 18 zł - ulgowy, w czwartek - bezpłatnie. 1-3 maja, godz. 10.00-20.00, wstęp - bezpłatny. 4-5 maja, godz.10.00-20.00, wstęp - 1 zł.

środa, 30 sierpnia 2023

Rossetti – melancholijny romantyk /relacja z wystawy "The Rossettis" w Tate Britain/

6 kwietnia tego roku otwarto w Tate Britain dużą wystawę "The Rossettis - radykalni romantycy". Głównym bohaterem ekspozycji jest Dante Gabriel Rossetti  – współzałożyciel i najbardziej charyzmatyczny członek Bractwa Prerafaelitów. Przez całą ekspozycję przeplatają się i wzajemnie ze sobą korespondują malarstwo, grafika i poezja. 

Dante Gabriel Rossetti, Beata Beatrix, ok. 1864-70, wystawa "The Rossettis",
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
       Nie jest to pierwsza wystawa prerafaelitów w tym muzeum . W 2007 roku bohaterem pierwszoplanowym był John Everett Millais, autor m. in. słynnego obrazu "Ofelia". Z kolei na przełomie 2012 i 2013 roku w Tate Britain zorganizowano kolejną wystawę: "Prerafaelici: wiktoriańska awangarda", która prezentowała nie tylko malarstwo Bractwa Prerafaelitów, ale także rzeźbę, fotografię i sztukę użytkową oraz  prace artystów z ruchu Arts and Crafts – dla podkreślenia ciągłego oddziaływania tej grupy artystów.

Korespondencja sztuk     

   

       Jeśli nawet niewiele wiemy o Rossettim i prerafaelitach, to obraz tego malarza, zatytułowany "Beata Beatrix" ("Błogosławiona Beatrycze") jest z pewnością rozpoznawalny i stał się mieszkańcem masowej wyobraźni, nieomal jak "Mona Lisa". Jest także istotnym motywem powieści Orhana Pamuka: "Rudowłosa". Turecki pisarz nawiązuje w niej zarówno do rudowłosej Lilith  – symbolu wieloznacznego, kojarzącego się z grzechem i występkiem (znaną z wczesnej literatury rabinicznej, gdzie jawi się ona jako zła i zepsuta kobieta, pierwsza żona Adama), jak też do tego właśnie obrazu Rossettiego (także autora "Lilith"). W jego powieści tytułowa Rudowłosa staje się obiektem fascynacji bohatera i to ona wręcza mu reprodukcję obrazu Dantego Gabriela Rossettiego „Beata Beatrix”, przestawiającą tę, która stała się inspiracją dla Dantego, uosobieniem kobiecości i piękna. 
      Takie gry literacko - malarskie odnajdziemy także w twórczości Rossettiego. Dodajmy, że modelką malarza była Lizzie Siddal – muza prerafaelitów, a także żona i muza Rossettiego, jego wielka miłość, ale i przyczyna dramatu. Popełniła samobójstwo na skutek depresji spowodowanej  poronieniem oraz niewiernością Rossettiego, który nigdy się po tym wydarzeniu nie otrząsnął i sam cierpiał na depresję, a także miał próby samobójcze. Obraz "Beata Beatrix" namalował już po śmierci Lizzie, która została przedstawiona w pozie uśpionej, jakby pogrążona w sobie w oczekiwaniu śmierci.. Z jej odchodzeniem koresponduje pora dnia – nieokreślona, jakby zawieszona pomiędzy dniem a nocą. W prawej dolnej części obrazu widać czerwonego gołębia, który składa na jej rękach mak – symbol snu, ale też roślinę, z której wykonuje się narkotyk (Lizzie zażyła laudanum). Bohaterka siedzi przy murowanej cembrowinie, symbolizującej otwarty grób, na którego brzegu malarz umieścił zegar słoneczny, wskazujący godzinę dziewiątą (o tej godzinie Siddal popełniła samobójstwo).

"Beata Beatrix", detal
Jednakże na tym nie wyczerpuje się wymowa obrazu, Rossetti bowiem nawiązuje jednocześnie do "Życia nowego" Dantego Alighieri, którego był tłumaczem. W tej perspektywie obraz przedstawia postać ukochanej poety, Beatrycze, pogrążonej w mistycznym uniesieniu. W lewym górnym rogu obrazu widać czerwoną postać symbolizującą Miłość (a może to duchowa postać Beatrycze?), trzymającą w ręku światło (znak życia), w prawym zaś majaczy ciemna postać Dantego. Według niektórych badaczy postać ta uosabia samego Rossettiego, który często identyfikował się z włoskim poetą. W tym wypadku obu ich łączy śmierć ukochanej kobiety. Ptak przysiadający w pobliżu rąk kobiety symbolizuje w takim kontekście Ducha Świętego (aureola), a niesiony przez niego mak – śmierć, ale i pokój. Z tyłu, za postacią bohaterki, wyłania się most Ponte Vecchio, mieszczący się we Florencji, gdzie mieszkali Dante Alighieri i Beatrycze, który może jednocześnie symbolizować przejście do Nieba, gdzie  – jak pamiętamy z "Boskiej komedii"  – Beatrycze czeka na ukochanego.
Jak widać, symbolika obrazu jest wielopiętrowa, podobnie jak wielopiętrowa jest narracja Pamuka, który swobodnie korzysta z rozmaitych literackich i malarskich tropów, podobnie jak czynił to w malarstwie Rossetti. 


Dante Gabriel Rossetti i Bractwo Prerafaelitów – buntownicy nie bez powodu


      Główny bohater wystawy w Tate Britain urodził się wprawdzie w Londynie, ale przyszedł na świat w rodzinie włoskich emigrantów. Jego ojciec, włoski uchodźca polityczny, był poetą i uczonym, znawcą Dantego (któremu malarz zawdzięcza swoje pierwsze imię). a od 1831 – profesorem języka włoskiego w King 's College w Londynie. Matka zaś, Frances Polidori, była siostrą Johna Polidoriego, przyjaciela Byrona i uczyła włoskiego. Także siostra Rossettiego, Christina, zdradzała artystyczne zainteresowania – pisała wiersze. 

       W 1848 roku Rossetti wraz z Williamem Holmanem Huntem, J.E. Millaisem założył Bractwo Prerafaelitów – jako wyraz buntu przeciwko błahej i pozbawionej treści moralnych sztuce epoki wiktoriańskiej. Były to czasy, w których zarówno krytycy, jak i historycy sztuki widzieli w późnych dziełach Rafaela obowiązujący wzór. Młodzi jednak buntowali się przeciw teatralności tego malarstwa oraz pompatyczności sztuki akademickiej. Sami zaś wzorowali się na wczesnym renesansie oraz na sztuce średniowiecznej i zachwycali prostotą dawnego malarstwa. Wybrali czystość moralną epoki między Giotto a Fra Angelico, kiedy to malarstwo było odkrywaniem pierwiastka duchowego w świecie widzialnym, Swoje rozważania o sztuce i utwory poetyckie nawiązujące do tradycji Petrarki i średniowiecznych ballad angielskich, publikowali w czasopiśmie The Germ (Zarodek). Malarze bractwa całymi garściami czerpali z Shakespeare`a, Dantego, a także poetów sobie współczesnych: Roberta Browninga i Alfreda Tennysona. Zwłaszcza Rossetti chętnie ilustrował utwory tego ostatniego poety, osnute na legendach o królu Arturze.  
      Gdy w 1848 roku odbyła się pierwsza wystawa grupy, opinia publiczna zawrzała. Z czasem jednak to się zmieniło, głównie za sprawą Johna Ruskina – najbardziej wpływowego pisarza angielskiego tamtych czasów, który nie tylko pochlebnie pisał o twórczości młodych buntowników, ale był także współtwórcą ich artystycznych poglądów. 

       Bohaterkami pięknych romantycznie nastrojowych obrazów Rossettiego były zazwyczaj postacie kobiece, a pierwszą modelką  – przyszła żona Elizabeth Siddal, która – zachęcona przez Rossettiego i Ruskina – sama zaczęła malować i pisać wiersze. Kilka jej obrazów znajdziemy na wystawie "The Rossettis" i trzeba przyznać, że zdradzają pewne oznaki talentu i oryginalnego podejścia do tematu, jak choćby "Zwiastowanie" rozgrywające się wśród drzew, czy "Madonna z Dzieciątkiem i anioł".

Elizabeth Siddal, Madonna z Dzieciątkiem i anioł, ok. 1856, fot. Marek Cisek

"Dziewczęce lata Marii Panny" – pierwszy obraz Rossettiego


      Na londyńskiej wystawie możemy zobaczyć m. in.  pierwszy obraz Rossettiego" "Dziewczęce lata Panny Marii", który powstał w latach 1848-1849 i ukazuje charakterystyczny dla malarstwa Bractwa Prerafaelitów sposób ujęcia tematu – ów powrót do tradycji prymitywistycznej, do marzeń o "niewinnym oku", niezepsutym rutynowym nauczaniem. Zarazem jednak pełen jest ukrytych chrześcijańskich symboli. Jak na "człowieka niewierzącego" (takie informacje można było przeczytać zwiedzając wystawę), Rossetti wyjątkowo biegle posługuje się tą symboliką.
Obraz przedstawia Marię z Nazaretu jako młodą dziewczynę w towarzystwie matki – świętej Anny.  Kobiety siedzą przy specjalnym przyrządzie do haftowania) przykrytym czerwoną materią. Św. Anna – z boku bacznie obserwuje poczynania córki i  ma złożone dłonie. Natomiast Maria haftuje kwiat lilii symbolizujący czystość przyszłej Bożej Rodzicielki i Ją samą ("niebieska lilija"). Niebieska szata Marii Panny symbolizuje Niebo, zaś brązowa św. Anny  jest kolorem ziemi. Obie mają nad głowami nimby świętości.  Stojący po lewej stronie anioł z lilią (która łączy się ze szczepem winnym) w dłoni przypomina dziecko, a zarazem zapowiada mające nastąpić Zwiastowanie, książki zaś symbolizują (prawdopodobnie) cnoty nadziei, wiary i miłości. Wreszcie czerwony materiał za kobietami – Pasję Chrystusa. Winorośl, która przenika z zewnątrz do środka pomieszczenia, podtrzymywana jest przez św. Joachima, ojca Marii i oznacza prawdopodobnie "szczep winny z pnia Jessego" (Chrystus jest potomkiem Dawida), zaś gałązki palmowe leżące u stóp Marii zwiastują zwycięstwo. W oknie widać także gołębicę otoczoną nimbem świętości – symbol Ducha Świętego. To z tego domu Zbawienie przyjdzie na świat widoczny za oknem.

Dante Gabriel Rosetti, "Dziewczęce lata Marii Panny", 1848-49, fot. Marek Cisek


Rossetti, femmes fatales i dialog z literaturą


      Rossetti zasłynął jednak przede wszystkim jako malarz pięknych kobiet. Po dziesięciu latach burzliwego związku z Elizabeth Siggal i jej samobójczej śmierci cierpiał na bezsenność i powracające depresje, ale – paradoksalnie –  wtedy właśnie powstały jego najpiękniejsze kobiece portrety. Pod postacią alegorycznych lub symbolicznych wyobrażeń malował kobiety fatalne o bujnych włosach i zmysłowych ustach. Należy do nich m. in. "Lady Lilith", obraz namalowany po raz pierwszy w latach 1866–1868, gdy jego kochanką i modelką  była Fanny Cornforth, a następnie zmieniony w latach 1872–73, tym razem z twarzą innej modelki - Alex Wilding. Duża replika "Lady Lilith" z 1867 roku, namalowana przez Rossettiego akwarela, jest obecnie własnością nowojorskiego Metropolitan Museum of Art (nie było jej na wystawie), a wzbogaca ją werset z "Fausta" Goethego, przetłumaczony przez Shelleya na etykiecie przymocowanej przez Rossettiego do ramy:

"Strzeż się jej jasnych włosów, bo ona wysila
wszystkie kobiety magią swoich loków, a kiedy owinie je wokół szyi
młodzieńca,
nigdy go nie uwolni"

      Kobieta przedstawiona na obrazie Rossettiego kontempluje własne piękno w lustrze, symbolizującym narcyzm, kobiecość i próżność, ale także samoświadomość. Lilith wydaje się być mocną, świadomą swoich przymiotów kobietą. W zatłoczonej, pozbawionej głębi przestrzeni, otaczają ją kwiaty, których symbolika jest znacząca, zaś w lewym górnym rogu, w lustrze przypominającym okno, widoczna jest gęsta ogrodowa zieloność, kojarząca się z rajem utraconym. Białe róże mogą wskazywać na zimną, zmysłową miłość i odzwierciedlać tradycję, zgodnie z którą róże po raz pierwszy "zarumieniły się" po spotkaniu z Ewą. Mak w prawym dolnym rogu może wskazywać na sen i zapomnienie oraz odzwierciedlać ospałą naturę Lilith, zaś naparstnice w pobliżu lustra symbolizują  nieszczerość.

D. G. Rossetti, "Lady Lilith", 1866-68, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek 

Obraz ten tworzy dyptyk z "Sibyllą z palmą w ręku", namalowaną w latach 1866–1870, również z Alex Wilding jako modelką. O ile jednak Lady Lilith reprezentuje piękno ciała, zgodnie z sonetem Rossettiego widniejącym na ramie obrazu, o tyle Sybilla reprezentuje piękno duszy, zgodnie z przesłaniem sonetu zatytułowanego "Piękno duchowe".  Palma zaś symbolizuje duszę, wzniosłość, zwycięstwo, Drzewo Życia.

D. G. Rossetti, "Sybilla z palmą w ręku", 1865-70, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
       Alex Wilding pozowała Rossettiemu także do innego wspaniałego kobiecego portretu: "Monny Vanny" ("Próżnej kobiety") (pierwotnie "Weneckiej Wenus"). Obraz powstał w 1866 roku i jest niejako odpowiedzią na renesansowe malarstwo Tycjana. Namalowana postać przypomina portrety kobiet weneckiego mistrza. Wiele uwagi poświęcił artysta fakturze stroju i pięknym klejnotom. Jednocześnie portret jest nawiązaniem do postaci literackiej pochodzącej ulubionej książki Rossettiego: "La Vita Nuova" (1294) Dantego Alighieri. Kobieta, o której mowa, może być portretem Giovanny, ukochanej poety Guido Cavalcantiego, która ma ścisły związek z obrazami wiosny w twórczości Dantego. Znajduje to odzwierciedlenie w w aluzjach do wiosny, czego przykładem jest wazon z kwiatami w prawym górnym rogu oraz motywy kwiatowe na złotej brokatowej szacie kobiety.

D. G. Rossetti, "Monna vanna", 1866, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Refleksje nad tworzeniem, życiem i śmiercią


     Spośród dzieł Dantego Gabriela Rossettiego, zaprezentowanych na londyńskiej wystawie, moją uwagę zwróciła także "Veronica Veronese", zainspirowana malarstwem weneckim. Uważa się, że przedstawia "artystyczną duszę w akcie tworzenia". Temat ten pojawia się w postaci fikcyjnego cytatu umieszczonego przez Rossettiego na ramie obrazu:

"Nagle, pochylając się do przodu, Lady Veronica szybko napisała pierwsze nuty na pustej stronie. Potem wzięła smyczek, aby urzeczywistnić swój zamysł; Zanim jednak zaczęła grać na skrzypcach, milczała przez kilka chwil, słuchając inspirującego głosu ptaka, podczas gdy jej lewa ręka błądziła po strunach w poszukiwaniu doskonałej muzyki, wciąż nieuchwytnej. Był to mariaż głosów natury i duszy – świt mistycznego tworzenia".
        
Postać przedstawiona na obrazie jest zatem alegorią twórczości artystycznej, czerpiącej natchnienie ze świata przyrody. Ptak w lewym górnym rogu może reprezentować "mariaż głosów natury i duszy", natomiast leżący na stole, należący do rodziny narcyzów, żonkil, jest aluzją do osoby artysty, który w sobie szuka poetyckiego natchnienia. Tym razem w roli modelki i zsyłającej natchnienie muzy wystąpiła Jane Morris.

D. G. Rossetti, "Veronica Veronese", 1872, fot. Marek Cisek
      Od 1874 roku, po nieudanej próbie samobójczej, artysta pracował w Cheyne Walk nad ośmioma obrazami zainspirowanymi postacią Prozerpiny (królowej świata podziemnego, kojarzącej się ze śmiercią), zaś od października 1875 roku do czerwca roku następnego przebywał w Aldwick Lodge, w hrabstwie Sussex i tam właśnie powstało kilka jego najbardziej udanych prac, których modelką i muzą była piękna Jane Morris, córka innego prerafaelity, Williama Morrisa. Na wystawie "The Rossettis" pokazano także jej zdjęcia, z których jedno zamieszczam, interesujące jest bowiem porównanie prawdziwej osoby do postaci wykreowanych na płótnach.

Jane Morris, fot. John Parsons, fot. Marek Cisek
       Zobaczyć ją można na takich płótnach Rossettiego, jak m. in. "Wizja Fiammetty", "Astarte Syriaca" czy "Sen na jawie" z 1880 roku. Ten ostatni również został opatrzony tekstem sonetu o tym samym tytule. Jego bohater traci kontakt z rzeczywistością, poddając się fantazjom. Scena przedstawia młodą kobietę siedzącą w cieniu jawora. Nad jej głową i wokół niej rozpościerają się gałęzie drzew, prawie obejmując ją albo sprawiając wrażenie, jakby to ona wyłaniała się z samego drzewa, prawie jak driada. Ubrana jest w ciemnozieloną jedwabną suknię, spływającą we wdzięcznych fałdach i wtapiającą się w liście drzewa. Tak ukazana wydaje się być ucieleśnieniem wiosny i natury (taki był zresztą jego pierwotny tytuł: "Monna Primavera"). W ręku trzyma kapryfolium (wiciokrzew) – w wielu legendach symbol pasji, miłości i oddania. Otwarta na kolanach kobiety księga odnosi się ponownie do "Nowego życia" Dantego.

D. G. Rossetti, "Sen na jawie", 1880, fragm., fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Rossetti malował rośliny z niezwykłą starannością. Podobno pracując nad tym obrazem spędził kilka miesięcy obserwując i szkicując kolejne etapy rozwoju sykomory rosnącej w ogrodzie przy domu, w którym wówczas mieszkał. W stworzonym w tym samym czasie sonecie napisał:

"Gęste gałęzie w mroku sykomory / Po próg jesieni wypuszczają liście".

       Zaprezentowana w Tate Britain wystawa "The Rossettis" pozwala zanurzyć się w świecie jednego z najbardziej znanych i rozpoznawalnych prerafaelitów  – poznać jego życiorys, sposób widzenia świata i sztuki, wrażliwość i usposobienie, wszystko to bowiem znalazło swoje odbicie w szkicach, obrazach i w poezji artysty. Jak w soczewce odbijają się w jego twórczości zarówno tendencje epoki, w której żył i tworzył, jak też owocne próby zaznaczenia swojego niepowtarzalnego istnienia. 



The Rossettis | Trailer | Tate

The Rossettis
6 kwietnia - 24 września 2023

Wystawa zorganizowana przez Tate Britain i Delaware Art Museum
kuratorzy: Carol Jacobi i James Finch




niedziela, 5 stycznia 2025

Malczewski inspirujący i inspirowany. Relacja z wystawy "Jacek Malczewski. Konteksty" w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu

Wystawa "Jacek Malczewski. Konteksty" w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, przygotowana na 170. rocznicę urodzin malarza, jest pięknym przykładem na to, że twórczość tę ciągle można interpretować na rozmaite sposoby, także w świetle inspiracji i fascynacji samego artysty. Ukazanie jego twórczości w rozmaitych kontekstach pozwala nie tylko ujrzeć ją z innej perspektywy, ale także utwierdzić się w przekonaniu, jak bardzo jest oryginalna.

Jacek Malczewski, "Autoportret z Meduzą", 1920, fragm. fot. Marek Cisek

Moje doświadczenia z wystawami prezentującymi na różne sposoby malarstwo Jacka Malczewskiego są za każdym razem inne. Autorzy koncepcji, a zarazem kuratorzy poszczególnych ekspozycji, stają się niejako architektami opowieści, w perspektywie której patrzymy na twórczość malarza. Kuratorka wystawy "Malczewski romantyczny" w Muzeum Narodowym w Krakowie, Urszula Kozakowska - Zaucha oraz współautor scenariusza, prof. Bartosz Korzeniewski wyeksponowali te obrazy, które podejmowały romantyczne tematy w twórczości artysty. Nawiązywały do mesjanizmu, były też przejawem fascynacji folklorem i ludowymi legendami, baśniami, których świat przedstawiony pełen był rusałek, dziwożon, ale także mitologicznych chimer, faunów i biblijnych aniołów. Prezentowały rozważania Malczewskiego o sztuce, natchnieniu, odpowiedzialności i wyjątkowości Artysty. 

Z kolei Paweł Napierała, kurator poznańskiej wystawy "Idę w świat i trwam", wespół z Wojtkiem Luchowskim, autorem aranżacji,  pokazali obrazy Jacka Malczewskiego wypożyczone z Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki jako sztukę zagrożoną wojną, przed którą musi uciekać, wędrować po świecie, aby przetrwać. Wystawa opowiadała o kruchości dzieła sztuki, o tym, że obrazy znalazły się w Polsce, by ocaleć, ale mówi też o dziedzictwie, które trzeba chronić i o prywatnych, a tak przecież ważnych sprawach: o miłości, przyjaźni, o pamiątkach...

Wystawa "Jacek Malczewski. Konteksty, na pierwszym planie kuratorka Paulina Szymalak-Bugajska,
fot. Marek Cisek

W innej roli znalazła się Paulina Szymalak-Bugajska, autorka wystawy "Jacek Malczewski. Konteksty" w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, która zajmuje się jego twórczością od lat i ma za sobą doświadczenie kilku wystaw, w tym m. in. ekspozycję "Moja dusza. Oblicza kobiet w twórczości Jacka Malczewskiego" (2019) czy "Jacek Malczewski" (2011), żeby wymienić tylko te. Zapytana przeze mnie o koncepcję wystawy, odparła że pomysł tej ekspozycji zakiełkował już podczas przygotowywania poprzedniej: "Moja dusza". Zapragnęła wówczas zgłębić temat inspiracji i fascynacji malarza, a zarazem prześledzić ewolucję formy. Malczewskiego inspirowała literatura (głównie romantyczna, przede wszystkim dramaty Juliusza Słowackiego, a także tematyka mitologiczna i biblijna), ale jego malarską wyobraźnię kształtowali również inni malarze, graficy, rzeźbiarze. Wybór kontekstów jest w przypadku radomskiej wystawy subiektywny, ale inaczej być nie może! Wędrując po niej z moją przewodniczką, odkrywałam niejako innego Malczewskiego, ponieważ niektóre z kontekstów, np. inspiracje drzeworytem japońskim, były dla mnie odkrywcze, inne z kolei ukazywały Malczewskiego poszukującego oryginalnej formy i były próbą znalezienia własnej drogi (jak w przypadku Matejki). Malczewski tworzy niejako własną mitologię. Świat jego wyobraźni zamieszkują fauny, chimery o twarzach pięknych kobiet, wreszcie pojawia się on sam  – pod różnymi postaciami: artysty, rycerza, fauna ... Wiele znajdujących się na wystawie obrazów zobaczyłam po raz pierwszy, ponieważ pochodzą z prywatnych zbiorów i bywają wypożyczane rzadko i na krótko. Niezwykle bogata i różnorodna jest twórczość malującego blisko 50 lat artysty!

Konteksty malarskie: mistrz Matejko, Józef Simmler i ... japoński drzeworyt


Malarstwo stanowi pierwszy i najbardziej oczywisty kontekst dla twórczości Jacka Malczewskiego, jednak i w tej sferze znajdziemy inspiracje mniej lub bardziej oczywiste. Do tych ostatnich należy z pewnością twórczość Jana Matejki, w którego pracowni Malczewski studiował, zanim zbuntował się, poszukując własnej drogi twórczej. Jednakże już poniższe zestawienie obrazów, przedstawiających ten sam temat, wskazuje na to, że Malczewski od początku poszukiwał własnej drogi twórczej, odmiennej od mistrza Matejki wizji polskiej historii. Tę czerpał przede wszystkim z dzieł romantyków, głównie Słowackiego, by z czasem stworzyć całkowicie oryginalny świat, pełen ukrytych symboli.

Jan Matejko, szkic do obrazu "Wernyhora", 1875, fot. Marek Cisek
Zestawione ze sobą dwa obrazy łączy zatem wspólny temat, ale dzieli sposób ujęcia postaci, sama kompozycja i wynikające stąd przesłanie. Chodzi mianowicie o Matejkowskiego "Wernyhorę" (na wystawie znalazł się szkic do obrazu)  –  obraz przedstawiający ukraińskiego lirnika, profetę, który w chwili natchnienia przepowiada przyszłe losy Polski, stając się niejako jej alegorią (biało-czerwony strój). Na ukończonym obrazie (1884) siedzący u jego stóp chłopiec w sukmanie, wyposażony w torbę podróżną, kapelusz i kij, symbolizuje odradzającą się Polskę. Dodajmy, że postać Wernyhory pojawia się również w literaturze romantycznej („Pan-Dziad z lirą” w "Śnie srebrnym Salomei" Juliusza Słowackiego, do którego twórczości Malczewski sięgać będzie wielokrotnie), jak też młodopolskiej ("Wesele" Stanisława Wyspiańskiego z 1901 roku, a więc te inspiracje wzajemnie na siebie oddziałują). 

Prezentowany na wystawie w towarzystwie Matejkowskiego szkicu do "Wernyhory" obraz Malczewskiego, opatrzony znaczącym tytułem "Za późno z pieśnią" (1879), zupełnie inaczej ujmuje ten temat. Tutaj, jak sugeruje tytuł, prorok przybywa za późno. Ponadto jest ślepy i to jego prowadzi chłopiec trzymający laskę. Rolę lirnika   – posłańca i przewodnika  – przejmuje młodzieniec. Według Jerzego Malinowskiego, do którego interpretacji nawiązała autorka wystawy, "młodzieniec z czasem przejmie rolę pieśniarza ostrzegającego swój lud przed zagrożeniem, co w rzeczywistości malarskiej przełoży się na rozpoczęcie przez Malczewskiego cyklu prac o tematyce sybirskiej".

Jacek Malczewski, "Za późno z pieśnią", 1879, fot. Marek Cisek
W początkach twórczości Malczewskiego  zauważymy też fascynację dziełami innych malarzy. Jedna z pierwszych wersji "Ellenai" nawiązuje do słynnego obrazu Józefa Simmlera: "Śmierć Barbary Radziwiłłówny" (1860). na którym ukazano dwoje kochających się ludzi w obliczu śmierci. Bohaterka leży martwa, a wpatrujący się w nią Zygmunt August, odziany w bogate szaty przykuwające wzrok, spogląda na ukochaną, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Podobny układ sceny i jej atmosferę odnajdziemy na obrazie "Śmierć Ellenai". Mężczyzna siedzi na skraju posłania, z rękami splecionymi na kolanach, a jego twarz z półprzymkniętymi powiekami wyraża smutek, ale i pogodzenie się z losem. Kobieta zaś została przedstawiona nieco inaczej niż Barbara Radziwiłłówna na obrazie Simmlera.  Oburącz trzyma obraz Matki Bożej, w który ufnie się wpatruje. Jesteśmy poniekąd świadkami intymnej sceny odchodzenia bohaterki, która wierzy, że śmierć jest tylko przejściem do innego świata. Widzimy więc, że jeśli nawet artysta odwołuje się do znanego obrazu, zachowując podobny układ kompozycji, to jednak jego przesłanie jest odmienne. 

Jacek Malczewski, "Śmierć Ellenai", 1877, fot. Marek Cisek
Oczywiście, kontekstów malarskich odnajdziemy na wystawie dużo więcej, nie sposób jednak napisać o wszystkich w krótkiej nolens volens relacji. Inspirujący wydaje się być bez wątpienia sposób, w jaki Malczewski portretuje innych artystów, głównie malarzy, pokazując ich na tle pracowni (jak w przypadku Wacława Szymanowskiego, przy czym tytułowa pracownia ma szersze, symboliczne znaczenie) albo bez tego sztafażu, kreśląc coś w rodzaju portretu psychologiczno-symbolicznego (portret Leona Wyczółkowskiego). Oto "Portret Wacława Szymanowskiego w pracowni" – malarza, ale przede wszystkim rzeźbiarza, najbardziej znanego jako autora pomnika Fryderyka Chopina w warszawskich Łazienkach czy "Pochodu na Wawel". Malczewski przedstawił go stojącego w zamyśleniu na pierwszym planie w towarzystwie nagiej muzy (po lewej stronie obrazu), która przycupnęła, jakby na dłużej zadomowiła się w pracowni artysty. Cóż to zresztą za pracownia! To w oczywisty sposób przestrzeń umowna, symboliczna.  Starożytność reprezentuje łuk triumfalny, średniowiecze – fragment grobowca Kazimierza Jagiellończyka, a współczesność – najwybitniejsze dzieła samego Szymanowskiego: fragmenty pomnika Chopina oraz "Pochodu na Wawel", co staje się apologią rzeźbiarza jako kontynuatora dzieł, które przeszły do historii sztuki.

Jacek Malczewski, "Portret Wacława Szymanowskiego w pracowni", ok. 1912,
fot. Marek Cisek
Z kolei pozornie tradycyjny inny portret, zatytułowany "W pracowni artysty", mimo pewnego realizmu, został  skomponowany nietypowo: przedstawia dwóch mężczyzn, których głowy zostały przedstawione z profilu. Obaj siedzą na krzesłach  we wnętrzu pracowni malarskiej nad rozpoczętymi obrazami. Oto portret malarza przy pracy. Kilka przedstawionych tu szkiców koni i wyraźne podobieństwo tęższego ze sportretowanych mężczyzn do Wojciecha Kossaka, szczególnie za sprawą charakterystycznego dla niego wąsa, pozwala przypuszczać, że może to być studio i portret tego właśnie artysty. Postać siedząca bliżej, na pierwszym planie – łysiejący mężczyzna z bródką to prawdopodobnie Piotr Hubal-Dobrzański. Ciepła tonacja obrazu: przewaga brązów i beży, ciasny kadr (głowa mężczyzny na drugim planie ucięta) – sprawiają wrażenie pośpiesznego szkicu o cechach fotografii.

Jacek Malczewski, "W pracowni artysty", 1903, fot. Marek Cisek
Wśród licznych portretów innych artystów, z którymi Jacek Malczewski był zaprzyjaźniony, znajdują się i takie, jak sprawiający wrażenie niedokończonego, "Portret Leona Wyczółkowskiego". Kuratorka wystawy zwróciła uwagę na analogię między tym obrazem a "Autoportretem konnym" Wyczółkowskiego (1892), na którym malarz przedstawił siebie konno, w promieniach zachodzącego słońca i na tle krajobrazu. Podobna jest sylwetka i twarz: na obu tych obrazach Wyczół stylizuje się na Kozaka i człowieka ceniącego sobie wolność. Jednakże na portrecie Malczewskiego tło zdaje się być niepotrzebne, bo malarz i bez tego sprawia wrażenie człowieka wolnego i mocnego. W prawej ręce trzyma dymiące cygaro, w lewej zaś pęk pędzli. Patrzy wprost na widza w taki sposób, że czuje on respekt. Potężną sylwetkę malarza otacza szkicowo namalowany malarski fartuch, pod którym widać ciemnoczerwoną rubaszkę podobną do tej z autoportretu. Niebieskawe tło także eksponuje postać. 

Jacek Malczewski, "Portret Leona Wyczółkowskiego", ok. 1895, fot. Marek Cisek
Dość nieoczekiwanym kontekstem twórczości Jacka Malczewskiego, który został wyeksponowany na radomskiej wystawie, jest japoński drzeworyt. Inspiracje nim pojawiają się ok. 1900 roku i powstały prawdopodobnie pod wpływem Feliksa Mangghi Jasieńskiego, który był zafascynowany sztuką japońską i posiadał sporą kolekcję japoników, podobnie jak mecenas artysty – Karol Lanckoroński. 
    Wpływy te odnajdziemy przede wszystkim w pracach artysty dotyczących wspomnień z dzieciństwa, pejzaży z nim związanych, a także portretów. Podobnie jak w sztuce drzeworytu, kadr kompozycji jest asymetryczny, brakuje głębi, następuje dekoracyjne spiętrzenie planów, a postać zastyga w swego rodzaju stop-klatce.
    Na wystawie "Jacek Malczewski. Konteksty" znajdziemy kilka takich prac, m. in. "Dzieciństwo malarza", "Portret Wacława i Heleny Karczewskich", "Pejzaż z chimerami/Pejzaż II", "Moja dusza" z cyklu "Moje życie". Przyjrzyjmy się im z bliska...

Jacek Malczewski, "Dzieciństwo malarza", ok. 1919, fot. Marek Cisek
Płótno zatytułowane "Dzieciństwo malarza" przedstawia na pierwszym planie sylwetkę siedzącego na łodzi chłopca, całkowicie pochłoniętego czynnością malowania czy raczej szkicowania. Powyżej – zielono-żółte zarośla, ponad którymi widoczne są domy z otaczającymi je ogrodami, a na ścieżce widać jakąś nieruchomą postać. To typowa kompozycja będąca naśladowaniem japońskich drzeworytów, z charakterystycznym dla niej spiętrzeniem dalszych planów i spłaszczeniem całości. Wszystko jakby zastygło w stop-klatce pamięci...

Jacek Malczewski, "Moja dusza" z cyklu "Moje życie", 1917 , fot. Marek Cisek
Z kolei obraz "Moja dusza" przepaja tęsknota starego, schorowanego artysty za pejzażem dzieciństwa spędzonego u krewnych w Wielgiem. Ich dworek ukazany został po prawej stronie obrazu. Na pierwszym planie – ciało zmarłego (lub umierającego) mężczyzny, z głową zwróconą w stronę domu) symbolizuje samego malarza. Towarzyszą mu fauny. Dwa z nich przyniosły tutaj jego ciało i przycupnęły przy nim zamyślone, trzeci zaś, odwrócony w stronę dworku, gra na skrzypcach, prawdopodobnie jakąś tęskną melodię. Całość, mimo melancholijnego tematu, ujęta jest w pogodnych kolorach wiosennych, podobnie jak obrazy z cyklu Thanatos. Nostalgia splata się z pięknym, wciąż żywym wspomnieniem.

Jacek Malczewski, "Portret Wacława i Heleny Karczewskich", ok. 1900, fot. Marek Cisek
Popiersia małżonków Wacława i Heleny Karczewskich  – krewnych, u których spędził część dzieciństwa, ukazał artysta w ciepłych barwach beżu i musztadowych żółcieni na pierwszym planie obrazu. Pomiędzy nimi widać parkę gili siedzących na pozbawionych liści gałęziach, w tle zaś widać ośnieżone pole i wiejskie chałupy zamykające horyzont. Monochromatyczną kompozycję "przełamuje" niejako czerwień ptasiego brzuszka.  Gil jest ptakiem monogamicznym. Łączy się w pary na okres kilku lat, często nawet na całe życie, a między partnerami istnieje silna więź. A zatem para ptaków między głowami małżonków symbolizuje wierność i trwałość ich związku... 
Powyższe przykłady odsłaniają mniej znane oblicze Malczewskiego, zainspirowanego kulturą Wschodu, w szczególności zaś japońskim drzeworytem. I jak zwykł to czynić, nadaje swoim obrazom symboliczny sens.

Literackie konteksty twórczości Jacka Malczewskiego


Pod wpływem ojca, Juliana Malczewskiego – erudyty, rozmiłowanego w antyku i włoskim renesansie, zafascynowanego teatrem i literaturą, szczególnie zaś twórczością Juliusza Słowackiego – malarz otrzymał gruntowne domowe wykształcenie. Kontynuował je w majątku Karczewskich, gdzie jego edukacją zajął się Adolf Dygasiński – przyszły powieściopisarz i publicysta i gdzie dzięki niemu poznał rodzimy folklor, sekrety fauny i flory, z czego czerpał przez całe życie w swojej twórczości. Kiedy więc jako młody artysta pragnął przedstawić cierpienia Polaków po upadku Powstania Styczniowego, znalazł inspirację w "Anhellim" Juliusza Słowackiego. Namalowana w 1883 roku "Śmierć Ellenai" przyniosła mu sławę i utwierdziła w przekonaniu, że odnalazł własną drogę w ukazywaniu polskiej historii, odmienną od mistrza Matejki. Po "Anhellego" sięgał Malczewski później wielokrotnie, szkicując i malując różne warianty tego tematu.

Anhelli i Ellenai w drodze, szkic. ok. 1877, fot. Marek Cisek
Poemat Słowackiego jest odpowiedzią na mesjańską wizję narodu z III Części "Dziadów" Adama Mickiewicza. Autor dostrzega, że zgnębiony klęską naród przeżywa głęboki kryzys i rozchwianie wartości. Akcja utworu, który stał się inspiracją dla Malczewskiego, rozgrywa się na Syberii, która w poemacie przybiera postać dantejskiego piekła. Szaman, podobnie jak Wergiliusz Dantego, oprowadza Anhellego po ziemskim piekle Polaków. Syberia jest piekłem ludzi skazanych na zatracenie i tylko konfederaci – najstarsi wygnańcy – potrafią sprostać nieszczęściu i umierają ze słowem "Ojczyzna" na ustach. Tylko jeden Anhelli jest czysty i niewinny, przeznaczony na "ofiarę serca", choć nie wie, czy Bóg tę ofiarę przyjmie. Wędrując przez piekło Sybiru, Anhelli pragnie towarzystwa osoby, która pomogłaby mu znieść tak wielkie cierpienie. Okazuje się nią być zbrodniarka – Ellenai, która nawraca się, porzuca grzeszne życie i obdarza bohatera siostrzaną miłością. Kiedy Ellenai umiera, anioł zabiera ją do nieba, Anhelli zaś cierpi z powodu opuszczenia przez jedyną kochającą go istotę. Temat śmierci  Ellenai powraca w twórczości Malczewskiego wielokrotnie i na różne sposoby, będąc niekiedy punktem wyjścia dla innych inspiracji, czego przykładem może być "Umywanie nóg".

Jacek Malczewski, "Umywanie nóg", 1886, fot. Marek Cisek
Malczewskiego bowiem inspirowała także na różne sposoby Biblia i mitologia. Takim nieoczywistym nawiązaniem, będącym kompilacją biblijnego motywu umywania nóg oraz tematu Sybiru ("Anhelli"), jest dużego formatu nowy nabytek Muzeum im. Jacka Malczewskiego: wspomniane "Umywanie nóg", którego kolejne przedstawienie, tym razem z dwiema postaciami, zrealizuje malarz w 1877 roku. Jest to zarazem dobry przykład na to, że inspiracje literackie się przenikają, co w konsekwencji wpływa na oryginalną wymowę obrazu. W tym przypadku, za sprawą tytułu, a także sposobu przedstawienia postaci, "Anhelli" jest tylko punktem wyjścia. Możemy domyślać się (i potwierdza to wersja z 1887 roku), że kobietą jest Ellenai oczekująca na powrót Anhellego. Obecność jednej tylko postaci, w dodatku tak właśnie przedstawionej, daje asumpt do poszerzenia interpretacji o ważny kontekst biblijny. Umywanie nóg jest aktem pokory i szacunku. W Starym Testamencie Aaron i jego synowie obmywają ręce i nogi, zanim wejdą do Namiotu Spotkania, a także gdy składają ofiary na ołtarzu, co miało wyrażać ich duchową czystość. Ten obyczaj można odnieść do nakazu umywania nóg ustanowionego przez Chrystusa w Nowym Testamencie, gdzie gest ten staje się nade wszystko aktem miłości i ofiarności. W Ewangelii wg św. Jana Maria z Betanii umywa podczas uczty nogi Jezusa drogocennym olejkiem. Jej czyn, potępiony przez Żydów, jest aktem czystej, bezinteresownej miłości. Kobieta na obrazie Malczewskiego, przygotowująca się do rytuału umycia nóg, jest taką właśnie Marią  – symbolem ofiarnej miłości. Światło, które na nią pada, a którego źródła nie widzimy, ma Boski, zbawczy  charakter. 

Jacek Malczewski, "Mój sen", 1896 - 1898, fragm. fot. Marek Cisek
Pozostając jeszcze w kręgu literatury romantycznej, warto zauważyć, że nie tylko twórczość Słowackiego inspirowała malarza, zafascynował go także cały sztafaż fantastycznych stworów. Rusałki, majki, dziwożony, będące bohaterkami obrazów Jacka Malczewskiego, wywodzą się z ludowego imaginarium, podobnie jak postacie romantycznych ballad. Później dołączą do niego greckie meduzy i gorgony, w których towarzystwie powstają liczne autoportrety malarza. Spośród znajdujących się na wystawie obrazów takie fantazje przedstawia płótno pod znaczącym tytułem: "Mój sen", które obejrzałam po raz pierwszy, pochodzi bowiem ze zbiorów prywatnych. Podobnie jak w cyklu "Rusałki", śpiący chłopak staje się obiektem pożądania kuszących go i nawołujących rusałek, które pragną wciągnąć go w głębinę jeziora. Szaremu aż po horyzont tłu i ciemnej, słabo widocznej sylwetce młodego mężczyzny przeciwstawiono połyskujące ciepłymi złocistymi barwami kłębowisko kobiecych ciał. Erotyczne sny, ale i ucieczka od szarości. 

Jacek Malczewski, "Aniele, pójdę za tobą", 1901, fot. Marek Cisek
Na początku XX wieku Malczewski zainteresował się poezją poezją Teofila Lenartowicza, którego wiersz "Za aniołem" rozpoczął cykl angelologiczny w twórczości malarza. Inspiracją był także Juliusz Słowacki, którego utwór "Anioły stoją na rodzinnych polach" mógłby stać się komentarzem do wielu obrazów Malczewskiego, jak choćby widoczny powyżej. 
Anioły stały się odtąd ważnym elementem jego mistyczno-symbolistycznego świata wyobraźni. Ich obecność na ziemi zawsze łączy się u Malczewskiego z czynieniem dobra. Egzystują wśród ludzi, najczęściej objawiając się dzieciom, ludziom starym, wędrowcom dochodzącym do kresu życia i obwieszczają im istnienie lepszego świata. Malczewski wielokrotnie podejmował ten motyw, dając wyraz przekonaniu, że dziecięca wrażliwość, która pozwala odczuć realną obecność aniołów w otaczającym świecie, jest identyczna z wrażliwością artysty obdarzonego łaską widzenia i odczuwania świata duchowego. Z drugiej strony, inne obrazy Malczewskiego, takie jak choćby "Krajobraz z Tobiaszem", "Wiosna. Krajobraz z Tobiaszem" czy "Tobiasz z aniołami" – są inspirowane zarówno biblijną Księgą Tobiasza, jak też malarstwem renesansowym. Historia Tobiasza jest opowieścią o poszukiwaniu leku, który ma przywrócić wzrok ociemniałemu ojcu, także Tobiaszowi. Sym udaje się na niebezpieczną wyprawę w towarzystwie archanioła Rafaela którego imię oznacza "Bóg uzdrawia" i dzięki jego opiece udaje mu się osiągnąć cel. Czasami malarz przedstawia swego bohatera zgodnie z tradycją biblijną, częściej jednak rozbudowuje sceny, by np. na obrazie "Tobiasz z aniołami" pokazać chłopca w towarzystwie trzech archaniołów. 
      Wędrówka staje się metaforą ludzkiego losu, a także losu samego artysty ("Tobiasz i Parki", 1912). Motyw wędrówki odnajdziemy także na obrazie "Dante z Wergiliuszem". To kolejny ważny literacki kontekst w twórczości Malczewskiego. 

Jacek Malczewski, "Dante z Wergiliuszem", 1915, fot. Marek Cisek
Charakterystyczne, że obraz powstał w czasie I wojny światowej, kiedy to artysta wraz z rodziną schronił się w tymczasowym mieszkaniu w Wiedniu. Inspiracją jest w tym wypadku "Boska komedia" Dantego  – genialny poemat przedstawiający wędrówkę poety przez Piekło, Czyściec i Raj. Motyw wędrówki w zaświaty zaczerpnął Dante z literatury starożytnego Rzymu, przy czym bezpośrednią inspiracją stała się "Eneida" Wergiliusza i ten właśnie poeta towarzyszy mu w wędrówce przez Piekło. Dante rozwinął ten motyw w obszerny poemat, czyniąc samego siebie głównym bohaterem. Znając zamiłowanie Malczewskiego do renesansowego malarstwa, nie można też wykluczyć, że źródłem inspiracji stał się dla niego także cykl ilustracji Sandro Botticellego do "Piekła". 
     Na obrazie rozpoznajemy postać Wergiliusza po białej rzymskiej todze, otulonego w jasnobrązowy płaszcz, a przede wszystkim po wieńcu laurowym. Nieco za nim kroczy Dante w czerwonej szacie i birecie na głowie, z przerażeniem obserwując atakujące go obrazy. Wydaje się, że Malczewski ukazuje ponadczasowość doświadczenia "piekła", które w tym wypadku staje się także doświadczeniem jego i jego rodziny, domaga się więc refleksji, a ta w przypadku malarza przybiera postać obrazu. Do tego tematu powróci jeszcze pięć lat później, gdy stworzy "Zadumanie. Na ganku w Lusławicach", tylko że wtedy Dante będzie miał twarz Witolda Erazma Rybczyńskiego, Wergiliusz zaś  – syna Rafała. I choć otacza ich sielski krajobraz, obaj są smutni i zadumani, jakby niepewni swego losu.

Jacek Malczewski, "Zadumanie. Na ganku w Lusławicach", 1920, fot. Marek Cisek
"Dante z Wergiliuszem" jak w soczewce ukazuje współistnienie inspiracji malarskich z literackimi i z życiem samym. Tendencje te odnajdziemy nieomal na wszystkich znajdujących się na wystawie obrazach.

      Wystawa "Jacek Malczewski. Konteksty" w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, przygotowana na 170. rocznicę urodzin malarza, jest pięknym przykładem na to, że twórczość tę ciągle można interpretować na rozmaite sposoby, także w świetle inspiracji i fascynacji samego artysty. Ukazanie jego twórczości w rozmaitych kontekstach nie tylko ujrzeć ją z innej perspektywy, ale także utwierdzić się w przekonaniu, jak bardzo jest oryginalna.


Serdecznie dziękuję wspaniałej kuratorce - pani Paulinie Szymalak-Bugajskiej za oprowadzenie po wystawie, dyrektorowi Muzeum, panu Leszkowi Ruszczykowi i pozostałym Pracownikom za ich  gościnność. Gratuluję pięknej wystawy!

Początek jesieni – początek nowego sezonu wydarzeń w Muzeum Architektury we Wrocławiu

 Początek jesieni i początek sezonu wystawienniczego to w Muzeum Architektury we Wrocławiu prawdziwy kalejdoskop wydarzeń, spotkań, wernisaż...

Popularne posty